E-book
7.95
drukowana A5
29.99
drukowana A5
Kolorowa
52.56
Dom dziurawych tęsknot

Bezpłatny fragment - Dom dziurawych tęsknot


5
Objętość:
66 str.
ISBN:
978-83-8440-348-8
E-book
za 7.95
drukowana A5
za 29.99
drukowana A5
Kolorowa
za 52.56

SŁOWO WSTĘPNE

Nie przestaję się dziwić, że zbiór ten jest debiutem poetyckim Przemysława Trenka, twórcy od lat funkcjonującego w przestrzeniach medialnych, a nawet publicznych, którego wiersze od czasu do czasu pojawiają się, wyświetlane na krakowskich murach.

Znajdziecie tu rzetelny namysł nad światem, nieobojętność wobec tego, co poeta postrzega i czuje,  echo rozległych lektur, z którymi czasem współbrzmi, a czasem polemizuje, analizę własnych emocji bez taryfy ulgowej, ale i czułość w wielu jej odcieniach i liryczny oddech.

Daria Danuta Lisiecka, redaktorka Radia z Qlturą, współredaktorka magazynu „Babiniec Literacki”

***

„Dom dziurawych tęsknot”, to tomik który odsłania miejsca, w których życie już od dawna nie jest oczywistością. Każdy kolejny dzień negocjuje się z bólem, lękiem i pamięcią. Wiersze Przemka są zapisem takiej właśnie codzienności — rozpinającej się między szpitalnym korytarzem a domową kuchnią, między tarasem z kolejnym papierosem a wnętrzem własnej głowy, która nie daje wytchnienia. Autor nawet nie próbuje szukać „ładnych” odpowiedzi na „brzydkie” pytania. Mówi wprost o depresji, uzależnieniu, o ciele i śmierci, nie dodając do tego żadnych dekoracji, za to robi to z czułą ironią i autoironicznym humorem, który bywa ostatnią formą obrony.

W zebranych tu tekstach spotykamy Harasymowicza, Ginsberga, Burroughsa i Beksińskiego, ale też, co ważniejsze, bardzo osobisty głos kogoś, kto już wie, że „nie wszystko da się powiedzieć”, a mimo to uparcie stara się nazwać własny mrok. Przemek Trenk przedstawia w tym tomiku świat oniryczny, pełen „little people”, sznurów w lesie, sal szpitalnych, pustych butelek i ławki ojca, a jednocześnie tak zaskakująco bliski, bo rozpoznajemy w nim własne zmęczenie, własny wstyd i niezgodę na to, co jest. Można powiedzieć, że poezja jest tu autoterapią, próbą utrzymania kontaktu z samym sobą, kiedy wszystko wokół się rozpada.
„Dom dziurawych tęsknot” to nie są wiersze „do poduszki”, raczej do czytania przy lampce nocnej, kiedy miasto już śpi, i człowiek zostaje sam z myślą, że może „mentalnie jest trupem”, ale nadal potrafi mówić. Pozwól się poprowadzić tym głosem, a być może odkryjesz, że w tej bezlitosnej szczerości jest coś oczyszczającego, mianowicie prawo do słabości, do wahania, i do kolejnej próby.

Niech to „słowo wstępne” będzie tylko uchyleniem drzwi. Resztę, czyli całą drogę przez rozdarcia egzystencjonalne, czarny humor i czułe tęsknoty — odbędziesz osobiście, razem z Autorem.

Agnieszka Dyszak, redaktorka

Egzystencjalne rozterki

nie rozumiem tego świata

chyba nigdy go nie rozumiałem

mam wyobrażenia jak mógłby działać ale

gdzieś między perspektywą myśli

a dysonansem moich o nim pojęć i osądów

zgubiłem wiarę że jeszcze będzie dobrze


na wycieraczce znów ślady błota

pukanie do drzwi

ten natręt spod siódemki

przyszedł zapytać czy oglądam mecz

tak do cholery oglądam

z niekłamaną przyjemnością zamykam przed nim drzwi

czekam w napięciu aż trzasną


chwilę potem mam wyrzut sumienia

otwieram je

mam wrażenie że wszystko wokół się zacieśnia zawęża

podwórko ma coraz mniej miejsca na pranie

w piaskownicy pod oknami pies

tej grubej i pyskatej blondyny

wciąż zostawia dowody na to że jego system trawienny

pracuje na wysokich obrotach


zastanawiam się jakby to było

gdyby świat zaczął kręcić się w przeciwną stronę


wieczorami gdy wszystko wokół zamiera

siadam w bujanym fotelu

z poezją Harasymowicza

myślę że tak trzeba brnąć przez mgłę

wspinać się po schodach

świat już taki jest


tylko ta jedna mała igiełka pod paznokciem

gdzie w nim jest miejsce dla mnie

Lunatic Lady w zamkniętym obiegu krwi

a co jeśli zagrożenie wynikające z (nie)tęsknienia

to potencjalnie (nie)możliwy mechanizm

który w(y)tłacza w nas obraz wciąż (nie)doskonałej miłości?


zakładam że ów mechanizm

na emocje raczej nie wpływa

chociaż czysto teoretycznie

można teoretyzować czy aby na pewno

a jeśli emocje chorują na arytmię?


zachwianie rytmu ich przebiegu

ta jedna najważniejsza myśl

lunatykuje w zamkniętym obiegu krwi

(nie) szuka drogi powrotnej

pierwotnej materii


dostrzegasz w tym brak symetrii

i kompletny brak logiki

obraz jest tylko złu(wi)dzeniem

z tęsknotą związany (nie)rozerwalnie

cierpisz na podskórne wylewy ukrytych pragnień


które zapamiętujesz

zapisujesz na skasowanych biletach

wielowymiarowość wielokryterialność

(nie)świadomej miłości sposób jej wyboru


bezwolność i losowość skutków jej (nie)używania

węzłem małżeńskim związana z

zabawy farmakologią

z powodu kolejnej pustej nocy

bywają (nie)często śmiertelne


chyba że w porę

zażyję zdrowego(rozsądku)

Dzień otwarty w domu wariatów

spójrz jaki ładny szpital psychiatryczny

dom wariatów tuż przy pomniku Pregabaliny i Relanium


wyostrzyli prętom w ogrodzeniu troskliwe zakończenia

by beneficjenci na koszt państwa


wiedli w miarę bezpieczne życie

do swojego końca

a teraz pora na kolejny zastrzyk


spójrz jaki ładny dom wariatów

na pierwszy rzut oka pierwsza klasa

tylko łoża jakieś takie madejowe


i pasy wrzynają się w nadgarstki


jeden z lekarzy

zapewne też pacjent w sekrecie

pływa nago w suchym basenie


w niedziele zawsze są odwiedziny

przychodzą rodziny tych co noszą koszulki

z napisem „kopnij mnie w dupę”


przywożą im ciastka z Biedronki

Krystynki z Ciechocinka

i czekoladę która nie przeszła kontroli jakości

w toruńskim Koperniku


jeden z profesorów

specjalista od napadów normalności

trzyma na smyczy szczoteczkę do zębów


kruk ubrany w biały kitel

siedzi przy żółtej bramie

wskazując napis


„Łatwo tu wejść, lecz znacznie trudniej wyjść”

Rocznik 1976

w sumie to mam lat naście

nigdy dzieścia

czy dzieści


i nie jestem pewien czy kiedyś

do siebie dojrzeję

może to chwilowe


(za)chwianie emocjonalne

a może (nie)pewność

jutra


a wszystko skupia się na tym

żeby nie upaść na mordę

na śliskim lodzie człowieczej egzystencji


czy to w ogóle możliwe?


zastanawiam się czy łyżwy naostrzone

zapięcia mocne

czy stopa dobrze się ułoży


a jeśli upadnę

może by tak przyspawać

dodatkową płozę?


ludzie powiadają że dzieci

łatwo się przewracają

zwłaszcza te na wózkach inwalidzkich


boję się

ale ten lęk odkładam na jutro

pojutrze

miesiąc

rok


dziś staję twarzą w twarz

z tym zarośniętym facetem w lustrze

i znów jestem dzielny jakbym

miał lat naście

Niewiadoma X

myślisz że powiedzą coś więcej

niż powinieneś wiedzieć?

myślisz że wiedzą o tobie więcej niż ty sam?


powiedzą tylko tyle

ile muszą

powiedzą tylko tyle

ile wynajęty speaker tele(wizyjny)


nie będzie przerwy na reklamę modlitwy

rachunku sumienia

tylko suche fakty

jak żyłeś i jak umarłeś

kilka uciętych fotek

obraz kaplicy


i wynajęte płaczki

nie będzie tacy

świeczek i kwiatów

przemowy i smutku


będą twarze wycięte

z lokalnego szmatławca

tanie wino i catering za trzy grosze

będzie sztuczny śnieg

sztuczne łzy

i przecinek nad ypsylonem

zamiast tej dantejskiej damasceńskiej kropki


nie powiedzą ci jak tam jest

nie przeprowadzą na drugą stronę

ale pomogą ci przyjść na świat

tylko po to abyś wcale nie miał lepiej


niż ich bóg zamknięty w czterech ścianach

grząskiej wiary żeś kurwa nieśmiertelny

nie wierzysz?


dotknij zimnych drutów wystających z ich twarzy

Początek i koniec

spoglądam na ciebie z perspektywy

ukrytych pragnień

znów trzymasz stopy w ciepłych dłoniach

wiersz pieścisz pod językiem


herbata z wierzbówki ogrzewa

twoje serce gdy przyciskasz kubek do żeber

a moje włosy splecione w samurajski kok

wrastają w ziemię


wymawiam umowę najmu

m1 na cmentarzu

nie stać mnie na drogi czynsz

niech ten łajdak wiatr


strąci ze mnie naiwność

uciekam i wracam do siebie

jak ten marnotrawny

licząc że nie będę sobie współczuł


znów niesiesz moje serce

nie patrząc w szpary mokrych chodników

z nieba spadł parowóz

miał wagony pełne wciąż

nieprzeczytanych książek


nucę tobie do ucha refren

ułożonej przeze mnie piosenki

„wniknij ze mną w lewą stronę skóry

nie pytając o miłość”


nieśmiertelność

ona zaczyna się tam

gdzie krew krąży w odwrotną stronę

tam wszystko ma swój początek

Gdy stanę się czerwonym karłem

w pół oddechu gwiazdy

zatrzymałem dotyk na mokrym policzku

jestem planetoidą samotnie wędrującą

przez galaktyki dłoni

czas i przestrzeń wypełniam czułą membraną


wchłaniam cię jak czarna dziura

pochłaniam pocałunki i spojrzenia

z mgławicy twoich źrenic

kwazary pragnień skrywam

pod cienką warstwą pyłu gwiezdnego


gdy stanę się czerwonym karłem

pozwól bym zgasł będąc w tobie

Nie jestem łatwy w obsłudze

nie łatwo jest mnie kochać

zwłaszcza wtedy gdy moje serce

ma wiele funkcji

a dłoń odpala cygaro

i podnosi do ust zwietrzałą whisky


nie łatwo jest mnie kochać

kiedy przytulam bezdomne koty

zwłaszcza wtedy kiedy

wyjmuję z oczu kłodę

mojej w tobie obecności


myślisz że łatwo jest mnie kochać

że jestem (bez)wolny?

wyhodowałem dzikie wino

i proszę o łaskę dostąpienia

odkupienia win których nie


myślisz że kochać mnie jest łatwo?


musiałabyś wyciąć dzikie wino

i zebrać to co po nim pozostało

Zapiski sprośnego lunatyka

noc pęcznieje a pod łóżkiem

moje smoki igrają z ogniem

krzyk przerażenia jest taflą

zimnego szkła


zacząłem się modlić

po drugiej stronie lustra

ja wypowiadam słowa

niezrozumiałe śmiertelnikom


ona słucha i wzajemnie się przenikamy

świt wbił sobie ostry miecz

popełnił rytualne samobójstwo

rozlała się czerń gęsta i lepka


czy bezsenność może uzdrawiać?

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 7.95
drukowana A5
za 29.99
drukowana A5
Kolorowa
za 52.56