E-book
12.29
drukowana A5
15.56
Dziesięć lat samotności

Bezpłatny fragment - Dziesięć lat samotności

Objętość:
74 str.
ISBN:
978-83-8221-903-6
E-book
za 12.29
drukowana A5
za 15.56

***

Pani Profesor,

Pani jawi się umysł jako ogród.

Trauma go dewastuje i czasami nic nie da się zrobić, jesteśmy bezsilni. Obecnie tkwimy w izolacji. Jesteśmy sami ze sobą. Czasami jakiś krzyk rozrywa serce. Ciekawe, że rozumie to Pani jako specjalistka zajmująca się ciałem. Ale ono i ma swoją traumę. Nie spotkamy się w Katowicach. Epidemia niweczy wszystko. Niedługo ludzie będą całowali ślady stóp, jakie napotkali. Może jak wyjdą wreszcie któregoś dnia — poczują się znowu bezpiecznie — odbudują swój świat, ale kto to przeżył już nigdy nie zapomni, co to samotność. Ona tylko wylazła z nas na wierzch. Nie zagłuszają ją świąteczne piosenki. Nie mamy do niczego nastroju. Opadamy z sił. Szumnie nie wyciągamy jak co roku rzeczywistości złudy, którą mamy ukrytą na specjalne okazje w kartonach.

Mam w sobie taką nicość i mam w sobie takie trwanie… Upiję się dziś. Jest sobota. Nie ważne, że jestem pedagogiem, jestem człowiekiem. Przechodzę odwyk duszy. Stale ktoś mi wisi na telefonie. Andrzej tylko chce się wieszać…

Ja też mam swoje powody, do lęku, rozpaczy i nadziei, do trwania i umierania.

Tak, mój umysł jest jak ogród, nie można tam wejść i zrobić porządku.

Autystyczne zamknięcie, głód duszy.

To jest ciężkie uzależnienie, od życia, nie umiemy odchodzić. Jesteśmy tak przywiązani do wszystkiego, co jest materią, tylko nie nami autentycznymi.

Nie ważne, jaki narkotyk. Zabija jak miłość i wznosi jak miłość. Potem padasz na twarz, na ulicę. Z miłością też tak bywa, wcale nierzadko. W bezdomność wchodzi się z domu, na ulicę, na śmietnik istnień. Zbadałam to, miałam 23 lata, byłam młodym pedagogiem już, kończyłam licencjat. Miał mieć poziom doktoratu. Tak, studium samotności jest dogłębne, tym jest bezdomność, jakże więc jej dużo.

Pani wszystko słyszy między wersami. Taki bywa dla siebie obcy człowiek. Taki sadystyczny.

Wszystko ma swój początek, trauma też. Lubimy być w niej sami, wtedy nas otacza jak ściany. Czasami te ściany zaciskają nam się u szyi, jak pętla.

Kartka z dziennika — 12.03.2010

Bruk. Ulica. Ćpun. To już nie jest tak. Poznałam ekskluzywne meliny. Zauroczył mnie świat, świat przystępny nocą, ludzi, jacy za dnia są niedostępnymi autorytetami. Nocami sprzeniewierzają się wszystkiemu, czym żyją. Profesorowie uprawiają seks w klubach, przygodny. Spada z nich ciśnienie i presja. To dziwne jak widzisz wicedyrektorkę instytutu filologii w objęciach pierwszej dziewczyny, która zjawi się w nocnym klubie. Roksana lubiła przetoczyć się przez wszystkie kluby. Kraków ma swoje podziemie.

Jeszcze wcześniejsze kratki z dziennika: 11.09.2007

Szukam, szukam. Aż znajdę. To są proste odpowiedzi. Ja chciałam trochę życia zajarać. To nie było w modzie. Ale zrobił się bum — na dopalacze. Widzi się dopiero w nich śmierć, miały dodawać energii. Tak je poznałam. Nie wiedziałam, że piję śmierć, że to współczesne narkotyki, najmocniejsze. Miałam palpitację serca, potem arytmię. Chodziłam nakręcona jak zegarek nocą. Dotykałam ścian. Były takie zimne, jak ja. Jak moje ciało. Moje ciało chłodne, a rzucone na ruszt umysłu. Myśli miały pogoń we mnie. Kręciłam się jak bombka wokół ciała swoich świadomości. Stały się odmienne. A ja mam same piątki w dzienniku. Zaczynam być na opak.

***

Dziennik uzależnień. Miłość, hazard duszy, ekstaza.

Stacja za stacją. Ból duszy. Ekstaza. Ekskluzywny narkotyk. W cokolwiek pójdziesz, co mogę ci powiedzieć? Szukaj miłości, a nie nicości.

***

A ludzie wciąż w to idą. Co ich rozwala? Zawsze jest ta pustka, to szukanie pchnięcia, tego, co cię kopnie, wyniesie ponad szarość.

***

I co, fajnie? Można być pedagogiem, to nic, zawsze się jest człowiekiem.

***

Cokolwiek zrobisz noc będzie nocą, a dzień dniem. Dla ciebie tylko mogą kiedyś zgasnąć wszystkie światła. Może być za późno, jak dla… Dla tej, która szukała heroiny nawet we śnie. Narkotyki były dla niej jak nowy dzień. Kokaina była dla niej jak słońce. Tylko było ciemne, ale potrzebowała go, aby żyć.

***

Ekskluzywny dziennik uzależnień wszelkich.

***

Czasami nie masz sił, by puknąć się we własne czoło.

Kratki z gimnazjum

Marzec 2005

Dzień pierwszy

Karolka uprawia seks ze wszystkimi chłopkami (w pobliskim lesie przy szkole) z klasy trzeciej. W szkole są kontrole policji z psami, uczniowie noszą narkotyki. W ogóle mnie to nie interesuje. Degeneracja. Ale Anka zaczęła od tabaki. Teraz przegląda fora. Wciągnęła mnie w mieszanie leków.

Dzień drugi

Anka ma siłę perswazji. Dziś włóczymy się po polanie Boga. Mówię tak, bo jest bezpiecznie. Tu nie ma dostępu świata. Pewnie byśmy zginęły razem na ulicach Krakowa. Oglądam książkę do polskiego na lekcjach. Jestem w innym świecie. Wiem, że kiedyś będę się włóczyła wszędzie. Chciałam być przewodnikiem. Nauczycielka historii mówi, że będę pisała książki kiedyś. A mnie się zaczyna wszystko zmieniać… We mnie. Jakby nowa pora roku. Był skandal, bo zrobiłam za mocny plakat o narkomanii. Ładnie go wykaligrafowałam czarnym tuszem, nalałam czerwonego płynu do strzykawki i przypięłam do niego. Dodałam igłę. Nauczyciele nie mogą na to patrzeć. Każda prawda boli. Tak, zaczynam się zmieniać. Coś pęka we mnie jak tafle lodu na jeziorze. Chodzę po torach. Patrzę w zachód słońca. Dorośli przestają mieć na mnie wpływ. Przecież ja musiałam być od początku dorosła, by sprostać światu dorosłym. Był dla mnie, jaki jest. Widzę, jacy są nauczyciele. Rzemieślnicy bez emocji — tną po duszy jak w mięsnym rzeźnik. Po co się silić na więcej. Taki jest obraz faktów.

Dzień trzeci

Anka wyciągnęła mnie na przerwie za szkołę. Było tam dwóch starszych chłopaków. Gadaliśmy o życiu. Wyciągnęli z plecaka dwa piwa, dali nam je. Piliśmy na ulicy. Ale prowadziliśmy ekskluzywne rozmowy. Nie lubię degeneracji, ale ona jakby nie była ubrana, jest jaka jest. Taka życiowo mam być mądra, a głupota we mnie. Po prostu każdy chce czasem być… Nie dzieckiem, ale tak inaczej. Zbłądzić, bo zdaje mu się, że wynajdzie coś lepszego (po prostu innego), ale nie ma wielkich odkryć w ramach filozofii bycia. Pijana jestem jak to piszę.

23.11.2006

Kosmos, mam w sobie. Kosmos. Kosmos — spotkałam Ankę przed szkołą na placu zabaw. To jest kosmos, miesza leki według wskazań uzależnionych farmaceutów. Mówi, że na coś musimy umrzeć. Kusi, że mamy chwilę, dla siebie. Jesteśmy teraz. Któregoś jutra nic nie będzie i nie spróbujesz kopa pod księżyc.

To wszystko bierze się z roztrzaskanej duszy. Anka ma ekstazę. Łączysz się w niej ze sobą. Stała się modna. Intryguje ludzi, bo podobno dociera się przez nią do relacji ze sobą i można innych lepiej odczuć. Człowiek dociera do głębi.

To moje szukanie, od wczesnego dzieciństwa chciałam być archeologiem.

Największe wykopaliska można prowadzić w duszy.

Zaprzyjaźniłam się z psycholog, jest w wieku dojrzałym. Ewa nic nie wie. Nie wiem, po co mi ten kontakt. Nie jest oczywiście terapeutyczny, ale Ewa jest nadgorliwa. Myślę, że nie domyśla się, jakie mam z kim relacje. Lubię swoją skrytość. Przepadać ulicami Krakowa, gadać z bezdomnymi, poznawać życie, jakie jest. Ewa zaczyna jednak ostatnio zachowywać się jak nie znajoma, ale terapeutka. Intuicja?

Ewo,

gdybyś zobaczyła mnie nago — to znaczy najbardziej nago — moją duszę… Ale zajrzeć nie możesz. Mówią, że się psuję, ale niektórzy tak mówili lata temu, a co w tym złego jak się grało w piłkę z chłopkami na boisku i było się w tym dobrym? Może sport byłby ratunkiem, mobilizacją, ale tu nie było żadnego klubu. Tu była wieś, gdzie żyłam. Kalwaria Zebrzydowska ponad 3 kilometry stąd, najbliżej. Małe, spokojne miasteczko. Przyjeżdżał tu czasem teatr profilaktyczny z wielkiego świata, ale byliśmy zaszczepieni na takie działania. Uważaliśmy, że znamy się najlepiej, mieliśmy dostęp do sieci i informacje z pierwszej ręki od uzależnionych, jacy chcieli nas pogrążyć w nałogu, może, by poczuć się lepiej, bo komuś też jest źle? Starczy, że odezwie się w tobie jakaś trauma, będzie przyjaciel i cię wciągnie… Ale chcesz też czegoś doświadczyć, wypowiedzieć się, być w jakimś temacie mądrym… Takie to naiwne, ale prawdziwe.

A może ekstaza jest sposobem. Na świecie są rejony, gdzie jest wciąż wykorzystywana do terapii. Ewa mi tego nie powie, ale fora tak.

Wypiłam mały strumyk śmierci. Przeczytałam potem, co to jest. Syntetyczne kannabinoidy. Powinnam dostać piątkę z chemii. Ów syntetyk jest jak związek psychoaktywny w marihuanie. Odkrywam nowy świat. Dziwny błogostan, bardzo silne odprężenie. Nie zawsze — drugi strumyk śmierci — tym razem dezorganizacja i halucynacje, czyli piekiełko. Anka się śmieje, że będziemy kiedyś terapeutkami uzależnień z prawdziwego zdarzenia.

Jak się wraca w piątek ze szkoły — masz już swoje lata nastoletnie — już cię nie ciągnie do wypraw w góry. Chcesz rozwikłać zagadki umysłu i relacji. Może chciałabym to wszystko opowiedzieć Ewie, ale jako człowiekowi. Jednak wiem, żeby wszczęła całe profesjonalne procedury. To nie jest miłe, bo każdy ma swoje emocje, chce być traktowany podmiotowo. Chcę się włóczyć i poznawać. Ewa zabrałaby mi wolność. Można nawet wylądować przez takie rzeczy w instytucji, a ja wciąż mam wzorową opinię, osoby skrytej i nieodstępnej. Nie chcę, by ktoś się wtrącił, bo ja mam swoje odcienie w życiu jak kogoś poznam. Mówi się, że to ryzyko. Ja chcę trochę poznać świata, z autopsji, by coś naprawdę wiedzieć. Tak, bywa nuda okrutna.

Nie lubię jak… Kopnie mnie półsen… Wczoraj tak było. Czytałam na forum, że Anka wzięła się za benzodiazepiny. Ścięło mnie w jednej chwili. Co ja właściwie robię? Ale ten sen… Zdawał się chwilami słodki. Chodziłam po swojej rzęsie.

Dostałam e-mail przed chwilą od Ewy:

Wycofujesz się. Myślę, co robisz całymi dnami. Podobno nie było Cię dwa dni w domu. Rodzice się martwią. Gdzie byłaś…

Odpisałam jej, że w próżni. Powiedziała, że chce się ze mną spotkać. Tyle dobrze, że nie nawiedza mnie w domu. Ale ma kontakt do moich rodziców i im pruje. Nie podoba mi się to, wyszła znajomość spod kontroli, dlatego trudno zaufać, psychologowi nigdy. Ma rację. Wycofuję się. Nie chcę problemów, gadania nad sobą. Jeszcze się skończy psychologiem osobistym nade mną w najlepszym razie. Muszę się z nią spotkać i ją uspokoić. Tak napatoczyła się. Poznałam ją w Krakowie. Doczepiła się do mnie na prelekcji, która dotyczyła narkotyków. Tak trwa ta relacja. Myślę, że zainteresowała się, co tam robiłam. Otworzyły mi się oczy. Trzeba być czujnym.

Nie mam ochoty widzieć się z Ewą. Ona za bardzo chce się mieszać. Miała strategię. Teraz już rodziców miesza. Nie lubię kontroli. Wzbudzam zaufanie rodziców. Nie zobaczę się z Ewą, ona się zorientuje. Mam oczy zapuchnięte. Dużo śpię. Napiszę do niej. Albo nic się nie odezwę. Może da spokój i czymś się zajmie.

Nie potrzebuje pomocy, przecież nie jestem uzależniona. Karolina pokazała mi pocięte ręce. Dała mi kawałek szkła z butelki. Raz przecięłam delikatnie rękę. Nic nie czuje. To nie dla mnie. Zaczynam igrać.

Otwórz mi oczy, chcę samotności. Żeby błądzić, żeby błądzić… Ażeby być… Dziwnie się czuję. Dawki nie są duże, ale Anka jest już specjalistką. Jest w Kalwarii taki łysy facet. On diluje takim chwilowym, chemicznym szczęściem. Gadałam z nim. To nie typowy dil. Nosi czarne okulary, ukrywa się przed światem jakby. Jest zwyczajny. Można pogadać, nie jest niebezpieczny, ludzie go znają i cenią nawet, jest uprzejmy. On cię nie wsypie. Nie zachęca, nie odradza. Tym jest wolna wola, którą obdarzyłeś nas Panie?

K2, K3 — to nie szczyty górskie… To akcesoria Anki.

Ohydne są zakrwawione, zakażone strzykawki. To nie ten czas. Pedagog szkolna mnie zgromiła na lekcji. Przy wychowawczyni. Nie wierzyły, że ja powiedziałam, że nie jest pewne, iż się zarazisz igłą jak ci ktoś da zastrzyk. Taki strzał narkomański. To zależy, czy igła czysta. Jak ci podają, itp. Oczywiste sprawy. Wyłamałam się, ale taka jest logika. Chcieli nas łatwymi metodami odstraszyć od brania. A moja wolna myśl — napotkała ich czujność, ale chwilową. Po co ja się odzywam, ale mnie wywołała do odpowiedzi. Chodzi o prawdę w tym świecie. Jak chcą zniechęcać to niech się postarają, zgodnie z faktami.

Wiem, że chodzę po krawędzi, ale bywa piękna jak powłoka snu. Dużo maluje, obrazami tęczy. Jestem bliżej siebie. Cena jest duża, czasem wymiotuje. Ale ja widzę wtedy i więcej, albo nic nie czuje. Inne stany świadomości wciągają jak labirynt. Staram się trzymać poręczy. Potem odrywam się i idę niepewnie.

Jak jestem bliżej siebie, emocji — jak one są usztywnione — dobrze mi się maluje. Rano namalowałam studium duszy w afekcie. Potem samej mnie afekt zesztywniał. Zawsze mało mówiłam, to dobra opcja. Pojadę w góry. Ewa dzwoni do mnie. Ale weszłam w niebezpieczny kontakt. Ona tak nie może, nie jestem jej dzieckiem. Chodzi o to, że coś dzieje się w nas takiego… Coś tak czasem wyje, czy gwiżdże… Że trzeba wyjść ze siebie lub wejść w siebie i dociec, dlaczego… Coś cię boli, szarpie jak jakaś fałszywa struna.

W sieci piszę z Alą — kryształ, ptak, albatros… Co za wyrafinowany slang. Poznaję socjolekt narkomański.

Piszę pół dnia z Alicją. Tak się przedstawiła. Ma 42 lata. Lubię kontakt ze starszymi osobami. Mają już inne spojrzenie na życie. Jak się otworzą to można dowiedzieć się ciekawych rzeczy. Ala ma swoje doświadczenia. Nie wiem, czemu ze mną gada. Zaczepiła mnie na forum. Nie zwierzam się. W sieci nic nie ginie. Nie lubię problemów i lubię swoją opinię. Daje mi bezpieczeństwo, nikt nie wisi na mnie. Uważność to rzecz jasna.

Ala pisze o seksie z nowym facetem. Mówi, że próbuje młodych. Nie lubię na takie tematy z nią rozmawiać. Nie wiem w zasadzie, czego chce ode mnie, bo chyba ma się jednak jakiś cel jak się tak zagaduje. Trójkąty są w modzie i młoda krew.

Stale z kimś pisze. To daje mi namiastkę bezpieczniej bliskości. Nie zbliżam się fizycznie, swoje emocje też szanuje, ale inni się otwierają i czuję się bliżej kogoś, kto jest autentyczny. Nie chce mi wejść z butami w życie, oceniać, blokować.

Czasami czuję się wypruta po tych rozmowach… Ludzie chyba nie mają się komu zwierzać…

23.12.2018

A co mi tam sen… A co mi tam…

A co mi się tam znowu dzieje, pod powłoką zdarzeń, prowokowanych…

Tak, rozsypka. Proszek. Znowu. Dużo się wydarzyło. To proste, a jednak. W końcu tracisz kontrole. Uzależnia cię to, co ekstremalne. Uzależniają emocje, nie tylko sport. Chcesz się poczuć, lepiej, sobą, scalonym, zintegrowanym. Tylko potem potrzebne jest odprężenie… Szukasz go… Potem znowu chcesz się poskładać. Męczę się. Mam przymusową terapię. I to u psychiatry. Wciąż usiłuje się wyzwolić.

Młode, głupie lata. Nie ma tam powrotu, a nawet nie chcę. Zawsze znajdę sposób, by się wyzwolić, tylko teraz to śmieszne trochę.

Ola daje mi trochę namiastki bezpieczeństwa. Jest dobrze ustawioną lekarką. Chce tylko trochę seksu. Ma 62 lata. Jest bardzo opiekuńcza niekiedy, ale też nie chce mnie zrazić. Nic nie muszę przy niej robić. Tylko leżeć czasem nago. A mnie się wydaje, że nie jestem samotna i mnie mniej boli w sobie.

Ola jest zabiegana, nie widzi nic. Czasem coś, głupia nie jest. Ale ona też chce tylko zapomnieć. To również miała być przygoda, chciałam zobaczyć, kim są, już przed laty i się uzależniłam… Dojrzałe, na szczycie kariery… Kobiety… Nie chciałam nigdy sięgnąć dna. Ale bywało różnie. Ola wie, że się gubię. Łatwiej takim człowiekiem trochę pokierować, a kierujemy według swoich potrzeb.

24.12.2018

Ola miała dyżur. Spałam u niej w mieszkaniu do popołudnia. Przyjechała na 19stą. Leżałam w wannie. Woda była zimna. Spytała się, czy w porządku. Zawsze opanowana. Spokój zimny w oczach. Powiedziałam, że tak, możliwie tak. Nic się nie odezwała. Teraz śpi. Jak się obudzi, wiadomo, co będzie. Mają wszystko, starzeją się. Nie marzą o miłości. Chcą trochę dobrego seksu. Podniecenie nie jest takie duże. Mogę spokojnie spać. Jestem u niej w oddali od wszystkiego. Jak mnie dotyka — jestem gdzieś myślami, nawet nie staram się już wgłębić. Można od tego zwariować. Jej to nie przeszkadza, a nawet pomaga. Lubi uległość. Ma nade mną większą kontrolę. Czasem robi silnego drinka. Ścina mnie. Uśmiecha się. Jestem w głębi siebie, jakby za mgłą. Odpowiada jej to. Chodzi tylko o akt seksualny. Przywykłam, ale nie straciłam wrażliwości. Ona nie robi ze mnie problemu. Wie, że nie ma idealnie. Skupia się na tym, co ma i to w danej chwili. Lubi młode ciało. Jej jest w wielu miejscach zwiotczałe i ma fałdy. Jak się doczekam to też kiedyś taka będę… Lubię ich dojrzałe ciała, ale wolę co do mnie pozostać sobą. Każdy by chciał… Ulatujemy po trochu z każdym rokiem do kosmosu.

25.12.2018

To tylko chwila, Ola. Odpocznę. Ona się nie przywiązuje, ja też już nie umiem.

Są święta. Ugotowała obiad. Niby jest normalnie. Potem pójdziemy na cały dzień do łóżka, to już zapowiedziała mi wczoraj. Chce wykorzystać dzień. Ciągle jest w klinice. Jest tam ważna, jej wiedza, doświadczenie. Widzę w niej i jej koleżankach, że mają znieczulenie. Inaczej nie mogłyby pracować. Na szczęście nie chce mnie dawać koleżankom, bo spotykałam różne lekarki…

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 12.29
drukowana A5
za 15.56