E-book
10.92
drukowana A5
34.72
Constans

Bezpłatny fragment - Constans

Czyli stale i niezmiennie


Objętość:
139 str.
ISBN:
978-83-8221-201-3
E-book
za 10.92
drukowana A5
za 34.72

Książka ta opisuje wydarzenia z 2018 roku.

Jest to rodzaj pamiętnika, który był ciągle w mojej głowie, aż postanowiłam przelać myśli na papier.


Najpiękniejsza miłość to ta, która zaskakuje Cię w najmniej spodziewanym momencie.

Najpiękniejsza miłość — z nieodpowiednią osobą, którą serce wybrało jako tę właściwą.

Najpiękniejsza miłość… to również rozstania.

A najgorsze rozstania to te w ramionach i ze łzami w dwóch parach oczu.


Autorka o sobie


Jestem egoistką, która wierzy w lepsze życie.

Z dedykacją dla K.


„In my mind, in my head”.


In my heart.

Always.

Lolka

A najpiękniejsze były poranki

Słucham piosenki, która już nigdy nie będzie „naszą” piosenką. To smutne. Ona doskonale wpisuje się w nasz gust. Przecież mamy tak bardzo podobny, pamiętasz? Może też teraz jej słuchasz i myślisz tak samo — w końcu nie przez przypadek udostępniłam ją na facebookowym profilu. A Ty nie bez powodu tam zaglądasz. Pewnie już coraz rzadziej, ale wciąż się łudzę, że jednak nadal tak. Po coś. Może wciąż Cię interesują wrzucone posty, zdjęcia, piosenki? Doskonale wiesz, że są skierowane do Ciebie. Na pewno to wiesz, zawsze wiedziałaś. Nawet gdy o tym nie mówiłam. W końcu jesteś taka błyskotliwa, kocie.


A ja nie mam pojęcia, po co ciągle to robię. Po co wrzucam coś z nadzieją, że to zobaczysz? Posłuchasz? Przejrzysz dokładnie tekst i domyślisz się, że jest on skierowany wyłącznie do Ciebie. Wciąż chyba liczę na to, że coś się jeszcze tli. Że coś pozostało z tego wielkiego ognia, który przepełniał kiedyś nasze serca. Jakiś żar. Chociaż najmniejszy.


A może byłoby nam łatwiej, gdby nasze uczucie wygasło całkowicie? Ale powiedz szczerze, czy to w ogóle jest możliwe? Ja nie wiem. A Ty mi już na nic nie odpowiesz. Przecież nie rozmawiamy. Nie kontaktujemy się. Kiedyś było to dla nas nie do pomyślenia, bo jak mogłabym nie napisać do Ciebie z rana? Przecież tak bardzo lubiłaś nasze zaspane przywitanie: „No hej, kochanie”.


Nawet nie wiesz, ile bym dała, aby się dowiedzieć, czy ciągle Ci tego brakuje… i mnie z rana. Poranki były przecież zawsze nasze. Najbardziej utkwiły mi w głowie i sercu. Próbuję teraz to jakoś wszystko poukładać. Po kolei. Chciałabym opowiedzieć naszą historię najpiękniej, jak potrafię. Obiecuję, kochanie, że spróbuję. Obie na to zasługujemy.


Kiedyś to przeczytasz — zawsze dotrzymuję słowa. Ty coś o tym wiesz, znasz swojego kota doskonale. Mimo że już nie mam prawa tak się nazywać, to nadal przychodzi mi to z taką lekkością, tak naturalnie. Ciągle się na tym łapię. A przecież nie jestem już Twoja, a Ty moja. Prawda?


Siedzę tutaj w czterech ścianach, patrzę na rękę, na której wciąż znajduje się Twoja gumka do włosów. Jestem sentymentalna i nadal ją noszę. Tę drugą, którą dałaś mi sama. Pierwsza jest już trochę rozciągnięta, schowana, tak aby nikt jej nie znalazł. Zostawiona przez Ciebie po pierwszej wspólnej nocy. Przez przypadek. Ta noc nie była przypadkiem. Dała początek czemuś pięknemu. Wyjątkowemu. Pokuszę się jeszcze o jedno określenie — niepowtarzalnemu. Bardzo w to wierzę.


Ty też to pamiętasz, a nawet jeśli już nie, to sobie o tym przypomnisz. Wiem, że powrót do przeszłości może być bolesny i zapewne taki będzie. Jak cały nasz związek, pełen uniesień oraz bólu. Nie tylko naszego. Związek to duże słowo i nie jestem pewna, czy do końca w tym kontekście właściwe. Nigdy się nie określiłyśmy. Chyba nie miałyśmy odwagi albo pomysłu na nazwanie tego, co nas łączyło. Tak to dzisiaj widzę. Miłość nie potrzebuje nazewnictwa. Love is love, that’s right, my sweetheart?

Pierwszy list. Gdy pojawiłaś się w nich Ty…

Końcówka grudnia 2018 r.

Kochanie,

stojąc przy półce z warzywami popatrzyłam na otwierające się drzwi. Zobaczyłam w nich Ciebie. Nagle nasze spojrzenia zastygły. Na sekundę. „Szalone” — pomyślałam. Od razu Cię poznałam. Serce uradowane zabiło szybciej. Jestem przekonana, że Twoje również.


Szybko odwróciłam wzrok, w końcu nie byłaś sama. A ja nie chciałam wyjść na gapia. Szłaś dumnie przed siebie, lecz kontem oka widziałam, że zerknęłaś w moją stronę drugi raz. Uśmiechnęłam się pod nosem.


Mówiąc szczerze, wtedy w sklepie bardzo chciałam Cię zobaczyć. Dużo o Tobie myślałam, więc można rzec, że Cię tym przyciągnęłam.


W głębi serca żałuję, że nie byłaś sama. A Twojemu chłopakowi nieco współczuję spotkania mojej osoby. Nikt by przecież nie chciał wpaść na byłą dziewczynę swojej ukochanej osoby, zwłaszcza po tak silnych przeżyciach jak nasze. Przecież nadal się kochamy. Zobaczyłam to w pierwszej sekundzie otwierających się drzwi, gdy pojawiłaś się w nich Ty.

Drugi list. Park i kawa

Sierpień 2018 r.

Nasze lato zaczęło się 18 sierpnia, wówczas pierwszy raz do Ciebie napisałam. Znalazłam Twoje ogłoszenie na jednym z portali. Od jakiegoś już czasu ciągnęło mnie do kobiety. Chciałam spróbować nowych doznań, których nigdy wcześniej nie doświadczyłam. Byłam pewna, że jestem bi. Oczekiwałam jednak dyskrecji.


Od razu złapałyśmy to flow, które było niesamowicie naturalne. Chęć poznania Ciebie była bardzo mocna. Zaintrygowałaś mnie od samego początku. Jesteś niezwykle silną osobowością i od razu to zauważyłam. Wiedziałam, że muszę Cię poznać.


Pamiętam nasze początki, kochanie. Niewinne rozmowy, które trwały od rana do wieczora. Tak dużo się od Ciebie nauczyłam. Zawsze tłumaczyłaś, co aktualnie robisz w pracy. Nawet jeśli nie robiłaś nic, tylko patrzyłaś na moje zdjęcie.


Teraz, gdy przejeżdżam obok parku, widzę tam nas z kawką. Jak się przechadzamy. Poznajemy. Opowiadasz mi historie ze swoich studiów, pracy, imprez. Patrzę na Ciebie, słucham, ale ciągle myślę, jak by tu przypadkiem Cię dotknąć. A może odgarnę Ci delikatnie, niby spontanicznie włosy z ramion? Wyjdzie chyba naturalnie.


Niby pora już wracać, a jednak nie chcę. Tak dobrze mi w Twoim towarzystwie. Wstajemy z ławki i idziemy dalej w głąb parku. Pamiętam historię z paraliżem. Niezręcznie było się śmiać, w końcu nie ma w tym nic śmiesznego, że pewna część Twojego ciała była nieruchoma, a jednak sama się zaśmiałaś. Okazało się, że leżałyśmy w tym samym szpitalu, w podobnej porze roku. Świat okazał się tak mały. Szczególnie wtedy, gdy okazało się, że łączy nas paru wspólnych znajomych, nasze domy nie są tak bardzo oddalone od siebie i generalnie bywam w Twojej miejscowości przynajmniej raz w tygodniu. Intrygujące, jeśli patrzeć na to przez pryzmat znajomości zawartej w internecie.


Czas już kończyć pierwsze spotkanie i wracać. Ja do domu, a Ty do baru, którego nie lubisz. Widzę w Twoim zachowaniu, że wcale nie masz ochoty tam iść, zresztą mówisz o tym otwarcie. Odwożę Cię pod dom, uśmiechasz się. Dajesz mi odczuć, że to nie będzie nasze pierwsze i ostatnie spotkanie. Było miło.


Ta noc była bardzo długa. Ty imprezowałaś, ja leżałam w łóżku. Pisałyśmy do piątej rano.

Trzeci list. IN MY MIND…

Sierpień 2018 r.

Muszę Wam o czymś powiedzieć. Lolka bardzo broniła się przed naszym pierwszym spotkaniem. Często pisałam spontanicznie, że przyjadę, bo mam czas. Zapraszałam ją również do siebie. Nic z tego. Minęło kilka długich dni, zanim udało mi się ją w końcu namówić.


Nasze drugie spotkanie było już w Twoim mieszkaniu. Miałam wtedy wolnych kilka godzin z rana. Ty również. Siedziałyśmy w kuchni, zajadałyśmy jajecznicę, w której było odrobinę za dużo cebuli… lecz nadal bardzo smaczną. W Twoim towarzystwie wszystko było jakieś takie lepsze. Próbowałam Ci pomóc w sprzątaniu, ale Ty wszystko musiałaś zrobić sama. Już wtedy zauważyłaś, że jestem nieco niezdarna. Tu coś rozleję, tam nakruszę. Słodko się wtedy złościłaś. Stwierdziłaś, że mam sobie usiąść i czekać, ale jakoś nie mogłam usiedzieć. Kręciłam się obok Ciebie. Chyba po prostu chciałam być blisko.


Przeszłyśmy do pokoju. Rozłożyłam się na Twoim łóżku, a Ty na fotelu. W kilka godzin zdążyłaś mi opowiedzieć połowę swojego życia. Okazało się, że niezła była z Ciebie buntowniczka. Słuchałam z ogromnym zaciekawieniem. Raczej mało się odzywałam. Byłam pod wrażeniem tego, jak ktoś może tyle o sobie opowiedzieć. O swoich problemach, troskach, gorszych chwilach w życiu. Było to dla mnie wówczas niepojęte. Ja wszystko, odkąd pamiętam, tłumię w sobie. Uczucia, emocje, a dzięki Tobie powolutku nauczyłam się je wydobywać na powierzchnię. Tak naprawdę ciągle się uczę, bo gdy odeszłaś, wraz z Tobą opuściła mnie moja pewność siebie.


Zbliżała się pora, gdy musiałyśmy się zbierać. Ja po wyniki badań, a Ty do pracy. Uparłam się, że Cię odwiozę, chociaż na przystanek. Zrobiłaś makijaż, w którym wyglądałaś jak zwykle przepięknie. Duże usta podkreśliłaś jedną z wielu posiadanych przez Ciebie szminek. Nawet nie przypuszczałam, że będę kiedyś nimi pobrudzona.


Wsiadłaś do auta. Było bardzo gorąco. Prowadziłam samochód, lecz nie mogłam się za bardzo skupić, tak bardzo przyciągała moją uwagę dziewczyna obok, która niezdarnie tłumaczyła mi drogę na przystanek. Dotarłyśmy. Powiedziałaś, że chciałabyś mi jakoś podziękować za podwózkę. Pokazałam Ci palcem na swój policzek. Popatrzyłaś niepewnie. Chwila zastanowienia i w końcu wydusiłaś z siebie:


— Mam szminkę, pobrudzę Cię.


— Trudno — odpowiedziałam z uśmiechem.


Przybliżyłaś się i delikatnie dałaś mi buziaka w policzek.


Dziś, patrząc wstecz, dokładnie pamiętam tę chwilę. Mam ją w pamięci jak zdjęcie.


„In my mind, in my head”.


To właśnie nasza piosenka.


Kiedy do niej wracam, mam przed oczami Ciebie.


Uroczą dziewczynę z filmiku, która się do niej wygłupia.


Zabawną, szczerą, otwartą. Tańczącą w środku nocy.

Niezwykle urokliwą, o kocich oczach. I blaskiem w duszy.

Mam przed oczami Ciebie i nasze lato.


Do którego, mimo wszystko, chętnie bym wróciła.

Czwarty list. Wolałabym leżeć z Tobą

Sobota, początek września 2018 r.

Skarbie, whisky i frytki.


W końcu udało mi się Cię namówić na obiecaną whisky! Przechwalałam się, że robię najlepsze drinki, a frytki z posypką jeszcze lepsze! Przyjechałaś w środku dnia. Pamiętam, że nie mogłam się doczekać, aż w końcu Cię zobaczę. Byłaś nieco zestresowana — pierwszy raz w domu koleżanki, której praktycznie nie znasz. Dzień był jeszcze długi. Przyznam, że nieco się ciągnął, lecz przy Tobie było to przyjemne. Siedziałyśmy na huśtawce z moją babcią, Ty opowiadałaś o swojej pracy, a ja słuchałam równie uważnie jak ona. Tak wiele chciałam o Tobie wiedzieć.


Nastał w końcu wieczór, usiadłyśmy w kuchni, zrobiłam pierwszego drinka. Whisky, lód, cytryna, pepsi. Zajadałyśmy również frytki, które wyszły pyszne. Naśmiewałaś się oczywiście ze mnie, że znowu jestem paciurą! Tak mnie słodko nazywałaś. Byłaś w tym najlepsza i bardzo szczera.


Wieczór mijał nam przy małej zapalonej lampce i kolejnych drinkach. Nawet nie wiem, kiedy zleciał ten czas. Dużo rozmawiałyśmy o związkach. Przy papierosie przytoczyłaś historię, którą ledwo pamiętam, lecz Twoje słowa utknęły mi w pamięci i dopiero niedawno sobie o nich przypomniałam. Powiedziałaś wówczas, że nie warto stwarzać sytuacji, w której może dojść do zdrady. Wtedy jeszcze nie wiedziałaś, że to właśnie była jedna z takich sytuacji.


Wróciłyśmy do pokoju i usiadłam dużo bliżej Ciebie. Kurde, po alkoholu jestem odważniejsza. Rozmawiałyśmy o dziewczynach. Marzył Ci się namiętny seks. Zresztą, to nie była pierwsza taka nasza rozmowa, gdyż już wcześniej o tym wspominałaś. Zabawne, że nie brałaś mnie wówczas pod uwagę. Chwaliłaś się, jakie zdjęcia wysyłasz innym dziewczynom, z którymi korespondujesz. Choć nie było ich za wiele, w głębi serca zrobiło mi się trochę przykro.


— A dlaczego mi takich nie wysyłasz? — zapytałam.


Byłaś zdziwiona. Jak to, Tobie? Przecież Ty jesteś tylko moją koleżanką. A masz zostać najlepszą. Cóż, później non stop mi powtarzałaś, że jestem najlepsza, więc coś z tego się jednak spełniło. Upierałam się, że chciałabym zobaczyć Twoje zdjęcia. Trzymałaś telefon w ręku, a ja, siedząc blisko Ciebie, chciałam Ci go wyrwać. Szczerze? To był tylko pretekst, aby w końcu coś się zaczęło między nami dziać. Mogłam Cię dotknąć. I spróbowałam pocałować. Ku mojemu zaskoczeniu nie poszło tak łatwo.


Spytałaś, co robię. Położyłaś się na łóżku. Nie wiedziałam, co dalej. Czułam, że chciałaś tego równie mocno jak ja.


— Jeśli naprawdę nie chcesz, to nic się nie dzieje, nie musimy przecież. Myślałam, że chciałaś, ale zapomnijmy o tym. Chodź na papierosa.


Cisza.


Przybliżyłam się, pocałowałam Twoją rękę. Nadal leżałaś nieruchomo. Byłam tak bardzo niepewna swoich gestów. Trudno to wytłumaczyć, lecz z perspektywy czasu wiem, co wtedy czułaś. I wtedy też to wiedziałam. Widziałam, jak Twoje ciało zareagowało na mój dotyk. Jestem i byłam przekonana, że tego właśnie wtedy pragnęłaś.


Usiadłaś. Złapałaś mnie delikatnie za twarz.


— Jesteś pewna, że w Twojej sytuacji tego chcesz? — upewniłaś się i powtórzałaś to pytanie kilkukrotnie.

Chciałam Cię pocałować jak nigdy nikogo wcześniej. I zapewniałam Cię o tym.

Tak też się stało. Popatrzyłaś na mnie i namiętnie pocałowałaś. Kurwa! Wiedziałam, że tak będzie. Wiedziałam, że Twoje usta będą jak aksamit. Jestem pewna, że również wtedy Ci to powiedziałam. To była długa noc, która dla nas skończyła się o piątej rano. Nie było już kolejnych drinków, lecz kolejne pocałunki. To o wiele lepsze, ciekawsze, przyjemniejsze. Nie znałyśmy jeszcze swoich ciał na pamięć, lecz wtedy wszystko się zaczęło. Twoje dłonie wędrowały po mnie intensywnie, uczyły się, jaki dotyk wzbudza we mnie dreszcze. Tej nocy to Ty byłaś dominatorem. Oddałam Ci się cała. Twój język szukał moich czułych punktów. Byłam rozpalona. I jestem teraz, gdy wspominam. A Ty? Nie pozwoliłaś mi na nic więcej oprócz pocałunków i dotyku Twoich piersi. Nie upierałam się, wiedziałam, że nie byłaś przygotowana na taki zwrot akcji. Byłam pewna, że to dopiero początek i że nadejdzie taka chwila, w której to ja będę dominować nad Tobą. To była pierwsza noc, którą spędziłyśmy razem. A Ty poznałaś znaczenie moich słów: „Najlepsza jestem wtedy, gdy jestem niegrzeczna”.


Niedziela, nazajutrz


Emocje po poprzedniej nocy nie opadły, wręcz przeciwnie. Byłyśmy nadal w euforii. Wydaje mi się, że obie nie rozumiałyśmy do końca, skąd ona się wzięła i dlaczego była tak intensywna. Przecież to tylko seks, powinno nam już przejść. Lecz długo nie przechodziło. Mimo nieprzespanych tylu godzin, niedziela była naprawdę udana. Dużo rozmawiałyśmy i analizowałyśmy poprzednią noc. Tyle miałyśmy sobie do powiedzenia.


„Wolałabym z Tobą leżeć, opalać się i przytulać” — napisałaś w jednej wiadomości. Sprawiło mi to wielką przyjemność. Już wtedy poczułam swego rodzaju satysfakcję. Dziewczyna, która spędza niedzielę z narzeczonym, pisze mi taką wiadomość. Było mi po prostu miło, że wolałaś wtedy mnie.

Piąty list. Nie zdążysz zamknąć drzwi

Poniedziałek, sierpień 2018 r.

Nikt nie lubi poniedziałków. Powrót do rzeczywistości po udanym weekendzie bywa dla większości ludzi przytłaczający.


Nasz weekend był wspaniały i nawet poniedziałek nie zepsuł nam humoru. Działały w nas jeszcze endorfiny i podekscytowanie nową dla nas sytuacją. Po wspólnej nocy nie było między nami ani minuty niezręcznej ciszy.


W poniedziałek ja wróciłam do swoich codziennych obowiązków, Ty poszłaś do pracy.


„Jestem taka radosna. Ciągle uśmiecham się do ludzi. Hmm… ciekawe dlaczego?” — napisałaś, a ja od razu znałam odpowiedź. Miałam to samo. Chyba od początku czułyśmy podobnie.


Pamiętam, że była ładna pogoda, świeciło słońce. Wyszłam wówczas na spacer, a chciałam do Ciebie. Nic nie mogłam na to poradzić, że myślami byłam ciągle z Tobą.


Myślałam o tym, jak bardzo pragnę Cię zobaczyć, lecz gdy jeszcze u mnie byłaś, umówiłyśmy się na czwartek.


Pisałaś, że tęsknisz, a ja się droczyłam, że niedawno mnie przecież miałaś. „Musisz się bardziej stęsknić!” — ciągle Ci pisałam.


„Okej. W takim razie do czwartku :)”


Jezu, jak te dni się ciągnęły. W głębi serca się jednak stresowałam. Ciągle rozmawiałyśmy o tym, czy jednak na drugim spotkaniu nie będzie gorzej, w końcu będzie to środek dnia i zero alkoholu. Rozmyślałyśmy nawet o tym, czy nie będziemy się siebie wstydzić. Tyle było wówczas w nas niepewności. Chłopak Lolki chyba to zauważył. Wspomniała mi o tym, że poruszył temat mojej osoby. Powiedziała mu wówczas, że czuje motylki w brzuchu przed naszym spotkaniem. Muszę Wam wytłumaczyć jedną rzecz. Lolka miała z chłopakiem określony układ. Godził się, żeby spełniała swoje fantazje z dziewczynami. Sam seks nie był dla niego zdradą, ale jak się później okazało, uczucie już tak. Musicie wiedzieć też jedną rzecz o mnie. Miałam męża (ślub cywilny odbył się rok wcześniej, kościelny był zaplanowany na październik tego roku), który w tamtym okresie przebywał za granicą. W przeciwieństwie do Lolki nie byłam z nim szczera. Nigdy nie umiałam mu powiedzieć, że chciałabym spróbować z kobietą. Zresztą, ta myśl pojawiała się niespodziewanie i znikała równie szybko. Była jednak między nami różnica. Lolka chciała spróbować seksu, a dla mnie była ważna również sama relacja. Chciałam, żeby była chemia. Może zauroczenie. Lecz miłości, z ręką na sercu, nie planowałam.


Wracając do czwartkowych planów i naszych obaw, uzgodniłyśmy, że będzie pocałunek na przywitanie. Może wtedy atmosfera się rozluźni.


„Nie zdążysz zamknąć drzwi, a ja już Cię pocałuję” — napisała.

Szósty list. Smutki dwa

Czwartek, wrzesień 2018 r.

Kochanie,

pamiętasz ten stres, kiedy miałam do Ciebie przyjechać? Tę niepewność, jak się będziemy zachowywać, czy będzie naturalnie? A może zabraknie nam odwagi na jakikolwiek ruch. O czym będziemy rozmawiać? Wiem, że w Twojej głowie również pojawiały się takie myśli.


W końcu przyjechałam, zaparkowałam. Dotarłam pod drzwi Twojego mieszkania, które otworzyły się chwilę przed moim przyjściem. Stałaś w nich, uśmiechając się tak pięknie, a usta miałaś pomalowane szminką, którą wcześniej sobie „zamówiłam”. Popatrzyłam Ci w oczy i trzymając się ustalonego planu, pocałowałam. Był to długi pocałunek, który zaczął się już w drzwiach, a skończył w mieszkaniu. Myślę, że to był najbardziej stresujący pocałunek, którym siebie obdarowałyśmy. A mówi się, że to pierwszy jest najtrudniejszy.


— Mówiłam Ci, że nie zdążysz zamknąć drzwi — powiedziałaś dumnie.


— Wiem… Znowu pięknie pachniesz — wyszeptałam Ci do ucha, będąc jeszcze w Twoich objęciach.


Były to silne emocje, które powoli się uspokajały. Przeszłyśmy do kuchni, zjadłyśmy śniadanie. Nie pamiętam nawet, o czym rozmawiałyśmy.


Lolka wynajmowała pokój w trzyosobowym mieszkaniu. Zważywszy na to, że rok akademicki jeszcze się nie zaczął, miała wówczas całą przestrzeń dla siebie. Było luźno i nie musiałyśmy się obawiać, że nagle ktoś się w nim pojawi. Chłopak Lolki, nazwijmy go Marcin, był już od dwóch lat pracującym informatykiem.


Brał dużo dodatkowych zleceń, którymi się zajmował, gdy wracał do domu. Stąd też nie przeszkadzało mu, że od rana do wieczora piszemy bądź rozmawiamy przez telefon. Lolka studiowała dziennie i pracowała. Dla dobra nas wszystkich nie zdradzę, gdzie i w jakiej branży. Ale była to praca z ludźmi, odpowiedzialna i stresująca. A ona była w niej bardzo dobra. Potrafiła godzinami mi o niej opowiadać i tłumaczyć szczegóły, które bardzo chciałam poznać.


Przeszłyśmy do pokoju, a Ty usiadłaś na fotelu, jak za pierwszym razem. Stałam za nim, po czym obróciłam go razem z Tobą tak, że byłaś naprzeciwko. Schyliłam się, objęłam dłońmi Twoją twarz i pocałowałam. Przeszłyśmy na łóżko. O naszych obawach czy wstydzie już dawno zapomniałyśmy. Całowałyśmy się bardzo długo. Obie to uwielbiałyśmy, a była to kolejna rzecz, której Ci brakowało w związku. Marcin nie lubił się całować. A Ty przecież tego potrzebowałaś. Uwielbiałaś to we mnie. Poświęcałam Ci swój czas, całowałam raz namiętnie, raz delikatnie. W usta, w szyję, w ucho. Dotykałam Twoich włosów i gładziłam twarz. Nabrałam pewności siebie. Piersi były już nabrzmiałe i tylko czekały na swoją kolej. A Ty czekałaś, aż zdejmę z nich stanik. Moje dłonie wędrowały wszędzie. A Ty nie byłaś mi dłużna. Oddawałaś wszystkie pocałunki dwa razy mocniej. Sukienką zajęłaś się już dawno temu. Dotykałam Twojego brzucha, ud. A gdy tylko zbliżałam się do czułego miejsca ze śmiechem powtarzałaś „nie wolno, przestań”. I tym razem posłuchałam swojej intuicji, bo wiedziałam, że tego właśnie chcesz. Mojego dotyku w sobie. Gdy tylko musnęłam Twoją koronkową bieliznę od razu wzdrygnęłaś się. Pieściłam to miejsce coraz bardziej intensywnie i czułam, jak bardzo byłaś wilgotna. Lekko odchyliłam, jak dla mnie zbędną, część garderoby w bok i weszłam w Ciebie. Pierwszy raz w życiu dotykałam tak kobietę. Jęczałaś i na zmianę powtarzałaś mi do ucha, jak Ci jest dobrze. Po pierwszej wspólnej nocy myślałam, że poprzeczka została wysoko postawiona, lecz bardzo się myliłam. Z każdym naszym następnym spotkaniem było coraz lepiej.


Już wtedy było nam razem cudownie. Pamiętacie, co mówiłam o tym flow, które od razu złapałyśmy na początku znajomości? W łóżku było identycznie. Mimo że to było dopiero nasze drugie spotkanie, na którym uprawiałyśmy seks, to robiłyśmy wiele rzeczy instynktownie. A masę jeszcze miałyśmy do nauki, bo wiecie, z kobiecym ciałem jest o wiele trudniej. Każda na swój sposób osiąga orgazm. Każda w innej pozycji. Niektórym przychodzi to łatwiej, a niektórym trudniej. Tak już nasze ciało zostało zbudowane. Lecz to nie był jeszcze ten moment na naukę orgazmu. I tak tego dnia osiągnęłyśmy więcej, niż się spodziewałyśmy.


Dochodziła szesnasta, zaraz Marcin kończył pracę. Nie wiedzieć dlaczego, chciałam wyjść, zanim on wróci, mimo że wtedy jeszcze nie miał nic przeciwko temu, że spotykam się z Lolką. Ona niespodziewanie zaproponowała, że może wrócić ze mną do swojego domu. Zaświeciły mi się oczy. Jasne, że chciałam, aby mi towarzyszyła. Miała wiele do ogarnięcia w domu rodzinnym, więc musiałabym ją tylko tam zawieźć. Poinformowała jedynie o tym Marcina, że wraca ze mną. On miał dojechać nazajutrz po pracy.


Wracając, puszczałam jej swoje ulubione kawałki, dosyć melancholijne, spokojne, ale takie lubię najbardziej. Droga minęła nam zbyt szybko. Przyjechałyśmy do miejscowości rodzinnej Lolki, lecz nie chciałam wysadzić ją zwyczajnie pod domem i się oschle pożegnać. A pocałować na oczach domowników też nie mogłam. Jeździłyśmy w kółko, szukając odpowiedniego miejsca na pożegnanie. W końcu na horyzoncie pojawiła się polna droga, obok której nie było praktycznie nic. Zgasiłam samochód, trzymałam ją za ręce i żegnałam, całując wiele razy, jakby miało to być nasze ostatnie spotkanie. Nie rozumiem tego do dziś, ale wtedy miałyśmy autentycznie zaszklone oczy. Jak osoba, którą znam około dwóch tygodni, może wzbudzać we mnie takie emocje? Dlaczego tak bardzo nie chcę jej puścić do domu? Proponowałam kilka razy, że zabiorę ją do siebie. Odmawiała, lecz wymówek nie pamiętam. Pewnie były to bardzo słabe argumenty. Odpuściłam i odwiozłam ją do domu. Wieczorem szybko tego pożałowałam. Lolka siedziała sama u siebie w domu.


Rozmawiałyśmy ze sobą cały czas, lecz był to megasmutny wieczór. Wtedy nie byłyśmy tego świadome, ale patrząc z perspektywy czasu, sądzę, że już wtedy chciałyśmy dużo więcej niż seks. Zależało nam na bliskości, która jest tuż po nim. Zastanawiacie się pewnie, dlaczego po prostu nie wsiadłam w samochód i nie pojechałam do niej, skoro droga zajmowała tylko 15 minut. Cóż, nie jest to takie łatwe, gdy ma się poważne obowiązki. Jakie? Opowiem może później.


A teraz jeszcze kilka słów do Ciebie, skarbie. Tego wieczoru dałaś mi piosenkę Dwa smutki Bajmu. Do dziś na starym telefonie mam filmik, jak śpiewasz ją smutna. Tak bardzo nie lubisz być sama, a ja żałuję, że wtedy Ci na to pozwoliłam. Powinnam być bardziej stanowcza. Piosenkę uwielbiam do dziś, kojarzy mi się tylko z Tobą i przywołuje silne emocje. Myślę, że wtedy właśnie zrozumiałaś sens tej piosenki i że słowa idealnie pasują do naszej sytuacji. A dla wszystkich, którzy nie znają — posłuchajcie, jeżeli to Wasze klimaty.

„Więc teraz serca mam dwa


Smutki dwa


I miłość po kres


I radość do łez Wieczory długie i złe Krótkie dnie…”

Siódmy list. Powieki są po to…

Wrzesień 2018 r.

Kotku, wieczór był smutny, ale na szczęście noc minęła szybko. Miałaś do ogarnięcia swoje rzeczy, ponieważ planowałaś oddać swój pokój siostrze. Był większy i praktycznie przez Ciebie nieużywany. Marcin był jeszcze w pracy i miał dojechać do Ciebie wieczorem. Z racji tego, że byłaś niedaleko, bardzo chciałaś, abym do Ciebie przyjechała w odwiedziny. Zebrałam się bardzo szybko i tak też zrobiłam. Była to pierwsza wizyta w Twoim rodzinnym domu. Teraz to ja czułam się nowa. Starałam się robić dobre wrażenie. Poznałam Twoich dziadków oraz siostrę. Większość czasu spędziłyśmy jednak w Twoim pokoju. Były rozmowy, przytulasy i pocałunki, kradzione gdzieś przypadkiem. Nie czułyśmy się tak swobodnie jak w Twoim mieszkaniu, lecz wtedy chyba nie o to nam chodziło. Chciałyśmy nacieszyć się tymi chwilami spędzonymi razem. Zawsze przy Tobie czas tak bardzo szybko mi uciekał. Wyjeżdżając od Ciebie, minęłam Marcina, wtedy mu jeszcze pomachałam. Pamiętam, jak mi wtedy napisałaś, że gdy przyjechał, uprawialiście seks.


„Dziwne, ale chciałam wtedy, aby jak najszybciej skończył. Nie miałam w ogóle na to ochoty. Jedyne, o czym wtedy myślałam, to żeby wziąć telefon i do Ciebie napisać, upewnić się, że dojechałaś bezpiecznie do domu” — to Twoje słowa.


Wtedy po raz drugi poczułam tę dziwną satysfakcję.


Nie bywałam w Twoim rodzinnym domu za często. Odwiedziłam Cię w nim, oprócz pierwszego razu, chyba jeszcze maksymalnie trzy razy.


Nie wiem, który to był raz, może drugi, gdy pokłóciłam się z mamą. Byłam bardzo zdenerwowana i chciałam jak najszybciej uciec z domu. Lolka była akurat u siebie, czyli 15 minut drogi ode mnie. Od razu zaproponowała, żebym do niej przyjechała. Długo się nie zastanawiałam, potrzebowałam jej ramion, a gdy już mnie przytuliła, rozkleiłam się. Długo nie mogłam opanować emocji, a ona trwała przy mnie bez przerwy. Była dla mnie ukojeniem, którego dziś tak mi brakuje. Pozostaje niezastąpiona.


Dalsza część wieczoru minęła nam przyjemnie. Była kolacja, rozmowa z jej rodziną. Włączyłam jej swój ulubiony branżowy film Kis mig. (Szczerze polecam, jest świetny! A chemia między kobietami jest niesamowita). Leżałyśmy w łóżku, rozmawiałyśmy o głupotach, popijając wino. Śpiewałam jej szeptem do ucha piosenkę Brodki z Brzyduli.


„Powieki są po to, żeby nie patrzeć, jak odchodzisz na zawsze…”


Przekonała mnie, żebym została na noc. Była to nasza druga wspólna noc, z tą różnicą, że faktycznie było w niej kilka godzin snu. Rano zrobiłyśmy śniadanie. Pamiętam, że dała mi swoją szarą bluzę, bo jak to mnie nazwała: „Jesteś zimorodkiem”. Było mi wiecznie zimno. Zażyczyłam sobie kakao, które po sekundzie wylałam dosłownie całe na siebie. Na bluzę, którą mi pożyczyła. Długo jeszcze się wtedy ze mnie śmiała, że jak zwykle jestem paciurą i musiałam coś wykombinować! Cóż, cała ja. I tak mnie uwielbiała. Pisała mi, że to nawet urocze. A bluzę prałam ręcznie.


Zbliżała się pora przyjazdu Marcina, więc chciałam się szybko ewakuować. Nie wiem dlaczego, ale nie chciałam mieć z nim bliższych spotkań.


— Musi już wracać? — zapytała.


Tak, to Lolka zadała to pytanie. Zapytała, czy jej narzeczony, z którym była wtedy około pięciu lat, musi do niej przyjechać. Nie chciała tego. Nie chciała, żebym ja wracała do siebie. Pamiętacie tekst o satysfakcji? Znowu się pojawiła. Ale towarzyszył jej również smutek, że muszę już jechać. Odprowadziła mnie do samochodu, który stał obok jej domu, i zrobiła szaloną rzecz. Przykucnęła, tak aby jej nikt nie zobaczył, zrobiłam to samo, a ona ukradła mi najszybszego buziaka świata! Zaryzykowała, mimo że jej rodzina bądź co bądź mogła to zobaczyć. Ale spokojnie, nic takiego się nie wydarzyło. Wróciłam do domu uspokojona, bogatsza o kolejne spotkanie. Udowodniła, że mogę na niej polegać, gdy jest mi źle. Cudownie było mieć taką osobę, chociaż przez chwilę.

Ósmy list. Czułe słówka

Wrzesień 2018 r.

Kochanie,

tak bardzo byłyśmy szalone w tej miłości. A ja uwielbiałam Cię zaskakiwać. Wysyłałam Ci śmieszne kartki online, zapraszając do kąpieli. Wkładałam do torebki różne małe rzeczy typu lusterko w kształcie flaminga z karteczką w środku. Podobno używasz go do dziś, a karteczka „zaginęła”. Pisałaś mi wtedy, cytuję z pamięci:


„Koocie, tyle razy patrzyłam do tej torebki i nie widziałam tego. Jesteś naaajlepsza”.


Pamiętam, gdy pewnego razu zaplanowałyśmy sobie cały dzień razem. Twoja podróż miała odbyć się pociągiem, a ja miałam tylko Cię odebrać. Lecz gdy obudziłam się rano, od razu wpadł mi do głowy pomysł: „Jadę do niej!”. Nic Ci nie powiedziałam, a jak pomyślałam, tak zrobiłam. Szybko się zebrałam i przyjechałam pod Twoje mieszkanie, po drodze pisząc o pierdołach. Nie domyśliłaś się niczego. Stałam przed Twoją klatką i zadzwoniłam do Ciebie


— Wiesz, bo… bo ja tu jestem.


— Jak to, gdzie Ty jesteś? Dopiero byłaś w domu, więc nie żartuj tak.


— Jestem pod Twoim blokiem. Otwórz, kocie.


— O Boże!


Otworzyłaś. Szczęśliwa i megazaskoczona. Wyszłaś po mnie w szlafroku, prosto z łóżka. Spojrzałaś na mnie tym swoim uroczym, głębokim spojrzeniem.


— Co Ty tutaj robisz? Coś Ty znowu, Lolka, wymyśliła?


— A taki spontan. Cieszysz się?


— Zepsułaś mi moją wycieczkę! Chodź tu!


Przytuliłaś mnie mocno, jak to miałaś w zwyczaju. Stwierdziłaś, że nikt Cię tak od bardzo dawna nie zaskoczył. Obrosłam w piórka. Cieszyłam się, że wszystko się udało, ale nie sądziłam, że aż tak to przeżyjesz. Napisałaś, pamiętam, do swojego faceta, jaką Ci zrobiłam niespodziankę. Chyba był zniesmaczony. Może już wtedy zazdrosny. Stwierdził, że jak on ma Ci robić takie niespodzianki, skoro ze sobą mieszkacie? Idiota. Jak by ze mną mieszkała taka dziewczyna jak Ty, zaskakiwałabym ją na milion innych sposobów.


A ja po prostu chciałam Cię w spokoju przytulić. Być sam na sam. Zjeść śniadanie. Oprzeć o ścianę w kuchni i całować, tak jak nikt inny tego nie robił. Dotykać Twoich ud i czuć na nich dreszcze, by za chwilę przejść do sypialni. Dać się rzucić na łóżko, nieważne, w jakiej pozycji, bylebyś to Ty była teraz dominatorem. Chciałam, żebyś całowała moją szyję i szeptała te nasze czułe, namiętne słówka, które były nieodłącznym elementem naszej gry wstępnej. Nie brakowało ich również później. Zawsze wiedziałaś, co chcę usłyszeć, i dokładnie to mówiłaś. Instynktownie.


Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 10.92
drukowana A5
za 34.72