Prolog
Pucz
Był 9 maja 74 roku Aleksiej Kowalczuk urodzony w 63 roku widział emitowaną w telewizji paradę wojskową z okazji Dnia Zwycięstwa widząc czołgi, samoloty i wojska zmechanizowane powiedział do ojca.
— Też kiedyś zostanę wojskowym.
Ojciec Konstantin Kowalczuk nazwany tak po marszałku Rokossowskim odparł po polsku.
— Gdybyś tylko Alek wiedział co to wojsko inaczej byś na to patrzył.
Aleksiej nie bardzo wiedział co ojciec mówi, lecz gdy mówił w tym języku oczami wyobraźni widział zupełnie inny kraj, jego stolica wyrażała dumę ze swojej przeszłości często we snach widział portret człowieka z bujnymi wąsami na koniu lub biało-czerwoną flagę nie wiedział, co to za kraj, ale wydawał się dziwnie znajomy, jakby drugi dom, którego nigdy nie miał.
Mieszkał wraz z rodziną we Lwowie znał tylko język rosyjski, żadnego innego w szkole nauczycielka historii zaczęła przepytywać i zapytała.
— Aleksiej dziś 9 maja 74 roku jaka to rocznica?
— Dzień zwycięstwa nad faszyzmem. — odpowiedział bez namysłu.
— Dobrze, a jak nazywamy wojnę, która się wtedy toczyła?
— Wielka Wojna Ojczyźniana.
— Kto zdobył Berlin, stolicę faszystów?
— Marszałek Gieorgij Żukow.
— A teraz zadanie dodatkowe narysujcie flagę tylko precyzyjnie!
Aleksiej znał na pamięć flagę państwa, narysował ją bardzo starannie i pokazał nauczycielce.
— Bardzo dobrze Aleksiej dostajesz piątkę. — powiedziała po czym zaczęła przeglądać prace innych uczniów.
…
19 sierpnia 6 rano w telewizji wiceprezydent ogłosił, że prezydent Gorbaczow ze względu na zły stan zdrowia rezygnuje z urzędu a nowym prezydentem zgodnie z konstytucją zostaje on sam.
— Co się dzieje? — spytał swoją matkę.
— Cichutko Aleksiej to tylko wojsko.
— Jak to wojsko, wojna jest?
— Nie synku śpij. — odpowiedziała.
Po kilku godzinach do domu wrócił ojciec.
— Co się dzieje Konstantin? — spytała.
— Ratują Państwo przed upadkiem Jagoda. — odparł.
Kilka dni później wszystko wróciło do normy a młody Aleksiej odebrał najważniejszą jak się miało okazać lekcję swego życia.
Rozdział 1
Nowe tysiąclecie
Był styczeń 83 roku Aleksiej jako oficer przebywał na urlopie w Polsce. Po skończeniu studiów wstąpił do wojska i dorobił się stopnia kapitana.
Warszawa, stolica Polski była pięknym miastem wyglądającym dziwnie znajomo nie znał polskiego dokładnie znał tylko pojedyncze słowa. Pewnego dnia załatwiał coś w ambasadzie radzieckiej w Polsce i wtedy rozpoczęła się ta cała historia, gdy wyszedł z ambasady usłyszał za sobą głos.
— Coś pan zostawił.
Odwrócił się gwałtownie młoda dziewczyna trzymała w ręku jego paszport.
— Dziękuje. — powiedział łamaną polszczyzną.
— Jesteś Sowietem prawda? — spytała patrząc na mundur.
Na sam dźwięk słowa,,Sowiet” napięły mu się mięśnie. Nienawidził tego słowa.
— Nie. — odparł po chwili milczenia. — Jestem radziecki.
Zawahał się.
— A przynajmniej tak jest w paszporcie. — dodał.
— Niech będzie, radziecki. — odparła dziewczyna. — Anna.
— Aleksiej. — powiedział.
— Miło mi pana poznać. — odparła Anna patrząc na niego.
— Długo pracujesz w ambasadzie? — spytał.
— Nie towarzyszu, od kilku miesięcy świetnie znam rosyjski. — odpowiedziała.
— Piękna ta wasza Warszawa. — powiedział patrząc na budynki.
— Jeśli można wiedzieć, Kowalczuk, towarzysz jest Polakiem?
To pytanie go zaskoczyło.
— Powtarzam, jestem radziecki. — odparł. — Mój ojciec mówił chyba po polsku urodziłem się we Lwowie.
— Szybko się pan nauczy, w końcu, nasze języki są tak podobne.
— Nie powiedziałbym.
— Na nasze to będzie Aleksy. — powiedziała. — Muszę wracać do ambasady w razie czego pracuję tu do późna. — dodała po czym wróciła do ambasady.
…
Był w kawiarni spojrzał na puste stoły, potem przez okno, jakby na kogoś czekał.
— Przepraszam że musiał towarzysz czekać. — powiedziała Anna.
— Na przyszłość, po prostu Aleksiej. — odparł.
Było to ich pierwsze nieformalne spotkanie.
— Dobrze Aleksieju. — rzekła po chwili.
— Jutro wracam do Moskwy.
— Sprawy służbowe mam rozumieć? — spytała.
— Tak, u nas w Związku każdy stara się być użytecznym.
— U nas to słowo oznacza tyle co,,posłuszny”.
— My tak tego nie rozumiemy. — Aleksiej spojrzał na nią uważnie.
— Chcesz się przejść? — spytała próbując rozładować napięcie.
— Chętnie. — odpowiedział.
Przeszli się ulicami Warszawy. Nie mogąc się napatrzeć Aleksiej monitorował każdy szczegół. Gdy doszli do Pałacu Kultury i Nauki Anna spytała.
— Wiesz co to jest, prawda?
— Taki sam mamy u siebie. — skomentował krótko.
— Zatem nie muszę ci tłumaczyć, po kim nosi nazwę? — spytała prowokująco.
— Po towarzyszu Stalinie. — wypalił.
— Dla ciebie zapewne jest bohaterem…
— Robił to co było konieczne dla przetrwania państwa. — przerwał jej.
— Wy zawsze to tak tłumaczycie,,stabilność, konieczność”. — Anna miała wyrzuty sumienia, że poruszyła ten temat.
— Wy, Lachy macie po prostu inną mentalność. — rzekł i dodał. — Jak wy to mówicie? Bóg, honor, ojczyzna. A dlaczego honor jest przed ojczyzną? Gdyż za honor gotowi jesteście sprzedać ojczyznę u nas wszyscy chcą się przysłużyć Związkowi.
Zatrzymała się.
— I właśnie dlatego nigdy nie będziemy tacy jak wy.
Nie odpowiedział wiedział, że ma rację.
— Przepraszam Anno. — powiedział po polsku. — My po prostu inaczej myślimy niż wy od razu powiem nie, nie świętujemy 17 września, stawiamy pomniki stalinowskim ofiarom przy jednoczesnym gloryfikowaniu Wojny Ojczyźnianej, i wspominamy też o udziale Polaków.
— Rozumiem. — powiedziała.
— Jednego tylko nie pojmuję, wspominałaś wcześniej o podobieństwie między nami. Dlaczego więc nie jesteście z nami? Jesteśmy przecież Słowianami.
— To wynika z tego, że u nas pielęgnuje się pamięć Aleksieju. — powiedziała.
— W większości z tego co wynika z raportów świętujecie przegrane powstania, a nie realne zwycięstwa. — odparł.
— Te powstania pozwoliły nam przetrwać, jako naród. — rzekła Anna.
— U nas przetrwanie powiązane jest ze zwycięstwem, gdyż to zwycięstwo pozwoliło nam przetrwać. — Aleksiej spojrzał jej w oczy. — To nas definiuje. — dodał po chwili.
Spojrzał na zegarek.
— Za niedługo mam samolot. — powiedział po chwili.
— Zobaczymy się jeszcze? — spytała mimowolnie, choć samo to ją zaskoczyło.
— Jeśli los pozwoli. — powiedział Aleksiej i odprowadziwszy ją do ambasady wsiadł w samochód i pojechał na lotnisko.
…
Moskwa była taka, jak ją zapamiętał przed wyjazdem, Kreml się nie zmienił ani trochę. Na wieży twierdzy powiewała flaga z sierpem i młotem, gmach Ministerstwa Obrony okazały z tą samą flagą nad wejściem znajdował się portret Budionnego.
Wszedł do gmachu i udał się do rejestracji,
— Towarzysz Kapitan pozwoli. — powiedziała kobieta. — Ankieta weryfikacyjna. — dodała.
— Oczywiście. — odpowiedział.
— Data i miejsce urodzenia?
— Lwów rok sześćdziesiąty trzeci.
— Ukraińska SSR? — spytała chcąc się upewnić.
— Tak.
— Narodowość?
Zawahał się.
— Radziecka. — powiedział w końcu.
— Narodowość rodziców?
— Ojciec… Polak… — wydusił z siebie tak, jakby czuł wstyd. — Matka Rosjanka.
— Język używany w domu?
— Rosyjski.
— Jakieś inne?
— Nie.
Wypełniła ankietę.
— Towarzysz był ostatnio w Polsce. — zauważyła.
— Urlop. — odpowiedział.
— Sprawy prywatne?
— To nieistotne.
Spojrzała mu w oczy.
— Wszystko jest istotne Towarzyszu. — powiedziała. — Zwłaszcza na pograniczu.
Nie zaprzeczył.
— Niech się Towarzysz nie obawia. — rzekła spokojnie. — Dla nas liczy się lojalność nie zaś narodowość.
Wstał.
— Towarzysz został oceniony pozytywnie. Czeka was awans.
— Wiem Towarzyszko. — odpowiedział beznamiętnie.
Udawszy się do swojego gabinetu zobaczył oficer. Była za daleko, by mógł rozpoznać rangę minęła go pomimo oddania przez niego przepisowych honorów.
Po kilku dniach, gdy wszedł do swego gabinetu znów ją zobaczył. Siedziała przy stole z teczką, jego teczką była za spokojna jak na zwykłą oficer.
,,Zampolit” pomyślał.
— Towarzysz kapitan Aleksiej Konstantinowicz Kowalczuk, Ukraińska SRR Lwów, ojciec Polak, matka Rosjanka, język domowy rosyjski, brak religii. To prawda? — powiedziała spokojnie.
— Tak. — powiedział po chwili.
— Proszę usiąść. — wskazała przeciwległe krzesło.
Usiadł.
— Irina Michajłowa. — przedstawiła się. — Pracuje w wydziale analitycznym.
Nie powiedziała,,KGB” nie musiała mówić.
— Gratuluje weryfikacji. — rzekła. — Nie każdy oficer z tamtych regionów przechodzi ją pozytywnie.
— Staram się być użyteczny. — odpowiedział automatycznie.
— I właśnie dlatego pan tu jest. — uśmiechnęła się. — Ciekawe. — dodała.
— Co dokładnie? — spytał.
— Ludzie z tamtych stron zachowują przynajmniej sentyment.
— Do czego?
— Do historii, do narodu… — przerwała na chwilę. — Do Boga.
Milczał.
— Towarzysz jak widzę nie ma takiego. — powiedziała. — To dobrze. Ideowo.
Zamknęła teczkę.
— Był towarzysz ostatnio w Warszawie.
— Urlop.
— Spotkał pan Annę.
Ukłucie.
— Pracownica ambasady. — kontynuowała Irina. — Wykształcona, bezpartyjna… — znów wahanie. — Chrześcijanka. Zadaje pytania.
— Rozmowy o charakterze prywatnym nie są zakazane. — odparł jakby badał grunt.
— Oczywiście Towarzyszu kapitanie.
Pauza.
— Niech towarzysz się nie boi. Nie interesuje nas pani Anna. — powiedziała. — Tylko pan.
— Z jakiego powodu?
Po raz pierwszy spojrzała na niego bez maski urzędniczej
— Jest pan, Towarzyszu. — zaczęła. — Idealnym produktem Związku. Urodzony na peryferiach, lojalny, lecz nie naiwny.
— Nie jestem produktem. — zaprzeczył.
— Wszyscy nimi jesteśmy. — odparła. — Różnica polega na tym, że niektórzy jeszcze pamiętają.
Wstała.
— Proszę powiedzieć, gdyby pan miałby działać przeciwko Polsce. — wahanie. — Wykonałby towarzysz rozkaz?
Milczał przez chwilę.
— Zapewniam Towarzyszko. — powiedział ostrożnie. — Dla mnie najważniejszy jest Związek Radziecki.
Skinęła głową, jakby to chciała usłyszeć.
— I właśnie dlatego, będziemy współpracować.
Wyszła z gabinetu. Aleksiej nadal siedział. Wiedział, co zrobić dalej.
…
Nadszedł moment awansu, Aleksiej był spokojny. Ubrany w mundur galowy, wyprostowany jak struna. Stał patrząc na drzwi, nad którymi wisiało godło Związku.
Po chwili otworzyły się i do sali wkroczyło kilka osób. Marszałek Jazow, minister obrony, przewodniczący komisji i Irina jako oficer polityczny oficerowie jak na komendę zasalutowali oddając marszałkowi przepisowe honory.
— Siadajcie, towarzysze. — powiedział marszałek.
Usiedli.
Aleksiej przyjrzał się marszałkowi. Dotąd znał go tylko z gazet, raportów i fotografii.
Nie wyglądał jak symbol epoki. Bardziej jak strażnik tejże ery.
— Sytuacja międzynarodowa wymaga spokoju, dyscypliny i przewidywalności. — mówił. — Państwo radzieckie nie potrzebuje entuzjastów. Potrzebuje ludzi niezawodnych.
Spojrzenie marszałka przesunęło się po sali i zatrzymało na Aleksieju.
Tylko na moment.
— Szczególnie na pograniczach — dodał. — Tam, gdzie historia próbuje mówić głośniej niż rozkazy.
Zapadła cisza.
— Historia jest użyteczna tylko wtedy, gdy służy państwu. -zakończył. — W przeciwnym razie staje się zagrożeniem.
Potem głos zabrał członek komisji.
— Za zasługi dla państwa radzieckiego. — zaczął. — Wszyscy awansujecie na wyższy stopień, towarzysze.
To powiedziawszy wziął od marszałka pudełko z odznaczeniami i zaczął je nadawać oficerom. Gdy przyszła kolej na Kowalczuka rzekł.
— Proszę zostać po odprawie.
Aleksiej kiwnął głową na znak, że rozumie.
— Od teraz Towarzyszu, będziecie mieli ważniejsze zadania już na szczeblu operacyjnym nie taktycznym. — powiedział. — Nadzór będzie sprawować dział analityczny.
Konstantinowicz spojrzał na Irinę. Ta patrzyła na niego, jakby badając jego reakcję.
Gdy wszyscy — również marszałek Jazow — wyszli przewodniczący komisji powiedział.
— To tymczasowe rozwiązanie widzi towarzysz wasza biografia… jest inna.
— Co chce pan przez to powiedzieć?
— To do czasu pełnej spójności między funkcją a biografią. — rzekła Irina.
Przewodniczący chrząknął.
— Proszę tego nie zrozumieć źle, doceniamy waszą lojalność i oddanie Państwu radzieckiemu, lecz ludzie z pogranicza… — wahanie — To szczególne przypadki.
Wołkowa podała Aleksiejowi kopię decyzji. Na samym dole drobnym druczkiem było napisane.
— ,,Zaleca się dalszą obserwację”. — przeczytała. — To standardowa procedura. — dodała.
— Standardowa. — powtórzył Kowalczuk.
— Nie chodzi o brak zaufania. — powiedziała. — Tylko o zainteresowanie.
— Mogę wyjść? — spytał ostrożnie.
— Ależ oczywiście towarzyszu majorze. — powiedział przewodniczący.
Wyszedł, po chwili również wyszła Irina.
— Marszałek zwrócił na pana uwagę. — rzekła.
— To dobrze? — zapytał.
— Nieistotne. — odparła.
Rozdział 2
Kraj rad
Irina nie lubiła słowa,,kontrola” wolała określenie,,weryfikacja”, nienawidziła określenia,,Związek Sowiecki” jak nazywano ich we Francji, w Niemczech czy Ameryce. Dla niej był to,,Kraj Rad”, nie przepadała za słowem,,Marksizm” używała zamiennie,,Realny Socjalizm” i,,Demokracja Ludowa”.
Stała przed gabinetem Jazowa.
— Proszę wejść. — usłyszała po chwili.
Gabinet Marszałka był surowy, bez ozdób. Nad drzwiami wisiał portret Włodzimierza Lenina na ścianie zaś mapa ZSRR.