E-book
16.38
drukowana A5
39.09
Czas zemsty

Bezpłatny fragment - Czas zemsty

Druga część książki : "Prawda owiana kłamstwami"


Objętość:
233 str.
ISBN:
978-83-8189-582-8
E-book
za 16.38
drukowana A5
za 39.09

Książkę tę dedykuję moim rodzicom jako podziękowanie za wiarę w moje siły. A także Tobie kochany, który odszedłeś sierpniowej nocy zostawiając po sobie tylko smutek i łzy, gdyż znaczyłeś dla mnie tyle, co dla Selene Johnny. 

Rozdział 1

Rosnąca miłość

Kiedy Selene siedziała w swoim pokoju Jonathan przyszedł do niej w sprawie jakiejś wycieczki. Ta nie potrafiła mu odmówić i od razu się zgodziła. Ale nie było jej pisane mieć spokoju i za chwilę odwiedziła ją Anastasia z pytaniem o małego Ostroroga Amerykańskiego. Urósł do dużego rozmiaru i potrzebował swojej własnej komnaty. Dyrektorka zadecydowała, że może z przyjemnością odstąpić mu małą komnatę pod zamkiem. Było tam ciepło i dużo myszy, a one akurat były przysmakiem tego gatunku. Kiedy tylko wampirzyca wyszła David przyszedł do Selene tak po prostu pogadać. Pożalił jej się trochę, że teraz, gdy Natalie pojechała na jaką misję czy coś w tym rodzaju nudzi mu się w domu i chciał prosić o dodatkowe godziny. I oczywiście je otrzymał. Potem przyszedł jeden z jej ulubionych uczniów i poprosił o zwolnienie z lekcji, ponieważ jego rodzice przyjechali do Almadeen i chce się z nimi zobaczyć. W dzisiejszym nastroju Selene nie znała słowa „nie” i nieważne o co by się jej nie poprosiło ona i tak się zgadzała.

W szkole Selene nie chciało prowadzić się lekcji. Asverus czuł się dokładnie tak samo. Najchętniej oboje posiedzieliby razem. Teraz kiedy nareszcie byli już ze sobą, siedzenie na lekcjach stało się dla nich gorsze niż dla uczniów. Dziewczyna wzięła z pokoju dziennik i spokojnym krokiem i z małym spóźnieniem zeszła na lekcję do piątego roku. Weszła do klasy i usiadła przy biurku. Otworzyła dziennik i sprawdziła listę obecności. Uczniowie nie byli potulni jak baranki, ale nie zachowywali się tak jak pierwsze klasy. Nie trzeba było ich uspokajać. Może to z racji tego, że byli Uśpionymi, a bardzo szanowali swoją protektorkę? Selene zasłoniła okna, a uczniowie zdziwili się, bo nigdy tego przedtem nie robiła. W pomieszczeniu zapanował mrok, a dziewczyna zapaliła kilkanaście małych, zapachowych świeczek. Uczniowie rozejrzeli się po klasie i otworzyli podręczniki.

— Mieliście dzisiaj coś pisać? — zapytała klasę pani profesor.

— Nie. — usłyszała odpowiedź chóru. — Pani coś mówiła o tym, że mamy powtórzyć ostatnie lekcje, bo to ważne i takie tam.

— No dobrze. Na czym ostatnio skończyliśmy?

— Na rodzie Le Fey.

— A dokończyłam wam to?

— Nie. A my z chęcią posłuchamy o tym rodzie jeszcze raz. Nie mamy nic przeciwko powtórzeniom. — dodał z uśmiechem na ustach Chris.

— No dobrze. — powiedziała się i uśmiechnęła, bo domyśliła się, że jeżeli chłopcy tak ją bajerują oznaczało to, że chcą jak najszybciej zmienić temat i sprawić, że Selene zapomni o wcześniej obiecanej kartkówce. — Siostry Le Fey są w całej historii jedynym kobiecym rodem, które mają władzę na równi z Venture’ami czy Snake’ami. Pod ich protektoratem znajduje się więzienie Death Hills. Trafiają tam najgorsi przestępcy, a strażnikami tam są Mroki. Inaczej to nazywając skazani są przez nich uśmiercani i wierzcie mi, że nie chcecie tam trafić. Spojrzenie Mroka jest bardzo bolesne i niezbyt przyjemne. Podobno. Nikt kto tam trafił jeszcze nie przeżył, więc nic dokładnie nie wiemy. Ale ten kto tam akurat się przechadzał mówił, że zawsze słychać przerażające krzyki.

— Tak jak spojrzenie miłości? — zapytał Willy Rivero uśmiechając się. — Jeżeli nie możemy kogoś mieć to każde spojrzenie na tą osobę boli, a serce chce krzyczeć.

— Tylko jeśli jest nieszczęśliwa. — odpowiedziała mu nauczycielka. — Ale tak. W zupełności się z tobą zgadzam i nawet za tą trafną uwagę dostaniesz ode mnie prezent. B z aktywności.

— Dziękuję. Ale jak jest szczęśliwa to ma taki sam wygląd jak pani. — zażartował, a cała klasa zaśmiała się.

— Oj Willy jaka szkoda, że ty niedługo odejdziesz. — powiedziała i potargała go po włosach, a chłopak spojrzał na nią zaskoczony.

— Czyli jednak mnie pani lubi? A kiedyś pani mówiła, że będzie się cieszyć jak odejdę.

— Was wszystkich bardzo lubię, ale nikt nie dochodzi się ze mną tak jak ty i to mi się podoba. Lubię osoby, które trzeba uspokajać, a nie pobudzać do życia. A ty taki jesteś. Ale już skończmy tą dyskusję.

Selene nie dokończyła już tematu wampirzych rodów, ponieważ klasa zaczęła z nią tak żartować i rozmawiać, że dziewczyna doszła do wniosku, że nie warto jest wracać do lekcji. Dokończy wszystko na następnych zajęciach. Rozmowa zeszła na temat balu, który miał odbyć się za rok. Jeszcze tylko jedna klasa i jej ulubiona grupa odejdzie. Tak samo jak i ulubiona i najbardziej faworyzowana grupa Niezależnych Asverusa. Zawsze tak jest, że gdy jakaś klasa przychodzi czuje się nie przywiązana emocjonalnie do szkoły i nauczycieli, ale potem, gdy minie odpowiedni czas wszyscy potem bardzo żałują, gdy mają odejść i porzucić coś, co bardzo polubili.

— A wie pani, że mogę do pani już mówić na” ty”? — zapytał Willy.

— No tak prawda. Masz już 18-naście lat. Jesteś najstarszy z klasy. Ale nie zapominaj, że jeżeli mi się to nie spodoba nie będziesz tak mówić.

— Więc wiesz Selene… — zaczął wesołym tonem, a Selene zaśmiała się. — Ja jestem Uśpionym, a nie jakimś zadufanym w sobie Niezależnym.

Dobrze pamiętała jak powiedziała im, gdy byli w pierwszej klasie, że gdy będą mięli po 18-naście lat będą mogli mówić do niej po imieniu. Myślała, że uczniowie o tym zapomną, a oni jednak nie zapomnieli, a w szczególności Rivero.

Tymczasem Asverus siedział po drugiej stronie zamku i również zmuszał się do prowadzenie lekcji. Nie pytał nikogo z racji tego, że teraz miał lekcję ze swoimi ulubieńcami — Niezależnymi. Jedyne o czym myślał to, żeby lekcja się wreszcie skończyła, a najlepiej cały ten dzień. Jutro już była sobota i wszyscy wyjadą do swoich domów na miesiąc wiosennej przerwy. Wyjął dziennik i sprawdził listę.

— Da Silva. — wyczytał pierwsze nazwisko.

— Jestem. — odpowiedział chłopak, który zawsze chodził w czarnym garniturze i trzeba przyznać, że bardzo dodawało mu to uroku, ale dzisiaj wyjątkowo założył sweter, w którym także wyglądał niesamowicie.

Da Silva mieszkał przez pewnien czas w Hiszpanii, ponieważ jego matka pochodziła z tamtych okolic. Niestety ciepłe temperatury nie sprzyjały życiu wampirów i przeprowadzili się. Po przeprowadzce rodzice chłopaka myśleli, że będzie on się tutaj źle czuł i nie znajdzie żadnych kolegów, jednak pomylili się. Nefarius uważał, że tutaj w Ameryce wszystko jest lepsze i piękniejsze niż w Europie. Ojciec chłopaka zaczął pracować w Ministerstwie, a dokładniej w Departamencie Rolnictwa i Handlu i zaprzyjaźnił się z rodem Venture. Młodzieniec od początku miał inny styl niż jego równieśnicy. Był także poważny i czasami nawet ojciec dziwił się, że ma nadwiek dorosłego syna z czego był też niezmiernie dumny. Młody wampir jednak miał pewną cechę, która bardzo upodabniała go do swojego protektora, a mianowicie to, że tak jak Asverus nie lubił rasy Uśpionych. Twierdził, że nie jest to rasa, która nie powinna istnieć, ale oni powinni jak każdy normalny wampir pić ludzką, a nie zwierzęcą krew. Ujawniając swoje poglądy już drugiego dnia w szkole na lekcji z Asverusem zyskał u niego naprawdę dużego plusa.

— Margot. — powiedział hrabia, który nigdy nie wyczytywał imion.

— Tutaj.

— Pexamon. — rozejrzał się po klasie, ponieważ od początku nauki chłopak nie odzywał się, gdy podczas sprawdzania obecności padało jego nazwisko tylko podnosił rękę do góry.

— Na czym ostatnio skończyłem? — zapytał, gdy skończył i zamknął dziennik.

— Na roślinach trujących. Skończyliśmy już cały dział o nich i czas teraz na miłosne. — powiedziała jakaś dziewczyna w związanych włosach w kucyki.

— Istnieje kilkadziesiąt roślin, z których wywar dodany do na przykład wina czy herbaty potrafi niesamowicie mocno opętać ofiarę. Są to potocznie nazywane afrodyzjaki i mogą nimi być na przykład gałka muszkatołowa, rozmaryn, oregano, mięta, gałązki jałowca, goździki. Wymieniłem wam takie najbardziej ludzkie. Ministerstwo zabroniło nam przekazywać wam wiedzę o silniejszych afrodyzjakach. — dodał z niezadowoleniem, a uczniowie zawyli — Ale nic nie równa się prawdziwej miłości. To bardzo piękne uczucie, którego mam nadzieję, że wszyscy doświadczycie. Jakieś pytania do tego co powiedziałem? — zapytał uczniów, a jak zwykle prawie wszyscy podnieśli ręce.

Mimo tego, co myślał hrabia był powszechnie lubiany, a zwłaszcza przez starsze klasy. On też pozwalał — jak Selene — dorosłym uczniom mówić do siebie po imieniu. Tyle, że jego pozwolenia dotyczyły tylko Niezależnych, a jego dziewczyna nikogo nie wyróżniała. Uśpieni zaś mieli zwracać się do niego hrabio Venture.

— Nefarius. — wskazał na palcem na chłopaka w niebieskim swetrze — Co takiego masz do powiedzenia?

— Panu kiedyś ktoś podał takie coś?

— Bo to raz… Nie, nie żartuję teraz sobie. — zaśmiał się — Pewna dziewczyna, ale to bardzo dawno temu. Dotąd nie rozumiem jej zachowania… — pomyślał o Isabelle i jej matce kiedy to obie próbowały wcisnąć mu nafaszerowane miłosnym wywarem wino — Myślała, że wezmę z nią ślub, a ona zostanie bogatą hrabiną. — zaśmiał się.

— A kto to był? — dopytywały się dziewczyny, ale Asverus już nic więcej nie powiedział im na temat tej nieznajomej.

— Zakochał się pan kiedyś? — zapytała koleżanka Margot — Carolina.

— Wiecie pamiętam jak byłem młody to musiałem co chwila biegać z napojem do brata i on sprawdzał czy nie ma tam żadnego afrodyzjaku. Tak, tylko raz się zakochałem i już na całe życie.

— A w kim? — zaśmiali się uczniowie, a na twarzy hrabiego pojawił się lekki uśmiech.

Był ich protektorem i przez 5 lat wychowywał ich w taki sposób, by nic im nie umykało. Wiedzieli o nim już wszystko, oprócz tego w kim się zakochał. Chociaż gdyby ktoś naprawdę chciał od razu zauważyłby, że hrabiego można zawsze spotkać w komnacie dyrektora. Przesiadywał tam całymi dniami razem z Selene.

— To moja tajemnica. Ja się was nie wypytuje o wasze prywatne życie. A poza tym to to nie jest jakaś zwykła godzina dodatkowa tylko bardzo ważna lekcja, a takie pytania są nie na miejscu.

— Ale jak zgadniemy to nam pan powie? — Nefarius Da Silva nie dawał za wygraną.

— I tak nie zgadniecie. Widzę Nefarius, że dociekliwość mojego brata przeszła na ciebie. Za dużo czasu spędzacie razem. — powiedział, ale na widok ich pełnych nadziei i wiary w swoje umiejętności min dodał — Ale macie tylko jedna szansę. Jedna osoba może zgadnąć i jeśli zgadnie to powiem czy zgadł czy nie.

— To kto chce zaryzykować? — zapytał resztę klasy chłopak.

Nikt nie podniósł ręki, ponieważ nikt nie żył blisko Asverusa tak jak właśnie Da Silva. Jego ojciec pracował w Ministerstwie w Departamencie Rolnictwa i Handlu i nawet często widywał się z Asverusem. Odwiedzał różne hodowle i takie podobne, a hrabiemu też takie sprawdzania przynosiły radość. On sam także ostatnio przychodził do Azara.

— To ja zaryzykuję. — uśmiechnął się — Tylko jeśli zgadnę to powie pan prawdę.

— Oczywiście. Więc?

— Nasza… — przerwał, bo dzwonek zadzwonił, a Asverus kazał wyjść wszystkim na przerwę.

Nefarius wziął swój podręcznik i z uśmiechem na twarzy spojrzał się na nauczyciela, a potem ruszył w kierunku drzwi. Hrabia zatrzymał go i zawołał do siebie.

— Zostań Da Silva i dokończ, co zacząłeś. Ciekawy jestem, co ty wymyśliłeś.

— Czy ja wiem, czy to takie wymysł. — odpowiedział i pokiwał głową — To Selene Ramis. Nasza dyrektorka. Zgadza się, prawda?

Asverus nic nie odpowiedział tylko tajemniczo się uśmiechnął, a Da Silva zadowolony wyszedł z sali i obiecał sobie, że ta krótka rozmowa pozostanie ich tajemnicą. Z drugiej strony Asverus często rozmawiał o swoim życiu prywatnym z jego ojcem i gdyby tylko zapytał ojca dowiedziałby się. Ojciec na pewno kazał, by mu przysiąc, że nic nikomu nie powie, ale sam nie potrafiłby odmówić synowi.

Hrabia spojrza na zegarek i odetchnął z ulgą, że lekcje jakie w tym dniu miał mieć skończyły się i był wolny. Wziął do ręki dziennik i książkę, ale przedtem pozamykał wszystkie okna. Zamknął salę i poszedł do wieży Selene. Na schodach minął swojego ulubionego ucznia, który uśmiechnął się i powiedział :

— Miałem rację i nawet teraz się to potwierdza.

— Skąd wiedziałeś? — zapytał go hrabia.

— Zawsze kiedy coś od pana chciałem i szedłem do pana komnaty, ale pana tam nie było, a profesor od nekromancji odsyłał mnie do komnaty dyrektora i zawsze tam pan był razem z profesor Ramis. Trudno nie było się domyślić. A poza tym sam jestem chłopakiem i wiem jak zachowuje się chłopak w stosunku do dziewczyny, gdy jest w niej zakochany. Wiem też, że w pana komnacie są jej zdjęcia. — odpowiedział i już po chwili go nie było.

Uśmiechnięty Asverus otworzył drzwi i zobaczył swoją ukochaną jak siedzi załamana nad grafikiem zajęć. Odłożył dziennik i książkę na półkę i zdjął szatę, bo zrobiło mu się strasznie gorąco. Czasami Cameron za mocno podpalił w kominku i w całym zamku panowała temperatura jeszcze większa niż w piecu.

— Co się stało? — podszedł i przytulił się do niej.

— Cameron musiał wyjechać na jakiś konkurs, a Anastasię pilnie potrzebowano w jakimś lesie w Rumunii. Miałam mieć jeszcze tylko jedna godzinę, a będę mieć trzy. — mruknęła niezadowolona — Jonathan już skończył i pewnie poszedł już gdzieś, a głupio mi jest tak go prosić by mnie zastępował.

— A nie możesz odwołać?

— Ostatnio bardzo często mnie nie było w szkole. Jak Ministerstwo się dowie będą problemy. Lucius nie popuści mi takich wybryków. Jestem pewna, że tylko czeka na moje potknięcie. Już raz byłam wzywana z tego powodu, a było to po śmierci Gary’ego i Lucius powiedział mi, że jeżeli jeszcze raz takie nieobecności się powtórzą to Ministerstwo będzie musiało przejąć szkołę na własność, a tego nikt by nie chciał.

— Jakoś on kłamać nie umie.

— No wiem, a myśli, że jestem głupia i nie widzę, że chcę przejąć Darkler już od samego początku jej istnienia.

— Wiem i nie dopuścimy do tego. Ty wyłożyłaś pieniądze, zamek jest twój. Ale mam pewien pomysł jeśli chodzi o te lekcje. Poczekaj chwilę. — powiedział i wyszedł, po czym wrócił z Jonathanem.

Jego szata ubrudzona była popiołem, a na samym dole znajdował się odcisk ludzkiej ręki. Kiedy mężczyzna spostrzegł, że jego chrześnica zobaczyła to szybko się schylił i otrzepał szatę. Uśmiechnął się na rozluźnienia atmosfery, ponieważ doskonale wiedział, że złamał po raz tysięczny przepis, który mówił, że w szkole nie można przywoływać duchów zmarłych i ich ożywiać. Niestety, ale nekromanta nie mógł się powstrzymać, a Selene zawsze przymykała na to oko. Był jej ojcem chrzestnym i przyjacielem. Oczywiście było ryzyko, że pewnego dnia Lucius Norrenberg zażyczy sobie zwiedzić całą szkołę, a wtedy praktyki nekromanty wydadzą się, a szkoła albo zostanie zamknięta, albo przejmie ją Ministerstwo. Jonathan usiadł na krześle na przeciwko młodej dziewczyny.

— Co się stało Sela? — zapytał starszy pan.

— To się stało, że już po raz setny łamiesz regulamin.

— Selene ja wiem, ale taka już moja natura. Jestem nekromantą.

— Wujku ja mówię, żebyś zmieniał swoją naturę, ale jeśli będziesz następnym razem wywoływać duchy powiedz mi o tym. Jeżeli Lucius zażyczy sobie, żeby iść do podziemi będę wiedzieć, że nie mogę go tam wpuścić. A tak stawiasz mnie w bardzo niezręcznej sytuacji. — wyjaśniła, a on puścił do niej oczko.

— Obiecuję, że od dzisiaj nie będę przez tobą ukrywał, że ożywiam duchy kochanie. A tak właściwie to nie chyba po to mnie tutaj zawołano.

— Twoja chrzestna córka ma problem. — oznajmił młody hrabia, bo jego dziewczyna nic się nie odzywała — Miała mieć jeszcze tylko jedną godzinę, a ma trzy. A mieliśmy takie ambitne plany i wszystko się pokrzyżowało.

— Czyli?

— Camerona wezwano na konkurs, a Anastasia pojechała do Rumunii. Każde z nich ma dzisiaj jedna godzinę, a jeżeli Selene zwolni wszystkich to będzie miała trudną rozmowę z Luciusem, a tego nie chcemy.

— Ja śmiało mogę wziąć lekcję Anastasii. Lubię smoki to coś tam im powiem. — zaproponował — A poza tym kto chce słuchać na lekcjach jeśli przerwa zimowa jest już tuż tuż. Połowa uczniów z tej szkoły, a szczególnie Uś… — przerwał na widok miny Selene — A już niewazne. — zakończył, a Asverus roześmiał się.

— Ja biorę lekcję Camerona, a ty idziesz na swoją i sprawa załatwiona. — powiedział nadal bardzo rozbawiony.

— Przecież ty wujku już skończyłeś swoje zajęcia, a tyle razy już mnie zastępowałeś, że głupio mi było cię o to prosić.

— Kochana mnie się nie musisz wstydzić. Zawsze ci pomogę, a szczególnie za to przymykanie oka na moje wybryki. — powiedział i zadowolony wyszedł i udał się do pokoju nauczycieli, by wziąć dziennik.

— A nam nic się nie stanie jeśli zostaniemy godzinę dłużej. — powiedział Asverus mając na myśli siebie i Jonathana.

Problem się rozwiązał, ale lekcje ciągnęły i ciągnęły. W końcu jednak nastał dzwonek nie tylko wyczekiwany przez uczniów. Dziewczyna jeszcze tylko poukładała książki i zamknęła okna. Krzesła były już wsunięte, a klasa w porządku. Wyjęła z biurka klucz, wyszła z klasy i zamknęła ją.

Selene udała się do pokoju swoich podopiecznych i pożegnała się z nimi. Była dla nich bardzo ważna, bo przez cały rok, nie licząc przerwy zimowej i wiosennej była dla nich jak zastępcza matka. Niezależni przyszli sami do swojego protektora. Dziewczyny z jednej strony były smutne, bo nie będą widziały się z hrabim cały długi miesiąc, ale z drugiej zobaczą się z rodzicami, których bardzo długo nie widziały. Jedyna osobą, która nie żegnała się z Asverusem był Nefarius Da Silva. Wiedział on, że prędzej czy później hrabia przyjedzie w odwiedziny do jego ojca i znowu się zobaczą. Przed wyjazdem chłopak jednak poszedł do profesora i przekazał wiadomość od ojca, który serdecznie zapraszam hrabiego razem z narzeczoną do siebie na rum. Nauczyciel ucieszył się i zgodził, ale wątpił w to czy Selene będzie chciała jechać do pana Da Silvy.

Mijały godziny, a szkoła pustoszała coraz to bardziej i bardziej. Uczniowie rozchodzili się i wsiadali do przyjeżdżających samochodów. W końcu jednak nastała cisza, a w budynku nie została żadna żywa dusza. Wampiry wyjechały, a liście w ogrodzie należącym niegdyś do najsłynniejszego wampira — Vlada Draculi rozkwitły zakrywając jego grobowiec. Ogród nie wyglądał już tak przerażająco, ale ani słońce ani deszcz nie potrafiły zatuszować tajemnicy, którą ukrywał.


Czas mijał i powoli zbliżał się też ślub Astrii Le Fey i Scorpiousa Snake’a. Było to pierwsze takie wydarzenie, które łączyło od pokoleń skłucone ze sobą dwa rody. Rodzice braci Snake i sióstr Le Fey nigdy się nie lubili, ale w będąc w Radzie nie mogli kierować się własnymi uczuciami. Jednak uczucie, które przez tyle lat ukrywali Astria i Scorpious wyszło wreszcie na światło dzienne i zniszczyło nienawiść jaką obdarzali siebie nawzajem Snake’owie i Le Fey’owie.

Księżyc robił się każdej nocy coraz to bardziej okrągły, aż wreszcie nastała ta długo wyczekiwana noc. Niebo było jasne niczym łza, a księżyc zdumiewał wszystkich swoim pięknem. Gwiazdy błyszczały koło niego, ale nic nie było w stanie odciągnąć od tego żółtego kółka wzroku. Ludzie nie widzieli w nim nic pięknego, może niektórzy tak, ale noce pełni księżyca były dla nich bez znaczenia.

Na tą jakże ważną uroczystość zaproszeni zostali osobiście przez hrabiego Snake’a Imran wraz z hrabiną Catherine, Azar i Asverus. Nie zabrakło tu też Aviory wraz ze swoim przyjacielem i Aris z mężem. Tristan długo rozmyślał czy iść czy nie. W końcu był to ślub jego brata. Postanowił jednak zmierzyć się z wampirzycą, która kiedyś złamała mu serce i stanąć twarzą w twarz z wampirem, który zniszczył mu życie. Dragon przyszedł ze swoją młodszą od siebie o jakieś 60 lat narzeczoną. Inne wampiry też przybyły i na przykład można tutaj było spotkać prawie wszystkich Ministrów. Da Silva także przyszedł z żoną, a jego syn, który nie miał dziewczyny tak jak Azar postanowił dołączyć do najmłodszego hrabiego i bawić się razem z nim w gronie młodych i naiwnych wampirek, które wierzyły w każde słowo.

Ceremonia jeszcze się nie zaczęła. Goście zbierali się dopiero na polanie pod wzgórzami. Catherine jak nakazywała tradycja założyła swoją suknię z herbem rodu Venture i razem z mężem usiedli w pierwszej ławce. Jakie to było wielkie zaskoczenie zobaczyć zaginioną od wieków wampirzycę. Aris nie mogła się nacieszyć przyjaciółką. Scorpious i Dragon przywitali się z nimi normalnie, ale Tristan tylko łypał na parę z nienawiścią w oczach. Catherine podeszła do niego z uśmiechem. Nie chciała zepsuć uroczystości takiej miłej wampirzycy jaką była Astria, a z racji tego, że jej przyszłym mężem będzie brat jej dawnego przyjaciela zachowywała pozory tego, że topór wojenny pomiędzy nią i Tristanem został zakopany i udawała, że wszystko jest w porządku.

— Zdziwiony? — syknęła.

— Miałem nadzieję, że więcej cię nie zobaczę. — odparł z lekkim fałszywym uśmiechem na twarzy — Podobno byłas w niewoli.

— Gdybym była z tobą to jeszcze wiele wieków byłabym zaginioną, ale dzięki mojemu mężowi byłam tam tylko parę lat.

— Gdybyś wyszła za mnie nigdy nie trafiłabyś do niewoli.

— Gdybym za ciebie wyszła prosiłabym los o niewolę.

— Teraz już wiem, że taka jak ty… — powiedział z niesmakiem — Nie jest warta mnie.

— Nie rozśmieszaj mnie. — oznajmiła rozbawiona i dodała — Jeszcze raz usłyszę, że mówisz, że krew Ramis'ów jest brudna, a przysięgam, że cię zabiję. — powiedziała groźnym tonem, a on nic się nie odzywał — Jeszcze raz usłyszę coś obraźliwego dotyczącego kogoś z mojej rodziny wypowiedziane z twoich ust, a ród Venture wypowie ci wojnę.

— Grozisz mi?

— Gdy będę ci grozic będziesz o tym wiedział. — powiedziała łagodnym, ale bardzo zdecydowanym tonem.

Kobieta uśmiechnęła się i odeszła od niego. Tristan poszedł do ostatniej ławki i usiadł w niej. Dobrze wiedział, że jeszcze czuje coś do Catherine i tylko dlatego jest na nią taki zły. Gdyby nic do niej nie czuł, ona i Imran byliby mu obojętni. Ale tak cały czas starał się zniszczyć ich i gdyby nie jego „przyjaciółka” nie cieszył by się na przyszłość.

Azar siedział spokojnie w trzecim rzędzie koło roześmianych wampirek. Gdy zobaczył samotnego młodego Da Silvę zawołał go do siebie. Azar zrobił piorunujące wrażenie, a młode dziewczyny były zachwycone hrabim i każdym jego słowem. Chichotały co jakiś czas i jedna chciała się okazać lepsza od drugiej, a chłopak dobrze to wykorzystał. Da Silvę też otaczały z każdej strony. Oboje byli bardzo podobni z charakteru i oboje nie rozumieli jak taka ładna wampirzyca jak Selene mogła chcieć się związać z takim — jak to oni określali — brzydalem jak Asverus. Oczywiście żartowanie z Asverusa było ich ulubionym zajęciem. Poza szkołą Venutre traktowali Da Silvę jak kolegę, ale w szkole musieli zachować zasady.

Asverus założył swoją wyjściową szatę, a Selene sukienkę, którą od niego dostała. Wyglądała obłędnie. Kiedy wchodzili w tłum próbując dostać się do pierwszej ławki, wszyscy patrzyli się na nich. Astria, która wreszcie osobiście poznała Selene podeszła do nich. Była niezwykle zaskoczona na widok młodej Ramis. Od jakiegoś czasu wysłuchiwała na jej temat samych plusów i niezbyt wierzyła w to. Jednak teraz mogła się osobiście przekonać, że wszystko co mówił Azar i Imran było prawdą.

— Venture’owie nie kłamali mówiąc, że wampirzyce z rodu Ramis są jak nimfy.

— Dziękuję. — rzekła dziewczyna — Miło to słyszeć.

— Jestem Astria Le Fey. Miło poznać. — przedstawiła się hrabina i uściskała dziewczynie rękę — A to mój narzeczony Scorpious. — powiedziała i szarpnęła chłopaka, by się odwrócił.

— My się już poznaliśmy na tamtym balu. — zwrócił się do Selene, a ona pokiwała głową — Ale teraz z Asverem wyglądasz dużo lepiej niż z tamtym Uśpionym. — szepnął, a Astria uderzyła go lekko w ramię.

Hrabina myślała, że Selene nadal odczuwa jakiś ból na wspomnienie o tragicznie zmarłym mężu, ale dzięki Asverusowi wszystko było dużo piękniejsze. Wsparcie rodu Venture, a także czas zagoiły tą ranę, która nigdy więcej już nie krwawiła. Oczywiście na sercu pozostała blizna.

— Jak ty nie masz nic wyczucia.

— Nic nie szkodzi. Ale my przepraszamy was na chwilę. Musimy zająć miejsce, ale miło było cię poznać Astria. — powiedziała Selene i odeszła razem ze swoim ukochanym.

Również Aris i Aviora pragnęły przekonać się czy Selene naprawdę była taka jak ją opisywał Asverus czy nie. Jednak, gdy tylko zamieniły z nią parę zdań od razu poczuły do niej sympatię. Myślały, że będzie to pewna siebie i dumna dziewczyna zadowolona z tego, że zdołała usidlić bogatego hrabiego, ale zupełnie się pomyliły. Catherine od razu zaczęła opowiadać jak to dzielnie jej córka chrzestna poradziła sobie z życiem. Wspomniała także o jej bohaterskim uczynku jakim było założenie szkoły dla Uśpionych i Niezależnych. Kobiety cały czas ćwiergotały, że świetnie nadaje się do rodu Venture. I gdy Asverus zdołał wyrwać z ich sideł swoją ukochaną natknęli się na hrabiego Snake’a. Dragon też pogratulował hrabiemu Venture tak fajnej dziewczyny.

Dzwony zabiły, a z wielkich myśliwskich rogów rozległa się spokojna muzyka. Wszyscy ucichli i usiedli. Astria i Scorpious stanęli obok siebie, a wampriest zaczął odprawiać ceremonię. Kiedy wreszcie Astria i Scorpious zostali małżeństwem i połączyli rody Le Fey i Snake w jedna wielką rodzinę zaczęła się zabawa. Pierwszy taniec oczywiście należał do młodej pary. Potem na parkiet weszli inni. Selene rozejrzała się i spostrzegła, że David i Natalie również tu są. Uśmiechnęła się do nich i pomachała ręką. Miło było popatrzeć na tańczącego Imrana z Catherine, Dragona z narzeczoną, Aris z mężem i Aviorę z przyjacielem. Azar jak zwykle bajerował jakieś młode i naiwne wampirki, które słuchały go jak zaczarowane, a on miał z tego dobrą zabawę. Nagle Asverus wstał i wyciągnął rękę do dziewczyny.

— Mogę prosić? — zapytał Selene.

— Oczywiście. — uśmiechnęła się i podała mu rękę.

Z chwilą, gdy tylko weszli na parkiet w głośnikach, którymi były wielkie, myśliwskie rogi zabrzmiała romantyczna melodia. Catherine przytuliła się do męża, a Selene do Asverusa. Chciał, żeby ten moment trwał wiecznie. Serce biło mu trochę szybciej, ponieważ za chwilę miało się okazać coś bardzo ważnego dla niego.

— Selene. — powiedział chłopak nieco zdenerwowany.

— Hmm?

— Mam do ciebie pytanie. Nie chcę, żebyś pomyślała, że na ciebie naciskam czy coś, ale muszę to powiedzieć. Jesteśmy już od jakiegoś czasu razem, ale ja nie chcę popełnić tego samego błędu co kiedyś i czekać 60 lat, by potem cię stracić.

— Co się stało? — zapytała nadal do niego przytulona.

— Selene wyjdziesz za mnie? — zapytał i podał jej swój pierścień z herbem.

Zaskoczona pozytywnie dziewczyna uśmiechnęła się i podała mu swoją dłoń, a chłopak założył jej sygnet na palec. Nareszcie miało się spełnić to co zaczęli w przeszłości. Szczęście biło od nich na mile. Asverus uściskał ją mocno, a ona pocałowała go. Pary tańczące blisko patrzyły na nich zaskoczone, ale oni nie zwracali na nic uwagi.

— Już niedługo zostaniesz hrabiną Venture.

Selene uśmiechnęła się i przypomniała sobie zdarzenie kiedy to jako mała dziewczynka siedziała z mamą na werandzie, a ona powiedziała jej, że kiedyś zostanie hrabiną. I że spotka właśnie hrabiego, który pokocha ją, a nawet czas nie będzie w stanie ich rozdzielić. Od czasu kiedy jej rodzice zmarli tragicznie dziewczyna często ich wspominała, ale chwile z dzieciństwa były jedynymi rzeczami, które jej pozostały. Tak bardzo kochała swoją mamę. Za szybko odeszli, ale Selene nie poddała się. Popatrzyła w piękne oczy swojego ukochanego Asverusa i jeszcze bardziej się uśmiechnęła.

— Teraz mogę ci to powiedzieć.

— Co takiego?

— Pewnej nocy na długo przed odnalezieniem Cathy śniło mi się, że Gary prowadzi mnie do ołtarza, a tam czekałeś na mnie ty. Ten sen miałam dosyć często. Rozmawiałam o tym z Imranem, ale on powiedział, że jeśli chodzi o przeznaczenie to ono i tak się ziści.

— No widzisz. Wszyscy o tym wiedzieli, a teraz przeznaczenie się spełnia.

— Szkoda, że na naszym ślubie nie będzie moich rodziców. Nawet nie jestem w stanie sobie wyobrazić jacy by byli teraz szczęśliwi. — szepnęła, a w oczach pojawiły jej się łzy.

— Kochanie… — powiedział hrabia i pogładził ją po policzku — Esmelle i Johnny odeszli za wsześnie i to nie podlega dyskusji, ale napewno nie chcieli by, żeby ich ukochana córka, która już tyle wycierpiała i teraz wreszcie będzie miała dobre życie zadręczała się przeszłością.

— Masz rację. — pokiwała głową i wytarła łzę — Myślisz, że już teraz będziemy szczęśliwi?

— Całą wieczność kochana. — powiedział i pocałował ją w usta — Gdybyś mnie posłuchała kiedyś…

— Oj przestań… — uśmiechnęła się.

— No dobrze już nic się nie odzywam. — odpowiedział wesołym tonem.

Asverus, który zawsze przez dziewczyny postrzegany był za najładniejszego z rodu Venture nie wykorzystywał tego jak to zwykli robić chłopcy w świecie ludzi, ale on wręcz przeciwnie. Nie uważał, że jest jakiś piękniejszy od całego świata. Gdy był młody dziękował każdego dnia, że taka dziewczyna jak Selene uśmiechnęła się do niego. Nie był pewny siebie, ale jego ojciec świetnie temu zaradził. Pewnego wieczoru wziął syna na spacer i postanowił z nim porozmawiać. Powiedział mu wtedy, że jako syn hrabiego Venture musi być silny i pewny siebie. Musi być zaradny i nie powinien patrzeć na to, co powiedzą na jego temat inni tylko dożyć uparcie do celu. Ostatnie słowa chłopak wziął sobie do serca bardziej niż inne. Dążył, by Selene zawsze gdzieś blisko niego była i zdolny był nawet udawać, że jest kimś innym by tylko z nią być. Rozmowa z ojcem Agaresem bardzo mu pomogła, a dziś nie jest już tym samym mało pewnym siebie wampirem.

— Kocham cię.

— Ja ciebie też. Przez tyle lat… Wiesz, że już później trochę traciłem nadzieję, ale gdy zobaczyłem cię jak idziesz przez ulicę Waszyngtona, przypomniało mi się to jak zobaczyłem cię w parku na Alasce.

— Przez ciebie nie mogłam z czystym sercem wyjść za Gary’ego. — uśmiechnęła się, a ich palce splotły się ze sobą.

— Dlaczego?

— Zjawiłeś się i powiedziałeś mi, że nadal mnie kochasz. Myślisz, że ja ciebie wtedy nie kochałam? Ale nie mogłam go zranić… I potem zawsze w trudnych chwilach nie pomagał mi Gary tylko ty. Zawsze byłeś przy mnie. A on wyjeżdżał.

— Teraz nie myśl już o smutnej przeszłości, pomyśl o naszym ślubie i synu, albo córce… — powiedział i uśmiechnął się.

— Przecież ty nie lubisz dzieci.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 16.38
drukowana A5
za 39.09