E-book
16.38
drukowana A5
42.12
Czas zemsty

Bezpłatny fragment - Czas zemsty

Druga część książki : "Prawda owiana kłamstwami"


Objętość:
233 str.
ISBN:
978-83-8189-582-8
E-book
za 16.38
drukowana A5
za 42.12

Książkę tę dedykuję moim rodzicom jako podziękowanie za wiarę w moje siły. A także Tobie kochany, który odszedłeś sierpniowej nocy zostawiając po sobie tylko smutek i łzy, gdyż znaczyłeś dla mnie tyle, co dla Selene Johnny. 

Rozdział 1

Rosnąca miłość

Kiedy Selene siedziała w swoim pokoju Jonathan przyszedł do niej w sprawie jakiejś wycieczki. Ta nie potrafiła mu odmówić i od razu się zgodziła. Ale nie było jej pisane mieć spokoju i za chwilę odwiedziła ją Anastasia z pytaniem o małego Ostroroga Amerykańskiego. Urósł do dużego rozmiaru i potrzebował swojej własnej komnaty. Dyrektorka zadecydowała, że może z przyjemnością odstąpić mu małą komnatę pod zamkiem. Było tam ciepło i dużo myszy, a one akurat były przysmakiem tego gatunku. Kiedy tylko wampirzyca wyszła David przyszedł do Selene tak po prostu pogadać. Pożalił jej się trochę, że teraz, gdy Natalie pojechała na jaką misję czy coś w tym rodzaju nudzi mu się w domu i chciał prosić o dodatkowe godziny. I oczywiście je otrzymał. Potem przyszedł jeden z jej ulubionych uczniów i poprosił o zwolnienie z lekcji, ponieważ jego rodzice przyjechali do Almadeen i chce się z nimi zobaczyć. W dzisiejszym nastroju Selene nie znała słowa „nie” i nieważne o co by się jej nie poprosiło ona i tak się zgadzała.

W szkole Selene nie chciało prowadzić się lekcji. Asverus czuł się dokładnie tak samo. Najchętniej oboje posiedzieliby razem. Teraz kiedy nareszcie byli już ze sobą, siedzenie na lekcjach stało się dla nich gorsze niż dla uczniów. Dziewczyna wzięła z pokoju dziennik i spokojnym krokiem i z małym spóźnieniem zeszła na lekcję do piątego roku. Weszła do klasy i usiadła przy biurku. Otworzyła dziennik i sprawdziła listę obecności. Uczniowie nie byli potulni jak baranki, ale nie zachowywali się tak jak pierwsze klasy. Nie trzeba było ich uspokajać. Może to z racji tego, że byli Uśpionymi, a bardzo szanowali swoją protektorkę? Selene zasłoniła okna, a uczniowie zdziwili się, bo nigdy tego przedtem nie robiła. W pomieszczeniu zapanował mrok, a dziewczyna zapaliła kilkanaście małych, zapachowych świeczek. Uczniowie rozejrzeli się po klasie i otworzyli podręczniki.

— Mieliście dzisiaj coś pisać? — zapytała klasę pani profesor.

— Nie. — usłyszała odpowiedź chóru. — Pani coś mówiła o tym, że mamy powtórzyć ostatnie lekcje, bo to ważne i takie tam.

— No dobrze. Na czym ostatnio skończyliśmy?

— Na rodzie Le Fey.

— A dokończyłam wam to?

— Nie. A my z chęcią posłuchamy o tym rodzie jeszcze raz. Nie mamy nic przeciwko powtórzeniom. — dodał z uśmiechem na ustach Chris.

— No dobrze. — powiedziała się i uśmiechnęła, bo domyśliła się, że jeżeli chłopcy tak ją bajerują oznaczało to, że chcą jak najszybciej zmienić temat i sprawić, że Selene zapomni o wcześniej obiecanej kartkówce. — Siostry Le Fey są w całej historii jedynym kobiecym rodem, które mają władzę na równi z Venture’ami czy Snake’ami. Pod ich protektoratem znajduje się więzienie Death Hills. Trafiają tam najgorsi przestępcy, a strażnikami tam są Mroki. Inaczej to nazywając skazani są przez nich uśmiercani i wierzcie mi, że nie chcecie tam trafić. Spojrzenie Mroka jest bardzo bolesne i niezbyt przyjemne. Podobno. Nikt kto tam trafił jeszcze nie przeżył, więc nic dokładnie nie wiemy. Ale ten kto tam akurat się przechadzał mówił, że zawsze słychać przerażające krzyki.

— Tak jak spojrzenie miłości? — zapytał Willy Rivero uśmiechając się. — Jeżeli nie możemy kogoś mieć to każde spojrzenie na tą osobę boli, a serce chce krzyczeć.

— Tylko jeśli jest nieszczęśliwa. — odpowiedziała mu nauczycielka. — Ale tak. W zupełności się z tobą zgadzam i nawet za tą trafną uwagę dostaniesz ode mnie prezent. B z aktywności.

— Dziękuję. Ale jak jest szczęśliwa to ma taki sam wygląd jak pani. — zażartował, a cała klasa zaśmiała się.

— Oj Willy jaka szkoda, że ty niedługo odejdziesz. — powiedziała i potargała go po włosach, a chłopak spojrzał na nią zaskoczony.

— Czyli jednak mnie pani lubi? A kiedyś pani mówiła, że będzie się cieszyć jak odejdę.

— Was wszystkich bardzo lubię, ale nikt nie dochodzi się ze mną tak jak ty i to mi się podoba. Lubię osoby, które trzeba uspokajać, a nie pobudzać do życia. A ty taki jesteś. Ale już skończmy tą dyskusję.

Selene nie dokończyła już tematu wampirzych rodów, ponieważ klasa zaczęła z nią tak żartować i rozmawiać, że dziewczyna doszła do wniosku, że nie warto jest wracać do lekcji. Dokończy wszystko na następnych zajęciach. Rozmowa zeszła na temat balu, który miał odbyć się za rok. Jeszcze tylko jedna klasa i jej ulubiona grupa odejdzie. Tak samo jak i ulubiona i najbardziej faworyzowana grupa Niezależnych Asverusa. Zawsze tak jest, że gdy jakaś klasa przychodzi czuje się nie przywiązana emocjonalnie do szkoły i nauczycieli, ale potem, gdy minie odpowiedni czas wszyscy potem bardzo żałują, gdy mają odejść i porzucić coś, co bardzo polubili.

— A wie pani, że mogę do pani już mówić na” ty”? — zapytał Willy.

— No tak prawda. Masz już 18-naście lat. Jesteś najstarszy z klasy. Ale nie zapominaj, że jeżeli mi się to nie spodoba nie będziesz tak mówić.

— Więc wiesz Selene… — zaczął wesołym tonem, a Selene zaśmiała się. — Ja jestem Uśpionym, a nie jakimś zadufanym w sobie Niezależnym.

Dobrze pamiętała jak powiedziała im, gdy byli w pierwszej klasie, że gdy będą mięli po 18-naście lat będą mogli mówić do niej po imieniu. Myślała, że uczniowie o tym zapomną, a oni jednak nie zapomnieli, a w szczególności Rivero.

Tymczasem Asverus siedział po drugiej stronie zamku i również zmuszał się do prowadzenie lekcji. Nie pytał nikogo z racji tego, że teraz miał lekcję ze swoimi ulubieńcami — Niezależnymi. Jedyne o czym myślał to, żeby lekcja się wreszcie skończyła, a najlepiej cały ten dzień. Jutro już była sobota i wszyscy wyjadą do swoich domów na miesiąc wiosennej przerwy. Wyjął dziennik i sprawdził listę.

— Da Silva. — wyczytał pierwsze nazwisko.

— Jestem. — odpowiedział chłopak, który zawsze chodził w czarnym garniturze i trzeba przyznać, że bardzo dodawało mu to uroku, ale dzisiaj wyjątkowo założył sweter, w którym także wyglądał niesamowicie.

Da Silva mieszkał przez pewnien czas w Hiszpanii, ponieważ jego matka pochodziła z tamtych okolic. Niestety ciepłe temperatury nie sprzyjały życiu wampirów i przeprowadzili się. Po przeprowadzce rodzice chłopaka myśleli, że będzie on się tutaj źle czuł i nie znajdzie żadnych kolegów, jednak pomylili się. Nefarius uważał, że tutaj w Ameryce wszystko jest lepsze i piękniejsze niż w Europie. Ojciec chłopaka zaczął pracować w Ministerstwie, a dokładniej w Departamencie Rolnictwa i Handlu i zaprzyjaźnił się z rodem Venture. Młodzieniec od początku miał inny styl niż jego równieśnicy. Był także poważny i czasami nawet ojciec dziwił się, że ma nadwiek dorosłego syna z czego był też niezmiernie dumny. Młody wampir jednak miał pewną cechę, która bardzo upodabniała go do swojego protektora, a mianowicie to, że tak jak Asverus nie lubił rasy Uśpionych. Twierdził, że nie jest to rasa, która nie powinna istnieć, ale oni powinni jak każdy normalny wampir pić ludzką, a nie zwierzęcą krew. Ujawniając swoje poglądy już drugiego dnia w szkole na lekcji z Asverusem zyskał u niego naprawdę dużego plusa.

— Margot. — powiedział hrabia, który nigdy nie wyczytywał imion.

— Tutaj.

— Pexamon. — rozejrzał się po klasie, ponieważ od początku nauki chłopak nie odzywał się, gdy podczas sprawdzania obecności padało jego nazwisko tylko podnosił rękę do góry.

— Na czym ostatnio skończyłem? — zapytał, gdy skończył i zamknął dziennik.

— Na roślinach trujących. Skończyliśmy już cały dział o nich i czas teraz na miłosne. — powiedziała jakaś dziewczyna w związanych włosach w kucyki.

— Istnieje kilkadziesiąt roślin, z których wywar dodany do na przykład wina czy herbaty potrafi niesamowicie mocno opętać ofiarę. Są to potocznie nazywane afrodyzjaki i mogą nimi być na przykład gałka muszkatołowa, rozmaryn, oregano, mięta, gałązki jałowca, goździki. Wymieniłem wam takie najbardziej ludzkie. Ministerstwo zabroniło nam przekazywać wam wiedzę o silniejszych afrodyzjakach. — dodał z niezadowoleniem, a uczniowie zawyli — Ale nic nie równa się prawdziwej miłości. To bardzo piękne uczucie, którego mam nadzieję, że wszyscy doświadczycie. Jakieś pytania do tego co powiedziałem? — zapytał uczniów, a jak zwykle prawie wszyscy podnieśli ręce.

Mimo tego, co myślał hrabia był powszechnie lubiany, a zwłaszcza przez starsze klasy. On też pozwalał — jak Selene — dorosłym uczniom mówić do siebie po imieniu. Tyle, że jego pozwolenia dotyczyły tylko Niezależnych, a jego dziewczyna nikogo nie wyróżniała. Uśpieni zaś mieli zwracać się do niego hrabio Venture.

— Nefarius. — wskazał na palcem na chłopaka w niebieskim swetrze — Co takiego masz do powiedzenia?

— Panu kiedyś ktoś podał takie coś?

— Bo to raz… Nie, nie żartuję teraz sobie. — zaśmiał się — Pewna dziewczyna, ale to bardzo dawno temu. Dotąd nie rozumiem jej zachowania… — pomyślał o Isabelle i jej matce kiedy to obie próbowały wcisnąć mu nafaszerowane miłosnym wywarem wino — Myślała, że wezmę z nią ślub, a ona zostanie bogatą hrabiną. — zaśmiał się.

— A kto to był? — dopytywały się dziewczyny, ale Asverus już nic więcej nie powiedział im na temat tej nieznajomej.

— Zakochał się pan kiedyś? — zapytała koleżanka Margot — Carolina.

— Wiecie pamiętam jak byłem młody to musiałem co chwila biegać z napojem do brata i on sprawdzał czy nie ma tam żadnego afrodyzjaku. Tak, tylko raz się zakochałem i już na całe życie.

— A w kim? — zaśmiali się uczniowie, a na twarzy hrabiego pojawił się lekki uśmiech.

Był ich protektorem i przez 5 lat wychowywał ich w taki sposób, by nic im nie umykało. Wiedzieli o nim już wszystko, oprócz tego w kim się zakochał. Chociaż gdyby ktoś naprawdę chciał od razu zauważyłby, że hrabiego można zawsze spotkać w komnacie dyrektora. Przesiadywał tam całymi dniami razem z Selene.

— To moja tajemnica. Ja się was nie wypytuje o wasze prywatne życie. A poza tym to to nie jest jakaś zwykła godzina dodatkowa tylko bardzo ważna lekcja, a takie pytania są nie na miejscu.

— Ale jak zgadniemy to nam pan powie? — Nefarius Da Silva nie dawał za wygraną.

— I tak nie zgadniecie. Widzę Nefarius, że dociekliwość mojego brata przeszła na ciebie. Za dużo czasu spędzacie razem. — powiedział, ale na widok ich pełnych nadziei i wiary w swoje umiejętności min dodał — Ale macie tylko jedna szansę. Jedna osoba może zgadnąć i jeśli zgadnie to powiem czy zgadł czy nie.

— To kto chce zaryzykować? — zapytał resztę klasy chłopak.

Nikt nie podniósł ręki, ponieważ nikt nie żył blisko Asverusa tak jak właśnie Da Silva. Jego ojciec pracował w Ministerstwie w Departamencie Rolnictwa i Handlu i nawet często widywał się z Asverusem. Odwiedzał różne hodowle i takie podobne, a hrabiemu też takie sprawdzania przynosiły radość. On sam także ostatnio przychodził do Azara.

— To ja zaryzykuję. — uśmiechnął się — Tylko jeśli zgadnę to powie pan prawdę.

— Oczywiście. Więc?

— Nasza… — przerwał, bo dzwonek zadzwonił, a Asverus kazał wyjść wszystkim na przerwę.

Nefarius wziął swój podręcznik i z uśmiechem na twarzy spojrzał się na nauczyciela, a potem ruszył w kierunku drzwi. Hrabia zatrzymał go i zawołał do siebie.

— Zostań Da Silva i dokończ, co zacząłeś. Ciekawy jestem, co ty wymyśliłeś.

— Czy ja wiem, czy to takie wymysł. — odpowiedział i pokiwał głową — To Selene Ramis. Nasza dyrektorka. Zgadza się, prawda?

Asverus nic nie odpowiedział tylko tajemniczo się uśmiechnął, a Da Silva zadowolony wyszedł z sali i obiecał sobie, że ta krótka rozmowa pozostanie ich tajemnicą. Z drugiej strony Asverus często rozmawiał o swoim życiu prywatnym z jego ojcem i gdyby tylko zapytał ojca dowiedziałby się. Ojciec na pewno kazał, by mu przysiąc, że nic nikomu nie powie, ale sam nie potrafiłby odmówić synowi.

Hrabia spojrza na zegarek i odetchnął z ulgą, że lekcje jakie w tym dniu miał mieć skończyły się i był wolny. Wziął do ręki dziennik i książkę, ale przedtem pozamykał wszystkie okna. Zamknął salę i poszedł do wieży Selene. Na schodach minął swojego ulubionego ucznia, który uśmiechnął się i powiedział :

— Miałem rację i nawet teraz się to potwierdza.

— Skąd wiedziałeś? — zapytał go hrabia.

— Zawsze kiedy coś od pana chciałem i szedłem do pana komnaty, ale pana tam nie było, a profesor od nekromancji odsyłał mnie do komnaty dyrektora i zawsze tam pan był razem z profesor Ramis. Trudno nie było się domyślić. A poza tym sam jestem chłopakiem i wiem jak zachowuje się chłopak w stosunku do dziewczyny, gdy jest w niej zakochany. Wiem też, że w pana komnacie są jej zdjęcia. — odpowiedział i już po chwili go nie było.

Uśmiechnięty Asverus otworzył drzwi i zobaczył swoją ukochaną jak siedzi załamana nad grafikiem zajęć. Odłożył dziennik i książkę na półkę i zdjął szatę, bo zrobiło mu się strasznie gorąco. Czasami Cameron za mocno podpalił w kominku i w całym zamku panowała temperatura jeszcze większa niż w piecu.

— Co się stało? — podszedł i przytulił się do niej.

— Cameron musiał wyjechać na jakiś konkurs, a Anastasię pilnie potrzebowano w jakimś lesie w Rumunii. Miałam mieć jeszcze tylko jedna godzinę, a będę mieć trzy. — mruknęła niezadowolona — Jonathan już skończył i pewnie poszedł już gdzieś, a głupio mi jest tak go prosić by mnie zastępował.

— A nie możesz odwołać?

— Ostatnio bardzo często mnie nie było w szkole. Jak Ministerstwo się dowie będą problemy. Lucius nie popuści mi takich wybryków. Jestem pewna, że tylko czeka na moje potknięcie. Już raz byłam wzywana z tego powodu, a było to po śmierci Gary’ego i Lucius powiedział mi, że jeżeli jeszcze raz takie nieobecności się powtórzą to Ministerstwo będzie musiało przejąć szkołę na własność, a tego nikt by nie chciał.

— Jakoś on kłamać nie umie.

— No wiem, a myśli, że jestem głupia i nie widzę, że chcę przejąć Darkler już od samego początku jej istnienia.

— Wiem i nie dopuścimy do tego. Ty wyłożyłaś pieniądze, zamek jest twój. Ale mam pewien pomysł jeśli chodzi o te lekcje. Poczekaj chwilę. — powiedział i wyszedł, po czym wrócił z Jonathanem.

Jego szata ubrudzona była popiołem, a na samym dole znajdował się odcisk ludzkiej ręki. Kiedy mężczyzna spostrzegł, że jego chrześnica zobaczyła to szybko się schylił i otrzepał szatę. Uśmiechnął się na rozluźnienia atmosfery, ponieważ doskonale wiedział, że złamał po raz tysięczny przepis, który mówił, że w szkole nie można przywoływać duchów zmarłych i ich ożywiać. Niestety, ale nekromanta nie mógł się powstrzymać, a Selene zawsze przymykała na to oko. Był jej ojcem chrzestnym i przyjacielem. Oczywiście było ryzyko, że pewnego dnia Lucius Norrenberg zażyczy sobie zwiedzić całą szkołę, a wtedy praktyki nekromanty wydadzą się, a szkoła albo zostanie zamknięta, albo przejmie ją Ministerstwo. Jonathan usiadł na krześle na przeciwko młodej dziewczyny.

— Co się stało Sela? — zapytał starszy pan.

— To się stało, że już po raz setny łamiesz regulamin.

— Selene ja wiem, ale taka już moja natura. Jestem nekromantą.

— Wujku ja mówię, żebyś zmieniał swoją naturę, ale jeśli będziesz następnym razem wywoływać duchy powiedz mi o tym. Jeżeli Lucius zażyczy sobie, żeby iść do podziemi będę wiedzieć, że nie mogę go tam wpuścić. A tak stawiasz mnie w bardzo niezręcznej sytuacji. — wyjaśniła, a on puścił do niej oczko.

— Obiecuję, że od dzisiaj nie będę przez tobą ukrywał, że ożywiam duchy kochanie. A tak właściwie to nie chyba po to mnie tutaj zawołano.

— Twoja chrzestna córka ma problem. — oznajmił młody hrabia, bo jego dziewczyna nic się nie odzywała — Miała mieć jeszcze tylko jedną godzinę, a ma trzy. A mieliśmy takie ambitne plany i wszystko się pokrzyżowało.

— Czyli?

— Camerona wezwano na konkurs, a Anastasia pojechała do Rumunii. Każde z nich ma dzisiaj jedna godzinę, a jeżeli Selene zwolni wszystkich to będzie miała trudną rozmowę z Luciusem, a tego nie chcemy.

— Ja śmiało mogę wziąć lekcję Anastasii. Lubię smoki to coś tam im powiem. — zaproponował — A poza tym kto chce słuchać na lekcjach jeśli przerwa zimowa jest już tuż tuż. Połowa uczniów z tej szkoły, a szczególnie Uś… — przerwał na widok miny Selene — A już niewazne. — zakończył, a Asverus roześmiał się.

— Ja biorę lekcję Camerona, a ty idziesz na swoją i sprawa załatwiona. — powiedział nadal bardzo rozbawiony.

— Przecież ty wujku już skończyłeś swoje zajęcia, a tyle razy już mnie zastępowałeś, że głupio mi było cię o to prosić.

— Kochana mnie się nie musisz wstydzić. Zawsze ci pomogę, a szczególnie za to przymykanie oka na moje wybryki. — powiedział i zadowolony wyszedł i udał się do pokoju nauczycieli, by wziąć dziennik.

— A nam nic się nie stanie jeśli zostaniemy godzinę dłużej. — powiedział Asverus mając na myśli siebie i Jonathana.

Problem się rozwiązał, ale lekcje ciągnęły i ciągnęły. W końcu jednak nastał dzwonek nie tylko wyczekiwany przez uczniów. Dziewczyna jeszcze tylko poukładała książki i zamknęła okna. Krzesła były już wsunięte, a klasa w porządku. Wyjęła z biurka klucz, wyszła z klasy i zamknęła ją.

Selene udała się do pokoju swoich podopiecznych i pożegnała się z nimi. Była dla nich bardzo ważna, bo przez cały rok, nie licząc przerwy zimowej i wiosennej była dla nich jak zastępcza matka. Niezależni przyszli sami do swojego protektora. Dziewczyny z jednej strony były smutne, bo nie będą widziały się z hrabim cały długi miesiąc, ale z drugiej zobaczą się z rodzicami, których bardzo długo nie widziały. Jedyna osobą, która nie żegnała się z Asverusem był Nefarius Da Silva. Wiedział on, że prędzej czy później hrabia przyjedzie w odwiedziny do jego ojca i znowu się zobaczą. Przed wyjazdem chłopak jednak poszedł do profesora i przekazał wiadomość od ojca, który serdecznie zapraszam hrabiego razem z narzeczoną do siebie na rum. Nauczyciel ucieszył się i zgodził, ale wątpił w to czy Selene będzie chciała jechać do pana Da Silvy.

Mijały godziny, a szkoła pustoszała coraz to bardziej i bardziej. Uczniowie rozchodzili się i wsiadali do przyjeżdżających samochodów. W końcu jednak nastała cisza, a w budynku nie została żadna żywa dusza. Wampiry wyjechały, a liście w ogrodzie należącym niegdyś do najsłynniejszego wampira — Vlada Draculi rozkwitły zakrywając jego grobowiec. Ogród nie wyglądał już tak przerażająco, ale ani słońce ani deszcz nie potrafiły zatuszować tajemnicy, którą ukrywał.


Czas mijał i powoli zbliżał się też ślub Astrii Le Fey i Scorpiousa Snake’a. Było to pierwsze takie wydarzenie, które łączyło od pokoleń skłucone ze sobą dwa rody. Rodzice braci Snake i sióstr Le Fey nigdy się nie lubili, ale w będąc w Radzie nie mogli kierować się własnymi uczuciami. Jednak uczucie, które przez tyle lat ukrywali Astria i Scorpious wyszło wreszcie na światło dzienne i zniszczyło nienawiść jaką obdarzali siebie nawzajem Snake’owie i Le Fey’owie.

Księżyc robił się każdej nocy coraz to bardziej okrągły, aż wreszcie nastała ta długo wyczekiwana noc. Niebo było jasne niczym łza, a księżyc zdumiewał wszystkich swoim pięknem. Gwiazdy błyszczały koło niego, ale nic nie było w stanie odciągnąć od tego żółtego kółka wzroku. Ludzie nie widzieli w nim nic pięknego, może niektórzy tak, ale noce pełni księżyca były dla nich bez znaczenia.

Na tą jakże ważną uroczystość zaproszeni zostali osobiście przez hrabiego Snake’a Imran wraz z hrabiną Catherine, Azar i Asverus. Nie zabrakło tu też Aviory wraz ze swoim przyjacielem i Aris z mężem. Tristan długo rozmyślał czy iść czy nie. W końcu był to ślub jego brata. Postanowił jednak zmierzyć się z wampirzycą, która kiedyś złamała mu serce i stanąć twarzą w twarz z wampirem, który zniszczył mu życie. Dragon przyszedł ze swoją młodszą od siebie o jakieś 60 lat narzeczoną. Inne wampiry też przybyły i na przykład można tutaj było spotkać prawie wszystkich Ministrów. Da Silva także przyszedł z żoną, a jego syn, który nie miał dziewczyny tak jak Azar postanowił dołączyć do najmłodszego hrabiego i bawić się razem z nim w gronie młodych i naiwnych wampirek, które wierzyły w każde słowo.

Ceremonia jeszcze się nie zaczęła. Goście zbierali się dopiero na polanie pod wzgórzami. Catherine jak nakazywała tradycja założyła swoją suknię z herbem rodu Venture i razem z mężem usiedli w pierwszej ławce. Jakie to było wielkie zaskoczenie zobaczyć zaginioną od wieków wampirzycę. Aris nie mogła się nacieszyć przyjaciółką. Scorpious i Dragon przywitali się z nimi normalnie, ale Tristan tylko łypał na parę z nienawiścią w oczach. Catherine podeszła do niego z uśmiechem. Nie chciała zepsuć uroczystości takiej miłej wampirzycy jaką była Astria, a z racji tego, że jej przyszłym mężem będzie brat jej dawnego przyjaciela zachowywała pozory tego, że topór wojenny pomiędzy nią i Tristanem został zakopany i udawała, że wszystko jest w porządku.

— Zdziwiony? — syknęła.

— Miałem nadzieję, że więcej cię nie zobaczę. — odparł z lekkim fałszywym uśmiechem na twarzy — Podobno byłas w niewoli.

— Gdybym była z tobą to jeszcze wiele wieków byłabym zaginioną, ale dzięki mojemu mężowi byłam tam tylko parę lat.

— Gdybyś wyszła za mnie nigdy nie trafiłabyś do niewoli.

— Gdybym za ciebie wyszła prosiłabym los o niewolę.

— Teraz już wiem, że taka jak ty… — powiedział z niesmakiem — Nie jest warta mnie.

— Nie rozśmieszaj mnie. — oznajmiła rozbawiona i dodała — Jeszcze raz usłyszę, że mówisz, że krew Ramis'ów jest brudna, a przysięgam, że cię zabiję. — powiedziała groźnym tonem, a on nic się nie odzywał — Jeszcze raz usłyszę coś obraźliwego dotyczącego kogoś z mojej rodziny wypowiedziane z twoich ust, a ród Venture wypowie ci wojnę.

— Grozisz mi?

— Gdy będę ci grozic będziesz o tym wiedział. — powiedziała łagodnym, ale bardzo zdecydowanym tonem.

Kobieta uśmiechnęła się i odeszła od niego. Tristan poszedł do ostatniej ławki i usiadł w niej. Dobrze wiedział, że jeszcze czuje coś do Catherine i tylko dlatego jest na nią taki zły. Gdyby nic do niej nie czuł, ona i Imran byliby mu obojętni. Ale tak cały czas starał się zniszczyć ich i gdyby nie jego „przyjaciółka” nie cieszył by się na przyszłość.

Azar siedział spokojnie w trzecim rzędzie koło roześmianych wampirek. Gdy zobaczył samotnego młodego Da Silvę zawołał go do siebie. Azar zrobił piorunujące wrażenie, a młode dziewczyny były zachwycone hrabim i każdym jego słowem. Chichotały co jakiś czas i jedna chciała się okazać lepsza od drugiej, a chłopak dobrze to wykorzystał. Da Silvę też otaczały z każdej strony. Oboje byli bardzo podobni z charakteru i oboje nie rozumieli jak taka ładna wampirzyca jak Selene mogła chcieć się związać z takim — jak to oni określali — brzydalem jak Asverus. Oczywiście żartowanie z Asverusa było ich ulubionym zajęciem. Poza szkołą Venutre traktowali Da Silvę jak kolegę, ale w szkole musieli zachować zasady.

Asverus założył swoją wyjściową szatę, a Selene sukienkę, którą od niego dostała. Wyglądała obłędnie. Kiedy wchodzili w tłum próbując dostać się do pierwszej ławki, wszyscy patrzyli się na nich. Astria, która wreszcie osobiście poznała Selene podeszła do nich. Była niezwykle zaskoczona na widok młodej Ramis. Od jakiegoś czasu wysłuchiwała na jej temat samych plusów i niezbyt wierzyła w to. Jednak teraz mogła się osobiście przekonać, że wszystko co mówił Azar i Imran było prawdą.

— Venture’owie nie kłamali mówiąc, że wampirzyce z rodu Ramis są jak nimfy.

— Dziękuję. — rzekła dziewczyna — Miło to słyszeć.

— Jestem Astria Le Fey. Miło poznać. — przedstawiła się hrabina i uściskała dziewczynie rękę — A to mój narzeczony Scorpious. — powiedziała i szarpnęła chłopaka, by się odwrócił.

— My się już poznaliśmy na tamtym balu. — zwrócił się do Selene, a ona pokiwała głową — Ale teraz z Asverem wyglądasz dużo lepiej niż z tamtym Uśpionym. — szepnął, a Astria uderzyła go lekko w ramię.

Hrabina myślała, że Selene nadal odczuwa jakiś ból na wspomnienie o tragicznie zmarłym mężu, ale dzięki Asverusowi wszystko było dużo piękniejsze. Wsparcie rodu Venture, a także czas zagoiły tą ranę, która nigdy więcej już nie krwawiła. Oczywiście na sercu pozostała blizna.

— Jak ty nie masz nic wyczucia.

— Nic nie szkodzi. Ale my przepraszamy was na chwilę. Musimy zająć miejsce, ale miło było cię poznać Astria. — powiedziała Selene i odeszła razem ze swoim ukochanym.

Również Aris i Aviora pragnęły przekonać się czy Selene naprawdę była taka jak ją opisywał Asverus czy nie. Jednak, gdy tylko zamieniły z nią parę zdań od razu poczuły do niej sympatię. Myślały, że będzie to pewna siebie i dumna dziewczyna zadowolona z tego, że zdołała usidlić bogatego hrabiego, ale zupełnie się pomyliły. Catherine od razu zaczęła opowiadać jak to dzielnie jej córka chrzestna poradziła sobie z życiem. Wspomniała także o jej bohaterskim uczynku jakim było założenie szkoły dla Uśpionych i Niezależnych. Kobiety cały czas ćwiergotały, że świetnie nadaje się do rodu Venture. I gdy Asverus zdołał wyrwać z ich sideł swoją ukochaną natknęli się na hrabiego Snake’a. Dragon też pogratulował hrabiemu Venture tak fajnej dziewczyny.

Dzwony zabiły, a z wielkich myśliwskich rogów rozległa się spokojna muzyka. Wszyscy ucichli i usiedli. Astria i Scorpious stanęli obok siebie, a wampriest zaczął odprawiać ceremonię. Kiedy wreszcie Astria i Scorpious zostali małżeństwem i połączyli rody Le Fey i Snake w jedna wielką rodzinę zaczęła się zabawa. Pierwszy taniec oczywiście należał do młodej pary. Potem na parkiet weszli inni. Selene rozejrzała się i spostrzegła, że David i Natalie również tu są. Uśmiechnęła się do nich i pomachała ręką. Miło było popatrzeć na tańczącego Imrana z Catherine, Dragona z narzeczoną, Aris z mężem i Aviorę z przyjacielem. Azar jak zwykle bajerował jakieś młode i naiwne wampirki, które słuchały go jak zaczarowane, a on miał z tego dobrą zabawę. Nagle Asverus wstał i wyciągnął rękę do dziewczyny.

— Mogę prosić? — zapytał Selene.

— Oczywiście. — uśmiechnęła się i podała mu rękę.

Z chwilą, gdy tylko weszli na parkiet w głośnikach, którymi były wielkie, myśliwskie rogi zabrzmiała romantyczna melodia. Catherine przytuliła się do męża, a Selene do Asverusa. Chciał, żeby ten moment trwał wiecznie. Serce biło mu trochę szybciej, ponieważ za chwilę miało się okazać coś bardzo ważnego dla niego.

— Selene. — powiedział chłopak nieco zdenerwowany.

— Hmm?

— Mam do ciebie pytanie. Nie chcę, żebyś pomyślała, że na ciebie naciskam czy coś, ale muszę to powiedzieć. Jesteśmy już od jakiegoś czasu razem, ale ja nie chcę popełnić tego samego błędu co kiedyś i czekać 60 lat, by potem cię stracić.

— Co się stało? — zapytała nadal do niego przytulona.

— Selene wyjdziesz za mnie? — zapytał i podał jej swój pierścień z herbem.

Zaskoczona pozytywnie dziewczyna uśmiechnęła się i podała mu swoją dłoń, a chłopak założył jej sygnet na palec. Nareszcie miało się spełnić to co zaczęli w przeszłości. Szczęście biło od nich na mile. Asverus uściskał ją mocno, a ona pocałowała go. Pary tańczące blisko patrzyły na nich zaskoczone, ale oni nie zwracali na nic uwagi.

— Już niedługo zostaniesz hrabiną Venture.

Selene uśmiechnęła się i przypomniała sobie zdarzenie kiedy to jako mała dziewczynka siedziała z mamą na werandzie, a ona powiedziała jej, że kiedyś zostanie hrabiną. I że spotka właśnie hrabiego, który pokocha ją, a nawet czas nie będzie w stanie ich rozdzielić. Od czasu kiedy jej rodzice zmarli tragicznie dziewczyna często ich wspominała, ale chwile z dzieciństwa były jedynymi rzeczami, które jej pozostały. Tak bardzo kochała swoją mamę. Za szybko odeszli, ale Selene nie poddała się. Popatrzyła w piękne oczy swojego ukochanego Asverusa i jeszcze bardziej się uśmiechnęła.

— Teraz mogę ci to powiedzieć.

— Co takiego?

— Pewnej nocy na długo przed odnalezieniem Cathy śniło mi się, że Gary prowadzi mnie do ołtarza, a tam czekałeś na mnie ty. Ten sen miałam dosyć często. Rozmawiałam o tym z Imranem, ale on powiedział, że jeśli chodzi o przeznaczenie to ono i tak się ziści.

— No widzisz. Wszyscy o tym wiedzieli, a teraz przeznaczenie się spełnia.

— Szkoda, że na naszym ślubie nie będzie moich rodziców. Nawet nie jestem w stanie sobie wyobrazić jacy by byli teraz szczęśliwi. — szepnęła, a w oczach pojawiły jej się łzy.

— Kochanie… — powiedział hrabia i pogładził ją po policzku — Esmelle i Johnny odeszli za wsześnie i to nie podlega dyskusji, ale napewno nie chcieli by, żeby ich ukochana córka, która już tyle wycierpiała i teraz wreszcie będzie miała dobre życie zadręczała się przeszłością.

— Masz rację. — pokiwała głową i wytarła łzę — Myślisz, że już teraz będziemy szczęśliwi?

— Całą wieczność kochana. — powiedział i pocałował ją w usta — Gdybyś mnie posłuchała kiedyś…

— Oj przestań… — uśmiechnęła się.

— No dobrze już nic się nie odzywam. — odpowiedział wesołym tonem.

Asverus, który zawsze przez dziewczyny postrzegany był za najładniejszego z rodu Venture nie wykorzystywał tego jak to zwykli robić chłopcy w świecie ludzi, ale on wręcz przeciwnie. Nie uważał, że jest jakiś piękniejszy od całego świata. Gdy był młody dziękował każdego dnia, że taka dziewczyna jak Selene uśmiechnęła się do niego. Nie był pewny siebie, ale jego ojciec świetnie temu zaradził. Pewnego wieczoru wziął syna na spacer i postanowił z nim porozmawiać. Powiedział mu wtedy, że jako syn hrabiego Venture musi być silny i pewny siebie. Musi być zaradny i nie powinien patrzeć na to, co powiedzą na jego temat inni tylko dożyć uparcie do celu. Ostatnie słowa chłopak wziął sobie do serca bardziej niż inne. Dążył, by Selene zawsze gdzieś blisko niego była i zdolny był nawet udawać, że jest kimś innym by tylko z nią być. Rozmowa z ojcem Agaresem bardzo mu pomogła, a dziś nie jest już tym samym mało pewnym siebie wampirem.

— Kocham cię.

— Ja ciebie też. Przez tyle lat… Wiesz, że już później trochę traciłem nadzieję, ale gdy zobaczyłem cię jak idziesz przez ulicę Waszyngtona, przypomniało mi się to jak zobaczyłem cię w parku na Alasce.

— Przez ciebie nie mogłam z czystym sercem wyjść za Gary’ego. — uśmiechnęła się, a ich palce splotły się ze sobą.

— Dlaczego?

— Zjawiłeś się i powiedziałeś mi, że nadal mnie kochasz. Myślisz, że ja ciebie wtedy nie kochałam? Ale nie mogłam go zranić… I potem zawsze w trudnych chwilach nie pomagał mi Gary tylko ty. Zawsze byłeś przy mnie. A on wyjeżdżał.

— Teraz nie myśl już o smutnej przeszłości, pomyśl o naszym ślubie i synu, albo córce… — powiedział i uśmiechnął się.

— Przecież ty nie lubisz dzieci.

— To było kiedyś. — odpowiedział i przytulił się do niej — Ty też się zapierałaś, że nie będziesz mieć dzieci.

— To było dawno i jeszcze byłam za młoda i za głupia.

— Oczywiście nie zaraz po ślubie, ale za kilkanaście lat czemu nie?

Tańczący niedaleko Imran i Catherine podeszli do nich na chwilę i przerwali rozmowę na temat powiekszenia rodziny. Selene poniosła rękę i pokazała matce chrzestnej palec z pierścieniem. Wampirzyca uśmiechnęła się, a hrabia poklepał brata po ramieniu. Ciotka młodej wdowy już od dawna chciała, żeby jej chrześnica stała się w świetle prawa hrabiną Venture. I to właśnie nikt na weselu nie cieszył się z tej wiadomości bardziej niż ona. Przypomniały jej się te chwile kiedy to Esmelle napisała do niej list oznajmiając jej, że jej córka stanie się hrabiną Venture. Niestety potem wszystko uległo zmianie, a szczęście legło w gruzach i nastał czas smutku. Oboje oddalili się zostawiając zakochanych narzeczonych samych.

— Kto by pomyślał, że po tylu latach rozłąki i cierpienia Selene i Asverus odnajdą wreszcie szczęście? — powiedziała Catherine do męża, a Imran przytulił się do żony — Od pierwszego dnia kiedy tylko ich zobaczyłam wiedziałam, że kiedyś się to wydarzy. Biło od nich takie uczucie, że oświadczyny były nieuniknione. Esmelle pewnie by się ucieszyła.

— Cieszę się, że mój brat nareszcie będzie szczęsliwy. — uśmiechnął się hrabia — Jedna rzecz tylko mnie zastanawia.

— Jaka? — zapytała.

— Selene wyszła za mąż za Gary’ego Walkera, a nadal kochała mojego brata.

— Wiesz co… — westchnęła cicho — Ja myślę, że ona kochała tego chłopaka, ale nie w takim samym stopniu jak Asverusa i gdyby zerwała z nim bardzo by go zraniła, dlatego wolała tego uniknąć. — spojrzała na chrześnicę, która tańczyła z Asverusem i była w świetnym humorze — Z resztą wiesz jakie były ostatnie słowa Asverusa do niej. — zwróciła się do męża i popatrzyła mu w oczy — Nie wyjaśnił jej dlaczego tak postępuje tylko kazał jej zapomnieć, a potem, gdy ona ułożyła sobie życie wrócił i prosił ją o to, by odeszła od chłopaka, który bardzo jej pomagał w walce z tym przeklętym Alexandrem.

— Ale on ją kochał i kazał jej odejść z miłości. Gdyby tam została spotkałby ją los taki sam jak jej rodziców.

— Wiem, ale ona o tym nie wiedziała. Poczekał i teraz jest szczęśliwy. Czasami myślę, że było by dla wszystkich lepiej, gdyby Johnny nie przeprowadził się na Alaskę. Nadal by żyli, a moja Selene nie musiałaby przechodzić przez to przez co musiała przejść.

— Ja też czasami tak uważam, ale to jak widać musiało się wydarzyć. Oni musieli tęsknić. Nasza miłość była inna… — powiedział, a wampirzyca zaśmiała się.

Niedaleko śmiejącej się pary był najmłodszy z rodu Venutre. Azar kręcił się po polanie. Nie miał nikogo, żadnej dziewczyny, bo jak mówił nie jest mu narazie nikt potrzebny, ale to nie przeszkadzało mu w tym, by dobrze się bawić. Rozejrzał się i spostrzegł niedaleko swojego najstarszego brata. Jeszcze kilka miesięcy temu nikt nie myślał, że jeszcze kiedykolwiek Catherine pojawi się wśród żywych, a teraz bawiła się na weselu przjaciół. Przyglądał się im jakiś czas i zadowolony ze szczęścia brata uśmiechnął się do siebie, po czym podszedł do Imrana i Catherine i zapytał :

— Mogę prosić szwagierkę?

Jego brat zgodził się i poszedł w między czasie po coś do picia. Kiedy stał koło stołu podeszła do niego młoda para. Wesoły hrabia od razu podzielił się z nimi fantastyczną nowiną na temat powiększenia się rodu Venture. Radość była jeszcze większa, ponieważ Imran od dawien dawna czekał na moment, by móc wprowadzić właśnie Selene do swojej rodziny, a miał takie prawo, bo był głową rodu. Astria uśmiechnęła się do niego i napiła krwi z diamentowego pucharu.

— A ty co taki zadowolony? — zapytał go Scorpious.

— Właśnie przed chwilą się dowiedziałem, że Asverus oświadczył się Selene. A ona się zgodziła. — Nasz ród się powiększa. A może za jakiś czas przybędzie jeszcze jeden członek. — zaśmiała się.

— No to wspaniale. — powiedzieli i popatrzyli na tańczącą parę.

— Nie dziwię się, że jesteś taki wesoły. Sam bym się cieszył, gdyby mój brat znalazł sobie kogoś normalnego. — westchnąłszy spojrzał na szwędającego się samotnie Tristana — Oni do siebie pasują. — oznajmił Scorpious i przeniósł wzrok z powrotem na Selę i Asvera — Mają takie same charaktery. Oboje są szlachetnej krwi. I oboje nie potrafią bez siebie żyć.

— Tyle się musiał przecierpieć przez ten pakt. — szepnęła Astria z lekkim współczuciem w głosie — Pewnie to było bardzo trudne patrzeć na osobę, którą się kocha i która jest z kimś innym. Nawet nie chcę myśleć jak bym się wtedy czuła, gdybym widziała mojego Scorpious’a z jakąś inną. — uśmiechnęła się do Imrana, a męża pocałowała w policzek.

— Już jej powiedział o tym. — wyznał Imran — A ona tak się wkurzyła, że przez dwa tygodnie nie rozmawiali. Ja nadal uważam, że było to głupie, ale do czeko zdolny jest zakochany… — przerwał i pokiwał głową — Dobrze, że Catha się za nim wstawiła. Ma bardzo duży wpływ na Selę. Pozytywny oczywiście. — uśmiechnął się, a Scorpious puknął go w ramię i puścił oczko.

— Taaa… Ale tak na poważnie to Catha ma silny charakter jak Johnny, więc nie ma co się dziwić. Cieszymy się z ich szczęścia. Naprawdę na nie zasługują. — nagle z głośników popłnęła wesoła melodia, a Astria poderwała się do tańca — Moja żona kocha tą piosenkę i nie możemy jej odpuścić. — odpowiedział Scorpious i razem ze swoją żoną poszli tańczyć.

Zabawa trwała w najlepsze, a wszyscy mogli na chwilę oderwać się od rzeczywistości, by uwolnić się na te parę chwil i miło spędzić czas. Pary świetnie się bawiły, a single tacy jak Azar i młody Da Silva zabawiali naiwne wampirki. Catherine i Imran tańczyli całą noc wspominając jak to było na ich weselu. Jednak wszystkie tematy jakie tej nocy poruszały wiązały się z Esmelle i Johnny’m. Nikt się nie dziwił temu, że hrabina Venture tęskni za ukochaną przyjaciółką, która była dla niej tak ważna jak siostra, której nigdy nie miała i brata, na którego zawsze mogła liczyć. Jedyne co jej teraz pozostało to wspomnienia, albumy i zdjęcia.

Tymczasem Asverus i Selene poszli na spacer. Nie chcieli, by ktoś zauważył ich nieobecność. Przez tyle lat musieli wmawiać sobie, że już o sobie zapomnieli, ale teraz, gdy wreszcie mogli być szczęśliwi musieli się sobą nacieszyć. Dziewczyna miała założoną szatę swojego chłopaka, ponieważ zrobiło się jej trochę zimno. Przytulali się, wolno spacerowali i trzymali za ręce. Czas zatrzymał się na chwilę, która była jedną z tych, w których nie gościła Isabelle i obawa, że kiedyś wyjdzie albo ucieknie z Shira-Zel.

— Nawet nie wiesz jaki jestem teraz szczęśliwy.

— Tak sobie wyobrażam jak będzie to teraz napisane na drzwiach mojego gabinetu. Selene Catherine Venture z rodu Ramis.

— Brzmi pięknie. — szepnął jej do ucha, a ona uśmiechnęła się.

— Pamiętam jak jeszcze cię nie znałam spotkałam taką jedną wampirzycę i ona mówiła, że hrabia Asverus Venture ukradł jej serce. Powiedziała, że zdolna jest za niego zabić. — szepnęła, a uśmiech znikł z jej ust — Powiedziała, że ona zostanie wkrótce hrabiną. Powiedziała…

— Selene. — przerwał jej wampir — Nie myśl o tym, co było kiedyś. Przeszłości nie zmienisz.

— Wiem, ale zawsze, gdy w moim życiu dzieje się coś dobrego chciałabym podzielić się tym z rodzicami… To dlatego… — dokończyła, a chłopak puścił do niej oczko.

— Przeprowadzisz się do zamku? — zapytał zmieniając temat i objął ją ramieniem.

— Nie mam nic przeciwko, ale tam mieszka Azar i Catherine z Imranem. Oni potrzebują prywatności jak my. Miałabym taką prośbę, abyś to ty się do mnie wprowadził. Z Almadeen do waszego zamku jest nawet blisko, do Darkler też niedaleko.

— Ja mam się przeprowadzić? — zapytał zaskoczony i uśmiechnął się — Hrabia z linii Niezależnych ma się przeprowadzać do domku w najbardziej „Uśpionym” mieście? Hmm… — zastanowił się i popatrzył w jej czarujące oczy — Z przyjemnością kotek. Wreszcie będziemy sami.

— Myślałam, że już tacy jak ty nie istnieją.

— Rycerz na białym koniu to przeżytek. — zażartował — Ale jak widać są wyjątki.

Selene zaśmiała się. Zakochani posiedzieli jeszcze przez parę minut i podziwiali krajobraz. Oboje myśleli, że cierpienie jakie miało ich spotkać było już za nimi, a tymczasem ono zbliżało się malutkimi krokami. Po jakimś czasie wrócili i znowu zaczęli się bawić.

Wesele udało się, a wszyscy byli pewni, że Astria i Scorpious zapamiętają je do końca swoich dni jako najlepsze ze wszystkich na jakiś dotąd byli. Zabawy jakie zorganizował Dragon były naprawde bardzo śmieszne i wręcz idealne do tego wesela. Najwet najbardziej sztywni Ministrowie nabierali humoru i wygłupiali się niczym małe dzieci.

Catha i Imran wrócili trochę wcześniej, a i tak słońce miało zaraz wstać. Najbliższa rodzina pary młodej została, by uporządkować wszystko. Jednak nie sprzątali po zabawie, ponieważ od tego były specjalne ekipy. Goście pożegnali się z małżeństwem i rozeszli do swoich domów, by rano znowu zacząć dawne życie pełne problemów i zmagań.


Wszyscy mieszkańcy zamku Venture wiedzieli już o tym co postanowili narzeczeni i niektórzy nie ucieszyli się z tego. Zwłaszcza Azar, który był bardzo przywiązany do brata. Po śmierci swoich rodziców to on dawał mu poczucie bezpieczeństwa. Imran dbał o nich oboje, ale nigdy nie miał na nic czasu, ponieważ musiał stale być w gotowości. Ministerstwo czepiało się go, ale potem, gdy potęga rodu Venture wzrosła do maksimum odpuścili. Azar wiedział, że zawsze może iść do komnaty brata i tam go zastanie i będzie mógł się wyżalić. Niestety teraz to wszystko się skończy. Nie będzie go blisko i nie będzie zawsze pod ręką. Almadeen nie było tak daleko jednak za blisko też nie było. Od czasu tej wieści chodził jakis taki posępny i smutny.

Kiedy narzeczeni przyjechali po rzeczy hrabiego Azar był akurat w domu. Asverus spakował wszystko co było mu potrzebne i wystawił walizki przed drzwi zamku, gdzie czekała Selene. Oboje strasznie cieszyli się z tego, ze w końcu ze sobą zamieszkają. Dziewczyna wysiadła z samochodu i podeszła do narzeczonego. Ten uśmiechnął się zadowolony i przytulił ją.

— Skończyłeś? — zapytała, a on pokiwał głową.

Azar wyszedł na zewnątrz i przywitał się z bratową. Tak szczerze to nie był za bardzo zadowolony, że jego ulubiony brat wyprowadza się. Chciał go zatrzymać, ale wiedział jak bardzo kocha Selene i teraz jego słowa nie miały żadnego znaczenia. Spojrzał się na walizki i od razu posmutniał.

— Widzę, że nie jesteś zadowolony, że Asverus wyjeżdża. — powiedziała do niego.

— Nie jestem, ale to nie chodzi o to, że Asver zamieszka u ciebie, tylko ja nie przypuszczałem, że kiedykolwiek się rozdzielimy. Wiesz od zawsze byliśmy razem. A po drugie to jeszcze nigdy zarządcy Rady nie mieszkali osobno.

— Nie miej mi tego za złe. Ale zawsze możesz nas odwiedzić. Jak nie będzie nas w domu to będziemy w szkole.

— No tak. — mruknął — Ale ja wcale cię o nic nie winię. Z toba będzie mu lepiej niż z nami.

Wogóle nie cieszyło go to co przed chwilą usłyszał. Tak zawsze wieczorem mógł iść do komnaty brata i porozmawiać czy pogadać z nim. A teraz wszystko zniknęło i rozwiało się.

— A może ci chodzi o coś innego? — zapytała i uśmiechnęła się.

— O co?

— Catherine jest cały czas z Imranem. Ty miałeś Asverusa, a teraz on ma mnie i może zaczęła doskwierać ci samotność?

Hrabia przez moment nic się nie odzywał. Jednak Selene trafiła w dziesiątkę. To o to cały czas chodziło Azarowi. Gdy jeszcze jego bracia nie mieli przy sobie ukochanych kobiet ich życie wyglądało zupełnie inaczej, a teraz został sam.

— Masz rację. Chodż tutaj przytul mnie. — powiedział i wyciągnął ręce do dziewczyny.

Asverus wyszedł z domu zadowolony i pocałował narzeczoną w policzek. Schował walizki do bagażnika i oboje poszli jeszcze tylko pożegnać się z Imranem i Catherine. Małżeństwo dopiero co wróciło z lasu i nie wiedzieli, że Asverus już gotowy był do przeprowadzki. Dziewczyna zajrzała do salonu, a Catherine zawołała ją do środka. Selene usiadła na kanapie, a Asverus obok niej.

— Więc już teraz będziecie na swoim. — zaczął rozmowę najstarszy z hrabiów.

— Wreszcie zaczniemy takie życie jak chcieliśmy od dawien dawna.

— Ale mamy nadzieję, że zawsze możemy was odwiedzić? — zapytała Catherine i poprawiła włosy.

Ona z kolei myślała, że Selene przeprowadzi się do zamku, więc miała by ją cały czas przy sobie, ale w obecnej sytuacji wszystko się zmieniło. Imran również czuł jakąś pustkę, ale nie chciał dołować brata, dlatego udawał, że wszystko jest w wyśmienitym porządku. Jego żona widząc szczęście jakie biło od całej dwójki też zachowała wszystkie minusy związane z wyprowadzką dla siebie.

— My będziemy już jechać. Przed nami dużo pracy. — powiedział Asverus i wstał, po czym pożegnał się z bratem i bratową.

Selene jeszcze przez chwilę z nimi rozmawiała, ale potem wyszła z zamku i dała się na pożegnanie z Azarem. Jej narzeczony czekał w samochodzie gotowy do drogi. Dziewczyna przyszła po paru chwilach i odjechali w gęstwinę krzaków polną dróżką, która na końcu rozchodziła się na trzy mniejsze. Jedna prowadziła do Almadeen, druga do Darkler, a trzecia do szpitala Draculi.

Po hrabim nie było widać nawet śladu jakiejś tęsknoty czy coś. Był zadowolony i ani razu nie wszedł na temat szkoły, co ostatnio było jego najbardziej ulubionym tematem. Spojrzał na Selene i przypomniał sobie jak leżał kiedyś w trumnie i myślał, kiedy to nadejdzie ten piękny i długo wyczekiwany przez niego moment. Jeszcze nigdy w życiu nie obdarzył nikogo taką miłością jak Selene. Był gotowy dla niej umrzeć i zabić.

Droga nie dłużyła się tak bardzo, ponieważ młoda para zakochanych rozmawiała na temat zmian umeblowania w domu. Na początku Selene nie chciała ustąpić, bo dom urządzili razem z Gary’m, ale teraz po trzech latach z kawałkiem zaczynała nowe życie. W końcu zgodziła się na zmiany. Postanowiła nie wspominać Gary’ego. On pewnie nie chciałby, żeby się smuciła. Chciał jej szczęścia. Przecież Selene nie wymazywała przeszłości z pamięci, ona tylko chciała żyć dalej z ukochanym.

Kiedy już dojechali, zaparkowali na podjeździe i zaczęli wnosić walizki do domu. Asverus nie musiał poznawać domu, ponieważ bardzo dobrze go znał. Przychodził tutaj jeszcze, gdy żył Gary.

— Pokażesz mi sypialnię? — zapytał i wziął ją na ręce, a ona pokazywała mu tylko, gdzie ma iść.

Kiedy dotarli do sypialni chłopak musiał trochę się tam oswoić. Szafki nocne stały po obu stronach łóżka zrobionego z dwóch trumien, a do tego hrabia nie był przyzwyczajony, bo w zamku szafka zawsze stała po prawej stronie, a tam spał zawsze mąż. Selene pokazała mu, gdzie jest jego szafa na ubrania i po chwili wszystko znalazło się tam. Dziewczyna była pozytywnie zaskoczona, gdy zobaczyła jak jej narzeczony wyjmuje czarny garnitur i wiesza w szafie na honorowym miejscu. Wampir zobaczył, że zdjęcia Gary’ego zniknęły i teraz zastąpiły je zdjęcia jego i Selene.

Czas mijał dosyć szybko, ale dla wampirów godzina 11 wieczorem nie była wcale późna jak dla zwykłych ludzi. Selene dopiero brała się za przygotowywanie” kolacji”. Asverus nie chciał siedzieć przed telewizorem i czekać na wszystko jak jakiś król, więc poszedł do kuchni, aby jej pomóc.

— Pomóc ci? — zapytał, a ona pokiwała głową zaskoczona.

Nie była do tego przyzwyczajona, ponieważ Gary nigdy nie pomagał jej w przygotowywaniu posiłków, ponieważ albo wracał na kolację, gdy była już gotowa, albo nie miał siły.

— Gdzie byłeś całe moje życie. — zażartowała dziewczyna i zaśmiała się.

Wyjęła z lodówki butelkę z krwią i podała Asverusowi, by ją odkręcił. Jednak ten za mocno ją ścisnął i pękna, a parę odłamków szkła wbiło mu się w rękę. Dziewczyna szybko opatrzyła mu ranę. Selene śmiała się z niego, a on nie obrażał się na nią jak to zawsze robił Gary tylko starał się jeszcze bardziej ją rozśmieszyć.

Po kolacji, której i tak nie zjedli poszli oglądać telewizję. Selene usiadła na kanapie, a Asverus położył głowę na jej kolanach. W telewizji leciało dużo filmów, ale żaden nie zainteresował ich do tak wielkiego stopnia, że nie przełączali kanału przez parę minut. Asverus bawił się długimi włosami narzeczonej, które raz za razem zakrywały mu twarz.

— Czy ty zawsze musisz mieć rozpuszczone włosy?

— Jestem wampirem, a one chodzą w rozpuszczonych włosach. — wytłumaczyła — Ale dla ciebie mogę zrobić wyjątek. — uśmiechnęła się i sięgnęła po gumkę do włosów, która leżała na końcu kanapy.

Dziewczyna związała włosy, a jej ukochany uśmiechnął się zadowolony. Oboje lubili tak siedzieć, w spokoju, którego jakoś im zawsze brakowało. Oboje bez nikogo w domu. Nacieszyć się sobą nie mogli chociaż byli już razem tyle czasu. Jednak życie Selene nie zaliczało się do tych usłanych różami. Jej życie razczej było usłane kolcami od róż, a Śmierć traktowana była prawie jak członek rodziny, ponieważ młoda Ramis dosyć często się z nią spotykała. Kiedy jednak wybiła późna godzina oboje poszli na górę, by móc ułożyć się w trumnie i zasnąć.

Pewnego dnia dziewczyna pojechała do miasteczka obok, żeby kupić coś dla narzeczonego. Lubiła patrzeć na jego radość dlatego też postanowiła kupić mu nietoperza, który tak mu się kiedys spodobał w sklepie zoologicznym. W sklepie spotkała parę znajomych osób, które pamiętała ze szkoły. Porozmawiała z każdym z nich. Oczywiście wszyscy zainteresowani byli jej życiem prywatnym i tym czy już znalazła sobie kogoś po śmierci Gary’ego. Selene, która osobom, których nie lubiła zawsze mówiła to, co chciały one usłyszeć tutaj także powiedziała, że nadal tęskni za mężem, ale życie musi toczyć się dalej. Wszyscy mówili jak to jej współczują, ale ona jako wampir mogła wczuć się w myśli innych i wiedziała, że w głębi serca cieszyli się z paru nowości jakich teraz mogli posłuchać.

Po zakupach wróciła do domu, a tam czekał na nią Asverus. Miał być o tej porze w zamku u braci, a tu nagle taka niespodzianka. Selene powiedziała mu, że na 5 będzie z powrotem, a tymczasem było już piętnaście po. Otworzyła drzwi, a on przytulił ją tak jakby nie widzieli się jakieś 300 lat. Klatka z nietoperzem prawie wypadła jej z ręki.

— Sela gdzieś ty była? — zapytał, a ona z trudem złapała powietrze do płuc — Ja tak się bałem, że coś ci się mogło stać.

— Puuuść… — wychrypała, a on zaśmiał się tylko i puścił ją.

— Gdzieś ty była?

— Pojechałam do sąsiedniego miasteczka, żeby coś kupić, a ty miałeś być u Imrana.

— Miałem, ale zmieniłem zdanie. On ma bardzo dużo obowiązków i nie chciałem mu jeszcze swoich dokładać.

— Nie musisz się o mnie tak martwić. A tak wogóle… — przerwała i postawiła klatkę z nietoperzem zakrytą czarnym kawałkiem materiału na podłodze w korytarzu — To zepsułeś całą niespodziankę.

— Jaką niespodziankę?

— Pojechałam do miasteczka, żeby coś dla ciebie kupić, ale ty, o mało co tego nie zabiłeś. — powiedziała i wskazała ręka na klatkę.

Chłopak podszedł do niej i zdjął z niej maleriał. Na widok małego nietoperza uśmiechnął się i otworzył drzwiczki od klatki. Pogłaskał małe zwierzę i odstawił je na bok. Asverus podszedł do Selene, złapał ją w talii, spojrzał jej w oczy i tylko się uśmiechnął. Od jakiegoś czasu już chciał kupić sobie nietoperza i szykował już w Darkler w swojej komnacie dla niego specjalne miejsce.

Od czasu kiedy zamieszkali razem Asverus uspokoił się bardziej jeśli chodzi o to, gdzie jest Selene i nie śledził każdego kroku swojej narzeczonej. Zawsze jednak w jego sercu tkwiło to co stało się dawno temu. Musiał porzucić Selene i bardzo tego potem żałował. Najbardziej jednak lubił te wieczory kiedy zasypiali obok siebie i budzili się razem. Hrabia, który miał inne nakazy i prawa niż wykłe wampiry takie jak Selene nie mógł zachowywać się jak człowiek, ani nawet trochę podobnie. Nie mógł jeść owoców czy warzyw i innych takich podobnych produktów. Jednak zdawał sobie z tego sprawę, że gdy Selene za niego wyjdzie otrzyma nie tylko tytuł hrabiny, ale i też będzie musiała przejąć jego prawa i nakazy.

Można powiedzieć, że tak naprawdę teraz oboje byli szczęśliwi. Ułożyli sobie życie na nowo i dokończyli stare plany. Ale żadne z nich nie wiedziało, co wydarzy się za parę lat. Nie przypuszczali, że wszystko ulegnie zmianie, a smutek znowu zawita w ich sercach. Najgorsze jeszcze było przed nimi. Ale uczucia same nami kierują nie odwrotnie. I właśnie one powoli niszczyły szczęśliwą przyszłość. Nienawiść i zranione serce bywają niebezpieczne. Najlepszym, co można zrobić w takiej sytuacji było niemyślenie o tym, co ma przynieść przyszłość.


Isabelle siedziała spokojnie w celi. Ona i Gabriel zostali oficjalnie parą i planowali się pobrać. Dziewczyna nie przypuszczała, że kiedyś jeszcze pokocha kogoś tak jak Ralpha. Elene coraz częściej odwiedzała ją i plany ucieczki prawie zostały dopięte na ostatni guzik. Venture’owie niezbyt często zaglądali do więzienia i można powiedzieć, że to Isabelle przejęła tam władzę. Cienie nie przychodziły do jej celi w rocznicę zamknięcia, ale zawsze, gdy szła przez korytarz ustępowały jej miejsca. Ale jej siła nie była na tyle duża, by Cienie sprzeciwiły się Venture’om i pozwoliły jej wyjść na wolność. Kusiła ich co prawda złotem jednak takie sumy jakie im proponowała nie były wystarczające duże, by wymówiły posłuszeństwo Venture’om.

Gabriel coraz to częściej przebywał razem z nią. Z początku Nathan nie wierzył w tą miłość, ale teraz zmienił zdanie i zaprzyjaźnił się z pielęgniarzem. Chłopak wcale nie był taki zły na jakiego z początku wyglądał. Był bardzo mądry i świetnie umiał przewidzieć kroki wrogów. Co Isabelle przeoczyła, on zauważał. Dowiedział się też, że Evenezeber nie będzie nigdzie przeniesiony, a bunty ucichły. Ale i nowina, o której dopiero miała się dowiedzieć jego narzeczona była bardzo porażająca i w małym stopniu krzyżowała plany wdowy Smith.

Drzwi do jej komnaty otworzyły się i do środka wszedł Gabriel. Usiadł obok dziewczyny i spojrzał jej w oczy. Ta uśmiechnęła się do niego.

— Jakie wieści? — zapytała.

— Wszyscy wciąż gadają o tym, że Selene Ramis wychodzi za mąż za Asverusa Venture. — powiedział, a ona mruknęła niezadowolona.

— Niezbyt mnie to cieszy, ale stało się tak jak przewidywałam. Kiedyś to ja byłabym hrabiną, a Shira-Zel i inne więzienia przestałyby istnieć.

— Ale to nie zmienia naszych zamiarów. — upewnił się wampir.

— Oczywiście, że nie, ale mamy więcej wrogów, ponieważ kto wchodzi do danej rodziny staje się przyjacielem tego rodu. — wyjaśniła, a on pogłaskał ją czule po policzku.

— Myślałem o tym, co kiedyś mi powiedziałaś.

— Czyli?

— No wiesz o tym, że skończyłaś żyć przeszłością, — oznajmił, a ona uśmiechnęła się — I bardzo mnie to cieszy. A tak poza tym ja nigdy jeszcze nie spotkałem kogoś odpowiedniego do małżeństwa, a z tobą chcę spędzić resztę życia. Byłem taki spokojny i dobry, ale dzięki tobie wiem jaki jestem naprawdę.

— Gabriel nawet nie wiesz jak bardzo cieszą mnie te słowa. Skoro mamy już być wobec siebie szczerzy to wiedz, że na początku nie byłam niczego pewna. Podobałeś mi się, ale byłeś dla mnie za dobry. Taki nawet nie ciekawy. Teraz jesteś już moją przyszłością i bardzo mnie raduje, że w czasie zemsty będziesz przy mnie. — szepnęła — Prawie zatraciłam umiejętność wyznawania uczuć, ale przy tobie jest inaczej. Kocham cię. — wyznała, a chłopak pocałował ją — A wracając do tematu tej wywłoki… — szepnęła — To po prostu musimy dowiedzieć się czegoś więcej. Tak dla zwykłej, wampirzej ciekawości.

— Rozumiem.

Pielęgniarz pożegnawszy się czule z narzeczoną wyszedł z komnaty i udał się do naczelnika więzienia — Azara Venture. Chciał wypytać się czy kiedykolwiek w roku jest taki dzień, że Azar wogóle nie zagląda do Shira-Zel. Był dosyć zaufanym pracownikiem i miał nadzieję, że wkrótce uda się mu „zaprzyjaźnić” z hrabim. Jednak ten miał pewną zasadę. Nie ufał nikomu kto miał jakikolwiek związek z Isabelle Craig, a Gabriel był jej pielęgniarzem.

Hrabia Azar akurat był w komnacie i podpisywał papiery. Niektórzy więźniowie zostali wysłani do Mallumów, co bardzo zmartwiło Isabelle i można powiedzieć, że przestraszyło. Ona była najgroźniejszym skazańcem w Shira-Zel i myślała, że w razie czego to ją jako pierwszą skażą na to straszne miejsce, ale jednak ktoś nad nią czuwał.

Gabriel zapukał do drzwi i otworzywszy je wszedł pewnym krokiem do środka. Nieświadomy niczego Azar uśmiechnął się do niego i wskazał ręka na krzesło. Pielęgniarz usiadł na nim i rozpoczął rozmowę.

— Ostatnio rzadko bywacie w Shira-Zel. — powiedział — Niepokoi mnie to. Ostatnio po tych buntach jestem taki przewrażliwiony.

— Przepraszam, ale ostatnio bardzo dużo działo się w życiu moim i moich braci. — odpowiedział krótko i znowu coś podpisał.

— A co takiego?

— Wiele dobrych rzeczy. Nasz ród nareszcie będzie taki jaki powinien być od zawsze. Jak pewnie słyszałeś Imran odnalazł Catherine, a teraz Asverus bierze ślub.

— Hrabia Asverus bierze ślub? — udał, że jest zaskoczony, a pod nosem uśmiechnął się chytrze.

— Tak. Z Seleną Ramis. — spojrzał się na niego — Widzę, że nie przyszedłeś w żadnej bardzo pilnej sprawie, chociaż porozmawiałbym z tobą, ale przepraszam. — wziął papiery i włożył do aktówki — Śpieszy mi się trochę. — udał się do drzwi i nagle się zatrzymał — A skoro już tu jesteś Gabriel. Zrobisz coś dla mnie?

— Oczywiście.

— Teraz nie mam za wiele czasu. Innej osoby nie znajdę. Czy mógłbyś przypilnować wszystkiego podczas, gdy my będziemy przygotowywać wesele? Obejdziesz parę razy Shira-Zel, jeśli jakiś więzień będzie się awanturował zgłoś to Cieniom.

— Oczywiście, że mogę się zająć więzieniem. — odpowiedział uśmiechnięty — Bardzo mnie cieszy, że obdarzacie mnie takim zaufaniem. — odpowiedział, a hrabia wyszedł.

Pielęgniarz uśmiechnął się i po paru chwilach, gdy upewnił się, że Azar na pewno wyszedł poszedł do celi narzeczonej, by wszystko jej opowiedzieć. Oboje ucieszyli się z tych wieści i można by rzec, że wyczekiwali dni i nocy, w których więzienie zostanie tylko i wyłącznie pod ich opieką. Myśleli, że będzie to takie proste, ale przecież Azar nie był głupi. Wszędzie miał szpiegów i inni pracownicy byli mu niesamowicie oddani. Ten mały fakt Gabriel przeoczył. Zapomniał też o tym, że Cienie jeszcze nie przyrzekły jego Isabelle wierności i nie wiadomo czy to zrobią.


Selene zajęła się przygotowywaniem zaproszeń, ponieważ jak nakazywała tradycja hrabia nie mógł korzystać z pomocy i zamówić nic gotowego. Ale z pracą nie była sama. Natalie i Catherine pomagały jej we wszystkim. Ciotka, która miała niesamowicie dobry gust zaproponowała chrzestnej córce, że uszyje dla niej najpiękniejszą sukienkę. Selene nie protestowała i zaufała jej. Nocami trumna Catherine była pusta, a znaleźć można ją było w pracowni w podziemiach. Cały czas coś przeszywała, dopieszczała najdrobniejsze szczegóły. Natalie zaapsorbowana była natomiast wystrojem wnętrz. Zaproponowała, że zrobi wszystko sama, a efekty jej pracy zostaną dopiero ukazane w tą szczególną noc. Oczywiście nikt nie miał nic przeciwko, ale dziewczyna, która była perfekcjonistką chciała zrobić wszystko idealnie i czasami Selene czuła się zmęczona jej pytaniami jak ma co wyglądać, jaki ma mieć kolor, gdzie ma stać. Polana, na której miała odbyć się uroczystość była pilnie strzeżona przez Davida, który już nie miał siły z tego powodu. Cały czas rozglądał się czy nikt nie idzie, a jeśli jakaś osoba się pojawiła od razu szedł do niej mówiąc, że wystrój ma być dla wszystkich niespodzianką. Poprosiła, a raczej przymusiła go do tego jego żona, a jej nie umiał odmówić.

W szkole Selene zastępował Azar, a Asverusa Imran. Nawet Lucius dowiedziawszy się o tej małej zamianie nie robił żadnych problemów. Zgodził się na wszystko i powiedział nawet, że rozumie jacy muszą być rozkojarzeni i teraz nie mają nastrojów do pracy. Selene była trochę zaskoczona jego reakcją, ale w tym nastroju jaki jej stale towarzyszył nic nie mogło wyprowadzić ją z równowagi. Gdy dowiedział się, że nie zostanie zaproszony na tą uroczystość nie krył niezadowolenia, ale nie robił problemów i na tę” krótką chwilę” usunął się w cień.

Asverus zajął się narzeczoną i swoim ślubem, Imran odnalazł Catherine, z którą spędzał każdą wolną chwilę, a Azar jeździł wszędzie z młodym Nefariusem Da Silvą. Jeszcze dochodziła do tego wszystkiego szkoła. Bracia mięli za dużo pracy i zaniedbali coś na co trzeba było najbardziej uważać. Przez tyle lat nic się nie wydarzyło, co mogło by zaszkodzić jakoś ich życiu, ale gdy pojawiła się tam Isabelle Craig zepsuła wszystko. Shira-Zel zostało bez opieki. Oczywiście Azar znalazł zastępcę, ale to był największy błąd jaki kiedykolwiek zrobił. Ze wszystkich pracowników więzienia wydawało mu się, że młody pielęgniarz — Gabriel będzie najlepszym kandydatem na to stanowisko. Sprawiał wrażenie uczciwego, mądrego i sprawiedliwego, ale naprawdę był oszustem, kłamcą i bardzo niesprawiedliwym wampirem. I tak to też Gabriel z każdym dniem coraz to bardziej przekupował Cienie na swoją stronę. Ale na razie wszystko i tak zostawało w więzieniu. Isabelle robiła się coraz silniejsza i bez ogrudek mogła w spokoju dalej korespondować z dziadkiem, ponieważ, gdy tylko bunty ustały bracia Snake przestali się tak bardzo interesować co się tam dzieje. Przez kilkadziesiąt lat nikt nigdy nie uciekł stamtąd, a Mroki nie dały się przekupić. Ale teraz mięli o wiele potężniejszego wroga — Evenezebera, który sam nie mógł nic zrobić, ale w połączeniu z wnuczką znaczył bardzo wiele.

Dragon, który miał ostatnio wiele pracy, bo pomagał w Ministerstwie, a w dodatku jego ukochana cały czas mówiła mu, że nie ma dla niej czasu, a to, że jest on szanowanym hrabim nie oznacza, że ona będzie się zachowywać jakby wyszła za mąż za jego pieniądze i dobre imie i że chce spędzać z nim jeszcze więcej czasu niż dotychczas. Wampir postanowił wyjechać z nią na wakacje i tak zrobili. Natomiast Scorpious i Astria również wyjechali w podróż poślubną i całe sprawy i kłopoty dotyczące Brilliant Hills, w którym przebywał Evenezeber spadły na głowę Tristana, który nie wróżył dobrze, ani swojej rodzinie, ani Venture’om. Jednak bracia ufali mu, chociaż on nie był godny zaufania, ale któż mógł teraz o tym wiedzieć.

Death Hills było jedynym więzieniem, w którym jak na razie nic się nie działo. Może dlatego, że akurat nie był tam osadzony nikt z rodziny Craig? Ale na tym świecie nie było chyba miejsca, w którym Isabelle nie miałaby przyjaciół. Wszędzie potrafiła zamieszać w głowach więźniów wmawiając im rzeczy, o których nikt nie miał pojęcia. Mówiła, że siostry Le Fey skazały ich tylko po to, by w ich Death Hills nie było miejsca, że nie patrzyły na to czy są oni winni czy nie. Powtarzała, że kara jaką wydali Venture, Le Fey czy Snake’owie zależało od ich humoru. Siostry Le Fey zajmowały się zupełnie czymś innym, ponieważ były przyzwyczajone, że to Kirimory robiły za nie wszystko. Cóż za wielkie błędy popełniały rody, które nigdy nie powinny się pomylić. Venture’owie oddali władzę w ręce zdrajcy i poplecznika własnego wroga — Gabriela. Snake’owie także, a siostry Le Fey bezgranicznie zaufały zjawom, które bardziej ponad zamek i niby władzę w więzieniu ceniły złoto, którego Isabelle miała pod dostatkiem. Ich pewność o pokój w więzieniach brała się stąd, że od zarania dziejów Cienie, Mroki i Kirimory nie zdradziły. Złoto jakie im oferowano panowało nad nimi bardzo skutecznie. A co do Isabelle to miała dużo czasu na to, by świetnie przygotować plan zemsty, na tych wszystkich, którzy kiedykolwiek ją jakoś zranili. Oczywiście połowa osób na jej liście niezbyt znała ją, ale była bliskimi osobami dla Selene.


Tymczasem nadszedł już czas pełni, a do tego długo wyczekiwanego momentu pozostało kilka godzin. Właśnie teraz był czas na dopięcie wszystkiego na ostatni guzik.

Selene ubrana była w czarną sukienkę z mnóstwem dodatków, ale to koronka wszystko przebijała. Nakaz mówił, że gdy dziewczyna wstępuje do danego rodu, kolor jej sukni musi być taki jak rozpoznawcza barwa danej rodziny. Jej włosy były pofalowane, a w nie Catherine powpinała jej małe nietoperze. Był to symbol wampirów, który zawsze musiał im towarzyszyć podczas ważnych ceremonii. Dziewczyna gotowa i pięknie wyszykowana wyszła z zamku Venture'ów razem z ciotką i obie poszły na wyznaczone miejsce. Selene czuła mały strach, ale może było to spowodowane tym, że już raz wychodziła za mąż, ale bez większej miłości i bała się, że historia się powtórzy? Jednak postanowiła o tym nie myśleć. Kiedy doszły z Catherine na miejsce obie weszły do małej kaplicy. Czarna panna młoda wyjrzała przez okienko i zobaczyła, że goście i wszyscy inni już tam byli.

Azar i Imran byli oczywiście w szatach z herbem, Catherine też, ale najbardziej zaskoczył wszystkich Jonathan Kingstone. Ubrany był w czarny garnitur, który odjął mu kilkanaście lat i nadal więcej urody. To on jako ojciec chrzestny miał poprowadzić swoją chrzestną córkę do ołtarza. Selene powinna być z niego dumna. Jonathan nadal czuł wyrzuty sumienia, że wtedy, gdy zginęli Johnny i Esmelle wyjechał i nie zainteresował się swoją chrześnicą. Co prawda myślał, że ją spotkał taki sam los jak rodziców. Jednak teraz starał się być najlepszym ojcem chrzestnym na świecie i bardzo dobrze mu to wychodziło.

Anastasia Moree urzekała każdego różem swojej sukni, Cameron ubrał najlepszą siwą szatę jaką posiadała jego garderoba, a Ardele Poe siedziała w ławce w niebieskiej i wzorzystej sukience. Minister Da Silva siedział razem z żona i synem Nefariusem w trzeciej ławce. Nefarius i Azar co chwila coś sobie pokazywali na odległość i na widok każdej wampirzycy kiwali głowami. Albo ocena była wysoka, albo niezbyt.

Natalie w białej koronkowej sukience razem z Davidem ubranym w garnitur wyczekiwali chwili, kiedy to Selene zobaczy dzieło przyjaciółki. Dziewczyna była taka podekscytowana. Tyle pracy ile włożyła w udekorowanie polany musiało dać wspaniałe efekty i dała.

Dragon i jego wybranka, którzy dopiero co wrócili z wakacji również już przybyli, tak jak Astria i Scorpious. Jak się później okazało hrabina Snake-Le Fey była w ciąży, a już niedługo miała urodzić się ich córeczka Roseanna. Aviora i Aris także przyszły. Lecz nigdzie nie było widać Tristana. Jak się później wszyscy dowiedzieli hrabia Snake nie został zaproszony z racji tego, że ani Catherine, ani Imran nie chcieli, by był on tutaj obecny. Z resztą Asverus był świadkiem jak obrażał on Selene i to przesądziło o wszystkim. Kiedy w zamku wampir poprosił swoich braci, aby też nie szli ci odpowiedzieli, że wojna, którą sam zaczął nie zniszczy przyjaźni, która kształtowana była przez długie lata. To starsznie go rozzłościło i jeszcze bardziej upewniło w przekonaniu, że robi dobrze pomagając Isabelle.

Kiedy wybiła godzina 12 Selene wyszła z małej kaplicy, a raczej grobowca trzymając Jonathana za rękę. Wszyscy zachwycali się jaka panna młoda jest piękna. Ale nie tylko ona była cudowna. Polana wyglądała identycznie tak jak w śnie dziewczyny. Goście siedzieli już w ławkach. Niedaleko był zamek Venture'ów. Na niebie świeciło mnóstwo gwiazd, a księżyc był w pełni i oświetlał całą polanę, która dzięki temu wyglądała jak zaczarowana.

Po lewej stronie widniały flagi z herbem rodu Ramis. Było to serce utworzone z dwóch płomieni, a pomiędzy nimi były cztery diamenty. Ogień najczęściej symbolizował uczuciowość, namiętność, ale i też zniszczenie. Właśnie tacy byli Ramis’owie. Z jednej strony romantycy, ale gdy ktoś zranił ich potrafili go zniszczyć. Po prawej widniał wielki smok w kolorze czarnym otoczony zielonym ostrokrzewem, który był znakiem rozpoznawczym rodu Venture. Selene pamiętała jak kiedyś zapytała Asverusa dlaczego właśnie smok jest w ich herbie. Ten odpowiedział, że smoki, które pojawiały się w wielu źródłach starożytnych, średniowiecznych bestiariuszach i fizjologach były tajemnicze i silne jak i każdy z rodu Venture, dlatego też smok został ich symbolem. Ich czarny smok otoczony był ostrokrzewem, ponieważ należał do odmiany roślinożerczych, który chował się między gałęziami drzew.

Selene zaskoczona tym wszystkim spojrzała na ściskającą jej dłoń rękę. Obawiała się, że gdy spojrzy na osobę do której ona należy zobaczy byłego męża. Odetchnęła i podniosła głowę, ale zobaczyła tylko pooraną zmarszczkami twarz ukochanego ojca chrzestnego. Uśmiechnęła się do niego, a on lekko ścisnął jej dłoń po czym oboje ruszyli do ołtarza. Asverus stał na samym końcu tej długiej drogi jaka miała przebyc jego przyszła żona. Z każdym krokiem radość w sercu Selene rosła, a strach uciekał z każdą sekundą.

— To wszystko powinno się wydarzyć dużo wcześniej. — szepnął — Wtedy to Johnny prowadziłby cię do ołtarza córeczko.

— Jestem pewna, że tata nie ma nic przeciwko, żebyś to ty mnie prowadził.

— Boisz się? — usłyszała cichy ton głosu Jonathana.

— Nie boje się ojcze… — szepnęła, a on spojrzał się na nią zaskoczony, ponieważ nie spodziewał się, że kiedykolwiek usłyszy od niej takie słowo jak” ojciec”.

Łza zakręciła mu się w oku i pierwszy raz od dnia, w którym stracił ukochaną żonę i córkę poczuł w sercu, co to znaczy być szczęśliwym.

Z każdym krokiem coraz to bardziej Asverus czuł się weselszy. Z początku on też obawiał się tego ślubu. Bał się, że Selene po ślubie zmieni się i nie będzie taka jak przedtem, ale teraz wszystkie jego wątpliwości rozwiały się. Oszołomił go widok wampirzycy w czarnej sukni ślubnej, ponieważ wiedział, że Selene jest piękna, ale ten widok pozostanie w jego pamięci na zawsze. Dziewczyna stanęła przez ołtarzem, a Jonathan oddał jej rękę hrabiemu. Stary wampriest spojrzał się na nich i uśmiechnął. Poczekał jeszcze chwilę, by wszyscy usiedli i gdy tak się stało rozpoczął ceremonie zaślubin.

Selene i Asverus stali naprzeciwko siebie wpatrzeni. uśmiechali się i trzymali za ręcę. Wampriest zawiązał ich ręcę czarnym szalem z symbolami wiary pradawnych wampirów.

— Zebraliśmy się tutaj wszyscy, by połączyć serce Selene Catherine Ramis, córki Johnny’ego Tobiasa Ramisa i Esmelle Lilith Ramis z domu Lyno oraz hrabiego Asverusa Alaina Venture, syna Agaresa Merlina Venture i Jasmine Melindy Venture z domu Carosso. — przedstawił donośnym tonem — Młodzi ci kochają się i chcą ze sobą żyć do końca, aż do samej śmierci. Teraz złożycie sobie przysięgę, która płynie z waszych serc. Asverusie. — zwrócił się do chłopaka — Proszę, byś wyznał swojej przyszłej żonie, co do niej czujesz i wyjawił obietnice jakich masz zamiar dotrzymać.

— Ja Asverus Alain Venture kocham cię Selene Catherine Ramis i obiecuję, iż wszystko co od tej pory uczynię będzie wyłącznie z myśli o tobie. Do ciebie od tej chwili należy moja dusza i serce. Obiecuję zawsze trwać przy tobie i dbać o ciebie. — powiedział, a Catherine westchnęła i szepnęła Imranowi, że jego brat jej bardziej romantyczny niż on i że ich przysięga taka nie była — Obiecuję, że zawsze będę cię chronić, pomagać ci i szanować.

Wampriest kiwnął głową i spojrzał się na dziewczyne i udzielił jej głosu. Selene odetchnęła, a z jej ust popłynęły słowa prosto z serca.

— Ja Selene Catherine Ramis kocham cię Asverusie Alainie Venture i oddaję ci moją duszę, a wraz z nią miłość i bezgraniczne zaufanie. Dzięki tobie poznałam smak szczęścia i radości. Przy tobie noc jest jaśniejsza, z radości serce drży, gdy jesteś blisko. Niestraszne mi mroczne sny, gdy wiem, że ty jesteś przy mnie. — wyznała, a Imran skomentował to od razu do zony, mówiąc iż ona także nie była taka romantyczna jak Selene, a przecież jest jedną z Ramis'ów, a oni słynęli z uczuciowości — Obiecuję pomagać ci i zawsze przy tobie być.

— Cóż za piękne słowa. — powiedział wapriest — Byle by tylko były prawdziwe. I żebyście ze sobą wytrzymali tyle czasu. — dodał po cichu, a młoda para zaśmiała się.

Potem padło jeszcze wiele słów, obietnic i przysięg. Goście słuchali i podziwiali piękno wystroju polany, a w szczególności zgranie panny i pana młodego. Ceremonia powoli dobiegła końca i zaczęła się zabawa. Na ludzkich weselach jest zawsze tak, że to para młoda musi zatańczyć pierwszy taniec, a potem dopiero dochodzą goście. W wampirzej rzeczywistości było zupełnie inaczej. Para młoda mogła wogóle nie tańczyć. To zależało tylko od nich. Gdy muzyka zabrzmiała pary weszły na parkiet i zaczęły się bawić. Ile tam było radości… Tego widoku Isabelle na pewno nie potrafiłaby znieść. Uśmiech Selene był dla niej czymś tak bolesnym, natomiast jej łzy cieszyły ją niesamowicie.

Selene i Asverus już jako małżeństwo patrzyli na bawiących się gości. Kwiaty i prezenty jakie dostali stały niedaleko stołu. Imran tańczył z Natalie, a David z Catherine. Wszyscy byli uśmiechnięci i zadowoleni. Młoda para w końcu jednak postanowiła zatańczyc ten pierwszy taniec. Inne pary okrązyły ich. Po tańcu Selene i Asverus postanowili na chwile zniknąć i udali się na romantyczny spacer nad niedaleko płynący strumyk. Wiatr wiał lekko ze strony północy, a światło księżyca oświetlało im drogę. Asverus objął swoją żonę w talii i przytulił się do niej. Ona pocałowała go w policzek i uśmiechnęła się.

— Selene pamiętasz jak kiedyś planowaliśmy nasze życie? — zapytał i oboje usiedli na skałkach.

— Tak, ale ja miałam wtedy tylko 18 lat, a ty 78. Byliśmy jeszcze prawie dziećmi. — wspominała — Pamiętam jak nie mieliśmy mieć dzieci i mieliśmy mieszkać we własnym zamku.

— Jakie to było głupie. — zaśmiał się hrabia.

— No wiesz wtedy wydawało nam się, że to mądre.

— Ale przez 78 lat nie zakochałem się, aż zjawiłaś się ty. Na początku wydawało mi się, że nie będziesz chciała się ze mną spotykać, bo byłem o 60 lat starszy. — szepnął — Pamiętasz jak się trochę spóźniłaś na kolację? — zapytał, a ona pokiwała głową — Jak cię zobaczyłem straciłem całą pewność siebie. Nie mogłem się na niczym innym skupić. Pewnie wyszedłem na niezłego idiotę.

— Wiem, ale nie było tak źle. Jak wyszliśmy mama mówiła mi, że cały czas się na mnie patrzyłeś.

— Widzisz wspominamy nasze poznanie, a teraz jesteśmy już po ślubie.

— I od dzisiaj nie wolno mi zachowywać się jak Uśpionej. Muszę być jak Niezależna.

— Przecież jesteś.

— No tak, ale wiesz rodzice uczyli mnie jak żyć zwierzęcą krwią, a teraz już jestem na prawach hrabiny. — uśmiechnęła się do niego — Nigdy nie pomyślałam mając 15 lat, że będę hrabiną i to jeszcze w najbardziej znaczącym rodzie wampirzym. Jako młoda wampirka byłam przekonana, że wasza trójka ma kogoś, ale się pomyliłam.

— No widzisz. Przeznaczenie zawsze pchało nas do siebie. Najpierw Catherine poznała Imrana, a potem ja ciebie. — szepnął i pocałował ją.

— A ty też tak miałeś, że dzisiaj odczułeś największy brak rodziców? — zapytała, a on pokiwał głową.

— Ale Imran skutecznie potrafił zastępować tatę. Przez tyle lat to się przyzwyczaiłem. Ale nurtuje mnie jedno pytanie. Selene skoro teraz już jesteśmy małżeństwem mam nadzieję, że odpowiesz mi na to pytanie szczerze. — powiedział poważnym tonem.

— A o co chcesz zapytać?

— Nigdy nie chciałaś mi powiedzieć co tak naprawdę czułaś do Gary’ego Walkera, a pytałem wiele razy. Potem wymyśliłaś, że potem go pokochałaś, ale i to nie było prawdą.

— Skoro tak nalegasz. — szepnęła i spojrzała mu w oczy — Jak już wiesz moim pierwszym chłopakiem byłeś ty. I to pod każdym względem. — uśmiechnęła się — Ale przez Isabelle nie wyszło nic co planowaliśmy i rozstaliśmy się. Potem w moim życiu pojawił się też Alan Craven, a na samym końcu Gary Walker. Jesteś moim mężem i mogę być szczera aż do bólu. Wszyscy namawiali mnie, że powinnam spróbować z Gary’m, ponieważ on jest fajny, ładny, miły i bardzo mnie kocha. — wyjasniła, a on jeszcze bliżej się do niej przysunął — I jakoś tak uległam, ale potem przyszedł czas mojej niby 18-nastki, bo tak naprawdę to była 18-nastka Natalie i Gary’ego i spotkałam ciebie, ale już byłam zaręczona z Gary’m. Kiedy za niego wychodziłam nie byłam szczęśliwa, ale gdy widziałam jak jest ci smutno byłam zadowolona, bo nigdy nie zapomniałam jak powiedziałes mi, żeby tak po prostu o nas zapomniała. Nie potrafiłam ci tego wybaczyć i nie chciałam też już więcej cierpieć, dlatego cię odrzucałam. Byłam nieszczęsliwą mężatką, ale potem wpadłam w depresję. — powiedziała, a on uśmiechnął się i pogłaskał ją po policzku — Można to tak nazwać. Dałam mu szansę i nawet było fajnie.

— A czy wy…? — przerwał jej, ale nie dokończył pytania.

— Jeśli chodzi ci o to czy ze sobą spaliśmy to nie. — odpowiedziała, a on uśmiechnął się wesoły i pocałował ją w policzek — Po jego śmierci załamałam się, bo najpierw zginęli moi rodzice, potem Evanna i Willy, a potem Gary. Wszyscy stracili życie przez mnie. Ta rozpacz była głównie z tego powodu. Czułam się winna tych wszystkich wypadków.

— Wiedziałem, że wtedy mi uległaś. — szepnął do niej i objął, po czym bardzo czule pocałował.

— Asverus wiesz co… — zaśmiała się — Nie myslałam, że ty taki jesteś. Wracajmy. Goście mogą coś zauważyć. — mruknęła i oboje udali się z powrotem w kierunku polany, na której wszyscy bawili się, tańczyli i pili rum aż do upadłego.

Po kilku minutach spaceru rozciągnął się przed nimi obraz przyjęcia. Nikt chyba nie zauważył ich nieobecności. Azar biegał z aparatem i robił wszystkim zdjęcia. Po paru godzinach, gdy wszyscy mieli już ze wszystkimi zdjęcia, hrabia uspokoił się trochę i zajął sobą. A tak właściwie to starał się razem z Nefariusem Da Silvą poderwać jakieś naiwne młode wampirki.

Ale wszystko co dobre kiedyś się kończy i tak to też przyjęcie dobiegło końca. Słońce zaczynało pokazywać pierwsze promienie, a była to oznaka dla wampirów, że ich czas się skończył. Gdy już wszyscy pożegnali się z młodym małżeństwem trzeba było posprzątać polanę. Azar opił się do nieprzytomnego, tak jak Imran i David, a Catherine nie mogła zostać, ponieważ chciała mieć obu hrabiów na oku. Natalie też chciała popilnować męża. Selene i Asverus zrozumieli to i w spokoju sami zajęli się sprzątaniem. Czasami robili sobie krótkie przerwy, siadali obok siebie i rozmawiali o przyszłości. Kiedy wszystko było już gotowe oboje udali się do swojego domu i zajęli się przygotowywaniem papierów dla Ministerstwa.


Tymczasem w Ministerstwie zaistniały małe zmiany. Można także powiedzieć, że dobro ustąpiło miejsca złu. Jako główny zarządca całego Ministerstwa i wszystkich Departamentów i Wydziałów Lucius Norrenberg mógł przyjmować na stanowiska kogo tylko chciał. Oczywiście Rada Ministrów mogła się czemuś nie sprzeciwić, ale mężczyzna skutecznie umiał ich przekupić. Jednych zastarszył, natomiast drugich przekupił. I tak więc to pewnego pieknego dnia zwołał Radę, by głosować za zwolnieniem Juana Pierre z Departamentu Sportu i Turystyki. Na jego miejsce przyjęto byłego pracownika Shira-Zel — Noela Coopera, który dosyć często był widywany z Nathanem Drake’em, ale Luciusowi nie przeszkadzało to wogóle. Mówił, że jego nie interesuje to z kim spotykają się Ministrowie. Ważne było tylko to by dobrze wykonywali swoje obowiązki. Swoje stanowisko tłumaczył też tym, że Ministerstwo jest, było i będzie uczciwe. Kilka dni po tym incydencie do Selene i Asverusa doszły słuchy o kolejnej podmiance jednego z Ministrów, a mianowicie Maximiliano Ferrerro z Departamentu Sprawiedliwości i Bezpieczeństwa, który mógł z naprawdę trudnych sytuacjach złagodzic pobyt w jednym z więzień jakie podlegały szlacheckim rodzinom. Nie mógł wtrącać się w tamte sprawy, ale to głównie on łożył pieniądze na ich utrzymanie. Zastąpił go kolejny znajomy rodziny Craig — Jeffrey Cento. Inną zmianą również niepokojącą wrogów rodu Craig było przyjęcie byłego więźnia Brilliant Hills Riku Mitchella na miejsce Tono Da Silvy z Departamentu Rolnictwa i Handlu, który podobno przeszedł przez szereg badań i wykazano, że zmienił się i chce czynić dobro. Plusem dla niego było to, iż jest o wiele młodszy od starzejącego się pana Da Silvy, który ostatnio dosyć często zwalniał się w pracy oraz to, że przed pójściem do więzienia pracował na miejscu Da Silvy. Oczywiście nikt nie wierzył w jego przemianę, ale cóż można było zrobić.

Venture nic nie mogli poradzic na to co cię dzieje. Ministerstwo było duzo silniejsze i miało więcej pięniędzy. Od kiedy do władzy doszedł Lucius Norrenberg całe Ministerstwo oderwało się od rodu Venture, Snake i Le Fey. Decyzje nie były podejmowane razem, ale osobno. Ministrowie zbierali się niewiadomo kiedy i rozmawiali na temat różnych spraw. Rada dowiadywała się o wszystkim już po fakcie.

Nastepną rewolucją była ta w Departamencie Energii i Transportu, a hrabiego Illio McSparisa zwyczajnie wyrzucono i zatkano mu usta ogromnym wynagrodzeniem tak samo z reszta jak reszcie zwolnionych. Nikt nie robił z tego problemu i każdy przymykał oko, ponieważ tyle tysięcy huntów ile dostali jednego dnia nie zarobiliby do końca swojej kariery.

Pewnego dnia Lucius postanowił odwiedzić osobe, od której napłynęło wiele skarg, a był to oczywiście Azar Venture, który nie miał najmniejszego zamiaru godzic się z niesprawiedliwością jaka miała miejsce w Ministerstwie. Podczas ich rozmowy na światło dzienne wyszło wiele spraw jakie Lucius ukrywał przez lata, lecz pozostało to pomiędzy tą dwójką.

Minister zapukał do drzwi i tak się złożyło, że otworzył je Azar. Chłopak zaprosił Luciusa do środka. Minister siedział w salonie i mówił coś do hrabiego, a Catherine przypatrywała się temu wszystkiemu z drugiego pokoju. Czuła jakis taki wewnętrzny niepokój. Bała się o Azara i patrząc na twarz Norrenberga czuła, że coś niedobrego się wydarzy.

— A więc to od pana hrabio Venture wpłynęło tyle skarg. Mogę wiedzieć w jakiej sprawie?

— Tak ode mnie. To nie były skargi tylko pytania, na które nie dostawałem żadnych odpowiedzi. — powiedział twardym tonem — Więc mam nadzieje, że teraz wszystko zostanie wyjaśnione.

— Oczywiście. Ale tutaj nie ma czego wyjaśniać. — uśmiechnął się.

— Prosze mi wierzyć, że jest. W Departamentach nie pozostała żadna uczciwa osoba. Zatrudniłeś kogoś kto albo był karany, albo zagraża życiu jednego z rodów Rady. — naciskał na niego najmłodszy z rodu Venture — O ile wiem to Kodeks tego zabrania.

— Mój drogi Azarze. Konieczne były zmiany, które poprowadzą do rozwinięcia naszego Ministerstwa i poszczególnych jego gałęzi. Mogę od razu zapewnić, że dawna przeszłośc każdego nowego pracownika to stek bzdur, na które nie należy zwracać uwagi.

— Tyle, że mnie nie to martwi. — odpowiedział hrabia nieco zdenerwowany — Oni wszyscy mają bardzo duży związek z rodziną Craig. A ty ostatnio także zacząłes się interesować sprawą Isabelle Craig.

— To zwykłe pogłoski, a ja nie interesuję się życiem prywatnym i przyjaźniami moich pracowników. Interesuje mnie tylko to, żeby dobrze wypełniali swoje obowiązki w poszczególnych Departamentach. Mogę ci obiecać, że nie masz się o co martwić. Ja i Isabelle Craig to dwie różne historie.

— Ładnie potrafisz kłamać w żywe oczy. Jestem pod wrażeniem. — rzekł, a Luciusa zaskoczyło to, że Azar nie dał się tak łatwo omamić jak mu się wydawało — Główny Minister powinien być prawdomówny, a ty nie jesteś Luciusu.

— Jestem. — zaprzeczył z miną pokerzysty — To z kim oni się przyjaźnią to tylko i wyłącznie ich sprawa. Dziękuję za szklankę rumu, ale muszę już iść, ponieważ obowiązki mnie wzywają. — powiedział i wstał, po czym ubrał się i wyszedł zostawiając Azara sam na sam ze złościa i wieloma pytaniami, na które nie chciał mu odpowiedzieć.

Ale on nawet nie myślał o tym, by odpuścić. Wybiegł z zamku i pobiegł w kierunku idącego Ministra. Ten pogwizdywał wesoło, gdy nagle zatrzymał się i poczekał, aż hrabia do niego dojdzie. Odwrócił głowę powoli cały czas się uśmiechając.

— Nie dasz mi chyba spokoju.

— Nie, ponieważ coś mi się wydaje, że stał się pan przyjacielem rodu Craig. — odpowiedział twardym tonem, a jego twarz wyglądała groźnie.

— Ja? Przyjacielem Isabelle Craig? — zapytał i popukał się w czoło.

— Jeśli dowiem się, że kłamiesz Luciusu to..

— Oj chłopcze. — przerwał mu — Nie bądź głupi. — zaśmiał się i odszedł w stronę leśnej drogi, a hrabia stał dalej na swoim miejscu i patrzył jak Lucius odchodzi wesoło pogwizdując i machając laską, z którą nigdy się nie rozstawał.

Kiedy mężczyzna był już dosyć daleko od posiadłości hrabiego Azara Venture odwrócił się i gdy postać młodego wampira zniknęła uśmiechnął się tajemniczo i ruszył wolnym krokiem w stronę budynku Shira-Zel. Jego pewność siebie brała się stąd, że wiedział, że nikt nie może go odwołać, a Rada, która teraz była po jego stronie obroni go zawsze i wszędzie.

Rozdział 2

Rozpacz w rodzie Le Fey

Selene siedziała razem z Asverusem w domu. Ich podróż poślubna właśnie się skończyła. Nie pojechali do tropików jak to zwykli robić ludzie. Oboje zdecydowali się wyjechać do miejsca, w którym wszystko się zaczęło — na Alaskę. Przez całe trzy tygodnie byli wolni od wszelkich kłopotów. W szkole zastępowały ich naprawdę bardzo zaufane wampiry i nie mieli się czym martwić. Jedyne czym mogli i chcieli się zajmować to zwiedzanie tego pieknego stanu. Jednak oboje czasami rozpamiętywali ten wyjazd.

Alaska jest największym ze wszystkich stanów USA. Ma bardzo piękne krajobrazy. Selene zachywał widok lodowych pól, tundry, bujnych lasów, głębokich fiordów i nadal czynnych wulkanów. Robiła dużo zdjęć, ponieważ grzechem byłoby nie udokumentować takiego piękna. Niedźwiedzie brunatne, wilki, łosie i bieliki amerykańskie były tutaj codziennością. Asverus był bardziej odporny na te uroki niż jego żona, ale nie ukrywał, że był zadowolony z tego, że ma zdjęcia z tymi zwierzętami. Mieszkali w Barrow, a wybrali to miejsce dlatego, że przez 84 dni pozbawione jest dostępu światła słonecznego. Selene uparła się już przed wyjazdem, żeby zwiedzić Park Narodowy Denali, więc drugiego dnia pobytu właśnie tam się udali, ale oczywiście razem z przewodnikiem, który pamiętał Asverusa jeszcze z czasów swojej młodości. Oprowadzał ich dosłownie wszędzie i tłumaczył wszystko.

— A spójrzcie tutaj. — wskazał ręką na szczyty górskie — Mt. McKinley, Mt. Foraker i cudowny Mt. Hunter. Charakterystycznym elementem krajobrazu parku jest monumentalny masyw McKinley, wznoszący się 4800 m ponad otaczające go tereny. Atrakcję parku stanowią też jeziora. Koniecznie musimy tam iść. Ale nie tylko one są piękne, zachwycą was też głębokie doliny polodowcowe i liczne lodowce. Terytorium parku pokrywają dwie formacje roślinne, układające się piętrowo. — mówił, a Selene co chwila pstrykała zdjęcia — W dnach dużych dolin rosną borealne lasy iglaste, reprezentowane głównie przez bory świerkowe. Tereny powyżej górnej granicy lasu pokrywają trawiasto-krzewinkowe zbiorowiska tundry górskiej. Żyją tutaj zające polarne, bobry kanadyjskie, karibu, łosie, owce Dalla, rosomaki, wilki i niedźwiedzie grizli, z ptaków — borowice czerwonobrewe, białozory, pardwy i białorzytki.

Asverus nie ukrywał, że nie interesowały go objaśnienia dawnego sąsiada. Uśmiechał się tylko na odczepnego, żeby nie psuć żonie wycieczki. Może było to mylne wrażenie, ale hrabiemu wydawało się, że Selene wpadła w oko przewodnikowi i dlatego tak wspaniale opowiadał i wygiągał w jej stronę swoje ochydne — według Asverusa — łapska. Ale jego ukochana nie interesowała się żadnym innym chłopakiem tylko nim. I tak to, gdy przewodnik pozwolił sobie na śmielszy krok ta podeszła do męża i przytuliła się, a oczom mężczyzny ukazała się lśniąca na jej palce obrączka. Cała wykonana była ze srebra, a wokół niej były kwiatki wykonane z zielonych szmaragdów i srebrnych brylantów.

Kiedy wrócili Catherine wysłuchała opowieści swojej chrześnicy i od tego czasu była zadowolona, ponieważ przez te trzy tygodnie nie miały ze sobą kontaktu, a ona martwiła się.

Dni niczym się od siebie nie różniły, ale dla młodego małżeństwa każdy z nich był niesamowicie piękny. Selene doskonale pamiętała, że po dwóch tygodniach od ślubu Gary już się na nią obraził, ponieważ nie powiedziała mu, że wychodzi z Natalie i Evanną, a ona wróciła wtedy bardzo późno. Dla Asverusa nie istniało wogóle takie coś jak obrażanie się na żonę.

Siedzieli spokojnie razem na kanapie, gdy nagle do ich drzwi ktoś zapukał. Hrabia spojrzał na dziewczynę, a ta zaskoczona wstała i poszła otworzyć. Nagle Asverus usłyszał jakieś śmiechy i piski i wyjrzał na korytarz. Jego oczom ukazał się widok, którego nigdy nie spodziewałby się zobaczyć. Selene stała w progu i ściskała się z Christopherem. Uśmiech na twarzy chłopaka zgasł, gdy zobaczył hrabiego. Selene spojrzała się na męża, a ten, żeby nie sprawić jej przykrości uśmiechnął się lekko.

— Rozbierz się i wchodź. — powiedziała dziewczyna i kiedy chłopak zdjął kurtkę zaprosiła go do salonu.

Kiedy już się tam znaleźli Selene nie posiadała się ze szczęścia, a Asverus poszedł do kuchni i zapatrzył herbatę, a dla siebie — na uspokojenie — nalał pełny kielich krwi. Zaniósł wszystko do gościa i usiadłszy objął dziewczynę.

— A co tam u ciebie się zmieniło? — zapytała.

— Wszystko wreszcie zaczęło się układać. Znalazłem pracę i mam własne pieniądze, bo pewnie zauważyłaś, że połowę ci odesłałem.

— No tak, ale to wspaniale, że ci się wreszcie odmieniło życie.

— A i poznałem taką dziewczynę. Wiesz nic poważnego, ale spotykamy się już od dwóch miesięcy. Fajna bardzo i jak dla mnie to bardzo ładna. — uśmiechnął się — Ale dosyć o mnie. A co tam u was? — zapytał i spojrzał na Asverusa, który nic się nie odzywał tylko słuchał ich rozmowy i przytulał się do jego matki chrzestnej.

— Ja i Selene wzięliśmy ślub. — powiedział, a Christopher spoważniał nagle i zaskoczony spojrzał na dziewczynę, która tylko wesoło pokiwała głową.

Selene już miała coś powiedzieć, gdy nagle zadzwonił ich telefon, a ona poszła odebrać. Asverus, który nigdy nie przepadał za Christopherem i teraz postanowił powiedzieć mu wszystko, co tylko leżało mu na sercu. Umiał wyczuć myśli drugiej osoby, a w głowie chłopaka był tylko Gary i plany jak zniechęcić Selene do męża.

— Posłuchaj mnie, co ci mam teraz do powiedzenia. — rzekł lodowatym tonem, a Christopher poczuł się dokładnie tak jak wtedy, gdy pierwszy raz zobaczył hrabiego na korytarzu w Darkler w wieku 12 lat.

— Ale ja nie rozumiem…

— Nie musisz. — przerwał mu wampir — Wiem, że chciałeś porozmawiać z Selene na stronie i powiedzieć jej jaki to ja jestem dziwny i okrutny, a że Gary był cudowny. Ona mnie kocha, a ja ją i jeśli dowiem się, że grasz przeciwko mnie odwiedzę cię i nie będę miły. — zakończył, a do środka weszła uśmiechnięta Selene.

Usiadła na kolanach Asverusa, a hrabia puścił oczko do chłopaka, który uśmiechnął się lekko, ale wyglądał jakby coś go bolało. Słowa groźby wypowiedziane przez wampira do człowieka na każdym zrobiłyby wrażenie tymbardziej, że jeszcze kilka lat do tyłu, a on myślał, że świat zamieszkują tylko i wyłącznie ludzie, a istoty takie jak wampiry i wilkołaki to tylko legenda. Spojrzał na uśmiechniętą i szczęśliwą ciotkę i postanowił, że nie będzie burzył jej tego radosnego życia. Jednak w sercu i tak miał ból, bo coś nie chciało zrozumieć, że Gary już nigdy nie porozmawia z nim, a Selene tak szybko się z tym pogodziła i związała z Asverusem.

— To widzę, że sobie porozmawialiście.

— Tak, ale Christopher nie jest za bardzo rozmowny. Szczególnie do mnie. — szepnął do niej Asverus — Pewnie jest mu trudno, bo, gdy tu mieszkał wszystko było inaczej. Mnie tutaj nie było, a ty byłaś samotna.

— Chyba dlatego, ale wiesz co Selene ja już będę leciał i tak zaraz mam autobus. — przerwał mu Christopher, ponieważ każde słowo jakie padało z ust wampira wywoływało w nim tylko złość, a nie chciał kłócić się z nim przy ukochanej matce chrzestnej.

— Tak szybko? — zdziwiła się.

— Nie zatrzymujmy chłopaka na siłę. — oznajmił z fałszywym uśmiechem hrabia.

— To może Asverus cię podwiezie?

— Nie! — krzyknął, a małżonkowie wymienili się ze sobą spojrzeniami — To znaczy, że nie ma takie potrzeby. Nie trzeba. Ja lubię spacery i dobrze mi to zrobi. Ja naprawdę lubię spacery. — jąkał się bez ładu i składu, a hrabiemu coraz to bardziej chciało się śmiać, bo wyczuwał wielki strach emanujący od chłopaka, jednak mimo tego zachowywał poważną minę.

— Już dobrze, rozumiemy. — zakończył Venture.

Christopher wstał i podszedł do Selene. Przytulił ją i oboje pożegnali się. Dziewczyna nie płakała, ponieważ wiedziała, że niedługo znowu się zobaczą. Natomiast Christopher do Asverusa wyciągnął tylko rękę, a żaden z nich nawet nie pomyślał o tym, by się uściskać. Pożegnawszy się chłopak wyszedł z domu matki chrzestnej i pokiwał smutno głową na widok oczu Asverusa, które obserwowały go zza firanki. Udał się ulicą prosto do przystanku autobusowego. Wiatr przeczesał swoich podmuchem jego włosy, a na ciele wystąpiła gęsia skórka.

Selene nie wiedziała dlaczego tak szybko jej chrzesniak poszedł, ale mąż i jego małe kłamstewka załatwiły całą sprawę. Ale, gdy zobaczyła na twarzy męża uśmiech od razu zrozumiała, że maczał on w tym swoje palce. Selene dobrze wiedziała, że Asverus nie do końca akceptował osoby, które miały jakikolwiek związek z jej byłym, zmarłym mężem i w dodatku były ludźmi. Podeszła do okna i poprawiła zasłonki. Odwróciła się powoli i spojrzała na męża.

— Asverus coś ty mu powiedział? Przyznaj się.

— Ja? — zapytał zaskoczony — Ja nic mu nie mówiłem. Spieszył się, więc nie chciałem go zatrzymywać, a wiesz kochanie jak on reaguje na moje… hmm… istnienie przy tobie.

— Asver ja wiem jak ty nieznosisz ludzi, a już tym bardziej przyjaciół Gary’ego, ale ten chłopak nie jest niczemu winny. Po drugie to mój chrześniak i opiekowałam się nim, gdy mnie potrzebował. Skąd wiesz czy nie traktuje mnie jak matkę? — zapytała — A ty nie dasz mi się nawet nim nacieszyć.

— Przepraszam. — powiedział i przytulił się do niej, a ten tajemniczy uśmiech znowu zawitał na jego twarzy.

Hrabia nie był typem wampira, który przyznawał się do swoich niecnych uczynków. Kochał żonę, ale jego przekonań nawet ona nie mogła zmienić. Z jednej strony miał on rację, że przyspieszył wyjazd Christophera, ponieważ im dłużej się z kimś przebywa to ciężko jest się później rozstać. Asverus chciał uchronić żonę, ale nieświadomie uchronił również i chłopaka. Selene zaakceptowała jego dziwne zachowanie, ale czasami, a zwłaszcza, gdy chodziło o jej ludzkich przyjaciół atakowała go i starała się na siłę zmienić. Ale nie przynosiło to żadnych skutków.


Po drodze Christopher został potrącony przez jakiegoś wściekłego mężczyznę. Ten szturchnął go silnie ramieniem, że o mało co młodzieniec nie przewrócił się na chodnik. Oboje widzieli się po raz pierwszy i nie rozpoznali się, a to uratowało mu życie. Młody Newell wracał od Selene, a Nathan właśnie tam szedł. Szeptał coś pod nosem, ale nie były to słowa o znaczeniu pozytywnym. Nacechowane były taką wrogością, złością i nienawiścią, że od samego słuchania człowiek od razu robił się zły. Jego żona nie miała pojęcia, gdzie poszedł jej ukochany, ale nie miała nic przeciwko temu, żeby powiedział „szanownej” pani dyrektor co o niej myśli. Oboje byli na nią źli, ponieważ kiedy to po długich przemyśleniach i mimo niechęci wysłali list do Selene z prośbą o przyjęcie do Darkler ich syna, ta odmówiła. Nathana doprowadziło to do szału i natychmiast postanowił osobiście porozmawiać z dyrektorką.

Kiedy już wreszcie stanął przed drzwiami jej domu zapukał mocno, a po chwili ktoś otworzył drzwi. Drake wkroczył do środka i krzyczał.

— Myślisz, że skoro założyłaś tą szkołę to możesz robić wszystko co ci się podoba? Lucius nie będzie zadowolony z decyzji, którą podjęłaś!

— No, no, no… — uśmiechnęła się podstępnie — Sam Nathan Drake przyszedł do mojego domu. I to taki zbulwersowany, ponieważ synek, którego tak kocha nie dostał się do szkoły.

— Ty wywłoko! Jesteś nikim! — krzyknął, a z drugiego pokoju wyszedł Asverus.

Chłopak podszedł do swojej żony i objął ją w talii. Drake zamilkł na moment, ale emocje jakie nim targały były silniejsze niż rozsądek i nie zważając na obecność Asverusa zaczął na nowo obrażać Selene.

— Zwrócę się do Luciusa! Zabierze ci wszystko ty parszywy mieszańcu! Pochodzisz z brudnej krwi… — syknął — Już niedługo…

— Nie radzę się tak do mnie odnosić.

— Ja też nie radzę! — krzyknął rozwścieczony hrabia.

Każdy kto powiedział na jego ukochaną żonę złe słowa kończył w Shira-Zel. Hrabia nie zważał na to czy ma on szlacheckie pochodzenie czy nie. Jako Oskarżycel doskonale znający wampirze prawo potrafił wymyślić takie czyny i przebieg zdarzeń, że nawet niewinny przyznał by się do zbrodni. Już miał odezwać się coś do Nathana jednak postanowił poczekać na przebieg rozmowy i zadecydować czy zrobi mądrze jeżeli zacznie następną wojnę z rodziną Drake. Spojrzał na żonę, a ta puściła do niego oczko.

— Chyba nie sądziłeś, że jestem na tyle głupia, by wpuścić do własnej szkoły szpiega. A tak wogóle to Lucius nie ma nic do Darkler. Nie jest jej protektorem i nigdy nie będzie.

— Teraz przy swoim hrabim jesteś wygadana, ale sama nic nie potrafisz zrobić.

— Twoje uwagi są niezgodne z tematem naszej rozmowy.

— Masz przyjąć mojego syna do tego twojego Darkler!

Selene poprawiła włosy i usiadła na kanapie. Asverus zajął miejsce obok niej i objął ją ramieniem. Dziewczyna nic się nie odzywała. Nie chciała coraz to bardziej zaogniać konfliktu pomiędzy rozem Craig, ale gdy odmówiła przyjęcia do szkoły bratanka Isabelle chcąc nie chcąc zrobiła to. Teraz musiała jedynie na spokojnie podejść do sprawy i dać do zrozumienia mężowi Elene Craig, że Darkler nie jest odpowiednim miejscem jeśli chodzi o Toma.

— Uspokój się i usiądź. — powiedziała do chodzącego w tą i z powrotem wampira.

— Nie! Albo… — szepnął zdezorientowany.

Sam nie czuł już w sobie żadnych sił na dalsze kłótnie. Wiedział, że jeżeli Selene nie przyjmie jego syna do swojej szkoły nie będzie innego wyjścia jak tylko wysłanie go do szkoły oddalonej kilkanaście mil.

— Nie podejrzewałem, że będziesz kierować się przeszłością. I że moje dziecko może być polem bitwy.

— Wcale nie kieruję się przeszłością. To wy…

— Jak zawsze święta! — przerwał jej Drake gwałtownie wstając z krzesła — Udajesz hrabinę, a masz w sobie brudną krew jak ta twoja matka!

— Wystarczy tego! — powiedział twardo hrabia — Wyjdź stąd! Jeśli powiesz jeszcze jedno słowo staniesz przed Radą.

— Dobrze, więc porozmawiajmy jeśli umiecie. Dlaczego w takim razie odrzuciliście mojego syna?

— Mieliśmy powody. — odpowiedziała spokojnie dziewczyna, a Drake prychnął.

— Jestem pewny, że Lucius z przyjemnością dowie się o łamaniu regulaminu szkolnego. I o tym, co się dzieje tam i jakie to pewnie czary odprawia twój ojciec chrzestny.

— Lucius nie ma nic wspólnego z naszą szkołą. — odrzekła spokojnie dziewczyna.

— Mogłem się przecież domyslić, że skoro miałas matkę jaką miałaś, ojca też i teraz ten Kingstone… — syknął i pokiwał głową — Nie mogłaś być normalna.

— Nathan może ja nie jestem normalna, ale ty jestes jeszcze gorszy. I naucz się na przyszłość panować nad nerwami.

— Że co? — w pierwszej chwili wampir nie zrozumiał, co Selene miała na myśli.

— Ja ci to wyjaśnię. — rzekł Asverus i złapał go za ramię i mocno ścisnął — Ale na zewnątrz.

Hrabia zamknął drzwi i spojrzał się nienawistnie na Nathana. Cała trójka dobrze wiedziała, dlaczego tak naprawdę Tom został odrzucony ze szkoły. Jednak musieli mieć powód, którego Lucius nie będzie mógł obalić i nie zaliczy do powodów osobistych. Obaj nic się nie odzywali. Venture chciał coś powiedzieć, ale jednak zrezygnował. Nathan przygryzł wargę, machnął ręką i odszedł. Selene wyszła na zewnątrz do swojego męża i przytuliła się. On uśmiechnął się szeroko.

Żadne z nich jednak nie podejrzewało, że to nie ich ostatnie problemy z rodziną Drake. Jak się później dowiedzieli Nathan rozgłosił każdemu, że Selene i Asverus są bardzo podatni na nepotyzm, a ich osobiste kontakty są stawiane ponad prawem. Oczywiście jego słowa nie wyrządziły zbyt wielkich szkód, bo hrabia miał większy szacunek wśród wampirów niż Drake.


Tymczasem Tristan Snake miał własne problemy. Jego nowi przyjaciele wymagali od niego coraz to więcej i więcej, a to stwarzało trudne wybory. Dzisiaj też właśnie miał spotkać się z Gabrielem, który miał dla niego jakieś pilne zadanie od Isabelle. Z jednej strony było mu szkoda braci, ale z drugiej chęć zemsty zwyciężała. Dragon nadal czuł do niego żal, a ich stosunki jeszcze bardziej się ochłodziły. Scorpious nie wyprowadził się z zamku, ale to Astria wprowadziła się do niego. Strych, który od dawien dawna był niezamieszkiwany teraz nabrał życia. Dragon i jego ukochana zamieszkali tam, a zaraz pod nimi na trzecim piętrze mieszkali Astria i Scorpious. Tristan, który także nie chciał widywać się z braćmi zamieszkał w piwnicach tak, że oddzielały ich aż dwa piętra. Takie zachowanie ze strony braci doprowadzało Tristana do szału i popychało w stronę mściwej Isabelle Craig.

Spojrzał na zamek i westchnąłszy założył na głowę kaptur po czym po cichu udał się w kierunku lasu. Kiedy wszedł pomiędzy gęstwiny po ciele przebiegł mu drzeszcz, a w sercu przez króciutki moment poczuł, że powinien zawrócić. Jednak zaraz przed oczami stanął mu obraz Catherine w objęciach Imrana i kiwająca głową Isabelle. Pewnym krokiem ruszył dalej w głąb lasu. Czasami wydawało mu się, że nawet drzewa są przeciwko niemu. One widzą wszystko, ale nic nie mówią. Gdy przechodził koło Drzewa Shaol czerwone liście spadły na ziemię, a było to dziwne ponieważ Shaol jako jedyne drzewo liściaste nigdy nie zrzucało liści. Jednakowoż to byłoby można jakoś wytłumaczyć, ale nagłej zmiany koloru liści już nie. Tristan podniósł je i zdenerwowany spotkaniem zgniótł w dłoni. Rzucił je na ziemię, a wtedy stało się coś dziwnego. Zamiast być tam gdzie powinny te same zapaliły się pomarańczowym ogniem i jedyne co po nich zostało to kupka popiołu. Hrabia rozejrzał się i gdy usłyszał krzyk lub coś podobnego do pisku ruszył szybko drogą, by znajeźć się jak najdalej od dziwnego Drzewa Shaol. Po kilkunastu minutach drogi przed jego oczami ukazał się zamek Shira-Zel. Po ciele wampira przebiegł lekki dreszcz, a korony drzew zaszumiały. Jeszcze śmielszym krokiem ruszył prosto do ogromnych kamiennych murów. Zapukał do tylnych drzwi i gdy te otworzyły się zobaczył roześmianą twarz Gabriela. Gdy był młody, a słowa ojca nie raniły tak jak później dziwił się jak wogóle wampiry mogą robić sobie krzywdę. Uważał, że każda rasa musi się trzymać razem i pomagać sobie. A teraz po tych kilku wiekach stał się dokładnie taki sam jak wampiry, którymi gardził. Uśmiechnął się do chłopaka i wszedł do środka.

— Już zaczynałem wątpić w twoje przybycie.

— Niepotrzebnie. — odpowiedział i zdjął kaptur.

Spojrzał na rękę w której ścisnął liście z Shaol i zobaczył, że jest na niej zaczerwienienie. Potarł ją, ale i to nie dało żadnego rezultatu. Zawsze było tak, że rany same się goiły, a nie trzeba było na to długo czekać. Jednak to zadrapanie było inne. Gabriel spojrzał na kolegę i zobaczył, że ten jest przerażony.

— Co ci się stało? — zapytał pielęgniarz.

— Zgniotłem liście z Drzewa Shaol.

— Głupie drzewo. Nigdy go nie lubiłem. Pamiętam jeszcze jak matka opowiadała mi, że prawawna religia czciła Shaol jako wyrocznię. Ja nie widzę w tym krzaku nic szczególnego. Gdy Isabelle już stąd ucieknie pierwszym rozkazem będzie ścięcie tego głupiego Shaol. — zaśmiał się, jednak Tristanowi przypomniało się z jaką miłością i oddaniem jego matka codziennie chodziła pod Shaol, by oddać mu cześć i zachował powagę — Chodź. Isabelle już czeka. — pośpieszył hrabiego.

Oboje po cichu udali się podziemnym korytarzem i wyszli na korytarz główny. Gabriel wyjrzał i dał koledze znak, że może wyjść. Pobiegli szybko do końca i ukryli się za jednym posągów. Nagle na początku korytarza pojawił się Cień. Gabriel oddychał spokojnie i nie wychylał się. Cisza jaka panowała w zamku uspokoiła zjawę, która zawróciła w połowie drogi. Pielęgniarz wychylił się i gdy Cienie nie pojawiały się wpuścił hrabiego Snake’a do celi Isabelle, która teraz nazywana była przez wszystkich więźniów komnatą.

Isabelle siedziała na wielkiej, metalowej trumnie niczym królowa na tronie. Kiedy drzwi do pomieszczenia otworzyły się od razu podskoczyła na widok hrabiego, albowiem już od dawna planowała zemstę i jej główne zadanie chciała powierzyć właśnie Tristanowi. Ciekawa była jego reakcji. Wiedziała, że jeżeli jego nagła zmiana poglądów jest prawdziwa to zgodzi się wykonać zadanie, ale jeżeli nie to udowodni, że to wszystko to zwykła podpucha jaką wymyśliła Rada. Drugą opcję wampirzyca równiez przemyślała i postanowiła, że gdy takie coś się wydarzy zabije hrabiego, a Gabriel pochowa jego ciało w grobowcach Shira-Zel. Uśmiechnęła się do Snake’a i wskazała mu ręką miejsce. Gdy ten usiadł „hrabina” zaczęła swoje przedstawienie.

— Wyczekiwałam cię Tristanie. Myślałam, że już nie przyjdziesz. Obiecałeś stawić się tutaj ma odpowiednią godzinę, a tymczasem wolałeś spacery koło Shaol jak mniemam.

— Miałem pewne małe problemy z lasem, ale już wszystko jest jasne. Mam do ciebie także pewną prośbę.

— Jaką?

— Gdy wyjdziesz stąd wreszcie każ spalić Drzewo Shaol. — powiedział i znowu potarł zadrapanie na dłoni.

Isabelle zaskoczona pokiwała głową, a zadowolony hrabia uśmiechnął się. Gabriel stał przy drzwiach i nasłuchiwał czy nie zbliża się żaden z Cieni, a już tymbardziej czy nie zbliża się sam hrabia Azar Venture.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 16.38
drukowana A5
za 42.12