E-book
15.75
drukowana A5
31.95
Ducatus Masoviae

Bezpłatny fragment - Ducatus Masoviae


Objętość:
26 str.
ISBN:
978-83-8455-557-6
E-book
za 15.75
drukowana A5
za 31.95

Rozdział 1

Książę

Śmierć Mieszka, króla polskiego zastała Miecława jako miejscowego zarządcę obszaru zwanego Mazowszem.

— Panie. — odezwał się jeden z królewskich urzędników. — Dochodzą nas wieści o gwałtach na kościele i nieładzie.

Miecław nie odpowiedział natychmiast.

Wpatrywał się w krucyfiks zawieszony nad tronem, na którym zwykle zasiadał król.

— Chrystus nie uchronił naszego królestwa przed rozpadem.

— Jak mi wiadomo władzę przejął syn króla Bolesław.

— A czy on ma siłę by przywrócić porządek? — spytał cześnik Mieszka.

Drużynnik nie odpowiedział.

Trzask palącego się drewna i deszcz były jedynymi rzeczami przerywającymi ciszę.

— Mamy odpowiedź. — Miecław spojrzał za okno.

Po długim milczeniu dodał.

— Nie ma pewności, czy ktokolwiek jest w stanie uratować nasz kraj, dlatego od teraz to ja będę rządził.

Drużynnik spojrzał na niego zaskoczony.

— A więc to zdrada.

— Nie. — zaprzeczył Miecław. — Mamy do wyboru słabego króla, który może trzyma z buntownikami, albo spróbować zbudować własne królestwo.

Strażnicy wymienili spojrzenia.

— Zdradzimy króla?

— Jeśli to prawda, że król jest z buntownikami to nie my go zdradzamy, to on zdradził nas.

Po chwili wojowie nie mając innych argumentów złożyli przysięgę wierności Miecławowi.

Miecław otrzymywał coraz to nowe wieści.

Bunt chłopów ogarnął całą Polskę z wyjątkiem jego władztwa.

— Niektórzy zwą cię poronionym. — powiedział jeden z jego doradców.

Książe Mazowsza spojrzał na niego.

— Mówią tak, bo nie jestem z rodu Polan. — odparł po chwili milczenia. — Ale prędzej czy później ludzie przybywający na te ziemie będą widzieć we mnie swojego księcia.

— Jest jeszcze jedna sprawa. — doradca spojrzał księciu w oczy, — Dochodzą nas słuchy od obcych…

— Co też mówią? — spytał zaciekawiony.

— Że wróciłeś do bałwochwalstwa.

Na sam dźwięk tego słowa Miecław się skrzywił.

— A więc to tak. — syknął.

Wstał i spojrzał na mieszkańców Płocka krzątających się niespokojnie.

— Dla nich mój ród zhańbił się nie tylko tym, że probuję jako jedyny zachować porządek na tych ziemiach, lecz również ze względu na majaki o nawrocie do wiary przodków. — rzekł z gniewem w głosie. — Wysłać list do Rzymu. — rozkazał. — Niechaj ojciec święty wie, że tu panuje wiara Chrystusa.

— Niezwłocznie panie. — powiedział kancelista.

Emisariusz Miecława przybył do Państwa Kościelnego najszybciej jak potrafił.

— Kim jesteś? — spytał jeden ze strażników przed pałacem laterańskim.

— Niosę wiadomość dla Biskupa Rzymu. — odpowiedział Mazowszanin pokazując list żelazny.

Tamten spojrzał na drugiego.

— Możesz wejść Słowianinie. — powiedział po czym odsunął halabardę od wejścia.

Posłaniec wszedł do budynku.

Papież siedział na tronie piotrowym bacznie go obserwując.

— Skąd jesteś? — przemówił.

— Jestem wysłannikiem mojego pana Miecława. — posłaniec próbował znaleźć odpowiednie słowa. — Naczelnika Mazowszan.

— Mazowszan? — papież uniósł brew. — Przecież waszym władcą jest syn króla Mieszka.

— Król Bolesław II stanął na czele pogańskiego gwałtu przeciw kościołowi. — odpowiedział posłaniec.

— Czego zatem żąda ode mnie twój pan? — spytał papież.

— Uznania go za władcę chrześcijańskiego. — powiedział Mazur.

Posłaniec stał jeszcze przez chwilę, jakby czekał na dalsze pytania, lecz papież milczał.

W sali zaległa cisza.

Kilku duchownych wymieniło spojrzenia. Jeden z nich nachylił się do drugiego i coś szepnął, lecz natychmiast umilkł, gdy tylko papież uniósł rękę.

— Mazowsze… — powtórzył powoli papież, jakby smakował to słowo. — Nie słyszałem, by taki lud miał prawo mówić własnym głosem przed Stolicą Apostolską.

Posłaniec zacisnął dłonie.

— Nie jesteśmy ludem bez imienia — odparł. — Jesteśmy ziemią, która zachowała porządek, gdy inni go utracili.

Papież spojrzał na niego uważniej.

— Porządek… — powtórzył. — A kto ustanowił ten porządek?

Posłaniec zawahał się tylko na moment.

— Mój pan, Miecław.

Na sali rozległ się cichy szmer.

Papież wstał powoli z tronu piotrowego i przeszedł kilka kroków. Jego spojrzenie zatrzymało się na posłańcu, jakby ważył nie jego słowa, lecz ich konsekwencje.

— Synowie Kościoła nie uznają władzy, która powstaje bez błogosławieństwa — powiedział w końcu. — A jednak… świat daleki od Rzymu często rodzi własne prawa.

Zatrzymał się.

— Powiedz swojemu panu, że Rzym nie daje korony za samo istnienie. Rzym daje ją tym, którzy potrafią ją utrzymać.

Posłaniec skłonił głowę.

— A jeśli ją utrzymam?

Papież spojrzał na niego długo, jakby to pytanie było ważniejsze niż wszystkie poprzednie.

— Wtedy przestaniesz być tylko Mazowszaninem — odpowiedział spokojnie. — I staniesz się kimś, kogo Rzym musi nazwać.

— Co powiedział? — spytał Miecław, gdy zostali sami.

— Najpierw musisz się panie sprawdzić. — powiedział.

— Dobrze się spisałeś Derwanie. — powiedział Miecław klepiąc go po plecach.

Derwan skłonił się i wyszedł.

Miecław odwrócił się do okna komnaty.

Płock tętnił życiem.

Kupcy z Małopolski, Rusi i Wielkopolski sprzedawali swoje towary.

Wojowie patrolowali umocnienia wokół grodu.

— Panie. — zwrócił się do krucyfiksu. — Daj mi siłę bym wytrwał w twojej wierze.

Rozdział 2

Kwestia władzy

Miecław patrzył na list opatrzony pieczęcią.

Na pieczęci wyobrażony był władca.

,,Casimir dux Polonorum” głosił napis.

— Żądasz ode mnie oddania władzy. — powiedział do pustej komnaty. — Gdzie byłeś, gdy wybuchł bunt? — dodał pytając samego siebie.

Do komnaty wszedł majordomus.

— Panie dochodzą nas słuchy, iż Kazimierz brat zamordowanego króla wraca wodząc Niemców z sobą. — rzekł.

Książe Mazowsza bez słowa podał mu list.

Majordomus nie otworzył listu od razu.

Przez chwilę ważył go w dłoniach, jakby sama pieczęć była cięższa niż pergamin, który zamykała.

— Casimir dux Polonorum… — powtórzył cicho, bardziej do siebie niż do księcia.

— Czyli jednak wrócił — mruknął Miecław, nie odwracając się od stołu.

— Panie… — zaczął majordomus ostrożnie. — Jeśli te wieści są prawdziwe, to nie idzie sam.

— Wiem — przerwał mu Miecław.

Podszedł do stołu i oparł dłoń na liście.

— Niemcy.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 15.75
drukowana A5
za 31.95