E-book
1.37
drukowana A5
36.71
dwie strony medalu

Bezpłatny fragment - dwie strony medalu


Objętość:
157 str.
ISBN:
978-83-8189-951-2
E-book
za 1.37
drukowana A5
za 36.71

1

Ze sto razy chyba zaczynałem pisać. Początków masa — pozapisywanych na kartkach, nośnikach mailach. Pierwsze zdania to zawsze jakiś bezsens. Banał, który zamiast zachęcać nudzi jak. Miałem spisywać emocje, miałem być konsekwentny, systematyczny. Nigdy mi to nie wychodziło. Zawsze chciałem “czegoś”, ale zawsze było coś. By cokolwiek zrobić, coś osiągnąć trzeba najpierw zacząć. Tendencyjne, banalne ale prawdziwe — jak płacz dziecka. Ilu ludzi na świecie snuje plany, marzy i kreuje niestworzone wizje, a nic z tym nie robi. Właśnie dlatego zarabiają coachowie, mówcy motywacyjni, trenerzy personalni. Dasz sobie rade, osiągniesz to, nic Cię nie złamie bla bla bla. Typowe hasła, które programują ludzi do ruszenia dupy, do odnalezienia tej energii w sobie, bo ona w każdym przecież tkwi. Z jednej strony głupota, bo słuchamy oklepanych haseł, płacimy za słowa, które przyswajamy łatwiej, bo nas kosztują. Ale z drugiej też strony są podane w odpowiedniej formie I za samą energię ostatecznie warto zapłacić. I taki właśnie jestem — często, momentami wręcz na siłe, staram się dostrzegać w czymś bezsens, ale też automatycznie szukam zrozumienia tej głupoty. Jestem jak wieczny kontrargument. Jak weneckie lustro, które znajduje się po obu stronach szklanej perspektywy.

Pieprzone dwie strony medalu.

Z każdym słowem łatwiej jest pisać, z każdym dniem ciężej wrócić. Mam nadzieję, że wreszcie wyrzucę z siebie ten bagaż emocji.

To co nas najczęściej spotyka, to brak zrozumienia. Im bardziej się człowiek stara, tym gorzej to wychodzi. Nie zawsze oczywiście, bo nic w życiu regułą nie jest.

Coraz częściej mam jednak tak, że po prostu odpuszczam. Nie staram się już tłumaczyć, nie piszę by się czymś podzielić, nie szukam na siłę kontaktu. I to wcale nie jest dystans, tylko zrezygnowanie. Nawet największy filozof odpuszcza, kiedy widzi kompletny brak sensu w przytaczaniu argumentów, w wyjaśnianiu, w dyskusji, która do niczego nie prowadzi. Ciężko zachować entuzjazm, chęć dzielenia się nagłym olśnieniem, wyczekiwanym sukcesem, niespodziwaną tragedią, czymkolwiek, nawet zwykłą pierdołą, skoro I tak nie będzie to zrozumiane, czy prawidłowo zinterpretowane. Czasem czuję się jak emocjonalne muzeum. Bo z jednej strony jestem otwarty, dostępny, każdy może obserwować codzienną ekspozycję, ale nie może się zbliżyć na tyle, by móc dotknąć, poczuć to.

Pieprzone dwie strony medalu.

Te wewnętrzne sprzeczności, depresyjne autoanalizy nie oznaczają z kolei, że staje się aspołeczny. Przeciwnie, uwielbiam życie publiczne, lubię wyjść ‘do ludzi’, wyrwać się, spotkać ze znajomymi, popić, poszaleć, być częścią jakiejś większej całości. Jesteśmy stadni, ale najbardziej wyalienowany stwór na pewnych płaszczyznach potrzebuje innych by nie zwariować. Kocham ludzi, lubię być nimi otoczony, jednak pozostawiam sobie przestrzeń, w której odnajduję się tylko sam.

Niesamowite, ile może dać pisanie. Jak ciężko zostawić na kartce złość. Kiedy w przypływie emocji siadam I intensywnie naciskam klawisze, oczyszczam się. Kiedy kończę czuję, jakby treść pochłaniała część z tej frustracji. Dlatego ciężko oddać jej odbicie. Niesamowite pokłady energii muszą mieć w sobie ludzie, którzy wiecznie nienawidzą. Nienawiść zrzera nas od środka.

Ale czuję już, że za dużo jest opisu emocji, a za mało samej treści, historii. Powinienem nazwać to brudnopis, bo obiecałem sobie, że nie usunę rzadnego zdania. Nawet tego które nie pasuje. Bo takie jest też właśnie życie — poplątanie, niedoskonałe. Niech to będzie więc autentyczny zbiór myśli, wspomnień — pierwszy maszynopis, który z czasem zyska status artystycznego nieładu. Z jednej strony amatorka, z drugiej, nieczęsta już swego szczerość wyrazu.

Pieprzone dwie strony medalu.

2

No dobra, czas na parę faktów, uczucia to ostatecznie reakcja emocjonalna na pewne wydarzenia, na ludzi. Ta historia całkowicie zmieniła moje życie, a już na pewno zmieniło mój sposób postrzegania świata I samego siebie.

Poznałem ją w barze. Banał, chociaż ona akurat była zdecydowanie niebanalna. Wpadłem akurat sam na mecz bo Barcelona grała w Lidze Mistrzów, zamówiłem piwo. Usiadłem, była trzecia minuta, Messi dostał podanie zwrotne od Rakiticia I kiedy miał przed sobą już tylko bramkarza … ustała na linii wzroku.

Hej! Nie jesteś szkłem!

Zawsze mnie bawi jak strasznie skupieni potrafią być faceci na meczu. A kiedy się ich o coś prosi, to nigdy nie słyszą.

Dobra posłuchaj, jeżeli szukasz feministycznej zaczepki, albo starasz się komuś coś udowodnić to męcz dupę komuś innemu, przyszedłem tu na mecz I to właśnie chciałbym obejrzeć.

Ok, punkt dla Ciebie za stanowczość, dosiadam się, jestem Maria.

Cześć, Michał. I właśnie dałem Ci znać, że zainteresowany jestem meczem. Więc chyba czegoś tu nie rozumiem… Wiem natomiast, że mi przeszkadzasz.

Nic nie musisz rozumieć. Po prostu nudzę się tu sama, a ty masz to szczęście, że fajna kobieta sama do Ciebie dziś zagadała. No I muszę Ci przyznać, że mam słabość do facetów z niewyparzoną gębą.

Yy, dziękuje? Zabrzmiało jak komplement. To powiedz mi w takim razie Marysiu co ty robisz sama w barze, skoro tak Ci się tu nudzi. Zaskocz mnie.

Trochę wstyd mówić, ale opowiem Ci. Mam dziś wolny wieczór, wreszcie. A Ci chyba jednak nie przeszkadza moja obecność, bo nie zauważyłeś, że Suarez strzelił właśnie bramkę.

Kurwa mać!

Nie złość się, zaraz pośmiejesz się ze mnie. Słuchaj jestem studentką medycyny, więc moje życie to książki I zajęcia. No i presja rodziców, którzy też są lekarzami I swoje chore ambicje przekazali mi w genach. Zaliczyłam dziś pierwszy egzamin I właśnie to świętuje. To znaczy zaczynam, mam nadzieję, że mi w tym pomożesz.

Nie wiem, rano muszę być w robocie. Nie masz koleżanek, faceta?

Pomożesz, pomożesz. Słuchaj, ja mam mało czasu na poznawanie nowych ludzi, a ty nie udawaj, że takie dziewczyny jak ja podchodzą do Ciebie codziennie.

Skromna jak dziewczynka z zapałkami. Mamusia z Tatusiem chyba często powtarzali córeczce, że jest najpiękniejsza i najmądrzejsza co?

Powtarzali. Ale wiem to i bez tego. Posłuchaj co mnie dziś spotkało, to sam nie będziesz miał serca mnie dziś zostawić. Studiuję medycynę, tak jak wspominałam. Większość dziewczyn z roku to takie typowe dziobaki, po części sama taka jestem — książki, okulary, kucyk, wygodny dres i ciągła nauka.

Zachęcające.

Dokończę, tylko no właśnie one nie zaliczyły egzaminu, muszą kuć do poprawki, dlatego urodziny świętuje sama. Nie miałam ochoty na nudną kolację z rodzicami w restauracji. No, więc dziewczyny wymyśliły…

Chwila, masz dziś urodziny?

Później, no I wymyśliły, że jestem taka śliczna, że musze kogoś poznać I zaszaleć. I zainstalowały mi Tindera, umówiły mnie z jakimś przychlastem, który wpadł tu I mówi, że o 19 ma rozmowę rekrutacyjną więc ma tylko godzinę, to jak mamy się bzykać, to musimy od razu jechać do niego. Cham. Dałam mu chusteczkę. Przez chwilę był zdziwiony, więc wytłumaczyłam mu, że to po to, by nie zachlapał koszuli jak będzie walił sobie konia, przed rekrutacją. Spojrzał na mnie jak na wariatkę.

Cięty język.

No I postanowiłam, że nie odpuszcze, że to mój wieczór I żaden kretyn mi go nie zepsuje.

No, to chyba źle trafiłaś.

Dobrze, dobrze. Zresztą co do facetów to często wybieram źle, więc poprzeczka jest bardzo nisko. Niczym mnie nie zaskoczysz.

Na wszystko masz odpowiedź co?

Dobra Michaś nie marudź chodź pójdziemy gdzieś potańczyć.

O, nie tak prędko moja miła. Przyszedłem tu na mecz I chociaż chcę zobaczyć skrót na koniec spotkania.

Już marudź. Skrót to obejrzysz I jutro. Uśmiechasz się pod nosem, masz piękną kobietę przed sobą I zamiast zerkać na mecz to I tak zerkasz na biust.

Co?! Nie patrzyłem Ci na.. Zresztą nieważne. Przecież Pani Doktor I tak wie lepiej.

Dobra Marysia. Ty powiedziałaś, że chcesz się zabawić to ja wybieram lokal. Idziemy do Jazzu.

O matko, a co to jest?

Nie no nie gadaj, że nie znasz. Najlepsze karaoke w mieście.

Karaoke?

Tak, zobaczysz naprawdę świetny, swojski klimat. A potem pójdziemy potańczyć.

Ale bawimy się całą noc, dobrze?

Tak, całą noc, ale do 1.30.

CO??!!

Mówiłem, że mam do pracy.

Dobra biorę kamikadze. Tak na start. Zapoznawczo.

Masz urodziny, bierz, co chcesz. Ale później pijemy wódkę. Chcesz świętować, to będziesz. Krótko, ale intensywnie.

Będziesz coś śpiewać?

Będę.

Poważnie?! Kłamiesz.

Tak? To patrz.


Siema Daro, wciśniesz mnie gdzieś w kolejkę?

Stary, do 2 mam już listę.

Dobra, to dawaj teraz śpiewam I uciekam. Jestem z naprawdę ciekawą dziewczyną.

No dobra masz. Popisz się. John Legend?

Jasne. Trzeba zapunktować.


I co? Jaką piosenkę zamówiłeś?

Nie było już miejsca. Zbyt duża kolejką.

Weź oszuście pewnie wcale o to nie zapytałeś. Stawiasz kolejkę, bo na trzeźwo nie będę słuchała coverów Sławomira.

A teraz na scene zapraszamy Majkela.


Michaś! Ty bestio, Matko Święta, to było, to było.. wow. Po prostu wow, nie no jestem rozwalona. To było piękne. No I ta piosenka.. to mógłby być pierwszy taniec na moim weselu. Jestem pod wrażeniem. Wow.

Mówiłem, że zaśpiewam? Dobra słuchaj, ja stawiam teraz kolejkę. Urodzinową. Prawdę mówiąc bardzo się cieszę, że przerwałaś mi ten mecz. Miło, bardzo miło Cię poznać.

No dobra to pijemy I jedziemy gdzieś potańczyć. Zanim zdąże się w Tobie zakochać. Wiesz rzadko wychodzę, nie trudno o większe emocje, jeżeli facet od razu nie okazuje się dupkiem, a w dodatku tak śpiewa.

Jakbyś nie chciała to byś podeszła do kogoś innego cwaniaczku.

Masz mnie w garści co? Kobieta jak podejdzie sama zawsze jest na straconej pozycji. Karty odkryte. Niech Ci będzie jak coś nie będę miała do Ciebie pretensji. To co? Jedziemy.


W klubie było bardzo gorąco. Nie wiem czy dlatego, że była masa ludzi, czy dlatego, że ona tak na mnie działa. Wyglądała świetnie. Nie dopadł jej syndrom pierwszego roku, kiedy fajne dziewczyny tyją w pół roku 7 kilo, bo liczne libacje kończą u Turka na kebsie. Zresztą czuć było, że to wyjście do miasta to przede wszystkim wyjście poza własny schemat. Cały czas mam ją przed oczami. Jasne obcisłe jeansy, idealnie podkreślające jej zgrabne nogi I małą jędrną pupe. Zwykły biały t-shirt z dekoltem, który eksponował jej sporych rozmiarów biust, od którego, mimo chęci trudno było oderwać wzrok. Żółta marynarka I białe szpilki. Bardzo fajne, takie świeże połączenie. Zaczynało dochodzić do mnie, że coraz mniej chce być w klubie a coraz bardziej blisko niej.


Michaś, co taki zamyślony?

Nic, nic, pijemy I idziemy na parkiet. Chciałaś się bawić to będziesz. Dwa szybkie shoty I ruszamy.


Kiedy ocierała się o mnie myślałem, że oszaleje. Ruszała się tak, jakby nic innego w życiu nie robiła. Kiedy uśmiechała się zalotnie widać było, że to kobieta, która wie czego chce, I sięga po to, czego potrzebuje.

Nienawidzę Biebera, ale kiedy Dj rzucił ‘As long as you love me’ zakręciła tyłkiem tak, że musiała poczuć, że mnie to rusza. Kiedy ją obkręciłem widać było na jej twarzy satysfakcje. Przysunąłem ją do siebie, na szyi poczułem dotyk jej dłoni. I kiedy tylko spotkał się nasz wzrok zaczęliśmy się całować. Tak intensywnie, z pasją, jak jeszcze nigdy w moim życiu.

Mieszkam z koleżanką z roku — szepnęła, wtulając się we mnie jakby nie chciała mnie stracić choćby na sekundę.

Jedziemy do mnie.


Od razu zrzuciliśmy z siebie ubrania. W drodze miałem plan, że będę w łóżku gentelmanem, że będę czuły delikatny, ale nic z tego. Było mocno, szybko, bardzo intensywnie. Trwało to maksymalnie 10 minut. Zaciskałem zęby, jakbym chciał ją rozerwać, jakbym chciał dostać się tak daleko jak jeszcze nie dotarł nikt.

Mam czarno przed oczami, powiedziała, a mi wydawało się, że doszła chwilę przede mną. Z perpektywy czasu wiem, że to się nie wydarzyło, ale było naprawdę blisko.

Czułem się jak król, jak zdobywca. Myślałem, że czekać nas będzie za chwilę jakaś wymiana banałów o tym kto zadzwoni, czy się jeszcze zobaczymy itd ale po paru minutach ciszy, kiedy oddech wracał do naturalnego rytmu, chwyciła swoją delikatną rączką za niego I poruszyła lekko w góre I w dół. Spojrzała na mnie zalotnie, zdołałem tylko odpowiedzieć ‘ o proszę’ I wtedy wzięła go do ust. Patrząc mi w oczy czubkiem języka okrążyła żołądź, drugą dłonią przytrzymując worek moich najcenniejszych skarbów. Przeszedł mnie dreszcz. Widziałem, że to dostrzegła, w jej oczach widać było satysfakcję. Włożyła go głębiej, robiła to szybciej, szybciej, chciałem by trwało to bez końca, ale czułem, że nadchodzi punkt kulminacyjny.

Kochanie, zaraz dojde, powiedziałem, ale ona jeszcze bardziej przyspieszyła I wtedy nie doszedłem, wtedy po prostu eksplodowałem.

O kurwa.

Chyba Ci się podobało. Zaraz wrócę, ide tylko do toalety.

Nie wiedziałem co się ze mną dzieje. Penis stał cały czas, pulsując jakby zawładnęła jego całą energią.

Wrociła po 6 minutach.

Jesteś moim prezentem urodzinowym. Pocałowała mnie I nagle odwróciła się plecami I wypięła tyłek. Patrząc na nią od tyłu myślałem, że zwariuje. Czas przestał istnieć. Usiadła na mnie, jakby wiedziała co lubię. Na jeźdźca od tyłu to moja ulubiona pozycja. Delikatnie bardzo powoli przesywała się w dół, jakby chciała odczuwać każdy milimetr przesunięcia, jakby chłonęła każdy ruch. Każde kolejne uderzenie góra- dół było jednak szybsze, silniejsze, sąsiedzi mieli tej nocy filharmonię. Dreszcze przechodziły przez całe moje ciało kiedy czułem jej intensywny ruch jednocześnie wpatrując się w jej tyłek. Szybciej, mocniej, szybciej, mocniej, jakby do tego została stworzona. Czułem, że mogłem wytrzymać jeszcze chwilę. Przesunęła głowę do tyłku, byłem w niej tak głęboko jak to tylko możliwe. Całowałem ją po szyi, a ona przesuwała się do przodu do tyłu szybciej I szybciej jakby miała za chwilę oszaleć szybciej jakby miała wybuchnąć I wtedy wreszcie zamarła, jej ciało skręciło jakby poraziło ją prądem. Wtedy wiedziałem, że tym razem na pewno doszła.

Ja pierdolę jest 5:38 — powiedziałem chyba pół godziny później. Dobre 20 minut leżeliśmy wtuleni. Każdy bał się zasnąć, nie wiedzieliśmy też, jak można zakończyć ten wieczór. W zasadzie to ranek.

Marysiu, jeszcze raz wszystkiego najlepszego.

Wiesz.. chciałam zaszaleć I to były najlepsze urodziny odkąd skończyłam 7 lat, kiedy rodzice zamówili mi klauna. Ty jesteś zdecydowanie lepszym klaunem.

Spadaj! Ale wiesz co odwołuje wszystko na jutro. Nigdzie nie idę, mam to gdzieś. Zostań na noc. Nie wypuszczę Cię dziś.


Zjedliśmy razem śniadanie. Postrałem się, Były jajka sadzone, smażony bekon, tosty I sok pomarańczowy. Pożegnała mnie namiętnym pocałunkiem, który potwierdzał tylko, że to nie był zwykły seks. Wymieniliśmy się numerami.


Przez kolejny tydzień w każdy wieczór zaczynałem pisać sms, po chwili usuwałem, pisałem na nowo I znowu usuwałem. Ostatecznie nie napisałem, nie odezwałem się. Kurde, to do mnie nie podobne. Było mi z nią dobrze, jak z nikim. Seks był nieziemski, ale jakbym się zablokował. Nie mogłem się przełamać, żeby kliknać ‘wyślij’.

Tęsknie — napisałem po miesiącu I od razu kiedy to zrobiłem to wiedziałem, że jestem kompletnym idiotą. No kurwa, miesiąc bez odzewu I wyjeżdżam z takim tekstem. Bezsens. Ku mojemu zdziwieniu, zanim zdążyłem się mocniej poużalać nad sobą, dostałem natychmiastową odpowiedź — Ja też.

Pamięta! To dobrze. Ok, co teraz? Zaprosić ją na noc? Nie, bo pomyśli, że odzywam się tylko bo chcę ją zgarnąć do łóżka. Do kina? Oklepane. Na kawę? Nie no sam już nie wiem. Chyba mi odbija. Napiszę jutro, albo lepiej -po prostu zadzwonię.

Nie zadzwoniłem. Nie wiem czemu, nie rozumiem.

To jest właśnie chore. Czasami z łatwością oceniamy innych, ale nie możemy wytłumaczyć własnych zachowań. Czasami chyba marzenia muszą pozostać marzeniami, bo nie mamy odwagi, by po nie sięgnąć. Jest takie powiedzenie — uważaj o czym marzysz, bo może się spełnić. Tak chyba było wtedy ze mną. Niby pewny siebie — a jak widać jedynie pewny w pewnych sytuacjach.

Nie odzywałem się pół roku.

Zająłem się pracą. Prowadziłem eventy sprzedażowe, śpiewałem do kotleta, byłem konferansjerem, komentowałem galę sztuk walki. W gorszych miesiącach podjąłem się wodzirejowania na weselach, czyli — trochę wiocha. Jakby nie ująć zajmowałem się wszystkim tym, gdzie trzeba dobrze wyglądać I pięknie mówić. A najgorsze, najbardziej irytujące w tym wszystkim jest to, że wszędzie od wszystkich słyszę, że się marnuję, że mam taki potencjał. No mam, świetnie, super, że każdy tak chwali, tak wielce zachwycony, a nikt nie wyciągnie pomocnej dłoni, nikt nie da prawdziwej szansy. Zarabiam dobrze, patrząc na średnią krajową nawet bardzo dobrze, ale zajmuje mi to całą przestrzeń czasową, cały wolny czas. Zapieprzam bez celu. No I każdemu muszę naskakiwać z tym doklejonym, sztucznym uśmiechem.

Czasami dopada mnie taka bezsilność. Kiedy po prostu nie chce mi się, nie umiem się zmotywować do jakiejkolwiek aktywności. Bezsilność, która przeradza się w kompletną niemoc. Zatracam się w przeczuciu, że jest beznadziejnie, więc jak zrobię coś dobrze, to i tak nic nie zmieni. I tak czułem się wtedy i tak, było to jak zwykle złudne. Zresztą nie tylko złudne, ale jak się później okaże, także rujnujące. Niestety często jest właśnie tak, że głupie myśli współistnieją z głupim zachowaniem, które mnoży się jak kryptowaluty. Zawsze niesie to za sobą konsekwencje.

3

Siedziałem w domu. Leżałem, przełączałem kanały, rutyna. I wtedy przypomniałem, że mam wykupiony dostęp do Netflixa. Szukałem I szukałem czegoś co by mnie zaintrygowało I nawet nie wiem kiedy zacząłem oglądać bajkę dla dorosłych — konkretnie BoJack Horseman. Trochę mnie wkurzała, ale trochę doszukiwałem się w tytułowym bohaterze siebie. Też dobrze zarabiam ( no nieporównywalnie, ale wciąż nieźle) też mam lekką depresję, też lubię wypić I też lubię czuć się pępkiem świata. Oglądałem chyba całą noc. Towarzyszyła mi butelka whiskey I Marlboro Gold. Rano miałem poprowadzić jakiś ważny event z branży motoryzacyjnej. Miałem zarobić 12 tysięcy. 10 godzin pajacowania od 10 do 20 a potem 3 godziny after do momentu aż VIPy zdążą popić I DJ zacznie im przygrywać. Prawie tysiąc na godzinę, zajebista stawka. Ale pomyślałem “pierdole, hajs nie najważniejszy”, nie spałem całą noc — jestem nawalony, odpuszczam, idę w kimę.

Kiedy wstałem o 13.27 miałem 47 nieodebranych połączeń I jednego smsa — będzie Cię to sporo kosztować. Jak wielką głupotą jest nie czytać umów przekonało się wiele osób. Niektórzy byli oszukiwani, niektórzy byli zmuszeni robić coś, co jest sprzeczne z ich poglądami, zreszta ile było afer nagłaśnianych, choćby w Sprawie dla reportera. Ale człowiek nie uczy się na cudzych błędach. Dopóki samemu brodą nie strzelisz w krawężnik, nie poczujesz skali upadku. Ja oczywiście nie czytałem. Niespełnienie warunków kontraktu — kara umowna 200 000 zł plus koszt osoby przejmującej zlecenie 20 000zł. 220000 kary! Dwieście dwadzieścia tysięcy złotych. Miałem zarobić fajne pieniądze, a straciłem ogromne. Przez głupotę, przez lenistwo, przez alkohol, przez siebie samego. Kurwa, mógłbym mieć za to mieszkanie.


Wiem, że to czasem autodestrukcyjne, ale chyba gdzieś w środku czasem lubię się pogrążać w beznadzieji. To chyba pewna odmiana egoizmu, który wyolbrzymiając skalę dramatu doszukuje się w tym wyjątkowości. Niestety chyba jestem jedną z tych osób która zawsze “najbardziej cierpi”, która słuchając czyjejś ciężkiej historii komentuje ją zaczynając od słów “nie no rozumiem, ale to jeszcze nic u mnie to …”. Robię tak często wykorzystując to do uzyskania współczucia, zainteresowania ale jednocześnie tym gardzę. Boże jestem taką sumą sprzeczności, ale z drugiej strony kto nie jest?

A może to jest właśnie pułapka takiego myślenia? Szukamy analogii, szukamy I interesujemy się czyimś życiem, czyimś niepowodzeniem, by łatwiej usprawiedliwiać własne błedy? Nie wiem. W zasadzie chyba nic nie wiem I chociaż mówi się, że o intelekcie człowieka świadczy świadomość sensu stwierdzenia “wiem, że nic nie wiem”, to ja jednak najzwyczajniej w świecie jestem niezdecydowaniem I wiecznym znakiem zapytania.


Te myśli, które nawiedzają mnie niczym duch ze starej kamienicy nie są jednak wyrazem świadomości, poczucia własnej słabości, są ucieczką I usprawiedliwieniem. Jakby tego nie nazwać są tarczą, za którą chowam się przed podjęciem próby.

Czuję się samotny. Bardzo samotny. Pracuje z ludźmi, występuje przed ludźmi, a jestem w tym wszystkim tak bardzo sam. Dlatego zostaje z tymi myślami, w tym czterech ścianach, bo nie mam z kim porozmawiać. Rozmowa wyciąga z nas te wszystkie negatywne emocję, wyciąga z nas żal. Nie bez powodu mówi się, że by coś osiągnąć, by przełamać jakiś lęk trzeba to nazwać I powiedzieć na głos. To pierwszy krok. Trzeba wiedzieć czego się chce, a wypowiedziany głośno lęk traci na mocy. Najbardziej niebezpieczny jest kiedy skrywamy do w ciszy, w głowie, w sercu, w sobie.

Nie jestem zadowolony ze swojego życia. Z tego tekstu też. Brakuje tu dynamiki. Brakuje tu akcji. W zasadzie brakuje wszystkiego co można by uznać za wybitne dzieło. Ale takie już chyba będzie — poplątane, niedoskonałe jak ja.


Ok. Czasem po prostu trzeba ruszyć dalej. U niektórych to musi być trzesienie ziemii, u innych — na przykład u mnie w grę wchodzi rutyna. Jest do dupy, więc trzeba robić to co trzeba — banalne, ale skuteczne. Kiedy robię co powinienem, kiedy nie użalam się nad sobą to machina sama się napędza. Tak samo jak mam szczęście do licznych przypałów, tak kiedy się staram różne drzwi same się przede mną otwierają.


Kiedy wpadłem w długi powiedziałem sobie, ok spłacamy to jak najszybciej ( tym bardziej, że wisi nade mną hipoteka), żeby sie odbić, potem dobre auto, dom za miastem I docelowo dom We Florencji, ale po kolei.

Przyjmowałem zlecenia jak głupi. Byłem jak dobrze zaprogramowany robot. Akcja, sztuczny uśmiech, elokwencja, no I przede wszystkim nie piłem, nie pozwalałem sobie na niezobowiązującego blancika, żadnych kresek. Czyściutki, punktualny, rzetelny. Full profeska. Wesela, bankiety, mam wrażenie, że przez ostatnie 3 miesiące spałem łącznie po 4—5 godz na dobę. Zaśpiewałem I poprowadziłem wszystko co tylko przychodziło w ofercie mailowej. Aż w końcu przyszła bardzo nietypowa propozycja.

Nie pamiętam nawet dokładnie nazwy ale był to bodajże Ogólnopolski konwent medycyny I chirurgii estetycznej — dla mnie rzecz nieistotna, w praktyce jakaś duża impreza lekarzy, grubych ryb. Z tego co pamiętam zgraja snobitystycznych nudziarzy, zarobasów, którzy nie mają czasu by poszaleć, którym przy nadażającej się okazji, krótko mówiąc, odpierdala. Najpierw niby poważne rozmowy elity intelektualnej, później coraz bardziej przyziemne tematy, później niewybredne epitety, rzucanie mięsem I dziwki w co drugim pokoju. Klimat studencki, typowo z tym, że zdecydowanie na bogato.

Ja miałem zadanie proste. Najpierw krótki stand — up, potem prowadzenie gali ( lekarze sami sobie przyznają nagrody) później pare piosenek podczas bankietu I na koniec puścić seta z muzyką najlepiej gorąca 20 eska przeplatana hitami z lat 60. Niewybredny gust muzyczny. 15 tysięcy za taki event uważam, za naprawdę porządny hajs. Raz mogłem zarobić więcej. No właściwie nie mogłem, musiałem. Wybierać to może milioner dwudziestolatki, ja biorę wszystko co wpada.

Wieczór przebiegał planowo. O 23 kiedy impreza zaczęła się rozkręcać, więc zrobiłem sobie rutynową przerwę na papierosa. Leciał już set, ludzie się bawili, luz. I wtedy podeszła do mnie parka, ona koło 40 on pare lat starszy.

Panie Michale, piękny głos. Jesteśmy z mężem pod wrażeniem.

Dziękuję bardzo.

Katarzyna Walewska — Solz. A to mój mąż Herman.

Herman?

Tak, Herman.

Witam serdecznie, Michał Salamander. Przepraszam niepospolite imię stąd moja reakcja.

Pana nazwisko, to też nie byle Kowalski. Ale do artysty pasuje.

Dziękuję Panie Hermanie. Do artysty to mi jednak jeszcze daleko.

No właśnie Panie Michale z mężem niedługo będziemy urządzać 20 rocznicę ślubu. Bardzo podoba się Pan nam jako prowadzący jako muzyk, czy można uzyskać na Pana jakiś namiar?

Jasne — to moja wizytówka, mail, telefon, proszę o kontakt.

Do zobaczenia.

Czułem, że ta grupa osób, to może być świetna baza kontaktów. Majętni, inteligentni, chcący się pokazać. Tacy ludzie nie patrzą na koszta, a na opinie innych. A muszę przyznać nieskromnie, że jestem synonimem dobrej imprezy. Nie ukrywam liczyłem na kilka zleceń. Pierwsza już nadeszła, nie sądziłem, że pójdzie tak szybko.

Po godzinie dostałem smsa: “papierosek?”

A z kim mam przyjemność?

Kasia W.-S.

Jasne Pani Kasiu, za 10 min będę na dole.

Kasiu. Super, będę czekała.

Nie no, muszą być bardzo konkretni skoro od razu chcą ustalić warunki współpracy. Oczywiście alkohol pewnie wpływa mocniej na pewne propozycje, ale zasadniczo działa to tylko in plus. Trzeba kuć żelazo póki gorące.

Nawet nie podejrzewałem jak bardzo wymownie będą brzmieć te słowa z perspektywy czasu.


Mogę ognia?

Oczywiście Pani Kasiu, już daję.

Oj przestań nie jestem taka już stara — Kasiu. Dziękuję.

Więc Kasiu jak podoba się impreza?

Impreza jak impreza, muzyka oczywiście super, bez dwóch zdań, ale Ci ludzie już mnie męczą. Zawsze te same żarty, ten sam scenariusz, wszystko takie tendencyjne. Mój mąż zawsze znika z kolegami na pokerka I grom go wie co jeszcze I wtedy zazwyczaj idę spać, ale dziś wyjątkowo mam dobry humor I jeszcze nie czas na sen.

Noc długa, trzeba korzystać.

Masz racje przystojniaku.

Kasiu, bo się zarumienie.

Jasne.

Naprawdę, nie przywykłem do komplementów.

Przestań, przestań, jesteś młody, przystojny, pięknie śpiewasz dziewczyny pewnie same wskakują CI do łóżka.

Nie no nie narzekam prawdę mówiąc. Ale nie słyszałem takich słów od tak pięknej, dojrzałej kobiety.

Pierwszy raz podrywa Cię babcia!

Jak tak ma wyglądać babcia, to starość chciałbym spędzić w łóżku. I to nie z powodu choroby.

Oj zazdroszczę Ci tej beztroski Michaś …

Michaś?

Przepraszam, nie lubisz jak się tak do Ciebie zwraca?

Nie, nie to chodzi, nie przeszkadza mi to.

No dobrze, pewnie Ci się z czymś kojarzy, więc niech będzie -Michał powiedz mi, lubisz wytrawne wino?

W tym momencie mam wielką ochotę na dojrzałe, wytrwane wino.

W takim razie zapraszam. Lampka na pewno nie zaszkodzi.

Dobra Kasiu, to zróbmy tak — masz tu kartę do mojego pokoju weź wino z baru ja dojdę za 15 min, ide tylko zapowiem mojego następce.


Kurwa, albo właśnie załatwiam sobie pracę, albo czeka mnie niesamowita przygoda. Sam nie wiem czego oczekiwać.

Jesteś Kasiu.

Jestem, byliśmy umówieni na wino. Czekam tu na Ciebie.

Wiesz co nie było okazji tego powiedzieć, bo byłaś z mężem I nie podjrzewałem, że będziemy rozmawiali w taki sposób, ale jesteś przepiękną kobietą. Zastanawiam się jak to możliwe, że mogłaś się tu nudzić. Nawet jeżeli twój mąż ma inne upodobania chwilowo, to jest tu pełno facetów. Szukałaś odskoczni?

Wiesz co.. nie chce zebyś też mnie źle zrozumiał, nie przyszłam tu, żeby Ci wskoczyć do łóżka, bo jesteś młody I przystojny.

Wiec szukałaś po prostu luźnej rozmowy?

Szukałam trochę przestrzeni. Słyszałam nie raz legendy o tych nocach pokerowych I nie chce potwierdzenia co teraz robi mój mąż. Ale też nie chce siedzieć sama, ani z jego kolegami, którzy niby wielcy przyjaciele wszyscy, a będą próbowali mnie poderwać. Takie to towarzystwo. A dzisiejszy dzień to dla mnie szczególna data.

Urodziny?

Nie, zreszta w moim wieku urodziny to nie święto, tylko krok w stronę przepaści. Zachowasz to dla siebie?

Tak, jeśli tylko pozwolisz mi nalać wina.

Naturalnie.

Wiec 25 lata temu zrobiłam to po raz pierwszy w życiu.

Mówiąc TO masz na myśli, to o czym myślę?

Tak.

Z Hermanem?

Co? Nie! Ha ha ha. Herman był w wtedy tłem w moim życiu. Był sąsiadem, który podkochiwał się w młodszej koleżance. Był niepewny, skryty, preciwieństwo siebie teraz.

Ja byłam z kolei bardzo pewna siebie I bardzo zakochana. Nazywał się Jan. Był biedny, był łobuzem, słabo się uczył, ale był zabójczo przystojny I grał na gitarze.

Pierwsza miłość. Ile miałaś wtedy lat?

Trochę ponad 16.

To jesteś ledwie 10 lat starsza Kasiu. To niewiele.

Oż Ty cwaniaku, myślałam, że wciągnełeś się w historię, a ty chciałeś tylko zajrzeć mi w metrykę!

Zajrzeć to ja bym chciał gdzie indziej patrząc na Ciebie.

Teraz to ja stara baba się zawstydzę zaraz!

No kontynuuj. Prawdę mówiąc zaciekawiłem się.

Wiesz co jesteś świetnym słuchaczem. Twoja kobieta będzie miała z Tobą dobrze. Jak wspomniałam miałam niecałe 17 lat, ale czułam się już dojrzałą kobietą. Byłam zapatrzona w Janka, każdy jego dotyk wywoływał dreszcz. Ja byłam z dobrego domu on był samotnikiem. Zamykał się w muzyce, to było jego okno na świat. Dużo dziewczyn oglądało się za nim, ale żadna nie miała odwagi zbliżyć się. Mi się udało. Raz w szkole przygadałam matematyczce I siedzieliśmy razem w kozie. Wiesz co to jest?

Tak Kasiu wyszedłem już z podstawówki.

W pewnych kwestiach na pewno. Ale wracając do tematu tam się poznaliśmy. Zabrał mnie na wino, później nad ranem do lasu, by oglądać zwierzęta, później spotykaliśmy się regularnie I albo całowaliśmy się, albo leżałam I słuchałam jak śpiewa. Pewnego dnia rzucił mi w okno szyszką. Pokazał wino I dał znać bym się urwała. Poszliśmy na działki. Zaproponował, że włamiemy się do jednej z nich. Byłam przeciwna, bałam się, ale ostatecznie dałam się namówić. Zaskoczyłam się, przygotował się niesamowicie. W środku były porozssypywane płatki róż, świece, kadzidła. Urzekło mnie to. Oddałam mu się kompletnie. Zostawiłam w starej altance dziewictwo I serce. A od tego czasu minęło już ćwierć wieku.

I co się stało z nim? Nie przetrwało to próby czasu?

Popełnił samobójstwo. Miesiąc później. Okazało się, że wcale nie unikał ludzi. Unikał wszystkich komu wisiał pieniądze. Tylko ja zakochana ślepa idiotka tego nie widziałam. Ukrywaliśmy nasz związek, ja bo bałam się ojca, on bo bał się wszystkich komu wisiał trochę kasy. Dlatego też nikt mnie nie ostrzegł. Muzycy są bardzo wrażliwi, ale I bardzo podatni. Nie mniej był świetnym kochankiem, a ja miałam pierwszy raz w życiu złamane serce.

Niesamowita historia. I romantyczna I smutna.

No, a ja nadal idiotka tylko już stara a wciąż głupia I wciąż jak widać lecę na muzyków.

Cały czas mam wrażenie, że to tylko jakaś gra. Że taka kobieta jak Ty nie zwróciła by na mnie uwagi. Masz pieniądze, ułożone życie, męża, pozycje..

…I cholerną pustkę. Sama boję się tego co się w tym momencie dzieje. Ale nie będę się oszukiwać. Przyszłam do pokoju młodego, przystojnego faceta, który pięknie śpiewa. Jestem lekko wstawiona, mój mąż się bawi, poświadomie wiem czego chciałam od początku.

Mam wrażenie, że to sen, piękny sen.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 1.37
drukowana A5
za 36.71