E-book
15.75
drukowana A5
53.72
Człowiek który widział aniołów

Bezpłatny fragment - Człowiek który widział aniołów


Objętość:
224 str.
ISBN:
978-83-8440-987-9
E-book
za 15.75
drukowana A5
za 53.72

Global Propheric Alliance —

Pan Niebiańskich Zastępów wysyła teraz swoich aniołów posłańców na całą ziemię! Spojrzałem i zobaczyłem w duchu aniołów Bożych niosących w rękach zaproszenia światła dla dzieci Bożych. Zaproszenia były światłem wyrytym na pięknych kawałkach pergaminu. Gdy aniołowie dawali zwoje dzieciom Bożym, patrzyłem, jak pergamin rozwijał się jak odsłaniane światło. I widziałem, jak światło z tego świętego zaproszenia rozpędzało wszelką ciemność w odbiorcy, aż całe jego ciało zostało oświecone. Duch Pański mówi: „Ja jestem światłością świata. Pójdź za Mną, a nigdy nie będziesz chodził w ciemności, bo będziesz miał światłość życia. Jestem Ojcem świateł. Nie ma we Mnie cienia ani zmienności, a Ja stałem się twoim ojcem przez Moje słowo prawdy. Teraz przyjmij Moje zaproszenie, bo to Moje słowo prawdy rozwinie Moje światło w tobie. Teraz jest czas na odnowioną pasję dla Mojego pisanego, mówionego i żywego słowa.”

Wprowadzenie od polskiego wydawcy

Książka którą dzisiaj wam prezentuje, jest szczególna, opowiada o doświadczeniach pastora Rolanda Bucka. Do tej pory nie ukazała się w języku polskim, książka jego autorstwa. Więc czytelnik nie zna tego przesłania, które Bóg przekazał przez aniołów i Rolanda. Tą drogą chcę podziękować amerykańskiemu kustoszowi dzieł R. Bucka za zezwolenie na tłumacza na język Polski. Tłumaczył z języka angielskiego Czesław Czyż


Czesław

Came across your website about the history and spiritual experiences of R. Buck, and it truly touched my heart. I would like to publish the book “Angels of Assignment” in Polish — not for profit, but to share its message. I am asking for permission to publish R. Buck’s book in Polish.


Angels on Assignment

Yes, go ahead & publish in Polish. I’m just the webmaster who built this web site over 20 years ago. I’m NOT associated with Buck family, or Whitaker House Publishing, who own the book rights, last I heard many years ago. I’m considering not renewing the web site, after August, 2026, after 24 years.


Drugą książkę o życiu Rolanda napisała jego córka Sharon White. „Człowiek który rozmawiał z aniołami”. Przedstawia w niej życiorys jej ojca od narodzin aż po grób. Dla mnie najważniejszym przekazem jest przesłanie z nieba, więc z jej dzieła wybrałem fragmenty, które przybliżą nam postać pastora Backa. Doświadczenia i cuda które towarzyszyły Rolandowi, potwierdzają autentyczność widzeń. Został zabrany do nieba, do Sali Tronowej, tam otrzymał zadania do wykonania, listę imion i nazwisk osób, z którymi miał się spotkać, i przekazać im naukę o zbawieniu. Ogólnie wszystkich znaków było 120 które zrealizował w swoim życiu. Wiele nazwisk z tej listy nigdy wcześniej nie widział, i nie znał. Kiedy zadanie zostało wykonane Pan odwołał go z Ziemi. W swojej książce „Zwiedzenia w Kościele”, Podaje punkty jak odróżnić proroctwa prawdziwe od fałszywych. Czytelnik zawsze zada sobie najpierw pytanie. Czy wizja pochodzi od Boga? W przypadku Bucka wszystkie kryteria prawdziwości są spełnione. Spotkania z aniołami, Back nie traktuje jako zachęty do kultu aniołów, nie pozwala na modlitwy do aniołów, ani wzywania aniołów zamiast Jezusa. Aniołowie pełnią tu rolę tych, co przekazują wolę Boga, i nie są przedmiotem czci. Na początek zapoznajmy się z bohaterem książki, poprzez najbliższą mu osobę


Człowiek który rozmawiał z aniołami


Sharon, napisz książkę o swoim tacie! Głos był tak wyraźny, że aż mnie wyrwał ze snu! Leciałam samolotem do Wirginii, na wpół śpiąc. Razem z mamą miałyśmy wygłosić przemówienie i zaśpiewać na jednym ze spotkań zaplanowanych przed śmiercią taty. Potrząsnęłam głową, żeby się uspokoić, i od razu zapadłam w drzemkę. Lecieliśmy już jakieś pięć godzin. Byłam niesamowicie podekscytowana, bo to była moja pierwsza tak długa podróż samolotem. Nigdy nie byłam tak daleko w kraju. Teraz ekscytacja opadała. Silniki samolotu cicho buczały. Piękny dzień, wysoko nad chmurami. Znów zaczęłam odpływać.


Sharon, napisz książkę o swoim tacie! Usiadłam przestraszona i całkowicie rozbudzona! Moje serce biło z prędkością światła. Czułam motyle w brzuchu. Znałam ten głos i był teraz znacznie głośniejszy. Spojrzałam na mamę, która spokojnie kartkowała magazyn. Wokół mnie pasażerowie spali albo cicho rozmawiali. To nie był pierwszy raz, kiedy Pan z pewnością przemówił do mojego serca. Jako lider muzyczny w Central Assembly, budziłam się w środku niezliczonych momentów, gdy Pan mówił do mnie o rzeczach, o których już myślałam, albo podsuwał mi pomysły na nasze muzyczne produkcje. Jego przemówienie do mojego serca tym razem było tak zaskakujące, ponieważ pisanie książki było ostatnią rzeczą, o której myślałam.


Pomyślałem: „Boże, wiesz, że od liceum próbowałam napisać coś o moim tacie i nigdy niczego nie skończyłam. Mój umysł tak bardzo wyprzedzał ołówek, że w przypływie frustracji porzucałam ten pomysł”.


Mój tata i ja byliśmy sobie bardzo bliscy. Pracowałam z nim jako prowadząca uwielbienie przez dziewięć lat; a jako najstarsze z czwórki dzieci byłam dla niego swego rodzaju eksperymentem, źródłem frustracji i radości. W liceum, na studiach, a nawet kilka miesięcy przed jego śmiercią, wielokrotnie próbowałam napisać artykuł o moim tacie do „Reader’s Digest”. Planowałam wysłać go do „Mojej Najbardziej Niezapomnianej Postaci” w „Digest”. Nie miałam absolutnie żadnych wątpliwości, że artykuł zostanie zaakceptowany. Wyobrażałam sobie, jak wręczam go tacie jako prezent na Dzień Ojca. „A tak przy okazji, tato, w tym „Reader’s Digest” jest krótki artykuł o tobie, który może ci się spodobać!”. Wyobrażałam sobie jego podekscytowanie i dumę. Ale teraz go nie było i myślałem, że to marzenie odeszło wraz z nim.


Przypomniałam Panu o tym i o mojej frustracji, jaką odczuwałam, pisząc kiedyś o Tacie, a Pan po prostu powiedział: Weź dyktafon i opowiedz jego historię. Mama i ja spędziłyśmy cudowny czas w Wirginii. Postanowiłam nikomu nie wspominać o tym, jak Pan do mnie przemówił, nawet mężowi. W ten sposób, nawet jeśli nic z tym nie zrobię, nikt nie będzie mógł się ze mnie śmiać. Wróciłam do domu i postanowiłam przespać pierwszy poranek po powrocie, bo czułam lekki jet lag. Właśnie przysypiałam, gdy znów poczułam motyle w brzuchu, serce zaczęło mi walić, a Pan powiedział: „A co z tym dyktafonem?”. „Nie teraz, Panie” — powiedziałam — „Chcę spać!”. Nie ma mowy! Przewracałam się z boku na bok, a Pan w myślach powtarzał: „Zabierz ten dyktafon!”. W końcu się zgodziłam, zadzwoniłem do firmy dostarczającej sprzęt dla firm, umówiłam się na wynajem dyktafonu i natychmiast zasnąłam. Kiedy młody człowiek przyniósł dyktafon, powiedziałam mu, że będę go potrzebowała tylko przez kilka dni, bo zamierzam napisać książkę o moim ojcu. Spojrzał na mnie dziwnie i zapytał: „Napiszesz książkę za kilka dni?”. Odpowiedziałam: „Jasne!”.


Krótko mówiąc, usiadłam z małym dyktafonem i powiedziałam: „Dobrze, Panie, chodźmy, napełnij mi usta!”. Zacząłam opowiadać. Zajęło mi to prawie dziesięć minut. Nagle zdałam sobie sprawę, że nie mam wystarczająco dużo informacji. Powiedziałam: „Panie, myślałam, że ty i ja napiszemy tę książkę. Myślałam, że będziesz mówić przeze mnie do tego dyktafonu”. Wyobrażam sobie, jak Pan się uśmiecha, kręci głową, lekko wzdycha, a potem mówi jasno jak dzwon: Sharon, najpierw zrób plan. Pomogę ci. I tak zrobił. Zaimponował mnie, bym zebrała informacje od wszystkich członków rodziny i osób, które były związane z moim ojcem w latach jego dorastania. Jako bonus, mój wujek, Paul Williscroft, „przypadkiem” przyjechał w tym czasie z Niemiec. Od wielu lat prowadził działalność wydawniczą w ramach swojej działalności misyjnej. Wujek powiedział mi, że jestem na dobrej drodze we wszystkim, co robię. Uważał, że konspekt jest solidny, pomysł zwrócenia się do członków rodziny i przyjaciół był świetny, ale ja musiałam pójść o krok dalej. Powiedział mi, że powinnam podzielić się z członkami naszej wspólnoty tym, co robię, i poprosić ich o sugestie. Odpowiedziałam mu: „To znaczy, że muszę o tym opowiedzieć ludziom, a potem będę zobowiązana do napisania książki, albo zrobię z siebie idiotkę!”. . Podzieliłam się tym ze zgromadzeniem i wszyscy byli niesamowicie podekscytowani. I rzeczywiście, ludzie za każdym razem, gdy mnie widzieli, pytali: „Jak idzie praca nad książką?”. To oznaczało, że muszę zacząć. Czułam się dobrze, kiedy mogłam szczerze powiedzieć: „Książka idzie świetnie!”.


Nawrócenie

W 1928 roku, gdy Roland miał dziesięć lat, cała rodzina przeżyła prawdziwą odnowę duchową w starym teatrze w Snohomish w stanie Waszyngton. Pewnej niedzielnej nocy misjonarz z Chin odwiedzał kościół chrześcijański. Nabożeństwo było piękne, a po nim młody Roland wyszedł na przód, aby się pomodlić. Dosłownie upadł w Duchu. Nikt w tym kościele nigdy wcześniej czegoś takiego nie widział. Wtedy Roland zaczął mówić w języku, którego nigdy się nie uczył. Misjonarka była zaskoczona, po czym podeszła i usiadła obok niego. Słuchała przez chwilę, a potem powiedziała: „Mówi perfekcyjnym chińskim!”. To był dialekt, którego nauczyła się do pracy w Chinach. Zaczęła tłumaczyć, gdy on mówił. Roland przemawiał w tym języku przez ponad godzinę. Opowiadał o potężnych cudach Boga. Bóg przemówił przez niego, opowiadając tym ludziom o niebie i tym, co przygotowuje dla swojego ludu. Roland dzielił się z nimi po chińsku, tłumaczonym przez misjonarza, tym, jaki naprawdę jest Bóg! Pięćdziesiąt lat później, w Boise w stanie Idaho, tata opowiedział mi, jak anioł Gabriel stał w jego salonie. Opowiedział mi, że anioł był ubrany w białą, sięgającą do ud tunikę, sznurowaną złotem pod szyją, z szerokim, błyszcząco-złotym pasem w talii. Miał na sobie coś, co wyglądało jak białe spodnie. Jego buty błyszczały tak jaskrawo, że płonęły ogniem. Jego włosy były złote i proste. Miał ponad dwa metry wzrostu i szczupłą, ale bardzo muskularną sylwetkę. Jego ubranie i twarz zawsze promieniowały świętym blaskiem, ponieważ anioł Gabriel przebywa w obecności Boga. Podczas tej konkretnej wizyty anioł opowiedział tacie o tym, jak jako dziesięcioletni chłopiec przemówił przez Ducha Świętego w innym języku, opisując Ojca.


Gabriel powiedział tacie, że był tam w tym czasie. Następnie opowiedział o wielu sytuacjach z życia mojego taty, kiedy Bóg go tam posłał. Bóg z pewnością miał plan dla mojego taty. Jedną z rzeczy, które Bóg tak jasno objawił przez swojego boskiego posłańca, jest to, że Bóg miał plan dla każdego od czasów przed założeniem świata. Bóg dał mojemu tacie do zrozumienia, że wydarzenia, które On zarządził, muszą się wydarzyć! Ludzie są z góry przeznaczeni. Bóg włączył cię w swój wielki, rozwijający się plan, ale nie naruszy twojej woli. Możesz wybrać, by doświadczyć radości i ekscytacji płynącej z partnerstwa z Nim. Roland nie był doskonały. Miał porywczy temperament i był uparty, ale po chrzcie w Duchu Świętym cechy te zostały na nowo ukierunkowane. W miarę jak w jego życiu rozwijał się owoc Ducha Świętego, upór przerodził się w wytrwałość i determinację, by dokończyć coś, co już zaczął. Jego temperament, z pomocą Pana, przerodził się w pragnienie pojednania ludzi z Ojcem. Już jako dziesięciolatek, współczująca natura Chrystusa zaczęła się ujawniać. Kolejną cechą, która zaczęła się ujawniać, była mądrość niezwykła u tak młodego człowieka. Cała rodzina, a zwłaszcza jego bracia i siostry, patrzyli na młodego Rolanda jak na człowieka rozjemcy. Ten „owoc Ducha”, który pozostał widoczny przez czterdzieści jeden lat jego posługi. Roland był człowiekiem rozjemcą.


Walt nie przyjął Pana razem z resztą rodziny. Pewnego dnia wrócił ze szkoły i nikogo nie zastał. W całym domu panowała cisza. Ubrania matki leżały złożone na łóżku. Pierwszą myślą Walta było: Pan przyszedł, a ja zostałem! Potem pomyślał: Pójdę do lasu i zobaczę, czy znajdę Rolanda. Jeśli nadal tu jest, będę pewien, że Pan jeszcze nie przyszedł, bo kiedy Pan przyjdzie, wiem, że Roland odejdzie! Walt pobiegł do lasu, wołając Rolanda.

Roland był w lesie, ścinając małe drzewka. Widząc nadchodzącego młodszego brata, postanowił schować się za drzewem i go nastraszyć. Roland zostawił siekierę wbitą w drzewo, które ścinał. Obserwując, zobaczył Walta, który rozpaczliwie rozglądał się dookoła. Nagle Walt zauważył siekierę wbitą w drzewo. Wtedy zrozumiał, że Pan na pewno przyszedł, zabrał Rolanda, a on został sam. Walt upadł na kolana i zaczął płakać i szlochać. Potem zaczął modlić się na cały głos, prosząc Pana, aby mu wybaczył i wrócił, aby go również zabrał! Nagle Walt poczuł silne ramię na ramionach, gdy Roland mocno go ścisnął. Jego przerażenie związane z byciem pozostawionym w tyle ustąpiło pod osłoną niedźwiedziego uścisku brata. Walt mówi, że właśnie tak myśli o swoim bracie, nawet przez lata, kiedy oboje dorastali i byli w służbie. Kiedy Walt myśli o Rolandzie, przypomina sobie silne, pełne współczucia ramię na ramionach, ściskające go, które jakimś sposobem naprawiło wszystko na świecie.


Jesienią Walter Daggett dołączył do Rolanda jako jego pastor pomocniczy. Obaj młodzi mężczyźni na zmianę wygłaszali kazania i prowadzili nabożeństwa i pieśni. Roland był znakomitym kaznodzieją i spędzał wiele czasu na modlitwie i medytacji nad swoimi kazaniami. Chociaż zgromadzenie było niewielkie, postawa Rolanda wtedy i przez cały okres jego posługi polegała na dzieleniu się Jezusem, który pozostawiłby tysiące ludzi tym, którzy poszli za Nim, by udać się do Samarii i głosić ewangelię jednej niedotykalnej kobiecie. Dla Rolanda każde wygłoszone przez niego kazanie było najważniejsze, ponieważ mogło ono być czyimś jedynym spojrzeniem na Boga.


Były w tamtych czasach chwile, gdy Roland szukał Boga, ale nie otrzymywał żadnej inspiracji, co dać swojemu ludowi. Nigdy się jednak nie poddał i kilkakrotnie w tych wczesnych latach stawał na ambonie i nagle zstępowała na niego moc Boża, dając mu dokładnie takie kazanie, jakie odpowiadało potrzebom jego ludu. Dwóch młodych mężczyzn nie miało dużo pieniędzy. W ciągu tygodnia żywili się jednodniowymi wypiekami, które można było kupić za bezcen. Potem nadeszła niedziela, dzień, w którym panie z kościoła zaprosiły młodych pastorów do domu na obiad. Te drogie kobiety uwielbiały im gotować, bo byli jak odkurzacze. Zjadali absolutnie wszystko z takim apetytem; karmienie ich było przyjemnością. Czasami ci dwaj mężczyźni mieli szczęście i w ciągu tygodnia dostarczano im ciasto, funt masła, a nawet słoik majonezu. Roland śmiał się i opowiadał dzieciom o swoim koledze z pracy, Daggetcie, który zawsze dzielił wszystko, co przyniesiono, na pół i mówił do Rolanda: „Nie wiem, co zrobisz ze swoją połówką, ale ja właśnie zjadam swoją!”. Bóg z pewnością trzymał rękę na tych młodych mężczyznach z ich nietypowymi nawykami żywieniowymi.


Błogosławieństwo Pana rzeczywiście spoczęło na Rolandzie i Walterze w ich wysiłkach. W 1941 roku kościół był wypełniony po brzegi i musieli rozpocząć budowę. Dwaj młodzi pastorzy pytali Boga: „Co teraz zrobimy? Nie ma pieniędzy, ale nie ma też miejsca!”. Pewnego dnia, jadąc przez miasto, minęli stary magazyn jabłek, który ktoś zaczął rozbierać. Roland i Walt spojrzeli na siebie. „Drewno!”. Znaleźli właściciela budynku i zaoferowali pomoc w jego rozbiórce w zamian za drewno. Właściciel zgodził się oddać mężczyznom tyle, ile potrzebują. Dwóch młodych pastorów spędziło lato na wyrywaniu gwoździ i przewożeniu drewna starą furgonetką. Nie mieli zielonego pojęcia, jak zbudować kościół ani żaden inny budynek, ale Bóg miał nawet nad tym kontrolę. Do ich kościoła przyjechał jeden z najlepszych cieśli w mieście. Każdego wieczoru przychodził i rozstawiał prace dla młodych, ambitnych cieśli, dzięki czemu, mimo że byli niedoświadczeni, mogli postawić rozległy szkielet nowego kościoła. Co więcej, Bóg daje to, co najlepsze, a drewno z tego magazynu należało do najlepszych dostępnych. Roland został sam. Czuł się samotny, wchodząc do swojego małego mieszkania. Samotność tę łagodził fakt, że młoda kobieta, którą poznał w szkole biblijnej, wkrótce miała go poślubić. Miał rozpocząć nową erę w swoim życiu. Ludzie w jego kościele byli tak podekscytowani nową żoną swojego pastora. Zebrali się wszyscy i zapełnili spiżarnię w małej kuchni. Potem uznali, że to wstyd, że ich pastor nie miał nowego garnituru na ślub. Uznali też, że pilnie potrzebuje nowej pary butów. Ponieważ Roland nosił rozmiar 13D, miał trudności ze znalezieniem ich. Wszystko było gotowe na przyjście panny młodej. Potem nadeszła wiadomość. Nie przyjedzie. Zmieniła zdanie co do ślubu! Miał złamane serce. I oto stał przed nimi młody pastor Buck, z nowymi butami, nowym garniturem ślubnym, domem pełnym jedzenia i bez panny młodej. Ale Bóg też był w tym wszystkim. Niedługo później w jego życiu pojawiła się piękna, zadziorna rudowłosa dziewczyna o brzoskwiniowo-kremowej cerze i turkusowych oczach.


Pewnego dnia ktoś zapukał do drzwi Margaret. Otworzyła i zobaczyła dwie uśmiechnięte dziewczynki, które przedstawiły się jako „dziewczynki ze szkółki niedzielnej”. Chodziły od drzwi do drzwi, zapraszając dzieci i ich rodziców do małego, osiedlowego kościoła, który zakładały. Jedna z dziewczynek miała rudozłote włosy i niezwykłe turkusowe oczy. Po prostu promieniała życiem i blaskiem. Miała bardzo oryginalne imię, Charmian, „Charm” w skrócie, jak powiedziała. Druga dziewczyna, Doris Johnson, również była bardzo sympatyczna.


Margaret i Troy byli pod wrażeniem dziewcząt i postanowili odwiedzić ich kościół. Bardzo im się tam podobało. Obecność Pana była tak realna. Im lepiej Margaret poznawała Charm, tym bardziej chciała ją przedstawić swojemu bratu Rolandowi. Trzydzieści osiem lat później Charmian dzieli się fragmentem swojego życia z Rolandem. „Pewnego dnia, wracając z lotniska, po posłudze w innym mieście, poczułam samotność po odejściu męża. Łzy napłynęły mi do oczu, a serce ścisnęło się z bólu. Nagle uświadomiłam sobie, że nie mogę opłakiwać, ale muszę podziękować Bogu za to, że pozwolił mi spędzić trzydzieści siedem dobrych lat z tak wyjątkowym człowiekiem. „Kiedy spoglądam wstecz na te wszystkie lata naszego małżeństwa, widzę, że były one zaledwie chwilą, w najlepszym razie zbyt krótką.


„Naszym pierwszym wspólnym parafialnym miejscem był Union Gap w stanie Waszyngton. Przyjechaliśmy tam naszym modelem A i modelem A brata Rola, Walta, załadowanym prezentami ślubnymi i naszymi rzeczami. „W tamtych czasach znalezienie mieszkania na wynajem było bardzo trudne, ale gdy wjechaliśmy do miasteczka, zobaczyliśmy grupę domów, które wyglądały jak domy na wynajem. Kiedy zatrzymaliśmy się, żeby porozmawiać z właścicielem, powiedział nam, że możemy wynająć jeden i doliczyć czynsz, spłacając pozostałe. Ta, do której się wprowadziliśmy, była właściwie szopą, ale mieliśmy dach nad głową! Dokładnie posprzątałam i wyszorowałam, rozstawiłam nasze liczne piękne prezenty ślubne i ta mała szopka zaczęła przypominać dom. Materialne otoczenie nie wydawało się aż tak ważne, bo nasza silna miłość do siebie nawzajem była połączona z miłością Boga. Czego więcej potrzebowaliśmy? Zimą Roland wielokrotnie musiał przedzierać się pod domami, zabijając hordy czarnych wdów, żeby rozmrozić rury lub dokonać napraw. Gdy inne domy, lepsze od naszego, pustoszały, malowaliśmy, sprzątaliśmy i wprowadzaliśmy się. W pierwszym roku małżeństwa miałam wrażenie, że ciągle maluję, sprzątam, pakuję i rozpakowuję. W końcu pojawił się atrakcyjny domek, który mogliśmy wynająć, a później kupić na plebanię. Ten domek był o wiele ładniejszy niż wszystkie inne. Czułem się prawie jak w niebie, a przynajmniej bardzo blisko. „Nasz czas w Union Gap był wyjątkowym czasem nauki łączenia naszych żyć w służbie innym. Wiele osób mówi o trudnych zmianach w pierwszych latach małżeństwa, ale z radością mogę powiedzieć, że nie mieliśmy takiego problemu. Nasze życia potoczyły się naturalnie, ponieważ mieliśmy jeden główny cel — budowanie Królestwa Bożego”.


W końcu mogę dołączyć do tej historii. Mama i tata byli bardzo szczęśliwym małżeństwem od dziesięciu miesięcy, kiedy do nich dołączyłam. Tata śmiał się, że naprawdę „trafił w dziesiątkę”, kiedy się urodziłam. Był tak podekscytowany swoją córeczką, że jak tylko mógł zostawić mamę, pobiegł do budki telefonicznej w szpitalu, żeby dać wszystkim znać, że został ojcem. Skończył rozmawiać i wychodził z budki telefonicznej, gdy telefon zaczął wydawać dziwny dźwięk. Nagle cała reszta wysypała się z automatu, piętrząc się na podłodze. Tata był tak podekscytowany dzieckiem, że po prostu zamknął drzwi i pobiegł z powrotem do pokoju mamy. Zawsze zastanawiał się, co pomyśli kolejna osoba, która zadzwoni, kiedy otworzy drzwi budki telefonicznej i zobaczy tam całą tę resztę. Tata wybrał imię dla swojej córeczki. Nazwał mnie Sharon Rose, na cześć Róży Szaron. Bucks przenieśli się z Granger do Union Gap w stanie Waszyngton. Było to urocze miasteczko na obrzeżach Yakimy. Znajdowało się w regionie Waszyngtonu słynącym z jabłek. Tata spędzał wiele godzin na odwiedzinach w tym małym miasteczku. Z powodu obfitości owoców, w Meksyku było mnóstwo obozów pracy pełnych robotników tymczasowych. Mama śmiała się z mojego ojca i dokuczała mu, że wyprzedził Wóz Powitalny dla nowych ludzi w mieście.


Union Gap leżało również w pobliżu rezerwatu indiańskiego, a tata zabierał mnie ze sobą, kiedy odprawiał tam nabożeństwa. Nauczyłam się śpiewać, gdy miałam osiemnaście miesięcy, ale wyglądałam jak znacznie młodsze dziecko, bo byłam łysa jak kula bilardowa! Indianie byli naprawdę zdumieni, widząc, jak ten mały łysy bobas śpiewa czysto jak dzwonek „Jesus Loves Me” i inne ulubione dziecięce refreny. Bóg po raz kolejny docenił ciężką pracę i poświęcenie taty. Wkrótce mały kościółek w Union Gap został zapełniony i nadszedł czas na kolejną budowę. Moi rodzice powiedzieli mi później, że zastanawiali się wówczas, dlaczego poświęcają tyle wysiłku na rzecz pracowników migrujących, którzy nie mogli być stałymi członkami ich małego kościoła, ale było warto. Ci drodzy Hiszpanie zostali zbawieni, a potem zabrali ze sobą przesłanie o Bożej miłości. Lata później mama i tata zebrali owoce swoich wysiłków, gdy usłyszeli doniesienia, że wielu z tych ludzi nadal służy Panu. Priorytetem mojego ojca, a teraz mojej matki, nadal było przesłanie pojednania. Pewnego dnia, gdy miałam trzy lata, ciocia Margaret zabrała mnie do domu na wizytę. Bardzo się ucieszyłam z tej wizyty, bo miałam kuzyna, Dicka, w moim wieku. My, trzylatki, świetnie się bawiliśmy. Niestety, podczas tej wizyty Dick miał dla mnie mały prezent — okropną świnkę! Margaret miała pełne ręce roboty z dwójką małych kuzynów, którzy mieli świnkę. Wizyta trwała jednak nieco dłużej niż planowano, ponieważ urodziła się mała Charm, a ja nie mogłam wrócić do domu, dopóki świnka nie minie. Byłam tak podekscytowana na myśl o małej siostrzyczce, że gdy tylko wróciłam od cioci Margaret, zachorowałam na odrę, która natychmiast przeszła na moją nową siostrzyczkę. Tata wrócił ze spotkania ewangelizacyjnego i zastał wszystkie trzy córki w łóżkach. Mała rodzina Bucków mieszkała w Union Gap od czterech lat, gdy Pan skierował ich do Gooding w stanie Idaho, małego miasteczka rolniczego oddalonego o około sto mil od Boise.


W Gooding były dwa kościoły. Jeden z nich był małym kościołem, który powstał w tymczasowej kwaterze, z małym mieszkaniem z tyłu dla pastora i jego rodziny. Tuż obok znajdował się szkielet większego kościoła, który został rozpoczęty, ale jakimś cudem nigdy nie został ukończony. Konstrukcja tego nowego kościoła stała tam od dwunastu lat.

W Gooding nastąpił ponowny rozwój, gdy moi rodzice zakasali rękawy. Mój ojciec nie mógł znieść widoku tego niedokończonego budynku. Z wiarą płonącą w sercu, zainspirował zgromadzenie do uchwycenia wizji dla dusz i razem zajęli się niedokończonym kościołem. Byli bardzo dumni z pięknego nowego obiektu, gdy został ukończony. Ponieważ mała Charm miała tylko roczek, a kolejne dziecko było w drodze, tata zabierał swoją małą Sharon wszędzie ze sobą. Jeździłam z nim na wizyty u członków zboru, trzymając go za ramię, albo siadałam na kolanach obok, obejmując go za szyję. Byłam taka dumna z mojego przystojnego taty. Patrzyłam na niego i pytałam: „Myślisz, że ludzie pomyślą, że jesteś moim chłopakiem?”.


Tata uwielbiał popisywać się naszymi wyczynami i odwagą. Kładł rękę na ziemi, kazał mi na niej stanąć, a potem bardzo powoli unosił rękę nad głowę, podczas gdy ja stałam wyprostowana z wyciągniętymi przed siebie rękami. Uwielbiał też pokazywać odwiedzającym kaznodziejom i ewangelistom, jak szybko potrafi posługiwać się pięścią i jak szybko podchodził do mojego małego nosa. Co za opanowanie! Stałam tam z absolutnym zaufaniem, nawet nie mrugając okiem. Polio, ta straszna choroba, uderzyła z siłą epidemii. Dzieci padały ofiarą wszędzie. Zachorowałam ciężko. Nogi bolały mnie tak bardzo, że nie mogłam się ruszyć bez krzyku. Miałam wysoką gorączkę i bolała mnie głowa. Lekarz pokręcił głową i powiedział do moich rodziców: „Nie wygląda to dobrze. To może być polio. Musicie zabrać ją do szpitala w Boise na badania”. Tata otulił mnie kocami, a członek zgromadzenia zawiózł nas do Boise. Tata po raz kolejny wykazał się ogromną siłą i wytrzymałością, trzymając w ramionach swoją córeczkę. Najmniejszy ruch powodował ogromny ból w nogach, więc samochód musiał jechać bardzo powoli. Tata siedział w jednej pozycji, trzymając mnie nieruchomo przez prawie trzy godziny. Przebywałam w izolacji w szpitalu, ale wszystkie testy na polio dały wynik negatywny. Zamiast tego miałem gorączkę reumatyczną. Moje nogi nie zostałyby sparaliżowane, ale moje serce zostało uszkodzone. Jedynym lekarstwem było leżenie płasko na plecach w łóżku, aż serce się zagoi. Co za wyrok dla aktywnego czterolatka! W końcu chorowanie w łóżku nie było takie złe, bo tata postanowił nauczyć mnie czytać. Nie podobały mu się książki o „Dicku i Jane”, więc znalazł inną, która byłaby ciekawsza. Ta ekscytująca książeczka, którą znalazł, nosiła tytuł „Słoń z wiotkim workiem”. Jednym z moich pierwszych słów w słowniku było „rzeka Limpopo”.


Chłopiec

To chłopiec! Tata znów był zajęty obdzwanianiem wszystkich z dobrą nowiną. Mały Terry Lee. Był ciemny jak mój ojciec, z brązowymi oczami jak guziki do butów. Życie było piękne. Ja wracałam do zdrowia, mała Charm była uroczym promykiem słońca, a teraz rodzina Bucków została pobłogosławiona chłopcem! Minęło sześć miesięcy. Był słoneczny wiosenny dzień w Gooding. W plebanii mama zaplanowała sobie dzień. Zamierzała szybko przeszukać dom i wysprzątać go na błysk dla taty. Przygotowała nas wszystkich na ten dzień, a potem, około południa, położyła Terry’ego do drzemki. Był trochę marudny, ale prawdopodobnie ząbkował. Mama postanowiła pozwolić mu się ponarzekać, aż zaśnie. Nadeszła pora obiadu i przygotowała obiad dla nas, dziewczynek. Terry z pewnością ucinał sobie długą drzemkę. To dobrze; będzie naprawdę szczęśliwy, kiedy tata wróci do domu. Tata przyjechał, a Terry wciąż spał. W końcu mama uznała, że spał już wystarczająco długo. Poszła do sypialni, żeby obudzić swojego ukochanego synka. Podniosła go. Nagle usłyszałem krzyk matki: „Roland!”. Wbiegła do salonu i podała mu ich małego synka. „Roland, on nie żyje, on nie żyje!” — szlochała.


Tata wziął swojego synka na ręce, położył go sobie na ramieniu i zaczął z nim chodzić, delikatnie klepiąc go po plecach. Zauważył, że siedzę na łóżku i patrzę przez drzwi! Uśmiechnął się szeroko i cicho zamknął drzwi mojej sypialni. Nie do końca rozumiejąc, co się dzieje, nadal patrzyłam przez dziurkę od klucza. Nigdy nie widziałam taty tak smutnego. Ostrożnie położył Terry’ego na kozetce i zawołał lekarza. Lekarz zbadał maleńkie ciałko, po czym powiedział łagodnie: „Wygląda to na śmierć łóżeczkową. Nie wiemy, dlaczego ani jak to się dzieje, ale nic nie można zrobić, żeby temu zapobiec!”. Z wielkim współczuciem powiedział do mojej matki: „To nie była pani wina, pani Buck. Nie mogła pani absolutnie nic zrobić”.


Cóż za czas szkolenia dla młodego pastora. Pewnego dnia podeszłam do niego i wdrapałem się na jego kolana. „Tato” — powiedziałam — „sprawię, że mama znów się uśmiechnie! Jutro rano czeka na mnie cudowna niespodzianka”. „Co się stało, kochanie?” zapytał. „Właśnie prosiłam Boga, żeby oddał nam Terry’ego. Powiedziałam Mu, żeby położył go w moim łóżku, a jutro rano zaniosę go do mamy!”. Tata po prostu mocno mnie przytulił. Potem powiedział mi coś, czego nigdy nie zapomniałem — prawdę, która była kamieniem węgielnym jego osobistej posługi. „Kochanie, Bóg widzi to, czego my nie widzimy. Prawdopodobnie widział przyszłość Terry’ego i dostrzegł ból, a może widział, że kiedy Terry dorośnie, może przestać Mu służyć. Tak czy inaczej, Bóg postanowił, że zabierze Terry’ego ze sobą do nieba już teraz i oszczędzi mu tego, co może się wydarzyć w przyszłości. I, kochanie, chcę ci coś powiedzieć. Bóg zawsze postępuje właściwie. Możesz Mu zaufać!”


Bob Slagel, syn Booma Slagela, miał około piętnastu lat. Był przywódcą gangu ulicznego w Gooding. Bob przyprowadzał swoją bandę do kościoła, a jeśli nie podobało mu się to, co się działo, wstawał i wychodził, a za nim podążali inni. W niedzielny wieczór po nabożeństwie ludzie zebrali się przed świątynią i wspaniale się modlili. Bob wraz z przyjaciółmi stał z tyłu kościoła, robiąc zamieszanie. Tata podszedł cicho od tyłu, objął go wpół i dosłownie zaniósł na przód, stawiając w samym środku kręgu modlitewnego. Spojrzał na tatę, a jego oczy błyszczały nienawiścią, ale ta nienawiść całkowicie rozpłynęła się w szerokim, ciepłym uśmiechu, który mu odwzajemnił. Kilka tygodni później, w słoneczne popołudnie, gdy tata był na wycieczce, zobaczył Boba z trzema kumplami. Zatrzymał się i zapytał: „Co powiesz na przejażdżkę moim Zephyrem V-12?”. To był Lincoln i to był wyjątkowy samochód. Większość samochodów miała tylko osiem cylindrów, a ten miał dwanaście. Wszyscy byli pod wrażeniem, zwłaszcza chłopcy. Wszyscy wskoczyli do samochodów i ruszyli na przejażdżkę po okolicy. Świetnie się bawili, gdy nagle tata skręcił na cmentarz. Wszyscy zastanawiali się, co u licha robi tam pastor Buck!. Tata zwrócił się do nich i powiedział: „Czy moglibyście wstąpić ze mną na chwilę do grobu Terry’ego?”. Oczywiście nie mogli odmówić. Kiedy stali wokół małego grobu, w którym około dwa miesiące wcześniej pochowano jedynego syna ich pastora, tata powiedział do nich: „Czy moglibyście uklęknąć tu ze mną na chwilę? Chciałbym się pomodlić”. Wszyscy uklękli, a tatuś zaczął modlić się prosto z serca, zwracając się do Boga tak, jakby zwracał się do któregokolwiek ze swoich przyjaciół. Powiedział: „Rozumiem, co robisz w życiu tych chłopców, ale Ojcze, naprawdę nie rozumiem Terry’ego. Mimo to Ojcze, wiem, że posiadasz wszelką mądrość i dziękuję Ci za to. Ojcze, Charm i ja poświęciliśmy Terry’ego Tobie, a Ty, dzięki swojej wiedzy, wiedziałeś, że jego krótkie życie w jakiś sposób wpłynie na losy świata, mimo że było tak krótkie. Boże, ci chłopcy są jak moi synowie i proszę Cię dziś, abyś pomógł im zająć miejsce Terry’ego, skoro Terry jest z Tobą. Boże, w ten sposób śmierć Terry’ego nie pójdzie na marne”. Wiele lat później, gdy Bob dzielił się ze mną tą sceną, aby umieścić ją w mojej książce, był niezwykle wzruszony, gdy wspominał wydarzenie, które odmieniło jego życie. Bob powiedział mi, że każdy z tych czterech młodych mężczyzn był tak załamany, że płakał i płakał. Tego dnia każdy z nich złożył Bogu przyrzeczenie, które trwa do dziś.


Dwóch z nich poświęciło się służbie na pełen etat. Bob Slagel był jednym z nich i odegrał kluczową rolę w przyprowadzeniu wielu ludzi do Jezusa. Wszystko zaczęło się przy grobie sześciomiesięcznego chłopca, którego życie, choć krótkie, miało znaczenie!


Tata i mama zaczęli szukać nieruchomości. Świetnie się bawili, jeżdżąc razem po Boise, modląc się i szukając idealnego miejsca pod nowy kościół, który miał stać się Centrum Życia Chrześcijańskiego. Pan tak bardzo uświadomił tacie, jak ważny jest człowiek w każdym calu — ciele, duszy i duchu — i chciał, aby ten nowy obiekt zaspokajał potrzeby całej osoby. Znaleźli działkę w pobliżu autostrady, która wydawała się idealna. Zarząd był z niej zadowolony, ale im więcej tata się o nią modlił, tym bardziej czuł się z nią nieswojo. Powiedział mamie, że „pachnie śmiercią!”. Z tego powodu zarząd wstrzymał się z podjęciem jakichkolwiek działań w tej sprawie. Pewnej nocy, około jedenastej, tata powiedział mamie, że musi po prostu wyjść i pojeździć po okolicy. Nie było go kilka godzin. Po powrocie powiedział mamie, że zaczął się modlić i jechać. W końcu dotarł do działki, która wydawała się być daleko od centrum miasta, ale miała przyjemny klimat. Było tam siedemnaście akrów dobrej ziemi przy często uczęszczanej drodze. Kilka dni po tym, jak tata znalazł tę nieruchomość, właściciel pierwszej nieruchomości przy autostradzie zmarł. Gdyby kupili tę ziemię, majątek mógłby być obciążony długimi sporami sądowymi. Nowa działka w Fairview była poszukiwana przez wielu pełnych nadziei nabywców przez lata, ale właściciel po prostu nie miał ochoty jej sprzedawać. Kiedy jednak zaproponowano mu sprzedaż ziemi Zgromadzeniu Centralnemu, Bóg poruszył jego serce i zgodził się sprzedać ją za umiarkowaną cenę w porównaniu z tym, jaką mógł dostać za tę ziemię.


Pewnego poniedziałkowego poranka mój ojciec wszedł do mojego biura. Nie było to niczym niezwykłym, bo chociaż był bardzo zajęty, często znajdował chwilę wytchnienia w swoim napiętym grafiku i razem z Queenie szli korytarzem do mojego biura na krótką pogawędkę. Tego ranka rzucił mi bombę. Cicho omawialiśmy nabożeństwo z poprzedniego dnia, kiedy tatuś, tym samym zwyczajnym tonem, zadał mi bardzo niezwykłe pytanie. Powiedział: „Kochanie, co byś powiedziała, gdybym ci powiedział, że w zeszłą sobotę wieczorem odwiedził mnie anioł?”. Zapytałam: „Co?”. Powtórzył: „W zeszłą sobotę wieczorem odwiedził mnie anioł!”. „Wow!” — odpowiedziałam! Zapytał: „Wierzysz mi?”. Odpowiedziałam: „Oczywiście, że tak!”. Następnie zaczął opisywać to niesamowite spotkanie. Dosłownie chłonąłem każde słowo. Zapytałem, kiedy podzieli się tą wizytą ze zgromadzeniem. Odpowiedział, że nie wie i zastanawia się, czy ludzie mu uwierzą. Odpowiedziałem: „Oczywiście, że uwierzą!”. Potem rzucił kolejną sensację, mówiąc cicho: „To był anioł, Gabriel!”. Wtedy naprawdę otworzyłam usta ze zdumienia. Łzy zaczęły spływać mu po policzkach, gdy kontynuował przekazywanie mi przesłania, które anioł przyniósł od Boga. Łzy napłynęły mi również do oczu, gdy słuchałam, co mówił mój ojciec. Był człowiekiem, który nigdy nie próbował być ekstrawagancki ani skłaniać się ku sensacji, byle tylko dotrzeć do ludzi. Przez wiele lat trzymał się utartego kursu, nie ulegając różnym modom, które pojawiały się i znikały, gdy ludzie szukali swojej drogi w nowych, charyzmatycznych objawieniach od Boga.


Nadprzyrodzone działanie Boga w życiu mojego taty nie zaczęło się od anielskich wizyt. Przez całą jego posługę Bóg w różnych momentach dawał mu znać o potrzebach w życiu ludzi, ściskając im dłonie po nabożeństwie. Albo Bóg objawiał mu kogoś, kto był zaangażowany w coś, o czym nie chciał, aby ktokolwiek wiedział. Tata albo od razu szedł do tej osoby, albo mówił jej później, zgodnie z Bożym nakazem. Wielu ludzi przekonało się, jak bardzo Bóg troszczy się o to, co robią lub czego nie robią, objawiając te rzeczy tacie. Bóg mógł powierzyć tacie każdą informację, ponieważ dopóki Bóg nie ujawnił jej w jego duchu, nikt inny nie poznał sekretów, które Bóg mu objawił, poza osobą zaangażowaną. Zawsze mówił, że czuł, iż słowo wiedzy może być niebezpieczne w rękach nieostrożnej osoby. Pamiętam, jak jeden z moich dobrych kumpli spotykał się z jedną z dziewczyn z naszej grupy młodzieżowej. Zaręczyli się, a gdy zbliżała się data ich ślubu, tata zastanawiał się, dlaczego ten młody mężczyzna go unika. Pewnego dnia zapytałem kumpla, dlaczego unika taty. Odpowiedział: „Cóż, czasami w sobotni wieczór trochę się angażujemy z narzeczoną i wiem, że Bóg o tym wie, ale po prostu nie chcę, żeby Bóg powiedział o tym pastorowi Buckowi!”. Pierwszym doświadczeniem taty „poza ciałem” była wizyta w sali tronowej Boga. Pewnej sobotniej nocy w styczniu 1977 roku, około dziesiątej trzydzieści, tata siedział przy biurku, medytując, modląc się i przygotowując serce na niedzielę. Głowę miał wspartą na rękach na biurku, gdy nagle, bez żadnego ostrzeżenia, został wyprowadzony z sali i usłyszał głos: „Chodź ze mną do sali tronowej, gdzie skrywane są tajemnice wszechświata!”. Natychmiast znalazł się w sali tronowej Boga. Przebywając tam, nauczył się wielu rzeczy od samego Boga.


Bóg wręczył mu nawet kartkę z listą 120 rzeczy, które miały się wydarzyć w ciągu dwóch kolejnych lat. Na liście znajdowały się rzeczy związane z jego posługą, imiona i nazwiska osób, miejsca, a także wydarzenia związane ze światem. Ta wizyta w sali tronowej jest szczegółowo opisana w książce taty. Wracając z tej wizyty i wchodząc do sali, zobaczył siebie od tyłu i swoje ciało z głową opuszczoną na biurko. Powiedział Panu: „Nie zdawałem sobie sprawy, że jestem taki blady!”. Nie widział aż tak często tyłu swojej głowy i nie zdawał sobie wcześniej sprawy, jak bardzo siwieją mu włosy. Kiedy usiadł, zobaczył, że kartka z nieba wciąż trzyma w dłoni. Kiedy mi o tym opowiedział, nie potrafię wyrazić uczucia podziwu i zachwytu, jakie ogarnęło mnie w sercu. Powiedział mi, że położył kartkę na biurku. Kiedy wrócił do domu, był blady jak ściana. Kiedy mama zapytała go, co się dzieje, z początku nie potrafił jej powiedzieć.


Następnego ranka, kiedy wrócił do biura, żeby spojrzeć na papier, okazało się, że na miejscu leżały jedynie bardzo lekkie, puszyste popioły. Zostawił je tam przez cały ranek. Jego sekretarka, Jo Ann Marsden, weszła i zobaczyła popioły, ale ich nie poruszyła, choć zastanawiała się, czym one są. W końcu, pod koniec dnia, zgarnął prochy do koperty, nie chcąc okazywać im żadnej szczególnej czci poza tym, że były to niebiańskie prochy. Kiedy zobaczyłem prochy następnego dnia, byłem bardzo zdziwiony, ponieważ nie zostawiły na kopercie śladu sadzy. W końcu całkowicie wyparowały, pozostawiając kopertę jak nową. Przed jego śmiercią spełniło się wszystkie 120 przepowiedni. Około półtora roku po wizycie w sali tronowej otrzymał pierwszą wiadomość od Ojca za pośrednictwem anielskiego posłańca.


Łącznie miał on przywilej doświadczyć 27 anielskich wizyt między 18 czerwca 1978 a 13 października 1979 roku. Osiemnaście z nich opisano w książce „ Aniołowie w misji”. Fragmenty dziewięciu wizyt, które miały miejsce po opublikowaniu tej książki, zostaną przedstawione w kolejnych rozdziałach. Pewnego poranka Duch Święty powiedział mojemu tacie, aby napisał następujące słowa: Uwaga webmastera: W kazaniach audio dostępnych na tej stronie internetowej uważam za znaczące, że pastor Buck twierdził, iż Duch Święty przemówił do niego następującym głosem: „Zapisz i zachowaj słowa, które do ciebie powiedziałem. Staną się światłem dla wielu. Nie tylko będę posługiwał przez ciebie, ale będę towarzyszył tym słowom i dawał im życie, dokądkolwiek zostaną wysłane, tak jak już uskrzydliłem Moje orędzia, które przyniósł ci anioł Pański. Nie bój się mówić w Jego imieniu, bo słowa, które przekazuję, nie są twoimi słowami, lecz Jego słowami i są ustanowione na zawsze. Czyż nie znajdują się one w Jego wiecznie żywym Słowie? Długo zamknięte drzwi wielu ludów i narodów zostaną przeniknięte tymi słowami życia. Rozkazuję zastępom Pana, które zostały posłane na tę godzinę, aby przyspieszyły zgromadzenie ludu dla Jego Imienia i przygotowały go na ten Wielki Dzień Pański. Będą one zarówno poprzedzać, jak i podążać za tymi słowami Ojca, aby przygotować ludzi, rozproszyć siły ciemności i delikatnie zatroszczyć się o tłumy, które usłyszą”.


Tata otrzymał tę obietnicę od Pana, więc nigdy nie próbował w żaden sposób pomóc Bogu w głoszeniu przesłania, którym polecił mu się dzielić ze światem. Po prostu głosił kazania swojej wspólnocie i resztę pozostawił Bogu. Nagrania z kazaniami, które wygłosił do swojej wspólnoty, zaczęły krążyć po całych Stanach Zjednoczonych. Wkrótce zaczęto je kopiować i rozsyłać do całych Stanów Zjednoczonych i Kanady, a także do wielu krajów na całym świecie. Prośby o nie napływały od ludzi, którzy pragnęli usłyszeć orędzia płynące prosto z serca Boga, przekazane mojemu ojcu przez boskiego posłańca


Tata zaczął otrzymywać telefony z różnych miejsc, by przemawiać. Podążając za wskazówkami Pana, w kolejnych miesiącach intensywnie podróżował, uczestnicząc w dużych spotkaniach audytoryjnych, programach telewizyjnych i w małych wspólnotach. Ludzie na całym świecie odnajdywali Jezusa. Setki tysięcy odnalazły nową nadzieję dzięki pięknym prawdom biblijnym, ukazanym przez boskiego posłańca i przekazanym za pośrednictwem książki i nagrań. Tata wielokrotnie wskazywał ludziom Jezusa. Mówił im, że każde przesłanie przyniesione przez anielskiego posłańca wywyższało Jezusa, przypominając im, co ofiara Jezusa oznaczała dla zgubionego świata. Dzięki tej ofierze mężczyźni i kobiety mogli ponownie pojednać się z Ojcem. Wróg naszych dusz nie mógł znieść tego, że tak wiele osób znalazło Jezusa, i zaczął wzniecać kontrowersje, a nawet nienawiść. Tabliczka z imieniem ojca na froncie kościoła została zdewastowana i zerwana. Następnie otrzymał anonimowy telefon od mężczyzny, który powiedział: „Jeśli nie przestaniesz głosić przesłań od aniołów, rozwalę ci głowę, tak jak zrobiłem to z tą tabliczką!”. Bóg nagle pokazał tacie, jak wygląda mężczyzna, który dzwonił, a także inny mężczyzna, który brał udział w rozmowie i słuchał jej na innym numerze wewnętrznym. Bóg pokazał mu, jakim samochodem jechali, kiedy uszkodzili znak, numer rejestracyjny, adres, a nawet ubrania, które mieli na sobie w chwili rozmowy. Zawołał ich obu po imieniu i przekazał im informacje, które Bóg mu pokazał. Obaj mężczyźni zaczęli wołać do Boga przez telefon, a tata miał przywilej modlić się z nimi. Innym razem odebrał telefon od kobiety, która była bliska histerii. Jej mąż wyszedł z domu z bronią, planując zastrzelić mojego ojca z powodu ogromnej zmiany w życiu jego synów, którzy przyjęli Jezusa dzięki lekturze książki „Aniołowie w misji”. Mężczyzna nigdy się nie pojawił, a tata po prostu dalej głosił miłość Jezusa. W niektórych miastach, gdzie poproszono go o przemówienie, zarówno czciciele szatana, jak i chrześcijanie planowali pikietować spotkania. Jednak Bóg zawsze tak działał, że im się to nie udawało! Bóg miał coś, co chciał osiągnąć i nic ani nikt nie mógł tego powstrzymać.


Łowcy również doświadczyli prześladowań, ale oni również mieli wizję tego, co Bóg czyni w tych ostatnich dniach, i z daną im odwagą szli naprzód, aby wypełnić swoją część w przekazywaniu tego przesłania światu. Tata otrzymał od boskiego posłańca polecenie, by zignorował ataki, które kierowano pod jego adresem i na przesłanie zawarte w księdze. Anioł odesłał go do Księgi Izajasza 45:9: „Niech skorupa gliny walczy ze skorupami ziemi”. „Zagłada czeka tych, którzy spierają się ze swoim Stwórcą. Czy garnek gliniany spiera się ze swoim twórcą? Czy glina spiera się z tym, który ją formuje, mówiąc: »Przestań, robisz to źle!«? Czy garnek woła: »Jaki jesteś niezdarny!«” (Nowy Przekład Życia) Proroctwo spełniło się w odniesieniu do książki „Aniołowie w misji”. Została ona wydana w dziewięciu językach i dotarła do wielu krajów na całym świecie. W chwili pisania tego tekstu (1982) sprzedano ponad 550 000 egzemplarzy od jej wydania w lipcu 1979 roku.


Wielokrotnie zadawane jest pytanie: „Dlaczego Bóg zesłał anielskich gości do pastora Bucka?”. Jego odpowiedź brzmiała: „Nie wiem dlaczego. Prawdopodobnie nie wybrałbym siebie, gdybym był Bogiem! Ale Bóg mnie wybrał, a ja po prostu jestem Mu posłuszny!”. Książka Charlesa i Frances Hunter, opowiedziana im przez mojego ojca, zawiera przesłanie, które Bóg chce przekazać światu. W skrócie, przesłanie to brzmi następująco. W tych ostatnich dniach mamy dobrą nowinę dla Ciebie i Twojej rodziny! Bóg posłał zastępy aniołów, aby popychały, nakłaniały i robiły wszystko, co konieczne, by doprowadzić ludzi do momentu, w którym podejmą decyzję o przyjęciu tego, co On dla nich uczynił poprzez ofiarę Jezusa. Aniołowie nie słuchają żadnych sprzeciwów ze strony jednostki, a jeśli nie wybierze Jezusa za pierwszym razem, cykl zacznie się od nowa. Aniołowie działają.

Jeśli nie znasz Pana, a ktoś z twojej rodziny modli się za ciebie, jesteś bardzo łaskawy w oczach Boga. Posłał On swoich aniołów, aby doprowadzili cię do momentu, w którym będziesz mógł dokonać wyboru, ponieważ Bóg tak bardzo cię kocha!


Głównym tematem orędzi, które aniołowie nieustannie przynoszą, jest ofiara Jezusa. Zniósł On cios sądu Bożego we własnym ciele. Dzięki tej ofierze, kiedy mężczyźni i kobiety przyjmują to, co On uczynił, zostają przywróceni do pierwotnego stanu niewinności w oczach Boga. Są uczynieni tak, jakby nigdy nie zgrzeszyli. Nie są ułaskawieni w oczach Boga, ponieważ ułaskawienie oznacza, że zapisy wciąż tam są, ale są usprawiedliwieni, co oznacza, że są uczynieni tak, jakby nigdy nie zgrzeszyli. Co to dla ciebie oznacza? Oznacza to, że kiedy spotkasz Jezusa, nie będziesz byłym alkoholikiem, byłym homoseksualistą ani byłą prostytutką, ale krew Jezusa cię okrywa, pozwalając Bogu widzieć tylko Jego sprawiedliwość, kiedy na ciebie patrzy. W ten sposób zostajesz przywrócony do pierwotnego stanu niewinności, tak czysty i nieskalany w oczach Ojca, jak w dniu twoich narodzin. To właśnie oznacza dla ciebie odkupienie.


Czy to nie zachęca cię do przyjęcia cudownego nowego życia, które Bóg ci oferuje poprzez ofiarę swojego Syna Jezusa? Dlaczego nie zrobić tego już teraz? Jezus powiedział: „Jeśli wezwiesz Moje Imię, będziesz zbawiony!”. Powiedz po prostu: „Jezu, przyjmuję to, co dla mnie uczyniłeś, wierzę w Ciebie i od teraz chcę być Twoim dzieckiem. Dziękuję Ci, że tak bardzo mnie kochasz!”. Narodziłeś się w królestwie z nowym sercem, nową nadzieją i nowym życiem.


Inną bardzo ważną rzeczą, którą Bóg chce przekazać światu, jest to, że wierzący nie będą obecni na Sądzie przed Białym Tronem. Ten sąd dotyczy tylko tych, którzy odrzucają Chrystusa.

Kiedy Bóg zgromadzi wszystkich swoich wierzących wokół tronu, będzie to oznaczało „dziękuję” za wszystko, co zrobili, aby pomóc komuś dźwigać ciężar. Słowo otuchy, które wypowiedziałeś, talerz ciasteczek, które upiekłeś „po prostu”. Rzeczy, które być może w oczach świata nie były niczym szczególnym, ale w oczach Boga symbolizowały Jego miłość, która spływa przez ciebie do świata, który jest tak głodny, zimny i tęskni za tym delikatnym dotykiem. Bóg nie skieruje wtedy swojego reflektora na twoje życie, szukając twoich błędów, ponieważ wszystkie twoje grzechy i błędy są zakryte przez odkupienie Jezusa. Podsumowali to w ten sposób: „Sąd nad wierzącymi nie jest ciemną nocą, przez którą muszą przejść, zanim wkroczą do wiecznego dnia Bożego, ale dniem, w którym Bóg postanowił podziękować swemu ludowi!” Głównym tematem przesłania, które anielski posłaniec przekazał mojemu ojcu, była ofiara Jezusa. Bóg powiedział też tacie, że jednym z najwyższych priorytetów — jedną z rzeczy najbliższych sercu Boga — jest rodzina.


Dzięki Bożej pomocy i łasce, tatuś na przestrzeni lat zdołał na nowo połączyć wiele rodzin, a swoją własną rodzinę traktował bardzo poważnie. Kolejna historia jest reprezentatywna dla wielu osób, których małżeństwa zostały dotknięte przez Boga dzięki oddanej posłudze mojego ojca. Pierwsza część tej historii Jima i Susan Olson została opowiedziana w książce „Aniołowie w misji”. Krótko mówiąc, Jim był trzydziestym czwartym z listy 120 wydarzeń, osób i dat, które tata przywiózł ze sobą ze swojej wizyty w sali tronowej Boga.


Jim oddał swoje życie szatanowi jako kapłan satanistyczny. Pan nadał ojcu jego imię, a nawet pozwolił mu się z nim spotkać. W wyznaczonym przez Boga terminie przyszedł do kościoła, a tatuś go rozpoznał, powitał i zaprosił do swojego gabinetu. Bóg go ocalił, wymazał z niego całe stare zło, które w nim tkwiło, i dał mu nową nadzieję i nowe zwycięstwo. Wkrótce potem tata otrzymał od niego ten list. Oto kilka fragmentów. „Kiedy 9 kwietnia 1977 roku opowiedziałem ci o swoim życiu, nie byłeś zaskoczony niczym, co powiedziałem, jakbyś już wiedział. Później odkryłem, że wiedziałeś, ponieważ moje nazwisko znajdowało się na liście, którą otrzymałeś z sali tronowej Boga Wszechmogącego. Spodziewałeś się mnie i nie było dla ciebie zaskoczeniem, że przyjąłem Jezusa jako mojego Pana i Zbawiciela. Moje życie było pasmem wzlotów i upadków. Wychowałem się na plebanii i wielokrotnie stawałem przed ołtarzem, ale jakoś nigdy całkowicie się nie poddałem. Zostałem medium i duchownym, odprawiającym seanse spirytystyczne i dającym odczyty. Opanowany przez demony, upadłem tak nisko, jak to tylko możliwe. Próbując wyrwać się z tego życia, straciłem dom, godność, a potem rodzinę. Nie miałem dokąd pójść! Mój dom opanowały szczury, których nie dało się zabić! Zadzwoniłem do mamy i taty w Idaho i okazało się, że nadal mnie kochają. Opuściłem ośrodek spirytystyczny i przyjechałem do Idaho… i niczym syn marnotrawny… zostałem powitany w domu. W krótkim czasie Pan oddał mi rodzinę, a moja żona i ja wybraliśmy się na Hawaje. Spotkaliśmy tam parę z Boise, która zaprosiła nas do waszego kościoła… CHWAŁA PANU!


Tata miał w dzisiejszych czasach wyjątkowy przywilej osobistego spotkania z Gabrielem, aniołem przebywającym w obecności Boga, Michałem, wielkim archaniołem, oraz aniołami służebnymi z różnych stron świata. Podczas swoich licznych wizyt w niebie mógł podziwiać piękno aniołów uwielbienia, gdy wielbili i wielbili Jezusa. Oto kilka ciekawych spostrzeżeń na temat tych niebiańskich gości, opowiedzianych jego własnymi słowami, zaczerpniętych z nagrań ojca. „Kiedyś myślałem, że wszystkie anioły wyglądają tak samo. Na każdym zdjęciu, jakie widziałem, wyglądały tak samo. Byłem naprawdę zaskoczony.


Anioł odwiedził mnie dwa razy w mojej sypialni i widziałem tylko jego sylwetkę na tle światła dochodzącego z mojego podwórka. Pewnej nocy zauważyłem niebieskawe światło wydobywające się ze schodów. Myślałem, że zostawiłem zapalone światło w jednym z pokoi na dole, więc postanowiłem wstać i zgasić światło. Zszedłem do połowy schodów i światło na schodach się zapaliło. Spojrzałem w górę i zobaczyłem dwóch największych mężczyzn, jakich kiedykolwiek widziałem. Kolana się pode mną ugięły i zacząłem spadać ze schodów. Mogło to być częściowo przerażenie, ale nie całkowicie. Od tych aniołów emanowała tak wielka moc, ponieważ pochodzą bezpośrednio z obecności Boga. Moja reakcja była podobna do powalenia w Duchu. Posłaniec wyciągnął rękę i chwycił mnie, a ja odzyskałem siły. Następnie powiedział mi, że jest Gabrielem i przedstawił mnie aniołowi, który mu towarzyszył, o imieniu Chrioni. Był to anioł walczący, któremu w tym czasie powierzono podróż z Gabrielem.

„Dowiedziałem się, że nie ma dwóch takich samych aniołów. Każdy ma inny rozmiar, kolor i fryzurę. Gabriel ma około 218 cm wzrostu i złocistoblond włosy. Są proste i sięgają mu do połowy uszu. To całkiem ładna fryzura. Ma smuklejszą budowę ciała niż Chrioni. Chrioni miał czarne włosy i bujne, luźne loki. Obaj byli bardzo przystojni i wyglądali na dwudziestopięcio-trzydziestolatków. Chrioni był o około dziesięć centymetrów wyższy od Gabriela, a gdybym zobaczył tak potężnego mężczyznę, wiedziałbym, że waży 180 kilogramów lub więcej. Głos Chrioniego był tak pełny i głęboki.


„Kiedy pierwszy raz ujrzałem tych dwóch aniołów, Gabriel był ubrany w srebrną tunikę i spodnie, spięte pod szyją krawatem. Chrioni był ubrany tak samo, tylko jego koszula była brązowa. Ich skóra i ubranie lśniły niebiańskim blaskiem. Zapytałem ich: „Dlaczego tu jesteście?”. Wtedy Gabriel zaczął dzielić się ze mną kolejnymi pięknymi prawdami o tym, jak Bóg troszczy się o ludzi, których stworzył. Powiedział mi, że Duch Święty monitoruje całą ziemię w tym samym czasie i odbiera sygnały zewsząd. Potrafi nawet usłyszeć ptaka, który spada, gdziekolwiek się znajduje. Wiedziałem, że to prawda z naukowego punktu widzenia, ale ta prawda naprawdę stała się dla mnie realna tamtej nocy. Gabriel kontynuował, mówiąc mi, że Duch Święty wyczuł ogromne narastanie sił szatańskich, które chciały mnie zaatakować z powodu tego, co Bóg czynił poprzez moją posługę. Powiedział mi wtedy, że Duch nie tylko monitoruje całą ziemię, ale to On wysyła aniołom rozkazy, aby rozproszyli siły wroga.


„Byłem wtedy trochę zaniepokojony, bo nie chciałem, żeby stali tam i rozmawiali ze mną, gdyby wrogie siły miały zaatakować, ale powiedzieli mi, że już skończyli swoją robotę. Zapytałem Gabriela, co jest potrzebne, aby Duch Święty zesłał te siły, by pomagać ludziom. Czy była to odpowiedź na modlitwę o pomoc? Gabriel powiedział: „Nie, gdyby Duch czekał, aż dowiesz się o ataku, już byś miał kłopoty! Siły boskie działają 24 godziny na dobę, rozpraszając siły wroga w odpowiedzi na polecenia Ducha Świętego, gdy On wyczuje taką potrzebę”. Potem Gabriel poprosił mnie, żebym wyjrzał przez okno. Byłem zdumiony, widząc około stu takich mężczyzn, jak wielki anioł wojny Chrioni, stojących na moim podjeździe i swobodnie rozmawiających. Poczułem się naprawdę dobrze, wiedząc, że Bóg ma sposoby i środki, by troszczyć się o swój lud! „Mogę zauważyć, że do tego momentu Chrioni nie przemówił do mnie. Słyszałem, jak rozmawiał z Gabrielem, ale mówił innym językiem. Gabriel powiedział mi, że aniołowie mogą rozmawiać z ludźmi tylko wtedy, gdy Bóg im na to pozwoli. Później, podczas kolejnej wizyty, Bóg dał Chrioniemu pozwolenie na rozmowę ze mną i naprawdę miał do przekazania kilka interesujących rzeczy. Poprosiłem Chrioniego, żeby opowiedział mi o kilku swoich najciekawszych wspomnieniach. Jedno z nich przypomniało mi, ile musi mieć lat, skoro aniołowie zostali stworzeni przed powstaniem Ziemi. „Chrioni opowiedział o tym, jak pomógł wyprowadzić Izraelitów z ziemi egipskiej. Powiedział: »Bóg dał nam prawo ukarać Egipcjan i użyć wszelkiej broni Bożej.


Rzucaliśmy w nich piorunami. Wyrywaliśmy koła z ich wozów«. Nie powiedział, że to było zabawne, ale powiedział, że to wydarzenie zapisało się w jego pamięci ze względu na wielkie wybawienie Izraela, kiedy morze się cofnęło. Chrioni powiedział, że aniołowie otrzymali rozkaz interwencji, ale nie ingerowania w to, co Bóg czynił w normalnym życiu człowieka”. Gabriel powiedział mi, że Bóg ma cztery różne rodzaje aniołów. Są anioły usługujące, które żyją wśród ludzi. Jeżdżą naszymi samochodami, mieszkają w naszych domach i cały czas biwakują wokół nas. Ich Boże polecenie brzmi: opiekują się nami. Wyglądają dokładnie jak ludzie. Można by ich poznać tylko wtedy, gdyby zniknęli na naszych oczach lub gdyby zobaczyli, jak dokonują jakiegoś nadludzkiego wyczynu. Na ziemi jest ich więcej niż ludzi. Ponieważ nie mieszkają w niebie, nie mają blasku, który emanuje od aniołów, którzy tam mieszkają.


„Następną grupą aniołów są anioły uwielbienia. Ich funkcją jest oddawanie czci Jezusowi. Kiedy zostałem zabrany do nieba, widziałem te anioły w akcji i był to jeden z najpiękniejszych widoków, jakie kiedykolwiek widziałem. To jedyne anioły ze skrzydłami. Mają sześć skrzydeł, jednak tak naprawdę nie wyglądają jak skrzydła, ponieważ są wykonane z cienkiego materiału. Anioły uwielbienia zakrywają twarze dwoma skrzydłami, gdy się kłaniają. Dwa kolejne opadają im na stopy niczym tren panny młodej, a dwa krótkie na plecy. Cherubini i serafini to bardzo wysoki rząd tych aniołów uwielbienia, ale mają ten sam rodzaj skrzydeł i tę samą funkcję. Lucyfer był archaniołem aniołów uwielbienia przed swoim upadkiem. Trzeci typ to wielcy aniołowie walczący. Ci aniołowie pochodzą z obecności Boga i dlatego ich skóra i ubranie emanują silną poświatą. Nigdy nie przyzwyczajam się do ich obecności, choć się nie boję. Ich niebiańskie promieniowanie osłabia moje siły i zaczynam upadać, dopóki mnie nie dotkną i nie podniosą. Wtedy odzyskuję siły. Po ich odejściu odczuwam takie mrowienie w nogach, że przez jakiś czas wykonuję głębokie przysiady i biegam w miejscu, ponieważ jest w nich tak wielka moc, że trudno ją utrzymać w tych glinianych naczyniach. Michał jest archaniołem wszystkich aniołów walczących. Istnieją również siły specjalne, do których należą aniołowie posłańcy, których Bóg używa do przekazywania światu zapowiedzi i przesłań. Działają one również na różne sposoby w realizacji Bożego planu. Aniołowie posłańcy również przebywają w obecności Boga i jaśnieją tym szczególnym niebiańskim blaskiem.


„Gabriel jest archaniołem aniołów posłańców, a jego głównym zadaniem jest realizacja Bożego planu oraz zamknięcie jednego rozdziału czasu i otwarcie kolejnego. Za każdym razem, gdy jest o nim mowa w Biblii, przynosił zapowiedź nastania nowego dnia. Kiedy powiedział mi, na czym polega jego funkcja, zacząłem się zastanawiać, co on tu teraz robi? Czy to możliwe, że kolejny rozdział jest bliski zamknięcia, a kolejny otwarcia? „Gdy Gabriel skończył opowiadać mi o aniołach, powiedział, że najwyższą i najwspanialszą istotą boską, kimś, kto góruje nad aniołami, najwyższym na wszystkich dworach niebios, jest Jezus. Na dźwięk imienia Jezusa rozbrzmiewającego w niebie, każdy anioł, niezależnie od swojej rangi, oddaje Mu pokłon. Zapytałem Gabriela o powrót Jezusa. Powiedział mi, że Ojciec dał mu dostęp do wszystkiego w Bożej osi czasu, ale to jest jedna rzecz, którą Ojciec zachował dla siebie. Powiedział jednak: „Mogę ci powiedzieć jedno. Na dziedzińcach nieba panuje większe poruszenie i aktywność niż kiedykolwiek od czasu pierwszego przyjścia Jezusa!” „Bardzo interesujące było dla mnie zauważenie, że aniołowie nie zawsze nosili ten sam strój. Wszystkie ich buty są takie same, jednak wyglądają, jakby były wykonane z miedzi lub metalu. Kiedy patrzę, jak wyginają buty, wiem, że nie mogły być metalowe, ponieważ buty są z bardzo, bardzo elastycznego materiału.


„Budowa kości brwi aniołów zamieszkujących niebo wydaje się być nieco wyższa i bardziej łukowata niż u człowieka. Ich oczy nie wydają się czerwone jak ogień, są ciemne, ale wyglądają niemal jak promienie. Są przenikliwe i patrzenie na nie przypomina patrzenie w kałużę ognia. Nie jest to przerażające, ponieważ niemal czujesz ich współczucie, gdy na ciebie patrzą. Nie wyglądają na nieludzkich. Nigdy nie widziałem brodatego anioła zamieszkującego niebo. Pod względem wieku wyglądają na młodych mężczyzn w wieku od dwudziestu pięciu do trzydziestu lat. Michael wygląda na około czterdziestu lat. „Aniołowie służebni, których widziałem, wyglądają jak ludzie, jak już mówiłem. Aniołowie czciciele wyglądają jak różnorodni ludzie: mężczyźni, kobiety, chłopcy i dziewczynki, a nawet jak małe dzieci. Około drugiej w poniedziałek nad ranem zobaczyłem jeden z najwspanialszych widoków, jakie kiedykolwiek widziałem. Za każdym razem, gdy Bóg objawiał się za pośrednictwem aniołów, było to niesamowite, ale to wydawało się jeszcze bardziej zdumiewające, ponieważ poczułem ogromną wagę tego, co Bóg czyni dzisiaj, wykorzystując Boise jako punkt docelowy dla swoich boskich posłańców i dzieląc się ze mną przesłaniem dla świata. Usłyszałem coś na dole, więc zszedłem na dół. Tam, w moim salonie, zobaczyłem wielkiego anioła wojny, Chrioniego, i trzech innych „aniołów generałów”, jeśli można tak to określić, albo „kapitanów” zastępów niebieskich. Słyszałem, jak otrzymują wiadomości od Ducha Świętego i wydają polecenia.


Twarz Michała była bardziej surowa niż Gabriela, jednak wciąż wyczuwałam w nim współczucie, miłość i naturę Jezusa. Miał mocne, wyraziste rysy twarzy. Jego oczy były jak ogniste jeziora. Był ubrany jak Gabriel w białą tunikę i szeroki złoty pas wokół talii. Tunika była ozdobiona złotym haftem. Jego dłonie i ramiona przypominały kogoś o głębokiej opaleniźnie, niemal jak polerowany mosiądz. Gabriel przypomniał mi historię ze Starego Testamentu z Księgi Daniela 10, w której Gabrielowi przeszkodził książę ciemności w dostarczeniu Danielowi odpowiedzi od Pana. Bóg posłał więc Michała, aby pomógł Gabrielowi. Miał on taką moc, że wystarczyło, że rozproszył wroga, aby przesłanie mogło dotrzeć. „Toczyła się prawdziwa duchowa walka, a stanowisko dowodzenia znajdowało się w moim salonie! Ale Gabriel zapewnił mnie, że Bóg wysłał Michała i jego aniołów, którzy dosłownie otaczali nasze miejsce”. (Sharon: Chciałabym tu dodać, że kiedyś bałam się, gdy mojemu tacie grożono. Pamiętam, jak pewnego poniedziałkowego wieczoru jechałam alejką do jego domu, weszłam do domu z mężem i dostałam gęsiej skórki. Nigdy wcześniej nie czułam w tym miejscu tak potężnej obecności Boga. Później, w drodze do domu, powiedziałam mężowi: „Alan, wiem, że aniołowie byli tam dziś wieczorem!”. Alan się ze mną zgodził. On również czuł nadprzyrodzoną obecność Boga. Następnego dnia zapytałam ojca, czy aniołowie odwiedzili go poprzedniej nocy. Wtedy powiedział mi, że Michał, wielki archanioł, został wysłany przez Ojca wczesnym rankiem poprzedniego dnia i zapewnił ochronę mojemu ojcu. Strach, który zrodził się w moim sercu z powodu gróźb pod adresem taty, całkowicie zniknął. Wiedziałam, że mojego ojca chroni najpotężniejszy anioł-wojownik w niebie, ponieważ Boży plan poprzez mojego ojca nadal się rozwijał.)


„Przy dwóch różnych okazjach powiedziano mi, że plan Boga, zanim jeszcze stworzył ziemię, zakładał zabranie nas do Siebie. Gabriel oświadczył, że chociaż ludzie nie są zgodni co do tego, czy przejdą przez Wielki Ucisk, czy przez jego połowę, czy zostaną porwani wcześniej, czy w ogóle nie wierzą w Wielki Ucisk, to kiedy Jezus przyjdzie, nie będzie zaglądał w umysły ludzi, aby sprawdzić, jakie zajmują stanowisko w tej sprawie. Zajrzy tylko do ich serc, aby sprawdzić, czy żyje w nich. Nigdy nie zapomnę porannej godziny w moim salonie, kiedy olbrzymi anioł wojownik, Chrioni, otrzymał od Boga pozwolenie, by znów ze mną rozmawiać. Powiedział mi między innymi: „Człowiek nigdy w pełni nie pojmie miłości Boga!”. Powiedział, że wielu ludzi, których on i jego zastępy posłali na pomoc Duchowi Świętemu, sprzeciwiło się Bogu. Wymachiwali pięściami przed twarzą Boga i byli przepełnieni bezprawiem i złem. Wielu z nich było w satanizmie i czarach. Byli wrogami Boga. Ale Bóg powiedział: „Ci ludzie potrzebują pomocy. Idź i pomóż im!”. „Co może nas oddzielić od miłości Boga? Niczym na nią nie zasłużyliśmy. Więc nawet jeśli jesteś całkowicie oddalony od Boga i skazany na piekło, bo Go nie przyjąłeś, Jego miłość wyciąga do ciebie rękę i mówi: »Chcę cię! Mam dla ciebie miejsce!« „Teraz widzę Boga, jak nigdy dotąd, i czuję, że jednym z celów tych doświadczeń było dla mnie zobaczenie Boga takim, jaki naprawdę jest! Ludzie pytali mnie, czy wolno mi prosić anioła, aby rozmawiał z Bogiem w moim imieniu lub przekazał wiadomość za pośrednictwem aniołów komuś w niebie.


Prawdopodobnie mógłbym zapytać, ale wydaje mi się, że nie potrafię wypowiedzieć zbyt wielu pytań. Bóg dał każdemu z nas dostęp do Siebie przez Jezusa! Nie prosi nas, abyśmy przechodzili przez anioła. „Otrzymałem też wiele listów od ludzi pytających mnie, czy to w porządku, czy też zgrzeszą przeciwko Panu, szukając takiego doświadczenia, jakim jest rozmowa z aniołem. Zadałem to pytanie Gabrielowi i odpowiedź jest tak piękna. Gabriel powiedział: „Powiedz ludziom, żeby nie szukali anioła. Anioł nie może wysłuchać twojej modlitwy. Anioł nie może przyjąć twojej czci. Anioł nie może w tobie zamieszkać. Ale masz w sobie Jednego, większego niż wszyscy aniołowie, i On prosi o twoje modlitwy. On zaprasza cię do czci i nigdy cię nie opuści. Szukaj Go więc, Jezu!”


To relacja z ostatniej wizyty taty (13 października 1979 roku) u aniołów przed jego śmiercią. Poniższy fragment został zmontowany z nagrania, które ojciec udostępnił swojej kongregacji w niedzielny poranek, 14 października 1979 roku. „Miałem niezwykłe doświadczenie, które skłoniło mnie do refleksji nad tym, jak bardzo Bóg troszczy się o człowieka. Minęło około sześciu tygodni, odkąd odwiedziły mnie anioły. Jeśli nigdy więcej się nie pojawią, przeżyłem coś wspanialszego, niż na to zasługiwałem, a prawdy, które Bóg urzeczywistnił, dokonały czegoś tak wspaniałego. Czuję, że Bóg prawdopodobnie dał mi wszystko, czego potrzebowałem w oświeceniu tych przesłań, ponieważ Bóg dał mi tak wiele sposobów, w jakie przemawia. Mówi poprzez swoje Słowo, posługuje się ludźmi jako pośrednikami, aby zaspokoić potrzeby i wykorzystuje okoliczności. Tak czy inaczej, nigdy nie wiem, czy to będzie ostatnia wizyta, czy nie. „Wczoraj wieczorem w moim biurze dowiedziałem się, że wizyta sprzed sześciu tygodni nie była ostatnią, bo weszli Gabriel i Chrioni. Siedziałem z opuszczoną głową, medytowałem i wpatrywałem się w Pismo Święte. Weszli jak ci ludzie z serialu „Star Trek”. Zaparło mi dech w piersiach, bo nigdy nie przyzwyczaję się do ich obecności. Rozmawiali ze mną i przekazali mi piękne prawdy o tym, jak Bóg troszczy się o człowieka jako całość.


Nawet nasze człowieczeństwo jest w istocie przedmiotem troski Boga. „Wtedy zadzwonił telefon. Pozwoliłem mu dzwonić przez kilka minut, bo nie lubiłem zajmować się takimi przyziemnymi sprawami, kiedy Gabriel stał tuż obok. W końcu jednak podniosłem słuchawkę i to była mała pani z Sacramento. Jej pierwsze pytanie brzmiało: »Widziałeś ostatnio któregoś z tych aniołów?« Potem powiedziała mi, że ma pewne potrzeby: „Prosiłam kaznodziejów, żeby się za mnie modlili. Prosiłam przyjaciół, żeby się za mnie modlili. Nikt nie wie, jak zwrócić się do Boga w mojej sprawie, a ja nawet nie wiem, czy Bóg o mnie wie. Mam siedemdziesiąt dziewięć lat, a mój mąż jest chory. Czy następnym razem, gdy zobaczysz któregoś z tych aniołów, poprosiłbyś ich, żeby powiedzieli Bogu, że naprawdę potrzebuję pomocy?”


Powiedziałem jej: „No cóż, oni już tu są!”


„Trochę się zakrztusiła, więc powiedziałem: »Chcesz, żebym ich zapytał? To nie jest ich zadanie, bo ty masz taką samą więź z Bogiem, jak oni«. Powiedziała: „Proszę ich zapytać”. Miałem się odwrócić i zapytać, nie dlatego, że oczekiwałem odpowiedzi, ale Gabriel przysłuchiwał się rozmowie. Najwyraźniej potrafi wychwycić dźwięk bez słuchania. Powiedział mi, że słyszał, co powiedziała. Powiedział: „Powiedz Bonnie Thompson, że Bóg już zna jej potrzeby, troszczy się o nią i ją kocha!”. Powiedziałem jej, a ona pisnęła: „On zna moje imię!” Nie powiedziała mi wcześniej, kim jest, więc nie znałam jej imienia. Powiedziała: „Nie obchodzi mnie, czy kiedykolwiek dostanę tę pomoc, bylebym wiedziała, że Bóg zna moje imię!”. „To zdarzenie po raz kolejny uświadomiło mi, że Bóg zna moje imię i zna twoje imię!


Był poniedziałkowy poranek, 27 sierpnia. Tata ponownie szedł korytarzem do mojego biura. Ze łzami spływającymi po policzkach opowiedział mi, że poprzedniego niedzielnego poranka został zabrany do nieba, aby po raz pierwszy zobaczyć Jezusa. Nadal był wyraźnie wstrząśnięty tym doświadczeniem. Opowiedział mi, jak wielkim zaszczytem było dla niego spotkanie z aniołami reprezentującymi wszystkie narody ziemi. Dosłownie zaparło mi dech w piersiach, gdy usłyszałem te słowa z ust mojego ojca. Powiedziałem: „Tato, byłeś na niebiańskim zebraniu personelu!”.

W następną niedzielę podzielił się z naszą wspólnotą tą niezwykłą wizytą. Poniższa relacja jest opowiedziana własnymi słowami mojego ojca, który opowiedział o swoim pierwszym spotkaniu z Jezusem twarzą w twarz. Jedno z najgłębszych i najbardziej inspirujących spotkań, jakich kiedykolwiek doświadczyłem, miało miejsce w zeszłą niedzielę rano, 26 sierpnia 1979 roku. Obudziłem się około godziny 1 w nocy i Bóg udzielił mi posługi za pośrednictwem aniołów, których zesłał. W trakcie tej posługi Bóg pozwolił mi ponownie doświadczyć Jego wielkiego planu, który ma nas ugościć w Jego oczach.


Wtedy coś się wydarzyło i aniołowie zaprowadzili mnie do obecności Jezusa. Dosłownie zostałem przeniesiony do Jego obecności. Podobnie jak Paweł, nie jestem pewien, czy byłem w ciele, czy w duchu. Wydawało mi się, że byłem w ciele. Zobaczyłem Jezusa, spotkałem Go, rozmawiałem z Nim po raz pierwszy twarzą w twarz. Jego wygląd był identyczny z tym opisanym przez Jana w Apokalipsie 1:13—18. Pojawił się jako wielki sędzia wszystkich. Możliwe, że po powrocie przybierze inną postać. To, co dane mi było zobaczyć, to Jego wieczna postać. Jego białe włosy opadały na ramiona. Jego twarz jaśniała czystym, białym światłem. Nosił szeroki złoty pas, który był wyprofilowany tak, aby częściowo zakrywał Jego klatkę piersiową. Jego buty wyglądały jak z polerowanej miedzi. Jego oczy były bardzo podobne do oczu Gabriela. Czy to możliwe, że ich szaty i ten wygląd są charakterystyczne dla tych, którzy przebywają w obecności Boga? Mój duch podskoczył we mnie, gdy powiedział, że Jego słudzy, ci aniołowie, zostali posłani, aby nakłonić mężczyzn i kobiety do podjęcia decyzji. Nawiązał do słów, które On sam powiedział… to, co mówili Jego aniołowie: „Jeszcze jest miejsce”. Powiedział: „Wyjdźcie na drogi i między zapory i zmuszajcie ich, żeby weszli”. To właśnie czyni teraz. Ostatnie wezwanie Boga na ucztę. Wszystko to z powodu wielkiej miłości Ojca do nich. Mówił także o niezliczonych zastępach posłanych na cały świat, aby pomóc w przygotowaniach, i użył tego określenia: „cenny owoc ziemi na żniwo, odkupione dusze, które On nabył i przygotował”.


Następnie wezwał przedstawicieli z każdej części świata. Widziałem kilku aniołów służebnych, którzy wyglądali jak Eskimosi, którzy pracowali za kołem podbiegunowym. Widziałem kilku z różnych miejsc na ziemi. Kilku z nich rozpoznałem jako aniołów służebnych, których spotkałem wcześniej. Był jeden z Rosji, który był u mnie w domu trzy razy. Widziałem Shalomę, anioła, którego Bóg przyprowadził do mnie z krajów arabskich. Widziałem aniołów służebnych reprezentujących miliardy aniołów w Chinach. Było tam wielu czarnych aniołów. Pochodzili z Indii, z wysp morskich, zewsząd. Bóg powiedział, że zostali wezwani spośród sił wysłanych do każdego zakątka świata i przygotowujących żniwo. Jezus oświadczył, że celem tego spotkania było przypomnienie mi i całemu światu o pilności i znaczeniu połączenia z Nim rąk i powiedzenia światu, że On naprawdę się o nich troszczy, a także o tym, że pracownicy na całym świecie nie są sami. Są misjonarze, którzy czują się, jakby pracowali sami, ale Jezus chce, aby wiedzieli, że są pracownicy wysłani z sierpami, gotowi pracować u ich boku, przygotowując „cenny owoc ziemi” na żniwo.


Nadal nie jestem pewien, czy byłem tam fizycznie, ale wydawało mi się, że tak. Kiedy wróciłem, stałem sam nad strumieniem, niemal jakbym był pomiędzy dwoma światami. Byłem oszołomiony, ale bardziej niż kiedykolwiek świadomy, że odliczanie dobiega końca. Sierp został zapuszczony. Musimy być czujni, przebudzeni, pełni wiary, ożywieni Jego Duchem i sprawić, by każdy oddech liczył się dla Boga. W obecności Jezusa dane mi było zobaczyć straszne dni ucisku, które nadejdą, z Bożej perspektywy. Zdaję sobie sprawę, że istnieje wiele różnych poglądów i koncepcji na temat ucisku, ale ja po prostu mówię wam, co Bóg pozwolił mi zobaczyć ze swojej perspektywy. Nie mogę opowiedzieć wam wszystkiego ze szczegółami. Ale z Jego perspektywy to będą straszne czasy na tej ziemi.


Spotkałem się z aniołami Gabriela, którym powierzono te zadania. Wszyscy nosili ten sam rodzaj szaty, co on, i będą niezwykle aktywni podczas Wielkiego Ucisku. Bóg pozwolił mi to wtedy zobaczyć i zaznaczył, że to, co obserwuję w tej ogromnej aktywności aniołów, nie było czymś, co On im przeznaczył w tym konkretnym momencie, ale częścią Jego wielkiego planu i celu. Mogliśmy nie być tego świadomi, ale zastępy anielskie — i odkryłem to w ostatnich miesiącach — były równie aktywne, gdy nie nadchodził czas Ucisku. Były aktywne w wielkim, rozwijającym się planie Boga. To po prostu kolejny etap Jego planu. Były aktywne przez cały czas. „Pozwolono mi na krótką wizytę u Michaela, który również ma do odegrania ważną rolę w tym czasie. Jezus powiedział, że nawet Wielki Ucisk nie oddzieli mężczyzn i kobiet od Jego miłości. Że miliony zostaną uratowne w tym czasie przez własną śmierć, stając po stronie Boga w tamtych dniach. Chciał, abym przekazał przesłanie ludziom zniechęconym i zaniepokojonym o swoich bliskich, zastanawiającym się, czy Bóg naprawdę troszczy się o nich, sprowadzając ich takimi, jacy są. Niektórzy mogą czuć w tym momencie, gdy zabrzmi trąba, że wielu z tych ludzi nie rozpoczęło jeszcze drogi do Boga, ale Boża miłość wciąż do nich dociera! W tym czasie przypieczętują swoje odkupienie własną śmiercią.


„Umrą za swoją postawę i połączą się przy zmartwychwstaniu, u kresu dni smutku, ze swoimi bliskimi, którzy zostali zabrani w Pochwyceniu, gdy On powróci po tych, którzy do Niego należą. Nastąpi wielkie zjednoczenie, gdy wielkie ciało Boże wkroczy w tysiącletnie dni. Alleluja! Następnie podał odniesienie, Objawienie 7:9—16. Janowi pozwolono zobaczyć tę samą grupę ludzi. I Jan zapytał anioła: „Kim oni są?”. To ci, którzy ofiarą własnego życia przypieczętowali swoje odkupienie”. Duch Święty nie zniknie całkowicie, ponieważ Duch Święty pełni siedem różnych funkcji. Jego funkcja dla Kościoła, ta faza, będzie z nami, ponieważ On nigdy nas nie opuści! Ale Duch Pański nadal będzie działał, wypełniając Boży plan w kolejnym wielkim etapie Jego dzieła. Ci ludzie, którzy słyszeli, ale odrzucili, zostaną potraktowani po macoszemu. Wielokrotnie głosiłem, że jeśli nie potrafisz żyć dla Boga teraz, to nigdy nie będziesz w stanie tego zrobić w przyszłości… ale Bóg powiedział, że się myliłem. Jego miłości nie da się oddzielić ani zniszczyć nawet przez ucisk! Pozwolił Pawłowi to dostrzec i opisał w Liście do Rzymian 8: „Czy ucisk może was odłączyć od miłości Bożej? Nie!” „To nie jest napomnienie ani zachęta dla mężczyzn i kobiet, by przeżyli te straszne dni gniewu Bożego. Nie, to mówi nam, że Bóg tak bardzo kocha ludzi, że przygotował plan ich ratunku z tej ziemi. Tych, którzy pamiętają Jego Słowo i Jego obietnicę, zajmują swoje stanowisko i dają Bogu znać, po której stronie stoją. Ucisk będzie strasznym czasem wylania gniewu Bożego na ten świat.


„Ludzie mówią, że aby Bóg był sprawiedliwy wobec innych, którzy doświadczyli ucisku, wszyscy muszą go doświadczyć. Powiedział mi z taką miłością: »Nie ma niczego, na co moglibyśmy zasłużyć naszym cierpieniem, niczego, co moglibyśmy dodać do naszego zbawienia. Jesteśmy zbawieni dzięki cierpieniu Jezusa! Byłoby to całkowicie sprzeczne z naturą Boga, aby Jego lud trwał w Jego gniewie!« Następnie przypomniał mi piękny fragment Pisma Świętego z 1 Listu do Tesaloniczan 5:9, gdzie powiedział: »Bóg nie przeznaczył nas na gniew, ale na osiągnięcie zbawienia przez naszego Pana Jezusa Chrystusa«”.


Przypomniał mi wtedy o czymś, czego wcześniej nie znałem. O tym małym słowie pisanym „zabrany”, użytym w Ewangelii Mateusza 24, kiedy mówił o tym czasie, o porwaniu, oznaczającym, że jeden zostanie zabrany, a drugi pozostawiony. Niektórzy twierdzą, że oznacza to zabranie niewierzącego w śmierć. Ale on mi powiedział, że Bóg przygotował słowo przeznaczone wyłącznie do tego celu, aby nie było używane ponownie. Użyte tylko raz w całej Biblii, a jest to greckie słowo Paralambano*. *„Mimo że różne formy słowa Paralambano występują w innych miejscach Nowego Testamentu, to strona bierna czasu teraźniejszego w trybie oznajmującym od słowa Paralambano (paralambanetai) pojawia się tylko w tym fragmencie, który odnosi się wprost do przyjścia Jezusa po swój lud”. co oznacza „wezwany na bok w serdeczny sposób”. I w tym wielkim powołaniu On wzywa nas jako swoją oblubienicę, abyśmy byli z Nim podczas tego wielkiego połączenia Chrystusa z Jego kościołem. „Wezwany na Jego bok w serdeczny sposób”. Potem Jezus przemówił do mnie i powiedział, że to słowo brzmi: „Odłożony na półkę, aby nigdy więcej nie zostać użyty”. Sprawdziłem to później i to prawda, zostało użyte raz. Paralambano, jeśli chcesz to sprawdzić, możesz. Bóg to powiedział, Bóg to zrobił. Nadchodzi czas, naprawdę wkrótce w kalendarzu Boga, jest już prawie tutaj. Nie wiem, jak wieczność ma się do czasu, ale w kalendarzu Boga odliczanie jest prawie zakończone. Mówi nam, że mamy się wzajemnie pocieszać tymi słowami. Przez długi czas zwykłem straszyć ludzi na śmierć tymi słowami. Ale nie przerażam ich już na śmierć tymi słowami, ponieważ Pan pozwolił mi dostrzec, że istnieją trzy bariery między człowiekiem a Bogiem i nawet gdybyśmy pozbyli się każdego grzechu, nadal nie moglibyśmy się do Niego zbliżyć, ponieważ wciąż mamy ludzką winę, ludzkie upadki. Ale On powiedział, że przez okrycie Krwią Jezusa Chrystusa ten grzech został odkupiony, ta ludzka wada została zakryta, ta ludzka wada już nie istnieje.


Dał mi piękny werset z Pisma Świętego, List do Kolosan 1:22, gdzie powiedział, że dzięki ciału Jego śmierci zostaliśmy przyjęci, święci, nieskalani i nienaganni w Jego oczach. Wszystkie trzy bariery zniknęły. Kiedy twoja wiara opiera się na krwi Jezusa, to nie twoje czyny. Zbyt długo czuliśmy, że nasza akceptacja opiera się na naszych czynach, ale tak nie jest. Opiera się na Jego czynach.


Kiedy twoja wiara opiera się na tym, co On uczynił, jesteś osłonięty, czy czuwasz, czy śpisz, należysz do Pana. Możesz żyć jutro z pieśnią w sercu, nie martwiąc się cztery czy pięć razy dziennie, czy przetrwasz, czy nie. Mając nadzieję, że Jezus przyjdzie podczas spotkania przebudzeniowego albo że umrzesz natychmiast podczas tego spotkania, abyś w końcu mógł zostać zabrany do Niego. O nie! Pan chce, abyś wiedział, że tak wiele w ciebie zainwestował, że będzie chronił tę inwestycję. I nie wypuści cię spod tej osłony bez wielkiego wysiłku. Oto, co powiedział: „Ten człowiek utrudnił wejście i ułatwił wyjście, ale wielki plan Boga polegał na tym, aby ułatwić wejście i utrudnić wyjście”. Alleluja!”. Pamiętam, jak tak żywo słyszałem tę piękną, wyzwalającą prawdę o Bożej miłości do człowieka, raz po raz. Dosłownie wryła się w serce i posługę mojego taty. Czytałem list za listem od chrześcijan, którzy zostali uwolnieni z niewoli strachu, gdy usłyszeli tę prawdę. Chrześcijanie, którzy bali się żyć normalnie, obawiając się potknięcia, promienieli nową nadzieją i poczuciem celu. Dowiedzieli się, że Bóg nie szuka sposobów, by ich odrzucić. Przeciwnie, poprzez okrycie krwią Jezusa, zapewnił im proste, codzienne, przyziemne życie. Chrześcijanie mogą się odprężyć i być pełni radości, a nie lęku.


Tata otrzymywał również niezliczone listy i telefony od ludzi, którzy nie przyjęli Jezusa, ponieważ uważali, że życie według standardów, które ich zdaniem były wymagane, jest niemożliwe. Tysiące ludzi zwróciło się ku Jezusowi, gdy w pełni zrozumiało, że Bóg oczekuje jedynie wiary w to, co uczynił Jezus. Zrozumieli, że nic, co mogliby zrobić, nie pozwoliłoby im osiągnąć sprawiedliwości Jezusa, tak hojnie nam udzielanej, gdy wierzymy. Tata kilkakrotnie powiedział mi: „Kochanie, ta wiadomość musi być dla Boga bardzo ważna, skoro przesłał ją przez boskiego posłańca!” Zamykam ten rozdział, powtarzając tę prawdę. Bóg ułatwił ludziom znalezienie Go, a utrudnił nam oderwanie się od Jego wielkiej, przytłaczającej, niezrównanej miłości.


Tata był fizycznie zmęczony, ale jego duch został ożywiony, gdy Alan, ja i dzieci pojechaliśmy na lotnisko, aby go odebrać po powrocie z wystąpień w Luizjanie. Służył z pastorem Ronsisvalle, młodym pastorem ogromnego kompleksu w Birmingham w Alabamie. Tata czuł, że Pan naprawdę czuwał nad tym młodym człowiekiem. Znalazł prawdziwą bratnią duszę w pastorze Gormanie z Nowego Orleanu. Tata ze śmiechem powiedział tamtejszej wspólnocie, że osiągnął szczyt, kiedy przyjechał do nich przemówić, i nie wiedział, dokąd może pójść z kościoła w Nowym Orleanie. Wisienką na torcie było spędzenie kilku godzin z Jimmym Swaggartem. Powiedział mi później, że był zachwycony, czując ciepło i pokorę w tym człowieku. Wrócił do Boise bardziej pobudzony niż kiedykolwiek wcześniej. Z niecierpliwością czekał na możliwość posługi w Lakeland na Florydzie z pastorem Carlem Straderem, a następnie na wyjazd do Waszyngtonu, aby spotkać się z pastorem Bennym Harrisem. Pastor Harris zadbał o to, aby każdy senator, kongresmen i każdy przedstawiciel władzy otrzymał egzemplarz książki „Aniołowie w misji”. Mój brat, Ted, i jego żona, Linda, wyjechali na wakacje do Nowego Jorku i planowali spotkać się z tatą w Waszyngtonie, aby być przy nim podczas spotkania. Był piękny jesienny poranek, 6 listopada. Świeciło słońce, a powietrze na zewnątrz było rześkie. Wewnątrz panowała elektryzująca atmosfera. Był to dzień zebrania personelu i nie mogliśmy się doczekać, aż usłyszymy wieści o zwycięstwie, którym, jak wiedzieliśmy, podzieli się z nami tata.


Tego dnia tata spędził większość czasu, mówiąc o miłości i wzajemnym kochaniu. W kółko powtarzał, jak Bóg wyraźnie nakazał mu przez anioła, by nie bronił przesłania, które mu dał do przekazania. Powiedział nam, że to przesłanie od Boga i że to Bóg musi je bronić. Wezwał nas wszystkich do miłości! Nie mieliśmy się złościć na to, co ludzie o nim mówią, ale mieliśmy ich kochać. Miłość wydawała się tak żywa w jego sercu tego dnia, miłość, która po prostu sączyła się z każdego poru. Nadprzyrodzona miłość Boga była tak bardzo widoczna w jego życiu. Wydawało się, że tatuś dosłownie promieniał zdrowiem, gdy tego ranka udzielał nam wszystkim posług. Byłam taka szczęśliwa, bo wcześniej powiedziałam Alanowi, że mam nadzieję, iż Bóg nie będzie samotny dla taty, zabierze go do nieba i nie pozwoli mu wrócić.


Wczesnym rankiem tego dnia mój dziadek, Arthur Jacobson, który chorował od wielu lat, odszedł do Pana. Postanowiono już, że pogrzeb odbędzie się po powrocie taty z Waszyngtonu. Po zebraniu personelu poszedłem na lekcję jazdy na łyżwach i planowałem pójść na lunch z przyjacielem. Wyjście z lodowiska było opóźnione, co pozwoliło Alanowi do mnie dotrzeć i powiedzieć, że mama chce, żeby cała rodzina zjadła razem lunch. Później byłem tak wdzięczny Bogu, że pozwolił mi na ten ostatni lunch z moim tatą! Obiad był naprawdę udany. Rodzina była smutna z powodu śmierci dziadka Jacobsona, ale wszyscy wiedzieliśmy, że jest z Panem i uwolniony od pęt choroby, z którą zmagał się przez tak długi czas. Wszyscy śmiali się i rozmawiali jednocześnie. Brat mamy, Maurice, i bratowa, Margaret, byli tu z powodu choroby dziadka. Marilyn mogła wziąć wolne w pracy, a tata wrócił z podróży. Wszyscy dobrze się bawili, będąc razem. Marilyn była szczególnie wesoła i naprawdę rozśmieszyła tatę. Kiedy nadszedł czas powrotu taty do biura, Marilyn i ja mocno go przytuliliśmy i pocałowaliśmy. Potem mama, jak zawsze, pożegnała go uściskiem i pocałunkiem, nie wiedząc, że to ostatni raz, kiedy widzi go żywego.


Tata miał spotkanie z kobietą, która od kilku dni nie mogła przestać płakać. Pomodlił się z nią, a potem powiedział: „Chcę tylko, żebyś spojrzała w twarz Jezusa i obdarzyła Go szerokim uśmiechem, powiedziała Mu, jak bardzo Go kochasz!”. Zrobiła to, a łzy zmieniły się w śmiech, który po prostu wytrysnął z jej najgłębszej istoty, gdy zaczęła chwalić Pana. Potem spojrzała na tatę. Jego głowa była odchylona do tyłu, a ramiona swobodnie spoczywały na krześle. Początkowo myślała, że on też się modli i uśmiecha do Pana, ale był taki nieruchomy. Nagle zdała sobie sprawę, że jest zbyt nieruchomy!. Szybko zadzwoniła do Joyce, sekretarki taty. Joyce krzyknęła do Alana i powiedziała mu, że pastor musiał mieć zawał serca!


Alan później wyznał, że kiedy wbiegł do pokoju i zobaczył go w tej rozluźnionej pozycji, całkowicie spokojnego, w duchu poczuł, że tatuś odszedł. Alan położył go na podłodze, standardowo, i zaczął resuscytować krążeniowo-oddechowo. Sue Carpenter weszła do środka i udzieliła mu pomocy, wykonując jednocześnie sztuczne oddychanie usta-usta. Joyce zadzwoniła na pogotowie ratunkowe w straży pożarnej. Zatrzymałem się w szkole Maranatha i rozmawiałem z Warrenem Merkelem, który pracował w Living Sound i właśnie osiedlił się w Boise. Chciałem przedstawić Warrena mojemu tacie, ponieważ jego posługa była ściśle związana z Living Sound i Terrym Lawem. Szliśmy w stronę gabinetu taty, gdy Angela, moja córka, przybiegła do mnie i krzyknęła: „Mamo, mamo, dziadek miał zawał serca!”


Powiedziałam: „Kochanie, żartujesz!”, ale wiedziałam, że moja córka nigdy nie żartowałaby na taki temat. Biegłam do kościoła bez przerwy, modląc się: „O Boże, nie pozwól, żeby to się stało, w szczytowym momencie wspaniałej posługi taty. O Boże, proszę!”. Mój ukochany ojciec leżał na podłodze niczym upadły olbrzym. Delikatne ręce wyprowadziły mnie z sali. Wydawało się, że straż pożarna dojechała tam w nieskończoność. Wszędzie słyszałam modlących się ludzi. Wielu uczniów Maranatha padło na kolana i stanęło, by modlić się za swojego ukochanego pastora.


Mama wkrótce przyjechała z babcią, a Marilyn była tuż za nimi, pokonując z prędkością światła całe miasto z biura. Marilyn wpadła do domu z płaczem spływającym po twarzy. Wszyscy złączyliśmy ręce i serca w modlitwie za tatę. Wezwano już zakład pogrzebowy, ale sprzęt ratunkowy, po jego pełnym uruchomieniu, dawał minimalne oznaki życia, więc wezwanie zostało odwołane i zamiast niego wysłano karetkę. Ludzie żarliwie się modlili, wiedząc, że tatuś już wcześniej został uzdrowiony. W końcu przyjechała karetka i tatę zabrano do szpitala, a za nim rodzinę, personel i przyjaciół. Szpital był tak zasypany telefonami, gdy ludzie dowiedzieli się o tym, co się stało, że centrala telefoniczna została całkowicie zablokowana. Stał się tak znaną i lubianą postacią w społeczności. Wszyscy siedzieli w poczekalni, modląc się, gdy drzwi się otworzyły i wszedł lekarz dyżurny. Podszedł do mojej mamy, wziął ją za rękę i powiedział: „Zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, ale teraz jest u Boga! Chcę, żebyście wiedzieli, że ten człowiek wpłynął na wiele żyć, w tym na moje!”. Pielęgniarka, która tam była, powiedziała, jak wielkie błogosławieństwo dał jej pastor Buck. Jedna z zakonnic podeszła do mnie i objęła mnie, mówiąc: „Pastor ochrzcił mnie w wodzie i wzbogacił moje życie”.


Matka była piękną ostoją siły. Powiedziała: „Pomódlmy się razem”. Mama wyznała później, że czuła, że każdy dzień spędzony z tatą był dla niej wyjątkowym darem od Boga. Po jego ostatnim zawale serca postanowiła, że będzie z nim żyć w pełni, ale tylko dzień po dniu. Pan dał jej natychmiastowy spokój i poczucie swojej obecności w dniu, w którym straciła ojca i męża, z którym przeżyła trzydzieści siedem lat. „Jedną z rzeczy, o których mój mąż często mówił, było to, że Bóg jest sprawiedliwy! Ma niezawodną zdolność, by zawsze postępować właściwie! To bardzo mi pomogło po tym, jak Ojciec wezwał Rolanda do domu. Jak mogłam pytać: „Dlaczego Boże?”, skoro wiedziałam, że od początku jest w rękach Ojca”.


Szpital musiał rozesłać komunikat prasowy za pośrednictwem mediów, aby odciążyć centralę. Wielu członków zboru usłyszało w telewizji wiadomość, że ich ukochany pastor odszedł do Pana. Specjalna próba chóru była już zaplanowana na ten wtorkowy wieczór. Musical na tegoroczne przedstawienie bożonarodzeniowe był oparty na rozdziale z książki mojego taty „Skosztował śmierci”. Program został mi przekazany w środku nocy przez Pana, a tata był tak podekscytowany tym przedstawieniem. Nie było sposobu, aby powiadomić wszystkich członków chóru, więc przyszli, wielu z nich nie wiedząc, że ich drogi pastor odszedł do Pana.


Tej nocy wydarzyło się coś naprawdę wyjątkowego. Ludzie, usłyszawszy tę nowinę, chcieli przyjść do kościoła. Nie mogli sobie wyobrazić żadnego innego miejsca, w którym woleliby pójść. Dlatego tego wieczoru, gdy chór przyszedł na próbę, ludzie zaczęli przychodzić do kościoła, aż wypełnił się po brzegi. Panował piękny duch uwielbienia i miłości. Silny fundament zaufania do Boga, który tatuś starał się budować przez te wszystkie lata, był bardzo widoczny, gdy jego wierni cicho wchodzili do kościoła i siadali w obecności Pana w noc, gdy mój tatuś odszedł do Boga. Jednym z celów mojego taty było zobaczyć nabożeństwo w środku tygodnia wypełnione po brzegi ludźmi chwalącymi Boga. W środę po jego śmierci kościół był wypełniony po brzegi. Wiele osób podchodziło i dzieliło się tym, co znaczył dla nich w życiu. To było wspaniałe. Zgromadzeni zdawali się jednoczyć w wyjątkowej miłości i jedności. Pan tak bardzo troszczy się o swoje dzieci. Jego troska była widoczna w tym, że sprawił, że mogłem być na ostatnim obiedzie z tatą.

Pastor Ted Buck

Central Assembly of Boise

12000 Fairview Avenue

Boise, Idaho 83713

Zadania aniołów

Autorstwa Charlesa i Frances Hunter, według relacji Rolanda Bucka.


Wprowadzenie

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 15.75
drukowana A5
za 53.72