E-book
7.88
drukowana A5
56.16
Darek

Bezpłatny fragment - Darek

Książka została utworzona przy pomocy AI


Objętość:
237 str.
ISBN:
978-83-8467-666-0
E-book
za 7.88
drukowana A5
za 56.16

Rozdział 1
Zwyczajny poniedziałek

O szóstej czterdzieści poranną ciszę przerwał natarczywy dźwięk budzika. Mariola wyłączyła go, nawet nie otwierając oczu. Pięć minut później telefon odezwał się ponownie. Dziewczyna sięgnęła po niego na oślep i naciągnęła kołdrę na głowę, jakby mogła w ten sposób zatrzymać nadchodzący dzień.

Z kuchni dobiegł głos Heleny. Matka wołała, żeby natychmiast wstała, bo znowu spóźni się do szkoły. Mariola jęknęła. Miała dwadzieścia dwa lata i nie znosiła, kiedy budzono ją jak małą dziewczynkę. Wiedziała jednak, że bez matczynego uporu prawdopodobnie przespałaby pierwszą lekcję.

Usiadła wreszcie na łóżku i włożyła okulary. Pokój natychmiast odzyskał ostre kontury: krzesło obwieszone ubraniami, otwarty zeszyt na podłodze, filiżanka po herbacie i podręcznik, którego poprzedniego wieczoru nawet nie otworzyła.

Powinna była się uczyć. Doskonale o tym wiedziała. Wiedziała też, że Helena wpadnie we wściekłość, jeśli córka kolejny raz nie zaliczy roku. Mariola dwukrotnie powtarzała klasę i dopiero teraz zbliżała się do ukończenia szkoły średniego szczebla. Nic dziwnego, że niemal każda rozmowa o przyszłości prędzej czy później kończyła się w ich mieszkaniu kłótnią.

Stanęła przed lustrem. Była szczupła, mierzyła zaledwie metr pięćdziesiąt pięć i miała tak młodzieńczą twarz, że obcy często brali ją za nastolatkę. Lubiła przełamywać to wrażenie strojem. Ubierała się wyraziście, czasami prowokująco, szukając inspiracji raczej wśród studentek spotykanych w centrum Krakowa niż wśród koleżanek z klasy. Tego ranka szczególnie długo układała włosy, oglądając się z profilu. W końcu mruknęła do odbicia, że może być.

W kuchni pięćdziesięciodwuletnia Helena rozstawiała filiżanki. Dziewięcioletnia Basia jadła płatki kukurydziane, machając nogami pod stołem, a dwudziestoczteroletni Marek stał przy parapecie z kawą. Na widok siostry zerknął na zegarek i złośliwie zauważył, że pobiła rekord: spóźniła się na śniadanie tylko dwadzieścia minut. Mariola poradziła mu, by pilnował własnych spraw. Marek odparł niewinnie, że właśnie to robi — pije kawę. Basia zachichotała, więc starsza siostra pocałowała ją w czubek głowy i przestrzegła, by nie śmiała się z brata, bo jeszcze uwierzy, że jest zabawny.

Helena postawiła przed Mariolą herbatę i kazała jej usiąść. Dziewczyna zasłoniła się brakiem czasu, ale matka przypomniała jej, ile minut znalazła dla lustra. Mariola przewróciła oczami, jednak zajęła miejsce przy stole.

Wtedy Helena zapytała o zapowiedziany na dziś sprawdzian z polskiego. Mariola znieruchomiała. Jaki sprawdzian? Marek parsknął śmiechem, a matka przypomniała, że córka sama mówiła o nim w piątek. Pytanie, czy się uczyła, spotkało się z niepewnym zapewnieniem, że trochę. Kłamstwo było tak przejrzyste, że nawet Basia spojrzała na siostrę podejrzliwie.

Helena usiadła naprzeciwko. Spokojnie, choć z wyraźnym zmęczeniem, prosiła Mariolę, żeby wreszcie skończyła szkołę. Tak niewiele już zostało. Potem będzie mogła układać życie po swojemu, ale najpierw powinna doprowadzić tę jedną sprawę do końca. Mariola obiecała, że tak zrobi. Matka przypomniała, że słyszy tę obietnicę od lat. Nie chciała kolejnej awantury, pragnęła jedynie, by córka zaczęła myśleć o przyszłości.

Mariola odsunęła talerz. Najbardziej bolało ją to, że Helena miała rację. Nauka nigdy nie potrafiła zatrzymać jej uwagi na długo. Za to godzinami mogła rozmyślać o spotkaniach, ubraniach, flirtach i mężczyznach. Szczególnie pociągali ją młodsi, ale pełnoletni chłopcy: ich spontaniczność i niepewność skrywana pod przesadną pewnością siebie. Od pewnego czasu intrygowała ją również marihuana. Nigdy jej nie próbowała, choć znajomi opowiadali o swoich doświadczeniach. Na razie była to wyłącznie ciekawość.

Oznajmiła, że wychodzi. Helena podała jej zawiniętą kanapkę, a Basia podbiegła z pytaniem, czy siostra odbierze ją dzisiaj. Mariola odpowiedziała, że spróbuje, jeśli wcześniej skończy zajęcia. Dziewczynka chciała obietnicy. Mariola zawahała się, po czym zapewniła tylko, że naprawdę się postara. Basia zarzuciła jej ręce na szyję.

W przedpokoju zatrzymał Mariolę Marek. Powiedział cicho, że mama się martwi. Dziewczyna natychmiast się najeżyła, pytając, czy on również zamierza ją pouczać. Brat odparł, że tylko jej o tym mówi. Kazała mu więc dać sobie spokój i wyszła, trzaskając drzwiami mocniej, niż zamierzała.

Na klatce schodowej zeszła piętro niżej i niemal odruchowo spojrzała na drzwi Pawła, dwudziestopięcioletniego sąsiada. Kilka miesięcy wcześniej zaczęło się od przypadkowej rozmowy przed blokiem, później była kawa, kolejne spotkania i noce, których nie próbowali nazywać miłością. Znała ciepło jego ramion, smak pocałunków i kojącą prostotę bliskości bez zobowiązań. Nie obiecywali sobie przyszłości; nie zadawali pytań, na które żadne z nich nie chciało odpowiadać. Mariola długo sądziła, że właśnie tego potrzebuje: przyjemności wolnej od tęsknoty.

Tego ranka drzwi Pawła pozostały zamknięte. Mariola wyszła z budynku i ruszyła w stronę szkoły.

Niedaleko sklepu zobaczyła Darka. Poznali się zaledwie poprzedniego dnia, kiedy podniósł jej legitymację szkolną. Miał osiemnaście lat, a mimo to od tamtej krótkiej rozmowy nie potrafiła całkiem wyrzucić go z myśli. Irytowało ją to niemal tak samo, jak intrygowało. Wspomnienie jego spojrzenia wracało w najmniej oczekiwanych chwilach, budząc w niej cichą, nieproszoną ciekawość.

Stał przed sklepem z rękami w kieszeniach. Kiedy ją dostrzegł, od razu się wyprostował. Mariola podeszła i zapytała, dlaczego nie jest w szkole. Nie miał ochoty iść, tłumaczył, bo nie spał całą noc. Na pytanie o powód spojrzał jej prosto w oczy i wyznał, że myślał o niej.

Wyznanie Darka, że nie spał, bo myślał o niej, rozlało się po jej sercu łagodnym ciepłem. Przyznała z uśmiechem, że on także przemknął jej przez myśli, ale zaraz przestrzegła go, żeby nie stał się zarozumiały. Roześmiał się, żartując, że jako młodszy powinien uczyć się od starszych kobiet. Mariola uniosła brwi: miała przecież dwadzieścia dwa lata, nie pięćdziesiąt. Cztery lata różnicy nagle wydały się czymś śmiesznie małym, choć zarazem wystarczającym, by każde spojrzenie nabierało odrobiny zakazanego uroku.

Przyjrzała mu się z zainteresowaniem i zapytała o wcześniejsze dziewczyny. Miał jedną, lecz bardzo krótko. Nie był więc tak doświadczony, na jakiego wyglądał. Zresztą nigdy nie twierdził, że jest inaczej.

Darek zrobił krok bliżej, lecz zatrzymał się, zanim naruszył jej przestrzeń. Zapytał, czy wolno mu jej dotknąć. W tym pytaniu było coś rozbrajającego: niepewność, szacunek i pragnienie, którego nie próbował ukryć. Pozwoliła mu wziąć się za rękę. Kiedy ciepłe palce zamknęły się wokół jej dłoni, sama splotła je mocniej z jego palcami. Ten drobny gest poruszył ją bardziej, niż się spodziewała. Darek upewnił się, że wszystko jest w porządku, a potem nieśmiało zapytał, czy może pozwolić sobie na więcej. Mariola uśmiechnęła się, lecz spokojnie wyznaczyła granicę: zgoda na jeden dotyk nie oznacza zgody na wszystkie następne. Przyjął to bez sprzeciwu. Właśnie ta gotowość, by słuchać, uczyniła go w jej oczach jeszcze bardziej pociągającym.

Puściła jego dłoń i poprawiła torbę na ramieniu. Musiała już naprawdę iść do szkoły. Na pytanie o późniejsze spotkanie odpowiedziała, że jeśli będzie przed sklepem po lekcjach, może na nią poczekać. Czy to randka? Jeszcze nie wiedziała. Ruszyła dalej, lecz po kilku krokach odwróciła się. Wciąż patrzył za nią.

Sprawdzian poszedł dokładnie tak źle, jak można się było spodziewać. Już po pierwszym pytaniu Mariola zrozumiała, że ma kłopot. Po trzecim zaczęła zerkać na zegar, a po piątym zastanawiała się, czy nauczycielka zauważyłaby, gdyby nagle rozpłynęła się w powietrzu. Na korytarzu koleżanka zapytała, jak jej poszło. Mariola z gorzką ironią stwierdziła, że jej praca z pewnością przejdzie do historii. Było gorzej niż źle.

Wzruszyła ramionami, ale w środku poczuła nieprzyjemny ucisk. Przypomniały jej się poranne słowa matki: skończ szkołę.

Po ostatniej lekcji nie wróciła do domu. Darek naprawdę czekał przed sklepem. Przyznał, że zaczął się obawiać, iż nie przyjdzie. Mariola przypomniała mu, że przecież zapowiedziała spotkanie. Ludzie wiele mówią, zauważył. Musi więc nauczyć się, że ona zazwyczaj dotrzymuje słowa.

Poszli razem przez osiedle, początkowo bez celu. Rozmawiali o wszystkim, co akurat przyszło im do głowy. Mariola dowiedziała się czegoś więcej o Darku, a on wypytywał ją o rodzinę i szkołę. W końcu upewnił się, czy rzeczywiście ma dwadzieścia dwa lata i dopiero teraz kończy szkołę. Przyznała otwarcie, że dwa razy powtarzała klasę. Zawsze uczyła się słabo i nadal nie radziła sobie najlepiej. Wolała jednak szczere pytania od plotek za plecami.

Darek nie wyśmiał jej. Zauważył po prostu, że przecież zamierza skończyć szkołę, a to dobry plan. Mariola spojrzała na niego zdziwiona. Jego spokojne pytanie, dlaczego właściwie miałby się z niej śmiać, poruszyło ją bardziej niż niejeden komplement.

Z każdą kolejną godziną Mariola coraz łatwiej oddychała w jego towarzystwie. Kupili coś do picia, usiedli na ławce, potem znów spacerowali po osiedlu. Miasto toczyło się własnym rytmem, a ona zaczynała zwracać uwagę przede wszystkim na obecność chłopaka obok. Od czasu do czasu Darek ujmował jej dłoń. Pozwalała mu na to, zaskoczona tym, jak przyjemna może być zwykła bliskość, kiedy niczego nie trzeba przyspieszać.

W cichszym zakątku osiedla zatrzymali się i Darek objął ją ostrożnie. Mariola przylgnęła do niego na krótką chwilę, słysząc blisko własnego ucha jego oddech. W uścisku było coś świeżego, niemal odurzającego: obietnica, której jeszcze nikt nie wypowiedział. Kiedy jednak jego dłonie zaczęły wędrować dalej, niż sobie życzyła, zatrzymała go, chwytając za nadgarstek. Zamarł natychmiast, a ona spojrzała mu prosto w oczy.

Wyjaśniła, że nie chce takiej natarczywości. Nie powinien zgadywać za nią, czego pragnie. Jeśli będzie czegoś chciała, sama mu powie. Darek cofnął rękę i przeprosił. Mariola przyglądała mu się przez chwilę, a potem rzuciła zagadkowo, żeby poczekał do wieczora. Kiedy chciał wiedzieć, co się wtedy wydarzy, odpowiedziała jedynie, że cierpliwość zostanie nagrodzona. Uśmiechnął się, ale już nie próbował przekraczać jej granic. Kilka minut później to ona sama odnalazła jego dłoń.

Tak upłynęło całe popołudnie. Telefon Marioli kilkakrotnie zawibrował w torbie. Raz pomyślała, żeby sprawdzić wiadomości, lecz Darek opowiadał właśnie coś zabawnego i odłożyła to na później. Potem zupełnie zapomniała.

Kiedy nad osiedlem zaczął zapadać zmierzch, Darek spojrzał na nią z uśmiechem i przypomniał, że nadszedł wieczór. Mariola od razu zrozumiała aluzję do wcześniejszej obietnicy. Czekał cierpliwie, nie ponawiając prób przekroczenia jej granic. Teraz sama poczuła ochotę skrócić dzielący ich dystans. Podeszła bliżej, świadoma, że jeszcze jedno spojrzenie wystarczy, by oboje zapamiętali tę chwilę.

Zapytał cicho, czy może ją pocałować. Przez moment przyglądała się jego twarzy, tej mieszaninie odwagi i niepewności, która tak bardzo ją ujmowała. Odpowiedziała, że właśnie tego chce. Pochylił się ku niej. Pierwszy pocałunek był krótki, nieśmiały, niemal pytający. Mariola uśmiechnęła się tuż przy jego ustach i szepnęła, żeby się nie spieszył. Czuła, jak przyspiesza jej serce; nie z powodu śmiałości tego gestu, lecz dlatego, że w jego delikatności kryło się tyle niewypowiedzianych możliwości.

Za drugim razem to ona odnalazła jego usta. Pocałowała go dłużej, z czułością, która powoli przechodziła w śmielsze pragnienie bliskości. Darek otoczył ją ramionami, uważny na każdy jej ruch, nie domagając się niczego więcej. Przez chwilę świat skurczył się do ciepła jego dłoni, zapachu wieczornego powietrza i łagodnego drżenia, którego nie chciała powstrzymywać. Z Pawłem wszystko było znajome, przewidywalne i pozbawione niespodzianek. Przy Darku nawet najprostszy pocałunek wydawał się początkiem nieznanej historii. To odkrycie zachwycało ją i niepokoiło zarazem.

Dopiero po pewnym czasie wyjęła telefon. Kiedy zobaczyła godzinę, zrobiło jej się gorąco. Dochodziła dziesiąta wieczorem. Na ekranie widniało kilka nieodebranych połączeń od Heleny, dwa od Marka i wiadomość z żądaniem natychmiastowego kontaktu.

Darek zapytał, czy będzie miała kłopoty. Odpowiedziała z udawaną pewnością siebie, że przecież ma dwadzieścia dwa lata — jakie kłopoty? W duchu wiedziała jednak, że czekają ją ogromne.

Nagle przypomniała sobie Basię. Miała spróbować ją odebrać. Darek zapytał, czy zapomniała przez niego. Mariola pokręciła głową. To była jej własna decyzja i jej własne zaniedbanie. Chłopak zaproponował, że odprowadzi ją do domu, lecz poprosiła, by nie szedł pod sam blok. Kiedy zapytał, czy się go wstydzi, roześmiała się: nie jego, tylko swojej matki.

Pożegnali się kilkaset metrów od domu. Darek chciał wiedzieć, czy zobaczą się jutro. Mariola odparła, że o ile przeżyje dzisiejszy wieczór. Poprosił, żeby do niego napisała. Musiała mu więc przypomnieć, że nie ma jeszcze jego numeru. Podyktował go, a ona zapisała w telefonie. Zażartował, że teraz już mu nie ucieknie. Upomniała go, by nie przesadzał, pocałowała lekko w policzek i życzyła dobrej nocy.

Gdy tylko weszła na klatkę schodową, uśmiech zniknął z jej twarzy. W mieszkaniu paliło się światło. Przekręciła klucz i najciszej, jak potrafiła, otworzyła drzwi.

Helena siedziała w kuchni, Marek stał przy oknie. Brat powitał ją kąśliwą uwagą o odnalezionej zaginionej. Mariola rzuciła krótkie powitanie, ale matka już wstała, domagając się wyjaśnień. Od kilku godzin nie wiedziała, gdzie jest córka. Dzwoniła ona, dzwonił Marek, a Mariola nawet nie raczyła odebrać.

Dziewczyna zdjęła kurtkę i tłumaczyła, że nie słyszała telefonu. Helena nie mogła uwierzyć, że przez pięć godzin nie znalazła chwili, by sprawdzić połączenia. Mariola powiedziała, że była zajęta, lecz na pytanie czym zacisnęła usta. To jej sprawa.

Helena patrzyła na nią osłupiała. Nie kwestionowała dorosłości córki, lecz przypomniała, że bycie dorosłym nie oznacza prawa do znikania bez słowa i pozostawiania bliskich w strachu, czy nie wydarzyło się coś złego. Marek dodał spokojnie, że matka zamierzała już wyjść i jej szukać. Wystarczyłaby jedna wiadomość. Mariola chciała zaprotestować, ale w drzwiach pokoju dostrzegła Basię w piżamie.

Zapytała, dlaczego siostrzyczka jeszcze nie śpi, i przywołała ją do siebie. Dziewczynka nie ruszyła się z miejsca. Przypomniała tylko, że Mariola miała spróbować ją odebrać. Czekała na nią. Te dwa słowa wystarczyły, by starszą siostrę ogarnęło poczucie winy.

Mariola podeszła i przykucnęła przed Basią. Przeprosiła. Dziewczynka powiedziała wprost, że o niej zapomniała. Mariola chciała zaprzeczyć, lecz nie mogła. Przyznała, że tak właśnie było i że nie powinno się to zdarzyć. Obiecała naprawić wszystko następnego dnia, lecz Basia zapytała z goryczą, czy znów skończy się na samej obietnicy. Mariola zamilkła. W końcu oznajmiła, że tym razem niczego nie będzie obiecywać — po prostu przyjdzie. Dopiero po chwili Basia pozwoliła się przytulić.

Kiedy dziewczynka wróciła do łóżka, Helena nadal czekała w kuchni. Kazała Marioli usiąść. Córka próbowała zasłonić się zmęczeniem, ale matka odpowiedziała, że spędziła pół wieczoru na wyobrażaniu sobie, iż jej dziecko leży gdzieś w szpitalu. Mariola usiadła.

Marek przyglądał jej się podejrzliwie i zapytał, czy była z jakimś chłopakiem. Odcięła się pytaniem, czy pracuje w policji. Uznał to za potwierdzenie. Helena zmarszczyła brwi i spytała, czy chodzi o Pawła.

Mariola znieruchomiała i spróbowała udawać, że nie wie, o kim mowa. Matka nie dała się zwieść. Zauważyła przecież, że córka czasami odwiedza sąsiada. Marek przenosił zdumiony wzrok z matki na siostrę, domagając się wyjaśnienia, o którego sąsiada chodzi. Mariola uznała to za nieistotne, ale brat był innego zdania.

W końcu wyrwało jej się, że nie była z Pawłem. Zapadła cisza. Natychmiast zrozumiała swój błąd. Marek uniósł brwi. A więc był jeszcze ktoś inny?

Mariola oznajmiła, że idzie spać, i wstała od stołu. Helena zatrzymała ją. Nie zamierzała wybierać córce znajomych. Mariola miała dwadzieścia dwa lata. Matka oczekiwała jednak jednego: dopóki mieszkają razem, powinna dawać znać, kiedy przez pół dnia nie wraca do domu. Nie chodziło o proszenie o pozwolenie, tylko o zwykłą wiadomość. Po chwili milczenia Mariola przyznała, że rozumie. Helena przypomniała jeszcze, że jutro ma zająć się Basią. Dziewczyna skinęła głową i zamknęła za sobą drzwi pokoju.

Niemal natychmiast zawibrował telefon. Pisał Darek. Pytał krótko, czy przeżyła. Mimo wszystko się uśmiechnęła. Odpisała, że ledwo; matka jest wściekła, Marek bawi się w detektywa, a Basia czekała przez nią na próżno. Darek zapytał, czy stało się to z jego powodu. Mariola długo patrzyła w ekran, zanim napisała, że nie — to jej wina, bo mogła przecież zadzwonić.

Wysłała wiadomość i położyła się na łóżku. Wkrótce telefon znów zawibrował. Tym razem odezwał się Paweł, pytając, czy jeszcze dziś do niego przyjdzie.

Jeszcze poprzedniego dnia nie zastanawiałaby się długo nad taką wiadomością. Paweł oferował jej bliskość, którą znała na pamięć: kilka godzin pocałunków, ciepła i przyjemnej ciszy, bez deklaracji i pytań o jutro. Był w tym rodzaj swobody, który niegdyś uważała za doskonały. Teraz jednak, z telefonem w dłoni, poczuła, że znajomy scenariusz stracił część dawnego uroku.

Przed oczami stanął jej Darek, czekający przed sklepem i pytający z nieśmiałą powagą, czy może ją pocałować. Skasowała rozpoczętą wiadomość i napisała Pawłowi, że dziś nie przyjdzie. Może innym razem. Odpowiedział tylko krótkim „OK”.

Mariola odłożyła telefon i podeszła do okna. Latarnie rozsypywały złote plamy światła między blokami, samochód powoli wjeżdżał na parking, a ktoś prowadził psa wzdłuż chodnika. Darek nie stał nigdzie pod jej oknem. Mimo to miała wrażenie, że wciąż czuje na dłoni dotyk jego palców. Uśmiechnęła się do własnego odbicia w szybie i nazwała się cicho idiotką.

Znała go ledwie od dwóch dni. Nie wiedziała, czy jest odpowiedzialny, czego pragnie od życia ani czy jutro spojrzy na nią z takim samym zainteresowaniem. Nie miała żadnej pewności poza tą jedną: obudził w niej coś, czego od dawna nie odnajdywała w spotkaniach z Pawłem. Nie tylko pragnienie pocałunków, lecz także tęsknotę za czyjąś obecnością, zanim zdążyła naprawdę się zaczynać.

Chciała usłyszeć jego głos. Chciała poznać myśli, których jeszcze nie wypowiedział, i zobaczyć, czy jutro znów uśmiechnie się na jej widok. To było znacznie bardziej niebezpieczne niż przelotne zauroczenie. Po raz pierwszy od dawna przeczuwała, że mogłaby zapragnąć od kogoś nie tylko bliskości, ale i miejsca w jego życiu.

Usiadła na łóżku i otworzyła podręcznik do polskiego. Przeczytała pierwsze zdanie. Potem drugie. Telefon znów zawibrował. Darek życzył jej dobrej nocy, nazywając ją żartobliwie starszą panią. Mariola zaśmiała się cicho i odpisała: „Dobranoc, mały”. Po chwili dodała, że jutro ma iść do szkoły.

Odpowiedź przyszła natychmiast. Jeśli ona pójdzie, on też pójdzie.

Mariola spojrzała na otwarty podręcznik. Po raz pierwszy od bardzo dawna przeczytała całą stronę, nie odkładając książki.

Nie wiedziała jeszcze, czy Darek okaże się tylko kolejnym krótkim epizodem w jej życiu. Nie przeczuwała również, że ta znajomość wkrótce zmusi ją do decyzji, przed którymi od lat uciekała.

W tej chwili była pewna tylko jednego: pragnęła zobaczyć go jutro.

Rozdział 2 — Puste mieszkanie

Nazajutrz Mariola wróciła ze szkoły prosto do domu. Po burzliwym wieczorze nie chciała dawać Helenie kolejnego powodu do niepokoju. Zjadła obiad z rodziną, poświęciła trochę czasu Basi i usiłowała nie zerkać co chwilę na telefon. Z tym ostatnim szło jej zdecydowanie najgorzej.

Pierwszy odezwał się Paweł. Pytał, czy przyjdzie do niego wieczorem. Jeszcze kilka dni wcześniej odpowiedziałaby bez zastanowienia. Łączyła ich znajoma bliskość, pozbawiona zobowiązań i niespodzianek. Teraz długo patrzyła na ekran, zanim napisała: „Jeśli chcesz, to jutro”.

Niedługo potem telefon znów zawibrował. Tym razem zobaczyła imię Darka, a w jej piersi rozlało się przyjemne ciepło. Odpowiedziała jednym słowem: „Dzisiaj”. Uśmiechnęła się do tej różnicy. Paweł był przyzwyczajeniem. Darek — oczekiwaniem, które od rana nie dawało jej spokoju.

Dowiedziała się, że przez trzy dni będzie sam w mieszkaniu. Jego matka wyjechała, ojciec przebywał w Stanach Zjednoczonych. Nie musiał niczego dopowiadać. Wyobraźnia Marioli natychmiast wypełniła pustą przestrzeń ciszą, zamkniętymi drzwiami i obecnością chłopaka, przy którym nie trzeba będzie oglądać się na przechodniów. A jednak nie chciała się spieszyć. W tym powolnym zbliżaniu się do siebie było coś upajającego.

Najpierw dotrzymała obietnicy danej Basi. Pomogła siostrze odrobić lekcje, a potem wyszła z nią na krótki spacer. Dopiero później zamknęła się w pokoju i stanęła przed lustrem. Przymierzała kolejne ubrania, poprawiała włosy, zdejmowała i zakładała okulary. W końcu roześmiała się do własnego odbicia. Zachowywała się jak zakochana nastolatka. Tyle że przecież wcale nie była zakochana. Tak przynajmniej próbowała sobie wmówić. Wiedziała tylko, że pragnie znów zobaczyć Darka.

Na klatce schodowej spotkała Pawła. Jego obecność przywołała wspomnienie życia, które jeszcze niedawno wydawało się jej zupełnie wystarczające. Spojrzał na nią uważniej niż zwykle: na starannie dobrany strój, ułożone włosy, rozświetloną twarz. Nie musiał pytać, dla kogo tak się wystroiła. Mariola odczytała odpowiedź w jego oczach — po raz pierwszy dostrzegła w nich cień zazdrości.

Poczuła nieoczekiwaną satysfakcję, a zaraz po niej ukłucie dyskomfortu. Dotąd oboje udawali, że ich spotkania nie mają nic wspólnego z wyłącznością. Nie zamierzała jednak rezygnować z wieczoru. Minęła Pawła i zeszła po schodach.

Darek czekał niedaleko. Na jego widok nieprzyjemne napięcie ustąpiło miejsca innemu, słodszemu i bardziej niepewnemu. Sama wsunęła dłoń w jego rękę. Po kilku minutach zauważyła samochód Pawła. Ich spojrzenia spotkały się przez szybę. Zobaczył splecione dłonie i nie potrzebował żadnych wyjaśnień. Darek także dostrzegł auto; przez krótką chwilę pomiędzy mężczyznami zawisła niema rywalizacja. Mariola mocniej ścisnęła rękę chłopaka. Nie miała zamiaru być nagrodą w czyimkolwiek pojedynku.

Gdy dotarli pod blok Darka, jej serce przyspieszyło. Chłopak otworzył drzwi, a ona weszła pierwsza. Cichy trzask zamka zabrzmiał zaskakująco wyraźnie. Nikt nie wołał z kuchni, nie rozlegały się kroki Basi ani głos Marka dochodzący z drugiego pokoju. Nie musiała nasłuchiwać odgłosów na korytarzu. Byli sami.

Mieszkanie wyglądało zwyczajnie. Na stole pozostały rzeczy matki Darka, w kuchni wisiała ściereczka, lodówkę zdobiły magnesy i zapisane karteczki. A jednak ta codzienność nabrała dla Marioli niezwykłego znaczenia. Zdjęła kurtkę, a potem okulary, które odłożyła na komodę. Kontury mebli rozmyły się łagodnie. Tym wyraźniej czuła obecność Darka kilka kroków za sobą. Słyszała jego oddech. Przez moment nie odwracała się, świadoma, że czeka.

Kiedy wreszcie spojrzała przez ramię, stał nieruchomo. Chciał się zbliżyć, lecz pozwolił jej zdecydować. Ujęło ją to bardziej niż śmiałe gesty. Podeszła i położyła dłoń na jego piersi. Pod palcami wyczuła szybkie bicie serca. Pierwszy pocałunek był krótki, niemal pytający. Odsunęła się ledwie o kilka centymetrów, po czym sama przyciągnęła go ponownie. Tym razem ich usta spotkały się na dłużej.

Dłonie Darka spoczywały na jej talii. Nie próbował przesunąć ich dalej, a jego powściągliwość tylko potęgowała drżenie, które Mariola czuła gdzieś głęboko pod żebrami. Przywarła do niego nieco mocniej. Przez kilka oddechów stali z czołami opartymi o siebie, jakby chcieli zapamiętać tę chwilę, zanim znów połączył ich pocałunek.

W salonie paliła się niewielka lampka. Za oknem wieczór powoli okrywał osiedle. Mariola usiadła na kanapie i przyciągnęła Darka do siebie krótkim, cichym zaproszeniem. Nie potrzebowali wielu słów. Bliskość układała się między nimi naturalnie, w coraz dłuższych pocałunkach i chwilach milczenia, które mówiły więcej niż pospieszne wyznania.

Gdy jego dłoń przesunęła się po jej plecach, zatrzymała ją na moment, spojrzała mu w oczy i sama poprowadziła z powrotem na talię. Chciała czułości, lecz pragnęła też zachować prawo do własnego tempa. Darek zrozumiał bez sprzeciwu. Właśnie to sprawiało, że mogła coraz swobodniej opierać się o jego ramię.

Telefon zawibrował w torebce raz, potem drugi. Mariola domyślała się, kto pisze, ale nie chciała sprawdzać. Kiedy jednak rozległ się dzwonek, odrzuciła połączenie. Następny telefon odebrał wieczorowi jego miękką, spokojną atmosferę. Wstała, włożyła okulary i odebrała.

Paweł próbował ustalić, czy jest z Darkiem. Mariola przypomniała mu stanowczo, że nigdy nie byli parą i żadne z nich nie miało prawa kontrolować drugiego. Sama wybierała, z kim się spotyka i kiedy. Najbardziej rozgniewała ją sugestia, że ktoś inny podjął tę decyzję za nią. „Nikt mi niczego nie narzucał” — powiedziała, patrząc wprost na Darka. Chciała, żeby i on to usłyszał.

Oznajmiła Pawłowi, że następnego dnia nie przyjdzie. Nie dlatego, że Darek zwyciężył w jakimś wyimaginowanym współzawodnictwie, lecz dlatego, że zazdrość zaczęła zmieniać ich dotychczasową relację. Zakończyła rozmowę. Dostrzegła zadowolenie na twarzy Darka i natychmiast je ostudziła. Nie zamierzała zamieniać jednego zazdrosnego mężczyzny na drugiego. Jej odmowa spotkania z Pawłem nie dawała Darkowi prawa do decydowania o jej życiu. Chłopak przyjął to w milczeniu.

Dopiero wtedy Mariola znów do niego podeszła i pocałowała go z własnej woli. Telefon zawibrował ponownie. Tym razem wyciszyła go i położyła ekranem do dołu. Wieczór znów należał do nich. Siedziała blisko Darka, czasami całowała go bez słowa, czasami opierała głowę na jego ramieniu. Nie ponaglał jej. Z każdą minutą niespokojne zauroczenie przeobrażało się w cichszą, głębszą czułość.

Zorientowała się, że nie chodzi już tylko o fizyczne przyciąganie. Chciała zostać dłużej, słuchać jego głosu, czuć obejmujące ją ramię. To odkrycie niepokoiło ją bardziej niż pocałunki. Z Pawłem wszystko było prostsze. A przynajmniej tak dotąd sądziła.

Kiedy spojrzała na zegarek, minęła jedenasta. Tym razem pamiętała o domu. Napisała Helenie, że wróci późno i nic jej nie grozi. Dopiero potem przejrzała pozostałe powiadomienia. Paweł dzwonił kilka razy i zostawił dwie wiadomości. Pierwsza brzmiała: „Rozumiem”. Druga: „Nie musisz jutro przychodzić”.

Przez długą chwilę wpatrywała się w te słowa. Przecież sama powiedziała, że nie przyjdzie. A jednak chłód odpowiedzi zranił ją bardziej niż wcześniejsza zazdrość. Przypomniała sobie wspólne wieczory, kawę, poranki i żarty zrozumiałe tylko dla nich dwojga. Mieli przecież nie komplikować sobie życia. Dopiero teraz pojęła, że ich relacja nigdy nie była tak prosta, jak chcieli wierzyć. Nie odpisała.

Darek odprowadził ją do drzwi. Włożyła kurtkę, poprawiła okulary, po czym sama zbliżyła się do niego i pocałowała go na pożegnanie. Nocne osiedle tonęło w ciszy. Chłodne powietrze otrzeźwiało ją po cieple mieszkania. Gdy telefon zawibrował, zobaczyła wiadomość od Darka: „Już za tobą tęsknię”. Zatrzymała się pod latarnią i odpisała: „Ja za tobą też”.

Kilka minut później przeczytała kolejną wiadomość Pawła: „Mam nadzieję, że wiesz, co robisz”. Uśmiech zniknął z jej twarzy. Tym razem także nie odpowiedziała.

Do domu dotarła niemal o wpół do dwunastej. W kuchni paliła się mała lampka. Helena siedziała przy stole w szlafroku, z filiżanką herbaty przed sobą. Mariola spodziewała się pytań, może wyrzutów, ale matka powiedziała jedynie, że dostała wiadomość. To wystarczyło, by uniknąć kłótni.

Helena zauważyła jednak znacznie więcej: potargane włosy córki, zaróżowione policzki, uśmiech, który Mariola bezskutecznie próbowała ukryć, i sposób, w jaki odruchowo zerkała na telefon. Kiedy ekran znów się rozświetlił, zobaczyła imię Darka i mimowolnie się uśmiechnęła. Matka uniosła brwi. Tym razem Mariola nie uciekła do pokoju. Powiedziała jej, jak chłopak ma na imię, i przyznała, że ma osiemnaście lat. Helena nie wyglądała na zachwyconą różnicą wieku, ale powstrzymała się od kazania. Zapytała tylko, czy córka go lubi. „Tak” — odparła Mariola, a w tym jednym słowie zabrzmiało więcej, niż chciała ujawnić.

Matka przypomniała jej jedynie o ostrożności i o szkole. Mariola przewróciła oczami, pocałowała ją w policzek i poszła do swojego pokoju.

Nazajutrz rano konsekwencje wieczornych decyzji czekały na nią na klatce schodowej. Paweł wyszedł z mieszkania właśnie wtedy, gdy schodziła do szkoły. Przywitali się chłodno. Nie zatrzymywał jej, lecz przed blokiem powiedział spokojnie, że zrozumiał jej wybór. Skoro nie byli parą, nie mógł wymagać wierności ani wyjaśnień. Miał jednak prawo zakończyć znajomość, która zaczęła sprawiać mu ból.

Nie pokłócili się. I właśnie dlatego bolało bardziej. Paweł odszedł, a Mariola przez chwilę stała nieruchomo, czując pustkę po czymś, co wydawało się trwałe właśnie dlatego, że nigdy nie miało nazwy.

Telefon zawibrował. Darek napisał, że po lekcjach będzie czekał przy sklepie. Nie odpowiedziała od razu, ale po ostatniej godzinie poszła tam. Czekał rzeczywiście. Uśmiechnął się na jej widok, lecz szybko zauważył, że tego dnia jest inna. Nie pocałowała go. Po prostu ruszyła przed siebie, a on szedł obok.

Dopiero po pewnym czasie wspomniała o Pawle. „To koniec” — powiedziała. Radość zbyt szybko rozjaśniła twarz Darka. Jedno ostrzegawcze spojrzenie Marioli wystarczyło, by zrozumiał. Nie chciała opowiadać szczegółów. Paweł zakończył ich niezobowiązującą relację, a ona uszanowała jego decyzję, choć pozostawiła po sobie przykrą pustkę.

Darek zapytał tylko, czy żałuje. „Trochę” — przyznała. Na tym rozmowa się skończyła. Po chwili sama wsunęła dłoń w jego rękę.

Przed blokiem Darka oboje spojrzeli w górę, ku oknom pustego mieszkania. Jego matka miała wrócić dopiero za dwa dni, ojciec nadal był w Stanach. Chłopak nie musiał niczego proponować. Mariola już podjęła decyzję. „Chodź” — powiedziała cicho i pierwsza weszła do środka.

Tego wieczoru nie chciała już niczego tłumaczyć. Chciała po prostu być blisko niego.

Rozdział 3 — Andreas

Po ostatniej lekcji Mariola wyszła ze szkoły w towarzystwie koleżanki. Miała tylko na chwilę zatrzymać się przed budynkiem. Darek czekał już zapewne przy sklepie, w miejscu, które powoli stawało się ich własnym, niewypowiedzianym punktem spotkań. Wszystko było zaplanowane — dopóki nie pojawił się Andreas.

Zobaczyła go po drugiej stronie ulicy. Był wysoki, wysportowany i poruszał się ze spokojem człowieka, który nie musi nikomu niczego udowadniać. Prosta koszulka podkreślała szerokie ramiona. Miał dwadzieścia pięć lat, lecz to nie wiek przyciągnął jej uwagę, tylko pewność siebie pozbawiona ostentacji. Mariola poczuła, że przygląda mu się o chwilę za długo. Koleżanka dostrzegła to natychmiast i uśmiechnęła się porozumiewawczo.

Przedstawiła ich sobie, po czym z rozbawieniem obserwowała pierwszą wymianę zdań. Mariola, jak zwykle, próbowała przejąć inicjatywę. Żartowała, prowokowała, stawiała pytania tak, by sprawdzić reakcję nowo poznanego mężczyzny. Andreas odpowiadał bez pośpiechu, czasem głębokim, ciepłym śmiechem. Zauważył nawet, że lubi wystawiać ludzi na próbę. To zaskoczyło ją bardziej niż komplement. Nie był ani speszony, ani przesadnie śmiały. Patrzył jej w oczy, jakby naprawdę chciał dowiedzieć się, kim jest.

Kiedy koleżanka oznajmiła, że jej rola dobiegła końca, Mariola nazwała ją zdrajczynią, choć wcale nie miała ochoty protestować. Zostali sami. Planowała odejść po kilku minutach, tymczasem czas nagle stracił znaczenie. Andreas nie zatrzymywał jej na siłę. Przyznał jedynie, że wolałby jeszcze zostać. Ta prostota działała na nią niepokojąco.

Dowiedziała się, że ma dwadzieścia pięć lat. Zaczęła droczyć się z nim, nazywając go starym, choć sama była młodsza zaledwie o trzy lata. Andreas bez trudu podjął żart. Ich rozmowa przypominała subtelną grę, w której każde słowo było zaproszeniem do kolejnego kroku. Gdy telefon Marioli zawibrował wiadomością od Darka, rzeczywistość upomniała się o swoje prawa. Chłopak czekał tam, gdzie poprzedniego dnia.

Andreas zaproponował kawę. Odmówiła — nie dzisiaj. Nie nalegał. I właśnie dlatego, gdy zrobiła kilka kroków, odwróciła się i sama zaproponowała spotkanie innym razem. Przyjął to z uśmiechem, żartując, że najwyraźniej zdał jej egzamin. Mariola ostrzegła go, by nie był zbyt pewny siebie. Pożegnali się obietnicą rychłego spotkania, a ona ruszyła w stronę osiedla, czując na plecach ciepło jego spojrzenia.

Darek czekał przy sklepie. Widok jego młodej twarzy przypomniał jej, dlaczego tak szybko go polubiła. Miał osiemnaście lat, był od niej młodszy o cztery lata i dopiero uczył się własnej dorosłości. W jego nagłych przypływach odwagi zawsze czaiła się odrobina niepewności. Mariola lubiła ten kontrast, jego spontaniczność i szczerość, której nie potrafił jeszcze ukrywać za wyćwiczoną obojętnością.

Przeprosiła za spóźnienie. Kiedy zapytał o przyczynę, powiedziała, że koleżanka przedstawiła jej Andreasa: wysokiego, wysportowanego, dwudziestopięcioletniego mężczyznę. Darek szybko wychwycił, jak wiele szczegółów zapamiętała o kimś rzekomo zupełnie zwyczajnym. W jego głosie zabrzmiała zazdrość, którą próbował zamaskować żartem.

Mariola nie chciała sporu. Poprosiła o rękę, a kiedy wsunęła palce między jego palce, poczuła znajomą, kojącą bliskość. Wyjaśniła mu, że podoba jej się właśnie jego młodość — energia, spontaniczność, sposób, w jaki usiłuje czasem wydawać się starszy. Darek natychmiast uznał to za swój atut, lecz Mariola ze śmiechem przypomniała, że nie daje mu to żadnych szczególnych przywilejów.

Spacerowali przez osiedle, rozmawiając o błahostkach. Darek opowiedział zabawną historię o dziewczynie, która wyrzuciła telefon chłopaka z trzeciego piętra. Mariola roześmiała się szczerze. Przez kilka minut wszystko było lekkie i proste. Potem przypomniała sobie głos Andreasa, jego spokój i krótką odpowiedź, że wcale nie chce odchodzić.

Darek zaproponował wspólne wyjście w sobotę. Zgodziła się, zostawiając wybór miejsca jemu. Dopiero gdy usiedli na ławce, powrócił do tematu nowo poznanego mężczyzny. Mariola nie ukrywała, że umówiła się z Andreasem na kawę. Darek zamilkł. Przyznał w końcu, że jest trochę zazdrosny i że nie lubi człowieka, którego nawet nie zna. Mariola oparła głowę na jego ramieniu. Był niedorzeczny, czuły i rozbrajająco młody. Wybaczyła mu tę małą scenę zazdrości.

Myślami wróciła do Pawła. Z dwudziestopięcioletnim sąsiadem wszystko było kiedyś prostsze: spotkania bez deklaracji, bliskość bez obietnic, poranki bez pytań o przyszłość. Teraz ta wygoda wydawała jej się pusta. Darek interesował się nią naprawdę, czekał, pytał i chciał wiedzieć, kiedy znów się zobaczą. Andreas natomiast pojawił się zaledwie na kwadrans, a mimo to pozostawił w jej pamięci własny głos, uśmiech i niepokojące wyobrażenie tego, co mogłoby się wydarzyć, gdyby zostali sam na sam.

Wieczorem wróciła do domu o rozsądnej porze. Helena przywitała ją żartobliwą uwagą, że córka tym razem pamiętała adres. W kuchni czekała zupa, a Basia prosiła o pomoc z matematyką. Mariola odpowiedziała, że wybrała chyba najgorszą osobę w całym domu. Z sąsiedniego pokoju rozległ się śmiech Marka, sprawcy tego pomysłu. Ta zwyczajna rodzinna krzątanina pozwoliła jej na chwilę odetchnąć.

Później, zamknięta w swoim pokoju, wymieniała wiadomości z Darkiem. Napisał, że miło spędził dzień, ale Andreasa nadal nie lubi. Nazwała go zazdrośnikiem. Przyznał, że może rzeczywiście nim jest. Paweł milczał, a Mariola po raz pierwszy nie miała ochoty sprawdzać, czy jest dostępny.

Wtedy telefon rozświetliła wiadomość z nieznanego numeru. Andreas przypominał, że propozycja wspólnej kawy pozostaje aktualna. Mariola przeczytała ją kilka razy. Odłożyła aparat, poszła do łazienki, przebrała się i dopiero po powrocie odpisała, że również jest zainteresowana. Zaproponował następny dzień po lekcjach. Zgodziła się. Gdy zgasiła światło, wiedziała już, że zwykła kawa nie będzie dla niej zwykłym spotkaniem.

Sen nie nadchodził. W ciemności wracały trzy imiona: Paweł, Darek, Andreas. Pierwszy należał do znanej przeszłości. Drugi budził w niej czułość i nieoczekiwane przywiązanie. Trzeci poruszał wyobraźnię. Mariola przypominała sobie jego ramiona, dłonie, spokojne spojrzenie i to, jak pozwolił jej odejść bez najmniejszej próby zatrzymania. W jej wyobrażeniu stał teraz blisko, tak blisko, że wystarczyłby jeden ruch, by skrócić dzielącą ich odległość.

Była niemal północ. Niepokój nie ustępował. Pragnęła dowiedzieć się, czy przy Andreasie poczuje to samo, kiedy zniknie szkolny dziedziniec, koleżanka i bezpieczny dystans. Chciała bliskości, a jednocześnie bała się, jak wiele może ona zmienić. Kiedy Darek zapytał wiadomością, czy myśli o nim, zawahała się. Odpisała, że trochę. Nie kłamała, lecz poczuła ukłucie winy: pierwszą twarzą, którą zobaczyła w wyobraźni, była twarz Andreasa.

Nie była z Darkiem w związku. Niczego sobie nie obiecali. A jednak nie chciała go zranić. Po północy otworzyła szafę i zaczęła wybierać ubranie na następny dzień, powtarzając sobie, że to przecież tylko kawa. Sama nie wierzyła w te słowa. Gdy nadeszła wiadomość od Andreasa z życzeniami dobrej nocy, uśmiechnęła się do rozświetlonego ekranu.

Nazajutrz lekcje dłużyły się niemiłosiernie. Mariola z trudem skupiała uwagę na nauczycielach. Gdy wreszcie wyszła ze szkoły, Andreas już czekał. Znów zaczęli od żartów o egzaminie, który rzekomo przed nim postawiła. W kawiarni usiedli przy małym stoliku. Kiedy pochylił się ku niej, poczuła zapach jego perfum. Między dwiema filiżankami było nagle za dużo przestrzeni. Poprawiła włosy za uchem i zapragnęła, by dostrzegł jej zdenerwowanie, chociaż równocześnie bała się, że rzeczywiście je zobaczy.

Po kwadransie zrozumiała, że kawa niczego nie rozwiąże. Andreas pociągał ją jeszcze bardziej niż wczoraj. Słuchała jego głosu, śledziła uśmiech i coraz mniej uwagi poświęcała samym słowom. Wreszcie odstawiła filiżankę i przyznała, że nie przyszła tylko po to, żeby rozmawiać. Prawie nie spała poprzedniej nocy. Chciała zostać z nim sam na sam, sprawdzić, czy nadal będzie tak opanowany, gdy go pocałuje. Chciała bliskości dzisiaj, nie po tygodniu ostrożnego flirtu.

Andreas nie podchwycił jej niecierpliwości. Zapytał, czy jest pewna, i przypomniał, że nie muszą niczego przyspieszać. Nie mieli też miejsca, w którym mogliby pobyć sami. Wspomniał w końcu o samochodzie i spokojnym miejscu na skraju lasu, oddalonym o kwadrans drogi. Mariola parsknęła śmiechem, bo zabrzmiało to tak, jakby proponował wywiezienie jej do lasu. Zapewnił, że jeśli pomysł jej nie odpowiada, natychmiast z niego zrezygnują.

Poczuła pierwsze ukłucie niepewności. W nocnych marzeniach nie było parkingu, drogi ani lasu. Były tylko jego oczy i ciepło wyobrażonego dotyku. Zapytała, dokąd dokładnie pojadą i czy w każdej chwili będzie mogła wrócić. Andreas odpowiedział spokojnie. Ustalili, że telefon pozostanie przy niej, a żadna niespodzianka nie wchodzi w grę.

Przy samochodzie zawahała się ponownie. Uświadomiła sobie, jak słabo go zna. Andreas schował kluczyk i zaproponował powrót do kawiarni. Jego opanowanie doprowadzało ją niemal do szaleństwa. Nie dawał jej pretekstu, by odpowiedzialność za decyzję przerzucić na niego. To ona musiała wybrać.

Zbliżyła się i poprosiła, by ją pocałował. Andreas zrobił krok w jej stronę, lecz kiedy zauważył jej napięcie, upewnił się, że naprawdę tego chce. Mariola sama pokonała ostatnie centymetry. Ich pierwszy pocałunek był delikatny, ciepły i krótki, bardziej pytający niż zachłanny. Poczuła gwałtowne bicie własnego serca. Gdy odsunęli się od siebie, uśmiechnęła się mimowolnie. Poprosiła o następny.

Tym razem położyła dłoń na jego ramieniu. Pod cienką tkaniną wyczuła ciepło ciała, a jego ręka lekko spoczęła na jej talii. Drugi pocałunek trwał dłużej. Przez chwilę zniknęły odgłosy ulicy, odległe samochody i wszelkie wątpliwości. Potem Mariola cofnęła się pierwsza.

I nagle przypomniała sobie Darka. Jego rękę splecioną z jej dłonią, nieśmiałość skrywaną pod żartami i własne wyznanie, że podoba jej się jego młodość. Nie chodziło już tylko o osiemnaście lat. Czekała na jego wiadomości, lubiła jego obecność, chciała poznawać go coraz lepiej. Właśnie dlatego obraz jego twarzy powrócił w najmniej oczekiwanym momencie.

Andreas zauważył zmianę. Mariola przyznała, że myśli o Darku i nie wie, czy powinna z nim jechać. Powiedziała, że nie są parą, a więc formalnie nie łamie żadnej obietnicy. Andreas nie próbował jej uspokajać wygodnymi słowami. Zapytał tylko, czy sama naprawdę w to wierzy. Ta uczciwość zabolała. Mariola wyznała, że boi się spojrzeć następnego dnia Darkowi w oczy i poczuć, że coś nieodwracalnie się zmieniło.

Przy Pawle nie znała takich rozterek. Ich relacja od początku opierała się na jasnych, niewiążących zasadach. Z Darkiem było inaczej. Mógł się w niej zakochać. A ona, choć jeszcze nie umiała tego nazwać, również zaczynała traktować go poważniej. Andreas słuchał, nie próbując wygrać rywalizacji z nieobecnym chłopakiem.

Mariola przyznała, że przy Darku czuje się starsza i pewniejsza siebie, czasem umyślnie go prowokuje, by zobaczyć jego zakłopotanie. Przy Andreasie natomiast sama nie wiedziała, co się z nią dzieje. Wreszcie wróciła do drzwi samochodu. Zanim wsiądzie, chciała wyraźnie ustalić granice: zgadza się na wspólną jazdę i pocałunki, ale nie obiecuje niczego więcej. W każdej chwili może zmienić zdanie, poprosić o przerwę lub powrót. Andreas zapewnił ją, że uszanuje każdą z tych decyzji, a także sam zachowa prawo do zatrzymania się. Nie będą niczego zakładać za drugą osobę.

Kiedy wreszcie otworzyła drzwi, uderzyła ją zwyczajność wnętrza. Samochód w jej wyobraźni był znacznie przestronniejszy. Zażartowała z tego, a Andreas odpowiedział, że może spróbować go rozciągnąć. Roześmiała się, usiadła i zapięła pas, lecz jeszcze raz poprosiła, by zaczekał z uruchomieniem silnika.

Bała się, że rzeczywistość okaże się mniej piękna niż fantazja. Andreas odparł, że nie muszą odgrywać jej nocnych wyobrażeń. Mogą po prostu zobaczyć, co wydarzy się naprawdę. Jeśli będzie chciała tylko siedzieć — posiedzą. Jeśli zechce się całować — będą się całować. Jeśli zapragnie wrócić — wrócą. A gdyby oboje chcieli większej bliskości, upewnią się ponownie, że to ich wspólna decyzja.

Mariola wypuściła powietrze z płuc. Tyle zasad dla jednej spontanicznej wyprawy, pomyślała, choć wiedziała, że wszystkie sprowadzają się do jednej: niczego nie zakładać z góry. Spojrzała przez przednią szybę. Darek nadal był obecny w jej myślach. Paweł należał już do czegoś znajomego i minionego. Andreas siedział tuż obok, prawdziwy, nie wymarzony.

Powiedziała w końcu, że jest pewna jednego: chce z nim pojechać. O wszystkim innym zdecyduje później. Andreas przyjął to bez zastrzeżeń i uruchomił silnik. Samochód powoli ruszył. Za szybami przesuwały się znajome ulice, a Mariola próbowała pogodzić trzy równie prawdziwe uczucia: ekscytację, niepokój i wyrzuty sumienia.

Nie przestała myśleć o Darku. Przeciwnie — po raz pierwszy zrozumiała, że zajmuje w jej sercu miejsce, którego nie może już zlekceważyć. Pamiętała też smak kawy, cierpliwe milczenie Andreasa i czułość jego pocałunków. Nie chciała traktować tej bliskości jak obietnicy, lecz jak możliwość. Jechała z nim nie dlatego, że pozbyła się wątpliwości, ale dlatego, że tym razem zamierzała sama zdecydować, co z nimi zrobić.

Rozdział 4 — Podróż

Samochód ruszył niemal bezszelestnie. Mariola poczuła, że wraz z pierwszym obrotem kół coś nieodwracalnie zmieniło się w jej wieczorze. Jeszcze przed chwilą mogła wysiąść, zaśmiać się z własnej śmiałości i zaproponować Andreasowi zwyczajny spacer. Teraz za szybą przesuwały się znajome domy, a każde kolejne skrzyżowanie oddalało ją od tej łatwej możliwości.

Nie czuła jednak przymusu. Andreas nie nalegał, nie próbował jej przekonywać ani odgadywać, czego powinna pragnąć. I właśnie ta swoboda niepokoiła ją najbardziej. Była tu z własnej woli, a więc nie mogła zrzucić odpowiedzialności za swoje decyzje na nikogo innego.

Prowadził spokojnie, z dłonią swobodnie opartą na kierownicy. Mariola zerkała na niego ukradkiem. Podobała jej się wyraźna linia jego szczęki, szerokie ramiona, opanowanie widoczne nawet w najprostszych gestach. Kiedy odwracał ku niej głowę, jego spojrzenie zatrzymywało się na jej twarzy odrobinę dłużej, niż wymagała rozmowa. Wtedy mimowolnie się uśmiechała.

Telefon zawibrował w torebce. Jeszcze zanim zobaczyła ekran, wiedziała, a może tylko przeczuwała, czyja wiadomość na nią czeka. Darek pytał, co robi. Zaczęła pisać odpowiedź, skasowała ją i dopiero po chwili wysłała krótkie zapewnienie, że jest zajęta i odezwie się później. Odpisał niemal natychmiast: „Okej”.

Jedno słowo. Bez wyrzutów, bez dociekania. A jednak zabolało ją bardziej, niż mogłaby zaboleć zazdrosna uwaga. Przecież nie byli parą i niczego sobie nie obiecywali. Tyle że osiemnastoletni chłopak, którego młodość początkowo traktowała jak kuszącą ciekawostkę, stał się dla niej kimś ważnym. Czekała na jego wiadomości. W ciągu dnia przypominała sobie jego żarty. Zdarzało się, że nagle tęskniła za nieśmiałym sposobem, w jaki szukał jej dłoni, zawsze pozostawiając jej wybór.

Z Pawłem podobne drobiazgi niemal nigdy nie zaprzątały jej myśli. Paweł oznaczał przyzwyczajenie, Darek budził uczucia, Andreas zaś rozpalał wyobraźnię. Tak przynajmniej próbowała uporządkować to, co działo się w jej sercu.

Za oknami zabudowania stawały się rzadsze. Ostatnie ogrody ustępowały ciemnym pasmom drzew. To, co nocą istniało wyłącznie w fantazji, nabierało kształtów: drogi, odległości, prawdziwego miejsca. Andreas spokojnie przypomniał jej, że w każdej chwili mogą zawrócić. Przez moment wyobraziła sobie siebie przed własnym domem, samą, z poczuciem, że uciekła przed własnym pragnieniem.

Poprosiła go, by jechał dalej. Gdy zmieniał bieg, ich dłonie musnęły się przypadkiem. Był to ledwie dotyk, krótki jak oddech, lecz Mariola go nie cofnęła. Pozwoliła sobie zapamiętać tę drobną bliskość.

Niedługo później Andreas zatrzymał samochód w niewielkiej zatoczce na skraju lasu. Silnik ucichł, a cisza wyostrzyła wszystkie zmysły. Słyszała szelest liści, ciche trzaski stygnącego auta i własny nierówny oddech. Znała tego mężczyznę zaledwie od dwóch dni. Wcześniej myśl ta wydawała się podniecająca; teraz sprawiała, że czuła się jednocześnie odważna i bezbronna.

Odpięła pas. Andreas zwrócił się ku niej, lecz niczego nie żądał. Mariola nie potrafiła znaleźć słów odpowiednich na tę chwilę. Pochyliła się więc i pocałowała go pierwsza. Krótko, ostrożnie, tylko tyle, by przekonać się, że bliskość, o której myślała, naprawdę istnieje.

Kiedy się odsunęła, ich twarze wciąż dzieliło niewiele. Andreas czekał. Jego cierpliwość dodała jej odwagi. Ujęła jego policzek i ponownie odnalazła jego usta, tym razem wolniej, pozwalając sobie na chwilę czułości. Ich palce splotły się, a napięcie, które towarzyszyło jej przez całą drogę, zaczęło powoli ustępować.

Wtedy pomyślała o Darku.

Zatrzymała się i cicho poprosiła, by Andreas zaczekał. Odsunął się natychmiast, pozostawiając jej dłoń swobodnie w swojej. Patrzyła na ich splecione palce, szukając prostego wyjaśnienia. Nie chodziło o to, czy wolno jej tu być. Chodziło o to, że Darek coś dla niej znaczył, a ona mimo wszystko pragnęła zostać przy Andreasie.

Andreas zapytał tylko, czy potrzebuje chwili. Skinęła głową. Nie ponaglał jej. Na przedniej szybie przesunął się cień gałęzi poruszonej wiatrem. Mariola śledziła go wzrokiem, dopóki oddech nie stał się spokojniejszy. W końcu przyznała, że jeszcze nie chce wracać. Usłyszała, że mogą zostać tak długo, jak będzie miała ochotę, i wyjechać natychmiast, jeśli zmieni zdanie.

Dopiero wtedy zrozumiała, jak bardzo była spięta. Przysunęła się bliżej. Tym razem nie spieszyli się. Pocałunek, krótka przerwa, uśmiech; ich czoła oparły się o siebie, a w półmroku słychać było tylko oddechy. Nie musiała niczego udowadniać. Kiedy ponownie go pocałowała, zaskoczyła samą siebie spokojną pewnością tego gestu.

Oboje powiedzieli sobie jasno, że chcą zostać, ale każde zawahanie będzie wystarczającym powodem, by się zatrzymać. Później świat za szybami stracił znaczenie. Przez pewien czas cisza należała wyłącznie do nich.

Później Mariola długo siedziała obok niego bez słowa. Serce wciąż biło jej szybciej niż zwykle. Czuła ciepło na policzkach, lekkie drżenie palców i powolne rozluźnianie ramion. Oparła głowę o zagłówek i wzięła głęboki oddech. W drodze tutaj każda minuta wydawała jej się zbyt długa. Teraz nie chciała uronić ani jednej.

Szelest ubrania Andreasa, chłodny powiew wpadający przez uchylone okno, odległy głos ptaka — wszystkie te zwyczajne odgłosy powracały do niej z niezwykłą łagodnością. Kiedy otworzyła oczy, dostrzegła, że Andreas jej się przygląda. Zawstydziła się i odwróciła głowę, niemal rozbawiona własną nieśmiałością. Jeszcze przed chwilą była tak zdecydowana, a teraz jedno jego spojrzenie sprawiało, że nie wiedziała, co zrobić z rękami.

Położył dłoń między nimi, otwartą, wnętrzem do góry. Nie było w tym geście oczekiwania, tylko zaproszenie. Właśnie dlatego wzruszył ją bardziej niż niejeden śmiały komplement. Po chwili wsunęła w jego dłoń swoje palce. Zamknął je delikatnie.

I znów przypomniał jej się Darek. Jego krótkie zawahanie przed dotykiem, nieśmiały uśmiech, gdy odwzajemniała uścisk. Ścisnęło ją w gardle. Nie zdradziła go, powtarzała sobie. Nie byli razem. A jednak te rozsądne argumenty nie przynosiły spodziewanej ulgi.

Sięgnęła po telefon. Darek napisał, że chciał tylko zapytać o jutrzejsze spotkanie, i życzył jej dobrej nocy. Już sam widok jego imienia wywołał ciepło, za którym natychmiast podążył niepokój. Andreas zauważył zmianę w jej twarzy i zapytał, czy chce się z nim zobaczyć. Odpowiedziała twierdząco, zanim zdążyła się zastanowić.

Przez chwilę patrzyła w ciemną linię lasu. Potem poprosiła Andreasa, by ją przytulił. Rozłożył ramiona, a ona przysunęła się do niego. Początkowo była sztywna, jakby wszystkie sprzeczne uczucia nagle stały się ciężarem. Wreszcie poczuła jego ciepłą dłoń na plecach i odetchnęła. Oparła policzek o jego ramię.

Andreas odgarnął jej kosmyk włosów z twarzy. Ta drobna czułość zaskoczyła ją bardziej niż pocałunki. Umiała wyjaśnić, dlaczego chciała z nim przyjechać i dlaczego pragnęła jego bliskości. Nie przewidziała jednak, że później zapragnie po prostu pozostać w jego objęciach, bez pytań i obietnic. Zacisnęła palce na materiale jego koszulki.

Sądziła dotąd, że potrafi oddzielić tęsknotę od czułości. Dla Andreasa miała w wyobraźni jedno miejsce, dla Darka zupełnie inne. Teraz jednak leżała przy Andreasie i nie chciała, żeby ją puszczał. Kiedy zapytał, czy wszystko w porządku, przyznała cicho, że za dużo myśli. Nie naciskał. Przesunął tylko kciukiem po jej dłoni.

W końcu odsunęła się nieznacznie. Z uśmiechem, w którym kryło się więcej niepewności, niż chciała pokazać, oznajmiła, że wystarczy — inaczej jeszcze się do tego przyzwyczai. Andreas uśmiechnął się łagodnie i pozwolił jej odejść z objęć. Trzymał jej rękę jedynie do chwili, gdy sama rozluźniła palce.

Nie potrafiła już wyznaczyć prostych granic między tymi mężczyznami. Andreas budził w niej niecierpliwość, której niemal nie znała. Przy Darku uczucie przychodziło wolniej: rodziło się w rozmowie, a czasem dopiero później, gdy zostawała sama, i towarzyszyło jej aż do wieczora. Paweł wydawał się teraz odległy. Jeszcze kilka dni temu była przekonana, że każda znajomość daje jej coś innego i że te światy nigdy się nie spotkają. Nie przewidziała, że z czasem zmienią się również jej potrzeby.

Andreas nie był już tylko pociągającym obrazem. Siedział obok, cierpliwy i rzeczywisty, gotów trzymać ją za rękę. Darek przestał być jedynie chłopakiem, z którym przyjemnie się flirtuje. Chciała wiedzieć, jak minął mu dzień, i usłyszeć jutro jego śmiech. A wspomnienie Pawła po raz pierwszy skłoniło ją do pytania, czy sama znajomość i wygoda mogłyby jej jeszcze wystarczyć.

Nagle, prawie wbrew sobie, zapytała Andreasa, co teraz. Nie chciała stawiać go pod ścianą, a jednak słowa już padły. Odpowiedział prosto: chciałby znów ją zobaczyć. Niczego więcej nie obiecywał. Mariola poczuła ulgę tak wyraźną, że na moment zamknęła oczy. Ona również chciała kolejnego spotkania. Kiedy to powiedziała, wiedziała, że nie zdoła już udawać, iż był to tylko przypadkowy wieczór.

Jeszcze przez chwilę siedzieli obok siebie. Jej ręka spoczywała na siedzeniu tuż przy jego dłoni. Czasami ich palce się stykały i żadne ich nie cofało. W końcu Mariola spojrzała na zegarek. Powinni wracać.

Andreas uruchomił silnik. Zapięła pas, ale zanim ruszyli, dotknęła jego ramienia. Odwrócił się, a ona pocałowała go jeszcze raz, krótko i czule. Mogła zostawić ten pocałunek na następne spotkanie. To, że nie chciała czekać, przestraszyło ją bardziej niż wcześniejsza niecierpliwość.

W drodze powrotnej oparła skroń o chłodną szybę. Drzewa przesuwały się w ciemności, potem pojawiły się pierwsze domy, rozświetlone okna, przystanek autobusowy i znajome ulice. Na czerwonym świetle Andreas zatrzymał samochód. Milczeli, lecz Mariola nie czuła się samotna.

Niczego nie żałowała. To akurat jej nie dziwiło. Trudniejsze było odkrycie, że nawet teraz, kiedy emocje nieco opadły, nadal pragnęła zobaczyć Andreasa ponownie. I jednocześnie chciała spotkać się jutro z Darkiem.

Kiedy zbliżali się do jej osiedla, otworzyła wiadomość od Darka i odpisała, że jutro mogą się zobaczyć. Chwilę później nadeszła odpowiedź: „Świetnie. Cieszę się”. Uśmiechnęła się bezwiednie, wyobrażając sobie jego twarz pochyloną nad telefonem. Potem odłożyła aparat ekranem do dołu.

Andreas zatrzymał się niedaleko jej domu. Żadne z nich nie spieszyło się z pożegnaniem. Światło latarni padało na jego dłoń opartą na kierownicy i profil, który zdążył wydać jej się znajomy. Musiała sobie przypomnieć, że zna go dopiero od dwóch dni.

Poprosiła, żeby nie pytał jej tego wieczoru, co to wszystko znaczy. Zgodził się bez wahania. Skinęła głową z wdzięcznością, a gdy miała już sięgnąć po klamkę, zatrzymała się. Wzięła jego dłoń i przyłożyła do policzka. Przez chwilę siedziała tak z zamkniętymi oczami, obejmując palcami jego rękę. Potem lekko pocałowała wnętrze dłoni i pozwoliła jej opaść.

Pożegnali się cicho. Mariola wysiadła, lecz zanim zamknęła drzwi, pochyliła się jeszcze raz ku Andreasowi. On również przysunął się do niej. Ich ostatni pocałunek był delikatny; przez krótką chwilę po rozstaniu ust pozostali z czołami opartymi o siebie.

Chłodne nocne powietrze pozwoliło jej zaczerpnąć głęboki oddech. Idąc w stronę bloku, wciąż czuła na policzku ciepło jego dłoni. Dopiero przed wejściem obejrzała się za siebie. Andreas czekał. Pomachała mu, zobaczyła jego uśmiech i weszła do środka.

Na klatce schodowej zatrzymała się na moment. Jutro stanie przed nią Darek. Spojrzy na nią, być może znowu ostrożnie wyciągnie rękę, a ona będzie musiała zdecydować, co może mu powiedzieć. I co powinna powiedzieć.

Nie żałowała tego wieczoru. Jednak kiedy wsunęła klucz do zamka, zrozumiała, że kolejnej decyzji nie wolno jej już pozostawić przypadkowi.

Rozdzial 5 — Darek

Następnego dnia Mariola dostrzegła Darka, zanim on zdążył zauważyć ją. Stał przed niewielkim sklepem, niemal dokładnie w tym samym miejscu, w którym spotkali się po raz pierwszy. Ręce schował głęboko w kieszeniach, podeszwę buta oparł o ścianę. Co chwilę zerkał w stronę szkoły, a gdy ktoś przechodził obok, odwracał wzrok, jakby wstydził się zdradzić, że na kogoś czeka.

Mariola zwolniła. Od sklepu dzieliło ją ledwie kilka kroków, a jednak miała wrażenie, że na tej krótkiej drodze powinna podjąć decyzję znacznie ważniejszą niż wybór miejsca na popołudniowy spacer.

Jeszcze poprzedniego wieczoru siedziała w samochodzie obok Andreasa. Pamiętała szeroką linię jego ramion, spokojne ruchy, swobodę człowieka, który zdawał się znać swoje miejsce w świecie. Andreas miał dwadzieścia pięć lat. Pracował, dobrze zarabiał, miał samochód i najwyraźniej wiedział, dokąd zmierza. Wszystko w jego życiu sprawiało wrażenie uporządkowanego. Nawet milczał z pewnością siebie.

Darek miał osiemnaście lat. Dopiero szukał dla siebie miejsca. Stał przed sklepem, wypatrując Marioli i jednocześnie udając, że wcale tego nie robi.

Ta różnica powinna była wszystko uprościć. Tymczasem Mariola zatrzymała się i patrzyła na niego z uczuciem, którego nie potrafiła już sprowadzić do zwykłego zauroczenia.

Był szczupły, o młodej, gładkiej twarzy. W jego ruchach pobrzmiewała niecierpliwość, którą próbował ukrywać pod maską nonszalancji. Przeczesywał palcami włosy, przestępował z nogi na nogę i znów spoglądał ku szkole. Właśnie ta nieskrywana młodość poruszała ją szczególnie. Nie sama liczba osiemnastu lat, lecz wszystko, co zdradzały jego spojrzenia, postawa i bezbronna niepewność.

Przy Andreasie czasami sama czuła się niedoświadczona. Darek pozwalał jej wierzyć, że to ona zna odpowiedzi, zanim on zdąży zadać pytania. Lubiła wprawiać go w zakłopotanie jednym spojrzeniem. Ale im dłużej mu się przyglądała, tym wyraźniej rozumiała, że to nie wystarcza za wyjaśnienie. Gdyby chodziło wyłącznie o młodość, mogłaby zwrócić uwagę na kogokolwiek innego. Ona jednak chciała zobaczyć właśnie jego.

W końcu Darek uniósł głowę. Gdy ją rozpoznał, jego twarz rozjaśniła się natychmiast. Próbował powściągnąć uśmiech, przez co wydał jej się jeszcze bardziej szczery. Podeszła. Przez chwilę stali naprzeciw siebie bez słów. Jego wzrok odnajdywał jej oczy, uciekał i powracał. Mariola domyślała się pytań, które za nim stały. Gdzie była wczoraj? Dlaczego odpisała tak późno? Czy widziała się z Andreasem?

Wiedziała, że nie zdoła bez końca unikać odpowiedzi. Tyle że teraz nie chciała wypowiadać na głos prawd, których sama jeszcze nie umiała uporządkować.

Ruszyli przed siebie bez ustalonego celu. Początkowo dzieliła ich niewielka odległość. Ramiona otarły się przypadkiem, potem jeszcze raz. Każde takie muśnięcie Mariola odczuwała z zadziwiającą wyrazistością, jakby jej ciało rozumiało więcej niż myśli. Nie odsunęła się. Pozwoliła palcom przesunąć się wzdłuż jego dłoni. Darek znieruchomiał na ułamek sekundy, a potem splótł z nią palce.

Tak prosty gest napełnił ją radością, której się po sobie nie spodziewała. Jego dłoń była ciepła. Powoli przesunęła kciukiem po jej grzbiecie, rozkoszując się rodzącą się między nimi bliskością. Znów pomyślała o tym, co ją w nim urzekało: gładkiej skórze, niecierpliwym kroku, przesadnej czasem stanowczości, za którą ukrywał nieśmiałość. Pod tym wszystkim kryło się jednak coś, czego nie wyjaśniał wiek. Lubiła nacisk jego palców. Lubiła przyłapywać go na ukradkowych spojrzeniach. Lubiła po prostu wiedzieć, że jest obok.

Niewielki park tonął tego popołudnia w ciszy. Ukośne światło przesączało się przez gałęzie, na alejkach leżały pojedyncze liście. Usiedli na ławce. Darek przysunął się blisko, a Mariola przyglądała się jego profilowi, dopóki nie odwrócił głowy. Tym razem nie spuścił wzroku.

Coś się między nimi zmieniło. Zwykła przekorna gra ustąpiła miejsca poważniejszej czułości. Spojrzał na jej usta, a potem znów w oczy. Serce Marioli przyspieszyło. Uniosła dłoń ku jego policzkowi, lecz zatrzymała ją na moment, jakby i jemu chciała pozostawić możliwość wyboru. Nie odsunął się.

Kiedy opuszki jej palców dotknęły jego skóry, na krótką chwilę zamknął oczy. Ten mimowolny gest poruszył ją bardziej niż najbardziej śmiałe zaloty. Pogładziła kciukiem jego policzek, przesunęła dłoń ku skroni, a potem zanurzyła palce w miękkich włosach. Darek czekał. Być może nie był pewien, czy wolno mu zrobić następny krok. Mariola nie widziała w jego powściągliwości słabości. Przeciwnie, czuła się dzięki niej ważna.

Poprzedniego wieczoru Andreas zdawał się doskonale wiedzieć, jak się do niej zbliżyć. U Darka każdy gest przypominał pytanie. A ona z przyjemnością na nie odpowiadała.

Przysunęła się tak wolno, że poczuła jego oddech. Dzieliło ich zaledwie kilka centymetrów. Mogła pocałować go od razu, ale pozwoliła minąć jednej uderzającej sercem chwili. Nie po to, by go dręczyć. Samo oczekiwanie było piękne. Darek pochylił się ku niej odrobinę i znów się zatrzymał. Mariola objęła go za kark i sama pokonała ostatnią odległość.

Pierwszy pocałunek był krótki. Gdy się odsunęła, patrzył na nią z takim zdumieniem i otwartością, że musiała się uśmiechnąć. Pocałowała go ponownie, tym razem wolniej. Początkowo odpowiadał ostrożnie, potem z coraz większą ufnością. Zamknęła oczy. Podobało jej się ciepło jego ust i delikatność, z jaką przyjmował jej czułość. Ten pocałunek niczego nie wymuszał i niczego nie obiecywał ponad to, czego oboje pragnęli w tej chwili.

Mimowolnie przypomniała sobie Andreasa. Jego pocałunki były bardziej namiętne, czasem niemal niecierpliwe, choć przecież sama szukała tamtej intensywności. Przy Darku nie czuła potrzeby przyspieszania czegokolwiek. Właśnie łagodna powolność nadawała tej chwili niezwykłą wartość. Kiedy odsunęli się od siebie, pozostała blisko. I pocałowała go jeszcze raz, bo tego chciała i widziała, że on również.

Darek nabierał odwagi. Delikatnie przyciągnął ją do siebie, a ona pozwoliła mu na to, obejmując go ramieniem za szyję. Początkowa niepewność ustępowała miejsca spokojnej zażyłości. Gdy w końcu przerwali pocałunek, jej dłoń nadal spoczywała na jego ramieniu. Pod materiałem wyczuwała smukłość jego sylwetki. Znów porównała go z Andreasem: mocniejszą budowę tamtego, szerokie barki, pewność mężczyzny, który od dawna urządził się we własnym życiu.

Według wszelkich rozsądnych kryteriów to Andreas powinien silniej ją pociągać. Ale rozsądek niewiele miał wspólnego z tym, co czuła. Bliskość Darka przenikała ją głębiej, niż umiała wyjaśnić. Nie dlatego, że robił coś niezwykłego. Dlatego, że był Darkiem.

Chciała przy nim zostać. Dzisiaj. Nie kiedyś, gdy zdoła nazwać swoje uczucia, ani dopiero wtedy, gdy będzie pewna ich przyszłości. Na tę chwilę wystarczało jej siedzieć obok i czuć ciepło jego ciała.

Oparła czoło o jego czoło. Przez moment milczeli. Wtedy powróciło wspomnienie poprzedniego wieczoru, wyraźniejsze niż wcześniej: Andreas w samochodzie, jego ramiona, czułość, którą okazał jej później. Mariola zamknęła oczy. Wyrzuty sumienia nie były gwałtowne, lecz nie dawały się zignorować.

Nie chciała wybierać. I to odkrycie przestraszyło ją mniej, niż powinno.

Andreas oznaczał przyszłość, którą potrafiła sobie wyobrazić. Miał pracę, pieniądze i niezależność. Widziała przy nim dom, niedzielny obiad, zakupy po pracy, może kiedyś dzieci. Był to obraz życia, który jej matka zapewne zrozumiałaby i zaakceptowała. Życia bezpiecznego, uporządkowanego, w którym każdy dzień miał swoje miejsce.

Darek nie mógł jeszcze zaoferować niczego, co pasowałoby do takiego planu. Przed nim była szkoła, być może służba wojskowa i przyszłość, której nikt nie potrafił opisać. Nie miał własnego mieszkania, większych pieniędzy ani gotowego pomysłu na dorosłość. Miał tylko siebie, nadzieje i tę porywczą szczerość, z którą zwracał się ku niej.

Mariola musiała przyznać, że teraz to jej wystarczało.

Przed oczami stanęły jej dwa obrazy. W pierwszym Andreas stał w jasnej kuchni. Była stała praca, wspólne decyzje, codzienność, w której można na sobie polegać. W drugim nie było planu ani pewności jutra. Był tylko Darek, trzymający ją za rękę, jakby nic na świecie nie mogło być bardziej naturalne.

Rozsądniejszy był pierwszy obraz. A jednak siedziała na ławce i wcale nie chciała wstawać.

Przez krótką, zawstydzająco kuszącą chwilę wyobraziła sobie, że mogłaby zatrzymać obu mężczyzn w swoim życiu. Andreasa na jasne godziny dnia, Darka na długie wieczory i noce. Uśmiechnęła się do własnej śmiałości, lecz zaraz spoważniała. Ludzi nie da się podzielić między godziny bez ryzyka, że ich pragnienia, nadzieje i zranienia kiedyś się zderzą. Już Paweł pokazał jej, jak łatwo pozornie prosta relacja zaczyna boleć.

Nie wiedziała jeszcze, że pewnego dnia naprawdę spróbuje połączyć dwa tak odmienne życia. Nie przeczuwała ceny, którą może za to zapłacić. Przed nią były lata, o których nie miała pojęcia: Ameryka, salon gier, nocna praca Andreasa i decyzje, których później nie da się cofnąć. Wszystko to należało do odległej przyszłości i tego popołudnia nie miało jeszcze żadnego kształtu.

Teraz istniała tylko ławka w parku, łagodne światło i siedzący obok Darek.

Spojrzała na niego. W jego twarzy nadal dostrzegała tę mieszaninę nadziei i zakłopotania, którą uważała za tak ujmującą. Kiedy popatrzył na nią pytająco, zrozumiała, że nie chce już spędzać z nim czasu wyłącznie na parkowej ławce. Pragnęła chwili sam na sam, z dala od przechodniów i spojrzeń, przed którymi musieliby się tłumaczyć.

Położyła dłoń na jego ręce i przez chwilę trzymała ją bez ruchu. Potem cicho powiedziała, że chciałaby jeszcze dziś zostać z nim gdzieś we dwoje. W tych kilku słowach nie było ani gry, ani prowokacji. Dodała, że stanie się tak tylko wtedy, jeśli on również tego zechce.

Darek przyjrzał jej się uważnie. Najpierw w jego oczach pojawiło się zdumienie, potem znajome wahanie. Dała mu czas. Nie chciała namawiać go do odwagi tylko dlatego, że sama już podjęła decyzję. Pragnęła, by odpowiedział jej własnym pragnieniem, nie poczuciem obowiązku.

Wreszcie się uśmiechnął. Bez popisywania się i bez triumfu, raczej tak, jak uśmiecha się ktoś, kto usłyszał coś pięknego i jeszcze nie do końca wierzy w swoje szczęście. Mariola odpowiedziała mu tym samym.

Nie wiedzieli, dokąd pójdą. Nie wiedzieli, jak skończy się ten dzień. Mariola nie wiedziała nawet, jak spojrzy na Andreasa podczas następnego spotkania ani jaką prawdę będzie kiedyś musiała powiedzieć Darkowi. Rozumiała jednak coś, czego nie potrafiła już dłużej przed sobą ukrywać.

Wieczór spędzony z Andreasem nie zakończył jej historii z Darkiem.

Być może dopiero uświadomił jej, jak wiele ta historia już dla niej znaczyła.

Rozdzial 6 — Pierwsza tajemnica

Mariola jeszcze przez chwilę siedziała obok Darka na ławce, jakby nie chciała spłoszyć tego, co właśnie między nimi wyrosło. Popołudniowe światło osiadało na liściach i ramionach przechodniów, lecz ona niemal przestała dostrzegać park. Po wyznaniu, że pragnie zostać z nim sam na sam, cisza nabrała nowego znaczenia. Nie była już schronieniem dla niepewności. Stała się obietnicą, której żadne z nich nie zamierzało wypowiadać na głos.

Darek patrzył na nią uważnie. W jego oczach błyszczała radość, ale nie było w niej triumfu. Mariola dostrzegła również pytanie, delikatne i poważne, jakby chciał upewnić się, że dobrze ją zrozumiał. Właśnie ta powściągliwość poruszyła ją najbardziej. Mógł spróbować natychmiast przyciągnąć ją do siebie, tymczasem czekał, pozwalając jej zdecydować, co wydarzy się dalej.

Uniósłszy rękę, musnęła opuszkami palców jego policzek. Pod dotykiem poczuła ciepło skóry i drobny ruch mięśni, gdy uśmiechnął się niemal nieśmiało. Był to gest niewinny, a jednak przeszył ją osobliwy dreszcz. Od dawna wiedziała, że bliskość przemawia do niej nie przez gwałtowność, lecz przez szczegóły. Czasami wystarczał nacisk dłoni, przypadkowe zetknięcie ramion, ciepły oddech tuż przy skroni. Przy Darku te drobiazgi zyskiwały moc, której nie potrafiła wytłumaczyć.

Kiedy nakrył jej dłoń swoją, poczuła, jak napięcie powoli rozchodzi się po całym ramieniu. Jego kciuk przesunął się po jej skórze tylko raz. Mariola na moment przymknęła oczy. Jeszcze poprzedniego wieczoru siedziała tak blisko Andreasa, że niemal nie istniała między nimi przestrzeń, a teraz ten jeden cichy gest Darka wystarczył, by zapomniała o całym świecie.

Przysunęła się i pocałowała go. Nie było już w tym pocałunku ostrożnego sprawdzania, czy ich pragnienia biegną w tę samą stronę. Wiedziała, że lubi sposób, w jaki odpowiada na jej bliskość: początkowe zawahanie, a potem rosnącą śmiałość, której nigdy nie towarzyszył pośpiech. Gdy ich usta rozdzieliły się, Mariola przez chwilę pozostała z zamkniętymi oczami, próbując uspokoić oddech. Nie spodziewała się, że będzie jej tak trudno odsunąć się od niego.

Darek chciał coś powiedzieć, lecz położyła mu lekko palec na ustach. Nie dlatego, że nie chciała słyszeć jego głosu. Po prostu w tej chwili słowa wydawały się zbyt małe. Wstała i wyciągnęła rękę. Chwycił ją bez wahania.

Szli powoli przez osiedle, nie ustalając od razu celu. Mariola pragnęła miejsca, w którym nie musieliby oglądać się na przechodniów ani urywać każdej czułości w połowie. Po spotkaniu z Andreasem wiedziała już, jak łatwo wyobraźnia potrafi wyprzedzić rzeczywistość. Tym razem nie chciała niczego przyspieszać. Marzyła jedynie o spokoju, o chwili należącej wyłącznie do nich.

Darek zaproponował cichy zakątek z dala od znajomych twarzy. Zanim ruszyli dalej, zatrzymała się i spojrzała mu w oczy. Powiedziała, że jeśli czegoś nie zechce, sama mu o tym powie. Poprosiła również, żeby on nie udawał odwagi, gdyby poczuł się niepewnie. Przyjął te słowa poważnie. Nie musieli zawierać żadnych wielkich umów. Wystarczyło wzajemne zrozumienie, że bliskość nie odbiera nikomu prawa do własnego zdania.

Po drodze zerkała na niego ukradkiem. Szczupła sylwetka, lekko niespokojny krok, spojrzenie rozjaśniające się za każdym razem, gdy odwracała głowę w jego stronę. Andreas imponował jej spokojem człowieka, który zna swoje miejsce w świecie. Darek był inny. Jeszcze nie nauczył się ukrywać wszystkiego, co czuje. Mariola widziała jego wzruszenie, niecierpliwość, próbę zachowania powagi. I właśnie ta szczerość przyciągała ją coraz mocniej.

Kiedy znaleźli się w zacisznym miejscu, przez chwilę stali naprzeciw siebie bez ruchu. Otaczała ich cisza przerywana odległym szelestem drzew. Mariola słyszała własny oddech i widziała, jak Darek stara się zachować spokój. Nie potrzebowała od niego efektownych gestów. Podobało jej się, że nawet teraz pozostawiał między nimi odrobinę przestrzeni.

Sama ją pokonała. Położyła dłonie na jego ramionach, a potem przesunęła je ku karkowi. Pod cienkim materiałem koszulki wyczuła ciepło jego ciała. Darek objął ją ostrożnie. Na moment znieruchomiała, zaskoczona siłą własnej reakcji. On natychmiast zatrzymał dłonie, lecz Mariola uśmiechnęła się i przyciągnęła go bliżej. Ten uśmiech był odpowiedzią wyraźniejszą niż jakiekolwiek zapewnienie.

Pocałowali się znowu. Tym razem dłużej, pozwalając, by nieśmiałość ustępowała zaufaniu. Mariola zauważała najdrobniejsze szczegóły: ciepło jego policzka, delikatny nacisk dłoni na plecach, oddech, który na chwilę gubił rytm. Wszystko zdawało się wyostrzone, jakby zwyczajny dotyk zyskał własny język. Gdy oparła czoło o jego ramię, Darek nie próbował jej zatrzymać ani ponaglać. Po prostu był obok.

W tej cierpliwości znalazła coś niezwykle kojącego. Objęła go mocniej i przez długą chwilę stali bez słowa. Dopiero wtedy uświadomiła sobie, że od momentu spotkania ani razu nie pomyślała o Andreasie. Wczoraj, siedząc w samochodzie obok tamtego mężczyzny, wspomnienie Darka powracało do niej uparcie. Dzisiaj świat Andreasa zniknął, jakby nie miał do niej dostępu.

Powinna była zastanowić się nad tą różnicą. Nie zrobiła tego. Jeszcze nie.

Gdy uniosła głowę, Darek patrzył na nią z czułością, której nie umiał ukryć. Pocałowała go ponownie. Pozostali blisko, ucząc się nawzajem własnego rytmu, zatrzymując się zawsze wtedy, gdy jedno z nich potrzebowało chwili. Niczego nie musieli sobie udowadniać. Mariola pozwoliła, by popołudnie płynęło bez pośpiechu, a świat poza ich spokojnym schronieniem na pewien czas stracił znaczenie.

Później trwała jeszcze w jego objęciach, wsłuchana w ciszę. Jej oddech odzyskał równy rytm. Czuła dłoń Darka spoczywającą na plecach i odkryła, że nawet najprostszy gest potrafi obudzić w niej ciepły dreszcz. Uśmiechnęła się z zamkniętymi oczami. Darek nie pytał, co teraz myśli, ani nie domagał się potwierdzenia, że ten czas był dla niej ważny. Za tę delikatność była mu wdzięczna.

Kiedy wreszcie spojrzała na niego, wydał jej się odmieniony. Być może jednak zmieniło się nie jego oblicze, lecz jej własne spojrzenie. Przesunęła palcami po jego policzku i nagle zrozumiała, że nie kieruje nią już sama ciekawość. W tym geście była czułość. Prawdziwa, nieproszona i zaskakująco głęboka.

To właśnie ona przestraszyła Mariolę bardziej niż wcześniejsze pragnienie. Gdyby chodziło tylko o fascynację, mogłaby zamknąć to popołudnie w pamięci jak piękną, krótką przygodę. Tymczasem nie chciała, żeby Darek stał się wspomnieniem. Chciała zobaczyć go nazajutrz. I kolejnego dnia. Chciała słyszeć jego śmiech, znać jego drobne zmartwienia, obserwować, jak powoli nabiera pewności siebie. Chciała być przy nim wtedy, gdy przestanie tak uważnie ważyć każde słowo.

Przyglądała mu się długo. Miał osiemnaście lat. Przed nim była jeszcze szkoła, być może służba wojskowa, a potem życie, którego kształtu żadne z nich nie potrafiło przewidzieć. Andreas miał dwadzieścia pięć lat, pracę, pieniądze i plany. Przy nim Mariola potrafiła wyobrazić sobie uporządkowaną przyszłość. Przy Darku nie widziała gotowego obrazu. Widziała tylko jego twarz, dłonie i miejsce obok niego, którego nie chciała opuszczać.

Rozsądek podpowiadał jej jedną drogę. Serce uparcie otwierało drugą.

Kiedy zaczęli wracać, nad osiedlem zapadał wieczór. Szli blisko siebie, niemal nie rozmawiając. Co jakiś czas Mariola dotykała palcami jego dłoni, jakby chciała upewnić się, że to wszystko wydarzyło się naprawdę. Darek odpowiadał lekkim uściskiem. Ich milczenie nie było ciężarem. Miało w sobie spokój, którego Mariola od dawna nie znała.

Jednak wraz z każdym krokiem zbliżającym ich do jej domu wracało wspomnienie Andreasa. Jego zdecydowany profil za kierownicą, opanowany głos, czułość, którą okazał jej po wspólnie spędzonym wieczorze. Mariola nadal chciała go zobaczyć. Nadal wyobrażała sobie przy nim życie zbudowane z pracy, codziennych rytuałów i poczucia bezpieczeństwa. Spotkanie z Darkiem niczego w tym pragnieniu nie przekreśliło.

Właśnie to czyniło sytuację niebezpieczną. Nie zamieniła jednego mężczyzny na drugiego. Nie przestała tęsknić za Andreasem tylko dlatego, że bliskość Darka poruszyła ją tak głęboko. Każdy z nich otwierał przed nią inne drzwi. Przy Andreasie myślała o przyszłości. Przy Darku pragnęła zatrzymać teraźniejszość.

Zatrzymali się niedaleko jej bloku. Darek odwrócił się ku niej, a Mariola wyczytała z jego spojrzenia pytanie o następne spotkanie. Nie pozwoliła mu go wypowiedzieć. Wspięła się lekko na palce, pocałowała go krótko i szepnęła tylko jedno słowo.

— Jutro.

Odeszła, zanim odwaga zdążyła ustąpić wątpliwościom. Po kilkunastu krokach obejrzała się. Darek nadal stał w tym samym miejscu. Uniosła dłoń na pożegnanie, a on odpowiedział jej uśmiechem, który towarzyszył jej jeszcze długo po wejściu do klatki schodowej.

Tego wieczoru Mariola sądziła, że największą trudnością będzie wybór między dwoma mężczyznami. Nie rozumiała jeszcze, jak bardzo myli się co do samej natury swojego dylematu. W przyszłości zapragnie ocalić oba światy, choć każdy będzie domagał się od niej coraz więcej.

Jedno życie miało toczyć się w jasnym świetle dnia, pośród zwyczajnych obowiązków i obietnic bezpiecznego jutra. Drugie zacznie powstawać po zmroku, w przestrzeni pełnej niedopowiedzeń i uczuć, których nie da się bez końca ukrywać.

Pierwsza tajemnica narodziła się właśnie wtedy. Nie z kłamstwa wypowiedzianego na głos, lecz z milczenia, które Mariola postanowiła zachować dla siebie.

Rozdział 7 — Dwie Mariole

Mariola obudziła się wcześniej niż zwykle. Przez kilka chwil leżała bez ruchu, wpatrując się w sufit, za którym zaczynał się kolejny zwyczajny dzień. W mieszkaniu panowała cisza. Helena jeszcze nie krzątała się w kuchni, Basia spała, a zza drzwi pokoju Marka nie dobiegał żaden dźwięk. Świat pozwalał jej przez moment pozostać sam na sam ze wspomnieniami.

Zamknęła oczy i natychmiast zobaczyła Darka. Nie przypomniała sobie całego wczorajszego popołudnia, drogi przez osiedle ani rozmów. Najpierw powróciło jego spojrzenie, pełne nieśmiałej uwagi. Potem ciepło dłoni, delikatność pocałunków i ta zadziwiająca łatwość, z jaką odnajdywała przy nim bliskość. Przycisnęła policzek do poduszki, jakby mogła w ten sposób zatrzymać jeszcze odrobinę wczorajszego wieczoru.

Nie chciała wstawać. Pragnęła zachować te kilka minut tylko dla siebie, zanim matka zawoła ją na śniadanie, zanim Basia poprosi o pomoc, zanim szkoła i domowe obowiązki upomną się o swoje miejsce. Wspomnienie Darka było jeszcze świeże, niemal namacalne, i Mariola nie chciała, żeby rozpłynęło się w porannym pośpiechu.

Próbowała porównać go z Andreasem, lecz coraz wyraźniej rozumiała, że takie zestawienie nie prowadzi do żadnej odpowiedzi. Andreas miał dwadzieścia pięć lat, pracę, samochód i plany, o których mówił spokojnie, jak o czymś, co prędzej czy później stanie się rzeczywistością. Był mężczyzną, którego można było przedstawić Helenie bez długich wyjaśnień. Przy nim przyszłość wydawała się uporządkowana, a codzienność bezpieczna.

Darek miał osiemnaście lat i dopiero szukał własnej drogi. Początkowo Mariolę pociągała jego młodość, niecierpliwość ukryta pod pozorami swobody, rumieniec, który potrafiła wywołać jednym spojrzeniem. Teraz wiedziała, że chodzi o coś znacznie trudniejszego do nazwania. Lubiła jego uważność. To, że zatrzymywał się, gdy nie był pewien jej reakcji. Że nie próbował niczego udowadniać, a ciszę potrafił wypełnić zwyczajną obecnością. W tej delikatności odnajdywała rodzaj zaufania, którego nie chciała utracić.

Z korytarza dobiegły kroki. Chwilę później Basia przebiegła obok jej drzwi, a z kuchni rozległ się znajomy brzęk naczyń. Dom budził się do życia, zupełnie obojętny na to, jak wiele zmieniło się w sercu Marioli.

Stanęła przed lustrem. Patrzyła na siebie dłużej niż zwykle, z lekkim zdumieniem. Twarz miała tę samą, włosy układały się równie niesfornie, a okulary czekały na swoim miejscu. Nic nie zdradzało, że nosi w sobie wspomnienia, od których przyspieszał jej puls. Uśmiechnęła się do odbicia, poprawiła kosmyk nad czołem i zaczęła się ubierać.

W kuchni Helena siedziała już z kubkiem ciepłego napoju. Zapytała mimochodem, czy córka wróci dziś o zwykłej porze. W pytaniu nie było podejrzliwości, raczej ostrożna pamięć o ostatnich spóźnieniach. Mariola obiecała, że tak będzie. Matka przyjęła odpowiedź skinieniem głowy i wróciła do śniadania.

Basia opowiadała o szkole tak szybko, że kolejne zdania niemal na siebie wpadały. Mariola słuchała cierpliwie, pogładziła siostrę po włosach i pomogła odnaleźć zeszyt, który leżał na samym środku stołu. Wszystko było zwyczajne, swojskie, niemal kojące. A jednak Mariola czuła się tak, jakby między nią a resztą domowników rozciągała się cienka, niewidzialna zasłona.

Helena widziała córkę jedzącą śniadanie. Basia widziała starszą siostrę, która zawsze znajdowała dla niej chwilę. Żadna z nich nie wiedziała, jak ważni stali się dla Marioli dwaj mężczyźni. Na razie nie odczuwała z tego powodu winy. Bardziej fascynowało ją, że człowiek może przeżywać coś tak intensywnego i nadal wyglądać zupełnie zwyczajnie.

W szkole to wrażenie jeszcze się pogłębiło. Mariola siedziała w ławce, notowała kilka zdań, odpowiadała, kiedy nauczyciel zwracał się do niej bezpośrednio. Koleżanka trąciła ją łokciem i spytała, dlaczego jest taka cicha. Mariola roześmiała się i odparła, że przecież zawsze taka bywa. Temat zniknął równie szybko, jak się pojawił.

Cicha. To słowo zostało z nią na dłużej. Inni znali ją jako spokojną dziewczynę, która nie szuka sporów i nie opowiada wszystkim o swoim życiu. Ta powściągliwość nie była udawana. Należała do niej tak samo jak śmiałość, którą odkrywała przy Darku, i ciekawość, jaką budził Andreas. Nie istniały dwie Mariole udające siebie nawzajem. Była jedna kobieta, tylko bardziej złożona, niż otoczenie mogło przypuszczać.

Przesunęła opuszkiem palca po wewnętrznej stronie dłoni. Ten drobny ruch przywołał wspomnienie Darka tak wyraźnie, że na moment przestała słyszeć nauczyciela. Przypomniała sobie, jak splótł z nią palce i jak cierpliwie czekał, aż sama zdecyduje, czy chce podejść bliżej. Musiała świadomie zmusić się do spojrzenia na tablicę.

Po ostatniej lekcji nie zobaczyła go od razu. Poczuła ukłucie rozczarowania, a potem zirytowała się własną reakcją. Przecież nie umówili konkretnego miejsca. Wczoraj powiedziała tylko, że zobaczą się jutro. Jedno słowo, wypowiedziane przy pożegnaniu, a ona zdążyła uczynić z niego obietnicę.

Ruszyła w stronę domu. Dopiero kilka ulic dalej dostrzegła znajomą sylwetkę. Darek czekał z dala od głównego wyjścia, tam, gdzie nie przechodziły tłumy uczniów. Na jej widok rozjaśnił się uśmiechem. Mariola zwolniła kroku. Nie pobiegła do niego, nie zawołała jego imienia, lecz w środku poczuła nagłą, radosną lekkość.

Przywitali się bez pocałunku. W pobliżu było zbyt wiele osób. Nie ustalali wcześniej, że będą ostrożni, a jednak oboje zachowali ich bliskość dla siebie. Zaczęli iść obok siebie, rozmawiając o lekcjach, pogodzie i znajomych. Pod zwykłymi słowami toczyła się jednak inna rozmowa, prowadzona spojrzeniami i krótkimi uśmiechami. Kiedy przypadkiem zetknęły się ich ramiona, Mariola od razu przypomniała sobie wczorajszy dzień.

W spokojniejszej bocznej uliczce Darek dotknął jej dłoni. Mariola zatrzymała się, zaskoczona dreszczem, który przebiegł jej po ramieniu. Spojrzała najpierw na ich palce, potem na jego twarz. Uderzyło ją, że nawet teraz, po wszystkim, co już razem przeżyli, tak niewielki gest potrafił poruszyć ją do głębi.

Podeszła bliżej. Nie pocałowała go od razu. Lubiła tę krótką chwilę zawieszenia, kiedy twarze były już blisko, ale wciąż pozostawało miejsce na wybór. Darek zerknął na jej usta. Ona również zatrzymała wzrok na jego wargach, po czym podniosła oczy i uśmiechnęła się lekko.

Położyła dłoń na jego piersi, czując ciepło przez cienki materiał ubrania. Kiedy ostrożnie objął ją w talii, zaczerpnęła powietrza i cicho przyznała, jak bardzo lubi jego dotyk. Nie odpowiedział żadną efektowną deklaracją. Przesunął jedynie kciukiem po jej boku, tak delikatnie, jakby chciał upewnić się, że nie przekracza niewidzialnej granicy. Mariola przymknęła oczy. W tej uważności było coś niezwykle intymnego.

Pierwszy pocałunek trwał krótko, drugi nieco dłużej. Darek nabierał pewności, lecz nie tracił łagodności. Mariola oparła dłoń na jego karku i pozwoliła sobie przez chwilę zapomnieć o ulicy, szkole i zegarku. Potem odsunęła się z uśmiechem. Chciała sprawdzić, czy potrafią być razem również wtedy, gdy nie całują się i nie szukają kolejnego dotyku.

Poszli więc na długi spacer. Mariola opowiadała o Basi, o suchym poczuciu humoru Heleny i o Marku, który z niezwykłym talentem unikał rodzinnych obowiązków. Darek mówił o tym, co chciałby kiedyś robić. Jego plany zmieniały kształt z każdym kolejnym zdaniem. Mariola słuchała z zainteresowaniem. Nie przeszkadzało jej, że nie zna jeszcze odpowiedzi na wszystkie pytania. Przy Andreasie przyszłość przypominała gotowy projekt. Przy Darku była pustą kartką, na której można było dopiero zacząć pisać.

Kiedy dzień zaczął przechodzić w wieczór, Darek odprowadził ją w stronę osiedla. Mariola poprosiła, żeby pożegnali się kilka ulic przed jej blokiem. Nie chciała, aby sąsiedzi zaczęli kojarzyć ich częste spotkania. Ledwie pomyślała o tej ostrożności, poczuła ukłucie niepokoju. Przecież oficjalnie nie miała jeszcze niczego do ukrycia. Andreas nie był jej mężem ani nawet stałym partnerem. A jednak instynktownie pragnęła utrzymać te dwie znajomości z dala od siebie.

Pocałowała Darka w miejscu niewidocznym z okien domu. Był to pocałunek krótki, czuły, bardziej obietnica następnego spotkania niż próba zatrzymania chwili. Gdy odchodziła, długo jeszcze pamiętała ciepło jego palców.

W domu zastała Helenę w kuchni i Basię pochyloną nad zeszytem. Matka spojrzała na zegarek. Tym razem Mariola wróciła punktualnie. Pomogła siostrze w zadaniach, zrobiła Helenie herbatę i po kolacji posprzątała stół. Wieczór płynął spokojnie, jak setki podobnych wieczorów wcześniej.

Zadziwiało ją, jak naturalnie potrafi przechodzić od jednej części życia do drugiej. Jeszcze niedawno czuła na policzku oddech Darka i drżała pod wpływem jego bliskości. Teraz cierpliwie tłumaczyła Basi zadanie z matematyki. Żadne z tych doświadczeń nie było mniej prawdziwe. Była troskliwą siostrą i kochającą córką. Była też kobietą, która zaczynała poznawać własne pragnienia i nie zamierzała udawać, że ich nie ma.

Przed snem zadzwonił Andreas. Mariola przez chwilę patrzyła na rozświetlony ekran, zanim odebrała. Gdy usłyszała jego głos, uśmiechnęła się szczerze. Rozmawiali długo. Opowiadał o pracy, pytał o jej dzień, a potem zaproponował kolejne spotkanie. Zgodziła się. Nawet kiedy rozmowa dobiegła końca, na jej twarzy pozostał łagodny uśmiech.

Lubiła Andreasa. Coraz bardziej. Jego opanowanie i stałość dawały jej poczucie bezpieczeństwa, którego nie chciała lekceważyć. Byłoby prościej, gdyby jeden mężczyzna oznaczał dla niej wyłącznie spokój, a drugi wyłącznie namiętność. Ale Darek potrafił być czuły, a Andreas poruszał w niej nie tylko wyobraźnię, lecz także potrzebę bliskości. Żaden z nich nie mieścił się już w roli, którą próbowała mu przypisać.

Zgasiła lampkę i położyła się w ciemności. Wspomnienie Darka wróciło niemal natychmiast: jego oczy, ciepło dłoni, to ciche porozumienie, które narastało między nimi bez wielkich słów. Mariola zrozumiała, że nie chce, aby jeden zastąpił drugiego. Pragnęła znów zobaczyć Andreasa. I pragnęła jutro spotkać Darka.

Nie wiedziała jeszcze, dokąd zaprowadzi ją to podwójne pragnienie. Nie potrafiła wyobrazić sobie, że po latach ludzie będą mówić o niej z szacunkiem jako o spokojnej żonie Andreasa, dobrej matce, córce Heleny i starszej siostrze Basi. Nie przeczuwała też, że ten obraz wcale nie okaże się fałszywy. Wszystkim tym naprawdę się stanie.

Istnieć będzie jednak jeszcze inna część jej życia. Cicha, ukryta przed spojrzeniami bliskich, należąca do wieczorów, spotkań i wspomnień, których nie da się opowiedzieć przy rodzinnym stole. Część znana w pełni tylko jednemu mężczyźnie.

Mariola zamknęła oczy. Nie wiedziała, że właśnie uczy się czegoś, co z czasem naznaczy siedemnaście kolejnych lat: jak nosić w sercu tajemnicę i jednocześnie wyglądać tak, jakby nie miało się niczego do ukrycia.

Rozdzial 8 — Sześćset kilometrów

Październik 1982 roku przyniósł Krakowowi chłód i deszcz. Niebo od wielu dni pozostawało ciężkie, szare, a mokre chodniki odbijały światła tramwajów. Lato zniknęło tak niepostrzeżenie, jakby ktoś zamknął za nim drzwi. Mariola miała dwadzieścia trzy lata, Andreas dwadzieścia sześć, Basia skończyła dziesięć, a Darek, od niedawna dziewiętnastoletni, właśnie otrzymał wezwanie do wojska.

Przez ostatni rok zdążyli przywyknąć do własnego, kruchego porządku. Andreas coraz śmielej mówił o wspólnym życiu, Darek nadal pojawiał się na znajomych ulicach, a Mariola nauczyła się przechodzić między tymi dwiema bliskościami tak, by nikt nie dostrzegał śladu po drugiej. Teraz jednak Darek miał wyjechać na północ Polski. Do jednostki oddalonej od Krakowa o około sześćset kilometrów.

Sześćset kilometrów. Powtarzała tę liczbę w myślach, lecz nie stawała się przez to mniejsza. Dotąd wystarczyło wyjść z domu, minąć sklep albo skręcić w parkową alejkę, by znaleźć się w świecie, w którym mogła zobaczyć Darka. Wkrótce dzielić ich miały całe dni podróży, wojskowy regulamin i cisza, na którą żadne z nich nie będzie miało wpływu.

W ostatnich dniach przed jego wyjazdem przyglądała mu się z niemal bolesną uwagą. Zapamiętywała sposób, w jaki odgarniał włosy z czoła, linię jego policzka, niecierpliwy krok i ciepło dłoni. Zwyczajne szczegóły nabierały nagle znaczenia. Bała się, że pamięć okaże się mniej wierna niż tęsknota.

Darek próbował żartować z koszar, porannych pobudek i wojskowych rozkazów. Mariola czasami się śmiała, choć rozpoznawała pod tym śmiechem ich wspólny lęk. Oboje unikali słowa „pożegnanie”, jakby niewypowiedziane mogło odsunąć wyjazd choć o jeden dzień.

Ostatniego wieczoru zostali sami. Mariola przysunęła się do niego i przez długą chwilę patrzyła mu w oczy. Chciała poprosić, żeby na nią czekał. Pragnęła usłyszeć, że dwa lata niczego między nimi nie zmienią. Nie miała jednak prawa żądać od niego wierności, której sama nie potrafiłaby obiecać. W jej życiu był Andreas, coraz bardziej obecny, coraz pewniejszy wspólnej przyszłości.

Zamiast obietnicy poprosiła Darka o listy. Przyrzekł, że będzie pisał. Kiedy dodała, by zachował ostrożność, zrozumiał ją od razu. Ich słowa nie mogły zdradzić tego, czego nie wolno było nikomu odkryć. List od młodego żołnierza musiał wyglądać jak zwyczajna wiadomość od dawnego znajomego. To, co najważniejsze, mieli ukrywać między wierszami.

Pocałowała go na pożegnanie powoli, jakby chciała zatrzymać w pamięci nie tylko jego usta, lecz także całe uczucie, które budziła w niej bliskość. Darek przyciągnął ją do siebie. Przez chwilę stali nieruchomo, spleceni ramionami, niezdolni skrócić ostatniego uścisku. Potem Mariola odsunęła się pierwsza. Gdy odchodziła, obejrzała się raz. Stał tam nadal. Za drugim razem również. Trzeci raz nie odważyła się odwrócić, bo wiedziała, że mogłaby pobiec z powrotem.

Po jego wyjeździe osiedle wyglądało dokładnie tak samo. To bolało najbardziej. Ludzie spieszyli do sklepów, autobusy zatrzymywały się na przystankach, Basia wracała ze szkoły z tornistrem obijającym się o plecy. Helena zajmowała się domem. Tylko Darek nie pojawiał się już na rogu ulicy. Mariola przez wiele dni szukała go wzrokiem odruchowo, zanim zdążyła sobie przypomnieć, że nie może go tam być.

Andreas tymczasem pozostawał blisko. Jego obecność przynosiła spokój, którego potrzebowała bardziej, niż chciała przyznać. Miał pracę, zarabiał i snuł konkretne plany. Coraz częściej mówił „my”, „nasze”, „u nas”, a ona coraz rzadziej prostowała te słowa w myślach. Zaczynała wyobrażać sobie mieszkanie, wspólne zakupy, niedzielne obiady i życie, w którym ktoś wraca do niej każdego wieczoru.

Kochała go inaczej niż Darka. Przy Andreasie uczucie miało kształt przyszłości. Przy Darku było tęsknotą obecną tu i teraz, nagłą, dotkliwą, czasem silniejszą od rozsądku. Nie potrafiła uznać jednego za prawdziwsze od drugiego.

Pierwszy telefon z jednostki zadzwonił późnym wieczorem, gdy Andreas był w pracy. Mariola podniosła słuchawkę i przez kilka sekund nie mogła wydobyć głosu. Darek odezwał się cicho, a sześćset kilometrów skurczyło się nagle do szumu na linii. Opowiadał o koszarach, kolegach i pierwszych dniach służby. Ona mówiła o Krakowie, Helenie, Basi i drobnych wydarzeniach, które bez niego wydawały się zaskakująco puste. O Andreasie niemal nie wspominali. Nie musieli. Był obecny w ich milczeniu.

Później rozmawiali najczęściej nocami, podczas dyżurów Andreasa. Nie każdy wieczór przynosił telefon. Nieraz Mariola siedziała obok aparatu, wsłuchana w ciszę mieszkania, i dopiero po godzinie przyznawała przed sobą, że tej nocy Darek już nie zadzwoni. Innym razem dzwonek rozlegał się niespodziewanie, a ona od razu ściszała głos. Uczyli się mówić o rzeczach zwyczajnych tak, by w każdym pozornie niewinnym zdaniu mieściło się coś tylko dla nich.

Listy wymagały jeszcze większej ostrożności. Mariola czytała je po kilka razy, potem chowała starannie, nigdy nie zostawiając koperty na stole. Darek pisał o pogodzie, obowiązkach i ludziach, których poznał. Między opisami codzienności pojawiały się słowa, których sens rozumiała tylko ona. Ich uczucie przestało mieć swobodę spotkań. Nauczyło się żyć w niedopowiedzeniach.

Kilka tygodni po jego wyjeździe Mariola zaczęła czuć się inaczej. Najpierw tłumaczyła zmęczenie jesienią i nerwami. Potem przyszły poranki, gdy zapach jedzenia budził mdłości, i dni, w których była drażliwa bez wyraźnej przyczyny. Pewnego wieczoru usiadła na brzegu łóżka i zaczęła liczyć. Daty wracały uparcie. Liczyła jeszcze raz, potem następny. Wreszcie zrozumiała, że nie może dłużej odkładać odpowiedzi.

Potwierdzenie przyszło niedługo później. Była w ciąży.

Długo siedziała bez ruchu. Położyła dłoń na brzuchu, który niczym jeszcze nie zdradzał zmiany. Poczuła wzruszenie tak gwałtowne, że przez chwilę miała ochotę się śmiać i płakać jednocześnie. Dziecko. Jej dziecko. Potem pomyślała o Andreasie. I o Darku.

Znów wróciła do dat. Odtwarzała spotkania, dni, wspomnienia. Szukała pewności, ale rachunek nie dawał jej odpowiedzi. Ojcem mógł być Andreas. Mógł nim być także Darek. Stanęła przy oknie i patrzyła na znajome bloki, czując, że wszystko, co dotąd udawało się ukryć w sferze uczuć, nagle stało się sprawą czyjegoś życia.

Andreas dowiedział się pierwszy. Mariola wypowiedziała wiadomość z trudem, śledząc każdą zmianę na jego twarzy. Przez moment milczał. Serce zabiło jej mocniej, lecz zaraz zobaczyła jego uśmiech. Objął ją, przytulił do piersi i zaczął mówić o mieszkaniu, pieniądzach, ślubie. O tym, że sobie poradzą. W jego głosie słyszała radość tak szczerą, że aż zabolała.

Nie udawała miłości. Naprawdę kochała Andreasa i naprawdę wzruszało ją, jak naturalnie przyjął myśl o dziecku. Nie zadał jednak pytania, które odbierało jej sen. Nie miał powodu. Był pewien, że zostanie ojcem, a Mariola nie znalazła w sobie odwagi, by podważyć tę pewność.

Helena z początku zamilkła. Dopiero potem zaczęła pytać: czy Andreas chce się ożenić, czy ma stałą pracę, czy cieszy się z dziecka. Na każde pytanie Mariola odpowiedziała twierdząco. Z każdą odpowiedzią twarz matki łagodniała. W wyobraźni Heleny wszystko układało się w zrozumiały porządek: ślub, wspólny dom, rodzina.

Basia przyjęła wiadomość z dziecięcym zachwytem. Chciała od razu wiedzieć, kiedy urodzi się maleństwo i czy będzie mogła trzymać je na rękach. Mariola roześmiała się i mocno przytuliła siostrę. W tej samej chwili była szczęśliwa i przerażona. Odkryła, że te uczucia mogą istnieć obok siebie bez żadnego pojednania.

Darkowi nie powiedziała nic. Za każdym razem, kiedy słyszała jego głos, czuła, jak wiadomość podchodzi jej do gardła. Wiedziała jednak, co mógłby zapytać. Czy dziecko jest jego? Nie znała odpowiedzi. Odkładała więc rozmowę na później, choć z każdą nocą ciężar przemilczenia stawał się większy.

Pewnego dnia popełniła błąd. Darek zostawił wiadomość, a Mariola, zwykle tak ostrożna, zapomniała usunąć ślad. Znalazł go Andreas.

Poczuła chłód w całym ciele. Przez krótką chwilę nie miała przygotowanego ani jednego słowa. Potem zaskoczyła samą siebie. Przybrała wyraz zniecierpliwienia i odezwała się tak, jakby problemem była nie odkryta wiadomość, lecz bezczelność dawnego znajomego. Powiedziała, że Darek najwyraźniej nie rozumie, iż ona układa sobie życie i zakłada rodzinę. Że już dawno powinien zostawić ją w spokoju.

Andreas przyglądał jej się uważnie. Nie zasypała go wyjaśnieniami. Nie dodawała szczegółów, których nie żądał. Wytrzymała jego spojrzenie, chociaż pod spokojną twarzą drżała ze strachu. W końcu odłożył temat. Uwierzył jej, a przynajmniej nie zadawał dalszych pytań.

Dopiero kiedy została sama, opadła na krzesło. Ręce zaczęły jej się trząść. Kilka słów mogło zburzyć życie, które właśnie budowali. Kilka innych ocaliło je na razie. Po raz pierwszy pojęła, że tajemnica nie trwa dlatego, że nikt o nią nie pyta. Trzeba ją nieustannie chronić.

Przy następnym nocnym telefonie opowiedziała Darkowi o wszystkim. Powtórzyła nawet słowa, którymi przed Andreasem przedstawiła go jako natrętnego znajomego. Po drugiej stronie zapadła długa cisza. Mariola słyszała w niej zrozumienie, lecz także ból. Tłumaczyła cicho, że nie widziała innego wyjścia. Darek odpowiedział tylko, że rozumie. To krótkie zapewnienie zraniło ją bardziej niż wyrzuty.

Ustalili nowe zasady. Żadnych wiadomości, których nie dałoby się niewinnie wyjaśnić. Żadnych telefonów, kiedy Andreas jest w domu, ani połączeń o nieprzewidzianej porze. Żadnych zdań na papierze, które mogłyby ujawnić ich bliskość obcej osobie. Od tej chwili czułość musiała nauczyć się dyscypliny.

W kolejnych dniach Andreas mówił coraz więcej o ślubie i mieszkaniu, najlepiej niedaleko Heleny i Basi. Mariola słuchała go z prawdziwą przyjemnością. Chciała mieć matkę blisko, chciała, żeby młodsza siostra mogła wpadać bez zapowiedzi, a dziecko dorastało wśród znajomych twarzy. Ten obraz nie był kłamstwem. Był jedną z prawd o niej.

Któregoś wieczoru Andreas położył dłoń na jej brzuchu. Mariola spojrzała na niego. W jego oczach była tylko czułość. Przytuliła się do niego, czując jednocześnie miłość i winę. Żadne z tych uczuć nie potrafiło wymazać drugiego.

Kiedy później wyszedł do pracy, została sama przy oknie. Telefon milczał i tym razem odczuła ulgę. Gdzieś sześćset kilometrów stąd Darek kończył kolejny dzień służby. Tutaj Andreas przygotowywał dla nich przyszłość. Między tymi dwoma światami rosło dziecko, którego ojcostwa nie umiała rozstrzygnąć. Mariola przyłożyła dłoń do brzucha i długo nie zmieniała pozycji.

Za dwa lata Darek miał wrócić do Krakowa. Nie wiedziała jeszcze, że zastanie ją jako żonę i matkę, mieszkającą z Andreasem zaledwie kilka klatek od Heleny i Basi. Sąsiedzi będą widzieli spokojną, zgodną rodzinę. Darek zaś będzie musiał nauczyć się patrzeć na Mariolę tak, jakby nigdy nie łączyło ich nic więcej niż dawna znajomość.

Pierwszą lekcję otrzymali właśnie teraz. Jedna zapomniana wiadomość wystarczyła, by zrozumieli, jak wiele może kosztować ich sekret. A przecież najtrudniejsze dopiero miało nadejść.

Rozdział 9 — Ślub

Jeszcze długo po wyjeździe Darka jego salon gier pozostawał jednym z najbardziej żywych miejsc na osiedlu. Wieczorami zza szyb dobiegały znajome dźwięki flipperów, przy automatach gromadzili się chłopcy, a światło nad wejściem rozpraszało jesienną ciemność. Wszystko trwało na swoim miejscu, jakby właściciel wyszedł jedynie na chwilę.

Przed powołaniem do wojska Darek zadbał o interes z przezornością, której Mariola początkowo w nim nie dostrzegała. Wynajął salon przyjacielowi na czas dwuletniej służby. Tamten miał prowadzić lokal i pilnować maszyn, a Darek zachowywał coś, do czego będzie mógł wrócić. Miał zaledwie dziewiętnaście lat, niewiele pieniędzy i przyszłość pełną znaków zapytania, ale potrafił ocalić to, co sam stworzył.

Mariola myślała o tym za każdym razem, gdy przechodziła obok pawilonu. Nie wchodziła do środka. Zwolniła tylko kroku, spoglądając przez szybę na obcych ludzi zajmujących miejsce, które kojarzyło jej się z Darkiem. Czasem dostrzegała jego przyjaciela za ladą. Wtedy coś ściskało ją pod sercem. Salon istniał, pracował, żył. Brakowało tylko człowieka, dla którego ten widok miał dla niej znaczenie.

Sześćset kilometrów. Odległość, której nie mogła dotknąć ani skrócić. Noszona w myślach stawała się niemal osobnym ciężarem.

Tymczasem jej własne życie nabierało nowego kształtu. Ciąża przebiegała dobrze, a kolejne tygodnie przynosiły zmiany, których nie dało się już ukryć pod luźniejszą sukienką. Mariola czasem zatrzymywała się przed lustrem i z nieśmiałym zdumieniem kładła dłonie na brzuchu. Pod jej sercem rozwijało się dziecko. Ta myśl budziła czułość tak wielką, że na chwilę milknęły wszystkie pytania.

Andreas nie potrzebował czasu, aby zdecydować, co dalej. Nie traktował ślubu jak przykrego obowiązku ani próby ratowania pozorów. Pragnął Marioli, wspólnego domu i dziecka, na które czekał z coraz większą radością. Gdy mówił o przyszłości, nie było w jego głosie lęku przed odpowiedzialnością. Planował wydatki, szukał mieszkania, pytał o jej samopoczucie i pamiętał o drobnych rzeczach, których ona sama niekiedy nie zauważała.

Właśnie te codzienne gesty wzruszały ją najbardziej. Sposób, w jaki podsuwał jej krzesło, gdy była zmęczona. Ciepło dłoni spoczywającej przez chwilę na jej plecach. Poważne spojrzenie, kiedy opowiadała o swoich obawach. Przy Andreasie czuła się bezpieczna. Nie musiała udawać miłości, bo naprawdę go kochała. Jedynie ta miłość nie potrafiła wymazać drugiej.

Helena obserwowała przyszłego zięcia uważnie. Z tygodnia na tydzień jej ostrożność ustępowała zaufaniu. Najważniejsze było dla niej to, że córka nie pozostanie sama. Basia z kolei zachwycała się przygotowaniami do ślubu, pytała o suknię i gości, a najwięcej uwagi poświęcała dziecku. Przykładała ucho do brzucha Marioli, jakby już teraz mogła usłyszeć głos przyszłego siostrzeńca albo siostrzenicy. Jej szczera radość rozbrajała wszelkie napięcie.

W dzień łatwo było uwierzyć, że wszystko układa się właściwie. Noc miała własne prawa.

Od chwili, gdy Andreas znalazł wiadomość od Darka, każde połączenie telefoniczne wymagało ostrożności. Darek dzwonił tylko wtedy, gdy był pewien, że Andreas pracuje. Jeśli nie miał tej pewności, rezygnował. Mariola również nauczyła się powściągliwości. Nie zostawiała listów na widoku, nie wypowiadała jego imienia przy rodzinie i pilnowała, aby żaden zapisany drobiazg nie zdradził więcej, niż powinien.

A jednak nocne rozmowy stały się dla niej czymś, na co czekała niemal z bólem. Gdy telefon odzywał się w cichym mieszkaniu, serce przyspieszało jej jeszcze przed podniesieniem słuchawki. Czasem wystarczało jedno przyciszone powitanie, by odległa koszarowa rzeczywistość zbliżyła się do krakowskiego pokoju.

Darek opowiadał o służbie, zmęczeniu i ludziach, z którymi dzielił codzienność. Pytał o salon, o to, czy maszyny nadal działają i czy przyjaciel radzi sobie z prowadzeniem interesu. Mariola zapewniała go, że wszystko wygląda dobrze. Żartowała, że kontroluje pawilon z daleka, z bezpiecznej odległości. Śmiali się wtedy oboje, a jej wydawało się, że przez chwilę znów idą obok siebie osiedlową ulicą.

Najważniejszych uczuć niemal nie nazywali. Nie było potrzeby. Tęsknota mieszkała w przerwach między zdaniami, w tym, jak długo zwlekali z pożegnaniem, i w ciszy, której żadne nie chciało przerywać.

Pewnej nocy Mariola zrozumiała, że nie może dłużej ukrywać przed Darkiem ciąży. Trzymała słuchawkę tak mocno, aż pobielały jej palce. Najpierw wypowiedziała jego imię, potem długo słuchała szumu linii. Wreszcie powiedziała mu o dziecku.

Po drugiej stronie zapadła cisza. Nie była zwykłym milczeniem. Mariola niemal widziała, jak Darek próbuje zrozumieć wiadomość i jak rodzi się w nim pytanie, które od tygodni nie dawało spokoju również jej.

Zapytał, czy ojcem jest Andreas.

Mariola zamknęła oczy. Mogła odpowiedzieć twierdząco. Jedno krótkie słowo zakończyłoby tę rozmowę, przynajmniej pozornie. Ale nie potrafiła go wypowiedzieć. Nie wiedziała. Daty spotkań z oboma mężczyznami splatały się ze sobą w sposób, którego żadne wspomnienie nie mogło rozplątać.

Darek zapytał ponownie, ciszej. Nie z gniewem, lecz z nadzieją, że za drugim razem usłyszy pewną odpowiedź. Mariola położyła wolną dłoń na brzuchu. Powtórzyła prawdę. Nie wiedziała, czyje dziecko nosi.

Potem powiedziała mu o ślubie.

Tym razem milczenie było jeszcze dłuższe. Przestraszyła się, że połączenie zostało przerwane. Dopiero kiedy ponownie wypowiedziała jego imię, usłyszała oddech i cichą odpowiedź. Jego głos zabrzmiał obco, jakby wiadomość odsunęła go nagle jeszcze dalej niż sześćset kilometrów.

Nie mogła obiecać, że małżeństwo niczego nie zmieni. Wiedziała, że zmieni wszystko. Nie mogła też powiedzieć, że nie kocha Andreasa, bo byłoby to kłamstwo. Chciała za niego wyjść. Chciała ich wspólnego domu i dziecka. Mówiła spokojnie, choć każde słowo sprawiało jej ból.

Darek nie próbował jej zatrzymać. W jego powściągliwości było coś, co poruszyło ją mocniej niż wyrzuty. Kiedy odłożyła słuchawkę, długo siedziała nieruchomo. Nie wiedziała, jak pomieścić w jednym sercu miłość do mężczyzny, który przygotowywał dla niej przyszłość, i tęsknotę za drugim, odległym i równie prawdziwym.

Przez następne dni Darek nie dzwonił. Pierwszej nocy czekała cierpliwie. Drugiej wsłuchiwała się w każdy dźwięk dochodzący z przedpokoju. Trzeciej poczuła złość, choć rozumiała, dlaczego potrzebuje czasu. Była zła na niego, na siebie, na własną bezradność. Tęsknota nie pozwalała jej być sprawiedliwą.

Czwartego wieczoru Andreas przyszedł z wiadomością o mieszkaniu. Znajdowało się niedaleko Heleny i Basi, w miejscu, które Mariola znała od lat. Od razu zaczęła wyobrażać sobie codzienność: matkę zaglądającą do wnuka, Basię wpadającą po lekcjach, siebie przy kuchennym stole i Andreasa wracającego z pracy. Bliskość rodziny wydawała się błogosławieństwem, zwłaszcza teraz, gdy oczekiwała pierwszego dziecka.

Nie pomyślała wtedy o tym, że od nowego domu do salonu gier Darka będzie zaledwie około dwustu metrów. On sam pozostawał daleko. Jego świat wciąż jednak otaczał ją z każdej strony.

Przygotowania do ślubu wypełniły dni szczegółami. Trzeba było podejmować decyzje, ustalać terminy, rozmawiać z rodziną i zajmować się rzeczami, które w innych okolicznościach wydawałyby się przyjemną zabawą. Mariola odkryła, że człowiek może przez wiele godzin myśleć o sukni, gościach i mieszkaniu, a dopiero nocą dopuścić do siebie to, co naprawdę go dręczy.

W oczach otoczenia była młodą kobietą, która oczekiwała dziecka i miała poślubić odpowiedzialnego mężczyznę. Ten obraz nie był fałszywy. Mariola rzeczywiście cieszyła się na wspólne życie. Kiedy Andreas obejmował ją po długim dniu, wtulała się w niego bez udawania. Jego bliskość przynosiła spokój. Niekiedy wystarczał ciepły pocałunek w skroń, aby przez kilka minut uwierzyła, że wszystko będzie dobrze.

Darek zadzwonił dopiero po kilku dniach. Początkowo rozmawiali ostrożnie, o drobiazgach, jakby sprawdzali, czy dawna łatwość wciąż między nimi istnieje. Potem zapytał, czy naprawdę chce być z Andreasem.

Odpowiedziała, że tak. Zabrzmiało to prosto, choć kosztowało ją więcej, niż przewidywała.

Po chwili zapytał, czy chce również być z nim.

Mariola zacisnęła powieki. Wiedziała, że nie ma odpowiedzi, która nie zrani nikogo. Powiedziała prawdę. Tak, jego także nie chciała utracić.

Żadne z nich nie próbowało nazwać tego rozwiązaniem. Po odłożeniu słuchawki Mariola jeszcze długo czuła ciężar obu odpowiedzi. Były sprzeczne tylko dla kogoś, kto wierzył, że serce zawsze potrafi dokonać jednego rozsądnego wyboru.

W dniu ślubu od rana panowało poruszenie. Helena poprawiała suknię córki, wygładzała materiał i przyglądała jej się z mieszaniną dumy oraz matczynego wzruszenia. Basia krążyła wokół nich, podekscytowana i pełna pytań. Mariola uśmiechała się, pozwalając im uczestniczyć w każdej drobnej chwili.

Kiedy została na moment sama, spojrzała w lustro. Zobaczyła młodą kobietę, która za kilka godzin będzie żoną. Dotknęła brzucha. Jej dziecko już teraz należało do tej historii. Pomyślała o Andreasie i poczuła przypływ czułości, niespodziewanie czystej i spokojnej.

To był ich dzień. Jej i Andreasa. Nie chciała, by cień tajemnicy odebrał mu znaczenie.

Gdy go zobaczyła, uśmiechnęła się szczerze. Jego spojrzenie, pełne dumy i wzruszenia, sprawiło, że zapomniała o zgromadzonych ludziach. Był mężczyzną, którego wybrała na męża, z którym pragnęła budować dom i dzielić zwyczajne poranki. Wyobraziła go sobie z dzieckiem na rękach i poczuła ciepło rozchodzące się po całym ciele.

Podczas przysięgi patrzyła mu prosto w oczy. Słuchała własnego głosu i odpowiadała bez wahania. W tej chwili nie myślała o Darku. Nie dlatego, że przestał istnieć w jej sercu, lecz dlatego, że pragnęła być obecna przy człowieku, któremu obiecywała wspólne życie. Każde słowo miało dla niej wagę.

Darek dowiedział się o ślubie z daleka. Nie było go wśród gości. Służył w wojsku, setki kilometrów od Krakowa, a Mariola nie próbowała tego dnia nawiązać z nim kontaktu. Nie chciała. Nawet w jej własnym, coraz bardziej skomplikowanym rozumieniu wierności taki telefon wydawałby się niewłaściwy.

Wieczór należał do Andreasa. Mariola była teraz jego żoną. Słowo to brzmiało w jej myślach poważniej niż wszystkie wcześniejsze określenia ich związku. Gdy dotknęła obrączki, poczuła jednocześnie dumę i lęk. Miała męża, oczekiwała dziecka, a wkrótce mieli zamieszkać blisko jej rodziny. Przyszłość układała się w obraz, którego naprawdę pragnęła.

Kilka dni później znów przechodziła obok pawilonu. W salonie gier paliło się światło. Za szybą ktoś pochylał się nad flipperem, a przyjaciel Darka rozmawiał z klientem. Mariola zatrzymała się tylko na chwilę. Na jej palcu błyszczała obrączka. Pod sercem nosiła dziecko. Darek był sześćset kilometrów stąd.

Zastanowiła się, jak bardzo może zmienić się człowiek przez dwa lata. Być może kiedy Darek wróci, ona będzie już kimś innym. Żoną, matką, kobietą zajętą domem. Być może dawne uczucie stanie się wspomnieniem, do którego nie będzie chciała wracać.

Powinna była poczuć ulgę. Zamiast niej przyszło ukłucie smutku.

Ruszyła dalej, ku mieszkaniu, gdzie czekał Andreas. Przy wejściu minęła sąsiadkę, która pozdrowiła ją serdecznym uśmiechem. Mariola odpowiedziała tak samo naturalnie. Dla wszystkich była częścią prostej, szczęśliwej opowieści: młoda żona, kochający mąż, dziecko w drodze.

Tylko ona wiedziała, że sześćset kilometrów dalej dziewiętnastoletni żołnierz zna drugą połowę tej historii. I coraz wyraźniej rozumiała, że jeśli zechce ocalić oba światy, będzie musiała nauczyć się żyć tak, aby nigdy się nie spotkały.

Rozdzial 10 -- Pierwszy urlop

Minął rok.

Kiedy Darek otrzymał pierwszy dłuższy urlop po dwunastu miesiącach służby wojskowej, miał już dwadzieścia lat. Mariola skończyła dwadzieścia cztery. W dniu pożegnania nie wiedzieli, co zrobi z nimi rozłąka. Teraz życie udzieliło odpowiedzi, jednoznacznej i zarazem niepełnej. Mariola została żoną Andreasa. Została też matką.

Wynajęte przez nich mieszkanie, położone niedaleko Heleny i Basi, nie przypominało już miejsca, do którego dopiero co się wprowadzili. W szafkach stały naczynia, na meblach fotografie, a wśród codziennych drobiazgów pojawiły się dziecięce ubranka i przedmioty, bez których trudno było wyobrazić sobie ich nowy rytm dnia. Wszystko miało swoje miejsce. Wszystko mówiło, że tutaj mieszka rodzina.

Andreas pracował, Mariola zajmowała się dzieckiem i domem. Helena była wystarczająco blisko, by pomagać w codziennych sprawach, a jedenastoletnia już Basia wpadała często, dumna z powierzanych jej obowiązków. Niekiedy jej zapał przysparzał więcej zamieszania niż pożytku, ale Mariola nie potrafiła się na nią gniewać. Sąsiedzi znali ją jako spokojną, serdeczną młodą żonę i matkę. Lubili ją i darzyli zaufaniem. Nie uważała tego obrazu za fałszywy. Był prawdziwy, tylko nie obejmował wszystkiego.

O urlopie Darka dowiedziała się podczas jednej z nocnych rozmów telefonicznych. Nie zapisała daty. Nie musiała. Pozostała w jej pamięci z taką wyrazistością, jakby ktoś wyrył ją tam na zawsze. Najpierw odliczała tygodnie, później dni. Nikomu o tym nie wspomniała.

Andreas wiedział jedynie, że Darek kiedyś wróci z wojska. Odkąd znalazł pozostawioną przez niego wiadomość, jego imię niemal zniknęło z ich domu. Mariola pilnowała tego uważnie. Jeśli ktoś przypadkiem o nim wspominał, reagowała z obojętnością odpowiednią dla dawnego znajomego. Zrozumiała już, że tajemnicy nie zawsze strzegą wielkie kłamstwa. Czasami najlepiej chroni ją brak zainteresowania, tak przekonujący, że nikomu nie przychodzi do głowy zadawać pytań.

Darek przyjechał do Krakowa rano. Mariola nie pojechała na dworzec. Nie mogła. Siedziała przy stole z dzieckiem na rękach i wyobrażała sobie, jak wysiada z pociągu, poprawia pasek torby i wciąga w płuca znajome powietrze rodzinnego miasta. Przez rok jego głos docierał do niej z odległości sześciuset kilometrów. Teraz był tutaj, być może zaledwie kilka ulic dalej.

Wstała, przeszła do kuchni i zapomniała, po co tam przyszła. Uśmiechnęła się do własnego roztargnienia. Gdy dziecko wydało cichy dźwięk, natychmiast wróciła do niego całą uwagą. Podniosła je, przytuliła i poczuła kojące ciepło małego ciała. To było jej życie, życie, od którego nie chciała uciekać. A jednak przez cały dzień część jej myśli pozostawała poza mieszkaniem, przy Darku.

Spotkali się dopiero następnego dnia. Nie pod sklepem ani przy salonie gier, lecz na chodniku między blokami. Mariola wracała z zakupami, kiedy zobaczyła idącego naprzeciw młodego mężczyznę. Przez ułamek sekundy go nie poznała. Nie dlatego, że stał się kimś innym. To jej pamięć zatrzymała jego twarz sprzed roku, podczas gdy czas nie przestał płynąć.

Był szczuplejszy i poruszał się z nową swobodą. W jego rysach wciąż dostrzegała młodość, która od początku ją urzekała, ale zniknęło coś z chłopięcej miękkości. Wojsko nadało mu poważniejszą postawę. Mariola zatrzymała się. Darek również.

Dzieliło ich kilka kroków. Na moment zapomniała o torbie z zakupami, przechodniach, a nawet o tym, że jest już mężatką. Potem spojrzała na własną dłoń. Obrączka błysnęła w dziennym świetle. Darek także ją zauważył. Jego wzrok zatrzymał się na tym niewielkim krążku metalu, jakby właśnie w nim skupiało się wszystko, co wydarzyło się podczas jego nieobecności. Mariola nie schowała ręki. Nie chciała tego robić.

Podeszli do siebie i wymienili zwyczajne powitanie. Po roku czekania, niezliczonych nocnych rozmowach, ślubie i narodzinach dziecka te proste słowa zabrzmiały niemal nierealnie. Mariola ledwie powstrzymała uśmiech. Po twarzy Darka widziała, że on również czuje ten rozdźwięk.

Nie mogli się objąć. Nie tutaj, wśród balkonów, okien i ścieżek, na których w każdej chwili mogła pojawić się sąsiadka, Helena albo Basia. Na osiedlu nikt nie był naprawdę niewidzialny. Stali więc naprzeciw siebie jak dawni znajomi, choć ich spojrzenia zdradzały bliskość, której ciałom nie wolno było okazać.

Mariola przyglądała mu się uważnie. Dwadzieścia lat. Nie dziewiętnaście. Nadal różnił się od Andreasa czymś więcej niż wiekiem, lecz wyraźnie dojrzał. Ta zmiana budziła w niej ciepłą, niespokojną ciekawość. Pragnęła usłyszeć jego głos, kiedy wreszcie zostaną sami. Chciała sprawdzić, czy jego dłoń nadal wywoła ten sam dreszcz, czy po tak długiej rozłące odnajdą dawną czułość.

Zapytała o podróż i długość urlopu. Odpowiedź zapamiętała natychmiast. Rozmawiali o jednostce wojskowej, kolegach i salonie gier. Darek zdążył już zajrzeć do lokalu. Przyjaciel prowadził go zgodnie z umową, flippery działały, a interes przetrwał pierwszy rok bez właściciela. W głosie Darka brzmiała duma. Mariola cieszyła się razem z nim. Coraz wyraźniej widziała, że młody mężczyzna, którego dawniej porównywała z ustabilizowanym Andreasem, także potrafił budować coś własnego.

Kiedy zapytał o dziecko, poczuła nagłe napięcie. Odpowiedziała, że jest zdrowe. Darek skinął głową i nie pytał dalej. Nie na chodniku, pośród obcych uszu. A jednak oboje usłyszeli pytanie, które pozostało niewypowiedziane. Czyje to dziecko? Mariola patrzyła mu w oczy tak długo, aż musiała odwrócić wzrok. Wkrótce się pożegnali. Nie umówili kolejnego spotkania, choć oboje wiedzieli, że go pragną.

Wieczorem Andreas był w domu. Mariola przygotowywała kolację i obserwowała z kuchni, jak bierze dziecko na ręce. Kochała ten widok. W ciągu minionego roku poznała w nim kogoś, kogo wcześniej mogła jedynie przeczuwać: troskliwego ojca. Potrafił cierpliwie kołysać maleństwo, wstawał nocą, gdy rozlegał się płacz, i nie uważał opieki za obowiązek należący wyłącznie do żony. Mariola kochała go również za te zwyczajne, ciche gesty.

Patrząc na nich, poczuła ukłucie winy. Kilka godzin wcześniej jedno spojrzenie Darka obudziło w niej wszystko, co przez rok próbowała uciszyć. Andreas niczego nie zauważył. Kiedy odwrócił się do niej, uśmiechnęła się, podeszła i pocałowała go w policzek. Nie z obowiązku. Z miłości. Właśnie to czyniło jej sytuację tak trudną. Gdyby małżeństwo było puste, łatwiej byłoby jej osądzić samą siebie. Ale nie było.

Następnego wieczoru Andreas pracował. Mariola postanowiła nie czekać na telefon i zajęła ręce wszystkim, co znalazła do zrobienia. Sprzątnęła kuchnię, zajrzała do śpiącego dziecka, poskładała pranie. Mimo to co chwilę spoglądała na zegar. Gdy telefon wreszcie zadzwonił, podniosła słuchawkę po drugim sygnale.

Głos Darka był tak bliski i znajomy, że dawne sześćset kilometrów wydało się nagle czymś nierzeczywistym. Teraz dzieliło ich najwyżej kilkaset metrów, a mimo to rozmawiali przez telefon, jakby nie istniała żadna inna droga do siebie. Powiedział, że chce ją zobaczyć. Naprawdę zobaczyć, nie tylko przez kilka minut na osiedlowym chodniku.

Mariola czekała na te słowa. Od razu wyobraziła sobie, że wychodzi z domu i biegnie do niego. Zaraz jednak pomyślała o dziecięcym łóżeczku. Była żoną i matką. Jej czas nie należał już wyłącznie do niej. Nie mogła jak dawniej znikać na wiele godzin bez oglądania się na kogokolwiek. Tego wieczoru odmówiła. Darek zrozumiał dopiero wtedy, gdy przypomniała mu o dziecku. Na następny dzień niczego nie obiecała. W myślach zaczęła już jednak szukać sposobu.

Dwa dni później zostawiła dziecko pod opieką Heleny. Nie powiedziała, że idzie spotkać Darka, ale też nie wymyślała długiej historii. Wyjaśniła tylko, że musi na chwilę wyjść. Matka nie pytała o szczegóły. Jej zaufanie zabolało Mariolę, kiedy zamykała za sobą drzwi. Ból minął, lecz pamięć o nim pozostała.

Darek czekał z dala od bloku, w miejscu odsuniętym od zwykłych tras sąsiadów. Mariola od razu dostrzegła, że on również nauczył się ostrożności.

Gdy wreszcie znaleźli się poza zasięgiem cudzych spojrzeń, świat jakby na moment ucichł. Rok rozmów telefonicznych nie przygotował ich na tę rzeczywistą bliskość. Darek podszedł powoli. Mariola szukała w jego twarzy znajomych rysów. Bała się, że rozłąka uczyniła go obcym, lecz z każdym krokiem lęk słabł.

Uniósłszy dłoń, dotknęła jego policzka. Zaledwie musnęła skórę opuszkami palców, a już poczuła delikatny dreszcz. Jego twarz była ciepła i znajoma, choć kontury stały się wyraźniejsze. Darek na chwilę zamknął oczy. Mariola przesunęła kciukiem po jego policzku i poczuła, jak rok oddalenia zaczyna tracić swoją moc.

Kiedy otworzył oczy, przez długą chwilę patrzyli na siebie bez słowa. Czekał, tak jak kiedyś, nie próbując przywłaszczyć sobie jej bliskości. Ta powściągliwość poruszyła ją bardziej niż jakakolwiek śmiałość. Serce zabiło jej szybciej. Uśmiechnęła się ledwie dostrzegalnie, zrobiła ostatni krok i pocałowała go.

Pierwszy pocałunek był delikatny, niemal niedowierzający. Przez chwilę trwała przy jego ustach, jakby potrzebowała upewnić się, że naprawdę stoi przed nią. Potem pocałowała go ponownie, dłużej, z czułością, której nie zdołał osłabić cały rok rozłąki. Darek objął ją, a ona otoczyła ramionami jego szyję. Poczuła ciepło jego oddechu na skórze. Dawna bliskość nie wróciła jako wspomnienie. Stała się teraźniejszością, żywą i silniejszą, niż przewidywała.

Ten rok nie zniknął bez śladu. Był obecny w niecierpliwym biciu ich serc, w ostrożności dłoni, w czułości, z jaką na nowo się odnajdywali. Mariola przytuliła się mocniej. Chciała zatrzymać chwilę, jeszcze raz poczuć jego usta, zanim codzienność upomni się o swoje prawa. Gdy wreszcie odsunęła twarz, oddychała szybciej. Oparła czoło o jego pierś i słuchała rytmu serca bijącego pod materiałem koszuli.

W końcu powiedziała to, co musiało zostać wypowiedziane. Była mężatką. Miała dziecko. Kochała Andreasa. Nie chciała oszukiwać Darka opowieścią o nieszczęśliwym małżeństwie. Odpowiedział cicho, że wie. Usłyszała w jego głosie ból. Podniosła głowę, pogładziła go po twarzy i próbowała wyjaśnić, że jej uczucie do niego także nie wygasło. Nie dokończyła. Nie musiała. Zrozumiał.

Usiedli obok siebie i rozmawiali długo. Po raz pierwszy od roku nie dzielił ich telefoniczny przewód. Darek opowiadał więcej o wojsku, Mariola o codzienności z dzieckiem. Chwilami wracała lekkość dawnych spotkań, ale pod nią nieustannie kryło się pytanie, którego żadne z nich nie umiało zapomnieć.

Wreszcie Darek zapytał, czy kiedyś mógłby zobaczyć dziecko. Mariola spojrzała na niego uważnie. Usłyszała w tej prośbie także drugie, niewypowiedziane znaczenie. Przyznała, że być może uda się to urządzić, ale Andreas nie może nabrać podejrzeń. Darek skinął głową.

Nie chciała, aby dziecko stało się narzędziem ich tajemnicy. Nie chciała też przez całe lata wypatrywać w jego twarzy podobieństwa do któregoś z mężczyzn, jakby sam wygląd mógł rozstrzygnąć prawdę. Wiedziała jednak, że będzie to robiła. I że Darek również. Żadne z nich nie miało pewności, kto jest ojcem.

W drodze do domu Mariola czuła się inaczej niż po ich dawnych spotkaniach. Wtedy wracała jako młoda kobieta, przed którą przyszłość wciąż stała otworem. Teraz szła do męża i dziecka. Obrączka na palcu zdawała się cięższa.

Przed wejściem do bloku przystanęła i spojrzała w stronę pawilonu. W salonie gier Darka paliło się światło. Lokal nadal prowadził jego przyjaciel. Za rok Darek skończy służbę i znów zajmie się interesem. Za rok wróci do Krakowa na stałe. Ta myśl napełniała ją radością i lękiem jednocześnie.

Kiedyś sześćset kilometrów było dla niej udręką. Teraz po raz pierwszy zrozumiała, że odległość również ich chroniła. Gdy Darek wróci na dobre, między nimi nie będzie już sześciuset kilometrów. Zostanie dwieście metrów. Dwieście metrów między spokojnym rodzinnym mieszkaniem a mężczyzną, którego wciąż kochała.

Helena oddała jej dziecko i opowiedziała, jak grzecznie się zachowywało. Mariola pocałowała je w czoło i wróciła do siebie. Później z pracy przyszedł Andreas. Przywitała go uściskiem, zapytała o dzień i zjadła z nim kolację. Słuchała, gdy mówił, i uśmiechała się. Nie odgrywała żadnej roli. Naprawdę cieszyła się, że wrócił do domu.

Gdy Andreas zasnął obok niej, Mariola jeszcze długo leżała z otwartymi oczami. Darkowi zostało tylko kilka dni urlopu. Potem znów odjedzie na północ, sześćset kilometrów od Krakowa. Powinna była odczuwać ulgę. Zamiast tego pragnęła zobaczyć go jeszcze raz. A później znowu.

Dopiero teraz pojęła, że wojsko nie zakończyło ich historii. Zatrzymało ją na rok. Powrót Darka sprawił, że podjęli ją dokładnie w miejscu, w którym została przerwana. Zmieniła się tylko Mariola.

Miała męża, dziecko, dom i opinię młodej żony, której wszyscy ufali. Miała też Darka, na kilka dni blisko, a później znów daleko. Zamknęła oczy w ciemności. Po raz pierwszy przeczuwała, że prawdziwe trudności zaczną się dopiero wtedy, gdy za rok wróci do Krakowa na stałe.

Rozdział 11 — Kilka dni

Darek miał pozostać w Krakowie jeszcze tylko kilka dni. Dla innych był to krótki odcinek czasu, ledwie przerwa między jednym tygodniem a następnym. Dla Marioli każda z tych godzin nabrała szczególnej wartości. Musiała je wykradać codzienności, ostrożnie układać między obowiązkami i strzec przed spojrzeniami ludzi, którzy znali ją jako żonę Andreasa i matkę jego dziecka.

Rankiem pochylała się nad łóżeczkiem, poprawiała kołderkę i wsłuchiwała się w spokojny oddech maleństwa. Później była córką Heleny, starszą siostrą Basi i kobietą, do której Andreas wracał po pracy. Dopiero wieczorem, kiedy dom cichł, odkrywała, jak często jej wzrok wędruje ku zegarowi. Godzina potrafiła wystarczyć na przygotowanie posiłku i uporządkowanie mieszkania, a jednocześnie wydawała się nieznośnie krótka, gdy myślała o spotkaniu z Darkiem.

Andreas niczego nie podejrzewał. Nie dlatego, że ich małżeństwo było puste. Przeciwnie. Wspólne życie zdążyło nabrać ciepłego, znajomego rytmu. Praca Andreasa, codzienne troski o dziecko, pomoc Heleny i niespodziewane wizyty jedenastoletniej Basi tworzyły świat, do którego Mariola należała całym sercem. Lubiła wieczory, gdy Andreas obejmował ją w kuchni, zmęczony, lecz uśmiechnięty, a ona na chwilę opierała policzek o jego ramię. Jego czułość była spokojna i pewna. Tym bardziej niepokoiło ją, że kilka dni urlopu Darka potrafiło wzburzyć wszystko, co uważała za uporządkowane.

Kolejne spotkanie przygotowała ostrożniej. Nie chciała zbyt często prosić matki o opiekę nad dzieckiem bez wyraźnego powodu. Helena ufała jej i rzadko zadawała pytania. To zaufanie miało swoją wagę. Mariola czuła ją szczególnie wtedy, gdy matka żegnała ją życzliwym uśmiechem, nie wiedząc, dokąd naprawdę idzie córka.

Darek czekał niedaleko salonu gier, lecz nie przed samym wejściem. Wybrał miejsce osłonięte od głównej ulicy. Mariola zauważyła to od razu i poczuła jednocześnie wdzięczność i smutek. Nawet ich powitania musiały teraz podlegać zasadom, których kiedyś nie znali.

Miał na sobie zwykłe ubranie, nie wojskowy mundur, w którym tak często wyobrażała go sobie podczas długiej rozłąki. W jego twarzy rozpoznawała chłopaka z osiedla, a jednak widziała też zmianę. Dwadzieścia lat, rok służby i doświadczenia, o których wiedziała tylko z telefonicznych rozmów, nadały jego ruchom większą pewność. Patrzył na nią dłużej niż dawniej, bez nerwowego odwracania wzroku. Mimo to, kiedy się zbliżyła, dostrzegła w nim tę samą uważność, która niegdyś tak mocno ją poruszała.

Jego spojrzenie zatrzymało się na obrączce. Mariola nie cofnęła dłoni. Nie chciała udawać, że małżeństwo jest jedynie przeszkodą, którą można przemilczeć. Kochała Andreasa, nie żałowała ślubu i nie zamierzała odbierać prawdziwości temu, co z nim zbudowała. Darek o tym wiedział. Wiedział również, że mimo wszystko przyszła właśnie do niego. W tym milczącym spotkaniu spojrzeń mieściło się więcej bólu niż w niejednej rozmowie.

Najpierw weszli do salonu gier. Mariola od roku oglądała jego oświetlone okna tylko z chodnika. Teraz znów znalazła się pośród migających automatów i znajomego stukotu flipperów. Zapach wnętrza, głosy młodych klientów i blask świateł przywołały wspomnienia sprzed rozstania. Darek rozmawiał z przyjacielem prowadzącym lokal, sprawdzał stan urządzeń, pytał o naprawy, wpływy i wydatki. Mówił też o zmianach, które chciał wprowadzić po zakończeniu służby.

Mariola przyglądała mu się z rosnącym podziwem. Przez długi czas zestawiała jego niepewną przyszłość z uporządkowanym życiem Andreasa. Tymczasem Darek już wcześniej pomyślał o tym, by nie utracić własnego interesu. Nie miał jeszcze wszystkiego, czego oczekiwano od dorosłego mężczyzny, ale posiadał miejsce, do którego zamierzał wrócić, i plan, nad którym pracował. Jego dojrzewanie przebiegało inaczej, niż sobie wyobrażała. Nie czyniło go podobnym do Andreasa. Czyniło go coraz bardziej sobą.

Kiedy wyszli, ruszyli przed siebie bez pośpiechu. Powietrze było chłodne. Mariola zerknęła na zegarek i pomyślała, że powinna już wracać. Zamiast tego dopasowała krok do Darka. Rozmowy telefoniczne pozwalały im słyszeć swoje głosy, ale nie potrafiły zastąpić prostych rzeczy: bliskości ramienia, krótkiego uśmiechu, spojrzenia, którym odpowiadał na jej niewypowiedziane myśli.

Ich dłonie zetknęły się przypadkiem. Darek nie pochwycił jej od razu. Zaczekał, pozostawiając decyzję Marioli. Dopiero ona wsunęła palce między jego palce. Znajome ciepło obudziło w niej łagodny dreszcz. Było w tym geście coś z powrotu do domu, choć dobrze wiedziała, że jej prawdziwy dom znajdował się gdzie indziej. Nie mogła cofnąć minionego roku. Mogła jedynie przyznać przed sobą, że rozłąka nie odebrała jej pragnienia bliskości z Darkiem.

Zatrzymali się w cichej bocznej uliczce. Darek stanął naprzeciwko niej, a Mariola przez chwilę wpatrywała się w jego twarz, jakby chciała zachować każdy szczegół. Uniosła rękę i przesunęła opuszkami palców po jego policzku. Odpowiedział ledwie zauważalnym ruchem, pochylając się ku jej dłoni. Ten drobiazg wystarczył, by serce zabiło jej szybciej. Pocałowała go pierwsza.

Pocałunek był delikatny, pełen tęsknoty i ostrożności. Kiedy objął ją w talii, przysunęła się bliżej, lecz nie pozwoliła, by chwila odebrała jej rozsądek. Czuła pod palcami materiał jego kurtki, ciepło oddechu na policzku i tę niezwykłą, niemal bolesną radość z odnalezionej bliskości. Pocałowali się ponownie, wolniej, bez pośpiechu. Mariola przymknęła oczy. Przez moment pragnęła jedynie stać w jego ramionach, nie odpowiadać na żadne pytania i nie myśleć o godzinie powrotu.

Gdy w końcu odsunęła twarz, nie przestała trzymać go za rękę. Wiedziała jednak, że nie może sprowadzić ich spotkań do pocałunków. Chciała poznać mężczyznę, którym Darek się stawał. Usłyszeć o jego planach, lękach i marzeniach, o sprawach, których nie dało się zmieścić w krótkich nocnych rozmowach. Pragnęła, by umieli być razem także w ciszy, gdy namiętność ustępowała miejsca zwyczajnej obecności.

Wyznała mu swój niepokój. Bała się nie tylko tego, że Andreas odkryje prawdę. Coraz częściej myślała o chwili, kiedy Darek wróci na stałe. Wtedy ich uczucia przestaną być oddzielone setkami kilometrów, a oczekiwania mogą stać się silniejsze od ostrożności. Darek słuchał, nie przerywając. Nie domagał się obietnic, których nie mogła złożyć. Jego spokój przyniósł jej ulgę, ale i smutek. Łatwiej byłoby odmówić komuś, kto stawiał żądania. Trudniej odejść od człowieka, który pozostawiał jej wolność.

Następnego dnia spotkali się przypadkiem. Mariola wracała od Heleny z wózkiem, kiedy Darek pojawił się na chodniku. Zatrzymał się i pochylił, by zobaczyć dziecko. Mariola natychmiast zrozumiała, czego szukał w drobnej twarzyczce. Ona sama od miesięcy próbowała odczytać z niej odpowiedź na pytanie, którego nie potrafiła rozstrzygnąć.

Czasem dostrzegała podobieństwo do Andreasa w kształcie czoła albo spojrzeniu. Innym razem jakiś ulotny grymas przywodził jej na myśl Darka. Wiedziała, że to nie dowód. Niemowlę zmieniało się z tygodnia na tydzień, a pragnienie pewności mogło sprawić, że człowiek zobaczyłby podobieństwo wszędzie. Mimo to nie umiała całkiem powstrzymać tych porównań.

Darek powiedział cicho, że dziecko jest piękne. Nie dodał nic więcej. Mariola dotknęła przelotnie jego dłoni, wdzięczna za powściągliwość, choć jednocześnie zabolało ją wszystko, czego nie mogli sobie powiedzieć. Nie znali odpowiedzi na najważniejsze pytanie. Po chwili pożegnali się, zanim ich spotkanie przyciągnęło czyjąś uwagę.

Wieczorem Mariola zastała Andreasa w fotelu. Trzymał śpiące dziecko tak ostrożnie, jakby najmniejszy ruch mógł zakłócić jego sen. Przyglądała mu się z progu. W jego twarzy widziała skupienie i czułość, które poznała dopiero po narodzinach maleństwa. Wstawał nocami, troszczył się, planował, dzielił z nią zmęczenie. Ojcostwo wyrażało się w jego codziennych czynach, nie w przypuszczeniach.

Poczuła miłość, a zaraz po niej znajomy ciężar winy. Bez względu na to, co mogłaby kiedyś wykazać biologiczna prawda, Andreas był ojcem tego dziecka w ich wspólnym życiu. Dawał mu bezpieczeństwo i obecność. Mariola nie chciała, aby jej niepewność zniszczyła rodzinę. Postanowiła przestać szukać wskazówek w każdym rysie małej twarzy. Dziecko miało dom. Ten dom był prawdziwy.

Usiadła obok męża. Andreas uśmiechnął się do niej, a ona odwzajemniła uśmiech i delikatnie pogładziła maleństwo po głowie. W tamtej chwili nie chciała być nigdzie indziej. I właśnie ta pewność, równie silna jak tęsknota za Darkiem, czyniła jej życie tak trudnym do zrozumienia.

Ostatnia noc urlopu nadeszła zbyt szybko. Andreas pracował na nocnej zmianie, dziecko spało, a mieszkanie pogrążyło się w ciszy. Kiedy zadzwonił telefon, Mariola od razu wiedziała, kto jest po drugiej stronie. Następnego dnia Darek miał znów wyruszyć na północ. Próbowała nie liczyć pozostałych godzin, lecz pamiętała je z bolesną dokładnością.

W jego głosie słyszała zmęczenie i pragnienie jeszcze jednego spotkania. Powinna była odmówić. Zamiast tego umówili się w miejscu oddalonym od osiedlowych okien. Zanim wyszła, upewniła się, że dziecko ma zapewnioną opiekę. Macierzyństwo nie pozwalało jej już znikać bez namysłu, jak wtedy, gdy była tylko młodą kobietą zakochaną w chłopaku z sąsiedztwa.

Spotkali się z dala od bloków. Darek objął ją mocno, a Mariola oparła czoło na jego ramieniu. Przez dłuższą chwilę milczeli. Później podniosła głowę i pocałowała go, czule, z tą szczególną powolnością, którą przynosi świadomość zbliżającego się pożegnania. Jego dłonie spoczywały na jej plecach, a ona wsłuchiwała się w rytm jego oddechu. Nie potrzebowała niczego więcej, by poczuć, jak bardzo będzie jej go brakowało.

Wiedzieli, że rano znów rozdzieli ich sześćset kilometrów. Mariola odczuwała żal, ale także wstydliwą ulgę. Odległość odkładała trudne decyzje na później. Darek przypomniał, że za rok wróci już na stałe. Wypowiedziane na głos słowa przestały brzmieć jak pocieszenie. Stały się zapowiedzią chwili, w której nie będzie można dłużej tłumaczyć wszystkiego rozłąką.

Zapytał, co wtedy zrobią. Mariola nie miała odpowiedzi. Poprosiła tylko, żeby najpierw wrócił. Nie obiecywała mu wspólnej przyszłości, której sama nie potrafiła sobie wyobrazić. Przyjął jej słowa bez sprzeciwu. Na pożegnanie jeszcze raz dotknęła jego twarzy, jakby chciała zapamiętać ją na kolejne miesiące, a potem odeszła.

Następnego dnia Darek wyjechał. Wieczorem Andreas wrócił z pracy z torbami zakupów i zapytał, jak minął dzień. Mariola odpowiedziała, że spokojnie. Wkrótce siedzieli razem w ciepłym mieszkaniu, a dziecko było tuż obok. Andreas opowiadał o pracy. Słuchała go uważnie, ciesząc się jego obecnością. Nie odgrywała roli szczęśliwej żony. Była nią naprawdę.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 7.88
drukowana A5
za 56.16