Wstęp
Oddajemy do rąk Czytelnika trzecią książkę opisującą świat elektryki zawodowej. W dwóch poprzednich zapoznaliśmy się z doświadczeniem zawodowym i opisem różnych instalacji, z którymi elektryk ma do czynienia w swojej pracy. Teraz czas na wykorzystanie zdobytej wiedzy w praktyce. Zabieramy Państwa ze sobą na zlecenie, na rzeczywiste awarie, jakie miały miejsce. Każdy opisywany przypadek podzielony jest na trzy części: opis awarii, miejsce awarii oraz analiza i naprawa.
W części oznaczonej jako „Analiza i naprawa” pokazujemy krok po kroku jak podejść do tego typu problemu, od czego zacząć, na co zwrócić uwagę, a także jak przeprowadzić cały proces dochodzenia do odnalezienia źródła awarii. W dalszej części, po zlokalizowaniu miejsca awarii wskazujemy, w jaki sposób taką awarię usunąć. Wszystko oczywiście oparte na wiedzy praktycznej płynącej z doświadczenia zawodowego.
Zachęcamy Szanownego Czytelnika, aby wraz z postępem zapoznawania się z treścią każdego z przypadków wszedł w to zlecenie i próbował samodzielnie dojść do prawdy, co takiego mogło się stać, co jest przyczyną awarii.
W aktywności zawodowej zawsze przychodzi taki moment, w którym okazuje się, że to, co do tej pory się nauczyliśmy i poznali od strony teoretycznej, ma się nijak w zetknięciu z prawdziwym przypadkiem, kiedy to stajemy naprzeciw awarii, nierzadko wywołanej przez niedbałość lub niekompetencję pseudo fachowca albo nawet nie fachowca, tylko klienta, który zrobił coś tak, jak mu się wydawało. Nie brakuje także osób zawodowo związanych z elektryką, zwłaszcza tych ze starszej generacji (z czasów PRL), których efekty pracy wołają o pomstę do nieba. Wtedy okazuje się, że nic nie jest takie proste i oczywiste jak nam się do tej pory w wyobrażeniach wydawało.
Każdy przypadek opisany w tej książce czegoś nas uczy, poszerza naszą wiedzę i doświadczenie. Możemy wejść w prawdziwe zlecenie, zweryfikować swoją wiedzę i zawodową intuicję, zastanowić się, w jaki sposób my podeszlibyśmy do tego typu problemu, no i oczywiście zawsze warto wyciągać wnioski, bo to one nas kształtują i rozwijają.
Tyle, jeśli chodzi o pierwszą część książki. W drugiej części zawarliśmy najbardziej powszechne awarie „domowe” ze szczegółowym opisem możliwych przyczyn, gdyż za powstanie danego typu awarii może odpowiadać wiele różnych czynników. Wymieniamy je zatem po kolei, jak zawsze z opisem zawierającym wiedzę teoretyczną i praktyczną. Na koniec, w części praktycznej opisuję, w jaki sposób ja podchodzę do tego typu awarii, na co w pierwszej kolejności zwracam uwagę i w jaki sposób rozwiązuję problem z awarią.
Mam nadzieję, że Czytelnik chcący zajmować się elektryką zawodowo będzie zadowolony z lektury tej książki, z tej wiedzy, jaką w niej zawarłem. Nie ukrywam, że piszę książki takie, które sam chciałbym przeczytać w czasie swojego rozwoju zawodowego dawno temu. Mam nadzieję, że Szanowny Czytelnik jest równie mocno złakniony wiedzy zawodowej, zwłaszcza tej praktycznej, co ja na początku mojej drogi zawodowej. Z tym pragnieniem wiedzy pozostawiam Cię, drogi Czytelniku, z lekturą.
Robert Trafny
Ja w sprawie awarii…
Es od gniazdek wybija
Prezentowany tu przykład pokazuje, jak ważna jest na zleceniu metodyka pracy, zwłaszcza na awarii.
Opis awarii:
Jeden z esów w mieszkaniu wciąż wybija. Nie da się go włączyć, bo zaraz wybija. Razem z nim wybija bezpiecznik na klatce schodowej.
Miejsce awarii:
Blok mieszkalny z lat 90. Instalacja oryginalna, czyli miedziana, dwużyłowa.
Analiza i naprawa:
Pierwsze co należy zrobić w opisywanym tu przypadku to dokładne rozeznanie się w sytuacji. Pytamy klienta, co dokładnie się dzieje, w jakich okolicznościach i orientujemy się, gdzie prąd jest, a gdzie nie ma. Od klienta dowiadujemy się, że nie ma prądu w gniazdkach — cały czas wybija es. Zaraz po jego załączeniu wybija, a razem z nim wybija es na klatce schodowej. Prąd jest tylko w dwóch gniazdkach — w średnim pokoju i w dużym.
Po uzyskaniu informacji od klienta mamy wystarczający ogląd sytuacji, aby ukierunkować naszą analizę i wynikającą z niej późniejszą naprawę. Oto istotne dla nas informacje:
— wybija bezpiecznik na klatce schodowej,
— wybija bezpiecznik w mieszkaniu,
— po załączeniu esa zaraz go wybija,
— brak prądu w większości gniazdek,
— w dwóch gniazdkach prąd jest.
Powyższe informacje/problemy teraz redukujemy i wartościujemy, aby ukierunkować się na właściwe działanie. Zaczynamy od redukcji informacji. Bezpiecznik w mieszkaniu wybija zaraz po załączeniu, bo widocznie w instalacji gniazdek mamy trwałe zwarcie.
Bezpiecznik na klatce schodowej to oczywiście główny bezpiecznik do mieszkania, czyli zabezpieczenie przedlicznikowe. Wybija on dlatego, że mamy trwałe zwarcie. Czasem przy takim zwarciu wybija oba bezpieczniki — ten od obwodu i ten przedlicznikowy. W tym konkretnym przypadku swoje istotne znaczenie ma także to, że przy włączeniu esa w mieszkaniu mimowolnie jego klapkę przytrzymujemy palcem. Es nie może zatem szybko zareagować na istniejące zwarcie, bo jego klapka jest przez nas zablokowana. Musi zatem zareagować bezpiecznik wyższego rzędu. Jest to więc problem wtórny, który w swojej analizie nie będziemy brali pod uwagę.
Naszą uwagę powinna zaraz zwrócić informacja, że w dwóch gniazdkach prąd jest. Z uwagi na to, że w tych blokach mamy do czynienia z pętlą zasilającą gniazdka jest to dla nas sygnał, że ta pętla musi być przerwana. Uzyskujemy zatem skondensowaną informację definiującą rzeczywiste problemy, które musimy rozwiązać:
— zwarcie w instalacji gniazdek,
— przerwana pętla zasilająca.
Skoro klient donosi, że po włączeniu zaraz esa wybija, więc nie ma sensu tego osobiście sprawdzać i niepotrzebnie narażać esa na prąd zwarciowy. Zamiast tego użyjemy próbnika dwubiegunowego umożliwiającego badanie „przejścia”. Jeśli jest przejście między fazą a zerem w gniazdku, to uzyskujemy potwierdzenie, że rzeczywiście mamy w instalacji zwarcie. Takie przejście zaobserwowaliśmy. Na razie nam to wystarczy.
Zastanawiając się nad wybraniem odpowiedniej metodyki pracy, zostawiamy temat zwarcia do późniejszych poszukiwań, a skupiamy się na przerwanej pętli zasilającej gniazdka jako prostszej do naprawy. Może przy okazji problem zwarcia sam się rozwiąże…
Analizując pierwszy obwód pętli zasilającej, widzimy jasno, że od skrzynki bezpieczników prąd idzie do pierwszego gniazdka w średnim pokoju i z niego przechodzi do pierwszego gniazdka w dużym pokoju znajdującego się na ścianie dzielącej oba pomieszczenia. W pozostałych gniazdkach dużego pokoju i całego mieszkania prądu już nie ma.
Przy okazji sprawdzania prądu w gniazdkach odkryliśmy w trzecim gniazdku dużego pokoju pozostałości gniazdka z wiszącymi kabelkami, które się ze sobą stykały. Przy ścianie gdzie te pozostałości gniazdka się znajdowały, stoi nieposłane łóżko klienta. Wnioskujemy stąd, że zwisająca kołdra musiała zahaczyć te wystające kabelki i doprowadzić do ich trwałego złączenia. Szybki pomiar próbnikiem potwierdził, że przejścia między kabelkiem fazowym a zerowym już nie ma. Możemy zatem przejść do naprawy i zabezpieczenia tego wszystkiego.
Skoro już jesteśmy przy trzecim gniazdku dużego pokoju, to zabezpieczamy wystające kabelki. Korzystając z okazji, kabelki będące częścią pętli zasilającej łączymy trwale ze sobą przy pomocy złączek wago — czarny z czarnym, niebieski z niebieskim. Od tych złączek wyprowadzamy trzy kabelki, które będzie potem można podłączyć do gniazdka. Czarny kabelek jako fazowy łączymy z czarnymi kabelkami, a niebieski (jako zero) i żółtozielony (jako „uziemienie”) łączymy z niebieskimi kabelkami. Nie mając gniazdka ani życzenia klienta, aby takie gniazdko założyć, izolujemy końcówki kabelków i wpychamy je do środka puszki, aby niepotrzebnie nie wystawały. W gniazdku tym pętla nie była rozłączona, więc musimy poszukać bliżej średniego pokoju. Patrząc na gniazdko „I” w dużym pokoju, które znajduje się za meblościanką, widzimy, że wisi ono na kabelkach, więc to dobre miejsce, aby do niego zajrzeć.
Po odsunięciu meblościanki i dostaniu się do gniazdka stwierdzamy brak podłączonego do niego jednego czarnego kabelka. Są dwa niebieskie i jeden czarny. Odnaleźliśmy więc miejsce rozłączenia pętli zasilającej. Niestety w puszce nie było brakującego kabelka. Musimy zatem zajrzeć do gniazdka poprzedzającego, czyli nr „II” w średnim pokoju, które znajduje się dokładnie w tym samym miejscu tylko po drugiej stronie ściany. Tu także nie ma gniazdka. Są tylko kabelki. Dwa niebieskie kabelki zostały ze sobą połączone na wago a jeden czarny jest obok luzem. Oba czarne kabelki w jednym i drugim gniazdku to właśnie nasze przerwanie pętli. Powinny być one ze sobą połączone.
Mając już taką sytuację, podejmujemy decyzję o tym, aby wszelkie łączenia instalacji zrobić w jednym gniazdku (wybraliśmy w dużym pokoju) i wyprowadzić z niego tylko odejście do gniazdek w średnim i dużym pokoju. Rozłączamy wszystkie kabelki w obu puszkach, przekładamy kabelki ze średniego pokoju do dużego (oba otwory do puszek są ze sobą połączone, więc nie ma problemu), a następnie łączymy ze sobą na złączki wago oba kabelki niebieskie i oba czarne. Trzeci kabelek niebieski okazał się mostkiem między obiema puszkami. Wyrzucamy go i w jego miejsce dajemy swoje kabelki, nowe i dłuższe.
Do złączek wago podłączamy kabelki czarny (jako faza), niebieski (zero) i żółtozielony (uziemienie) i przeciągamy je do średniego pokoju jako kabelki do podłączenia gniazdka. Gniazdka klient nie chce, więc izolujemy ich końcówki i wciskamy do puszki. Podobne trzy kabelki podłączamy do wago jako odejście do gniazdka „I” w dużym pokoju, podłączamy do gniazdka i przykręcamy gniazdko do ściany. Nie trzeba chyba mówić, że kabelki żółtozielone jako pseudo uziemienie podłączamy do wago łączącego żyły zerowe.
Skoro próbnik przestał wskazywać zwarcie instalacji, więc odważnie włączamy esy od obwodu gniazd. Sprawdzenie napięcia w gniazdkach zarówno na jednym esie, jak i na drugim potwierdziło, że pętla zasilająca została przywrócona, no i oczywiście, że zwarcia już nie ma — wbrew oczekiwaniom klienta, który przyznał, że nie wierzył w to, że uda się to naprawić. Ot po prostu „co dla jednych jest sufitem, dla drugich jest zaledwie podłogą” — parafrazując słowa Zofii Nałkowskiej pochodzące z jej znanego dzieła „Granica”.
Wybija bezpiecznik w obwodzie gniazd — przykład 2
Kolejna awaria, podobna do poprzedniej — problem z wybijającym bezpiecznikiem.
Opis awarii:
Wyłącznik nadprądowy (es) zabezpieczający jeden z dwóch obwodów gniazd po załączeniu zaraz wybija.
Miejsce awarii:
Blok mieszkalny z lat 60. Instalacja wymieniona na nową, miedzianą. Wybijający es zabezpiecza dwa pomieszczenia: mały pokój i kuchnię, w sumie pięć gniazdek.
Analiza i naprawa:
Wyłączony es wskazuje nam, że źródło zwarcia należy szukać albo w pokoju, albo w kuchni, bo odciął on prąd właśnie od tych dwóch pomieszczeń. Moglibyśmy sprawdzać każde gniazdko z osobna, licząc na to, że w końcu trafimy na miejsce zwarcia, ale szanując swój czas, wykorzystamy do analizy odpowiednie narzędzie i metodykę pracy.
Szukanie miejsca zwarcia rozpoczniemy od rozkręcenia trzeciego gniazdka w obwodzie, patrząc od strony skrzynki bezpieczników. Rozłączając obwód w połowie i dokonując pomiaru, zaraz otrzymamy odpowiedź czy zwarcie jest w pierwszej, czy w drugiej połówce obwodu. Idąc tą metodyką dalej, dzieląc znowu na pół tę część, w której jest zwarcie, szybko dojdziemy do miejsca awarii. Nie ma sensu odkręcać każdego gniazdka po kolei.
Metoda analizy jest prosta. Po odkręceniu gniazdka rozłączamy kabelki, zakładając oczywiście, że prąd w obwodzie idzie od gniazdka do gniazdka. W takim układzie mamy dwa przewody: jeden przewód jest tym zasilającym, który przynosi prąd, a drugi jest przewodem/zasilaniem odchodzącym, który idzie do kolejnego gniazdka. Rozłączając te kabelki, uzyskujemy wgląd, która z tych dwóch części obwodu jest uszkodzona. W tym celu wystarczy tylko sprawdzić omomierzem, pomiędzy którą fazą i zerem jest przejście. Przejście wskazuje nam zwarcie pomiędzy tymi kabelkami. Podczas pomiaru do gniazdek nie powinno być nic podłączone, bo mogłoby zafałszować odczyt.
Jeśli na swoim wyposażeniu nie mamy omomierza, na przykład w postaci multimetru, to często podobne rozwiązanie znajdziemy w fazerze lub w bardziej zaawansowanym próbniku dwubiegunowym. One co prawda nie mierzą rezystancji, ale potrafią wskazać czy jest „przejście”, a to nam w elektryce w zupełności wystarczy. Przynajmniej jeden taki przyrząd powinniśmy mieć na swoim wyposażeniu, bo często się przydaje i to w różnych sytuacjach.
Stosując przedstawioną wyżej metodykę analizy, szybko doszliśmy do gniazdka, w którego puszce znajdowało się łączenie kilku przewodów na złączki wago. Żyły poszczególnych przewodów były upchane do granic możliwości. Pomiędzy nimi dwa kabelki z uszkodzoną izolacją stykały się, powodując trwałe zwarcie.
Usunięcie awarii polegało na odcięciu uszkodzonych fragmentów i połączeniu żył na nowo.
Brak prądu w połowie mieszkania
Opis awarii:
W połowie mieszkania, a dokładnie w jego prawej części, nie ma prądu w gniazdkach; nie świecą także lampy. W sumie są to trzy pomieszczenia: łazienka, kuchnia i mały pokój.
Miejsce awarii:
Blok mieszkalny z lat 70. Instalacja częściowo wymieniona na nową, miedzianą — reszta oryginalna, aluminiowa. Skrzynka bezpieczników wymieniona na nową z zastosowaniem esów.
Analiza i naprawa:
Rozpoczynając analizę, pierwsze co rzuca się w oczy to brak prądu zarówno w gniazdkach, jak i w lampach. To nietypowe zjawisko, zważywszy na to, że przecież obwody gniazd są rozdzielone od obwodu oświetleniowego. Patrzymy na esy — wszystkie są włączone. Lampy w lewej części mieszkania świecą, a więc obwód oświetleniowy aż do dużego pokoju dostaje prąd.
W tym układzie mieszkań oryginalna instalacja (obwody gniazd) podzielona jest na dwie części: lewą stronę mieszkania (dwa pokoje) i prawą stronę (mały pokój, kuchnia, łazienka). Widzimy więc, że ten cały prawy obwód, który zabezpieczony jest osobnym bezpiecznikiem, nie dostaje prądu. W skrzynce bezpieczników kabelek od tego obwodu nie jest upalony ani nie widać nic niezwykłego. Prąd do niego dochodzi. Mamy zatem do rozwiązania dwa problemy: brak zasilania prawego obwodu gniazdek oraz brak światła w połowie mieszkania. Rozpoczniemy od analizy obwodu gniazd. Pomocna nam będzie znajomość rozkładu instalacji w takim układzie mieszkania. Oczekujemy układu przedstawionego na poniższym schemacie.
Przewód zasilający ze skrzynki bezpieczników przychodzi do gniazdka znajdującego się na ścianie oddzielającej pokój od przedpokoju i stąd idzie do puszki łączeniowej w przedpokoju, gdzie instalacja rozdziela się na dwie strony, zasilając drugie gniazdko w pokoju wraz z kuchnią oraz, z drugie strony, zasilając gniazdko w łazience. Niestety w pokoju brak jest pierwszego gniazdka w miejscu, gdzie normalnie w oryginalnej instalacji powinno się znajdować. Jest za to na tej ścianie gniazdko natynkowe, ale w innym miejscu, obniżone i przesunięte bliżej drzwi. Bliższe przyjrzenie się temu gniazdku ujawnia, że jest ono zasilane zewnętrznym przewodem/przedłużaczem podłączonym do tego drugiego gniazdka. Nie jest ono zatem zasilane z oryginalnego, pierwszego gniazdka. Wniosek stąd taki, że ktoś podczas remontu zdemontował to oryginalne gniazdko, a puszkę zagipsował. Mamy zatem podejrzanego. Jeśli w tej puszce upalił się przewód na łączeniu, to cały obwód nie będzie miał prądu, dokładnie to, co obserwujemy. Nie ma więc sensu na tym etapie zaglądać do gniazdek w kuchni, bo zasilanie idzie od strony pokoju. Jak tu nie ma prądu w gniazdkach, to tym bardziej nie będzie tego prądu w dalszej części.
Zanim rozkujemy ścianę, aby dostać się do starej puszki, użyjmy fazera wykrywającego pole elektryczne wokół fazy, aby sprawdzić, czy prąd w ogóle tu dociera. Przyłożenie fazera do ściany pokazuje, że prąd do puszki dociera. Powstrzymajmy się jeszcze przed rozkuciem ściany i zobaczmy w kolejnym punkcie, czyli w puszce łączeniowej. Może gdzieś tutaj ten przewód odchodzący z zasilaniem się upalił?
Po przejściu do przedpokoju w miejscu, gdzie powinna być puszka łączeniowa nic nie widać. Puszka mogła być jednak zakryta gładzią podczas remontu. Klient twierdzi, że nie kojarzy w tym miejscu, aby była jakaś puszka. Na wszelki wypadek opukujemy ścianę, może gdzieś jest, a klient po prostu nie pamięta.
Opukiwanie ściany nie ujawniło puszki, więc przechodzimy do wersji alternatywnej. W drugim wariancie instalacji w tym typie mieszkania rzeczywiście nie ma puszki łączeniowej, a ten przewód zasilający z pierwszego gniazdka trafia bezpośrednio do drugiego gniazdka w pokoju, a stąd idzie dalej. Rozkręcamy zatem drugie gniazdko w pokoju. Ukazuje się nam widok, którego nie oczekiwaliśmy. W puszce gniazdka nie ma bowiem starych, aluminiowych kabelków, są tylko nowe, miedziane. Czyżby instalacja była gdzieś łączona w ścianie za starą?
Od klienta uzyskujemy informację, że instalacja w kuchni była swego czasu wymieniona na nową. Z uwagi na to, że pierwsze gniazdko w kuchni znajduje się na tej samej ścianie co drugie gniazdko w pokoju, i to dokładnie w tym samym miejscu, więc zaglądamy do tego gniazdka w kuchni. Tam też są same nowe kabelki.
Analizując ilość kabelków w obu gniazdkach, dochodzimy do wniosku, że stare zasilanie obwodu zostało rozłączone, a teraz mamy nowe zasilanie idące od strony kuchni. Gniazdko w pokoju nie jest zatem teraz pierwszym punktem zasilającym tylko ostatnim. Zostawiamy je więc w spokoju i koncentrujemy się na kuchni. Nie obchodzą nas gniazdka znajdujące się w dalszej części kuchni, bo zasilanie musi iść gdzieś od strony przedpokoju, więc skoro w pierwszym gniazdku nie ma prądu, to w tych dalszych tym bardziej nie powinno być.
Po przyjrzeniu się bliżej otoczeniu pierwszego gniazdka w kuchni, próbując zastanowić się, którędy to nowe zasilanie mogłoby iść, dostrzegamy na pomalowanej ścianie charakterystyczny ślad, smugę o trochę innym odcieniu od reszty zdradzającą, że tędy idzie pod tynkiem przewód. Podążamy wzrokiem za nią. Dochodzimy do miejsca nad drzwiami do kuchni, gdzie znajduje się puszka łączeniowa. Zaglądamy do puszki. W środku widzimy upchane dużo kabelków, większość miedzianych, ale są też oryginalne, aluminiowe. Na żadnym z nich nie ma prądu. Fazer także niczego w pobliżu nie wykrywa.
Zatrzymując się na chwilę zastanowienia, analizujemy sytuację, jaką odkryliśmy. Skoro instalacja w kuchni została wymieniona na nową, a nad wejściem do kuchni mamy puszkę łączeniową, w której stara instalacja łączy się z nową, więc możemy oczekiwać, że zasilanie do tego wszystkiego musi iść od strony przedpokoju, a ponieważ światło w łazience także nie świeci i jest to pierwszy niedziałający punkt, więc może problem jest gdzieś tu?
Puszki łączeniowej w przedpokoju nad łazienką oczywiście nie widać, bo ściany równane były gładzią, ale ponieważ teoretycznie powinna być, więc opukujemy ścianę nad włącznikiem światła w poszukiwaniu zamurowanej puszki. Szybko dała się zlokalizować. Mając zgodę klienta na rozkucie ściany, dostajemy się do środka puszki. Już na pierwszy rzut oka widać, że to właśnie tutaj jest miejsce awarii. Łączenia kabelków aluminiowych i miedzianych są wypalone, a izolacje zwęglone.
Standardowa naprawa polegająca na odcięciu wypalonych końcówek przewodów i zabezpieczenie izolacji oraz na wymianie wypalonych kostek łączeniowych sprawiła, że prąd w gniazdkach pojawił się, a lampy zaczęły świecić.
Analizując zaistniałą sytuację, dochodzimy do wniosku, że podczas remontu kuchni instalacja w tym pomieszczeniu została wymieniona, a ponieważ to drugie gniazdko w małym pokoju znajduje się po drugiej stronie ściany, więc przy okazji zrobiono także je. Stary przewód zasilający musiano zaizolować i wmurować gdzieś w ścianę. Przedpokój wygląda na to, że nie był robiony w całości, dlatego w puszkach łączeniowych podłączono się do starej instalacji z założeniem, że kiedyś przy okazji remontu przedpokoju usunie się te stare przewody i doprowadzi nowe bezpośrednio ze skrzynki bezpieczników. Wtedy ten obwód gniazd w kuchni i w pokoju na powrót rozdzieli się od obwodu oświetleniowego, tak jak to powinno być zrobione. Problem tylko w tym, że przez te dwanaście lat, które minęły, klient tego remontu nie zrobił…
Błąd elektryka, który dokonał tej wymiany i przeróbek polega na tym, że ten cały obwód gniazd podłączył do obwodu oświetleniowego, bo tak było mu najłatwiej. Powinien zaproponować klientowi poprowadzenie nowego przewodu zasilającego ze skrzynki bezpieczników, tym bardziej że po smudze na ścianie w przedpokoju widać, że został pociągnięty nowy przewód zasilający do łazienki, więc dostawienie w bruździe jeszcze jednego przewodu nie stanowiło większego problemu. Takie niedoróbki i fuszerki mszczą się potem, kiedy to musimy zmagać się z awariami wywołanymi przez nierzetelną pracę poprzedniego fachowca.
My z naszej strony nie możemy klienta zmusić do wymiany brakującej instalacji w przedpokoju, dlatego też po usunięciu awarii poinformowaliśmy klienta o całej tej sytuacji, naszych ustaleniach oraz o konieczności dokończenia wymiany instalacji w przedpokoju.
Klient, mający ponad siedemdziesiąt pięć lat przyjął do wiadomości nasze zalecenia, ale liczy na to, że do jego śmierci ta instalacja jakoś wytrzyma, a potem niech się synowie martwią… To typowa postawa osób w podeszłym wieku.
Nieprawidłowe działanie instalacji elektrycznej
Kolejny przypadek z tego samego układu mieszkania co poprzednio.
Opis awarii:
Instalacja elektryczna w kuchni i w przedpokoju działa nieprawidłowo. Bardzo często zegar w piekarniku się resetuje, czasem brakuje prądu w gniazdkach, a lampka podłączona do gniazdka w przedpokoju nieraz mruga.
Miejsce awarii:
Blok mieszkalny z lat 70. Instalacja elektryczna oryginalna, czyli aluminiowa, dwużyłowa.
Analiza i naprawa:
Wszystkie zgłoszone przez klienta problemy z działaniem instalacji wskazują na ich wspólne źródło. Zarówno mruganie światła, resetowanie się zegara, jak i chwilowy zanik prądu wynikają z zakłócenia przepływu prądu w tym obwodzie. Zapewne gdzieś kabelki nie stykają lub łączenia są wypalone. Trzeba zatem odnaleźć to miejsce.
Układ mieszkania, jak i rozkład instalacji jest nam już znany z poprzedniego przykładu. Celem naszej analizy jest cała prawa strona mieszkania, czyli obwód gniazd przedpokój-pokoik-kuchnia-łazienka zabezpieczony osobnym bezpiecznikiem.
Skoro problemy występują zarówno w kuchni, jak i w przedpokoju to znaczy, że muszą mieć wspólne źródło. Z drugiej strony wiemy, że w tym układzie instalacji częstym miejscem awarii jest pierwsze gniazdko w obwodzie, czyli to znajdujące się w małym pokoju na ścianie przylegającej do przedpokoju. Tam też kierujemy nasze kroki.
Po odkręceniu gniazdka w małym pokoju od razu rzuca się nam w oczy jeden z kabelków, który jest miedziany. A więc musiało tutaj być już coś kiedyś naprawiane. W puszce gniazdka ten kabelek nie łączy się z oryginalnym kabelkiem aluminiowym jako jego przedłużenie, tylko wychodzi od góry z puszki, a zatem miejsce wcześniejszej naprawy musi być powyżej puszki w ścianie, czyli także typowa sytuacja.
W samej puszce gniazdka nie widać nic takiego co mogłoby wywoływać problemy w działaniu instalacji, ale fakt, że tutaj mamy wcześniejszą naprawę oraz łączenie przewodu miedzianego z aluminiowym każe nam zainteresować się tym miejscem. To dobry kandydat na źródło awarii.
Informujemy klienta o konieczności rozkucia kawałka ściany nad gniazdkiem, aby dostać się do wcześniejszej naprawy. Wyjścia za bardzo klient nie ma, więc zgadza się na wszystko.
Po rozkuciu ściany tuż nad puszką, gdzie zazwyczaj znajduje się miejsce awarii, mamy dostęp do wcześniejszej naprawy. Kabelki zostały ze sobą skręcone bez użycia kostki łączeniowej i widać wyraźnie, że są poluzowane. Dlatego czasami prąd zanikał lub nie łączył. Nie było dobrego styku.
Naprawa jest standardowa, czyli pogłębiamy nieco otwór, aby zrobić miejsce na naszą złączkę wago, kabelek miedziany zastępujemy swoim kabelkiem aluminiowym, łączymy przy pomocy wago i całość izolujemy taśmą izolacyjną.
W tego typu sytuacjach lepiej użyć złączki wago niż kostki śrubowej, gdyż przewody aluminiowe są miękkie i dokręcając śrubkę, wkręcamy się w te żyły, powodując zmniejszenie ich średnicy, co zwiększa awaryjność tego miejsca. Złączki wago nie mają tej cechy, a poza tym lepiej będą dociskać złącze podczas utleniania się aluminium.
Mając już naprawę za sobą, jeszcze przed zagipsowaniem tego miejsca, sprawdzamy poprawność działania instalacji w gniazdkach przy pomocy próbnika dwubiegunowego. Pomiar napięcia w każdym gniazdku obwodu wskazuje, że tylko w tym pierwszym gniazdku mamy pełne napięcie 230 V. W pozostałych gniazdkach tego nie ma, co widzimy po ledwo świecącej diodzie przy wartości 230 V. A więc jeszcze jest coś nie tak.
Miejsca swojej naprawy jesteśmy pewni, a ponieważ napięcie tutaj jest pełne, więc nie jest to wina zasilania ze skrzynki bezpieczników tylko czegoś w dalszej części obwodu.
Następnym punktem zasilającym po tym pierwszym gniazdku jest puszka łączeniowa w przedpokoju nad znajdującym się tam gniazdkiem. Trzeba do niej zajrzeć. Łatwo powiedzieć, nie łatwo zrealizować. Przedpokój jest wyłożony drewnianymi panelami ściennymi od podłogi aż po sufit i nie ma żadnego dojścia do puszki. Nie wiadomo nawet czy ta puszka jest (może nie być), a jeśli jest to, w którym dokładnie miejscu. Mamy kilka problemów do rozwiązania, więc krok po kroku przechodzimy do ich rozwiązywania.
Czy w tej wersji instalacji jest puszka łączeniowa nad gniazdkiem w przedpokoju odpowie nam odkręcenie tego gniazdka. Jeśli nie ma puszki, to będą dwa przewody (zasilanie i odejście zasilania do kolejnego gniazdka), a jeśli puszka jest, to będzie tylko jeden przewód, ponieważ łączenia realizowane będą w puszce łączeniowej.
Po odkręceniu gniazdka widzimy pojedynczy przewód miedziany. Mamy potwierdzenie istnienia puszki łączeniowej oraz informację, że w tym miejscu zastąpiono oryginalny przewód aluminiowy przewodem miedzianym, zapewne przy okazji montażu paneli. Szkoda, że fachowiec nie pomyślał o wycięciu otworu, aby zrobić dojście do łączeń przewodów. Teraz by się przydało.
Według naszego doświadczenia zawodowego puszka łączeniowa powinna znajdować się nad gniazdkiem lub trochę przesunięta w prawo, choć klientowi kojarzy się ta puszka bardziej nad drzwiami. Dla uzyskania pewności klient udaje się do sąsiada mieszkającego piętro wyżej, aby zobaczyć, w którym miejscu u niego ta puszka się znajduje. Nie możemy jednak tego traktować jako wyrocznię, gdyż w danym mieszkaniu monter mógł zrobić to trochę inaczej według swojej aktualnej fantazji.
Po konsultacji u sąsiada klient wskazuje miejsce puszki nieco po lewej stronie od środka drzwi do pokoju. Ja jednak obstaję przy swoim poglądzie. Próbując znaleźć jakiś konsensus, odrywamy listwę maskującą nad drzwiami i delikatnie podważamy panele, aby puściły trzymające je gwoździki. Po ich odchyleniu nie widać żadnej puszki, widać za to, choć niezbyt wyraźnie, zarys jakby puszki nad gniazdkiem w miejscu przeze mnie wskazywanym.
Po uzyskaniu zgody klienta wycinamy kątówką otwór w miejscu, gdzie widać zarys puszki. Odnajdujemy puszkę, a w niej znajdujemy łączenia przewodów miedzianych z aluminiowymi oraz trochę wypaloną kostkę łączeniową. To zapewne ona utrudniała przepływ prądu i zaniżała wartość napięcia.
Wyrzucamy wypaloną kostkę z puszki, zarabiamy końcówki przewodów na nowo i łączymy je przy pomocy złączek wago. Pomiar kontrolny napięcia potwierdza, że jego wartość wróciła do właściwego poziomu. Nie pozostaje nic innego jak kończyć powoli.
Wracamy do małego pokoju, gdzie musimy zagipsować miejsce naszej naprawy. W tym celu wyłączamy prąd na bezpieczniku od tego obwodu, aby zapewnić bezpieczeństwo naszej pracy. Nauczeni doświadczeniem osłaniamy przewody w ścianie kilkukrotnie złożoną taśmą izolacyjną, aby gips nie dotykał w żadnym miejscu przewodów, bo mamy już tę wiedzę płynącą z doświadczenia, że te stare aluminiowe przewody po gipsowaniu lubią przepuszczać prąd i faza pojawia się na ścianie, stwarzając ryzyko porażenia prądem, co może dla klienta źle się skończyć.
Po zakończeniu wszystkich prac, na koniec, jeszcze raz sprawdzamy wszystko pod kątem sprawności i bezpieczeństwa. Napięcie w gniazdkach jest prawidłowe, próbówka przyłożona do ściany w miejscu gipsowania nie świeci, podobnie jak ściana w pobliżu, więc możemy uznać, że awaria została skutecznie usunięta.
Brak prądu w mieszkaniu
Naprawa usterki, którą teraz przytaczamy, nie jest zbyt trudna, ale przy odrobinie nieuwagi i zafiksowaniu (przyjęciu rzeczywistości a priori) może co niektórych wprowadzić w konsternację.
Opis awarii:
Po wywołaniu zwarcia przez uszkodzony przewód suszarki do włosów wybiło bezpiecznik i w całym mieszkaniu nie ma prądu. Po włączeniu automatu (esa) w domowej skrzynce bezpieczników i po wciśnięciu automatu (wkręcanego) w zabezpieczeniu przedlicznikowym na klatce schodowej nadal w mieszkaniu nie ma prądu.
Miejsce awarii:
Blok mieszkalny z lat 70. Instalacja w mieszkaniu wymieniona na nową, miedzianą. Przewód zasilający do mieszkania oryginalny, czyli aluminiowy 4 mm². Licznik prądu elektroniczny.
Analiza i naprawa:
Analizę rozpoczynamy od ustalenia stanu faktycznego, czyli w tym przypadku w pierwszej kolejności od potwierdzenia obecności fazy. Moglibyśmy zajrzeć do skrzynki bezpieczników i sprawdzić, czy prąd dochodzi do esów, ale po liczniku prądu już widać, że tego prądu nie ma, bo na wyświetlaczu brak jest jakichkolwiek wskazań, wyświetlacz jest ciemny. Problem zatem leży już w WLZ. Wykręcamy automat z zabezpieczenia przedlicznikowego i okazuje się, że faza na śrubie stykowej jest. Pojawiają się więc myśli, że może przy zwarciu upaliło się zero? A może to jednak faza, a próbówka pokazuje tylko potencjał indukowany? Trzeba to sprawdzić. Bierzemy zero z przyłącza obok i próbnikiem dwubiegunowym potwierdzamy, że zarówno faza w zabezpieczeniu przedlicznikowym, jak i zero zasilające są w porządku. Powoli kończą się nam możliwości. Skoro automat jest wciśnięty, a ten prąd (faza) nie dochodzi do licznika, to wygląda na to, że chyba musiało upalić się gdzieś po drodze. Na tym etapie niektórzy elektrycy mogą się zafiksować myślą, że „bezpiecznik jest dobry (wciśnięty automat), więc prąd jest”. Należy wyzwolić się z takiego zafiksowania, bo zdarzają się przypadki, w których te zdawałoby się dobre bezpieczniki/automaty tego prądu jednak nie przepuszczają. Zanim rozgrzebiemy licznik prądu, poszukajmy dodatkowego potwierdzenia.
Przed podjęciem bardziej radykalnych działań (zerwanie plomby z licznika, aby dostać się do łączeń przewodów) ściągnijmy pokrywkę z zabezpieczenia przedlicznikowego i zobaczmy, co tam się dzieje. Nie patrzmy na wciśnięty automat, tylko elektrycznie, próbówką sprawdźmy, dotykając śrubek trzymających przewody, czy faza wchodzi i wychodzi z niego. W naszym przypadku okazało się, że pomimo wciśniętego automatu faza z niego nie wychodziła. Szybka wymiana automatu na bezpiecznik topikowy (automat kupi sobie klient) zakończyła poszukiwania prądu. Wyświetlacz na liczniku się zaświecił i prąd pojawił się w mieszkaniu.
W gruncie rzeczy jest to prosta do naprawy awaria, ale może z początku wprowadzić w nas mętlik poznawczy, dlatego też tak duży nacisk kładziemy na zachowanie otwartego umysłu i podważanie każdego pewnika, każdej oczywistości.
— Automat jest wciśnięty, a więc prąd jest.
— Na pewno? Sprawdź to!
Albo:
— Na niebieskim kabelku jest zero.
— Na pewno? Sprawdź to!
Oba przedstawione powyżej przykłady to niestety sama prawda o elektryce, domorosłych elektrykach i nieprzytomnych, skacowanych fachowcach. Różne cuda się zdarzają i niczego nigdy nie bądźmy pewni. Zawsze to sprawdźmy i potwierdźmy. Tylko to powinno być dla nas pewne.
Brak światła w piwnicy po powodzi — przykład 1
Prezentujemy kolejny przykład pokazujący, jak ważne jest zachowanie otwartego umysłu i gotowości na przyjęcie każdej, nawet absurdalnej przyczyny awarii, z jaką możemy się spotkać.
Opis awarii:
Po powodzi, gdzie woda zalała piwnicę aż po sufit, brak światła w lampie oświetlającej jedną część piwnicy. Brak fazy na przewodzie zasilającym lampę. Fazer wykrywający pole elektryczne wokół przewodu z prądem nie stwierdza prądu aż do ściany, gdzie przewód niknie. Pozostałe lampy w pobliżu działają prawidłowo. Lampa, podobnie jak pozostałe, jest wymieniona na lampę z czujnikiem ruchu.
Miejsce awarii:
Blok mieszkalny z lat 90. Instalacja oświetleniowa w piwnicy miedziana, dwużyłowa.
Analiza i naprawa:
Skoro prąd dochodzi do pozostałych lamp w pobliżu, to możemy wykluczyć brak prądu wywołany przepaleniem się bezpiecznika. Na wszelki jednak wypadek sprawdzamy. W bloku tego typu jest zrobione tak, że w jednej klatce jest WLZ, ale obsługuje on dwie klatki, tę i sąsiednią. W naszym przypadku należało udać się do sąsiedniej klatki, co nie było kłopotliwe, bo piwnice obu klatek są ze sobą połączone i można przechodzić pomiędzy nimi bez wychodzenia z klatki. Wszystkie bezpieczniki okazały się sprawne, więc zaczęło się szukanie brakującego prądu.
Użyty do analizy fazer nie wykrył pola elektrycznego wokół przewodu zasilającego lampę na całej długości aż do ściany, w której niknął. Przewód co prawda był wmurowany w sufit, ale po śladzie gipsowania widać było, gdzie ten przewód idzie. W jednym miejscu ślad się urywał, więc założyliśmy, że przewód przechodzi przez ścianę do korytarza obok. W tym korytarzu ślad był ledwo widoczny, więc pewności nie było, że przewód tędy idzie, ale dwa metry dalej, w tym samym kierunku, na suficie obok lampy zamocowana była puszka łączeniowa. To miałoby sens. Poniższy szkic pokazuje zaistniałą sytuację.
Po otwarciu puszki nie stwierdzono odłączonego ani upalonego przewodu, wszystkie kabelki były połączone ze sobą przy pomocy złączek wago, osobno faza, osobno zero. Do puszki dochodził przewód zasilający, jeden przewód od lampy z czujnikiem ruchu zamocowanej obok oraz dwa inne przewody: jeden szedł za lampę, zapewne do pomieszczenia typu wózkownia, a drugi szedł w tę samą stronę co przewód zasilający oraz ten przypuszczalnie, który był obiektem naszych zainteresowań.
Zdawałoby się, że skoro nie znaleźliśmy upalonego kabelka, to jesteśmy w kropce. Czyżby trzeba było wymieniać cały przewód? Tu właśnie przydał się otwarty umysł. Uwagę naszą bowiem zwróciła asymetria w ilości kabelków fazowych i zerowych. Fazowych było trzy a zerowych pięć. Nie powinno tak być. Jest to stan nienaturalny, nie tego należałoby oczekiwać. Skoro mamy cztery przewody, każdy jest dwużyłowy i każdy z nich jest zasilaniem danej części piwnicy, to należałoby oczekiwać czterech kabelków fazowych i czterech kabelków zerowych. Czyżby ktoś podłączył kabelek fazowy od naszej lampy nie do fazy tylko do zera? Trochę absurdalne, ale skoro w swojej praktyce spotykałem się już z różnymi cudami, to może to właśnie jeden z takich cudów?
Po odkręceniu puszki od sufitu, aby rozpoznać, które kabelki należą do tego samego przewodu, rzeczywiście okazało się, że w tym jednym przewodzie, który idzie w stronę przez nas pożądaną, oba kabelki są podłączone do zera. Z uwagi na to, że oba kabelki były koloru białego, należało odłączyć kabelki od naszej lampy, aby ustalić, na którym z nich pojawi się faza po przełączeniu kabelka w puszce łączeniowej.
Po przełączeniu jednego z kabelków do fazy napięcie na odłączonym przed chwilą przewodzie zasilającym lampę pojawiło się. Wystarczyło teraz podłączyć ten przewód do kostki lampy zgodnie z zasadą „faza do fazy, zero do zera” i lampa zaczęła działać. Ktoś widocznie po powodzi grzebał w puszce łączeniowej i źle podłączył kabelki, co nie było trudne, zważywszy, że nie odróżniały się kolorem. Gdyby jeden był czarny a drugi niebieski, to zapewne pomyłki by nie było. W sytuacji, gdy oba kabelki mają ten sam kolor, przed ich rozłączeniem najlepiej sobie je oznaczyć taśmą izolacyjną, aby potem nie było żadnych wątpliwości, który kabelek, od czego jest.
Brak światła w piwnicy — przykład 2
Kolejny przykład z piwnicy. Tym razem brak jest światła w pomieszczeniu typu suszarnia/pralnia.
Opis awarii:
Lampa w pomieszczeniu nie świeci — brak fazy. W pomieszczeniach przed i za lampy świecą prawidłowo.
Miejsce awarii:
Blok mieszkalny z lat 90. Instalacja oświetleniowa miedziana, dwużyłowa.
Analiza i naprawa:
Po rozkręceniu włącznika światła ukazał się typ łączenia, jaki został w tym przypadku zastosowany, mianowicie znany nam już z książki pt. „Elektryk na zleceniu” sposób łączenia polegający na rozciągnięciu jednego przewodu między zasilaniem, włącznikiem światła i lampą, rozcięciu jednej z żył i podłączeniu jej końców do zasilania lub innego elementu układu. Wskazuje na to nierozcięta druga z żył, która została wciśnięta do włącznika. Poniższy szkic prezentuje ideę tego rozwiązania.
Ani na lampie, ani na włączniku światła nie stwierdzono fazy. Fazer wykrywający pole elektryczne wokół przewodu z prądem także nic nie wykrył. Gdzieś się podziała faza. Zanim zaczniemy rozkuwać ścianę w poszukiwaniu zaginionej fazy lub ciągnąć nowy przewód, pomyślmy chwilę. Wykorzystajmy wszystkie możliwości analizy.
Skoro mamy zastosowany taki typ łączenia instalacji to ten przewód, który wchodzi do włącznika, musi być gdzieś podłączony do źródła prądu. W pobliżu brak jest puszek łączeniowych. Jedyny sensowny kandydat to włącznik światła w drugim, bliźniaczym pomieszczeniu, który znajduje się w tym samym miejscu tylko po drugiej stronie ściany. Po jego rozkręceniu z kolei ukazał się inny widok. Brak było zawijasa. Do jednej śrubki włącznika przykręcony był jeden kabelek, a do drogiej śrubki przykręcone były dwa kabelki skręcone mocno ze sobą. To także charakterystyczne rozwiązanie z tego okresu. We włączniku są tylko kabelki fazowe (zasilanie, odejście zasilania dalej i do lampy) a zero, zamiast we włączniku, było wmurowane w ścianę gdzieś obok lub za włącznikiem.
Mamy zatem w analizowanym przez nas pomieszczeniu dwa kabelki fazowe (zasilanie i do lampy) oraz w pomieszczeniu obok dodatkowy kabelek fazowy będący odejściem dalej. Łatwo stąd powziąć przypuszczenie, że może on zasilać tamten, dotknięty usterką włącznik.
Teraz mamy kolejny przykład pokazujący, jak otwartość umysłu jest przydatna. Nie ukrywamy, że trochę pomógł nam przypadek. Po wciśnięciu tego drugiego włącznika zaświeciła się nie tylko lampa w tym pomieszczeniu, ale także tamta „niedziałająca”. Zaraz zrozumieliśmy istotę rzeczy. Klasyczne pomylenie kabelków zasilających we włączniku nr 2. Po rozdzieleniu tych skręconych ze sobą kabelków i ustaleniu, na którym z tych trzech kabelków jest faza, reszta to już czysta formalność. Przykładając „na krótko” każdy z pozostałych kabelków, ustalamy, który z nich zaświeca którą lampę. Ten kabelek, który zaświeca lampę w pomieszczeniu obok, łączymy na stałe z kabelkiem fazowym (zasilającym), a ten, który zaświeca lampę w tym samym pomieszczeniu co włącznik, podłączamy do zacisku włącznika.
Awaria została szybko usunięta. Dziw tylko bierze, że to rozwiązanie tyle lat funkcjonowało (tylko jak?), bo po kabelkach i włącznikach widać, że to jest oryginalna instalacja, ta, którą tu założyli przy budowie bloku. Jak widać, niektóre błędy fachowców mogą być naprawiane nawet po trzydziestu latach. Oby po nas nikt nigdy nie musiał poprawiać…
Na koniec przedstawiamy szkic instalacji i rozwiązań, jakie w tym przypadku zostały zastosowane.
Brak światła w części piwnicy
Opis awarii:
W jednej części piwnicy brak światła.
Miejsce awarii:
Blok mieszkalny z lat 60. Instalacja oświetleniowa w piwnicy aluminiowa, dwużyłowa.
Analiza i naprawa:
Pierwsze co robimy, przychodząc do tego typu awarii, jest zorientowanie się w sytuacji, gdzie prąd jest (tj. światło świeci), a gdzie go nie ma. W naszym przypadku po zejściu schodami do piwnicy ta rozdziela się na dwie strony: prawą i lewą. W pomieszczeniach piwnicznych po prawej stronie światło świeci, a po lewej nie świeci, w sumie trzy lampy. Z uwagi na to, że piwnice w tym bloku są łączone, więc widzimy, że po lewej stronie, w dalszej części (kolejna klatka) światło świeci. Mamy stąd informację, że piwnica w każdej klatce musi mieć osobny przewód zasilający, zapewne idący od bezpiecznika w WLZ. Rozpoznajmy to do końca i potwierdźmy, abyśmy mieli jasny ogląd sytuacji. Akurat WLZ z bezpiecznikami do piwnic znajduje się w klatce, w której jesteśmy, a w nim mamy czytelny opis, który es zabezpiecza którą klatkę. Wyłączamy właściwego naszej piwnicy esa i patrzymy, co zgasło, a co nie. Potwierdziło się nasze przypuszczenie, że pierwsze pomieszczenie piwniczne po prawej stronie należy do naszej piwnicy, bo światło zgasło, a dalsza część, ta w drugiej klatce to już inny obwód, bo lampy świecą tak samo, jak po lewej stronie. Włączamy esa z powrotem.
Analizując sytuację, dochodzimy do logicznego wniosku, że prąd do naszej piwnicy idzie z WLZ do prawej części piwnicy, a z niej przechodzi na lewą stronę i zasila te trzy nieświecące lampy.
Fazer wykrywający pole elektryczne wokół przewodu wskazuje, że faza na widocznych pod tynkiem przewodach jest. Odkręcamy najbliższą puszkę łączeniową i dokonujemy pomiaru. Rzeczywiście faza jest. Nie ma zera. Do dalszej analizy nie pomoże nam zatem fazer, ponieważ pole elektryczne, które on wykrywa, roztacza się tylko wokół żyły fazowej. Wokół żyły zerowej nie ma pola elektrycznego. Przechodzimy do dalszej części analizy w poszukiwaniu utraconego zera. Interesuje nas w zasadzie tylko ten odcinek między prawą stroną piwnicy, gdzie prąd jest, a pierwszą puszką łączeniową, w której zera już nie ma. Poniżej prezentujemy szkic sytuacyjny.
Pierwsze co robimy to oględziny, czy w ścianie/suficie nie widać czegoś nietypowego, na przykład śladu po wierceniu, okopcenia, zgrubienia tynku (często występuje on po naprawie przewodu) czy czegokolwiek innego. Dobrze jest znać rozkład instalacji w takiej piwnicy, bo nie zawsze w ścianie widać, którędy idą przewody.
Przeglądając trasę przewodu, szybko odnaleźliśmy wywiercony otwór w samym rogu między ścianą a sufitem. Akurat w tym bloku, ale też często i w innych blokach, na innych osiedlach część przewodów idzie właśnie w rogu. Mamy głównego podejrzanego. Po nieznacznym rozkuciu tynku naszym oczom rzeczywiście ukazał się przewód z rozwierconą jedną żyłą.
Naprawa była standardowa, tzn. po wyłączeniu bezpiecznika rozwiercona żyła została przedłużona i połączona kawałkiem przewodu, oczywiście aluminiowym, zgodnie z odwieczną zasadą mówiącą, że „przewód aluminiowy naprawiaj przewodem aluminiowym”. Całość następnie została zagipsowana z celowym delikatnym wybrzuszeniem, aby przy kolejnej awarii było widać, że w tym miejscu przewód był naprawiany.
Co do samego otworu to okazało się, że winowajcami byli fachowcy montujący internet, którzy w tym miejscu wiercili. Po przewierceniu przewodu i w związku z tym zgaszeniu światła pewnie zrezygnowali z tego otworu, bo pozostał on niewykorzystany. Oczywiście jak to w takich przypadkach bywa, fachowcy po cichu wycofali się rakiem i nikomu nic nie powiedzieli o uszkodzeniu przewodu.
Brak zera w dwóch gniazdkach
Opis usterki:
W dwóch gniazdkach mieszkania brakuje zera. Po sprawdzeniu próbówką próbówka świeci w obu otworach gniazdka. Pozostałe gniazdka w mieszkaniu działają prawidłowo.
Miejsce usterki:
Blok mieszkalny z lat 80. Instalacja oryginalna, czyli miedziana, dwużyłowa. Jedno gniazdko znajduje się w przedpokoju, a drugie obok, w kuchni.
Analiza i naprawa:
Pierwsze co powinno rzucić się nam w oczy to nietypowy charakter usterki. W takim bloku należy oczekiwać pętli zasilającej gniazdka, więc prąd jak nie z jednej, to z drugiej strony powinien do obu gniazdek dotrzeć. Wystarczyło odkręcić gniazdko w przedpokoju, aby znaleźć pierwsze, jak się okazało, źródło problemu. W gniazdku tym dwa czarne kabelki (fazowe) były przykręcone do gniazdka, a niebieski tylko jeden. Drugi niebieski kabelek był zaizolowany i wciśnięty z boku. Po jego odizolowaniu i sprawdzeniu napięcia między nim a fazą okazało się, że przekazuje on zero. Klient stwierdził, że zawsze tak było, on nic tutaj nie ruszał. Wygląda więc na to, że przy budowie bloku monter z jakiś sobie tylko znanych powodów nie podłączył tego kabelka do gniazdka, przerywając w ten sposób pętlę zasilającą od strony zera, co zapewne miało wpływ na obecną usterkę, bo instalacja od strony zera była osłabiona.
Podłączenie tego kabelka do gniazdka sprawiło, że po instalacji brakujące zero trafiło także do dwóch niedziałających gniazdek. Problem zatem został rozwiązany — oba gniazdka mają prąd. Nie powinniśmy jednak na tym poprzestawać. Profesjonalista zada sobie zaraz pytanie: no dobra, a gdzie podziało się zero idące z drugiej strony pętli? Przecież w ten sposób nadal mamy osłabioną instalację od strony zera. Powinniśmy więc w pełni naprawić pętlę zasilającą.
Po rozkręceniu gniazdka w kuchni zaraz okazało się, że nie jest to oryginalne gniazdko, tylko jakieś dorabiane. Świadczył o tym tylko jeden przewód w gniazdku. W pętli zasilającej muszą być dwa przewody. Szybka konsultacja z klientem potwierdziła, że gniazdko zostało przeniesione z innej ściany. W tym celu klient podłączył się ze swoim przewodem do kabelków w puszce po dotychczasowym gniazdku i puszkę zamurował.
Podejrzenie o przyczynę braku zera z drugiej strony pętli zaraz padło na tę zamurowaną puszkę. Taki wniosek płynie nie tylko z doświadczenia zawodowego, że problem z prądem występuje często w miejscu, w którym klient podłącza się ze swoim przewodem, ale także z tego, że próbówka świeci przyłożona do zera w gniazdku. Z poprzedniej naszej książki wiemy, że świadczy to o tym, że żyła utraciła swój zerowy potencjał gdzieś dalej od miejsca badania. Na tej żyle, która idzie obok żyły fazowej, indukuje się napięcie i próbówka świeci.
Nie chcąc narażać klienta na szkodę przy rozkuwaniu zamurowanej puszki, dla pewności warto sprawdzić gniazdko poprzedzające, może to w nim akurat rozłączyło się zero. Jest to mniej prawdopodobne, ale możliwe. Akurat w tym przypadku oględziny gniazdka niczego nie ujawniły, więc klient dał się przekonać, że warto rozkuć tę puszkę i naprawić pętlę zasilającą, ponieważ jeśli tego nie zrobimy, to za jakiś czas należy spodziewać się następnej awarii, bo instalacja jest osłabiona.
Rozkucie puszki rzeczywiście ujawniło upaloną żyłę zerową w przewodzie zasilającym, dlatego zero nie trafiało do gniazdka w przedpokoju, ani do gniazdka, które zostało przeniesione. Szybka naprawa polegająca na połączeniu ze sobą kabelków i wymianie kostki łączeniowej zakończyła zlecenie. Klient może teraz cieszyć się nie tylko działającymi gniazdkami, ale także naprawioną pętlą zasilającą, o której zresztą nie miał pojęcia, że coś takiego w ogóle istnieje.
Brak prądu w jednym z gniazdek
Opis awarii:
Klient zgłosił brak prądu, a dokładnie brak fazy w jednym z gniazdek dużego pokoju. W pozostałych gniazdkach prąd jest.
Miejsce awarii:
Mieszkanie trzypokojowe w bloku mieszkalnym z lat 70. Instalacja oryginalna, czyli dwużyłowa, aluminiowa, prowadzona od gniazdka do gniazdka według typowego dla tych mieszkań układu zasilania przedstawionego poniżej na schemacie.
Analiza i naprawa:
Zanim przystąpimy do jakiejś pogłębionej analizy, odkręćmy gniazdko i zobaczmy czy nie odłączył się po prostu kabelek. Zaczynamy od najprostszej możliwości, licząc na to, że akurat nam się uda i nie stracimy na tej awarii zbyt dużo czasu. Gniazdko, które straciło prąd, zamontowane jest na ścianie przy oknie i na powyższym schemacie oznaczone jest literą „A”.
Po odkręceniu gniazdka nic niezwykłego nie widać — fazy jak nie było, tak nie ma. Fazer wykrywający pole elektryczne także niczego nie wykrywa, choć możemy go użyć tylko w obrębie gniazdka, bo dalej przewody idą kanałami w ścianie i w suficie wykonanych z płyt betonowych. W końcu to blok z wielkiej płyty.
Doświadczenie zawodowe podpowiada, że kabelki aluminiowe lubią się upalić w miejscu, gdzie przechodzą ze ściany do puszki gniazdka. Pójdziemy w tym kierunku. Demontujemy gniazdko i łapiąc kombinerkami za poszczególne druty, delikatnie ciągniemy. Jeśli kabelek jest upalony gdzieś blisko, to wyjdzie. Akurat tutaj żaden kabelek nie wyszedł.
Z braku pozytywnych rezultatów naszego dotychczasowego działania przechodzimy do gniazdka poprzedzającego, oznaczonego literą „B” na schemacie, z którego teoretycznie powinno iść zasilanie. Może to tu odłączył się kabelek.
Sprawdzenie gniazdka „B” nic nie dało — nic się nie odłączyło ani nie upaliło. Zauważyliśmy jednak, że po rozłączeniu kabelków fazowych umilkł telewizor włączony w średnim pokoju. To trochę zagmatwało obraz sytuacji, bo nie tego się spodziewaliśmy. Wygląda na to, że układ zasilania jest tu trochę inny od typowego. Trzeba zatem przejść do pogłębionej analizy. Co wiemy? Wiemy na pewno, że w tych blokach, w takim układzie mieszkań cały ten szereg sześciu gniazdek w pokojach stanowi jeden obwód i zasilanie idzie od gniazdka do gniazdka. Sam przewód zasilający z bezpiecznika trafia zazwyczaj do gniazdka oznaczonego literą „B” na naszym schemacie, ewentualnie do gniazdka „C”. Musimy więc chwilę pomyśleć i zastanowić się czemu to gniazdko nie ma prądu, a pozostałe mają. Wszelkie próby ułożenia w głowie właściwego rozkładu obwodu, co, skąd i dokąd idzie, nic nie dały, więc porzucamy rozważania teoretyczne i wracamy do działania.
Z braku lepszych pomysłów zaglądamy do gniazdka „C”. Może tu coś będzie widać. Oględziny kabelków nic nie dały, więc demontujemy gniazdko i ciągniemy za poszczególne żyły. Ku naszemu zadowoleniu jeden z nich wychodzi z izolacji, dokładnie tak jak podpowiadało nam doświadczenie na samym początku. A więc jednak upalona żyła.
Mając już odnalezione miejsce awarii, możemy przystąpić do naprawy i poskładania tego wszystkiego. Z uwagi na to, że żyła upaliła się przy wejściu do puszki, nie pozostaje nic innego jak wyżej rozkuć trochę ścianę i tę żyłę przedłużyć. Standardowo do naprawy przewodu aluminiowego używam takiego samego przewodu, czyli aluminiowego, który co lepsze kawałki pozyskuję przy okazji wymiany instalacji.
Po przedłużeniu kabelka i jego zabezpieczeniu całość osłaniam kawałkiem plastikowej zaślepki i gipsuję miejsce rozkucia. Warto miejsce łączenia i same przewody osłonić przed wilgotnym gipsem, gdyż praktyka pokazuje, że te stare, aluminiowe przewody lubią przepuszczać prąd i po wilgoci przechodzi on na ścianę. Ściana w miejscu takiego gipsowania może „kopać” i to nawet cały dzień, a więc długo po tym, jak gips zdążył już zastygnąć. Nawet następnego dnia jeszcze kilkadziesiąt woltów może w takim miejscu przebijać.
Mając taką wiedzę i doświadczenie, po zagipsowaniu starego przewodu z prądem zawsze próbówką sprawdzam, czy ściana jest bezpieczna dla klienta, bo jeśli ściana kopie to lepiej o tym wiedzieć.
Brak prądu w gniazdkach w lokalu handlowym
Opis awarii:
W dwóch pomieszczeniach nie ma prądu w gniazdkach, w sumie cztery gniazdka.
Miejsce awarii:
Lokal handlowy, jeden z kilku w tym obiekcie. Nowy najemca przejął go od poprzedniego i stwierdził brak prądu w gniazdkach w dwóch pomieszczeniach. Poprzedni najemca, z którym się skontaktował, nie jest w stanie udzielić żadnych informacji, gdyż w tych gniazdek w ogóle nie korzystał. Mamy dwa gniazdka w jednym pomieszczeniu i dwa gniazdka w drugim. W pozostałych gniazdkach lokalu prąd jest, lampy także świecą.
Instalacja jest oryginalna, czyli miedziana, dwużyłowa. Część gniazdek podłączona jest do puszek łączeniowych, a część ma zasilanie pociągnięte z gniazdka do gniazdka.
Analiza i naprawa:
Pierwsze, na co zwracamy uwagę to fakt, że jest to lokal handlowy, a więc lokal, przez który przewinęło się wielu najemców, czasem z zupełnie różnych branż. Ostatni najemca wykorzystywał go jako magazyn, obecny chce zrobić z niego sklep motoryzacyjny, a kiedyś, dawno temu była tu apteka. Każdy z najemców miał inne potrzeby związane z prądem, dlatego nie może dziwić, że instalacje w takich lokalach na przestrzeni lat były wielokrotnie przebudowywane, dzielone i łączone z sąsiednimi lokalami. Ślady tego widzimy i w tym przypadku. Część otworów po gniazdkach/włącznikach, ale także i po puszkach łączeniowych są zamurowane. W niektórych pozostawionych puszkach łączeniowych odnajdujemy powycinane przewody. Pociągniętych jest także kilka nowych obwodów, zazwyczaj w korytkach elektroinstalacyjnych. Dopuszczamy więc możliwość, że brak prądu w gniazdkach może być efektem tych wszystkich przeróbek, ale jeszcze tego nie przesądzamy. Sprawdźmy najpierw najprostszy przypadek, czyli przepalony bezpiecznik.
W jednym z pomieszczeń odnajdujemy małą rozdzielnicę z trzema esami, które są włączone. Nie jest to więc wina bezpieczników. Rozeznajmy się zatem w instalacji w tych dwóch pomieszczeniach. W obu, w gniazdkach nie ma fazy.
W większej sali (po prawej stronie) mamy dwa gniazdka. Nad lewym gniazdkiem, wysoko pod sufitem (sala ma prawie cztery metry wysokości) dostrzegamy puszkę łączeniową. Nad drugim gniazdkiem nie widać takiej puszki. W obu gniazdkach jest tylko po jednym przewodzie, a więc łączenie instalacji następuje w puszce łączeniowej, a to prawe gniazdko wygląda zatem na końcowe gniazdko w obwodzie. Obok, za ścianą, mamy łazienkę, a w niej działające gniazdko. Zastanawiamy się, czy może być ono częścią tego samego obwodu co tamte gniazdka. Wyłączenie esów pokazało, że prąd w tym gniazdku nadal jest, podobnie jak na wystającym ze ściany przewodzie trzyfazowym, który pewnie był zasilaniem podgrzewacza wody. Musimy więc poszukać brakujących zabezpieczeń do tego lokalu.
Lokal obok ma swoją rozdzielnicę, a wśród tamtejszych esów nie ma żadnego zabezpieczenia, które obejmowałoby lokal obok, co doświadczalnie sprawdziliśmy. Trzeba chwilę pomyśleć.
Lokal jest z lat 80. albo i wcześniejszych, z częścią podgruntową, gdzie znajdują się różne pomieszczenia gospodarcze. Udajemy się na poszukiwania. Naszym celem jest odnalezienie licznika prądu do tego lokalu, bo niewykluczone, że obok niego będą znajdować się jakieś dodatkowe, być może oryginalne zabezpieczenia.
Rzeczywiście, za lokalem, w tej części gospodarczej, a dokładnie w korytarzu natrafiamy na duży i oryginalny WLZ w postaci tablic bezpiecznikowych i liczników do poszczególnych lokali. Szybkie sprawdzenie wszystkich topików nie ujawniło żadnego przepalonego, a więc wracamy do punktu wyjścia. Skoro przyczyną braku prądu w gniazdkach nie jest przepalony bezpiecznik, to poszukajmy miejsca, w którym ten prąd się traci.
Przyjmujemy, że w tym prawym pomieszczeniu w naszym lokalu oba gniazdka zasilane są z puszki łączeniowej, tej pod sufitem, przy czym prawe gniazdko jest gniazdkiem końcowym. Rozeznajmy się teraz w instalacji lewego pomieszczenia.
W lewym pomieszczeniu, dużo mniejszym od tamtego, mamy dwa gniazdka, przy czym to prawe gniazdko zasilane jest przewodem podłączonym do tego lewego gniazdka, zaś te zasilane jest zapewne z pobliskiej puszki, która nad nim się znajduje. Tu także brak prądu. Ustalmy i potwierdźmy czy te gniazdka w obu pomieszczeniach stanowią jeden obwód, czy są to dwa osobne obwody. Posłużymy się w tym celu ciekawą metodą, którą nieraz stosujemy. Zamysł metody jest prosty: jeśli mamy przewód lub obwód, którego ciągłość chcemy sprawdzić, to wystarczy na jego jednym końcu zewrzeć ze sobą kabelki i sprawdzić na drugim końcu czy jest przejście. Jeśli jest, to znaczy, że obie żyły przewodu są sprawne, nie są przerwane. W ten sam sposób potwierdzamy wspólny obwód. Zwarcie kabelków w jednym miejscu sprawi, że w każdym innym gniazdku obwodu zaobserwujemy przejście między fazą a zerem. Jeśli są to dwa oddzielne obwody, wtedy zwarcie kabelków w jednym obwodzie nie wpłynie w żaden sposób na stan drugiego obwodu. Poniższy szkic pokazuje zasadę działania tej metody.
Na sucho (bez prądu) możemy zastosować tę metodę od razu, ale jeśli zamierzamy sprawdzić obwód jako część instalacji, to najpierw musimy poczynić konieczne przygotowania. Najważniejsze z nich to upewnienie się, że w żadnym z gniazdek badanego obwodu, na żadnej żyle nie ma fazy, bo jeśli będzie, to zwierając ze sobą żyły, możemy wywołać zwarcie. Musimy także sprawdzić, czy bez zwartych kabelków nie ma pomiędzy fazą a zerem przejścia, aby być pewnym, że jeśli się pojawi po zwarciu kabelków, to jest to efekt zastosowania naszej metody.
Sprawdzenie tych czterech gniazdek w normalnym stanie pokazało brak fazy i brak przejścia w każdym z nich. Możemy więc zastosować naszą metodę. Zwieramy kabelki w gniazdku końcowym, czyli tym prawym, w prawym pomieszczeniu, ale równie dobrze można to zrobić w każdym innym gniazdku badanego obwodu. Praktycznie możemy to zrobić albo poprzez odkręcenie kabelków od gniazdka i ich połączenie, na przykład przy pomocy złączki wago (klapkowej), albo poprzez włożenie w oba otwory gniazdka kawałka przewodu, który zewrze oba styki.
Po zwarciu kabelków zaraz pojawiło się przejście na ostatnim gniazdku w lewym pomieszczeniu, ale oczywiście także w pozostałych gniazdkach co jednoznacznie potwierdziło, że mamy do czynienia z jednym obwodem i że jego zasilanie musi iść z lewej strony, czyli od strony lewego pomieszczenia. Poniższy szkic obrazuje nasze ustalenia i przypuszczalny rozkład instalacji w tym miejscu.
Z uwagi na to, że w lewym pomieszczeniu nie tylko w gniazdkach nie ma prądu (fazy), ale także w puszce łączeniowej skupiamy się nad rozpracowaniem dalszej części obwodu. Fazer wykrywający pole elektryczne wokół żyły fazowej w ogóle nigdzie nic nie wykrywa w pobliżu puszki łączeniowej. Przyglądamy się puszkom na ścianie po lewej stronie. Większość z nich jest zamurowana. Jedna z tych zamurowanych jest na tej samej wysokości co pozostałe dwa gniazdka, więc zakładamy, że w tym miejscu kiedyś było gniazdko. Zakładamy również, że — podobnie jak poprzednie gniazdka — było ono zasilane z puszki łączeniowej. Nad tym otworem mamy w górze zagipsowaną puszkę łączeniową i na nią stawiamy swój typ.
Rozkucie miejsca gipsowania ujawniło wycięte cztery przewody: jeden szedł w dół, zapewne do tego zamurowanego gniazdka, jeden wchodził od prawej strony, być może było to zasilanie naszych gniazdek, a dwa pozostałe wchodziły od lewej strony. Zakładamy, że jeden z nich to było kiedyś zasilanie tej puszki. Potwierdźmy teraz czy dotarliśmy do właściwej puszki. W tym celu ponownie posłużymy się naszą metodą.
Jako że jeszcze nie rozłączyliśmy kabelków w naszym obwodzie, możemy od razu na wystającym z puszki prawym kikucie sprawdzić, czy pomiędzy obiema żyłami mamy przejście. Tak, przejście jest. Dla ostatecznego potwierdzenia rozłączamy nasze zwarte kabelki i sprawdzamy, czy w puszce nadal jest przejście. Nie ma, a więc na pewno mamy do czynienia z przewodem zasilającym nasz obwód. Zastanówmy się jak ten obwód teraz zasilić.
Skoro mamy już odkuty otwór po puszce łączeniowej oraz przewód zasilający do naszego obwodu, jak i pobliską (w przylegającym pomieszczeniu) działającą puszkę łączeniową, więc wykorzystajmy to. Musimy tylko przesunąć puszkę łączeniową w prawo tak, aby był dłuższy ten ucięty przewód z naszego obwodu.
W porozumieniu z najemcą przewodu łączącego obie puszki, którym pójdzie zasilanie, nie wkuwamy w ścianę, tylko puszczamy w rurce elektroinstalacyjnej. W końcu to lokal handlowy, a po drugie jedna rurka więcej czy mniej na tej ścianie nie zrobi nikomu różnicy.
Po doprowadzeniu zasilania, podłączeniu wszystkiego i sprawdzeniu pod kątem bezpieczeństwa, włączamy prąd do obwodu. Wszystkie cztery gniazdka zaczęły działać. Naprawa została zakończona. Nie trzeba mówić, że odkutą puszkę łączeniową osadziliśmy obok i założyliśmy pokrywkę tak, aby był dostęp do łączeń instalacji na wypadek późniejszej awarii lub rozbudowy instalacji.
Mrugające światło u klienta i jego sąsiada
Opis awarii:
Po włączeniu światła w przedpokoju lampa nie świeci światłem ciągłym tylko przerywanym. Typowe mruganie światła.
Miejsce awarii:
Blok mieszkalny z lat 80. Instalacja oryginalna, czyli miedziana, dwużyłowa. W mieszkaniu klienta założone są wyłączniki nadprądowe (esy).
Analiza i usunięcie awarii:
Bardzo częstą przyczyną mrugającego światła nie jest wcale lampa czy włącznik, lecz wypalony element w układzie zasilania, zazwyczaj w skrzynce bezpieczników klienta. Tymi elementami zazwyczaj są: śruba stykowa (oczko) w gnieździe bezpiecznikowym, główka bezpiecznikowa (porcelanowa) lub bezpiecznik topikowy. Takie też podejmiemy pierwsze kroki w swojej diagnostyce. Z uwagi na to, że w mieszkaniu skrzynka była już wymieniona na nowoczesną, gdzie zamiast topików są teraz esy, podejrzenie od razu pada na główny bezpiecznik do mieszkania, czyli na zabezpieczenie przedlicznikowe.
Sytuacja jednak zaraz się zmieniła, gdy klient wspomniał, że jego sąsiad mieszkający dwa piętra wyżej także doświadcza podobnych problemów z mrugającym światłem. To wiele zmienia w naszych poszukiwaniach źródła problemu. Z pewnością to nie przypadek, że w dwóch mieszkaniach mamy podobny problem. Zarzucamy więc pomysł, aby kontrolować zabezpieczenie przedlicznikowe klienta i skupiamy swą uwagę na wspólnym elemencie dla obu mieszkań, czyli na zabezpieczeniu całego pionu zasilającego w głównym WLZ klatki schodowej (na parterze). Jeśli problem dotyczy którejś z faz zasilającej pion, to wszystkie mieszkania podłączone do tej fazy będą doświadczały jakichś problemów z prądem.
Po udaniu się na parter do głównego WLZ i otwarciu drzwiczek problem w zasadzie sam się ujawnił. Zaraz dało się słyszeć skwierczenie. To właśnie skwierczenie jako efekt problemu z prawidłowym przepływem prądu powodowało mruganie światła u klienta.
Po odkręceniu tablicy bezpiecznikowej na jednym z gniazd bezpiecznikowych dało się zauważyć iskrzenie w miejscu, gdzie przewód jest przykręcony do gniazda, a wszystko wokół było wypalone.
Rozwiązanie problemu, czyli naprawa wypalonego gniazda dawała nam dwie możliwości. Pierwsza możliwość, z której i my skorzystaliśmy, polega na wymianie gniazda na nowe, odcięciu przepalonych końcówek przewodów, wymianie podkładek i podłączeniu tego wszystkiego na nowo. W tym celu należało wyłączyć prąd przy użyciu głównego wyłącznika prądu, odkręcić przewody i wymienić gniazdo, sprawdzając przy okazji czy bezpiecznik i główka porcelanowa nie są także wypalone, a więc do wymiany.
Czasami istnieje druga możliwość, z której możemy skorzystać. Jeśli na tablicy bezpiecznikowej mamy wolne gniazda, niewykorzystane, możemy z nich skorzystać. Często tak robiono, że na tablicy montowano więcej gniazd, niż było potrzebnych. Zazwyczaj pod jedną fazę zasilającą podłączano dwa albo nawet trzy gniazda, a wykorzystywano tylko jedno. Sprawdźmy, czy na naszej fazie (od tego gniazda, które się wypaliło) mamy jakieś wolne gniazda w dobrym stanie. Jeśli jest takie gniazdo, zamiast wymieniać tamte, możemy tylko przełożyć przewód fazowy od pionu i podłączyć go pod inne gniazdo. Jeśli to gniazdo nie ma wkręconej śruby stykowej, należy ją wkręcić, aby bezpiecznik miał dobry styk.
Należy mieć zawsze na uwadze, że rozwiązanie naszego problemu na awarii nie musi zamykać się w obrębie mieszkania klienta, ale może znajdować się w zupełnie innym miejscu. Ważna jest więc znajomość nie tylko rozkładu instalacji domowej (obwody), ale także instalacji zasilającej, dzwonkowej i każdej innej elektrycznej. Rozumienie, a jeszcze lepiej „widzenie” przepływu prądu przez poszczególne elementy instalacji bywa bardzo pomocne i skraca znacząco czas naprawy.
W trzech mieszkaniach mruga światło
Jeszcze jeden przykład mrugającego światła w kilku mieszkaniach w tej samej klatce schodowej.
Opis awarii:
Zgłoszenie pochodzi z dwóch różnych mieszkań znajdujących się w tej samej klatce schodowej. Na miejscu doszła informacja o zgłoszeniu podobnego problemu z trzeciego mieszkania, także z tej klatki. Wszystkie trzy zgłoszenia dotyczyły mrugającego światła w pomieszczeniach — albo we wszystkich pomieszczeniach, albo tylko w niektórych.
Miejsce awarii:
Blok mieszkalny z lat 60. Instalacja oryginalna, czyli aluminiowa, dwużyłowa.
Analiza i naprawa:
Podobnie jak w poprzednim przypadku, mając podobne zgłoszenie z trzech różnych mieszkań, nie ma sensu rozpoczynać swojej analizy od sprawdzania czegokolwiek w żadnym z tych mieszkań. Od razu udajemy się na parter do WLZ (pionu zasilającego) jako punktu wspólnego dla tych mieszkań. Zakładamy a priori, że stanowią one element tego samego pionu zasilającego, czyli tej samej fazy.
Metodyka pracy jest podobna do poprzedniej, a więc sprawdzamy w pierwszej kolejności układ zabezpieczenia pionu zasilającego, czyli śrubę stykową, główkę bezpiecznikową oraz sam bezpiecznik.
Jako że najbliższe mieszkanie zgłaszające awarię znajduje się na parterze, więc bardzo szybko można było ustalić, który to bezpiecznik. Wystarczyło tylko włączyć w mieszkaniu światło i wykręcać po kolei bezpieczniki w WLZ obserwując, kiedy światło zgaśnie.
Mając już rozpoznany bezpiecznik, możemy przystąpić do analizy jego otoczenia. Niestety żaden z tych trzech wspomnianych wyżej elementów zasilania nie był ani wypalony, ani przegrzany, ani nic, co mogłoby wskazywać na źródło problemu. Na wszelki wypadek wymieniamy te elementy na nowe. Zgodnie z przewidywaniem nic to nie pomogło. Szukamy zatem źródła problemu dalej.
Kolejnym punktem do sprawdzenia są przewody zasilające przykręcone do gniazda bezpiecznikowego. Odkręcamy tablicę bezpiecznikową i odchylamy ją, aby móc zajrzeć do środka. Tu także nic niezwykłego nie widać. Warto w tym momencie poruszać przewodami, oczywiście mając na dłoniach założone rękawiczki ochronne. Poruszanie przewodami ułatwia zlokalizowanie iskrzenia na złączu. Jeśli gdzieś występuje jakiś problem z przekazywaniem prądu, to poruszanie przewodami pomaga ujawnić w tym miejscu iskrzenie lub żarzenie. To badanie także nic nie pomogło.