wstęp
„„Większość powodów przez które nasze marzenia i plany się nie spełniają, wynika z tego, że zbyt szybko otwieramy się na niewłaściwych ludzi. Zbyt pochopnie obdarzamy ich zaufaniem, zdradzamy swoje tajemnice, dzielimy się swoimi sukcesami i smutkami… Jednak dziś nie każdy uśmiechnięty człowiek okazuje się być naszym przyjacielem. Prawdziwych przyjaciół wybiera nam czas i najczęściej przedstawia nam ich w biedzie. Ta sentencja jest niesamowicie prawdziwa i nie wzięła się znikąd. Poznałem w swoim życiu wielu pseudo przyjaciół, którzy mieli miód na ustach i truciznę na językach. Byli tylko jak czegoś potrzebowali, a gdy ja miałem problemy, to nie wiedziałem, gdzie ich szukać.
Dlatego, jeśli chcesz być szczęśliwy to po prostu trzymaj gębę na kłódkę! Większość Twoich „przyjaciół” będzie życzyć Ci dobrze, ale nigdy lepiej niż sobie!
I w tym cała rzecz, pamiętaj komu opowiadasz o swoich problemach. Nie każdy kto się pięknie uśmiecha i chętnie klepie Cię po plecach jest Twoim przyjacielem””
~ Kobus
„„Budujesz dom?
Trzymaj gębę na kłódkę!
Kupujesz nowy samochód?
Trzymaj gębę na kłódkę!
Czujesz się szczęśliwy i Ci się układa?
Trzymaj gębę na kłódkę!
Spełniasz swoje marzenia?
Trzymaj gębę na kłódkę!
Realizujesz się?
Trzymaj gębę na kłódkę!
Masz problemy w związku?
Trzymaj gębę na kłódkę!
Dowiedziałeś się czegoś na czyjś temat?
Trzymaj gębę na kłódkę!
Chcesz po prostu być szczęśliwy?
Trzymaj gębę na kłódkę! ""
a tak to było
słowa uleciały jak ptak w nieskończoną dal
odrzucona krytyka niedobrego opowiadania
cisza wokoło bez potrzeby powtarzana
mi komentować nie kazano ma być cacy
najlepsi w słowach wyssanych gdzieś z kart
ważne nie ważne prawda czy fałsz
ilość zdań policzona w czasie bez istoty
rzetelność zapomniana liczy się klaka
spojrzenia w dal bez znaczenia istoty
panorama zapisana w kronikach
dawno temu przez znawców tematu
jak paciorek rano i wieczorem klepany
ośle uszy zbyt długie leżą potulnie
ślepota ograniczona klapkami na oczy
pokora na piedestale buty ja wiem lepiej
charakter duszy ukryty pod czapką niewidką
18.08.23 wspomnienie
chwila
samotnie stawiając stopy w ciszy
tylko szum potoku się przetacza
wiatr poruszając gałęziami zaprasza
do odpoczynku pod bukami
znużony podejściem stromym
dysząc jak parowóz obciążony
codziennymi troskami i problemami
zgryzotą ponurej codzienności
prześwitami pomiędzy szczytami prowadzony
szlaki nowe wyznaczając dla innych
odkrywając co rusz nowum rzadkie
grą w kolory zabawiany jak dziecko
dojściem do celu wynagrodzony
laurem zwycięzcy dekorowany
na piedestale zdobywców umieszczony
poklaskiem innych powitany
zdobycz czy wygrana z samym sobą
przekomarzając się z drzewami i cieniami
zapisuje wspomnienia do pamiętnika
dla innych nieznane wrażenia
23.01.2024 idąc przed siebie
skaza
purpurą rozlana przebarwia się w fiolet
bez bólu męczy wzrok zapatrzony
zagadkowo objawiony w ciszy i spokoju
bez tłumaczenia bez powodu
lepka jak miód z pasieki zeszłoroczny
bez smaku i zapachu letnich kwiatów
skupienie miejscowe niby oko cyklonu
zamrożone wysiłkiem doraźnym ciała
umysły tłumacząc zagadkowe istnienie
dogmaty wymyśla bez podstawy
szukając paragrafów przypisanych
receptą bez ordynku czy porządku
zniechęcenie zapisane w kanonach
codzienności zawraca bez przekonania
w punkcie wyjścia bez zastanowienia
oddziela sen od rzeczywistości
24.01.2024 przed południem
widmo dnia
W księgach słowo zapisane
bez znaczenia jak widmo we mgle
niby błysk brokenu z daleka
w ciszy bezgłośnie dla ciebie
suma myśli liczona każdym krokiem
z daleka prowadzona bez bólu
pod rękę z towarzyszem życia
każdego dnia i nocy w samotności
mijane obrazy w kalejdoskopie życia
bez oglądania się za siebie z lęku
niewydarzonych zdarzeń krzywego losu
zegarem odmierzane jednostajnie
rozkwitłe kolorami wiosennych płatków
zapachem lata udekorowane w bukietach
zbierane o poranku owoce przejrzałe
w koszu pomieszania dnia i nocy
09.02.2024 o poranku w domu
w domu o świcie
zegar zabił ostatnie okruchy nocy
pulsowanie dnia zatoczyło krag
gotowy stając na starcie do marszu
w nieznanym kierunku o świcie
bez radości czy smutku monotonnie
zagłuszony takt rytmu na pieciolinii
stłumiony troskami codzienności
zamknięty w okowach cywilizacji
kolory z kalendarza wyblakłe w ciszy
tylko turkor sekundnika słychać
ślepotą z racji wieku odurzony
bez czucia najmniejszego dotyku
ociężale bez pośpiechu jak ślimak
wynurzający się ze swojej skorupy
bojażliwie powolnie niezgrabnie
sunąc ku przeznaczeniu nowego dnia
14.02.2024 jakoś tak wyszło
zamiary planowane
ziemia okryta dywanem nocy
bez blasku w ciszy sennych mar
myśli wędrują przed siebie bez słowa
szukając celu wyprawy przeglądając mapy
palce wystukują nazwy gdzieś zapamiętane
adnotacje sporządzone na marginesie życia
ciekawostki do odkrycia gdzieś w terenie
znane dla jednych nieznane dla innych
obrzydły ból odstawiony na boczny tor
znużenie schowane pod poduszkę
spakowane drobiazgi swoim ciężarem
uwierają gdzieś niewygodnie ułożone
buciory bez blasku nowości stoją gotowe
przyjacielska maskotka czeka na smycz
w głowie pustka skotłowana wyczekująca
na widoki i wrażenia do odkrycia w czasie
18.02.2024 4.00 nad ranem
wiedza
szkolne ławki jak starocie w antykwariacie
kąty pozastawiane bezmyślnymi gratami
jako zabawki z dzieciństwa na półce w muzeum
szaro-bure bez ogłady zapomniane przez czas
znaki zapytania a potem wykrzykniki — ja wiem
słowa i zdania w ciszy własnego ego zapisane
myśli ulotne nigdy nie wypowiedziane głośno
ukryte przed wścibskim wzrokiem intruza
tomy woluminów zbieranych na pchlich targach
bez ładu i składu może się kiedyś przyda w życiu
bele jakim bez ogłady szlifowane jak bruki ulicy
układane wieki temu przez fachowców wyuczonych
kreską pionową czy poziomą oddzielone wartości
niby zwiędłe kwiaty jesienną porą w ogrodzie
zapomnianym przez naturę odwiadzany od święta
przypadkowym zdarzeniem wymuszonym przez los
29.02.2024 wymyślone hasła egzaminu
taki tam zapis
nazywam się po rodzicach
wpisany w rejestry po błędzie skryby
nawet dokładnej daty urodzin
nie podał z przyczyn logicznych
zima za pasem szykuje się do ataku
nieśmiertelni władczym gestem pozdrawiają
cisza w tłumie wszyscy czekają
na klakierskie brawa za nic
piedestał pełen zwycięzców brak miejsca
medale rozdane niby w galerii zasłużonych
kronika zapisana bazgrołami
kto z kim i za co będzie posadzony
plany i mapy zarysowane
palcami po klawiszach starych niechcący
poruszane niby tajemnice zdobywane
a głupota wystaje z butów
21.03.2024 wałbrzyskie cienie
dyskutantom dedykowane …
mglistość
rodowody bez znaczenia wyciągnięte
ze starej szuflady czy z lamusa
bez dokonań codziennych
jazda na gapę byle do przodu
plakaty porozwieszane za darmochę
miską zupy wyborczej przekupieni
bez kolejki z autografem persona non grata
mandat nie pomaga mimo że srogi
krzątanie przed niedzielnym świętowaniem
pomieszanie z poplątaniem plecionka
zapomnienie wczesnych błędów obiecanek
do startu gotowi nowe plany niespełnione
22.03.2024 agitacja
a tak mnie naszło …
droga
znam drogę do najbliższych knajp z wyszynkiem
zatłoczonych po dniówce w kurzu i hałasie
stoliki zastawione literatkami pustymi
gwar skrzyżowany z kołatkami sumienia
obok strzelistej wieży kościelnej
odwiedzanej codziennie pociągnięciem
za sznur dzwoniący na poranne nieszpory
zawsze byłem sam o świcie
wystawa medali dawnego władcy ulic i osiedli
przekrwione oczy zachrypnięte głosy
za swoje pili co jakiś czas dla spokoju
ucieczką od rzeczywistości kamiennych dziur
23.03.2024 wspomnienie
wywołaniec wiosny
magnolii kwiat targany wiatrem
przechyłem pogrążony w zadumie
w ciszy ogrodu okryty
cieniem świerków srebrzystych
kolor delikatny kości słoniowej
smagany promieniami wiosennego słońca
zapachem odurza na odległość
bez żalu przekwita spokojnie
pojedyncze kwiaty złożone w bukiet
uśmiech wywołańca zaprasza
do wiosenno-letniego tańca
w ogrodzie na skraju lasu
28.03.2024 w ogrodzie
małe królestwo
podnieś się o świcie już czas
wyprostować grzbiet po nocnych zawijasach
łapy rozciągnąć na długości
kudły zmierzwione rozczesać
ozór zwilżyć wilgocią schłodzoną
oblizać przysmaki wczorajsze
wilgotnym nosem wyczuć brak świeżości
pokornie zwinąć ogon puszysty
to nie czas pasterki rocznej
oczekiwanie na wolny wybieg
woń trawy w ogrodzie
a może zwietrzony zapach dzikości
pokotem wylegiwać się w promieniach
czasem pogonić kota na swoje obejście
nieloty same znikną z widoku
czując psi swąd na ogonie
30.03.2024 w ogrodzie
świt
cicho jeszcze mam czas
dzień się budzi jaki będzie zobaczymy
ścieżki otwarte wszędzie
pusto nawet zwierzaki się pochowały
wiatr schował się za zakrętem drogi
czeka na pierwszych wędrowców
bezgłośnie w bezruchu niespodzianki
niby duch dnia wczorajszego
zegar drepta swoim niezmąconym ruchem
przed siebie w nieznaną dal
bezpowrotnie nie myśląc co będzie
jak słońce wskrzesi bladą twarz
06.04.2024 Wałbrzych
izery
pogodny dzień bez znaczenia w kalendarzu
droga zniekształcona kolorami wiosny
śmiechem powitane nowe znajomości
zdobyte stempelki do kolekcji codziennej
zmiany otoczenia już bez znajomych twarzy
zamknięte udogodnienia bez powodu
słowa rozmów bez znaczenia ot tak dla zwyczaju
liczyć kroków nie ma potrzeby cel jasny
zakręty pokonane na wstępie dla wygody
podejścia zejścia dla najmniejszych
zdobycze obrazów odkrywanych
do zaparcia oddechu strudzony zadowolony
szczytowanie psie dyskusje co wolno
ludzkie uśmiechy dla przekory numerowane
ślady wędrowców odkrywane bez obawy
słońce dekorując nieznacznie wspiera zwycięzców
07.04.2024 po Izerach
codzienność
data jak każda inna
bez znaczenia czy rodowodu
zimno a mimo to wiosna na całego
cisza bez otrzęsin przyszła i czeka
widoki zapisanych obrazów w klatce
nic do ukrycia wszystko pokazane
szczegóły podpisane hieroglifami
puste ramki czekają na swoją kolej
w górę czy w dół zawsze do przodu
bez stękania z bólem od zawsze
mamrocząc modlitwę jak katarynka
szczyt już blisko pełen ludzi
zegar odwiedził swoje przybytki
wystukał pełne godziny bez namysłu
gwar rozmów powoli zanikł w tłumie
zostały puste miejsca przy stole
17.04.2024 Wałbrzych
epitafium dla Samotni
słowa układane w obrazy bez ram
wiatrem kolorowane deszczem zwilżone
za załomem skalnym ukrywane
przed wzrokiem natrętnych gapiów
pogłos plotek jak echo wraca powtarzane
bez dźwięku spadających myśli
otulone kolorem zapomnianej zimy
wiosna skaleczona przymrozkami w górach
ledwo słyszalne tony pożegnalnych słów
odchodzą w zakurzone karty pamiętników
człapanie spóźnionego wędrowcy w mroku
zapukał odszedł w ciemność samotną
19.04.2024 w górach
w domu
baśnie i legendy kiedyś spisane
podania proroctwa powtarzane przez pokolenia
słowa wypowiedziane w dni powszednie
zapisane jako woluminy czytelne
czas miniony lekką ręką przekreślony
teraźniejszość bez znaczenia dla każdego
niewiadoma bez kalendarza do spisania
jak fantazje wymyślone przez wariata
drobiazgi dnia powszedniego mijane bez słowa
bogactwo dla nielicznych
każdym krokiem deptania innych
pomnażane bez celu ot tak dla picu
dogmaty twierdzenia naukowe świata
potwierdzone badaniami bez końca
historia fałszowana z wyznacznikiem dekady
władcy świata zniewoleni własną fantazją
23.04.2024 w domu
oj tam biedaku
czym się chwalisz na każdym kroku
że masz krzywe nogi długie uszy
albo jajogłowie na karku nosisz
ślepego udajesz ukrywając zeza
elementarz czytałeś a czytać nie potrafisz
chodnikami spacerujesz używając słów krawężnikowych
słuch niby muzyka a w każdej odzywce
sam fałsz się ukazuje nawet bez recepty
udając wychowanego lub oczytanego
z wyższym wychowaniem nic wspólnego
nie mylić wykształcenia zdobytego z wiedzą
posiadaną na krechę wykupioną gdzieś tam
hipokryzją różnego koloru zabarwiany
własne ego na pomniku wystawiane dla podziwu
niby jaśnie pan na ugorze sprawujesz
urząd gospodarza zagrody zajętej przez komornika
kim jesteś egoisto nie żaden artysta
udawacz pospolity w przebraniu żartownisia
wielki niby polityk bez widowni
a w życiu samotny jak palec w lesie
24.04.2024 Wałbrzych
galeria obrazków
podglądana galeria schowanych obrazków
wyciętych z życia lub krajobrazu
kolejno obrabiane niby schabowy w panierce
w zaciszu domowym bez pośpiechu
wyszczuplanie kolorowanie jak u fryzjera
portfel ogołocony z własnego posiadania
dokładniej filetowany do ostatniego grosza
żetony nie pomogą przy kasie samoobsługowej
skasowany na wejściu w grono zdobywców
z dyplomem w laczkach paraduje aleją zasłużonych
laur gwiezdny błyszczy na nieboskłonie
wykres pokolenia rośnie weekend za pasem
26.04.2024 weekendowo
skalna historia
obrzynek ktoś powiedział kawał gnata
kowal dmuchał w ogień tłukł młotem uparcie
nadawał kształt niby z dziobem ptaka
oprawił trzonek wrzucił na wagę i jest
metaliczny dźwięk uderzenia w kamień
nie głuch i pusty zawiera duszę ze środka
czasem pęknie przeważnie usadowi się w gnieździe
jak kura znosząca jajko na śniadane
zimny pomimo promieni słońca
kształt nieregularny poszarpany dziwoląg
geometrie zapamiętał z natury
pod ręką kamieniarza z łuparki
kolorem nijakim bardziej jasnym z przeplataniem
szarości z czarnym czasem żółtym
w zależności od łomu gdzie znaleziony
porąbany na kawałki na własne potrzeby
granit czy sjenit a czy to ważne
twardość się liczy nic innego dla życia
układacz nie myśli biorąc w palce tę bryłę
swoje miejsce od pokoleń znajduje bez błędu
30.04.2024 z kamieniarzem
odrzutek
niby zdrowy na umyśle i ciele
taką diagnozę zapisano w annałach życia
omijany szerokim łukiem jak trędowaty
pomijany w wyścigu zwyczajnych szczurów
zakręty ścinane po prostej od zawsze
skróty karane mandatem w locie do celu
kopniakiem na rozpęd o poranku
zaspany zmęczeniem po nocnych majakach
odrzut poza jakością ze znakiem kontroli
tak ma być wagą odmierzone dokładnie bez celu
złotą monetą zapłacone bez rachunku
dobrze jest podobać się z tymi unikami
16.05.2024 po nocy w domu
bezruch jednostajny
łatają dziury asfaltowe czasem chodnikowe
o niebie zapomnieli z wrażenia
zapach smrodem zalatujący
puste etaty świecą negliżem nieróbstwa
droga pod górę bez stopni ułatwienia
starego ajenta wyrzucili na złom
nowy ma lepsze gadane pro publika
z ręką w kieszeni gotową na wydatki
bilety wyprzedane na ostatni kurs do edenu
stójkowi czy jak kto woli karbowi
zbierają zapisy do nowych kolejek za granice
kolorem zaznaczone raz zielony a potem czerwień
cisza za rogiem przed burzą schowana
wywołańcy szykują swoje manatki na wyprawę
nieznane lądy zapomniane krainy z dzieciństwa
zapisane w pamiętniku na ostatniej stronie
23.05.2024 Wałbrzych
kwiaty codzienności
kolorem opanowane niby w woalu intymnym
magnolia wiosnę przywitała więdnąc o zmroku
dar przekazany liściom w zarodku w ciszy
obraz zamknięty w ramach ogrodu
drobna biel zamknięta w przyziemiu
otulona trawami niby żywopłot zieleni
słońcem pieszczona w poranku dnia
kolorów nabiera słodyczą dojrzewania
bordowym odcieniem wyróżniona w cieniu
niby korona na każdej odnodze bez kolców
zapachem kusząc dotyki spowalnia
jak czarodziejka w parku wiosennym
różanecznik sprzeczką z azalią o pierwszeństwo
kolory odmienia w porach dnia od świtu
skąpane w promieniach słonecznych
ucieka w samotność cieni parkowych
28.05.2024 ławka w parku
ślimak hipokryta
taszczy swój dobytek
grzechem pokarana ślimakowa
pieści gary i statki w kuchennym zaciszu
samotnie zdobywając doświadczenie
zagra w karty czarnym piotrusiem
z uśmiechem stanie się honorowym
brakiem miejsca na medale
wystawę zrobi dla naiwnych
szkocką kratą otulony hodowlę z sykiem
pielęgnując rozda nie swoje walory
ogłupianym niedzielnym kazaniem z ambony
bez rozgrzeszenia z uśmiechem samozadowolenia
kropki przecinki zmieni według potrzeby
zachciewajki drobne załata dziurawy dach
sposobiony na pokaz reklamowy pro bono
z kopertą gratyfikacji kolorem odmieniane
04 czerwca 2024 w Wałbrzychu
stronnice życia
zapisane strony poblakłe ze starości
ważne sprawy wymyślone na poczekaniu
drobiazgi codzienne spotkane po drodze
sekrety znane tylko jednej osobie
daty przypisane pomijane na każdym kroku
adresy zapisane w notesie ku pamięci
numery telefonów zastrzeżone dla wielu
wiedza zgromadzona w jednym miejscu
cisza wokoło z braku towarzystwa
spacery odbyte bez planowania
zamiary wyznaczone na mapie
w naturze zmienione pod wpływem chwili
dzień po dniu odmierzany klepsydrą
krople potu jak ziarna piachu opadają
bez uczucia zadowolenia ze zwycięstwa
pokonanie własnego ego cichym charakterem
06.06.2024 Wałbrzych
pamięć
kalejdoskop obrazów zapisanych gdzieś w pamięci
niby film krótkometrażowy odzywa się nocami
jako majaki lub ciepłe wspomnienia z dzieciństwa
hołubione albo zagrzebane pod poduszkę
w ciszy za zamkniętymi powiekami przewijają się klatki
urywane sceny zapamiętane przez mgielną powłokę
występując jako główny bohater niby filmu akcji
czasami zmieniając scenariusz reżyserski
wspomnienia nigdzie nie zapisane odzywają się
kiedy same tego chcą bez pozwolenia
straszą obrazami a niekiedy tulą jak maminsynka
ocierając nawet gorzkie łzy wspomnień starych
nawracający rachunek sumienia dyktowany przez ego
bez gumki wymazującej niechciane sytuacje czy zdarzenia
akcentujący zapamiętane słowa gniewu czy radości
teraz już nieaktualne w wyniku przewrotności czasu
10.06.2024 Wałbrzych
wtorkowe złudzenia
podnoś cztery litery czas brać się za działanie
koniec udawania połamańca czy kaleki
dzień już się obudził i wstał z nocnych pieleszy
pogodny z lekkim chmurami na widnokręgu
stara flanela jeszcze ciepła po dniu wczorajszym
wyczekiwała całą noc na przydatność w ciągu dnia
spodnie nawet nie poszargane trochę przybrudzone
udawaniem jaki to wielki fachowiec je używa
skarpety nawet nie sierpniowe dopiero kupione
nie przypominają owijki czy onucy kopalnianej
kolor prawie czarny żeby nie było widać brudu
o zapachu nie będę wspominał szkoda nosa
kolory prawie zielone ale jakoś pobladłe na początku
zamiast błękitu nieba coś nijakiego koloru się pokazuje
niby ma być słonecznie ale plotki podają że to kłamstwo
jak będzie to się okaże w ciągu dnia całego
11.06.2024 Wałbrzych
stoper
obudzony bez potrzeby przed świtaniem
trening przed poranną kawą i śniadaniem
w locie niby łowny ptak na polowaniu
w przedbiegu do startu na długość dnia
sędziowie w garniturach zapatrzeni w swój nos
liczą punkty karne za przychylnośc innym
myciem rąk jak piłatowcy usuwają się w cień
aktami historii życia pojedynczych osób skazanych
gonitwa na szczyty rozpoczęta bez falstartu
zakrętami prowadzone etapy zakończone ciszą
najmądrzejsi w peletonie lichych szaraków
udają władców naszych spraw szarych i błachych
zegar odmierza czas miniony nie jednakowy dla wielu
jednym powolnie spisuje punkty karne w biegu
innym szybkością błyskawicy nalicza zdobycze
dyplom wypisany bez wartości dla istoty sprawy
12.06.2024 Wałbrzych
turniej
wszyscy piszą kolorując litery alfabetycznie
udają czytanie uważnie od tyłu jak w lustrze
nie znają tematu ani tła w oddali ukrytej
zakazy czy nakazy wieszają swobodnie na widoku
słupy jak maszty czekają na zwycięzców
proporce postrzępione wiatrem sztormowym
ogrodzone ciszą na wydmach pod ochroną
piaskowych figur poruszanych ręką lalkarza
kwiaty przekwitłe w wazonie zatrzymane
poblakłe w czasie pomarszczone dla przypadku
zdarzenia spisane jako ewenement losowy
turniejem najlepszych wyłonionych po medal
w kolejce jako nielicznie uzdolnieni w czasie
laurkę odbierają samotnie na postumencie dnia