E-book
6.83
drukowana A5
14.91
drukowana A5
Kolorowa
33.55
Dziwadło

Bezpłatny fragment - Dziwadło


Objętość:
34 str.
ISBN:
978-83-8245-613-4
E-book
za 6.83
drukowana A5
za 14.91
drukowana A5
Kolorowa
za 33.55

Rozdział 1 — Zaklepane

— Dziesięć, dziewięć, osiem… — Bartek opiera głowę o ramiona, te ma wsparte o ścianę. — …Siedem, Sześć, Pięć…

Wychylam się zza rogu budynku, w którym znajduje się piekarnia. Emil próbuje zmieścić się za drzewem, ale mimo wysiłku marnie mu to wychodzi.

— Cztery, Trzy, Dwa…

Marta i Monika, to bliźniaczki, które wszystko robią razem, wychylają głowy znad pagórka, za którym umiejscowiony jest plac zabaw.

— Jeden! Szukam!

W ostatniej chwili Ludwik dał susa przez niewysoki żywopłot. Dało się słyszeć jeszcze jego cichy jęk razem z ostatnim słowem Bartka. Chłopiec skończył odliczanie i odwrócił się od ściany.

— Ludwik, wyłaź z tych krzaków. Słyszałem, jak w nie wpadłeś.

— Auć, uderzyłem kolanem o wystający kamień. Nie spodziewałem się, że mi tu nagle wyrośnie. Centralnie w miejscu mojego lądowania. — Ludwik wychylił się zza żywopłotu, ale pozostał w przygarbionej pozycji. — O nie, zadrapałem sobie łokieć.

— Nie trzeba było zgrywać kaskadera. Nic ci nie będzie. — Bartek uśmiechnął się lekko. — Emil, wystajesz zza drzewa, powinieneś wybrać nieco grubsze, żeby nie było cię widać.

— Kiedy tu są same wąskie drzewa. — Emil wysunął się ze swojej kryjówki, drapiąc się po głowie. — Mama wciąż mi powtarza, żebym tyle nie jadł, ale nic na to nie poradzę, że ciągle jestem głodny. — Pogładził swój brzuch. — À propos, nie macie wolnej kanapki? Zgłodniałem od tego chowania się. — Chłopcy przecząco pokiwali głowami. — W takim razie skoczę szybko do piekarni po bułkę. Zaraz jestem z powrotem.

Bartek zmienił swój obszar poszukiwań i ruszył w stronę placu zabaw.

— Gdzie się jeszcze chowacie? Hmm. Brakuje jeszcze trzech osób. — Powolnym krokiem posuwał się w stronę Marty i Moniki. Jest coraz dalej ode mnie. Moje szanse na zaklepanie rosną z każdym jego krokiem w ich stronę. — Chyba widzę czyjegoś warkocza. Czyżby to była Marta?

„Teraz! To moja ostatnia szansa”. Wysunęłam się z mojej kryjówki i ruszyłam pędem w stronę naszego miejsca startowego. — Zaklepane! — Bartek nawet nie zdążył spojrzeć w moją stronę, bo w tym samym czasie demaskował także Monikę.

— Mam was obie. — Krzyknął uradowany, ale w tej samej chwili jego mina zrzedła, bo nie zdążył mnie znaleźć.

— Wioletka wygrała! — Dziewczynki wykrzyknęły chórem.

— Wielka mi rzecz. Ale za to znalazłem całą resztę. Teraz szuka Ludwik, bo jego znalazłem na samym początku.

— Dlaczego tak często wypada na mnie?

— Bo masz kiepskie kryjówki. — Bliźniaczki wybuchnęły śmiechem.

— Haha, bardzo śmieszne.

— Muszę wracać do domu. — Zakomunikowałam wszystkim. — Miałam zdążyć przed zmrokiem.

— Idę z tobą. Czekaj, tylko skoczę po piłkę. Musiała pokulać się gdzieś w stronę piaskownicy. — Bartek spoglądał w tamtą stronę. — O, jest! Zaraz wracam.

— My też już pójdziemy. — Marta i Monika chwyciły swoje rakietki do badmintona i pomachały do wszystkich.

— To co Ludwiku, zostaliśmy we dwóch. Szukasz, a ja się chowam.

— E tam, co to za zabawa w chowanego we dwóch. Znudziło mi się.

— W takim razie chodźmy się powspinać na ściankę.

— Dobra, to idziemy. Kto ostatni, ten gapa! — I ruszył pędem do celu.

— Przecież i tak wszyscy wiedzą, że wygrasz ten bieg. — Emil postanowił dołączyć do Ludwika, ale obrał raczej tempo spacerowe.

— Do zobaczenia, do jutra. — Krzyknęłam do innych.

— Widzimy się o tej samej porze. — Bartek odwrócił się na pięcie i podążył w stronę osiedla. Ruszyłam za nim, żeby dorównać mu kroku.


Nasze domy sąsiadują ze sobą. Często chodzimy razem do parku. To miejsce spotkań naszej grupy. Widujemy się prawie codziennie, chyba że pada deszcz lub któreś z nas wyjechało.

Dziś mój wyjątkowo rozgadany sąsiad milczał przez większą część drogi do domu. Szedł ze spuszczoną głową i kopał kamyk. Pewnie obmyślał plan kolejnego dnia. Pokonaliśmy ostatni zakręt i weszliśmy w naszą uliczkę. Kiedy dotarliśmy pod mój dom, Bartek odezwał się.

— Masz kredę? — Wyrwał mnie z zamyślenia.

— Mam, a co? — Zapytałam, ale domyślałam się, jakie Bartek ma zamiary.

— Jutro zrobimy podchody. Podzielimy się na dwa zespoły i … — W tej chwili w naszą uliczkę skręciła ciężarówka i podjechała pod dom na wprost mojego. Z auta wysiadło dwóch ludzi. Zaraz za nim podjechało auto osobowe. Jego kierowca wysiadł, poszedł w stronę drzwi budynku i wszedł do środka, zostawiając je otwarte. Dwóch mężczyzn wynosiło rzeczy z ciężarówki. Słońce już zaszło, więc zaczęło robić się ciemno. W domu zapalały się światła w kolejnych oknach. — Chyba ktoś się tu wprowadza. Ten dom tak długo stał pusty. Ciekawe czy nowy właściciel ma jakieś dzieci.

— Chyba ma. — Zauważyłam. Jeden z tych ludzi niósł karton, a w nim zabawki. — Widzisz tę koparkę? To pewnie jakiegoś chłopca.

— Ciekawe ile ma lat.

— Może jak już się wprowadzi, to się pokaże. Zaprosimy go do naszej grupy.

— Świetny pomysł, im nas więcej, tym lepiej. Ludwik będzie częściej szukającym.

— Hahaha. Ty mu chyba nigdy nie przestaniesz dokuczać. Kiedyś się zdenerwuje i nie będzie chciał się z nami bawić.

— Nie, nie Ludwik. On tak tylko mówi. A tak naprawdę to uwielbia być szukającym. Na szczęście jutro nie będzie musiał sam szukać. No, teraz już naprawdę muszę uciekać. Pa Wioletko. Do jutra. Pamiętaj o kredzie.

— Do jutra. Będę pamiętać.

Rozdział 2 — Nowy

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 6.83
drukowana A5
za 14.91
drukowana A5
Kolorowa
za 33.55