E-book
16.38
drukowana A5
16.41
drukowana A5
kolorowa
37.46
Długi czas rozruchu

Bezpłatny fragment - Długi czas rozruchu


Objętość:
68 str.
ISBN:
978-83-8189-419-7
E-book
za 16.38
drukowana A5
za 16.41
drukowana A5
kolorowa
za 37.46

      Jestem twórcą niezależnym. Moją twórczość trudno jest przydzielić do konkretnej kategorii. Mieszam, eksperymentuję, łączę, kombinuję, odkrywam nowe nurty i odłamy. Wielowarstwowość, wielotorowość, wielozmysłowość dostarczają wciąż nowych wrażeń i pozwalają na innoaktywny odbiór świata.


       W tomiku,,Długi czas rozruchu” snuję poetycką refleksję nad CZASEM, w którym żyjemy. Długi czas rozruchu wymaga reinstalacji zainfekowanego systemu. Mam tu na myśli świat i ludzi. Czy w XXI wieku uda się oczyścić świat, czas i ludzi ze śmieci? Czy uda się wyłączyć zbędne, niszczące umysł ludzki programy? I wreszcie, czy uda się ustawić priorytet włączania wszelkiego dobra i przyśpieszyć jego długi czas uruchamiania? Puk, puk, czasie mój, szepnij cokolwiek!


      Myślę, że nasz czas ciągle ulega skracaniu, bo go nie szanujemy lub marnujemy na sprawy błahe, negatywne. A szał życiowych spraw, szybkich decyzji, nadmiaru emocji i myśli zabiera nam dobry czas. Ci, którzy grzmocą czas, gubią, kaleczą lub niszczą urozmaicony dar indywidualnego przeżywania czasu. Starajmy się odzyskać ten utracony raj na ziemi!

Moja wizja końca świata

       Naturalna fizjonomia stwardniałego powietrza zaczyna się ujawniać. Widok na wodnokształtny kryształ wszystkich wód przeradza się w sople krystaliczności. Wody zamarzają. Słoneczno-lodowaty organ wariuje, pod wpływem mieszaniny zimna z gorącem. Wszystko kruszeje, a śnieg zamienia się w powietrzny proszek. Osad z planet opada w kierunku niewiadomym. Ostatni ziemski dech przeradza się we wdech wiecznego zakonserwowania życia doczesnego. Przez pewien czas wszystko stoi nieruchomo. Ostateczna walka trwa. Następuje chemiczna burza, a wszelkie zjawiska fizyczne zaczynają eksplodować. Skorupa ziemska zamarza. Następuję ścisk międzyplanetarny. Po nim unieruchomienie. Czas się zatrzymuje. Planety i gwiazdy stają się rozkurczem ultrafioletowych zbłądzeń. Nadrozum toczy walkę z podrozumem. Zarazki grzechu zostają zgładzone, a pożar nienawiści zostaje ugaszony. Bóg ukazuje światu po raz kolejny swoją MIŁOŚĆ.

Szok miasta

       Ponad miastem warkoczyk zamieszkałego punktu. Poza wschodem czegokolwiek-długi czas. Instrukcja-kosz, wyższy ląd profesji, czas poezji Tak, tak, tak.

       Nie, nie, nie. Nie wiem. Przecięcie…
Sałatka również w konwencji…
W ten jedyny czas fraktal fal niezaspokojonej geometrii powoli zastyga. Nie wiem, czy oczyszczę, czy zanieczyszczę tę chwilę? Czy pociskiem zetnę swą misję, czy z pocisku powstanę? W regulacji kantów i kwantów przebita moc. Spadek…
W terenie cieni, w konturze lampek, w synekurze surrealizmu maluję swą reminiscencję po murze partytury niebezpiecznego zachodu słońca. Wiersz się nie kończy, lecz czas dłuży czerstwy wiek. Szok miasta, ziarnko do ziarnka, towarzystwo ryzyka, tworzywo za życia… Moc zespolenia duszy z przestrzennie zespolonym miastem. Przekreślam zatem iluzoryczny zacinacz. Funkcja wielotorowego zjawiska należy do mego nazwiska. Złote kroki, zatoki, mamroczące wschody i zachody, słoneczno-księżycowe zamroki. Mam nadzieję, że nie utknę… By nie być samolubem, oddaję miastu me lodowisko, lecąc w poprzek liniociągu energii kwantowej.

Żale energetyczne

      Malunek ekwipunku, ozór, wodór, siarkowodór, kocur, powlekacz, tkacz, stary dziad, człon czcionek pod okiem smutku...To niedowład głupku! Krzyczy rosa wepchnięta w rarytas bezdechu. Futerał niepełnych pełni księżyca cierpi w ścierni neologicznych wyzwisk. Ściema czerni. Oczko szkli poślizg krzycząc: Czworontanju, zgaś płomyk starości! Młody umysł błaga: zastrzeż żart rupieci, by nie polec w partyturze zamieci! Kazjondzieja wieści o lesie, więc lezie sobie pomału. Zdrowie w sarkofagu paru barier świeci, gaśnie, średnio ogrzewa. Marzenia w piasku pękniętego kamyka. Tworzę twarzą twardorzęd. Rząd grządek krzewów i żrącego dżemu. Czemu czeluść czci dżdżystość pocisków przestrzelonych przeczuć? Czasie drogi, twe długie trwogi, twe nogi tworzą częste mroki. Pisklę prosi o zarośl osi.


      Minister niepełnosprawności ręczy, że zapewni stateczność. Rozruch, rozkurcz, boleść, krok po kroku oczek. Może mózg błyszczy pulsem wstęgi przetarcia, a może orzech w stolicy dziczy zbyt często nawiązuje do psychiki. Dość tego, ile można! Hybrydowa reinkarnacja rozciera powóz wschodu i zachodu duszyczek nie zadrapanych żadnym przykurczem. Weź latarkę, powędkuj po obrzeżach przedtrzydziestoletniej wpadki, a ukradkiem teraźniejszości ciarki po grzbiecie zatrynią w gorsecie wszechwiedzy. Podlabirynt, labirynt i czasoprzestrzenny wyżeł, względnie posunięty i wygięty. Krzyczę w duszyczce rozmachu, chichotań i dryfowań. Ile ja mam lat?

Haki energetyczne

       W sentencji moich zmysłów uciekł mi wyrzut pisku. Szampon DX2 zamilkł i kłamie. Nie zaspokoję figla nieformy nad przekątną sumy normy. Czas długi, byleby zblazował błazna szczytu. Jakie masz długi w wannie swej usługi? Włam, złom, mania klamer. Nie złam się! Serduszko nie świerszczy, świdruje. Każdy czas zasługuje na poklask w przecięciu nowo powstałych szans. Przecinasz i ucinasz chwile rozrusznikiem chwiejnej nieuchronności. W XXI wieku myje nas brzeg sprzecznych ścieżek mylno-kolejowej sieczki. Mózg wyprany w przebiegu odblasku ojca pieniężnego i pornograficznego.

      Wedle warstw tęgiego ego uczucie strun w jupiterze twardego luzu ginie. Rozjaśnić wszystkie serca, rozweselić żale żelaznych belek, nabzdryngolić w przysłowie dawno-klimatyczne, czy potroić słowika bez hymnu uśmiechu? Czy szczypta oczyszczenia reżimu żelaznej żylety ducha to międzypokoleniowa skrucha?
A po cóż wyjeżdżasz mi z tym pytajnikiem?
Grzmotnę wykrzyknikiem i zastanowię się nad dalszym czasem iskier.

Długi czas rozruchu

     Ładunek C4 na niewidoczność żaru na zaryw.

    Fiołek w świecie zmysłów. Człon na ścieżce swego

    czynu. Członek dymu bez pokrycia szczegółu.

    Substytut miłych haseł chłosty zmiażdżeń.

    Deszcz schwytany ciężkim głazem.

    Nosorożec skubie twardy orzech zmrożonej

    serdeczności. Gorąc w stokrotce piękna pęka,

    a wektor słonecznego jądra ziemi uskrzydla wartość

    bez powiązania. Zgnieciony podczas wibruje,

     przedawniony czas nie zaskakuje.

     Kuje kieł złości, niechęci, obojętności, zadziorności,

     bezmiłości, a gazomierz przestrzennej sztuczności

     mierzy nasz duchowy potrzask. Ładunek na duchu,

     ładunek na słabeuszu, ładunek na minusie musu.

     Człowiek wpada we własną pętlę, budując chore

     kolonie, bez uzgodnienia z Bogiem.

     Noc zgrzytów uwidacznia protest złych rytmów.

Luźny sierpień

       Kolos-los, przewozowy list, portfel żony bez błysku. Nie ma… Mazak wrony, tłuszczyk-cios bez błędu. Tak czy nie? Wykrzyknik krzykiem pytajnika pogania średnik. Konsola przyczyny, wieczorek czołgu, poza-miny. Las bez kotwicy łez. Wakacyjny dreszcz, kleszcz ostrowirówki bez azbestu przekreśleń.

      Wylot wypośrodkowań. Perspektywa party, prywatka warta rzeki Warty. Ocean wyobraźni, lot II w gęstwinie plaży III, kolos-los-s.o.s. Dzień-noc w gąszczu słonecznych kleszczy bez ciosów obusiecznych. Poetrick-portret estety, bezbłędnik nicku w ulu ululań. Prawo miasta, pretekst perspektywy hasła.

       Rzecz jasna, że zdrowie czas ma. Mierzy lot.

       Czas, skok, odskok w bok, w boom, w broom. W młodość.

       Luz I, luz II, luz III …

VAPNO

      Ciężkościeżka. Czas. Długi zakaz. Kalkulator, wektor, selektor. Spedytor uszczelki. Fuks fuszerki. Rewolwer rewelki. Czas wielki. Pajęczyna faktu. Morze szczelin. Ogryz — obrys. Rys zagrywki. Ogryzek zrywu ryski. Nerwy werwy. Wyrwij werdykt. Mikrobłędy. Wymus. Za nami twarda linia zwarta.

Twardy czas

       Czwartorzęd-pył-srebropęk. Złoto-srebrny kwiat. Turbo-pasmo. Czas zwariował: konsekwencja retuszu, twardego luzu dalej klejona. Rozklejone mózgi gipsu zawistnej kapsułki. Łuk triumfalny, puk egzystencjalny.

       Nachalny przerywnik wykropkowania zasad. Bez władzy, przykazań, sumienia, bez poszerzenia strumienia świeżości. Dzisiejszość z dzidy zdziczeń dzierżawi wykres kresu sztuczności.

       Czas JEDEN-podtekstem niezachwiania.

       Czas DWA-zatrzaskiem sterowania.

       Czas TRZY-to demon zły. Niszczycielska emisja maskuje korkociąg iluzji. Drylują wypadkowe dryfy we wryty spichrz myśli. Elipsa czasowa myśli, czy zatwierdzi brak ułudy. Człowiek jest suchy, głuchy, zepsuty, wciąż plecie bzdury. Rozruch kosy kosi przestrzeń, a umysł depcze swą pieczęć.

       Ludzie zaopatrzeni w swój minutnik, zrywają powietrze zatrzeciewień. Pokryk-krzyk-efekt gruntu-przeszyty strumień nurtów. Wyższy świat w ministerstwie mózgu głaszcze prospektową komplikację.

       Póki asymilacja nie padnie, czas ciążyć będzie bez ustanku psychotez, w rządzie łez, bez niczego łagodnego, z twardym zalążkiem dnia jutrzejszego.

Stabilność —

      W dzisiejszych czasach nie czytamy zasad. Uderzamy głową w ścianę o zakaz zepsucia. Nie gderamy w płacie wyrzutów sumienia.

      Ktoś nas pcha, szepcze i mówi…
Prozaiczne kręgi, turbowane urzędy, stratne
usterki. Pójdziesz, posłuchasz i przy okazji
zniszczysz słuchawki. Arbiter zaradny w kredce
dmuchawca sypie nie wiadomo co…
CZŁON, Dzisiejsza mądrość, światowa mądrość-czy czołg emocjonalnie zwarty? Monotonii plecak, harmonii nietakt, kserówka czasu czasem odbija kolor. Dziś dzida, jutro bida-czyja to wina?

      Miłość usycha, nienawiść nie słyszy bicia oddechu.

      Twarda mina pociera minę ciężkiego powietrza. Codziennie wybuchamy w swoich napięciach, trwonimy dawne lekarstwa, pielęgnujemy wiek dzisiejszy, a on tyka dniem ciemniejszym.

      Dokąd prowadzi ten tłok ten brak-kąt bez kartek ułożenia?

Eksperymentalizacja czasu

       Blady wąż, czas-krąg, domino pochodni płonącej deszczem,,W”. Czas wielowarstwowych światów,

       A4, B12, obiektus-hak. Nie wiem, jeszcze tego nie pojąłem. Zjawisko kwadratowe czy gresowe?
Światy poszlaków oddechu. Gdzieś za słońcem-ja, za księżycem-ty. Mikroskop oddali włócznią cyrkla podwalin odłamu ziemi… Ziemia-nieurodzajny ubiór pełen dręczących sloganów, uniżających łatwy wietrzyk. Żal mi tego, że mózg odrzuca te rzuty, a poszczególne rzędy zgrzytają w obecności trzeszczeń. Świat, czas czy grymas mas? Masa wektorowa grzmoci fizyczny stopień prędkości. Muzyka zwierzchnia wygrywa z muzyką zakopaną w dole zapomnienia. Przykro jest!

       To, że żyjesz, że czujesz, że główkujesz jest przykrywką stłumień wiary. Zamieniam się w stutysięczną postać, by nie pisać o sobie, a czas eskaluje. W świecie wieloprzeźroczystej perforacji słonecznych dni mikroszczegół przewyższa makroszczegół.

       Dzisiejszy czas to wielopokoleniowy ciągnik rozjechanej

       ewolucji. Nie wiadomo, do czego są jeszcze zdolne wszelkie eksperymentalne rzuty.

Ortalion 2017

Z każdym rokiem, z każdym krokiem czarny kruk

      krąży nad…


Orta przeprasza lwa za generację szram.

     Aorta orki niech pożre chłam dręczących


    chrabąszczy. Próba odcięcia…

    Wszyscy idziemy pod górkę.


Ten świat to czas czołgów dawnych i przyszłych.


Chów twardych lasów, harpagon haków, huragan faktów w nakładce przewrotu…


Wokół bezsilny natłok nieświadomych cyfer ścina

      strukturę lekkości.


      Możliwość ingerencji w analizę

      przełęczy zsuwa się z poklasku, z mrzonki lęku.


      Cokolwiek byś zrobił, to inteligencja z kombinacją,,I” nadłączy wrzask węży z istotą nieistniejącej wpadki.


Nawet wiersz został rozdmuchany i ucięty…

Czas potężniejszy

      Mu-mu-mózg, niechęć na lu-lu-luz.

      Zabić czeluść białych kartek.

       Nóż, nóż, nóż.

      Wygwizd, sampel, pan analizator.

       Zaświat — guz.


       Świat wielohybrydowy to katalizaor zepsucia. Kłania się kieł kategoryzacji, generacja genu x to paradoks pomnożony razy siedem.

       W chorym tworze, w chromym torze nora rannej randki zabija tkanki miłosnej rampy.


       Może nie czasem lecz światem zmażę kwas 1 a kwas 2 zaołówkuje gumkę szkolnej katalizacji.

       Katastrofa-koniuszek wyrwany z bogów mej

       szamotaniny…


       Jestem niedźwiedziem, tygrysem i aniołem.

       Jestem del-i-KAT-nym westchnieniem.

       Czas jest tworem rozrywającym gatunek ewolucyjnej szyby.


       Obrót w modzie ego-nurtu, drut niewiedzy, wiara schwytana w męce niewytłumaczalnych skrótów.

       Żyję w otchłani czteroprzestrzennych wierzeń w byt szybujących zapętleń. Lina mych ludzi ugina gałąź samotnych przekleństw. Cierpię za serce pokolenia. Ich grzech dewastuje mnie. Jestem wielopiętrowym dzieckiem. W tym momencie ciągnę dźwig rozerwania wielopokolenia.


       Krzyczę w ciszy stężonej kwaśnym deszczem. Ile jeszcze odcisków będzie?! Aborcja, porcja, porcelana, protest, zagłada. KARA. Czasowa eksplozja w rozpadach...STOP. To względny wiek. Prawda zabita przez niewiedzę tłumi wielogrzmoty duchowej tarki. ŻRĄCY WSTYD.WSTYD.WSTYD.

       Kit-dzid-turbokrzyk.


       Czy przodek szkli mój pokutnik? Czy łysy kozioł ośmieszy mój mit? Hip-hip-hop-hop i klątwa sklejenia. To czas potężniejszy, przed którym ucieczka jest niemożliwa.

Techniki przewozowe

 Hipokamp, hipoalergiczny włam.

   Trak-krok, hybryrampa. Piosnka pisku pięciooczka.

    Altanka włókna pofałdowanego ufoludka.

    Płat skroniowo-ciemieniowy, porcelanowo- szokowy. Kresomózgowie, spluwa sowia,

        kora  stuku, zamulony splas sunie mowę.

       Transplantacje myślowe, fraktale czasowe,

     niemrawe formy  scalone, podświadome nurty

    pokręcone. DNA  swoiście uciśnione,

   niekomfortowe mutacje wierzchołkowe, dozgonne

   zumy zwierzchnicy  pozapotylicy.

   Czułkowe przeczucie mrzonkowe, myśli kwadratowe

   uzbrojone w odłamowe foliosy  skośno-kostne.


CZAS-KAP-CZAS-KAP-CZAS-KAP

toczy się dziwnym kołem, kiedyś wszystko

zostanie skrzyżowane i złączone.

Zadrapania ewolucji czasowej

       Przeczytaj teraz-tańczą za nas gwiazdy. XYZ, tytan, platan, układ-wóz. Jedziemy do odkrycia planety PL. Wycieczka. Sprzeczna rzeczka. Pokrętna miejscóweczka. Irracjonalna kałużyczka. Lecimy, chodzimy, siedzimy, leżymy, tkwimy w dziurze nurtów. Położniczy ultrafiolet, astronomiczny miotacz powietrzny, sekwencyjny wyrzut emocji zwrotnych. Promień-stopień, skala stosunku, wyobraźnia, napędy, przystawka wizji, układy scalone zmierzwione. Wozy trwałych połączeń, wąwóz sztuki, organ natężnika połączonych wibracji. Pulsacje poświatowe, aktywacje niewydobyte, dygotania psychotyczne, rozruszniki specyficzne, przewodniki-hipnotyki, naukowo-artystyczne sugestie, algorytm rytmu pojęcia, podejście do sekwencji niedotarcia. Nietraf-ślepy brak niewiary, wyrzut przejścia w subiektywizm. Czas ten jest prześwietlony stępiałym łukiem ograniczającym wolno-lądowy lot przełomowych pojęć. Człowiek zaściankowy odrzuca czas nowy, a prekursorski rozwój swobody

       synchronizuje cele zaliczone i pominięte.

Czas ostateczny

       Autonomiczna nierówność między robotami a braćmi. Nadchodzi czas sarkastyczny, a może fantastyczny. Widzę ścieżkę autonomizacji. Zmechanizowany mózg masuje messengera. Facebook staje się Bogiem wyostrzonych twarzy. Nadludzki luz linczuje Boży lud. Husaria huczy w oddali. Może spętane morze przesytu zaleje żądzę dobrobytu? Próba jednorożca nie powiedzie się. Zamiecie  II, III, IV, VII  zmiotą mgławicę ukrytą w ósmym zerze. Słabi atleci wylecą z przestrzeni przeciążenia siły podstawowej.

      Duchowi sprzymierzeńcy staną na wysokości zadania, lecz intropauza przeleci ich oczekiwania. Sztuczna inteligencja usztywni nowoczesny czynnik PRA-22 w. Poziom warcabowy wymiesza pionki sztuczne z naturalnymi. Liczba spektrum w zbiorze wielopól przyjmie wartość niezależną. Homo sapiens, homunculus i creosapiens będą żyć w opozycji kwantowej. Czas zostanie podzielony na czas, podczas i nadczas.Cały bigos mas zostanie wymieszany, a gałąź czasowa pourywana. Nie wiadomo, kiedy to będzie, ale czuję, że nadchodzą czasy ostateczne.

— B.a.d.a.c.z-

      Pajęczynówka-sieciówka
Matrix-tęczówka
Widzisz wszystko i nic
Fizyka paranormalna
Pozapotęgowa płachta pyłu egzystencji
Dlaczego człowiek tłumi czas?
Dlaczego trwoni majestatyczny ład?
Jesteśmy świadomi swego widma czy niewidoczni
w nieświadomych połączeniach ciasnych pojęć?
Wciąż zawalamy swe dni, powalamy swój instynkt, mylimy się w swych osądach. Puk, puk czasie mój, szepnij cokolwiek!
Ezoteryczny wiatr, spójność w upuście granicy mgły. Gresowy półmrok, wiedza potopowa, zwierzchnice obrotowe, bomba, gwiazda, liczba…
Człowiek-czas_ _ _ _
Wybuch ciekawości, tajnik enigmatyczności, sektor relatywizmu… A co w mej dłoni?
Próba zrozumienia istoty wszechwiedzy zaznacza czas I, II, III  i czas nieskończenie przeskokowy.

       A limeryki czasowe są wyjątkowo tkliwe.

       A ciągłość badawacza leci za całokształtem

       tymczasowości.

Kopywizjer

     Energooszczędny wyrzut słońca

     Zysk i złącza-aktywne cząstki

     żądzy zła. Wszystko po to,

     by przejąć Boży plan. Czas-pomost
chwila-ost
ostatek ostatecznych zdarzeń
Kto przywróci święty ład?
Kto powstrzyma wlot walk?
Kto ocali ten świat?
Kto? kto? kto?
Za ileś lat polsko-angielski

      wzdryg,,what”

Malkotime

       Mazak większych związań w subwencji niskopodłogowej. Rzucamy, nie szanujemy, nie czytamy, nie piszemy. W porzekadle ubezpieczeń    chcemy duchowej biedy. Wiek XXI tnie szeregi tętnic prawego oddechu. Prawdziwe wartości wpadają w sprzeczność i niedorzeczność ze schematem przykrych wytycznych. Byleby odciąć linię oporu
a pierwowzór czystego honoru schować pod glob. Dewiza sztuczności świata zagnieździła cenny czas. Gniazdo i dzida poszatkowały rozmach rozwoju 
i jednocześnie coś jest pięknem a coś błędem.

Szantaż naturalny

      Czas względny, czy bezwzględny? Obojętność, czy niebezpieczeństwo? Manipulant racjonalny, czy sekundant irracjonalny, nachalny wielbiciel, czy kulturalny gwałciciel? Pozory trafne czy wykolejone? Czasy posklejane w słupki, rubryki i paragrafy…
Tłumy, narady, kombinacje, komplikacje i konwulsje. W XXI wieku trzeba być czujnym!

Pre-kurs-or

Przekładanka ewolucyjna, geometria akustyczna, styczne pstryki porytej krytyki. Pychologia okręgu zdumionych. Podmokły bok, trójkątny kątnik, kant cząstek świetlnych, spoiwo praformy drgań. Zapalnik pchnięcia
przebudowy, przełomowy załącznik procesów ZZA. Efemeryczny złudnik prostoty zaplątany w inkluzji energetycznego zapędu śródstrzałkowych spekulacji, recept penetracji punktu minus-bezmiar bezwiary.

Ci, którzy chcą podturbować świat, zostaną poddani próbie…

A zależna struktura

      Promień wsteczny, fizyka torów równoramiennych. Wzrok poszlakowany, tęcza na papierze ery dnia, ekstradycja poświaty. Zaraz wracam. Ile czasu potrzeba, by abecadło obietnicy spadło. Człowiek się denerwuje, czeka, wysila, stresuje, kalkuluje. A tu błąd, błąd, błąd wpakowany w ilokrotność ślizgów. czas ziemski jest ociosany spalinami drobnoszczelnych cierpień. Czas stłumiony to dreszcze długotrwałych pakunków. Czas przeciągnięty to Wezuwiusz nadformy i przesady. Czas nieuchronny to przeznacznik, wobec którego padniesz  powalony ciosami niezmierzonymi. Jednych boli ząb, drugich psychosąd, trzecich szargany sprzeciw, czwartych moment zemsty, piątych nadmiar biedy, szóstych
rzekomy zaginacz wyolbrzymiania i sztuczne problemy, siódmych chciwy 
pochłaniacz-haracz, ósmych nie wiadomo co…
Nie gardzę teraźniejszym czasem, choć wiem, że wszystko jest maksymalnie poplątane.

Selektor

     Geny schodzą z nut, akrobatyk, transplantolog.

      Pole uprawne w sadzawce zmierzchu.

       Niewyspane korzenie cementu.

     Bioprąd sprofanowany.

       Rzekomy zakres czasu nieodnotowany.

       Lewy przekręt natury.

     Czas organiczny czy syntetyczny?

     Ruch ziemi czy ruch słońca?
Kosodrzewina czy kolejne złącza?

      Wypalenie czy ocalenie?

     Udoskonalenie czy uciemiężenie?
Jesteśmy podlewani, sterowani, przestrajani i manipulowani sztucznymi technologiami.

P-r-z-e-s-a-d-n-o-ś-ć

      Wypad wypadów, który się wydał na haju…
w.y.p.a.d partner-ki\a. Kroczy mech, szelest zdechł, więź usycha, kaftan bezpieczeństwa
gdzieś w lesie. Kochanka czy ignorantka? zachcianka czy zwykła wpadka?
Katakumba — bomba. Suknia, sycząca rzeżucha, suka szuka durnia…
Odkąd wszedł 21 w. seks szepnął sześć razy. Mocniej, mocniej, więcej, więcej, jeszcze, jeszcze…
Coraz rzadziej duch zagląda w naszą godność. Pierścień ścięć coś trze za bardzo ten napęd-popęd. A on rwie!
21 w. to rozciągłość, rozwartość, przesadność i przekroczona wolność. Czas ten, aż dusi się przez asymetryczny wdzięk niewidocznych
przelewów i zalewów. Chyba za dużo tego wszystkiego jest!

Rozmysł
Dlaczego tak mam-y?

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 16.38
drukowana A5
za 16.41
drukowana A5
kolorowa
za 37.46