E-book
7.88
drukowana A5
14.83
drukowana A5
Kolorowa
36.25
Duch Polonów

Bezpłatny fragment - Duch Polonów


Objętość:
41 str.
ISBN:
978-83-8467-811-4
E-book
za 7.88
drukowana A5
za 14.83
drukowana A5
Kolorowa
za 36.25

Zepsuty traktor

Nadeszła wiosna. Wszędzie wokół unosił się zapach zielonej trawy i świeży aromat kwiatów, które dopiero zaczynały rozkwitać na owocowych drzewach w sadzie. Zielona trawa przebiła się już przez warstwę ziemi i wszędzie, dokądkolwiek się spojrzało, widniała feeria wiosennych barw. Ptaki wesoło latały i śpiewały, przysiadając na drzewach, a małe pszczółki latały, zbierając nektar.

Był to czas, kiedy rolnicy zaczynali orać ziemię i przygotowywać się do zasiewów na kolejny sezon.

Młody rolnik o imieniu Tomasz zamierzał zaorać swoje pole, aby obsiać je pszenicą. Był w doskonałym nastroju, ponieważ tego dnia miał wyjechać w pole swoim ulubionym fioletowym traktorem, który służył mu już od wielu lat i pomagał spulchniać ziemię pod nowe uprawy.

Po zjedzeniu obfitego śniadania Tomasz, zabierając ze sobą swojego przyjaciela, psa Szarika, podszedł do traktora. Wziął kluczyki i włożył je do stacyjki, ale traktor wydał jedynie jakieś niezrozumiałe dźwięki. Stojąc pod niewielkim zadaszeniem, nie chciał się uruchomić.

— No co ty, mój stary przyjacielu? Pewnie przez te wszystkie miesiące, kiedy stałeś bezczynnie, zrobiłeś się trochę leniwy — powiedział Tomasz i jeszcze raz spróbował uruchomić traktor.

Jednak po kolejnej próbie traktor wydał nieprzyjemny, głośny dźwięk, a jego silnik spowiły kłęby dymu, wyrzucając z siebie ciemny dym, który stopniowo zmieniał kolor na szary.

— Mój stary przyjacielu, zaraz sprawdzę, co ci się zepsuło — powiedział Tomasz i zajrzał pod maskę. Odkręcił nakrętki, zdjął osłonę i zobaczył, że części zardzewiały, ponieważ zadaszenie było niewystarczające, a traktor przez całą zimę stał na otwartej przestrzeni. Woda dostawała się do środka, a słabo zabezpieczone części uległy zniszczeniu.

— Jak mogłem tak źle o ciebie dbać?! — zawołał Tomasz i rzucił klucz obok traktora. Ze smutkiem usiadł na ziemi. Szarik podszedł do niego i położył głowę na kolanach swojego pana, próbując go pocieszyć, ponieważ widział, że rolnik bardzo się czymś martwi.

— Mój kochany Szariku, nie mogę naprawić mojego traktora — powiedział ze smutkiem Tomasz, głaszcząc głowę swojego pupila.

Mógłby naprawić traktor, ale potrzebował do tego części, a był biedny. Mieszkał w małym, przytulnym domku i zarabiał pieniądze wyłącznie dzięki swoim plonom. Teraz, kiedy nie mógł zaorać pola, bał się, że nie będzie w stanie wykarmić Szarika. O siebie się nie martwił, ale bardzo troszczył się o swojego przyjaciela i członka rodziny, Szarika.

Gdy Szarik zauważył ptaka, który przysiadł na pniaku, pobiegł w jego stronę, głośno szczekając. Tymczasem Tomasz, trzymając się za głowę, usiadł na łące, gdzie leżały porozrzucane części traktora, którego nie potrafił naprawić.

No cóż, trzeba będzie kopać ręcznie! To była jedyna myśl, jaka przyszła rolnikowi do głowy. Wiedział, że sam nie zdoła zaorać tak ogromnego pola, ale nie mógł zostawić swojego przyjaciela bez jedzenia, ponieważ rozumiał, że jeśli nie obsieje pola, nie będzie mógł zapewnić swojemu pupilowi przysmaków i kostek do gryzienia.

Otrzepał swój kombinezon i zabrał się do pracy.

W starej szopie, w której pająk utkał swoją misterną pajęczynę, Tomasz wziął łopatę. Od dawna leżała nieużywana, ale teraz w rękach rolnika zyskała nowe życie. Kopiąc ziemię łopatą, Tomasz czuł, jak męczą się jego mięśnie, ale mimo to uparcie kontynuował pracę.

Będąc zwykłym człowiekiem, szybko się męczył. Słońce towarzyszyło mu już swoimi oślepiającymi promieniami, choć nie zdążyło jeszcze porządnie ogrzać ziemi. Całkowicie zrozpaczony Tomasz nie wiedział już, co robić.

Nie przestając kopać, mężczyzna zwrócił się z prośbą o pomoc do wszystkich, którzy mogli go usłyszeć.

— Nie wiem, czy ktoś tam na górze jest, ale potrzebuję pomocy! Jestem zwykłym rolnikiem, nie mam grosza przy duszy. Potrzebuję pomocy. Niech ktoś mi pomoże!

Takie słowa modlitwy rozbrzmiewały w jego głowie, ale mężczyzna nie miał nadziei, że którykolwiek z bogów go usłyszy.

Szarik wesoło biegał wokół swojego pana, merdając ogonem, podczas gdy Tomasz kopał aż do późnego wieczora.

Oceniwszy skromne rezultaty swojej pracy, rolnik posmutniał. Przekopanie tak dużego pola zajęłoby mu kilka tygodni, a sezon siewów zbliżał się coraz bardziej. Nie poddawał się jednak. Szarik, który już gryzł jakiś patyk i wesoło dodawał swojemu panu otuchy, pozostawał u jego boku.

Po zakończeniu ciężkiej pracy rolnik zawołał Szarika, zostawił łopatę obok pompy wodnej i poszedł spać. Czekał go ciężki poranek, ponieważ aby zdążyć na czas, musiał rozpocząć pracę bardzo wcześnie.

Jego wierny przyjaciel Szarik, który zawsze był przy nim, położył się obok swojego pana na łóżku i oparł głowę na jego piersi, próbując pocieszyć Tomasza, aby ten nie smucił się z powodu swojej porażki.

Obudziwszy się wcześnie rano, Tomasz był pełen nadziei, że wszystko mu się uda. Promienie słoneczne nie oświetliły jeszcze pola swoim jasnym blaskiem, a rolnik już szykował się do pracy.

Jego wierny towarzysz Szarik już wesoło biegał, bawiąc się i szczekając na ptaki, które przysiadły na drewnianym płocie.

Ten puszysty kłębek szczęścia zawsze poprawiał nastrój swojemu panu. Był beztroski i cieszył się każdą drobnostką, każdym zwierzątkiem, a nawet foliową torebką, która przelatywała gdzieś w pobliżu.

Jaskrawoczerwone promienie rozlały się nad horyzontem, a na niebie pojawiły się pierwsze barwy dnia. Zaczynało świtać, a ptaki siedzące na drzewach rozpoczęły swoją wesołą pieśń.

Naciągnąwszy gumowe rękawice, rolnik Tomasz wziął łopatę i niespiesznym krokiem, w towarzystwie swojego przyjaciela Szarika, ruszył w stronę pola.

Nagle zerwał się silny wiatr. Liście na zazielenionych drzewach zawirowały w tańcu. Rozległy się krzyki wron latających nad ich głowami, a ziemia przed oczami Tomasza zaczęła unosić się w górę.

Zacisnąwszy powieki ze strachu, rolnik przycisnął do siebie Szarika, który nieustannie szczekał w stronę szalejącego wiatru.

Duch Plonów

— Nie bój się, Szarik, wszystko będzie dobrze — uspokajał Tomasz swojego towarzysza, chociaż sam drżał ze strachu.

Wkrótce wiatr ucichł. Tam, gdzie unosiła się ziemia, pojawił się mały, czerwony nosek. Gdy Szarik go zobaczył, zaczął szczekać jeszcze głośniej, drapiąc łapami ziemię. Było to radosne szczekanie, jakby próbował zaprzyjaźnić się z nowym przyjacielem. Tomasz mocno trzymał Szarika, żeby ten nie rzucił się na nowo powstałe wzgórze. Trzymał go za obrożę, przyciskając do swojej nogi, i uważnie przyglądał się temu, co się działo. W pobliżu miejsca, gdzie jeszcze niedawno szalał wiatr, wylądowała mała wrona.

— Witaj, gospodarzu Tomaszu! — rozległ się cieniutki, piskliwy dziecięcy głosik.

Mężczyzna ze strachu przykucnął i przytulił psa do siebie, myśląc, że popada w obłęd.

Gładził Szarika po boku, próbując go uspokoić, ale szczekanie wciąż nie ustawało.

W wirujących liściach słychać było jedynie głos, ale nie było widać, kto mówił. Gospodarz nie potrafił zrozumieć, skąd dochodził ten głos.

Wkrótce wiatr ucichł i ukazały się duże, zielone liście, które łaskotały brodę Tomasza, ponieważ pojawiły się tuż obok. Mężczyzna wstał i, przestraszony, cofnął się o kilka kroków, pociągając za sobą Szarika.

Kiedy minęły pierwsze chwile niepokoju i gospodarz w końcu mógł dobrze przyjrzeć się swojemu niezapowiedzianemu gościowi, nie mógł uwierzyć własnym oczom.

Przed nim stał chłopiec w pięknym różowym kapeluszu, a w rękach trzymał ogromną rzodkiewkę, niemal tak dużą jak on sam.

Tuż obok, w kupce ziemi, siedział kret, którego pyszczek był już całkowicie widoczny. Zwierzątko wyciągnęło swoje ogromne łapy i wycierało nimi pyszczek.

Z drugiej strony stała wrona, która spoglądała na mężczyznę swoimi małymi, czarnymi oczkami przypominającymi koraliki.

Mały, jaskrawo ubrany chłopiec patrzył na gospodarza Tomasza, a jego dobroczynny, szczery uśmiech był wyjątkowy.

— Nie mogę uwierzyć własnym oczom — powiedział gospodarz, przecierając jedną ręką oczy i myśląc, że zupełnie oszalał.

Chłopiec nie powiedział ani słowa, tylko łapczywie wgryzł się w rzodkiewkę. Odgryzł kawałek i podał go swojemu przyjacielowi, kretowi. Ten skinął głową na znak wdzięczności, wziął kawałek rzodkiewki i zagrzebał się pod ziemią.

Po drugim kęsie chłopiec podzielił się rzodkiewką z wroną, a ta z wdzięcznością zatrzepotała skrzydłami i odleciała.

Chłopiec szybko zjadł resztę rzodkiewki razem z zielonymi liśćmi. Wycierając brodę z soku rzodkiewkowego, zdjął kapelusz i, trzymając go w rękach, przedstawił się:

— Jestem Duchem Plonów. Wczoraj modliłeś się do mnie, więc przyszedłem.

Chłopiec ukłonił się i zaczął czekać na odpowiedź gospodarza.

— Chyba z bezsilności popadam w obłęd — powiedział mężczyzna i puścił Szarika. Teraz nie było już sensu trzymać psa przy sobie. Przykucnął, próbując zrozumieć, czy naprawdę nie traci rozumu.

— Przecież to ty wczoraj prosiłeś kogoś o pomoc. Usłyszałem twoje błagania, więc przyszedłem. Od wielu lat podkradam ci rzodkiewki. Wiem, że nigdy na to nie narzekasz, dlatego chcę ci pomóc w zamian za twoją dobroć i miłość do przyrody.

— Mam na imię Tomasz. Wybacz, ale w tym roku nie będę mógł cię nakarmić. Nie mogę zaorać pola, ponieważ mój traktor jest zepsuty. To oznacza, że nie będę mógł zasiać żadnych roślin ani zebrać plonów. Bardzo mi przykro.

Na twarzy gospodarza pojawiło się rozgoryczenie. Był przygnębiony tym, że w tym roku nic mu się nie uda, a to oznaczało, że zima będzie zimna i głodna.

— Postaram się ci pomóc.

Mały duch rozłożył ręce, przyglądając się polu porośniętemu chwastami.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 7.88
drukowana A5
za 14.83
drukowana A5
Kolorowa
za 36.25