Rozdział 1 — Zwyczajny poniedziałek
Budzik Marioli zadzwonił o szóstej czterdzieści. Wyłączyła go bez otwierania oczu. Po pięciu minutach telefon odezwał się ponownie, więc wymacała go na stoliku i naciągnęła kołdrę na głowę.
— Mariola! — z kuchni dobiegł głos Heleny. — Wstawaj, bo znowu się spóźnisz!
Mariola jęknęła. Miała dwadzieścia dwa lata i nie znosiła, kiedy matka budziła ją do szkoły. Problem polegał na tym, że bez Heleny prawdopodobnie przespałaby pierwszą lekcję.
Usiadła na łóżku i założyła okulary. Pokój natychmiast odzyskał ostre krawędzie: krzesło zawalone ubraniami, otwarty zeszyt na podłodze, kubek po herbacie i podręcznik, którego poprzedniego wieczoru nawet nie otworzyła.
Powinna była się uczyć. Wiedziała o tym. Wiedziała również, że jeśli jeszcze raz zawali rok, Helena dostanie szału. Mariola dwa razy powtarzała klasę i dopiero teraz kończyła gimnazjum. Każda rozmowa o przyszłości w ich mieszkaniu prędzej czy później zamieniała się przez to w kłótnię.
Podeszła do lustra. Miała sto pięćdziesiąt pięć centymetrów wzrostu, szczupłą sylwetkę i młodzieńczą twarz, przez którą obcy często dawali jej mniej lat. Lubiła przełamywać to wrażenie strojem. Ubierała się odważnie, czasem prowokacyjnie, wzorując się bardziej na studentkach spotykanych w centrum Krakowa niż na koleżankach ze szkoły.
Tego ranka długo poprawiała włosy i przyglądała się sobie z boku.
— Może być — powiedziała do odbicia.
W kuchni pięćdziesięciodwuletnia Helena stawiała na stole kubki.
Dziewięcioletnia Basia jadła płatki, kołysząc nogami, a dwudziestoczteroletni Marek opierał się o parapet z kawą.
Kiedy Mariola weszła, Marek spojrzał na zegarek.
— Rekord. Tylko dwadzieścia minut spóźnienia na śniadanie.
— Zajmij się sobą.
— Właśnie się zajmuję. Piję kawę.
Basia zachichotała.
— Nie śmiej się z niego, bo pomyśli, że jest zabawny — powiedziała Mariola i pocałowała siostrę w czubek głowy.
Helena postawiła przed nią herbatę.
— Siadaj.
— Nie mam czasu.
— Na lustro miałaś.
Mariola przewróciła oczami, ale usiadła.
— Dzisiaj masz sprawdzian z polskiego? — zapytała Helena.
Mariola znieruchomiała.
— Jaki sprawdzian?
Marek parsknął śmiechem.
— No pięknie.
— Sama mówiłaś w piątek — przypomniała Helena. — Uczyłaś się?
— Trochę.
Kłamstwo było tak oczywiste, że nawet Basia spojrzała na nią podejrzliwie.
Helena usiadła naprzeciwko.
— Mariola, zostało ci naprawdę niewiele. Skończ tę szkołę. Potem rób, co chcesz, ale najpierw ją skończ.
— Skończę.
— Mówisz tak od lat.
— Mamo…
— Nie chcę się kłócić. Chcę, żebyś zaczęła myśleć o sobie.
Mariola odsunęła talerz. Nie znosiła takich rozmów przede wszystkim dlatego, że matka miała rację. Nauka nigdy jej nie pociągała. Potrafiła za to godzinami myśleć o spotkaniach, ubraniach, flirtach i mężczyznach. Szczególnie interesowali ją młodsi od niej, ale pełnoletni mężczyźni. Podobała jej się ich spontaniczność i niepewność, którą czasem próbowali ukryć pod przesadną pewnością siebie.
Od pewnego czasu ciekawiła ją też marihuana. Nigdy jej nie próbowała, choć słyszała o niej od znajomych i zastanawiała się, jak by się po niej czuła. Na razie pozostawało to tylko ciekawością.
— Idę — powiedziała.
Helena podała jej zawiniętą kanapkę.
— Weź.
Basia podbiegła do siostry.
— Przyjdziesz dzisiaj po mnie?
— Jak skończę wcześniej, to spróbuję.
— Obiecujesz?
Mariola zawahała się.
— Postaram się. Naprawdę.
Basia objęła ją za szyję.
W przedpokoju Marek zatrzymał Mariolę.
— Mama się martwi.
— Ty też zaczynasz?
— Nie. Tylko mówię.
— To nie mów.
Wyszła i zamknęła drzwi trochę mocniej, niż zamierzała.
Na klatce schodowej zeszła jedno piętro i odruchowo spojrzała na drzwi mieszkania Pawła, dwudziestopięcioletniego sąsiada.
Ich znajomość zaczęła się kilka miesięcy wcześniej od rozmowy pod blokiem. Potem była kawa, a później kolejne spotkania. Nie byli parą i nigdy nie udawali, że nią są. Od czasu do czasu spędzali razem noc. Łączyła ich fizyczna bliskość, pocałunki i przyjemność, ale nie miłość. Marioli odpowiadała ta prostota. Nie musiała niczego obiecywać ani tłumaczyć.
Tego ranka drzwi Pawła pozostały zamknięte.
Mariola wyszła przed blok i ruszyła do szkoły.
Niedaleko sklepu zobaczyła Darka.
Poznała go poprzedniego dnia, kiedy podniósł jej szkolny identyfikator. Wiedziała już, że ma osiemnaście lat. Od tamtej krótkiej rozmowy kilka razy wracała do niego myślami, choć sama uważała to za trochę śmieszne.
Darek stał pod sklepem z rękami w kieszeniach. Kiedy ją zobaczył, natychmiast się wyprostował.
Mariola podeszła.
— Nie idziesz do szkoły? — zapytała.
— Nie chce mi się.
— Piękne podejście.
— Nie spałem całą noc.
— Dlaczego?
Darek przez chwilę patrzył jej w oczy.
— Myślałem o tobie.
Mariola poczuła przyjemne ciepło.
— O, jak miło. Ja też o tobie myślałam.
— Naprawdę?
— Trochę. Nie przesadzaj z dumą.
Darek się roześmiał.
— Pomyślałem, że skoro jestem taki młody, to powinienem się uczyć od starszych kobiet.
— Starszych kobiet? — Mariola uniosła brwi. — Mam dwadzieścia dwa lata, a nie pięćdziesiąt.
— Dla mnie jesteś starsza.
— Całe cztery lata. Przepaść.
Przyjrzała mu się z zainteresowaniem.
— A miałeś już dziewczynę?
— Jedną. Ale bardzo krótko.
— Czyli nie jesteś aż taki doświadczony, na jakiego próbujesz wyglądać.
— Nie mówiłem, że jestem.
Zrobił krok bliżej, ale zatrzymał się przed nią.
— Mogę cię dotknąć? — zapytał.
Marioli spodobało się, że zapytał.
— Możesz wziąć mnie za rękę.
Darek zrobił dokładnie to. Jego palce były ciepłe. Mariola sama splotła z nim palce.
— Tak jest dobrze? — upewnił się.
— Tak.
— A coś więcej?
Mariola uśmiechnęła się.
— Spokojnie. To, że zgadzam się na jedno, nie znaczy, że zgadzam się na wszystko.
— Rozumiem.
— I tego się trzymaj.
Puściła jego rękę i poprawiła torbę na ramieniu.
— Teraz naprawdę muszę iść do szkoły.
— A później?
— Będziesz tutaj?
— Mogę.
— To poczekaj po moich lekcjach.
— To randka?
— Jeszcze nie wiem.
Ruszyła w stronę szkoły, ale po kilku krokach obejrzała się. Darek nadal na nią patrzył.
Sprawdzian poszedł dokładnie tak źle, jak można było przewidzieć. Po pierwszym pytaniu Mariola wiedziała, że ma problem. Po trzecim zaczęła obserwować zegar. Po piątym zastanawiała się, czy nauczycielka zauważyłaby, gdyby nagle rozpłynęła się w powietrzu.
Po lekcji koleżanka dogoniła ją na korytarzu.
— I jak?
— Fantastycznie. Myślę, że moja praca przejdzie do historii.
— Aż tak źle?
— Gorzej.
Mariola wzruszyła ramionami, ale w środku poczuła ucisk. Przypomniała sobie poranne słowa matki: „Skończ tę szkołę”.
Po ostatniej lekcji nie ruszyła do domu.
Darek rzeczywiście czekał pod sklepem.
— Myślałem, że nie przyjdziesz — powiedział.
— Przecież powiedziałam, że przyjdę.
— Ludzie różne rzeczy mówią.
— To będziesz musiał się nauczyć, że ja zazwyczaj dotrzymuję słowa.
Ruszyli razem przez osiedle. Początkowo nie mieli żadnego celu. Szli, rozmawiając o wszystkim, co przyszło im do głowy. Mariola dowiedziała się trochę więcej o Darku. On wypytywał ją o rodzinę i szkołę.
— Naprawdę masz dwadzieścia dwa lata i kończysz gimnazjum? — zapytał w pewnej chwili.
— Naprawdę.
— Nie przeszkadza ci, że pytam?
— Wolę, kiedy ktoś pyta wprost, niż kiedy potem gada za plecami. Dwa razy powtarzałam klasę. Słabo się uczyłam. Nadal słabo się uczę.
— Ale kończysz.
— Taki jest plan.
— Dobry plan.
Mariola spojrzała na niego.
— Nie będziesz się śmiał?
— A z czego?
To pytanie rozbroiło ją bardziej niż jakikolwiek komplement.
Z każdą godziną czuła się przy nim swobodniej. Kupili coś do picia, usiedli na ławce, potem znowu spacerowali. Darek czasem brał ją za rękę. Mariola na to pozwalała.
Kiedy zatrzymali się w spokojniejszym miejscu, objął ją. Mariola odwzajemniła uścisk. Po chwili poczuła jednak, że jego ręce zaczynają przesuwać się dalej, niż chciała.
Złapała go za nadgarstek.
— Darek.
Natychmiast się zatrzymał.
— Co?
— Nie bądź taki nachalny.
— Myślałem, że…
— Nie myśl za mnie. Jak będę czegoś chciała, sama ci powiem.
Cofnął rękę.
— Dobra. Przepraszam.
Mariola popatrzyła na niego przez chwilę.
— Poczekaj do wieczora.
— Do wieczora?
— Tak powiedziałam.
— A co będzie wieczorem?
— Jak będziesz cierpliwy, to się przekonasz.
Darek się uśmiechnął, ale nie próbował ponownie przekraczać wyznaczonej granicy. Po kilku minutach to Mariola sama wzięła go za rękę.
Tak minęło im całe popołudnie.
Telefon Marioli kilka razy zawibrował w torbie. Raz pomyślała, że powinna sprawdzić wiadomości, ale Darek właśnie opowiadał jej zabawną historię i odłożyła to na później.
Potem zapomniała.
Kiedy zaczęło się ściemniać, Darek spojrzał na nią znacząco.
— Mariola?
— Hmm?
— Jest wieczór.
Od razu zrozumiała, do czego nawiązuje.
— Widzę.
— Kazałaś mi poczekać.
— I poczekałeś.
Podeszła bliżej.
— Mogę cię pocałować? — zapytał.
Mariola przez chwilę patrzyła mu w oczy.
— Tak. Chcę, żebyś mnie pocałował.
Darek nachylił się. Pierwszy pocałunek był krótki i niepewny. Mariola uśmiechnęła się tuż przy jego twarzy.
— Spokojnie — szepnęła.
Tym razem sama go pocałowała. Dłużej, ale nadal czule. Darek objął ją, pilnując, by nie zrobić niczego, na co nie dostał zgody.
Marioli podobało się to bardziej, niż chciała przed sobą przyznać.
Przy Pawle wszystko było znane i przewidywalne. Tutaj każdy gest był nowy.
Dopiero po chwili wyjęła telefon.
Zrobiło jej się gorąco.
— Cholera.
— Co?
— Jest prawie dziesiąta.
Na ekranie widniało kilka nieodebranych połączeń od Heleny, dwa od Marka i wiadomość: „Gdzie jesteś? Natychmiast daj znać”.
— Będziesz miała kłopoty? — zapytał Darek.
— Mam dwadzieścia dwa lata. Jakie kłopoty?
Powiedziała to pewnie, ale wiedziała, że odpowiedź brzmi: duże.
Przypomniała sobie Basię.
— Miałam spróbować po nią przyjść.
— To przeze mnie?
— Nie. Sama zapomniałam.
— Odprowadzę cię.
— Lepiej nie pod sam blok.
— Wstydzisz się mnie?
— Ciebie nie. Mojej matki.
Darek roześmiał się.
Pożegnali się kilkaset metrów od domu.
— Jutro? — zapytał.
— Jeżeli przeżyję dzisiejszy wieczór.
— Napiszesz?
Mariola spojrzała na niego.
— Najpierw musiałabym mieć twój numer.
Darek podyktował go, a ona zapisała.
— Teraz już mi nie uciekniesz — powiedział.
— Nie rozpędzaj się.
Pocałowała go krótko w policzek.
— Dobranoc.
— Dobranoc, Mariola.
Kiedy weszła do klatki, uśmiech zniknął jej z twarzy.
W mieszkaniu paliło się światło.
Mariola przekręciła klucz i najciszej jak potrafiła otworzyła drzwi.
Helena siedziała w kuchni. Marek stał przy oknie.
— No proszę — powiedział. — Znalazła się.
— Cześć.
Helena wstała.
— Gdzie ty byłaś?!
— Mamo, nie krzycz.
— Nie krzycz? Od kilku godzin nie wiem, gdzie jesteś! Dzwonię, Marek dzwoni, a ty nawet nie raczysz odebrać!
Mariola zdjęła kurtkę.
— Nie słyszałam telefonu.
— Przez pięć godzin?
— Byłam zajęta.
— Czym?
Mariola zacisnęła usta.
— To moja sprawa.
Helena patrzyła na nią z niedowierzaniem.
— Oczywiście, że jesteś dorosła. Ale dorosłość nie polega na tym, że znikasz i pozwalasz rodzinie zastanawiać się, czy coś ci się stało.
Marek odwrócił się od okna.
— Mama chciała już wychodzić cię szukać.
— Przesadzacie.
— Nie — odpowiedział spokojnie. — Wystarczyła jedna wiadomość.
Mariola chciała odpowiedzieć, ale wtedy zauważyła Basię stojącą w drzwiach pokoju w piżamie.
— Basia? Czemu nie śpisz?
Dziewczynka nic nie powiedziała.
— Chodź tutaj.
Basia nie ruszyła się.
— Mówiłaś, że spróbujesz po mnie przyjść.
Mariola poczuła wyrzuty sumienia.
— Basia…
— Czekałam.
Dwa słowa wystarczyły.
Mariola podeszła i przykucnęła przed siostrą.
— Przepraszam.
— Zapomniałaś.
Chciała zaprzeczyć, ale nie mogła.
— Tak — przyznała. — Zapomniałam. I nie powinnam była.
Basia spuściła wzrok.
— Jutro ci to wynagrodzę.
— Znowu obiecasz?
Mariola zamilkła.
— Nie będę obiecywać. Po prostu przyjdę.
Po chwili Basia pozwoliła się przytulić.
Kiedy dziewczynka wróciła do łóżka, Helena nadal czekała w kuchni.
— Siadaj.
— Mamo, jestem zmęczona.
— A ja przez pół wieczoru zastanawiałam się, czy moja córka nie leży gdzieś w szpitalu. Siadaj.
Mariola usiadła.
Marek spojrzał na nią podejrzliwie.
— Byłaś z facetem?
— A ty jesteś policjantem?
— Czyli tak.
— Marek, odczep się.
Helena zmarszczyła brwi.
— Z Pawłem?
Mariola znieruchomiała.
— Jakim Pawłem?
— Nie rób ze mnie idiotki. Myślisz, że nie widzę, że czasem chodzisz do sąsiada?
Marek spojrzał najpierw na matkę, potem na siostrę.
— Chwila. Jakiego sąsiada?
— Nieważne! — rzuciła Mariola.
— Dla mnie bardzo ważne — odpowiedział Marek.
— To nie był Paweł.
Zapadła cisza.
Mariola natychmiast zrozumiała swój błąd.
Marek uniósł brwi.
— Czyli jest jeszcze ktoś?
— Dobranoc.
Wstała.
— Mariola — zatrzymała ją Helena.
Dziewczyna odwróciła się.
— Nie będę ci wybierała znajomych. Masz dwadzieścia dwa lata. Ale dopóki razem mieszkamy, chcę jednej rzeczy: jeśli nie wracasz przez pół dnia, dajesz znać. Nie pytam o pozwolenie. Pytam, czy rozumiesz.
Mariola przez chwilę milczała.
— Rozumiem.
— I jutro zajmujesz się Basią.
— Wiem.
Weszła do swojego pokoju i zamknęła drzwi.
Telefon zawibrował niemal natychmiast.
Darek.
„Przeżyłaś?”
Mariola mimo wszystko się uśmiechnęła.
Odpisała:
„Ledwo. Mama wściekła. Marek prowadzi śledztwo. Basia przeze mnie czekała.”
Po chwili pojawiła się odpowiedź.
„To przeze mnie?”
Mariola długo patrzyła na ekran.
„Nie. To przeze mnie. Mogłam zadzwonić.”
Wysłała wiadomość i położyła się na łóżku.
Po chwili telefon zawibrował ponownie. Tym razem wiadomość przyszła od Pawła.
„Jesteś dziś?”
Jeszcze poprzedniego dnia taka wiadomość nie wymagałaby długiego namysłu. Wiedziała, co oznaczała. Kilka godzin bez pytań, bez deklaracji, z bliskością, którą oboje traktowali jako coś prostego.
Mariola zaczęła pisać odpowiedź.
Zatrzymała się.
Przed oczami stanął jej Darek, stojący pod sklepem i pytający, czy może ją pocałować.
Skasowała tekst i napisała:
„Nie dzisiaj. Innym razem.”
Paweł odpisał tylko: „OK”.
Mariola odłożyła telefon i podeszła do okna. Między blokami świeciły latarnie. Samochód powoli wjechał na parking. Ktoś prowadził psa.
Nie było tam Darka.
— Idiotka — mruknęła do siebie z uśmiechem.
Znała go właściwie od dwóch dni. Nie wiedziała, czy jest odpowiedzialny, czego chce od życia ani czy jutro nadal będzie nią tak samo zainteresowany. Wiedziała tylko, że przy nim czuła coś, czego od dawna nie czuła przy Pawle.
Nie chodziło wyłącznie o pożądanie.
Chciała z Darkiem rozmawiać.
Chciała wiedzieć, co powie jutro.
I właśnie to niepokoiło ją najbardziej.
Usiadła na łóżku i otworzyła podręcznik do polskiego. Przeczytała pierwsze zdanie. Potem drugie.
Telefon zawibrował.
„Dobranoc, starsza kobieto.”
Mariola roześmiała się cicho.
„Dobranoc, dzieciaku.”
Po chwili dopisała:
„I jutro idziesz do szkoły.”
Odpowiedź przyszła natychmiast.
„Jak ty pójdziesz, to ja też.”
Mariola spojrzała na leżący przed nią podręcznik.
Po raz pierwszy od dawna przeczytała całą stronę bez odkładania książki.
Nie wiedziała jeszcze, czy Darek okaże się tylko kolejnym krótkim epizodem w jej życiu.
Nie wiedziała też, że znajomość z nim wkrótce zmusi ją do podjęcia kilku decyzji, których od lat unikała.
Na razie wiedziała jedno.
Chciała zobaczyć go następnego dnia.
Rozdział 2 — Puste mieszkanie
Następnego dnia Mariola wróciła ze szkoły prosto do domu. Po poprzedniej awanturze nie chciała dawać Helenie kolejnego powodu do zmartwień. Zjadła obiad z rodziną, poświęciła czas Basi i starała się nie zerkać co chwilę na telefon.
Nie bardzo jej się to udawało.
Najpierw napisał Paweł. Chciał wiedzieć, czy Mariola przyjdzie do niego wieczorem. Jeszcze kilka dni wcześniej odpowiedź byłaby oczywista. Z Pawłem wszystko było znane i przewidywalne. Tym razem Mariola długo patrzyła na ekran, zanim odpisała:
„Jak chcesz, to jutro.”
Chwilę później telefon ponownie zawibrował.
Darek.
Na widok jego imienia poczuła zupełnie inne podekscytowanie. Jemu odpowiedziała jednym słowem:
„Dzisiaj.”
Różnica nie umknęła jej uwadze. Paweł był przyzwyczajeniem. Darek był oczekiwaniem.
Wkrótce dowiedziała się, że Darek ma przez trzy dni mieszkanie tylko dla siebie. Jego matka wyjechała, a ojciec przebywał w Stanach Zjednoczonych. Mariola doskonale rozumiała sugestię. Przez resztę obiadu myśl o pustym mieszkaniu nie dawała jej spokoju.
Wyobrażała sobie ciszę, zamknięte drzwi i Darka, który nie będzie musiał oglądać się na przechodniów. Jednocześnie nie chciała się spieszyć. Podobało jej się napięcie między nimi.
Po obiedzie dotrzymała słowa danego Basi. Pomogła jej przy zadaniu i wyszła z nią na krótki spacer. Dopiero później zaczęła przygotowywać się do wyjścia.
Przed lustrem spędziła więcej czasu, niż zamierzała. Zmieniała ubrania, poprawiała włosy, zdejmowała okulary i ponownie je zakładała. W końcu roześmiała się do własnego odbicia.
Zachowywała się jak zakochana nastolatka.
A przecież jeszcze nie była zakochana.
Chciała Darka. Na razie tyle potrafiła przyznać.
Kiedy wychodziła, spotkała na klatce Pawła. Jego obecność natychmiast przypomniała jej o drugiej części życia, które prowadziła przed poznaniem Darka.
Paweł spojrzał na nią uważniej niż zwykle. Nie potrzebował wielu pytań. Wystarczyło, że zobaczył starannie dobrany strój, włosy i błysk w jej oczach.
Mariola wiedziała, że się domyślił.
Dotychczas nie byli o siebie zazdrośni. Tak przynajmniej sądziła. Teraz jednak w spojrzeniu Pawła pojawiło się coś nowego. Nie podobało mu się, że wychodzi do innego mężczyzny.
Mariola poczuła zaskakującą satysfakcję, ale również niepokój.
Nie zamierzała rezygnować ze spotkania. Minęła Pawła i zeszła na dół.
Darek czekał niedaleko. Gdy tylko go zobaczyła, napięcie związane z Pawłem ustąpiło miejsca innemu. Młodszemu, niepewnemu i przez to bardziej ekscytującemu.
Mariola sama wsunęła dłoń w jego dłoń.
Kilka minut później zauważyła samochód Pawła. Ich spojrzenia spotkały się przez szybę. Paweł zobaczył ją trzymającą Darka za rękę.
Wszystko stało się jasne.
Darek również zauważył samochód. Między dwoma mężczyznami pojawiło się napięcie, mimo że nie zamienili ze sobą ani jednego słowa.
Mariola nie chciała być nagrodą w ich rywalizacji. Ścisnęła dłoń Darka i ruszyła dalej.
Kiedy dotarli do jego bloku, serce biło jej szybciej.
Darek otworzył mieszkanie. Mariola weszła pierwsza.
Drzwi zamknęły się za nimi cicho.
Dopiero wtedy naprawdę poczuła pustkę mieszkania. Nie było głosu matki dochodzącego z kuchni, telewizora Marka, kroków Basi ani ciągłego nasłuchiwania, czy ktoś idzie korytarzem.
Tutaj nie było nikogo.
Tylko oni.
Mariola zdjęła kurtkę i rozejrzała się. Na stole zostały rzeczy matki Darka, w kuchni wisiała ścierka, a na lodówce znajdowały się magnesy i zapisane kartki. Zwyczajne rodzinne mieszkanie na kilka dni zostało pozostawione tylko jemu.
Mariola zdjęła okulary i położyła je na szafce.
Świat zmiękł. Kontury straciły ostrość, ale obecność Darka stała się wyraźniejsza. Słyszała jego oddech i wiedziała, że stoi kilka kroków za nią.
Nie odwracała się od razu.
Pozwalała mu czekać.
Kiedy w końcu spojrzała przez ramię, Darek stał nieruchomo. Chciał podejść, lecz nie zrobił tego.
Czekał na jej ruch.
Podobało jej się to.
Mariola odwróciła się i podeszła. Położyła dłoń na jego piersi, czując przyspieszone bicie serca.
Pierwszy pocałunek był krótki. Mariola odsunęła się, zostawiając między nimi kilka centymetrów. Dopiero po chwili pocałowała go ponownie, dłużej.
Dłonie Darka spoczęły na jej talii. Nie przesunęły się dalej.
Jego ostrożność tylko zwiększała napięcie.
Mariola przysunęła się bliżej. Darek objął ją mocniej. Przez kilka sekund stali z czołami opartymi o siebie, wsłuchani we własne oddechy.
Potem Mariola pierwsza wróciła do pocałunku.
Powoli przeszli do pokoju. Paliła się tam niewielka lampka. Za oknem zapadał wieczór.
Mariola usiadła na kanapie i przyciągnęła Darka bliżej.
— Chodź.
To jedno słowo wystarczyło.
Nie pozostawiła między nimi miejsca. Pocałunki stawały się dłuższe, a krótkie przerwy między nimi działały na Mariolę mocniej niż pośpiech.
Kiedy dłoń Darka przesunęła się po jej plecach, Mariola na chwilę ją zatrzymała. Spojrzała na niego, po czym sama odprowadziła ją na swoją talię.
— Tutaj.
Darek zrozumiał.
Mariola chciała bliskości, ale chciała też sama nadawać jej tempo. Darek respektował to bez protestu.
Telefon w torbie zawibrował.
Raz.
Potem drugi.
Mariola domyślała się, kto pisał.
Paweł.
Nie chciała sprawdzać, lecz telefon po chwili zadzwonił. Odrzuciła połączenie. Kiedy zadzwonił ponownie, napięcie w pokoju zmieniło charakter.
Mariola wstała, założyła okulary i odebrała.
Nie pozwoliła Pawłowi przejąć rozmowy. Przypomniała mu, że od początku nie byli parą i żadne z nich nie miało prawa kontrolować drugiego. To ona decydowała, kiedy przychodziła do niego i kiedy chciała się z nim spotykać.
Paweł chciał wiedzieć, czy jest z Darkiem.
Mariola nie zamierzała się tłumaczyć.
Najbardziej zirytowało ją, kiedy zasugerował, że Darek wpłynął na jej decyzję.
— Nikt mi niczego nie kazał.
Spojrzała przy tym prosto na Darka.
Chciała, żeby również on to usłyszał.
Mariola powiedziała Pawłowi, że następnego dnia nie przyjdzie. Nie dlatego, że Darek wygrał jakąś rywalizację, ale dlatego, że zazdrość Pawła zaczęła zmieniać ich dotychczasowy układ.
Zakończyła rozmowę.
Darek wyglądał na zadowolonego.
Mariola natychmiast to zauważyła.
— Nie.
Jedno słowo wystarczyło, żeby spoważniał.
Nie zamierzała zamieniać jednego zazdrosnego mężczyzny na drugiego. To, że zrezygnowała ze spotkania z Pawłem, nie dawało Darkowi żadnych praw do podejmowania decyzji za nią.
Darek przyjął to w milczeniu.
Dopiero wtedy Mariola ponownie do niego podeszła.
Sama go pocałowała.
Telefon znów zawibrował.
Tym razem wyłączyła dźwięk i odłożyła aparat ekranem do dołu.
Wieczór należał do nich.
Cisza pustego mieszkania znowu ich otoczyła. Mariola siedziała blisko Darka, czasem całując go, czasem opierając głowę o jego ramię. Nie potrzebowała wielu słów. Podobała jej się możliwość decydowania o każdym kolejnym geście.
Darek nie próbował jej poganiać.
Z czasem napięcie zmieniło się w spokojniejszą czułość. Mariola odkryła, że nie chce być przy nim wyłącznie dla fizycznego podniecenia. Chciała zostać dłużej. Chciała słuchać jego głosu i czuć jego ramię wokół siebie.
To właśnie niepokoiło ją najbardziej.
Przy Pawle wszystko było prostsze.
Kiedy w końcu spojrzała na zegarek, było po jedenastej.
Tym razem pamiętała o domu.
Włączyła telefon i najpierw napisała Helenie, że wróci późno i wszystko jest w porządku. Dopiero potem zobaczyła pozostałe powiadomienia.
Paweł dzwonił kilka razy.
Zostawił dwie wiadomości.
Pierwsza była krótka.
„Rozumiem.”
Druga:
„Nie musisz już przychodzić jutro.”
Mariola długo patrzyła na ekran.
Przecież właśnie tego chciała. Sama powiedziała, że nie przyjdzie.
A jednak chłód wiadomości zabolał ją bardziej niż wcześniejsza zazdrość.
Przypomniała sobie wszystkie wieczory spędzone u Pawła. Rozmowy, kawę, poranki i żarty, które rozumieli tylko oni.
Ich relacja miała być prosta.
Dopiero teraz widziała, że nigdy nie była aż tak prosta.
Nie odpisała.
Darek odprowadził ją do drzwi. Mariola założyła kurtkę i okulary, potem sama podeszła do niego i pocałowała go na pożegnanie.
— Dobranoc.
Wyszła.
Nocne osiedle było spokojne. Większość okien pozostawała ciemna, a chłodne powietrze otrzeźwiało po ciepłym mieszkaniu.
Telefon zawibrował.
Darek.
„Już tęsknię.”
Mariola zatrzymała się pod latarnią.
„Ja też.”
Kilka minut później otworzyła jeszcze jedną wiadomość od Pawła.
„Mam nadzieję, że wiesz, co robisz.”
Uśmiech zniknął.
Nie odpowiedziała.
Kiedy dotarła do domu, było prawie wpół do dwunastej. W kuchni paliła się mała lampka.
Helena siedziała przy stole w szlafroku. Przed nią stał kubek herbaty.
Mariola spodziewała się pytań, lecz tym razem ich nie było.
— Napisałaś.
W głosie Heleny nie było złości.
— Napisałam.
To wystarczyło, żeby uniknąć awantury.
Matka zauważyła jednak znacznie więcej: rozczochrane włosy, zaróżowione policzki, uśmiech, który Mariola próbowała ukryć, i sposób, w jaki niemal odruchowo sprawdziła telefon.
Helena znała ją zbyt dobrze.
Telefon zawibrował.
Darek.
Mariola uśmiechnęła się, zanim zdążyła się powstrzymać.
Helena lekko uniosła brwi.
— Kto?
Mariola mogła zamknąć się w pokoju. Tym razem tego nie zrobiła.
— Darek.
Matka zapamiętała imię.
Dowiedziała się również, że ma osiemnaście lat. Nie wyglądała na zachwyconą różnicą wieku, ale nie zaczęła wykładu.
Interesowało ją jedno.
— Lubisz go?
Mariola spojrzała na telefon.
— Tak.
Jedno słowo.
Helena usłyszała w nim więcej, niż Mariola zamierzała powiedzieć.
Przypomniała córce tylko o ostrożności i szkole.
Mariola przewróciła oczami, pocałowała matkę w policzek i poszła do pokoju.
Następnego ranka konsekwencje jej decyzji czekały na klatce schodowej.
Paweł wyszedł z mieszkania dokładnie wtedy, kiedy Mariola schodziła do szkoły.
Przywitali się chłodno.
Nie próbował jej zatrzymywać. Dopiero przed blokiem powiedział, że zrozumiał jej decyzję. Skoro nie byli parą, nie miał prawa wymagać od niej wierności ani tłumaczeń. Ale również miał prawo zdecydować, że nie chce dłużej uczestniczyć w relacji, która zaczęła go ranić.
Nie było awantury.
Właśnie dlatego zabolało.
Paweł odszedł.
Mariola została przed blokiem, czując pustkę po czymś, co jeszcze kilka dni wcześniej wydawało jej się trwałe właśnie dlatego, że nie miało żadnej nazwy.
Telefon zawibrował.
Darek napisał, że po lekcjach będzie pod sklepem.
Mariola nie odpisała od razu.
Po ostatniej lekcji jednak tam poszła.
Darek czekał. Uśmiechnął się, ale szybko zauważył, że tego dnia Mariola była inna. Nie pocałowała go. Ruszyła przed siebie, a on poszedł obok.
Dopiero po chwili wspomniała o Pawle.
— Koniec.
Darek zatrzymał się. Radość pojawiła się na jego twarzy zbyt szybko.
Mariola spojrzała ostrzegawczo.
— Nie.
Zrozumiał.
Poszli dalej.
Nie chciała opowiadać szczegółów. Paweł sam zakończył ich układ. Mariola przyjęła jego decyzję, choć pozostawiła po sobie nieprzyjemną pustkę.
Darek chciał wiedzieć tylko jedno.
— Żałujesz?
— Trochę.
Na tym zakończyła temat.
Po chwili sama wsunęła dłoń w jego dłoń.
Przed blokiem Darka oboje spojrzeli na okna mieszkania.
Puste.
Matka miała wrócić dopiero za dwa dni. Ojciec nadal był w USA.
Darek nie musiał niczego proponować.
Mariola podjęła decyzję sama.
— Chodź.
Weszła pierwsza.
Tego wieczoru nie chciała już wyjaśniać.
Chciała po prostu być z Darkiem.
Rozdział 3 — Andrzej
Po ostatniej lekcji Mariola wyszła przed szkołę razem z koleżanką. Darek miał czekać pod sklepem, więc nie zamierzała zostawać długo.
— Jeżeli ten twój Andrzej zaraz nie przyjdzie, idę.
— Właśnie idzie.
— Gdzie?
— Tam.
Mariola spojrzała w stronę ulicy.
Andrzej był wysoki, wysportowany i bardzo przystojny. Miał dwadzieścia pięć lat. Prosta koszulka podkreślała szerokie ramiona. Szedł spokojnie, bez pośpiechu.
— To on?
— Tak.
— Mogłaś mnie uprzedzić.
— Że jest przystojny?
— Nic takiego nie powiedziałam.
— Nie musiałaś.
Andrzej podszedł.
— Cześć.
— Cześć. Andrzej, to Mariola. Mariola, Andrzej.
— Miło mi.
— Mariola.
— Wiem.
— Czyli już o mnie słyszałeś.
— Trochę.
— Co mu powiedziałaś?
— Same dobre rzeczy.
— To niedobrze.
— Dlaczego?
— Bo teraz będę musiała prostować plotki.
— Nie było żadnych plotek.
— Jeszcze gorzej. Czyli sama prawda.
Andrzej się roześmiał.
— Podobno jesteś ciekawa.
— „Ciekawa” to bardzo bezpieczne określenie.
— Dopiero się poznaliśmy.
— I jakie pierwsze wrażenie?
— Lubisz sprawdzać ludzi.
— Skąd taki pomysł?
— Prowokujesz i czekasz na reakcję.
— A ty jak reagujesz?
— Jeszcze nie zdecydowałem.
— Czyli egzamin trwa.
— Nie wiedziałem, że go piszę.
— Teraz już wiesz.
— I mam szansę zdać?
— Zobaczymy.
— Surowa komisja?
— Bardzo.
Koleżanka zerknęła na zegarek.
— Dobra, zostawiam was.
— Dokąd idziesz?
— Moja praca została wykonana.
— Zdrajczyni.
— Podziękujesz mi później.
— Nie licz na to.
Zostali sami.
Mariola miała prosty plan: kilka minut rozmowy i odejść. Darek czekał. Tyle że po raz pierwszy od wyjścia ze szkoły przestała myśleć o czasie.
— Jeżeli chcesz, mogę iść.
— Chcesz?
— Nie.
— Bezpośredni jesteś.
— Pytałaś.
— Ile masz lat?
— Dwadzieścia pięć.
— Stary.
— Ty masz dwadzieścia dwa.
— Wiem.
— Trzy lata różnicy.
— Przez trzy lata można zmądrzeć.
— Tobie się udało?
— Uważaj.
— Sama zaczęłaś.
— I sama mogę skończyć.
— Tego bym nie chciał.
Telefon Marioli zawibrował.
Darek.
„Czekam tam gdzie wczoraj.”
— Musisz iść?
— Za chwilę.
— Chłopak?
— Nie mam chłopaka.
— To może kawa?
— Teraz?
— Teraz.
— Nie dzisiaj.
— Jasne.
Andrzej nie próbował jej zatrzymywać.
Mariola zrobiła dwa kroki.
— Ale kiedy indziej możemy.
— Czyli jednak zdałem egzamin?
— Nie przesadzaj. Zgodziłam się tylko na kawę.
— Od czegoś trzeba zacząć.
— Pewny siebie.
— Trochę.
— Trochę za bardzo.
— A jednak powiedziałaś „tak”.
— Jeszcze zmienię zdanie.
— W takim razie nie będę ci dawał za dużo czasu.
— Sprytny jesteś.
— Staram się.
Mariola ruszyła w stronę osiedla.
— Mariola.
— Co?
— Miło było cię poznać.
— Ciebie też, Andrzej.
— Do zobaczenia.
— Do zobaczenia.
Po kilkudziesięciu metrach telefon znów zawibrował.
„Żyjesz?”
„Idę.”
Darek czekał pod sklepem.
Kiedy Mariola go zobaczyła, przypomniała sobie, co od początku najbardziej ją w nim zaciekawiło. Miał osiemnaście lat. Był od niej cztery lata młodszy i właśnie ta różnica wieku podobała jej się bardziej, niż początkowo chciała przyznać.
Darek dopiero wchodził w dorosłość. Czasami próbował brzmieć jak człowiek znacznie bardziej doświadczony, a chwilę później zdradzał niepewność. Mariola lubiła tę sprzeczność.
— No wreszcie.
— Długo czekasz?
— Trochę.
— Przepraszam.
— Co robiłaś?
— Koleżanka chciała mi kogoś przedstawić.
— Kogo?
— Andrzeja.
— I jaki jest?
— Normalny.
— Tylko tyle?
— A co mam powiedzieć?
— Nie wiem. Ty go poznałaś.
— Wysoki. Wysportowany. Ma dwadzieścia pięć lat.
— Zapamiętałaś dużo jak na „normalnego”.
— Darek…
— No co?
— Chodź.
Ruszyli przez osiedle.
— Dasz rękę?
— Po co?
— Bo chcę.
— Proszę.
Mariola podała mu dłoń.
Darek miał coś, czego Andrzej mieć nie mógł: młodość. Nie chodziło jedynie o liczbę. Podobała jej się jego energia, spontaniczność i to, że przy niej czasami próbował być odważniejszy, niż się czuł.
— Wiesz, co mi się w tobie podoba?
— Wszystko?
— Skromność na pewno nie.
— To co?
— Że jesteś młodszy.
— Serio?
— Serio.
— Myślałem, że to wada.
— Dla mnie nie.
— Czyli mam osiemnaście lat i pierwszy raz coś z tego mam.
— Nie rozpędzaj się.
— Sama powiedziałaś.
— Powiedziałam, że mi się podoba. Nie że masz specjalne przywileje.
— Szkoda.
— Przeżyjesz.
Przez kilka minut wszystko znowu było proste.
— I ona naprawdę wyrzuciła jego telefon przez okno.
— Serio?
— Z trzeciego piętra.
— Przeżył?
— Telefon nie.
— A właściciel?
— Bardziej przeżywał telefon niż dziewczynę.
— To może dobrze, że się rozstali.
— Też tak powiedziałem.
Mariola roześmiała się.
Po chwili wróciło do niej jedno zdanie Andrzeja.
„Jeżeli chcesz, mogę iść.”
A potem jego odpowiedź:
„Nie.”
— Mariola?
— Co?
— Pytałem, czy w sobotę gdzieś pójdziemy.
— Możemy.
— Gdzie?
— Ty proponujesz, ty wymyśl.
— Dobra.
— Tylko nic głupiego.
— Czy ja kiedykolwiek proponuję coś głupiego?
— Znam cię za krótko, żeby zrobić pełną listę.
Usiedli na ławce.
— A ten Andrzej?
— Co z nim?
— Zobaczysz go jeszcze?
— Pewnie tak.
— Skąd wiesz?
— Umówiliśmy się na kawę.
Darek zamilkł.
— Aha.
— „Aha”?
— No aha.
— Jesteś zazdrosny?
— Nie.
— Jesteś.
— Trochę.
— Nie masz o co.
— Jest przystojny?
— Darek.
— Pytam.
— Jest.
— Super.
— Sam chciałeś wiedzieć.
— Mogłaś skłamać.
— Nie lubię kłamać.
— A ja nie lubię Andrzeja.
— Nawet go nie znasz.
— Tym lepiej.
Mariola oparła głowę o jego ramię.
— Głupi jesteś.
— Ale młody.
— I właśnie dlatego jeszcze ci wybaczam.
Paweł był zupełnie inny.
Z Pawłem nie było takich rozmów. Miał dwadzieścia pięć lat, mieszkał blisko i od czasu do czasu spotykali się bez wielkich deklaracji. Mariola znała ten układ i wiedziała, czego się spodziewać.
Kiedyś właśnie ta prostota była zaletą.
Teraz wydawała się trochę pusta.
Darek dawał jej coś, czego Paweł nigdy nie próbował dawać: zainteresowanie nią samą. Pytał. Czekał. Bywał zazdrosny. Chciał ją widzieć następnego dnia.
A Andrzej?
Mariola znała go kilkanaście minut.
Mimo to pamiętała jego głos.
Wieczorem Helena spojrzała na zegarek, kiedy Mariola weszła do kuchni.
— Dzisiaj pamiętałaś, gdzie mieszkasz.
— Bardzo śmieszne.
— Jadłaś?
— Nie.
— Została zupa.
— Zaraz sobie podgrzeję.
Basia siedziała przy stole z zeszytem.
— Pomożesz mi?
— Z czym?
— Z matematyką.
— To wybrałaś najgorszą osobę w domu.
— Marek powiedział, że mam zapytać ciebie.
— Marek!
Z pokoju dobiegł śmiech brata.
— Zdrajca.
Później Mariola zamknęła się w swoim pokoju.
Darek napisał:
„Fajnie było.”
„Mi też.”
Po chwili:
„I nadal nie lubię Andrzeja.”
„Nawet go nie znasz.”
„I nie planuję.”
„Zazdrośnik.”
„Może.”
Paweł nie napisał.
Dawniej Mariola sama sprawdziłaby, czy jest dostępny. Tego wieczoru nawet nie otworzyła jego rozmowy.
Telefon zawibrował.
Nieznany numer.
„Cześć. Andrzej. Oferta kawy nadal aktualna.”
Mariola przeczytała wiadomość.
Odłożyła telefon.
Poszła do łazienki, wróciła, przebrała się i ponownie spojrzała na ekran.
„Aktualna.”
Odpowiedź przyszła szybko.
„Jutro po lekcjach?”
Mariola usiadła na brzegu łóżka.
Jutro.
„Możemy.”
Położyła telefon ekranem do dołu.
Po chwili odwróciła go z powrotem.
Żadnej nowej wiadomości.
— No i dobrze.
Zgasiła lampkę.
Sen nie przychodził.
Paweł.
Darek.
Andrzej.
Paweł był znajomy. Nie musiała niczego zgadywać.
Darek był młody. Właśnie to pociągało ją w nim od początku. Osiemnaście lat, spontaniczność, niepewność przeplatana nagłymi wybuchami odwagi. Przy nim Mariola czuła się starsza i pewniejsza.
A Andrzej był odwrotnością Darka.
Dwadzieścia pięć lat.
Spokój.
Pewność siebie.
Sportowa sylwetka.
I cierpliwość.
„Nie dzisiaj.”
„Jasne.”
Mariola przewróciła się na drugi bok.
To jedno słowo wracało do niej częściej niż komplementy.
Nie naciskał.
Pozostawił decyzję jej.
A to ona otworzyła rozmowę ponownie.
„Ale kiedy indziej możemy.”
Zamknęła oczy.
Andrzej pojawiał się w jej wyobraźni fragmentami.
Dłonie.
Ramiona.
Spojrzenie.
Chwila, w której stałby blisko, ale jeszcze jej nie dotykał.
Mariola nie chciała czekać kilku dni na odpowiedź na pytanie, które pojawiło się już przed szkołą.
Czy pociągałby ją równie mocno, gdyby zostali sami?
Podejrzewała odpowiedź.
Nie chciała tygodnia ostrożnego flirtowania. Jeżeli między nimi naprawdę będzie napięcie, chciała wiedzieć jutro, dokąd może ich zaprowadzić.
W jej wyobraźni Andrzej stał bardzo blisko.
— Mam się odsunąć?
— Nie.
— Na co czekasz?
— Na ciebie.
Mariola otworzyła oczy.
Pokój był ciemny.
Sięgnęła po telefon.
23:48.
Żadnej wiadomości.
Jej pobudzenie nie chciało ustąpić. Próbowała sama rozładować napięcie, lecz ulga okazała się krótka. Nie chodziło wyłącznie o ciało. Myśli natychmiast wracały do następnego dnia.
Telefon zawibrował.
Darek.
„Śpisz?”
„Nie.”
„Myślisz o mnie?”
Mariola długo patrzyła na ekran.
Darek był jej bliski w sposób, którego się nie spodziewała.
Lubiła go.
Naprawdę.
A jednak pierwszą twarzą, która pojawiła się po przeczytaniu pytania, była twarz Andrzeja.
„Trochę.”
Wysłała.
Poczuła ukłucie winy.
Nie byli z Darkiem parą. Niczego sobie nie obiecywali.
Mimo to nie chciała go zranić.
Paweł nie miał już tej nocy znaczenia.
Darek zajmował miejsce bliżej serca.
Andrzej działał na wyobraźnię i ciało.
I właśnie ta różnica nie pozwalała jej zasnąć.
Po północy otworzyła szafę.
— To tylko kawa.
Spojrzała na ubrania.
— Jasne.
Wybrała jedną rzecz, po chwili drugą.
Wróciła do łóżka.
Telefon rozświetlił się.
„Dobranoc, Mariola. Do jutra.”
„Dobranoc. Do jutra.”
Tym razem uśmiechnęła się do ekranu.
Następnego dnia Mariola miała problem ze skupieniem się na lekcjach.
Kiedy wreszcie wyszła ze szkoły, Andrzej już czekał.
— Punktualny.
— Bałem się egzaminu poprawkowego.
— Jeszcze nie zdałeś pierwszego.
— To źle zaczynam.
— Bardzo.
Ruszyli w stronę kawiarni.
Po kilkunastu minutach Mariola wiedziała już, że kawa nie rozwiązuje jej problemu.
Andrzej nadal ją pociągał.
Nawet bardziej niż poprzedniego dnia.
Rozmawiali o zwyczajnych rzeczach, a Mariola coraz częściej łapała się na tym, że bardziej niż słów słucha jego głosu.
W końcu odstawiła filiżankę.
— Andrzej?
— Tak?
— Nie chcę już tej kawy.
— Nie smakuje?
— Nie o kawę chodzi.
— To o co?
Mariola przez chwilę milczała.
— Całą noc prawie nie spałam.
— Przeze mnie?
— Nie bądź taki zadowolony.
— Próbuję.
— Nie wychodzi ci.
Andrzej czekał.
— Niewinny flirt przestał mi wystarczać.
— Mariola…
— Chcę znaleźć się z tobą sam na sam.
— Jesteś pewna?
— Chcę sprawdzić, czy nadal będziesz taki spokojny, kiedy cię pocałuję.
Andrzej spojrzał na nią dłużej.
— To brzmi trochę inaczej niż kawa.
— Wiem.
— Jak bardzo inaczej?
Mariola nabrała powietrza.
— Nie chcę czekać kilku dni. Jeżeli oboje będziemy tego chcieli, chcę być z tobą blisko. Dzisiaj.
— Nie musimy się spieszyć.
— Właśnie problem w tym, że ja chcę się spieszyć.
Andrzej przez chwilę nic nie mówił.
— Jest tylko jeden problem.
— Jaki?
— Nie wiem, gdzie moglibyśmy zostać sami.
— To coś wymyśl.
— U mnie odpada.
— U mnie tym bardziej.
— Mam samochód.
— I?
— Znam spokojne miejsce przy lesie. Moglibyśmy tam pojechać. Zostać w samochodzie. Tylko we dwoje.
— Chcesz mnie zabrać do lasu?
— Nie tak miało zabrzmieć.
— Trochę tak zabrzmiało.
— Jeżeli ci się nie podoba, zapominamy o pomyśle.
Mariola poczuła pierwsze ukłucie wahania.
Nocna fantazja nie miała parkingu, drogi ani lasu.
— Daleko?
— Kilkanaście minut.
— I będziemy tam sami?
— Powinniśmy. Jeśli miejsce ci się nie spodoba, od razu wracamy.
Mariola skinęła głową.
— Dobrze.
Ruszyli w stronę samochodu.
Po kilkunastu krokach Mariola zwolniła.
— Poczekaj.
— Co się stało?
— Nic. Tylko dopiero teraz pomyślałam, że właściwie prawie cię nie znam.
Andrzej zatrzymał się.
— Nie musimy jechać.
— Chcę. Ale chcę wiedzieć dokładnie, dokąd jedziemy. I telefon zostaje przy mnie.
— Oczywiście.
— Bez niespodzianek.
— Bez niespodzianek.
Ruszyli dalej.
Przy samochodzie Mariola położyła dłoń na klamce.
Nie otworzyła drzwi.
— Co teraz?
— Sama nie wiem.
Tym razem przestraszyła ją gwałtowność własnego pragnienia.
Jeszcze wczoraj Andrzej był obcym mężczyzną. Dzisiaj sama zaproponowała, żeby przestali udawać, że chodzi tylko o kawę.
— Całą noc o tym myślałam.
— Wiem.
— Nie wiesz, jak bardzo.
— Nie musisz mi tłumaczyć.
— Chcę. Nie chcę jutro uznać, że zrobiłam coś tylko dlatego, że byłam strasznie pobudzona.
Andrzej schował kluczyki do kieszeni.
— To możemy zostać tutaj. Albo wrócić na kawę.
Mariola spojrzała na niego.
— Denerwuje mnie ten twój spokój.
— Dlaczego?
— Bo wtedy naprawdę muszę sama zdecydować.
— A kto ma zdecydować?
Mariola parsknęła krótkim śmiechem.
— Nienawidzę cię trochę.
— To może jednak kawa.
— Nie przesadzaj.
Zbliżyła się.
— Chcę, żebyś mnie pocałował.
— Teraz?
Mariola spojrzała na jego usta.
— Tak.
Andrzej zrobił krok bliżej.
Mariola wstrzymała oddech.
— Wszystko dobrze?
— Tak. Tylko…
— Możemy poczekać.
Przez moment naprawdę rozważała tę możliwość.
Potem sama zmniejszyła dystans.
— Nie. Tego chcę.
Pocałunek był krótki.
Kiedy się odsunęli, Mariola nie powiedziała nic.
— Jeszcze?
— Chcę.
Drugi pocałunek trwał dłużej.
Mariola cofnęła się pierwsza.
I wtedy pojawił się Darek.
Nie fizycznie.
W jej głowie.
Jego dłoń w jej dłoni.
„Wiesz, co mi się w tobie podoba?”
„Że jesteś młodszy.”
Mariola puściła klamkę.
— Poczekaj.
— Co?
— Znowu Darek.
Andrzej schował kluczyki.
— Chcesz do niego wrócić?
— Nie wiem.
— To się zastanów.
— Nie mów tego tak spokojnie.
— Jak mam powiedzieć?
— Nie wiem.
Mariola oparła się o samochód.
Darek miał osiemnaście lat.
Na początku właśnie to ją pociągało: jego młodość, niecierpliwość, próby udawania bardziej doświadczonego.
Ale ostatnio pojawiło się coś jeszcze.
Czekała na jego wiadomości.
Lubiła trzymać go za rękę.
Chciała wiedzieć, co powie, kiedy zobaczą się następnego dnia.
— Nie jesteśmy razem.
— Mówiłaś.
— Więc właściwie niczego złego nie robię.
Andrzej milczał.
— Możesz coś powiedzieć.
— Chcesz, żebym powiedział, że masz rację?
— Może.
— Nie wiem, czy masz.
Mariola spuściła wzrok.
— Dzięki.
— Sama powiedziałaś, że jest dla ciebie ważny.
— Chyba jest.
Pierwszy raz powiedziała to bez żartu.
— To może nie powinnaś ze mną jechać.
— Nie powiedziałam tego.
— Wiem.
— Chcę jechać.
— I jednocześnie myślisz o nim.
— Tak.
Mariola zrobiła kilka kroków wzdłuż samochodu i wróciła.
— Boję się, że jutro spojrzę na Darka i coś będzie inne.
— On nie musi wiedzieć.
— Nie o to chodzi.
— To o co?
— Ja będę wiedziała.
Andrzej nic nie powiedział.
— Z Pawłem nigdy tak nie miałam.
— Kim jest Paweł?
— Sąsiadem. Spotykaliśmy się czasem. Bez uczuć, bez obietnic. Wszystko było proste.
— A przy Darku nie jest?
— Nie.
Mariola spojrzała na Andrzeja.
— Darek może się we mnie naprawdę zakochać.
— A ty?
— Nie wiem.
To pytanie zostało między nimi.
— Ale mogę uważać, żeby go nie skrzywdzić.
— Możesz.
— I właśnie mam pojechać z tobą do lasu.
— Nie musisz.
Mariola poczuła irytację.
— Przestań mi ciągle zostawiać wyjście.
— Dlaczego?
— Bo wtedy nie mogę zwalić decyzji na ciebie.
— I chyba właśnie o to chodzi.
Mariola patrzyła na niego długo.
— Darek jest młodszy i to mi się w nim podobało od początku. Przy nim jestem pewniejsza. Czasem lubię go prowokować tylko po to, żeby zobaczyć, jak się speszy.
— A przy mnie?
— Przy tobie to ja nie wiem, co się ze mną dzieje.
Andrzej uśmiechnął się lekko.
— Nie ciesz się.
Mariola ponownie chwyciła klamkę.
— Zanim wsiądę, chcę coś ustalić.
— Słucham.
— To, że z tobą pojadę, nie znaczy, że zgadzam się na wszystko.
— Wiem.
— Chcę to powiedzieć wyraźnie.
— Mów.
— Zgadzam się pojechać. Chcę cię całować. Reszty jeszcze nie obiecuję.
— Dobrze.
Mariola nadal nie otworzyła drzwi.
— Nawet jeśli wcześniej powiedziałam, że chcę czegoś więcej.
— Możesz zmienić zdanie.
— W każdej chwili?
— W każdej.
— Nawet na miejscu?
— Tak.
— Nawet jeśli najpierw powiem „tak”, a później „stop”?
— Wtedy się zatrzymujemy.
Mariola patrzyła na niego.
— Bez obrażania się?
— Bez obrażania.
— Bez „ale przecież mówiłaś”?
— Bez tego.
— Bez przekonywania?
— Bez przekonywania.
Cisza trwała kilka sekund.
— A jeśli powiem tylko „poczekaj”?
— Czekam.
— A jeśli nic nie powiem i zauważysz, że coś jest nie tak?
— Zatrzymam się i zapytam.
Mariola skinęła głową.
— Teraz twoja kolej.
— Ja też mogę się zatrzymać.
— Oczywiście.
— I nie chcę, żebyś robiła cokolwiek dlatego, że boisz się mnie rozczarować.
— Nie zrobię.
— Jedna zasada.
— Jaka?
— Niczego nie zakładamy za drugą osobę.
Mariola wreszcie otworzyła drzwi.
Zajrzała do środka.
— O Boże.
— Co?
— W mojej głowie ten samochód był większy.
— Mogę spróbować go rozciągnąć.
— Bardzo śmieszne.
Usiadła na fotelu pasażera.
Jeszcze nie zamknęła drzwi.
Samochód, który w nocnych fantazjach był tylko tłem, teraz miał fotele, pasy, deskę rozdzielczą i zwyczajność, której jej wyobraźnia nie przewidziała.
— Nadal chcesz jechać?
— Jechać tak.
— A reszta?
— Nie wiem.
Andrzej obszedł samochód i usiadł za kierownicą.
Mariola zapięła pas.
— Jedziemy?
— Poczekaj.
Andrzej nie uruchomił silnika.
Ostatnie wahanie było inne od poprzednich.
A jeśli rzeczywistość okaże się gorsza od tego, co stworzyła sobie w głowie?
Przez całą noc Andrzej był dokładnie taki, jakiego chciała.
Prawdziwy Andrzej nie należał do jej wyobraźni.
— Czego się boisz?
— Że sobie za dużo wyobraziłam.
— To nie próbujmy spełniać twojej fantazji.
— Co?
— Zobaczymy, co wydarzy się naprawdę.
Mariola popatrzyła na niego.
— Jeśli pojedziemy i będę chciała tylko siedzieć?
— Siedzimy.
— Tylko się całować?
— Całujemy się.
— Jeśli będę chciała wrócić?
— Wracamy.
— A jeśli będę chciała czegoś więcej?
Andrzej nie odpowiedział od razu.
— Wtedy oboje jeszcze raz upewnimy się, że tego chcemy.
Mariola wypuściła powietrze.
— Strasznie dużo zasad jak na spontaniczny pomysł.
— Jedna.
— Wiem. Niczego nie zakładamy.
Andrzej położył dłoń na kluczyku.
— Gotowa?
Mariola spojrzała przed siebie.
Darek nadal był w jej myślach.
Paweł należał do czegoś prostego i znajomego.
Andrzej siedział obok.
Nie wiedziała, jak zakończy się ten wieczór.
— Jestem pewna, że chcę z tobą pojechać. Resztę zdecyduję później.
— To mi wystarczy.
— I jeśli powiem, że wracamy…
— Wracamy.
— Dobrze.
Andrzej uruchomił silnik.
Mariola położyła dłoń na pasie bezpieczeństwa.
— Jedziemy?
— Tak.
Samochód ruszył.
Po chwili Mariola spojrzała na Andrzeja.
— Ale powoli.
— Powoli.
Za szybą przesuwały się znajome ulice.
Mariola nie próbowała już rozstrzygać, czy bardziej czuje ekscytację, niepokój czy wyrzuty sumienia.
Wszystkie trzy uczucia były prawdziwe.
Darek nie zniknął z jej głowy.
Właśnie przeciwnie.
Po raz pierwszy znalazł się tam w sposób, którego nie mogła zlekceważyć.
A mimo to jechała z Andrzejem.
Nie dlatego, że przestała się wahać.
Dlatego, że tym razem chciała sama zdecydować, co zrobi z tym wahaniem.
Rozdział 4 — Droga
Samochód ruszył łagodnie, a Mariola niemal od razu poczuła, że coś się zmieniło.
Jeszcze na parkingu mogła wysiąść, roześmiać się z własnego pomysłu i zaproponować Andrzejowi zwyczajny spacer. Teraz patrzyła przez boczną szybę na przesuwające się bloki i miała wrażenie, że z każdym skrzyżowaniem pozostawia tę możliwość coraz dalej za sobą.
Nie dlatego, że Andrzej ją do czegokolwiek zmuszał. Właśnie przeciwnie. To ona chciała jechać. Ta świadomość była najbardziej niepokojąca.
Andrzej prowadził spokojnie. Mariola obserwowała go ukradkiem. Podobał jej się jego profil, linia szczęki, szerokie ramiona i spokój ruchów.
Telefon zawibrował w jej torbie. Pierwszym imieniem, jakie pojawiło się w jej głowie, był Darek.
„Co robisz?”
Mariola zaczęła pisać, po czym skasowała odpowiedź. W końcu wysłała tylko:
„Jestem zajęta. Odezwę się później.”
Odpowiedź przyszła prawie natychmiast.
„Ok.”
Dwie litery. Nic więcej. A jednak Mariola poczuła się gorzej, niż gdyby Darek zrobił jej scenę zazdrości.
Nie byli parą. Niczego sobie nie obiecywali. Tylko że Darek nie był już wyłącznie osiemnastoletnim chłopakiem, którego młodość działała na jej wyobraźnię. Czekała na jego wiadomości, zapamiętywała żarty, lubiła, kiedy brał ją za rękę. Z Pawłem niemal nigdy nie myślała o takich drobiazgach.
Paweł był znajomym układem. Darek stawał się uczuciem. Andrzej pozostawał pożądaniem — przynajmniej tak Mariola próbowała to sobie uporządkować.
Kiedy zabudowania zaczęły się przerzedzać, nocna fantazja nabrała konkretnego kształtu. Las przestał być abstrakcją.
— Możemy zawrócić — powiedział Andrzej.
Mariola przez chwilę naprawdę rozważała tę możliwość.
— Jedź.
Po kilku minutach zatrzymali się na niewielkiej zatoczce. Andrzej wyłączył silnik.
Cisza uderzyła Mariolę mocniej, niż się spodziewała. W nocy łatwo było być odważną. Teraz siedziała obok człowieka, którego znała od dwóch dni.
Rozpięła pas. Pocałowała Andrzeja pierwsza.
Krótko.
Potem ponownie.
Andrzej odpowiedział, ale nie próbował narzucać tempa. Jego dłoń znalazła jej dłoń. Mariola splotła z nim palce.
Przez moment pomyślała o Darku i odsunęła się.
— Poczekaj.
Andrzej natychmiast znieruchomiał.
Mariola potrzebowała chwili. Nie chodziło już o to, czy ma prawo być tutaj z Andrzejem. Miała. Problem był trudniejszy: zaczynało jej zależeć na Darku, a jednocześnie bardzo pragnęła Andrzeja.
Kiedy ponownie spojrzała na Andrzeja, wiedziała przynajmniej jedno. Nie chciała jeszcze wracać.
Powiedziała mu to wyraźnie.
Jeszcze raz upewnili się, że oboje chcą zostać i że każda decyzja może zostać zmieniona.
Potem zostali ze sobą sam na sam, a świat poza samochodem na jakiś czas przestał być ważny.
Przez dłuższą chwilę po wszystkim Mariola siedziała bez ruchu.
Serce nadal biło jej szybciej niż zwykle. Dopiero teraz zaczęła zauważać własne ciało: ciepło na twarzy, lekko drżące palce i napięcie w ramionach, które stopniowo ustępowało.
Wzięła głębszy oddech. Potem następny.
Oparła głowę o zagłówek i zamknęła oczy.
Jeszcze godzinę wcześniej była tak niecierpliwa, że każda minuta drogi wydawała jej się zmarnowanym czasem. Teraz nie chciała się spieszyć.
Czuła zmęczenie, rozluźnienie i zaskakującą wrażliwość na każdy drobiazg: szelest ubrania Andrzeja, jego oddech, ciepło we wnętrzu samochodu.
Kiedy Andrzej poruszył się obok, Mariola mimowolnie otworzyła oczy.
Ich spojrzenia się spotkały.
Poczuła gorąco na policzkach i odwróciła głowę. Ta reakcja jednocześnie ją zirytowała i rozbawiła. Przed chwilą potrafiła być przy nim niezwykle odważna, a teraz zwykłe spojrzenie wystarczyło, żeby poczuła się skrępowana.
Andrzej wyciągnął dłoń i zatrzymał ją między nimi.
Mariola nie dotknęła jej od razu. Ten gest był niewinny. Właśnie dlatego poruszył ją mocniej, niż się spodziewała.
W końcu położyła na niej własną dłoń.
Andrzej splótł z nią palce.
Mariola poczuła delikatny dreszcz biegnący wzdłuż ramienia.
I zobaczyła Darka.
Palce Marioli zesztywniały. Oddech stał się płytszy.
Darek również lubił trzymać ją za rękę. Tamten dotyk był zupełnie inny: spokojniejszy, trochę nieśmiały.
Mariola poczuła ucisk w gardle.
Nie zdradziła Darka. Nie byli razem. Wiedziała o tym. Mimo to jej ciało zachowywało się tak, jakby logiczne argumenty nie miały większego znaczenia.
Sięgnęła po telefon.
„Chciałem tylko wiedzieć, czy zobaczymy się jutro. Jak będziesz miała czas, napisz. Dobranoc.”
Samo zobaczenie jego imienia wywołało ciepło, a zaraz potem nieprzyjemny skurcz w brzuchu.
— Chcesz się z nim zobaczyć? — zapytał Andrzej.
— Tak.
Odpowiedziała natychmiast.
Szybkość własnej odpowiedzi zaskoczyła ją bardziej niż samo pytanie.
Odłożyła telefon.
Po chwili przysunęła się do Andrzeja.
— Przytulisz mnie?
Andrzej objął ją.
Mariola zamknęła oczy. Początkowo jej ramiona pozostawały napięte. Po kilku sekundach wypuściła powietrze i pozwoliła im opaść.
Oparła policzek o niego. Czuła ciepło jego ciała i spokojny rytm oddechu. Kiedy delikatnie pogładził ją po włosach, po karku Marioli przebiegł dreszcz.
Tym razem nie był związany z pożądaniem.
Była to reakcja na czułość.
I właśnie ona przestraszyła Mariolę najbardziej.
Seks z Andrzejem potrafiła sobie wytłumaczyć. Bardzo go pragnęła. Przyjechała tutaj świadomie. Dostała to, czego chciała.
Ale potrzeby, żeby po wszystkim schować się na chwilę w jego ramionach, nie przewidziała.
Jej palce zacisnęły się lekko na materiale jego koszulki.
Przyjechała tutaj dla pożądania. Nie planowała czułości. Czułość w jej głowie należała do Darka.
Andrzej miał być czymś zupełnie innym.
Tymczasem Mariola wcale nie chciała, żeby ją puszczał.
Po chwili sama się odsunęła.
— Już.
— Już?
— Bo jeszcze mi się spodoba.
Andrzej się uśmiechnął.
Mariola poczuła kolejne ciepło na twarzy i odwróciła wzrok.
Zaczynała rozumieć, że jej ciało reagowało na tych dwóch mężczyzn zupełnie inaczej.
Andrzej budził w niej intensywność, niecierpliwość i dreszcz wywołany samą bliskością.
Darek wywoływał ciepło, które przychodziło wolniej i zostawało dłużej.
A teraz oba odczucia mieszały się ze sobą.
Paweł nagle wydawał się bardzo odległy. Jeszcze kilka dni wcześniej Mariola uważała, że może utrzymywać wszystkie te relacje w osobnych szufladach. Paweł miał być prostym układem bez uczuć. Darek młodym chłopakiem, którego wiek szczególnie ją pociągał. Andrzej pięknym, wysportowanym mężczyzną, którego chciała zdobyć.
Teraz szuflady się otworzyły.
Andrzej przestał być fantazją.
Darek przestał być tylko osiemnastolatkiem, z którym przyjemnie się flirtowało.
A Paweł zaczął przypominać coś, czego Mariola być może już nie chciała: bliskość pozbawioną znaczenia.
Spojrzała na Andrzeja.
— Co teraz?
Pytanie wyrwało jej się szybciej, niż zdążyła je zatrzymać.
Andrzej nie próbował składać wielkich deklaracji. Powiedział tylko, że chciałby ją ponownie zobaczyć.
Mariola poczuła ulgę.
A zaraz potem niepokój.
Ona jego również chciała zobaczyć.
To komplikowało wszystko jeszcze bardziej.
Przez chwilę znowu siedzieli blisko. Mariola słuchała własnego oddechu, który wreszcie się uspokajał.
Zaczynało robić się późno.
— Powinniśmy wracać.
Andrzej uruchomił silnik.
Mariola zapięła pas.
Zanim ruszyli, pochyliła się i pocałowała go krótko.
Nie było w tym gwałtownej niecierpliwości sprzed godziny. Pocałunek był czuły.
I właśnie dlatego przestraszył ją bardziej niż wszystkie wcześniejsze.
Droga powrotna wyglądała inaczej.
Mariola oparła skroń o chłodną szybę. Kontrast temperatur przyniósł ulgę. Za oknem przesuwały się drzewa, później pierwsze domy, światła i coraz bardziej znajome ulice.
Nie żałowała.
Tego była pewna.
Nie chciała cofnąć czasu.
Chciała ponownie zobaczyć Andrzeja.
Chciała również jutro zobaczyć Darka.
Telefon leżał w torbie. Mariola wyjęła go dopiero wtedy, kiedy znaleźli się już bliżej osiedla.
Otworzyła rozmowę z Darkiem.
„Jutro możemy się zobaczyć.”
Przez chwilę patrzyła na zdanie.
Wysłała.
Odpowiedź pojawiła się szybko.
„Super.”
Mariola poczuła znajome ciepło.
Schowała telefon.
Andrzej zatrzymał samochód niedaleko jej osiedla.
Mariola nie wysiadła od razu.
— Nie pytaj mnie teraz, co to wszystko znaczy.
Andrzej tylko skinął głową.
Po chwili Mariola otworzyła drzwi.
Zanim je zamknęła, spojrzała na niego jeszcze raz.
Nie żałowała.
Ale wiedziała już, że najtrudniejsza część wcale nie wydarzyła się w lesie.
Miała wydarzyć się jutro.
Kiedy stanie przed Darkiem, spojrzy mu w oczy i będzie musiała sama zdecydować, kim właściwie chce dla niego być.
Rozdział 5 — Darek
Następnego dnia Mariola zobaczyła Darka, zanim on zobaczył ją.
Stał pod sklepem, w niemal tym samym miejscu, w którym spotkała go pierwszy raz. Ręce trzymał w kieszeniach, jedną nogę opierał o ścianę i co jakiś czas spoglądał w stronę szkoły.
Mariola zwolniła.
Jeszcze poprzedniego wieczoru siedziała obok Andrzeja w samochodzie. Pamiętała jego ramiona, pewność ruchów i spokój człowieka, który nie potrzebował niczego udowadniać.
Andrzej miał dwadzieścia pięć lat.
Pracował. Dobrze zarabiał. Miał samochód. Wiedział, czego chce.
Darek miał osiemnaście.
Stał pod sklepem i czekał na nią.
Powinna była uznać różnicę między nimi za argument wystarczający do podjęcia decyzji.
Zamiast tego zatrzymała się kilkanaście metrów dalej i patrzyła.
Darek miał szczupłą sylwetkę i młodą, gładką twarz. W jego ruchach pozostawała lekka niecierpliwość. Co chwilę zmieniał pozycję, poprawiał włosy albo rozglądał się, jakby próbował ukryć, że na kogoś czeka.
Mariola poczuła ciepło.
Właśnie ta młodość działała na nią najmocniej.
Nie sam wiek zapisany cyfrą.
Widoczna młodość.
W twarzy.
W skórze.
W ruchach.
W niepewności, którą Darek próbował przykrywać pewnością siebie.
Wczoraj przy Andrzeju to Mariola czasami czuła się mniej doświadczona.
Przy Darku proporcje się odwracały.
I podobało jej się to.
Darek w końcu ją zauważył.
Jego twarz zmieniła się natychmiast.
Mariola dostrzegła uśmiech, który próbował powstrzymać.
Ruszyła w jego stronę.
Kiedy stanęli naprzeciwko siebie, przez kilka sekund żadne się nie odezwało.
Mariola nie potrzebowała słów.
Patrzyła.
Darek próbował wytrzymać jej spojrzenie, ale po chwili uciekł wzrokiem gdzieś w bok.
Mariola uśmiechnęła się.
Dopiero wtedy spojrzał ponownie.
W jego oczach było pytanie.
Może nawet kilka.
Gdzie była wczoraj?
Dlaczego nie odpisała od razu?
Czy spotkała się z Andrzejem?
Mariola wiedziała, że prędzej czy później będzie musiała na nie odpowiedzieć.
Ale nie teraz.
Teraz chciała po prostu na niego patrzeć.
Ruszyli przed siebie.
Szli bez konkretnego celu.
Początkowo zachowywali między sobą niewielki dystans. Potem ich ramiona zetknęły się przypadkiem.
Mariola poczuła ten kontakt natychmiast.
Nie odsunęła się.
Po kilku krokach zdarzyło się to ponownie.
Tym razem nie była pewna, czy przypadkiem.
Spojrzała na Darka.
On patrzył przed siebie.
Mariola zauważyła jednak lekki uśmiech w kąciku jego ust.
Ich dłonie znalazły się blisko siebie.
Mariola mogła poczekać.
Nie chciała.
Musnęła palcami jego dłoń.
Darek znieruchomiał na ułamek sekundy.
Mariola przesunęła palce ponownie.
Dopiero wtedy ujął jej rękę.
Szli dalej.
Mariola nie spodziewała się, że tak zwyczajny gest wywoła w niej tak wyraźną reakcję.
Dłoń Darka była ciepła.
Przesunęła kciukiem po jego skórze.
Powoli.
Prawie bezwiednie.
Lubiła jej gładkość.
Lubiła świadomość, że dotyka młodego mężczyzny.
Ale po kilku chwilach pojawiła się inna myśl.
Gdyby chodziło wyłącznie o młodość, nie musiałby to być Darek.
A jednak chciała właśnie jego dłoni.
Jego spojrzenia.
Jego obecności.
Zatrzymali się w niewielkim parku.
Usiedli na ławce.
Darek znajdował się blisko.
Mariola widziała jego profil.
Przyglądała mu się tak długo, aż odwrócił głowę.
Ich spojrzenia się spotkały.
Tym razem żadne nie uciekło.
Mariola poczuła, że napięcie pomiędzy nimi zmieniło charakter.
Nie było już żartem.
Darek spojrzał na jej usta.
Tylko na moment.
Mariola zauważyła.
Serce zabiło jej szybciej.
Przypomniała sobie Andrzeja.
Porównanie pojawiło się bez zaproszenia.
Wczoraj wszystko wydarzyło się szybko. Pragnienie Andrzeja było gwałtowne i niecierpliwe. Mariola sama chciała, żeby tak było.
Teraz nie czuła potrzeby pośpiechu.
Przy Darku sama chwila oczekiwania sprawiała jej przyjemność.
Patrzyła na jego twarz.
Potem na usta.
Darek zauważył.
Mariola nie odwróciła wzroku.
Podniosła rękę.
Zatrzymała ją kilka centymetrów od jego policzka.
Darek się nie poruszył.
Mariola dotknęła go.
Pod opuszkami poczuła ciepłą, gładką skórę.
Przesunęła kciukiem po jego policzku.
Darek przymknął na moment oczy.
Ten drobny odruch poruszył ją bardziej niż śmiałe gesty.
Mariola przesunęła palce w stronę jego skroni, a później włosów.
Były miękkie.
Patrzyli na siebie w milczeniu.
Darek nie próbował przejmować inicjatywy.
Mariola zaczynała podejrzewać, że nie jest pewien, czy powinien.
Podobało jej się to.
Wczoraj Andrzej wiedział.
Dzisiaj Darek pytał spojrzeniem.
Mariola przybliżyła się.
Nie od razu do jego ust.
Najpierw tylko zmniejszyła dystans.
Darek zaczerpnął powietrza.
Mariola usłyszała ten oddech.
Ich twarze dzieliło niewiele.
Mogła go pocałować.
Nie zrobiła tego.
Jeszcze nie.
Chciała przez kilka sekund nacieszyć się tym zawieszeniem.
Patrzyła mu w oczy.
Potem na usta.
Ponownie w oczy.
Darek zrobił niewielki ruch w jej stronę.
Zatrzymał się.
Mariola poczuła ciepło rozchodzące się po ciele.
To wystarczyło.
Przesunęła dłoń na jego kark.
I pocałowała go.
Pierwszy pocałunek był krótki.
Mariola odsunęła się prawie natychmiast.
Nie dlatego, że chciała przerwać.
Chciała zobaczyć jego twarz.
Darek patrzył na nią z zaskoczeniem.
Mariola uśmiechnęła się.
Pocałowała go ponownie.
Tym razem wolniej.
Darek odpowiedział.
Początkowo ostrożnie.
Potem coraz pewniej.
Mariola przymknęła oczy.
Natychmiast poczuła różnicę.
Jego usta były ciepłe, miękkie i raczej suche. Darek nie próbował robić zbyt wiele. Pocałunek pozostawał delikatny, a jednocześnie z każdą chwilą nabierał namiętności.
Mariola właśnie tak lubiła.
Przy Andrzeju pocałunki bywały dla niej zbyt wilgotne i zbyt intensywne.
Tutaj nic jej nie przeszkadzało.
Chciała następnego.
Odsunęła się tylko na moment.
Spojrzała na Darka.
Potem sama wróciła do jego ust.
Darek nabierał odwagi.
Mariola czuła tę zmianę.
Jeszcze przed chwilą czekał na jej ruch.
Teraz sam przysunął ją bliżej.
Mariola poczuła przyjemny dreszcz.
Objęła go za kark.
Nie myślała już o tym, czy powinna.
Myślała o tym, że nie chce kończyć.
Kiedy wreszcie się odsunęli, nadal siedzieli bardzo blisko.
Mariola położyła dłoń na jego ramieniu.
Przesunęła ją powoli po materiale ubrania.
Czuła pod nim szczupłą, młodą sylwetkę.
Znów pojawiło się porównanie.
Andrzej był bardziej umięśniony.
Silniejszy.
Jego ciało wyglądało dojrzalej.
Rozsądek podpowiadał Marioli, że właśnie to powinno bardziej ją pociągać.
Jej ciało miało własne zdanie.
Bliskość Darka działała na nią mocniej.
Nie potrafiła już udawać przed sobą, że chodzi wyłącznie o ciekawość.
Chciała go.
Dzisiaj.
Nie za tydzień.
Nie wtedy, kiedy ich relacja stanie się poważniejsza.
Dzisiaj.
Ta pewność pojawiła się nagle i została.
Mariola spojrzała mu w oczy.
Darek nadal miał w spojrzeniu coś, czego nie widziała u Andrzeja.
Niepewność.
Mariola pomyślała, że być może właśnie ona podoba jej się najbardziej.
Przybliżyła się ponownie.
Pocałowała go krótko.
Potem oparła czoło o jego czoło.
Przez chwilę oboje milczeli.
Dopiero teraz do jej myśli zaczęła wracać rzeczywistość.
Andrzej.
Wczoraj.
Samochód.
Jego ramiona.
Czułość po wszystkim.
Mariola zamknęła oczy.
Nie chciała wybierać.
To odkrycie powinno było ją przestraszyć.
Zamiast tego przyniosło dziwną ulgę.
Andrzej dawał jej coś, czego Darek jeszcze nie mógł.
Andrzej pracował. Zarabiał. Był samodzielny. Można było wyobrazić sobie z nim mieszkanie, wspólne życie, a kiedyś może rodzinę.
Darek miał osiemnaście lat.
Przed nim była jeszcze szkoła, później wojsko i wielka niewiadoma.
Nie miał mieszkania.
Nie miał pieniędzy.
Nie miał gotowego planu na życie.
Miał siebie.
I w tej chwili Marioli to wystarczało.
Patrzyła na niego i po raz pierwszy pomyślała o dwóch zupełnie różnych przyszłościach.
W jednej był Andrzej.
Spokojne mieszkanie.
Praca.
Wspólne zakupy.
Rodzinne obiady.
Dzieci.
Bezpieczeństwo.
W drugiej nie było żadnego planu.
Był Darek.
Mariola poczuła ukłucie niepokoju.
Najrozsądniejsze rozwiązanie było oczywiste.
Andrzej.
A jednak siedziała przy Darku i nie chciała wstać.
Najchętniej zatrzymałaby obu.
Myśl była egoistyczna.
Wiedziała o tym.
Andrzeja na dzień.
Darka na noc.
Uśmiechnęła się do własnej fantazji.
Nie wiedziała jeszcze, że za jakiś czas życie pozwoli jej spróbować dokładnie takiego układu.
I że cena okaże się znacznie większa, niż mogła sobie tego dnia wyobrazić.
Teraz jednak nie istniało siedemnaście następnych lat.
Nie istniała Ameryka.
Nie istniał salon gier ani nocna praca Andrzeja.
Była ławka.
Było popołudnie.
I osiemnastoletni Darek siedzący tak blisko, że Mariola ponownie poczuła jego oddech.
Spojrzała na jego usta.
Nie chciała jeszcze wracać do domu.
Nie chciała również poprzestać na pocałunkach.
Mariola położyła dłoń na jego dłoni i przez chwilę szukała odpowiednich słów.
W końcu uznała, że nie potrzebuje wielu.
— Chcę jeszcze dzisiaj zostać z tobą sam na sam.
Darek spojrzał na nią uważnie.
Mariola nie cofnęła dłoni.
Chciała, żeby dobrze ją zrozumiał.
Ale chciała również wiedzieć, że on podejmuje własną decyzję.
— Tylko jeśli ty też tego chcesz.
Zapadła cisza.
Tym razem Mariola jej nie przerywała.
Patrzyła na Darka i czekała.
W jego twarzy widziała napięcie, zaskoczenie i pragnienie.
A potem pojawił się uśmiech.
Mariola odpowiedziała własnym.
Jeszcze nie wiedzieli, gdzie pójdą.
Nie wiedzieli, jak skończy się ten dzień.
Ale Mariola wiedziała już coś znacznie ważniejszego.
Wczorajsza noc z Andrzejem nie zakończyła historii z Darkiem.
Ona dopiero ją rozpoczęła
Rozdział 6 — Pierwsza tajemnica
Mariola jeszcze przez chwilę siedziała obok Darka na ławce.
Po słowach, które przed chwilą wypowiedziała, cisza między nimi stała się inna. Nie była już niepewnością. Oboje wiedzieli, że żadne nie chce wracać do domu.
Darek patrzył na nią długo.
Mariola wytrzymała jego spojrzenie. Podobało jej się, że nie rzucił się natychmiast do działania, jakby samo usłyszenie jej zgody miało oznaczać, że wszystko zostało już ustalone. W jego twarzy widziała podniecenie, ale także pytanie.
Wyciągnęła rękę i ponownie dotknęła jego policzka.
Ten niewielki kontakt wystarczył.
Mariola od dawna wiedziała, że jest wyjątkowo wrażliwa na dotyk. Nie potrzebowała gwałtownych gestów. Czasami najbardziej działało na nią właśnie coś ledwie zauważalnego: palce przesuwające się po dłoni, ciepło drugiego człowieka, przypadkowe muśnięcie skóry.
Przy Darku wszystko wydawało się jeszcze silniejsze.
Kiedy położył dłoń na jej ręce, Mariola poczuła, jak po ramieniu przebiega jej dreszcz.
Spojrzała na ich dłonie.
Darek poruszył kciukiem.
Tylko raz.
Mariola przymknęła oczy.
To było niemal śmieszne. Wczoraj pozwoliła Andrzejowi znaleźć się znacznie bliżej, a teraz jeden spokojny ruch osiemnastolatka wystarczył, żeby jej oddech stał się głębszy.
Otworzyła oczy.
Darek nadal na nią patrzył.
Mariola przysunęła się i pocałowała go.
Tym razem nie było w pocałunku wcześniejszego sprawdzania. Wiedziała już, że podoba jej się sposób, w jaki Darek odpowiada. Jego początkowa ostrożność szybko ustępowała namiętności, ale nie znikała delikatność.
Mariola poczuła znajome ciepło.
Odsunęła się pierwsza.
Potrzebowała chwili, żeby uspokoić oddech.
Nie spodziewała się po sobie aż tak silnej reakcji.
Darek wyglądał, jakby chciał coś powiedzieć.
Mariola przyłożyła palec do jego ust.
Nie chciała teraz rozmowy.
Wstała.
Darek również.
Ruszyli powoli przez osiedle.
Mariola nie wiedziała jeszcze, dokąd idą. Wiedziała tylko, że nie chce miejsca przypadkowego i nie chce pośpiechu. Po wczorajszym spotkaniu z Andrzejem coraz wyraźniej rozumiała, że z Darkiem potrzebuje czegoś innego.
Nie kolejnego samochodu.
Nie nerwowego rozglądania się.
Chciała chwili, w której naprawdę zostaną sami.
Darek zaproponował miejsce, gdzie mogli spokojnie porozmawiać bez przypadkowych znajomych. Mariola zgodziła się, ale zanim ruszyli dalej, zatrzymała go.
Spojrzała mu prosto w oczy.
— Jeśli czegoś nie będę chciała, powiem.
Darek skinął głową.
— Ty też.
Znów skinął.
To wystarczyło.
Szli dalej.
Mariola trzymała go za rękę.
Co kilka kroków zerkała na niego z boku. Wciąż nie mogła przyzwyczaić się do tego, jak mocno działa na nią jego obecność.
Przy Andrzeju zachwyciła ją męska pewność siebie.
Przy Darku fascynowało ją coś odwrotnego.
Czuła, że każde jej zbliżenie, każdy dotyk i każde spojrzenie naprawdę do niego dociera.
Nie przechodzi przez niego jak coś znanego.
Darek reagował.
Mariola również.
Coraz mocniej.
Kiedy wreszcie znaleźli spokojne miejsce i zostali sami, przez pierwszą chwilę nic się nie wydarzyło.
Mariola stanęła naprzeciwko niego.
Patrzyła.
To właśnie cisza podobała jej się najbardziej.
Mogła słyszeć jego oddech.
Widziała, jak Darek próbuje zachować spokój.
Podeszła bliżej.
Położyła obie dłonie na jego ramionach.
Pod materiałem czuła szczupłą sylwetkę.
Nie była podobna do sylwetki Andrzeja.
Andrzej imponował jej siłą.
Darek przyciągał ją młodością i lekkością.
Mariola przesunęła dłonie wyżej, na jego kark.
Darek objął ją ostrożnie.
Pierwszy dotyk jego dłoni sprawił, że Mariola znieruchomiała.
Nie dlatego, że chciała go zatrzymać.
Przeciwnie.
Jej ciało zareagowało tak szybko, że potrzebowała sekundy, żeby oswoić własną reakcję.
Spojrzała mu w oczy.
Darek natychmiast przestał się poruszać.
Mariola uśmiechnęła się.
Przyciągnęła go bliżej.
To była odpowiedź.
Pocałowali się.
Mariola czuła każdy drobiazg znacznie wyraźniej, niż się spodziewała: ciepło jego twarzy, dłonie na swoich plecach, jego oddech, niewielkie zmiany napięcia mięśni, kiedy przysuwała się mocniej.
Dotyk Darka działał na nią wyjątkowo intensywnie.
W pewnym momencie musiała oderwać usta od jego ust i oprzeć czoło o jego ramię.
Oddychała szybko.
Darek czekał.
Ta cierpliwość poruszyła ją jeszcze bardziej.
Mariola objęła go.
Przez dłuższą chwilę po prostu stali.
Dopiero wtedy uświadomiła sobie, że nie myśli o Andrzeju.
Ani przez sekundę.
Wczoraj, będąc z Andrzejem, myślała o Darku.
Teraz, będąc z Darkiem, świat Andrzeja na moment zniknął całkowicie.
Ta różnica powinna była ją zaniepokoić.
Nie zrobiła tego.
Jeszcze nie.
Mariola podniosła głowę.
Darek patrzył na nią z bliska.
W jego spojrzeniu nie było już wcześniejszego zdziwienia. Było pragnienie, ale nadal czekał na nią.
Mariola pocałowała go ponownie.
Dalsza bliskość przyszła naturalnie, bez potrzeby wielu słów. Za każdym razem, kiedy któreś z nich zwalniało, drugie czekało. Mariola jasno pokazywała, czego chce, a Darek uważnie reagował.
Dla Marioli najbardziej zaskakująca była intensywność własnego ciała.
Przyjemność przychodziła falami, wywoływana czasem przez najdrobniejszy dotyk. Czuła gorąco, dreszcze i narastające napięcie, nad którym coraz trudniej było jej panować.
Nie próbowała go zatrzymywać.
Pozwoliła sobie przeżyć tę bliskość bez porównywania, bez analizowania i bez myślenia o jutrze.
Kiedy w końcu wszystko ucichło, Mariola długo nie otwierała oczu.
Była wtulona w Darka.
Oddychała powoli.
Czuła jego dłoń na swoich plecach i odkryła, że nawet teraz zwyczajny, spokojny dotyk wywołuje w niej delikatny dreszcz.
Uśmiechnęła się.
Darek niczego nie mówił.
Mariola była mu za to wdzięczna.
Nie chciała pytania, czy było dobrze.
Nie chciała komentarzy.
Nie chciała porównywać.
Wystarczało jej to, co czuła.
Po kilku minutach spojrzała na niego.
Darek wyglądał inaczej niż wcześniej.
A może to ona patrzyła inaczej.
Przesunęła palcami po jego policzku.
W tym geście było teraz coś więcej niż ciekawość.
Czułość.
Mariola zauważyła ją natychmiast.
I właśnie czułość okazała się bardziej niebezpieczna od pożądania.
Gdyby chodziło wyłącznie o ciało, mogłaby uznać ten dzień za przygodę.
Tylko że nie chciała, żeby Darek był przygodą.
Chciała zobaczyć go jutro.
I pojutrze.
Chciała ponownie poczuć jego dłoń.
Chciała obserwować, jak z czasem znika jego niepewność.
Chciała być przy tym.
Ta myśl pojawiła się niespodziewanie.
Mariola przyjrzała mu się uważnie.
Osiemnaście lat.
Przed nim szkoła, potem wojsko, a później życie, którego jeszcze nie potrafił opisać.
Przed Andrzejem była praca, pieniądze i konkretne plany.
Dwie zupełnie różne drogi.
Mariola wiedziała, która wygląda rozsądniej.
A jednak jej dłoń nadal spoczywała na twarzy Darka.
Kiedy zaczęli wracać, zrobiło się późno.
Szli blisko siebie.
Nie rozmawiali wiele.
Mariola co jakiś czas dotykała jego dłoni, jakby chciała upewnić się, że naprawdę tam jest.
Im bliżej znajdowali się jej domu, tym mocniej wracał Andrzej.
Nie fizycznie.
W jej głowie.
Wspomnienie jego czułości po poprzednim wieczorze nie zniknęło.
Mariola nadal chciała go zobaczyć.
Nadal wyobrażała sobie przy nim spokojne dorosłe życie.
I właśnie dlatego sytuacja stawała się tak skomplikowana.
Nie zamieniła Andrzeja na Darka.
Nie przestała pragnąć jednego dlatego, że zapragnęła drugiego.
Przy jednym chciała budować.
Przy drugim chciała zapominać o wszystkim poza chwilą.
Zatrzymali się niedaleko jej bloku.
Darek spojrzał na nią.
Mariola poczuła, że za chwilę padnie pytanie o następne spotkanie.
Nie pozwoliła mu go zadać.
Pocałowała go krótko.
— Jutro.
Tylko tyle.
Odeszła.
Po kilkunastu krokach odwróciła się.
Darek nadal stał w tym samym miejscu.
Patrzył za nią.
Mariola uniosła lekko dłoń.
Potem ruszyła dalej.
Jeszcze tego wieczoru sądziła, że największym problemem będzie zdecydowanie, którego z dwóch mężczyzn wybrać.
Nie wiedziała, że z czasem znajdzie trzecie rozwiązanie.
Nie wybierze.
Zbuduje jedno życie w świetle dnia.
A drugie zacznie tworzyć po zmroku.
Rozdział 7 — Dwie Mariolе
Mariola obudziła się wcześniej niż zwykle.
Przez kilka sekund leżała nieruchomo, patrząc w sufit. W mieszkaniu panowała cisza, z kuchni nie dochodziły jeszcze żadne odgłosy. Helena spała, Basia również. Marek najwyraźniej także nie wstał.
Mariola zamknęła oczy.
Natychmiast zobaczyła Darka.
Nie całe wczorajsze popołudnie. Nie rozmowę. Nie drogę przez osiedle.
Najpierw zobaczyła jego spojrzenie.
Potem przypomniała sobie dotyk dłoni i tę niezwykłą łatwość, z jaką jej ciało odpowiadało na jego bliskość. Wspomnienie było tak wyraźne, że Mariola odwróciła się na bok i przycisnęła policzek do poduszki.
Nie chciała jeszcze wstawać.
Chciała przez kilka minut zatrzymać wczorajszy dzień wyłącznie dla siebie.
Darek nie przypominał Andrzeja.
Im więcej Mariola o tym myślała, tym bardziej przestawała rozumieć, dlaczego w ogóle próbowała ich porównywać.
Andrzej był mężczyzną, którego można było przedstawić matce bez żadnego tłumaczenia.
Pracował. Zarabiał. Miał samochód. Potrafił mówić o przyszłości tak, jakby była czymś, co wystarczy odpowiednio zaplanować.
Darek dopiero wchodził w dorosłość.
I właśnie przy nim Mariola poprzedniego dnia poczuła coś, czego nie potrafiła rozsądnie uporządkować.
Nie chodziło już tylko o młodość.
Młodość przyciągnęła jej uwagę.
Ale wczoraj spodobało jej się również to, jak Darek na nią patrzył. Jak zatrzymywał ruch, kiedy nie był pewien jej reakcji. Jak potrafił milczeć. Jak nie próbował natychmiast zamienić każdej chwili bliskości w demonstrację własnej pewności siebie.
Mariola otworzyła oczy.
W domu zaczynało się zwyczajne życie.
Usłyszała Helenę.
Po chwili Basia przebiegła korytarzem.
Mariola wstała.
Przed lustrem wyglądała dokładnie tak samo jak dzień wcześniej.
To ją rozbawiło.
Przyjrzała się sobie uważniej, jakby spodziewała się znaleźć na twarzy jakiś ślad tajemnicy.
Nie było niczego.
Założyła okulary.
Poprawiła włosy.
Ubrała się do szkoły.
Kiedy weszła do kuchni, Helena spojrzała na nią znad kubka.
— Dzisiaj wrócisz normalnie?
Mariola zatrzymała się.
Pytanie było zwyczajne. Matka nadal pamiętała jej wcześniejsze spóźnienia.
— Wrócę.
Odpowiedziała spokojnie.
Helena przyjęła odpowiedź bez dalszych pytań.
Mariola usiadła przy stole.
Basia opowiadała coś o szkole. Mówiła szybko, przeskakując z jednego tematu na drugi. Mariola słuchała jej, poprawiła jej włosy, potem pomogła znaleźć zeszyt, który leżał niemal na środku stołu.
Wszystko było zwyczajne.
I właśnie wtedy Mariola po raz pierwszy poczuła osobliwość swojej sytuacji.
Nikt tutaj nie wiedział, co wydarzyło się poprzedniego dnia.
Nikt nie wiedział o Andrzeju.
Nikt nie wiedział o Darku.
Matka widziała córkę siedzącą przy śniadaniu.
Basia widziała starszą siostrę.
Dla nich Mariola była po prostu Mariolą.
Ta świadomość nie wywołała w niej poczucia winy.
Jeszcze nie.
Raczej fascynację.
Można było nosić w sobie coś bardzo intensywnego i jednocześnie wyglądać zupełnie zwyczajnie.
W szkole było podobnie.
Mariola siedziała na lekcji, odpowiadała, kiedy nauczyciel ją pytał, zapisywała kilka zdań w zeszycie.
Koleżanka szturchnęła ją łokciem.
— Co taka spokojna?
Mariola spojrzała na nią.
— A jaka mam być?
Obie się uśmiechnęły.
Temat zniknął.
Mariola wróciła wzrokiem do zeszytu.
Spokojna.
To słowo zostało z nią na dłużej.
Ludzie często właśnie tak ją postrzegali.
Nie szukała awantur. Nie miała potrzeby publicznego opowiadania o własnym życiu. Nie lubiła konfliktów. Potrafiła słuchać. Nawet kiedy ubierała się odważniej, jej sposób bycia pozostawał raczej cichy.
Mariola pomyślała o tym, jak niewiele człowiek naprawdę wie o kimś siedzącym obok.
Pod ławką przesunęła palcem po własnej dłoni.
Przypomniała sobie dłoń Darka.
Natychmiast straciła zainteresowanie tym, co nauczyciel pisał na tablicy.
Przez resztę lekcji musiała pilnować myśli.
Po szkole nie zobaczyła Darka.
Najpierw poczuła rozczarowanie.
Potem irytację na samą siebie.
Przecież nie umówili się pod szkołą. Powiedziała mu tylko: jutro.
To mogło oznaczać wszystko.
Ruszyła w stronę domu.
Po kilkudziesięciu metrach zobaczyła znajomą sylwetkę.
Darek czekał dalej, z dala od głównego wyjścia.
Mariola zwolniła.
Nie pomachała.
Nie pobiegła.
Szła spokojnie, choć w środku natychmiast poczuła zmianę.
Darek patrzył tylko na nią.
Kiedy znalazła się blisko, uśmiechnął się.
Mariola odpowiedziała tym samym.
Nie pocałowali się.
W pobliżu przechodzili ludzie.
Ta ostrożność pojawiła się między nimi niemal instynktownie.
Ruszyli obok siebie.
Przez pierwsze minuty rozmawiali o rzeczach nieważnych. O szkole. O pogodzie. O znajomych.
Mariola zaczęła zauważać, że pod tą zwyczajną rozmową biegnie druga.
Bez słów.
Darek czasem na nią spoglądał.
Mariola odpowiadała spojrzeniem.
Kiedy przypadkiem znaleźli się bliżej siebie, oboje natychmiast pamiętali poprzedni dzień.
Nie potrzebowali tego nazywać.
Dopiero kiedy skręcili w spokojniejszą ulicę, Darek dotknął jej dłoni.
Mariola poczuła dreszcz.
Tak samo szybko jak wczoraj.
Zatrzymała się.
Darek również.
Mariola spojrzała na ich ręce.
Potem na niego.
Zdumiewało ją własne ciało. Przy Darku nawet drobny dotyk miał znaczenie większe, niż powinien.
Zrobiła krok bliżej.
Nie pocałowała go.
Chciała zobaczyć, jak długo wytrzymają bez tego.
Darek patrzył na jej usta.
Mariola wiedziała, że robi to samo.
Napięcie rosło właśnie dlatego, że żadne się nie spieszyło.
W końcu Mariola oparła dłoń na jego piersi.
Przez ubranie czuła ciepło.
Darek położył rękę na jej talii.
Mariola wciągnęła powietrze.
— Lubię, kiedy mnie dotykasz.
Powiedziała to cicho.
Darek nie odpowiedział.
Przesunął tylko kciukiem po jej boku.
Mariola przymknęła oczy.
Znów ta reakcja.
Natychmiastowa.
Silna.
Nie chciała jej przed nim ukrywać.
Kiedy otworzyła oczy, zobaczyła, że Darek ją obserwuje.
Nie z triumfem.
Z zaciekawieniem.
Jakby dopiero uczył się języka jej ciała.
Marioli podobała się ta myśl.
Pozwalała mu się uczyć.
Pocałowała go.
Krótko.
Potem drugi raz.
Dłużej.
Gdy się odsunęła, nie chciała jeszcze kolejnego zbliżenia. Nie dlatego, że przestała go pragnąć.
Chciała czegoś innego.
Chciała sprawdzić, czy potrafią po prostu być razem.
Spacerowali więc długo.
Mariola opowiadała o Basi. O Helenie. O Marku. Darek mówił o swoich planach, choć wiele z nich brzmiało bardziej jak pomysły niż prawdziwe decyzje.
Mariola słuchała.
Nie przeszkadzało jej to.
Przy Andrzeju przyszłość miała już kształt.
Przy Darku była pustą kartką.
Wieczorem Darek odprowadził ją w stronę domu.
Zatrzymali się wcześniej niż poprzednio.
Mariola nie chciała, żeby ktoś z bloku zaczął zwracać uwagę na to, jak często widuje ich razem.
Sama zdziwiła się tą myślą.
Już myślała o ukrywaniu.
Choć przecież oficjalnie nie miała jeszcze czego ukrywać.
Andrzej nie był jej mężem.
Nie byli nawet rodziną.
A jednak Mariola instynktownie czuła, że tych dwóch światów nie chce ze sobą mieszać.
Pożegnała Darka pocałunkiem, którego nikt z okien nie powinien zobaczyć.
Potem wróciła do domu.
Helena była w kuchni.
Basia siedziała przy stole.
Mariola zdjęła kurtkę i od razu usłyszała:
— Jesteś.
— Jestem.
Helena spojrzała na zegar.
Mariola wróciła o czasie.
Obietnicy dotrzymała.
Później pomogła Basi przy lekcjach. Zrobiła herbatę matce. Posprzątała po kolacji.
Wieczór minął spokojnie.
Tak spokojnie, że Mariola sama zaczęła dostrzegać kontrast.
Kilka godzin wcześniej wystarczył dotyk Darka, żeby całe jej ciało stało się napięte i czujne.
Teraz siedziała obok Basi i poprawiała błędy w jej zeszycie.
Jedno nie unieważniało drugiego.
To odkrycie miało z czasem stać się fundamentem całego jej życia.
Mariola potrafiła być spokojna, troskliwa i czuła.
Nie była to maska.
Nie udawała przed rodziną.
Tak samo prawdziwa była jednak kobieta, która przy Darku odkrywała w sobie głód bliskości, odwagę i zmysłowość, o których nikt w domu nie miał pojęcia.
Przed snem zadzwonił Andrzej.
Mariola przez chwilę patrzyła na telefon.
Potem odebrała.
Na dźwięk jego głosu uśmiechnęła się szczerze.
Rozmawiali długo.
Andrzej opowiedział jej o pracy. Zapytał, jak minął dzień. Zaproponował spotkanie.
Mariola zgodziła się.
Kiedy odłożyła telefon, uśmiech jeszcze przez chwilę pozostawał na jej twarzy.
Lubiła Andrzeja.
Coraz bardziej.
Położyła się.
Zgasiła lampkę.
W ciemności wrócił Darek.
Mariola poczuła znajome ciepło na samo wspomnienie jego dłoni.
Leżała nieruchomo i nagle zrozumiała, że nie chce, aby jeden z nich zastąpił drugiego.
Chciała Andrzeja zobaczyć jutro.
Darka również.
Jeszcze nie wiedziała, dokąd ją to zaprowadzi.
Nie wiedziała, że za kilka lat ludzie będą mówić o niej z sympatią i szacunkiem.
Że będą widzieli spokojną żonę Andrzeja, dobrą matkę, córkę Heleny i starszą siostrę Basi.
Nie wiedziała też, że ta opinia nie będzie całkowicie fałszywa.
Mariola naprawdę stanie się taką kobietą.
Tyle że będzie istniała również druga część jej życia.
Ukryta.
Nocna.
Znana tylko jednemu mężczyźnie.
Mariola zamknęła oczy.
Jeszcze nie miała pojęcia, że właśnie zaczyna uczyć się najważniejszej umiejętności następnych siedemnastu lat.
Jak mieć tajemnicę i nadal wyglądać tak, jakby nie miało się żadnej.
Rozdział 8 — Sześćset kilometrów
Październik 1982 roku przyszedł chłodny i mokry.
Darek miał dziewiętnaście lat. Mariola dwadzieścia trzy, Andrzej dwadzieścia sześć, a Basia dziesięć. Miniony rok zmienił między nimi więcej, niż Mariola potrafiłaby jeszcze niedawno przewidzieć.
Teraz zmiana miała być jeszcze większa.
Darek skończył szkołę i szedł do wojska.
Nie do jednostki gdzieś pod Krakowem, skąd można byłoby czasem przyjechać na przepustkę i po kilku godzinach znaleźć się znowu na osiedlu. Trafił na północ Polski, około sześciuset kilometrów od Marioli.
Sześćset kilometrów.
Mariola powtarzała tę liczbę w myślach, jakby od częstego powtarzania mogła stać się mniejsza.
Nie stawała się.
Do tej pory Darek był częścią jej codziennej geografii. Sklep. Ulica. Ławka. Droga ze szkoły. Kilka minut spaceru.
Nagle miał znaleźć się na drugim końcu Polski.
W ostatnich dniach przed wyjazdem Mariola przyglądała mu się częściej, niż chciała.
Zapamiętywała twarz, dłonie, sposób chodzenia, uśmiech. Nawet drobiazgi, które wcześniej wydawały jej się oczywiste.
Darek próbował żartować z wojska.
Mariola czasami się śmiała.
Oboje wiedzieli, że żarty służą tylko temu, żeby nie mówić o rozstaniu.
Kiedy ostatniego wieczoru zostali sami, Mariola długo patrzyła mu w oczy.
Chciała powiedzieć: czekaj na mnie.
Nie powiedziała.
Był Andrzej.
Nie mogła żądać od Darka dwóch lat wierności, skoro sama nie wiedziała, jak będzie wyglądało jej życie za miesiąc.
— Będziesz pisać?
— Będę.
— Uważaj.
Darek zrozumiał natychmiast.
Nie chodziło o wojsko.
Chodziło o Andrzeja.
Mariola nie mogła dostawać listów pełnych wyznań, które ktoś przypadkiem znalazłby w domu. Nie mogła też bez końca tłumaczyć, dlaczego dziewiętnastoletni chłopak z wojska tak często do niej pisze.
Ich korespondencja od początku musiała wyglądać niewinnie.
Jak między znajomymi.
Prawdziwe rzeczy mieli zostawiać dla siebie.
Mariola pocałowała Darka na pożegnanie.
Dotyk jego ust natychmiast wywołał w niej znajomą reakcję. Przez chwilę sześćset kilometrów nie istniało.
Potem musiała się odsunąć.
Przytuliła go mocno.
Nie chciała płakać.
Darek również milczał.
Pożegnali się późno.
Mariola odwróciła się raz.
Darek nadal stał.
Za drugim razem także.
Trzeci raz nie spojrzała za siebie.
Bała się, że wróci.
Po jego wyjeździe osiedle wyglądało dokładnie tak samo.
To drażniło Mariolę najbardziej.
Ludzie chodzili do sklepów. Autobusy przyjeżdżały. Basia wracała ze szkoły. Helena zajmowała się swoimi sprawami.
Tylko Darka nie było.
Mariola jeszcze przez kilka dni odruchowo szukała go wzrokiem.
Potem zaczęła się odzwyczajać.
Andrzej był blisko.
Coraz bliżej.
Przy nim życie miało porządek. Pracował, zarabiał, miał konkretne plany. Coraz częściej mówił o przyszłości w liczbie mnogiej.
My.
Nasze.
U nas.
Mariola zauważała każde takie słowo.
I coraz mniej się przed nim broniła.
Kochała Andrzeja inaczej niż Darka.
Spokojniej.
Przy Andrzeju potrafiła wyobrazić sobie mieszkanie, wspólne zakupy, rodzinne obiady, dziecko.
Przy Darku nie wyobrażała sobie przyszłości.
Tęskniła za nim teraz.
To wystarczało.
Pierwszy telefon od Darka przyszedł późno.
Andrzej był w pracy.
Mariola odebrała i przez chwilę nic nie powiedziała.
Wystarczył głos Darka.
Sześćset kilometrów nagle skurczyło się do przewodu telefonicznego i kilku sekund ciszy.
Rozmawiali długo.
Darek opowiadał o jednostce, ludziach, pierwszych dniach służby. Mariola o Krakowie, Helenie, Basi i zwyczajnych wydarzeniach, które jemu wydawały się teraz odległe.
Nie mówili wiele o Andrzeju.
Nie musieli.
Jego obecność wisiała nad każdą rozmową.
Od tej pory telefony odbywały się przede wszystkim nocą, kiedy Andrzej pracował.
Mariola nie mogła wiedzieć, czy Darek zadzwoni.
Czasem czekała.
Siedziała w ciszy i patrzyła na telefon.
Mijało pół godziny.
Godzina.
Nic.
Szła spać rozczarowana.
Innej nocy telefon odzywał się niespodziewanie.
Mariola podnosiła słuchawkę i natychmiast ściszała głos.
Z czasem te rozmowy zaczęły mieć własny rytm.
Darek nie mówił wszystkiego.
Mariola również.
Ale oboje słyszeli w głosie drugiego to, czego nie można było bezpiecznie zapisać na papierze.
Listy były jeszcze trudniejsze.
Mariola czytała je uważnie, a potem pilnowała, żeby nie pozostawiać niczego, co mogłoby wzbudzić podejrzenia.
Darek także nauczył się pisać tak, żeby obca osoba mogła uznać ich korespondencję za kontakt dawnych znajomych.
Prawdziwa relacja istniała między zdaniami.
Kilka tygodni po wyjeździe Darka Mariola zaczęła czuć się inaczej.
Najpierw zrzuciła wszystko na stres.
Była zmęczona.
Czasem drażliwa.
Jednego dnia nie chciała patrzeć na jedzenie, drugiego jadła więcej niż zwykle.
Potem zaczęła liczyć.
Raz.
Drugi.
Trzeci.
Usiadła na brzegu łóżka.
Nie chciała jeszcze wyciągać wniosków.
W końcu nie mogła już odkładać sprawy.
Potwierdzenie przyszło niedługo później.
Mariola była w ciąży.
Przez dłuższą chwilę siedziała bez ruchu.
Potem położyła dłoń na brzuchu.
Nic jeszcze nie było widać.
Nic nie mogła poczuć.
A jednak od tej chwili wszystko wyglądało inaczej.
Dziecko.
Jej dziecko.
Na moment się uśmiechnęła.
Potem pomyślała o Andrzeju.
I o Darku.
Uśmiech zniknął.
Mariola zaczęła liczyć.
Przypominała sobie daty.
Spotkania.
Dni.
Próbowała znaleźć pewność.
Nie znalazła.
Andrzej mógł być ojcem.
Darek również.
Mariola wstała i podeszła do okna.
Patrzyła na osiedle.
Po raz pierwszy jej życie z dwoma mężczyznami przestało być wyłącznie sprawą uczuć.
Teraz istniało dziecko.
I pytanie, którego nie odważyła się wypowiedzieć na głos.
Czyje?
Andrzej dowiedział się pierwszy.
Mariola powiedziała mu wieczorem.
— Jestem w ciąży.
Przez moment patrzył na nią bez słowa.
Mariola poczuła strach.
Potem twarz Andrzeja się zmieniła.
Uśmiechnął się.
Objął ją.
Mariola wtuliła się w niego i zamknęła oczy.
Andrzej od razu zaczął mówić o przyszłości.
O mieszkaniu.
O pieniądzach.
O ślubie.
O tym, że sobie poradzą.
Mariola słuchała i coraz mocniej czuła wzruszenie.
Nie udawała miłości do niego.
Kochała go.
Właśnie dlatego jego radość była dla niej tak trudna.
Andrzej nie zadawał pytania, które dręczyło Mariolę.
Nie miał powodu.
Dla niego dziecko było ich dzieckiem.
Mariola nie powiedziała niczego, co mogłoby tę pewność zachwiać.
Helena najpierw zaniemówiła.
Później zaczęła zadawać pytania.
Andrzej chce ślubu?
Tak.
Ma pracę?
Tak.
Chce dziecka?
Tak.
Z każdą odpowiedzią Helena uspokajała się coraz bardziej.
Dla niej wszystko zaczynało się układać.
Mariola i Andrzej będą rodziną.
Basia przyjęła wiadomość z dziecięcym zachwytem. Dziesięcioletnia siostra natychmiast zaczęła wypytywać, kiedy dziecko się urodzi i czy będzie mogła je nosić.
Mariola śmiała się.
Przytuliła ją.
Była szczęśliwa.
I przerażona.
Jedno nie wykluczało drugiego.
Kontakt z Darkiem stawał się coraz bardziej niebezpieczny.
Mariola nie powiedziała mu od razu o ciąży.
Nie potrafiła.
Kiedy dzwonił nocą, słuchała jego głosu i kilka razy była bliska wypowiedzenia jednego zdania.
Jestem w ciąży.
Za każdym razem zatrzymywała się.
Wiedziała, jakie pytanie może paść później.
Czy moje?
Nie znała odpowiedzi.
Odkładała więc rozmowę.
Aż wydarzyło się coś znacznie bardziej niebezpiecznego.
Darek zostawił jej wiadomość.
Mariola przeczytała ją.
Powinna natychmiast usunąć ślad.
Zrobiła coś, czego później długo nie mogła sobie wybaczyć.
Zapomniała.
Andrzej zobaczył wiadomość.
Mariola poczuła, jak przez ciało przechodzi jej zimno.
Przez sekundę nie wiedziała, co powiedzieć.
Sekundę później wiedziała już dokładnie.
Spojrzała na Andrzeja z irytacją, jakby problemem nie było to, że wiadomość znalazł, tylko sam Darek.
— Co temu Darkowi odbiło, żeby po latach do mnie dzwonić? Czy on oszalał? Powiedziałam mu, że mam rodzinę i niech zostawi mnie w spokoju.
Andrzej patrzył na nią przez chwilę.
Mariola wytrzymała jego spojrzenie.
Nie zaczęła się tłumaczyć.
Nie dodawała szczegółów.
Nie próbowała przekonać go za wszelką cenę.
Zachowywała się jak kobieta zirytowana zachowaniem dawnego znajomego.
W końcu Andrzej odpuścił.
Temat się skończył.
Mariola zachowywała spokój jeszcze długo po tym, jak przestał o tym mówić.
Dopiero kiedy została sama, usiadła.
Ręce zaczęły jej drżeć.
Spojrzała na telefon.
Kilka zdań.
Tylko tyle dzieliło ją od katastrofy.
I kilka zdań wystarczyło, żeby ją odsunąć.
Po raz pierwszy naprawdę zrozumiała, że sekret nie utrzyma się sam.
Trzeba będzie go chronić.
Kiedy Darek zadzwonił następnej nocy, Mariola powiedziała mu, co się wydarzyło.
Po drugiej stronie długo panowała cisza.
Opowiedziała również, co powiedziała Andrzejowi.
Że Darek oszalał.
Że ma rodzinę.
Że kazała mu zostawić ją w spokoju.
Darek rozumiał.
Mariola słyszała to w jego głosie.
Ale rozumiała również, że zabolało.
— Musiałam.
— Wiem.
Tylko dwa słowa.
Mariola zacisnęła palce na słuchawce.
Chciała powiedzieć mu coś czułego.
Nie zrobiła tego.
Nagle poczuła, że telefon może być równie niebezpieczny jak list.
Od tej nocy ustalili nowe zasady.
Żadnych wiadomości, których nie da się wyjaśnić.
Żadnych telefonów o przypadkowych porach.
Jeśli Andrzej jest w domu, Mariola nie rozmawia.
Jeżeli istnieje choćby najmniejsze ryzyko, Darek nie dzwoni ponownie.
Nie piszą rzeczy, które ktoś trzeci mógłby jednoznacznie zrozumieć.
Ich uczucie zaczęło uczyć się ostrożności.
Wieczorem Mariola siedziała z Andrzejem.
Mówił o ślubie.
O mieszkaniu.
Najlepiej gdzieś blisko Heleny i Basi.
Mariola słuchała i czuła, że ten pomysł naprawdę jej się podoba.
Chciała mieć matkę blisko.
Chciała, żeby Basia mogła wpadać do niej bez planowania całej wyprawy.
Chciała, żeby dziecko dorastało przy rodzinie.
Andrzej położył dłoń na jej brzuchu.
Mariola spojrzała na niego.
W jego twarzy nie było podejrzeń.
Była czułość.
Poczuła wyrzuty sumienia.
A zaraz potem miłość.
Te dwa uczucia zaczynały coraz częściej istnieć obok siebie.
Później, kiedy Andrzej wyszedł do pracy, Mariola została sama.
Telefon milczał.
Tym razem była z tego zadowolona.
Potrzebowała ciszy.
Podeszła do okna.
Gdzieś sześćset kilometrów dalej był Darek.
Tutaj był Andrzej.
A między nimi rosło dziecko, którego ojca Mariola nie potrafiła wskazać z pewnością.
Położyła dłoń na brzuchu.
Za dwa lata Darek miał wrócić.
Mariola nie mogła wiedzieć, że kiedy to nastąpi, nie będzie już dziewczyną, którą zostawił w Krakowie.
Będzie żoną.
Matką.
Będzie mieszkała z Andrzejem kilka klatek od Heleny i Basi.
Dla sąsiadów stworzą spokojną, przykładną rodzinę.
A Darek będzie musiał nauczyć się patrzeć na nią tak, jakby nigdy nie łączyło ich nic więcej niż dawna znajomość.
Pierwszą lekcję właśnie dostali.
Jedna zapomniana wiadomość wystarczyła, żeby zrozumieli, jak ostrożni będą musieli być przez następne lata.
Rozdział 9 — Ślub
Salon Darka nie zniknął razem z nim.
Jeszcze przed wyjazdem do wojska Darek załatwił sprawę, z której był wyraźnie dumny. Nie chciał zamykać lokalu na dwa lata ani po powrocie zaczynać wszystkiego od początku. Wynajął salon koledze na czas służby. Umowa była prosta: kolega prowadził interes, pilnował flipperów i automatów, a Darek zachowywał miejsce, do którego po wojsku miał wrócić.
Mariola dowiedziała się o wszystkim jeszcze przed jego wyjazdem.
Początkowo potraktowała to jak kolejny pomysł Darka. Dopiero później zrozumiała, że było w nim więcej rozsądku, niż czasem chciała mu przyznać.
Miał dziewiętnaście lat.
Nie miał etatu, mieszkania ani stabilności Andrzeja.
Ale miał coś własnego.
I zadbał o to, żeby przez dwa lata tego nie stracić.
Po jego wyjeździe salon działał dalej.
Wieczorami z pawilonu nadal dochodziły charakterystyczne dźwięki automatów. Zapalało się światło. Przychodzili chłopcy z osiedla. Ktoś wchodził, ktoś wychodził.
Tylko za ladą nie stał Darek.
Mariola czasami specjalnie wybierała drogę prowadzącą obok pawilonu.
Nigdy nie wchodziła.
Nie miała po co.
Patrzyła tylko przez szybę.
Widok czynnego salonu wywoływał w niej dziwne uczucie. Wszystko znajdowało się na swoim miejscu, a jednocześnie brakowało jedynego człowieka, który nadawał temu miejscu znaczenie.
Sześćset kilometrów.
Tę liczbę nadal nosiła w głowie.
Ciąża rozwijała się prawidłowo.
Wraz z nią zmieniało się życie Marioli.
Andrzej nie zastanawiał się długo nad tym, co powinni zrobić. Dla niego ślub nie był próbą ratowania sytuacji ani obowiązkiem narzuconym przez rodzinę.
Chciał go.
Chciał Marioli.
Chciał dziecka.
Im bardziej brzuch Marioli przypominał jej o nadchodzącej zmianie, tym częściej Andrzej mówił o mieszkaniu, pieniądzach i wspólnej przyszłości.
Mariola słuchała go z coraz większym spokojem.
Nie musiała przekonywać samej siebie, że Andrzej będzie dobrym mężem.
Widziała to.
Był odpowiedzialny. Pracował. Nie uciekał przed trudnymi sprawami. Kiedy trzeba było coś załatwić, załatwiał. Kiedy Mariola czuła się gorzej, nie traktował jej dolegliwości jak kaprysu.
Helena obserwowała go równie uważnie.
Z każdym tygodniem ufała mu bardziej.
Dla matki Marioli najważniejsze było to, że córka nie została sama.
Basia patrzyła na wszystko zupełnie inaczej.
Interesował ją ślub.
Sukienka.
Goście.