Rozdział 1
Książę
Śmierć Mieszka, króla polskiego zastała Miecława jako miejscowego zarządcę obszaru zwanego Mazowszem.
— Panie. — odezwał się jeden z królewskich urzędników. — Dochodzą nas wieści o gwałtach na kościele i nieładzie.
Miecław nie odpowiedział natychmiast.
Wpatrywał się w krucyfiks zawieszony nad tronem, na którym zwykle zasiadał król.
— Chrystus nie uchronił naszego królestwa przed rozpadem.
— Jak mi wiadomo władzę przejął syn króla Bolesław.
— A czy on ma siłę by przywrócić porządek? — spytał cześnik Mieszka.
Drużynnik nie odpowiedział.
Trzask palącego się drewna i deszcz były jedynymi rzeczami przerywającymi ciszę.
— Mamy odpowiedź. — Miecław spojrzał za okno.
Po długim milczeniu dodał.
— Nie ma pewności, czy ktokolwiek jest w stanie uratować nasz kraj, dlatego od teraz to ja będę rządził.
Drużynnik spojrzał na niego zaskoczony.
— A więc to zdrada.
— Nie. — zaprzeczył Miecław. — Mamy do wyboru słabego króla, który może trzyma z buntownikami, albo spróbować zbudować własne królestwo.
Strażnicy wymienili spojrzenia.
— Zdradzimy króla?
— Jeśli to prawda, że król jest z buntownikami to nie my go zdradzamy, to on zdradził nas.
Po chwili wojowie nie mając innych argumentów złożyli przysięgę wierności Miecławowi.
…
Miecław otrzymywał coraz to nowe wieści.
Bunt chłopów ogarnął całą Polskę z wyjątkiem jego władztwa.
— Niektórzy zwą cię poronionym. — powiedział jeden z jego doradców.
Książe Mazowsza spojrzał na niego.
— Mówią tak, bo nie jestem z rodu Polan. — odparł po chwili milczenia. — Ale prędzej czy później ludzie przybywający na te ziemie będą widzieć we mnie swojego księcia.
— Jest jeszcze jedna sprawa. — doradca spojrzał księciu w oczy, — Dochodzą nas słuchy od obcych…
— Co też mówią? — spytał zaciekawiony.
— Że wróciłeś do bałwochwalstwa.
Na sam dźwięk tego słowa Miecław się skrzywił.
— A więc to tak. — syknął.
Wstał i spojrzał na mieszkańców Płocka krzątających się niespokojnie.
— Dla nich mój ród zhańbił się nie tylko tym, że probuję jako jedyny zachować porządek na tych ziemiach, lecz również ze względu na majaki o nawrocie do wiary przodków. — rzekł z gniewem w głosie. — Wysłać list do Rzymu. — rozkazał. — Niechaj ojciec święty wie, że tu panuje wiara Chrystusa.
— Niezwłocznie panie. — powiedział kancelista.
…
Emisariusz Miecława przybył do Państwa Kościelnego najszybciej jak potrafił.
— Kim jesteś? — spytał jeden ze strażników przed pałacem laterańskim.
— Niosę wiadomość dla Biskupa Rzymu. — odpowiedział Mazowszanin pokazując list żelazny.
Tamten spojrzał na drugiego.
— Możesz wejść Słowianinie. — powiedział po czym odsunął halabardę od wejścia.
Posłaniec wszedł do budynku.
Papież siedział na tronie piotrowym bacznie go obserwując.
— Skąd jesteś? — przemówił.
— Jestem wysłannikiem mojego pana Miecława. — posłaniec próbował znaleźć odpowiednie słowa. — Naczelnika Mazowszan.
— Mazowszan? — papież uniósł brew. — Przecież waszym władcą jest syn króla Mieszka.
— Król Bolesław II stanął na czele pogańskiego gwałtu przeciw kościołowi. — odpowiedział posłaniec.
— Czego zatem żąda ode mnie twój pan? — spytał papież.
— Uznania go za władcę chrześcijańskiego. — powiedział Mazur.
Posłaniec stał jeszcze przez chwilę, jakby czekał na dalsze pytania, lecz papież milczał.
W sali zaległa cisza.
Kilku duchownych wymieniło spojrzenia. Jeden z nich nachylił się do drugiego i coś szepnął, lecz natychmiast umilkł, gdy tylko papież uniósł rękę.
— Mazowsze… — powtórzył powoli papież, jakby smakował to słowo. — Nie słyszałem, by taki lud miał prawo mówić własnym głosem przed Stolicą Apostolską.
Posłaniec zacisnął dłonie.
— Nie jesteśmy ludem bez imienia — odparł. — Jesteśmy ziemią, która zachowała porządek, gdy inni go utracili.
Papież spojrzał na niego uważniej.
— Porządek… — powtórzył. — A kto ustanowił ten porządek?
Posłaniec zawahał się tylko na moment.
— Mój pan, Miecław.
Na sali rozległ się cichy szmer.
Papież wstał powoli z tronu piotrowego i przeszedł kilka kroków. Jego spojrzenie zatrzymało się na posłańcu, jakby ważył nie jego słowa, lecz ich konsekwencje.
— Synowie Kościoła nie uznają władzy, która powstaje bez błogosławieństwa — powiedział w końcu. — A jednak… świat daleki od Rzymu często rodzi własne prawa.
Zatrzymał się.
— Powiedz swojemu panu, że Rzym nie daje korony za samo istnienie. Rzym daje ją tym, którzy potrafią ją utrzymać.
Posłaniec skłonił głowę.
— A jeśli ją utrzymam?
Papież spojrzał na niego długo, jakby to pytanie było ważniejsze niż wszystkie poprzednie.
— Wtedy przestaniesz być tylko Mazowszaninem — odpowiedział spokojnie. — I staniesz się kimś, kogo Rzym musi nazwać.
…
— Co powiedział? — spytał Miecław, gdy zostali sami.
— Najpierw musisz się panie sprawdzić. — powiedział.
— Dobrze się spisałeś Derwanie. — powiedział Miecław klepiąc go po plecach.
Derwan skłonił się i wyszedł.
Miecław odwrócił się do okna komnaty.
Płock tętnił życiem.
Kupcy z Małopolski, Rusi i Wielkopolski sprzedawali swoje towary.
Wojowie patrolowali umocnienia wokół grodu.
— Panie. — zwrócił się do krucyfiksu. — Daj mi siłę bym wytrwał w twojej wierze.
Rozdział 2
Kwestia władzy
Miecław patrzył na list opatrzony pieczęcią.
Na pieczęci wyobrażony był władca.
,,Casimir dux Polonorum” głosił napis.
— Żądasz ode mnie oddania władzy. — powiedział do pustej komnaty. — Gdzie byłeś, gdy wybuchł bunt? — dodał pytając samego siebie.
Do komnaty wszedł majordomus.
— Panie dochodzą nas słuchy, iż Kazimierz brat zamordowanego króla wraca wodząc Niemców z sobą. — rzekł.
Książe Mazowsza bez słowa podał mu list.
Majordomus nie otworzył listu od razu.
Przez chwilę ważył go w dłoniach, jakby sama pieczęć była cięższa niż pergamin, który zamykała.
— Casimir dux Polonorum… — powtórzył cicho, bardziej do siebie niż do księcia.
— Czyli jednak wrócił — mruknął Miecław, nie odwracając się od stołu.
— Panie… — zaczął majordomus ostrożnie. — Jeśli te wieści są prawdziwe, to nie idzie sam.
— Wiem — przerwał mu Miecław.
Podszedł do stołu i oparł dłoń na liście.
— Niemcy.