Wstęp
Dwa bieguny miłości to tomik, który przedstawia skrajne oblicza pierwszej miłości. Napisany w euforii silnych emocji, doświadczonych przez autorkę. Wiersze mają na celu odnalezienie podobnych wspomnień, przeżyć i utożsamienie się z odczuciami podmiotu lirycznego. Skierowany jest do osób, które doznały, bądź doznają skrajności emocjonalnej w toksycznych związkach i mają problem z odnalezieniem własnej tożsamości. Tożsamości porzuconej w imię jednostronnej, bezinteresownej miłości. Kochanie mimo wszystko — kosztem samego siebie.
Pierwszy biegun, przedstawia początki relacji, wiary w niemożliwe, zaślepienia uczuciami. Wiersze wydają się dość naiwne i proste. Z kolejnymi fragmentami, dynamika ukazuje konfrontację. Jak bajka, która staje się prawdziwą rzeczywistością, nie mającą litości. Stylistyka tekstów zmienia się w konkretniejszą, dłuższą, czasami metaforyczną.
Drugi biegun daje spojrzenie na czas dotarcia do samego siebie, siły odejścia od niszczącej relacji. Borykania się z depresją i długiej walki o odnalezienie właściwej drogi.
Powstałe wiersze są wyrazem cierpienia, dotykającego głębi, przeżywaną bezradnością i trwałą raną. Relacja dotyczy idealistki z mężczyzną, prześladowanym przez demony przeszłości. Ona niczego bardziej nie pragnie, jak miłości i bycia kochaną, a on panicznie unika zaangażowania, w czym nie pomaga mu choroba dwubiegunowa. Oboje łączy jedna kwestia — on nie potrafi zaufać nikomu, a ona traci nadzieję na bezinteresowną miłość i równie mocno zaufanie.
Ich związek mógłby przetrwać wiele, ale największym kosztem. Ich uczucia były tak żywe, że niosły siłę żywiołu. A największym dowodem tego rodzaju miłości było tylko odejście, by uwolnić się od toksycznego uzależnienia.
Jednak przeszłość to część historii, nie da się jej wymazać z pamięci. Można zaprzeczać, tłumić emocje i trwać dalej. Odcięcie się, nie jest rozwiązaniem. Pomimo braku wpływu na to, co miało już miejsce, pamiętajmy o wpływie na teraźniejszość i przyszłość.
Negatywne doświadczenia wracają wtedy, gdy czujemy się bezpiecznie i stabilnie. Myślimy, że mamy to za sobą, a jednak nie możemy odnaleźć się w nowej, lepszej rzeczywistości. Stąd ten tomik to początek przygody. Każde, kolejne etapy w drodze po siebie, przyniosą następne zmiany, przemyślenia i wiersze.
Póki co zapraszam na pierwszy etap, rozpocznijmy rollercoaster.
Część 1.
Pierwszy biegun miłości — Zanim zgasło światło
Przeciwieństwem miłości nie jest nienawiść. Nienawiść to po prostu miłość, która się popsuła. Prawdziwym przeciwieństwem miłości jest apatia. Kiedy nie obchodzi cię, co dzieje się z drugą osobą.
Amish Tripathi
Kto pamięta pierwszą miłość, jakże naiwną i niewinną? Konfrontację i dysonans między własnymi wartościami, a przeciwieństwo ich, w wybranym obiekcie sympatii.
Kto nie stracił głowy przez pierwsze pożądanie? Kto wierzył w niemożliwe? Kto dając kolejne szanse, wybaczając zbyt wiele, zatracił zaufanie?
Kto założył różowe okulary i zmienił się jak kameleon? Kto idealizował i wypierał prawdę? Kto nie był sobą? Kto zmieniał się na gorsze i dotknął dna, tonąc w czerni atramencie?
Kto?
Ten, kto pragnął kochać złudzenie. Znalazł się tam, gdzie najciemniej pod latarnią. Uzależnił od czegoś, co nie chciało pozostać fizycznie. Lecz rany niezagojone pozostały cieniem. A miłość jak choroba psychiczna. Zupełne zgubienie i zaślepienie kimś, kto stał się ważniejszy od niej samej. Za kimś, kto jest przeciwieństwem rozsądku, zaprzeczeniem troski, zerowym wsparciem. Za kimś, kto nie złapie za dłoń, gdy spadasz. Kimś, kto na pokaz trzymając Twój nadgarstek, puści bez mrugnięcia. Kimś, kto wyparł się bycia człowiekiem, tonąc w mroku. Kłamiąc, chcąc zaistnieć w centrum, złamać Twą empatię, wzbudzić litość i zjednać Cię z ziemią. Zazdroszczący czystości, jasnych wartości zepsuć do kości i założyć pelerynę zepsutej.
Kusząc i manipulując, uzależnić od siebie, odebrać wszystko, co było dla Ciebie spełnieniem, wiarą i nadzieją.
Dla miłości
każda jest tą jedyną na swój sposób
Chichot Losu
Brum Brum
O cholera!
Znowu Ty?
Wiedziałam, że przypadków
nie ma.
Los jak chce, to nawet, gdy
jedziemy w przeciwnym
kierunku
złączy drogi i pośmieje się z
naszej bezradności.
Do miłości…
Tonę
W Twoich oczach tonę.
Świat się zatrzymuje.
Nagle sobie sprawę zdaję,
że Ty i ja są naprawdę.
Nie wiem, co się dzieje.
Czuję się bezpiecznie.
Spokój, który dajesz
to najpiękniejsze.
Ktoś powiedział kiedyś,
że oczy najważniejsze.
Gdy spotkałam ciebie
stało się to pewne.
Pragnę patrzeć głębiej.
Poczułam jakie to przyjemne.
Chemia
Oczy szklą się,
usta uchylone,
dłonie złączone.
Ciało wibruje pod dotykiem ciepła,
a serce ciebie zapamięta.
Współdrganie
Korzystaliśmy z życia do
ostatnich sił.
Noce i dnie zamieniały się w
pył.
Nie mogąc odróżnić, co było
czym.
Na zmianę przechodzimy
depresyjny byt.
Brak nas, natenczas, zamknął
manie i przyciąganie.
Kto pierwszy odważy się na
współdrganie?
Dopełnienie
Jesteśmy dopełnieniem, który nad ziemią leci.
Wibrujemy tym samym ciałem.
Wzlatamy i upadamy.
Gdy unosisz się, płynę z Tobą
w ten rytm.
Siła w nas tkwi.
Oczy, w które patrzę to te
niebieskie.
Kiedy wpatruję się, czuję jak
odzyskujemy czasoprzestrzeń.
Nieważne co i gdzie,
tracę rozum i liczy się ta chwila.
Gdy walczysz nie wiem,
z którym wybranym wspomnieniem
Oboje mamy te cenne…
Prze’trwa
Zaczęliśmy tańczyć.
Zgodność naszych ciał.
Dopasowanie dusz, rytmu słów.
Podążamy pod prąd.
Niestraszny nam wiatr.
Głębia mórz.
Odkrywamy na nowo nasze
Serca.
Ile to (prze)trwa?
Tu i teraz
Jestem dziś.
To ulotny moment.
Jak Słońce, które i tak
schowa się za horyzontem.
Ty,
nie spieszysz się, myślisz, że
zdążysz.
Nie pozwól, by zgasł nasz
promyk.
„Mamy czas” — mówisz.
„na wszystko przyjdzie kolej” — szepczesz.
Lecz ja żyję tu i teraz, to nazywa się
życiem.
Nie to, co było. Nie to, co będzie.
Tamto to tylko abstrakcja.
Wspomnienie. Wyobrażenie.
Fantazja.
Czujesz, teraz. Błądzisz, teraz.
Drogę wybierasz, patrzysz mi w oczy,
śmiejesz się i uśmiechasz.
Łza
Gdyby nie deszcz, to nie lśniłoby to miasto nocą.
Gdyby nie Twe łzy, zabrakłoby blasku
świateł odbijających się w źrenicach.
Gdyby nie kropla do kropli, nie byłoby
rzek, jezior, mórz i oceanów.
Gdyby nie woda, nie byłoby nas.
Nie byłoby głębi, którą odkrywamy
bez końca…
Nadzieja
Promieniu słońca, który
dotykasz czule.
Tulisz chłodne ciało w
obłokach,
oświecasz umysł i serce,
gdy zlękniona.
Gdy brak wizji, co będzie.
Zapewniasz, że jesteś.
Słońcem w dzień, nocą
Księżycem.
Gdy leżę zmęczona,
nostalgia dobija.
Otwierasz senne marzenia.
Piję łyk za łykiem,
kosztuję ciepło w zimnym
świecie.
Budzę się i szukam cię ręką.
Brakuje ciebie, kiedyś mi
powiesz, że jesteś.
Seans
Myślałam, że zasnąłeś na
wieki.
Jak po przejściu, o krok za
daleko.
Myślałam, że wszystko było
rozsypanymi płatkami
kwiatów.
Które zeschną po czasie…
Czułam, jak schnę od środka.
Jak umieram z miłości i ty też.
Jak nikt przebudzić nas nie mógł.
Jak knot spalał się do końca,
aż zgasł.
Jak uniósł się tylko szary
dym,
lekki zapach oprzytomniał
chwilę.
Nie pozwolił zapomnieć o
naszym filmie, naszym
seansie życia, o nas
aktorach, którzy udawali, a
naprawdę się pokochali…
Klucz
Rozum czy serce?
Moje serce dla Ciebie zawsze otwarte będzie.
Czekałam dopóki sam nie zamkniesz za sobą drzwi.
Wyszedłeś, lecz nie zapomniałeś.
Nie potrafimy uleczyć tego,
czym okaleczyliśmy nasze
dusze i ciała.
Nie łatwo mija namiętność, intymność.
Zaangażowanie za to pęka
jak krucha skała!
Serce otwarte, lecz rozum
zamyka je.
Walka trwa i nikt nie wygra jej.
Wybierasz ucieczkę, a ja
zamknięcie.
Lecz moje serce zawsze
otwarte dla Ciebie będzie.