E-book
9.56
drukowana A5
16.87
Cztery strony szczęścia

Bezpłatny fragment - Cztery strony szczęścia

Miłość, czas, zdrowie, cel


5
Objętość:
45 str.
ISBN:
978-83-8221-680-6
E-book
za 9.56
drukowana A5
za 16.87

DEDYKACJA:


Mój pierwszy tomik poezji pragnę zadedykować:


wszystkim moim przyjaciołom, a w szczególności

Kasi, na którą zawsze mogę liczyć i która nigdy

mnie nie zawiodła;


Natalii, która zawsze potrafiła mnie wesprzeć

oraz zmotywować do działania;


moim kochanym rodzicom, bez których nie byłoby

mnie tu i którym zawdzięczam więcej, niż mogą

sobie wyobrazić;


mojemu kochanemu rodzeństwu: Oli, Agnieszce

i Łukaszowi — za to, że jesteście lustrem, w którym

każdego dnia mogę zobaczyć lepszą wersję siebie;


Martonowi, Francisowi i Ani — za każdą

rozmowę z wami, za każde wasze dobre słowo,

za to, że nigdy we mnie nie zwątpiliście;


mojemu kochanemu dziadkowi, który jest dla mnie

autorytetem i wzorem do naśladowania;


całej rodzinie Kuś i Lempart — bo lepszej rodziny

nie mogłabym sobie wymarzyć;


oraz tym, którzy mogą mnie nawet nie pamiętać,

ale przyczynili się do tego, że potrafię być sobą

i pisać wiersze prosto z serca.

DZIĘKUJĘ!

Pamięci mojej kochanej Babci

Babciu, popatrz — kwitną łąki.

Idzie wiosna.

Byłaś mi przyjaciółką,

słońca promieniem w deszczowe dni,

oddechem rosy o poranku,

nadzieją byłaś mi.


Twe życie nie było usłane różami,

nie raz gubiłaś drogę i sens.

Lecz nigdy, przenigdy się nie poddałaś,

i o tym będzie ten wiersz.


Już jako mała dziewczynka

poznałaś oblicza wojny.

Choć miałaś tak wiele do przejścia,

to w środku wciąż byłaś wolna.


Wierzyłaś w Boga jak nikt

i miałaś z nim piękną relację.

Dla Ciebie Bóg to nie pan,

a tylko dobry przyjaciel.


Miałaś w sobie tak wiele

kolorów, szczęścia i blasku.

Twój uśmiech promienny jak zorza,

jak śpiew słowika o brzasku.


Kochałaś morze, a w jego falach

odnajdywałaś spokój.

Dlatego nad morze mnie zabierałaś

w wakacje każdego roku.


Lecz przede wszystkim

umiałaś być sobą

i nigdy się kłamstwem nie zasłaniałaś.

Choć mogłaś zrobić to z wielką łatwością,

to robić tego nie chciałaś.


W ostatnie dni, zanim odeszłaś,

cierpiałaś, jakby ktoś od szczęścia Cię odgrodził.

Lecz mimo bólu i strachu

z Twej buzi nigdy uśmiech nie schodził.


Teraz, gdy Cię już nie ma,

wspominam nasz spacer radosny:

— Babciu, popatrz — kwitną łąki.

— Tak, kochanie, idzie wiosna…

Miłość

Wojenna dziewczyna

Liście z drzew spadają cicho tak.

Krople deszczu tańczą na mej dłoni.

Słońce nagle gaśnie, czuję strach.

Wiatr oddechem gładzi moje skronie.


Obiecałeś, że mnie nigdy nie zostawisz,

że będziemy razem zmieniać świat.

Teraz widzę, jak łatwo coś stracić,

kiedy wokół, gdzie był spokój, płonie ognia żar…


Trzymam w ręku bukiet pelargonii.

Gasną moje oczy, niknie blada twarz.

Nagle znów się budzę, a Ty na mnie patrzysz.

Mówisz, że mnie kochasz, i dotykiem znaczysz.


Ja nie wybierałam nigdy swego losu

i nie pomyślałam, że się skończy tak.

Wojenną dziewczyną pośród zła patosu

zostałam wybrana, by odmienić świat.


Nie zdążyłam nawet siebie poznać,

spełnić swoich marzeń i uwierzyć w sny.

W moich myślach, teraz, gdy już koniec,

na bezkresnej łące tylko ja i Ty.


I nagły strach, przechodzą mnie dreszcze.

Wiem, że zaraz umrę,

choć nie wiem, kim jestem.

Nie wiem, kim jestem…

Portret samobójcy

Użyto wielu odcieni,

żeby wyglądał prawdziwie.

Oczy koloru nieba,

a w nich błysk, odbicie gwiazd.

Złote włosy, jak zboża kłosy,

i lekko zadarty nos.


Dość wysoki jak na swój wiek,

szczupły,

ubrany na czarno, czyli zwyczajnie dość.


Mówili, że się zakochał.

Mówili, że go rzuciła.

Mówili, że chyba zwariował.

Mówili, że jak to, przecież był tak młody.


Malarz, kończąc swój obraz,

przyjrzał się mu z bliska

i stwierdził: „brakuje mi czegoś”,

więc portret ten zwieńczył dopiskiem:


„Maluję bezbarwne obrazy,

spokojne, bez krzyku i skazy.

Odeszłaś, nie mówiąc ni razu,

że chcesz zamieszkać w jednym z obrazów”.

Zakochani

Nie pasujemy do siebie wcale:

on słucha rocka, ja tańczę balet.

On nosi ubrania w ciemnych kolorach,

ja w wielobarwnych gustuję strojach.

On na gitarze gra w kawiarence,

ja piruety na scenie kręcę.

Nie pasujemy do siebie wcale,

ale kochamy się ponad miarę…

Adam i Ewa

My, z prochu stworzeni

na podobieństwo Boże —

rajscy przybysze

malowani chwilą.


Słodkie piosenki śpiewali nam anieli

niebiańskim oddechem.

Ale to już było…


Żyjemy teraz jakby na nowo,

jednak wciąż ślepi na miłości tchnienie.

Pragniemy być silni i niezwyciężeni

i w swoich sercach skrywamy to pragnienie.


Zapominamy, że życie na ziemi

to tylko chwila, która przeminie.

Jesteśmy na piękno i wrażliwość niemi,

choć tylko miłość ma sens i znaczenie.

Ostatnia prosta

Tonę w błękicie obłoków,

gdy wznoszę swe skrzydła ku górze.

Zasnęłam, będąc człowiekiem,

obudzę się w rajskiej naturze.


Na ziemi wszystko przyziemne,

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 9.56
drukowana A5
za 16.87