E-book
15.75
drukowana A5
33.85
Dziadzio-Tadzio

Bezpłatny fragment - Dziadzio-Tadzio

wiersze spisane w okresie 2024 -2025


Objętość:
90 str.
ISBN:
978-83-8431-799-0
E-book
za 15.75
drukowana A5
za 33.85

wstęp

„„Większość powodów przez które nasze marzenia i plany się nie spełniają, wynika z tego, że zbyt szybko otwieramy się na niewłaściwych ludzi. Zbyt pochopnie obdarzamy ich zaufaniem, zdradzamy swoje tajemnice, dzielimy się swoimi sukcesami i smutkami… Jednak dziś nie każdy uśmiechnięty człowiek okazuje się być naszym przyjacielem. Prawdziwych przyjaciół wybiera nam czas i najczęściej przedstawia nam ich w biedzie. Ta sentencja jest niesamowicie prawdziwa i nie wzięła się znikąd. Poznałem w swoim życiu wielu pseudo przyjaciół, którzy mieli miód na ustach i truciznę na językach. Byli tylko jak czegoś potrzebowali, a gdy ja miałem problemy, to nie wiedziałem, gdzie ich szukać.

Dlatego, jeśli chcesz być szczęśliwy to po prostu trzymaj gębę na kłódkę! Większość Twoich „przyjaciół” będzie życzyć Ci dobrze, ale nigdy lepiej niż sobie!

I w tym cała rzecz, pamiętaj komu opowiadasz o swoich problemach. Nie każdy kto się pięknie uśmiecha i chętnie klepie Cię po plecach jest Twoim przyjacielem””

~ Kobus

„„Budujesz dom?

Trzymaj gębę na kłódkę!

Kupujesz nowy samochód?

Trzymaj gębę na kłódkę!

Czujesz się szczęśliwy i Ci się układa?

Trzymaj gębę na kłódkę!

Spełniasz swoje marzenia?

Trzymaj gębę na kłódkę!

Realizujesz się?

Trzymaj gębę na kłódkę!

Masz problemy w związku?

Trzymaj gębę na kłódkę!

Dowiedziałeś się czegoś na czyjś temat?

Trzymaj gębę na kłódkę!

Chcesz po prostu być szczęśliwy?

Trzymaj gębę na kłódkę! ""

a tak to było

słowa uleciały jak ptak w nieskończoną dal

odrzucona krytyka niedobrego opowiadania

cisza wokoło bez potrzeby powtarzana

mi komentować nie kazano ma być cacy


najlepsi w słowach wyssanych gdzieś z kart

ważne nie ważne prawda czy fałsz

ilość zdań policzona w czasie bez istoty

rzetelność zapomniana liczy się klaka


spojrzenia w dal bez znaczenia istoty

panorama zapisana w kronikach

dawno temu przez znawców tematu

jak paciorek rano i wieczorem klepany


ośle uszy zbyt długie leżą potulnie

ślepota ograniczona klapkami na oczy

pokora na piedestale buty ja wiem lepiej

charakter duszy ukryty pod czapką niewidką

18.08.23 wspomnienie

chwila

samotnie stawiając stopy w ciszy

tylko szum potoku się przetacza

wiatr poruszając gałęziami zaprasza

do odpoczynku pod bukami


znużony podejściem stromym

dysząc jak parowóz obciążony

codziennymi troskami i problemami

zgryzotą ponurej codzienności


prześwitami pomiędzy szczytami prowadzony

szlaki nowe wyznaczając dla innych

odkrywając co rusz nowum rzadkie

grą w kolory zabawiany jak dziecko


dojściem do celu wynagrodzony

laurem zwycięzcy dekorowany

na piedestale zdobywców umieszczony

poklaskiem innych powitany


zdobycz czy wygrana z samym sobą

przekomarzając się z drzewami i cieniami

zapisuje wspomnienia do pamiętnika

dla innych nieznane wrażenia

23.01.2024 idąc przed siebie

skaza

purpurą rozlana przebarwia się w fiolet

bez bólu męczy wzrok zapatrzony

zagadkowo objawiony w ciszy i spokoju

bez tłumaczenia bez powodu


lepka jak miód z pasieki zeszłoroczny

bez smaku i zapachu letnich kwiatów

skupienie miejscowe niby oko cyklonu

zamrożone wysiłkiem doraźnym ciała


umysły tłumacząc zagadkowe istnienie

dogmaty wymyśla bez podstawy

szukając paragrafów przypisanych

receptą bez ordynku czy porządku


zniechęcenie zapisane w kanonach

codzienności zawraca bez przekonania

w punkcie wyjścia bez zastanowienia

oddziela sen od rzeczywistości

24.01.2024 przed południem

widmo dnia

W księgach słowo zapisane

bez znaczenia jak widmo we mgle

niby błysk brokenu z daleka

w ciszy bezgłośnie dla ciebie


suma myśli liczona każdym krokiem

z daleka prowadzona bez bólu

pod rękę z towarzyszem życia

każdego dnia i nocy w samotności


mijane obrazy w kalejdoskopie życia

bez oglądania się za siebie z lęku

niewydarzonych zdarzeń krzywego losu

zegarem odmierzane jednostajnie


rozkwitłe kolorami wiosennych płatków

zapachem lata udekorowane w bukietach

zbierane o poranku owoce przejrzałe

w koszu pomieszania dnia i nocy

09.02.2024 o poranku w domu

w domu o świcie

zegar zabił ostatnie okruchy nocy

pulsowanie dnia zatoczyło krag

gotowy stając na starcie do marszu

w nieznanym kierunku o świcie


bez radości czy smutku monotonnie

zagłuszony takt rytmu na pieciolinii

stłumiony troskami codzienności

zamknięty w okowach cywilizacji


kolory z kalendarza wyblakłe w ciszy

tylko turkor sekundnika słychać

ślepotą z racji wieku odurzony

bez czucia najmniejszego dotyku


ociężale bez pośpiechu jak ślimak

wynurzający się ze swojej skorupy

bojażliwie powolnie niezgrabnie

sunąc ku przeznaczeniu nowego dnia

14.02.2024 jakoś tak wyszło

zamiary planowane

ziemia okryta dywanem nocy

bez blasku w ciszy sennych mar

myśli wędrują przed siebie bez słowa

szukając celu wyprawy przeglądając mapy


palce wystukują nazwy gdzieś zapamiętane

adnotacje sporządzone na marginesie życia

ciekawostki do odkrycia gdzieś w terenie

znane dla jednych nieznane dla innych


obrzydły ból odstawiony na boczny tor

znużenie schowane pod poduszkę

spakowane drobiazgi swoim ciężarem

uwierają gdzieś niewygodnie ułożone


buciory bez blasku nowości stoją gotowe

przyjacielska maskotka czeka na smycz

w głowie pustka skotłowana wyczekująca

na widoki i wrażenia do odkrycia w czasie

18.02.2024 4.00 nad ranem

wiedza

szkolne ławki jak starocie w antykwariacie

kąty pozastawiane bezmyślnymi gratami

jako zabawki z dzieciństwa na półce w muzeum

szaro-bure bez ogłady zapomniane przez czas


znaki zapytania a potem wykrzykniki — ja wiem

słowa i zdania w ciszy własnego ego zapisane

myśli ulotne nigdy nie wypowiedziane głośno

ukryte przed wścibskim wzrokiem intruza


tomy woluminów zbieranych na pchlich targach

bez ładu i składu może się kiedyś przyda w życiu

bele jakim bez ogłady szlifowane jak bruki ulicy

układane wieki temu przez fachowców wyuczonych


kreską pionową czy poziomą oddzielone wartości

niby zwiędłe kwiaty jesienną porą w ogrodzie

zapomnianym przez naturę odwiadzany od święta

przypadkowym zdarzeniem wymuszonym przez los

29.02.2024 wymyślone hasła egzaminu

taki tam zapis

nazywam się po rodzicach

wpisany w rejestry po błędzie skryby

nawet dokładnej daty urodzin

nie podał z przyczyn logicznych


zima za pasem szykuje się do ataku

nieśmiertelni władczym gestem pozdrawiają

cisza w tłumie wszyscy czekają

na klakierskie brawa za nic


piedestał pełen zwycięzców brak miejsca

medale rozdane niby w galerii zasłużonych

kronika zapisana bazgrołami

kto z kim i za co będzie posadzony


plany i mapy zarysowane

palcami po klawiszach starych niechcący

poruszane niby tajemnice zdobywane

a głupota wystaje z butów

21.03.2024 wałbrzyskie cienie

dyskutantom dedykowane …

mglistość

rodowody bez znaczenia wyciągnięte

ze starej szuflady czy z lamusa

bez dokonań codziennych

jazda na gapę byle do przodu


plakaty porozwieszane za darmochę

miską zupy wyborczej przekupieni

bez kolejki z autografem persona non grata

mandat nie pomaga mimo że srogi


krzątanie przed niedzielnym świętowaniem

pomieszanie z poplątaniem plecionka

zapomnienie wczesnych błędów obiecanek

do startu gotowi nowe plany niespełnione

22.03.2024 agitacja

a tak mnie naszło …

droga

znam drogę do najbliższych knajp z wyszynkiem

zatłoczonych po dniówce w kurzu i hałasie

stoliki zastawione literatkami pustymi

gwar skrzyżowany z kołatkami sumienia


obok strzelistej wieży kościelnej

odwiedzanej codziennie pociągnięciem

za sznur dzwoniący na poranne nieszpory

zawsze byłem sam o świcie


wystawa medali dawnego władcy ulic i osiedli

przekrwione oczy zachrypnięte głosy

za swoje pili co jakiś czas dla spokoju

ucieczką od rzeczywistości kamiennych dziur

23.03.2024 wspomnienie

wywołaniec wiosny

magnolii kwiat targany wiatrem

przechyłem pogrążony w zadumie

w ciszy ogrodu okryty

cieniem świerków srebrzystych


kolor delikatny kości słoniowej

smagany promieniami wiosennego słońca

zapachem odurza na odległość

bez żalu przekwita spokojnie


pojedyncze kwiaty złożone w bukiet

uśmiech wywołańca zaprasza

do wiosenno-letniego tańca

w ogrodzie na skraju lasu

28.03.2024 w ogrodzie

małe królestwo

podnieś się o świcie już czas

wyprostować grzbiet po nocnych zawijasach

łapy rozciągnąć na długości

kudły zmierzwione rozczesać


ozór zwilżyć wilgocią schłodzoną

oblizać przysmaki wczorajsze

wilgotnym nosem wyczuć brak świeżości

pokornie zwinąć ogon puszysty


to nie czas pasterki rocznej

oczekiwanie na wolny wybieg

woń trawy w ogrodzie

a może zwietrzony zapach dzikości


pokotem wylegiwać się w promieniach

czasem pogonić kota na swoje obejście

nieloty same znikną z widoku

czując psi swąd na ogonie

30.03.2024 w ogrodzie

świt

cicho jeszcze mam czas

dzień się budzi jaki będzie zobaczymy

ścieżki otwarte wszędzie

pusto nawet zwierzaki się pochowały


wiatr schował się za zakrętem drogi

czeka na pierwszych wędrowców

bezgłośnie w bezruchu niespodzianki

niby duch dnia wczorajszego


zegar drepta swoim niezmąconym ruchem

przed siebie w nieznaną dal

bezpowrotnie nie myśląc co będzie

jak słońce wskrzesi bladą twarz

06.04.2024 Wałbrzych

izery

pogodny dzień bez znaczenia w kalendarzu

droga zniekształcona kolorami wiosny

śmiechem powitane nowe znajomości

zdobyte stempelki do kolekcji codziennej


zmiany otoczenia już bez znajomych twarzy

zamknięte udogodnienia bez powodu

słowa rozmów bez znaczenia ot tak dla zwyczaju

liczyć kroków nie ma potrzeby cel jasny


zakręty pokonane na wstępie dla wygody

podejścia zejścia dla najmniejszych

zdobycze obrazów odkrywanych

do zaparcia oddechu strudzony zadowolony


szczytowanie psie dyskusje co wolno

ludzkie uśmiechy dla przekory numerowane

ślady wędrowców odkrywane bez obawy

słońce dekorując nieznacznie wspiera zwycięzców

07.04.2024 po Izerach

codzienność

data jak każda inna

bez znaczenia czy rodowodu

zimno a mimo to wiosna na całego

cisza bez otrzęsin przyszła i czeka


widoki zapisanych obrazów w klatce

nic do ukrycia wszystko pokazane

szczegóły podpisane hieroglifami

puste ramki czekają na swoją kolej


w górę czy w dół zawsze do przodu

bez stękania z bólem od zawsze

mamrocząc modlitwę jak katarynka

szczyt już blisko pełen ludzi


zegar odwiedził swoje przybytki

wystukał pełne godziny bez namysłu

gwar rozmów powoli zanikł w tłumie

zostały puste miejsca przy stole

17.04.2024 Wałbrzych

epitafium dla Samotni

słowa układane w obrazy bez ram

wiatrem kolorowane deszczem zwilżone

za załomem skalnym ukrywane

przed wzrokiem natrętnych gapiów


pogłos plotek jak echo wraca powtarzane

bez dźwięku spadających myśli

otulone kolorem zapomnianej zimy

wiosna skaleczona przymrozkami w górach


ledwo słyszalne tony pożegnalnych słów

odchodzą w zakurzone karty pamiętników

człapanie spóźnionego wędrowcy w mroku

zapukał odszedł w ciemność samotną

19.04.2024 w górach

w domu

baśnie i legendy kiedyś spisane

podania proroctwa powtarzane przez pokolenia

słowa wypowiedziane w dni powszednie

zapisane jako woluminy czytelne


czas miniony lekką ręką przekreślony

teraźniejszość bez znaczenia dla każdego

niewiadoma bez kalendarza do spisania

jak fantazje wymyślone przez wariata


drobiazgi dnia powszedniego mijane bez słowa

bogactwo dla nielicznych

każdym krokiem deptania innych

pomnażane bez celu ot tak dla picu


dogmaty twierdzenia naukowe świata

potwierdzone badaniami bez końca

historia fałszowana z wyznacznikiem dekady

władcy świata zniewoleni własną fantazją

23.04.2024 w domu

oj tam biedaku

czym się chwalisz na każdym kroku

że masz krzywe nogi długie uszy

albo jajogłowie na karku nosisz

ślepego udajesz ukrywając zeza


elementarz czytałeś a czytać nie potrafisz

chodnikami spacerujesz używając słów krawężnikowych

słuch niby muzyka a w każdej odzywce

sam fałsz się ukazuje nawet bez recepty


udając wychowanego lub oczytanego

z wyższym wychowaniem nic wspólnego

nie mylić wykształcenia zdobytego z wiedzą

posiadaną na krechę wykupioną gdzieś tam


hipokryzją różnego koloru zabarwiany

własne ego na pomniku wystawiane dla podziwu

niby jaśnie pan na ugorze sprawujesz

urząd gospodarza zagrody zajętej przez komornika


kim jesteś egoisto nie żaden artysta

udawacz pospolity w przebraniu żartownisia

wielki niby polityk bez widowni

a w życiu samotny jak palec w lesie

24.04.2024 Wałbrzych

galeria obrazków

podglądana galeria schowanych obrazków

wyciętych z życia lub krajobrazu

kolejno obrabiane niby schabowy w panierce

w zaciszu domowym bez pośpiechu


wyszczuplanie kolorowanie jak u fryzjera

portfel ogołocony z własnego posiadania

dokładniej filetowany do ostatniego grosza

żetony nie pomogą przy kasie samoobsługowej


skasowany na wejściu w grono zdobywców

z dyplomem w laczkach paraduje aleją zasłużonych

laur gwiezdny błyszczy na nieboskłonie

wykres pokolenia rośnie weekend za pasem

26.04.2024 weekendowo

skalna historia

obrzynek ktoś powiedział kawał gnata

kowal dmuchał w ogień tłukł młotem uparcie

nadawał kształt niby z dziobem ptaka

oprawił trzonek wrzucił na wagę i jest


metaliczny dźwięk uderzenia w kamień

nie głuch i pusty zawiera duszę ze środka

czasem pęknie przeważnie usadowi się w gnieździe

jak kura znosząca jajko na śniadane


zimny pomimo promieni słońca

kształt nieregularny poszarpany dziwoląg

geometrie zapamiętał z natury

pod ręką kamieniarza z łuparki


kolorem nijakim bardziej jasnym z przeplataniem

szarości z czarnym czasem żółtym

w zależności od łomu gdzie znaleziony

porąbany na kawałki na własne potrzeby


granit czy sjenit a czy to ważne

twardość się liczy nic innego dla życia

układacz nie myśli biorąc w palce tę bryłę

swoje miejsce od pokoleń znajduje bez błędu

30.04.2024 z kamieniarzem

odrzutek

niby zdrowy na umyśle i ciele

taką diagnozę zapisano w annałach życia

omijany szerokim łukiem jak trędowaty

pomijany w wyścigu zwyczajnych szczurów


zakręty ścinane po prostej od zawsze

skróty karane mandatem w locie do celu

kopniakiem na rozpęd o poranku

zaspany zmęczeniem po nocnych majakach


odrzut poza jakością ze znakiem kontroli

tak ma być wagą odmierzone dokładnie bez celu

złotą monetą zapłacone bez rachunku

dobrze jest podobać się z tymi unikami

16.05.2024 po nocy w domu

bezruch jednostajny

łatają dziury asfaltowe czasem chodnikowe

o niebie zapomnieli z wrażenia

zapach smrodem zalatujący

puste etaty świecą negliżem nieróbstwa


droga pod górę bez stopni ułatwienia

starego ajenta wyrzucili na złom

nowy ma lepsze gadane pro publika

z ręką w kieszeni gotową na wydatki


bilety wyprzedane na ostatni kurs do edenu

stójkowi czy jak kto woli karbowi

zbierają zapisy do nowych kolejek za granice

kolorem zaznaczone raz zielony a potem czerwień


cisza za rogiem przed burzą schowana

wywołańcy szykują swoje manatki na wyprawę

nieznane lądy zapomniane krainy z dzieciństwa

zapisane w pamiętniku na ostatniej stronie

23.05.2024 Wałbrzych

kwiaty codzienności

kolorem opanowane niby w woalu intymnym

magnolia wiosnę przywitała więdnąc o zmroku

dar przekazany liściom w zarodku w ciszy

obraz zamknięty w ramach ogrodu


drobna biel zamknięta w przyziemiu

otulona trawami niby żywopłot zieleni

słońcem pieszczona w poranku dnia

kolorów nabiera słodyczą dojrzewania


bordowym odcieniem wyróżniona w cieniu

niby korona na każdej odnodze bez kolców

zapachem kusząc dotyki spowalnia

jak czarodziejka w parku wiosennym


różanecznik sprzeczką z azalią o pierwszeństwo

kolory odmienia w porach dnia od świtu

skąpane w promieniach słonecznych

ucieka w samotność cieni parkowych

28.05.2024 ławka w parku

ślimak hipokryta

taszczy swój dobytek

grzechem pokarana ślimakowa

pieści gary i statki w kuchennym zaciszu

samotnie zdobywając doświadczenie


zagra w karty czarnym piotrusiem

z uśmiechem stanie się honorowym

brakiem miejsca na medale

wystawę zrobi dla naiwnych


szkocką kratą otulony hodowlę z sykiem

pielęgnując rozda nie swoje walory

ogłupianym niedzielnym kazaniem z ambony

bez rozgrzeszenia z uśmiechem samozadowolenia


kropki przecinki zmieni według potrzeby

zachciewajki drobne załata dziurawy dach

sposobiony na pokaz reklamowy pro bono

z kopertą gratyfikacji kolorem odmieniane

04 czerwca 2024 w Wałbrzychu

stronnice życia

zapisane strony poblakłe ze starości

ważne sprawy wymyślone na poczekaniu

drobiazgi codzienne spotkane po drodze

sekrety znane tylko jednej osobie


daty przypisane pomijane na każdym kroku

adresy zapisane w notesie ku pamięci

numery telefonów zastrzeżone dla wielu

wiedza zgromadzona w jednym miejscu


cisza wokoło z braku towarzystwa

spacery odbyte bez planowania

zamiary wyznaczone na mapie

w naturze zmienione pod wpływem chwili


dzień po dniu odmierzany klepsydrą

krople potu jak ziarna piachu opadają

bez uczucia zadowolenia ze zwycięstwa

pokonanie własnego ego cichym charakterem

06.06.2024 Wałbrzych

pamięć

kalejdoskop obrazów zapisanych gdzieś w pamięci

niby film krótkometrażowy odzywa się nocami

jako majaki lub ciepłe wspomnienia z dzieciństwa

hołubione albo zagrzebane pod poduszkę


w ciszy za zamkniętymi powiekami przewijają się klatki

urywane sceny zapamiętane przez mgielną powłokę

występując jako główny bohater niby filmu akcji

czasami zmieniając scenariusz reżyserski


wspomnienia nigdzie nie zapisane odzywają się

kiedy same tego chcą bez pozwolenia

straszą obrazami a niekiedy tulą jak maminsynka

ocierając nawet gorzkie łzy wspomnień starych


nawracający rachunek sumienia dyktowany przez ego

bez gumki wymazującej niechciane sytuacje czy zdarzenia

akcentujący zapamiętane słowa gniewu czy radości

teraz już nieaktualne w wyniku przewrotności czasu

10.06.2024 Wałbrzych

wtorkowe złudzenia

podnoś cztery litery czas brać się za działanie

koniec udawania połamańca czy kaleki

dzień już się obudził i wstał z nocnych pieleszy

pogodny z lekkim chmurami na widnokręgu


stara flanela jeszcze ciepła po dniu wczorajszym

wyczekiwała całą noc na przydatność w ciągu dnia

spodnie nawet nie poszargane trochę przybrudzone

udawaniem jaki to wielki fachowiec je używa


skarpety nawet nie sierpniowe dopiero kupione

nie przypominają owijki czy onucy kopalnianej

kolor prawie czarny żeby nie było widać brudu

o zapachu nie będę wspominał szkoda nosa


kolory prawie zielone ale jakoś pobladłe na początku

zamiast błękitu nieba coś nijakiego koloru się pokazuje

niby ma być słonecznie ale plotki podają że to kłamstwo

jak będzie to się okaże w ciągu dnia całego

11.06.2024 Wałbrzych

stoper

obudzony bez potrzeby przed świtaniem

trening przed poranną kawą i śniadaniem

w locie niby łowny ptak na polowaniu

w przedbiegu do startu na długość dnia


sędziowie w garniturach zapatrzeni w swój nos

liczą punkty karne za przychylnośc innym

myciem rąk jak piłatowcy usuwają się w cień

aktami historii życia pojedynczych osób skazanych


gonitwa na szczyty rozpoczęta bez falstartu

zakrętami prowadzone etapy zakończone ciszą

najmądrzejsi w peletonie lichych szaraków

udają władców naszych spraw szarych i błachych


zegar odmierza czas miniony nie jednakowy dla wielu

jednym powolnie spisuje punkty karne w biegu

innym szybkością błyskawicy nalicza zdobycze

dyplom wypisany bez wartości dla istoty sprawy

12.06.2024 Wałbrzych

turniej

wszyscy piszą kolorując litery alfabetycznie

udają czytanie uważnie od tyłu jak w lustrze

nie znają tematu ani tła w oddali ukrytej

zakazy czy nakazy wieszają swobodnie na widoku


słupy jak maszty czekają na zwycięzców

proporce postrzępione wiatrem sztormowym

ogrodzone ciszą na wydmach pod ochroną

piaskowych figur poruszanych ręką lalkarza


kwiaty przekwitłe w wazonie zatrzymane

poblakłe w czasie pomarszczone dla przypadku

zdarzenia spisane jako ewenement losowy

turniejem najlepszych wyłonionych po medal


w kolejce jako nielicznie uzdolnieni w czasie

laurkę odbierają samotnie na postumencie dnia

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 15.75
drukowana A5
za 33.85