E-book
94.5
drukowana A5
Kolorowa
123.22
Dzieje Lehii-Wandalii

Bezpłatny fragment - Dzieje Lehii-Wandalii


Objętość:
421 str.
ISBN:
978-83-8455-617-7
E-book
za 94.5
drukowana A5
Kolorowa
za 123.22

Wstęp

Niniejsza książka jest kontynuacją poprzedniej Pierwotne dzieje Lehii i obejmuje okres 1264 lat (ok. 308 p.n.e.-957 n.e.).

Obejmuje ona pięć rozdziałów, poświęconych kolejnym liniom rodowym panującym w Lehii od czasu powrotu na ziemie lehickie Antyriusa, przez migracje Wandalów na zachód Europy, aż do śmierci króla Ziemiomysła.

Pierwsza część książki opiera się głównie na kronikach niemieckich opisujących herulsko-wandalskich władców ziem lehickich. Są one uzupełnione o informacje zawarte w rodzimych, rzymskich, bizantyjskich i staroruskich źródłach.

W rozdziale drugim opisuję dzieje Wandalów, którzy wyemigrowali z ziem nadwiślańskich na Zachód Europy, a następnie do Afryki Północnej. Pierwsi z tych królów formalnie byli nadal władcami Lehii.

Trzeci rozdział przedstawia dzieje ziem nadwiślańskich w tym samym czasie, gdzie w imieniu królów wandalskich panowali inni książęta z tego samego rodu. W międzyczasie dochodzi do czasowych okupacji ziem lehickich. Ten okres był dotąd niezbadany i niniejsza publikacja jest pierwszym opisem tego okresu. To uzupełnienie było możliwe dzięki porównaniu zapisów sag skandynawskich i ruskich latopisów.

Czwarty rozdział opisuje dzieje potomków króla Genzeryka, którzy powrócili na ojczystą ziemię.

W piątym rozdziale przedstawiam królów znanych z licznych kronik, czyli od Kraka I do Mieczysława II.

Niniejsza publikacja jako pierwsza opisuje relacje Lehitów-Wandalów z sąsiednimi państwami i przedstawia nieznane lub zapomniane wojny, walki i bitwy. Zawiera także informacje o pierwszych próbach chrystianizacji Lehii i o pierwszych chrztach naszych królów.

Królestwo Herulów

ANTYRIUS I WIELKI ok. 308—262 p.n.e.

Po Agarze królem Lehii został Antyrius, syn króla Herulów z Wagrii i księżniczki Amazonek, o czym mówi średniowieczna Pieśń o Anthyriusie: Jego ojciec nazywał się Radagis (..) Jego kochana matka miała na imię Marpeis, a co potwierdza Marschalcus: Anthyrius, miał matkę Amazonkę, był Herulem, który mieszkał nad Istrem [Dunajem], w rejonie Tanaisu, Maeotisu i Bosforu Cimmeryjskiego.

W młodości miał służyć w Azji pod potężnym monarchą Aleksandrem Wielkim, biorąc udział w jego wojnach. Po śmierci tego króla Antyrius razem ze swymi ludźmi zamieszkiwał wśród Macedończyków: Dwanaście lat później [310 r. p.n.e.] Heneci, którzy mieszkali w Abderze, lub Abderyci, [nazwani tak] jak wskazano powyżej po dłuższym czasie, od miejsca w Macedonii, w którym polecono im zamieszkać (…) Ale jak długo tam przebywali lub kiedy Anthyrius wyszedł, tak naprawdę nie wiadomo. Kiedy jego [Aleksandra] książęta podzielili ziemie, które im przydzielił, Anthirius zaplanował powrócić do swej ojczyzny ze swoimi podwładnymi Wandalami i wojownikami.

Tak więc najpierw przybył do Sarmacji, a jego ludzie, tj. Abderyci, Henetowie czy Herulowie osiedlili się po wyjściu z Macedonii, a mianowicie częściowo w Brytanii, częściowo w Sarmacji. Jednak ich wódz i książę Anthyrius przypomniał sobie to, co usłyszał od swoich rodziców, że ich przodkowie zostali wypędzeni z Teutschlandu [Germanii] przez tragedię powodzi i musieli opuścić kraj. Zachęcał swoich poddanych, gdyż zamierzał wrócić do miejsc w Teutschlandzie [Germanii], gdzie jego i ich przodkowie mieli swoje miejsce zamieszkania i rezydencje od niepamiętnych czasów, a oni chcieli je odszukać i ponownie zająć, po czym ludzie odpowiedzieli z wielką pogodą ducha i oświadczyli, że są gotowi i chętni aby żyć zgodnie z jego radami i podróżować z nim w inne miejsca, a także czcić i szanować go jako króla, ponieważ natychmiast wybrali go na króla i nadali mu tytuł. (…) ten młody i nowy król Antyrius przygotował w krótkim czasie, a mianowicie w ciągu trzydziestu dni, statki z ludźmi i popłynął przez Morze Wschodnie.

Anthyrius Herul, z krwi Amazonek, najwyższy kapitan Aleksandra Wielkiego, Wilców i Obodrytów, pierwszy król. Symbulla, jego małżonka, z królewskiego rodu Gotów. Schweriner Bilderhandschrift 1526.
Antyrius, Pantaleone H. Prosopographiae herorvm atqve illvsyrivm virorvm totivs Germaniæ, Pars Prima, Bazylea 1565., str. 64.

Popłynął do Gottlandii, gdzie został godnie przyjęty przez króla Gotów. Tą nazwą określano starożytne królestwo Szwecji, na co wskazuje Latomus: Następnie [Anthyrius] przybył do Królestwa Szwecji, a ponieważ u Aleksandra Wielkiego mieszkał z synem króla Barvano w wielkiej przyjaźni i zaprzysiężonym braterstwie, został nie tylko chętnie przyjęty przez syna królewskiego, ale i przez samego starego króla oraz cały lud, któremu tak się spodobał z powodu jego zewnętrznej urody cielesnej i książęcych cnót, że pozwolił swemu synowi oddać mu swoją córkę, po czym Anthyrius udzielił mu skromnej odpowiedzi i przyjął. Chemnitius podaje dokładnie, że król Gotów dał mu za żonę swoją córkę Symbullę i 22 wyspy jako posag. Wśród wysp, które król szwedzki podarował Anthyriusowi, była wyspa z Dal. Bacmeisterus błędnie podaje imię ojca jego żony, pisząc, że poślubił Symbullę córkę króla Gotów, Sitalcisa.

Następnie Anthyrius odpłynął, ale nie jest pewne, gdzie wyszedł na ląd, gdyż kronikarze podają różne miejsca. Możliwe, że piszą oni o tym, gdzie dopłynęły kolejne statki z jego floty, a nie on konkretnie. Mareschalcus odnotowuje: odpłynęli i dzięki dobrym wiatrom dotarli do brzegu między Morzem Cymbryjskim a rzeką Elbą [Łabą], gdzie jest τους Φαροδεινους Pharodinos. Brydges podaje, że: Antyriusz i jego współtowarzysze, przybywając nad rzekę Odrę, posiedli duży obszar kraju, gdzie wybudowali szereg miast, które umocnili grodami.

Herb książąt meklemburskich. Ströhl H. G. Heraldischer Atlas, Stuttgart 1899, Tab. V.

Według kronik Anthyrius zbudował nad brzegiem morza miasto zwane w języku Henetów Stargart, co po naszemu [niemiecku] znaczy Altenburg /μεγαπολιν/ Wielkie miasto, od którego potomność wzięła swoją nazwę, a które mieszkańcy Meklemburgii nazywali także Verlam i inne miasta. O kolejnych miastach wspomina Chemnitius, pisząc, że gdy Anthyrius podporządkował sobie lud i zaczął budować miasta Meklemburg, Werle (inaczej Herula czyli Werla), Rethee, Kissim, a także Stargard czyli Oldenburg w Wagerlandzie i Winetę; także jego poddani zaczęli budować miasto ku pamięci konia Aleksandra Wielkiego Bucefała, Bucephaleam, po niemiecku Buckow.

Potem powróciwszy do krainy Stargardii, która dziś nazywa się Oldenborg, przyjął w herbie łeb byka, a gryfa umieścił na dziobie statku; skąd powstał wybitny ród Meklemburgii.

Herb Gryff, Paprocki B. Herby rycerztwa polskiego. Na pięcioro Xiąg rozdzielone, Kraków 1584, Str. 62.

Anthyrius panował nad rozległym terytorium, gdyż przeżył swojego zaprzysiężonego brata Barvana, syna króla w Szwecji, i został opiekunem jego ocalałego syna, który gdy osiągnął wiek 21 lat i poślubił córkę króla z Norwegii, udał się na polowanie na foki, (…) na małym statku, który sztorm rozbił o klif, gdzie młody król utonął, a z nim 14 osób, a Anthyrius został królem w Szwecji i na Gottlandii (to królestwo odziedziczył dzięki swojej żonie), dzierżył także królestwo Sarmacji i utrzymywał je wojowniczą ręką tak długo, jak długo żył, aż w końcu ponownie odłączyło się od Abotrytów przez braterski podział.

Król Anthyrius z Symbullą dziesięciu synów: Sicherusa [Suherusa, Gieserusa], Anthyriusa [II], Visibertusa, Barvanusa, Anavasa, Domicusa, Brandobardusa [Brandebardusa, Brandobertusa], Friedebaldusa [Fredebaldusa], Tenericusa [Teveriusa] i Radegastusa [Radagasusa, Radagasusa]. Zachowały się następujące informacje: Sieserus, Anthiriusa I syn, dziedziczy po bracie swojej matce Barvanusie, gockim królu Finlandii, i podbił ją. Anthyrius zginął w wojnie cymbryjskiej lub holsztyńskiej. Barvanus również zginął, tonąc wraz z szesnastoma statkami w oceanie, gdy prowadził działania wojenne. Visibertus Anthiriusa I syn. Został wezwany przez Gotów do Skandynawii i tam pozostał.

Prawie wszystkie źródła podają, że zmarł w 245 roku p.n.e., po 76 latach panowania, ale wydaje się to nieprawdopodobne. Zapewne prawdziwe informacje podaje Bacmeisterus, pisząc: Założył swoje królestwo Herulów i Wandalów: zmarł w roku 262, przed N. Chr.

FREDEBALD I 262—245 p.n.e.

Po śmierci Anthyriusa I doszło do podziału kraju, co potwierdza Latomus pisząc, że Anthyrius I dzierżył także królestwo Sarmacji i utrzymywał je wojowniczą ręką tak długo, jak długo żył, aż w końcu ponownie odłączyło się od Abotrytów przez braterski podział.

Germańskie i sławiańskie plemiona zamieszkujące tereny między Łabą i Wisłą.

Nad Lehią panował książę Fredebald I, co poświadczają kronikarze: Fredebaldus I syn Anthiriusa, panował nad Windelami mieszkającymi nad Odrą. Friedebaldus rządził mieszkającymi nad Odrą Windelami.

Zmarł prawdopodobnie w 245 roku p.n.e., bo od wtedy jest liczone panowanie Anavasa.

ANAVAS 245—171 p.n.e.

Następcą Fredebalda I został jego brat Anavas. Nosił on tytuły króla Wandalów, Werlerów [Herulów], Obotrytów, Megapolensów i Wagirów [Wagrów].

Jego żoną była Orethya [Orothya, Oretha, Orahia, Orithya, Orithia, Ofrazją, Oreta, Oragia], córka króla z Sarmacji (gdzie mieszkali w tym czasie Alanowie, którzy potem stali się Polanami).

W 208 p.n.e. Macedończycy zajęli Lichnid: [U króla Filipa] zjawił się goniec z Macedonii: niejaki Aetrp, który poinformował, że przekupiwszy naczelnika fortyfikacji i garnizonu, zdobył Lichnid, zajął kilka wiosek Dassaretów i buntuje Dardanów.

W roku 171 p.n.e. nieznany z imienia legat próbował zdobyć Grakhów [Karnutu], jednak mu się to nie udało: legat, wysłany przez konsula do Ilirii, szturmował dwa bogate tamtejsze miasta. Keremię do poddania się zmusił zbrojną przemocą. Ale pozostawił ludziom całą ich własność, aby opinią łaskawego zwabić do tego samego mieszkańców warownego miasta Karnuntu. Kiedy jednak ani do kapitulacji nakłonić ich nie mógł, ani zdobyć przez oblężenie, a nie chciał, by żołnierz daremnie się trudził zdobywaniem dwu miast, rozgrabił tamto miasto, które poprzednio pozostawił nienaruszone.

Anavas, syn Anthyriusa, drugi król w państwie. Orethyia, jego małżonka, córka króla Sarmatów, która teraz jest Polską. Schweriner Bilderhandschrift 1526.
Alimer, syn Anavasa, trzeci król w państwie. Ida, jego małżonka, urodzona z Rugii. Schweriner Bilderhandschrift 1526.

ALIMER 171—96 p.n.e.

Następny król Alimer, syn Anavasa, nosił tytuł króla Wandalów, Herulów [Werlerów], Obotrytów, Megapolensów i Wagrów.

Jego żoną była Ida, córka króla Rugii, z którą miał trzech synów: Antyriusa, Visilausa, który zmarł młodo, i Rugilandusa, który przy pomocy matki został królem Rugii.

W 142 r. p.n.e. po walce z Rzymianami i zawarciu sojuszu, konsul złamał przymierze i dopuścił się haniebnego czynu, o czym pisze Ozoriusz: [Konsul Quintus Fabius Maximus Servilianus] popełnił nikczemną zbrodnię wobec dalekich barbarzyńców Scytii; ja nie mówię, że to było wystąpieniem przeciw rzymskiej wierności i powściągliwości: on bowiem poobcinał ręce pięciuset najszlachetniejszym Scytom, których on skłonił do sojuszu i których przyjął w ramach kapitulacji.

Gdy w 138 r. p.n.e. Fraates II został królem Partów, chciał wypowiedzieć wojnę Syrii, ale ataki ze strony Scytów zmusiły go do obrony własnych ziem. Potem w 130 r. Partowie obiecując zapłatę, wezwali Scytów na pomoc w walce z Antiochem VII. Jednak przybyli oni już po zakończeniu wojny, nie dano im zapłaty pod krzywdzącym zarzutem, że celowo spóźnili się z pomocą. Rozżaleni, iż tak daleką drogę przemierzyli na próżno, żądali, aby Partowie albo zapłacili im za ich trudy, albo wskazali innego wroga do walki. Otrzymawszy lekceważącą odpowiedź, obrazili się i zaczęli dewastować kraj Partów. Przeciwko nim wyruszył Fraates. Królestwo pozostawił w opiece niejakiemu Himerosowi, który był dla niego miły kwiatem swej młodości. Lecz ten młodzian, niby okrutny tyran, zapominając o swym poprzednim życiu i swej funkcji jako zastępcy, bardzo się pastwił nad Babilończykami i mieszkańcami wielu innych miast. Sam zaś Fraates wiódł ze sobą na wojnę również wojsko greckie, które wziął do niewoli podczas wojny z Antiochem. Traktował je lekceważąco i okrutnie. Nie brał wcale pod uwagę tego, że ich nieprzyjaznych uczuć nie zmniejszyła niewola, co więcej, oburzenie z powodu doznanych krzywd jeszcze bardziej je wzmogły. Kiedy więc Grecy zobaczyli, że linia bojowa Partów się załamała, przeszli na stronę wrogów i w ten sposób wykonali upragnioną od dawna zemstę, krwawo rozprawiając się z wojskiem partyjskim i z samym królem Fraatesem. Na jego miejsce wstąpił jako król jago stryj Artabanos [128 r.]. Scytowie zaś, zadowoleni ze zwycięstwa, splądrowali Partię i wrócili do swojej ojczyzny.

W 123 r. p.n.e. kolejny król Partii Mitrydates stoczył kilka pomyślnych bitew ze Scytami i pomścił niepowodzenia swoich ojców.

Według Trogusa Mitrydates, król Pontu około roku 120 p.n.e. w niezwykłym powodzeniu ujarzmił Scytów dotąd niepokonanych. i zajął ich ziemie nad Morzem Czarnym.

LEH III ARIOWIT-ANTYRIUS II 96—34 p.n.e.

Kolejnym królem Lehii został Leh III Ariowit, noszący także wandalskie imię Antyrius II lub Antyrius III. Jego przydomek Ariowit znaczy Pan Ariów. Nosił tytuł króla Wandalów, Herulów [Werlerów], Obotrytów, Megapolensów i Wagrów.

Jego żoną była Marina [Maria, Mariana], córka króla Jutlandii, Gotlandii lub Danii.

Miorsz podaje, że nietyle rozprzestrzenił ojczyste królestwo, ile dodał blasku do sławy ojcowskiej. Wspomagał Mitrydasa w walce z Rzymianami w 89 roku p.n.e., gdy ten zdając sobie sprawę, jak wielkiej podjął się wojny, wyprawił posłów do Cymbrów, do Galogreków, do Sarmatów i Bastarnów, aby prosili ich o pomoc. Już bowiem przedtem z myślą o wojnie rzymskiej różnymi dobrodziejstwami starał się pozyskać te wszystkie narody. Kazał także przybyć armii scytyjskiej. Słowem, cały Wschód uzbroił przeciw Rzymianom. Bez większego zatem trudu zwyciężył Akwiliusza i Malthinusa z ich wojskiem azjatyckim.

Następnie w czasie rzymskiej wojny domowej Mariusza i Sulli w latach 87—82 p.n.e. Leh III wysłał swoje wojska na Rzymian, co wspomina Trogus: Cymbrowie i Germanie, niezliczone tysiące dzikich i gwałtownych wojowników, niby nawałnica zalały Italię.

W roku 72 p.n.e. wyruszył na wyprawę przeciwko Eduom: Ariowist, król Germanów mieszkających za Renem, przeszedł na drugi brzeg rzeki jeszcze przed Cezarem i zaczął wojnę z Eduami, którzy byli przyjaciółmi Rzymian. Następnie zaatakował Galów, których pokonał w bitwie pod Magetobrygą i panował tam przez 14 lat, o czym informuje Cezar: zwycięskim Sekwanom przydarzyło się coś znacznie gorszego niż pokonanym Eduom, ponieważ król. Germanów Ariowist osiedlił się w ich kraju i jedną trzecią ziem sekwańskich, które zaliczają się do najżyźniejszych w całej Galii, zagarnął, a obecnie wydał Sekwanom rozkaz, by ustąpili z następnej trzeciej części swoich ziem, ponieważ przed kilku miesiącami przybyło do niego 24000 Harudów i należało przygotować dla nich tereny pod osiedla. […] Ariowist zaś, od czasu gdy pokonał wojska galijskie w bitwie, która rozegrała się pod Magetobrygą, rządzi butnie i nieludzko, jako zakładników domaga się dzieci góry plemiennej i poddaje je dla odstraszającego przykładu wszelkiego rodzaju karom i udrękom, jeżeli nie wykona się czegoś wedle jego rozkazu i żądania. Jest to człowiek nieokrzesany, porywczy i zmienny; nie można wytrzymać dłużej jego tyranii. Po podbiciu Galii, lud Ariowista nazwano Germanami, o czym informuje Tacyt: nazwisko Germann, iest nowe i świeżo nadane, ponieważ Tungrow dzisieyszych w ten czas dopiero nazwano Germanami, gdy przeszedłszy Ren, Gallow wygnali.

Leh Ariowit zajął trzecią część ziem Sekwanów (między rzekami Rodanem, Saoną i górami Jury), a kazał Heduom oddać połowę ich ziemi na osiedlenie się przybyłych 24 000 Harurów.

Z nieznanych powodów w 59 roku p.n.e. na wniosek Juliusza Cezara, senat rzymski uznał Ariowita za ‘Króla i Przyjaciela Rzymu'. Appian podaje lakonicznie: Rzymianie zażądali wówczas od niego, aby się wycofał z kraju Eduów, do czego się zastosował, a nawet prosił, by go uznano za przyjaciela narodu rzymskiego, co rzeczywiście uzyskał za konsulatu samego Cezara i na jego właśnie wniosek. Kasjusz dodaje, że Cezar szybko zapomniał o ‘przyjacielu': Germanami tymi władał Ariowist, a zatwierdzenie swej władzy królewskiej otrzymał od Rzymian. Na listę przyjaciół i sprzymierzeńców wciągnął go sam Cezar podczas swego konsulatu. Ale wódz rzymski puścił to w zapomnienie, nie dbał o to w porównaniu ze sławą wojenną i zrodzoną z niej potęgą. Jedynie zależało mu na tym, by ze strony barbarzyńców wyszedł jakiś powód do waśni.

Jednak niedługo po tym Sejkwanie i Eudowie błagali go [Cezara] o pomoc przeciwko Ariowitowi, który obecnie stał się tak władczy, że trzęśli się ze strachu nawet podczas rozmowy z Cezarem. Wtedy Leh Ariowist podjął negocjacje z Cezarem: Król Germanów, Ariowist, uznany przyjacielem narodu rzymskiego, przybył na rozmowę z Cezarem, a kiedy rozeszli się z niczym, prosił o ponowne spotkanie i rozmowę. Cezar jednak nie chciał się z nim spotkać, lecz wysłał najprzedniejszych Galów. Posłów tych Ariowist uwięził, a wówczas Cezar ruszył przeciwko niemu z groźbami. Lecz wojsko jego ogarnął strach z powodu sławy wojennej Germanów. Wtedy Cezar wysłał do Ariowista posłów i doszło między nimi do korespondencji, którą przytaczam: [Cezar] Zdecydował się dlatego wyprawić posłów do Ariowista, którzy zażądaliby od niego, aby wybrał jakieś pośrodku między nimi obu miejsce dla rozmowy: ‘Pragnie pomówić z nim na temat spraw państwowych oraz zagadnień najżywotniej interesujących obie strony’. Poselstwu temu Ariowist odpowiedział: ‘Jeżeliby on sam czegoś potrzebował od Cezara, to osobiście udałby się do niego; jeżeli Cezar życzy sobie czegoś od niego, to sam powinien do niego przybyć. W dodatku nie odważyłby się sam bez wojska udać na te tereny Galii, które są w posiadaniu Cezara, ani też nie mógłby ściągać swego wojska na jedno miejsce bez znacznych zapasów żywności i kłopotliwych przygotowań. Zresztą dziwne mu się wydaje, co Cezara, czy w ogóle naród rzymski obchodzi jego własna Galia, którą zdobył przez wojnę’. Gdy Cezarowi przekazano tę odpowiedź, wówczas ponownie wyprawił do niego posłów z następującymi zleceniami: ‘Skoro więc Ariowist za tyle dobrodziejstw tak z jego, jak i narodu rzymskiego strony, bo przecież właśnie za jego konsulatu otrzymał od Senatu tytuł króla i przyjaciela narodu rzymskiego, teraz tak się odwdzięcza jemu i narodowi rzymskiemu, że mimo zaproszeń ociąga się z przybyciem na rozmowę i nie uważa, że należy pomówić o wspólnych sprawach i podzielić się poglądami na nie, w takim razie tego się od niego domaga: po pierwsze, nie przeprowadzi już więcej przez Ren do Galii żadnych mas ludzi; dalej, zwróci wziętych od Eduów zakładników i zezwoli Sekwanom, aby za jego zgodą mogli też oddać im posiadanych zakładników; wreszcie nie będzie więcej wyrządzał krzywdy Eduom i nie będzie najeżdżał na nich i na ich sprzymierzeńców. Jeżeli dostosuje się do tego, zaskarbi sobie wieczną wdzięczność i przyjaźń z jego i narodu rzymskiego strony; gdyby zaś nie dał się o to uprosić, to Cezar nie puści bezkarnie krzywd Eduów, ponieważ za konsulatu Marka Messali i Marka Pizona Senat postanowił, że każdorazowy namiestnik Prowincji galijskiej jest zobowiązany, zgodnie z interesami Rzeczypospolitej, bronić Eduów i pozostałych przyjaciół narodu rzymskiego’. Ariowist na to odpowiedział: ‘Zgodnie z prawem wojny zwycięzcy wedle swej woli rządzą tymi, których zwyciężyli: naród rzymski również zwykł rządzić pokonanymi nie według zaleceń kogoś innego, ale odpowiednio do własnych upodobań. Jeżeli on sam nie doradza narodowi rzymskiemu, jak ma korzystać ze swoich uprawnień, to naród rzymski nie powinien mu przeszkadzać w korzystaniu z jego uprawnień. Eduowie stali się jego lennikami, ponieważ próbowali szczęścia wojennego, walczyli z bronią w ręku i zostali pokonani. Cezar wyrządziłby mu wielką krzywdę, gdyby przez swoje przybycie uszczuplił należne mu daniny. Zakładników Eduom nie zwróci, ale nie rozpocznie też bezprawnie wojny przeciw nim i ich sprzymierzeńcom, jeżeli wytrwają przy tym, do czego się zobowiązali, i będą uiszczać coroczną daninę; gdyby tego nie czynili, to tytuł braci narodu rzymskiego woale im nie pomoże. Na złożone mu przez Cezara oświadczenie, że nie ścierpi krzywd Eduów (odpowiada), że jeszcze nikt z nim nie walczył bez własnej zguby. Jeżeli chce, niech uderza: wówczas przekona się, czego potrafią dokonać dzięki swej waleczności najwspanialej wyćwiczeni we władaniu bronią niezwyciężeni Germanowie, którzy od czternastu lat nie wchodzili pod dach’.

W tym czasie nad Ren przybyło 100 okręgów Sławian pod dowództwem Nausza i Cymberiusza, braci Ariowita. Gdy Cezar się o tym dowiedział, natychmiast z armią wyruszył przeciw Ariowitowi. Kiedy obaj wodzowie byli niedaleko siebie, Leh wysłał do Cezara posłów ze zgoda na wcześniejszą propozycję spotkania. Gdy doszło do spotkania, Leh i Cezar ustawili swe oddziały w odległości 200 kroków od miejsca spotkania. Każdy z wodzów wziął ze sobą po 10 ludzi, a sami podjechali do siebie na koniach, na których siedząc, rozmawiali ze sobą.

Anthyrius drugi, syn Alimera, czwarty król w państwie. Marina, jego małżonka, urodzona z królewskiego rodu Danii. Schweriner Bilderhandschrift 1526.

Tak przebieg rozmowy relacjonuje Cezar: Cezar w pierwszej części swego przemówienia przypomniał o swoich oraz Senatu względem Ariowista dobrodziejstwach, że ‘otrzymał on od Senatu tytuł króla, przyjaciela i że posyłano mu bardzo szczodre podarki’; podkreślił, że ‘tego rodzaju zaszczyty spotykały tylko nielicznych i przyznawano je osobistościom zazwyczaj za wielkie ich zasługi; wprawdzie Ariowist nie miał ani uprawnień, ani należytych podstaw do domagania się ich, jednakowoż dobrodziejstwa te spotkały go dzięki względom oraz szczodrobliwości Cezara i Senatu’. Wykazywał również, ‘jak dawne i na jak słusznych podstawach oparte związki przyjaźni zachodziły pomiędzy Rzymianami a Eduami, jakiego rodzaju, ile razy i jak zaszczytne uchwały Senatu były ze względu na nich podejmowane i że Eduowie zawsze mieli pierwszeństwo w całej Galii, i to nawet wcześniej, nim zyskali naszą przyjaźń. W narodzie rzymskim jest taka tradycja, że pragnie, by jego sprzymierzeńcy i przyjaciele nie tylko nic ze swego nie tracili, ale nabierali jeszcze większego znaczenia dzięki uznaniu, zaszczytom i godnościom; któż mógłby ścierpieć, aby zostało im wydarte to, co oni zyskali jeszcze przed zawarciem układu o przyjaźni z narodem rzymskim’? Następnie zażądał tego samego, co już przekazał przez posłów: ‘ażeby Ariowist nie nękał wojną Eduów i ich sprzymierzeńców; ażeby zwrócił zakładników; jeżeli nie może odesłać żadnej grupy Germanów z powrotem do ojczyzny, to niech przynajmniej nie dopuści więcej, aby oni przekraczali Ren’. Ariowist niewiele powiedział na temat żądań Cezara, dużo zaś rozwodził się nad swoimi zasługami. ‘Renu na własną rękę nie przekroczył, ale na prośby i wezwanie Gallów; pozostawił ojczyznę i bliskich za cenę wielkich nadziei i znacznych korzyści; tereny osiedleńcze, jakie ma w Galii, odstąpili mu sami Gallowie, oni też z własnej woli dali mu zakładników; daninę, którą zwycięzcy nakładają zwykle na pokonanych, pobiera na podstawie prawa wojny. To nie on wszczął wojnę z Gallami, ale Gallowie z nim; wszystkie bowiem plemiona galijskie ruszyły z zamiarem uderzenia na niego i stanęły przed nim obozem; wszystkie te siły w jednej jedynej bitwie rozbił i rozgromił. Jeżeli oni jeszcze raz zechcieliby popróbować wojennego szczęścia, jest gotów jeszcze raz walczyć; jeżeli pragną korzystać z pokoju, to nie wyszłoby im na dobre wymawianie się od daniny, którą do tej pory dobrowolnie mu wypłacali. Przyjaźń narodu rzymskiego winna być traktowana jako wyróżnienie i pomoc, a nie przynosić straty i właśnie w nadziei na to on ubiegał się o nią. Jeżeli zostałby pozbawiony przez naród rzymski daniny i poddanych, to od przyjaźni z narodem rzymskim wymówiłby się z chęcią nie mniejszą od tej, z jaką o nią zabiegał. To, że ściąga do Galii wielkie rzesze Germanów, robi dla własnej obrony, a nie dla podboju Galii: jest to dowodem, że przybył tu zaproszony i wojny nie wszczynał, lecz tylko się bronił. On wcześniej przybył do Galii niż naród rzymski. Czego Cezar chce i dlaczego wkroczył na obszar jego władania? Tutejsza Galia jest w taki sam sposób jego prowincją, jak tamta naszą. Tak jak jemu nie pozwolono by wtargnąć na nasze terytorium, tak też i my postępujemy niesłusznie, ponieważ przeszkadzamy mu w korzystaniu z jego uprawnień. Cezar powiedział, że Eduowie otrzymali od Senatu tytuł przyjaciół, ale on, Ariowist, nie jest aż tak nieokrzesany i tak nieświadomy spraw, żeby nie wiedział, iż podczas ostatniej wojny z Allobrogami ani Eduowie nie przyszli Rzymianom z pomocą, ani też Eduowie nie otrzymali pomocy od narodu rzymskiego podczas walk, które oni prowadzili z nimi i z Sekwanami. Jest więc zmuszony podejrzewać, że pod pozorem tej przyjaźni Cezar trzyma w Galii wojsko po to, aby go zniszczyć. Jeżeli więc Cezar nie odejdzie i nie zabierze wojska z tych oto terenów, to on, Ariowist, będzie zmuszony uważać go nie za przyjaciela, ale za wroga. A gdyby zabił Cezara, to sprawiłby przyjemność wielu znanym i znakomitym osobistościom wśród narodu rzymskiego (a wie o tym od nich samych przez ich wysłanników) i za cenę jego śmierci mógłby sobie zaskarbić wdzięczność i przyjaźń ich wszystkich. Jeżeliby Cezar sobie poszedł i pozostawił mu Galię w swobodnym władaniu, to sowicie odpłaciłby mu się za to, a wojen, jakie tylko Cezar chciałby prowadzić, to on, Ariowist, podejmie się, bez jakichkolwiek dla Cezara kłopotów i ryzyka’. Cezar odpowiedział na to obszernie w tym sensie, dlaczego nie może odstąpić od tej sprawy: ‘Ani on, ani też naród rzymski nie ma zwyczaju, by pozostawiać własnemu losowi jak najlepiej zasłużonych sprzymierzeńców, i nie uważa też, że Galia należy się raczej Ariowistowi niż narodowi rzymskiemu. Kwintus Fabiusz Maksymus pokonał Arwernów i Rutenów, naród rzymski ułaskawił ich jednak i ani ich ziem nie zamienił w prowincję, ani też nie nałożył na nich danin. Jeżeli nawet trzeba by był porzucić spojrzenie na jak najodleglejsze czasy, to panowanie narodu rzymskiego w Galii okazałoby się najbardziej usprawiedliwione; jeżeli zaś chodzi o trzymanie się zdania Senatu, to Galia winna zachować wolność, gdyż zgodnie z jego wolą, mimo że pokonana w wojnie, ma korzystać z własnych praw’.

Rozmowa Cezara z Ariowistem w Alzacji, L.-F. Schützenberger (Domena publiczna)

W czasie rozmowy, wojska lehickie podjechały bliżej i zaczęli obrzucać Rzymian kamieniami i pociskami. Po dwóch dniach Leh wysłał posłów do Cezara z propozycją dokończenia rozmowy. Wtedy ten wysłał do niego Gajusza Waleriusza Procyllusa i Marka Mecjusza. Po przybyciu do obozu Ariowista, zostali zakuci w kajdany. Armia lehicka podeszla bliżej obozu Cezara i rozłożyła się u stóp wzgórza. Następnego dnia podeszli jeszcze bliżej, aby odciąć Rzymian od zaopatrzenia. Przez pięć klejonych dni Cezar ustawiał swe wojsko przed obozem w szyku bojowym, na wypadek ataku. Przez te dni dochodziło tylko do utarczek konnych. Lehici mieli 6000 jeźdźców i tyle samo piechurów.

W kolejnych dniach doszło do walk, które tak opisuje Cezar: Gdy Cezar zorientował się, że Ariowist trzyma się obozu, aby nie być dłużej odciętym od dostaw zaopatrzenia, na tyłach tego wzgórza, na którym Germanowie rozłożyli się, wyszukał w odległości około sześciuset kroków od nich dogodne pod obóz wzniesienie i ustawiwszy wojsko w potrójnym szyku ruszył ku temu miejscu. Pierwszej i drugiej linii kazał stać w pogotowiu bojowym, a trzeciej obwarowywać obóz. Miejsce to, jak powiedziano, znajdowało się w odległości około sześciuset kroków od nieprzyjaciela. Ariowist posłał tu blisko 16 000 lekkozbrojnych wraz z całą swoją jazdą, aby siły te napędziły naszym stracha i przeszkodziły w sypaniu umocnień. Mimo to Cezar nie zmienił wydanego rozkazu i dwie linie szyku bojowego, jak rozkazał, odpierały wroga, trzecia kończyła roboty fortyfikacyjne. Po obwarowaniu tego obozu pozostawił w nim dwa legiony i część oddziałów posiłkowych, pozostałe cztery legiony poprowadził z powrotem do większego obozu. Następnego dnia Cezar wyprowadził, jak zwykle, swoje wojsko z obydwu obozów i wysunąwszy je od większego obozu nieco ku przodowi stanął w szyku bojowym i dał nieprzyjacielowi możność stoczenia bitwy. A gdy stwierdził, że przeciwnik nawet wtedy nie wyszedł, około południa ściągnął swe wojsko do obozów. Dopiero wtedy Ariowist wysłał część swoich sił, aby uderzyły na mniejszy obóz. Obie strony walczyły zawzięcie aż do wieczora. O zachodzie słońca, Ariowist, po zadaniu nam i po poniesieniu samemu znacznych strat w rannych, ściągnął swoje siły do obozu. Kiedy Cezar wypytywał jeńców, dlaczego Ariowist nie wydaje decydującej bitwy, taką znalazł wymówkę, że u Germanów jest zwyczaj, iż ich matki rodzin przez rzucanie losów i wróżby orzekały, czy będzie korzystnie stoczyć bitwę, czy nie; i oto one stwierdziły, że Germanom nie jest sądzone zwycięstwo, gdy stoczą bitwę przed nowiem księżyca. Następnego dnia Cezar pozostawił w obydwu obozach wystarczającą, jak mu się wydawało, załogę, wszystkie zaś oddziały posiłkowe rozstawił na widoku nieprzyjaciela przed małym obozem; ponieważ ilością legionistów ustępował liczbie nieprzyjaciół, posłużył się oddziałami posiłkowymi dla stworzenia pozorów liczebności; sam zaś, ustawiwszy się w potrójnym szyku bojowym, podszedł aż pod obóz nieprzyjaciela. Dopiero wtedy Germanowie z konieczności wyprowadzili swoje siły z obozu i ustawili się plemionami w jednakowych odstępach, mianowicie Harudowie, Markomanowie, Trybokowie, Wangionowie, Nemetowie, Sedusjowie, Swebowie, i całe swoje wojsko otoczyli ciężkimi i lekkimi wozami, aby nie pozostawała im nadzieja na ucieczkę. Na nich usadowili kobiety, które wśród płaczu wyciągały ręce ku wyruszającym w bój i błagały, żeby nie wydawali ich Rzymianom w niewolę. Na czele pojedynczego legionu postawił Cezar poszczególnych legatów i kwestora, aby każdy żołnierz miał w nich świadków swojej dzielności; sam rozpoczął bitwę na prawym skrzydle, ponieważ zauważył, że ta strona jest u nieprzyjaciół znacznie słabsza. Na dany sygnał nasi tak zawzięcie uderzyli na nieprzyjaciela, że nie starczyło wolnej przestrzeni, by zarzucić go włóczniami, gdyż i on również gwałtownie i szybko ruszył do przodu. Odrzucono włócznie i doszło do starcia wręcz na miecze. Ale Germanowie, zgodnie ze swoim zwyczajem, uformowali szybko falangę i zasłonili się przed ciosami mieczy. Wśród naszych znalazło się wielu takich, którzy wskakiwali na ścianę z tarcz utworzoną przez falangę, wydzierali rękoma im tarcze i od góry zadawali ciosy. Podczas gdy na lewym skrzydle szyk nieprzyjacielski został rozbity i nieprzyjaciel zmuszony był do ucieczki, jego liczebna przewaga na prawym skrzydle zagroziła naszemu szykowi. Zauważył to dowódca jazdy młody Publiusz Krassus, mający dogodniejszą możność obserwacji niż ci, którzy zostali wciągnięci w wir walki, i naszym znajdującym się w niebezpieczeństwie posłał z odsieczą trzeci szyk. Dzięki temu walka rozgorzała na nowo i wreszcie wszyscy nieprzyjaciele rzucili się do ucieczki i nie wcześniej jej zaprzestali, aż dopadli rzeki Renu, płynącej około 5 000 kroków od tego miejsca. Tutaj tylko bardzo nieliczni, ufni w swe siły, próbowali przebyć ją wpław albo szukali dla siebie ocalenia w znalezionych łodziach; między nimi był też Ariowist, który trafiwszy na uwiązaną przy brzegu łódź na niej umknął; wszystkich pozostałych konnica nasza dogoniła i wycięła w pień. Ariowist miał dwie żony: jedną z plemienia Swebów, którą przywiódł ze sobą z ojczyzny, drugą — Noryjkę, siostrę króla Wokkiona, którą przysłaną przez brata poślubił w Galii: obie straciły życie podczas tej ucieczki; miał on też dwie córki: starsza z nich została zabita, druga dostała się do niewoli. Gajusz Waleriusz Procyllus, gdy zakuty w potrójne łańcuchy był wleczony podczas tej ucieczki przez strażników, natrafił na samego Cezara, który wraz z konnicą ścigał nieprzyjaciela. Spotkanie to sprawiło Cezarowi radość nie mniejszą od samego zwycięstwa, ponieważ widział, że ten najznakomitszy w Prowincji galijskiej człowiek, jego powiernik i przyjaciel został wyrwany z rąk wrogów i jemu zwrócony, i los nie umniejszył przez jego utratę ogromnego zadowolenia i radości ze zwycięstwa. Procyllus opowiedział, że trzykrotnie wróżono w jego obecności przez rzucanie losów, czy mają go uśmiercić przez spalenie, czy zachować na późniejszy czas. Z łaski losu ocalał. Odnaleziono również Marka Mecjusza i przyprowadzono do Cezara. Gdy wiadomość o tej bitwie przedostała się za Ren, Swebowie, którzy dotarli już do brzegów Renu, zaczęli powracać do ojczyzny; ale gdy ludność najbliżej Renu siedząca spostrzegła, jak są wystraszeni, rzuciła się w pościg za nimi i wielką ich liczbę wybiła. Cezar, ukończywszy w ciągu jednego lata dwie bardzo poważne kampanie wojenne, nieco wcześniej, niż wymagała tego pora roku, poprowadził wojsko na leża zimowe do kraju Sekwanów; na czele obozu zimowego postawił Labiena; sam udał się do Galii Bliższej, by przewodniczyć rozprawom sądowym'

Córka Ariowista wzięta do niewoli przez Cezara (1778) François-André Vincent. Domena publiczna.

Te walki opisuje też Orosius: Następnie Cezar odniósł zwycięstwo na terytorium Sekwanów pokonując tam króla Ariovistę, który ruszył przeciwko rzymskim legionom ciągnąc za sobą ogromną liczbę wojowników germańskich, przy ich pomocy zamierzał podporządkować sobie całą Galię. Wojska Cezara otoczone tak wielką liczbą walecznych germańskich wojowników, wzbraniały się długo przystąpić do walki. W konsekwencji stoczonej następnie bitwy, Ariowist uciekł z pola walki do Germanii przekraczając Ren przywłaszczoną niewielką łódką. Jednakże dwie jego żony i dwie córki dostały się do niewoli. Po stronie Ariowisty walczyły oddziały złożone z Arudów, Markomanów, Tribotów, Wangionów, Nemetów, Eduów i Swewów. Toczona bitwa była niezwykle krwawa z powodu germańskiej falangi, którą tworzyły wszystkie oddziały połączone w jedną całość. One unosiły ponad głowami tarcze, które zakrywały cały ten zasęp. Uczyniły to w celu zrobienia wyłomu w rzymskich szeregach i zabezpieczenia się ze wszystkich stron. Jednak kiedy niektórzy rzymscy żołnierze, dzięki swojej odwadze i zwinności, odłączyli się od swoich oddziałów i wskoczyli na chroniącą nieprzyjaciela skorupę złożoną z poukładanych nad głowami tarcz i odłupywali tarczę jedną po drugiej, jakby to były łuski jakiegoś gada, odkrywali miejsca słabe, zaskakując tym nieprzyjaciela, który w obliczu swej śmierci naruszał tę trwałą konstrukcję. Wówczas wróg rzucił się do ucieczki ścieląc gęsto trupami całą drogę na przestrzeni pięćdziesięciu mil. Nie możemy się nawet domyślać liczby Germanów — ani tych zabitych, ani też tych, którzy brali udział w walce. po tym wszystkim Belgowie, którzy zajmowali trzecią część całej Galii, powstali przeciwko Cezarowi. Ich oddziały podzielone były w następujący sposób: Bellowakowie, którzy zdawali się przewyższać innych zarówno liczbą jak i walecznością, tworzyli oddziały najbardziej doborowego wojska, liczącego sześćdziesiąt tysięcy wojowników. Suesjonowie, do których należało dwanascie miast, dysponowali siłą pięćdziesięciu tysięcy wojowników. Nerwiowie, którzy byli znani z tak wielkiej dzikości i prymitywizmu, że aż do dnia dzisiejszego kupcy wożący do nich wino i inne towary widzą, jak dzięki przyjemności, którą im te towary sprawiają, stają się nieczuli na otaczające ich środowisko, a więc Nerwiowie wystawili również pięćdziesiąt tysięcy wojowników. Następnie także Atrebatowie i Ambianowie po dziesięć tysięcy, Morynowie — dwadzieścia pięć tysięcy, Menapiowie — dziewięć tysięcy, Kaletowie — dziesięć tysięcy, Weliokassowie i Wiromanduowie — równo po dziesięć tysięcy, Atuatukowie — osiemnaście tysięcy, Kondrusowie, Eburonowie, Cerosowie, Cemanowie, których określa się wspólną nazwą Germanie — czterdzieści tysięcy. Było ich przeto, według kronikarzy, dwieście siedemdziesiąt dwa tysiące ogarniętych szałem żołnierzy. Niespodziewanie wynurzyli się oni wszyscy jednocześnie z lasu i ruszyli na wojska Cezara, które, przerażone nagłym atakiem, rzuciły się do ucieczki, tracąc po drodze wielu ludzi. Jednak dzięki prośbom naczelnego wodza zatrzymały się, a przechodząc do kontrataku, wytępili, można by powiedzieć, zupełnie niedawnych zwycięzców.

Tę wojnę opisywał także Tytus, co zostało odnotowane w streszczeniach: Gajusz Cezar idąc z wojskiem przeciw Germanom, którzy pod wodzą Ariowista przeszli do Galii, proszony o to przez Eduów i Sekwanów, których tereny zostały zajęte, musiał odezwą do wojska opanować niepokój wśród żołnierzy, wynikły ze strachu przed nowym wrogiem. I tak pokonał Germanów w bitwie i z Galii wypędził.

Ariowit przeprawia się przez Ren (Alonnier E., Décembre J., Dictionnaire populaire illustré d’histoire, de géographie, de biographie, de technologie, de mythologie, d’antiquités, des beaux-arts et de littérature. 1862)

W roku 57 p.n.e. doszło do kolejnych walk lehicko-rzymskich, kiedy to Publiusz Krassus, wysłany z siódmym legionem przeciw Wenetom, Wenellom, Ozymom, Koriosolitom, Ezuwiom, Aulerkom i Redonom, a są to plemiona nadmorskie i żyją nad Oceanem, przekazał mu wiadomość, że wszystkie owe plemiona zostały podporządkowane władzy i panowaniu narodu rzymskiego. Oczywiście Rzymianie podporządkowali sobie tylko część plemienia.

Jednak Lehici-Wenetowie zatrzymali w niewoli Sylliusza i Weleniusza, ponieważ przypuszczali, że w zamian za nich odzyskają swoich zakładników, których dali Krassusowi. Za ich przykładem poszli sąsiedzi, albowiem decyzje Gallów są nagłe i niespodziane, i z tych samych powodów zatrzymano Trebiusza i Terrasydiusza. Po pośpiesznym rozesłaniu posłów podjęli pod przysięgą, za pośrednictwem swoich naczelników plemiennych, wzajemne zobowiązanie niepodejmowania niczego bez wspólnej narady i jednakowego dzielenia tych samych zrządzeń losu. Podburzyli pozostałe plemiona, by raczej trwały w odziedziczonej po przodkach wolności, niżby miały znosić niewolę u Rzymian. Po rychłym przeciągnięciu ludności całego wybrzeża morskiego na swoją stronę wyprawili poselstwo do Publiusza Krassusa, aby odesłał im zakładników, jeżeliby pragnął odzyskać swoich ludzi. Gdy dowiedział się o tym Cezar, rozkazał budować okręty wojenne na rzece Liger. Następnie przybył tam sam Cezar.

Wtedy Wenetowie Jako sprzymierzeńców w tej wojnie pozyskali Ozymów, Leksowiów, Namnetów, Ambiliatów, Morynów, Diablintów i Menapiów; zażądali posiłków z Brytanii leżącej naprzeciw tych rejonów. Następnie doszło do bitwy morskiej, którą tak opisuje Cezar: Gdy nadpłynęła [flota rzymska] i zaledwie nieprzyjaciel ją dostrzegł, około dwieście dwadzieścia jego wspaniale wyposażonych we wszelkiego rodzaju uzbrojenie okrętów wyszło z portu w pełnej gotowości bojowej i ustawiło się na wprost naszych; ani Brutus, który dowodził flotą, ani też trybunowie wojskowi i centurionowie, którym zostały przydzielone poszczególne statki, nie byli zdecydowani, co należy czynić i jakiego trzymać się sposobu walki. Wiedzieli bowiem dobrze, że uderzeniem dzioba zaszkodzić się nie da: nawet po ustawieniu wież bojowych rufy nieprzyjacielskich okrętów przewyższały je swoją wysokością i dlatego z niżej umieszczonych stanowisk nie można było dość skutecznie miotać pociskami, natomiast pociski Gallów raziły o wiele dotkliwiej. Jedno tylko urządzenie zastosowane przez naszych było bardzo użyteczne, mianowicie dobrze na końcu wyostrzone sierpy, nasadzone i przymocowane do żerdzi, przypominające wyglądem osęki murowe. Gdy liny, którymi reje były przymocowane do masztów, zostały nimi zahaczone i przyciągnięte, po puszczeniu w ruch naszego statku przy pomocy wioseł ulegały rozerwaniu. Po ich przecięciu reje musiały opaść, a ponieważ sprawność wszystkich galijskich statków zależała od żagli i olinowania, po ich zniszczeniu okręty traciły w jednej chwili całą przydatność bojową. Reszta walki zależała od osobistego męstwa, którym żołnierze z łatwością górowali, a to tym bardziej, że bitwa ta rozgrywała się na oczach Cezara i całego wojska, tak że nie można było ukryć żadnego, nawet mniej znacznego, czynu; wszystkie bowiem wzgórza i wyżej położone miejsca, skąd rozciągał się niedaleki widok na morze, zajęło wojsko. Po zerwaniu, jak powiedzieliśmy, rei nasze dwa lub trzy okręty brały w środek ich pojedyncze statki i wówczas nasi żołnierze z całych sił starali się wedrzeć na nieprzyjacielskie okręty. Gdy barbarzyńcy spostrzegli, co się dzieje, że wiele okrętów zostało zdobytych i że nie mogą znaleźć żadnych środków zaradczych przeciw tej taktyce, poczęli szukać ratunku w ucieczce. I gdy zwróciwszy okręty chwycili wiatr, nastała nagle tak wielka cisza morska i spokój, że nie mogli ruszyć z miejsca. Przypadek ten był nader korzystny dla doprowadzenia zadania bojowego do końca: albowiem nasi zdobywali w pościgu poszczególne okręty wroga, tak że po bitwie, która toczyła się prawie od godziny czwartej aż do zachodu słońca, tylko nieliczne z całego ich mnóstwa dotarły z nastaniem nocy do lądu. Bitwa ta zakończyła wojnę z Wenetami i plemionami całego wybrzeża morskiego. Tutaj bowiem zgromadziła się cała młodzież, a także wszyscy ludzie w poważniejszym wieku wyróżniający się rozumem i poważaniem, tutaj ściągnięto również na jedno miejsce wszystkie, jakie gdzie tylko były, okręty; po ich utracie reszta nie miała ani dokąd się schronić, ani też jak bronić miast. Dlatego więc siebie i wszystko swoje oddali Cezarowi. Cezar postanowił ich ukarać tym ciężej, aby w przyszłości barbarzyńcy skrupulatniej przestrzegali uprawnień posłów. Po skazaniu więc na śmierć całej starszyzny resztę kazał sprzedać jako niewolników.

Także Tytus pisał o pokonaniu Wenetów: Gajusz Cezar pokonał w bitwie morskiej Wenetów, plemię mieszkające nad samym Oceanem.

Do kolejnej wojny miedzy Lehem III a Cezarem doszło w roku 56 p.n.e., gdy Juliusz Cezar chcący Kraie Słowiańskie dla Państwa Rzymskiego zawoiować, wkroczył także w granice Lechitów. Oparł mu się silnie Leszek z Lechitami, trzykroć boy stoczył i wielką klęskę woysku iego zadał. Hieronim podaje, że Cezar, przeszedłszy przez Ren, rozbija Germanów.

W tym samym roku Lehici zostali rozgromieni przez Tituriusa Sabiniemusa: W tych samych dniach Tituriusz Sabinus dokonał wypadu i poskromił w bardzo krwawy sposób Aulerków, Eburowitów i Leksowiów [Leszków-Lehitów], którzy wymordowali swoich przywódców, gdyż ci sprzeciwiali się wojnie.

W 55 r. p.n.e. Cezar wtargnął do Germanii: Cezar zaatakował tych Germanów, którzy przekroczyli Ren ciągnąc za sobą wielkie oddziały, mające zawojować wszystkie trzy Galie, pobił ich i wytępił prawie do ostatniego. Liczba ich sięgała, jak podają świadkowie, czterystu czterdziestu tysięcy. Cezar kazał zbudować most i wkroczył na tereny Germanii. Tu uwolnił od oblężenia Sugambrów i Ubiów, przeraził swoim pojawieniem się Swewów, którzy byli wielkim, ludem, lubiącym wojować, a według zgodnych twierdzeń różnych autorów liczył on sto okrętów i tyle samo szeregów, oraz zaniepokoił całą Germanię. Następnie szybko powrócił do Galii, burząc za sobą most.

Na ziemi lehickiej Cezar stacjonował nad Odrą, o czym świadczy Długosz: nad rzeką Odrą, w miejscu zwanem Juliuszową górą (Julii mons) że niegdyś Julius Cezar miał tu stać obozem, Polacy zaś zowią to miejsce przekręconym wyrazem łacińskim Lubens.

Następnie z tymto nakoniec Lestkiem rad się zpowinowacił Julius, dając mu za żonę siostrę swą imieniem Julię. Jej, tytułem posagu, dana została Bojoaria; mąż zaś krainę serbską na wiano jej przeznaczył. Julia ta założyła dwa miasta z których jedno nazwała po imieniu brata Julioboną (a to zowią dziś Lubus); drugie od własnego swego imienia nazwała Julią Skarbancyą (a to Wolinem dziś zowią). Prokosz podaje, że ta Julia, po słowiańsku Ulina nazwana, która urodziła Lehowi syna Leszka, którego Cezar nazwał Pompiliuszem.

Jednak sojusz Lehitów z Rzymianami nie trwał długo, bo około roku 52 p.n.e. gdy Juliusz po zwycięstwie Słowian otoczony Lechitami powrócił do Rzymu, po odwrocie Lechitów do Oyczyzny, Rzymianie bardzo mu się naprzykrzali że Bawaryę Lechitom nadał. Odwołał więc to nadanie, a Leszek wzaiemnie oddalił za to Julią zatrzymawszy Synka Pompiliusza. Wtedy kochanka królewska która jeszcze za bytności żony była jej zapaśniczką w miłości, zajęła miejsce królowej. Onato przez wzgardę dla nienawistnej sobie, i aby ze szczętem wygładzić pamięć jej w sercu królewskiem, przemieniła nazwiska miast pomienionych.

W 51 roku p.n.e. doszło do kolejnych walk rzymsko-lehickim i Cezar podbija Germanów i Galów.

W roku 48 p.n.e. Leh II wsparł pomocą Pompejusza Wielkiego w walce z Cezarem. O tej walce pisze Izydor z Sewili: Gneus Pompejusz i Juliusz Cezar rozpoczęli wojnę domową o władzę. Goci pomagając Pompejuszowi, najechali na Tesalię, by walczyć z Cezarem. Kiedy Etiopczycy, Hindusi, Persowie, Medowie, Grecy, Ormianie, Scytowie i inne ludy Wschodu, wezwani na ratunek, walczyli przeciwko Juliuszowi, Goci opierali się najbardziej i najmocniej. Mówi się, że Cezar, zdumiony ich liczbą i walecznością, już myślał o ucieczce, gdyby noc nie zakończyła bitwy. Cezar powiedział wtedy, że Pompejusz nie może wygrać, a Cezara nie da się pokonać, ponieważ gdyby Pompejusz mógł wygrać, to z tak wielką siłą zwyciężyłby dzisiaj nad Cezarem.

Do kolejnej walki Leha II z Rzymianami doszło w Partii, o czym pisze Miorsz: Bebbiusa (wodza rzymskiego) zniósł z całem wojskiem w kraju Partynów, panował bowiem nad Getami, nad Partynami i nad krainami zapartyńskimi.

Na koniec warto wspomnieć o braciach Leha II Ariowita wspomnianych w różnych kronikach. Marschalk wymienia Visilausa i Rugilandusa, Godwin Nausza i Cymberiusza, a Prokosz Rusa i Boiema/Boia. Tak więc znamy sześciu braci Leha II.

Od Rusa wywodzi się lud Rusinów, co oprócz naszych kronik poświadczają także źródła greckie: Rusowie zwani także Dromitami, wywodzący swe imię od pewnego krzepkiego Rusa.

Zmarł w 62 roku panowania.

Ariovistvs, Pantaleone H. Prosopographiae herorvm atqve illvsyrivm virorvm totivs Germaniæ, Pars Prima, Bazylea 1565., str. 81.

LEH IV-AWIŁŁO LESZEK-HUTTERUS-POMPILIUS I 34 p.n.e.—35 n.e.

Kolejnym królem został syn Leha III i Julii Awiłło Leszek. W historiografii jest on znany pod kilkoma imionami, co wprowadza pewien chaos. Imię Awiłło Leszek jest zapisane na płycie nagrobnej ofiarowanej mu przez cesarza Tyberiusza, która będzie niżej opisana. Kronika wielkopolska podaje: Gdy ona [Julia] z męża swego [Lecha II] zrodziła syna Lestka i doniosła o tym bratu swemu Juliuszowi, [wówczas] przebywający jeszcze w okolicach Slawonii Juliusz Cezar, uradowany urodzeniem wnuka, nadał mu imię Pompiliusz. Z tego zapisu wynika, że jego sławiańskie imię brzmiało Lestek, a rzymskie Pompiliusz. Również Prokosz i Wojnan nazywają go Pompilem Chostkiem. W źródłach meklemburskich występuje pod imieniem Huterus [Hotherus, Hote] Nosił tytuł króla Wandalów, Herulów [Werlerów], Megapolensów i Wagrów.

Jego żoną była Judyta [Jutta, Judith, Judittha] córka króla Fennów [Finlandii, Funorów]

Awiłło w 29 r. p.n.e. wsparł byłego króla Partów Fraatesa IV, który zwrócił się także do Scytów i głównie dzięki ich pomocy odzyskał tron. Podczas jego nieobecności Partowie obrali królem niejakiego Tiridatesa [28 r.]. Na wiadomość o nadejściu Scytów uciekł on z wielkim oddziałem popleczników do Cezara, który wtedy prowadził wojnę w Hiszpanii [26 r.].

W 26 r. p.n.e. Awiłło wysłał poselstwo do Oktawiana Augusta, prosząc o pokój: posłowie Hindusów i Scytów, przeszedłszy cały krąg ziemi, znaleźli w końcu Cezara [Augusta] w Tarrakonie, mieście Bliskiej Hiszpanii i oddali mu chwałę Aleksandra Wielkiego; bo tak do tamtego w Babilonie, w samym sercu Wschodu, przybyło z pragnieniem pokoju poselstwo Hiszpanów i Galów, tak do tego w Hiszpanii, na samym skraju Zachodu, pokornie przybył, prosząc o pokój, Hindus i Scyta Boreas.

Awiłło Lleszko podobnie jak ojciec, toczył nieustanne walki z Rzymianami. W roku 16 p.n.e. doszło do bitwy Lehitów dowodzonych przez wojewodę Melo z Marcusem Lolliusem nad dolnym Renem, gdzie Lehici rozgromili Rzymian i zdobyli sztandar ze złotym orłem. Tak walkę opisuje Kasjusz Dion: największą z wojen, które w tym czasie przypadły w udziale Rzymianom i tą, która prawdopodobnie odciągnęła Augusta od miasta, była wojna z Germanami. Wydaje się, że Sugambrowie, Uzypetowie i Tenkterowie najpierw pojmali na swoim terytorium część Rzymian i ukrzyżowali ich, po czym przekroczyli Ren i splądrowali Germanię i Galię. Gdy zbliżyła się rzymska jazda, zaskoczyli ich z zasadzki; następnie, ścigając ich w ucieczce, niespodziewanie natknęli się na Lolliusza, namiestnika prowincji, i również go pokonali. Dowiedziawszy się o tym wszystkim, August pospieszył przeciwko nim, lecz nie znalazł sposobu na prowadzenie wojny; barbarzyńcy bowiem, dowiedziawszy się, że Lolliusz przygotowuje się do wojny, a cesarz również wyrusza w pole, wycofali się na swoje terytorium i zawarli pokój, dając zakładników. Wellejusz Peterkulus natomiast wspomina o utracie sztandaru: ponieśliśmy klęskę w Germanii pod namiestnikiem M. Lolliuszem, człowiekiem ze wszech miar chciwszym bogactw, aniżeli należycie działającym, człowiekiem skaonym, mimo największą w pokrywaniu występków swoich troskliwość. Utrata sztandaru piątego legionu, przywołała Cezara z Rzymu do Gallii.

W 13 r. p.n.e. cesarz wysłał armię przeciw lehickim Pannonom: wysłał jednego dowódcę o imieniu Venius przeciwko Pannończykom, którzy zamieszkują między dwoma bystrymi rzekami Savoj i Drava. W latach 12—10 p.n.e. Lehici walczyli z legionami Tyberiusza w Panonii i Ilyrii.

W 12 r. p.n.e. Druzus Czekał również, aż Germanie przekroczą Ren, a następnie ich odparł. Następnie przeprawił się do kraju Uzypetów, mijając wyspę Batawów, a stamtąd maszerował wzdłuż rzeki na terytorium Sugambrów, gdzie spustoszył wiele krajów. Popłynął Renem do oceanu, pozyskał Fryzów i po przekroczeniu jeziora najechał kraj Chauków, gdzie natknął się na niebezpieczeństwo, ponieważ jego statki były pozostawione wysoko i na suchym lądzie przez odpływ oceanu. Tym razem uratowali go Fryzowie, którzy dołączyli do jego wyprawy ze swoją piechotą i wycofali się, ponieważ była teraz zima.

Huterus, syn Anthyriusa, piąty król w państwie. Juditha, jego małżonka, urodzona z królewskiego rodu Finlandii. Schweriner Bilderhandschrift 1526.

W 11 r. p.n.e. Druzus Na początku wiosny ponownie wysłał żołnierzy na wojnę, przekroczył Ren i ujarzmił Usipetów. Przeprawił się przez Lupię, najechał kraj Sugambrów i posunął się przez niego do kraju Cherusków, aż do Visurgis. Mógł to zrobić, ponieważ Sugambrowie, rozgniewani na Chattów, jedyne plemię wśród ich sąsiadów, które odmówiło przyłączenia się do ich sojuszu, przeprowadzili przeciwko nim kampanię z całą swoją ludnością; i wykorzystując tę okazję, przemierzył ich kraj niezauważony. Przeprawiłby się również przez Wisurgis, gdyby nie zabrakło mu prowiantu, gdyby nie nadeszła zima, a ponadto gdyby nie zauważono w jego obozie roju pszczół. W rezultacie nie posunął się dalej, lecz wycofał się na terytorium przyjazne, napotykając po drodze wielkie niebezpieczeństwa. Wróg bowiem nękał go wszędzie zasadzkami, a raz nawet zamknął go w wąskim przesmyku i niemal zniszczył jego armię; wręcz by ich unicestwił, gdyby nie poczuli do nich pogardy, jakby byli już schwytani i potrzebowali tylko ostatecznego ciosu (…). Dzięki Pliniuszowi wiemy, że ta bitwa miała miejsce pod Arbalo: Usiadły [pszczoły] na obozie najwyższego wodza Druza, gdy pod Arbalonem szczęśliwie bardzo bitwe zwodzono, pomimo tłumaczenia wieszczków, którzy to za złe godło zawsze uważają.

Natomiast wygrana przez Rzymian bitwa miała miejsce nad rzeką Lupia, po której nie byli już tak śmiali, lecz z daleka utrudniali mu życie, odmawiając zbliżenia się. Druzus z kolei zaczął ich lekceważyć i ufortyfikował twierdzę przeciwko nim w miejscu, gdzie łączą się Lupia i Elisos, a także kolejną wśród Chattów nad brzegiem Renu.

W 10 r. p.n.e. trwały kolejne walki Lehitów z Rzymianami: Dakowie, przeprawiając się przez Ister po lodzie, uprowadzili łupy z Panonii, a Dalmatowie zbuntowali się przeciwko wymogom daniny. Przeciwko tym ludziom wysłano Tyberiusza z Galii, dokąd udał się w towarzystwie Augusta; i ponownie zmusił ich do uległości. Germanie, szczególnie Chattowie, byli albo nękani, albo ujarzmieni przez Druzusa. Chattowie, jak się wydaje, przyłączyli się do Sugambrów, porzuciwszy własny kraj, który Rzymianie dali im do zamieszkania. Następnie Tyberiusz i Druzus wrócili do Rzymu z Augustem, który przez większość czasu przebywał w Lugdunensis, obserwując Germanów z bliska; i wykonywali wszelkie dekrety wydane na cześć ich zwycięstw lub cokolwiek innego, co należało do ich obowiązków.

W 9 r. p.n.e. Druzus najechał kraj Chattów i dotarł aż do kraju Swebów, z trudem zdobywając przebyte terytorium i pokonując siły, które go zaatakowały dopiero po znacznym rozlewie krwi. Stamtąd udał się do kraju Cherusków i przeprawiwszy się przez Wizurgis, dotarł aż do Albis,⁠ plądrując wszystko po drodze. Albis ma swoje źródło w Górach Wandalskich⁠ i wpada, jako potężna rzeka, do północnego oceanu. Druzus podjął się przeprawy przez tę rzekę, lecz nie mogąc tego zrobić, ustawił trofea i wycofał się. Spotkała go bowiem kobieta nadludzkiej postury i rzekła: „Dokąd, proszę cię, spieszysz się, nienasycony Druzusie? Nie jest ci pisane, abyś patrzył na wszystkie te krainy. Odejdź, bo koniec zarówno twoich trudów, jak i twego życia jest już bliski”. To doprawdy cudowne, że taki głos doszedł kogokolwiek od Bóstwa, nie mogę jednak zdyskredytować tej opowieści; Druzus bowiem natychmiast odszedł, a wracając w pośpiechu, zmarł w drodze na jakąś chorobę, zanim dotarł do Renu. Znajduję potwierdzenie tej opowieści w następujących wydarzeniach: wilki grasowały po obozie i wyły tuż przed jego śmiercią; widziano dwóch młodzieńców konno przez obóz; słychać było głosy jakby lamentujących kobiet; a na niebie widać było spadające gwiazdy. Tyle o tych wydarzeniach.

Swetoniusz podaje, że: Brata Druzusa stracił [Tyberiusz] w Germanii; ciało jego przywiózł, sam idąc przed orszakiem pogrzebowym przez całą drogę aż do Rzymu. W tym samym roku Tyberiusz, spustoszył Germanię, został ogłoszony imperatorem.

O tych walkach wspomina Eutropuisz: Wyciął ogromne rzesze Germanów, zepchnął ich także za rzekę Albis, która przepływa za Barbarikum daleko za Renem. Wojnę tę prowadził jednak za pośrednictwem swego pasierba Druzusa, podobnie jak przy pomocy drugiego pasierba, Tyberiusza, [prowadził wojnę] pannońską, podczas której przeprawił z Germanii 40 000 jeńców i osiedlił ich nad brzegiem Renu, w Galii. Także Orozjusz wspomina o tych walkach: W tym samym też czasie pasierb Oktawiana, Klaudiusz Druzus, któremu przypadły w udziale Galia i Recja, zdołał podporządkować zbrojnie największe i najsilniejsze ludy germańskie. Właśnie teraz wszystkie ludy spieszyły się do zawarcia pokoju lub przechylały się falangą na stronę wojny. Akceptowały warunki pokoju, jeżeli wyszły zwycięsko. Mieszkańcy Noricum, Illirii, Pannonii, Dalmacji, Mesji, Tracji i Dakowie, Sarmaci a także najliczniejsze i najsilniejsze narody Germanii, za sprawą różnych dowódców zostali pokonani lub odepchnięci od granic imperium lub też trzymano ich za wielkimi rzekami, takimi jak Ren czy Dunaj. Druzus podporządkował w Germanii najpierw Uzypetów a następnie Tenkterów oraz Kattów. Markomanów wybił prawie aż do ostatniego. Następnie pokonał w czasie jednej tylko bitwy, choć niezwykle krwawej także dla Rzymian, Cherusków, Swewów i Sygambrów, ludy niezwykle waleczne, których natura wyposażyła w siłę i w zdolność korzystania z niej. […] Między innymi Pizon został wysłany przeciwko Windelikom. Po tym, jak ich pokonał, powrócił zwycięsko do Oktawiana, który przebywał w Lugdunum. Tyberiusz, pasierb Oktawiana, prowadząc pełną okrucieństwa kampanię, podporządkował Pannonię, która po raz kolejny zaczęła się buntować. Zaraz potem ruszył on w stronę Germanii, gdzie pokonał tamtejsze ludy, uprowadzając do niewoli czterdzieści tysięcy jeńców. Ta straszna i naprawdę okrutna wojna była prowadzona przez trzy lata siłą piętnastu legionów.

Tak opisuje to Flor: Druzus, wysłany do tej prowincji, najpierw pokonał Uzipetów, a następnie przeszedł przez region Tenkterów i Kattów. Zbrojami i biżuterią Markomannów ozdobił wysokie wzgórze jak trofeum. Następnie napadł jednocześnie na najpotężniejsze ludy Cherusków, Swebów i Sikambrów, którzy, rozpiąwszy na krzyżu dwudziestu centurionów, związali się tą zbrodnią na podobieństwo przysięgi i rozpoczęli wojnę z taką wiarą w zwycięstwo, że we wcześniej zawartej umowie każdy z nich przewidział swoje zdobycze. Cheruskowie wybrali konie, Swewowie — złoto i srebro, Sikambrowie — jeńców. Ale wyszło na obrót. Zwycięzca Druzus rozdzielił i sprzedał łupy — konie, bydło, biżuterię i samych Germanów. Ponadto, dla ochrony prowincji rozmieścił garnizony i posterunki wartownicze wzdłuż rzek Mozy, Alby i Wizurga. Na brzegu Renu wzniósł ponad 500 fortec. Borm i Gezoriak przyłączył do nas mostami i wzmocnił flotą. Utorował drogę do nieznanych jeszcze wtedy i niezbadanych Gór Hercyńskich. Nakoniec, w Germanii nastąpiło takie uspokojenie, że zdawało się, że ludzie się zmienili, ziemia stała się inną, a sam klimat złagodniał.

Tak te walki opisuje Ekkehard: podczas jednej wojny, trudnej nawet dla jego [Oktawiana] wojsk, pokonał niezwykle odważne plemiona, którym natura dała siłę i możliwość użycia tej siły, a mianowicie Cherusków, Swewów i Sigambrów; o ich męstwie i dzikości można sądzić już po tym, że nawet ich kobiety, nawet będąc zamkniętymi przez postępujących Rzymian w swych wozach, nie mając strzał lub czegokolwiek innego, czego w gniewie mogłyby użyć jako pocisków do rzucania, zabijały o ziemię dzieci i rzucały nimi w twarze wrogów. Tyberiusz, brat Druzusa, podczas krwawej rzezi wytrzebił zbuntowanych Pannonów, a następnie zaczął wojnę z Germanami i jako zwycięzca, wziął od nich 40 000 jeńców.

Kronikarze informują o zwycięstwie Tyberiusza w 6 r. p.n.e. nad Lehitami: Tyberiusz odniósł triumf nad Retami, Windelikami, Ormianami i Pannonami., Tyberiusz, pasierb Augusta, ale już usynowiony przez niego, pokonawszy Vindelików, Ormian i Pannończyków, świętował triumf.

Kolejne walki w Panonii toczyły się w latach 6—9 n.e. Tam w 7 r. n.e. Tyberiusz podporządkował Cezarowi Augustowi Dalmatyńczyków i Sarmatów., W 8 roku Pańskim Tyberiusz, już zostawszy cezarem, podporządkował rzymskiej władzy Dalmatów i Sarmatów., 9. Cezar Tyberiusz podbił za Augusta Dalmatów i Sarmatów., następnie wysłał dowódcę Juliusa z wielkiej liczebności armią przeciw Dalmatom; żyjąc w lasach, ci Dalmaci pustoszyli sąsiednie prowincje grabieżami. Chociaż ich ród był zaciekły, Julius, spotkał się z nimi w boju i odniósł zwycięstwo, zmusił ten lud do złożenia broni i kopania w ziemi, wydobywania złota ze złóż., Tyberyusz Cezar na Illiryjczykach i Dalmatach wymógł pewne wyznanie podległości.

W 9 r. n.e. miała miejsce sławna bitwa w Lesie Teutoburskim, ktorą tak opisuje Flor: oni [Germanie] znienawidzili rozpustę i arogancję Quintiliusa Varusa nie mniej niż jego surowość. On ośmielił się zebrać ich na spotkanie i wydał bezsensowny rozkaz. Jakby rózga lictora i głos herolda mogły zmiękczyć dzikość barbarzyńców! Germanie, już od dawna lamentując, że rdzewieją ich miecze i nieruchomieją konie, zdecydowali, że pokój z Rzymianami i rzymskie prawa są gorsze od wojny, i pod dowództwem Arminiusa chwycili za broń. Varus był tak pewny w potęgę pokoju, że nie ustąpił z miejsca, gdy jeden z wodzów, niejaki Segest, poinformował go o spisku. I tak, oni [Germanie] niespodziewanie ruszyli ze wszystkich stron na nieprzygotowanego i nielękającego się ataku dowódcę w tym czasie, gdy on — jakaż nieostrożność! — rozstrzygał spory w swoim trybunale. Splądrowali obóz, rozbili trzy legiony. Varusa spotkał taki cios od losu, jak Pawła w dzień Cannes. Nie można sobie wyobrazić niczego straszniejszego od tej rzezi w bagnach i lasach, od tego nieznośnego znęcania się barbarzyńców, osobliwie w odniesieniu do prawników. Jednym wyłupywali oczy, drugim odcinali ręce, jednemu zaszyli usta, wcześniej wycinając język. Trzymając go w rękach, jeden z barbarzyńców zakrzyknął: ‘W końcu przestałeś syczeć, wężu!’. Wykopali nawet ciało konsula, oddane ziemi przez pobożnych żołnierzy. Co dotyczy orłów legionowych, to dwa z nich barbarzyńcy posiadają do tej pory, a trzeciego orła, aby nie dostał się w ręce barbarzyńców, zerwał [z drzewca] chorąży, schował za pasem i ukrył w poplamionym krwią bagnie. Efektem tej klęski było to, że imperium, którego nie zatrzymało wybrzeże oceanu, zostało zatrzymane na brzegu rzeki Ren.

Bitwa w Lesie Teutoburskim, 1864 (Domena publiczna)

Tak opisuje ją Kronika Norymberska: boski August Oktawian wysłał pretora Tirusa Enniusa z Marsowym Legionem i innymi generalami […] Ci późnym latem dokonali oblężenia miasta dużymi siłami Rzymian i nękali je na wiele sposobów […] Pretor zginął również wraz ze swoim Marsowym Legionem, tak że niewielu przeżyło tę walkę. Tak mówi o tym Orozjusz: W tym samym okresie Kwintyliusz Varus został pokonany przez Germanów wraz ze swoimi trzema legionami. Germanie ci wywołali w swojej nieposkromionej pysze i chciwości wojnę przeciwko innym ludom. Ta porażka Rzymu sprawiła wiele zmartwień Oktawianowi Augustowi, który wielokrotnie, pełen bólu, uderzał głową w ścianę, krzycząc: ‘Kwintyliuszu Varusie, oddaj mi moje legiony!’.

O walkach Lehitów z Rzymianami wspomina Kronika Czeska: (Ziemia Lechfeld w Szwabii u źródeł rzeki Lech położona, ma nazwisko od imienia Lecha Xiążęcia Polskiego. w Kronice Auszpurgskiey stoi że rzeka Lech po łacinie Vindelicum zwana, obadwa te nazwiska ma od Polaków, których nazywaią Lechami i Lechitami, albo Windelami czyli podług dawnego zwyczaiu Sarmatami: że rzeka Lech poczyna się w Lessie Mhra w ziemi Lechfeld w Szwabii teraźniejsze) znayduiącej się, że Lechfeld znaczy Lechopol albo Lechitopol: że między Renem i Wisłą mieszkali Zambrowie, których taż kronika mniema bydź Polakami; że ich August z tąd wyruszył, i wielkie woyny z Polakami w stronach morza Germańskiego toczył.

Swetoniusz zauważa, że Germanie [Lehici] połączyliby się z Panończykami, lecz przeszkodziło w tym podbicie Ilyrii przez Rzymian: Oto w tym samym czasie Kwintyliusz Warus z trzema legionami zginął w Germanii. Nikt nie wątpił, że zwycięscy Germanowie połączyliby się z Panończykami. gdyby Iliria nie została wcześniej pokonana.

Po tej klęsce Rzymianie toczyli kolejne walki, aby zmyć z siebie hańbę: Wojny w tym czasie nie było już żadnej prócz wojny z Germanami, prowadzonej raczej w celu zmazania hańby z powodu straty armii wraz z Kwintyliuszem Warusem, niż dla żądzy rozszerzenia granic państwa albo dla innej godnej korzyści.

Walki lehicko-rzymskie wykorzystali Jazygowie, którzy w tym czasie wyzwolili się spod władzy Lehitów w Podlahii, o czym pisał Wojnan: Roku Świata 4010, który był 10 Narodzenia Pańskiego, przez lat pełnych 479 … Często z Pruzami razem, na pomstę swego wygnania, Palaków należące Kraie, aż do czasu Pompila Chostyka, Dwudziestego od powrócenia z Illyryku, Palaków Króla. Pod którego niezgrabnym Panowaniem za pomocą Pruzów swoich Przyiaciół, Oyczyzną swoią dawną znowu powetowali; wygnawszy Palaki iedne i drugie z sobą pomięszawszy.

Dopiero w 12 roku Rzymianie odnieśli zwycięstwo: Ale trzy lata później, po klęsce Wariana, August przy pomocy Tyberiusza Nero — w czasie gdy jego brat Druzus posuwał się naprzód w regionie Renu — pokonał Lechów i zniszczył ich miasto. Pomimo zwycięstwa, Tyberiusz o mało nie zginał z ręki lehickiego szpiega: Mimo pomyślnego wyniku wojny o mały włos nie zginął z ręki pewnego Bruktera, który zdołał się wśliznąć między najbliższe otoczenie Tyberiusza. Zdradziła go tylko własna lękliwość. Wydany na męki, przyznał się do zamiaru morderstwa.

Tylko Lehia oparła się inwazji rzymskiej: [Oktawian August] uśmierzył dzikość sąsiednich plemion, z wyjątkiem ludów germańskich., co potwierdza sam cesarz: Rozszerzyłem granice wszystkich prowincji ludu rzymskiego, z którymi graniczyły plemiona niepodlegające naszej władzy. Prowincje Galie i Hiszpanie, a także Germanię, którą Ocean zamyka od Gades po ujście rzeki Łaby obdarzyłem pokojem. Alpy od tego regionu, który najbliższy jest Morzu Adriatyckiemu aż do Tyrreńskiego uspokoiłem: żadne plemię nie rozpoczęło niesprawiedliwie wojny. Moja flota popłynęła od ujścia Renu na wschód aż do granic Cymbrów; gdzie żaden Rzymianin przedtem nie dotarł ani lądem, ani morzem. Cymbrowie, Charydowie, Semnoni oraz inne ludy Germanów tego obszaru za pośrednictwem posłów poprosili o przyjaźń moją i ludu rzymskiego.

W latach 16—17 Wandalowie i Herulowie przenieśli się za jego panowania [Hutterusa] z północnych ziem Germanii nad Ren w okolice południa i licznie się tam osiedlili około 3 lub 4 roku Tyberiusza, który, jak pisze Florus, zawarł z nimi sojusz.

O tym sojuszu wspomina Oktawian pisząc o poselstwie Scytów Azjatyckich i Europejskich i królów Sarmacji: O naszą przyjaźń upraszali przez posłów Bastarnowie, Scytowie i królowie Sarmatów, po obu stronach rzeki Tanais; a także król Albanów, [król] Iberów i [król] Medów. To samo potwierdza biograf Cezarów: Tak bardzo [we wszystkim] sprzyjało mu szczęście (jedyny wyjątek to dzieci i małżeństwo), że Indowie, Scytowie, Garamantowie i Baktrowie wysyłali posłów z prośbą, aby zawarł z nimi przymierze. Eutropiusz błędnie podaje, że te ludy nie znały wcześniej Rzymian: Scytowie i Indowie, którzy wcześniej nie znali nawet imienia Rzymian, wysłali do niego posłów z darami.

W roku 17 doszło do kolejnych walk rzymsko-lehickich: W czwartym roku jego panowania [Tyberiusza Cezara], Germanik, syn Druzusa i ojciec Kaliguli, zatryumfował nad Germanami [26.V.17 r.], przeciwko którym został wysłany jeszcze przez starego Augusta.

Po tym zwycięstwie Germanik wzniósł pomnik: Po pochwale zwycięzców wygłoszonej na zgromadzeniu żołnierzy wzniósł Germanik piramidę z broni i umieścił ten dumny napis: ‘Zawojowawszy ludy, które mieszkają między Renem a Elbą, wojsko Tyberiusza Cezara pomnik ten poświęciło Marsowi, Jowiszowi i Augustowi.’ O sobie nic nie wspomniał, lękając się zazdrości albo sądząc, że świadomość czynu mu wystarcza.

O tym zwycięstwie Rzymian wspominają kroniki meklemburskie: Kilka lat później Rzymianie podporządkowali sobie nie tylko Gallów, ale także Wandalów lub Herulów z Rams, z czego zrodził się wielki tumult i zamieszki. Aby go znieść, Druzus został wysłany przez Rzym z wielką potęgą militarną, aby zaatakować germański Stetten, a także poza Ren (…) Aby go znieść, Druzus został wysłany przez Rzym z dużymi siłami zbrojnymi do ataku na germański Stetten oraz na drugą stronę Renu.

W roku 18 do króla Leszka IV Awiłły próbował dostać się jego krewny Wonones, były król Partów, o czym pisze Tacyt: W tym samym czasie Wonones, o którego wydaleniu do Cylicji wspomniałem, przekupiwszy swoich strażników próbował umknąć do Armeńczyków, a stąd do Albanów i Heniochów, wreszcie do spokrewnionego z nim króla Scytów. Pod pozorem łowów opuścił morskie pobrzeże i podążył w bezdroża górzystych lasów; potem dzięki rączości konia przybył nad rzekę Pyramus, której mosty okoliczni mieszkańcy na wiadomość o ucieczce króla zerwali; a w bród przedostać się przez nią było niemożliwe. Na brzegu więc rzeki uwięził go prefekt jazdy Wibiusz Fronton; potem wysłużony żołnierz Remmiusz, przydzielony przedtem do straży króla, niby w gniewie mieczem go zabił. Dlatego było tym wiarygodniejsze, że on poczuwając się do współudziału w zbrodni i bojąc się zeznań Wononesa śmierć mu zadał.

W roku 26 Rzymianie Zlekceważyli i to, że Partowie zajmują Armenię, że Dakowie i Sarmatowie pustoszą Mezję, Germanowie prowincje galickie, ku wielkiej hańbie państwa i nie mniejszej szkodzie.

Król Awiłło Leszek został uhonorowany przez cesarza Tyberiusza Klaudiusza Buccio płytą nagrobną, na której napisano:

C•AVILLIO•LESCHO

TI •CLAVDIVS•BVCCIO

COLVMBARIA•IIII•OLL•VIII

SE•VIVO•A SOLO•AD

FASTIGIVM•MANCIPIO

DEDIT

Co po polsku znaczy:

AWIŁŁOWI LESZKOWI

TYBERIUSZ KLAUDIUSZ BUCCIO

GROBOWIEC Z 4 NISZAMI NA 8 URN

ZA ŻYCIA, JEDYNIE JEMU, DLA

ZASZCZYTU, NA WŁASNOŚĆ

OFIAROWAŁ

Płyta nagrobna króla Awiłły Leszka.

Sławiańsko-lehickie plemiona z tego okresu wymienia Bogusławski: Tych rodów, pokoleń, plemiona musiała być moc niezliczona; i bezwątpienia te wszystkie plemiona, o których wiemy od rztmskich i greckich pisarzy z czasów około narodzenia Chrystusa, sięgały już początkiem swoim w czasy prasłowiańskie. Do liczby tych plemion należeli naprzód w Dacyi, między wielu innemi, Kostoboki, Burowie czyli Buridenses, którzy poszli z rodu Buridawa, Prendavenses z rodu Prendawa, Ratacenses, Saldenses, których nazwy, podług zasad naszych o końcówce enses sprowadzamy do form pierwotnych słowiańskich na ęce. W Dacyi jeszcze mieszkali Tyrici (Tyritae), przodkowie Tyrwerców, a poza Dacyją rzymską Bukowianie (Peucini), od których otrzymała swą nazwę Bukowina. W Mezyi rzymskiej mieszkają Timachowie, znad rzeki Timachus, dziś Timok w Serbii, plemię znad rzeki Wid (Utus), w Bułgaryi, zwane Oetensii (Οιτηνσιοι). W Liburnii Lacinienses, Olbonenses, Stlupini. W Pannonii, nad rzeką Kolapis czyli Kulpą, wpadającą do Sawy, mieszkali Kolapijańe, wyżej nich, na południe Sawy, Latowiki. Na wschód Latowików, po obu stronach Sawy, w Pannonii, znajdujemy Breuków (Breuci), w których nazwie dostrzegamy wyraźnie pochodzenie słowiańskie (może Brewaki). Między Drawą a jeziorem Pelso mieszkali Jezeryci (Oseriates), nad rzeką Rawą (Raab, Raba), Porawianie (Aravisci). W Noryku, nad Drawą, siedzą Drawianie czyli Podrawianie (Ambidravi), nad rzeką Liką, wpadającą do Drawy, Likowie (Ambilici). W Recyi i Windelicyi, tak nazwanej od Windów, mieszkały także plemiona i plemionka z osobnemi nazwami, jak np. nad Jezarką (Isarcus, Isargos) Jezerki (Isarei), nad rzeką Oschnitz, (może Ośnica), Breunowie (Breuni), których nazwę zbliżyć możemy z nazwą wyżej wymienionych w Pannonii Breuków, po obu stronach Liki czyli Lechu inni Likowie (licates, windeliki) itd. Nie wspominając juž o innych drobnych plemionach, wymienionych przez starożytnych w Pannonii, Noryku i Windelicyi, rzućmy okiem na Ren, nad którym, między innemi plemionami siedzą, Triboki, Wangijoni, po obu stronach Renu i nad rzeką Weschnitz, Matyjakowie na wschód Renu, Batawowie przy jego ujściu, Bregące nad jeziorem Weneckiem (Bodensee). Od Renu skierowawszy się na wschód, nad Men, Radącę (Rednitz) i Nawę, znajdujemy plemiona. już w wiekach średnich wymienione, 'in terra Slavorum', jak Moinwinidi, Ratanzwinidi (Radące), Nabawinidi, to jest Winidowie znad Menu, Radący i Nawy. W Czechach siedzą Sumowie (Ζουμοι) z rodu Sumawa, w Turyngii, Turoni (Durzyńcy), w Hanowerskiem Dulgibini itd. Już nie będziemy tu wymieniali tych licznych plemion, które dały się poznać w wiekach średnich w Czechach, Morawii, wzdłuż całej Łaby czyli Elby, w Polsce, a które od czasów niepamiętnych siedziały na swojej ziemi. Zauważać jeszcze należy, że nazwy tych plemion często się powtarzają taksamo, jak nazwy gór i rzek. I tak Lików widzimy w Windelicyi i Lików w Noryku, Radąców w Germanii i Radęców (Ratacenses) w Dacyi, Dolęców znad Izary, w Bawaryi, i Dolęców nad Bałtykiem. Powtarzają się też takie szczególne nazwy, jak Triboków nad Renem, Kostoboków w Dacyi, Saboków około Karpat w dzisiejszej Galicyi, Wisłoboków, Bałoboków, Naliboków, Cretyrboków itd. Taką przedstawia się nam Słowiańszczyzna w okresie windyjskim.

Strabon podaje, że w tym okresie cały Epir i Grecję i Peloponez i Macedonię trzymają Scyci Sławianie [Scytæ Slavi, Σκυθαι Σκλαβοι]

Zmarł w 69 roku swego panowania. Chrystusa zaś 35.

WISŁAW I 35—91

Następnym królem Lehii został Wisław [Visilaus]. Nosił tytuł króla Wandalów, Herulów [Werlerów], Megapolensów i Wagrów [Wagirów]. Jego żoną była Tiburnia [Tiburtina], córka króla Norwegii.

Vistula na mapie Ptolemeusza.

Od jego imienia rzekę Wandalę nazwano Wisłą. Tę nazwę potwierdzają starożytni autorzy: Pomponiusz Mela (pisał około r. 48 po Chr.) nazywa Wisłę Visula, Pliniusz (około r. 79) Vistillus, Vistulla, Ptolomeusz Ouistula, Amian Marcelin (około 390) Bisula, Jornandes (ok. 552) i bezimienny, a wyżej wzmiankowany kronikarz ś. Huberta (Pertz X.305) Vistula i Viscla, […] Wszyscy więc pisarze ci, Wisłę podług mowy ludu nazywają.

Wisław podbił ponownie Pomorze, które przez pewien czas powtórnie opanowali Obodryci, o których Prokosz pisze, że panowali tam aż do zawoiowania od Palaków Lata Chrystusowego 35., a Latomus: Który doszczętnie zniszczył i wytępił Suewów Senonów, czyli Szwabów po tej stronie Łaby.

W roku 36 podbił Panonię: Armenia została spustoszona przez Partów, Mezja — Dakow, Panonia — Sarmatów, a Galia — sąsiednie ludy. Przeciwko Lehii wyprawił się cesarz Kaligula: Podjął się wojny przeciwko Germanom, ale wkroczywszy do Swebii [Sueviam], niczego sprawnie nie przeprowadził.

W tych czasach duński bohater Stærkodder razem z królem Wisławem, zwanym przez Saxo Grammatyka Vinem, kampanię przeciw ludom wschodnim: Następnie został Stærkodder razem ze słowiańskim księciem Vinem wysłany, aby powstrzymać bunt mieszkańców krajów Wschodu. Walczyli przeciw Kurom, Sambom, a na koniec przeciw wojskom wszystkich krajów Wschodu i wszędzie wokół odnieśli sławne zwycięstwa. Pewien wojownik o imieniu Visin, wielce znany, osiedlił się na Rusi u podnóża gór Ane, i niepokoił bliskie i dalekie kraje, zaprowadzając tam chaos. Miał to do siebie, że potrafił osłabić ostrze każdej broni jedynie patrząc na nią, z którego to powodu, gdy przestał obawiać się zadawanych ran, przejawiał tak głupią brawurę, że nawet porywał żony znacznych panów i w obecności mężów gwałcił je. Oburzony plotkami o tych haniebnych czynach, pociągnął Stærkodder na Ruś, by zabić tego bandytę, a jako że uważał, że nie było tak ciężkiej walki, z której by nie wyszedł cało, wyzwał Visina na pojedynek i zabił go po tym, jak pozbawił go tej przewagi, jaką dawał tamtemu jego trik. Owinął on mianowicie swój miecz całkiem cienką skóra, tak, że nie była ona widoczna dla magika, i nie pomogły Visinowi ani moc magii czarnoksięskiej, ani jego nadzwyczajne siły, musiał ulec Stærkodderowi. Następnie pokonał on w Bizancjum, wierząc w swoje siły, w pojedynku pewnego olbrzyma o imieniu Tanne, którego uważano za niezwyciężonego, i zmusił go do ucieczki na najdalszy kraj świata, a gdy żadne przeciwności nie były dość mocne, by zabrać jego siłom zwycięstwo, wkroczył on do Polski [Polonia] i pokonał w pojedynku wojownika, którego Duńczycy zwali Vaske, Niemcy, poprzez zmianę liter, Wilzce.

Antyczna Europa. Mallet A.M. Domena publiczna.
Visilaus, syn Huterusa, szósty król w państwie. Tiburina, jego małżonka, urodzona z królewskiego rodu Norwegii. Schweriner Bilderhandschrift 1526.

Południową granicę Lehitów za panowania Wisława I opisuje Seneka Młodszy: Dunaj rozgranicza ziemie sarmackie i rzymskie. Ren zakreśla granice Germanii.

W roku 67 podlegli Wisławowi pobili dwie rzymskie kohorty, o czym wspomina Tacyt pod rokiem 69: Roksolanie — szczep sarmacki, który zeszłej zimy dwie kohorty w pień wyciął.

Na początku roku 69 Rzymianie pobili Sarmatów w Mezyi, co opisuje Tacyt: [Roksolanie] wśród wielkich nadziei do Mezji wtargnęli w liczbie około dziewięciu tysięcy jeźdźców, butni z powodu odniesionego sukcesu i dlatego raczej zdobyczą niż walką zajęci. Otóż na wałęsających się i niebacznych trzeci legion wraz z towarzyszącymi mu wojskami posiłkowymi nagle uderzył. U Rzymian było wszystko do bitwy gotowe; Sarmaci, rozproszeni w swej żądzy łupieży albo ciężarem bagażów przeładowani, ponieważ nadto chyżość ich koni na śliskich drogach nie dopisała — jakby w pętach wycinać się dali. Wszak osobliwą jest rzeczą, jak cała dzielność Sarmatów niby na zewnątrz nich leży. Nic tak ospałego do walki pieszej; skoro jednak w oddziałach jazdy nadciągną, wtedy z trudem jakiś szyk bojowy mógłby im czoło stawić. Lecz wówczas, w dniu wilgotnym i przy gołoledzi, ani ich piki, ani przydługie miecze, które w obu dłoniach dzierżą, na nic im się nie zdały, ponieważ konie się potykały, a napierśniki im ciężyły. To jest książąt i każdego przedniejszego okrycie, z żelaznych blaszek albo bardzo twardych rzemieni spojone, ile dla ciosów nieprzepuszczalne, tyle przy powstawaniu dla tych niewygodne, których atak wrogów obalił; prócz tego zapadali się w głębokim i miękkim śniegu. Żołnierz rzymski, który łatwo w swym pancerzu się poruszał i z lekką do rzutu spisą lub lancą doskakiwał, w razie potrzeby lekkim mieczem nieosłoniętego Sarmatę z bliska przeszywał (bo tarczą się bronić nie mają zwyczaju), aż wreszcie garstka tych, którzy z bitwy cało uszli, w bagnach się ukryła. Tu wskutek srogiej zimy albo ran wyginęli.

W latach 83—89 przeciw Lehitom wysłał wojsko cesarz Domicjan: [Domicjan] Wypowiedział wojnę Germanom i Dakom i kierował nią za pośrednictwem swoich dowódców, co niemalże nie doprowadziło do ruiny państwa, gdyż w tym samym czasie kiedy sam rozszarpywał senat i lud rzymski, wróg poza krajem osłabił częstymi wypadami słabo dowodzone wojsko.

Dopiero w roku 90. Domicjan odniósł triumf nad Dakami i Germanami.

O tych walkach wspomina także Swetoniusz: Wyprawy wojenne podejmował [Domicjan] częściowo z własnej ochoty, częściowo z konieczności. Z własnej ochoty podjął wyprawę przeciw Chattom [83]. Z konieczności jedną przeciw Sarmatom, gdyż wycięli mu cały legion razem z legatem, dwie przeciw Dakom. Pierwszą wyprawę przeciw Dakom podjął na skutek klęski Opiusza Sabina [85], byłego konsula, drugą na skutek klęski Korneliusza Fuska [86], dowódcy kohort pretorianów, któremu powierzono dowództwo naczelne w tej wojnie. Po różnych zmiennych kolejach wojny mógł wreszcie Domicjan święcić po-dwójny triumf: z powodu wygranej z Chattami [83] i Dakami [89].

WITOSŁAW I 91—127

Prokosz informuje następnie o Witosławie do R. 127 przez lat trzydzieści sześć panującym. Był on zwany też Vitislausem. Nosił tytuł króla Wandalów, Herulów [Werlerów] lub Obotrytów, Megapolensów i Wagrów.

Jego żoną była Marina, a właściwie Anarnia [Anarina, Amarina], córka króla Gotów.

Witosław podobnie jak jego poprzednicy toczył walki z cesarzami rzymskimi. W 91 roku Domicjan świętował triumf nad Dakami i Germanami.

Następnie w roku 94. Domicjan świętował triumf nad Dakami i Germanami., ale nie było to szczęśliwe zwycięstwo, gdyż Sprawował [Domicjan] dowództwo w czterech wyprawach wojennych: jednej przeciwko Sarmatom, drugiej przeciwko Chattom i w dwóch przeciwko Dakom. [Za zwycięstwo] nad Dakami i Chattami, odbył podwójny triumf, a po pokonaniu Sarmatów przyznał sobie tylko wieniec laurowy. Poniósł jednak wiele klęsk w tych wojnach; oto w Sarmacji jeden legion razem z dowódcą został wybity, a Oppiusz Sabinus, były konsul, oraz Korneliusz Fuskus, prefekt pretorium, wraz z licznymi oddziałami żołnierzy, polegli z rąk Daków.

W 101 Trajan odniósł triumf nad Dakami i Scytami. W 103 Trajan świętował triumf nad Dakami i Scytami., 106 rok Pański. Trajan świętował triumf nad Dakami i Scytami. Po czym zawarł pokój i zyskał przychylność tych ludów: Zyskał lojalność królów Hiberów, Sauromatów, Bosforańczyków, Arabów, Osdroenów oraz Kolchów.

Cemnitius podaje, że Witosław wytępił Suevów czyli Szwabów w Brandenburgii.

W latach 114—116 Trajan podbił część ziem lehickich: w krótkim czasie przyłączył do swojego państwa tę część Germanii, która leżała za Renem. Podbił wiele ludów po drugiej stronie Dunaju. Ale w następnych latach je utracił.

Vitislaus, syn Visilausa, siódmy król w państwie. Anarnia, jego małżonka, córka króla Gotów. Schweriner Bilderhandschrift 1526.

W 118 roku, na początku panowania Hadriana Sarmaci wszczęli wojnę. Trwała ona w latach 119—120: [Hadrian] Prowadził zwycięską wojnę przeciwko Sauromatom., W 119 roku cesarz Hadrian, podejmując kampanię na Myzję przeciw Roksolanom i Sarmatom, odniósł nad nimi zwycięstwo dzięki konnicy z Batavo, którą miał przy sobie i która ich bardzo przeraziła. Pod rokiem 125 roczniki podają: Wojna z Sauromatami.

Witosław zginął w walce z Frankami i Saksonami w 127: Król Richimer z Frankonii i król Hermanfrid z Saksonii połączyli siły i spiskowali ze sobą, aby podnieść całą swoją potęgę i ponownie poważnie przeprowadzić wielką kampanię wojskową przeciw Wandalom i Obotrytom lub Herulom w Marchii i sąsiednich krajach, szczęście dopisało im na tyle, że zdobyli Brandenburgię, a przepędziwszy Wandali za Odrę, zabili króla Witislausa II.

ALARYK I 127—162

Kolejnym królem Lehii został Alaryk [Alaricus, Alrich, Ulrich] Nosił tytuł króla Wandalów, Herulów [Werlerów] lub Obotrytów, Megapolensów i Wagrów.

Jego żoną była Bella [Belga], córka króla Ubier [Ubiorum], który miał swoje siedziby w pobliżu Kolonii Agryppiny, a Anderson podaje, że pochodziła z Coln w Germanii.

W 106 roku prowadził walki z Frankami, o czym wspominają kroniki meklemburskie: Prowadził wielkie wojny z Frankami i ich królem Hunnonem, zdobył Brandenburgię, zwaną później przez Wendów Schœrelitz, oraz sąsiednie kraje., [walczył] przeciw Sunnonom Frankom, którzy skolonizowali ziemię, którą nazywamy Marchią Brandenburską, Prowadził wojnę z Sunnonami Frankami, którzy poprowadzili kolonie do tego regionu, który obecnie nazywa się Marchią Brandenburską, A.C. 106., zasłynął wojennymi czynami przeciw Sunnonom Frankom, którzy założyli kolonie do kraju, który nazywamy Marchią Brandenburskią.

Cesarz Hadrian wysłał przeciw niemu armię w 128 r.: Kiedy następnie dowiedział się o niepokoju wśród Sarmatów i Roksolanów, podążył do Mezji, wysławszy tam przedtem wojsko.

Z królem Alarykiem walczył również Antonius Pius: [Antonius Pius] przy pomocy namiestników i legatów pokonał również Germanów, Daków i wiele innych ludów (…). Powstrzymał częste najazdy Alanów.

W tym czasie, czyli przed 161 rokiem Kasjusz Raz, kiedy prowadził wojsko, oddział pomocniczy, za sprawą swoich centurionów, wymordował bez jego wiedzy na brzegach Dunaju trzy tysiące słabo broniących się Sarmatów i powrócił do niego z wielkim łupem.

Alaricus pierwszy, syn Vitislausa, ósmy król w państwie. Bella, jego małżonka, ze starego królewskiego rodu Ubior, która teraz jest Kolonią. Schweriner Bilderhandschrift 1526.

Z tego czasu pochodzi wzmianka o Lehitach u Ptolemeusza, co wykazał dr Kętrzyński: znalazł Ptolemeusz w swych źródłach dwie nazwy. ‘Lingae” i ‘Lugi”, na identyczności których się nie poznał; dziwić się temu nie można, bo i uczeni nowocześni popełniają ten sam błąd. Lingae są tym samym narodem co Ptolemeuszowi Lugi, Tacytowi Lygii, Strabonowi Luii, Zosimowi Logiones i Lupiones (=Lugiones) w Tabula Peutingeriana. Nazwisko zaś ‘Lingae” i ‘Lugi” mają się do siebie jak ‘łęg” i ‘ług”, ‘chęć” i ‘chuć” itp. Pierwsze nazwisko odpowiada nazwie ‘Lach” czyli po starorusku ‘Lęch”. Na ten sam pierwiastek wskazują także litewskie wyrazy ‘Lenkas, Lynkas, Lankas’ = Polak, oraz węgierski ‘Leng-yel”; Tomasz zaś, archidyakon spoletański, (Historia Sal. c. 7) pisze nawet: ‘venerunt de partibus Poloniae, qui Lingones appellantur”. Lingowie Ptolemeuszowi zatem są tem samem, ci Lachowie, Lęchowie czyli Polacy. […]

LINGAE sive LUGI, Lugi Omani, Lugi Duni, Lugi Buri na mapie Ptolemeusza. Kętrzyński W. Germania Wielka i Sarmacya Nadwiślańska według Klaudyusza Ptolemeusza, Kraków 1901.

Nazwisko bez dźwięku nosowego nie przechowało się, ale że i ono oznacza Polaków, wynika nie tylko z Ptolemeusza, który plemiona lackue jak Aelvaeones, Omani, Duni i Buri umieścił po lewym brzegu Wisły a więc tam, gdzie Polacy mieszkają […] Lugi Omani są niewątpliwie tem samem plemieniem co Manimi Tacyta; mieszkają pod Buguntami a wiec niedaleko nich. Ponieważ nazwiska drobnych plemion wzięte są zwykle od rzek lub innych miejscowości, więc przypuszczam, że Omani (Manimi), są mieszkańcami nad rzeką Meiń lub Mienia, która w Kujawach uchodzi do Wisły. Pod Omanami aż do gór olbrzymich siedzą Lugi Diduni czyli raczej Lugi Duni. Rękopisy mają prawie wszystkie ‘ΛΟΥΓΟΙΔΙΔΟΥΝΟΙ’. Wyraz ten składa się z dwóch części, których pierwszą jest ‘ΛΟΥΓΟΙ’; ponieważ Ptolemeusz jednak stale pisze ‘Λουγοι οι Βουροι, Λουγοι οι Ομανοι’, stąd wynika, że w tamtym wyrazie brak rodzajnika; musimy zatem przypuścić, że przez pomyłkę kopistów ‘οι’ zamieniło się w ‘δι’. Sądzę przeto, że poprawka ‘Λουγοι οι Δουνοι’ jest należycie uzasadniona; zwrócił na nią uwagę już Zeuss a Nobbe przejął ją nawet do tekstu. Dunów zatem będzie można słusznie uważać za mieszkańców nad rzeką dziś zwaną Dunajem. Pod Lingami mieszkają u Ptolemeusza Calucones po obu brzegach Łaby. Niektóre rękopisy mają ‘και Λουκωνες’. ‘Lucones' możnaby zestawić z Lugami

DIETERYK 162—201

Następnym królem byl Dieteryk [Tithericus, Diderich, Triticus, Titricus, Dietericus] Nosił tytuł króla Wandalów, Herulów [Werlerów] lub Obotrytów, Megapolensów i Wagrów.

Jego żoną była Diana, córka władcy Triers [Trewiru], rodem z Belgii.

Na początku jego panowania Lehici podjęli walkę ze zbuntowanymi plemionami: w drugiej połowie II wieku po Chrystusie Sławianie znad Wisły i Odry zaczęli się przemieszczać, a swych sąsiadów z południa i zachodu, zbuntowanych Germanów, uciskać. Wtedy ci Germanie powstali, a będąc żądni zdobyczy i innego miejsca, roili się jak roje szarańczy aż do granic Cesarstwa Rzymskiego, od źródeł Dunaju do Morza Czarnego. (…) Byli wśród nich także Markomani i Kwadowie. Niejedno plemię przedarło się brutalnie przez granice rzymskie i prosiło Rzymian o przyjęcie i osiedlenie się. Z tego wynikła długa i krwawa wojna, którą rzymscy kronikarze nazwali wojną markomańską, nie dlatego, że Markomanie byli w niej najwybitniejsi, ale dlatego, że w północnych częściach Romanum byli najsłynniejszym ze wszystkich plemion germańskich.

W 168 roku Rzymianie walczą przeciw Germanom, Markomanom, Kwadom Sarmatom i Dakom.

Dieteryk w latach 169—170 prowadził walki z z księciem Macromirem i jego synem: W roku 169 najechał księcia Marcomira we Francken, odniósł zwycięstwo, ale z wielką stratą swojego ludu. W 170 pokonał Brandona, syna Marcomira., podnosił broń przeciwko Marcomirusowi, panującemu wśród Zenonibów; pobił Brandona, założyciela miasta Brandenburgia, w 170 roku, Pokonał Marcomirusa panujacego nad Zenosami, bronił swojego kraju z wielką odwagą: zabił Brandona, założyciela miasta Brandenburgia, A.C. 170., [Dieteryk] w ósmym roku swego panowania najechał i pokonał księcia frankońskiego Marcomira w Marchii. Wkrótce jednak otrzymał takie ciosy, ale odzyskane miasto Brandenburgia musiał opuścić. Zabił jednak Brandonema, syna Marcomiriego, i w następnym roku ponownie odzyskał miasto Brandenburg.

Koalicja Lehitów za czasów Dieteryka toczyła z Rzymianami Wojnę Markomańską: W jego czasach [Kommodusa], […] była prowadzona Wojna Markomańska. Ale gdy przeciw Rzymianom powstały w niezliczonej liczbie ludy barbarzyńskie, to jest Markomani, Kwadowie, Wandale, Sarmaci, Swewowie i prawie cała Germania, a rzymska armia, zbliżając się do samych granic Kwadów, cierpiała pragnienie z braku wody bardziej niż od wrogów, ale potem […] lunęła taka silna ulewa, która dała Rzymianom orzeźwienie i spowodowała ucieczkę barbarzyńców, wystraszonych częstymi uderzeniami gromów. [Rzymianie] rąbiąc ich w plecy […] odnieśli bezkrwawe zwycięstwo. O tych wydarzeniach informuje Hieronim pod rokiem 173: kiedy Pertinax i wojsko, które walczyło razem z nim w kraju Kwadów, cierpiało pragnienie, został im zesłany z góry deszcz, w tym czasie gdy na Germanów i Sarmatów, przeciwnie, raziły pioruny i bardzo wielu z nich zabiły. Istnieje list Marka Aureliusza, wybitnego cesarza, w którym poświadcza on, że deszcz zbawiający od germańskiego pragnienia został uproszony modlitwami chrześcijańskich żołnierzy. Także Żywoty Augustów mówią o tym zwycięstwie: [Marek Aureliusz/Antoniusz] Z pomyślnym wynikiem prowadził wojnę przeciw Germanom. Wojnę z Markomanami o szczególnym charakterze i tak wielką, że podobnej w ogóle nie pamiętano, zakończył sam, zarówno dzięki męstwu, jak i pomyślności, w czasie kiedy straszliwa zaraza zabrała wiele tysięcy obywateli i żołnierzy. Zwyciężywszy przeto Markomanów, Sarmatów, Wandalów oraz Kwadów uwolnił Panonie i odbył w Rzymie triumf razem z swoim synem Kommodusem; jego — jak wspomniałem — mianował już Cezarem.

O tej wojnie dokładniej pisze Kapitolinus, który podaje także skład koalicji lehickiej: Przekupił wojska Germanów przeciw Germanom. Oprócz tego bardzo starannie przygotował legiony do walki z Germanami i Markomanami. (…) Markomanów pokonał w chwili przejścia przez Dunaj i zwrócił łupy zabrane mieszkańcom prowincji. Wszystkie ludy od granic Ilirii aż do Galii połączyły się przeciw Rzymowi; byli wśród nich Markomanowie, Warystowie, Hermundurowie, Kwadowie, Swebowie, Sarmaci, Lakryngowie, Burowie i inne ludy razem z Wiktuałami, Osowie, Besowie, Kobotowie, Roksolanowie, Bastarnowie, Alanowie, Peucynowie i Kostobokowie. Zagrażała także wojna z Partami i z Brytanią. Dzięki wielkim osobistym wysiłkom pokonał Marek najdziksze ludy, podczas gdy za jego przykładem szli żołnierze, legaci dowodzący wojskiem i naczelnicy gwardii cesarskiej; przyjął kapitulację Markomanów i licznych spośród nich przesiedlił do Italii.

W 175 cesarz Marek Aureliusz wobec buntu Kasjusza zrezygnował z wojny z Sarmatami: Chciał kraj Markomanów i Sarmację zamienić w prowincję rzymską i byłby tego dokonał, gdyby równocześnie na Wschodzie nie był podniósł buntu Awidiusz Kasjusz; Kasjusz bowiem ogłosił się cesarzem — jak niektórzy twierdzą, za zgodą Faustyny, która straciła już nadziejęna wyzdrowienie męża, zdaniem innych, na skutek zmyślonej wiadomości o śmierci Antonina, ponieważ nazwał go boskim Markiem. Antoninus nie przejął się zbytnio buntem Kasjusza i nie występował ostro przeciw jego ambicjom. Senat uznał jednak Awidiusza za wroga, a majątek jego skonfiskowano na rzecz skarbu publicznego. Porzuciwszy wojnę z Sarmatami i Markomanami wyruszył Marek przeciw Kasjuszowi.

W 179 Marek Aurelisz ponownie pobił Roksolanów i Sarmatów: kiedy znów się zbuntowali, M. Aureliusz Ces. Roku 179 także skutecznie zwyciężył. Jednak nie wygrał tej wojny prowadzonej w latach 177—180, co Rzymianie przypisują jego przedwczesnej śmierci: Przez trzy lata prowadził Marek wojnę z Markomanami, Hermundurami, Sarmatami i Kwadami i gdyby żył o rok dłużej, zamieniłby ich kraje w prowincje rzymskie.

Diettrich, syn Alaricusa, dziewiąty król w państwie. Diana, jego małżonka, z królewskiego rodu Trewiru i Pikardii. Schweriner Bilderhandschrift 1526.

W tym samym czasie Lehici zajęli południe Karpat: Już drużyna Asdingów, zwanych Wandalami, jeszcze za Marka Aureliusza, wdzierała się do Dacyi, zwyciężyła Kostoboków i usadowiła się gdzieś na południe Karpat, lecz jeszcze za północną granicą prowincyi.

W 180 Kommodus odniósł triumf nad Germanami.

W roku 194 Lucjusz Antonin Kommodus […] Z powodzeniem prowadził wojnę z Germanami W 201 Wybuchła wojna żydowska i sarmacka.

TENERYK 201—237

Kolejnym królem Lehii był Teneryk [Tenericus, Thenericus]. Nosił tytuł króla Wandalów, Herulów [Werlerów], Megapolensów i Wagrów.

Jego żoną była Bigonna [Biganna], córkę króla Thurier [Thurier, Turyngii] Fridrigerna [Frideger, Fridgardusa, Fridegerideger]

W czasach Karakali Teneryk prowadził wojny z Markomanami: Za cesarza Karakalli (211—217) Wandalowie ci prowadzą wojnę z Markomanami, których z sobą poróżnił cesarz.

Thenerich, syn Diettricha, dziesiąty król w państwie. Bigonna, jego małżonka, córka króla Turyngii. Schweriner Bilderhandschrift 1526.

Przed 222 rokiem z Lehitami walczył Maksym: [Maksim] Wysłany ponadto jako legat do Ilirykum rozgromił Sarmatów, a przeniesiony stamtąd nad Ren, dość szczęśliwie prowadził walki przeciw Germanom., Po uspokojeniu Germanii [Maksyminus] przybył do Sirmium, przygotowując rozpoczęcie wojny przeciw Sarmatom oraz nabierając przekonania, aby przymusić panowaniu rzymskiemu obszary północne aż po Ocean. Uczyniłby to, gdyby żył, jak twierdzi Herodian, pisarz grecki, który sprzyjał mu bardzo — jak widzimy — ze względu na nienawiść do Aleksandra.

Około 235 r. doszło do lehicko-rzymskiej bitwy pod Harzhornem.

Zapewne w czasie śmierci Teneryka cesarz Konstantyn pobił Lehitów-Scytów nad Dunajem, o czym wspomina Teofanes: W tym roku [237] czcigodny Konstantyn po przeprawieniu się przez Dunaj zbudował na nim kamienny most i ujarzmił Scytów.

HALDWIRYK-ALBERYK I 237—292

Następny król przez Prokosza jest nazywany Haldwirykiem, a w źródłach zagranicznych Alberykiem [Albericus]. Nosił tytuł króla Wandalów, Herulów [Werlerów] lub Obotrytów, Megapolensów i Wagrów.

Jego żoną była Diomedea, córka króla Sarmatów.

Jak podają kroniki: Był tak odważnym w sprawach wojennych, że podbił Suewów i zajął królestwo Gotów., oraz Szwecję sobie podporządkował.

W 238 doszło do kolejnych walk z Rzymianami: Zaczęła się też wojna ze Scytami. W tym czasie upadła Histria, czy jak mówi Deksippus, państwo Histrów.

Następnie Roku 242 Goci i Sarmaci mieszkający między Tanaisem, Pontem Euxinum i Danubisem, zaczęli niepokoić prowincje imperium, zmuszając tym cesarza Gordiana do płacenia corocznej daniny, kiedy Filip cesarz odważny, odmówił im, to oni w toku 248 wtargnęli do Myzji i Panonii, wtedy był wyjątkowo sławny król Scytów Argunt.

Jak podają kroniki, w 247 Rzym chwilowo był górą w walkach: Gordian pokonał Germanów, Partów i Persów., a dokładnie to Dzięki temu samemu Lentulusowi przepędził Sarmatów za Dunaj.

O najeździe z 248 mówi także Historia Augustów: Argunt, król Scytów, pustoszył królestwa sąsiadów. Szczególnie, gdy dowiedział się, iż zginął Misiteus, którego radą rządzona była republika.

Doskonale szereg walk lehicko-rzymskich opisuje Zosim w swej Nowej Historii. W 251 Lehici pobili cesarza Decjusza: Z powodu niedbałości Filipa panowało wielkie zamieszanie; Scytowie przekroczyli Tanais i pustoszyli okolice Tracji. Przeciwko nim wyruszył Decjusz i zwyciężył we wszystkich bitwach; zabrał im także łupy, które dopiero co zagarnęli, oraz próbował odciąć powrotną drogę; zamierzał zgotować im całkowitą zagładę, aby nie zaatakowali ponownie pozbierawszy wojsko. Na brzegu Tanais pozostawił z wystarczającymi siłami Gallusa, sam zaś ścigał resztę wrogów. Gdy wydarzenia układały się po jego myśli, Gallus, zdecydowany na bunt, wysłał barbarzyńcom wiadomość zawierającą wezwanie do udziału w spisku przeciw Decjuszowi. Propozycja została przez nich przyjęta z zadowoleniem. Podczas gdy Gallus sprawował straż na brzegu Tanais, barbarzyńcy podzielili się na trzy części i pierwszy oddział ustawili w miejscu, przed którym rozciągało się bagno. Gdy Decjusz zabił wielu z nich, pojawił się drugi oddział; kiedy i ten został zmuszony do ucieczki, pojawiło się w pobliżu bagna kilku żołnierzy z trzeciego oddziału. Gallus dał znak Decjuszowi, aby ruszył na nich przez bagno; ten zaś, nie znając okolicy, nierozważnie ruszył naprzód i utknął wraz ze swym wojskiem w błocie; zaatakowany zewsząd przez barbarzyńców pociskami został zamordowany wraz ze swymi towarzyszami, gdyż nikt nie zdołał uciec. (…) Władzę przejął Gallus i jednocześnie wyznaczył na współwładcę swego syna Woluzjana. Nie rozgłaszał tylko tego, że Decjusz wraz z wojskiem zginął na skutek jego podstępu; sukcesy zaś barbarzyńców powiększały się. Gallus bowiem nie tylko zgodził się, żeby powrócili do siebie wraz ze zdobyczą, ale także obiecał, że każdego roku dostarczy im pewną ilość pieniędzy; pozwolił im również swobodnie zabrać jeńców wojennych, którzy przeważnie należeli do dobrze urodzonych — większość ich była wzięta do niewoli w czasie zdobywania Filippopolis w Tracji.

W tym czasie Lehici podbili wszystkie prowincje rzymskie: Ponieważ Gallus sprawował władzę w sposób niedbały, Scytowie początkowo niepokoili sąsiednie prowincje; posunęli się naprzód i łupili obszary aż do morza, nie pozostawiając Rzymianom ani jednej podległej im prowincji, która zostałaby nie zniszczona. Żeby tak powiedzieć, zdobyli każde miasto bez fortyfikacji i większość miast zabezpieczonych murami. Nie mniej groźna od szalejącej wszędzie wojny pojawiła się w miastach i wsiach zaraza wyniszczając pozostałych przy życiu; nigdy w dawnych czasach nie zgotowała ona takiej zagłady ludności.

Do kolejnych walk rzymsko lehickich doszło w latach 254—255, co także opisuje Zosimus: Scytowie opanowali już bez trudności znaczną część Europy, przeprawili się do Azji oraz niszczyli tereny aż do Kappadocji, Pessynuntu i Efezu. Emilian dowodzący oddziałami pannońskimi zachęcał, jak mógł, swych bojaźliwych żołnierzy, aby przeciwstawili się sukcesom wojowników barbarzyńskich; przypomniał także o godności Rzymian i nieoczekiwanie zaatakował znajdujących się na tamtych terenach barbarzyńców. Zabił wielu z nich oraz przeprowadził żołnierzy na ich ziemię i niespodziewanie zniszczył wszystko, co napotkał. Wbrew wszelkiemu oczekiwaniu wyzwolił terytoria rzymskie od barbarzyńskiego szaleństwa; został wybrany przez tamtejszych żołnierzy cesarzem [27.VII.253]. Jak podaje Orozjusz, na terytorium cesarstwa uderzyła koalicja lehicka ze wszystkich stron: Niespodziewanie zaczęły wylewać się ze wszystkich stron ogromne masy barbarzyńców, którzy za sprawą woli Boga cieszyli się wolnością. Germanie dotarli poprzez Alpy, Recję i znaczną część Italii aż do Rawenny. Alemannowie szli przez całą Galię, aż wkroczyli także do Italii. Grecja, Macedonia, Pont i Azja zostały przekreślone najazdem Gotów. Dacja za Dunajem stracona na zawsze. Kwadowie i Sarmaci pustoszyli Pannonię. Germanie zza Renu zawłaszczyli sobie Mezopotamię i najechali Syrię.

W 254 roku cesarz Walerian starał się uporządkować bieg wydarzeń. Scytowie porzucili swoje siedziby, a nadto Markomanowie niszczyli napadami ziemie sąsiadujące z cesarstwem rzymskim. Tessalonika znalazła się w najwyższym niebezpieczeństwie; z trudnością wyzwoliła się z oblężenia dzięki silnemu oporowi jej mieszkańców.

Po tym zwycięstwie, we wrześniu 254, Walerian zdając sobie sprawę z niebezpieczeństwa grożącego zewsząd państwu rzymskiemu wyznaczył syna, Galliena, na współrządcę. Ponieważ sytuacja układała się wszędzie niekorzystnie, sam wyruszył na Wschód, aby stawić czoło Persom, synowi zaś powierzył wojska stacjonujące w Europie polecając przeciwstawić się tymi siłami nadciągającym zewsząd barbarzyńcom. Kiedy Gallien zobaczył, że ludy germańskie są bardziej niebezpieczne od innych i niepokoją zbyt gwałtownie ludy celtyckie zamieszkujące okolice Renu, przeciwko tamtejszym wrogom wystąpił sam; przeciwko zaś tym, którzy pragnęli łupić ziemie sąsiadujące z Italią, Illyrią i Grecją, rozkazał walczyć dowódcom znajdujących się tam wojsk. Sam zaś strzegł, jak mógł, miejsc przepraw przez Ren, przeszkadzając w przejściu lub atakując przeprawiających się. Walcząc z przeważającym tłumem mniejszymi siłami znajdował się w trudnej sytuacji i postanowił zmniejszyć niebezpieczeństwo przez zawarcie przymierza z jednym z przywódców ludu germańskiego. W ten sposób powstrzymał pozostałych barbarzyńców od ciągłych przepraw przez Ren i przeciwstawił się atakującym.

W latach 253—255 Boranowie, Gotowie, Karpowie i Urgundowie — ludy te mieszkały w pobliżu Istru — nie zostawili w końcu żadnej części Italii czy też Illyrii niespustoszonej; niszczyli wszystko nie napotykając żadnego oporu. Boranowie próbowali również przeprawy do Azji i łatwo ją zrealizowali dzięki mieszkańcom Bosporu, którzy powodowani bardziej strachem niż rozsądkiem dostarczyli im okrętów, a także patronowali tej przeprawie. Jak długo Bosporanie mieli królów i władza przechodziła z ojca na syna, ze względu na przyjaźń z Rzymianami oraz pomyślny handel, a także dary przysyłane im każdego roku przez cesarzy, powstrzymywali Scytów od przeprawy do Azji. Kiedy jednak wygasł ród królewski, władzę objęli ludzie nie dbający o nią i niegodni; ponieważ bali się sami o siebie, otworzyli Scytom przejście do Azji przeprawiając ich własnymi statkami, które zabierali z powrotem i wracali do siebie.

W 255 roku Lehici toczyli walki, które opisuje Zosimos: Scytowie niszczyli wszystko, co napotkali. Mieszkańcy wybrzeży Pontu wycofali się w głąb lądu, w miejsca bardzo dobrze ufortyfikowane. Barbarzyńcy zaś najpierw zaatakowali Pityus, otoczony olbrzymimi murami i posiadający najbezpieczniejszy port. Sukezjan, który został wyznaczony na dowódcę stacjonujących tam wojsk, stawił opór wraz z tamtejszymi siłami oraz przepędził barbarzyńców. Scytowie w obawie, by nie dowiedziano się o tym i w innych warowniach i przyłączywszy się do żołnierzy w Pityusie nie wyniszczono ich doszczętnie, zabrali, ile się dało okrętów, i narażając się na wielkie niebezpieczeństwo powrócili do domu, utraciwszy wielu ze swoich w walce przeciw Pityusowi. Ludzie mieszkający nad Morzem Czarnym, ocaleni, jak już opowiedzieliśmy, dzięki strategii Sukezjana, mieli nadzieję, że Scytowie odepchnięci w sposób, o którym była mowa, już nigdy więcej nie podejmą przeprawy. Podczas gdy Walerian wezwał Sukezjana, wyznaczył go prefektem pretorianów i wraz z nim podjął decyzje dotyczące Antiochii oraz jej odbudowy, Scytowie znów przeprawili się zabrawszy statki od mieszkańców Bosporu. Statki przywłaszczyli sobie zamiast pozwolić właścicielom, jak dawniej, powrócić z nimi do domu i zarzucili kotwice niedaleko Fasis, gdzie wznosi się, jak powiadają, świątynia fazjańskiej Artemidy i pałac króla Aetesa. Bez powodzenia usiłowali zdobyć świątynię i ruszyli wprost na Pityus. Bardzo łatwo zdobyli twierdzę, pozbawili ją załogi oraz ruszyli naprzód. Ponieważ mieli dużo statków, używali do żeglowania jeńców wojennych umiejących wiosłować; prawie przez całe lato morze było spokojne, podpłynęli więc do Trapezuntu — miasta wielkiego i ludnego, które oprócz zwykle przebywających tam żołnierzy uzupełniło siły jeszcze o dziesięć tysięcy. Przystąpiwszy do oblężenia, nawet we śnie nie marzyli o zdobyciu miasta otoczonego podwójnymi murami. Zobaczyli jednak, że żołnierze oddani. gnuśności oraz pijaństwu nawet nie wchodzą na mur i nie omijają żadnej okazji do hulanek i uczt. Poukładali więc pod murem tam, gdzie był odstęp, drewno już wcześniej do tego przygotowane, po nim weszli nocą małymi grupkami i zdobyli miasto. Część żołnierzy wystraszyła się nagłym i niespodziewanym atakiem i uciekła z miasta przez inną bramę, a reszta została zabita przez wrogów. Po zdobyciu w ten sposób miasta barbarzyńcy zawładnęli nieprawdopodobną ilością bogactw i jeńców. Prawie wszyscy bowiem okoliczni mieszkańcy tam właśnie się zgromadzili, ponieważ było to miejsce dobrze obwarowane. Zniszczywszy świątynie, budowle i wszystko, co było piękne lub monumentalne, zdewastowali ponadto pozostałą część terytorium, po czym wraz z wielką ilością statków powrócili do domu. Kiedy Scytowie z sąsiednich terenów zobaczyli przywiezione przez nich bogactwo, chcieli podobnie działać i zaczęli przygotowywać statki. Pomagali przy ich budowie jeńcy, których mieli przy sobie, lub też po prostu ludzie, z którymi łączyły ich więzy handlowe. Nie zdecydowali się jednak na wyprawę podobną do zorganizowanej przez Boranów, ponieważ była długa, trudna i prowadziła przez tereny już wyniszczone. Scytowie zaczekali więc na zimę i pozostawiając Morze Czarne po lewej stronie, podczas gdy ich wojska piesze podążały w miarę możności wzdłuż brzegu, minęli po prawej stronie Ister, Tomi oraz Anchialos i dotarli aż do Jeziora Fileatyńskiego, które leży nad morzem na zachód od Bizancjum. Gdy dowiedzieli się, że tamtejsi rybacy ukryli się w trzęsawiskach nad jeziorem wraz ze swymi statkami, zawarli z nimi układ, załadowali piechotę i przeprawili się przez cieśninę dzielącą Bizancjum i Chalcedon. Chociaż straż, która znajdowała się w samym Chalcedonie i na terenie ciągnącym się aż do świątyni leżącej przy ujściu Pontu, przewyższyła siłą nacierających, część żołnierzy wycofała się, aby spotkać się rzekomo z wodzem wysłanym przez cesarza; innych zaś ogarnęło takie przerażenie, że na samą tylko wieść o wydarzeniach uciekli w popłochu. Dzięki takiemu obrotowi sprawy barbarzyńcy przeprawili się przez cieśninę, zdobyli Chalcedon nie napotykając żadnego oporu. zagarnęli bogactwa, broń i bardzo wielką ilość najrozmaitszego sprzętu. Wyruszyli następnie do Nikomedii — miasta wielkiego i zamożnego, bardzo znanego z powodu bogactwa i wszelkiego dostatku. Na samą wieść o ich przybyciu, mieszkańcy uciekli oraz zabrali ze sobą wszystko, co się dało, ze swego dobytku. Barbarzyńcy podziwiali mimo tego obfitość wszystkiego, co znaleźli, i okryli wszelką czcią i honorami Chryzogona, który od dawna zachęcał ich do wyprawy na Nikomedię. Następnie ruszyli na Niceę, Kios, Apameję i Prusę; również i tam postąpili podobnie, po czym skierowali się ku Kyzikos. Ponieważ jednak wody Ryndakos wezbrały znacznie na skutek niedawnych deszczów i nie mogli się przez nie przeprawić, zawrócili i podpalili Nikomedię, a także Niceę. Zdobycz załadowali na wozy i statki i zakończywszy drugą wyprawę myśleli już o powrocie do domu.

W 256 roku Kiedy tylko Walerian dowiedział się o wyda- rzeniach w Bitynii, nie miał odwagi zaufać żadnemu z wodzów, aby przeciwstawić się barbarzyńcom. Wysłał więc Feliksa do ochrony Bizancjum, a sam podążył z Antiochii aż do Kappadocji. Ograniczył się do zniszczenia miast, przez które przeszedł, po czym zawrócił.

Tymczasem król Gotów Wschodnich Kniw (Honul, Owid) W roku 257 po N.Chr. przybył w ziemie germańskie [lehickie] i stanął na rzece Wiśle, i zaczął grabić grody i wsie Germanów i Sławian, i brać od nich daninę.

W roku 258 nastąpiło wtargnięcie Scytów do Bitynii, gdzie najeźdźcy zniszczyli miasta, podpalając w końcu i pustosząc Astakum, zwane później Nikomedią.

W roku 259, gdy cesarz był zajęty walkami na Wschodzie, Wszystkie zaś ludy i rody scytyjskie zawarły porozumienie i zjednoczyły się; jedna ich część pustoszyła Illyrię i łupiła znajdują ce się tam miasta, druga zaś napadła na Italię i dotarła aż do Rzymu. Gallien, panując nad terenami z drugiej strony Alp, zajęty był walkami z Germanami. Senat widząc, że Rzym znalazł się w najwyższym niebezpieczeństwie, uzbroił znajdujących się tam żołnierzy, dał także broń najsilniejszym z ludu i tak zgromadził armię przewyższającą liczebnością barbarzyńców. Wrogowie wpadli z tego powodu w panikę i odeszli spod Rzymu, lecz zniszczyli całą Italię przez, że tak to określę, inwazję. Także sytuacja w Illyrii była bardzo trudna z powodu najazdu Scytów, a ziemie podległe imperium rzymskiemu chyliły się ku całkowitej ruinie. Wtedy spadła na miasta zaraza, jakiej nie było nigdy przedtem, i ukazała nieszczęścia spowodowane przez barbarzyńców jako mniejsze, dotkniętym chorobą dała uczucie zadowolenia, a zdobyte miasta zostawiła całkowicie pozbawione ludności. Zaniepokojony tym wszystkim Gallien powrócił do Rzymu, aby zająć się wojną, którą Scytowie wnieśli do Italii.

W 260 roku w Illyrii doszło do zabójstwa cesarza-uzurpatora Regalinusa za sprawą sławiańskich Roksolanów, o czym tak pisze Polion: Regalianus wielekroć dzielnie potykał się z Sarmatami, ale za sprawą Roksolanów i sprzysiężonych z nimi żołnierzy i on został zamordowany; do jego śmierci przyczynili się także mieszkańcy prowincji, którzy obawiali się, by Galienus nie dopuścił się tym razem jeszcze gorszych okrucieństw.

W późniejszych latach panowania Haldwiryka miały miejsca wielkie wyprawy wojenne, podczas których grupy lehickie zajęły wielkie obszary. I tak, w 262 Germanie doszli do samej Rawenny., w 263 Alamanni, spustoszywszy Galię, przeszli do Włoch. Grecja, Macedonia, Pont, Azja zostały spustoszone przez Gotów. Kwadowie i Sarmaci zajęli Pannonię., Scytowie stanowiący część Gotów pustoszyli Azję. Zrabowano także i spalono świątynię Diany w Efezie; budowla ta była sławna wśród wszystkich ludów. Jednak W tym samym czasie w Azji Scytowie, pokonani dzięki męstwu i dowództwu wodzów rzymskich, wycofali się do granic własnego państwa.

W 264 Germanie, zawładnąwszy Hiszpanią, wzięli szturmem Tarrakon. Partowie, władający Mezopotamią, napadli na Syrię. W tym samym roku Scytowie wtargnęli do Kapadocji. Pomimo zdobycia kilku miast, wobec długo i ze zmiennym szczęściem prowadzonej wojny wycofali się do Bitynii.

W 265 Germanie spustoszyli Włochy, a Alamani — Galię i Włochy., a Kiedy Odenatus zajęty był wojną z Persami, a Galienus — jak to było jego zwyczajem — poświęcał czas na największe błahostki, Scytowie zbudowawszy okręty, dotarli do Heraklei i unosząc łupy powrócili stamtąd do swojego kraju, chociaż wielu z nich zginęło na skutek rozbicia się okrętów lub uległo w walce na morzu.

W 266 Grecja, Macedonia, Pont i Azja zostały zdewastowane przez Gotów..

W 267 roku w lehickiej koalicji uczestniczyły różne ludy: Wreszcie różne ludy Scytów, Peukowie, Greutungowie, Ostrogoci, Terwingowie, Visi, Gepidzi, Celtowie, a także Herulowie, z żądzy łupu wpadli w ziemię rzymską i tam spustoszyli wielki obszar. Tej wyprawie przewodził Kniw: w roku 267 od N.Chr. poszedł [Kniw] na Greków, na ich miasto Ateny, razem z Herulamu i Gotami, i Rosomonami, i prawie nie zdobył tego miasta, i wielkie daniny nałożył na Greków.

W roku 268 Podczas gdy Scytowie w straszny sposób pustoszyli Grecję i zdobyli Ateny, a nawet zajmowali już Trację, Gallien ruszył do walki przeciw nim. (…) Kiedy tak układały się wydarzenia na Wschodzie, Gallienowi kontynuującemu wojnę przeciwko Scytom donoszą, że Aureolus, dowódca całej konnicy, któremu rozkazano w Mediolanie powstrzymać Postumusa od wkroczenia do Italii, rozpoczął bunt i pragnie zagarnąć dla siebie najwyższą władzę. Zaniepokojony tą wieścią Gallien wyruszył natychmiast do Italii przekazawszy dowództwo w walce przeciw Scytom Markianowi, mężowi dobrze obeznanemu z rzemiosłem wojennym. Podczas gdy prowadził on walki z sukcesem.

Potem Scytowie płynąc przez Morze Czarne dotarli do Dunaju i wyrządzili wiele szkód na terytorium rzymskim. Na wieść o tym Galienus powierzył odnowienie i umocnienie miast Bizantyjczykom, Kleodamowi i Atenajosowi; walki toczyły się koło Pontu, gdzie wodzowie bizantyjscy pokonali barbarzyńców. Także Gotowie pokonani zostali na morzu przez wodza Weneriana, chociaż on sam zginął śmiercią żołnierską. Potem Gotowie spustoszyli Cyzyk i Azję, a następnie całą Achaję; zwyciężyli ich Ateńczycy pod dowództwem Deksippusa, historyka tych czasów. Wypędzeni stad błąkali się Gotowie po Epirze, Macedonii i Beocji. Tymczasem Galienus zaniepokojony trochę niepowodzeniami, jakie spadały na państwo, zaatakował ich, gdy błąkali się po Ilirykum i dzięki przypadkowi wielu z nich wymordował. Na wiadomość o tym Scytowie sporządzili obwarowanie z wozów i usiłowali uciec przez górę Gessaces. Wówczas to Marcjanus wszystkich Scytów w walkach prowadzonych ze zmiennym szczęściem … co wszystkich Scytów skłoniło do wznowienia wojny. Po zwycięstwie Trajan […] Świętował triumf nad Dakami i Scytami, ukrócił Iberów i Sauromatów, Osroenów, Arabów, Bosforan, Kolchów po tym, jak zwrócili się ku zaciekłości.

W tym też czasie, tj. na początku 268 roku pozostali przy życiu Scytowie, zachęceni poprzednimi wypadami, wzięli ze sobą Herulów, Peuków i Gotów oraz zgromadzili się koło rzeki Tyras, która wpada do Morza Czarnego. Zbudowali sześć tysięcy statków i załadowali na nie trzysta dwadzieścia tysięcy osób, przeprawili się przez Pont i zaatakowali ufortyfikowane miasto Tomi; zostali jednak odparci. Ruszyli dalej na Marcjanopolis, miasto w Mezji; gdy nie udał im się atak, popłynęli dalej mając wiatr od rufy. Kiedy dotarli do cieśniny Propontydy, wiele statków nie mogło wytrzymać szybkości prądu: uderzały o siebie, a ich kadłuby niesione były bez żadnego ładu. Sternicy zarzucali więc kotwice, wskutek czego jedne tonęły wraz z załogą, inne zaś bez załogi osiadały na mieliźnie; zginęło bardzo dużo ludzi oraz statków. Z tego powodu barbarzyńcy wycofali się z cieśniny Propontydy i popłynęli w stronę Kyzikos. Oddalili się bez żadnego sukcesu, przepłynęli przez Hellespont i dotarli aż do góry Atos. Po dokonaniu tam przeglądu statków oblegali Kassandreję i Tessalonikę. Podsunęli machiny oblężnicze do murów i o mało co ich nie zdobyli. Kiedy jednak do- wiedzieli się, że zbliża się cesarz, odeszli w głąb lądu i pustoszyli ziemie wokół Doberos i Pelagonii. Tam stracili w starciu z konnicą Dalmatów trzy tysiące żołnierzy; pozostali zaś walczyli z siłami, które były z cesarzem. W czasie walki z obu stron zginęło wielu, Rzymianie zaś zostali zmuszeni do ucieczki; potem jednak napadli niespodziewanie na barbarzyńców na drogach nie do przebycia i zabili ich pięćdziesiąt tysięcy. Część Scytów przepłynęła do Tessalii oraz Grecji i niszczyła tamte okolice; nie zdołała jednak zaatakować miast — wcześniej się zatroszczono, aby je obwarować murami oraz zachować wszelkie środki ostrożności — Scytowie zabrali więc wszystkich, których znaleźli na polach.

W latach 269—270 część Lehitów-Scytów najechała okolice Tesalonik i tam się osiedliła: Za panowania cesarza Klaudiusza pozostali spośród Scytów, którzy chlubili się wcześniejszymi napadami za czasów Galliena Młodszego, ściągnęli do siebie Herulów, Peukestów i Gotów, zgromadzili się nad rzeką Tyrannos (Tyras?) i dotarli do Morza Czarnego. Następnie zbudowali sobie 900 łodzi (ploia) i załadowawszy na nie 320 tysięcy ludzi przepłynęli przez Morze Czarne, a gdy dotarli do miasta Tomis, tam się zatrzymali, podobnie też w Markianoupolis. Gdy zaś osiągnęli cieśninę Propontydy, łodzie pod wpływem nurtu rozbijały się jedna o drugą i unosiły się bez żadnego ładu, gdyż kierujący nimi stracili panowanie nad sterami, i tak jedne zatonęły z załogami, inne bez ludzi osiadły na mieliźnie. Wielu z nich zginęło a ci którzy ocaleli płynęli do Kyzikos; ponieważ zostali zaniesieni aż do Athosu wykorzystali swoje łodzie i przystąpili do oblegania Kassandrei i Tesaloniki. Kiedy zaś odstąpili wkroczyli na ląd ograbili całą okolicę, a na niektórych terenach dokonali całkowitego zniszczenia. Ci zaś którzy ocaleli zostali włączeni do Romajów i zajmowali się pracą na roli.

Alberich, syn Thenericiusa, jedenasty król w państwie. Diomedea, jego małżonka, z królewskiego rodu Sarmacji, która teraz jest Polską. Schweriner Bilderhandschrift 1526.

Te wydarzenia krótko opisuje kronika moskiewska: Roku 269 za cesarza Klaudiusza, mijając Bizancjum, splądrowali Chalcedon, Nikodemie, Niceę i inne miasta. Następnie, według Suidasa, Herulowie, Peucowie i Goci dołączyli do 320 000 Scytów nad rzeką Tyra, z 900 statkami przybyli do Pontu i początkowo próbowali zdobyć miasto Tomen i Marcionavibus, po wpłynięciu do pobliskiej cieśniny Propontidus, ich statki rozbiły się o skały i większa ich część zginęła. Pozostali zaś, dopłynąwszy do Cizycum i otoczywszy górę Atos na łodziach zastępczych, daremnie oblegali Cassandrię i Tesaloniki. Stąd odpłynęli na Morze Śródziemne, wszyscy rozproszyli się i zginęli na różne sposoby. Ci, którzy przeżyli, dołączyli do Rzymian i zajęli się rolnictwem.

Polion podaje: Tak więc różne ludy Scytów, Peucynowie, Greutyngowie, Austrogotowie, Terwingowie, Wizowie, Gepedowie, a także Celtowie i Erulowie wiedzeni żądzą łupów wtargnęli na terytorium Rzymu i dokonali wielu spustoszeń. Klaudiusz zajęty był wówczas innymi sprawami i, jak przystało na wodza, przygotowywał się do tej wojny, którą ostatecznie zakończył, tak iż wydawało się, że czyn dobrego cesarza opóźnił przeznaczenie Rzymu; ja sądzę, że dzięki temu wzrosła również sława Klaudiusza, a zwycięstwo jego stało się jeszcze sławniejsze na całym świecie. Było wtedy trzysta dwadzieścia tysięcy zbrojnych.

Następnie w 270 W tym samym czasie Scytowie dotarli także w pobliże Krety i usiłowali spustoszyć Cypr; pokonano ich jednak, ponieważ wojsku wszędzie jednakowo dokuczała zaraza. W tym samym roku Aurelian pobił Sarmatów: W Ilirykum sam z trzystuosobową załogą pokonał wdzierających się Sarmatów. Kronikarz czasów cesarstwa Teokliusz opowiada, że w czasie wojny z Sarmatami Aurelian własnoręcznie zamordował jednego dnia czterdziestu ośmiu ludzi, a w ciągu wielu innych dni ponad dziewięciuset pięćdziesięciu, tak że nawet chłopcy układali na jego cześć piosenki i tańce wojenne, które wykonywali w czasie świąt: ‘Tysiąc, tysiąc, tysiąc ludzi pozbawiłem życia. Ja, jeden człowiek, pozbawiłem życia tysiąc ludzi. Ten, kto zabił tysiąc ludzi, niech wypije tysiąc pucharów. Nikt nie ma tyle wina, ile krwi przelał ten człowiek.’., Aurelian prowadził również zacięte walki przeciw Swebom i Sarmatom i odniósł wspaniałe zwycięstwo.

Zosimos tak opisuje te walki: Podczas gdy Scytowie posuwali się dalej, a za nimi Rzymianie, barbarzyńcy żeglowali wokół Krety i Rodos, po czym zawrócili nie uczyniwszy nic godnego uwagi. Kiedy ich wszystkich dotknęła zaraza, jedni zginęli w Tracji. inni zaś w Macedonii. (…) Aurelian zaś umocniwszy władzę opuścił Rzym i udał się do Akwilei. Stamtąd skierował się ku prowincjom Pannonii, gdy dowiedział się, że mają zaatakować je Scytowie. Wysłał zatem zwiadowców, aby rozgłaszali, że do miast sprowadza się zboże, zwierzęta i wszystko, cokolwiek mogłoby przydać się wrogom. Zamierzał w ten sposób jeszcze bardziej zwiększyć głód, który w nich panował. Barbarzyńcy przeprawili się przez rzekę i w Pannonii rozpoczęła się bitwa, która została nie rozegrana. To noc, która nadeszła, uczyniła dla obu stron tę bitwę nie rozstrzygniętą. W nocy barbarzyńcy przekroczyli rzekę, a wraz z nastaniem dnia wysłali posłów w sprawie zawarcia przymierza.

O tych walkach pisze Bogusławski, przypisując je Wandalom, co potwierdza iż byli oni jednym ludem: Zaraz po wstąpieniu na tron, Aurelian musiał wystąpić przeciw Wandalom, którzy wtargnęli do Panonii. Przybywszy tutaj, cesarz rozkazał panońskim narodom, zapasy zboża i bydła, zgromadzić po miastach, aby barbarzyńców pozbawić żywności i ich ogłodzić. Aurelian ‘oswobodziciel Iliryi’ orężem pokonał Wandalów i zmusił ich do pokoju. Obaj ich królowie (βασιλεις) i inni naczelnicy (αρχοντες) dali synów własnych jako zakładników. Prócz tego zobowiązali. się dostarczać Rzymianom 2000 jazdy posiłkowej. Wandale opuścili Panonię. Wyniosły się za Dunaj i resztki barbarzyńców, jakie po klęsce pod Niszem, dopuszczały się jeszcze gwałtów w Mezyi i Tracyi, a nawet w samej Dacyi.

W roku 273 cesarz Kaudiusz […] Pokonał Gotów, którzy pustoszyli Illyrię i Macedonię.

W roku 274 cesarz Aureliusz Gottow wiele poraził/ Słowaki/ Sarmaty/ Wałachy/ Bohemy/ Francuzy/ y wiele inych ku państwu Rzymskiemu przyciągnął/ a sam iednego czasu swą ręką (iako piszą) czterdzieśći y ośḿ Illirykow to iest Słowakow zabił siekierą.

Jednak w tym samym roku Rzymianie wycofali się za Dunaj, i Po ustąpieniu Rzymian z za Dunaju, Dacyę, dotąd będącą w ich posiadaniu, zajęli Sarmaci. W ten sposób dostaje się pod ich panowanie cały kraj na wschód Cisy, Siedmiogród i Banat. Od tego czasu na ludność tych krajów zaczyna przechodzić nazwa Sarmatów. Getowie, przez których ziemię Marosz płynął i niby do Dunaju wpadał 288, jak kiedyś mówiono, czyli Dakowie, z czasem nazywać się będą Sarmatami. Resztę Dacyi trzymali Karpowie i Goci.

W 276 roku, za panowania cesarza Tacyta Scytowie przeprawili się przez Morze Meockie oraz spiesznie przeszli przez ziemie od Morza Czarnego aż do Cylicji. Tacyt wyruszył im naprzeciw i osobiście prowadząc walkę pokonał ich; resztę pozostawił Florianowi mianowanemu prefektem pretorianów, a sam podążył do Europy. I tam zginął wskutek spisku.

W lecie tego roku Florian przybył do Tarsu i postanowił stanąć tam obozem po odniesieniu połowicznego zwycięstwa nad Scytami mieszkającymi nad Bosforem; pozwolił dzięki temu powrócić bezpiecznie do domu tym, którzy zostali otoczeni.

W 277 roku cesarz Probus musiał stawić czoło Lehitom dowodzonym przez księcia Semnona: Na początku jego panowania Logioni [Λογιωνες, tj. Lehici], lud sarmacki, pod wodzą Semnona [Σεμνωνα], napadli 277 roku prawdopodobnie przez Dunaj na Panonię. Probus pobił Logionów i wziął do niewoli samego Semnona, wraz z jego synem. Musieli oni wydać cesarzowi wszystkich, jeńców, oddać mu łup cały i zawrzeć pokój, po czem Semno i syn jego odzyskali wolność. Były zwyciężone i inne ludy, mianowicie, Goci Greutungowie, Gepidi, Burgundowie i Wandale [Βανδιλοι]. Wziętych do niewoli Gepidów, Greutungów i Wandalów usiłował Probus osiedlić na ziemi rzymskiej, lecz ci wkrótce ją porzucili i uciekli.

Te walki opisują rzymscy kronikarze: Probus walczył z Burgundami i Wandalami […] Kiedy wojska dotarły na przeciwległe brzegi rzeki, Rzymianie wezwali barbarzyńców z tamtego brzegu do walki, zachęcali ich do tego czasu, aż większość z nich się przeprawiła. Gdy żołnierze stanęli naprzeciw siebie, niektórzy z barbarzyńców zostali zabici, a inni pojmani przez Rzymian. Ich śmierć wróżyła pokój, przynosząc Rzymianom wieść, że barbarzyńcy zgodzą się na wszelkie warunki. Ale mimo, że mieli gwarancję spełnienia ich warunków, nikt z Germanów się nie poddał. Cesarz był wściekły i prawie zniszczył wrogów atakując ich podczas odwrotu. Wielu zostało zabitych, w tym ich wódz Igill. Inni zostali wzięci do niewoli. Tam W Ilirii [Probus] rozgromił Sarmatów i inne tamtejsze ludy, odbierając im niemal bez wojny wszystko, co zrabowali.

Również Zosimos opisuje te walki: Gdy [Probus] musiał przyjść z pomocą miastom w Germanii niepokojonym przez barbarzyńców, którzy znajdowali się nad Renem, udał się sam w kierunku rzeki. Rozpoczęła się wojna; wszędzie w tych okolicach pojawił się głód; gdy zaczął padać ulewny deszcz, przygniótł swymi kroplami również zboże do tego stopnia, że w niektórych miejscach samo się kładło. Wszyscy przerazili się tym niespodziewanym zjawiskiem; na początku nie mieli odwagi zaspokajać głodu tym zbożem, ale potrzeba stała się silniejsza od strachu; piekli chleb, dzielili się nim i tak odsunęli widmo głodu, a dzięki pomyślnemu losowi, który sprzyjał władcy, łatwo zwyciężyli w wojnie. Odniósł on bez większego trudu zwycięstwa także w innych walkach; stoczył ciężkie bitwy — najpierw przeciwko Longionom [Lehitom], germańskiemu plemieniu; pokonał ich i wziął żywcem do niewoli wodza Semnona wraz z synem, następnie przyjął błagalników; odzyskawszy jeńców i wszystkie lupy wojenne, jakie mieli, puścił ich wolno zgodnie z zawartymi układami; oddał także Semnona z synem.

W roku 279 Probus walczył z Burgundami oraz Wandalami. Widząc, że jego siły się zmniejszają, postanowił zwabić część wrogów i stoczyć z nimi bitwę. Los sprzyjał zamiarowi cesarza: ponieważ armie znajdowały się z dwóch stron rzeki Ligys [łac. Licca, tj. Lech], Rzymianie pobudzali do walki barbarzyńców znajdujących się po przeciwnej stronie; oni, zirytowani takim postępowaniem, zaczęli się przeprawiać, jak tylko mogli. Podczas starcia obu wojsk część barbarzyńców poległa, reszta zaś wpadła żywcem w ręce Rzymian. Pozostali prosili o zawarcie przymierza, zgodnie z którym mieli zwrócić łupy i jeńców wziętych do niewoli; kiedy jednak układ doszedł do skutku, nie oddali wszystkiego. Cesarz oburzony tym postępowaniem uderzył na wycofujących się i ukarał sprawiedliwie: pozabijał ich, a wodza Igillusa wziął do niewoli. Wysłał do Brytanii wszystkich, których zdołał pojmać.

W 280 roku cesarz Probus pokonał Sarmatów: Roku 280 cesarz Probus po raz pierwszy pokonał w bitwie Sarmatów, Bastarnów i innych Barbarzyńców, którzy wtargnęli do Illiriku, a niedługo potem przesiedlił 100 000 z nich na rzymskie ziemie. Dalej tak świadczą Żywoty Augustów: Po zawarciu pokoju z Persami powrócił Probus do Tracji i osiedlił na ziemi rzymskiej sto tysięcy Bastarnów; wszyscy oni dochowali mu wierności. Kiedy jednak przesiedlił tam równocześnie wielu mieszkańców z innych szczepów, to jest Gepedów, Greutungów i Wandalów, ci złamali wiarę, a ponieważ Probus zajęty był walką z pretendentami do władzy, grasowali na lądzie i na okrętach niemal po całym świecie; niemało też szkody przynieśli sławie Rzymu. Probus ujarzmił ich w różnych okresach czasu, odnosząc nad nimi rozmaite zwycięstwa; nieliczni wrócili do domu, wsławiwszy się tym, że uszli z jego rąk. Takich czynów dokonał Probus, jeśli chodzi o barbarzyńców.

W tym czasie cesarz-uzurpator Prokulus zhańbił uprowadzone Lehitki, czym chwalił się w liście: Prokulus pozdrawia krewnego Mecjana. Z Sarmacji zabrałem sto dziewcząt. W ciągu każdej nocy miałem stosunek z dziesięcioma. Wszystkie, o ile zdołałem, uczyniłem kobietami w ciągu piętnastu dni.

W 281 roku Probus Odbył tryumf nad Germanami i Blemmiami; przed orszakiem tryumfalnym prowadził oddziały żołnierzy wszystkich ludów, każdy w liczbie około pięćdziesięciu ludzi. W cyrku urządził wspaniałe polowanie, a lud zabrał wszystkie zwierzęta. (…) Wypuszczono też trzydzieści par gladiatorów; wśród nich walczyli liczni Blemmiowie, których prowadzono w czasie tryumfu, wielu Germanów i Sarmatów, a także niektórzy rozbójnicy isauryjscy.

W 282 Karus (…) natychmiast, kiedy objął władzę, w umiejętny sposób rozdzielając działania wojenne pokonał Sarmatów, tak dalece rozzuchwalonych śmiercią Probusa, że grozili, iż wkroczą nie tylko do Ilirii, lecz także do Tracji i Italii; w ciągu bardzo niewielu dni zapewnił bezpieczeństwo Panoniom wymordowawszy szesnaście tysięcy Sarmatów i wziąwszy do niewoli dwadzieścia tysięcy kobiet i mężczyzn.

W roku 287 Partowie spustoszyli Syrię i Cilicię, Germanie i Alanowie, zgrabiwszy Galię, doszli do Rawenny, Goci spustoszyli Grecję, Kwadowie i Sarmaci wtargnęli do Panonii, Germanie ponownie zajęli Hiszpanię.

W roku 289 i 292 Rzymianie wygrali bitwy z Lehitami i wzięli jeńców: Pokonano także Sarmatów, a niezwykle obfita liczba jeńców została rozdzielona pomiędzy wojskowe garnizony rzymskie stacjonujące na granicy.

Pod koniec swego panowania Haldwiryk pokonał zbuntowanych Pomorzan i walczył z Duńczykami, co opisuje Bielski: gdy mieli prześladowanie z Duńskiego Krolestwa, od łotrow Piratow morskieh, pokusili sie o nie napierwey wodą, acz takiey sprawy ieszeze nie kosztowali, fortuna im posłużyla, iż nieprzyiaciele, szkodniki swe, porazili. A gdy sie zzwyczaili, zbudowali okręty wielkie, puścili sie ku brzegom Duńskim, opanowali Rugią, Emeryą, Feonią, y Selandyą, gdzie dziś głowa Krolestwa Duńskiego, y wiele miast pozakladali, na tych wyspach, gdzie y dziś brzegi Słowieńskiemi zowią ich Kroniki. Także zzwyczaili sie na morze ieździć y walczyć, gdzie czasem im, czasem nieprzyiacielom ich szczeście służyło, iako to bywa. A gdy potym zbytnia śmiałość wzięli, puścili sie z małym Iudem daleko w Duńskie Krolestwo: Sywardus Krol Duński zebrawszy sie z Iudem wielkim, zawarł ie na morzu, y przymusił uciekać na wyspy, gdzie y na wyspach długo sie biii. Naostatek przemożeni Słowacy od wielkości ludzi. Był pocieszon nieprzyiaciel z tego swego zwycięstwa: umyslił mocą, wszystką iechać, dobywać szkod swoich pierwszych. Saxo podaje, że ta walka miała miejsce na Jutlandii, gdzie odniósł on zwycięstwo w bitwie przeciw słowiańskiemu pospólstwu, które odważyło sie podjąć walkę nie mając żadnego wodza, i zwycięstwo to przydało mu tak wiele chwały, co jego ucieczka przyniosła wstydu.

WIZYMIER 292—340

Kolejnym królem został Wizymier [Visimarus, Wisimarus]. Żelizo podaje, że Wizymier pierwotnie nosił imię Libussa. Nosił on tytuł króla Herulów [Werlerów] lub Obotrytów, Wandalów lub Henetów, Megapolensów i Wagrów.

Jego żoną była Amalasunta [Amalasuntha, Himmelschöne (tj. Niebiańska piękność)], córka króla Saksonii. Jego żonę niektórzy nazywają Anna Lasunta, po niemiecku Himmelschone lub Himmelsote., czyli Niebiańskie piękno.

Visimarus, syn króla Albericha, dwunasty król w państwie. Amalasunta, jego małżonka, córka saskiego króla. Schweriner Bilderhandschrift 1526.
Visimarvs, Pantaleone H. „Prosopographiae herorvm atqve illvsyrivm virorvm totivs Germaniæ, Pars Prima”, Bazylea 1565., str. 134.

Na początku swego panowania ruszył przeciw Dani, Syward został pokonany w bitwie na Fionii. Walczył on przeciw nim kilkakrotnie na Jutlandii, lecz zawsze miał pecha, i skończyło się tak, że po tym jak utracił Skanię i Jutlandię, zachował tylko środkową część królestwa. Bielski opisuje przebieg tej walki: zbudował okręty wielkie, tak iż ieden z nich nosił tysiąc łodzi: ciągnął przeciwko Krolowi Duńskiemu Sywardowi. Sywardus Krol Duński zląkł sie wielkości okrętow, iednak zastanowiwszy sie upominał swoieh ludzi, aby pamietali na swe szkody, ktore od Polakow mieli, a gardł swoich nie litowali, mszcząc sie nad nimi krzywd swych. Także Visimirus upominał swoie. Potym wsiadwszy w łodzie, potkali sie mężnie, zwyciezył Polak, uciekł Duńczyk w lekkiey łodzi, co zowią Triremis. Vissimirus wział Krolewski okręt, aczkolwiek go dobrze broniono: tam wiele okrętow z ludźmi pobrano, y drugie potopiono. Na tym ieszeze nieprzestał Vissimirus, umyślił gonić Krola Duńskiego, rozdzieliwszy woyska na troie: iedno do Daniey, drugie do Skaniey, a z trzecim sie sam puscii do Juciey. Wielkie strachy były na morzu dla tak wielkiego ludu, tak iż sie miasta wszedzie poddawały dobrowolnie: a drugie przez moc musiały.

Po pewnym czasie Zebrał sie znowu Krol Duński ziemią, ale porażon, aż musiał uciekać. A w ten czas poymano syna iego Jameryka, ze dwiema siostrami: ktore potym przedano: iedną Norwańczykom, a drugą Hormanom, […] Bacząc Duński iż zwyciężon, prosił łaski, postępuiąc hołd. Vissimirus iako Pan swobodny a miiosierny, uczynił wszystko dla niego, wrocił mu со pobrał, у ziednał sie znim: zostawiwszy sobie brzegi morskie wolne, na ktorych miasta zakładał: iako WWismayą miasto zacne, od swego imienia, Lubek, Gdańsk, Dantzigk rzeczone […] Uczyniwszy sobie pokoy z Krolem Duńskim Visimir, Jameryka syna iego w zakładzie wziął: także był kilka lat spokoiem: Sywardus trybut dawał.

Pobyt Jameryka w niewoli i jego ucieczkę opisuje Saxo: W międzyczasie Jarmerik był trzymany wraz ze swym rówieśnikiem i mlecznym bratem Gunnem w więzieniu przez słowiańskiego króla Ismara. W końcu zabrano go z więzienia i umieszczono w gospodarstwie, gdzie musiał pracować na roli. Ze względu na zdolności, jakie okazywał wykonując swoją pracę, został on nadzorcą królewskich niewolników. Gdy również i te zadania wykonywał on z największą akuratnością, został on przyjęty do królewskiej drużyny, a gdy wtedy z dworską godnością ujawnił swe nadzwyczajne talenty, został on wkrótce jednym z przyjaciół króla i jego najbardziej zaufanym, i swoimi zasługami zaszedł on w ten sposób stopień po stopniu od najniższego stanu do samych szczytów godności. By nie spędzić swej młodości w otępieniu i lenistwie ćwiczył się w wojennym rzemiośle i pracowicie rozwijał te dary, jakimi obdarzyła go natura. Wszyscy lubili Jarmerika, jedynie królowa nie darzyła go zaufaniem. Nagle nadeszła wieść o śmierci królewskiego brata. Ismar pragnął wyprawić mu najwspanialszy pochówek, i żeby podnieść prestiż pogrzebu polecił on przygotować przyjęcie z królewską rozrzutnością. Jarmerik, któremu dodatkowo powierzona została opieka nad gospodarstwem razem z królową, zaczął w międzyczasie rozglądać się za możliwością ucieczki, czemu ta okoliczność, że króla nie było na miejscu, wydawała się dawać okazję. Był mianowicie świadomy tego, że mimo iż żył otoczony blaskiem i przepychem, pozostawał on tylko nędznym niewolnikiem króla i korzystał z łaski i innych dobroczynności. Dlatego uważał, że choć cieszył się największym szacunkiem króla, wolność była ponad wszelkie wspaniałości i palił się z pożądania ujrzenia swej ojczyzny oraz swych krewnych. Lecz wiedząc, że królowa zadbała o właściwe straże, tak by żaden z więźniów nie mógł zbiec, starał się podstępem uzyskać to, czego nie mógł zdobyć siłą. Wziął tedy zrobioną na wzór człowieka plecionkę z wikliny, jaką chłopi mają w zwyczaju używać do odstraszania ptaków od ziarna, wsadził żywego psa do niej i zdjąwszy ubranie z siebie ubrał stracha w nie, by ten jeszcze bardziej przypominał człowieka. Następnie włamał się do królewskiego skarbca, wziął z niego pieniądze i ukrył je w miejscach, które tylko on znał. W międzyczasie Gunn, któremu powierzył zadanie ukrycia swej nieobecności, zaniósł stracha do dworu i zmusił psa do ujadania, a gdy królowa zapytała, co tam się działo, odpowiedział, że to Jarmerik, któremu umysł się pomieszał i głośno hałasował. Gdy zobaczyła ona tę przypominającą człowieka plecionkę, dała się ona nabrać na podobieństwo i poleciła, by wariata wyrzucić z domu. Gunn podźwigał plecionkę na zewnątrz i położył ją na legowisko, tak jakby to był jego towarzysz broni, co się wściekł. Gdy zbliżała się noc, zabawiał wartowników i zaopatrzył ich solidnie w jedzenie i picie, a gdy spali, odciął on ich głowy i położył pomiędzy ich nogami, by uczynić ich śmierć jeszcze bardziej hańbiącą. Hałas obudził królową i pobiegła ona do drzwi, ciekawa by się dowiedzieć, jaka była tego przyczyna, a gdy nieostrożnie wysunęła głowę na zewnątrz, przebił ją Gunn swoim mieczem, zanim się mogła zorientować. Gdy poczuła swą śmiertelną ranę, osunęła się powoli, spojrzała na swego zabójcę i powiedziała: „Jeżeli będzie mi pozwolone zachować życie i zdrowie, żadna sztuczka nie pomoże ci wymknąć się z kraju bez kary”, i wiele takich gróźb poczyniła ona wobec swego zabójcy, zanim zmarła. Następnie Jarmerik razem z Gunnem, jego kompanem przy wielu sławnych dokonaniach, podłożył skrycie ogień pod namiotem, gdzie król przyjęciem czcił pogrzeb brata i wszyscy leżeli powaleni z pijaństwa. Gdy płomienie ogarnęły wszystko wokół, otrząsnęli się niektórzy z upojenia, dosiedli koni i ruszyli za sprawcami pożaru, jako że widzieli, kim oni byli. Lecz ci dwaj młodzieńcy uciekli najpierw na koniach, które wzięli, a na koniec, gdy długa jazda wyczerpała zwierzęta, uciekali dalej na piechotę. Gdy pogoń niemal ich dosięgła, stała się rzeka, do której dotarli, ich wybawieniem. Był tam mianowicie most ponad nią i by opóźnić pościg przerąbali oni jego deski do połowy, zanim nim przeszli, tak, że nie tylko ten nie mógł utrzymać żadnego ciężaru, lecz prawie się zawalał. Gdy przeszli na drugą stronę, ukryli się starannie w ciemnym wąwozie. Słowianie, którzy ich gonili, nie zauważyli niebezpieczeństwa, które im groziło, lecz wjechali nieostrożnie na most i gdy deski zawaliły się pod ciężarem koni, wpadli oni do rzeki. Gdy płynęli oni do brzegu, napotkali Gunna i Jarmerika, i albo utonęli, albo zostali zabici. Tak nadzwyczajnym pomysłem ci dwaj młodzieńcy dokonali czynu jakby nie byli zbiegłymi niewolnikami, lecz dojrzałymi, mądrymi mężami, czynu, który był większy, niż można się było spodziewać po ich wieku, i wykonali szczęśliwie ich mądrze wymyślony plan. Gdy dotarli nad brzeg morza, wzięli łódź, na którą przypadkowo trafili, i pożeglowali nią na głębokie wody. Gdy barbarzyńcy, którzy ścigali ich, zobaczyli ich żeglujących, przywoływali ich z powrotem, wykrzykując do nich obietnice, że zostaną królami, bowiem pradawnym zwyczajem temu, który zabił króla, przypadała sukcesja tronu. Podczas gdy oni uciekali, ogłuszali ich Słowianie nieprzerwanie wykrzykując za nimi swe podstępne obietnice.

Tymczasem Syward wzburzył zasię Danią y Szwecyą przeciw Polakom: a zawżdy porażon. Wtedy Jarmeryk z potężnem na Wizymira wyszedł woyskiem, ostatni raz od niego krwawą w Skanii zaszłą, porażony był batalią, gdzie sam król Syward trupem na placu poległ, a zaś Jarmeryk nieszczęśliwy ledwie ucieczką życie salwował. Zwyciężywszy Duńczyków Wizymier […] na kazał im sobie pogłówne płacić, i aby długie na głowach włosy niewiast obyczaiem na znak nie męskiego serca, które pod czas tey okazali utarczki, odtąd na zawsze nosili; czego tak dokazawszy uczynił z Duńczykami pokóy. […] A ponieważ zaś uskoczył był pod ten czas Jarmeryk, a toż Wizymir iako łaskawy Pan kazał im sobie innego obrać króla, i obrali natychmiast niejakiego Butla słusznego wielce i walecznego męża; ale ten niedługo panując za odeyściem Wizymira z Danii.

O panowaniu Butla tak pisze Saxo: W tym czasie panował Budle, brat Sivarda, jako regent nad Duńczykami, lecz gdy Jarmerik powrócił do domu, zmusili oni go do przekazania mu królestwa, tak że z króla stał się on poddanym. Jameryk trybut Polskim Monarchom dawał. A na ten czas też naszy przodkowie Saską ziemię y Pomorską, y Margrabstwa trzymali.

W roku 294 zaczęła się wojna z Sarmatami, która była następstwem poprzednich napadów tego ludu na posiadłości rzymskie. Rzymianie wkroczyli 294 roku do samej Sarmacyi i założyli tam dwa obozy, po lewej stronie Dunaju, jeden naprzeciwko miasta Acinco (Buda, Alt Ofen), drugi naprzeciwko Bononii (Bonostor). Wojna dla Rzymian była pomyślna. Sarmatów zwyciężono.

W 304 przeciw Lehitom walczył późniejszy cesarz Konstantyn Wielki: [Konstantyn] podczas wojny z Sarmatami, będąc młodym jeźdźcem, przyprowadził do nóg cesarza Galeriusza pojmanego [w boju] dzikiego barbarzyńcę, trzymając go za włosy. Później, wysłany przez Galeriusza, przeprawiając się na swoim koniu przez bagna, utorował pozostałym [żołnierzom] drogę do Sarmatów; kiedy wielu z tych [barbarzyńców] zostało pokonanych, przyniósł Galeriuszowi zwycięstwo.

W 311 roku towarzyszył Konstantynowi Wielkiemu w wyprawie do Brytanii, o czym informuje Ekkehard, nazywając go Krokiem, które to imię było tytułem królów Lehii: W 311 roku od wcielenia Pańskiego, tj. w 1062 roku od założenia Miasta, Konstantyn, syn Konstancjusza z bardzo podłego małżeństwa, tj. z nałożnicy Heleny, został po śmierci ojca, przy wsparciu wszystkich obecnych, a zwłaszcza Kroka, króla Alemannów, towarzyszącego mu w celu niesienia pomocy, ogłoszony 25 lipca imperatorem w Brytanii, 34 od Augusta.

Następnie Wisimarus w czasach Konstantyna Wielkiego cesarza otrzymał cześć Ungarii.

W roku 319 część Wandali z terenów Lehii uległa Gotom i opuściwszy rodzinne ziemie, udała się do Pannonii: W tym samym roku, w którym urodził się błogosławiony Marcin, Wandale rodem z Polski, zostali wygnani przez Gotów, wtargnęli do Pannonii i przeżyli tam w pokoju pod panowaniem cesarza rzymskiego 60 lat.

Wyszymir. Kołudzki A. Thron Oyczysty abo Pałac Wiecznosci w krotkim zebraniu Monarchow Xiąząt y Krolow Polskich, Poznań 1727.

W 320 roku rozpoczęły się walki bizantyjsko-lehickie, o czym wspomina Teofan: W tym roku pobożny Konstantyn przekroczył Dunaj, zbudował na nim kamienny most i podbił Scytów.

W 322 roku wojska lehickie pod przywództwem wojewody Rawsimoda poniosły klęskę w walce z cesarzem Konstantynem, co opisuje Zosimos: Gdy Konstantyn dowiedział się, że Sarmaci mieszkający nad Morzem Meockim przeprawili się statkami przez Ister i grabią podległe mu terytorium, poprowadził przeciwko nim swe legiony. Powstali przeciw niemu także barbarzyńcy ze swym królem Rausimodem. Sarmaci zaatakowali miasto, które miało wystarczający garnizon; dolna część muru od ziemi wzwyż była zbudowana z kamieni, górna część była drewniana. Sarmaci uważali więc, że bardzo łatwo zdobędą miasto, jeśli spalą drewnianą część muru; podłożyli ogień i strzelali z łuku do tych, którzy znajdowali się na murze. Kiedy żołnierze z murów zabijali barbarzyńców rzucając pociski oraz kamienie, Konstantyn wyszedł barbarzyńcom na spotkanie i zaatakował ich od tyłu; wielu zabił, jeszcze liczniejszych wziął do niewoli; pozostali zaś uciekli. Rausimod straciwszy znaczną część swych sił wsiadł na statki i przeprawił się przez Ister; zamierzał znowu pustoszyć ziemię Rzymian. Kiedy dowiedział się o tym Konstantyn, zaczął go ścigać przeprawiwszy się także przez Ister, a barbarzyńcy schronili się na jakieś wzgórze pokryte gęstym lasem; zaatakował ich, wielu zabił, a wśród nich samego Rausimoda, wielu wziął do niewoli; przyjął pozostałą gromadę wyciągającą błagalnie ręce, po czym z tłumem jeńców powrócił do swej cesarskiej kwatery.

W 325 [Konstantyn] rozpoczął wojnę przeciw Gotom i okazał pomoc proszącym [o to] ze łzami Sarmatom. I tak, w wyniku działań cezara Konstantyna z głodu i zimna zginęło około 100 000 [Gotów]. Następnie wziął zakładników, a wśród nich syna króla Ariaricha. Następnie, zawarłszy pokój z Gotami, zwrócił [oczy] na Sarmatów, którzy okazali się niezasługującymi na zaufanie. [W tym czasie] wszyscy niewolnicy Sarmatów zbuntowali się przeciwko panom, a Konstantyn chętnie przyjął wygnanych [Sarmatów] i ponad 300 000 z nich różnej płci i wieku osiedlił w Tracji, Scytii, Macedonii i Italii.

W latach 330—331 król Wizymierz założył miasto Visimaria [Wismar], które było zbudowane z kamienia, w niegdyś bogatym porcie i nadal znajduje sie w rejonie Herulów [Wendów], w odległości pięćdziesięciu mil od Megapolis [Meklemburu]., Wisimarus, (…) sławny i kochany pan, A.C. 331 zaczął budować miasto i nazwał je od swojego imienia Wismar.

Za panowania Wizymiera miała miejsce bratobójcza walka plemion sławiańskich, gdyż Gotowie chcieli przejąć zwierzchnictwo nad całą Lehią. W 331 roku, tj. W 26 roku panowania Konstantyna Gotowie, zaatakowali kraj Sarmatów, napadli na Rzymian tłumami, niszcząc wszystko mieczem i rabunkiem z największym męstwem. Konstantin uzbroił przeciwko nim armię i po pokonaniu ich w zaciętej walce wypędził ich za Dunaj. Był znany ze swoich walecznych czynów wśród różnych narodów, ale przede wszystkim słynął ze swego zwycięstwa nad Gotami. Rzymianie, decyzją Senatu, nagrodzili go ogólnonarodową pochwałą za pokonanie takiego narodu i przywrócenie państwa i ojczyzny. Hieronim mówi o zwycięstwie Rzymian w roku 332: Rzymianie pokonali Gotów w kraju Sarmatów., Następnie w rejonach dzikiej Sarmacji, w samym środku barbarzyńskiego terytorium, [Konstantyn] pokonał silne i liczne ludy Gotów.

Tak pisze o tym Sokrates: W tym samym mniej więcej czasie najeżdżali obszar państwa rzymskiego barbarzyńcy, Sarmaci i Goci, ale gorliwość cesarza w zakresie budowy i urządzenia kościołów nie doznała stąd żadnej przeszkody. Odpowiednio potrafił Konstantyn zatroszczyć się o te obydwie sprawy: ufny w znak Chrystusa odniósł walne zwycięstwo nad barbarzyńcami, tak że nawet uwolnił się od kontrybucji, jaką poprzedni cesarze zwyczajowo wypłacali barbarzyńcom, a sami wrogowie, przerażeni niespodziewaną klęską, wtedy po raz pierwszy uwierzyli w moc religii chrześcijańskiej, która ochroniła również Konstantyna.

W roku 334 Sarmaci Limigantowie, zorganizowawszy armię, przegnali swoich panów, którzy teraz nazywają się Ardaragantami, do rzymskiej ziemi.

Następnie w 336 roku Goci odnieśli zwycięstwo nad Lehitami nad rzeką Marisią: [Geberyk] Zaraz na początku panowania pragnie rozszerzyć władzę na szczep Wandalów. Rusza więc przeciw ich królowi imieniem Visimar, pochodzącemu z domu Asdingów, który znaczeniem przyćmiewa inne domy wandalskie i poczytuje się za najbardziej wojowniczy. Podaje to historyk Deksippos, który też donosi, że Wandalowie z powodu wielkich przestrzeni, jakie musieli pokonać, od Oceanu do naszej granicy zdołali dotrzeć z ledwością po roku wędrówki. […] Bitwa rozegrała się nad brzegiem wspomnianej wyżej rzeki Marisia. Równorzędny bój nie trwał długo. Wnet sam Visimar, krol Wandalów i większa cześć jego ludzi leżeli pokotem w prochu ziemi. Geberyk zaś, znakomity wódz Gotów, pokonawszy i złupiwszy Wandalów powrócił do rodzimych pieleszy. Wtedy garstka Wandalów, która uszła cało z pogromu, wraz z gromadą kobiet, dzieci i starców opuściła nieszczęsną ojczyznę. Wbrew temu, co podaje Jordanes, Wizymier nie zginął, tylko dostał się do niewoli, o czym mówią kroniki meklemburskie: Gebericus, król Gotów, najechał Herulów z wielką armią w tych regionach i wypędził ich z tych siedzib, biorąc króla Visimarusa do niewoli. Kiedy jednak odzyskał wolność, wówczas panujący Konstantyn Wielki, pozwolił im zamieszkać w dolnej Panonii z królem Visimarus, gdzie pozostali jeszcze przez czterdzieści lat, będąc posłuszni cesarstwu, W roku 336. król Gotów Gebericus pokonał Wisimarusa, zmuszając go do ucieczki i wziął go do niewoli, uwolnił go z więzienia po tym, jak przebaczył swojemu królestwu, następnie Wisimarus udał się do cesarza Konstantyna Wielkiego, ten zawiera z nim sojusz i udziela mu i pozwolenie jego rodziny na zamieszkanie w ziemiach Moehren i Górnych Węgrzech.

Potwierdzają to inne źródła: Dokonał wielkich czynów wśród obcych narodów za czasów Karola [Konstantyna] Wielkiego, od którego otrzymał część Węgier. Wizymir dzięki sojuszowi z Konstantynem odzyskał swoje rodzime ziemie.

W tym czasie nastąpiła częściowa chrystianizacja Sarmatów: Konstantyn nawrócił [Sarmatów] na sprawiedliwy i pobożny porządek. I jeśli nawet edyktem zarządził zamknięcie świątyń pogańskich, to bez jakiegokolwiek zabijania ludzi. Potem unicestwił najpotężniejsze i najbogatsze plemię Gotów w samym łonie barbarzyńskiej ziemi, to jest w rejonie Sarmatów.

W roku 368 czyli w trzecim roku cesarza Walentyniana, Wandalowie zebrali 800 000 żołnierzy wyruszyli ponownie [do walki], podbili Szwabów i Alanów, na Reinstrom jak na granicach Cesarstwa Rzymskiego osiedlili się i zbudowali wiele zamków, a sąsiedzi nadali im nazwę Burgundów.

MIECZYSŁAW I 340—388

Wizymierza zastąpił jego syn Mieczysław [Misislaus, Misislus, Misizlaus, Mogislaus, Mitzlaff, Mitzel] Nosił tytuł króla Wandalów, Sarmatów i Gotów, Herulów [Werlerów], Polanów.

Jego żoną była księżniczka Belgii lub Bulga, córka króla Trier [Trewiru].

Prowadził on wojny z Rzymianami. W 357 roku Julian pokonał Germanów nad Renem. Wkrótce potem Kwadowie i Sarmaci napadali z wielką łatwością na Pannonię i północną Mezję., Swebowie napadają na Recję, Kwadowie na Walerię, a Sarmaci, plemię szczególnie zaprawione w rozbojach, pustoszą Mezję Górną i Panonię Drugą. Zaniepokojony tymi doniesieniami cesarz [Konstantyn], wyjechał z miasta 29 maja, po trzydziestodniowym pobycie, i podążył drogą przez Trydent do Iliryku. Stamtąd na miejsce Marcellusa wysłał Sewera, jako męża doświadczonego w bojach.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 94.5
drukowana A5
Kolorowa
za 123.22