E-book
27.3
drukowana A5
23.93
drukowana A5
Kolorowa
43.07
Człowiek

Bezpłatny fragment - Człowiek


Objętość:
41 str.
ISBN:
978-83-8221-640-0
E-book
za 27.3
drukowana A5
za 23.93
drukowana A5
Kolorowa
za 43.07

Bo warto jest …

W deszczu pogoda słońca nie trzeba szukać

Gdy zobaczy co utracił z całego dnia

Leniwy luz w którym chce się trwać

Czy warto jest pędzić tak


Jak kwiat się chyboce bezwiednie na wietrze

Niespiesznie do marzeń biec

Świat jest piękny wystarczy oczy przetrzeć


Marzenia warto mieć

Spokój śnić w radości z uśmiechem tkwić

Czego więcej od życia chcieć

Po prostu nie robić nic

Marzenia warto mieć


No a co do czasu

Warto zwolnić go nie tracić życia chwil

Zażywać świata rarytasów

Wyrzucić zegarek w chmurki się okryć


Marzenia warto mieć i warto jest żyć

Coś mnie demoluje …?

Nie wiele pamiętam jednak stale coś mnie demoluje

Bez sensu czekam co przyniesie durny los

Co mną kieruje co mnie kreuje w głowie mętlik mam

Co mnie tak zachęca


Umysł nad sercem dominuje to pusty frazes

Chęci już nie wiele mam jednak wciąż mnie coś nakręca

Co tak naprawdę dla mnie ma sens

Co ten chory świat tak naprawdę podnieca


Trzymam w garści to co dobre jest dla siebie

Słowa nie przychylne rozrzucam od tak

Tyle pewnych dróg ile toksycznych dni w cenie

Rykoszetem wraca rozkosz słodka jak kwas


Pozdrawiam was co mnie tak wspieracie

Jesteście tak trwali jak papierowy ptak

Jestem od dawna już sam tak jak na starcie

Pozostawiony na mieliźnie życia jak rozpadający się wrak

Człowiek

Gdy w życiu nie układa się tak jakbyśmy tego chcieli

Jest ludzką rzeczą zagubić się Nie potrafimy się oprzeć i fałsz zamieniamy w słodycz której mieć nie możemy

Sprawia on że żyjemy we własnych zaprzeczeń świecie


Pokusa nęci i dzieli cię od grzechu

To nie jest żadne poświęcenie

Szczęście krojone na kawałeczki małe chcemy uszczknąć choć po trochu

Lecz kwiat nie urośnie pośród zepsucia i motłochu


Wyziębłe serce

Tylko to możesz spotkać na każdym kroku

Miłości pozwoliłeś przejść obojętnie

Więc nie udawaj że miotasz się po tym padole w amoku


To nie poświęcenie a dwa proste słowa

Miłość to wynik

Prawdziwość i Człowiek tylko to do siebie dodaj

Jednak …

Spoglądam na niebo okraszone gwiazdami

Wyciszam myśli wytężam zmysły

Nagle słyszę aksamitny głos w oddali

Zapalam światło

Nadal jestem sam

Myśli szaleją gonitwa się rozpoczęła

Obłędny wyścig wymknął się z pod kontroli

Zamykam oczy próbuję się uspokoić

Nie mam jednak tak silnej woli


Przeglądam dawne listy napisane do Ciebie

Jednak odwagi brakło by je wysłać

W każdym z nich wylałem uczucia wszystkie

Wstyd mi gdyż ich nigdy wprost nie powiedziałem

Nie chcę na zawsze

Lecz na mrugnięcie oka tylko aż rozstać

Ciebie od nowa poznać jest pragnieniem mym

Czuję pustkę

Nie chcę jednak na zawsze

K …

Noc jest zimna lodowe łzy na szybie

Bez słów zbyt wiele powiedziano

Od dawna żyję w jednym tylko motywie

Gdzie jest sens gdzie pragnienie się podziało


To się skończyło zanim zaczęło oddychać

Z marzeniem umrzeć nie pochlebne to

Tak pragnę prawdę ci powiedzieć

Mały jednak milowy to dla mnie krok


Nie chcę mówić do widzenia

Dzień dobry wyszeptać nie zdążyłem nawet

Jaki jest cel mego istnienia

Nadziei choćby skrawek


To pierwszy raz kiedy bezwiednie się kołyszę

Ostatnim jednak się zowie …

O jeden taniec Cię poproszę wiesz

Ja tylko zakochałem się w Tobie

Lęk

Dokąd poszłaś idę tam i ja

Choćby niebo miało rozpaść się

Śladu twoich oczu co noc szukam w chmurach dnia

Ty jak motyl rozpromieniasz mój lęk


To doprowadza mnie do szaleństwa

Brak śmiałości ogarnia mnie

Po ścianach miasta snuję się jak ćma

Jak jesień bez wiosny


Tylko Ty możesz zrozumieć mój ból

Wspomnienie przeminęło jednak jego echo nadal gra

Mały książę płaczący z zewnątrz „odważny” król

To doprowadza mnie do szaleństwa


Z radością przyszłaś do mnie kiedy w słońcu tylko ja mokłem

Od tamtej pory jak jesień wiosnę kocham cię

Wianek nadziei co dnia plotłem

Wiatr przepędził chmury gdy spotkałem oczy twe


Wróć do mnie

Chcę obudzić się

Spotkać na jawie ciebie chcę a nie tylko we śnie

Łzy

Nagle ot tak, ciemnieją dni.

Wszystkie sny, radość gdzieś straciły.

Twój portret w mym sercu się zbił,

Przyznać się, jest mi wstyd.

W uścisku żądzy tańczą deszcz i strach

Powiedz mi proszę, co robić mam?

Nawet, kiedy płaczę w snach,

Runął śmieszny, życiem zwany domek z kart.

Mogę ot tak już zostawić ten świat.

Z każdą sekundą coraz mroczniejsze są moje dni.

Wysechł, co dopiero posadzony kwiat.

Zdjęcia zbledną, lecz na wieki będziesz żyć w mej krwi.

Sententia Sua

Chcesz zostać królem w swej losu talii

Tutaj każdy marzy by się z niej wyrwać

Już nie ma tych samych co z tobą grali

W to się po prostu nie da wygrać


Masz to we krwi twe trzewia aż skręca

Płaczesz substancją której smak tak dobrze znasz

Kolejny dzień bezpłodny nas zachęca

Za wachlarzem skali skrywasz swą prawdziwą twarz


Tutaj nie ma ograniczeń jednak zamykasz nocą drzwi

Wstali chcą coś powiedzieć wreszcie

Słowa wstydem zachodzą język w gardle tkwi

A ciebie przechodzą dreszcze


Ostatkami sił ostatni żal wyłudzą

Jak psy najskrytszy wywęszą uśmiech

Odbiorą radość później ideałami masy łudzą

W tym rozdaniu nadzieja to grzech


Niebiański oblech swym majestatem nas kusi

Każdy go udusi jednak i tak nic nie zrobią

Czyny stoją za mową od lat jest tak

Polują koty w oknach kraty z uśmiechem patrzysz co z tobą robią


Pamiętaj że własne zdanie masz

Nikt

Próbując wypełniać głębię niewiadomą,

Z miliona chwil, gubimy tę jedyną, którą mam.

Nikt nie czyta słów które napisałem… One znikną!

Paletę barw na czerń i biel wymieniam.


Tak bardzo zainfekowany szczęściem, umieram!

Jest mi to obojętne.

Z niemym tłumem zdania wymieniam,

Nieszczere uśmiechy, stały się smętne.


Widzę, ale nie mogę dotknąć.

Słyszę, nie mogę jednak znaleźć.

Czuję jednak, jest mi dane zniknąć.

Gonię by chwycić zawiść.


Ciężar świata podtrzymuję jedną kością.

Pływać próbuję, ale tonę sam.

Nie zbawię go, nie wiadoma pozostanie niewiadomą.

To ciało czy głowa? Czym jestem, co tak naprawdę mam?

Padał deszcz

Byłem na zewnątrz Tak zawsze tam byłem

Nie realnie po wzlotach i upadkach

Nie mogący się wypłakać bez wyrazu wciąż stałem

Kto mnie zrozumie przy moich wymaganiach


Wtedy nie wyraźnie jednak zobaczyłem

Tak jakby patrząc z innej strony

Twoją twarz z uśmiechem nie rozumiałem

Wolny jednak bez możliwości swobody


Nikt mnie nie widzi więc wciąż tutaj stoję

Potem przyszedł deszcz …

Kropla się śmieje jednak się nie poddam nie utonę

I miasto na zewnątrz rozciąga się w szerz


I nagle twój zniknął

Tak niedbale stałem się nienasycony

Twój uśmiech po prostu zbladł

Na pisaku swe imiona niemo piszemy

Laura i Zawiedziony

Piękne marzenia?

Chowaliśmy się pomiędzy stronami.

Wymienialiśmy szeptem myśli.

Wyrażaliśmy je nieostrożnymi słowami.

Staliśmy się gnuśni.


Wszystko, czym byliśmy.

Wszystko, czego tak pragnąłeś

Odległym wspomnieniem w powietrzu się stało.

Pstryknięcie palców i cała magia znikła, w której trwałeś.


Jednak utknąłeś w tym marzeniu.

Stałeś się myślą, jak symfonia między nami balansowałeś,

Która rozproszyła nas jak liście w cieniu.

Staliśmy się melodiami tak jak chciałeś.


Pięknymi duchami byliśmy przez chwilę.

Przysięgam, że nawet we śnie nie marzyłem.

Jednak jak wcześniej, czar prysł! Znikł, zabił w nas siłę.

Zabawiłeś się mną! Ja nie grałem.

Uśmiechnąłeś się,

Teraz się bałem.

Poczuć życie

Kiedy gwiazdy zaczynają świecić

Jestem jedyna

Jak iskra do płomienia pragnę pożar wzniecić

Jak dotrzymać przysięgi którą się zawiera

Głos w głowie szepce zanim obudzę się

Drzewo życia obejmuje mnie

To jak sen

Otępia oczy me

Poczuj to jak mój strach zaczyna znikać

Nie musisz walczyć aby poczuć się żywym

Będę cię po kroku nauczać


Bogowie powyżej cieszą się bólem dotkliwym

Gdy moja nadzieja się obudzi

Duch wolny od opieki ujawnia się

Wyzwalam pewność nadzieję wzbudzam pośród ludzi

Pokonamy je Jesteśmy jednością wykrzycz uczucia swe

Prawdziwość

Najważniejsze rzeczy nigdy nie mają kształtu

Czy twój uśmiech zawsze będzie piękny

Każdy czyn to część jakiegoś etapu

Nie ukrywaj prawdziwości swej

Zamieniaj smutek w życzliwość

Unikatowość w siłę przekształcaj

Wyeksponuj światu swą inność

Bądź sobą z tej drogi nie zawracaj

Z nowym dniem nowy wiatr po swej stronie masz

Jak tylko zasypiasz od razu budzisz się

Witasz blask z oczami we łzach

Miast tęczą witać dzień


Nie bój się jutra to normalne zagubić się

Posiadasz i tracisz taka kolej rzeczy jest

Liczy się uśmiech choćby malutki życzliwy gest

Otrzyj z policzków łzy i witaj ze mną nowy piękny dzień

Pusty mamony dźwięk

Kim jesteśmy że przeliczamy wartości na forsę

Że przeszłaś przez gówno w życiu to dostąpiłaś przywilejów

Biorę co chcę Czy jestem okrutna Do czegoś dążę

Po co tracić czas na miłość skoro mam milionerów


Dusza ma wartość nie pusta mamona

Choć jest wytworna tak naprawdę nie istotna

Nosisz diamenty lecz niczego nie posiadasz

Zero wartości brak tożsamości po prostu się staczasz


Jestem suką tak ostatnio słyszałam

Czy mnie to zraża raczej śmieszy

Czego chciałam to dostałam

Po co mi ludzie skoro mam luksusowe rzeczy


Człowiek się zatraca nie idź ta drogą

Ustal wartości wyznacz granice

Złap mnie za rękę przyjaciele pomogą

Uwierz w siebie zrzuć obłudę bo piękno w tobie widzę

Samotnie

Wszystko proste jest przecież tak

Czego szukasz wciąż

Pokonany strach odszedł gdzieś czegoś brak

Linami mocno na własność go zwiąż


Jednak życie pełne jest zła

Lecz przyjaciela w nim masz od najmłodszych lat

Wierzysz że odczarujesz samotnie świat

Pomysł na szkic masz jednak brak jest tła


Rozpalony żal w duszy się tli

Oddać się falom popłynąć od tak

Zabrakło jednak minut kilku dni

Przemierzasz samotnie bezkresny czas


Świat jest okrutny i z tym trzeba się godzić

Nie można jednak za nic pozwolić

Aby bez końca dawać się zwodzić

Słodkości

Stwardniałe w kamień słonym trunkiem zakrapiane

Nie chcę cię ranić przez mój gniew

Alabaster oczu twych przez mój smutek podtapiane

Musi nadejść naszych słodkich mroków kres


Instynkt podpowiada by zostać wiernym jak pies

Z dumą jednak się mierzę każdego dnia z za krat

Na barkach nosić ten głaz mym przeznaczeniem jest

Czy może jednak samotny obrać trakt


Włosy twe aksamitem czarnym oplotły mnie

Łykając słońce popijam mrokiem słodkości twej

Jesteś każdego dnia przy mnie będąc daleko gdzieś

A ze snów mych uciekasz to część rozgrywki czy test


Niesione wiatrem szepty bywają uparte

Musi nadejść naszych mroków kres

W oczach zakochany aksamitem czarnym związany

Czy naprawdę przeznaczonym Tobie jestem wbrew …

Smolista Ćma

Oczy miał pełne, głębokie,

Czarne, piękne, szalone.

Stoi w oddali widoczny, lecz spowity mrokiem.

Wokół niezbyt jasno, Jednak oko wyraźne.


Gasisz istnienia idąc przez świat.

Niczym duch czarny kusi cię podstępnie.

Postawisz się mu jeśliś głupi, al boś chwat.

Walczysz jednak, on wdziera się w twej kory rdzeń.


Smolisty dzień z uśmiechem szydercy przywitał cię.

Uroda jej oślepiła cię już trwale.

Mówisz jam twardy, nie ugnę się.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 27.3
drukowana A5
za 23.93
drukowana A5
Kolorowa
za 43.07