E-book
15.59
drukowana A5
25.99
Człowiek narcystyczny

Bezpłatny fragment - Człowiek narcystyczny

Jak kultura ego niszczy relacje


Objętość:
69 str.
ISBN:
978-83-8440-430-0
E-book
za 15.59
drukowana A5
za 25.99

Wstęp

Gdy coś jest nie tak, ale nie wiesz co

Od tego cichego momentu, kiedy siedzisz obok kogoś, kto teoretycznie jest ci bliski, a mimo to czujesz się coraz bardziej sama. Kiedy rozmowy niby trwają, ale przestają coś znaczyć. Kiedy po każdej sprzeczce zostajesz z wrażeniem, że coś się wydarzyło, ale nie umiesz tego nazwać. Nie było krzyku. Nie było przemocy w oczywistej formie. A jednak coś w tobie powoli gaśnie.

To nie jest książka o ludziach, którzy kochają siebie za bardzo w potocznym sensie.

To książka o tych, przy których zaczynasz wątpić w siebie.

O tych, którzy na początku wydają się odpowiedzią na wszystkie twoje potrzeby. Są uważni, intensywni, obecni. Patrzą tak, jakbyś była najważniejszą osobą na świecie. Mówią rzeczy, które trafiają dokładnie w twoje luki. Czujesz się widziana, wybrana, wyjątkowa. I właśnie dlatego później tak trudno zrozumieć, jak to możliwe, że ta sama osoba zaczyna sprawiać, że czujesz się mała, zagubiona, niewystarczająca.

Relacje z osobami narcystycznymi nie rozpadają się nagle. One się rozpuszczają. Powoli, niemal niezauważalnie. Najpierw tracisz spokój. Potem pewność siebie. Potem zdolność do jasnego myślenia o tym, co jest normalne, a co nie. Zaczynasz analizować każde słowo, każdy gest, każdą minę. Uczysz się unikać tematów, które „wywołują problemy”. Uczysz się być ostrożniejsza, cichsza, bardziej dopasowana. I nawet nie wiesz, w którym momencie przestałaś być sobą, a zaczęłaś być wersją, która ma mniej przeszkadzać.

Najtrudniejsze w takich relacjach jest to, że krzywda nie wygląda jak krzywda. Wygląda jak nieporozumienie. Jak różnice charakterów. Jak „twoja nadwrażliwość”. Jak „jego trudne dzieciństwo”. Zawsze znajdzie się jakieś wytłumaczenie, które sprawia, że zostajesz jeszcze trochę dłużej. Bo przecież każdy ma wady. Bo przecież miłość wymaga pracy. Bo przecież kiedyś było tak dobrze.

Ta książka jest dla tych, którzy czują, że coś jest nie tak, ale nie potrafią tego uchwycić. Dla tych, którzy ciągle wracają myślami do początku relacji i próbują zrozumieć, gdzie po drodze zgubili siebie. Dla tych, którzy słyszeli zbyt wiele razy, że przesadzają, dramatyzują, robią problemy z niczego — aż zaczęli w to wierzyć.

Człowiek narcystyczny nie zawsze wygląda jak stereotypowy egoista. Często jest czarujący, inteligentny, wrażliwy na pokaz. Potrafi mówić o emocjach, ale nie potrafi ich naprawdę współodczuwać. Potrafi być blisko, ale tylko wtedy, gdy to on kontroluje dystans. Potrafi kochać — ale w sposób, który bardziej przypomina potrzebę niż relację.

Nie chodzi tu o etykietowanie ludzi ani o rozdawanie diagnoz. Chodzi o zrozumienie dynamiki, która sprawia, że jedna osoba w relacji stopniowo rośnie, a druga maleje. Że jedna czuje się coraz pewniej, a druga coraz częściej przeprasza — nawet gdy nie wie za co.

Zrozumienie jest pierwszym momentem, w którym przestajesz kręcić się w kółko. Kiedy zaczynasz widzieć wzór zamiast pojedynczych sytuacji. Kiedy dociera do ciebie, że to, co wydawało się serią przypadków, było procesem. A proces można nazwać.

Ta książka jest właśnie o nazywaniu. O zobaczeniu tego, co było rozmyte. O odzyskaniu punktu odniesienia, którym jesteś ty — twoje odczucia, twoje granice, twoja intuicja.

Bo zanim podejmiesz decyzję, czy zostać, walczyć, odejść, czy postawić granice, potrzebujesz jednego: przestać myśleć, że problemem jesteś ty.

I od tego zaczynamy.

Rozdział 1

Kim naprawdę jest człowiek narcystyczny

Człowiek narcystyczny rzadko wygląda tak, jak wyobraża go sobie większość ludzi. Nie wchodzi do pokoju z tabliczką „jestem narcyzem”. Nie zaczyna znajomości od dominacji ani pogardy. Przeciwnie — często jest kimś, przy kim czujesz się dobrze. Bezpiecznie. Wybrana. Zauważona. To ktoś, kto potrafi sprawić, że w jego obecności świat jakby się zawężał — zostajecie tylko wy dwoje i intensywność tej więzi.

Dlatego tak trudno zrozumieć, kim jest naprawdę.

Bo człowiek narcystyczny nie jest kimś, kto „za bardzo siebie kocha”. W środku bardzo często nie ma stabilnej miłości do siebie wcale. Jest tam raczej coś kruchego, niestabilnego, jak konstrukcja z cienkiego szkła. Na zewnątrz widać pewność siebie, charyzmę, czasem błyskotliwość. W środku jest lęk przed byciem niewystarczającym, przeciętnym, niewidzialnym. I to właśnie ten lęk napędza wszystko.

Narcyzm nie polega na tym, że ktoś myśli: „jestem lepszy od wszystkich”. Bardziej przypomina wewnętrzne, ciągłe napięcie: „nie mogę przestać być kimś wyjątkowym, bo inaczej się rozpadnę”. To nie jest wybór stylu bycia. To mechanizm przetrwania, który kiedyś się ukształtował i z czasem stał się jedynym znanym sposobem funkcjonowania.

Dlatego człowiek narcystyczny nie buduje relacji tak jak inni. On buduje je wokół siebie.

Nie chodzi o bliskość w sensie wzajemności, ale o bliskość jako źródło potwierdzenia. Potrzebuje, by ktoś patrzył na niego z podziwem, uznaniem, zachwytem. Potrzebuje być ważny, potrzebny, wyjątkowy w czyichś oczach, bo tylko wtedy czuje, że istnieje w sposób stabilny. Problem polega na tym, że to uczucie nigdy nie zostaje w nim na długo. Wymaga ciągłego „dokarmiania” uwagą, aprobatą, skupieniem.

Drugi człowiek nie jest tu partnerem. Jest lustrem.

Jeśli to lustro odbija obraz, który narcyz chce widzieć — wszystko jest dobrze. Jest ciepło, intensywnie, blisko. Ale jeśli lustro zaczyna pokazywać coś innego — zmęczenie, własne potrzeby, granice, krytykę — pojawia się napięcie. Bo to nie zgadza się z obrazem, który musi utrzymać.

Człowiek narcystyczny nie doświadcza innych ludzi jako oddzielnych, autonomicznych światów wewnętrznych w taki sposób, jak robi to osoba dojrzała emocjonalnie. Bardziej widzi ich przez pryzmat tego, co z nim robią. Czy go wzmacniają. Czy go osłabiają. Czy dają poczucie wartości. Czy je podkopują. To nie jest chłodna kalkulacja, raczej głęboko zakorzeniony sposób odczuwania rzeczywistości.

Dlatego w relacji z nim często masz wrażenie, że wszystko kręci się wokół jego emocji, jego nastrojów, jego reakcji. Kiedy jest dobrze, świat jest jasny. Kiedy on ma gorszy moment, atmosfera gęstnieje, jakby całe pomieszczenie wypełniało się napięciem. Uczysz się to wyczuwać. Dostosowywać. Przewidywać.

Jednocześnie człowiek narcystyczny potrafi być niezwykle przekonujący w swojej wrażliwości. Może opowiadać o trudnym dzieciństwie, o braku zrozumienia, o tym, jak bardzo został zraniony. I często to jest prawda. Tyle że ta historia nie prowadzi go do większej empatii wobec innych. Raczej do skupienia na własnym bólu jako centrum świata.

Empatia narcystyczna bywa selektywna. Potrafi być obecna, gdy wzmacnia jego obraz siebie jako osoby dobrej, wrażliwej, głębokiej. Zanika jednak wtedy, gdy musiałaby ustąpić miejsca twoim emocjom, zwłaszcza jeśli są one niewygodne albo wskazują na jego odpowiedzialność.

Najważniejsze jest to, że człowiek narcystyczny nie manipuluje zawsze z premedytacją. To nie musi być świadoma gra. To raczej automatyczny sposób regulowania własnego wewnętrznego napięcia. Kiedy czuje się zagrożony, zawstydzony, krytykowany — nawet bardzo delikatnie — jego psychika reaguje obronnie. Może umniejszać, odwracać role, wycofywać się emocjonalnie albo przerzucać winę. Nie po to, by cię zniszczyć, lecz po to, by samemu nie poczuć się zniszczonym.

Problem w tym, że skutki dla drugiej osoby są realne, niezależnie od intencji.

W relacji z człowiekiem narcystycznym stopniowo zaczynasz czuć, że twoje emocje zajmują mniej miejsca. Twoje potrzeby są „trudne”, twoje granice „niepotrzebnie komplikują sprawy”, twoje reakcje „są przesadzone”. Nie dlatego, że takie są. Ale dlatego, że nie mieszczą się w świecie, w którym centrum musi pozostać on.

Człowiek narcystyczny często nie potrafi kochać w sposób, który zakłada równość. Jego miłość bywa intensywna, ale niestabilna. Pełna zachwytu, gdy czuje się dobrze w relacji, i pełna chłodu lub dystansu, gdy coś w nim zostaje poruszone. Bliskość jest możliwa, ale tylko do momentu, w którym nie zagraża jego konstrukcji psychicznej.

Najtrudniejsze jest to, że ten człowiek nie jest jednowymiarowy. Nie jest tylko „zły”. Potrafi być ciepły, opiekuńczy, zabawny, inspirujący. Właśnie dlatego tak trudno odejść. Bo widzisz te momenty i myślisz, że to jest jego prawdziwa twarz, a reszta to chwilowe kryzysy. Tymczasem prawda jest bardziej złożona — jedno i drugie jest prawdziwe. Tyle że to, co ciepłe, nie wystarcza, by zbudować bezpieczną relację.

Człowiek narcystyczny to ktoś, kto desperacko potrzebuje potwierdzenia swojej wartości, a jednocześnie nie potrafi przyjąć drugiej osoby jako kogoś równie ważnego i odrębnego. To ktoś, kto boi się bycia zwykłym tak bardzo, że nieświadomie używa relacji, by uciec od tego lęku.

I to właśnie w tej ucieczce najczęściej gubi ciebie.

Rozdział 2

Jak rodzi się narcyzm

Nikt nie rodzi się narcystyczny.

Rodzimy się zależni, wrażliwi i całkowicie uzależnieni od tego, jak ktoś na nas patrzy. Małe dziecko nie wie, kim jest. Dowiaduje się tego z twarzy opiekuna. Z tonu głosu. Z tego, czy jego płacz spotyka się z odpowiedzią, czy z irytacją. Z tego, czy jego radość jest widziana, czy ignorowana. To właśnie w tych pierwszych relacjach buduje się wewnętrzne poczucie: „jestem w porządku taki, jaki jestem” albo „muszę się zmieniać, żeby zasłużyć na miłość”.

Narcyzm zaczyna się tam, gdzie dziecko nie może być sobą w sposób bezpieczny.

Czasem oznacza to chłód emocjonalny. Rodzica, który jest fizycznie obecny, ale emocjonalnie niedostępny. Dziecko wyciąga ręce, szuka kontaktu, chce być zauważone — i trafia w pustkę. Nie dostaje potwierdzenia swojego przeżywania, nie uczy się, że jego emocje mają znaczenie. W takim środowisku rodzi się poczucie niewidzialności, a wraz z nim wewnętrzny głód bycia dostrzeżonym za wszelką cenę.

Innym razem sytuacja wygląda odwrotnie. Dziecko jest nadmiernie podziwiane, stawiane na piedestale, traktowane jak wyjątkowe w sposób, który nie ma związku z realnością. „Jesteś najlepszy”, „jesteś wyjątkowy”, „nikt nie jest taki jak ty” — to może brzmieć jak miłość, ale jeśli nie towarzyszy temu przestrzeń na zwykłość, błędy i słabość, dziecko uczy się, że jego wartość zależy od bycia ponad innymi. Zwykłość zaczyna oznaczać zagrożenie.

Czasem narcyzm rodzi się z chaosu. W domu, w którym emocje dorosłych są nieprzewidywalne, gdzie raz jest ciepło, a raz zimno, gdzie dziecko nigdy nie wie, w jakim nastroju zastanie rodzica. W takiej atmosferze uczy się skanować otoczenie, dostrajać się, reagować tak, by utrzymać choć odrobinę stabilności. Jego uwaga przestaje być skierowana do środka. Cała energia idzie w kontrolowanie zewnętrznego świata, by uniknąć odrzucenia lub wybuchu.

We wszystkich tych scenariuszach wspólny jest jeden element — brak bezpiecznego doświadczenia bycia widzianym jako całość. Dziecko nie może być jednocześnie dobre i złe, silne i słabe, radosne i złe. Musi stać się jakąś wersją siebie, która zwiększa szanse na akceptację. Powstaje więc „ja”, które działa, radzi sobie, imponuje, dostosowuje się. A pod spodem zostaje część krucha, zawstydzona, przestraszona, która nigdy nie dostała wystarczająco dużo miejsca.

Ta wewnętrzna część nie znika. Zostaje odcięta.

Narcyzm to w dużej mierze sposób, w jaki psychika chroni się przed kontaktem z tym bólem. Zamiast czuć małość, wstyd czy bezradność, człowiek buduje obraz siebie, który jest silny, wyjątkowy, niezależny od innych. Ten obraz nie jest jednak stabilny. Trzeba go ciągle podtrzymywać, bo pod nim wciąż istnieje dawne doświadczenie niewystarczalności.

Dlatego dorosły człowiek narcystyczny tak silnie reaguje na krytykę, odrzucenie czy brak uwagi. To nie są dla niego drobne sytuacje. To uruchamia dawny, głęboki lęk, że znów staje się kimś niewidzialnym albo bezwartościowym. Jego reakcje mogą wydawać się przesadzone, ale w jego wewnętrznym świecie stawką jest przetrwanie poczucia siebie.

Wiele osób narcystycznych dorastało w środowisku, w którym miłość była warunkowa. Dostępna, gdy dziecko spełniało oczekiwania, było grzeczne, zdolne, silne, pomocne. Wycofywana, gdy pojawiała się złość, smutek, sprzeciw. W takim świecie naturalne emocje stają się zagrożeniem. Dziecko uczy się je tłumić albo przekształcać w coś bardziej akceptowalnego — na przykład w perfekcjonizm, osiągnięcia, bycie „lepszym”.

Niektóre dzieci wchodzą też w rolę emocjonalnego opiekuna rodzica. Słuchają jego problemów, pocieszają, przejmują odpowiedzialność za jego nastrój. Uczą się, że ich zadaniem jest regulowanie innych, nie siebie. W dorosłości ta dynamika może przerodzić się w potrzebę kontrolowania relacji i skupiania uwagi na własnych przeżyciach, bo tylko wtedy czują, że sytuacja jest bezpieczna.

W żadnym z tych scenariuszy nie było przestrzeni na proste doświadczenie: „mogę być sobą i nadal zasługuję na miłość”. Zamiast tego pojawiło się przekonanie: „muszę być kimś określonym, żeby przetrwać emocjonalnie”.

Narcyzm jest więc paradoksalnie historią o przystosowaniu. O dziecku, które zrobiło wszystko, co mogło, by poradzić sobie w świecie, który nie dawał mu wystarczająco bezpiecznego odbicia. Problem polega na tym, że strategia, która kiedyś chroniła, w dorosłości zaczyna niszczyć relacje. Bo bliskość wymaga odsłonięcia tej części, która kiedyś była zbyt zagrożona, by ją pokazać.

Człowiek narcystyczny wciąż ucieka przed dawnym doświadczeniem bycia niewystarczającym. Tyle że teraz robi to kosztem innych. Nie dlatego, że taki się urodził, ale dlatego, że kiedyś nauczył się, że tylko w ten sposób da się przetrwać emocjonalnie.

Zrozumienie tego nie oznacza usprawiedliwienia jego zachowań. Oznacza jedynie zobaczenie, że pod tym, co rani, stoi stary, nierozwiązany ból. I że dopóki on nim rządzi, każda relacja staje się polem walki o utrzymanie kruchego obrazu siebie — a nie miejscem prawdziwego spotkania.

Rozdział 3

Pierwsze wrażenie: czar, magnetyzm, idealizacja

Relacja z człowiekiem narcystycznym bardzo rzadko zaczyna się od czerwonych flag. Zaczyna się od wrażenia, że wydarza się coś niezwykłego. Coś intensywnego, niemal filmowego. Nie ma w tym przypadku ani chłodu. Jest raczej poczucie przyciągania, jakby między dwojgiem ludzi nagle powstało pole magnetyczne.

To pierwsze spotkanie często zostaje w pamięci na długo. Nie dlatego, że wydarzyło się coś spektakularnego, ale dlatego, że towarzyszyło mu poczucie bycia zobaczoną w sposób, którego wcześniej się nie doświadczało. Człowiek narcystyczny potrafi patrzeć tak, jakbyś była jedyną osobą w pomieszczeniu. Słucha z uwagą, dopytuje, zapamiętuje szczegóły. Jego zainteresowanie wydaje się szczere, a intensywność kontaktu budzi poczucie wyjątkowości.

To nie jest przypadek. To jego naturalna umiejętność.

Osoby narcystyczne często mają dobrze rozwiniętą zdolność odczytywania innych ludzi. Potrafią szybko wyczuć, czego ktoś potrzebuje, czego mu brakuje, za czym tęskni. Nie robią tego jak terapeuci — z troski. Robią to instynktownie, jako część swojej strategii budowania więzi, która daje im poczucie kontroli i potwierdzenia własnej wartości.

Dlatego tak trafnie mówią rzeczy, które poruszają najczulsze miejsca. Komplementy nie są ogólne. Są precyzyjne. Dotykają tego, co w tobie wrażliwe, niepewne, niedocenione. Masz wrażenie, że ktoś w końcu zobaczył coś, co inni pomijali. To buduje poczucie szczególnej więzi — nie tylko sympatii, ale zrozumienia.

W tej fazie człowiek narcystyczny często idealizuje. Widzi w tobie kogoś wyjątkowego, niezwykłego, innego niż wszyscy. Mówi o waszym „połączeniu”, o tym, że dawno nie czuł czegoś takiego. Tempo relacji bywa szybkie. Bliskość rośnie w zawrotnym tempie. Pojawia się wrażenie, że znacie się od lat, że wszystko „tak po prostu pasuje”.

Dla osoby po drugiej stronie to doświadczenie bywa odurzające. Intensywność emocji, uwagi i ciepła daje poczucie bezpieczeństwa i sensu. Czujesz się wybrana. Jakbyś w końcu znalazła kogoś, kto naprawdę cię widzi. W naturalny sposób zaczynasz się otwierać. Opowiadasz o swoich doświadczeniach, słabościach, marzeniach. Zaufanie pojawia się szybciej niż zwykle.

To właśnie tutaj rodzi się więź, która później będzie tak trudna do przerwania.

Idealizacja nie jest jednak tym samym, co dojrzała miłość. To raczej zachwyt obrazem, który powstaje na podstawie fragmentów. Człowiek narcystyczny nie zna cię jeszcze naprawdę. Ale nieświadomie tworzy wizję ciebie, która odpowiada jego potrzebom i wyobrażeniom. W tej wizji jesteś kimś, kto go rozumie, podziwia, pasuje do jego świata.

Dopóki ten obraz się utrzymuje, wszystko wydaje się idealne.

W tej fazie możesz mieć wrażenie, że jesteś lepszą wersją siebie. Bardziej pewna, bardziej żywa, bardziej atrakcyjna. To nie tylko efekt zakochania. To także wynik tego, że druga osoba nieustannie odbija cię w pozytywnym świetle. Wzmacnia to poczucie wartości, ale jednocześnie sprawia, że zaczynasz nieświadomie wiązać swoje dobre samopoczucie z jego uwagą.

To subtelny, ale ważny moment. Źródło poczucia wartości zaczyna przesuwać się na zewnątrz.

Człowiek narcystyczny w tej fazie często jest obecny intensywniej niż ktokolwiek wcześniej. Wiadomości, rozmowy, gesty, deklaracje — wszystko to buduje poczucie wyjątkowości relacji. Dla niego to także moment, w którym czuje się najbardziej spełniony. Twoja reakcja, zachwyt, otwartość są dla niego potwierdzeniem, że jest kimś ważnym, wyjątkowym, pożądanym.

Ta wzajemna intensywność tworzy silne emocjonalne powiązanie. Problem polega na tym, że fundamentem tej więzi jest idealizacja, a nie realne poznanie siebie nawzajem.

Na tym etapie trudno dostrzec, że coś może być nie tak. Wręcz przeciwnie — jeśli pojawiają się wątpliwości, często są tłumaczone jako lęk przed bliskością albo obawa przed zaangażowaniem. Intensywność bywa mylona z głębią. Szybkość z przeznaczeniem. Zachwyt z miłością.

Pierwsze wrażenie w relacji z człowiekiem narcystycznym bywa więc nie tylko pozytywne, ale wręcz hipnotyzujące. To moment, w którym powstaje historia o „wyjątkowej więzi”. I właśnie ta historia sprawi później, że nawet gdy relacja zacznie boleć, wciąż będziesz wracać myślami do początku, próbując odzyskać to, co wtedy wydawało się prawdziwe i trwałe.

Czar pierwszego etapu nie jest udawany. On jest prawdziwym doświadczeniem — tyle że opartym na obrazie, nie na rzeczywistości. A kiedy obraz zacznie pękać, różnica między tym, co było na początku, a tym, co dzieje się później, stanie się jednym z najbardziej bolesnych doświadczeń w całej relacji.

Rozdział 4

Faza miodowa — gdy jesteś „najlepsza na świecie”

Po pierwszym zachwycie przychodzi etap, który wiele osób później wspomina jak sen. Ciepły, jasny, intensywny. Faza miodowa w relacji z człowiekiem narcystycznym nie jest zwykłym początkiem związku. To doświadczenie bycia wyniesioną na poziom, którego wcześniej mogłaś nigdy nie znać.

Jesteś nie tylko ważna. Jesteś wyjątkowa.

W jego słowach, spojrzeniach i gestach pojawia się przekaz: „nigdy nikogo takiego nie spotkałem”, „z tobą jest inaczej”, „ty mnie rozumiesz jak nikt”. To nie są pojedyncze komplementy. To cała narracja, w której stajesz się kimś niezwykłym. Częścią historii o wyjątkowej relacji, która „nie zdarza się dwa razy”.

W tej fazie czujesz, że świat się zawęża. Kontakt między wami jest intensywny, częsty, emocjonalnie gęsty. Możesz mieć wrażenie, że wasza więź rozwija się szybciej niż wszystkie poprzednie. Rozmowy trwają godzinami, plany pojawiają się wcześnie, bliskość emocjonalna wydaje się głęboka i naturalna. Masz poczucie, że w końcu ktoś nie boi się zaangażowania.

Człowiek narcystyczny potrafi w tej fazie być niezwykle czuły, uważny, obecny. Dostosowuje się, zapamiętuje szczegóły, reaguje na twoje potrzeby. Możesz mieć wrażenie, że jesteś w relacji, w której nie musisz się prosić o uwagę. Ona jest — czasem aż za dużo. Ale odbierasz to jako dowód uczucia.

To właśnie tutaj rodzi się silne emocjonalne przywiązanie. Bo nie chodzi tylko o to, że jest miło. Chodzi o to, że czujesz się widziana w sposób, który porusza najgłębsze miejsca. To doświadczenie bycia najważniejszą dla kogoś może dotykać dawnych braków, tęsknot, potrzeb. I kiedy ktoś daje to w tak skoncentrowanej formie, trudno nie odpowiedzieć całym sobą.

Faza miodowa to także moment, w którym zaczynasz budować wizję przyszłości. Skoro jest tak dobrze, skoro jest tak intensywnie, naturalne wydaje się myślenie, że to coś trwałego. Zaczynasz inwestować emocjonalnie. Otwierasz się, odsłaniasz słabości, mówisz o rzeczach, których nie mówiłaś wielu osobom. Zaufanie rośnie, bo nie masz powodów, by je powstrzymywać.

W tym czasie człowiek narcystyczny również doświadcza czegoś silnego. Twoja uwaga, zachwyt, zaangażowanie są dla niego potwierdzeniem własnej wartości. Czuje się ważny, wybrany, podziwiany. Ta faza daje mu to, czego głęboko potrzebuje — poczucie bycia kimś wyjątkowym w czyichś oczach. Dlatego bywa w niej tak obecny. To moment, w którym relacja spełnia jego wewnętrzne potrzeby niemal idealnie.

Jednocześnie jednak fundament tej bliskości jest delikatny. Nie opiera się na stopniowym poznawaniu realnych ograniczeń, różnic, trudności. Opiera się na obrazie — ciebie jako idealnej partnerki i jego jako kogoś, kto w końcu znalazł „tę jedyną osobę”. Ten obraz jest piękny, ale mało elastyczny. Nie ma w nim wiele miejsca na zwykłość.

W fazie miodowej różnice są ignorowane albo wydają się nieistotne. Jeśli pojawia się drobny zgrzyt, łatwo go wytłumaczyć. Emocjonalne ciepło przykrywa niepokój. Intensywność daje poczucie, że nawet jeśli coś nie pasuje, to i tak „warto”, bo to uczucie jest wyjątkowe.

To także moment, w którym zaczynasz nieświadomie uzależniać się od tej dynamiki. Od jego uwagi, od tego, jak na ciebie patrzy, jak o tobie mówi. To lustro, w którym odbijasz się jako „najlepsza na świecie”, staje się ważnym źródłem poczucia wartości. Kiedy on jest blisko i ciepły, czujesz się pełniejsza. Gdy jest chwilowo mniej obecny, pojawia się niepokój.

Faza miodowa jest więc nie tylko przyjemna. Jest wiążąca. Tworzy silny emocjonalny ślad, do którego później będziesz wracać myślami. Bo kiedy relacja zacznie się zmieniać, gdy pojawi się chłód, krytyka czy dystans, naturalną reakcją będzie próba powrotu do tego, co było na początku. Będziesz pamiętać, jaki potrafił być. Jak na ciebie patrzył. Jak mówił.

I właśnie dlatego ten etap jest tak ważny w całej dynamice. To nie jest tylko „ładny początek”. To moment, w którym powstaje historia o wielkiej miłości, wyjątkowej więzi i kimś, kto widział w tobie coś niezwykłego. Historia, która sprawi, że nawet gdy później zaczniesz cierpieć, wciąż będziesz mieć w sobie pytanie: „gdzie podział się ten człowiek z początku?”.

Rozdział 5

Od idealizacji do dewaluacji

Przejście z fazy miodowej do kolejnego etapu rzadko wygląda jak nagłe załamanie. To raczej subtelna zmiana temperatury, którą na początku trudno uchwycić. Jeszcze niedawno byłaś „najlepsza na świecie”. Teraz coś w jego spojrzeniu staje się chłodniejsze. Słowa nie są już tak miękkie. Reakcje — mniej czułe. Nie dzieje się nic dramatycznego. A jednak czujesz, że coś się przesunęło.

Człowiek narcystyczny nie przestaje nagle widzieć w tobie zalet. On przestaje widzieć w tobie ideał. A to dla niego zasadnicza różnica. Idealizacja nie była realistycznym obrazem, tylko emocjonalną projekcją. Kiedy zaczynasz być sobą w pełnym wymiarze — ze zmęczeniem, gorszym dniem, innym zdaniem, potrzebą przestrzeni — obraz zaczyna pękać.

Dla osoby o narcystycznej strukturze to pęknięcie jest trudne do zniesienia. Bo nie chodzi tylko o ciebie. Chodzi o to, że skoro ty nie jesteś już idealna, to relacja przestaje być dowodem jego wyjątkowości. A to budzi frustrację, rozczarowanie, czasem nawet ukrytą złość.

Na tym etapie zaczynają pojawiać się drobne sygnały. Żarty, które mają w sobie szpilkę. Porównania do innych. Komentarze o twoim zachowaniu, wyglądzie, sposobie mówienia. Nie są jeszcze otwartą krytyką. Raczej czymś, co można zbyć uśmiechem. „Przewrażliwiona jesteś”, „no nie przesadzaj”, „mówię to dla twojego dobra”.

To właśnie tu zaczyna się dewaluacja — proces stopniowego obniżania twojej wartości w jego oczach i, z czasem, w twoich własnych.

Nie chodzi o to, że nagle stajesz się „zła”. Chodzi o to, że przestajesz być doskonała. A dla człowieka narcystycznego różnica między „idealna” a „rozczarowująca” bywa zaskakująco mała. W jego wewnętrznym świecie trudno utrzymać jednocześnie obraz kogoś dobrego i niedoskonałego. Łatwiej jest przesunąć cię z piedestału na niższy poziom.

Zaczynasz zauważać, że jego uwaga jest mniej stała. Że czasem znika emocjonalnie. Że twoje potrzeby zaczynają być odbierane jako roszczeniowe. To, co wcześniej było dowodem bliskości, teraz bywa traktowane jako problem. Gdy mówisz o swoich uczuciach, możesz usłyszeć, że dramatyzujesz. Gdy prosisz o rozmowę, pojawia się zniecierpliwienie.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 15.59
drukowana A5
za 25.99