E-book
20.48
drukowana A5
38.27
Cienie istnienia

Bezpłatny fragment - Cienie istnienia


Objętość:
239 str.
ISBN:
978-83-8221-539-7
E-book
za 20.48
drukowana A5
za 38.27

Książkę dedykuję Tej, która pomogła wstać z kolan. Dzięki której wstaje każdego dnia i walczę na nowo. Dla Ciebie moja kochana perełko.

Rozdział 1

Gdy nadejdzie zmierzch

Od niepamiętnych czasów niewielkie miasteczko Aragona było spokojne i bezpieczne. Wyglądało ono niczym bajkowy raj. Otoczone było górami i lasami. W środku lasu był strumyk z szarymi, dużymi kamieniami, po których biegali młodzi magowie rządni zabawy. Jednak miasteczko nie świeciło zwykłym światłem, lecz magią, gdyż osiedlali się tutaj głównie Loanie i Luumurdzi. Loanie byli czarnoksiężnikami z pokolenia na pokolenie, Luumurdzi zaś byli nazywani tak, ponieważ były to osoby nie w pełni potrafiące władać magią, dlatego, że w ich rodzinie pojawiał się człowiek. Aragona składała się głównie z zamków i dworków, gdyż w dawnych czasach osiedlali się tutaj rycerze i szlachta — mniejszych i większych rozrzuconych wzdłuż rzeki, do której wpadał leśny strumyk. W Aragonie życie płynęło spokojnie i bez żadnych zmartwień, jednak…

Wszystko zmieniło się wtedy, gdy przeprowadził się tutaj ród Draconis. W skład rodziny wchodzili Ragavan Azazel Draconis, który pracował w jednym z departamentów Resursy, jego żona Selene Anastasis Velanis oraz ich dzieci — Azazel Eredin Draconis, który był synem Ragavaine z pierwszego małżeństwa i ich mała córeczka Arabelle Lilith Velanis Draconis.

Pewnego dnia mieszkańcy zobaczyli jak Ragavan ubrany w czarną pelerynę biegnie szybko w stronę domu, a za nim podąża kilku policjantów ubranych w fioletowe mundury z symbolem nietoperza na sercu. Wbiegł do domu i spojrzał na żonę. Ta wiedziała co ma robić. Kochała, lubiła lub może akceptowała swego męża mimo jego wielu wad jak: wrogość do Luumurdów, surowość, brak litości czy bezwzględność i życie z nim. Wiedziała, że nie prowadził uczciwych interesów i wiedziała, że kiedyś będzie musiał za to zapłacić. Kiedy strażnicy wbiegli do domu mężczyzna z założonymi rękami czekał na nich. Został aresztowany i wysłany do więzienia dla najgorszych czarnoksiężników — Tenebrarum, którego nikt żywy nie opuścił.


Minęło kilka lat, a dokładnie pięć. Arabelle miała już dziesięć lat, a Azazel dwadzieścia pięć. Wtedy to tez dowiedzieli się, że ich ojciec uciekł. Nie wiadomo jakim cudem przedarł się przez pilnie chronione mury więzienia i przepłynął przez wody, które go otaczały z każdej strony. Azazel dowiedział się od matki, gdzie przybywa Ragavan i udał się tam. Jednak został świadkiem strasznego wydarzenia. Strażnicy prowadzili jego ojca, a jeden z nich trzymał w ręce broń. Z daleka widać było, że był to sztylet lub miecz. Nagle Ragavan wyrwał się i zaczął uciekać.

— Farmigo! — usłyszeli krzyk i zobaczyli jak jakiś czarnoksiężnik z bronią w ręku celuje do uciekiniera i trafia go w serce.

Azazel jęknął, a strażnicy podbiegli do Farmigo i Ragavaine. Czarnoksiężnik miotał się i przeklinał tego, który go zranił. Strzelec podbiegł do zbiega i pochylił się. Jednak ten złapał go i zaczął dusić, ale policjant miał na tyle zdrowy rozsądek, że wyjął z kieszeni mały nóż i znów wbił go w ciało, lecz trafił w serce Draconisa.

— Severdan nic ci nie jest? — pytano, a Azazelowi dźwięczało w uszach tylko jedno” Farmigo Severdan”.

— Nie zadziera się z rodem Draconis. — szepnął i spojrzał na ciało ojca.

Z czasem jednak Selene również opuściła swoje dzieci i pozostawiła je samych sobie. Azazel nigdy nie zapomniał miny Severdana i przysiągł za nim zemstę. Po pierwsze za odebranie ojca, a po drugie za złamanie życia Selene, jego przyrodniej siostrze Arabelle i sobie.

Nikt w całym środowisku czarnoksiężników czystej i pół-krwi nie miał takiego poważania jak Azazel Draconis. Był to szanowany członek tej społeczności odkąd jego moc wzrosła do takiego stopnia. Zajął w Resursie miejsce ojca i zdobywał nowych zwolenników. Nikt nie mógł się z nim równać. Niektórzy bali się go, inni woleli być pod jego rozkazami, a inni udawali, że nie widzą jego występków.

Azazel na początku swojej kariery wykonywał posłusznie rozkazy Severdana, jednak w głowie miał całkiem inny plan, który realizował małymi kroczkami. Był postawnym i silnym czarnoksiężnikiem nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Jego czarne, zimne oczy i takie same włosy sprawiały, że wyglądał na surowego, nie znającego litości i bezwzględnego. I taki też był. Nigdy nikogo nie kochał, a jedyne czego pragnął to bogactwo i pozycja.


Azazel wyszedł z gmachu Resursy trzaskając mocno wyjściowymi drzwiami. Był bardzo zły, ponieważ znowu Severdan sprzeciwił mu się. Do przegłosowania zwolnienia potrzeba było głosów całej Rady, a ten znowu miał coś przeciwko. Azazel rozmyślał co może z nim zrobić, ale nic uczciwego nie przyszło mu do głowy. Pałał rządzą władzy i zemsty za krzywdy jakich doświadczył jego ojciec i nie mógł pozwolić, by zawsze krzyżowano mu plany. Nagle usłyszał za plecami głos przyjaciela, którego chciał dzisiaj awansować na Ministra Bezpieczeństwa, ale przez obecnego upartego wroga w postaci Farmigo, nie udało się to.

— Azazel zaczekaj.

— A to Ty Abram. A gdzie Azrael?

— Z twoją siostrą.

— No tak. Tego można było się domyślić. — uśmiechnął się Draconis. — Jeszcze trochę i zostaniemy rodziną. Ale dobrze, że Cię widzę. Jednak mam złą wiadomość. Dzisiaj znowu wniosek odrzucono.

— Farmigo Severdan?

— Tak. Jednak zdecydowałem, że musimy się go pozbyć raz na zawsze. Nie może nam wchodzić w paradę.

— Wyrzucisz go?

— Rada może zacząć zadawać pytania. Poza tym nie chcę się na razie narażać Cepheusowi. A ja chcę się go pozbyć raz na zawsze. Trzeba go usunąć i to trwale, by nigdy nie powrócił, a kiedy wstąpię do Rady jako jej przewodniczący nikt się nam nie sprzeciwi. Prawo zawsze będzie stało po mojej stronie.

— Chcesz go zabić?

— Już wystarczająco długo powstrzymuję się przed przejęciem Resursy. Muszę przede mną drżeć. Mój plan nie może być ciągle odkładany. Czas zacząć działać przyjacielu. Czas, by Loanowie odzyskali należne im miejsce w społeczeństwie. — powiedział to dumnie, dobitnie i z uśmiechem na ustach, a Abram — jak zawsze — zgodził się z tym.

Abram Lacerto był przyjacielem Azazela od kilku już lat. Był bardzo surowy, niesprawiedliwy i wymagający. Długie, ciemne włosy przysłaniały mu bladą twarz, lecz nie zakrywały ciemnych, zielonych, zimnych oczu. Nie było bardziej przekupnego czarnoksiężnika niż właśnie Abram, jednak, co do Azazela potrafił zachować się jak wierny pies. Draconis chciał przejąć Resursę, wprowadzić swoje zasady i prawo i otoczyć się Ministrami zupełnie mu oddanymi, a takim był Abram. Czarnoksiężnik uśmiechnął się i zatarł dłonie. Wiedział, co się niedługo stanie z Farmigo i reszcie mu podobnych. Od najmłodszych lat śnił swój sen i teraz mógł go powoli zacząć wprowadzać w życie.

Oboje spokojnym krokiem ruszyli do zamku Draconisa, który znajdował się na północy Aragony pod samym lasem.


Tymczasem Azrael i przyrodnia siostra złego do szpiku kości Azazela wrócili ze spaceru. Azrael nie był tak zły jak jego koledzy. Poznał Azazela w szkole i jakoś tak wyszło, że zaprzyjaźnili się. Potem poznał Arabelle i zupełnie się zmienił. Dziewczyna na początku nie chciała mieć z nim jakiś bliższych kontaktów, gdyż myślała, że jest on taki jak jej brat — okrutny, zimny i nieczuły, ale on był zupełnie inny.

Arabelle Lilith Velanis Draconis był przyrodnią, młodszą siostrą Azazela, jednak nie chciała by wszyscy o tym wiedzieli. Nie była do niego podobna i z wyglądu i z charakteru. Miała długie czarne włosy i brązowe oczy. Była niewysoka, ale szczupła i zawsze chodziła w butach na wysokich obcasach. Miała ładny uśmiech i ten właśnie uśmiech tak oczarował Azraela. Z natury była miła, dobra i uśmiechnięta, jednak jej brat skutecznie zatuszował te cechy, a na ich miejsce wszczepił nowe: złość, surowość, nienawiść i zemstę. Ubierała się zawsze w czarne sukienki ozdabiane koronkami. Włosy upinała bardzo rzadko. Przeważnie miała rozpuszczone, które kręciły się jej na wszystkie strony. Chodziła z gracją odpowiednią do czarownicy na jej stanowisku.

Azrael Narcisio Vanadan miał również ciemne włosy, cudowne, wesołe oczy koloru brązowego i dosyć często się uśmiechał. Gdy był przy niej wyglądał na szczęśliwego i zadowolonego z życia, ale gdy tylko jej nie było stawał się smutny, nieszczęśliwy i ranił wszystkich dookoła swoją oschłością i surowością. Był kilka centymetrów wyższy niż Arabelle i szczupły. Jednak to nie cechy fizyczne na początku znajomości Arabelle z Azraelem przeszkadzały Azazelowi, ale wiek. Arabelle była młoda i zaledwie skończyła magiczne nauki. Miała dwadzieścia lat, a Azrael już dawno zapomniał, co to znaczy chodzić do szkoły. Różnica pomiędzy nim, a jego dziewczyną wynosiła piętnaście lat.

Weszli do domu i usiedli obok siebie. Dziewczyna była trochę zmęczona takim długim chodzeniem, że od razu przytuliła się do Azraela i zamknęła oczy. Chłopak uśmiechnął się i pogładził ją po policzku.

— Kocham Cię.

— Ja Ciebie też. — szepnęła i uśmiechnęła się lekko. — Ale nie rób tego, co będzie kazał ci zrobić Azazel. Z tego będą kłopoty, a ja nie chce odwiedzać Cię w więzieniu.

— Nie będziesz. — powiedział, ale nagle drzwi otworzył się i wszedł Abram, który razem z przyjacielem dotarli do dworku na północy.

— Azazel Cię wzywa. — oznajmił, a Arabelle spojrzała na ukochanego smutnym wzrokiem. — Natychmiast.

— Przepraszam. — zwrócił się do dziewczyny, a potem spojrzał na kolegę. — Już idę.

Chłopak szybkim krokiem udał się do pokoju Azazela. Narada musiała być naprawdę krótka, bo wrócił po chwili i zabrał ze sobą Arabelle. Gdy wysłuchała słów brata była zaskoczona. Azazel był zły, ale nie myślała, że będzie on w stanie kogoś zabić. Wiedziała, że jako czarnoksiężnik czystej krwi był również obdarzony pewną mocą.

— Liczę na Ciebie Arabelle. — usłyszała jego głoś przepełniony radością. — Wiesz, że jesteś najdroższą mi osobą. Nie zawiedź mnie siostro.

Azazel miał też plan, że wszyscy którzy należeli i należeć będą do jego sojuszniczej armii muszą nosić pewien znak. Sygnet na palcu i wisiorek. Był to pozwijany wąż, a otaczał go następujący napis: „” wierni i oddani w imię sprawiedliwości „”. Jednak nie było żadnej sprawiedliwości. Azazel robił wszystko, by podporządkować sobie świat magów i wytępić tych, który bratają się z ludźmi. Uważał, że to hańbi jego rasę i nie może tak dalej być. Uważał, że jest jedynym, który może to powstrzymać. Jako czarnoksiężnik czystej krwi nosił szlachecki tytuł hrabiego, ale druidów uważał za niegodnych czegokolwiek. Druidzi nie używali magii, gdyż nie mieli żadnej mocy, potrafili tylko przygotowywać napary i leczyć ziołami i takie właśnie osoby były najczęściej nazywane Luumurdami.

W pokoju siedziało dużo osób, niektóre Arabelle znała osobiście, inne tylko z widzenia. Byli to tylko ci z nieskalanym drzewem genealogicznym, którzy nazwali swoją rasę Loanami — czystymi. Natomiast tych, którzy urodzili się w wyniku połączenia czarnoksiężnika z człowiekiem nazywano Luumurdami lub druidami — brudnymi, niegodnymi, nie posiadającymi specjalnej siły i tytułów.

— Dobrze. — odpowiedziała z ciężkim sercem i wyciągnęła rękę do brata.

Ten uśmiechnął się i włożył jej na palec sygnet. Wyglądał jak zwykła pieczęć, ale atrament miał jakimś dziwny dodatek, który wdzierał się w skórę i zostawiał po sobie pamiątkę. Spojrzała na Azraela, a ten pogładził jej zaczerwienioną lekko rękę. Spuścił wzrok na ziemię i nie mówił nic. Lecz widać było, że był ogromnie zafascynowany słowami Azazela. Arabelle spojrzała na sygnet na palcu i pomyślała: „” Przecież to twój brat. Nie możesz się go wypierać „”. Nie wiedziała jednak, że tego co zrobiła będzie bardzo żałować. Nie była świadoma, że właśnie w tym momencie sama wydała na siebie wyrok.

— A teraz niech każdy z was spełni swoje przeznaczenie. — powiedział wesołym tonem, a jego sprzymierzeńcy ruszyli, by dokonać krwawych łowów.

Tego dnia wysłannicy Azazela robili co chcieli. Mieli określone zadanie — wytępić wszystkich, którzy byli z linii Luumurdów. Świat czarnoksiężników miał stać się czysty i wolny od jakiejkolwiek skazy.

Azazel, Arabelle i Azrael udali się do domu Farmigo Severdana, starszego czarodzieja. Dziewczyna słyszała głos Ministra, jego żony i śmiejących się dzieci. Czuła, że nie powinna tego robić jednak nie mogła zdradzić ukochanego i brata. Byli dla niej tacy dobrzy, ufali jej. Nie mogła być inna, a przecież to Luumurdzi z nim na czele zabili jej ojca i zabrali dzieciństwo. Nagle drzwi otworzyły się, a Arabelle weszła pierwsza. Za nią wkroczyli Azrael i Azazel. Kobieta krzyknęła do dzieci, żeby uciekały na górę jednak wystarczył tylko jeden ruch Draconisa, jedno słowo i było po wszystkich. Ten uśmiechnął się i skierował wzrok na wstrząśniętą kobietę. Szturchnął Azraela, a ten złapał ja i przycisnął do ściany.

— Mogliście się nie mieszać do naszych spraw. — szepnął. — Amiss…

Kobieta złapała się ostatkiem sił za serce i poczuła, że przepełnia je niemiłosierny ból, ale potem nastał błogi spokój. „Amiss” było jednym z najgorszych zaklęć śmiertelnych. Nie tylko miało za zadanie uśmiercić ofiarę, ale i przed tym zadać jej potworny ból. Azrael puścił ją i spojrzał na Severdana.

— Trzeba było akceptować moje wnioski. — zaczął Azazel krążąc wokół leżącego na podłodze, zrozpaczonego śmiercią żony i dzieci Farmigo, jednak nie mógł nic zrobić, gdyż Arabelle trzymała nad nim kontrolę.

Jedną rękę miała nad jego głową, a drugą nad sercem. Znała każde jego uczucie, każdą myśl. Jednak on nie potrafił wyzwolić się z tej mocy. Dziewczyna wykorzystywała silne zaklęcie tak jak i jej ukochany. Czarownice i magowie — bardzo źli — znali dużo zaklęć przysparzających cierpienia, bólu, smutku i podobnych uczuć, lecz były najgorsze jak właśnie Amiss, Lenta Patium i Imperium. Pierwsze zabijało bardzo boleśnie, drugie przysparzało niemiłosiernego cierpienia, a trzecie pozwalało kontrolować ofiarę katując ją bardzo mocno.

— Aaa… za… zel… — szeptał Severdan niczym opętany.

— Teraz już na to za późno. Zawsze byłeś przeciwko mnie. Zawsze musiałeś pokrzyżować mi plany, ale ja się nie poddaje i zawsze wygrywam. Pamiętasz jak zabiłeś mojego ojca? — zapytał, a dygoczący z bólu mężczyzna pokiwał głową. — Nie myślałeś wtedy o tym, że on też ma dzieci i że pewnego dnia dzieci pomszczą go. Nie byłeś świadomy jaką klątwę na siebie nałożyłeś.

— Ale… — szepnął, a Arabelle rozluźniła uścisk. — Ale ja tego nie chciałem. On uciekł z więzienia… Musiałem…

— Na darmo się tłumaczysz. Ja tam wtedy byłem i widziałem wszystko.”” Farmigo nic ci się nie stało? „” — zapytał z ironią w głosie. — A Ty odpowiedziałeś, że nie i uśmiechnąłeś się. Byłeś taki radosny, że go zabiłeś. — zakończył ostro i spojrzał na siostrę. — Arabelle wiesz co robić.

— Arabelle przecież Ty taka nie jesteś. — szepnął patrząc jej w oczy. — Nie jesteś zła… Nie pozwól zniszczyć sobie życia moją śmiercią. Nie jesteś mordercą.

— Nie wiesz jaka jestem. — dodała po chwili. — Zraniłeś mojego brata, matkę, gdy odebrałeś jej ukochanego, zepsułeś mi dzieciństwo. Teraz prosisz o wybaczenie i przekonujesz mnie, że nie powinnam Cię zabijać.

— Nigdy nie jest za późno na wybaczenie i proszenie o nie.

— Teraz akurat jest.

— Arabelle, ale ja prze…

— Amiss. — padło z jej ust, a po chwili Farmigo Severdan zamilkł i był już martwy.

Azrael podszedł do niej, wziął ją za rękę i wyszli. Azazel słysząc krzyki i piski przerażonych Luumurdów uśmiechnął się zadowolony.


Następnego wieczora świat przewrócił się do góry nogami. Aragona spłynęła krwią. Z cichego, spokojnego miasteczka, gdzie żyło się dobrze stało się najgorszym miejscem na świecie.

Azazel był nareszcie nazywany przez wszystkich potężnym. Znano jego moc, nie tylko czarów ale też moc jaką wywierał na innych by mu służyli. Kłaniano mu się, a Luumurdzi uciekali, gdzie tylko mogli. Nie było nikogo, kto potrafiłby go powstrzymać. Nikogo. Coraz to nowe informacje na temat śmierci Luumurdów obiegały miasteczka, gdzie mieszkali. Ten uważany za zaginionego, inny znaleziony martwy, a jeszcze inny podobno gdzieś uciekł. Jednak Azazel czuł, że nie jest tak jak chciał. Czuł, że zbyt wielu jeszcze nie czuje przed nim szacunku. Miał plan, by wprowadzić prawo wyjątkowe tylko dla Loan.

Tego samego dnia udał się do Resursy. Szybko zwołał Radę. Razem z nim był też Abram, którego kandydaturę odrzucano kilka razy. Ministrowie siedzieli przestraszeni tym, co się działo w nocy. Tylu druidów i tyle czarownic straciło życie. Azazel nie akceptował nawet tych, którzy majac czystą krew i magiczną moc bratali się ze zwykłymi śmiertelnikami.

— Witam was przyjaciele.

— Azazel… A gdzie jest Fermigo? — zapytał jeden z nich.

— Nie żyje. Zginął razem ze swoją żoną i dziećmi. Ale nie czas na głupoty. Składam wniosek, abym to ja zajął jego miejsce Ministra Głównego. — mówił pewnym tonem. — Jeżeli ktoś z was się z tym nie zgadza może odejść z posady. — zakończył i rozejrzał się, ale żaden Minister nie drgnął nawet z miejsca. — Widzę, że wiecie czym grozi sprzeciwienie mi się. — powiedział i zaśmiał okrutnie.

Nagle Azazel spostrzegł, że jeden z Ministrów, a mianowicie Ivano Seransa drży ze strachu. Uśmiechnął się i wyciągnął palec w jego stronę.

— Dlaczego widzę taki strach w twoich oczach Ivano?

— Zdaje ci się… panie… — dodał, a niektórzy Ministrowie spojrzeli na niego zaskoczeni, bo nikt jeszcze nie zaczął mówić do Draconisa „” panie „”.

— Wiem, że jesteś z linii Luumurdów. Drżysz z obawy o rodzinę, dlatego mam dla Ciebie propozycję, a wy ją przegłosujecie. Odejdziesz z Resursy, wyjawisz wszystkie tajemnice Abramowi, a w zamian za to możesz być spokojny o rodzinę i życie. Jeżeli nie, skończysz jak Fermigo. Wybór należy do Ciebie.

Ten nie czekając długo wstał i przy wszystkich zrzekł się swojego stanowiska i zaproponował jako następcę Abrama, a Rada w mgnieniu oka zaakceptowała to. Potem udał się na pogawędkę z następcą, a następnego dnia zniknął z życia Aragony.


I kiedy Azazel tworzył świat o jakim zawsze marzył, jego przyrodnia siostra siedziała w swoim pokoju i czekała na chłopaka. Kiedy drzwi się otworzyły była pewna, że to on, jednak spotkała ją niespodzianka. Był to jej ojciec chrzestny — czarnoksiężnik z linii Luumurdów, co oznaczało, że jedno z jego rodziców było człowiekiem lub tylko druidem, o którym jednak nikt z otoczenia jej brata nie miał pojęcia. Jego twarz wyglądała potwornie. Oczy miał podpuchnięte, ubrania podarte i zakrwawione ręce. Dziewczyna spojrzała na niego nieco przerażona.

— Co ci się stało Aramir?

Aramir Silvan Auriga był znajomym jej matki, a raczej dobrym przyjacielem i należał do linii tych, którzy teraz mieli bardzo ciężkie życie. Dziewczyna miała z nim dobry kontakt. Był to czarnoksiężnik samotny. Nie miał żony i dzieci, a wszystko co miał chciał oddać ukochanej chrzestnej córce. Prowadził własną bibliotekę w oddalonej o kilkadziesiąt mil Fronterze. Miał czarne włosy i brązowe oczy. Był niewysoki, ale szczupły i przystojny. Arabelle lubiła go nie pozwoliłaby go skrzywdzić za żadne skarby świata. Jednak jej brat o tym nie wiedział. Jej matka — Selene — zawsze powtarzała jej, że ma ogromne szczęście mając Aramira za ojca chrzestnego. Selene okłamała Ragavaine, gdy poprosiła Aramira, by został ojcem chrzestnym jej córki. Powiedziała mu, że jest on Loanem, a naprawdę był Luumurdem. Jednak był pierwsza miłością Selene i po jej zamążpójściu stał się tylko jej najlepszym przyjacielem. Jego matka pochodziła z Hiszpanii, a dokładniej z Saragossy i była tylko zwykłą druidką nie posiadającą żadnej mocy. Jego ojciec był Amerykaninem i czystej krwi czarnoksiężnikiem, lecz stracił głowę dla tej dziewczyny. Azazel nigdy go nie poznał i nie widział. I lepiej, że tak właśnie się stało.

— Co się stało? — zapytała ponownie dziewczyna.

— Azazel wydał prawo, iż każdy kto jest Luumurdem ma udać się na spis. Ja nie poszedłem i jeden z nich złapał mnie, ale jakoś się im wymknąłem i uciekłem. — podszedł do niej i złapał ją za rękę, a jego oczom ukazał się sygnet. — Arabelle coś Ty zrobiła…

— Nie mam wyboru. On i tak zbyt wiele ode mnie żąda. Albo powiem tak i robić, co mi każe, albo mogę zacząć uciekać jak wy.

— Dziecko nie tak powinno wyglądać twoje życie.

— Aramir, co ja mogę zrobić? On jest silny, silniejszy niż ja.

— Pomóż mi, a ja postaram się pomóc Tobie.

— Oczywiście. Nawet nie musisz o to prosić Nie dam Cię skrzywdzić. Chodź. — powiedziała i zaprowadziła go do innego pokoju.

Miała chwilę czasu, by zobaczyć ilu strażników wysłanych przez Azazela stało pod ich domem, ale na szczęście nie było żadnego. Gdy jej ojciec chrzestny przebrał się, ta podała mu czarny płaszcz.

— Muszą uwierzyć, że to nie Ty.

Wzięła go pod rękę i wyszła. Kiedy mijali jakieś straże ta uśmiechała się do nich, a z racji, że była siostrą samego Azazela Draconisa nikt nie śmiał jej zatrzymać. Kiedy doszli do pociągu, który miał odjechać do Frontery dziewczyna przytuliła się do ojca chrzestnego i szepnęła :

— Niedługo się zobaczymy.

— Oby kiedyś się to skończyło.

— Skończy się.

— Dziękuję ci Arabelle. Jesteś cudowną córką chrzestną. Szkoda, że twoja matka nie widzi Cię teraz. Taka silna, mądra, czasami błądzisz, ale w końcu znajdziesz własna drogę. — powiedziawszy to wsiadł do pociągu, a dziewczyna wróciła do domu.

Kiedy otworzyła drzwi do swojego pokoju zobaczyła tam czekającego chłopaka. Na stole leżał bukiet kwiatów, a obok niego karteczka i małe pudełeczko. Dziewczyna uśmiechnęła się.

— Mam dla Ciebie prezent. Otwórz je. — powiedział i podał jej pudełeczko.

— A co to takiego? — zapytała z uśmiechem na twarzy.

— Wyjdziesz za mnie?

Arabelle zamilkła na moment. Nie wiedziała, że Azrael chce się jej oświadczyć i przez chwilę przez myśl jej przebiegło, że nie jest na to gotowa, ale gdy otworzyła pudełeczko i zobaczyła przepiękny pierścionek z czarnym szmaragdem i potem spojrzała na niego zestresowanego chłopaka, nie miała żadnych oporów. Podeszła do niego i pocałowała.

— Tak.

— Jedno słowo, a tyle radości. — odpowiedział.

— Musimy tylko ustalić termin.

— Dla mnie może być dzisiaj. — odrzekł i przytulił ją mocno.

— A może tylko mieszasz mi w głowie takimi słodkimi słówkami? — zapytała z przekorą.

— Jak możesz tak myśleć? Obiecuję ci, że nigdy nie przestanę Cię kochać, a choćbym miał czekać na Ciebie setki lat — poczekam. Jesteś jedyną, tą jedyną. A już niedługo staniesz się panią Vanadan.

Dziewczyna uśmiechnęła się, ale zaraz przypomniała sobie o sygnetach jakie widniały na palcach każdego z nich. Gdy Azazel straci potęgę i władzę pierwsze co się stanie to Rada ześle ich do tego potwornego więzienia Tenebrarum. Jak będzie wyglądać ich życie? Teraz razem, a potem całe lata osobno? Nie…

— A co z tym? — wskazała na sygnet, który wtopił się w jej palec i żadne zaklęcie nie było w stanie go zdjąć.

— Tym się nie zamartwiaj. Azazel jest przecież potęgą. Nikt go nie obali. Zaufaj mi.

— No dobrze.


Lecz z każdym następnym dniem Azazel zdobywał wielu nowych sojuszników, a miasteczka, w których mieszkali Luumurdzi pustoszały. Ich miejsca zajmowali Loanowie. Jednak Arabelle nie uczestniczyła już w żadnej zbrodni. Nie chciała się do tego mieszać. Z dnia na dzień czuła coraz to większe wyrzuty sumienia — nie tak wychowała ją mama i nie tego uczył ją chrzestny ojciec. Brat chciał ustanowić ją jedną z Ministrów, ale ta nie była zainteresowana. Coraz to bardziej bała się o narzeczonego, który oczarowany pozycją Draconisa robił wszystko, by tylko mu się przypodobać.

Pewnego dnia Draconis zwołał wszystkich swoich przyjaciół. Zasiadali oni przy wielkim stole i każdy wysłuchiwał jakie zadanie go czeka, czyli kogo trzeba zabić i co planuje dalej Azazel. Azrael jako narzeczony Arabelle i najbliższy przyjaciel wielkiego przywódcy siedział po jego prawej stronie. Lewe miejsce zajmowała Arabelle. Jednak teraz spóźniała się trochę. Nagle usłyszeli na schodach stukot obcasów jej butów, a dziewczyna weszła do sali spokojnym krokiem i przeprosiła za spóźnienie. Usiadła na miejscu. Nagle na stół opadło ciało pewnego pracownika Departamentu Sprawiedliwości, który nie zdołał uciec przed Loanami. Był to dosyć bliski przyjaciel jej ojca chrzestnego, który pomógł mu założyć bibliotekę. Arabelle zrobiła się blada i poczuła, że łzy napływają jej do oczu. Jednak w porę się powstrzymała.

— Jak wszyscy widzicie mamy tutaj przedstawiciela tej hańbiącej naszą rasę gałęzi. Luumurd. Zdążył wywieść żonę i dziecko, ale to zadanie już komuś przydzieliłem. — zakończył i kiwnął głową na jakieś siedzącego daleko Loana.

— Błagam…

— Tylko tyle potraficie! — krzyknął jeden z zebranych.

— Chcieliście mieć prawa na równi z nami, ale na szczęście są tacy jak ja. — dodał z dumą Azazel. — Zaprowadzę porządek na tym świecie. Jednak dalej nie chcesz zdradzić mi tajemnicy. Zapytam jeszcze raz. Gdzie i kto z Loanów znajduje się w więzieniu Tenebrarum?

— Ja… ja nie mogę…

— Daję ci ostatnią szansę. Jeżeli nie powiesz zginiesz, więc dobrze to przemyśl.

— Ale… ale gdy powiem to… to puścisz mnie?

— Więc mów.

— Jest tam kilku, ale teraz Tenebrarum przepełnione jest Luumurdami. — wyrzucił z siebie ostatkiem sił.

— Skoro tak. — szepnął i już miał go uśmiercić, gdy zobaczył, że Azrael patrzy na Arabelle, a ta siedzi nieco przerażona i jakoś dziwnie się zachowuje.

Dziewczyna spojrzała na ledwo żyjącego czarnoksiężnika i przypomniała sobie go, gdy jeszcze odwiedzał ją razem z Aramirem. Był zawsze taki radosny, a teraz… Jednak ten do tej pory jej nie widział. Przewrócił się na drugi bok i utkwił swój wzrok na niej.

— Arabelle nawet Ty… — spojrzał na jej palec z sygnetem.

— Takie czasy. — odparła twardo czując na sobie przeszywający wzrok brata.

Ten, gdy usłyszał taka odpowiedź uśmiechnął się i położył jej swoją dłoń na ramieniu. Był z niej taki dumny. Wiedział, że gdyby on wpadł w tarapaty to ona mu pomoże, że go zawsze uratuje.

— Arabelle… Proszę…

Azazel uśmiechnął się jeszcze raz i spojrzał na błagającego Luumurda. Czuł do niego wielkie obrzydzenie jak i reszta zebranych. Wszyscy z wyjątkiem właśnie Arabelle. Azrael wyczuł, że dziewczyna nie chce nikogo zabijać.

— Siostro zrób temu Luumurdowi przysługę i naszej rasie.

Ta kiwnęła głową, ale z całego serca nie chciała zabijać tego biednego Ewana. Azrael widział ten niepokój w jej oczach, dlatego postanowił zainterweniować.

— Azazel pozwól mi to zrobić.

— Nie! Arabelle musi udowodnić, że ma twarde serce i że nie da się jej złamać błaganiem i łzami.

— To twoja siostra. — szepnął Azrael.

— Więc nie będzie miała z tym żadnych trudności. — odparł i spojrzał na Arabelle.

Dziewczyna spojrzała na resztę zebranych. Jedni patrzyli na nią, inni czekali na ten moment, a jeszcze inni uśmiechali się. Ta spojrzała na ukochanego, jednak nawet się nie uśmiechnęła. Podniosła powoli rękę i skierowała ją na serce Ellena. Zacisnęła zęby i zebrała w sobie całą odwagę jaką miała. Spojrzała ostatni raz na mężczyznę i szepnęła :

— Amiss… — spuściła wzrok i nie patrzyła na niego.

Po chwili krzyk ucichł. Nie było już nic. Nastała cisza. Poplecznicy Azazela zaśmiali się i jeden po drugim zaczęli pluć na ciało. Dziewczyna wstała i wyszła. Azrael wybiegł za nią. Wiedział, że ona nie nadaje się do zabijania, a Azazel chcąc mieć pewność, że siostra w zupełności go popiera kazał robić jej takie potworne rzeczy.

— Arabelle ja z nim pogadam.

— Nie.

— Czemu nie chciałaś go zabić? To Luumurd. Sama mówiłaś, że Loanowie zasługują na więcej.

— Może, ale ja… Wiesz kto to był? — zapytała smutno patrząc na niego, a on pokiwał przecząco głową. — To był najbliższy przyjaciel mojego ojca chrzestnego. Jak ja mam mu teraz spojrzeć w oczy, co?

— Kochanie, ale skoro twój ojciec chrzestny przyjaźni się z Luumurdami to znaczy, że… — przerwał i przytulił ją. — To znaczy, że jest jednym z nich.

— Tak, ale Azazel nie może się o tym dowiedzieć.

— Oczywiście, obiecuję, że nic mu nie powiem.

Nikt tak jak Azrael nie potrafił pocieszyć Arabelle. Dziewczyna wiedziała, że jeżeli nikt nic nie zrobi to rasa Luumurdów upadnie i zginie, a tego przecież nie chciała większość loańskiego społeczeństwa. Czarownica przypomniała sobie szept ojca chrzestnego i poczuła, że po jej policzkach płyną łzy.

— Czemu płaczesz?

— Aramir… on mi ufał… ja tak dalej nie chcę.

— Obiecuję ci, że od dzisiaj nie będziesz nikogo zabijać.

— Ty też?

— Ja też. — oparł szybko. — A jeżeli będziesz chciała możemy wycofać się z tej wojny. To nie my ją zaczęliśmy i nie jest dla nas. Chodź. — powiedział i wziąwszy ją za rękę odeszli sprzed niegdyś domu Arabelle, gdzie teraz odbywały się spotkania Loan.

Nagle usłyszeli za nimi wołanie. Odwrócili głowy i zobaczyli, że od jakiegoś czasu Abram podąża za nimi. Zaczekali, by ich dogonił. Chcieli wiedzieć z jakiego powodu ten pościg.

— Azazel ma dla was zadanie.

— Jakie? — zapytał Azrael.

— Musicie zabić kilku uciekinierów. Nasi zwiadowcy ich złapali.

— A Azazel nie może tego zrobić? — zapytała i nagle poczuła zimną dłoń na swoim ramieniu i ostre paznokcie, które wbijały się mocno w jej ciało, a gdy się odwróciła zobaczyła swojego brata.

— Nie mogę, bo wy od tego jesteście.

— Nie będę nikogo zabijać! — Arabelle podniosła głos, a jej brat stał chwilę w ciszy.

— W takim razie… — szepnął po chwili namysłu i wyciągnął rękę w kierunku Azraela. — Ami… — zaczął, ale przerwał szybko, gdyż Arabelle zasłoniła swoim ciałem ukochanego.

Abram stał zaskoczony, a Azrael spojrzał zdenerwowany na przyjaciela. Nie wiedział, że ten potrafiłby własną siostrę wydać na poświęcenie. Arabelle powoli otworzyła oczy i zobaczyła uśmiechającego się Azazela. Poczuła w sobie wielką złość, jednak miała już plan.

— Więc tylko na tyle nas cenisz? Potrzebujesz nas do wykonywania poleceń, jak psy.

— Źle to pojmujesz. Ale nikt nie może mi powiedzieć” nie”, a zwłaszcza Ty. Jesteś moją siostrą i jak sama pamiętasz słowa matki” rodzina jest najważniejsza”. I ostrzegam, że jeszcze jedno nie, a twój kochanek zginie. — szepnął jej prosto do ucha.

Nic już nie odpowiedziawszy wzięła narzeczonego za rękę i odeszli w stronę budynku, gdzie przetrzymywani byli Luumurdzi.

Weszli oboje do budynku a ich oczom ukazał się straszny widok. Kilkudziesięciu niewinnych czarnoksiężników przetrzymywanych było tutaj. Arabelle weszła do jednego z pomieszczeń. Zobaczyła tam młodego chłopaka, który musiał wypić truciznę, by jego ukochana bądź siostra wyszła na wolność. Z każdym łykiem ta przybliżała się do wyjścia, a on do śmierci.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 20.48
drukowana A5
za 38.27