E-book
15.75
drukowana A5
46.86
Ciężko pracująca dziewczyna

Bezpłatny fragment - Ciężko pracująca dziewczyna

Prawa Magii


Objętość:
168 str.
ISBN:
978-83-8467-320-1
E-book
za 15.75
drukowana A5
za 46.86

I

1.

Mikka Strra przeciągnęła się i rozmasowała zdrętwiały kark. Odgarnęła długie, rudawe włosy i zmrużyła czarne oczy. Przeciągnęła się prostując swoje smukłe, lekko umięśnione i zarazem bardzo szczupłe ciało.

Przez wiele godzin skrupulatnie napełniała małe kapsułki mlecznie białym proszkiem by dostarczyć je do zielarza. Wiedziała, że czeka ją jeszcze długi i meczący wieczór. Inni mieszkańcy miasta bawili się, ale ona musiała zarabiać. Czasem pracując jako dama do towarzystwa, ale nie prostytutka, co skrupulatnie podkreślała, mogła odwiedzać domy i ogrody bogaczy. To robiło wrażenie na jej sąsiadach z dzielnicy biedoty. Zazdroszczono jej, a ona wyjaśniała im, że nie ma się lekko w tym zawodzie. Wszędzie panowała zabójcza konkurencja, a do tego te wymagania. Musiała być piękna, radosna i nieskomplikowana. Być zarazem profesjonalna, wyrafinowana i prosta. A to nie było takie proste.

Zawsze potrafiła udawać, być niczym kameleon, ale to była już przesada. To miasto było szalone. Tak jak jego mieszkańcy. Festiwale, święta, których nie rozumiała, i dziwne tradycje. Miasto przerażało ją czasem swoim chaosem, ale mimo wszystko chciała w nim żyć. Od kiedy do niego przybyła z Rubieży i osiedliła się w dzielnicy biedoty, marzyła tyko by przenieść się do lepszej dzielnicy. Do tego dążyła, każdego dnia próbując szczęścia. W tym mieście najgorszy zaułek olśniewał pięknymi proporcjami, rzeźbami i detalami. To miasto było niewiarygodnie piękne, pomimo wysiłków ludzi, by je splugawić.

Podziwiała stolice i jej twórców. Tylko tam chciała mieszkać. Dlatego musiała być lepsza od innych, by wygrać z konkurencją. Co prawda, wszystko psuli magowie, tworząc idealne, posłuszne kochanki, z którymi normalna dziewczyna nie miała co nawet próbować konkurować, ale choć psuli rynek uciech cielesnych, bo niektórzy klienci woleli zwykłe dziewczyny. Na szczęście magowie bywali kapryśni, obrażalscy i zbyt drodzy by wybredni bogacze umieli się z nimi dogadać. Niejedna ładna dziewczyna szukała bogatego opiekuna i była gotowa na wszystko, a przynajmniej sama tak myślała. Mikka pracując jako tancerka, aktorka, kelnerka, czy dziewczyna do towarzystwa, długimi miesiącami zdobywała przydatną wiedzę i kontakty. Teraz ją wykorzystywała wiedząc, że nie ma już dość czasu by wykorzystując swoje atuty aby wspiąć się jak najwyżej. Przestawała być nowością, za bardzo się już zadomowiła w stolicy.

Teraz już dobrze wiedziała gdzie można dobrze zarobić, a gdzie nie czeka ją nic dobrego. Wybierała często turystów lub przyjezdnych. Zjazdy magów, pustelników, a do tego wydający zrabowane fortuny piraci, szaleni kapłani czczący przedziwne bóstwa, czy łowcy koszmarów czasem były przydatne. Imprezy, które obsługiwała ona, lub mniej albo bardziej doświadczone dziewczyny, mogły się skończyć rzezią i szaloną pogonią po ulicach miasta. Wiedziała dla kogo może być miła. Niektórzy dziwacy byli nieszkodliwi. Inni stanowili cenne znajomości.

Ceniła się. Pewnych rzeczy nie robiła, bo zgoda na niektóre usługi, była niczym równia pochyła. Przez nie można było tylko spaść niżej. A ona nie miała zamiaru źle skończyć. Nie sprzedawała swojej krwi ani duszy po kawałku. Oferowała przygodę, swoje towarzystwo i przyjemność. Chciała tego co najlepsze. Kilka razy przywracała sobie u wiedzmiona dziewictwo. To ona zawsze decydowała co i z kim robi. Ostatnio panowała moda, która odbierała dziewczynom jak ona, zarobek i pracę. Tajemniczy hermafrodyci, którzy wiele wiedząc o ciałach i fizyczności, snuli iluzje, które przyciągały znudzonych bogaczy. To było coś nowego i fascynującego. Zakazana rozkosz. Czekała aż rynek rozkoszy się tym przesyci. W tym czasie musiała co dzień decydować czy ryzykuje. Dziwaczne upodobania klientów mogły zaprowadzić ją tam, gdzie wcale nie chciała się znaleźć. Nauczyła się zgadywać już na pierwszy rzut oka, co kogo kręci. Dziwne zachowanie czasem mogły być bardzo niebezpieczne, o czym przekonała się na własnej skórze.

Korzystała z tego, że jest młoda, piękna i pożądana czasem ryzykując za wiele. To pozwalało jej odwiedzać inne miejsca niż jej podła ulica. Czasem tak piękne, że trudno było uwierzyć w ich istnienie. Dzielnice miasta były od siebie oddzielone murami i prastarym systemem obronnym. Stare podział i mury obronne miały wielowiekowe tradycje i sekrety. Wciąż były miejsca gdzie nie wpuszczano zwykłych śmiertelników, kobiet lub biedaków. Wielu magów traktowało stolice jak żywy organizm. Mur i bramy wokół rezydencji bogaczy dawały im iluzje kontroli i bezpieczeństwa. Trudno było się dotrzeć do ich otoczenia. Obcy nie mieli szans się tam dostać. Sporo o tym wiedziała.

Świetnie poznała gusta bogaczy i ich rozrywki. Znała ich słabości i brudne sekrety. Niektórych nie warto było poznać. O tym też wiele wiedziała. Czasem jacyś znudzeni, z obstawą, zapuszczali się w dzielnice biedoty, gdzie królowała przemoc i przestępstwa. Nie zawsze uchodzili z pełnymi sakiewkami i nienaruszoną skórą. Przekonała się, że były miejsca gdzie przebiegała niewidzialna granica, gdzie ludzie z różnych sfer mogli spotykać się, gdy byli chętny do wymiany usług i pieniędzy. Sporo już widziała o stolicy i zasadach, które nią rządziły. Dziewczyny zbyt naiwne i bezbronne by przetrwać, posuwające się o wiele za daleko, do końca wierzące, że uda im się dobrze na tym wyjść. Niektóre wierząc z miłość, oddawały wszystko, kończąc z niczym. Mikka szybko nauczyła się, kto najbardziej wykorzystuje naiwność innych. Tacy ludzie liczyli na dyskrecję i zachowanie swojej reputacji dzięki milczeniu ofiar. Wszyscy się na to zgadzali.

Spojrzała na swój skromny dobytek i obiecała sobie po raz kolejny, że ona tak nie skończy. Wiedziała już jakie czekają na nią pułapki. I co mogłaby zyskać. Zaskakiwało ją na każdym kroku co ludzie ukrywają przed innymi i przed sobą samym. Nie tylko słabości, marzenia i aspiracje. Tylko swoje prawdziwe oblicza. Ona była gotowa przetrwać i odnieść sukces. Stać się kimś. Wiedziała co ją może powstrzymać. Dlaczego coś nie może się udać. Słabe punkty i brak cierpliwości. Czasem w mgnieniu oka wszystko się zmieniało i zaczynało się walić. Ona była wytrwała. I nie pozwoli sobie się poddać.

Włożyła skromną sukienkę i splotła włosy w warkocz. Nie chciała zwracać na siebie uwagi. Potrzebowała kilku medykamentów i kosmetyków, bo musiała przygotować się na noc. Opuściła swój wynajmowany wysoki, zimny pokój, który dawał jej wrażenie pustki oraz spokoju i zeszła po skromnych metalowych schodkach. Przemknęła przez uchyloną ciężką metalową pomalowaną na niebiesko bramę i już była wśród ludzi.

Od razu gdy tylko dotknęła stopami bruku, uderzył ją gwar i zapachy. Szła powoli wąską, brudną uliczka, pełna roześmianych ludzi. Pozdrawiała sąsiadów i znajomych. Ujrzała znajome i nowe twarze. Dziewczyny, które tak jak ona starały się przetrwać i zdobyć fortunę. Nie miały na to wielkich szans, a mimo to nie rezygnowały. Żywiły się nadzieją i uzależniającym sokiem z Kwiatu Gwiazd. Niektóre znajome dziewczęta znikały, ale na ich miejsce pojawiały się szybko nowe. I te szybko, łapczywie pożądając tego co najkosztowniejsze i najlepsze, traciły niewinność, młodość i urodę. Ona do tego nie dopuści. Będzie sprytna i konsekwentna. Była córką szamanki, potrafiła dostrzec cienie i zagrożenia przed innymi.

Mijała inne dziewczyny do towarzystwa. Niektóre z nich dopiero teraz wracały do siebie. Ta pora dnia był dla nich końcem długich starań, zabaw i zarabiania. Wszystkie doświadczały podobnych upokorzeń i szans. Tylko nielicznym udawało się ocalić same siebie.

Mikka przyglądała się uważnie konkurencji. Z tłumu ślicznotek wyróżniała się jedna. Jej szara cera, powolne ruchy, bełkotliwe powtarzane w kółko zdanie, robiły nieprzyjemne wrażenie. Uznała, że te jedna z dziewczyna, dziwnie się zachowuje przez coś, co zażyła lub wchłonęła. Dziewczyna spoglądała na nią z mieszanką nienawiści i niemą prośby, jakby coś ją opętało. Czy coś przejęło nad nią kontrolę? To była dzika, lubiąca ryzyko, kiedyś mieszkanka Rdzawych Rubieży. Znała opowieści o niej. Niczego się nie bała i lubiła zaszaleć. Miała niezwykłe blizny i tatuaże, których nie pokazywała byle komu. Równie łatwo zdobywała wielbicieli co wrogów. Co teraz się nią działo?

Do dziewczyny o szarej cerze podeszła inna ślicznotka.

— Co ostatnio robiłaś? — spytała ją głośno ich wspólna znajoma.

Zapytana zaśmiała się hałaśliwie.

— Uwiodłam króla i zatańczyłam na dnie piekła na krwawym jeziorze… — powiedziała kołysząc się na boki.

Mikka spojrzała na koleżanki. Kolorowo odziane i wyzywająco umalowane zdawały się być lekko otumanione. A ich miny były niepewne.

— O czym ona mówi? — Mikka spytała je cicho.

— Nie wiemy.

— Od kilku dni jest taka… — wyszeptała śniada niska dziewczyna z Archipelagu Popiołu.

— Inna — dodała duża blondynka.

— Jakby coś ją popsuło.

Dziewczyny kiwały zgodnie głowami. Wcale jej się to nie podobało. O co w tym chodziło?

— Brała coś?

— Ostatnio chyba nie..

— Ale znalazła sobie dziwne towarzystwo.

— Od takich lepiej trzymać się z daleka.

— Mówiłyśmy jej to.

— Ale ona nikogo nie słucha…

Inne dziewczyny spojrzały na nią z powagą.

— Widzisz coś?

— Jakieś cienie?

Mikka powoli pokręciła głową. Nie lubiła kiedy zadawano jej takie pytania.

— Nie, ale coś się jej stało… jest inna. Zraniona…

Dziewczyny spojrzały po sobie.

— I co teraz?

Nie wiedziała co powiedzieć. Minęła ich kolejna dziewczyna, która się równie dziwnie zachowywała jak dziewczyna z Rdzawych Rubieży. Zupełnie jakby i ona była przez coś opętana. Jej długie brązowe włosy były w nieładzie podobnie jak skąpa sukienka. Na dłoniach i stopach miała wymalowane jakieś symbole. Koleżanki nie spuszczały z niej wzorku. Dziewczyna podeszła do kamiennej ściany i stanęła do niej twarzą.

— A co jej się stało?

— Ona zawsze trzyma się na uboczu..

— Samotniczka…

Dziewczyna niespodziewanie zaczęła się wspinać po ścianie. Robiła to zręcznie i szybko. Mijający ich mieszkańcy stolicy udawali, że nic nie widzą.

— Co ona robi? — szeptały między sobą.

— Nie mamy pojęcia. To nie ma sensu…

Dziewczyna była coraz wyżej.

— Zabije się.

— Tam wyżej nie uda się jej utrzymać… I spadnie…

— Trzeba ją powstrzymać.

— To nie będzie proste…

— Ona nie zachowuje się normalnie. Jakby coś nią kierowało…

Dziewczyna dotarła na szczyt muru i szła po nim. Śledziły ją z dołu. Dziewczyna dotarła do starego muru opasującego pałac władcy i zaczęła uderzać głową i pięściami w kamienie. Szybko jej czoło i dłonie poryły się krwawiącymi ranami. Obserwujące to dziewczęta były wstrząśnięte.

— Czemu ona to robi?

— Chyba chce przedostać się przez mur.

— To czemu stoi tutaj, a nie idzie do bramy?

Mikka była zaintrygowana. Czyżby dziewczyna szukała tajemnego przejścia? Słyszała opowieści o nim, ale nigdy go nie widziała.

— I tak by jej nie wpuści do środka — wyszeptała stojąca obok Mikki dziewczyna o smagłej skórze i zimnym spojrzeniu.

Niespodziewanie jakaś siła odepchnęła dziewczynę od muru i postawiła na bruku. Ostrożnie zbliżyły się do niej. Dziewczyny do towarzystwa szeptały między sobą.

— Widziałyście? Co to było?

— To magia obronna miasta.

— Na szczęście dla niej nie była brutalna…

— Miała szczęście, to coś mogło ją zabić.

Dziewczyny kiwały głowami.

— To cud, że nie zginęła.

Ciemnowłosa dziewczyna wyglądała na oszołomioną. Zgromadzone ślicznotki starały się przemówić do niej, ale nic nie docierało do zakrwawionej dziewczyny. Nie zwracała na nie uwagi, tylko szeptała coś do siebie.

— Co ona mówi?

— Coś bez sensu.

Mikka podeszła bliżej, by usłyszeć co mówi dziewczyna.

— Trzeba go nakarmić. Jest głodny i zły…

Inne, też nachylone nad ranną, dziewczyny spojrzały po sobie zaskoczone.

— O czym ona mówi?

— Ona opiekuje się jakimś dzieckiem?

— Niemożliwe. Ona nie lubi dzieci.

— To może jakimś stworzeniem?

Zgromadzone dziewczyny kręciły głowami.

— Nie było by jej stać…

Opętana dziewczyna zaczęła znów uderzać w pobliski mur całym ciałem. Starały się ją powstrzymać przed tym, ale bez skutku.

— Ona w końcu sobie zrobi prawdziwą krzywdę.

Nie lubiły jej, bo bywała wyniosła i złośliwa, ale nie mogły patrzeć na to co się z nią działo. Wspólnie próbowały powstrzymać dziewczynę. Ta zaczęła być wobec nich agresywna. Krzyczała i się wyrywała. Nie rozumiały nic z tego co wykrzykiwała.

— Co ona mówi?

— To jakiś obcy język…

— Ona zna tylko jeden — powiedziała szczupła jasnowłosa dziewczyna specjalizująca się w masażu.

— Może nie wiesz o niej wszystkiego… — podsunęła drobna ciemnowłosa tancerka.

Jasnowłosa obrażona zacisnęła usta. Szarpiąca się dziewczyna ugryzła jedną z koleżanek. To je zaskoczyło. Odsunęły się od niej. Spoglądały po sobie.

— Nie jest już sobą…

— Trzeba ją potraktować jak dzikie zwierzę.

— To znaczy jak?

— Daj coś, co na nią zarzucimy.

— Nie mam nic co mogła bym stracić.

Przeszukały swoje kieszenie i torby. Wykorzystały starą, mocną pstrokatą chustę. Osaczyły dziewczynę i zarzuciły na nią śliski, mocny materiał. Zakrwawiona szamotała się, ale nie mogła uwolnić. Sprawnie spętały ją i podniosły z ziemi.

— I co teraz?

— Idziemy do znachora?

— On nic nie zrobi… potrzebujemy tego drugiego — powiedziała cicho Mikka.

Niechętnie na to przystały. Zaniosły ją do egzorcysty, praktykującego na skrzyżowaniu dwóch najstarszych ulic w mieście. Pokryty napisami, niski człowiek w długiej szarej szacie, spojrzał na nie zmęczonym wzrokiem.

— Czemu mnie nachodzicie?

Wskazały mu gestem związaną. Ostrożnie uwolniły ją z chusty. Egzorcysta szybko zbadał jej puls i stan aury.

— Co jej się stało? — spytała jedna z przyglądających się temu dziewcząt po dłuższej chwili.

— Coś złego… — zamruczał egzorcysta.

— No, ale co?

Mężczyzna spojrzał na nie ze znużeniem.

— Spotkała coś groźnego i głodnego… coś czego musiała szukać… szalona.

Dziewczyny spojrzały po sobie. Miały swoje podejrzenia, ale pewnych rzeczy lepiej było nie mówić na głos. Spojrzały na egzorcystę.

— I co teraz z nią będzie?

— Jej już nie ma. To tylko puste ciało, które coś zajęło — powiedział twardym tonem niski mężczyzna.

— Coś na pewno da się jeszcze zrobić — upierała się jasnowłosa dziewczyna.

Egzorcysta pokręcił głową.

— Zabierzcie ją stąd. Ja już nie mogę nic dla niej zrobić… bo jej już tu nie ma.

Zrobiły co chciał. Poprowadziły koleżankę do publicznej łaźni, słynącej z cudownej uzdrowicielskiej wody. Oblały ją niezwykłą wodą, a ona warczała na nie.

— To nic nie daje.

Były już tą sytuacją zmęczone i coraz bardziej przestraszone.

— I co teraz?

— Ostania próba… tam może wróci do siebie…

Zaniosły ją na ziemię niczyją, centrum publicznego parku, gdzie palono to co trzeba było zniszczyć. Dotrzeć można tam było przez pięć bram, które nie pozwalały niczemu złemu wrócić do miasta. Nie było tam magii, ani wpływu żadnego z bóstw, ani mocy. Liczyły, że to pomoże opętanej. Że zostanie uleczona. Niestety nic takiego się nie stało.

Chora położna na ziemi zamarła.

— Uspokoiła się.

— I co z tego?

— Nie wiadomo czym ona teraz jest.

— Musi tu zostać.

— Ale nie może tu zostać… tu nic nie ma…

Rozejrzała się wokoło. To było posępne miejsce, gdzie tracono nadzieję. Widział kilka snujący się w oddali postaci. Podobno chodzili bez końca, ani na chwilę się nie zatrzymując.

— Co z nią będzie? — spytała niska tancerka spoglądając na Mikkę.

Zapytana dziewczyna, ukrywająca swoją przeszłość, wzruszyła ramionami.

— Nie da się dla niej już nic zrobić.

Czuły jak ziemia drży pod ich stopami. Nie wiedziały co to znaczy.

— Nie chcą nas tu — wyszeptała Mikka.

— Co takiego? O im mówisz? — zapytała zaniepokojona niska tancerka.

— No wiesz, to co tu się chroni.

Wycofały się ostrożnie. Zakrwawiona dziewczyna siedziała na ziemi wśród popiołów spokojnie i całkiem bez ruchu. Co i raz któraś z nich oglądała się za siebie. Co jeszcze mogły dla niej zrobić?

— Straszne miejsce.

— Bywają gorsze.

Szły w milczeniu, kierując się ku obrzeżom tej strefy.

— Co oni tam jedzą? — spytała jedna z dziewcząt.

— Nie mam pojęcia. Może nie potrzebują już jedzenia.

— To oni jeszcze żyją?

— A kto ich tam wie…

— Lepiej nie rozmawiać o takich sprawach…

— Zapomnimy o tym. Tak będzie najlepiej, prawda?

Wróciły na zatłoczone, gwarne ulice stolicy.

— To było straszne, ale już się skończyło.

— Albo to dopiero początek… — mruknęła z ponurą miną jasnowłosa dziewczyna.

— Ty jak zawsze przesadzasz. Trzeba myśleć pozytywnie… Prawda?

Mikka skinęła głową choć wcale jej się to nie podobało. Nie lubiła takich sytuacji. Tajemnic i niedomówień. Złudnych nadziei. I kiedy tylko wszędzie krążyły plotki. Szepty ludzie działały jej na nerwy. Szepty cieni były czymś co znała od zawsze, nauczyła się jak sobie z nimi radzić, głosy ludzi były inne. Natarczywe. Lepiej było ich jednak nie ignorować. Tego nauczyły ją ciotki. Ludzie czasem czuli strach nie wiedząc jeszcze co go budzi. Tak musiało być i tym razem. Tylko co się teraz działo? Co niepokoiło ludzi?

Czuła, że powinna to odkryć, ale miała inne sprawy na głowie. Była już spóźniona na swoje spotkania, nie zrobiła zakupów, ani nie była gotowa na noc. Musiała znaleźć jakąś lepszą pracę, bo jej dłużnicy czekali na swoje pieniądze. Trochę zbyt wiele ostatnio wydała i kupiła sobie to co sprawiało jej przyjemność. Liczyła, że szybko jej się ten zakup zwróci, ale się pomyliła. To był pierwszy raz kiedy się przeliczyła i martwiło ją to.

Pożegnała koleżanki i przyspieszyła skręcając w boczną uliczkę.

2.

Mikka mijała znajome dziewczyny, stojące obok posągu głównego patrona stolicy, mitycznego maga, który stworzył mury obronne. Znała je od dość dawna. Pomagały sobie w trudnych chwilach. Wiedziała że każda z nich miała niezwykła przeszłość oraz jakieś ukryte talenty. Czasem ją zaskakiwało jak się z nich korzystały. I tym co się w kim kryje, oraz w czym ktoś jest dobry.

Drogę zaszła jej Duża Zuzu. Wysoka, krągła granatowowłosa piękność z dalekich wysp, która miała piękny głos i wyrafinowany gust.

— Słyszałaś? — spytała uśmiechając się i mrużąc oczy.

— O czym?

Zuzu zawsze wiedziała o wszystkim jako pierwsza. Jako pierwsza znikała z ulicy, a czasem nawet z miasta, przeczekując zagrożenia w swoim tajemniczym bezpiecznym azylu. To co mogło być kłopotliwe lub zabójcze wyczuwała już z oddali. I nigdy się nie myliła.

— Coś grasuje pod ziemią — powiedziała szeptem, uroczo mrużąc swoje piękne złote oczy.

— Jako to pod ziemią? — spytała zaskoczona Mikka.

— W kanałach.

Nie wiedziała co to może znaczyć.

— I co z tego?

— To coś może nie tylko zabić… Potrafi też pożreć duszę…

— Zupełnie jak Zjadacz Dusz z mojej wioski? — spytała przejęta zielonooka śpiewaczka. — Co on tu robi?

— Przyszedł za tobą? — zakpiła inna dziewczyna.

— Nawet tak nie mów. Z tymi stworami nie am żartów.. — oburzyła się śpiewaczka.

— Przecież to tylko żart… coś grasuje pod naszymi nogami i lepiej tego unikać.

— Może to jakiś zboczeniec?

— Albo zwykły zabójca?

— To podobno coś nieludzkiego… — upierała się Zuzu. — Prawdziwy upiór.

Otoczyły je przejęte dziewczyny. Mikka była rozczarowana i poirytowana, słuchając takiej plotki. Co ją obchodzi jakiś potwór z kanałów?

— I co z tego? Po prostu nie schodź tam — poradziła koleżance krótko ścięta szatynka o czarnych oczach i talencie do tworzenia poezji.

Zuzu przewróciła oczami.

— Nie chodzi o to żeby tam nie chodzić, tylko żeby to coś nie wyszło na powierzchnię.

Śpiewaczka zmarszczyła brwi i powiedziała wolno:

— One nigdy nie wydostają się same…

Piękność z wysp pokiwała energicznie głową.

— No właśnie, chodzi o to, że ktoś im pomaga.

— Dlaczego ktoś miały im pomagać?

Zuzu wzruszyła ramionami.

— A kto wie co chodzi po głowie szaleńcom? Niektórzy wielbią takie maszkary…

Czy miała rację? Mikka czuła rosnący strach.

— Gdzie o tym słyszałaś?

— W klubie czterookich.

Zuzu, z własnej woli, czasem zdawała się z nudnymi naukowcami. Potrafiła namówić ich by pożyczali jej swoje wynalazki. Umiała je zawsze wykorzystać.

— Podobno już kiedyś działo się coś podobnego. Zaczęto wtedy jakieś rytuały, które miały zmienić ziemię w prawdziwe piekło.

Mikka poczuła, że przeszedł ją dreszcz, jakby otarło się o nią coś zimnego, śliskiego i obcego.

— Dlaczego ktoś chciałby zrobić coś takiego? — spytała poetka.

Zuzu znowu wzruszyła ramionami.

— Niektórzy nienawidzą świata… życia, siebie… i innych ludzi. Nie wiedzą jak się nim cieszyć… biedacy…

Zuzu była błyskotliwa. Mogła by pracować i zarabiać inaczej. Mimo to robiła, na co tylko miała ochotę. Była głodna życia i tego co oferowało.

— Czteroocy myślą, że ktoś chce coś skończyć…

— Jak to coś skończyć?

— No zaczętą dawno temu ceremonię.

— I co wtedy się stanie?

— Koszmar… piekło na ziemi…

Dziewczyny szeptały między sobą.

— No nie wierzę… To przecież nic dobrego…

— To co to komu?

Mikka była zaniepokojona. Aura miasta zmieniła się na rozedrganą i czujną. Wcale jej się to nie podobało.

— Czemu ktoś to robi? — zapytała znowu jedna z dziewcząt.

— Zawsze ktoś chce odebrać komuś to co on ma. Jak się coś ma, chce się mieć tego coraz więcej… więcej władzy, przyjemności i bogactwa…

Dziewczęta były oburzone. Micce trudno było jej w to uwierzyć. Życie nie było przecież takie złe, nawet jak się nic nie miało. Czy sprowadzanie grozy na ten świat miało jakiś sens?

— Może to jakaś obca zła wola? — spytała śpiewaczka.

Zuzu spojrzała na nią z politowaniem.

— Nie bądź naiwna. Stoi za tym tylko ułomna ludzka natura… naiwna i krótkowzroczna licząca na korzyści.

— I co teraz z nami będzie?

Zuzu uśmiechnęła się.

— Każdy musi dbać o siebie.

— Ktoś nam pomoże.

— Kto niby?

Niektóre dziewczęta spoglądały po sobie znacząco.

— Nikt się nami nie przejmuje — ponuro zauważyła poetka.

— Są jeszcze Litościwe…

Niektóre z dziewcząt skrzywiły się. Ten zakon miał swojej surowe zasady i przyjmując ochronę musiały się oddać swoją wolność i niezależność.

— Czemu ty nie wejdziesz do tego głupiego klubu czterookich? — zaczepnie spytała Zuzu poetka.

Ta wzruszyła ramionami.

— Po co?

— Będziesz tam mieć ochronę i wsparcie tych dziwaków.

Zuzu znów wzruszyła ramionami.

— Nie lubię ograniczeń.

Wolność wcale nie była taka dobra, kiedy mogłaś skończyć jako jeden z obiektów czyjejś szalonej i makabrycznej kolekcji. Wszystkie dziewczyny znały straszne opowieść o pechowych koleżankach. Lepiej było o tym nie zapominać. Niezależność i swoboda miały swoje ograniczenia i wady.

Minęła je Chuda Zoka. Była nerwowa, blada i pokryta pręgami. Zawołały ją, ale zignorowała je. Po raz pierwszy odkąd ją znały.

— Co ją tak zmieniło?

Spojrzały po sobie niespokojnie.

— Ostatnio zachowywała się dość dziwne.

— Podobno znalazła opiekuna.

— I to on jej to zrobił…?

Spojrzały po sobie.

— Widać symptomy...to może być choroba…

— To nie może się dobrze skończyć.

— A kto to jest?

— Nie wiem.

— To nie mógł być nikt znany…

Spojrzały za koleżanką. Zazdrościły jej szczęścia, ale czy to było szczęście? Mikka sama nie wiedziała.

Dziewczęta zaczęły się rozchodzić. Każda z nich miała swoje sprawy. Zuuz spojrzała na nią nim odeszła.

— Uważaj na siebie.

Uśmiechnęła się i zniknęła.

Po chwili ostatnia z dziewczyn odeszła.

Czy ona też była zagrożona? Czego potrzebowała? Miała przydatne znajomości. Kogoś kto w razie czego jej w czymś pomagał. Z czasem przekonała się już na kogo mogła liczyć. Musiała tylko pamiętać ile to kosztuje.

3.

Mikka szła powoli uliczką zatopiona w myślach. Mijali ją bogacze i biedacy. Smutni i weseli ludzie wszelkich stanów i z różnych strona świata. To ta mieszanka najbardziej ją zafascynowała w tym mieście. W oczach przybyszów widziała te sam zachwyt, który i ona czuła.

Wiedziała jak bogaci szanowani mieszkańcy miasta traktują takie dziewczyny jak ona. Mikka nie miała złudzeń. Szybko się nauczyła tej lekcji.

Czasem zaskakiwało ją, że ktoś się nimi przejmuje. Chce by żyło się im lepiej. Ale lepiej było na tym nie polegać. Wiedziała co się o nich myśli. O tym co potrafią zrobić dla zapłaty.

W sumie zwykli ludzie nic o nich nie wiedzieli. O ich talentach, czasem ukrytych zdolnościach. Czy o tajemniczej i mrocznej przeszłości. Pogardzano nimi. Ale nie dziwiła ją taka postawa. Słyszała liczne i często skandaliczne plotki o różnych dziewczętach i doświadczonych kobietach. Niektóre zaszły bardzo wysoko, jeśli nie traciły szybko zimnej krwi i urody. Widywała wystrojone bogate, podstarzałe piękności, otoczone służbą i przyjaciółmi. Wygrywały, nie zwracając uwagi na opinie i zachowanie zwykłych ludzi. Były sobą do końca. I tylko nieliczni wiedzieli kim kiedyś były i co musiały zrobić by zdobyć swoje bogactwa.

Znała sposób myślenia zwykłych ludzi. Póki były na dnie tolerowano je. Kiedy się wybijały zwalczano je, potem jeśli przetrwały i zwyciężyły już szanowano. Tak, była świadoma jak są ocenianie. I tym, że nikt się nimi i ich losem nie przejmuje. Nie pamiętano o nich. Były ofiarami, które znikają bez śladu. Tak to już było.

Miasto potrafiło być bezlitosne. Kusiło i zwodziło. Było wielu takich jak ona przybyszów do tego cudownego miasta. Zjawiali się licząc na lepsze życie, a byli wykorzystywani. Czasem ponad ich siły. Na początku trudno było jej rozpoznać kto potrafi się wybić, a kto nie. Wzlatując wysoko łatwo było spaść się na samo dno. Awans społeczny miał swoją cenę. Każdy biedak pragnął bogactwa, które wszystko wybiela. Ale tylko nieliczni umieli unieść ciężar grzechów, które znaczyły drogę na szczyt.

Westchnęła ciężko. Zarabianie na siebie było trudniejsze niż jej się na początku wydawało. O wiele bardziej niż się spodziewała.

Na co liczyły pracujące dziewczyny przybywające do takiego niezwykłego miasta? Na łatwe życie. Przyjemne i lekkie. Czasem na cud. Czego się uczyły? Niektóre stając się specjalistkami w czymś, dobrze zarabiały. A i tak mogły liczyć tylko na siebie same. Czas weryfikował czy są dość silne by przetrwać w takim miejscu. Pokazywało czy mają szczęście i odpowiednie cechy. Wykorzystując co mają, grały ostro. Miały swoją urodę, młodość, ambicję i głód przyjemności życia. Czy to wystarczało? Czasem nie. Już kilka razy Mikka sama przekonała się jak źle można trafić. Wiedziała w co chcą wierzyć inne dziewczyny. I na co mają nadzieje. Ryzykując i zapuszczając się gdzieś, czasem już nie wracały. Ona pamiętała ich twarze i imiona, ale to było wszystko co po nich zostawało. Czasem budząc się w nocy zastanawiała się co je spotykało, gdy wkroczyły na niepewną drogę wśród cieni. I czy ktoś jeszcze o nich pamiętał.

Prawie dotarła na ulicę zielarzy, gdy dostrzegła dwóch znajomych, zaniedbanych magów. Nie mieli dobrej reputacji, ale widziała co potrafią. Byli mistrzami magi i popełniania gaf. Teraz wyglądali jeszcze bardziej niechlujnie niż zazwyczaj. Mieli o wiele za długie włosy oraz potargane brody i brudne, podarte ubrania podróżne. Zaciekawiło ją skąd wracali tacy zaniedbani. Nie lubili opuszczać miasta, ale czasem musieli. Pogrążeni w rozmowie nawet jej nie zauważyli.

Nigdy nie zwracali uwagi na żadne nawet najbardziej ponętne kobiety. Mijali je jakby były powietrzem. Kilka, jej urażonych ich zachowaniem, koleżanek próbowało ich uwieść, ale bez powodzenia. Ich interesowała tylko magia. Nawet ona raz spróbowała i to był błąd. Przez jej próbę, od czasu do czasu, wpadali do niej ci młodzi magowie. Zadomowili się u niej. I choć tylko raz jednego zaprosiła, bo myślała, że coś z tego będzie, to nie tylko się rozczarowała i sprowadziła na siebie kłopoty. Jeden mag zaprosił przyjaciela i obaj zostali u niej na długo. Nie mogła się ich od tamtego czasu pozbyć. Przychodzili kiedy chcieli, wyjadali jej wszystko co było tylko do jedzenia i zajmowali jej łóżko. Zrzucała ich z łóżka, a oni wracali i zasypiając wtuleni w nią. I co gorsza chrapali, budząc ją co jakiś czas.

Naprawdę interesowała ich tylko magia. I to nie było normalne. Co prawda pomagali jej też kiedy o to prosiła i tylko dlatego tolerowała ich maniery i najścia.

Nie mogła ich zrozumieć. Czemu niczym się nie przejmowali? Teraz idąc powoli pstryknięciami palców krzesali iskry i wywoływali małe wybuchy podobne do fajerwerków.

— Nie popisuj się… — zganił przyjaciela Kallan.

— Czemu? Skoro to umiem… — zdziwił się Durr.

— Inni się gapią.

— Biedacy… oni tylko zazdroszczą nam mocy.

Zaniedbani magowi kiwali zgodnie głowami.

— Jak myślisz, jak radzą sobie ludzie bez magi?

— Jak tylko umieją. Ciężko harując…

— A jak radzą sobie kobiety?

— Tego nikt oprócz nich nie wie…

Takie ich uwagi irytowały ją najbardziej. Ci magowie żyli w całkiem innym świecie. Lepszym i prostszym. Niedostępnym dla zwykłego śmiertelnika. Przeważnie nie zwracali uwagi na życie i problemy innych ludzi. Mikka szła za nimi, zastanawiając się jak by to było posiadać ich moc. Co by z nią zrobiła? Sama tego nie wiedziała.

Nikt nie zwracał na nią uwagi. Młodzi magowie co krok spotkali znajomych. Mikka szła za nimi i słyszała jak zaczepiają ich przyjaciele.

— Wróciliście? — spytał niski pryszczaty mag wodny.

— Tak, w końcu jesteśmy w domu — powiedział wesoły mag, który zawsze wyjadał jej słodycze.

Na szczęście najbardziej lubił, te które jadła tylko w ostateczności. Teraz wyglądał na głodnego i zmęczonego. Co im się przytrafiło ostatnio? Gdzie zawędrowali i z kim zadarli? Po tych dwóch można było się spodziewać wszystkiego.

— Gdzie byliście?

Ciemnowłosy mag zaczął machać rękami. On zawsze zajmował jej łóżko i zostawiał w nim dziwny zapach, jakby kamiennego lasu.

— Nawet mi nie przypominaj. To był koszmar.

Znajmy magów zdziwił się.

— Byliście poza miastem? Ale wy przecież nie opuszczacie go…

Kiwali głowami.

— Jesteśmy mieszczuchami.

— Nie da się ukryć.

— Wieś i prowincja nie są dla nas…

— Ani rubieże.

— To nie prowincja.

— To coś znacznie gorszego…

— Ale niestety czasem trzeba ruszyć z miasta…

Z ponurymi minami młodzi magowie kiwali głowami.

— Już nigdy się nie ruszę poza mury miasta.

Mikka wiedziała że to nie prawda. Znowu pogonią gdzieś za przygodą i magią, kiedy tylko będzie okazja.

— A wy co robicie? — spytał znajomego maga, ciemnowłosy częsty intruz w jej łóżku.

— Nic szczególnego. Spełniamy kaprysy mentorów…

— Ciekawe?

Pryszczaty mag skrzywił się.

— Te stare pierniki zawsze wymyślą coś bezsensownego.

— A co to jest tym razem? Skamieliny? Przeklęte artefakty?

— Żywy towar… — pryszczaty mag zarumienił się zażenowany. — No te no, dziewczyny do towarzystwa…

Mikka uważnie słuchała. To była wiadomość, która ją zaciekawiła.

— A ty znasz jakieś dziewczyny? — pryszczaty mag spytał kolegę po fachu.

— Masę, a bo co?

— Nasi mentorzy szukają ślicznotek na pokaz nowego wynalazku.

— Po co?

— Chcą przywabić bogaczy.

— Sama magia nie wystarczy?

Pryszczaty mag uśmiechnął się krzywo.

— Znasz bogaczy. Są jak dzieci i potrzebują coraz nowszych zabawek…

Mikka słuchała z uwagą. To była jej szansa.

— Ale to dziwne. Może coś kombinują?

Pryszczaty mag wzruszył ramionami.

— Mnie już nic nie dziwi. Całkiem dobrze płacą.

Ruszyła szybko wąska uliczką, aż dotarła do małego warsztatu i biura od spraw wszelakich. Zrobiła sprawunki i załatwiła formalności. Wolała od razu zgłosić się do znajomego agenta, a ten obiecał jej pomoc za małą opłatą. I tak miała plany na wieczór. To była wyjątkowa okazja.

4.

Mikka zadowolona wróciła do swojej dzielnicy. Po drodze znowu spotkała inne koleżanki, które też liczyły na godziwy zarobek i miły wieczór. Nic im nie mówiła o swoim zleceniu. Była w dobrym nastroju. Plotkowały, aż na swojej drodze spotkały mamroczącą koleżankę.

Eteryczna, urocza była tkaczka Gobelinów Snów wyglądała na udręczoną. Miała potargane i splątane szare włosy i zagubiony wyraz szaro-zielonych oczu. Chwiała się i niespokojnie kręciła.

— Upiła się.

— To nie to…

Podeszły do niej.

— Co ci jest?

Dziewczyna zmrużyła oczy. Milczał i obserwowała ich niespokojnie.

— Jesteś chora?

Znowu żadnej odpowiedzi. Otaczał ją przedziwny zapach. Jedna z dziewczyn aż cofnęła się, jakby poczuła coś nie do wytrzymania.

— Od tego mam migrenę… — wyjaśniła cicho smukła muskularna akrobatka o tajemniczych tatuażach rozsianych po całym ciele, widząc pytające spojrzenia koleżanek. — Od tego zapachu…

— Zapach czego?

— Palonego drzewa pustynnego.

Cofnęły się naraz. To drzewo powodowało przedziwne reakcje u ludzi, którzy się na nie natknęli. Mogło uzdrowić albo zabić. To było wielkie ryzyko. Dziewczyny spojrzały po sobie.

— Po co ona to zrobiła?

— Ono może nie tylko zabić…

— To powoduje halucynacje…

— Czasem wtedy się wieszczy…

Dziewczyna otoczona zapachem groźnego drzewa, zaczęła się kiwać w przód i tył.

— Nie uciekniecie… nie ma na to szans… to poluje na nas… dopadnie każdą z nas… i zabierze w mrok… Tam gdzie nie ma już nic..

Stały w milczeniu.

— O czym ona mówi?

— Nie mam pojęcia.

— Zwykłe brednie…

— Znowu coś jej się pomyliło… wiecie jaka ona jest… nieprzewidywalna.

Czuły strach, ale nie chciały się mu poddać.

— To co z nią zrobimy?

— Nie można jej tak zostawić.

Jedna z koleżanek zaczęła szukać czegoś w swojej torbie.

— Mam coś na uspokojenie — wyjaśniła spokojnie wyjmując mały pakunek, który zaczęła otwierać.

— Co to jest? — zaciekawiły się.

— Stara rodzinna receptura.

— Działa?

— Oczywiście.

— A skutki uboczne?

— To całkiem nieszkodliwe. Używam tego od lat.

Podetknęła jej pod nos mały pojemnik z płynną zawartością. Dziewczyna opierała się przez chwilę, a potem zaczęła się uspokajać.

— Nie chce. Nie chce spać — mamrotała była tkaczka Gobelinów Snów. — Teraz nie jest na to pora… trzeba to powstrzymać…

W końcu odurzyły ją, otuliły dużą chustą i zaniosły do jej kwatery. Dziewczyna zajmowała mały jasny pokój na strychu wielkiej starej rozpadającej się i pięknej kamienicy. Otaczające je nieliczne przedmioty z prastarymi symbolami były niezwykłe i piękne. Większość ozdób wykonała była tkaczka.

— Ktoś się nią zajmie? — spytała Mikka.

— Nikt nie musi tu zostawać przy niej — powiedziała właścicielka specyfiku. — Będzie spać wiele godzin.

Opuściły cicho pokój byłej tkaczki.

Mikka czuła niepokój. Coś się działo w mieście. Nie miała tylko pojęcia o co chodzi. To było coś mrocznego? To już trzecia z jej koleżanek uległa jakieś dziwnej mrocznej mocy. Jakby coś się właśnie na nie uwzięło. Czym było to zagrożenie?

— Co się dzieje w mieście? — spytała cicho idącą obok koleżankę., zajmując się kiedyś w domu tworzeniem szklanych figurek.

Muskularna silna dziewczyna z ciemnymi warkoczami do ziemi wzruszyła ramionami.

— Wiesz jak to jest. Ludzie się nudzą, lub być chcą o czymś zapomnieć. My na tym korzystamy. A złe rzeczy dzieją się zawsze i wszędzie… nic tego nie zmieni…

Na swój sposób dziewczyna była filozofką życia. Niczym się nie przejmowała. Czy miała rację? Potrafiła znikać kiedy robiło się za gorąco. Łączyła silny instynkt przetrwania i intuicję. Czy żałowała opuszczenia rodzinnego miasta? Zawsze do tej pory wracała do stolicy.

Zagrożenia istniały zawsze. Atmosfera czasem była mroczniejsza niż zazwyczaj. Plotki mogły przestraszyć, ale musiała zarabiać na siebie. Niepokój musiała zignorować, bo miała poważniejsze sprawy na głowie.

Dziewczyny wykąpały i odświeżyły się w publicznej łaźni i rozstały. Mikka wróciła do swojego pokoju. Przygotowała się szybko na wieczór. Pokryła cała ciało proszkiem ze Złotej Skały, skropiła włosy perfumami i pokreśliła oczy i usta. Ubrała się w prostą, skąpą barwną sukienkę. Dla ochrony założyła silny amulet. I w końcu była gotowa. Potem ruszyła by przeżyć miły wieczór i coś zarobić.

Dostała ostrzeżenia, ale zignorowała je, tak jak i inne dziewczyny, które przybyły z różnych części miasta. Potem to wspominała.

II

1.

Mikka dotarła bez kłopotów pod wskazany adres. Znała już to miejsce. Budowla do której wkroczyła miała czasy świetności za sobą. Była imponująca i zarazem zaniedbana. Budynek o czterech kondygnacjach z licznych ozdobach oraz niezliczonych oknach. Ktoś przystroił miejsce w dyskretny gustowny sposób ozdobami z symbolami ochronnymi. Ten widok ją uspokoił. W takich miejscach nie działo się nic złego. Żyli tam przeważnie szanowani dość sztywni ludzie, przeżywający wciąż starą chwałę. Już nie raz się o tym przekonała. Widziała już jak to co komuś zostaje po dawnych lepszych czasach, chroni się przesadnie lub tym pogardza skrycie. Wszystko w stosownym tonie i porze.

Przeszła przez odnowione i pomalowane metalowe stare wrota i znalazła się na wielkim dziedzińcu, z którego wyrastały kamienne kolumny. Na środku placu przystrojonego pochodniami, proporcami i kolorowymi girlandami było już wielu gości. Inne jej koleżanki kręciły się już między zaproszonymi gośćmi. Niektóre z nich znała tylko z opowieści. Zewsząd dochodziły do niej powtarzające się słowa. Goście, ścieżki w nieznanej krainie, przewodnicy, nowe fortuny. Czego to dotyczyło? Czy wszystkie rozmowy dotyczyły tego samego?

Podeszła do znajomej dziewczyny, która powoli samotnie sączyła srebrzysty trunek.

— Długo tu jesteś?

Zapytana skinęła głową.

— Zdążyłam się prawie upić… tym słaby alkoholem, który podają…. Niestety nic ciekawego tu się nie dzieje… dla mnie jest tu o wiele za spokojnie. Zastanawiam się czy sobie już nie pójść…

Mimo tych uwag dziewczyna spoglądała wciąż ku kilku gościom, którzy byli znani w wielu kręgach.

— Wiesz co ma się tu stać?

Dziewczyna skinęła głową i westchnęła.

— Mówili że to odkrycie stulecia. I chyba naprawdę w to wierzą.

Zaśmiała się, przyciągając uwagę mężczyzn.

— I co będzie teraz? — spytała Mikka.

Zapytana dziewczyna wskazała głową machiny stojące w kręgu w jednym z rogów dziedzińca.

— Chyba zaraz zacznie się jakiś pokaz.

— Pokaz czego?

Sącząca alkohol dziewczyna wzruszyła ramionami.

— To jakaś machina.

— Magiczna?

Zapytana znów wzruszyła ramionami.

— Chyba tak. Straszne nudy… nie przyszedł jeszcze nikt naprawdę bogaty i ciekawy… — powiedziała z niezadowoleniem.

Co do gości miała rację, ale pokaz? On mógł być wspaniały. Mikka czuła, że taczała ją niezwykła atmosfera. Szept i błyski światła były znajome. Matka i ciotki roztaczały podobna aurę.

Usłyszeli kuszące dźwięki. Wszyscy przybyli na dziedziniec skupili się przed machinami, które lśniły w świetle pochodni. W ciszy niespodziewanie odezwał się mężczyzna o długiej białej brodzie w ekscentrycznej szarej szacie, który energicznie machał rękami i z przejęciem, długo o czymś opowiadał. Nie do końca rozumiała o czym mówi. Często powtarzał określenia: epokowe odkrycie i nowe horyzonty.

Mikkę i jej koleżanki poruszyło przybycie trzech najbogatszych młodych miejskich arystokratów. Co ich tam przyciągnęło? Podeszło do nich kilku niezbyt atrakcyjnych mężczyzn w dziwnych, staroświeckich szatach. One musiały trzymać się na dystans, póki nie dano by im znaku przyzwolenia.

Zaczęła się prezentacja możliwości machin. Mikka już widziała kilka podobnych, ale ta była inna. Słyszała dźwięki i czuła je aż przez skórę. Otoczyły ją zapachy miasta, potem odległych krain, a końcu i zaświatów. Ludzie zaczęli wydawać okrzyki zachwytu. Mikka milczała czekając. Potem były światła podobne do zorzy, rozświetlające mrok. I iskry skaczące po ludziach i przedmiotach. Czuła lekkie swędzenie na skórze. Miała ochotę się podrapać, ale powstrzymywała się do takich gestów. Były uważane za nieeleganckie.

Wszyscy zebrani byli oszołomieni pokazem. Ona też była jakby lekko odurzona. Czy to przez działanie machin? Jaki był wynik tego eksperymentu? Musiała wziąć się w garść. W tłumie ujrzała znajomych magów. Wyglądali już lepiej, ścięli włosy i ogolili się, choć ich ubrania nadal były zniszczone. Co oni tam robili? Podeszła do nich niezauważona.

— Przyjemne pole energii — powiedział ciemnowłosy mag.

— Popisują się — zauważył jasnowłosy mag. — Zupełnie jakby chcieli kogoś uwieść.

— Pewnie tych bogaczy…

Młody jasnowłosy mag pokiwał głową.

— Pragną dobrać im się do sakiewek…

— Jak zawsze.

Młody ciemnowłosy mag westchnął.

— Przed chwilą słyszałem o odłowionych ostatnio ciekawych okazach z kanałów.

Jego przyjaciel skrzywił się.

— Katakumby… No ja nie wiem, co cię tak ciągnie do okropieństw i umarlaków. Czemu lubisz takie rzeczy?

— Nie sprawiają problemów. I dotykają wielkiej niewiadomej…

— Skoro tak twierdzisz…

— Zaproszono mnie na prywatny pokaz. Ja idę, a ty?

Młody mag westchnął ciężko i skinął głową.

— Będzie wspaniale, zobaczysz — przekonywał go przyjaciel.

— Już nie mogę się doczekać.- zamruczał ponurym tonem młody mag.

Odeszli, zgrabnie przemieszczając się w tłumie. Czemu nie potrafili usiedzieć na miejscu? Tak wiele mogli by osiągnąć i zdobyć, ale wcale się z tego nie cieszyli. Zawsze coś nowego i mało istotnego przyciągało ich uwagę. To w nich irytowało Mikkę.

Mikka rozejrzała się wokoło. Nie dostrzegała żadnego Podszedł do niej znany kolekcjoner. Czasem szukał modelek dla swoich artystów. Starała się wyglądać niewinnie i zachęcająco. Wiedziała, że on to lubi.

Mężczyzna obejrzał ją uważnie.

— My się już znamy, prawda?

Potwierdziła.

— Odbędzie się wyjątkowe spotkanie. Mogłabyś na nim błyszczeć…

Była zadowolona, że złożył jej propozycję. Została wybrana? Nie mogła uwierzyć w swoje szczęście. Mężczyzna przekazał jej kawałek pergaminu i drobny przedmiot.

— Idź dokładnie po ścieżce — powiedział wskazując linie na mapie. — Zaprowadzi cię do celu.

To była jej szansa. To było zaproszenie, które mogło jej otworzyć drogę do najlepszych domów

— Najlepiej jak wyruszysz już teraz…

Nie wahała się. Opuściła pokaz i budowlę idąc według wskazań mapy. Minęła stare centrum i skierowała się ku dzielnicy bogaczy.

Dotarła do bramy prowadzącej do podziemi. Szybko weszła w mrok.

Aksamitną ciemność była przyjazna. Czuła jakby ją otoczyła ramionami i przygarnęła do siebie. Brakowało jej Tańca w Pustce i innych rytuałów matki i ciotek.

Niespodziewanie poczuła jak coś dotyka jej karku. Nie zdążyła się przestraszyć, bo błyskawicznie wszystko zniknęło. Zupełnie jakby na jej oczach przedstawienie życia się urwało.

Była sama w mroku, gdzie błyskały znajome światełka i brzmiały przedwieczne szepty. Nie bała się. Nie było czego. Każda ścieżka tam się kończyła.

2.

Obudziła się w ciemnościach.

Była zdezorientowana. Jej ciało było zdrętwiałe i zarazem dziwnie ją mrowiło. Nie miała pojęcia gdzie jest. Na pewno nie była w swoim rodzinnym domu, ani wynajmowanym pokoju. Co gorsza nie mogła się ruszyć. Wystraszyło ją to. Starała się uspokoić i zbadać swoją sytuację. Rozejrzała się po otaczającym ją półmroku.

Była unieruchomiona. Przywiązana do zimnego kamienia w wysokiej kamiennej komnacie. Ale dlaczego?

Skupiła się na swoim otoczeniu. Na ścianach i posadzce dostrzegała dziwne magiczne symbole i prymitywne rysunki. Słyszała odgłos kapiącej wody i czuła zapach zgnilizny. Pomieszczenie w którym była zdawało się być puste. Tylko skąd brało się to wrażenie czyjejś obecności?

Niespodziewanie poczuła delikatny powiew powietrza. Obok niej przepłynął oroboros. Kulisty, senny i przezroczysty. Tylko magia je ożywiała i rozświetlała. Co robił w tym miejscu?

Skupiła się na sobie. Jej nagie ciało pokrywała niezwykła, błyszcząca i tłusta substancja. Znała jej zapach. Tak znaczono ofiary w świętych krwawych rytuałach. Wiedziała że w niektórych porach roku są dziewczęta są porywane i zabijane na obrzeżach cywilizacji. Czy to spotkało i ją? Skupiła się i wyczuła rytm miasta, która tak mocno pokochała. Było nad nią, bardzo blisko. To ją trochę uspokoiło. Tylko gdzie trafiła? Nie mogła sobie tego przypomnieć. Pamiętała tylko mrok i szepty. Czy to był jej koniec?

Zacisnęła mocno usta. Nie mogła panikować. Nakazała samej sobie zachowanie spokoju. Musi się jakoś uratować.

Kątem oka ujrzała nieruchomo stojącą, we wnęce w kamiennej ścianie, postać. To była pomalowana na całym ciele czarną farbą nagą młodą kobietę. Jej bezruch byt nienaturalny, a aura złowieszcza. Gdy ta powoli się do niej zbliżać Mikka poczuła strach. Coś w jej ruchach i pustej twarzy mówiło Micce, że nieznajoma chce jej zrobić coś potwornego. Dziewczyna zaczęła gorączkowo próbować oswobodzić się z więzów. Choć miała na to marna szanse, a groźna kobieta była coraz bliżej, nic chciała się poddawać.

Nagle ujrzała światło błyszczące z korytarza prowadzącego do komnaty. Niosły go dwie znajome postacie. Oroborosy ożywiły się. Zalała ją fala nadziei. To byli jej znajomi magowie. Kłócili się o coś. Ich magiczna pochodnia rozświetlała pomieszczenie gdzie była. Było podobne do przerażającej świątyni, pełnej pokracznych posagów i dziwnych symboli.

Ogarnęła pomieszczenie wzorkiem. Zdawało się że była tam znów sama. Tylko jakim cudem? Gdzie zniknęła pokryta farbą naga straszna kobieta?

Usłyszała jak jej znajomi magowie kłócą się o coś sennymi głosami.

— Błądzimy już od godziny…

— Trzeba było przy tamtym obsceniczny posągu skręcić w lewo, a nie prawo.

— Ty zawsze wszystko pomylisz…

— Za to ty pilnujesz każdego detalu.

— Ktoś musi.

— To co, wracamy?

Głosy zaczęły się oddalać. Mikka krzyknęła i dwaj znajomi młodzi magowie podeszli bliżej. Przyglądali się jej ciekawie.

— Co tu robisz? — spytał ciemnowłosy mag, patrząc na nią jakby spotkali na słonecznym placu podczas przechadzki.

— Sama nie wiem… miałam tracić na jakieś wyjątkowe spotkanie… — zaczęła nieskładnie im tłumaczyć Mikka.

— Nowa praca? — zainteresował się jasnowłosy mag. — No co, przyznaj się, dorabiasz sobie tutaj? To dość dziwne miejsce… ale w sumie to widziałam i większe dziwactwa…

— To pewnie jakaś nowa moda — wtrącił się ten drugi mag. — Żywe teatra albo inna dekadencka zabawa…

— Ciekawe o co w tym chodzi…

Magowie spojrzeli po sobie. Mikka kątem oka ujrzała inną niż wcześniej nagą bardzo młodą i pulchną kobietą stojącą bez ruchu wśród strasznych rzeźb. A może to była ta sama kobieta? Czy jednak inna? Nie miała pewności.

— Lepiej się nie mieszać w cudze, pewnie kosztowne, perwersje — powiedział ciemnowłosy mag, robiąc krok w stronę wyjścia.

— Tak, nikt ne jest wdzięczny za wtrącanie się w czyjeś cudze, intymne sprawy.

Odwrócili się i skierowali do korytarza.

— Myślisz że to jakieś nowomodne erotyczne zabawy bogaczy…

— A kto ich tam wie… niektórzy za dużo mają pieniędzy by zachowywać się jak normalni ludzie chodzący do burdeli…

Nie mogła w to uwierzyć. Chcieli ją tak zostawić? Byli jej szansa na na ratunek Na przeżycie tego koszmaru. Nie mogła pozwolić im odejść.

— Pomóżcie mi! — krzyknęła choć miała wysuszone i obolałe gardło. — Oni chcą mnie zabić i zamienić w coś!

— W co? — zainteresował się jasnowłosy mag.

Wskazała głową stojącą w cieniu dziewczynę. Magowi podeszli do nagiej młodej kobiety, która nadal stała nieruchomo, nie zwracając na nic uwagi. Zaczęli ją oglądać ze wszystkich stron, nie zbliżając się zanadto.

— To już tylko puste naczynie — ocenił ciemnowłosy mag.

— Niezła robota. Fachowo oddzielili ciało od ducha.

Kiwali głowami.

— Ciekawe czemu zrobili z niej pustą skorupę…

— Całkiem zgrabną skorupę. Śliczną posłuszną zabawkę — powiedział ten mag, który najwidoczniej lubił bardziej krągłe dziewczyny.

— I tak się ktoś nią znudził… — powiedział jasnowłosy mag pokazując na ślady pogryzień i ran na ciele nagiej młodej kobiety.

Magowie znowu kiwali głowami.

— Zrobicie coś? Pomożecie jej?

— Już za późno.

— Biedaczka…

— No, ale tak się kończy obdarzanie zaufaniem bogatych zboczeńców. Robią sobie z ciebie bezwolną zabawkę…

Robiło jej się niedobrze od ich gadaniny. Co oni sobie myśleli?

— A było zostać z jakimś spoconym wieśniakiem i płodzić mu dzieciaki — mruknął ciemnowłosy mag.

— Ale one chcą zawsze luksusów i dekadenckiej zabawy — dodał jasnowłosy mag.

— Było nie majstrować z błonką i żyć jak bogowie przykazali… — zakończył ze świętoszkowatą miną ciemnowłosy mag.

Mikka miała ochotę mu przyłożyć, ale była przywiązana do ołtarza. Nakazała sobie zachować spokój w myślach.

— Jak zginę, to tu zamieszkam jako potwór, który nęka innych żywych..- powiedziała, ale oni tylko pokiwali głowami jakby taka była kolej rzeczy. Czuła że musi inaczej do nich trafić.

— To nie byłby pierwszy taki wypadek… — zauważył jasnowłosy mag z dziwnie pogodną miną.

— No i koniec z obiadkami u mnie i nocowaniem… — powiedziała powoli i podstępnie. — Może nawet kiedyś was odwiedzę… już jako ten potwór…

Spojrzeli na nią z kpiną. Nie bali się przemienionych ani nocnych upiorów?

— Racja, jak tu zostanie, stracimy… a było by szkoda stracić taki przyjazny kąt u niej…

Magowie spojrzeli po sobie. Wiedziała, że będzie ich miała na karku jeszcze przez lata, ale chciała zachować swój kark.

— A nasz zasada, że nie wtrącamy się w cudze sprawy?

Parzyli na siebie i kiwali zgodnie głowami.

— Każdy ma prawo żyć jak chce.

— I umrzeć jak chce.

Wcale nie chciała umierać. Zrobiło jej się aż lodowato zimno ze strachu.

— Pomóżcie mi! … albo przynajmniej mnie uwolnijcie…

Spojrzeli na nią jakby żądała od nich czegoś niemożliwego.

— Ale mieliśmy się już nie wtrącać w cudze życie i zboczone zabawy bogaczy… i innych odszczepieńców.

— Wcale nie bawię się z nikim… — przerwała im Mikka trzęsącym się głosem.

Byli zdziwieni.

— Nie?

— Obudziłam się w tym miejscu… po tym jak straciłam przytomność — wyjaśniła.

Spojrzeli na nią ze współczuciem.

— Tak, to kiepskie miejsce by się obudzić.

— Szłam na spotkanie…

Spojrzeli na nią z namysłem.

— Sama tu przyszłaś?

Potwierdził niechętnie. Była głupia i naiwna i wpakowała się w kłopoty.

— Myślałam że będzie tu okazja zdobyć bogatego kochanka…

Rozejrzeli się.

— Schadzka w takim miejsce?

— Niezbyt tu przyjemnie…

— Ale niektórzy tak lubią.

— Dziwacy.

— Raczej zboczeńcy.

— Pewnie bogaci.

— Znudzeni i zarażeni niejedną chorobą…

Jak zawsze zaczęli się wygłupiać. Wiedziała że mogą tak gadać godzinami. Musiała im przerwać. Było cudem, że ją tu znaleźli. Teraz trzeba tylko było skłonić ich by się skupili. To była jej jedyna szansa na ratunek.

— Pomóżcie mi — powiedziała po raz kolejny, głośno, trzęsącym się głosem.- Nie chce tu zostać! Zrobicie to?

Skinęli głowami na zgodę. Zaczęli majstrować przy je więzach, ale nagle przestali.

— Widzisz to?

— A pewnie. Otacza ją magia.

— Dziwna, prastara magia.

Zastygli w bezruchu.

— Intrygujące.

— I co teraz?

— Trzeba odkryć co to za zaklęcie.

Pracowali z zapałem. Dyskutowali i wypróbowywali kolejne pomysły. W końcu poczuła ból w ramionach i łydkach, jakby dotknęła czegoś bardzo gorącego i jej więzy opadły.

— Jestem wolna — odetchnęła z ulgą.

Oba magowie byli teraz już poważni.

— Nie ciesz się jeszcze, bo trzeba się stąd wydostać — powiedział poważnym tonem ciemnowłosy mag. — A to może nie być takie proste.

Młody mag miał rację. Zbliżało się do nich coś magicznego. Czuła jak przedziera się przez stojące powietrze podziemi, i wieki ciszy i spokoju.

— Musimy znaleźć ścieżkę dusz… nie wiesz, drogę którą uciekają dusze ofiar…

— Ale po co?

— Tak na wszelki wypadek.

Coś im chodziło po głowach, ale nie wyjaśnili jej niczego. Obaj magowie rozglądali się po świątyni i badali kamień, na którym leżała.

— Ciekawe co tu czcili.

— Pewnie nic przyjemnego.

— Znajdziecie drogę na powierzchnię? — spytała głośno, stając się nie zwracać uwagi na to, że jest całkiem naga.

Rozejrzeli się wokoło.

— W końcu pewnie tak.

— Trochę się zgubiliśmy… — przyznał jasnowłosy mag, a jego przyjaciel obrzucił go zdegustowanym spojrzeniem.

— A czyja to wina?

— Nas obu?

— W sumie to masz rację…

Zachowywali się jak dzieci. Czy sama miała była swoją większą szansę na ocalenie? Nie miała ochoty tego sprawdzić. Nie chciała sama zostawać w tym strasznym miejscu.

Magowi kiwali głowami i wymieniali się banalnymi opiniami.

— Czemu stąd nie idziemy? — spytała głośno Mikka.

— To wyjątkowe miejsce. Łatwo tu trafić trudniej wyjść stąd… na własnych nogach…

Kiwał głową.

— Wiele się tu działo.

— Dlaczego? Co ludzi tu ciągnęło? — spytała Mikka trzęsąc się z zimna i strachu.

— Ich pragnienia. Tajna wiedza kusi i coś oferuje — powiedział powoli ciemnowłosy mag. — Ale zawsze wiele w zamian odbiera.

Wiedziała że ludzie by coś zdobyć są gotowi ryzykować. Nawet swoje dusze lub to co dla nich ważne i cenne. Mroczna magia i rytuały niszczyły i na wieczność niewoliły.

— Czuje ceremonie dla wtajemniczonych — dodał drugi mag. — Tej z odbieraniem życia i magi… czujesz?

Ciemnowłosy mag pokiwał głową.

— Już prawie kończą… Udało im się przejść przez najtrudniejsze..

— I ta precyzja, żeby rzucić zaklęcie w tym samym momencie.

Obaj magowie zaczęli węszyć w powietrzu.

— Czujesz magię w powietrzu?

— A nie zgniliznę?

— Oprócz zgnilizny…

— No, czuje coś.

Znowu kiwali głowami. Skupiali się na czymś co nie miało znaczenia. Tracili tylko czas. Mikka rozglądała się nerwowo. Czy sama dała by sobie radę? Gdyby podbiegła przed siebie w ciemność… Ale lepiej było nie zgubić się tu samej.

Magowie spojrzeli po sobie.

— To zapach innego świata.

— Którego?

— Tego nieprzyjemnego…

Jasnowłosy mag skrzywił się.

— Nie cierpię gości z tego świata.

— A kto ich lubi?

— Chyba nikt.

— To czemu ich przywołują?

— Mnie się nie pytaj.

Obaj magowie wyglądali na niespokojnych.

— Musimy zaryzykować i przemknąć się obok…

Mikka cieszyła się, że w końcu opuścili świątynię. Naga kobieta nie starała się ich powstrzymać. Nie zwracała na nich uwagi.

— Wracamy na powierzchnię? — spytała w końcu głośno.

Spojrzeli na nią obaj magowie.

— Chętnie… ale to nie będzie takie proste.

— Dlaczego?

— Nie jesteśmy tu sami…

Milczała. Czy chciała wiedzieć co takiego mają na myśli? Szli powoli, skradając się. Nagle jeden z magów zamarł.

— Ktoś tu jest.

Jak on ich wyczuł?

— Co to jest? — spytała cicho maga.

Milczał. Był skupiony i jakby nieobecny w tm świecie.

— Nie wiesz co się kryje w podziemiach? — spytał drugi mag, i od razu sam sobie odpowiedział: — Ofiary bestii i mroczny mocy.

— Czym się stały te ofiary? — spytała jasnowłosego maga.

Podrapał się po głowie.

— Potworami lub nadistotami. Kontakt z magią jest nieprzewidywalny.

— Nigdy nie wiadomo co się stanie — dodał drugi mag, mamrocząc: — Ludzie próbują nie rozumiejąc, że tu przecież chodzi o reakcję elementów. Alchemia chaosu, jest nieprzewidywalna. Za każdym razem daje inny wynik. I nic, ani nikt tego nie zmieni…

— To fascynujące.

— Raczej irytujące.

Czuła złość. Czemu mężczyźni tak wszystko komplikowali? Zawsze tak było. Biedni, zwykli ludzie jako obiekty magicznych badań, nic dla nich nie znaczyli. Traktowani jako coś nieistotnego, ignorowano ich prawa. Wiedziała, że nikt się nimi nie przejmuje.

Poczuła dziwny zapach, a potem ujrzała niezwykłego stwora.

— Co to takiego? — spytała szeptem.

Nie dostała odpowiedzi. Obaj magowie znieruchomieli. Byli czujni, spięci, jakby na coś czekali. Co widzieli? Czego się bali? Ona sama nie wyczuwała nic. Wcale jej się to nie podobało.

— To coś przywołano…

— A może stworzono?

Magowie spoglądali znacząco po sobie.

— Tego nie da się tak po prostu odesłać.

— Jak myślisz, do czego coś takiego wykorzystują?

— To nie nasza sprawa…

— Ale taka okazja. Nie trafi się nam już…

— Ale okazja do czego?

Ciemnowłosy mag wzruszył ramionami.

— Magia ma swoje konsekwencje. One nie omijają nikogo.

Magowie zmachali rękami i zrobili wiele gestów, które dla niej były tylko dziwaczne.

— I co zrobicie? — spytała zniecierpliwiona.

— To co trzeba — wysapał jasnowłosy mag.

— Wiesz to co znaczy… — powiedział cicho jasnowłosy mag. — Zniszczenie planów ważnych ludzi… to byłby nasz najmniejszy problem…

Jego przyjaciel pokiwał głową.

— Jak się o tym dowiedzą, to już po nas.

Jasnowłosy mag uśmiechnął się szeroko.

— To lepiej żebyś nikomu o tym nie opowiadał.

Młodzi magowie ruszyli szybko do przodu. Szli śladem czegoś, co ona ledwo rejestrowała swoimi zmysłami. Wkroczyli do komnaty gdzie ujrzała dziwne linie i cuchnące czarne świece. Obaj magowie krążyli po pomieszczeniu, dotykając przeróżnych przedmiotów i znaków.

— To był skomplikowany rytuał.

— Z wieloma składnikami…

— Jak myślisz, co on może komuś umożliwić…?

— Trudno powiedzieć… jest tu za mało śladów…

— Tak to ciekawe. Wszędzie powinna być krew, trupy i miazmaty…

Młodzi magowie byli zafascynowani tym co widzą. Przestali zwracać uwagą na cokolwiek innego. Mikka czuła strach i gniew. Chciała już tylko uciec z tego miejsca, i zapomnieć o tym wszystkim. Była zmęczona i chciała udawać, że nic się nie stało i żyć jak do tej pory. Wiedziała, że to nie niemożliwe, ale i tak tego chciała. W podziemiach zaszło coś niecodziennego i niepokojącego. Działo się tam coś co zmienił całe miasto, może nawet królestwo.

Magowie szeptali między sobą.

— Pomyśl. Jednoczesne ofiary… Skomplikowany rytuał…

— Który się nie powiódł.

Tego obaj magowie byli pewni.

— Ktoś im przeszkodził?

Jasnowłosy mag wzruszył ramionami.

— Albo oni coś sknocili…

— Tak, teraz nie uda się na sprawdzić co i dlaczego poszło nie tak.

— Najstarsi powinni to kontrolować.

— Nie dali by rady…

— Ale mieli racje że tak dalej być nie może..

— Przecież wiesz kto decyduje…

— I czyje jest na wierzchu?

Zaczęli wyrzucać z siebie nazwy, których nie znała. Chciała już im przerwać, kiedy obaj magowie nagle zamarli i wbili spojrzenie w jakiś świtek papieru.

— Zobacz ten znak i ta pieczęć…

Mikka zobaczyła na niej splecionego węża. Co to znaczyło?

— To muszą być oni…

— Ale o co im znowu chodzi?

— Kojarzy ci się to z kimś?

Obaj magowie znowu kiwali głowami.

— Jak myślicie kto za czymś takim stoi? — spytała starając się zapanować nad głosem.

Magowie spoglądali na siebie ze znaczącymi minami. Potem spojrzeli na nią.

— Słyszałaś przecież plotki. O rosnących wpływach pewnych rodów… ich bogactwie. O tym że to nie jest naturalne…

Mikka skinęła głową. Nie zwracała uwagi na takie sprawy, ale nie raz słyszała długie burzliwe dyskusje o ciemnych sprawkach bogaczy.

— I jest w tym ziarno prawdy.

— Niektórzy zatrudniają specjalnych magów którzy zaprzedali dusze chaosowi i ciemności… oni są gotowi na wszystko… za odpowiednią opłatą…

— To kosztuje wiele żyć i je zakazane… ale i tak wielu ludzi gotowych jest sięgnąć po taką magie..

Skinęła głową. Każdy śledził poczynania najbogatszych z zazdrością, licząc że jakimś cudem i im się przytrafi dobry los. Ostatnio słynny chory bogacz rozdzielał swoja fortunę między krewnych i nieznajomych. Kilku już zniknęło z miasta bez śladu, co dodawało całej sytuacji pikanterii. Krążyły plotki o krwawych eksperymentach i zakazanej magii.

— Niektórzy wierzą że za cenę cudzych ciał i dusz zdobędą przychylność istot, które zapłacą im bogactwem…

— To tylko takie bajki — powiedziała Mikka licząc, że rozwieją jej obawy.

— Sama widziałaś, że coś się tu dzieje.

Nie była pewna co widziała.

— To nie zawsze coś znaczy… takie tam babskie gadanie… — przerwał mu przyjaciel.

— Ale tamten bogacz…

Wzruszyli ramionami.

— Nikt nie oszuka śmierci… nowe ciało go nie ocali…

— Ale wiesz na czym mu zależy.

Ciemnowłosy mag skrzywił się.

— I do czego ktoś taki nie może się przyznać.

— Gorzej do czego on to wykorzysta.

— Bo nikt go nie powstrzyma.

— My możemy spróbować.

— Chyba tak..

Magowie porozumieli się wzrokiem. Obeszli jeszcze raz komnatę.

— To musi być on…

— A wiesz kto mu pomaga?

— On się nie liczy…

— Ale i tak pokonał nas kilka razy…

— Ale tym razem porwał się na zbyt wiele.

— Dostanie nauczkę.

— To może mu pokazać mu gdzie jest jego miejsce…

— I kto tu jest najlepszy?

Magowie zaśmiali się. Marnowali tylko czas. Nie interesowały jej potyczki między magami ani ich sprawy.

— No to jak to możemy wykorzystać?

— Kusisz los.

— A czemu by nie? — spytał ciemnowłosy mag. — Może być nieprzyjemnie i groźnie.

Drugi mag wzruszył ramionami.

— Nie bardziej niż zazwyczaj.

Magowie znowu mierzyli się spojrzeniami. Mikka oparła się o ścianę i zamknęła oczy. Marzyła tylko o tym by już opuścić to miejsce.

— Nie jesteśmy tu sami — powiedział nagle jeden z magów, a Mikkę przeszedł dreszcz.

Otworzyła oczy spodziewając się jakiś okropności. Na szczęście to były tylko inne dziewczęta. Nagie jak ona i pokryte dziwną czarną krwią. Trzęsły się i mamrotały do siebie. Były w szoku? Dwie z dziewcząt wyglądały na bardziej przytomne.

— Co tu robicie? — spytała się ich Mikka.

— Uciekamy.

— Przed kim? — spytał ciemnowłosy mag

Nie odpowiedziały im, ale w ich oczach był gniew i determinacja.

— Są pokryte magią — zamruczał jeden z magów.

— I symbolami…

— No widzę.

— Ciekawe ile ich było…

— I do czego miały tak naprawdę posłużyć…

Jedna z dziewczyn zaczęła ścierać z siebie gorączkowo napisy i symbole, które były na jej ciele. Patrzyli jak po skórze dziewcząt spływa powoli krew i czarna maź.

— Parzy — poskarżyła się jedna z nich.

Magowie przyglądali się z uwagą czarnej mazi.

— Co to?

— Nie wiem.

— A nie chcesz wiedzieć?

— Boli coraz bardziej… — powiedziała głuchym głosem się jedna z najstarszych dziewczyn.

— Mogło być gorzej…

Magowie podali swoje koszule by dziewczyny mogły się pozbyć czarnej mazi. Mikka nie dotykała substancji na swoje skórze. Była zadowolona, że to coś innego.

— A te symbole? Znasz je? — spytał przyjaciela jasnowłosy mag.

— Co to za język?

— Martwy i to do dawna.

— Jest w nich nadal moc.

Obaj byli zaintrygowani.

— To cud, że one przeżyły.

— Są twarde. I nie jedno już widziały… — powiedziała cicho Mikka. — Potrafią sobie radzić.

— Przetrwały.

— Jak im się to udało?

— Sztuczki. A może instynkt i wyszkolenie.

Mikka poczuła zimno. To ją zaniepokoiło, bo nie zwiastowało niczego dobrego.

— Nie możemy tu zostać — powiedziała cicho do magów i koleżanek po fachu. — Coś się do nas zbliża…

Magowie zaczęli się czujnie rozglądać i wyglądali przy tym jak węszące psy.

— Ona ma racje.

— Lepiej nie czekać na ich przybycie.

Bała się spytać o kim mówią. Ruszyli grupą przez podziemne korytarze. A coś za nimi podążało. Mikka miała coraz gorsze przeczucia. Nie potrafiła tylko określić co to jest.

Wciąż przemieszczali się, klucząc zawracając i zwodząc, to co ich śledziło. I licząc że będą mieli szczęście. Jednak uciekając przed czymś skrytym w mroku trafili do miejsca, gdzie zgromadzono przez stulecia magie, grozę i wściekłość.

Magowie spoglądali na splątane artefakty i liczne ciała ofiar.

— To najstarsza w mieście komnata ofiarna — powiedział cicho ciemnowłosy mag. — Wyobrażasz sobie co to się działo…

— A muszę? — spytał go przyjaciel.- Czuję przecież tą magię i gniew…

— A te szkielety?

Obaj magowie zaczęli machać rękami jakby się od czegoś odpędzali.

— To nie tylko kości.

— Ja widzę tylko bandaże i całuny.

— A ja pył i prochy dawnego świata… ślady starych bóstw…

Magowie znów spojrzeli po sobie.

— Nikt nie byłby na tyle głupi być chcieć powrotu tamtej ery… — powiedział cicho jasnowłosy mag.

Jego przyjaciel tylko wzruszył ramionami.

Dziewczęta stały zbite w w grupkę. Starały się niczego nie dotykać. Mikka dobrze rozumiała je. Jednocześnie starała się oprzeć pokusie by wziąć w dłonie straszna czaszkę z czterema ostrymi kłami. Słyszała płynący z niego szept i była ciekawa kim kiedyś był i czym się stał.

— Lepiej stąd uciekać — powiedziała jedna z dziewcząt.

Inne z niedoszłych ofiar poparł ją.

— Tu wszędzie są potwory…

— Które na nas czyhają…

— Jak wszędzie… — mruknęła do siebie Mikka.

— Długo tu zostaniemy? — zniecierpliwiła się jedna z dziewczyn.

— Musimy znaleźć tą właściwą drogę na powierzchnię… inaczej zostaniemy tu na zawsze — wyjaśnił ciemnowłosy mag.

— Czego do tego potrzebujecie?

— Kawałka materiału… ze starą krwią.

— Zaraz to dostaniecie.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 15.75
drukowana A5
za 46.86