Pieśń małej mrówki
— Tra-la-la, tra-la-la… — mała Mrówka radośnie śpiewała, idąc przez bezkresne zielone łąki pokryte niezliczonymi kwiatami. Powietrze było wypełnione zapachem rumianku, koniczyny i świeżej wilgoci. Wiosna była w pełnym rozkwicie i już za kilka dni miała ustąpić miejsca letniemu ciepłu. Tak mijały słoneczne dni.
Pewnego dnia, pochłonięta swoją piosenką, mała Mrówka zapuściła się głęboko w wysoką trawę i mech, dalej niż kiedykolwiek wcześniej. Była taka mała i nigdy nie opuszczała swojego mrowiska — tylko czasami spacerowała po łące, ciesząc się zapachami i kolorami.Kiedy znalazła się wśród wysokich źdźbeł trawy, przestraszyła się: była sama, bez mamy i przyjaciół.
— Dokąd mam teraz iść? — zapłakała, biegając w kółko. Mała Mrówka tak bardzo chciała wrócić do swojej mamy, przyjaciół i ciepłego, przytulnego mrowiska.
Dzień dobiegał końca, a chłodna noc zbliżała się coraz bardziej. Nagle rozległ się głośny szelest — jakby ktoś chodził ciężkimi krokami po trawie i liściach.
Mrówka zatrzymała się i rozejrzała, skąd dochodzi ten dźwięk. Wtedy zobaczyła ogromnego, niezgrabnego Pająka, który pocierał odnóża i patrzył na nią groźnym wzrokiem. A przynajmniej tak się jej wydawało.
Pająk był bardzo stary i powolny, więc wcale jej nie przestraszył. Wręcz przeciwnie — Mrówka ucieszyła się na jego widok. Może Pająk pomoże jej znaleźć drogę do domu.
— Co robisz tak daleko od swojego mrowiska? — zapytał Pająk, wspinając się na swoją starą, podartą sieć. W tle stał stary, zniszczony dom.
Pająk przez chwilę się zastanawiał — może powinien zjeść Mrówkę, bo byłaby łatwym posiłkiem.
— Zjem cię, mała Mrówko — mruknął Pająk, zbliżając się coraz bardziej.
— Nie jedz mnie, niezgrabny Pająku! — zawołała Mrówka. — Mogę zostać twoim przyjacielem! Wiem wiele pożytecznych rzeczy i mogę ci pomóc. Jesteś już stary i wiele rzeczy jest dla ciebie trudnych.
Mrówka była bardzo sprytna i zaproponowała swoją pomoc w zamian za życie.
— Co ty, mała Mrówko bez mamy i przyjaciół, możesz mi zaoferować? — zapytał zdziwiony Pająk.
— Zostańmy przyjaciółmi! — powiedziała odważnie Mrówka.
— Nie ma takiej przyjaźni — zaśmiał się Pająk. — Nigdy nie słyszałem, żeby stary Pająk przyjaźnił się z małą Mrówką.
— Znajdę sposób, żeby ci pomóc — upierała się Mrówka. — Zamieszkajmy razem w zgodzie i przyjaźni.
— Nie jestem pewien, co mógłbym z tego mieć — powiedział zamyślony Pająk.
— Mogę przeciskać się przez najmniejsze szczeliny i dziury, a do tego jestem bardzo silna. Widzę, że twoja sieć wymaga naprawy — nie możesz już dosięgnąć wyższych gałęzi. Pomogę ci zbudować nowy dom, żebyś mógł bezpiecznie przetrwać zimę — powiedziała szczerze Mrówka.
Pająk przez chwilę milczał, po czym skinął głową. Rzeczywiście potrzebował nowego domu i nie był w stanie zbudować go sam.
— Dobrze, będziemy przyjaciółmi — powiedział Pająk. — Zacznijmy od razu budować mój nowy dom — nocą jest zimno i strasznie. Myślę, że zdążymy przed zachodem słońca.
— W takim razie zaczynajmy, przyjacielu! — powiedziała radośnie Mrówka.
— Przyniosę trochę nici pajęczych — powiedział Pająk. — Mam kilka schowanych.
— Pomogę ci! — powiedziała Mrówka. — Nie myśl, że jestem słaba tylko dlatego, że jestem mała — jestem bardzo silna! Razem możemy unieść więcej.
Krok po kroku stary Pająk i odważna mała Mrówka zbudowali duży dom. Mrówka mocowała nici w najtrudniej dostępnych miejscach, wzmacniając konstrukcję, a Pająk pokazywał jej, gdzie tkać dalej.
Do zachodu słońca ich nowy dom był gotowy — przestronny, przytulny i piękny. Mrówka i Pająk usiedli na liściu, który służył im za dywan, i obserwowali świecące krople wieczornej rosy, gdy słońce zachodziło.
— Dziękuję ci, Mrówko. Jesteś teraz moim przyjacielem. Poproś o wszystko, czego zapragniesz — powiedział zmęczony, ale szczęśliwy Pająk. Dawno nie czuł takiego ciepła w sercu.
— Najbardziej chcę wrócić do domu — powiedziała smutno Mrówka. — Jeśli wiesz, gdzie jest moje mrowisko, proszę, zaprowadź mnie tam jutro po południu.
— Zawsze mieszkałem tutaj i nigdy nie opuszczałem tego miejsca. Obawiam się, że sam nie mogę ci pomóc, ale znam kogoś, kto może — powiedział Pająk, myśląc o latających stworzeniach. — Zostań ze mną na noc. Mój dach ochroni cię przed rosą, a rano ci pomogę.
— Dziękuję ci, przyjacielu — powiedziała Mrówka i wkrótce zasnęła głębokim snem.
Z pierwszymi promieniami słońca Pająk zaprowadził Mrówkę na łąkę pełną kwitnących kwiatów. Zgodnie z obietnicą przyprowadził ją do tych, którzy mogli pomóc.
Nad kwiatami fruwały jasne, kolorowe motyle. Ale gdy zobaczyły Pająka, wpadły w panikę i rozleciały się we wszystkie strony.
— Poczekajcie! Nie zrobię wam krzywdy! — zawołał za nimi Pająk, lecz nikt go nie posłuchał.
Mrówka była rozczarowana — to była jej jedyna szansa, aby znaleźć drogę do domu.
— Przepraszam cię, Mrówko. Jestem dla nich zbyt straszny. Może powinnaś spróbować porozmawiać z którymś sama — powiedział smutno Pająk.
— Nic się nie stało, nie martw się, przyjacielu — powiedziała Mrówka i zauważyła jednego motyla, który nie odleciał.
Mrówka ostrożnie podeszła bliżej.
— Nie bój się mnie — nie zrobię ci krzywdy. Jestem dobrą Mrówką — powiedziała cicho.
— Nie boję się ciebie — powiedział Motyl. — Boję się Pająka.
Jedno z jej skrzydeł było rozdarte i nie mogła latać.
— Nie bój się — powiedział Pająk. — Jestem przyjacielem Mrówki. Pomogła mi zbudować dom, a teraz ja chcę pomóc jej. Może ty też możesz pomóc?
— Obawiam się, że nie mogę — nie potrafię już latać — westchnął Motyl, pokazując swoje uszkodzone skrzydło.
Pająk wyciągnął swoje delikatne nici.
— Naprawię twoje skrzydło. Wtedy będziesz mogła pomóc naszemu przyjacielowi — powiedział życzliwie.
Motyl mu zaufał. Pająk pracował szybko i ostrożnie, zszywając skrzydło i wzmacniając je swoją siecią.
Motyl delikatnie poruszył skrzydłami — i poleciał!
— Dziękuję! — zawołał radośnie.
— Proszę, pomóż Mrówce znaleźć drogę do domu — poprosił Pająk. — Tęskni za mamą i przyjaciółmi.
— Pomogę ci — powiedział Motyl.
— Wejdź na mój grzbiet, Mrówko — powiedział Motyl. — Widziałam twoje mrowisko wcześniej, kiedy jeszcze mogłam latać.
Mrówka wspięła się na jej grzbiet.
— Żegnaj, mój przyjacielu o krzywych nogach! Jeszcze się spotkamy! — zawołała Mrówka.
— Nie zapomnę o tobie, Mrówko! — odpowiedział Pająk, patrząc, jak unoszą się w niebo.
— Tra-la-la, tra-la-la… — znów zabrzmiała piosenka Mrówki.
Wkrótce dotarli do mrowiska. Mrówka była znów szczęśliwa i bezpieczna.
— Dziękuję ci, Motylu. Nigdy cię nie zapomnę i będę o tobie śpiewać w swojej piosence — powiedziała z wdzięcznością Mrówka.
— Żegnaj, mała Mrówko. Nie zapominaj o swoich przyjaciołach i następnym razem nie oddalaj się tak daleko — powiedział Motyl i odleciał.
Mrówka znów zaczęła śpiewać:
— Tra-la-la, tra-la-la…
Szczęśliwy parasol
Dawno, dawno temu żył szczęśliwy niebieski parasol w białe kropki. Mieszkał w cudownej, kochającej rodzinie, w której dorastał mały, uroczy chłopiec o imieniu Staś. Bardzo kochał swój parasol, zawsze zabierał go ze sobą na spacery, a w deszczowe, radosne dni nigdy się z nim nie rozstawał. Biegając po głębokich kałużach w swoich żółtych kaloszach, zawsze bawił się swoim parasolem.
Parasol z kolei uwielbiał Stasia. Kochał chłopca całym sercem, ponieważ za każdym razem, gdy niebo było pochmurne i szare, Staś zabierał go ze sobą. Zawsze się rozkładał i chronił go zarówno przed najsilniejszym deszczem, jak i przed najlżejszą mżawką. Z dołu zawsze podziwiał niezwykły uśmiech szczęśliwego chłopca.
Jego jasny, dźwięczny śmiech wypełniał serce parasola ciepłem. Bardzo kochał tę rodzinę. Mama Stasia zawsze suszyła go po deszczowych spacerach, zostawiając rozłożonego w przedpokoju. Czasami go wycierała, ale zawsze dbała o jego stan. Parasol był zawsze zadbany, piękny i czysty.
Pewnego burzowego dnia Staś i jego mama poszli do przychodni. Na zewnątrz padał ulewny deszcz i oczywiście parasol był z nimi. Chronił małego Stasia i jego mamę przed zimnym wiatrem i deszczem. Dlatego był szczęśliwy — mógł chronić tych, których naprawdę kochał.
Mama Stasia zostawiła parasol w przedpokoju, żeby wysechł. Parasol rozłożył się i czekał, aż Staś i jego mama po niego wrócą. Mijały godziny, ale ani Staś, ani jego mama się nie pojawili. Parasol zaczął za nimi tęsknić. Było mu bardzo smutno, że nikt po niego nie przychodzi.
I tak minął cały dzień. Parasol stał rozłożony w przedpokoju przychodni — nikt go nie zabrał. Zaczął się martwić i niepokoić, dlaczego jego właściciel nie przyszedł. Był już suchy, ale bardzo smutny. Tęsknił za małym Stasiem, który tak bardzo go kochał.
Po kilku dniach parasol całkowicie stracił nadzieję. Bał się, że został zgubiony — i tak właśnie się stało. Ponieważ nikt przez tak długi czas go nie zabrał, pewien zły mężczyzna zabrał go ze sobą, ponieważ tego dnia niespodziewanie spadł deszcz, a on zapomniał swojego parasola w domu.
Wziął więc cudzy bez pozwolenia i wyszedł w ulewny deszcz i grad.
Parasol stawiał opór — nie chciał chronić go przed deszczem. Dlatego krople deszczu spadały na twarz mężczyzny. Mężczyzna zezłościł się i zaczął krzyczeć na parasol, ale on rozpaczliwie chciał wrócić do rąk swojego pierwszego właściciela.
Po kolejnym podmuchu wiatru i następnych zimnych kroplach na twarzy mężczyzna zdenerwował się, rozzłościł i rzucił parasol w kałużę. Odwrócił się i odszedł, zostawiając go pod ulewnym deszczem, w błocie, na nieznanej drodze.
Parasol często chodził ze Stasiem po znajomych ulicach. Potrafił rozpoznać domy, które mijali, drogę, którą chodzili, a nawet psy z okolicy, które od czasu do czasu na niego szczekały. Ale ta ulica była obca. Płakał razem z deszczem, a deszcz ukrywał jego gorzkie łzy — był zgubiony.
Prawda była taka, że Staś tego dnia trafił do przychodni z gorączką i spędził kilka dni na oddziale dziecięcym. Dlatego nikt nie przyszedł po parasol. Staś musiał się leczyć z infekcji, której nabawił się podczas deszczowych spacerów, które tak bardzo lubił. Niezależnie od tego, jak bardzo parasol starał się go chronić, zimny wiatr i tak dostawał się pod jego ubranie.
Ale parasol o tym nie wiedział — leżał w błocie, samotny i porzucony. Zbliżał się wieczór, a parasol był pogrążony w rozpaczy…
Wtedy znalazła go dobra starsza pani. Zobaczyła ładny, jasny parasol leżący w kałuży, strząsnęła z niego wodę, oczyściła go, złożyła i zabrała do domu.
Dobra pani przyniosła parasol do swojego domu. Umyła go, oczyściła z błota i zostawiła do wyschnięcia w przedpokoju.