Drodzy Rodzice, Kochane Dzieci!
Miałam bardzo dużo spotkań z dziećmi, gdyż bywam zapraszana do szkół, przedszkoli, bibliotek, klubów, gdzie czytam swoje wiersze, stąd wiem, że bardzo je lubicie. Dzieci nawet potrafią same pisać wierszyki — byłam przewodniczącą jury w II. i III. Wojewódzkim Konkursie Literackim „Podkarpacie zaklęte w poezji” zorganizowanym przez Szkołę Podstawową Nr 25 w Rzeszowie. Prowadziłam dla dzieci warsztaty pisania wierszyków w SP Nr 25 i SP Nr 12 w Rzeszowie, podczas których powstawały ładne wierszyki. Niektóre moje wiersze są drukowane w Pluszaku — dodatku dla dzieci w miesięczniku społeczno-kulturalnym Nasz Dom Rzeszów dostępnym na Podkarpaciu. Chcę jednak, aby moje wiersze, dzięki Internetowi, dotarły do wszystkich dzieci, dlatego powstała publikacja Dziewczynki i chłopczyki bardzo lubią wierszyki w formie e-booka. Jest to zbiór wierszy przedrukowanych z moich książek Babcia Basia kleci wierszyki dla dzieci; Babci Basi wiersze nowe już dla dzieci są gotowe; Co się dzieje? Pierwodruk to „Śnieżynka Barbarelka”.
Niniejszą publikację dedykuję dzieciom w wieku przedszkolnym oraz z młodszych klas szkół podstawowych. Książka posiada sześć tematycznych rozdziałów:
I. Wciąż zmiennie — wiersze na każdą porę roku;
II. Kochamy się — o rodzinie;
III. Na bajkowej łące — baśniowo na różne tematy;
IV. Dobre rady — wychowawczo;
V. Opowiedz mi… — wielotematyczne opowiadania;
VI. Bądź mądrą sową — zagadki.
Wydanie jest obszerne, dlatego wiersze są bez ilustracji, obrazki są tylko przy tytułach rozdziałów.
Zaproszenie
Wierszyki dla każdego —
małego i dużego,
nauczą i zabawią —
wiele radości sprawią.
Zapraszam!
Barbara Śnieżek
I. WCIĄŻ ZMIENNIE
Wiosna / Lato
Wiosna
Na ziemi dziwy się dzieją;
gałęzie drzew pęcznieją,
wracają do nas bociany
i kwiatów moc już mamy.
W powietrzu zapach majowy
fiołkowo-konwaliowy.
Skowronka piosnka radosna —
to wiosna, piękna wiosna!
Lato
Wysoko już słońce świeci,
wakacje cieszą dzieci,
odpocząć czas na urlopach
w nadmorskich gdzieś kurortach.
Wzywają góry i lasy,
ucichły miast hałasy,
złocą się pola bogato —
to lato, ciepłe lato!
Jesień / Zima
Jesień
Owocem sady częstują,
ogrody pustoszeją.
Już wkrótce odlecą ptaki.
Brzemienne w deszcz obłoki.
Kolorem nas cieszą drzewa
lecz rzadziej ptak zaśpiewa.
Do okien zagląda wrzesień —
to jesień, zmienna jesień!
Zima
Na dworze się ochłodziło
i często jest niemiło.
Zbyt wcześnie ciemność zapada.
Czasami śnieg popada,
robi się wtedy jak w baśni
i nawet w sercu jaśniej.
Już wicher wieje, mróz trzyma —
to zima, sroga zima!
Cztery siostry
Matka Ziemia z ojcem Rokiem
mają córki cztery,
wszystkie piękne i dorodne,
dbają o maniery.
Ta najmłodsza to jest Wiosna
w zielonej sukience,
jest to bardzo miłe dziewczę
z pękiem kwiatów w ręce.
Druga córka zwie się Lato,
na żółto ubrana,
uśmiechnięta i w słonecznych
promieniach skąpana.
Trzecia córa — panna Jesień,
w złocie i czerwieni,
zajada się owocami
i ciągle rumieni.
A najstarsza z córek — Zima,
ta w bieli gustuje,
chodzi niczym panna młoda,
męża wypatruje.
Póki siostry były małe,
grzecznie się bawiły,
ale kiedy już urosły,
to zgodne nie były.
Prawie co dzień się sprzeczały
i były złośliwe.
Martwił się więc ojciec stary —
godził sprawiedliwie,
ale sił mu nie starczało
panować nad nimi,
aż mu pomysł wpadł do głowy
co ma z tym uczynić.
Rzekł więc do nich: Moje panny,
za karę zaśniecie
i po jednej w kolejności
pracować będziecie.
Tak powstały pory roku.
Ojciec budzi jedną,
potem każe jej zasypiać
i budzi następną.
Najpierw Wiosna Ziemię mai,
po niej wstaje Lato,
by dokończyć siostry dzieło —
wystroić bogato.
Później Jesień po swojemu
przyrodę maluje,
gdy znużona jest swą pracą,
trochę popłakuje.
Wreszcie Zima dmucha chłodem,
ogałaca wszystko,
aby Wiosna mogła tworzyć
nowe widowisko.
Siostra siostrze nie przeszkadza,
cieszą się rodzice.
Matka Ziemia wciąż zakłada
z różnych barw spódnice.
Opowiastka
Jak już wiecie, drogie dzieci,
Rok ma cztery córy
i rozsyła je po świecie
według praw natury.
Panny te są pracowite
i dbają o Ziemię,
by się mogła należycie
wystroić codziennie.
Każda z nich ma do pomocy
aż po trzech chłopaków:
to dwanaście jest miesięcy —
wspaniałych junaków.
I tak: Grudzień, Styczeń, Luty —
Zimie pomagają.
Marzec, Kwiecień, razem z Majem —
Wiośnie dogadzają.
Czerwiec, Lipiec oraz Sierpień —
wspomagają Lato,
pozostałych panna Jesień
zatrudniła za to.
Kto z was dzieci zna imiona
tych chłopców Jesieni?
Proszę, słucham odpowiedzi,
potrafisz wymienić?
Przedwiośnie
Przez puste pole,
przez lasy gołe
idzie radosna
młodziutka Wiosna.
Gdzie sięgnie wzrokiem,
pod jej urokiem
lody topnieją,
dziwy się dzieją.
Kraj się raduje,
zieleń kiełkuje,
budzą się drzewa,
ptaszyna śpiewa.
Już pierwsze kwiaty
barwią rabaty.
Lecą motyle…
Urocze chwile!
Spóźniona Wiosna
Idzie Wiosna ciemną nocą,
nad nią gwiazdeczki migocą,
a ta jedna świeci jaśniej,
jakby chciała mówić właśnie :
Wiosno, czemu się spóźniłaś?
Czemu tu nie przychodziłaś?
Już zbyt długo Zima trwała,
śniegiem pola zasypała.
A tu drzewa i krzewiny
krzyczą: Dosyć mamy Zimy!
Niech ucieka, gdzie pieprz rośnie!
Wszyscy marzą już o Wiośnie!
Wiosenka się zasmuciła,
szybko kroku przyśpieszyła,
rozsypała kwiatki wkoło
i jest pięknie i wesoło.
Gdy słoneczko ze snu wstanie,
inny świat już tu zastanie.
Będzie miło i radośnie.
Dziękujemy pani Wiośnie!
Chociaż trochę się spóźniła,
ale świat rozweseliła.
Ptaszki rozpoczęły wrzawę,
dzieci — wesołą zabawę.
Wiosenne ożywienie
Stoją w sadzie panny młode
kwieciem wystrojone,
wabią wonią i urodą
pszczoły niezliczone.
Na rabatkach też ruch wielki,
w kwiatkach kolorowych
uganiają się motylki —
istny zawrót głowy!
Nad zielono-żółte łąki
od kwitnących mleczy
nadleciały różne bąki,
nektarem się cieszyć.
A po stawie brodzi bociek,
wyławiając żabki —
dla maleńkich jego pociech
przysmak to nierzadki.
Las rozbrzmiewa ptaków trelem,
gniazdka sobie wiją,
zapraszają na wesele,
stają się rodziną.
Tak to wiosna ze snu budzi
calutką przyrodę,
jest nadzieją też dla ludzi
i wiarą w odnowę.
Alleluja!
Gdy nastaje wiosna,
wtedy wieść radosna:
Chrystus z martwych wstaje —
nadzieję nam daje.
Cieszymy się z tego
dnia tak wesołego,
składamy życzenia —
oby do spełnienia.
Święcimy baranka,
malujemy jajka,
robimy psikusa
wodnego w Dyngusa.
O tradycję dbamy,
zapomnieć nie damy!
Tak z dziada pradziada
świętować wypada.
Upał w mieście
To nie jest upał, to już przecież skwar,
z nieba się leje bezlitosny żar.
Spękana ziemia, trawa wyschnięta
już smaku wody wręcz nie pamięta.
To właśnie lato i upał taki
wszystkim się mocno daje we znaki.
Ludzie spragnieni trochę ochłody
szukają cienia i jedzą lody,
których jest mnóstwo tu do wyboru
smaków, zapachów, tudzież kolorów.
Więc zajadajmy po kilka gałek,
nie narzekajmy, że jest upałek.
Możemy spryskać ciało w fontannie
lub się zanurzyć w domowej wannie.
Wtedy też trzeba pić dużo wody
dla swego zdrowia oraz urody.
Cieszmy się latem, bo szybko minie,
wykorzystajmy każdą godzinę.
Niech nam słoneczko świeci gorące,
by wystarczyło w chłodne miesiące.
Bez przesady!
Lato upalne, lato gorące,
chyba zbyt mocno przypiekasz słońcem —
ponad trzydzieści stopni jest w cieniu —
trudno wytrzymać! Proszę, to zmień już.
Pofolguj trochę, bo bez przesady,
w takiej spiekocie nie damy rady!
Przecież tu klimat umiarkowany,
co się więc dzieje? Skąd takie zmiany?
Dosyć daleko stąd do zwrotnika,
tutaj jest Polska, a nie Afryka!
Nie widzisz tego po roślinności?…
Skąd ta pomyłka? Czemu skwar gości?
Nie wstyd ci, lato, że ziemia pęka
od tego żaru, trawa uschnięta?
Pragniemy teraz nieco ochłody,
spuść zatem z nieba choć trochę wody.
Owszem, upały także lubimy,
lecz nieprzesadne. My się stopimy!
Grzej nas z umiarem, kochane lato,
wszak miesiącami czekamy na to!
Lato, wróć!
Dokuczały
nam upały;
marudziliśmy,
narzekaliśmy…
I teraz mamy za to —
pogniewało się lato!
Dni są ciemne,
nieprzyjemne,
niebo łzy leje —
znów źle się dzieje!…
Przepraszamy cię, lato!
Wróć do nas! Co ty na to?
Porzuć dąsy,
zacznij pląsy,
to przecież twój czas!
Nie złość się na nas.
Bądź znowu miłe, lato.
Wszyscy prosimy o to!
Symptomy jesieni
okryły chmury
niebo pierzyną
jest dzień ponury
upał przeminął
ranek rozściela
mgliste firanki
wznoszącą bielą
zraszając łąki
szarość jesienna
w krąg dominuje
pogoda zmienna
słońca brakuje
liście na drzewach
żółkną rdzewieją
ptak rzadziej śpiewa
wiatry wciąż wieją
łan zbóż skoszony
pusto na polach
zebrane plony
zorana rola
kusi nas jeszcze
owoc w ogrodach
rzęsistym deszczem
płacze przyroda
Kasztanowa bajeczka
Posłuchajcie, drogie dzieci,
usiądźcie cichutko,
babcia Basia bajkę skleci
i będzie milutko.
Zapytacie, o czym bajka?
Niech się zastanowię…
O małych, rudych kasztankach.
Zaraz wam opowiem.
Skacze w parku wiewióreczka
pośród drzew i krzewów,
patrzy, toczy się kuleczka.
— Zatrzymam ją w biegu!
To kasztanek rudozłoty
w słoneczku lśni pięknie.
Wiewióreczko, do roboty!
Napełnij spiżarnię.
Wiewiórka dopilnowała,
by się kasztan schował,
potem o nim zapomniała…
Kasztan przezimował.
Wiosną wypuścił korzonki
i zielone liście,
po główce mu chodzą mrzonki,
rośnie zamaszyście…
Z czasem z kasztanka małego,
moje drogie dzieci,
wyrosło olbrzymie drzewo,
daje nam cień w lecie.
Ozdabia się kwieciem wiosną,
natomiast jesienią
kulki kolczaste wyrosną,
z liśćmi zazielenią.
Co skrywają te jeżyki?
Zaraz się dowiemy,
pomieszamy im więc szyki,
gdy je rozłupiemy.
Otóż w tych domkach z kolcami
mieszkają kasztanki,
chętnie pobawią się z nami
w różne wydziwianki.
Kolczaste kule spadają
pod drzewo na trawę,
kasztanki się uwalniają
i zaczną zabawę.
Gdy do parku przyjdą dzieci,
zabiorą kasztany,
porobią z nich różne rzeczy
przy pomocy mamy.
Będą prześmieszne ludziki
kasztanowe całe,
nawet krówki i koniki
i zwierzątka małe.
Do nauki się przydadzą,
żeby dobrze liczyć,
jak pojąć zbiory doradzą
i umysł wyćwiczyć.
Te kasztanki rudozłote
uczą nas i bawią,
jeśli tylko masz ochotę,
to radość ci sprawią.
Spodobała się bajeczka?
Jak ją osądzicie?
To marsz teraz do łóżeczka
i już słodko śpijcie.
Wesele Jesieni
Panna Jesień zapragnęła
zdobyć sobie męża.
Dokoła się rozglądnęła
i choć wzrok wytęża,
nie znalazła kandydata…
Więc pyta słoneczko:
Czy doradzisz mi chłopaka?
Pomóż choć troszeczkę.
A słoneczko odpowiada:
Ależ, panno Jesień,
masz przy sobie za sąsiada —
nazywa się Wrzesień!
On jest w tobie zakochany
przecież już od dawna.
Wspaniały to jest wybrany —
będzie para ładna.
By tradycji było zadość,
Wrzesień się oświadczył.
Obopólna była radość,
chłopak aż zatańczył.
Zaczęła się Jesień stroić
i suknie przymierza…
Będzie się też niepokoić,
w co ubierze męża?
Z mgiełki suknię założyła,
a z rosy korale,
pukle włosów rozpuściła,
nakryła woalem.
Piękny bukiet trzyma w ręku
i na głowie wianek,
oczekuje pełna wdzięku,
by przyszedł kochanek…
Wrzesień przyszedł wystrojony
w wrzosowe ubranie.
Rad jest wielce z przyszłej żony,
niesie pierścień dla niej.
Rozścielony z liści dywan.
Świadkami są drzewa.
Mendelssohna wiatr przygrywa
i ptasi chór śpiewa.
Słońce parę błogosławi,
goście się radują.
Niechaj żyją Państwo Młodzi!
Zgodnie wykrzykują.
Potem były huczne tańce,
błyskawic rozbłyski,
skocznie wiatr grał na fujarce…
Bawili się wszyscy.
Kasztankowo
Już jesień w kolorach —
kapryśna pannica
wszystkich nas zachwyca.
Na spacer więc pora.
Jakże tu wesoło!
Syneczku kochany,
zbierzemy kasztany?
Pełno ich wokoło!
Niektóre w skorupie
kolczastej się kryją,
czekając z nadzieją,
że je ktoś rozłupie.
Ten wpadł do potoku,
błyszczą mu się lica,
rudością zachwyca,
puszcza do nas oko.
Inny tam, wśród liści
w wygodnym łóżeczku
zasypia na boczku.
Czy coś mu się przyśni?
Kasztanek zaś trzeci,
wirując jak bączek,
toczy się po łące,
prosto do mnie leci.
Schowam go w kieszeni
niech siedzi tam na dnie,
będzie on też dla mnie
pamiątką jesieni.
A ty do koszyka
kasztanki pozbieraj…
Wracajmy już teraz.
Zrobimy ludzika.
Odwieczne zawody
Jesień z Wiosną szły w zawody,
który czas piękniejszy;
czy dojrzały, czy też młody
jest tu najważniejszy?
Zaczęły się panny stroić
i myśli wytężać,
każda z nich się dwoi, troi,
byle móc zwyciężać.
Były aż trzy konkurencje
w przeróżnych dziedzinach.
Każda głosów chce najwięcej.
Spór rozstrzygnie Zima.
Wiosna kwieciem się maiła,
wabiła kolorem,
łąki, pola wystroiła
niebywałym wzorem.
Jesień liście malowała,
kusiła owocem,
barwą nie ustępowała
i swoim polotem.
Pani Zima jest w kłopocie;
którą wybrać? Nie wie!
Pomyślała więc o Lecie,
by wsparło w potrzebie.
Ale Lato odleciało
właśnie w ciepłe kraje
i nikogo nie wybrało,
więc problem zostaje!
Artystka
Kiedy słońce moc straciło
i po nocach chłód poranny,
coś ją tutaj sprowadziło,
bo już nastał czas na zmiany.
Szła wesoło, roześmiana
poprzez pola, lasy, łąki
i w przyrodzie rozkochana
malowała kwiatom pąki.
Rozdawała w krąg bukiety
astrów, wrzosów i chryzantem,
korzystając z barw palety
zachwycała ich urokiem.
Wysypała pełno grzybów
i ukryła w leśnym runie,
aby było nieco trudu;
niechaj szuka ten, kto umie!
Zabarwiała liście złotem,
żółcią, brązem i karminem.
Zdumiewała swym polotem,
jak przystało na dziewczynę.
Bawiła się doskonale
przeróżnymi kolorami,
rozwieszała mgieł woale,
częstowała owocami.
Zaplątała babie lato
w koralowe jarzębiny,
ciekawa, co powiesz na to,
gdy zobaczysz pajęczyny.
A wtem przyszedł wiatr zuchwały,
ingerując w barwne dzieło —
wnet z drzew liście pospadały,
aż się pannie na płacz wzięło.
Było pięknie, kolorowo,
a jest teraz szaro-buro
i pochmurno, i niezdrowo,
wietrznie, słotnie i ponuro.
Panna z szlochem gdzieś odeszła…
Żal ją chyba stąd wygonił.
Na jej miejsce inna przyszła,
aby bielą kraj zasłonić.
Czy wiesz, jakie imię miała
ta artystka uzdolniona,
co przyrodę malowała
i uciekła zawiedziona?…
Gdzie dwóch się bije… / Dzieci czekają na prezenty
Gdzie dwóch się bije…
Jesień Wiośnie zazdrościła,
że wszyscy ją chwalą,
chciała więc być równie miła,
bo na nią się żalą.
Od Lata w spadku dostała
świat cały zielony,
szybko go przefarbowała
na różne kolory.
Niedługo się zachwycała
takim barwnym światem,
bo Zima Wiatry przysłała
i przybył brat z bratem.
Jeden z Wiatrów przygnał chmury,
strącił liście drugi —
świat się zrobił ciemny, bury,
spadły deszczu strugi.
W ten sposób Jesień przegrała
z Wiosną konkurencję.
Bezradna się rozpłakała,
uciekła czym prędzej.
Przyszła Zima na jej miejsce
i świat pobieliła.
Zrobiło się tak jak w bajce.
Wszystkich zachwyciła!
Tak niestety wciąż się dzieje,
posłuchajcie dzieci:
Gdy ze sobą walczy dwoje,
to korzysta trzeci.
Dzieci czekają na prezenty
Czeka Adaś, czeka Maja
na świętego Mikołaja.
Mikołaju, czy już jedziesz?
Jakie dary nam przywieziesz?
Czeka Gosia, czeka Janek…
Przyjdziesz nocą czy nad ranem?
Już skarpetki wystawione,
kiedy będą napełnione?
Czeka Kubuś, czeka Lena,
by spełniły się marzenia,
więc się pośpiesz, Mikołaju —
wszystkie dzieci już czekają!
Mikołajki
Było to szóstego grudnia
mniej więcej koło południa.
Mikołaj się zorientował,
że dzieci nie obdarował.
Bo Mikołaj, sami wiecie,
ma zwyczaj na całym świecie
wszystkim dzieciom dać prezenty.
I chociaż jest przecież Święty,
sam wszystkiemu rady nie da,
więc żeby nie była bieda,
zwołał małe Mikołajki
z pewnej bardzo śmiesznej bajki.
Chciał, żeby mu pomagały
i prezenty rozdawały…
Lecz niestety małe Miki
pomieszały jemu szyki;
bawiły się w chowanego —
nie zastąpiły Świętego.
Wszędzie się porozbiegały…
Powstał więc problem niemały:
Kto da dzieciom te prezenty?
Martwi się teraz nasz Święty…
Na szczęście są ochotnice —
bardzo piękne Anielice.
Przyleciały szybko z nieba
i rozdały, gdzie potrzeba.
Jaka z tego jest nauka?
Mikołaj pomocy szuka.
Nie wszędzie nadążyć może,
więc Aniołek mu pomoże
i przyniesie pod choinkę
na Wigilię darów skrzynkę.
A malutkie Mikołajki
niech wracają do swej bajki.
Też pamiętaj człeczku mały,
by twe rączki pomagały
i kiedy zajdzie potrzeba,
głodnemu daj kromkę chleba.
Słodkich Świąt!
Śpieszy się Mikołaj Święty,
szybko chce rozdać prezenty.
Przygotował wielkie sanie,
załadował paczki na nie.
Renifery jak koniki
wyruszają w świat daleki,
płyną po gwiaździstym niebie,
żeby zdążyć wprost do ciebie.
Kiedy ze snu rano wstaniesz,
wspaniały prezent dostaniesz,
będzie mnóstwo też słodyczy…
Słodkich Świąt! — Mikołaj życzy.
Oczekiwanie
W pokoju zapach igliwia —
choinka strojna już stoi,
a z kuchni czuć woń pieczywa —
mama się dwoi i troi.
Rozłożył tato talerze
na naszym rodzinnym stole
i według prastarych wierzeń
nakrycie jedno jest wolne.
Może ktoś tu będzie szukał
gościny, jak przed wiekami
Rodzina Święta? Zapuka,
a my nie trzaśniemy drzwiami.
Przyjmiemy gościa do stołu
i razem zjemy wieczerzę,
tak wspólnie, zgodnie, pospołu…
Wierzysz w to?… Bo ja wciąż wierzę!
* * * *
Teraz niech dusza twa słucha…
Słyszysz to ciche stukanie?…
To Chrystus do serca puka
i pyta: Masz miejsce dla mnie?
Zimą na rynku
Chociaż śnieżek prószy,
trochę marzną uszy,
ale słonko świeci
i zaprasza dzieci.
Nałóżcie czapeczki,
cieplutkie kurteczki —
wyruszymy żwawo
na krótką wyprawę.
Każdy miejski rynek
atrakcjami słynie —
tam, w zimowej szacie
cudeńka spotkacie.
Pokazać wam muszę,
jak tuż przed ratuszem
pięknie przystrojona
choinka zielona.
Rozłożone kramy
kuszą wyrobami,
obok młyńskie koło
kręci się wesoło,
a Mikołaj święty
rozdaje prezenty —
dzieciaki się cieszą
i na rynek śpieszą.
Marudna blondynka
Zimna blondynka może się znudzić,
jeśli kaprysi, zbytnio marudzi.
Zamiast się ubrać jak panna młoda,
szarością straszy — jej bieli szkoda!
Lecz kiedy sypnie już puchem białym,
zachwyci wszystkich obraz wspaniały.
Dzieciaki wtedy jeżdżą na sankach,
nartach i łyżwach, lepią bałwanka.
Na taką frajdę zawsze czekają,
szczególnie wówczas, gdy ferie mają
i chociaż czasem mróz szczypie bardzo,
to taką zimą nigdy nie wzgardzą.
Gdzie jest Zima?
Gdzie podziała się Zima,
gdzie się zawieruszyła?
Czyżby gdzieś zabłądziła?
Dlaczego śniegu nie ma?
Gdzie krajobraz zimowy,
biały puch i sopelki?
Gdzie mrozik, choć niewielki?
Czy to są jakieś zmowy?
Co to za dziwna pora?
Ni to jesień, ni wiosna…
A prawda jest żałosna:
dla przyrody — to zmora!
Całkiem się pogubiła;
ziemię zieleń pokryła,
trawa znowu odżyła —
Wiosna jej się przyśniła…
Sanki, narty czekają,
tylko łyżwy na chodzie
jeżdżą po sztucznym lodzie —
ferie zimowe mają.
Z czego lepić bałwana?
Jak porzucać śnieżkami?
Pobaw się, Zimo, z nami,
przybądź szybko, kochana!
Jak się będziesz tak chować,
to nie zdążysz przed Wiosną —
kwiatki już tu urosną…
Możesz potem żałować!
W marcu cię nie prosimy —
Wiosny to będzie pora —
wsadzimy cię do wora
i w rzece utopimy.
Zimowy poranek
Już poranek i bałwanek
oczy swe otwiera.