E-book
12.29
drukowana A5
22.84
Dreszcze

Bezpłatny fragment - Dreszcze

Objętość:
72 str.
ISBN:
978-83-8126-758-8
E-book
za 12.29
drukowana A5
za 22.84

Prawda

Chwała Ci Boże,

za to, że strąciłeś mnie

do roli robaka,

który je i wydala.

Oddaje w bezkształtnej masie

swoje chore myśli.

Insekta, który umie

najpiękniej ranić tych,

którzy dla niego najwięcej znaczą.

W trudnych sytuacjach

umie stać z rozdziawioną gębą.

*** (Jesteś moim objawieniem)

Jesteś moim objawieniem,

po twarzy płyną krwawe łzy.

Do ciebie modlą się moje oczy,

które widziały przedsionek śmierci.

Smakuję łez,

które nie mają posmaku żelaza.

Są krwawicą duszy,

która ciągle musi podtrzymywać

mnie pod ramię.

Ile jesteś w stanie unieść

mych grzechów

rodzących się z mej nadwrażliwości?

Dlaczego głowę zwieszasz

Promieniejąc blaskiem?

Jesteś tabernakulum.

Anatomia

Paliczki moich palców.

Kręgi mojego kręgosłupa.

Wszystko to twoje, Panie.

Moje serce — pompa ssąco — tłocząca.

Mój mózg — zwój neuronów.

Twoja posesja.

Jeśli dusza ma jest twoją własnością,

podaruj, Boże, jej spokój.

Tak, abyś nie musiał się jej lękać.

W nocy za to jest duszą dziecka.

*** (Jesteś moją schizofrenią)

Jesteś moją schizofrenią,

na dodatek w ostrym przebiegu.

Stale mi towarzyszysz.

Nie opuszczasz mnie,

ale i tak czuję się samotnie.

Wierniejsza od ciebie jest depresja.

Namawiasz się z nią na mnie.

Co mówisz?

Słyszę twój zdradziecki szept.

Nie dotykaj mnie w ten sposób!

To boli!

Bardzo.

Jesteś chorobą psychiczną.

To co najbardziej masz

z nią wspólnego,

to chęć niszczenia mnie.

Samotnej

Szlachetna nimfo!

Czemu oczy swoje gubisz

w pożądających spojrzeniach?

Niczym gwiazdy, które swym blaskiem

przyćmił księżyc.

Pozwalasz na wypływ łez,

które spadają na coraz to inne ramiona.

Dla nich urok twoich łez nic nie znaczy.

Czemu dłonie twe błądzą

po coraz to innych szyjach?

Czemu usta twoje dotykają różnych

korali ust?

Twoja samotność jest wilcza.

Ona nie jest fizyczna.

Samotność twojej duszy nie zaspokoi się

w obcych ramionach.

Duszy twojej potrzeba

serca żywego.

Serca czułego.

Rozumiejącego przepaść.

Chcieć

Dotknij moich ust

twoimi łzami.

Muśnij moje powieki

twoimi opuszkami.

Wyziębiłam ciało swoje

przeszłą miłością.

Zamurowałam serce swoje

przeszłą tęsknotą.

Moja nadzieja

zawiera się w tobie.

Chcę ciebie,

tak egoistycznie.

Pragnę twojej miłości

tak zachłannie.

Byłam zimna.

Teraz nie daje mi spokoju tęsknota.

Nie mam w co wierzyć.

Boję się zwykłego ludzkiego odrzucenia.

Nieodwzajemnienie

Natura ma odrobinę z nas:

ciepłe słońce, zimną wodę.

To słońce to na nieszczęście ja.

Ta woda to niestety ty.

Słońce, które ledwo tolerujesz

jest odbiciem w lustrze wody.

Opamiętasz się, gdy nadejdzie

zachód słońca

Oczekiwanie

Ona jest kobietą rozwiązłą.

Ma dwóch kochanków.

Jeden z nich to tęsknota.

Drugi to cierpienie.

Towarzyszą jej całą dobę.

Istnieją obok niej i siebie równolegle,

bo nie ma tęsknoty bez cierpienia,

ani cierpienia bez tęsknoty.

Tworzą zatem zgrany trójkąt.

Czy będzie jej żal,

gdy któryś z nich odejdzie?

Nie, jeśli przyjdzie ten z krwi i z kości.

Tchnienie

Energia ciał unosi się wokół.

Zatacza koła czasu.

Darowana z miłością powraca

jak marnotrawna córka.

Darowana z wyrafinowania

odchodzi z bólem.

Oddawaj swoje ciało z godnością,

na jaką stać więdnącą różę,

gdy składa swe płatki

w ofierze ziemi.

Oddawaj swą duszę bez poczucia żalu,

że zostanie zabrana pulsacja

poczucia honoru.

Uśmiechnij się i pamiętaj,

że nigdy nikomu

nie będziesz w stanie

ofiarować całego świata.

*** (Helence)

Małe paluszki, które nie mają siły

zacisnąć się, aby ukryć strach.

Co czuje dziecko, które nie jest w stanie

słowami wyrazić bólu?

Może jedynie pomóc sobie

płaczem, krzykiem,

które zdłwione zostają cierpieniem.

W oczach umierającego dziecka

zobaczysz obraz Boga

rozpostartego na krzyżu.

Dziecko układa się na plecach,

przymierza swoje ciało

do niewidzialnej trumny.

Swoim spokojem pociesza

kochających go,

bo w ciągu swojego krótkiego,

bolesnego życia,

odbyło całą podróż

zwaną życiem i najlepiej wie

co to znaczy żyć.

Bo żyć oznacza umierać

każdego dnia bardziej.

Zagrożenie

Powraca, gdy najmniej się tego spodziewamy.

My ludzkość.

Bądźmy gotowi, zwarci i czujni,

bo przecież nie znamy również czasu,

gdy zło nadejdzie.

Spojrzy prosto w nasze twarze

swoimi oczami bez wzroku.

Pogłaszcze nas

pozostawiając blizny,

które z dnia na dzień

będą obejmować coraz większe powierzchnie

naszych trupich dusz.

Będziemy kochać nie mając serc,

będziemy rozumieć nie mając umysłu.

Nie da się spokojnie żyć

przeczuwając nadejście kolejnego kata ludzkości.

A może to już się stało?

Wolna

Odchodzi i wcale jej nie żal… żal,

bo dość ma twoich zakamuflowanych,

nieszczerych uśmiechów.

Chce przepłynąć obok ciebie jak rzeka,

ale ty przytrzymujesz jej rękę.

Unosi się ponad to.

Płynie swoim nurtem.

Jest lodowatą wodą,

która odciska piętno na podłożu.

Boi się jej, bo dobrze wie,

że jeśli zechce to ona zamarznie

wiecznym niezrozumieniem.

Coś

Boi się dobrej miłości.

To coś absurdalnego

niczym przyszłe wczoraj.

Nawyk jest czymś potępionym,

a on niestety nawykł

do odczuwania wobec niego

brutalnego uczucia.

Chłostało go jarzmo skazania

na nieudane trwanie.

Skończyło się wreszcie.

Teraz jest we śnie

i podświadomie czeka,

że się skończy.

Jeśli obudzi się i zobaczy,

że był irracjonalny

to zawyje jak zwierzę.

Wtedy weźmie coś na sen.

Będzie aniołem.

Dane życie

Wpadam w kochające objęcia,

które odpychają.

Matko moja!

Macico, która mnie nosiłaś.

Pojmij ten ból, który ze mną jest.

Poruszałem się w twym łonie.

Czułaś moje kopnięcia maleńką stopą,

a teraz mnie kopie życie.

Głaskałaś swój brzuch,

próbując poczuć ciepło

mojego płodowego ciała.

Teraz inni dotykają mnie

do żywego słowami.

Matko moja!

Czemu nie mogłaś mnie wydalić?

Nie wydałbym oczekiwanego krzyku.

Może byłoby ci cięzko, ale od czego jest

błogosławieństwo zapominania.

Patrzysz na mnie obojętnie.

Odchodzę tam skąd przyszedłem. Znikąd.

Niezwykły

Wrzesień to czas,

gdy motyle podchodzą bliżej.

Siadają na dłoni

i darują pieszczotę bezwiedną.

Beztroskie w nieświadomości

zbliżającej się zewsząd śmierci.

Skrzydła ich tracą żywość barw,

aby tak bardzo nie było ich żal,

gdy znajdzie się je nieruchome.

Tak jak listopad dla ludzi

jest miesiącem łez,

dla motyli jest totalnym rozwiązaniem

i zaproszeniem do grobu.

Idą wtedy motyle bez oporu,

dumne z tego czym są.

Prośba

Wyrwij z półsnu.

Potrząśnij za ramiona,

niech poczujemy żywe dłonie.

Okrzycz oddechem,

który niesie miłość.

Ile czasu można się bać.

Będąc zygotą boimy się niepodzielenia.

Zaopatrzeni w pępowinę,

boimy się, że matka się rozmyśli.

Krzycząc po raz pierwszy

boimy się bólu płuc.

Dojrzewając obawiamy się,

że nie dojrzejemy.

Dojrzawszy boimy się,

że nikt nas nie pokocha.

Zakochując się boimy się odtrącenia.

Odepchnięci boimy się obawiania się.

Boimy się, że żyjąc umarliśmy,

a gdy umrzemy boimy się,

że będziemy żyć,

bo zasypią nas ziemią,

gdy będziemy chcieli

złapać ostatni oddech.

Lękamy się samotności danej od drugiego.

Dlatego krzyczymy — odejdź.

Pryzmat

Czerń jej duszy powiększa się,

przechodząc w nienawistną przepaść.

Jak bardzo cię kocha, wiedzą o tym tylko

jej rozdygotane zastawki w sercu.

Bulgocze i przelewa się w niej unicestwienie

i jedynie dla ciebie męczy swoją duszę

i upokarza się życiem.

Odfrunąć bezlitośnie

w bezkrestną obojętność.

Nie da się uspokoić serca

jednym krzykiem.

Potrzeba byłoby

zniszczyć samego siebie

i dalej żyć.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 12.29
drukowana A5
za 22.84