© Stefania Kłoss, 2026
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Zdjęcia: archiwum autorki
Opracowanie: Stefania Kłoss
WSTĘP
Nazywam się Felix, hrabia Puriny.
Pan i władca tego domu.
Strażnik miseczek, opiekun kanap,
nadzorca ogrodu i postrach wszelkiego ptactwa.
Pozwalam wam poczytać historie, które działy się
w moim domu, a właściwie — w moim królestwie.
Nie wszystko zrozumiecie.
Bo jesteście tylko humanami.
Niedowiarkom, humanoidalnym stworom,
wyjaśniam: tak — piszę czterema łapkami
po klawiaturze.
Czasami też ogonem. Zależy od nastroju.
A wy, którzy wierzyliście w konia,
który mówi… macie wątpliwości?
W moim domu dzieją się rzeczy dziwne.
Humany znikają w czwartki.
Płaczą nad mięskiem, którego nie jedzą.
Śmieją się bez powodu.
I nie rozumieją rzeczy najprostszych.
Na przykład tego, że świat należy do kota.
Ja tylko patrzę, obserwuję i zapamiętuję.
A potem… opisuję.
Jeśli więc macie odwagę,
możecie wejść do mojego świata.
Ale uprzedzam: tu obowiązują moje zasady.
OGRÓDEK
Biedna ta moja karmicielka.
Patrzę na nią i widzę, że coś ją naszło.
Posadziła kocimiętkę, jak jej babka.
Piwonie, marcinki, pietruszkę.
Grządki równo porobione,
jakby to miało jakieś znaczenie.
Pewnie chce mieć taki babciowy ogródek.
Taki jak dawniej.
Z zapachem ziemi, z kwiatami, z porządkiem.
Ja się nie czepiam specjalnie.
Kocimiętka daje takiego kopa,
że… no odlot, że hej.
Tu ją rozumiem.
Ale te pietruszkowe czy marchewkowe grządki…
To dla mnie kuweta full wypas.
Miękko, równo, świeżo przekopane.
Nie wiem, czego ona się spodziewała.
SALON
Nie pojmuję też jej sentymentu do salonu.
Tam dla mnie zakaz wstępu.
Bo… no nie wiem właściwie dlaczego.
Tylko raz… no może dwa… a może trzy razy…
ogryzłem jej rośliny z kwietnika.
Pewnie takie jak u jej babki Zosi.
Jakieś ważne dla niej.
Może kilka razy nasikałem do jej torebki.
Albo pod stół, ale bez przesady.
A ona od razu:
„nie wolno”, „wynoś się”, „co ty robisz!”
Nie rozumiem.
To przecież wszystko jest w domu.
A dom jest mój.
Czego ona ode mnie oczekuje?
Że będę tylko patrzył?
Kto to zrozumie starego humana.
Do tego samicę.
Oczywiście zakaz obowiązuje tylko do czasu.
Bo ja mam swoje zasady.
Po każdej tzw. aktualizacji na dworze
wracam do domui robię pieczęć.
Na jej łóżku.
Nie wiem, dlaczego się denerwuje.
To przecież tylko znak,
że wszystko jest pod kontrolą.
I że dom… nadal jest mój.
FERrERO ROCHER
Pewnego dnia human znalazła na poduszce
okrągłą kulkę. Pochyliła się. Patrzy.
Myśli, głupia, że to czekoladka.
Jak bardzo się myliła.
Zapomniała, że moja zemsta jest nieunikniona.
Że nie ma wybacz,
gdy ktoś podaje mi karmę niskiej jakości
i jeszcze bezczelnie polewa to żółtkiem.
Mnie się nie oszukuje.
„Ferrero Rocher”…
Haha.
Powąchała.
I już wie.
OBSTRUKCJA
Wyobraźcie sobie,
że kiedyś miałem kłopot z wypróżnieniem.
Sytuacja poważna, niewygodna.
Godna współczucia. Ale nie u nich.
Obie ludzkie samice —
stara i młoda — nic nie zauważyły.
Zajęte swoimi sprawami,
jakby w domu nie działo się nic ważnego.
A działo się.
I to bardzo.
W końcu jednak coś je tknęło.
Zakupiły do kuwety przezroczysty żwirek
i zaczęły wypatrywać rezultatu moich działań.
Jakie to było krępujące.
Ja nigdy nie zaglądam do ich muszli klozetowej.
Zawziąłem się.
Wstrzymywałem się prawie tydzień.
Niestety…
moje „Ferrero Roche” utknęło,
że tak powiem — w progu.
Nie było wyjścia. Musiałem błagać je o pomoc.
Obie ruszyły na ratunek. Stara — z korkociągiem.
Młoda — z lewatywą.
Byłem w takiej desperacji, że godziłem się na wszystko.
Oszczędzę wam szczegółów.
Powiem tylko krótko:
„Ferrero Roche” wydłubała w końcu stara samica.
Może myślicie,
że tym zaskarbiły sobie jakieś względy?
Nigdy! Przenigdy!
To, jak mnie ukrzywdziły, pozbawiając atrybutów męskości… Tego się nie zapomina.
Teraz, gdy spaceruję,
a cud-kocice mnie podrywają…
Ja tylko patrzę. I wiem. Nie ma przebacz.
Samice — oddajcie moje klejnoty rodowe.
Może wtedy… będę łaskawszy.
LAPTOP
Jej córka nie jest lepsza. Tak samo naiwna.
Kupiła sobie nowego laptopa.
Drogiego — na pewno.