E-book
5.46
drukowana A5
13.6
Ciepły ranek

Bezpłatny fragment - Ciepły ranek


Objętość:
29 str.
ISBN:
978-83-8245-989-0
E-book
za 5.46
drukowana A5
za 13.6

Wieczór w hotelu

Chciałam być młoda, no wiesz, każdy potrzebuje tego. Faceci siedzą w tych swoich fotelach i gapią się na ciebie. A ty ciągle myślisz, że przecież oni tam są i chciałabyś żeby cię nie oceniali, ale oni to robią, nawet bezwiednie — powiedziała Suzie. Pokój był już lekko w półmroku, za oknem niebo rozświetlały wieżowce. Z dziesiątego piętra hotelu widać było park Minster Avenue i odległe peryferia miasta. Hotel był wysokiej klasy, w końcu płaci firma. Szkolenia takie jak to należały do szczególnych. Udział w nich zawsze kończył się czyimś awansem. Jej firma rozwijała się dynamicznie, w zeszłym roku Suzie awansowała na stanowisko wicedyrektora do spraw marketingu. Kobietom było trudniej dostać wysokie stanowiska, dlatego tym bardziej cieszyła się, że osiągnęła tak wiele. Ale wszystko kosztem rodziny. Rozbite małżeństwo, problemy z piciem, terapia. No wiek. Wstając codziennie patrzyła w lustro i widziała kolejne zmarszczki na jej twarzy. Regularne wizyty u kosmetyczki i stosowanie ton różnych specyfików nie mogło zatrzymać upływu czasu. Czuła że coś zaczyna w niej pękać.

Wiem, wiem — powiedziała Ann. Młodsza asystentka wicedyrektor miała zaledwie dwadzieścia cztery lata, była świeżo po studiach. Zatrudniła ją, ponieważ była młoda i wesoła. To taka mała przeciwwaga. Teraz zaczynała myśleć, że to był błąd. Poprzez kontrast jakie tworzyły jeszcze bardziej uwidaczniał się jej wiek. Wiem, że masz takie problemy. Ja jestem młodsza, na pewno cię to irytuje — spojrzała sponad długich rzęs i uśmiechnęła się.

Nie, nie denerwuje mnie to. Zresztą. Nie mogę nikogo winić o to ile mam lat. Po prostu wiele się wydarzyło. Osiągnęłam sukces, ale koszt tego zaczyna mnie przerażać. Jestem za stara na posiadanie dzieci. Może powinnam to wszystko rzucić i adoptować jakieś maleństwo z Afryki — rzuciła, siadając sofie. Pokój był urządzony luksusowo, podobnie jak całość apartamentu. Ściany obite atłasem, drogie mahoniowe sprzęty, wygodna sofa, głębokie fotele. Przed nimi na stoliku stały napoje w butelkach. Pepsi i Cola. Suzie uważała, że w ten sposób staje się w pewien sposób młodsza. Pijąc wprost z plastikowej butelki.

Twoja obsesja młodości nie jest niczym nowym — rzuciła Ann. Suzie lubiła ją mimo wszystko za szczerość. Dzięki temu ją zatrudniła. Kiedy zapytała Ann na interview dlaczego chce tą pracę, ta powiedziała wprost: chcę wszystkich kłuć w oczy że jestem asystentką dyrektora, żeby moje znajome powyłaziły ze skóry.

Ta obsesja — …

Tak, obsesja. Kobiety kiedy stają się dojrzałe zaczynają świrować. Wcześniej byłam matką albo kochanką albo jedno i drugie. Nie miałam czasu na zrealizowanie wszystkich planów. Takie babki chcą na ostatni dzwonek udowodnić coś całemu światu. Natomiast takie, które najpierw zajęły się karierą, krzyczą na portalach randkowych — chcę dzieci, chcę bawić małe bahory i spełniać się jako matka. No ale to nie tego co szukają faceci. Jeśli chcesz mojej rady — znowu się uśmiechnęła — to ostatnia rzecz to wspominać facetowi o dzieciach. Niektórzy owszem, sami się palą do zakładania gniazda rodzinnego, ale większość po prostu na myśl o bawieniu dzieci dostaje ataku ciężkiej choroby.

No tak — westchnęła Suzie — ten ostatni, wiesz, mówiłam ci. Mark, tak się nazywał. Kierownik w departamencie jednej firmy finansowej. Jak mu wspomniałam na trzecim spotkaniu coś mimochodem o dzieciach, spiął się cały. Udawał że to nic, ale widziałam że się lekko zdenerwował. Oni chcą mieć kochankę do łóżka a nie babkę która będzie im na dzień dobry rano wręczać śniadanie na wynos a do poduszki opowiadać, ile razy ich mały się zsikał do łóżka poprzedniej nocy.

To kwestia znalezienia odpowiedniej osoby. Ale to albo jest łut szczęścia, albo wynik długotrwałych poszukiwań. Nie możesz od razu niczego zakładać. Dopóki się koncentrujesz na swoich rzekomych porażkach, nie ma sensu szukać na poważnie faceta. Chcesz żeby ci sto razy dziennie mówił że nie jesteś taka stara? Czy co? Trzeba być realistką. W każdym wieku są plusy i minusy. Masz kasę, pozycję. Możesz bardzo wiele. Potraktuj to jak twoje zasoby a nie myśl o tym, że nie jesteś już tą Suzie z przedmieść Chicago, w krótkiej spódniczce, za którą biegło stu nagich nastolatków — roześmiała się. Tamta Suzie chciała coś osiągnąć. Gdybyś wtedy zaciążyła siedziałabyś teraz pewnie na zasiłku w najgorszej dzielnicy zastanawiając się dlaczego twój były już cię nie kocha i pieprzy jakąś nastolatkę.

Okay. Jestem już zmęczona tym tematem. Może masz trochę racji. W końcu… zresztą, pogadamy jeszcze o tym. A co sądzisz o tym szkoleniu? — rzuciła.

Szkolenie było z wizerunku — rzuciła Ann, jakby niechętnie. Głównie same baby. To było to szkolenie, które można sobie wybrać. Myślałem że będzie fajnie, ale facet ględził ciągle i ględził. Jak to możliwe żeby gość mówił o wizerunku do kobiet, skąd niby on się ma na tym znać — zaśmiała się.

Przystojny chociaż — mrugnęła oczami Suzie. Zaświecę lampkę. Sięgnęła do stojącej w pobliżu sofy stylowej lampy nocnej. Chyba już późno?

Ann popatrzyła na zegarek. Nie, dopiero ósma — rzuciła. Wiesz, jest coś o czym ci jeszcze nie mówiła. Popatrzyła jej prosto w oczy. Mam kogoś.

Czy to takie dziwne, to wielka tajemnica? — odparła Suzie. A może to ktoś kogo znam, ktoś z biura?

Nie. Coś ty. W życiu nie chciałabym jakiegoś nadętego bufona który skończył dwa razy zarządzanie na prawą i na lewą stronę. To ktoś kogo bardzo lubię. Pracuje jako budowlaniec, dlatego ostatnio rzadziej się widujemy — westchnęła.

Dlaczego? — odparła Suzie.

No wiesz, on jest jakimś inżynierem i jeździ na różne miejsca gdzie coś budują. Nie znam się na tym specjalnie, chociaż trochę mi tłumaczył — odparła.

He, he. Akurat, tłumaczył. Na pewno chciał cię zbajerować jaki to on mądry. Faceci tak mają. Dopóki się z nimi zgadzasz jest wszystko w porządku — popatrzyła na Ann i spuściła głowę. No tak. Przepraszam, ja znowu swoje. Nie mogę zapomnieć o Krisie. Wiem że nam się nie układało. Ale im bardziej chciałam powiedzieć coś konkretnego tym bardziej on tego unikał. Zresztą zawsze chciał mieć ostatnie zdanie.

Suzie rozstała się ze swoim byłym, z którym razem trwała przez całe osiem lat. Nie mieli dzieci, bo uważali że na to jest zawsze za wcześnie. Oboje pochłonięci karierą zawodową. Na początku było dobrze. Ale z czasem zaczęli ze sobą rywalizować jak dzieci. Kto jest lepszy. Kiedy Suzie dostawała lepsza posadę i pięła się po drabinie społecznej Kris chyba uważał to za afront. W pewnym momencie miał kłopoty w pracy i ostatecznie skierował swoją złość na Suzie. Ta stwierdziła wtedy że nie planuje być niczyją emocjonalną gąbką i zerwała relację. Ale ciągle wracała do tych lepszych wspomnień.

To jak wyobrażasz sobie swoje życie? Zostaniesz matką pięciu rozwrzeszczanych bachorów i będziesz dorabiać jako praczka? — rzuciła Suzie. Miała na uwadze młodą asystentkę i nie życzyła jej źle. A może była też w pewnym sensie zazdrosna.

No wiesz — odrzuciła Ann. Tak to chyba nie. Może jakieś dziecko ale raczej jedno. Wolałabym nie skończyć kariery na praniu skarpetek. Na pewno dziecko nie wcześniej, niż się jakoś ustatkuje. Mogłabym iść na macierzyńskie a potem wrócić. Popatrzyła znacząco na Suzie.

Aha, to o to chodzi — roześmiała się. Wolałabyś to zrobić mają za sobą dobrego pracodawcę, który nie wywali cię na zbity pysk za to że wprowadzisz na świat nowego obywatela. No tak, masz rację. To całkiem sensowny pomysł. Ale kto się będzie zajmować dzieckiem potem? Planujesz mi otworzyć kącik zabaw w gabinecie?

Nie. Są przecież przedszkola i żłobki. No i może moja mama przyjedzie się trochę przydać na coś — westchnęła. Rodzice Ann mieszkali w innym stanie, ale ojciec niedawno umarł i miała wszelkie powody do tego, żeby czuć się samotną. Tak można przypuszczać. Ale czy na pewno będzie chciała opuścić na dłużej miejsce sobie znane? Suzie popatrzyła na wysoką półkę na przeciwko z zadumą, jakby miała się tam zaraz pojawić jakaś odpowiedź.

No tak. Każdy orze jak może. Moi rodzice nie żyją — Suzie wstała żeby podejść do okna. Popatrzyła na światła miasta igrające w dole. On umarł na raka jelita a ona tak go kochała, że nie mogła się bez niego obejść no i odeszła.

Pewnie dlatego tak ci brakuje poważnego związku — Ann ściszyła głos.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 5.46
drukowana A5
za 13.6