Dla mojego Lustra i Inspiracji, na zawsze będziesz w moim sercu, niezależnie jakie decyzje podejmiesz w życiu.
Wstęp
Witam Cię, Drogi Czytelniku, na początku mojej książki!
Pragnę tutaj wyjaśnić Ci, dlaczego i po co napisałam tę pozycję. Istotną kwestią jest zrozumienie jej celu. W ten sposób unikniemy nieporozumień czy zamieszania. Przede wszystkim nie piszę tutaj żadnych traktatów mądrościowych ani prawd objawionych, czy dogmatów. Piszę to raczej jako zbiór przemyśleń, gdzie dzielę się Swoim doświadczeniem i przeżyciami. Więc możesz, masz prawo nie zgadzać się z tym, co piszę. Nie jest moim celem narzucać Tobie, Drogi Czytelniku, mojego sposobu patrzenia czy odbierania świata. Chciałabym, by mogło to posłużyć jako narzędzie uporządkowania tego, co czasem jest trudne i niezrozumiałe.
Chciałabym też zaznaczyć na początku, że to, czym udało mi się tutaj z Tobą podzielić, to jest moje ciężko wypracowane i przepracowane, często poparte niełatwym doświadczeniem. Więc zwracam się z prośbą o to, że jeśli Twoje doświadczenie różni się od mojego, byś uszanował to, czym się podzieliłam. Jeśli miałbyś pragnienie także podzielić się Swoim doświadczeniem, to jestem otwarta, by Cię usłyszeć. (Na końcu książki będzie podany mail kontaktowy). Jeśli chciałbyś powiedzieć konstruktywnie, że nie zgadzasz się z czymś, też możesz mi o tym napisać. Proszę Cię tylko, byś nie pisał mi „hejtu” dla samego hejtu. Jeśli nie zgadzasz się, a nie chcesz się dzielić, rozumiem. Nie ma obowiązku czytać do końca. Odłóż i idź dalej. Życzę Ci, byś znalazł prawdziwe szczęście, niezależnie od tego, jaką drogą będziesz go szukał w Swoim życiu. Każdy człowiek ma swoją własną drogę.
Zależy mi też na początku zakomunikować, że mogą pojawić się trudne treści, które może pokazują niełatwą prawdę. Jeśli coś byłoby dla Ciebie za trudne lub budziło Twój niepokój, na końcu książki też będą podane numery do kontaktu z ludźmi, którzy zawsze mogą Cię wysłuchać i wesprzeć. Czasem lepiej zatrzymać się na jednej myśli, niż na siłę czytać wszystko. Uważam i mam taką nadzieję, że to nie będzie książka do czytania na raz — że być może będzie skłaniać do przemyśleń i refleksji.
Bardzo się cieszę, że tu jesteś. Niezależnie, co Cię tu sprowadziło i z czym ostatecznie odejdziesz. Życzę Ci dobrze!
Moim pragnieniem jest, byś znalazł tu przestrzeń na własną „prawdę” w Twoim życiu. I na bycie sobą w pełni. Bez udawania i maski. Tyle wstępu, pora wyruszać w drogę.
W książce AI zostało użyte do wygenerowania okładki, pomocy w korekcie tekstu i do wypisania numerów do specjalisty. Całą resztę tekstu pisałam samodzielnie. System wymagał jednak zaznaczenia, wykorzystania AI.
Rozdział 1
Wstęp to jest wstęp, ale teraz się zacznie. Chciałabym jeszcze na początku dodać, że to, co napiszę, nie wyczerpie tematu w pełni — niektóre wątki w ogóle tylko będzie zahaczać, a wielu pewnie w ogóle nie poruszę. I też ważna rzecz: żeby pewne rzeczy przedstawić, będę stosować pewne uogólnienia. Ważne, żeby pamiętać, że każdy człowiek jest inny i ma własną historię, i choć działają pewne schematy. Nie można ich jednak na siłę wciskać — zawsze schemat trzeba dopasować do człowieka, a nie człowieka do schematu. To jest ważne!
To teraz już zacznijmy. Więc od początku. Jak może wiesz, człowiek rodzi się i jego ciało, psychika oraz dusza są w pełni zintegrowane. Człowiek rodzi się dobry, choć ze skłonnością do zła i słabości. I co ciekawe, podobno jest tak, że dziecko (niemowlę) oddaje cały ciężar, który waży. Dlatego dzieci wydają się cięższe. Później… cóż, właśnie teraz będziemy dochodzić do tego, czemu później już nie zawsze tak jest.
Małe dziecko ma rodziców (zazwyczaj to oni wychowują dziecko, przyjmijmy, że tutaj będą to rodzice: mama i tata). I nawet najlepsi rodzice na świecie nigdy nie są i nie będą idealni. W związku z tym nasz maluszek, kiedy rośnie, jego rozum zaczyna bronić się przed bólem, który nieświadomie, a czasem świadomie zadają mu dorośli. Ponieważ dzieje się to na wczesnym etapie, mechanizmy, które stosuje, często są proste. Kiedy coś boli, lepiej tego unikać — to nie jest przyjemne, to ominę. Następnym razem tak się nie zachowam, bo to wywołało reakcję, która była bolesna (np. mama krzyknęła, tata powiedział coś twardo, nie uśmiechnął się — różne rzeczy, czasem tak drobne gdzieś najbardziej utkną w pamięci… często właśnie nawet nie zdajemy sobie sprawy). Albo też: jak tak będę robić, to rodzice zwrócą na mnie uwagę, a kiedy jestem grzeczny, to mnie nie zauważają.
W ten oto sposób nastolatek ma już ubrany cały pancerz (zbroję) ze swoich mechanizmów obronnych, które na poziomie dziecka pomagały mu przetrwać i go chroniły. Najczęściej też jest tak, że nie jest ich świadom. Niestety.
I powiedzmy sobie szczerze: to tak naprawdę jest i będzie. Można za to obwiniać rodziców… tylko jeśli spojrzeć na to, że oni też kiedyś byli dziećmi, to zobaczymy, że też zostali zranieni i weszli w jakiś pancerz ochronny. I sami dawali dziecku wszystko, co potrafili z tej zbroi wydobyć na wierzch. W zależności od charakteru i temperamentu człowieka, jego historii i doświadczeń, twardość, grubość i szczelność tej zbroi jest różna. Bardzo różna. I tu jest to, co pisałam na początku — że każdy jest inny i czego innego doświadczył, więc reakcje i mechanizmy mogą być bardzo różne.
Nasz nastolatek teraz jest na etapie podejmowania wyborów życiowych: co chciałby robić całe życie. Szkoła i system edukacji wymagają tego od niego, a także ogólnie przyjęte normy. Ponieważ jest cały w ciężkiej zbroi, tak naprawdę zupełnie nie wie, kto jest pod tym pancerzem. Nie zna się, nie wie, kim jest. Często wielu dorosłych nigdy nie zajrzało pod ten pancerz… więc cóż dziwić się nastolatkowi. Jest tak, że są doświadczenia w życiu, które potrafią odsłonić część pod pancerzem. Ale często jest tak, że w wieku nastoletnim ta zbroja dostaje kolejne warstwy. Młody człowiek wychodzi ze szkoły, może wyprowadza się z domu i nakłada kolejne warstwy, bo dostosowuje się do środowiska, w którym się znajduje.
I z czasem dzieje się tak, że to, co na siebie nakładamy, coraz bardziej do nás przylega i coraz bardziej nam pasuje, i coraz naturalniejsze się dla nas staje. I coraz mniej chcemy to zmieniać. Kiedy jest się jeszcze młodym, człowiek naturalniej jeszcze ten swój pancerz modyfikuje — czasem coś odczepi, czasem doda więcej. Ale im więcej ma się lat, tym trudniejsze to się staje. Człowiek sztywnieje, mechanizmy wrastają. I może nie byłoby to takie złe… można by uznać: „tak ukształtowało mnie życie, taki będę”. Tak, tylko jeden problem polega na tym, że pod tym pancerzem jest mały człowieczek, który chce, żeby go kochać. Pancerz, który miał go chronić, jak był mały, później też zaczął go izolować od miłości. I niestety to jest często przyczyną, że człowiek jest nieszczęśliwy. To jest przyczyną, że pragnie być kochany, a krzywdzi innych. Chciałby robić dobrze, a wychodzi jak zawsze. Zbroja blokuje, narzuca zachowania. W ten sposób maluszek czuje się coraz mniej kochany i nieszczęśliwy. Jest poraniony i zagubiony…
I tu pojawiają się „zabawki dorosłych”. Ponieważ nie widzą maluszka, nie mają z nim kontaktu wewnątrz swojej zbroi, a proste sposoby się nie sprawdzają, zaczyna się wchodzenie w uzależnienia. Wyciszacze bólu na teraz, żeby było lepiej, żeby lepiej się poczuć. I to mogą być bardzo różne rzeczy… jak na przykład: alkohol, papierosy, pornografia, masturbacja, praca, pieniądze, gry komputerowe, zakupy… itp.
To nie karmi dziecka w środku, niestety. To tylko zagłusza jego krzyki, które są takie trudne i sprawiają cierpienie. Ten pancerz też wpływa na to, że nie potrafimy wchodzić w relacje z innymi. Często mechanizmy zbroi „chronią” nas przed zranieniem, mimo że takie jeszcze się nie wydarzyło. Dzieje się to na przykład przez to, że wycofujemy się z relacji, zanim ktoś nas zrani, albo ranimy innych, żeby sami nie zostać zranionymi, albo uciekamy od konfrontacji, czy też uzależniamy się od drugiego człowieka. I to dotyczy w takim czy innym stopniu praktycznie wszystkich ludzi.
Rozdział 2
Od razu powiem, że człowiek nie jest w stanie pozbyć się całkowicie tego, co przeżył i doświadczył. Jednak jeśli „przepracuje” te trudne rzeczy, resztki zbroi będą gdzieś w tle tylko czasem się odzywać. Ważne jest też, żeby pamiętać, że wszelkie procesy w człowieku dzieją się w czasie. Tak jak przez lata maluszek, a potem nastolatek, nakłada zbroję, tak nie da się jej ściągnąć w jeden dzień. To jest taki nawyk, przyzwyczajenie, które weszło w automatyzm i działa bez naszej wiedzy. Pamiętaj proszę więc, kiedy to czytasz, że to jest proces wymagający czasu. Ja piszę ci o czymś, co we mnie też nie stało się w jeden dzień. Jeśli pocieszy cię to — ja też jestem strasznie niecierpliwa i mnie bardzo irytowało, że trwa to tak długo i nie znika od razu.
Żeby łatwiej było zrozumieć, jak to działa, podam porównanie. Bo to też nie jest tak, że tych mechanizmów jest bardzo dużo. Chodzi o to, że one są trochę zakręcone jak spirala. I zjeżdżając nią na dół, mijasz te same punkty, tylko o piętro niżej. Tak jak schodzi się po schodach w bloku: po zrobieniu pełnego okrążenia jest kolejne piętro i są mieszkania. Tak podobnie różne mechanizmy i emocje są w człowieku. I kiedy raz dotkniesz jakiejś trudności i wydaje ci się, że masz to z głowy — „uporałem się z tym” — a za jakiś czas ona wróci. Więc to nie jest tak, że się cofasz. I nie jest tak, że tamta praca nie miała znaczenia. Po prostu zszedłeś o piętro niżej niż wcześniej, w ten sam punkt. I to jest dobrze. Ponieważ to znaczy, że twój maluszek poczuł się bezpieczniej i pokazuje ci kolejne trudne rzeczy i emocje dotyczące tej rany i mechanizmu. Bo wszystko, co się otwiera, wychodzi, kiedy jest bezpiecznie. To trochę jak spłoszone dzikie zwierzęta. Kiedy jest zagrożenie, one uciekają i się chowają. Pokazują się, kiedy jest bezpiecznie. Więc kiedy coś do ciebie wraca, to wiedz, że to jest dobrze.
Kolejna sprawa, bardzo ważna. Ta zbroja i wszystkie mechanizmy w niej, one są jak system operacyjny w komputerze. Działają w tle i są naszym drogowskazem i mapą działania. Wszystko jest zaprogramowane. Więc kiedy zacznie się je odinstalowywać, to jest tak, jakbyś został bez żadnego systemu, bez mapy i bez drogowskazu. I też bez zbroi. Czyli twoje wnętrze zostaje z niczym, zanim nauczy się nowych nawyków — już zdrowych i bezpiecznych. I to jest bardzo trudny czas. Bardzo! I najlepiej, i najbezpieczniej mieć obok kogoś, kto będzie obok. Nawet jeśli nie będziesz chciał czy umiał podzielić się tym, co przeżywasz w danym momencie, ważne jest, by był taki człowiek przy tobie. Ten czas to był chyba najtrudniejszy moment mojego życia. Wszystko wydawało się być za trudne, za wielkie i bez sensu. Cierpienie zdawało się mnie przygniatać. To było dno. Ciemne i smutne. I nie piszę ci tego, by cię zniechęcać czy straszyć. Piszę, by powiedzieć ci, że jeśli tam zejdziesz, to nie jesteś sam. Ja też tam byłam. I druga sprawa: jeśli to zrobisz, to świadczy o tym, że jesteś niesamowicie odważny. Nikt nigdy nie zrozumie w pełni tego, czego doświadczasz. I niestety nie przeżyje tego za ciebie.
Żeby wytłumaczyć, jak działa mechanizm, podam przykład, który we mnie pracował. We mnie bardzo mocno było zakorzenione, że ja odcinałam czy rezygnowałam z czegoś, bo bałam się, że stracę tę osobę. Bałam się, że ktoś mnie odrzuci, nie zgodzi się na coś, co jest dla mnie ważne. Więc żeby nie zostać zranioną, ja sama rezygnowałam z tego wcześniej albo w ogóle nie podejmowałam żadnego działania. Bo jeśli nie zrobię nic, to ten drugi człowiek nie jest w stanie mnie zranić. I chodzi o to — nie wiem, czy też to zauważyłeś — że tak naprawdę różnica jest duża, ale tak czy inaczej tracę to, co jest dla mnie ważne. Jeśli ten człowiek by mnie zostawił — a tego nie wiemy. Zresztą to właśnie nasz lęk zniekształca to, jak widzi to drugi, i zniekształca jego intencje. Więc sama go odrzucając, tracę go na pewno (więc i tak jest ból straty) i jeszcze na dodatek zabieram drugiemu możliwość wyboru. Decyduję za niego, czy on chce być w moim życiu, czy nie.
Najważniejsze w tym jest to, żeby zobaczyć moment, w którym podejmuje się decyzję czy działanie w tym kierunku. Kiedy ja rezygnuję albo stwierdzam ze strachu, że nie warto. To jest kluczowy moment. Ważny! Możesz się zatrzymać i spytać siebie, czego się boisz. Niezależnie od tego, co to będzie, czego będziesz się bać, co przyjdzie ci do głowy — nie oceniaj tego. To wszystko są obawy twojego maluszka, który jest pod tą zbroją. To on się boi w tobie. On chce być bezpieczny i kochany. I krzyczy do ciebie, żebyś go zauważył.
Kolejną trudną rzeczą w tym procesie jest to, jak pancerz bardzo mocno wpływa na nasze postrzeganie świata. Niestety. Zaburza widzenie innych, siebie (prawdy o sobie), ale także często wpływa na postrzeganie tego, co jest dobre dla nas, a co złe. Co jest normalne, a co nie. I to jest drugi „front” walki. Emocje są pierwszym, a myśli są drugim. Możesz czuć się winny, że „przecież nie powinienem tak robić”. I argumenty naszej głowy mogą być naprawdę bardzo logiczne i bardzo modne. Pamiętaj, że system, w którym żyłeś przez całe życie, zrósł się z tobą jak druga skóra. I że ten system operacyjny komputera działa trochę jak złośliwy wirus: im bardziej próbujesz go usunąć, tym on bardziej będzie chciał zostać. To też wynika ze strachu. Maluszek boi się, że jeśli zabierzesz mu zbroję, to on nie da sobie rady. Nie oceniaj siebie ani Jego. On uczył się żyć i przetrwać w takich, a nie innych warunkach i zakładał zbroję, żeby cię chronić. Pamiętaj, te wszystkie mechanizmy służyły kiedyś twojemu dobru. Tylko trochę się przeterminowały. I czas je wymienić na nowe.
Rozdział 3
To, co chcę napisać w tym miejscu, jest czymś, co bardzo mocno łączy się z poprzednim rozdziałem i jest bardzo przydatną umiejętnością na całe życie. Ponieważ, jak już wspomniałam, to wszystko w nas jest i ta spirala nie ma końca. A zewnętrzne doświadczenia też często dokładają nam trudności.
To miejsce, o którym będę pisać, jest jak wewnętrzne sanktuarium człowieka. To jest bardzo osobiste i indywidualne, jak ty, czytając to, będziesz to przetwarzał w sobie. Masz pełną wolność tego, jak chcesz, żeby twój wewnętrzny świat wyglądał. Ja postaram się dać ci metodę, żeby go budować. Bo kiedy zaczynasz burzyć stare nawyki i mechanizmy (ściągasz zbroję), zostaje pustka, której człowiek z natury się boi. I jeszcze do tego jest chaos emocji i uczuć.
Tutaj będziemy pracować z wyobraźnią. Teraz zupełnie zostawiamy świat zewnętrzny, który nas otacza, i wchodzimy do środka siebie. I teraz posłuchaj: ty jesteś tu dyrektorem — ty jako twoja świadoma, dorosła osoba. Ty tutaj zarządzasz, sprawujesz opiekę i jesteś obrońcą. Ty budujesz i tworzysz tu atmosferę. I od ciebie wszystko zależy. Od twojej dorosłej świadomości.
I tutaj masz swój dom. Ja w moim domu mam kominek i salon. Jest też krzesło na werandzie i dwa obok kominka. Jest też wokół domu duża łąka. To jest moja przestrzeń. Choć na początku może bardziej widzisz tylko puste, suche ściany, nie ma okien i drzwi i jest zimno. Wieje wiatr, jest nieprzyjemnie. Nie martw się. Tutaj ty masz wszystko, żeby uczynić to miejsce przytulnym.
Tutaj też, w tym domu, gdzieś głęboko w piwnicy leży wystraszony twój maluszek. Jest zalękniony i słaby, głodny i zmęczony. I ciągle płacze i krzyczy (jak to maluszki mają w zwyczaju, kiedy im się coś nie podoba). Możesz próbować na niego krzyczeć, że ma być cicho… albo wybudować kolejne mury… możesz wszystko od siebie dalej odgradzać. Pamiętaj, tutaj jest twoje sanktuarium i tu wszystko zależy od ciebie. Maluszek na razie leży wystraszony… Wrócimy do niego później. Chciałabym teraz, żebyś poznał swoich przyjaciół w tym wewnętrznym świecie. Masz ich tu bardzo dużo. Są nimi twoje emocje i uczucia. I one najprawdopodobniej stoją na zewnątrz i pełnią funkcje, które w młodości maluszek im przykazał. Stoją na straży i bronią twojego domu. I twoim zadaniem jest odciążyć je z tych funkcji, które pełnią, i zaprosić do środka. Ponieważ to ty masz przejąć stery i zająć te stanowiska we własnym domu. One mają ci pomagać, a nie robić to same.
Jest też tak, widzisz, że na początku mogą być nieufne wobec ciebie, bo nie znają cię i cały czas to one pełniły te zadania. To trochę jak nowy pracownik w firmie — nie wiesz, czego się po nim spodziewać. Pokażę ci to na przykładzie lęku, bo on pełni tu najprawdopodobniej najwięcej albo najgłośniejszą funkcję. A mianowicie: stoi na murach obronnych. I jest przywódcą straży obronnej. Biega i wydaje rozkazy. Biedaczek strasznie się boi, że coś przegapi, o czymś zapomni albo ktoś go zaskoczy. Więc biega i obmyśla strategie obronne. (Uwierz, że on ma kupę pracy, choć większość i tak się nie sprawdza). Pamiętaj, że on stanął na tych murach na prośbę maluszka i chce go chronić za wszelką cenę. On chce dobrze. Pamiętaj o tym, kiedy będziesz z nim rozmawiał. To twój przyjaciel. Trochę jak dziecko. Możesz napisać do niego list. I powiedzieć mu, że go widzisz. Doceniasz jego pracę, że jest dla ciebie ważny. I przede wszystkim powiedz mu, że teraz ty będziesz prowadził, teraz ty weźmiesz odpowiedzialność za obronę. On może odpocząć. Możesz też zaprosić go do domu. Dać mu pokój. Powiedzieć, żeby ci pomagał, że może stać obok ciebie. Ale to ty będziesz dowodził. Pamiętaj, że możesz mu też powiedzieć, że widzisz, czego on się boi. Możesz mu podziękować za to, że przez tak długi czas stał na warcie. To, co mu powiesz, zależy od ciebie. Wiedz jednak, że to buduje twoje wewnętrzne bezpieczeństwo i zaufanie.
I taki schemat działa przy każdej emocji i uczuciu. Choć inne uczucia mogą pełnić lekko inne role czy pokazywać lub chronić przed innymi trudnościami. Twoje zadanie jest zawsze takie samo: ściągać z nich tę odpowiedzialność i zapraszać do domu.
Na początku, ponieważ one długo pełniły te funkcje i nagromadziło się tam już bardzo dużo emocji w twoim wnętrzu, które wcześniej nie miały jak wyjść, może być bardzo trudno. Jeśli czujesz, że przychodzi płacz, to płacz… tak długo, jak potrzebujesz. Jeśli czujesz, że potrzebujesz z kimś porozmawiać, to rozmawiaj. Jeśli chcesz otulić się kocem i schować do łóżka, to to zrób. Zadbaj o swój komfort zewnętrzny, kiedy w środku dzieje się taka wielka rewolucja. Zmiana zewnętrznych zachowań przyjdzie po rewolucji wewnętrznej, nie na odwrót.