na dobranoc
to ciało trzeba będzie w końcu sprzątnąć
zerwać podłogę i wymienić żwirek
powiedziała: to ciało trzeba będzie kiedyś
złożyć i usypać kopczyk [dla chłopczyka]
dobrze — zakładam że wszystko
zostanie między nami że zostanie
między nami wszystko
że przetrwa
egzuwium
sobota […] jedenasty stycznia trzy
jedynki trzy żywioły — zakrzywienia
osadzone w dziewiętnastej literze
łacińskiego alfabetu jak nieśpiewny
język
soczyste uderzenie białą czcionką
wiersza: czas przeszły niedokonany
w prochu przedpołudnia
[s]pada dobre imię | jednym
bytem
trzy osoby trzy kontury — jedenasty
stycznia: afoniczność studni [tępy
sznur jutowy] wyliniałe trzewia co
nie wystąpią już z koryt przeciwko
sobie
mistyfikacja
są zdjęcia [klisze] które nie schodzą
do schronów a przerażone trwają
przeglądając się w bezczasie i takie
którym wmówiono że poza nimi
nie istnieje żaden inny świat | byłem
kiedyś częścią bezimiennej całości
[statek bezzałogowy dla nikogo]
chodź zrzucimy z siebie wszystkie
czarne nieba — viralowe spojrzenia
jak fotografie które nie schodzą
do schronów — a ty mnie dotknij
przebij prześwitem by sprawdzić
widełki martwego pola [gdzie wiszę
a gdzie mnie nie ma] jest srebro
i popiół […] kadr zrodzony z krwi
bywa że wychodzisz
zapadło się płuco i wyrok
został zatwierdzony — na śniegu:
ślady bosych słów bossa nova głodu
pod paznokciami grasuje mała tajemnica
linii papilarnych [twoje milczenie
daje przerzuty — siostro — daje przerzuty
do wiersza]
objet petit a
zrób to: popatrzę powtórzę
żarówki i skłony — skłony tatuaże
jestem topór ty drzewo jestem
drzewo ty mistral
żarówki i skłony popatrzę
powtórzę — pierwszy śnieg tej zimy
składamy ofiarę tobie się spowiadam
do mnie ślesz umyślnych
grudzień zero i osiem
Mickiewicz cierpi za miliony a ja znowu
grzebię palcem w Bursie czterdzieści
i cztery razy czterdzieści i cztery Mickiewicz
cierpi za miliony […] mój ojciec był cieślą
i też cierpiał jak pięknie cierpiał czterdzieści
i cztery razy tracąc świadomość mój ojciec
umierał tak pięknie umierał a ja znowu
grzebię palcem w Bursie [ojca swojego
który był cieślą]
słowo na dzień
przegryzły się wyrazy [wyrazy obce
potrzebowały więcej czasu] przegryzły się
wyrazy rozpięte między żebrami
między żebrami skąd tyle bieli
od której kiedyś przyjdzie się rozkruszyć
zetrzeć na pył
kamień
kamień do noży i języka na którego ostrzu
kładą się cienie urojonych zbrodni
budzi we mnie lęk
podobny do nocy spędzonej na zapomnianym
cmentarzu przy zapomnianym grobie
pod zapomnianą gwiazdą kamień rzucony
w niewłaściwym czasie — powraca
zawsze o przeciwstawnej godzinie [owoc
żywota twojego
— — — kamień]
wtórne utonięcie
Siri von Essen przybija do parapetu leniwie
unosząc alabastrową żaluzję lewego ok[n]a
po drugiej stronie ulicy
roztrzęsiony mizogin szarmancko wylewa się
na papier spowiada — jeżeli istnieje
szczęśliwe zakończenie wtórnego utonięcia:
to nie może być miłość
to nie może być miłość
to nie może być […] Siri von Essen przybija
do parapetu
leniwie unosząc alabastrową żaluzję
prawego ok[n]a po drugiej stronie pokoju
opuchnięty mizogin szarmancko wylewa się
na papier spowiada — jeżeli istnieje
szczęśliwe zakończenie wtórnego utonięcia:
to nie może być miłość
to nie może być miłość
to nie może być […] Siri von Essen podnosi
kotwicę
11:11
wykrwawiasz się na mojej połowie
łóżka na poduszce w drzazgach pod
paznokciami spoczywają odpryski
czasu który nie należy do nas