Moim dzieciom, wnukom i wszystkim Czytelnikom. Niech ta książka będzie zaproszeniem do rozmowy o korzeniach, tradycji i wartościach.
Wstęp
Kilkanaście lat temu wróciłam do Płonnego.
Nie po to, żeby tu zamieszkać.
Mieszkam przecież w Radominie.
Wróciłam sercem.
Coraz częściej łapałam się na tym,
że zamiast patrzeć przed siebie,
oglądam się za siebie.
Zaczęłam szukać starych fotografii.
Rozmawiać z najstarszymi mieszkańcami.
Zapisywać wspomnienia.
Pisać książki o ludziach, których już nie ma.
Zrozumiałam wtedy, że człowiek, im jest starszy,
tym częściej wraca do swoich korzeni.
Nie zawsze dosłownie.
Czasem tylko myślami.
My również wracamy.
Do rodzinnych stron.
Do wspomnień.
Do smaków dzieciństwa.
Do opowieści naszych dziadków.
Do miejsc, z których wyszliśmy w świat.
I zaczęłam się zastanawiać… Dlaczego?
Dlaczego człowiek potrzebuje korzeni?
Dlaczego w niemal każdej kulturze świata
powstały religie, rytuały i tradycje?
Dlaczego przekazujemy dzieciom to,
co sami otrzymaliśmy od naszych rodziców?
I czy można świadomie wybrać własną drogę,
nie znając tej, którą szli nasi przodkowie?
Tak narodziła się ta książka.
Nie jest wykładem o religii.
Nie jest próbą przekonania kogokolwiek
do moich poglądów.
Jest zaproszeniem do wspólnej refleksji.
O korzeniach. O tradycji. O wartościach.
O tym, co człowiek zabiera ze sobą, nawet wtedy,
gdy wydaje mu się, że dawno odszedł.
Bo może moja babka miała rację.
Może żaba wraca do błota nie dlatego,
że nie zna innego świata.
Może wraca dlatego, że właśnie
tam zaczęła się jej historia.
Po co ludziom wiara?
Czasem zastanawiam się, dlaczego
od początku istnienia świata ludzie wierzyli
w coś większego od siebie.
Jedni wierzyli w Boga.
Inni w wielu bogów.
Jeszcze inni w duchy przodków, przeznaczenie
czy siły natury.
Czy to przypadek? Nie sądzę.
Człowiek potrafi zbudować dom.
Potrafi polecieć w kosmos.
Potrafi rozszczepić atom.
A jednak od tysięcy lat zadaje te same pytania:
Po co żyję?
Dlaczego cierpię?
Co będzie po śmierci?
Nauka odpowiada na wiele pytań.
Wyjaśnia, jak działa świat.
Ale pytanie „dlaczego?” pozostaje otwarte.
Może właśnie dlatego tak wielu ludzi
szuka czegoś poza codziennością.
Nie dlatego, że są słabi.
Może dlatego, że są… ludźmi.
Wiara daje nadzieję.
A nadzieja bywa potrzebna tak samo jak chleb.
Może nawet bardziej.
Nie twierdzę, że wszyscy muszą wierzyć tak samo.
Ale trudno nie zauważyć, że potrzeba
szukania sensu towarzyszy człowiekowi
od początku dziejów.
Może jest wpisana w nas równie głęboko
jak potrzeba miłości.
Może właśnie dlatego człowiek
nie przestaje patrzeć w niebo.
Od kiedy człowiek wierzy?
Nie wiemy.
Wiemy jednak, że bardzo dawno.
Archeolodzy od wielu lat odkrywają ślady
świadczące o tym, że już ludzie prehistoryczni
wykonywali czynności o znaczeniu
religijnym lub symbolicznym.
Najstarsze znane pochówki mają około
stu tysięcy lat.
Zmarłych układano w określonej pozycji.
Czasem składano przy nich przedmioty.
Być może wierzono,
że śmierć nie jest końcem wszystkiego.
Również neandertalczycy troszczyli się
o swoich zmarłych.
Do dziś nie wiemy, czy były to obrzędy religijne.
Wiemy jednak, że śmierć nie była dla nich
czymś obojętnym.
Kilkadziesiąt tysięcy lat temu ludzie zaczęli
malować ściany jaskiń.
Powstawały niezwykłe wizerunki zwierząt
i tajemnicze symbole.
Czy była to tylko sztuka?
A może część dawnych obrzędów?
Tego nie wiemy.
Z tego samego okresu pochodzą niewielkie
figurki kobiet, zwane dziś Wenus paleolitycznymi.
Wielu badaczy przypuszcza,
że mogły być związane z kultem płodności i życia.
Zdumiewa również Göbekli Tepe
w dzisiejszej Turcji.
To monumentalne sanktuarium powstało ponad
jedenaście tysięcy lat temu.
Co ciekawe, zbudowali je ludzie,
którzy nie znali jeszcze rolnictwa.
Najpierw powstało miejsce kultu.
Dopiero później pojawiły się osady.
To skłania do refleksji.
Człowiek nauczył się uprawiać ziemię,
budować miasta i pisać stosunkowo późno.
Znacznie wcześniej zaczął jednak zadawać pytania
o życie, śmierć i to, co może istnieć poza nimi.
Może potrzeba wiary nie jest wynalazkiem religii.
Może jest jedną z najstarszych potrzeb człowieka.
Kiedy narodziły się religie?
Wiemy, że tysiące lat przed
powstaniem Biblii, chrześcijaństwa
czy islamu ludzie już oddawali cześć siłom,
których nie potrafili zrozumieć.
Piorun. Słońce. Księżyc. Ogień.
Rzeki. Drzewa. Góry.
Narodziły się pierwsze wierzenia, które dziś
nazywamy religiami pierwotnymi.
Człowiek widział, że od deszczu zależy życie.
Od słońca zależą plony.
Tam, gdzie kończyła się wiedza,
zaczynała się wiara.
Nie była jeszcze wiarą w jednego Boga.
Był to świat wielu bóstw i duchów.
Każde odpowiadało za coś innego.
Za deszcz. Za urodzaj. Za płodność.
Za wojnę. Za śmierć.
Archeolodzy znajdują dziś tysiące figurek,
ołtarzy i miejsc kultu sprzed kilku,
a nawet kilkunastu tysięcy lat.
To pokazuje jedno.
Od bardzo dawna człowiek szukał odpowiedzi
na pytania, których nie potrafił wyjaśnić.
Bogów było wielu
Przez tysiące lat ludzie wierzyli w wielu bogów.
W starożytnym Egipcie czczono między innymi
Ra — boga słońca,
Ozyrysa — władcę świata zmarłych
i Izydę — opiekunkę życia.
W Mezopotamii mieszkańcy modlili się
do Marduka, Isztar czy Enlila.
Grecy stworzyli niezwykłą mitologię z Zeusem,
Ateną, Apollinem i Posejdonem.
Rzymianie przejęli wielu greckich bogów,
nadając im nowe imiona.
W krajach północy czczono Odyna i Thora.
Słowianie wierzyli między innymi w Peruna,
Welesa i Świętowita.
Każdy naród miał własne wierzenia.
Własne świątynie. Własne obrzędy.
Własnych kapłanów.
Dziś nazywamy to religiami politeistycznymi.
Nie wiemy, ile z tych wierzeń
było prawdziwym doświadczeniem religijnym,
a ile próbą wyjaśnienia świata.
Wiemy jednak jedno.
Człowiek od tysięcy lat szukał Boga.
Może błądził. Może szedł właściwą drogą.
Ale szukał.