E-book
13.65
drukowana A5
31.76
Czekając na Ciebie

Bezpłatny fragment - Czekając na Ciebie


5
Objętość:
180 str.
ISBN:
978-83-8221-523-6
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 31.76

Rozdział pierwszy

Czerwiec 2017 — Wielkie plany

Alicja kończyła układać skarpetki w szufladzie w swoim nowym pokoju na poddaszu hotelu Mandala. Co chwilę zerkała w lustro nad komodą, spoglądając na swojego pryszcza, znajdującego się na środku czoła. Zastanawiała się, czy pozwolić mu wyjść, czy od razu potraktować na przykład palnikiem? Alicja rzadko widuje pryszcze na swojej twarzy, ale jeśli już jakiś odważy się pokazać, to jest bardzo wredny i zostaje z nią na dwa tygodnie. Mało kto jednak zwraca uwagę na jegomościa, gdyż Alicja przyciąga uwagę głównie błękitnym spojrzeniem. Włosy jak to włosy, mogłyby być lepsze, ale biorąc pod uwagę eksperymenty fryzjerskie w rozjaśnianie wraz z przyjaciółką Klaudią, wyglądają dobrze. Lekko falujące się blond kosmyki sięgające za łopatki.

Alicja zasunęła szufladę i rozejrzała się po pokoju. Wyglądał ładnie, choć brakowało firanek w oknie. „Muszę poprosić ciocię Helenę o firankę” — pomyślała. Ciocia Helena — właścicielka hotelu Mandala — jest przyrodnią siostrą matki Alicji, Elżbiety. Dziewczyna zamieszkała tutaj na stałe, w zamian za pomoc przy pracy w hotelu. Pokój znajduje się na półpiętrze, w tylnej części Mandali, nad kuchnią. W pokoju, po lewej stronie, leży zaścielony materac, służący Alicji do spania. Na wprost materaca stoi metrowa, biała szafa z Ikei oraz komoda, a po prawej stronie małe, białe biurko i krzesło. Naprzeciwko drzwi jest zadaszone okno, z którego widok rozpościera się z prawej strony na malowniczy krajobraz Zalewu Zegrzyńskiego, a z lewej na dom sąsiadów: pana podporucznika Tadeusza Langego oraz jego dzieci — prawie dorosłego już syna Gabriela i córki Moniki w wieku gimnazjalnym. Pan Tadeusz wychowuje dzieci sam. Jego żona — Zofia — została sześć lat temu zamordowana. Była świadkiem w sprawie napadu na bank, w którym pracowała. Miała wskazać sprawcę, jednak kilka dni po napadzie została zastrzelona przed wejściem do banku. Sprawcy zostali ujęci, jednak wdowiec uważa, że wśród nich nie ma zabójcy jego żony.

Jako dziecko Alicja spędzała wakacje u cioci i bawiła się z dziećmi z okolicy, w tym również z Gabrielem, który jest od niej tylko o rok starszy. Po całym zajściu nie widywała go już na podwórku, a jego siostra — Monika — spędzała czas z młodszymi dziećmi.

Pokój, który teraz zamieszkuje Alicja, do tej pory służył jako schowek na opakowania po różnego typu sprzętach elektronicznych lub garnkach, w których były gwarancje produktów. Alicja poskładała kartony i zaniosła do schowka pod schodami, który wcześniej posprzątała. Gwarancje umieściła poszeregowane w segregatorze.

Słysząc ciocię odwiedzającą kuchnię, zameldowała, że zadomowiła się w nowym pokoju.

— Ciociu, skończyłam się rozpakowywać. W czym mam pomóc?

— Zaraz podajemy obiad. Pomóż w kuchni w zmywaniu, a potem idź do stajni i zapytaj, czy jest coś do roboty dla ciebie.

— Dobrze, ciociu.

— Ala. — Helena zawołała dziewczynę, która rwała się do pracy. — Teraz wszystko się ułoży, zobaczysz. — Pocałowała siostrzenicę czule w czoło.

Ala uśmiechnęła się do ciotki. Mocno wierzyła w to, że dostała szansę na normalne życie.

Ciocia Helena, a dokładnie Helena Maria Sobolewska, to kobieta z duszą artysty. Zaszła w pierwszą w ciążę, gdy miała szesnaście lat. Obecnie ma trójkę dorosłych już dzieci — każde z nich z innym mężczyzną. Wszystkie wyjechały z Nieporętu i teraz mieszkają, i studiują w Warszawie. Maciek, Ola oraz Rafał mają świetny kontakt ze swoją mamą, jednak żadne z nich nie planuje wrócić i prowadzić hotelu. Ciocia Helena otrzymała hotel w spadku po właścicielce Teresie Lisiak, która — tak jak ona teraz — pomogła wtedy nastolatce w trudnej sytuacji. Kobieta nie miała dzieci, a nie chciała zostawiać dorobku życia pazernej siostrze i bratu. Choć ciocia Helena miała ogromne szczęście, dziedzicząc hotel, to prowadzenie go nigdy nie było jej marzeniem. Pragnęła malować obrazy i mieć własną galerię sztuki, pisać wiersze i wydać tomik poezji. Szczupła, niebieskooka blondynka z burzą loków i niespokojną duszą przyciągała ludzi jak magnes. Każdy kontrahent chciał z nią współpracować. Miała mnóstwo przyjaciół i często ktoś proponował jej współpracę. Tak otrzymała ofertę od koleżanki z Anglii, dotyczącą prowadzenia w Polsce outletu odzieżowego. Ubrania pochodziły z sieciowych sklepów odzieżowych z Anglii oraz Niemczech. Pomysł wydawał się opłacalny, ale Helena na swojej głowie miała hotel, związaną z nim księgowość, dostawy oraz pracowników. Z trudem znajdowała czas i siły na swoje pasje. Alicja była więc dla niej ogromną pomocą. Helena planowała odłożyć jak najwięcej pieniędzy i za jakiś czas sprzedać hotel, by móc resztę życia spędzić, otaczając się sztuką. Każdego roku obliczała kwotę, za jaką musiałaby sprzedać hotel, aby nie martwić się o pieniądze do końca życia. Póki jednak jej dzieci nie skończyły studiów, nie było mowy o sprzedaży, dlatego Helena chętnie rozważała każdą współpracę.

Alicja w Mandali czuła się tak jak powinna czuć się we własnym domu. Wszyscy ją tu znali i uwielbiali od piątego roku życia. Jej kuzynostwo — dzieci ciotki Heleny — wakacje spędzało na koloniach lub ze swoimi ojcami. Alicja miała więc mnóstwo sposobności, aby zdobyć serca pracowników hotelu. Pani Basia — kucharka — dokarmiała ją jak własne dzieci, powtarzając wciąż, że Alicja to sama skóra i kości. Oczywiście można było tak stwierdzić, tylko porównując do siebie te dwie osoby. Pani Basia, jak na dobrą kucharkę przystało, kochała jedzenie i było to po niej widać. Alicja pamiętała czasy, kiedy pani Basia wycierała jej buzię pobrudzoną jagodami w swój fartuszek, uśmiechając się przy tym radośnie, że dziecko w końcu coś zjadło. Czepek na krótkich, kiedyś blond, włosach, dziś oprószonych siwizną, oraz różnorodne fartuszki, których miała chyba ze sto i wciąż było jej mało — to atrybuty, po których każdy panią Basię rozpoznawał z daleka. Pani Basia miała do pomocy kilka dziewcząt. Pomagały one w kuchni, w sprzątaniu i były kelnerkami. Dziewczyny często się tutaj zmieniały. Każda, która zyskała trochę doświadczenia, wyjeżdżała do stolicy studiować i pracować w tamtejszych restauracjach i klubach. Ze stałych osób, na które zawsze mogła liczyć Helena, był jeszcze pan Stanisław, który zajmował się naprawami w hotelu, ogrodem i sprawował opiekę nad stadniną koni. Alicja kochała konie, więc lubiła mu przy nich pomagać. Stajnia pod hotelem Mandala miała dla niej magiczny urok. Piękny budynek z czerwonej cegły, po którego ścianach wiją się pnące róże. Dach pokryty ciemną dachówką, w podobnym kolorze jak drzwi i okna wykonane z dębowego drewna. Wybudowana została w 1998 roku, między innymi z pomocą pana Stanisława. Mieści sześć boksów, z których obecnie cztery są zajęte przez konie. Poza przesiadywaniem w stajni Alicja jako mała dziewczynka spędzała czas na podawaniu narzędzi panu Stanisławowi, kiedy naprawiał usterki na posesji. Pan Stanisław jest dziesięć lat starszy od pani Basi i zaraz stuknie mu sześćdziesiątka. Szczupły, zawsze wyraźnie opalony siwy staruszek z kaszkietem na łysiejącym czerepie i ze srebrnym wąsem, którego nie powstydziłby się sam marszałek Józef Piłsudski.

Alicja, wycierając do sucha ostatnie talerze, pomyślała, że dziś nie widziała w ogóle pana Stasia, więc pewnie siedzi cały dzień w stajni. Cieszyła się, że zaraz będzie mogła mu pomóc. Dokończyła więc czym prędzej swoje zadanie i wyszła do stajni.

Po drodze napawała się bezchmurnym niebem i zapachem róż w ogrodzie. Dochodząc do stajni, cieszyła oczy zielonymi łąkami, na których konie biegały swobodnie. Zbliżając się do drzwi, zaczęła już nawoływać pana Stasia.

— Panie Stanisławie! Dzień dobry! — wołała z entuzjazmem, jak zawsze.

Pan Stanisław jednak nie odpowiedział, zajrzała więc do stajni przez uchylone wrota i ku jej zdziwieniu jej oczom ukazała się męska, kształtna pupa odziana w przetarte jeansy. „To zdecydowanie nie pupa pana Stasia” — pomyślała. Mężczyzna odwrócił się do Alicji, trzymając w ręku widły.

— Gabriel!?

— Cześć, co taka zdziwiona?

— Myślałam, że wyjechałeś na wakacje.

— Odwiedzasz ciocię?

— To będą długie odwiedziny, wprowadziłam się i będę tutaj pracować.

— Tak mi się zdawało, że widziałem cię na górze.

— Na górze? — Alicja spojrzała w górę na swoje okno i zorientowała się, że Gabriel ma widok ze swojego domu na jej pokój. — Podglądałeś mnie?

— Musisz po wypłacie kupić firanki, bo sama rzucasz się w oczy — zażartował.

— Kupię na pewno — odburknęła. — Ciocia przysłała mnie, abym pomogła panu Stanisławowi przy koniach.

— Pan Stanisław jest gdzieś w terenie i nie zajmuje się już stajnią.

— Miałam pomóc w stajni, więc chyba mam pomóc tobie — stwierdziła niepewnie.

— Co chcesz robić? Wyrzucać gnój, przerzucić siano czy wyczesać tego brudasa? — Gabriel wskazał na jednego z koni w stajni.

— Wszystko jest kuszące, ale brudas potrzebuje mnie najbardziej.

— Dobrze, to trzymaj. — Gabriel podał szczotkę do wyczesywania.

Alicja, wyczesując konia Bernarda, przyglądała się, jak Gabriel przerzuca łajno. Najprzystojniejszy chłopak w miasteczku przerzucał kupę konia w całkowitym zamyśleniu. Był nieobecny i nie zwracał na Alicję uwagi.

Gabriel z wyglądu podobał się wielu dziewczynom w szkole, mało która jednak umiała z nim rozmawiać. Alicja jako dziecko lubiła spędzać czas z Gabrielem oraz jego kolegą Filipem. Dla Alicji Gabriel nie był tak niedostępny i tajemniczy jak dla większości dziewczyn. Teraz jednak, gdy ma siedemnaście lat, a on wyrósł nad ziemię prawie metr i dziewięćdziesiąt centymetrów i mięśnie zmężniały mu od tego szuflowania łajna i innych prac w hotelu, jest nieco onieśmielona jego obecnością.

Skrywając się za rumakiem, ukradkiem spoglądała na swój dekolt, który od niedawna dawał o sobie znać, i jednocześnie zastanawiała się, po co to robi? Nie ma teraz czasu na chłopaka. „Chłopak to same kłopoty”, tak powtarza ciocia Helena. Musi wziąć się za naukę, bo w końcu jest w spokojnym miejscu z dala od matki choleryczki uzależnionej od alkoholu oraz ojca, który traktuje dom jak tani hotel, gdy kończą mu się pieniądze. Poza tym dlaczego taki blondyn o piwnych oczach i ciepłym uśmiechu miałby zainteresować się nią? „Trzeba zakończyć tę ciszę” — pomyślała.

— Więc tutaj zaszyłeś się przed światem?

— Jest dużo pracy.

— Nie tylko pracą człowiek żyje. Twój najlepszy kumpel Filip snuje się bez celu po miasteczku.

— Nie musi pracować, to się snuje. W piątek zobaczę się z nim na plaży.

— Taki Filip to pożyje, chociaż wyczesywanie Bernarda to całkiem fajna praca.

— Praca jest dobra i potrzebna. Filip powinien coś sobie znaleźć, skoro i tak nie robi nic ciekawego — skomentował, nie patrząc w ogóle w stronę Alicji. — Jeśli tak podoba ci się wyczesywanie, to możesz przyjść też jutro. Tym kolejnym czterem — Gabriel wskazał na pozostałe konie w stajni — również przyda się czyszczenie. Oczywiście, jeśli będziesz się nudzić — dodał z uśmiechem.

— Pozmywam najpierw gary, tak jak dzisiaj, i przyjdę. A tymczasem Bernard jest już elegancki i czysty. Skończyłam. Czy pomóc ci jeszcze w czymś?

— Dzięki, nie trzeba. Jeszcze tylko to — Gabriel dorzucił słomy do boksu — i mam fajrant.

— Do jutra w takim razie.

— Cześć.


Alicja po zakończeniu pracy w pierwszej kolejności wzięła się za poszukanie zasłonki w pralni hotelu, gdzie na półkach można było znaleźć uprasowane i wykrochmalone pościele, ręczniki, obrusy oraz między innymi firany i zasłony. Przy pomocy krzesła zasłoniła okno, jednak nie mogła zrobić tego idealnie, ponieważ na karniszu kilka uchwytów było zepsutych. Spojrzała z dezaprobatą na zasłonięte niechlujnie okno i postanowiła jutro poprosić o pomoc pana Stasia.

Kolejny dzień przyniósł Alicji więcej obowiązków. Jedna z dziewczyn — Jola — nie stawiła się do pracy, tłumacząc, że źle się czuje. Ciotka Helena podejrzewała, że zapewne pojechała na rozmowę kwalifikacyjną do Warszawy. Takie sytuacje zdarzały się bardzo często. Alicja, długo się nie zastanawiając, przejęła jej obowiązki. Ciocia powiedziała jej, że w takim razie o 16.00 jest wolna, ona jednak chciała pomóc po południu Gabrielowi.

Gdy czas jej zmiany w hotelu dobiegł końca, postanowiła poszukać pana Stanisława i poprosić go o pomoc z firanką. Tego dnia pan Stanisław był na miejscu i wymieniał świece w piętnastoletnim Volkswagenie Caddy.

— Dzień dobry, panie Stanisławie. — Alicja podeszła do seniora majstrującego pod maską, który słysząc, że nadchodzi, wyłonił łeb spod klapy.

— O! Alicja — ucieszył się.

— Potrzebuję pomocy.

— W czym ci pomóc, dziecinko?

— Mam okno, a nad nim karnisz, który nie ma połowy uchwytów — tłumaczyła.

— Nie ma żabek? — dopytywał.

— Żabek?

— Te uchwyty nazywam żabkami, bo trzymają firanę i otwierają się jak dziób żabki — wyjaśnił.

— W takim razie brakuje żabek i nie mogę zasłonić dobrze okna. Poradzi pan coś?

— Pewnie, mam gdzieś taki karnisz, zupełnie nowy. Poczekaj, zaraz przyniosę. — Pan Stanisław wręczył Alicji świece samochodowe i poszedł gdzieś, nie wiadomo gdzie. Swoje skarby chował w wielu miejscach i tylko on był zorientowany, gdzie co się znajduje.

Po niespełna dziesięciu minutach wrócił z karniszem w ręku.

— Proszę, tu masz nowy karnisz i wkrętarkę. Stary trzeba zdjąć i powiesić nowy.

Alicja delikatnie odłożyła święce na zderzak samochodu i pewnie chwyciła w rękę oba przedmioty, z delikatnym zdziwieniem, że ma to zrobić najwyraźniej sama.

— Dobrze, dziękuję, panie Stasiu.

— Poczekaj, poczekaj — zawrócił wybierającą się już realizować zadanie dziewczynę. — Przecież sama nie będziesz tego robić, jeszcze spadniesz z drabiny i dopiero będzie. Mam tu pomocnika. Młody! — zawołał pan Stanisław i po chwili wyłonił się Gabriel ściągający pobrudzone od ziemi rękawice z dłoni. — Gabriel ci pomoże, on jest tak wysoki, że drabiny mu nawet nie trzeba — oznajmił przekonany, że znalazł najlepszą pomoc w tej sytuacji.

— Gabriel na pewno jest zajęty, ja sobie poradzę — próbowała przekonać seniora jak tylko potrafiła, jednak on już postanowił.

— Idź młody i jej pomóż.

— Prowadź. — Gabriel, śmiejąc się pod nosem, przepuścił Alicję przodem z karniszem i wiertarką, po czym podbiegł do niej i zabrał wiertarkę. — Pomogę ci, w końcu ty pomagasz mnie. — Mrugnął do niej, widząc jej zakłopotanie, w które wpędził ją pan Stanisław.

— Czyli masz zepsuty karnisz? A ja myślałem, że specjalnie nie zakryłaś dokładnie okna, abym mógł cię podglądać.

Alicja otworzyła usta ze zdziwienia, spojrzawszy na rozbawionego Gabriela, po czym się zarumieniła.

— Co ty taka milcząca dzisiaj jesteś? Wczoraj buzia ci się nie zamykała.

— No wiesz, zaraz w moim pokoju będzie facet, a ja nie wiem, czy pochowałam wszystkie majtki.

Gabriel spojrzał na nią z rozbawionym zdziwieniem, nie wiedząc, czy Alicja żartuje, czy mówi poważnie.

— Żartuję, Gabriel! Co ty taki milczący jak zwykle? — odgryzła się.

Weszli przez tylne drzwi zaplecza hotelu. Mijając kuchnię, Alicja starała się nie zwracać na siebie uwagi, jednak Gabriel od wejścia już krzyczał:

— Dzień dobry!

Pani Basia, gdy będąc w kuchni, usłyszała głos młodego mężczyzny, szybko porzuciła garnek i wychyliła się zza futryny.

— A wy dokąd to? — zapytała, jakby przyłapała ich na czymś niestosownym.

— Gabriel pomoże mi z karniszem, pani Basiu — pospiesznie wyjaśniła speszona Alicja, a Gabriel szczerzył się od ucha do ucha.

— A co to za sprowadzanie chłopaka do pokoju? Nie za młoda jesteś, moja panno?

— Pan Stanisław nalegał, to jego pomysł.

Pani Basia spojrzała w oczy Alicji, by sprawdzić, czy ta nie wymyśla, po czym wydarła się w głos:

— Stachu! — I zamaszystym krokiem ruszyła na poszukiwania pana Stanisława, trzymając w ręku ręcznik kuchenny, który zwijała po drodze, jakby szykowała się na ukaranie pana Stanisława za jego pomysł.

Alicja i Gabriel przyspieszyli kroku na górę, aby uwinąć się z pracą, zanim wróci pani Basia z ręcznikiem. Gabriel, wchodząc do pokoju, nawet nie skupił się na rozglądaniu, tylko od razu przeszedł do działania.

— Ściągamy to szybko, bo coś czuję, że jeśli ktoś jeszcze oberwie poza Stachem, to pewnie będę ja.

Alicja nie mogła opanować śmiechu, widząc i słysząc spietranego Gabriela, który w pośpiechu odpinał firankę.

— Nie śmiej się, tylko mi pomóż.

Alicja podeszła do Gabriela na tyle blisko, że czuła jego zapach i ciepło. Prężył się na wyciągniętych rękach, sięgając do karnisza, aż koszulka mu się podciągnęła, odsłaniając uwidocznioną muskulaturę brzucha, a spodnie zsunęły się na tyle, że widać było gumkę od slipek oraz mięśnie skośne brzucha, prowadzące znacznie niżej, gdzie wzrok Alicji już nie docierał. Miała nieodpartą ochotę go dotknąć, na szczęście opadająca na jej głowę zasłonka ostudziła jej zapędy. Po kilku minutach zepsuty karnisz leżał już na ziemi, a nowy miał przykręcaną ostatnią śrubę do sufitu.

— Zrobione — oznajmił. — A teraz uciekam.

— Dziękuję — powiedziała pospiesznie Alicja.

— Nie ma za co — wyszeptał jej nad uchem, podnosząc jednocześnie zepsuty karnisz z podłogi, po czym uśmiechnął się serdecznie i pospiesznym krokiem wyszedł z pokoju. Z tego zamieszania Alicja zapomniała, że przecież miała mu pomóc.

— Poczekaj, idę z tobą! — zawołała za nim.

Po kolacji Alicja, dość wyczerpana całym dniem, wróciła do pokoju i zobaczyła, że trzeba jeszcze powiesić nową zasłonę. „Szkoda, że nie jestem tak wysoka jak Gabriel” — pomyślała i wykorzystując krzesło, ponownie zaczęła zawieszać zasłonki. Nagle jej uwagę przykuło światło w oknie sąsiadów. To Gabriel, wrócił do swojego pokoju. Zauważył Alicję i do niej pomachał. Alicja uśmiechnęła się, odmachała i uniosła dwa kciuki w górę, pokazując, że jego praca jest OK.

Tego wieczora Gabriel już nie znikał z głowy Alicji. Jego zapach, szept i bliskość powracały do projekcji w jej myślach, nawet gdy czytała książkę, która do wczoraj była dla niej bardzo wciągająca.

Nazajutrz plan dnia wyglądał bardzo podobnie. Alicja, tak jak poprzednio, chciała pomóc Gabrielowi w stajni. Weszła do środka, ale nigdzie go nie widziała. Na ziemi przy dużych drzwiach wejściowych, wykonanych z dębowego drewna, leżał jego plecak, a z niego wystawała książka. Alicja nieśmiało wysunęła książkę z plecaka, aby przeczytać tytuł. W tej chwili na ziemię spadł snopek słomy, który ją przestraszył, że aż podskoczyła. Przyniósł go Gabriel i zauważył ciekawość Alicji.

— Co to są testy SAT? Ćwiczysz angielski w przerwie? — Alicja próbowała go zagadać, licząc na to, że Gabriel nie będzie miał jej za złe tej ciekawości.

— Nieładnie tak szperać w czyimś plecaku — powiedział.

Alicja się speszyła.

— Przepraszam, ale przecież wystaje z plecaka i jestem tylko ciekawa — tłumaczyła zalana rumieńcem.

— To są przykładowe testy, jakie należy zdać, aby dostać się na uczelnię za granicą — odpowiedział w trakcie rozbijania snopka widłami.

— Chcesz studiować za granicą? Dlatego tak dużo się uczysz? — Alicja sięgnęła po szczotkę, aby wyczesać konia Bernarda, i dopytywała z zaciekawieniem.

— Polski system edukacji niestety nie przygotowuje ucznia do tego typu testów. Dodatkowo trzeba opanować przedmioty obowiązujące za granicą i takim przykładem jest właśnie historia USA. W Polsce o tym nie uczą.

— Trudne są te testy?

— To zależy. Matematyka jest na poziomie naszego gimnazjum.

— To pestka dla ciebie — zażartowała, spojrzawszy na Gabriela z zadziornym uśmiechem.

— Matematyka tak, ale poza matematyką są jeszcze dwa testy oraz dodatkowo egzaminy przedmiotowe. Ja wybrałem aż trzy, więc mam nad czym ślęczeć.

— Dlaczego chcesz studiować za granicą? Gdzie w ogóle?

Rumak Bernard zaczął nerwowo oddychać i wiercić się w miejscu. Gabriel to zauważył, podszedł do konia, żeby go pogładzić.

— Spokojnie, ogierze. Może go zostaw, jest dziś jakiś nerwowy. Zuzę możesz wyczesać i wyczyścić jej podkowy. Chodź, pokażę ci jak.

Oboje podeszli do białej klaczki z lekką nadwagą. Gabriel chwycił podkowę i zaczął ją czyścić, opowiadając dalej:

— Chciałbym studiować prawo na Harvardzie. Interesuję się tym od dzieciaka. Zawsze lubiłem przychodzić z ojcem na komisariat, patrzeć, nad czym pracują. W weekendy wpadam do prokuratury. Ojciec załatwił mi tam staż. Chcę uczyć się od najlepszych.

— A potem co? Zostaniesz tam? Harvard chyba jest w Nowym Jorku, tak? — Alicja wzięła drugą podkowę i czyściła ją tak jak pokazał jej Gabriel.

— Jest w Bostonie, ale w Nowym Jorku chciałbym osiedlić się na stałe — odpowiedział, wracając do ściółkowania boksów.

— A co na to twoja rodzina?

— Szczerze mówiąc, nie rozmawiałem jeszcze z ojcem. On jest przekonany, że chcę zostać w Polsce i zahaczyć o prokuraturę.

— A powiedziałeś mu o Harvardzie?

— Nie do końca. On podchodzi do tego tak, jakby to nie było dostępne dla Polaka.

— Kiedy masz te testy?

— Część już zdałem w drugiej klasie. Zostały mi przedmiotowe i mam je w październiku.

— Jak poszły tamte?

— SAT 1 zdałem łącznie na dwa tysiące sto dwanaście punktów — odpowiedział z dumą w głosie.

— Ile punktów maksymalnie można zdobyć?

— Z każdego takiego testu możesz uzyskać do ośmiuset punktów. Testy są trzy.

— OK, czyli dwa tysiące czterysta punktów. To chyba dobrze ci poszło? — podsumowała szybko ze zdziwieniem.

— Jeśli nie oleję drugiej części, to powinno wystarczyć na Harvard.

— Kiedy powiesz ojcu? — dopytywała z zaciekawieniem.

— Nie wiem. Zabieram się za to już od jakiegoś czasu. Może powiem, kiedy się już dostanę.

— Czego się boisz?

— Boję się, że to może się udać i zostawię ojca i siostrę na wiele lat, a w końcu na zawsze. Docelowo chcę tam przecież zostać na stałe.

— Na wakacje nie będziesz wracał? — zapytała zdziwiona, również dlatego, że uświadomiła sobie, że ona też może już go więcej nie zobaczyć.

— Nie, w tym czasie planuję odbyć staż w jakiejś kancelarii lub w prokuraturze i zdobyć kontakty — wyjaśnił.

— Serio nie zobaczysz się z nimi przez kilka lat? — w jej głosie było słychać rozczarowanie.

— Tak, bilety są bardzo drogie.

— Nie będziesz tęsknił?

— Pewnie będę, ale to bardzo ekscytujące.

— Studia na Harvardzie chyba są bardzo drogie? — Alicja bezwiednie szukała minusów, jakby chciała podprogowo odwieść go od tego planu.

— Tak, są drogie, ale wystarczy, że zarobki nie przekroczą sześćdziesięciu tysięcy dolarów, to Harvard opłaci studia i pobyt. To jest ponad sto pięćdziesiąt tysięcy złotych rocznie. Jeśli masz dobre wyniki, to możesz liczyć dodatkowo na stypendium.

Alicja otworzyła usta ze zdziwieniem.

— Nie wiem, dlaczego boisz się powiedzieć ojcu. Masz duże szanse. Na pewno będzie z ciebie dumny. Dlaczego w ogóle tak lubisz prawo?

— To wszystko jest bardzo ciekawe. Wyrok sądu często zależy od adwokata czy prokuratora. Dużą rolę w każdej sprawie odgrywa prowadzący i to, jaką ma wiedzę. Ważne jest, jak broni lub jak oskarża. To ciągłe odkrywanie zagadek i szukanie nowych rozwiązań. To bardzo ekscytujące — dodał na koniec z uśmiechem.

Alicja czuła, że śmierć jego mamy miała również znaczenie w tej sprawie, jednak nie chciała ciągnąć go za język.

— Ja bym była z ciebie dumna i byłoby mi przykro, że mi nie powiedziałeś, a raczej, że powiedziałeś tak późno, gdy już zostałeś przyjęty. Teraz dasz ojcu szansę, aby powiedział, że życzy ci tego i jest z tobą. Potem nieważne, co powie. Gdy się dostaniesz, to i tak polecisz.

— Nigdy tak nie pomyślałem. Jesteś mądra, wiesz?

— Śmiejesz się ze mnie? — Alicja spojrzała na niego z niedowierzaniem, choć wyglądał jakby mówił poważnie i dało mu to do myślenia.

— Mówię serio, nie reaguj tak, gdy ktoś prawi ci komplement. Nawet jeśli wątpisz, to udawaj, że jesteś pewna siebie.

Alicja speszyła się i szybko starała się przerwać niezręczną ciszę.

— Myślę, że nic nie tracisz, bo nawet jeśli ojciec będzie przeciw, to przecież cię nie uwiąże.

— Która godzina? — Gabriel przerwał jej znienacka.

— Dochodzi godzina 17.00. — Alicja spojrzała na komórkę, którą trzymała w tylnej kieszeni swoich jeansowych szortów.

— Mam naukę jazdy, o 17.00 nauczyciel miał po mnie podjechać — wyjaśnił.

— Przecież nie jesteś pełnoletni — zauważyła ze zdziwieniem.

— Będę za dwa miesiące i będę miał już wtedy prawo jazdy. Ha, ha! — roześmiał się, jakby chciał utrzeć nosa Alicji.

— Ty masz wszystko zaplanowane — westchnęła.

— Tak się spełnia marzenia, dziecinko — powiedział, mrugając do niej pospiesznie, zbierając w tym samym czasie plecak z podłogi. — Muszę lecieć pod prysznic. Do jutra!

Rozdział drugi

Lipiec 2017 — Motyle w brzuchu

W pokoju Alicji było słychać dobiegającą z plaży muzykę. Piosenka Came Here for Love Sigali i Elli Eyre porwała ją do tańca, podczas gdy wpatrując się w otwartą szafę, rozmyślała, co założyć na imprezę.

— O cholera! — wyrwało się jej z ust, kiedy to okręcając się, spojrzała na zegarek wiszący nad biurkiem, który wskazywał zbliżającą się godzinę 21.00. Zaraz przyjdzie po nią Klaudia, a ona wciąż jest w samej bieliźnie. Klaudia pokłóciła się z Dawidem — swoim chłopakiem — więc lepiej jej nie denerwować spóźnieniem. Postanowiła na szybko, że włoży białą sukienkę na ramiączkach, i pospiesznie zeszła na dół.

W ogrodzie czekała już Klaudia z rękami założonymi na siebie, zerkając co chwila nerwowo na telefon.

— Cześć. Długo czekasz?

— Nie, dopiero przyszłam.

— Jak tam Dawid?

— Nie odzywa się. Napisałam mu chyba z dwadzieścia wiadomości.

— Odpisze na pewno, może rozładował mu się telefon?

— Siedzi pewnie już nad zalewem z kumplami. Nie mogę uwierzyć, że odwołuje nasze jutrzejsze plany dla głupiego towarzyskiego meczu! Rozumiem rozgrywki, ale ten mecz nie ma w ogóle znaczenia. Dupek!

Dawid jest pasjonatem piłki nożnej. Nie przegapił żadnego meczu Legii Warszawa, od kiedy skończył siedem lat.

Dziewczyny zeszły stromą, wąską ścieżką, prowadzącą na plażę otoczoną urwiskiem, na górze którego stał hotel Mandala. Na plaży paliło się ognisko, rozpalone przez Dawida i jego kolegów. Kamil Owczarek, syn właściciela marketu w Nieporęcie, zawsze zaopatruje takie imprezy w skrzynki z piwem i sprzedaje je po takiej samej cenie, w jakiej są na półce w sklepie u jego ojca. Na plaży zebrało się już ponad trzydzieści osób, a dochodziła dopiero 22.00. Alicja z Klaudią kupiły piwo od Kamila i usiadły przy ognisku na prowizorycznych ławeczkach, zrobionych z konarów drzew. Dawid zauważył dziewczyny i podszedł do Klaudii.

— Cześć.

— Cześć, Dawid — odpowiedziała Alicja, podczas gdy Klaudia udawała, że go nie widzi.

Dawid wyciągnął rękę do Klaudii, na którą ta spojrzała pogardliwie.

— Chodź, Klaudia, musimy pogadać.

— Nie odpisałeś, to ja teraz nie chcę rozmawiać.

— Proszę.

— No idź! — Alicja wypchnęła ją z ławki.

Klaudia poszła niechętnie, rzucając wrogie spojrzenie w stronę przyjaciółki. Alicja nie przejęła się za bardzo, wiedząc, że Klaudia na pewno dogada się z Dawidem, jak zawsze. Rozsiadła się wygodnie, wyciągając nogi w stronę ogniska i biorąc łyk piwa. Zauważyła kątem oka Filipa, który na nią zerkał. Najprawdopodobniej kombinował, jak do niej zagadać. Filip od jakiegoś roku nieudolnie podrywał Alicję. Chłopak jest przystojny. Wysoki, szczupły szatyn o zielonym, troszkę dzikim spojrzeniu. Lubi muzykę hip–hop i ubiera się w stylu raperów. Zawsze przynosi swój duży bezprzewodowy głośnik na imprezy i na szczęście pozwala puszczać muzykę Michałowi, który słucha tego, co większość, czyli klasycznej składanki najpopularniejszych utworów z rozgłośni radiowych. Alicja, widząc czającego się Filipa, zaczęła rozglądać się za ewentualną drogą ucieczki. Lubiła go, ale nie miała z nim wspólnych tematów. Rozmowa nigdy się nie kleiła, a jego uroda jej nie przyciągała. Na szczęście na ratunek przyszedł jej Gabriel, który wyłonił się nie wiadomo skąd z butelką piwa, zasłaniając startującego do podrywu Filipa.

— Cześć — przywitał się Gabriel, który był już po paru piwach, z dziwnym uśmiechem zadowolenia na twarzy.

— Cześć, co słychać?

— W końcu wolne! — odpowiedział radośnie. — I mam nowiny. — Przysiadł się obok Alicji.

— Co masz za nowiny? Opowiadaj.

— Rozmawiałem z ojcem i siostrą o Harvardzie.

— Co powiedzieli?

Gabriel rozejrzał się wokoło.

— Chodź na mostek, opowiem ci wszystko. Nie chcę, by ktoś usłyszał.

Wzięli ze sobą piwo i usiedli przy krawędzi pomostu, znajdującego się na uboczu plaży. Pomost był dość długi, ciągnął się w głąb zalewu, gdzie Alicji woda sięgała aż po brodę.

— Opowiadaj, jak zareagowali?

— Siostra jak to siostra, roześmiała się i ogólnie uważa, że nic z tego nie będzie, ale oczywiście, jeśli się dostanę, to ona nie ma nic przeciwko. Nie zamierza stąd wyjeżdżać i już planuje ślub z Tomkiem.

— Ha, ha! Wiadomo, a jak ojciec?

— Zapytał, czy mam szanse. Odpowiedziałem, że mam i mogę liczyć na stypendium. Powiedział, że jest dumny, że decyduję się podjąć taki krok, i nieważne czy dostanę się, czy nie. Widzi, że nasze miasteczko jest dla mnie za małe, i powiedział: „Jedź i podbij świat”.

— Pięknie powiedziane. Było widać po tobie, że rozmowa poszła dobrze.

— Dzięki, że mnie namówiłaś, bo już zaczynałem się wycofywać.

— Rozumiem cię, też kiedyś stąd wyjadę.

— Policja! Zobacz. — Gabriel wskazał na plażę, gdzie policjanci karali mandatami nieletnich pijących piwo.

— To mój wujek i twój ojciec. Kiedy zobaczy mnie z piwem, to koniec. Co robimy?

— Jeśli teraz wstaniemy i spróbujemy wyjść, to nas zauważą.

— Ciocia myśli, że jestem u Klaudii.

— Wskoczymy do wody.

— W ciuchach?

— Schowamy się pod pomostem.

— Dobry pomysł.

Gabriel zsunął się pierwszy do wody.

— Chodź, pomogę ci. — Chwycił Alicję i pomógł jej zejść. Ta roześmiała się, bo ją to załaskotało.

— Co tam się dzieje? — Zaświeciły się w ich stronę latarki policjantów.

— Chowajmy się szybko — Alicja wciąż chichotała.

— Cii… Nie śmiej się — uciszał ją Gabriel, który również z trudem powstrzymywał się od śmiechu.

— Znajdą nas, cicho. — Alicja starała się opanować, ale bez skutku. Gabriel spojrzał na nią, przysunął do siebie i pocałował. Alicja przestała się śmiać.

— Musiałem coś zrobić, aby cię uciszyć. — Gabriel musnął opuszkiem palca jej dolną wargę po pocałunku.

Alicja się uśmiechnęła.

— Musiałeś czy chciałeś?

— Chciałem — odpowiedział i pocałował ją ponownie.

— Kolejny dobry pomysł. Czuję, że dostaniesz się na Harvard.

— Idą tutaj.

Oboje schowali się głębiej pod wodę. Dziewczyna już została w ramionach Gabriela. Nie spodziewali się takiego obrotu spraw. Alicja musi skupić się na swoim utrzymaniu i szkole, a Gabriela czekają egzaminy, by mógł aplikować na Harvard. To nie czas na pierwszą miłość, burzliwe emocje silniejsze od zdrowego rozsądku. Oboje to sobie obiecywali, taki mieli plan. Nie wiedzieli jednak, jak silne jest zauroczenie, gdy w końcu czujesz, że jesteś we właściwym miejscu przy właściwej osobie. Policja w końcu rozgoniła towarzystwo i oboje mogli wyjść z ukrycia. Gabriel wyszedł pierwszy, trzymając Alicję za rękę. Byli cali przemoczeni. Alicja trochę się wstydziła, stojąc tak w mokrej, białej sukience.

— Zostawiłem tutaj gdzieś bluzę. O! Jest, ubierz ją, proszę, bo zmarzniesz.

Gabriel opatulił swoją bluzą Alicję i pocałował ją w czoło. Trzymając się za ręce, poszli w stronę domu Gabriela i hotelu. Gabriel odprowadził ją pod tylne wejście.

— Widzimy się jutro?

— Tak. W pracy.

— Może po pracy też?

— Chętnie.

Gabriel pocałował ją na dobranoc.

Alicja przemknęła przez hotel do swojego pokoju najciszej jak umiała, choć chciała skakać, tańczyć i kręcić się jednocześnie w powietrzu. To uczucie, to unoszące ją w brzuchu motyle sprawiają, że Alicja mogłaby teraz przenosić góry, a jednocześnie jest lekka jak piórko. Wchodząc do pokoju, podeszła do okna i odsłoniła delikatnie zasłonkę. W oknie swojego pokoju stał Gabriel. Oboje posłali sobie lekko zawstydzone uśmiechy. Alicja musiała się komuś zwierzyć. Zadzwoniła do Klaudii.

— Hej, Ala, nie mów tylko, że wujek przyłapał cię na plaży?

— Prawie, ale się schowałam.

— To dobrze, prawie wszyscy z ekipy dostali mandaty! Ostre otwarcie sezonu — Klaudia przerwała odpowiedź Alicji.

— Klaudia! Zapytaj lepiej, gdzie się schowałam i z kim?

— Ominęło mnie coś?

— Schowałam się z Gabrielem pod mostem, bo akurat siedzieliśmy tam i rozmawialiśmy, kiedy wpadł jego ojciec i mój wujek. Nie mieliśmy drogi ucieczki i wskoczyliśmy w ciuchach do wody i tam Gabriel mnie pocałował! — Alicja nie mogła powstrzymać entuzjazmu.

— Co ty gadasz?! I co dalej?

— Dał mi swoją bluzę, odprowadził i znowu się pocałowaliśmy.

— No spoko, ale ja pytam, jak całuje najprzystojniejszy facet w mieście? Ala!

— Mnie było błogo! Cała się unoszę nad ziemią! Nigdy tak się nie czułam. — Alicja zaciągnęła się zapachem bluzy Gabriela.

— Jesteście teraz razem?

— Chyba tak, mamy zobaczyć się jutro w pracy, a jeśli będzie sposobność, to i po pracy.

— Nie rozumiem, a co z twoimi słowami, że nie masz czasu na faceta? I w ogóle on?! On się wciąż uczy, jest taki odpowiedzialny i mam wrażenie, że ma jakieś dwadzieścia pięć lat, patrząc po tym, jak się zachowuje.

— To mi się w nim tak podoba. Był taki troskliwy. Przy nim nie musiałam martwić się o siebie. On miał plan, pomógł mi, a na koniec oddał swoją bluzę. Zrobił w ten kwadrans więcej niż mój ojciec przez całe moje życie.

— Rozumiem. Cieszę się, że jesteś tak szczęśliwa. Moja kumpela wyrwała Gabriela!

— A jak twoja randka?

— Też super. Dawid zaliczył drugą bazę.

— Coś Ty! Ty ladacznico! Ha, ha! Taka byłaś obrażona!

— Pogadamy za jakiś czas, panno „Ja nie mam czasu na chłopaków”.

— Masz rację, te motyle w brzuchu sprawiają, że traci się głowę.

— Święte słowa, siostro. Informuj mnie na bieżąco. Zadzwoń jutro po randce, OK?

— Jasne, na pewno zadzwonię, bo sama sobie z tym nie poradzę.

— Buźka.

— Buźka, pa.


Alicja rozglądała się obok stajni, wypatrując Gabriela. W ręku trzymała jego bluzę, a na ramieniu miała przewieszoną lnianą torbę z rzeczami na plażę.

— Cześć, już myślałem, że nie przyjdziesz. — Gabriel wyłonił się z szopy.

— Dlaczego miałabym nie przyjść?

— Mówiłaś, że chłopak to same kłopoty.

Alicja spojrzała na niego podejrzliwie, bo na pewno mu o tym nie wspominała.

— Skąd wiesz, że tak mówiłam?

— Filip mi się żalił, że podbijał do ciebie kilka razy, ale bezskutecznie.

— A ty mówiłeś, że nie masz czasu na dziewczyny.

— Nie mówiłem tego tobie.

— To są słowa twojej byłej dziewczyny.

— Na dziewczyny nie mam czasu, ale trudno mi jest zrezygnować z ciebie.

Alicja oblała się rumieńcem i delikatnie się uśmiechnęła. Gabriel podszedł do niej i zbliżył się, aby ją pocałować, jednak tuż przed zatrzymał się i zapytał:

— Jesteś pewna, że chcesz spotykać się z facetem, który możliwe, że za rok wyjedzie na zawsze?

— Na pewno wyjedziesz i wiem, że teraz dużo się uczysz, a od września głównie będziemy widywać się w szkole, mijając na korytarzu.

— Po co ci taki facet?

— Jesteś za to tu i teraz. Nie musimy z siebie rezygnować.

— Nie wiem, czy będę umiał wytrzymać bez ciebie za chwilę.

— Też o tym myślałam.

— Teraz mówisz, że ci to pasuje, ale nie bez powodu unikam związków.

— Nie wybaczę sobie, jeśli przeszkodzę ci w realizacji planów.

— A ja sobie, jeśli zawalisz szkołę.

— Ja sobie tym bardziej, w końcu chodzę z najmądrzejszym facetem w miasteczku. — Alicja roześmiała się i dodała: — Widzisz, jak mnie motywujesz?

— Jesteś niesamowita.

— Poza tym nie wybiegajmy aż tak w przyszłość, może mnie wkurzysz za jakiś czas, tak jak wtedy, kiedy zajechałeś mi drogę rowerem — odpowiedziała, udając obrażoną, ponieważ po tym wypadku została jej blizna na udzie. Rozbawiło to Gabriela.

— Wtedy cię zaczepiałem, bo mi się od zawsze podobałaś.

— Serio? To niesamowite, jak zupełnie inaczej niż kobiety mężczyźni rozumieją zaloty.

— A do studniówki ze mną wytrzymasz?

— Zapraszasz mnie już na bal?

— Z nikim innym nie będę chciał pójść. A nie wiem, czy będę miał czas zaprosić cię później — wyszczerzył zęby, pokazując, że żartuje.

— Przyjedź po mnie o 18.00 — odpowiedziała Alicja.

Gabriel uśmiechnął się promiennie i pocałował ją delikatnie.

Sierpień 2017

— Co robisz za trzy tygodnie w weekend, Alicjo? — Gabriel wyszeptał jej pytanie do ucha, trzymając w objęciach.

Siedzieli na swoim ulubionym mostku i popijali piwo, patrząc na spokojną taflę zalewu, w tle zachodzącego słońca. Spędzali tak ze sobą czas już ponad miesiąc. Rozmawiali, śmiali się i poznawali swoje plany, marzenia i siebie nawzajem. Gabriel opowiadał jej o pracy w prokuraturze i precedensach w historii sądownictwa. Czasami pomagał jej przy nauce matematyki, ponieważ w sierpniu czekał ją egzamin warunkowy z tego przedmiotu.

— Jeśli się uda, to spędzę czas z tobą. Dlaczego pytasz?

— Mam dwie propozycje na ten czas i sama musisz podjąć decyzję, co chcesz, abyśmy zrobili. Mnie obie opcje odpowiadają.

— OK, to opowiadaj.

— Pierwsza jest taka, abyś pojechała ze mną, z ojcem i z moją siostrą na ślub i wesele kuzynki. Pięćdziesiąt kilometrów stąd. Z noclegiem.

— Wesele! Super. Chętnie zobaczę, jak tańczysz do utworu Kaczuchy. Ha, ha! — roześmiała się Alicja.

— Ha, ha, ha! — przedrzeźniał ją Gabriel. — Posłuchaj drugiej propozycji.

— Zamieniam się w słuch. — Alicja parsknęła ze śmiechu pod nosem.

— Ojciec pojedzie z Moniką, a ja się wykręcę pracą i mogłabyś wtedy wpaść do mnie do domu na noc.

— Już rozumiem, dlaczego oba pomysły tak ci się podobają. W obu opcjach nocuję z tobą i dlatego zostawiasz mi wybór. Jaki dżentelmen. Ha, ha — ironizowała.

— Masz rację, ja zawsze jestem zwycięzcą, ale masz też trzecią opcję i wtedy utrzesz mi nosa. Możesz mieć inne plany. Tak naprawdę, jeśli pojedziemy na ślub, to będziesz spała z Moniką w pokoju, a ja z ojcem, więc z rozrywek zostanie ci tylko widok, jak tańczę Kaczuchy.

— To dlaczego nie wolisz, abyśmy zostali u ciebie?

— Trochę wolę, ale i tak spędzę ten czas z tobą. Więc ja jestem wygrany. Nie chcę cię pospieszać.

— Chętnie wpadnę na noc do ciebie.

Gabriel uśmiechnął się, wtulony w jej włosy.

— Naprawdę? — wyszeptał.

— Tak. Jeśli zatańczysz Kaczuchy — zażartowała, odwracając się do niego i dźgając go palcami w boczki. Gabriel nie był dłużny, od razu przejął kontrolę i zaczął łaskotać Alicję, aż strącili jedną butelkę po piwie do wody.

— Pokazać ci kaczuchy? Może z bliska? Zaraz cię wrzucę do wody i sobie z nimi popływasz.

— Butelka! — Alicja, widząc, że butelka wpadła do wody, wstała, zdjęła trampki, szorty oraz bluzę i wskoczyła do wody w bluzce, by wyłowić butelkę.

— Ty naprawdę lubisz kaczuchy! — roześmiał się Gabriel.

Alicja podpłynęła z butelką do pomostu, Gabriel odebrał ją i spojrzał na Alicję tak, jakby chciał powiedzieć: „Kocham cię, ekowariatko”, jednak wiedział, że nie może kochać i chcieć jednocześnie wyjechać. Powiedział więc tylko.

— Jesteś niemożliwa, Asie.

— Dlaczego Asie? To będzie teraz moja nowa ksywka? — zapytała, kierując się do drabinki.

— Czemu nie, będę teraz tak na ciebie wołał.

— Spoko, nigdy nie chciałam być misiaczkiem — ironizowała. — Ale As? Dlaczego?

— As, mój drogi Asie, jest pierwszy w talii, ostatni i najsilniejszy. — Gabriel pomógł wejść na pomost Alicji i podał jej ręcznik, na którym siedzieli, aby mogła się okryć.

— I jak to się ma do mnie, drogi Watsonie?

— Chyba Sherlocku?!

Alicja spojrzała na niego zadziornie.

— Jest niemożliwy i wyjątkowy jak ty.

Gabriel pocałował Alicję w nos, jakby postawił kropkę.

Po powrocie Alicja od razu zadzwoniła do Klaudii, aby opowiedzieć jej, jakie ma plany na za trzy tygodnie.

— Klaudia! Gabriel zaprosił mnie na noc do siebie, kiedy nie będzie jego siostry i ojca. Aaa! — Ala podreptała w miejscu z emocji i padła na materac.

— Uu. Będzie grzmocenie. Ha, ha! — Klaudia zażartowała, w trakcie wieczornego joggingu.

— Jestem podekscytowana. Nie wiem, jak ja wytrzymam teraz te trzy tygodnie?

— To za trzy tygodnie dopiero? O matko! Jesteś ostatnią dziewicą w mieście. Ha, ha!

— Nie śmiej się ze mnie — mówiąc to, Alicja sama wybuchła śmiechem.

Dziewczyny skończyły rozmowę, a Alicja jeszcze leżała tak przez godzinę i myślała nad tym, w co się ubierze? Co powie? Kto powinien się zabezpieczyć? Czy powinna iść do ginekologa? Zrobić coś do jedzenia? Czy lepiej nie jeść? Wziąć szczoteczkę do zębów? Piżamę? Kiedy się ogolić? Założyć figi czy stringi?


Alicja, wychodząc ze swojego pokoju ze spakowaną torbą na noc u Gabriela, spotkała na dole swoją ciocię.

— Wychodzisz już do Klaudii?

— Tak — odpowiedziała najzwięźlej, aby nie musieć za dużo kłamać.

— Słyszałam, że Gabriel jest sam w domu. Pan Tadeusz z Moniką pojechali na wesele. Dlaczego Gabriel nie jechał?

„Szlag!” — pomyślała Alicja. „W tym miasteczku nic się nie ukryje”.

— Gabriel ma staż w prokuraturze i nie mógł zostawić tematów. — Helena zbliżyła się do chrześnicy, która zeszła już ze schodów i zrównała się z ciotką.

— Alicja, jeśli nocujesz u Gabriela, to mi powiedz. — Alicja przybrała kamienny wyraz twarzy i milczała. — Wiem, że Gabriel to dobry i odpowiedzialny chłopak. Wiem, że jesteś rozważna i wiem też, że nie możecie się od siebie odkleić. Proszę tylko, abyś była rozsądna. Zabezpieczcie się.

— Ciociu — przerwała jej, zakłopotana rozmową.

— Ja też byłam młoda. Pamiętaj, że seks jest niezbędny w związku, ale w ciąży będziesz tylko ty. Bez zabezpieczenia się nie zgadzaj.

— Ciociu…

— Nie myśl sobie, że tobie to się na pewno nie przydarzy. Uwierz mi, zdarza się.

Alicja uśmiechnęła się łagodnie do ciotki i pocałowała ją na pożegnanie w policzek.

— Obiecuję, że będę ostrożna — dodała, zbliżając się do wyjścia.


Pierwszy raz Alicja żałowała, że Gabriel mieszka tak blisko. Nie ochłonęła jeszcze po rozmowie z ciocią, do tego była zestresowana, a jej nogi z utęsknieniem gnały do ukochanego. Alicja postanowiła wejść na posesję Langów od ogrodu, aby sąsiedzi nie mieli powodu do plotek.

Z ogrodu widziała Gabriela krzątającego się po domu. Weszła niepostrzeżenie, wcześniej zdejmując trampki i przemykając cicho przez dom, zaskoczyła go od tyłu, wtulając się w niego, gdy przygotowywał jedzenie.

— Mam włamywaczkę? — zapytał ucieszony jej skradaniem się. Odwrócił się, szybko uniósł i pocałował.

— Tak sobie radzisz z włamywaczem?

— Tylko, jeśli jest tak ładny jak ty. — Posadził ją na blacie w kuchni i zaczął całować po szyi.

— Poddaję się. Jestem cała twoja.

Gabriel, spojrzał Alicji w oczy, sprawdzając, czy to znak do działania, czy tylko niewinne żarty.

— Cała? Nie chcesz najpierw czegoś zjeść i napić się wina?

Alicja na myśl o tym, że niezręczne oczekiwanie na akt ich miłości miałoby się przedłużać, doszła do wniosku, że nie zniesie dalszej presji. Wino natomiast trochę by pomogło.

— A gdzie masz to wino?

Gabriel zza jej pleców wysunął kieliszek z białym winem, który przygotował przed jej przyjściem, napierając przy tym na nią delikatnie.

„Jak on bosko pachnie” — pomyślała, przewracając oczami i pochłaniając jego zapach. Wzięła kilka głębszych haustów, co trochę rozbawiło Gabriela, ale nie chciał jej spłoszyć.

— To może zjemy najpierw pizzę? — droczył się z nią, muskając swoim nosem jej nos.

— A może pójdziemy do twojego pokoju?

— Jak sobie życzysz. — Chwycił ją za pośladki, opięte jeansowymi szortami, a ona objęła go nogami. Całując ją, zaniósł na górę, do swojego pokoju.

Pokój Gabriela był bezpośrednio pod zadaszeniem domu, więc ściany w pokoju były pod skosem, na zmianę w białym i niebieskim kolorze. Po lewej stronie od drzwi stała wnękowa duża, biała szafa, jej przedłużeniem była półka na książki, wypełniająca kątową ścianę. Na środku stała czarna, skórzana, rozkładana kanapa, która służyła Gabrielowi za łóżko i teraz była przygotowana, świeżo zaścielona. Naprzeciw kanapy była komoda, a nad nią wisiał telewizor. Po lewej stronie od telewizora było narożnikowe biurko, z oknem wychodzącym na tylną cześć hotelu Mandala, z którego widział pokój Alicji.

Wchodząc do pokoju, postawił ją na bose stopy, nieprzerwanie całując. Zaczął powoli rozpinać, guzik po guziku, jej flanelową koszulę w czerwoną kratę. Pierwsze dwa guziki same rwały się do rozpięcia pod naporem młodego, jędrnego biustu. Ten opór bardzo podobał się Gabrielowi. Gdy odpiął już wszystkie guziki, zdjął swoją koszulkę, ciesząc tym samym oko Alicji, która w końcu na spokojnie mogła dotknąć mięśni Gabriela, nie stresując się przy tym, że ktoś ich przyłapie. Gabriel zsunął koszulę Alicji, a ona odpięła swoje szorty, pozwalając Gabrielowi je z niej zdjąć. Gabriel czuł się jak podczas rozpakowywania prezentu na gwiazdkę, z tym że robił to znacznie wolniej, po to, aby dłużej nacieszyć się niespodzianką. Po chwili leżeli już na pościeli, dotykając się wzajemnie. Gabriel subtelnie haczył palcem o krawędzie jej majtek, następnie delikatnie dłonią zaczął pieścić jej łechtaczkę. Robił to już wcześniej, ale teraz było to znacznie przyjemniejsze. Alicja, chcąc się zaangażować, chwyciła delikatnie ręką nabrzmiałe kroczę partnera, niemieszczące się w jej dłoni.

— Mam coś zrobić? — wyszeptała.

— Nie, dziś zajmiemy się tobą. Mnie wystarczy, że tu jesteś.

Alicja uśmiechnęła się z miłością do Gabriela, czując wdzięczność za jego czułość. Skupianie się teraz na jego penisie mogłoby ją trochę dekoncentrować. Gabriel czule muskał ustami jej szyję za uchem, jednocześnie jednym ruchem ręki odpinając stanik. Alicja, czując to, delikatnie się zawstydziła, co bardzo spodobało się Gabrielowi.

— Chcesz się schować pod kołdrę? — zapytał, zarzucając pościel nad ich głowy. — Tak lepiej?

— Nie, jest mi za gorąco.

— Lubię, gdy jesteś taka rozpalona i bezwstydna.

Gabriel zamaszystym ruchem zerwał z nich kołdrę i odrzucił na ziemię. Łaknąc już nagich piersi Alicji, całował i trącał je delikatnie językiem. Następnie schodząc w dół, składał swoje pocałunki pod żebrami i w talii. Zahaczył zębami o gumkę jej majtek, na co Alicja wzdrygnęła się, więc zszedł niżej i całował ją po wewnętrznej stronie ud. Alicja nie spodziewała się, że to może być tak przyjemne. Zdjął jej majtki, a następnie swoje slipki i tak, już zupełnie nadzy, cieszyli się każdym dotykiem. Wzwód Gabriela ocierał się o ciało Alicji, napierając na łechtaczkę, pocałunki rozpieszczały jej szyję, aż wiła się z rozkoszy. Gabriel spojrzał jej w oczy i delikatnie, nie przerywając pieszczot kciukiem, zaczął wsuwać jej dwa palce. Alicja nie spodziewała się tego, przez chwilę zwątpiła, czy do dobry pomysł.

— Zaufaj mi — wyszeptał i powoli, acz intensywnie, wsuwał je bardziej.

Jej źrenice powiększyły się w maślanym spojrzeniu. Alicja przestała się denerwować, uległa Gabrielowi całkowicie. Gabriel poczuł się panem jej rozkoszy. Fale ciepła i dreszczy uderzały w jej uległe ciało. Gabriel nałożył prezerwatywę i wrócił do zajmowania się Alicją. Gdy miał pewność, że jest gotowa, wsunął się w nią gładko, czując wyraźnie jej uścisk. Teraz oboje doznawali tego samego. W równym rytmie rozgrzanych ciał byli jak jedność. Gabriel cały czas patrzył Alicji w oczy, spijał jej każdy oddech, westchnienia, kiedy czuła go w sobie. Była tylko jego, taka niewinna i jednocześnie uległa. Słodka i zarazem seksowna, chciał w nią wchodzić bez końca i ją wypełniać. Nigdy nie czuł takiej bliskości, nigdy wcześniej nie było mu tak dobrze. Jego ciało napięło się jak struna, zwiastując szczytowanie. Doszedł, trzymając ukochaną w objęciach, czując jej dłonie na swoim rozgrzanym ciele.

Po wszystkim leżeli wtuleni w siebie, pozwalając ciałom ochłonąć.

Gabriel gładził ręką Alicję po policzku, uśmiechając się do niej i co raz całując ją w usta, w nos czy w czoło.

— Jak się czujesz? Wszystko OK tam na dole?

— Było idealnie. Nie mam porównania, ale na pewno lepiej, niż to sobie wyobrażałam.

— Co tam się kłębi w tej twojej ślicznej główce? — Alicja zachichotała wymijająco. — Masz teraz ochotę na pizzę?

— O tak! Teraz jestem głodna — odpowiedziała z apetytem. — Zrobimy to jeszcze? — dodała.

— Masz na myśli seks?

— Tak.

— No ja mam taką nadzieję, ale pytasz o dziś czy ogólnie?

— O dziś, oczywiście!

— Ja jestem gotowy choćby i zaraz, ale chyba powinnaś odpocząć?

— Może trochę. Tak rzadko mamy okazję pobyć ze sobą, a ja chciałabym ci się odwdzięczyć, za niezapomniany pierwszy raz.

— O, Asie! Czeka nas mnóstwo seksu!


Nazajutrz Gabriel odprowadził Alicję, z trudem odklejając się od niej. Umówili się po południu na plaży. Alicja była cała rozpromieniona, przypominając sobie minioną noc i dzisiejszy poranek. Wycierając naczynia, śmiała się do talerzy i co jakiś czas chichotała lub wzdychała, nie mając nad tym kontroli. Ciotka Helena, wchodząc do kuchni, od razu zauważyła jej rumiane policzki.

— Wieczór udany, Alu?

Alicja nawet nie drgnęła. Po oczach było widać, że jest gdzie indziej, gdzieś, gdzie jest jej bardzo przyjemnie.

— Tak ma od rana — wtrąciła pani Basia. — Zakochana, Helenko — dodała.

— Zdarza się. — Helena uśmiechnęła się, przypominając sobie pierwsze uczucie zakochania, kiedy była jeszcze nastolatką. — Dobrze, że Gabriel to porządny chłopak — odetchnęła.

Rozdział trzeci

Styczeń 2018 — Bal

W ostatnich miesiącach Gabriel i Alicja prawie w ogóle nie widywali się poza szkołą. Na przerwach, mijając się między lekcjami, skradali sobie spojrzenia, czasami pocałunki. Czas biegł nieubłaganie, a szanse na ostatnie wspólne chwile topniały jak płatki śniegu w dodatnią temperaturę tej zimy w Nieporęcie. Alicja tego roku była prymuską w klasie. Z obawy, że będzie zmuszona ślęczeć nad książkami, podczas gdy jakimś trafem Gabriel chciałby się z nią spotkać, wyprzedzała materiał. Była zawsze gotowa i czekała tylko na znak od ukochanego. Ileż to razy marnowała czas na wpatrywanie się w okno jego pokoju lub w swój telefon, czekając na wezwanie. Tęsknota była jej odwieczną towarzyszką. Pokusa zaproponowania spotkania była bardzo silna, ale ona postanowiła, że nie złamie reguł i cierpliwie czekała. Czuła, że Gabriel wyrwałby się, gdyby poprosiła o spotkanie, ale umówili się inaczej i musi zachować się dojrzale, choć tęskniła tak mocno, jak jeszcze nigdy dotąd. Pocieszająca w ostatnim czasie była myśl, że wielkimi krokami zbliżał się bal maturalny. Wiedziała, że to będzie wspaniały wieczór. Jej bal nie będzie już tak wyjątkowy za rok, gdy zabraknie Gabriela u jej boku. Sukienka już wisiała w pokrowcu. Ciocia Helena poprosiła koleżankę, która prowadzi outlet w Anglii, aby sprzedała Alicji jedną sukienkę po okazyjnej cenie. Wybór był bardzo duży i bardzo trudny. Od księżniczkowych tiuli, po kobiece, dopasowane kreacje. Alicja długo nie wiedziała, jaką chciałby ją zobaczyć Gabriel. Chciała być jego godna. Chciała być ozdobą na jego balu. Wiele dziewcząt zazdrościło jej, że skradła serce Gabriela, aż ona sama czasami zastanawiała się, jak tego dokonała? Były przecież kandydatki ładniejsze i mądrzejsze od niej, z lepszych domów. Gdy widywali się, nie miała obaw, czuła się w jego ramionach jak idealna połówka pasująca do drugiej części. Wątpliwości wracały, gdy tęskniła. Myśli stawały się mniej czytelne, miewała nawet złe sny, w których Gabriel mówi, że zostawia ją, bo jest głupia. Nigdy jednak nie zawiodła się na Gabrielu. Bywało, że nie widzieli się w szkole, nie pisali po szkole, a weekend Gabriel spędzał w prokuraturze. Ile czasu by jednak nie minęło, on zawsze w końcu stęskniony odzywał się lub zakradał w okolicy, aby skraść choć buziaka od Alicji. Ten mały gest przyprawiał ją o dreszcze i dobry nastrój. Starała się więc zawsze o tym pamiętać i trzymać ustalonego planu.


W dniu studniówki maturzyści mają dzień wolny, więc Gabriel również został w domu. Alicja niestety musiała pojawić się w szkole z powodu sprawdzianu z matematyki i kartkówki z historii. Nie mogła doczekać się wieczoru i z trudem koncentrowała się nad zadaniami. Wciąż zastanawiała się, czy wszystko spakowała? Czy jest przygotowana na zabawę i noc z ukochanym? Studniówka jest w Warszawie i Gabriel zarezerwował na noc pokój w hotelu, aby nie wracać w nocy, jak to przedstawił swojemu ojcu i Helenie. Wszyscy jednak wiedzieli, że chodzi im o to, aby w spokoju mogli ze sobą pobyć. Helena stwierdziła, że Alicja jest dorosła i nie ma prawa jej niczego zabraniać, tak samo jak ojciec Gabriela. Po szkole Alicja wróciła na chwilę do domu, by zabrać spakowaną już torbę, i poszła do Klaudii, skąd chłopcy je odbiorą. Klaudia, siedząca obok w ławce, również miała rozmarzone spojrzenie i nie mogła się doczekać, kiedy zaczną się wraz z Alicją szykować u niej na bal. Jako jedyne ze swojej klasy będą uczestniczyć w balu maturalnym ostatnich klas i z trudem starały się wysiedzieć w szkolnej ławce, chichocząc co chwilę do siebie.


Alicja i Klaudia spryskiwały się nawzajem perfumami, kiedy usłyszały dzwonek do drzwi. Podekscytowanie prawie wychodziło z nich uszami.

— Jesteśmy gotowe? — zapytała Alicja, ubrana w czerwoną sukienkę na delikatnych ramiączkach, z dekoltem w kształcie serca i asymetrycznym, poszerzanym dołem, z przodu sięgającym przed kolana, a tyłem prawie po samą ziemię. Włosy miała delikatnie podkręcone, aby nie opadały na twarz. Makijaż zrobiła jej Klaudia, która ma w tym wprawę niczym profesjonalistka.

Klaudia natomiast ubrała rozkloszowaną, krótką, czarną sukienkę z gorsetem. Ciemne włosy upięła na bok, eksponując długie kolczyki z cyrkonii, mieniące się w każdym świetle. Klaudia wskazała na ich odbicie w lustrze.

— Spójrz na nas. Zemdleją z wrażenia — odpowiedziała.

Zejście dziewcząt z piętra po schodach można sobie wyobrazić jak scenę w filmie, puszczoną w zwolnionym tempie. Na dole stali rodzice Klaudii z kamerą i aparatem fotograficznym, a za nimi, pod drzwiami, Gabriel z Dawidem w smokingach, pod muchą i w eleganckich płaszczach. Stali wyprostowani, starając się dostosować zachowanie do swojego wyglądu. Gabriel w pierwszej chwili nie poznał Alicji, przeszło mu przez myśl, że jest z nimi jakaś trzecia koleżanka i Alicja jeszcze się nie pojawiła. Zastanawiał się tylko, kim jest ta dziewczyna, i dopiero gdy się do niego uśmiechnęła, zrozumiał, że to As. Obaj przełknęli ślinę, widząc swoje partnerki, co usłyszał ojciec Klaudii i spojrzał na Dawida ostrzegawczo, aż zaschło chłopakowi w ustach.


Wszyscy uczniowie usiedli na wyznaczonych miejscach przy stołach. Gabriel nie mógł oderwać oczu od Alicji, która spod długich rzęs zauważyła to i oblała się rumieńcem.

— Zarumieniłaś się, Asie — wyszeptał jej do ucha, co sprawiło, że dreszcze przeszły całe jej ciało.

— Dlaczego tak bardzo mi się przyglądasz?

— Widziałaś się dzisiaj w lustrze?

— Owszem.

— Jak zdołałaś przestać? Ja nie mogę. Wyglądasz pięknie.

— Dziękuję, już mówiłeś.

— To za mało — uśmiechnął się uroczo, a jego spojrzenie było szczere i lśniące.

— Chciałbym, aby wszyscy zniknęli z tej sali poza nami.

Alicja rozpływała się pod szeptem jego słów.

— Niedługo my znikniemy, to wystarczy.

Gabriel ucieszył się, słysząc aprobatę z ust Alicji, tych pięknych czerwonych ust, które kuszą, aby je rozmazać. Ocknął się, gdy dyrektor zaprosił wszystkich uczniów ostatnich klas do poloneza.

— Muszę cię na chwilkę zostawić. Poradzisz sobie?

— Tak, ale wracaj szybko.

— Spokojnie, będę miał cię na oku.

Gabriel uśmiechnął się, wstając od stołu, i skierował się w stronę drugiej sali, gdzie wszyscy uczniowie zbierali się do tańca. Trzymał rękę Alicji tak długo, jak się dało. Alicja obserwowała, jak Gabriel, odchodząc, patrzy na nią, po czym na środku parkietu, między salami, odegrał ruch solówki na gitarze. Alicja była rozbawiona, a reszta uczniów zaskoczona wyluzowaniem Gabriela.

— Lange! — wrzasnęła profesor Arleta Fiałkowska. — Zbieraj się, szybko do poloneza! — dodała, a on ukłonił się w jej stronę.

— Oczywiście, pani profesor. — Po czym mrugnął do Alicji.

Gabriel w parze tańczył z Kingą Nowak. Kinga była bardzo ładną dziewczyną. Brunetka, mierząca metr siedemdziesiąt centymetrów, o bardzo szczupłej sylwetce. Miała długie brązowe proste i gładkie włosy. Ubrana była w długą suknię, wpadającą w róż z dużym dekoltem w literę V, pięknie prezentowała się z Gabrielem w pierwszej parze. Z uwagi na wzrost Gabriela, musiał on iść w pierwszej parze, nawet jeśli nie przykładał się do tańca. Pomimo wyluzowanego podejścia wziął odpowiedzialność za zadanie i z pełną dostojnością i powagą na twarzy poprowadził wraz z Kingą pozostałych uczniów w polonezie. Kadra nauczycielska była zadowolona, profesor Fiałkowska pękała z dumy, gdyż to ona była odpowiedzialna za przygotowania do balu.

Gabriel wrócił na miejsce, kelnerzy zaczęli podawać posiłki. Alicja dyskretnie obserwowała otoczenie. Musiała upewnić się, że nie odstaje od reszty. Rozglądając się po sali, zauważyła, że naprzeciw stołu siedzi Filip, również wlepiający w nią swoje zielone oczy. Gdy ich spojrzenia się spotkały, Filip speszył się i odruchowo zagadał do swojej towarzyszki, sprawiając wrażenie, że to był tylko przypadek i wcale nie jest wpatrzony w Alicję. Jej obserwacje przerwał Gabriel, pytając ją, czy chce coś mocniejszego do soku? Uchylił marynarkę, gdzie za pazuchą miał piersiówkę z alkoholem, uśmiechając się przebiegle.

— Ty i kontrabanda? — wyszeptała ze zdziwieniem.

— Aplikacja na Harvard już poszła, a ja jestem pełnoletni — oznajmił z dumą, pewny siebie, że już nikt i nic nie zdoła przekreślić jego planów. Alicja wiedziała, że nawet najlepszych czasami spotyka pech, ale to on jest poważniejszy i bardziej rozważny w tym związku, więc nie będzie się sprzeciwiać.

— Tylko troszkę, nie piłam od wakacji.

— Spokojnie, zajmę się tobą.

— Wolałabym, abyś, zajął się mną nieco później — wyszeptała nieśmiało, trzepocząc rzęsami, podczas gdy jej policzki delikatnie się zarumieniły.

Gabrielowi zaświeciły się oczy i przechylił delikatnie głowę z wdzięczności, zauroczony jej skromnością. Parkiet zaczynał się wypełniać. Najpierw odważni ochotnicy, potem kilka dziewczyn, które wypiły swój sok zbyt szybko, i w końcu kilku chłopaków, którzy z wiadomych przyczyn spędzili w toalecie więcej czasu niż zwykle. Nasza para dopiła swój soczek i dołączyła do reszty. W tłumie Alicja zobaczyła Klaudię i od tej pory te dwie pary szalały na parkiecie. Do północy została godzina, a Gabriel z resztą ekipy planowali urwać się z balu i dokończyć imprezę w klubie obok. Światła jednak ściemniały, DJ puścił kilka wolnych kawałków i w całej sali zgęstniała atmosfera. Wszyscy byli rozgrzani szybkimi utworami i alkoholem krążącym we krwi. Nasza para połączyła się w tańcu, słyszeli wzajemnie bicie swoich serc i czuli rozgrzane feromony w powietrzu. Alicja wtulona w Gabriela zerknęła na duży zegar wiszący na sali.

— Chciałeś już uciekać o tej godzinie.

— Zostańmy jeszcze chwilę, cała noc przed nami, a taka chwila może się już nie powtórzyć.

Miał rację. Alicja przez chwilę zastanawiała się, czy jeszcze kiedyś będzie jej dane zatańczyć z Gabrielem na sali balowej w pięknej sukni. Ta myśl ją smuciła, więc szybko przepędziła ją, skupiając się na dźwięku rytmu bicia serca Gabriela. „Świat mógłby się dziś skończyć, bo szczęśliwsza już pewnie nie będę” — pomyślała.

Gdy wybiła północ, połowa absolwentów z partnerami była już w klubie obok, gdzie nie musieli pić ukradkiem alkoholu, więc nie wylewali za kołnierz. Gabriel również nie próżnował, ale trzymał się zdecydowanie lepiej od kolegów. Gdy chłopcy poszli do toalety, dziewczyny trzymały się razem na parkiecie. Kiedy Alicja, wtulona w przyjaciółkę Klaudię, mówiła jej, jak bardzo jest dziś szczęśliwa, ktoś odwrócił jej uwagę, przylegając do niej od tyłu i chwytając w talii.

— Nie rozumiem, po co z nim jesteś? — krzyknął bełkotliwie napastnik do jej ucha, chcąc tym samym, aby go usłyszała w głośnym brzmieniu muzyki i basów.

Alicja nerwowo odskoczyła od Klaudii i niechcianego kompana, który wciąż wyciągał rękę w jej stronę.

— Filip!? — wrzasnęła ze zdziwieniem.

— Nie wiem, po co z nim jesteś?! On wyjedzie i cię zostawi, ja tu zostanę. — Chwycił ją za dłoń, którą Alicja od razu wyrwała z uścisku.

— Zostaw mnie! — krzyknęła, chwytając Klaudię za rękę i razem odsunęły się dalej od Filipa, który najwyraźniej przesadził z alkoholem.

— Co się dzieje? — wrócił zaniepokojony Gabriel z Mateuszem i Dawidem

— Stary, co jest z tobą?

— Zostaw mnie. — Filip odepchnął Gabriela, czując się osaczony przez kolegów.

— Wszystko OK? — zapytał Gabriel, nie czekał jednak na odpowiedź, widząc zaniepokojone miny dziewcząt — w szczególności Alicji. — Wychodzimy — burknął na Filipa i wraz z pozostałymi chłopakami wyprowadzili go na zewnątrz.

Mateusz został na straży dziewczyn swoich kumpli. Po niecałym kwadransie wrócili. Gabriel od razu podszedł do Alicji i przytulił ją mocno, gładząc po włosach.

— Co powiedział ci Filip?

— Nieważne — wyszeptała. Ciesząc się, że jest już w ramionach ukochanego.

— Wiem, że to tak wygląda, jak on mówi, że cię tu zostawię, ale bardzo cię kocham i bardzo trudno mi to przyjdzie. Mam nadzieje, że to wiesz?

Słowa Gabriela były niczym miód na jej serce. Miała wrażenie, że zaraz wybuchnie z miłości jak balon, a z niego wylecą mniejsze serduszka, niczym konfetti.

— Wracajmy już do hotelu — zaproponowała, patrząc mu prosto w oczy.

— Na pewno tego chcesz?

— Nie mogę się doczekać — wyszeptała z uśmiechem.

W pośpiechu pożegnali się z przyjaciółmi i podekscytowani podążyli w stronę hotelu, w którym Gabriel wynajął dla nich pokój. Hotel był po drugiej stronie ulicy od klubu, więc droga nie ostudziła emocji.

Gdy tylko jednym ruchem ręki Gabriel zatrzasnął drzwi od pokoju, przyciągnął Alicję do siebie, która w tym czasie zdejmowała już buty i stała się niższa o dziesięć centymetrów. Gabriel uniósł ją zwinnie, chwytając za pośladki, i posadził na komodzie w przedsionku. Fakt, że teraz wszystko zależało od Gabriela, bardzo ją podniecał. Nie miała żadnych obaw. Wiedziała, że może się zapomnieć i zupełnie mu oddać. Gabriel czekał na ten wieczór równie niecierpliwie, a gdy dziś ujrzał Alicję tak olśniewającą, wiedział, że musi się powstrzymywać. Pragnął jej tak bardzo i mógł zdobyć w jednej chwili. Wiedział jednak, że im dłużej przeciągają to rozkoszne napięcie, tym bardziej ta noc stanie się dla nich wyjątkowa.

„Wszak najlepszą zabawą jest pogoń za króliczkiem, a nie schwytanie go” — pomyślał.

Teraz więc, gdy trzymał Alicję w szachu, pod sobą, musiał wykorzystać wszystkie pokłady samokontroli, jakimi dysponował. Chciał być delikatny, więc czule muskał swoimi ustami jej szyję oraz ucho. Alicja zaczynała wić się od prądu, jaki ją przeszywał od pocałunków, przez lędźwie, aż do koniuszków palców u stóp. Nie chciał się spieszyć, więc delikatnie ściągnął ramiączko sukni, zostawiając po nim pocałunki. To była ich druga noc, kiedy mieli okazję kochać się ze sobą. Alicja nie była już zdenerwowana i słuchała swojego ciała, które chętnie ulegało Gabrielowi. Każdy jego dotyk przyprawiał ją o fale dreszczy. Zaczął powoli rozpinać zamek od sukienki na jej plecach, całując namiętnie w usta i gładząc prawą ręką jej udo i pośladek. Alicja zaczęła rozluźniać jego krawat i odpinać koszulę, choć coraz trudniej było jej się skupić na guzikach. Gorset jej sukienki nareszcie się poluzował, co było dla Gabriela niczym rozpakowanie Kinder Niespodzianki. Zaczął pomagać Alicji i rozpiął zamek od spodni, zsunął buty i zdjął koszulę w trakcie, kiedy ona zeskoczyła z komody i pozwoliła zsunąć się sukience do końca. Gabriel nie chciał się oderwać od jej ust, ale zrobił to, ściągając zupełnie już spodnie, i zobaczył ją prawie nagą, tylko w skąpych majtkach. Nie miała stanika, miała siedemnaście lat i nie musiała go nosić do gorsetowej sukni. To był ten widok, jaki wyobrażał sobie przez ostatnie miesiące. Niezauważalnie wyciągnął listek prezerwatyw z kieszeni spodni, po czym przyciągnął ją do siebie i uniósł. Alicja oplotła go swoimi nogami, a Gabriel spokojnym ruchem położył się wraz z Alicją na łóżku. W końcu miał na wyciągnięcie ręki jej piersi, szczupłą talię i zaokrąglone pośladki. Smakował ją powoli, choć chciał pochłonąć. Czuł, że jest już gotów, spojrzał na seksownie niewinną twarz dziewczyny, gdy ta przygryzała swoje czerwone usta. Pieszcząc jej łechtaczkę, powoli wsunął dwa palce i upajał się jej zamglonym spojrzeniem i ciałem wijącym się z rozkoszy. Ona też była już gotowa. Nie zauważyła nawet, kiedy Gabriel rozpakował drugą ręką i zębami opakowanie prezerwatywy. Teraz czas na jego nagrodę. Zatapiając się w niej, aż jęknął z rozkoszy. W jej wąskim uścisku stali się jednością. Ich ciała jak fala na morzu najpierw spokojnie przybierały równego tempa, nabierając rozmachu z każdym przypływem, aż w końcu stały się nie do opanowania.


Promienie słońca rozświetliły hotelowy pokój, przedzierając się przez szpary między beżowymi zasłonami z grubego, ciężkiego materiału. Dochodziła godzina 9.00. Gabriel wpatrywał się w spokojnie śpiącą Alicję, wspominając minioną noc. Zastanawiał się, czy jest tak wspaniale z nią dlatego, że ją tak bardzo kocha, czy może jest tak wspaniale i kocha ją, bo kocha w zasadzie pierwszy raz? Czy w Stanach spotka kogoś tak wyjątkowego? Czy będzie długo za nią tęsknił? — Takie oto wątpliwości kotłowały się w głowie chłopaka, aż do momentu, kiedy Alicja otworzyła oczy.

Widząc wpatrującego się w nią Gabriela, uśmiechnęła się czule.

— Cóż za miły poranek.

— Nareszcie się obudziłaś, śpiochu. Już zaczynałem tęsknić za tobą — oznajmił, całując ją w usta, nos, czoło i oba policzki, potem w szyję.

— Poczekaj, wariacie, umyję chociaż zęby — śmiała się radośnie.

— Nie myj, za chwilkę dostarczą śniadanie. Zamówiłem na godzinę 9.00.

— Śniadanie do łóżka? — odparła z zachwytem.

— Tak, na zwieńczenie wczorajszej nocy.

Po sycącym śniadaniu wzięli wspólną kąpiel w wannie rozmiaru king size. Tym razem Alicja przejęła inicjatywę i dosiadła Gabriela. Po wszystkim było im nadal mało. Tęsknili za sobą, nawet gdy siedzieli obok siebie w aucie, ale w osobnych fotelach. Ta noc zainicjowała krok milowy w ich związku. Gabriel był po egzaminach na Harvard. Czekał teraz na list z uczelni o przyjęciu i nie przyjmował do wiadomości ewentualnej odmowy z ich strony. Nie przejmował się egzaminem maturalnym, a staż w prokuraturze mógł już odpuścić. Wiedział, że przed nim lata ciężkiej pracy i zasłużył na oddech. Miał również świetną dziewczynę u boku, z którą chciał spędzać jak najwięcej czasu. Tak też właśnie uczynił. Odwiedzał ją na przerwach w szkole, czasami urywali się z końca lekcji, aby spotkać się w toalecie albo w składziku na „szybki numerek”. Pomagał jej w nauce, wieczory spędzali nad zalewem, na swoim ulubionym pomoście, a w trakcie pracy zdarzało się, że lądowali na słomie w stajni, kochając się na oczach konia Bernarda i reszty kopytnych. Nieustannie pisali ze sobą lub rozmawiali. Teraz to Klaudia narzekała na Alicję, że ta nie ma dla niej czasu, jednak rozumiała, że Alicja chwyta ostatnie chwile z Gabrielem.

Rozdział czwarty

Kwiecień 2018 — Gruba koperta

14 kwietnia nad Nieporętem zbierały się deszczowe chmury. Niebo było niewidoczne, a okolica pociemniała.

„Zbiera się na deszcz” — pomyślał Gabriel, spoglądając na niebo, podczas gdy sprawdzał skrzynkę na listy. Poza ofertą z banku dla jego ojca było jeszcze awizo. List polecony dla Gabriela do odbioru na poczcie. Uśmiechnął się najszerzej jak umiał, a w oku zabłysła myśl — Harvard. Chciał od razu pędzić na pocztę, ale nie mógł bez Alicji. Napisał jej SMS: „Na poczcie czeka na mnie koperta z Harvardu. Bez ciebie nie idę😉”.

Alicja, czytając ukradkiem na lekcji wiadomość, widząc Harvard, zesztywniała, po czym dostrzegła reakcję Gabriela i na jej twarzy pojawił się uśmiech. „Przyjęli go” — pomyślała. Od teraz zacznie się odliczanie każdego dnia do jego wyjazdu.


Alicja czekała przed urzędem pocztowym na Gabriela. Kolejka była spora, a w środku mało miejsca, więc postanowiła, że nie będzie zabierać przestrzeni. Spacerowała w kółko nerwowo, aż Gabriel w końcu wyszedł z dużą kopertą, którą pokazywał dumnie, unosząc ją do góry.

— Jest gruba, czyli pewnie się dostałem — oznajmił uradowany.

— Otwieraj! Na co czekasz?

— Otworzymy ją tam, gdzie spędzamy najmilsze chwile.

— W łóżku czy w stajni? — zażartowała Alicja.

— Tobie tylko jedno w głowie. — Pocałował ją protekcjonalnie w czoło. — Na pomoście, głuptasie.

Alicja zrobiła minę pełną uznania dla pomysłu, a w głębi ducha pomyślała, że teraz pomost nie będzie już tylko miejscem, ich pierwszego pocałunku, a również początkiem końca tego romansu. Nie dała jednak po sobie poznać, że gruba koperta nie cieszy ją tak bardzo, jak Gabriel myśli.

Po kwadransie doszli nareszcie na miejsce i usiedli na swoich ulubionych deskach, z których był zbudowany pomost. Przez cały dzień wszyscy spodziewali się deszczu, ten jednak wciąż zastanawiał się, czy spaść, pozbawiając przy tym Nieporęt promieni słonecznych. Gabriel spojrzał na Alicję, potem na kopertę i zamaszystym ruchem ją otworzył. Rozległa się głucha cisza, jakby cała okolica wstrzymała oddech w tej chwili.

— „Gratulacje”. Jest! Dostałem się! — krzyknął Gabriel, a jego głos niósł się po tafli zalewu. Świat znów odetchnął pełną piersią, razem z przyszłym absolwentem Harvardu — najlepszej uczelni na święcie. Gabriel ucałował mocno Alicję i w tym momencie oboje poczuli syte krople deszczu spadające na ich głowy.

— Szybko! Chowaj kopertę za kurtkę!

Gabriel posłuchał Alicji czym prędzej i oboje w deszczu pobiegli do domu Gabriela, który powiadomił o radosnych wieściach rodzinę. Ojciec był bardzo dumny, a Monika popłakała się ze wzruszenia. Alicja przyglądała się tej wzruszającej scenie. Jej również napływały łzy do oczu, ale nie tylko z powodu dumy i wzruszenia, a już z tęsknoty.


Sierpień 2018

Alicja i Gabriel spacerowali po okolicznych, bocznych ścieżkach, ciesząc się ciszą i spokojem, którego na próżno szukać nad zalewem w sezonie. Wiatr unosił zapach rozgrzanych zbóż i polnych kwiatów, a pod trampkami słychać było szurający piasek i kamyczki z polnej drogi.

— Za dwa tygodnie wylatujesz.

— Tak, ale nie będziesz teraz się smucić z tego powodu?

— Staram się, ale musisz wiedzieć, że jest mi trochę smutno i niechętnie będę po tych drogach spacerować z kimś innym.

— Nie możesz, to są już tylko nasze ścieżki.

— No wiesz, jak ktoś na nie wejdzie, a ty go nie przegonisz, to będzie sobie swobodnie spacerował.

— Ha, ha! Mówisz o Filipie?

— Nie! Na pewno jego ścieżka i moja prowadzą w przeciwnym kierunku.

— Będę tęsknił, Asie. Najchętniej spakowałbym cię w walizkę i trzymał w akademiku pod łóżkiem. Co ty na to?

— Urocza i romantyczna propozycja, ale nie wiem, jak zniosę lot w luku bagażowym.

— Dasz radę milczeć? Nie będziesz się odzywała?

— Dużo o tym myślałam, nie dam rady. Chcę jednak dotrzymać słowa, więc stworzyłam adres e-mailowy na twoje dane i będę tam wysyłać wszystko, co chciałabym ci powiedzieć. Ty mi nie odpiszesz, no bo nie będziesz znał hasła, więc po jakimś czasie mi przejdzie. Taka terapia lecząca uzależnienie od Gabriela.

— Czyli nie podasz mi hasła? Te e-maile zostaną nieodczytane?

— Dokładnie tak.

— A podasz mi ten adres?

— Po co ci?

— Może kiedyś pobawię się w zgadywanie i zobaczę, co o mnie myślałaś.

— Wątpię, abyś znalazł czas i odgadł hasło, więc nie ma problemu. — Alicja wysłała mu adres e-maila na komunikatorze.


Słońce powoli zachodziło nad Zalewem Zegrzyńskim. Na plaży widać było kilka par i grupkę nastolatków. Alicja i Gabriel siedzieli oparci o siebie nawzajem, na swoim ulubionym pomoście, popijając piwo w milczeniu. Tak chcieli zapamiętać ten moment. Oboje nie mogli uwierzyć, jak szybko uciekł im ten wspólny czas. Jeszcze miesiąc temu, gdy byli razem z Klaudią i Dawidem na festiwalu Sunrise w Kołobrzegu, myśleli, że przed nimi jeszcze miesiąc wspólnych chwil, a dziś zostały już tylko godziny.

— O czym myślisz, Asie? — zapytał Gabriel, gdy słońce już się schowało i dookoła było słychać świerszcze i rechot żab.

— Wspominam festiwal.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 31.76