E-book
15.75
drukowana A5
32.35
CZARNE PSALMY

Bezpłatny fragment - CZARNE PSALMY


Objętość:
76 str.
ISBN:
978-83-8440-996-1
E-book
za 15.75
drukowana A5
za 32.35

Dla moich rodziców —

za to, że byli, nawet wtedy, gdy mnie już nie było.

Za cierpliwość wobec ciszy, która rosła we mnie zamiast słów.

Za miłość, której nie potrafiłem przyjąć, gdy najbardziej jej potrzebowałem.


Dla moich dzieci — Patryka, Ernesta i Oliviera —

abyście nigdy nie musieli szukać siebie w mroku, w którym ja się zgubiłem.

Jeśli jednak kiedyś tam traficie — pamiętajcie, że nawet najgłębsza noc nie zabiera wszystkiego.

Zawsze zostaje coś, co może Was wyprowadzić.


Dla moich braci — Konrada i Arkadiusza —

za wspólne korzenie, których nie zdołałem wyrwać, mimo że próbowałem.

Za to, że gdzieś pod wszystkim, co zostało zniszczone, nadal istniejemy jako rodzina.


Dla przyjaciół i znajomych —

tych, którzy zostali, i tych, którzy odeszli.

Jedni, bo nie mogli już patrzeć.

Drudzy, bo jeszcze wierzyli.

Obu rozumiem.


Dla nieznajomych —

którzy być może odnajdą w tych słowach własny cień.

Nie znam Was, ale znam miejsce, w którym możecie być.


Dla tych, którzy walczą z uzależnieniem, z demonami, z traumą —

to nie jest historia zwycięstwa.

To zapis upadku, walki i tego, co zostaje, kiedy człowiek przestaje być pewien, kim jest.


Jeśli jesteś w ciemności —

wiem, jak bardzo potrafi być cicha.

Jak potrafi przekonać, że nie ma już drogi.


To nie zawsze jest kłamstwo.


Ale nawet tam —

gdzie wszystko wydaje się stracone —

coś w Tobie może jeszcze oddychać.


Nie zawsze wystarczy, żeby wygrać.


Ale czasem wystarczy,

żeby nie zniknąć całkowicie.

Nie ufam wam

Nie ufam wam.

Za każdym „dzień dobry” stoi rachunek.

Za każdym uśmiechem — cień.


Nie ufam oczom, które błyszczą.

Światło często jest pożyczone.


Nie ufam dłoniom.

Dłoń, co dziś wita, jutro sprzedaje.


Nie ufam sercom.

Biją głośno, gdy czują strach.


Nie ufam tłumom.

Tłum nie myśli — tylko ryczy.


Nie ufam przyjaźniom, które trzeba tłumaczyć.

Nie ufam miłości, która boi się samotności.


Nie ufam wam.

Nie z pogardy — z poznania.


Bo widziałem, jak dobro

nosiło maskę po to, by rządzić.

A zło milczało — i było uczciwe.

„Czarne Lśniące Dusze”

W pustce, gdzie cisza krzyczy,

Powstajemy ponad zapomniane sny.

Popiół spada jak gasnące gwiazdy,

Wyryte w ciele — wieczne blizny.


Czarne lśniące dusze, płoniemy, pełzniemy,

Ukoronowani nocą, patrzymy jak wszystko upada.

Przez nieskończony mrok nasze duchy suną,

Nie ma już boga, nie ma prawdy, nie ma światła.


Zimne wiatry śpiewają nasze bezimienne rytuały,

Pod niebem, które nie krwawi światłem.

Jesteśmy echem, ostatnim oddechem,

Hymnem pustki, pieśnią śmierci.


Czarne lśniące dusze, nieokiełznane, wolne,

Wykute w nienawiści, płonące na zawsze.

Z otchłani powstajemy, od siebie się odcinamy,

Związani z niczym — i z wiecznością.

Psalm I -,,Narodziny w mroku””

Nie pamiętam momentu, w którym wszystko się zaczęło.

Nie było światła. Nie było krzyku.

Była tylko cisza — ciężka, lepka, dusząca.


Szedłem przez nią jak przez rozkład.

Każdy krok wbijał się głębiej w coś, czego nie potrafiłem nazwać,

a co znało mnie lepiej niż ja sam.


Czułem, jak coś rośnie pod skórą.

Nie ból — coś gorszego.

Obecność.


Uzależnienie nie przyszło nagle.

Ono już tam było.

Czekało.

Cierpliwe jak śmierć.


Najpierw dawało spokój.

Później zabierało wszystko.


Zacząłem znikać.

Nie z oczu ludzi — z samego siebie.


Moje myśli przestały należeć do mnie.

Moje ciało stało się narzędziem.

Moja dusza — miejscem egzekucji.


Nie było dnia.

Nie było nocy.

Była tylko jedna, nieskończona chwila rozkładu.


Patrzyłem w lustro i widziałem coś,

co próbowało udawać człowieka.


Ale to już nie byłem ja.


To było coś, co przetrwało mnie.


I właśnie wtedy zrozumiałem —

że nie spadam.


Ja już dawno upadłem.

Psalm II -,,Wnętrze które mówi szeptem”

Zamknąłem oczy, żeby nie widzieć świata,

ale to, co było we mnie, nie potrzebowało światła.


Ono znało drogę.


Nie krzyczało.

Nie musiało.

Jego głos był cichszy niż myśl,

a mimo to zagłuszał wszystko.


Szeptało moim własnym językiem.

Moimi wspomnieniami.

Moimi lękami, które kiedyś próbowałem zakopać.


Nie było obce.

To było zbyt znajome.


Czułem je w klatce piersiowej —

jakby ktoś oddychał za mnie,

wolniej, ciężej, pewniej.


Każdy oddech był przypomnieniem,

że nie jestem już sam.


Ale to nie była obecność, której się szuka.

To była obecność, której nie da się wyrwać.


Próbowałem ją nazwać.

Zrozumieć.

Wyrzucić.

Ale im bardziej walczyłem,

tym głębiej zapuszczała korzenie.


Zaczęła mówić za mnie.

Podejmować decyzje, których nie pamiętałem.

Tworzyć wersję mnie, której się bałem.


I nagle cisza przestała być schronieniem.


Stała się miejscem,

w którym ono rosło.


Bez świadków.

Bez sprzeciwu.

Bez końca.


Zrozumiałem wtedy,

że największy mrok

nie czai się w świecie.


On oddycha we mnie.


I zna mnie lepiej,

niż ja kiedykolwiek znałem siebie.

Psalm III -,,Popiół pod językiem”

Mam w ustach popiół

i nie pamiętam już smaku słów


język stał się grobem

dla rzeczy, których nie powiedziałem


milczenie nie jest ciszą

to coś, co gryzie od środka


budzę się zmęczony własnym oddechem

jakby ktoś nocą

próbował mnie przeżyć zamiast mnie


światło mnie razi

bo przypomina

że powinienem jeszcze istnieć


ale ja już tylko trwam

jak cień przyklejony do ściany


bez kształtu

bez imienia


czas przestał mieć znaczenie

bo każda chwila

jest taka sama


ciemna

lepka

moja


i tylko czasem czuję

że coś jeszcze we mnie pulsuje


ale to nie życie


to echo

tego, co umarło za wcześnie.

Psalm IV -,,Rytuał rozpadu”

Oddycham — czuję zgniliznę

Oddycham — czuję brak

Oddycham — coś we mnie rośnie

i nie potrafię tego zatrzymać


Krok za krokiem — w dół

Słowo za słowem — brak

Myśl za myślą — ciemność

Nie ma już drogi na znak


Powtarzam imię, którego nie znam

Powtarzam twarz, której nie mam

Powtarzam siebie — do końca

aż przestaję być sobą sam


Krew pod skórą — zimna

Głos w głowie — nie mój

Ciało jeszcze się rusza

ale dusza już mówi: „stój”


Upadam — i wstaję niżej

Krzyczę — lecz dźwięku brak

Jestem rytmem rozpadu

który wybija ostatni takt


Jeszcze jeden oddech — pusty

Jeszcze jeden krok — w cień

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 15.75
drukowana A5
za 32.35