E-book
34.13
drukowana A5
59.76
Czym jest czas

Bezpłatny fragment - Czym jest czas


4.5
Objętość:
190 str.
ISBN:
978-83-8245-092-7
E-book
za 34.13
drukowana A5
za 59.76

Atlantyda-Iluzja wersja czarno biała

Projekt okładki i ilustracje

Sasha Li

Redakcja i korekta

Zespół

Cytaty biblijne pochodzą z Biblii Tysiąclecia.

Wszelkie prawa zastrzeżone

Copyright © Imanuel Alex Nowicki

Copyright ©  Alexander Milena  1975  Paulina A. A. 2007

Alexandria 2020


Kontakt: e-mail: biuro@nema.pl

Dział sprzedaży: e-mail: salesman@o2.pl

http://www.audiobook.work

Wstęp

Jesteś poszukiwaczem prawdy, wyznawcą starożytnych kosmitów, a może teorii spiskowych? Tropicielem światów nieznanych, tajemniczych historii? Lubisz zagadki, kody i tajemnice?

A może jesteś naukowcem i nie zgadzasz się z niektórymi założeniami, czy hipotezami funkcjonującymi w świecie nauki?

Szukasz nowych hipotez? Tutaj je odnajdziesz.

Jeżeli jesteś uczniem, zadaj pytanie dotyczące analizy Atlantydy swojemu nauczycielowi.

Interesują cię zagadki ludzkości: kim jesteśmy, skąd pochodzimy i dokąd zdążamy?

A może szukasz motywacji, która cię poruszy, pchnie do przodu, bo nie możesz pokonać swoich wewnętrznych gór?

Jeśli tak, to ta książka jest dla ciebie!

Przeczytaj moją historię Atlantydy, a na pewno odnajdziesz w niej cząstkę siebie i ważne życiowe, i naukowe wskazówki.

Możliwe, że to tylko filozofia, którą warto mieć w swojej bibliotece. A możliwe, że zechcesz poznać wielkość i moc Stwórcy. Ta praca poniekąd jest mu dedykowana. Stwórca pomógł mi stworzyć tą historię.

Jestem autorem wielu analiz, w tym najważniejszej dla mnie „Teorii 456” i pozycji takich jak: „The ark of time”, „ Atlantyda  Iluzja”, „Kamień filozoficzny ” , „Genesis”, „Światło, które upadło, czyli król Notof”, „Pierścień Boga” i wielu innych, większość z nich nie ujrzała jeszcze światła dziennego.

Bardzo lubię zagadki, moje książki, to jeden wielki kod. Jeżeli dokładnie je przeczytasz, na pewno znajdziesz wiele niespodzianek dla siebie.

Ale teraz o Atlantydzie.

Podczas analizowania „Teorii 456” wyłonił się świat starożytny. Nazwałem go Atlantydą. Kolejno odnajdywałem Atlantydę, późnej foton i kosmos, a to dzięki pracy nad wieloma teoriami jednocześnie.

Powoli układał mi się cały wszechświat w obraz świata, a to dlatego, że każda moja nowa teoria łączy się z poprzednią.

Cała Atlantyda działa na prawach mechaniki klasycznej i jest na niej oparta. Nie szukam cudów, szukam tylko prawdy.

Podczas lektury możesz poznać analizę budowy kosmosu, poznać historię poszukiwania czasu, znaleźć odpowiedź na pytanie, czym jest czas i jaka jest jego natura. Czym są czarne dziury i jakie skrywają tajemnice. Jaką prędkość osiągano kiedyś i czy foton istniał naprawdę? Jaki byłby świat gigantów, gdyby przetrwał do dziś, a jaki wzorzec metra, lub wagi? Czy świat byłby mniejszy i czy w związku z tym zmieniłaby się prędkość ziemi?

Interesują cię podróże w czasie? Czy w ogóle można podróżować w czasie? Czym była i czym jest pierścieniowa budowa świata Atlantydy? Na te i wiele innych pytań znajdziesz odpowiedź w moich analizach. Są pisane w prosty sposób, aby zrozumiał je każdy. Wybrałem najbardziej popularne historie, żeby ich treścią zaciekawić i dotrzeć do czytelnika.

Możliwe, że się z nimi nie zgodzisz, ale wtedy spróbuj (zachęcam) podważyć pierwszą z brzegu analizę dotyczącą np. Energotonu, lub czasu.

Szukasz kamienia filozoficznego, myślisz, że czas działa na starość, może chcesz zatrzymać ten proces? A może szukasz teorii wszystkiego? Na pewno, kupując moją „Atlantydę” wspierasz prace nad następnymi moimi analizami, dotyczącymi np. starości, choroby…

A może interesuje cię Arka Przymierza, czy wiesz, że ona mogła uzdrawiać i budować świat?

Kupując Atlantydę wsparłeś moją ciężką pracę. Możliwe, że za wiele lat, ktoś doceni moje przesłanie, czasem potrzebny jest czas, a może, gdy ludzie zaczną ją czytać, wygra już dziś. Zaczynam też akcję „Sadzimy Dąb”.

Kupując książkę, wspierasz naszą akcję i zostajesz właścicielem jednego dębu. W tym momencie na liczniku mamy już 1000 posadzonych drzew.

Zapraszam do lektury i dyskusji.

Bóg Jeden

Czas: ponad 2000 lat przed naszą erą.

Wyobraźmy sobie ocean po sam horyzont, olbrzymią topiel bez dna, rozszalałą gardziel niezliczonych ilości ton wody. Potoki deszczu tworzą czarną zasłonę ciemności. Na środku jedna, jedyna łódka, a w niej tylko siedem osób, ledwo trzymających się życia. Huragan targa nią z ogromną siłą, w górę i w dół. Właśnie zdają sobie sprawę, że nastąpił potworny, globalny potop, który zgładził wszystko, cały dotychczasowy świat. Wreszcie, po czterdziestu dniach łódka dobija do jedynego brzegu. Wycieńczeni rozbitkowie, resztkami sił padają na ziemię i proszą swojego Boga o przebaczenie.

A jest nim Bóg Atlantydy, czyli Stwórca wszystkiego. Całego żyjącego świata.

Zrozpaczeni ludzie modlą się, błagając o oddanie im na powrót ich ojczyzny, zatopionej pod zwałami wody, Atlantydy.

Wiedzą, że dla ich Boga to byłby naprawdę żaden problem odtworzyć w sekundę świat, lub nawet cały wszechświat, jaki istniał wcześniej. Mógłby zbudować go w jedną chwilę, bo przecież Stwórca Atlantydy to największy i najważniejszy ze wszystkich Bogów.

Jedyny, wszechpotężny władca wszechświata.

Szalejący w oddali tajfun zaczął się uspakajać, tak jakby potężna siła jednym gestem poskromiła rozszalałe żywioły. Cała armia zła padła na kolana i nastała wszechogarniająca cisza, oddając pokłon temu, który jednym gestem zatrzymał gniewne moce. Wszechświat pokłonił się swojemu stwórcy.

Załoga łodzi poczuła obecność Pana Stworzenia, z uwielbieniem oddając mu należną cześć. Ludzie, leżąc krzyżem usłyszeli dochodzący z oddali głos, jego głos. Wszystko wokół gwałtownie ucichło, zatrzymał się cały wszechświat. I Pan przemówił: „Szliście inną, tylko swoją drogą i nie potrzebowaliście mnie. Przebudził was dopiero oddech nadchodzącej, niechybnej śmierci. Powiadacie, że wierzycie we mnie? Krzyczycie, że jestem wśród was i obok was? Słuchajcie: gdybym przebywał wśród was, byłbym w waszych sercach, a wtedy żaden z was nie ułamałby trzciny nadłamanej. Nikt by nie ośmieliłby się podnieść głosu. Nikły płomyk by rozpaliłeś. Widzielibyście mnie na każdym rogu, w każdym nieznajomym, nawet we wrogu.

A jednak…

Jednak zwracaliście się do odlanych posągów (baala), a nie do Boga, który rozścielił wam niebo i rozpalił gwiazdy. Czy wiecie dlaczego nie utonęliście, jaki jest powód waszego przeżycia? W jaki sposób mogliście odnaleźć jedyny, ocalały ląd, który dla was stworzyłem? Tak się stało, bo ja stoję przy was i mam was w opiece”.

I wtedy, nagle, w jednym momencie nadciągnęły ciemne chmury i całe niebo znów się zachmurzyło, a przeraźliwy krzyk morza podniósł fale na wysokość nieboskłonu. Zupełnie tak, jak gdyby Stwórca odwrócił się od ludzi i chciał odejść, pozwalając złu dokończyć niszczycielskiego dzieła. Rozbić falami te nędzne resztki życia i pochłonąć całą resztę świata.

Znów rozległy się błagalne głosy: „Panie wybacz nam za nasze grzechy!”

Wokół była tylko woda i skały, i nawet jeśli fale byłyby łaskawe, to w tych warunkach rozbitkowie mogli przeżyć najwyżej parę dni. Trzymając się rozpaczliwie ledwo tlącego się w nich życia, ponowili błagania i intensywność swoich modlitw. Kiedy Bóg ponownie spojrzał na swój lud, fala z hukiem opadła i została równa jak stół. Wtedy Stwórca rzekł: „Niech powstanie ląd pokryty zielenią, niech zamieszkają na nim zwierzęta i ptaki, a do morza wrócą wszystkie stworzenia”. I wtedy, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki nagle wszystko rozkwitło i ucichło, a świat odrodził się. Strach i niepewność odeszły, tak jak się pojawiły. Człowiek był goły, ale na jego twarzy zapanował uśmiech. Wszyscy zapamiętali już na zawsze wielkość i siłę Stwórcy. W podzięce upadli na kolana i oddali pokłon temu, który gdy się pojawia, kłania mu się najmarniejszy nawet pył i cała potęga wszechświata. Ogień przestaje parzyć, a woda płynąć, a wiatr szepcze: „dlaczego mnie nie dostrzegasz w cichym powiewie?”

Każdy głos cichnie w pokorze, a ciemność znika i słońce nastaje. Chwała temu, który uzdrawia i pokrzepia słowem. Odtąd ludzie każdego dnia oddają cześć swojemu Bogu.

Góra Świętego Eliasza

Czasy współczesne. Rok 1980.

Góra Eliasz. Na niezbadane dotychczas tereny trafia ekspedycja archeologów, prowadząca badania dotyczące legendy zaginionej przed tysiącami lat zagadkowej Atlantydy. Podczas prac wykopaliskowych, młoda archeolog – nadzorująca całej grupie badawczej – pani doktor Paulina, trafia na tajemnicze płytki z wyrytymi nań dziwnymi zapisami: „Atlantyda dzień zagłady”.

Jednak przekaz w większości jest zakodowany, napisany w starożytnym, nieznanym jeszcze badaczom języku. Po powrocie z wyprawy, cały sztab naukowców zaczyna intensywne prace nad rozszyfrowaniem pisma sprzed tysięcy lat. Wszyscy są pełni optymizmu i zapału. Żmudne badania trwają już kilka lat. Grupie naukowców przewodzi oczywiście doktor Paulina. Prace są bardzo wyczerpujące i wymagają iście benedyktyńskiej cierpliwości łączącej umiejętności specjalistów od szyfrowania tekstów, z wiedzą archeologiczną, detektywistyczną i oczywiście historyczną. Krok po kroku, dopasowywane są do siebie kolejne elementy łamigłówki. Ciężka, wieloletnia praca zaczyna przynosić pierwsze efekty.

Wreszcie jest! Po czterdziestu, pełnych oddania latach, tekst gotowy jest prawie w całości. W poniedziałkowy poranek szefowa grupy dzwoni do kancelarii prezydenta, aby obwieścić, że to co było niewiarygodne, stało się jak najbardziej możliwe.

– Panie Prezydencie, Atlantyda została zdobyta!

Reakcja naukowego świata była adekwatna do rangi wydarzenia.

Po panią doktor i jej ekipę, składającą się tylko z najważniejszych współpracowników, zostaje wysłany specjalny samolot, pod nadzwyczajną eskortą wojskową.

Godzina 23:58, baza wojskowa, dokładne miejsce nieznane.

Tam właśnie odbywa się zjazd najznamienitszych umysłów naukowych na ziemi i jednocześnie prezydentów największych potęg świata. Dla Pauliny i jej grupy to będzie bardzo wyjątkowy i stresujący dzień. Poniekąd badacze byli gwiazdami tego spotkania, a dokładnie zaginiona Atlantyda. Stres narastał, bo wiadomości stały w konflikcie z dzisiejszą nauką. Doktor Paulina zdawała sobie sprawę, że może to zostać uznane za fikcję, a w najlepszym razie za mit. Paulina rozmyślała, co by było, gdyby rząd wzmocnił jej zespół naukowcami, gdyby przyznano większe dotacje… „Co ja sobie wyobrażam!”

Poprawiała samą siebie w myślach. „Przecież tu nie było odpowiednich dotacji, zostawili nas samych”. Paulina dalej kontynuowała swoje rozważania. „Na pewno dziś nie byłaby to bajka, tylko wiarygodna praca naukowa, na pewno lepiej bym to przekazała i udowodniła”.

Paulinę wyrwał z rozmyślań głos jej współpracowników:

– Paulina, wszystko jest przygotowanie, wołają nas!

Trochę zagubiona, bo nigdy nie miała wystąpień przed takim gronem znakomitości, weszła na salę i zaczęła przemawiać do tak nietuzinkowej grupy słuchaczy.

– Szanowni państwo! Jak państwu wiadomo, przed laty, nasza ekipa natrafiła na pewne niesamowite artefakty, a dokładnie prehistoryczne zapisy umieszczone na tajemniczych, kamiennych tabliczkach. Na początku wiadomo było tylko tyle, że tekst ten dotyczy najprawdopodobniej zaginionej, legendarnej Atlantydy, co zresztą okazało się prawdą. Największy problem polegał na tym,

że tekst ten był napisany w pradawnym, nieznanym nam języku.

W trakcie naszych wieloletnich prac wywnioskowaliśmy, że w zasadzie jest to tekst zaszyfrowany. Przez czterdzieści długich lat staraliśmy się rozwikłać tą zagadkę. Nareszcie możemy już ogłosić światu, że zakończyliśmy tą długotrwałą, tytaniczną wręcz pracę i uważamy to za największy sukces wszechczasów. Jednak muszę państwu zakomunikować, że pod groźbą interwencji wojska i służb specjalnych, przekaz ten musi zostać zastrzeżony dla postronnych, to jest tajemnica, która w tym momencie zostaje przekazana tylko wąskiemu gronu naukowców i przedstawicielom wybranych państw. Liczę na zrozumienie szanownych państwa.

W końcu pani doktor zaczyna przechodzić do meritum projektu.

– Rozpocznę może od tego, że według rozszyfrowanego tekstu, Atlantyda posiadała swojego Boga, który jednym skinieniem mógł tworzyć i burzyć cały świat w mgnieniu oka.

Jego działania opierały się na zasadzie pewnych, wcześniej ustalonych wzorów, czy powiedzmy szablonów.

Według tych zapisów, wszystko na świecie, no i we wszechświecie posiada swój specyficzny, gotowy do użytku wzór, czyli specyficzny kod, który wystarczy odwzorować i powstanie na przykład istota żywa, czyli człowiek lub zwierzę, czy inny zgoła organizm. Niestety, funkcjonowanie tej metody jest dla nas jeszcze tajemnicą. Na pewno w przyszłości i tę zagadkę uda nam się rozwikłać.

Doktor Paulina zaciskała zęby. Nikt, za wyjątkiem dwóch najbliższych współpracowników nie wiedział, że pani naukowiec z premedytacją kłamała. Doskonale zdawała sobie sprawę, co się stanie z ludzkością, jeśli poda tę metodę. Wiedziała, że człowiek uzna siebie za pana stworzenia, czyli odbicie samego Boga, a to oznacza zagładę świata, jaki znamy dotychczas.

Posypały się oczywiście pytania z sali:

– Pani doktor, my chcemy wiedzieć, czy to, co nam pani opowiada, to są fakty, czy może mity, albo wręcz bajki. Żądamy dowodów. Twardych dowodów. Na razie wiemy tylko, że był, albo jest jakiś Bóg,

i że czynił cuda. To, o czym pani mówi, to na razie za mało aby kogokolwiek przekonać.

Paulina, pełna emocji zareagowała nerwowo:

– Nasz zespól uznał to za prawdę, a co wy, drodzy państwo zrobicie z tą wiedzą, nie wiem, mam nadzieję, że weźmiecie to pod rozwagę. Świat Atlantydy, który według rozszyfrowanych zapisków istniał naprawdę, był zgoła inaczej zbudowany niż nasz, a mianowicie: proszę sobie chociażby wyobrazić, że ziemia nie miała wtedy jeszcze księżyca.

Z sali rozległy się głosy protestu, że to niemożliwe, że przecież, jeżeli tak było, to ziemia nie miałaby wahań, posiadałaby natomiast zupełnie inny obrót.

Świat Atlantydy

Paulina przerwała, uciszając audytorium.

– A oto fakty.

Zgasło światło, widać było jedynie poświatę ekranu projektora. Doktor Paulina kontynuowała swoje wystąpienie.

– Na odnalezionych tabliczkach zapisano, że ziemia jak najbardziej nie miała wtedy żadnych wahań, a w związku z tym była odwrócona swoją jedną i tylko jedną stroną ku słońcu na stałe…

– Paulina, przemawiając, wyświetlała odpowiednie animacje, dodatkowo uzupełniane zdjęciami.

Głos z sali:

– Czy to oznacza, że nasza planeta nie miała obrotu takiego jak ma obecnie? I zakładając, oczywiście czysto hipotetycznie, że tak było, to ogrzewana była jednakowo tylko z jednej strony?

Pani naukowiec, tłumacząc, odpowiedziała, że opierając się na naszych obliczeniach ziemia miała oczywiście obrót, ale bardzo zwolniony w granicach 4,56 km/h. Cały ówczesny świat posiadał wtedy budowę pierścieniową, powodowała ona, że ogrzewanie planety było stałe i jednostronne. Czyli ciepło słoneczne rozchodziło się jedynie od centrum na boki. Odpowiedni rysunek został wyświetlony na tablicy. Jednostki czasu, odległości i ciężaru również uległy zmianom, gdyż były uzależnione od punktu odniesienia obserwatora. Najprawdopodobniej za parę tysięcy lat te jednostki również ulegną zmianie.

Pytanie z widowni:

– Jeżeli tak było, to oznacza, że druga strona była cały czas kompletnie zacieniona i bardzo zimna?

Doktor Paulina, skupiona odpowiadała na grad pytań:

– Zacieniona, proszę pana, noc i lód panowały całkowicie po drugiej stronie. Proszę sobie wyobrazić następujące, przykładowe założenie: przyjmijmy, że ziemia jest słońcem, a księżyc, ziemią. My, jako słońce ogrzewamy wtedy tylko jedną stronę księżyca, ciepło i światło rozchodzi się stopniowo i stopniowo zanika, i to właśnie nazywam układem pierścieniowym.

Paulina wrzuca na projektor następny rysunek, aby zobrazować układ.

Zapytanie z sali:

– Jak to, ziemia nie jest w ruchu? Wtedy słońce ją spali!

Głos zabrała współpracownica doktor Pauliny, Elena:

– Pan wybaczy, ten temat poruszymy później.

I bardzo ważna sprawa: jeżeli ziemia stoi w miejscu lub słonce w jednym punkcie, to z naszej strony tylko taki skrót myślowy, bo wiadomo, że aby słońce trwało w jednym punkcie, ziemia musiałaby zmienić swój obrót rotacyjny wokół własnej osi.

Paulina kontynuowała:

– Tego rodzaju, między innymi wiadomości udało nam się odczytać i to właśnie staram się państwu przekazać. Proszę zauważyć, że dzięki takim obrotom i takiemu ustawieniu na jednej części ziemi królował cały czas dzień, bez przerwy. Na drugiej zaś, tylko noc i wieczna zmarzlina skuta lodem.

Według naszych ustaleń Atlantyda znajdowała się mniej więcej na wysokości trzeciego, czwartego pierścienia. W tych okolicach panowały najbardziej optymalne warunki do życia i rozwoju. Warunki wprost idealne, które pozwoliły rozwinąć dobrobyt i bogactwo Atlantydy.

A teraz, jeżeli państwo pozwolą przejdę do analizy tego niezwykłego świata. Wiemy już, że jeżeli ziemia stoi w miejscu, a właściwie prawie stoi, bo porusza się niezwykle wolno, to taki stan nazywamy efektem budowy pierścieniowej. Każdy z pierścieni posiadał swój swoisty wymiar. Średnia długość takiego koła wynosiła odpowiednio od najmniejszego do największego mniej więcej od pięciu do piętnastu tysięcy kilometrów, natomiast szerokość pierścienia to około 1670km. Pierścienie te dzielił ocean i morza.

Opierając się na naszych badaniach możemy założyć, że znaleźliśmy tak poszukiwany raj i Atlantydę. Odnośniki nasuwają się więc same: Atlantyda: raj i piekło. (Patrz rysunek 1.). Jeżeli już uznamy naszą tezę, czyli obecność słońca w jednym punkcie, to logicznie wnioskując, zakładamy, że w epicentrum jego położenia temperatura na powierzchni wyniesie ponad sto stopni Celsjusza. Starożytni nazywali ten pierścień piekłem, chociażby z racji tego, że żadna żywa istota nie mogła tam przebywać, każdy organizm umierał w parę chwil, żar palił wszystko na popiół, a atmosfera była zabójcza. Idąc dalej, aby sobie ułatwić zobrazowanie zjawiska, możemy ówczesny świat podzielić na godziny.

I zakładamy, że teren najbardziej rozgrzany, czyli przysłowiowe piekło, to będzie godzina dwunasta. Następny pierścień to godzina 10-11 lub 13-14 (jeżeli godziny użyjemy jako wschodu i zachodu tarczy słońca) czyli średnia temperatura to około 35-45 stopni, a więc miejsce mało przyjaźnie dla wielu stworzeń, w tym oczywiście istot ludzkich, ale możliwe do zamieszkania. Przewaga klimatu pustynnego, na którego krańcach była granica roślinności, gdyż temperatura spadała, gdy przemieszczano się od centrum do krawędzi ziemi. Możliwe, że biblijny Adam został właśnie tam zesłany, bo ziemia była uboga i trudna do uprawy. Natomiast trzeci pierścień  to przysłowiowy raj. Przypominam, że słońce cały czas stoi w miejscu. Mamy tu 8-9 lub 15-16 godzinę, temperatura w granicach od 20. do 30. stopni, wszystko wyrasta, kwitnie i dojrzewa w przysłowiowe trzy dni. Dla ludzi oznacza to dobrobyt, cudowne, beztroskie życie na każdym kroku. Doskonałe warunki do życia, gdyż chyba tak właśnie wyglądał Eden… Ale niestety, to właśnie taki doskonały świat został zamknięty dla ludzi przez Boga i wszyscy zostali z niego wygnani. Zakładamy, że wygnańcy, to był niewątpliwie nasz przysłowiowy Adam. Oczywiście potęga i wola Boga nie pozwalała ludziom tam powrócić.

Następny obszar to pierścień czwarty, czyli czas pomiędzy 6.30—8 lub 16—17.30 godziną. Z naszych ustaleń wynika, że tu znajdowała się Atlantyda. Temperatura oscyluje pomiędzy 10, a 20 stopni Celsjusza. Już troszkę gorzej, ale warunki do życia i rozwoju i tak bardzo dobre. Przeważa dobrobyt i przepych na większości obszaru. To wprawdzie nie raj, jednak ten świat też jest potężny i bardzo szybko się rozwija. Ludzie się bogacą i żyją bez większych problemów. Pierścień piąty, to jest już teren bardzo trudny do zamieszkania. Mieści się pomiędzy 5.00 — 6.30 lub 17.30—19.00 godziną. Temperatura wynosi do ośmiu stopni i spada poniżej zera. Obszar bardzo niegościnny, świat zachodu i wschodu słońca, przez niektórych nazywany granicą Lucyfera. Świat diabła, lodu i nocy. Z zapisków wynika, że tam byli wysyłani więźniowie. Możliwe, że w takim miejscu można było poznać czas, dzięki trudnym warunkom jakie panowały, jednak nie ma wzmianki na ten temat. Tyle na razie o strefach na ziemi, ale zatrzymajmy się przy postaci Lucyfera z Atlantydy, bo w znalezionych tekstach jest o nim mowa. Otóż Lucyfer stał po prawicy ówczesnego Boga i osądzał poczynania ludzi na złe i na dobre uczynki. W zapiskach nazwany jest czymś w rodzaju prokuratora i oskarżyciela. Teoria 456 zwraca uwagę na słowa „Nie sądź, a nie będziesz sądzony”.

Oskarżyciel

Oskarżyciel tylko wskazywał na złe uczynki ludzi. Nie możemy założyć, że chciał ich potępić, wykonywał tylko to, co do niego należało. Dlatego mieszkańcy Atlantydy nie bardzo chcieli go oceniać, nazwać go prawdziwym złem.

Ale dla większości oskarżonych prokurator, to zła postać. Konkludując, pozycja pojmowania, widzenia, zależy od pozycji obserwatora. Zmiana pozycji i trwanie przy Bogu ukazało, że Lucyfer wykonał dobry kawał roboty i oddzielił ziarno od plew, bowiem na Atlantydzie ludzie byli świadomi, że będą sądzeni.

Jednak w końcu cała Atlantyda, z całą swoją mądrością przegrała, ponieważ w jakimś momencie odeszła od swojego Boga. Skutki, jak wiadomo były tragicznie, kraina znikła z map świata na zawsze. To jest najtrudniejsza sztuka: nie sądź, a nie będziesz sądzony. Nie potępiaj, a nie będziesz potępiony.

Odpuszczaj, a będzie i tobie odpuszczone. Tak jak mówi nasz obrońca, syn Boży, Jezus

(ewangelia. wg św. Łukasza 6,37).

W tym momencie pani doktor zamyśliła się. Przerwę wykorzystał ktoś z sali:

– Rozumiem, że oni wyznawali również Lucyfera? I to on był oskarżycielem Atlantydy? I czy to było przed upadkiem Lucyfera?

Paulina:

– Nie, mieli taki sam stosunek, jak i my, był dla nich ciemną mocą.

Sądzili, że kusił i wypróbowywał ich w wierności Bogu.

Nie jestem pewna wymowy tego tekstu, bo w pewnym momencie się urywa. Człowiek zawsze szuka winnych swoich czynów. Zawinił wąż i zerwałam jabłko.

Zawsze ktoś musi być winny.

Pytanie z widowni:

– A cała potęga i armia zła?

– Gdy pojawia się Stwórca, cała armia pada na kolana i oddaje mu pokłon.

– To ta ich armia służyła Bogu?.

Pani doktor uśmiechnęła się.

– Stwórca wyznawany przez ludność Atlantydy, według zapisów nie potrzebował armii. On sam mógł wszystko w sekundę zmienić zarówno na dobre, jak i na złe.

Wszyscy oddawali pokłony prawdopodobnie tylko z czystej obawy, że Bóg mógł ich zgładzić. A więc, gdy tylko się pojawiał, świat zamierał i padał na kolana przed jego majestatem.

„Jam Alfa i Omega, pierwszy i ostatni, początek i koniec” (Apokalipsa św. Jana 13).

Kolejne pytanie:

– Rozumiem, że inni bogowie też oddawali mu hołd?.

Paulina:

– Oczywiście, każdy, bez względu na status jaki reprezentował.

– Pani doktor, jeżeli naprawdę istniała taka potęga, to dlaczego nie ukaże się na przykład nam, ludziom współczesnym. Dlaczego po prostu nie stworzy raju, na tak zwany „klik”?

– Stwórca nie ma problemu by dać nam to, czego chcemy. Jest jednak jedno „ale”. Atlantyda, a pewnie i nasz świat, została zbudowana dla wolności wyboru. Reasumując, człowiek miał i ma nadal wolność wyboru drogi, którą będzie podążał. Tak odczytaliśmy z tekstów.

Atlantyda też tak to odbierała.

Te teksty są właśnie przykładem wyboru drogi, złej drogi. Bóg trwał przy ludziach z Atlantydy, jednak oni zdecydowali się pójść inną, czyli własną drogą. Bóg nadal istniał dla wszystkich, jednak każdy sam musiał go odnaleźć. Błąd ludności Atlantydy polegał na tym, że nikt nie chciał zauważyć wielkości Stwórcy. Postawili na własną nieomylność, nie licząc się z siłą nadrzędną.

Płaska ziemia

Paulina, kontynuowała.

— Ale wróćmy do efektu budowy pierścieniowej. Wiemy już, że ziemia cały czas odwrócona jest jedną stroną do słońca. Ten układ niedostrzegalnego wręcz obrotu powodował myślenie, że ziemia jest płaska. Takie rozumowanie zostało utrwalone na wiele tysięcy lat. Tak wydawało się mieszkańcom ziemi z ich logicznego, najprostszego punktu widzenia. Płaska ziemia, z dołu i z każdej strony na jej krawędziach, musiała mieć wieczną noc chłód: królestwo lodu i śniegu, ze względu na brak słońca. W zasadzie ten styl obrotu prowokował opinie na temat efektu płaskiej ziemi. Na granicach oddziaływania słońca była bowiem już tylko wieczna zmarzlina.

(Patrz rysunek 2.).

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 34.13
drukowana A5
za 59.76