E-book
15.75
drukowana A5
35.51
Corona Regni Poloniae

Bezpłatny fragment - Corona Regni Poloniae


Objętość:
101 str.
ISBN:
978-83-8440-368-6
E-book
za 15.75
drukowana A5
za 35.51

Księga I

Władysław II Jagiełło

My Jagiełło, z mocy boskiej wielki książę litewski, Rusi pan i dziedzic przyrodzony, oznajmujemy wszystkim, komu należy, a którzy niniejsze pismo widzieć będą, to, o czem nas powiadomili ze strony najjaśniejszej pani, z bożej łaski, królowej węgierskiej, polskiej, dalmackiej i t. d., szlachetni i czcigodni mężowie[…] Posłowie jego, książę Borys i Hanko, starosta wileński, stanąwszy przed królową węgierską, tak, sprawę wykładając, mówili: „Wielu cesarzów, królów i różnych książąt pragnęło wejść w stałe stosunki pokrewieństwa z tymże wielkim księciem litewskim; lecz Bóg wszechmogący zachował to dla osoby waszej królewskiej mości. Przeto, najjaśniejsza pani, spełnij to zbawienne polecenie, przyjmij wielkiego księcia Jagiełłę za syna i oddaj mu w małżeństwo najukochańszą córkę swoją, Jadwigę, królowę polską. Ufamy, że z tego związku wyniknie chwała Bogu, zbawienie duszom, cześć ludziom a pomnożenie królestwu. Nim zaś to, o czem mowa, do końca stosownego dojdzie, wielki książę Jagiełło ze wszystkimi swoimi braćmi, jeszcze nie ochrzczonymi, tudzież z krewnymi, ze szlachtą, ziemianami większymi i mniejszymi, w ziemiach jego zamieszkałymi, chce, życzy i pragnie przyjąć wiarę katolicką świętego Rzymskiego Kościoła. Nie mogli tego otrzymać od niego, pomimo usilnych starań, wielu cesarzów i różnych książąt, albowiem Bóg wszechmocny sławę tę dla Waszego Królewskiego Majestatu zachował. Na oczywistość i moc tego, obiecuje wielki książę Jagiełło złożyć i wydać wszystkie swoje skarby dla odzyskania utrat, które poniosły tak Polska jak Litwa, jeżeli tylko królowa węgierska córkę swoją, Jadwigę, królowę polską, ślubem małżeńskim z nim skojarzy. Wielki książę Jagiełło obiecuje sumę, zaręczoną między królową węgierską a księciem Austryi, mianowicie dwakroć sto tysięcy florenów, złożyć i wypłacić. Tenże wielki książę Jagiełło obiecuje i zaręcza własnym kosztem i staraniem przywrócić królestwu polskiemu wszystkie kraje, przez kogokolwiek oderwane od niego i zabrane. Tenże wielki książę Jagiełło obiecuje wrócić pierwotną wolność wszystkim chrześcijanom, zwłaszcza ludziom obojej płci, z ziemi polskiej, obyczajem wojennym zabranym i przesiedlonym, a to tak, że każdy lub każda będzie się mógł udać tam, gdzie będzie chciał. Nareszcie tenże wielki książę Jagiełło obiecuje ziemie swoje litewskie i ruskie na wieczne czasy do korony Królestwa Polskiego przyłączyć”.

My przeto, przerzeczony wielki książę litewski Jagiełło, na powyższe oświadczenie poselskie, dane i złożone w naszem imieniu panom Królestwa Polskiego przez wspomnianego Skirgiełłę, brata naszego ukochanego, jako też na zaręczenia, uczynione najjaśniejszej królowej węgierskiej Elżbiecie przez wyslanych od tegoż brata naszego pełnomocników, w obecności posłów królowej pani, tak Węgrów jak i Polaków, do naszej wysokości wysłanych, razem z braćmi naszymi, książętami litewskimi Skirgiełłą, Korybutem, Witoldem, Ligwenem, oraz w imieniu innych braci naszych, obecnych i nieobecnych, zgadzamy się i oświadczamy to tak rzeczonej królowej pani, jak i wspomnianym panom królestwa polskiego; te zaś oświadczenia poselskie kazaliśmy umocnić pieczęciami naszemi i braci naszych i te we wszystkiem potwierdzamy.


Dan w Krewie, w poniedziałek, w wigilię Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny roku Pańskiego 1385.

Jagiełło opieczętował dokument wiążąc — jak się okazało trwale — Litwę z Koroną Polską.

Obok niego stała Królowa Jadwiga władczyni Królestwa Polskiego.

— Nie robię tego z miłości. — rzekła. — Lecz dla dobra Królestwa.

— Podobnie ja. — odparł Jagiełło a jego głos brzmiał spokojnie, choć wewnętrznie drżał z napięcia. — To nie ja, lecz los naszych ziem i ludzi, decyduje o tym, co czynimy.

Na korytarzu poza salą słychać było gwar posłów i straży. Jagiełło poczuł ciężar tej ciszy w sali — ciszy, która była tylko pozorna. Bo choć dokument był podpisany, choć pieczęć wbita, przyszłość była niepewna. Nie tylko on i Jadwiga — całe Królestwo wstrzymało oddech.

Królowa skinęła głową, jakby przyznając rację słowom księcia. Potem odwróciła się i spojrzała przez okno na mgłę unoszącą się nad fosą zamku. W tej mgle były zarówno obietnice, jak i niebezpieczeństwa. W tym momencie żaden z nich nie wiedział, czy przyszłość będzie błogosławieństwem, czy przekleństwem.

Jagiełło położył rękę na dokumencie.

— Zmienimy losy ludzi, którzy o nas jeszcze nie wiedzą. — Jego głos był pewny, choć w sercu tliła się wątpliwość. — Ale czynimy to razem, Jadwigo.

Królowa uśmiechnęła się smutno.

— Razem. — powtórzyła, a słowo to brzmiało jak echo w murach zamku, niosąc obietnicę jedności i cienia nadchodzących prób.

Jagiełło odłożył pieczęć na stół, a ciche rozmowy w sali powoli przycichły, jakby wszyscy wyczekiwali jego ruchu. W kącie stała część litewskiej szlachty — marszczyli brwi, szepcząc między sobą. Korybut, brat Jagiełły, wymienił z nimi spojrzenia pełne niepokoju.

— Wielki książę… — odezwał się cicho jeden z nich, stary wojewoda litewski, jego głos drżał, choć starał się brzmieć spokojnie — czy aby to zwiąże nas na wieki z Polską? Czy nie utracimy swojej wolności?

Jagiełło podniósł głowę.

— Wolność? — powtórzył, a jego spojrzenie było twarde, lecz nie bez zrozumienia. — Wolność nie zniknie, jeśli będziemy mądrze rządzić. Złączymy nasze ziemie, lecz każdy z was zachowa swoje prawa i zwyczaje.

Z drugiej strony sali pojawili się posłowie z Korony — młodzi, eleganccy, pełni dumy i oczekiwań. Jeden z nich, starosta krakowski, skinął głową ku Jadwidze.

— Wasza Królewska Mość. — powiedział z lekkim uśmiechem — dziś Królestwo zyskuje sprzymierzeńca nie tylko w Jagielle, lecz w całej Litwie. Historia zapisze ten dzień złotymi literami.

Królowa Jadwiga odchrząknęła i spojrzała na Jagiełłę.

— Nie wszystkie oczy patrzą przychylnie. — mruknęła. — Ale ważne, że nasze decyzje są zgodne.

Wtedy w sali rozległ się szmer niezadowolenia. Niektórzy starzy litewscy książęta odwrócili się, wymieniając ciche, pełne obaw spojrzenia. Jeden z nich wysunął się ku środku:

— Jeśli połączymy losy naszych ziem, kto będzie decydował o wojnie? Kto o podatkach? Czy Królestwo nie stanie się więzieniem dla naszej niezależności?

Jagiełło zrobił krok do przodu, jego ręka spoczęła na piersi.

— Decyzje będą wspólne. — rzekł spokojnie. — Nie tylko ja ani Królowa. Szlachta, pospólstwo, wszyscy ludzie naszych ziem — ich głos zostanie wysłuchany. Ale jeśli wahacie się dziś, pamiętajcie: czas i los nie czekają.

Nagle w sali zapadła cisza, przerywana tylko lekkim szelestem szat i krokiem straży. Jagiełło spojrzał na Jadwigę — w jej oczach odbijała się zarówno siła, jak i niepokój.

— Razem. — szepnęła, przypominając słowo, które miało teraz ciężar większy niż jakakolwiek przysięga.

Szlachta powoli zaczęła kiwa głowami. Niektórzy wciąż szeptali między sobą, ale świadomość, że decyzja już zapadła, zdawała się przyciskać do serca każdego obecnego w sali. Historia — ich historia — zaczynała się pisać właśnie teraz.

Dni po podpisaniu dokumentu w Krewie były pełne szeptów i domysłów. W Wilnie rynek tętnił życiem, ale ludzie mówili o unii wciąż półgłosem. Kowale przerywali pracę, by wymienić spojrzenia, młodzi chłopcy ścigali się ulicami, a starcy debatowali w cieniu ratusza. „Czy Polska nie wtrąci się w nasze sprawy?” — pytali. „Czy Litwa nie utraci własnej woli?”

W Krakowie tymczasem posłowie królewscy starali się uspokoić mieszczan i szlachtę. „To nowe sojusze, nie zniewolenie” — powtarzano w korytarzach zamku Wawelskiego. Ale plotki rozchodziły się szybciej niż słowa posłów: niektórzy opowiadali o możliwych wojnach na wschodzie, inni o podatkach, które miały spaść na korzyść nowych ziem litewskich.

Jagiełło w tym czasie spoglądał na swoje dawne ziemie. Podróżował między Wilnem a Grodnem, odwiedzając książąt litewskich i miejscowych szlachciców. W każdym zamku, w każdej wsi, witał go mieszany szelest ciekawości i niepewności.

— Wasza Mość. — odezwał się jeden z książąt litewskich, stojąc w komnacie zdobionej gobelinami — Obawiamy się, że wkrótce Polska zacznie wydawać rozkazy naszym urzędnikom. Nasze prawa zostaną zapomniane.

Jagiełło przyjął to spokojnie.

— Nie przyjechałem tu, by zmieniać wasze zwyczaje — odpowiedział. — Unia oznacza wspólne bezpieczeństwo i dobrobyt, lecz każdy kraj zachowa swoją tożsamość. Jeśli będziemy razem działać, przyszłość Unia będzie mocniejsza niż jakiekolwiek pojedyncze księstwo.

W miastach mieszkańcy reagowali różnie. Młoda krawcowa w Wilnie spoglądała na plakaty z herbami Korony i Litewskiego Wielkiego Księstwa, zastanawiając się, czy zmiany przyniosą chleb czy wojny. Starszy kupiec w Krakowie podliczał straty i zyski — jego rodzina miała kontakty po obu stronach granicy i widział w unii zarówno szansę, jak i ryzyko.

Jednocześnie, w tajnych komnatach zamków, niektórzy litewscy książęta szeptali o możliwym oporze. „Niechaj nie myślą, że pozostaniemy bierni, jeśli Polska zacznie nami rządzić” — mówił jeden z nich. Ale w głębi serca wszyscy wiedzieli, że wierność Jagielle i obietnice przywilejów były silnym argumentem — i że opór mógł sprowadzić jedynie niebezpieczeństwo.

Jadwiga tymczasem podróżowała po południowych księstwach Korony, rozdając pomoc potrzebującym i wizytując klasztory. Chciała pokazać ludziom, że unia nie jest tylko polityczną machiną dla magnaterii. Jej obecność, spokojna i pewna, powoli łagodziła obawy.

— Razem z Jagiełłą. — myślała — Musimy udowodnić, że Unia to coś więcej niż dokument. To dom dla wszystkich, którzy w nim żyją. Ale czy wszyscy będą chcieli mieszkać w tym domu w pokoju?

I tak pierwsze dni Unii mijały w napięciu, rozmowach, szeptach i niepewności. Historia, choć dopiero się zaczynała, już miała w sobie pierwsze cienie konfliktów i błyski nadziei.

Jesień nadeszła szybko, niosąc ze sobą chłodne wiatry od wschodu. Jagiełło, siedząc w swojej komnacie w Wilnie, oglądał mapy ziem ruskich i litewskich. Wiadomości przybyłe od wysłanników z Moskwy nie dawały spokoju: książę moskiewski domagał się zwrotu dawnych ziem Rusi Czerwonej, grożąc wojną, jeśli unia się utrzyma.

— Jeśli chcą wojny, niech ją mają — powiedział Jagiełło do Skirgiełły, który stał obok z zaciśniętymi wargi. — Lecz nie pozwolę, by nasze ziemie były zagrożone.

Skirgiełło kiwnął głową, choć w jego oczach odbijał się cień wątpliwości.

— Władco, nasi książęta litewscy są niepewni. Niektórzy mówią, że unia z Polską to pułapka, że Polska prędzej czy później będzie chciała nami rządzić.

Jagiełło westchnął i podszedł do okna, patrząc na mgłę unoszącą się nad rzeką Niemen.

— To, co budujemy, jest większe niż osobiste ambicje — powiedział cicho. — Musimy pokazać, że Unia to nie tylko sojusz, lecz państwo, które chroni i Polskę, i Litwę.

Tego samego dnia, Jadwiga zwołała radę w Krakowie. Szlachta, zarówno starsza, jak i młodsza, debatowała z pasją.

— Jeśli pozwolimy Moskwie na te roszczenia, stracimy wszystko! — krzyknął jeden z magnatów. — Niech Jagiełło broni swojego księstwa sam!

— A co z nami? — odezwała się kobieta, która była radczynią królowej. — Czy Polska może pozostać bezpieczna, jeśli granice Unii będą atakowane?

Jadwiga spojrzała po obecnych. Jej wzrok był spokojny, ale pełen determinacji.

— Razem możemy więcej. — odpowiedziała. — Jagiełło potrzebuje naszego wsparcia, a Litwa potrzebuje bezpieczeństwa. Jeśli staniemy razem, Moskwa nie odważy się nas podzielić.

W Wilnie Jagiełło podejmował pierwsze decyzje strategiczne. Zwołał pospolite ruszenie, wysłał dyplomatów do książąt litewskich i zarządził umocnienie zamków granicznych. Wysłał również listy do polskich starostów: „Niech Korona i Litwa działają jako jedno ciało. Nasze ziemie i nasze rodziny będą chronione, jeśli wszyscy staną razem”.

W miastach i wsiach mieszkańcy czuli podmuch nadchodzącej burzy. Rycerze ostrzyli miecze, a chłopi przygotowywali zapasy. Szeptano o Moskwie, o wojnie, o nadchodzących zmianach, które mogły zadecydować o losie całego kraju.

A w zamku w Krewie, gdzie wszystko się zaczęło, Jagiełło i Jadwiga spotkali się w komnacie nad mapami.

— To dopiero początek. — powiedział Jagiełło. — Jeśli przetrwamy pierwsze wyzwania, Unia stanie się potęgą. Ale nie możemy sobie pozwolić na błędy.

— Razem. — odpowiedziała Jadwiga, kładąc dłoń na jego ramieniu. — Bo inaczej wszystko, co zbudowaliśmy, może zniknąć w jednej chwili.

I tak pierwsze cienie spadły na nowo powstałe państwo. Historia wspólnego państwa dopiero zaczynała się pisać, a losy Korony i Litwy były teraz splecione nie tylko przez dokumenty i pieczęcie, ale przez odwagę, wątpliwości i pierwsze próby wojenne.

Wieści o unii dotarły do Malborka szybciej niż ktokolwiek w Polsce się spodziewał. Wielki Mistrz zakonu krzyżackiego zebrał radę braci w sali pełnej kamienia i świec, gdzie powietrze było gęste od dymu z kominka.

— Polska i Litwa… — zaczął, uderzając laską o stół, aż echo odbiło się od murów — Połączyły się. To nie jest zwykły sojusz. To krok w stronę potęgi, którą możemy nie przetrwać!

Starszy bratanek przy stole pokiwał głową.

— Ich ziemie razem będą silniejsze niż nasze zamki, niż nasze wojska. Jeśli Moskwa zostanie powstrzymana, a Polska połączy się z Litwą, Królestwo Polsko-Litewskie stanie się zagrożeniem dla naszych wpływów nad Bałtykiem.

— Musimy działać ostrożnie. — rzekł Wielki Mistrz. — Nie możemy pozwolić, by Jagiełło wzmocnił swoje granice bez naszej ingerencji. Floty, fortyfikacje, najemnicy — wszystko musi być gotowe, jeśli będą chcieli przekroczyć nasze linie.

W międzyczasie młodszy bratanek, pełen zapału i pychy, odezwał się:

— Wyślijmy posłów z żądaniem wyjaśnień. Niech wiedzą, że Zakon nie będzie bierny! Jeśli próbują rozszerzać wpływy, będą musieli liczyć się z nami.

Wielki Mistrz skinął głową.

— Tak… Ale pamiętajcie — jeśli chcemy uniknąć otwartej wojny, nie możemy działać pochopnie. Polska i Litwa są teraz połączone, a ich armie będą walczyć razem. Każda próba wschodniego sojuszu może skończyć się katastrofą.

Na mapach stołu Krzyżacy palcem oznaczali miasta i zamki, analizując możliwe linie ataku, ale w oczach wielu braci widać było niepokój. Widzieli w nowo powstałej RON nie tylko szansę, lecz przede wszystkim wyzwanie, którego nie sposób lekceważyć.

W Malborku zapanowała napięta cisza, przerwana tylko szelestem pergaminów i stukotem rycerskich butów. Wielki Mistrz podniósł wzrok.

— Polska nie będzie spała. — powiedział powoli. — Będziemy czekać, obserwować… i czekać na moment, by uderzyć tam, gdzie będą najsłabsi.

A tymczasem, daleko na południu, Jagiełło i Jadwiga nie wiedzieli jeszcze, że północne granice stają się kolejnym ogniskiem napięcia. Historia RON zaczynała układać się jak szachownica — każdy ruch mógł przynieść zwycięstwo, ale także nieprzewidzianą katastrofę.

— Mam wam coś obiecać? — spytał król. — Przecie przyjąłem chrzest, koronowałem się na waszego króla.

— Widzisz miłościwy panie. — zaczął delegat. — Jesteś nowy na tronie i jeszcze nie masz poparcia rycerstwa. Najpotężniejszej grupy w Królestwie wydając nam przywilej uzyskasz nasze wsparcie.

Jagiełło uniósł brew, zamyślając się nad wagą słów. Wiedział, że nie chodziło tylko o gest dobrej woli, lecz o fundamenty przyszłej władzy. Szlachta nie będzie stała biernie, jeśli poczuje się pominięta, a korona nie utrzyma jedności państwa bez ich wsparcia.

— A czego żąda rycerstwo? — spytał spokojnie, choć w jego umyśle krążyły już plany. — Ziemie, wolności, sądy niezależne?

Delegat uśmiechnął się ledwie, jakby przewidział każdy ruch króla.

— Wolności i bezpieczeństwa, miłościwy panie. Chcemy, aby nasze ziemie były chronione, nasze prawa zachowane, nasze sądy niezależne. Chcemy, abyście nie mogli nas zmusić do wydawania dóbr ani osad bez naszej zgody. A jeśli tak uczynicie, nasi rycerze, wasi nowi poddani i wasze miasta będą wam posłuszni i oddadzą serca oraz miecze, gdy będziecie tego potrzebowali.

Jagiełło skinął głową i odsunął rękę od stołu, gdzie leżały już pergaminy przygotowane do podpisania.

— Niech będzie. — rzekł powoli. — Jeśli tak nakazuje dobro Korony i Rzeczypospolitej, niech przywilej zostanie nadany. Nie dla mnie samego, lecz dla sprawiedliwości, pokoju i jedności Królestwa.

Szept przeszedł po sali, a rycerze wymienili spojrzenia pełne zadowolenia. Delegat ukląkł lekko, podając królowi pergamin. Jagiełło wziął pióro, a jego dłoń drżała nie tyle ze strachu, co z odpowiedzialności. Każda linia zapisanego tekstu była jak cegła w murach przyszłego państwa — trwałego, silnego i sprawiedliwego.

— Niech będzie zapisane. — powiedział Jagiełło, kładąc pieczęć na pergaminie — Że szlachta zachowa swoje prawa, swoje wolności, swoje sądy. Niechaj będą chronione na wieki, a każdy, kto będzie chciał je naruszyć, stanie wobec sprawiedliwości całego Królestwa.

Kiedy pieczęć odbiła się na pergaminie, w sali rozległo się ciche westchnienie ulgi i aprobaty. Szlachta wiedziała, że dziś nie tylko otrzymała przywilej, lecz że przyszłość Korony, choć pełna wyzwań, jest teraz trochę bezpieczniejsza — bo decyzja króla i rycerstwa złączyła ich losy na nowo.


Przywilej Piotrkowski

My, król Władysław Jagiełło, z woli Bożej król Polski, w trosce o dobro Korony i sprawiedliwość dla wszystkich naszych wiernych poddanych, niniejszym oświadczamy, że:

— Ochrona dóbr szlacheckich

— Żadna osoba, nawet najwyższy urzędnik Korony, nie może bez sądu ani nakazu prawowitego odbierać szlachcie ziem ani majątków. Szlachta ma prawo do wolności swoich posiadłości i nie może być zmuszana do wydawania dóbr na rzecz króla lub jego urzędników bez sprawiedliwego procesu.

— Prawo sądowe i nietykalność osobista

— Szlachta będzie sądzona wyłącznie przez swoich równych lub przez króla w obecności swoich przedstawicieli. Nikt nie może wtrącić szlachcica w więzienie ani wymierzyć mu kary bez prawomocnego wyroku.

— Zwolnienia podatkowe i obowiązki wojskowe

— Szlachta jest zwolniona od pewnych podatków i danin na rzecz Korony, jednak zobowiązana jest do służby wojskowej w razie potrzeby państwa. Obowiązek ten jest proporcjonalny do jej majątku i nie może być rozszerzany dowolnie.

— Przywileje miast i wsi należących do szlachty

— Miasta i wsie należące do szlachty zachowują swoje przywileje i samorząd, a ich mieszkańcy są chronieni prawem szlachty. Król nie może arbitralnie nakładać nowych obciążeń ani zmieniać prawa tych miejsc.

— Potwierdzenie wcześniejszych przywilejów

— Wszystkie przywileje nadane wcześniej szlachcie, zarówno przez poprzednich władców, jak i przez króla obecnego, pozostają w mocy. Nikt nie może ich uchylić ani ograniczać, ani też wprowadzać nowych zasad bez zgody szlachty.

Niechaj ten przywilej pozostaje mocny i trwały dla dobra Korony, sprawiedliwości i pokoju wśród jej wiernych poddanych.

Dano w Piotrkowie, w roku Pańskim 1388.

Wieczór opadał nad Piotrkowem, a cienie świec tańczyły po kamiennych murach zamku. Sala, w której wcześniej podpisywano przywilej, była już pusta. W ciszy korytarzy słychać było jedynie stłumione kroki straży i szelest ciężkich zasłon.

Jadwiga wyszła na balkon, opierając dłonie na zimnej kamiennej balustradzie. Wiatr niósł zapach ognia z kuchni i wilgoć nadchodzącej nocy. Z daleka dochodziły echa śmiechu dzieci i głosów mieszkańców miasta, ale tutaj, na wysokości zamku, panowała cisza.

— Wieczór jest spokojny. — rzekł cicho Jagiełło, pojawiając się obok niej. Jego głos brzmiał miękko, ale w oczach kryła się ostrożność — ostrożność człowieka, który dopiero nauczył się być królem.

Jadwiga spojrzała na niego, próbując odczytać jego myśli.

— Spokojny. — powtórzyła — Jakby cały świat odetchnął po dzisiejszym dniu. A może tylko my odetchnęliśmy.

Jagiełło uśmiechnął się nieśmiało. Był to uśmiech, który rzadko pokazywał szlachcie czy posłom.

— Dziś wydaliśmy przywilej… — zaczął, ale nie wiedział, jak ułożyć słowa. — I choć wszystko poszło zgodnie z planem, serce wciąż drży. Nie tyle z powodu decyzji politycznych, co z powodu… — zawahał się.

Jadwiga odwróciła wzrok, patrząc na rozświetlone latarniami ulice miasta.

— Z powodu czego? — spytała cicho, a jej głos był ciepły, ale pytający.

Jagiełło zrobił krok bliżej.

— Z powodu… tego, że stoję obok ciebie. — rzekł w końcu, powoli, ostrożnie, jakby bał się, że jedno słowo może wszystko zmienić. — I nie wiem, czy to prawo królewskie, obowiązek wobec Korony, czy coś… więcej.

Jadwiga spojrzała na niego, a w jej oczach pojawił się cień uśmiechu.

— „Coś więcej”. — powtórzyła szeptem, jakby chciała wypróbować smak tych słów. — Może i ja to czuję… choć nie powinnam.

Cisza zawisła między nimi. Wiatr rozwiewał jej włosy, a on niepewnie sięgnął ręką, by poprawić kosmyk spadający na jej twarz. To było pierwsze dotknięcie — delikatne, nieśmiałe, a jednak pełne znaczenia.

— Nie wiem, jak to wszystko się potoczy. — powiedział w końcu Jagiełło, patrząc w jej oczy. — Ale jeśli mogę liczyć na choć trochę twojej… uwagi, może łatwiej będzie rządzić Królestwem.

Jadwiga uśmiechnęła się lekko, opierając dłoń na jego ramieniu.

— Możesz liczyć. — wyszeptała. — Choć świat nas obserwuje i obowiązki nie pozwalają na słabość, w tej chwili… możemy być po prostu sobą.

I tak, w ciszy wieczoru, na kamiennym balkonie zamku w Piotrkowie, zrodziło się coś więcej niż szlachecka lojalność i polityczne obowiązki. Zrodziło się poczucie bliskości, które miało rosnąć wraz z każdym wspólnym dniem — subtelne, niepewne, a jednak nieodwracalne.

Następnego ranka, gdy mgła jeszcze unosiła się nad Piotrkowem, Jagiełło znalazł Jadwigę w ogrodzie zamkowym. Kwiaty wciąż pachniały wilgocią, a powietrze było chłodne, lecz świeże.

— Dobrze ci się spało? — zapytał, stając obok niej. Nie było w nim tonu rozkazu, tylko ciekawość i troska.

Jadwiga spojrzała na niego z lekkim uśmiechem, choć jej oczy wciąż kryły myśli polityki i obowiązków.

— Lepiej niż się spodziewałam. — odparła. — Choć myśli o Koronie trudno wyrzucić z głowy.

Jagiełło skinął głową.

— Wiem. I nie powinniśmy zapominać, że choć jesteśmy tu razem, świat nas obserwuje. Każdy krok, każdy gest może stać się powodem plotki lub sprzeciwu.

— A jednak jesteśmy tu sami. — powiedziała Jadwiga, patrząc w dal na mgłę unoszącą się nad fosą zamku. — Chwila wytchnienia, choć krótka, pozwala poczuć, że możemy być… po prostu ludźmi.

Jagiełło uśmiechnął się niepewnie.

— Ludźmi… — powtórzył. — Może właśnie w tym tkwi nasze szczęście. Możemy planować, wydawać dekrety, podpisywać przywileje, ale jeśli nie nauczymy się ufać sobie nawzajem, wszystko to straci sens.

Jadwiga zrobiła krok bliżej.

— Czy mogę ci zaufać, Jagiełło? — spytała cicho, patrząc w jego oczy. — Nie tylko jako król, ale… jako człowiek.

Jagiełło spojrzał na nią, serce biło mu mocniej.

— Możesz. — odpowiedział powoli. — Choć przyszłość jest niepewna, choć nasz kraj dopiero się kształtuje, niech choć jedna rzecz będzie pewna: zaufanie między nami.

Chwila trwała, nienaruszona przez świat zewnętrzny. W powietrzu unosił się zapach wilgoci i kwiatów, a cisza ogrodu zdawała się chronić ich przed hałasem zamku i politycznych intryg.

— Niech to będzie nasza siła. — wyszeptała Jadwiga. — W świecie pełnym zobowiązań i wrogów, jeśli będziemy mogli liczyć na siebie, wszystko inne stanie się łatwiejsze.

Jagiełło skinął głową, czując w sercu ciepło, którego nie znał wcześniej.

— Tak będzie. — rzekł cicho. — I choć świat obserwuje, my w tej chwili rządzimy tylko sobą.

I tak, w pierwszych chwilach poranka, wśród mgły nad Piotrkowem, rodziło się zaufanie, które miało stać się fundamentem ich przyszłych decyzji i uczuć — subtelne, delikatne, ale trwałe jak kamienie zamku, który otaczał ich samotny ogród.

Poranek rozwijał się powoli. Słońce przebijało się przez mgłę, osypując bruki miasta złotym światłem, a mieszkańcy powoli zaczynali swoje codzienne obowiązki. Jagiełło i Jadwiga wyszli z zamku wprost na wąskie uliczki Piotrkowa, gdzie zapach świeżego chleba mieszał się z dymem z kominów.

— Nigdy nie myślałam, że spacer po mieście może być tak… odświeżający — powiedziała Jadwiga, zerkając na rynek, gdzie kowale i rzemieślnicy pracowali już w pełnym zgiełku.

Jagiełło uśmiechnął się lekko, nieco niezręcznie, starając się nadążyć za królową.

— Odświeżający… i niebezpieczny. — dodał półżartem. — Zawsze ktoś patrzy, zawsze ktoś szepcze.

Jadwiga odwróciła wzrok i uśmiechnęła się.

— Ale dziś… możemy przynajmniej udawać, że jesteśmy zwykłymi ludźmi. — wyszeptała. — Bez koron, bez przywilejów, bez pieczęci do podpisania.

Jagiełło spojrzał na nią uważnie. Chciał odpowiedzieć poważnie, ale słowa utkwiły w gardle. W końcu odparł:

— Może… właśnie w tym tkwi nasza siła. Możemy planować, rozkazywać, rządzić… ale jeśli nie znajdziemy w sobie chwili, by być po prostu sobą, wszystkie decyzje tracą sens.

Jadwiga przytaknęła i spojrzała w jego oczy.

— Czasem czuję, że wszyscy patrzą tylko na mnie jako na Królową. — rzekła cicho. — A dziś… mogę spojrzeć na ciebie po prostu jak na człowieka.

Jagiełło poczuł, jak jego serce przyspiesza.

— Ja też. — wyszeptał. — Choć jestem królem i muszę pamiętać o Koronie, w tej chwili jestem po prostu Jagiełłą, który idzie obok ciebie.

Spacerowali dalej, mijając kupców i mieszkańców, którzy skłaniali głowy na znak szacunku, nie wiedząc, że ich król i królowa są tu razem — zwyczajnie, jak dwoje ludzi. Czasem ich dłonie przypadkowo się zetknęły, co wywoływało lekki rumieniec na twarzy Jadwigi i niezdarne odwrócenie wzroku Jagiełły.

— Czy to zawsze będzie takie trudne? — zapytała nagle, patrząc w jego oczy. — By być razem, choć świat patrzy?

Jagiełło westchnął.

— Tak. — odpowiedział powoli. — Ale jeśli nauczymy się ufać sobie nawzajem, nawet w tym tłumie, w tym szumie i polityce, wszystko będzie możliwe.

I tak szli, krok po kroku, przez uliczki Piotrkowa, ucząc się swoich cieni i uśmiechów, subtelnie splatając początek więzi, która w przyszłości miała trwać nie tylko dla Korony, ale dla nich samych — w cieniu obowiązków i polityki, w światłocieniu porannej mgły.

Popołudnie nadeszło w sali tronowej Piotrkowa. Światło słoneczne wpadało przez witraże, malując na marmurowej posadzce mozaiki barw. Jagiełło siedział przy stole, zwołując szlacheckich doradców i delegatów z różnych ziem Korony. Jadwiga stanęła obok niego, pewnie, choć jej oczy zdradzały ślady porannego niepokoju.

— Dziś musimy zdecydować o rozdziale obowiązków wojskowych dla naszych szlachciców. — rozpoczął Jagiełło. — Nie możemy narazić granic Korony i Litwy ani przeciążyć naszych ludzi.

Jadwiga pochyliła się nad mapą, wskazując palcem obszary, które wymagały szczególnej ochrony.

— Jeśli połączymy siły szlachty z Mazowsza i Małopolski w te rejony, będziemy mogli utrzymać bezpieczeństwo bez nadmiernego obciążania jednej części Korony. — powiedziała, a jej ton był spokojny, zdecydowany, choć wciąż delikatny.

Jagiełło spojrzał na nią z lekkim uśmiechem.

— Masz rację. Twój plan jest rozsądny. Połączymy nasze decyzje. — rzekł. — Wspólnie, nie narzucając woli szlachcie, lecz prowadząc ich ku jedności.

Delegaci wymieniali spojrzenia — niektórzy zaskoczeni, że królowa wtrąca się w sprawy wojskowe, inni ukłonili się subtelnie w uznaniu.

— Twój głos, królowo, pokazuje, że decyzje Jagiełły nie są jednostronne. — odezwał się starosta krakowski. — To nowa era w Koronie.

Jadwiga skinęła głową, spoglądając na Jagiełłę.

— Nie jestem tu, by rządzić samotnie. — powiedziała cicho. — Ale razem możemy lepiej przewidzieć konsekwencje naszych decyzji.

Jagiełło odwrócił się do szlachty:

— Widzicie… — rzekł spokojnie — Decyzje nie zapadają tylko w mojej głowie. Razem z królową staramy się szanować prawa, ziemie i bezpieczeństwo każdego z was.

Delegaci zaczęli dyskutować, tym razem spokojniej, z większym zaufaniem. W ich gestach widać było, że obecność Jadwigi obok Jagiełły nie tylko łagodzi napięcia, lecz daje poczucie stabilności.

Po chwili ciszy Jagiełło nachylił się w stronę Jadwigi:

— Widzę, że razem możemy więcej. Nie tylko w polityce… — szepnął. — Ale i w tym, co między nami się zaczyna.

Jadwiga odwzajemniła spojrzenie, lekko się uśmiechając.

— Tak. — wyszeptała — i oby nasze decyzje zawsze były tak zgodne, jak dziś.

I tak, w cieniu map, pergaminów i szlacheckich oczekiwań, Jagiełło i Jadwiga zaczęli uczyć się, że wspólne decyzje polityczne mogą wzmacniać zarówno państwo, jak i ich wzajemne zaufanie. Pierwsze kroki władzy, podparte początkami uczuć, zaczynały kształtować RON — państwo, którego przyszłość zależała od jedności króla i królowej, od ich rozsądku i subtelnej więzi, która dopiero co rodziła się wśród murów zamku.

Jesień zamieniła Piotrków w mozaikę czerwieni i złota. Liście spadały powoli na bruk, a powietrze niosło chłód nadchodzącej zimy. W zamku Jagiełło zauważył, że Jadwiga chodzi wolniej, a jej ręka często spoczywa na lekko zaokrąglonym brzuchu.

— Czuję się… zmęczona — przyznała cicho, siedząc przy stole w komnacie prywatnej. — Ale szczęśliwa.

Jagiełło ukląkł przy niej, biorąc jej dłonie w swoje.

— Szczęśliwa. — powtórzył, patrząc jej w oczy. — To dobre słowo. Cokolwiek przyniesie przyszłość, nasza rodzina jest już w drodze.

Jadwiga uśmiechnęła się lekko, lecz w jej oczach krył się cień niepokoju.

— Boję się, Jagiełło. — wyszeptała. — Nie tylko o dziecko… ale o nasze Królestwo. Ciąża królowej to sprawa państwowa, a każdy nasz krok obserwują szlachta, posłowie, sąsiedzi… nawet Krzyżacy.

Jagiełło przyciągnął ją bliżej, tak by jej głowa spoczęła na jego ramieniu.

— Nie jesteś sama. — powiedział spokojnie. — Jeśli będziemy działać razem, tak jak dotychczas, nic nie złamie ani nas, ani RON.

— Wiem… — mruknęła Jadwiga, kładąc dłoń na jego piersi. — Ale czuję odpowiedzialność. Za dziecko, za Królestwo, za wszystkich ludzi, którzy liczą na nas.

Jagiełło ujął jej dłoń mocniej, a w jego spojrzeniu pojawiła się determinacja.

— Każde nasze dziecko będzie nie tylko darem dla nas — rzekł cicho — ale też symbolem jedności Korony i Litwy. Pokażemy, że Unia trwa, że decyzje, które podejmujemy, mają sens.

Cisza w komnacie była pełna ciepła i ciężaru odpowiedzialności. Każde westchnienie, każdy gest był teraz znaczący — nie tylko jako znak miłości, ale jako fundament przyszłości państwa.

— Obawiam się… — wyszeptała Jadwiga, patrząc w jego oczy. — Że jeśli coś stanie się dziecku… lub nam, to władza może runąć jak domek z kart.

Jagiełło pochylił głowę, jego czoło lekko dotknęło jej skroni.

— Nie pozwolę, by tak się stało. — rzekł stanowczo. — Zadbam, byś była bezpieczna. I dziecko też. A nasze Królestwo… przetrwa, bo jesteśmy razem.

I tak, w komnacie zamku Piotrkowa, w cieniu obowiązków i politycznych intryg, Jagiełło i Jadwiga poczuli ciężar i piękno nowego życia. Ich uczucia, dotąd subtelne, teraz stawały się nieodłączną częścią władzy, a przyszłość RON — choć niepewna — nabierała nowego, osobistego znaczenia.

22 czerwca 1399 na świat przyszła nowa istota.

— To dziewczynka miłościwa pani. — rzekła położna.

— Elżbieta. — powiedziała. — Po mojej matce.

Jagiełło ukląkł obok, delikatnie kładąc dłoń na ramieniu królowej. Patrzył na nową istotę, tak kruchą, tak pełną życia.

— Nasza córka. — wyszeptał — I przyszłość Rzeczypospolitej. Będzie symbolem jedności, nadzieją Korony i Litwy.

Położna skinęła głową, oddając dziecko w ramiona Jadwidze, a Jagiełło nie mógł oderwać wzroku. Każdy ruch, każdy oddech Elżbiety wydawał się znaczyć więcej niż wszystkie dokumenty i przywileje świata.

— Chcę, żeby była bezpieczna. — rzekł, nie spuszczając oczu z córki. — I żeby dorastała w pokoju, w świecie, który razem stworzymy.

Jadwiga uśmiechnęła się zmęczonym, ale szczęśliwym spojrzeniem.

— Będzie bezpieczna. — zapewniła go, kładąc głowę na jego ramieniu. — Bo teraz… jesteśmy razem. I nic nie będzie ważniejsze niż nasza rodzina.

W zamku rozchodziły się wieści o narodzinach. Rycerze, służba i najbliższa szlachta przynosili kwiaty, błogosławieństwa i drobne dary. A jednak w prywatnej komnacie król i królowa wiedzieli, że ten mały płacz to nie tylko początek życia dziecka — to nowy rozdział ich wspólnego życia, który połączył uczucia i odpowiedzialność za państwo w sposób nieodwracalny.

Jagiełło patrzył na Elżbietę, a potem na Jadwigę, i w sercu poczuł coś, czego nie znał dotąd: spokój, siłę i nadzieję, że cokolwiek stanie się w polityce, w wojnach czy intrygach, ta rodzina przetrwa.

— Nasza córka. — powtórzył jeszcze raz, tym razem uśmiechając się do siebie i do nich obojga. — Elżbieta.

I w tym krótkim, cichym momencie, życie prywatne i państwowe splecione były ze sobą mocniej niż kiedykolwiek, zapowiadając nowe wyzwania, ale też nowe nadzieje dla całego RON.

Wieści o narodzinach Elżbiety rozeszły się po Piotrkowie jak wiatr. Rycerze przekazywali je z zamku do miast i wiosek, a szlachta spieszyła z gratulacjami i dobrymi życzeniami. Jednak wraz z radością pojawiły się nowe pytania i niepokój: jak to wpłynie na przyszłość Korony i Litwy?

— Dziecko królowej… — mówił jeden z magnatów podczas narady w zamku. — To znak, że dynastia trwa. Ale też… pytanie o sukcesję i wpływy rośnie. Musimy patrzeć, jakie decyzje władcy podejmą teraz.

Jagiełło i Jadwiga stali razem przy stole, gdzie szlachta przyniosła gratulacje. Jagiełło uniósł głowę, patrząc na wszystkich zgromadzonych.

— Nasza córka nie zmienia naszych obowiązków. — powiedział spokojnie. — Elżbieta jest nadzieją Korony, lecz Rzeczpospolita musi trwać niezależnie od tego, kto stoi na tronie.

Jadwiga położyła rękę na ramieniu męża.

— To dziecko uczy nas, że nasze decyzje mają znaczenie nie tylko dla nas, lecz także dla przyszłych pokoleń. — Jej głos był cichy, ale pewny. — Chcemy, aby Królestwo było silne i sprawiedliwe.

Tymczasem na północy, w Malborku, Krzyżacy otrzymali wiadomość. Wielki Mistrz marszczył brwi, studiując raporty posłów:

— Dziecko królowej… — mruknął. — To zmienia równowagę sił. Jagiełło nie jest już sam — jego dynastia nabiera trwałości. Musimy obserwować każdy ruch Korony i Litwy.

W Wilnie Jagiełło i Jadwiga spędzali czas z córką, ale myśl o polityce nie opuszczała ich ani na chwilę. Wspólnie planowali wysłanie poselstw do książąt litewskich, przypominając o konieczności jedności RON i gotowości do obrony granic.

— Dziecko daje nam nową siłę. — rzekła Jadwiga, trzymając Elżbietę w ramionach. — Ale też nowe obowiązki. Musimy działać mądrze, aby nikt nie próbował wykorzystać tego momentu słabości.

Jagiełło ujął ją za rękę, patrząc w oczy.

— Zrobimy to razem. Nasze dziecko jest symbolem naszej jedności, a my musimy pokazać, że Unia jest silna — dla Korony, dla Litwy i dla wszystkich przyszłych pokoleń.

I tak narodziny Elżbiety stały się nie tylko radosnym wydarzeniem rodzinnym, lecz także politycznym sygnałem: dynastia Jagiełłów jest trwała, RON wzmacnia swoją pozycję, a wrogowie muszą liczyć się z nową siłą — nie tylko królem, ale całą rodziną królewską, która staje się gwarantem bezpieczeństwa państwa.

Jesienny wiatr niósł zapach wilgoci i igliwia przez mury zamku w Piotrkowie. Jagiełło stał przy oknie komnaty, patrząc na dalekie granice Polski i Litwy. W ręku trzymał świeżo otrzymany list od posłańca: Krzyżacy gromadzą wojska na wybrzeżu Bałtyku, a w Malborku wzmocniono fortyfikacje.

— Co teraz? — spytała Jadwiga, stojąc obok niego z Elżbietą w ramionach. Mała dziewczynka spała spokojnie, a jej delikatny oddech wypełniał cichą komnatę.

Jagiełło odwrócił się, patrząc na królową.

— Nie możemy lekceważyć północy. — odpowiedział powoli. — Krzyżacy obserwują nasze ruchy, a narodziny Elżbiety mogły być dla nich sygnałem, że dynastia się umacnia. Jeśli teraz spróbują przetestować nasze granice, musimy być gotowi.

Jadwiga przytuliła córkę bliżej siebie i westchnęła cicho.

— A co z nami? — spytała szeptem. — Z dzieckiem, z Rzecząpospolitą… Czy zdołamy połączyć obowiązki władcy i rodzica?

Jagiełło podszedł bliżej, obejmując ją delikatnie.

— Będziemy działać razem. — powiedział spokojnie, choć w jego oczach kryła się determinacja. — Ja zajmę się wojskami i granicami, ty czuwasz nad naszym domem i Elżbietą. Ale decyzje polityczne… podejmiemy wspólnie.

W tym momencie do komnaty wkroczył wysłannik z zamku, wyraźnie spięty.

— Miłościwy panie, sytuacja na północy staje się napięta. — powiedział, kładąc przed Jagiełłą mapę i raport. — Krzyżacy wzmacniają garnizony nad Bałtykiem, wysyłają zwiadowców w głąb Mazowsza… mogą zaatakować w razie naszej słabości.

Jagiełło spojrzał na mapę, a potem na Jadwigę.

— Widzisz. — powiedział, wskazując palcem miejsca koncentracji wojsk — Jeśli przygotujemy granice, połączymy nasze siły z Litwą, będziemy mogli odpowiedzieć skutecznie. I nie tylko obronimy RON… ale też pokażemy, że dynastia Jagiełłów jest zjednoczona i silna.

Jadwiga uśmiechnęła się lekko, głaszcząc Elżbietę po główce.

— Nasza córka da nam siłę. — wyszeptała. — Dla niej nie możemy pozwolić sobie na słabość.

Jagiełło pochylił się, patrząc na małą dziewczynkę.

— I dla niej. — powiedział cicho. — Rzeczpospolita przetrwa. Nawet jeśli cienie z północy spróbują ją przestraszyć, nasze decyzje ochronią ją i całe Królestwo.

I tak, w cieniu wojennych zagrożeń, wśród map i raportów, Jagiełło i Jadwiga odkryli nową siłę: rodzina i miłość stawały się fundamentem ich politycznej determinacji, a narodziny Elżbiety uczyniły ich nie tylko rodzicami, ale też strażnikami przyszłości RON.

Kamienne mury Malborka wznosiły się nad Nogatem w porannym słońcu, a wieże zamku tonęły w mgiełce rzeki. Na dziedzińcu zebrała się rada Krzyżacka, a strażnicy patrolowali mury z wyczulonym okiem.

Na sali tronowej, obok wielkiego pieca, stanął nowy Wielki Mistrz — Ulryk von Jungingen. Jego szaty błyszczały stalą ozdobioną herbem Zakonu, a spojrzenie było surowe i wyrachowane.

— Bracia. — odezwał się, jego głos niósł się po sali jak dźwięk dzwonu — Korona Polska zyskała nową siłę. Narodziny córki królowej Jagiełły to nie tylko radość dla ich dworu, lecz sygnał dla całej Europy: dynastia rośnie w siłę.

Niektórzy z komandorów kiwali głowami, inni szeptali między sobą, próbując rozszyfrować zamiary nowego Mistrza.

— Nasze garnizony na północy muszą być gotowe. — kontynuował Ulryk, wskazując mapę Pomorza i Mazowsza. — Jagiełło i Jadwiga próbują pokazać jedność i stabilność. Ale dynastia to też słabość — gdy narodziny dziecka zmienią decyzje Korony, mogą ujawnić szansę do interwencji.

Jeden z starszych rycerzy, komandor z Prus, odezwał się ostro:

— Wielki Mistrzu, Czy mówisz, że mamy teraz atakować? Czy czekać na ruch Korony?

Ulryk nachylił się nad stołem, opierając dłonie na mapie.

— Nie szukam wojny. — rzekł powoli, patrząc po zebranych. — Szukam przewagi. Obserwujemy, przygotowujemy się, a jeśli Polska popełni błąd… będziemy gotowi. Nasze statki, nasze wojska, nasza dyplomacja — wszystko musi być zsynchronizowane.

Komandorzy wymienili spojrzenia. Ulryk von Jungingen miał reputację człowieka, który planował kroków kilka do przodu. Jego spojrzenie było ostre, a w gestach wyczuwało się cierpliwą, ale nieugiętą wolę: Malbork stał się centrum siły, a Rzeczpospolita — celem, który trzeba było obserwować.

— Przygotujcie raporty o ruchach Korony i Litwy. — dodał Ulryk. — Chcę wiedzieć, kiedy Jagiełło i Jadwiga podejmą decyzje, jak reagują na zagrożenia i jak wpływa na nich narodziny dziecka. Każda słabość będzie naszą szansą.

Na dziedzińcu strażnicy napinali łuki, młodzi rycerze sprawdzali zbroje, a w sali tronowej planowano każdą możliwość. Malbork tętnił napięciem, a Ulryk von Jungingen patrzył daleko w przyszłość, jakby przewidywał każdy ruch Jagiełły i Jadwigi, każdy krok RON i każdą decyzję, która miała zaważyć nad losami Polski, Litwy i Prus.

— Niech nikt nie wątpi. — powiedział w końcu, głosem twardym jak stal — Polska będzie próbować wykorzystywać swoje dzieci, swoje symbole… my musimy być gotowi. I niech cały Zakon o tym pamięta.

Cienie wież Malborka wydłużały się nad fosą, zwiastując zarówno spokój dnia, jak i nadciągającą burzę polityczną.

Nad Polską wisiały ciemne chmury polityki i wojny, a powietrze nad granicami wibrowało od napięcia. W Piotrkowie Jagiełło otrzymał kolejne raporty — Krzyżacy, pod wodzą nowego Wielkiego Mistrza Ulryka von Jungingena, skoncentrowali siły w Prusach, a ich statki patrolowały Bałtyk, blokując handel i przesyłki wojskowe.

— To nie jest ostrzeżenie. — powiedział jeden z posłów, rozkładając mapy przed królem — To przygotowanie do ataku. Krzyżacy czekają tylko na moment, by uderzyć.

Jadwiga trzymała w ramionach Elżbietę. Jej spojrzenie było spokojne, lecz pełne determinacji.

— Nie możemy pozwolić, aby ich ambicje zagrażały naszemu dziecku i naszym ludziom. — powiedziała. — Musimy działać szybko i zdecydowanie.

Jagiełło skinął głową, biorąc mapę w dłonie.

— Zgromadzimy armię wzdłuż granic północnych. — rzekł — połączymy siły Mazowsza, Małopolski i Litwy. Ale musimy też pamiętać o dyplomacji — Krzyżacy będą próbować rozbić nasze sojusze.

Tymczasem w Malborku Ulryk von Jungingen gromadził swoje rycerstwo i komendy.

— Jagiełło jest młody, Jadwiga chroni dynastię. — mówił do swoich dowódców. — Narodziny dziecka nie uczyniły go słabszym, lecz teraz musimy sprawdzić, czy ich wola i sojusze są wystarczająco mocne. Zaczynamy ofensywę, nie czekając na ruch Korony.

Pierwsze starcia rozgorzały na pograniczu Pomorza i Mazowsza. Jagiełło dowodził z przesuniętego sztabu, a jego decyzje były precyzyjne — umocnienia, straże, kontrataki. Jadwiga pozostawała w Piotrkowie, czuwając nad bezpieczeństwem Elżbiety, ale wciąż doradzając królowi: które garnizony przesunąć, które zamki wzmocnić.

— Niech nasze decyzje będą szybkie i zgodne. — mówiła do niego przez przesłanych posłańców — Elżbieta patrzy na nas, a całe Królestwo zależy od naszej jedności.

Bitwy trwały tygodniami. Strzały z łuków i armat rozbrzmiewały wzdłuż rzek i w dolinach. Krzyżacy próbowali przebić się do kluczowych miast Korony, lecz każdy ruch był przewidziany przez Jagiełłę, wspieranego mądrymi radami Jadwigi.

Pewnej nocy, gdy zmrok spowił granice, Jagiełło spojrzał w stronę południa, gdzie mgła otulała pola bitew.

— Każdy z nas ryzykuje dla Korony. — wyszeptał — Ale musimy też pamiętać o rodzinie.

Jadwiga przytuliła Elżbietę, siedząc obok niego w namiocie dowódczym.

— W Rzeczypospolitej musimy walczyć nie tylko o ziemię, lecz o przyszłość. — powiedziała cicho. — O życie naszej córki, o nasze dzieci, o wszystkich ludzi, którzy liczą na nas.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 15.75
drukowana A5
za 35.51