drukowana A5
42.14
Drzewo Życia

Bezpłatny fragment - Drzewo Życia


Objętość:
43 str.
Blok tekstowy:
papier offsetowy 90 g/m2
Format:
145 × 205 mm
Okładka:
miękka
Rodzaj oprawy:
blok klejony
ISBN:
978-83-8467-032-3

Zacznę od początku. Moje życie nie było usłane różami. Rodzeństwo jak spod ciemnej gwiazdy, utopiłoby mnie w łyżce wody. Ciągle miałam pod górkę. Cały czas rzucali mi kłody pod nogi. Przychodząc na świat odebrałam im to co najważniejsze. Pewność siebie, zabrałam im mamę na całe dnie. Nie było mi łatwo, może tylko gdy byłam maleńka. Wtedy nie byłam dla nich zagrożeniem. Wszystko się zmieniło gdy miałam sześć lat. Wiedzieli że będę coraz starsza i moje potrzeby będą rosły każdego dnia. Moje życie zmieniło się na dobre gdy siostra poznała przyszłego męża. To wtedy zaczęła się moja historia, ciężka nawet bardzo ciężka. W pierwszej książce opisywałam już co się działo. Nie będę się powtarzać. To zbyt bolesne wspomnienia, nie chcę do nich wracać. Łapię doła gdy tylko do nich wracam. Któregoś dnia odwiedziła nas nasza siostra z mężem i córką. Owszem było fanie na początku. Jej mąż był erotomanem nie wyżytym. Za każdym razem gdy do nas przyjeżdżali miał ze sobą filmy porno i oczywiście alkohol. Upijał się niemal do nieprzytomności. Spał prawie po całych dniach. Jasne od czasu do czasu pomagał i to było fajne. Jednak więcej było takich wizyt gdzie pił i się panoszył. Ona zresztą też się panoszyła ciągle coś było nie tak. Mimo że wszystko było super dla niej i tak było źle. Po ich wyjeździe do domu można było odetchnąć. I oczywiście rozpoczynało się sprzątanie całego domu. Pewnego ciepłego wrześniowego dnia przyszła do nas sąsiadka z córką. Od razu załapałyśmy wspólny kontakt. Od tej chwili co piątek obserwowałam dom jej dziadków czy może przyjechały. Kiedy ich nie było mi bardzo smutno. A jak już się spotkałyśmy radości nie było końca. Zabawa trwała do upadłego, do chwili kiedy nie zaszło słońce. To były czasy. Nie mogłam sama chodzić do koleżanek z klasy, mieszkały za daleko. Innym powodem dla którego nie mogłam iść było to że może ci się coś stać, możesz wpaść pod samochód albo ktoś cię porwie. Tak to były tłumaczenia mojej mamy i rodzeństwa. Więc siedziałam sama jak palec na sadzie i rozmawiam z drzewami. To one były moimi przyjaciółmi. To one wiedzą więcej niż ktokolwiek inny. Brałam lalki i robiłam domki na drzewach. Potem poznałam kolegę który co tydzień przyjeżdżał do babci. I to naprzeciwko naszego domu. Czekałam na niego tak samo jak czekałam na koleżanki. Gdy ich nie było, a on był szłam do niego. I co najlepsze miał siostrę młodszą od siebie i brata. Z jego siostrą załapałam fajny kontakt ale nie tak fajny jak z koleżankami które poznałam wcześniej. A mimo to wolałam ulotnić się z domu na cały dzień. Nie chciałam tam być długo. Ten do wywołuje u mnie ciarki na plecach. Z czasem nasze więzi zacieśniały się coraz mocniej. Nie mogłyśmy bez siebie żyć. W wakacje to moim domem był dom koleżanek. Tam mogłam odpocząć, wyluzować no może nie do końca ale zawsze się starałam. Mogłyśmy też przychodzić do mnie, ja i tak wolałam być u nich. Tam mogłam być dzieckiem. W domu nigdy, ciągle mi o tym przypominano. Chciałam być dzieckiem, nie ma opcji. Musisz być już dorosła. Nie bądź dziecinna to nie ładne. Podczas gdy wszystkie koleżanki mogły być dziećmi, nie ja. Mnie od razu postawiono przed faktem dokonanym i basta. Nie miałam swojego zdania ba niech bym tylko spróbowała mieć swoje zdanie. Oberwało by mi się z grubej rury. Za szybko kazano mi być dorosłą. Ciągle mnie straszono, na przykład gdybym nie posłuchała się mamy:

Mama przy kąpieli umyłaby mi głowę piaskiem a krew by się lała strumieniami. Zawsze się tego bałam i byłam posłuszna. Nie do końca wierzę że mama by coś takiego zrobiła, ale wolałam nie przeginać. Oglądałam film i tam była scena że coś kogoś boli i się krew leje. Do dziś pamiętam te słowa. Dźwięczą mi jak dzwon w kościele przypominając o zbliżającej się mszy. Było takich tekstów więcej: Nie idź tam czeka Bebok i cię porwie albo zje. Jako dziecko bałam się i już nie szłam. Fakt były też miłe wspomnienia, jak np. zabawa z najstarszym bratem albo z bratem pośrednim. Nie pomijając siostry. Tak bawiła się ze mną jednak potrzebowałam kontaktu z dziećmi moimi kolegami koleżankami. Gdy opuszczałam dom by pobawić się z dziećmi zawsze byłam pod kontrolą. Miałam tylko spokój gdy koleżanki przyjeżdżały do babci wtedy mogłam iść na cały dzień i to bez kontroli dorosłych. Bardzo lubiłam ten czas. Pewnie mi nie uwierzycie jak wam wspomnę że miałam dużo starsze koleżanki z którymi też dużo czasu spędzałam. Uważałam że każdy inny dom jest lepszy od mojego. Tak było każdy był inny i każdy był lepszy, wychodząc do sklepu nie chciało mi się wracać do domu. W sklepie mogłam porozmawiać wykazać się wiedzą, każdy mnie słuchał. Nie wiem dla czego nikt nie zwraca na to uwagi że tyle czasu spędzam w sklepie. W dzisiejszych czasach po krótkiej chwili zbudziło by to zainteresowanie. A wtedy nie. Pewnego dnia na lekcję religii mieliśmy namalować pomnik bliskiej nam osoby. Oczywiście od razu pojawiły się w moich oczach łzy. Nikt nie zapytał co się stało. Przełknęłam jakoś temat, poprosiłam brata o pomoc. Zgodził się, namalował tak pomnik naszego taty że wyglądał jakby to było zdjęcie. Ocenę dostałam szóstkę. Od księdza dostać tak wysoką ocenę to wielki wyczyn. Od zawsze biegałam za naszym proboszczem, lubiłam go bardzo. Przez to że poświęcał mi czas. Widziałam że jemu też sprawia to radość tym bardziej że dużo wiedziałam na tematy z religii. Więcej niż cała klasa razem wzięta. Chciałam się uczyć, jednak potem mój zapał ostygł. Wszystko zmieniło się po tym gdy nauczycielka Pani X wywlokła mnie przy całej klasie za fraki do tablicy. Od tamtej pory nie lubiłam się uczyć. Wolałam trzymać się na szarym końcu. Jedynie co mi wchodziło szybko do głowy to tematy z religii. Mimo mojej tuszy byłam nawet sprawna z wychowania fizycznego. Był czas że bardzo lubiłam recytować wiersze, dobrze mi to wychodziło. Czasem byłam narratorem i miałam dodatkową rolę swoją. Bardzo lubiłam przedstawienia szkolne. I cieszyłam się że mam dwie role a czasem trzy role. Zawsze wiedziałam kiedy mam mówić swoją kwestie i kiedy ktoś inny ma mówić swoją czasem nawet podpowiadałam co ma powiedzieć. Oj super czasy, chciałabym do tych czasów czasem wrócić. Wiem, wiem to nie możliwe. A szkoda. Pamiętam bal karnawałowy, wszyscy si przebrali za postacie z bajek a ja nie miałam żadnego przebrania. Przecież nie potrzebujesz się przebierać, nie mamy pieniędzy nie możemy kupić tobie stroju na karnawał. Okazało się że tylko ja nie byłam za nikogo przebrana. Było mi bardzo smutno. Nikomu nic nie mówiłam. Nie miałam odwagi się odezwać. Wyuczono mnie że ja nie mam prawa się odzywać. Wszyscy mają rację tylko nie ja. Tego się trzymałam przez lata. Teraz już wiem że źle robiłam. Zawsze byłam kopana w cztery litery. Znikąd pomocy. Cały czas tak było od kiedy tylko skończyłam siedem lat.

Pozostawiona samej sobie wolałam być cicho. Dokładnie tak jak mnie wyuczono. Nie pozwalano mi pokazywać emocji. Nie płacz nie drzyj się nie skacz nie odzywaj się. Ciągłe zakazy i nakazy. Jedynie kiedy mogłam pokazywać swoje emocje to wtedy gdy rozmawiałam z drzewami albo z moimi zwierzakami. Mam na myśli koty. Od małego byłam kociara i do tej pory tak jest. Moimi ukochanymi zwierzakami są koty i smoki. Nie zawsze tak było że lubiłam smoki, zaczęło się zupełnie niewinnie. Jeszcze jak tato żył i był zdrowy przyśnił mi się zły sen, gonił mnie w śnie ogromny zły smok. Obudziłam się i wołałam tatę na pomoc. Jasna sprawa że tatuś odgonił smoka a ja mogłam spokojnie spać dalej. Kolejnym razem chciało mi się bardzo pić, ponownie zawołałam tatę aby podał mi coś do picia. Pamiętam że napiłam się kawy zbożowej nie słodzonej, nie bardzo mi smakowała ale ważne że mogłam się napić. Kiedy odszedł do nieba cierpiałam, płakałam nie mogłam się pozbierać. Miałam wtedy pięć lat więc co można tak małej dziewczynce wytłumaczyć co oznacza śmierć. Że nigdy nie zobaczę już taty. Mogę zachować jego obraz w sercu, a ona będzie cały czas przy mnie.

Rodzeństwo nie rozpaczało tak bardzo jak ta mała osóbka którą byłam ja. Babcia zabierała mnie na pogrzeby ludzi których znaliśmy, nie powinna a jednak mnie zabierała. Tłumaczono mi tylko że nie mogę zostać sama w domu. Zgodzę się z tym ale przecież to był trauma dla mnie widzieć zmarłych w trumnach. Nie mam żalu, kochałam babcie. A jeszcze bardziej kochałam jej siostrę. To ona był dla mnie jak matka zastępcza, dużo ze mną rozmawiała, uczyła i tłumaczyła. Nauczyła mnie wiele zaszczepiła we mnie empatię do starszych osób. Jasne mama też, lecz ciocia tak się do niej zwracaliśmy więcej przebywała ze mną. Mama w tym czasie pracowała, była zmęczona po ciężkiej pracy. Rozumiałam to doskonale. Mama pracowała jako Lutowacz. Lutowała noże do maszyn pod ziemię do kopalni węgla. Bardzo ciężka praca, byłam kilka razy u mamy i widziałam jak to wszystko wyglądało.

Pewnego dnia przekazano nam wiadomość że będą spotkania z rodzicami dzieci które przygotowują się do Pierwszej Komunii Świętej. Ucieszyłam się bardzo, poprosiłam mamę abyśmy poszły do Pani która przebija uszy. Zgodziła się. Następnego dnia pojechałyśmy obie do Złotoryi przebić uszy. Na miejscu okazało się że jest duży wybór kolczyków tak zwanych przebitek, wybrałam białe oczka. Nawet nie wiem kiedy pistolet przebił moje uszy, cieszyłam się bardzo. Wiedziałam że teraz moje koleżanki będą mi zazdrościć tak ładnych kolczyków. We wtorek gdy tylko pojawiłam się w szkole koleżanki były pod wrażeniem jaki kolor wybrałam kolczyków.

Ucieszyłam się.

Zdobyłam wtedy autorytet u koleżanek. Już nie byłam odmieńcem byłam dziewczynką. Zasługiwałam na uwagę To był coś, mieć kolczyki. Lubiłam być w centrum uwagi. Po kilku dniach temat umilkł, nie rozmawiano o mnie. Ale było super, warto było. Przygotowania do komunii odbywały się sprawnie. Próby lubiłam, mogłam się spotkać z moim ulubionym księdzem. Nie tylko z nim rzecz jasna, z koleżankami i kolegami też. Pamiętam małe urywki z ceremonii komunii, msza była długa. Wszyscy czekaliśmy tylko na moment kiedy będziemy mogli przyjąć komunie świętą do serca. No może nie wszyscy. Bynajmniej ja wyczekiwałam tego momentu. Już po wszystkim zrobiliśmy zdjęcia i poszliśmy do domu.

A w domu czekał już gorący obiad, ciasta i oczywiście rzeka wódki. Jak dla mnie nie była potrzebna wódka, to było moje święto nie dorosłych ale były wtedy inne czasy. W każdym domu był alkohol. Nie dało się tego uniknąć. Prezenty były super ale ja i tak czekałam na coś innego. Nie wiem jak u innych było. A co mnie inni obchodzą? Miałam pełny dom gości i to było też super, z moją chrzestną matkę widziałam pierwszy raz. Od razu pokochałam jak tylko się tylko przytuliłam. To od niej dostałam piękny pierścionek z fioletowym oczkiem i winogronami z obu stron oczka. Niestety był za duży, ale był. Poprosiłam mamę by go schowała pod klucz by nie zginął. O godzinie 16:30 poszliśmy do kościoła po pamiątki Pierwszej Komunii Świętej, otrzymaliśmy piękne obrazki. Jeszcze kilka zdjęć i do domu dalej świętować. W poniedziałek spotkanie w szkole. Radości i opowiadań nie było końca. Nie mieliśmy w tym dniu lekcji. Nauczyciele zrobili nam dzień wolny pod warunkiem że zostaniemy w szkole. Co było robić? Nam to pasowało.

Po roku odbyła się rocznica naszej Komunii. Wszyscy mieli swoich chrzestnych ja nie miałam, było mi bardzo smutno. Co zrobić? Praca też jest ważna. Nie czułam się z tym dobrze, ciągle musiałam tłumaczyć czego nie ma moich chrzestnych. Odpowiadałam to samo za każdym razem to samo. Zaczęło mnie już to denerwować, w końcu odszczeknęłam że już wam mówiłam więcej razy nie powtórzę. Dano mi spokój. Tak bardzo tego spokoju w ten dzień potrzebowałam, a gdy nastał długo wyczekiwany dzień moje myśli już się uspokoiły. Chociaż nie tak do końca. Byłam bardziej zestresowana, był kamerzysta nie byłam sobą. Cóż bywa różnie. Ważne że miałam u swojego boku tych których kocham. Po ceremonii poszliśmy do domu ucztować, fakt było nawet fajnie. Jednak przy obiedzie podawany był alkohol. Fuj. Nie lubiłam alkoholu i nie lubię.

Po komunii wszystko się zmieniło.

A raczej myślałam że się wszystko zmieniło.

Problem tkwił w tym że moje rodzeństwo nie było zadowolone z tego że rosnę i staję się coraz mądrzejsza. A to ich złościło i złości do tej pory.

Przecież nikt nie może być mądrzejszy od nich. Jak by to wyglądało?

Oni mają być pępkami świata. Kiedy dostawałam dobrą ocenę w szkole niby się cieszyli a tak naprawdę w myślach mówili że znów jest lepsza od nas. Lubiłam się uczyć rzeczy które mnie interesowały.

Od najmłodszych lat interesowałam się ziołami, tematy medyczne przyciągały mnie jak magnez metal.

Nie wspominając już o filmach czy serialach.

Wolałam uciekać w świat filmów niż żyć tu i teraz. Wszystko dzięki mojemu rodzeństwu i mojemu oprawcy, od kiedy obejrzałam pierwszy film o sztukach walki, zafascynowałam się tak bardzo aż za bardzo. Obejrzałam z rodziną Pijany Mistrz i tu zaczęła się moja fascynacja. Te sceny walki ekstra sprawa.

Wyobrażałam sobie że aktorzy mnie pilnują. Początek był fajny, ale potem zaczęło mi to powoli przeszkadzać. Lecz nie na tyle aby zaprzestać. Najbardziej przeszkadzało mi gdy sobie przypominałam smutne chwile z życia, wtedy sama sobie zadawałam pytania i sama sobie na nie odpowiadałam jako postać z filmu. Zawsze kiedy byłam sama lub było mi źle mogłam wejść do mojego świata, porozmawiać z kimś kto jest mi przyjazny.

Lubiłam to, zawsze wiedziałam co mi odpowiedzą. Nawet kiedy zaczęłam dorastać jeszcze mi to nie przeszkadzało. Zaczęło kiedy byłam w pierwszym związku. Chciałam wszystko zatrzymać ale nie mogłam. Było to poza moim zasięgiem, tak mi się wtedy wydawało. Przez wszystkie lata szukałam sposobu aby zaprzestać. I mimo że nie było to takie łatwe znalazłam sposób.

Nie był prosty. Ale skuteczny.

Pewnego dnia bolał mnie brzuch, nie wiedziałam co się dzieje?

Nie rozumiałam tego. Powiedziałam mamie i zgłosiłyśmy się do lekarza.

Dostałam skierowanie na pobranie krwi.

No i co z tego że mnie przebadali, nic nie znaleźli. Dostałam tylko receptę na jakiś tam lek i tyle.

Jasne przeszło ale wróciło ze zdwojoną siłą, pojawiły się wymioty. Ponowne wyniki i tym razem nic. Jednak dostałam też skierowanie na USG jamy brzucha.

Nic nie wyszło. A boleści jak były tak były.

Trafiłam nawet na badania w kierunku pasożytów. I co? I nic wszystko dobrze.

Trwało to tak długo że przyzwyczaiłam się do bólu.

Pewnego zimowego dnia czekałam na koleżankę przed szkołą, przewróciłam się i poczułam chrupnięcie.

Złamałam rękę ale nie wiedziałam o tym, niemal biegłam do domu.

Czekałyśmy we trzy (babcia, ciocia-siostra babci) i ja na mamę aż wróci z pracy.

Brat szukał auta aby mnie zawieść do szpitala.

Spełnił się mój najczarniejszy scenariusz.

Pani doktor po zobaczeniu zdjęcia powiedziała że złamałam rękę z przemieszczeniem kości. Przyjęto mnie na oddział chirurgiczny.

W czasie gdy emitowana była wieczorynka zabrano mnie do gabinetu zabiegowego. Wiele nie pamiętam co się ze mną działo, zostałam uśpiona. I bardzo dobrze nic nie czułam nie wyrywałam się i mnie nie bolało. A to chyba najważniejsze aby nic nie bolało.

Po obudzeniu zaprowadzono mnie na salę. Szybko usnęłam.

Rano przyjechała do mnie babcia, po południu miałam być wypisana do domu.

Mama przyjechała mnie odebrać.

Najbardziej się cieszyłam że nie muszę iść do szkoły. Chociaż potem zaczęło mi to przeszkadzać, zero kolegów zero koleżanek. To nie dla mnie na dłuższą metę.

Po powrocie do szkoły odbywały się zdjęcia klasowe. Trzeba było ubrać się ładnie, oczywiście było mi ciężko się samej ubrać, dobrze że miałam blisko siebie babcie i ciocie. Na które zawsze mogłam liczyć.

Jednak to nie wystarczało, bałam się przyznać jaki ciężki i mroczny sekret nosiłam w sobie.

Może moje życie potoczyłoby się inaczej?

Pewności nie mam. Już się nie dowiem i szczerze mówiąc nie mam najmniejszej ochoty się dowiedzieć.

Będąc w 6 klasie szkoły podstawowej postanowiłam stworzyć swój własny jedyny świat do którego nikt nie będzie miał wstępu. Gdzie mnie nikt nie skrzywdzi, nie będzie wyzywał. Jednym słowem bezpieczny zamknięty kluczem który tylko ja będę nosiła na szyi.

Jak postanowiłam tak też zrobiłam.

Świat działał na zasadzie wyobraźni: wystarczyło sobie wyobrazić swojego ulubione aktora bądź aktorkę z serialu która mnie pilnuje, akcja dzieje się tu i teraz. Kolejnym krokiem było zapamiętać imię postaci w jaką się wcielił aktor, aktorka i do dzieła.

Przez pewien czas działało to idealnie, jednak z czasem stało się to moim drugim więzieniem.

Zaczęło mi to przeszkadzać jak poznałam ciebie kochanie.

To już nie było wygodne żyć w dwóch światach naraz. Chciałam to zatrzymać, początkowo nie wychodziło mi to idealnie. Ale z czasem nauczyłam się kontrolować dwa światy. Ten realny i ten wirtualny.

Szło dobrze.

Do czasu kiedy wprowadziła się siostra do nas.

Zaczęło się moje nowe piekło.

Co kol wiek bym nie zrobiła było źle.

Źle doprawiona zupa, źle poskładane naczynia albo nie tu włożony cukier.

Starałam się to znosić. Jednak pewnego dnia nie wytrzymałam i zwyczajnie się poddałam. Nie miałam już siły dalej walczyć.

Stało się po urodzeniu ciecie córeczko.

Siedziałam ciągle sama w czterech ścianach, po cesarce obolała.

Fakt przychodziła mama z parteru z posiłkami, rzadko kiedy ktoś przychodził zwyczajnie porozmawiać. Mimo że był pełny dom ludzi.

Sierpniowego ciepłego dnia dostałam ataku migreny, a że to czas zbiorów owoców z naszego sadu-nie miałam siły iść do toalety a co dopiero zrywać owoce. Oczywiście siostra się na mnie wyżyła.

Zwyczajnie zaczęła mnie wyzywać że jestem leniem że w zima się mnie zapyta gdzie byłam jak nam się zachce napić herbaty z sokiem. Ona będzie miała my nie. Wysłuchałam jej krzyków i poszłam przytulić się do poduszki. Nie chciałam aby moje dzieci czuły moją narastającą złość. Chciałam was ochronić przed tym okropnym uczuciem jak najdłużej.

Podobna sytuacja była u brata w mieszkaniu.

Najgorsze w tym że były przy jej krzykach dzieci jej i brata. Obraziła mnie bardzo.

Zabolało mnie to ogromnie, zrobiła w moim sercu zadrę która boli i krwawi. Powiedziała że sama pchałam się do łóżka jej męża.

Co nie było prawdą, zawsze to on się do mnie pchał. Zachęcał bym się przytulała, siadała na kolana i kładła się obok niego gdy jego żony ie ma obok. A że moje ciało było przyzwyczajone do jego dotyku nie protestowałam. A wręcz uwielbiałam to.

Za bardzo zabolało więc kończę temat.

Jeśli zapytacie czy się broniłam? Tak.

Próbowałam jej wytłumaczyć co i jak ale nie słuchała jakby miała słuchawki na uszach.

W końcu przestałam co kol wiek mówić zawinęłam się do siebie.

I tak popłakałam się od razu.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.