E-book
15.75
drukowana A5
27.29
Cisza po oklaskach

Bezpłatny fragment - Cisza po oklaskach


Objętość:
44 str.
ISBN:
978-83-8455-718-1
E-book
za 15.75
drukowana A5
za 27.29

Od autora

Witam Cię czytelniku, przedstawiam Ci zbiór wiersz, które napisałem na przestrzeni kilku miesięcy. Bardzo się cieszę, że możemy się spotkać na kartach tego tomiku. Cisza po oklaskach to mój literacki debiut. Chociaż poezja jest obecna w moim życiu już od najmłodszych lat, dopiero w wieku 26 lat zdecydowałem się wydać własny tomik i spróbować trafić do szerszego grona odbiorców. Czuję się zaszczycony, że znalazłeś się wśród nich, trzymając te wydanie w rękach. Mam nadzieję, moja poezja spodoba Ci się na tyle, drogi czytelniku\czytelniczko, że jeszcze kiedyś będziemy mieli okazję się spotkać. Gdzieś pośród ksiąg i słów.

W poniższym tomiku chciałem oddać głos i pamięć ludziom często pomijanym, często rzuconym na wiatr zawirowań historii. Jeśli choć jeden wiersz skłoni kogoś do refleksji, mogę ten tomik uznać za udany.

Wiersz dla Matki

Nakarmiłaś mnie głodnego

Przyodziałaś w ludzkie myśli

Żebym mógł już od małego

Żyć w tym świecie nienawiści


Nad zatartą już granicą

Gdzie się ściera strach z pokorą

W której troska jest stolicą

Otoczona metaforą


Pośród legend i powieści

Dzięki którym jestem sobą

Gwiazda co na niebie świeci

Będzie zbędną mi ozdobą


Słów uznanie nie znajduje

Gdyż pod sensem wciąż je tracę

Bo jak słowo ma rzutować

Na Syzyfa ciągłą pracę

Toast

Kieliszek trzymam wysoko nad stołem

Za kobiety

Za kobiety i sztukę, tematy sobie bliskie

I jednym haustem wypiłem

Trochę piekło w gardle

Lecz czego się nie robi dla dobrego toastu

Proszę Państwa

Oto dusza towarzystwa

Spirytus festum

Szkło z ręki do ręki

Aż do końca okrągłego stołu

I w cyklu

Nie ważne kto

Nie ważne jak

Nie ważne po co

Słów toastu i tak już nikt nie pamięta

Niewidoczni

Przed gmachami wysokich budynków

Zawsze tłum gapiów się zbiera

Na wiecach, placach i rynku

Ze zdumienia oczy przeciera

Coś krzyczą, coś mówią, gdzieś biegną

Przed siebie, nie patrząc pod nogi

Już róże zdeptali nie jedną

Innym wciąż prawiąc przestrogi

A w tym szumie, w tym gwarze

Ozdobiony dziwnymi znakami

Patrząc na różne miraże

Nie zauważyli, dziewczynki z zapałkami

Samotność starca

Starca zimna drżąca ręka

Z dawno głuchym aparatem

Z żalu czasem głośno stęka

Tam samotnością, jego bratem

Nie potrzebne mu zegary

Czasu strażnicy bez litości

Chociaż dawno jest już stary

Ciągle tęskno mu młodości

Lecz nie płacze i nie żałuje

Do sprawności swej dziecięcej

Teraz mocniej kręgi czuje

Trochę kości bolą więcej

Nie potrzebne mu zabawy

Przetańczone z dawna noce

Pełne wódki, piwa, strawy

Do hulanki ciągłe moce

Nie pamięta towarzyszy

Starych kumpli od kielicha

Wielu z nich już nie usłyszy

Lecz nie do nich dziś tak wzdycha

Siedzi dalej sam ze słuchawką

Chociaż w niej nikt go nie słucha

Wielką jego jest zagadką

W telefonie cisza głucha

Stańczyk

Siedząc z dala wzrok opuszcza

Pogrążony w myśl zadumie

Tańce sobie dziś odpuszcza

Bo to godzi jego dumie

Co dzień bardzo rozgadany

Teraz pogrąża się w milczeniu

Na Chrystusa klnie się rany

I powoli znika w cieniu

Odwrócił się dziś role

I to stwierdza teraz z bólem

Że już nie zna swoje doli

Kto jest błaznem, a kto królem

Niepotrzebne pytania

Czy pot świeci na czole

Budowniczych świata imperiów

Czy to szkarłat ludzki

Zrasza ich twarze

Czy mieczem Temidy

Kreśląc nowe granice

Tylko z murów warownych

Strącili kamienie

Czy szli przed nimi

Ubrani w łańcuchy

Na sztandarze z jednym hasłem

Wolność

Przez tysiące gardeł wykrzyczaną

Poemat uciekinierki

Dedykuje ten wiersz mojej prababci, która przeszła przez to piekło

Najczęstsze wspomnienie jest o mrozie

Gdy co dzień o życie walczysz w obozie

Szybko się bliźni pozbywa sumienia

Gdy za horyzontem znika nadzieja

A ona wpatrzona w blaski księżyca

Czasem przeraża, czasem zachwyca

Nie widzi tu ludzi tylko ich wraki

Więc w nocy opuści więzienne baraki

Sołdaki mogą użyć swoich pepeszy

Lecz jej się do śmierci jeszcze nie śpieszy

Bo wśród wszystkich swoich sojuszy

To noc się stała kompanką katuszy

Jak całą drogę przeżyć w obawie

Czy uda się w końcu uciec obławie

W pamięci obrazy śmiejących się twarzy

Tylko o dzieciach i powrocie marzy

W śniegu przemarzła nieraz do kości

I czasem trupowi spokoju zazdrości

Czy u kresu podróży czeka ratunek

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 15.75
drukowana A5
za 27.29