E-book
10.92
drukowana A5
19.91
drukowana A5
Kolorowa
45.17
Ciekawe, niezwykłe, zastanawiające część 1

Bezpłatny fragment - Ciekawe, niezwykłe, zastanawiające część 1


Objętość:
127 str.
ISBN:
978-83-8245-088-0
E-book
za 10.92
drukowana A5
za 19.91
drukowana A5
Kolorowa
za 45.17

Przedmowa

Niniejsza książka nie jest typową książką popularnonaukową. Po pierwsze — jak na książkę tego typu — nie wyczerpuje zadanego przez siebie tematu. Dotyka go tylko powierzchownie, próbując nakreślić dla Czytelnika obraz, który będzie dla Niego — zgodnie z tytułem — ciekawy, niezwykły, zastanawiający… Ma być dla niego inspiracją, dla której warto poświęcić swój czas, pasją, która wypełni życie, nie pozwoli na nudę. Stąd też drugi powód, aby uważać ją za nietypową: Tematy zawarte w tej książce, w jej poszczególnych częściach, nie odnoszą się tylko do nauki, ale daleko wybiegają poza tę klasyfikację. Bardziej jest to podzielenie się wiedzą, pokazanie różnych aspektów życia i świata. Jest to próba poszerzenia naszego światopoglądu, mentalności i duchowości.

Oddajemy do rąk Czytelnika pierwszą część książki, głęboko wierząc, że tematy w niej zawarte staną się źródłem, z którego będzie czerpać inspirację dla pasji i osobistego rozwoju we wszystkich sferach swojego życia.

Prawa Murphy’ego, czyli o tym, jak nasze powiedzenie może zrobić karierę światową

Nie często zdarza się by czyjeś prywatne, charakterystyczne dla niego powiedzenie zyskało popularność na większą skalę, gdzie byłoby powszechnie znane i używane przez innych. W naszym kraju było kilka takich przypadków, żeby tylko wspomnieć najbardziej znane: „I to by było na tyle”, „Z pewną nieśmiałością taką”, czy „Spieprzaj dziadu”.

Na świecie bez wątpienia największą karierę zrobiło powiedzenie amerykańskiego kapitana-inżyniera Eda Murphy’ego, który w latach czterdziestych XX wieku kwitował nieporadność swego pomocnika słowami: „Jeżeli jest jakaś możliwość, żeby coś zrobić źle, on to zrobi”. Słowa te pod nazwą „Prawo Murphy’ego” zapisał w swoim dzienniku kierownik projektu, a potem wykorzystał je jeden z naukowców na konferencji prasowej, oznajmiając żartem, że tak dobre wyniki ich badań osiągnęli dzięki znajomości prawa Murphy’ego i umiejętności przeciwdziałania mu.

Edward Murphy Fot: www.improb.com

Powiedzenie to, w nieco zmienionej formie okazało się strzałem w dziesiątkę. Nie było dziedziny życia, w której by prawo Murphy’ego nie ujawniało się. Szybko też zaczęły powstawać różne warianty tego prawa, jak chociażby: „Jeżeli coś może się nie udać, nie uda się na pewno”, czy „Jeśli coś może pójść źle, to z pewnością pójdzie”.

Zaczęły się także głębsze rozważania filozoficzne i analityczne oraz pojawiły się inne prawa zgodne z filozofią Murphy’ego, czyli typu „Uśmiechnij się…, jutro będzie gorzej”.

Wszystkie one krążą teraz pod wspólną nazwą jako prawa Murphy’ego. Przyjrzyjmy się więc niektórym rozważaniom na temat praw Murphy’ego:

Prawo Patriego


Jeśli wiesz, że coś może pójść źle

i podejmiesz stosowne środki zapobiegawcze,

to źle pójdzie coś innego.


***


Jeżeli wydaje ci się, że wszystko jest w porządku —

na pewno coś przeoczyłeś.


Uszczegółowienie Stewarta


Działanie prawa Murphy’ego może być

zawieszone na czas nieokreślony,

jeśli w efekcie nastąpi później

poważniejsza katastrofa.


***


Jeżeli jest jakiś gorszy moment,

w którym coś może się nie udać —

zdarzy się to właśnie wtedy.

Poza analizami i rozważaniami na temat zaczęły pojawiać się także prawa z innych dziedzin życia. Bardzo szybko bowiem zorientowano się, że przecież prawa Murphy’ego dotykają nas w życiu na każdym kroku. Nadszedł więc czas na ich zwerbalizowanie:

***


Reszta jest milczeniem…,

zwłaszcza w parkomacie.


Prawo Hofstadtera


Wszystko zawsze trwa dłużej niż się spodziewasz,

nawet jeśli uwzględnisz prawo Hofstadtera.


Prawo skrzynki narzędziowej Ackermana


Nit, śruba i nakrętka o rzadkim

i nietypowym rozmiarze,

które widziałeś za każdym razem

po otwarciu skrzynki narzędziowej,

znikają tego dnia, kiedy są potrzebne.


***


Gdy wszystko inne zawiedzie —

przeczytaj instrukcję.


Obserwacja Etorre’a


Sąsiednia kolejka przesuwa się szybciej.


Prawo Langera


Jeśli kolejka posuwa się szybko,

to stoisz do niewłaściwego okienka.

W podobny sposób można także formułować prawa na podstawie swoich doświadczeń i przemyśleń:

Prawo Sataniego


Długość trwania minuty zależy od tego,

po której stronie drzwi toalety się znajdujesz.


***

Jeżeli kobieta wydaje ci się idealna,

to na pewno coś przeoczyłeś.


Odkrycie Westheimera


Dzięki kilku miesiącom spędzonym w laboratorium,

możemy sobie czasami zaoszczędzić kilka godzin

siedzenia w bibliotece.


Prawo siły Antneny’ego


Nie rób nic na siłę,

weź większy młotek.


***


Po wyciągnięciu zawleczki

granat przestaje być twoim przyjacielem.


Prawo Chapmana


Nie bądź niezastąpiony.

Ludzie niezastąpieni nie awansują.


Prawo Owena


Jeżeli jesteś dobry,

to cała robota zwali się na ciebie.

Jeśli jesteś naprawdę dobry,

to nie dopuścisz do tego.

Poza takimi prawami, jak najbardziej praktycznymi, są też prawa natury bardziej ogólnej, opisujące zagadnienia społeczne w większej skali:

Prawo polityczne Malta


Obywatele chcą uczciwych polityków,

dopóki nie potrzebują czegoś załatwić.


Prawo Lawrence’a


Dyplomata to ktoś, kto każe ci iść do diabła,

a ty nie możesz doczekać się na podróż.


Prawo Ryana


Zgadnij trzy razy z rzędu,

a zostaniesz ekspertem.


Zasada zaprzęgu Gizzarda


Tylko pierwszy pies w zaprzęgu podziwia krajobraz.


Siódme prawo wzornictwa produktów


Nie ma takiego bubla,

który by gdzieś nie pasował.


Obserwacja Avary’ego


Nie przejmuj się upadkiem:

ważne, żebyś coś podniósł, wstając.

Wszystkie prawa i uszczegółowienia wchodzące w skład praw Murphy’ego oczywiście nie są zbiorem zamkniętym. Powstają wciąż nowe definicje, bo przecież życie jest zbyt bogate, obfituje w nowe zdarzenia i zjawiska, które z wielką przyjemnością są opisywane. Nic też nie stoi na przeszkodzie, aby samemu nie spróbować swych sił w napisaniu prawa zgodnego z filozofią Murphy’ego. Przedstawiamy poniżej kilka takich refleksji naszego autorstwa:

Z doświadczeń podejrzanego


Wszystko co powiesz może być

wykorzystane przeciwko tobie.


Im mniej więc powiesz,

tym mniej sobie zaszkodzisz.


Jeżeli nic nie powiesz,

zaszkodzisz sobie podwójnie.


Reguła złotego środka


Im życzliwszy będziesz dla ludzi,

tym bardziej cię wykorzystają.


Im mniej życzliwy będziesz dla ludzi,

tym bardziej ci zaszkodzą.


Napis z pralni chemicznej


Nigdy nie stawaj pod drzewem pełnym ptaków.


Prawo śpiączki


Akcja długiego filmu

rozkręca się dopiero wtedy,

gdy zaśniesz.


Prawo retoryki właściwej


Jak tylko zbierzesz się w sobie

aby oczarować kobietę —

zabraknie ci słów.


Uśmiechnij się…

Mydlany pomocnik

Czy nie zastanawiacie się czasem, na czym polega mycie lub pranie? Albo: na przykład: dlaczego musimy używać do tego celu proszku lub mydła, a nie powiedzmy mąki, czy cukru? Kolejne pytanie można byłoby zadać takie: Dlaczego płuczemy ręce pod wodą, a nie np. w oleju? Aby poznać na te pytania odpowiedzi, zapraszamy do dalszej części naszej opowieści. Ponieważ zarówno mycie, jak i pranie ma tę samą zasadę działania, dlatego w dalszej części ograniczymy się do opisania jej tylko na przykładzie mydła i mycia rąk.

Zanim poznamy, na czym polega mycie, zastanówmy się, co to znaczy, że coś jest brudne. Weźmy ręce: Co powoduje, że stają się one brudne? Wystarczy przytoczyć jakikolwiek przykład z życia codziennego. Wyobraźmy sobie, że dopiero co myliśmy w domu ręce i wychodzimy teraz do parku na spacer. Jeżeli podniesiemy z ziemi, powiedzmy kamień (najlepiej taki ubrudzony ziemią), to zaraz stwierdzimy, że przez niego ubrudziliśmy sobie ręce. Zatem możemy powiedzieć, że do naszych rąk przyczepiły się cząsteczki brudu, które przedtem znajdowały się na kamieniu. Używamy tutaj ogólnej definicji brudu, ponieważ „brudem” może być wszystko, co zanieczyszcza daną powierzchnię. Mycie polega więc na odrywaniu tych cząsteczek z powierzchni naszych rąk. Odrywanie to w przekładzie na język codzienności oznacza po prostu pocieranie o siebie dłoni. Poprzez takie pocieranie, ręka o rękę, następuje oderwanie brudu, a następnie spłukanie go przez wodę. Ale z praktyki wiemy też, że mycie rąk pod samą tylko wodą nie przynosi dobrych efektów. Żeby naprawdę dobrze umyć ręce, tak do czysta, to musimy użyć do tego mydła. Po namydleniu rąk brud łatwiej i w dodatku z większą skutecznością daje się usunąć. Co jest za to odpowiedzialne? Okazuje się, że odpowiedzialna za to jest budowa cząsteczki mydła.

Cząsteczka mydła jest tak sprytnie zbudowana, że doskonale nadaje się do usuwania brudu w przeciwieństwie do cząsteczki cukru, czy mąki, które posiadają już zupełnie inną budowę. Każda z cząsteczek składa się kilkunastu atomów węgla, kilkudziesięciu atomów wodoru, z dwóch atomów tlenu oraz z jednego atomu jakiegoś metalu, np. sodu tak, jak w tym przypadku poniżej, który przedstawia cząsteczkę mydła toaletowego, czyli takiego, jakim myjemy się na co dzień:

Jeden koniec tej cząsteczki bardzo łatwo łączy się z cząsteczką brudu, a drugi koniec bardzo łatwo łączy się z wodą. Tak więc myjące działanie mydła polega na tym, że jego cząsteczka łączy się z cząsteczką brudu tym swoim pierwszym końcem, wystawiając na zewnątrz ten koniec, który łatwo łączy się z wodą. Teraz, przy spłukiwaniu, drugi koniec zostaje związany z wodą i w trakcie pocierania o siebie rąk, cząsteczka brudu bardzo łatwo zostaje usunięta z powierzchni rąk.

Rozumiemy więc teraz, dlaczego nie możemy używać do płukania oleju: Cząsteczka mydła, tym swoim drugim końcem łatwo łączy się z wodą, a nie z olejem; z olejem połączy się ta pierwsza część, ponieważ olej, jako tłuszcz, jest bardzo podatny na przyczepianie do siebie różnego rodzaju brudu. Na dobrą sprawę tłuszcz także jest „brudem”, ponieważ kiedy mamy tłuste ręce także musimy je umyć, aby były „czyste”. Podsumowując teraz to wszystko, możemy powiedzieć tak:


1. mycie (lub pranie) polega na usuwaniu cząsteczek brudu z zabrudzonej powierzchni,


2. mydło, łącząc się z brudem i z wodą, ułatwia nam usunięcie tych cząsteczek,


3. woda nie myje, woda tylko spłukuje oderwane od powierzchni cząsteczki brudu.


Tak więc teraz, myjąc ręce mamy już świadomość tego, co się tam, na powierzchni naszych rąk dzieje. Mamy nadzieję, że co do sensowności mycia rąk nie musimy tutaj nikogo przekonywać, tym bardziej do używania do tego mydła — bez mydła, ręce nigdy tak naprawdę nie będą czyste, nawet jeżeli gołym okiem niczego nie będzie widać.

Prąd zmienny — prąd stały, czyli o tym, jak wyprostować prąd

Czym różni się prąd zmienny od prądu stałego? Czy można zamieniać prąd zmienny na prąd stały? Co to jest w ogóle prąd? Na te pytania postaramy się dać tutaj odpowiedź. Zaczniemy od końca, ponieważ jest to pytanie najważniejsze. W encyklopedii przeczytamy, że prąd elektryczny jest to uporządkowany ruch ładunków elektrycznych. Oznacza to, że w danej chwili wszystkie ładunki zmierzają w jednym kierunku. W przewodach elektrycznych, które wykonane są z miedzi lub z aluminium nośnikami prądu są elektrony pochodzące z ostatnich powłok elektronowych tychże pierwiastków. Średnia prędkość tych elektronów wynosi około 1 cm/sek, tak więc po włączeniu prądu elektrony te nie dopłyną z wyłącznika od razu do żarówki, czy innego urządzenia elektrycznego. To, że żarówka zapala się od razu, jest wynikiem tego, że co prawda, elektrony przesuną się tylko o jeden centymetr, ale przez to przesuną się także te elektrony będące tuż przy żarówce. I to one właśnie w danej chwili zasilają urządzenie elektryczne.

Teraz możemy trochę uściślić nasze rozważania i powiedzieć, że zasadniczo rozróżniamy dwa rodzaje prądu: prąd stały i prąd zmienny. Prąd stały charakteryzuje się tym, iż zawsze posiada tę samą wartość oraz tę samą biegunowość (plus, minus). Znaczy to tyle, że prąd taki płynie zawsze tylko w jednym kierunku. Przedstawia to Rys.1:

Na Rys.2 widać wyraźnie, że prąd zmienny ma zupełnie inną charakterystykę. Raz, że zmienia kierunek (raz płynie w jedną stronę, a raz w drugą), dwa — bez przerwy zmienia swoją wartość. Zaczyna od zera, rośnie do maksymalnej wartości, a następnie znowu maleje do zera. Teraz zmienia kierunek poruszania się i znowu rośnie do maksymalnej wartości, maleje, zmienia kierunek i apiat, wszystko od nowa. Dlatego właśnie prąd ten nazywamy prądem przemiennym. Na przykład prąd, który mamy w gniazdku osiąga w maksimum 325 woltów, choć wszędzie podaje się jego napięcie skuteczne, czyli 230V / 50Hz. Ta druga wartość mówi, że w ciągu sekundy prąd wykonuje 50 cykli. W jednym cyklu prąd płynie w jedną stronę, po czym zawraca i płynie w stronę przeciwną. Prąd zmienny używany jest dlatego, że łatwiej go „przetransportować” z elektrowni do odległych odbiorców, a potem łatwo zmieniać jego właściwości, o czym przekonamy się za chwilę.

Prąd stały możemy spotkać np. w bateriach lub akumulatorach, choć występuje on także we wszystkich urządzeniach elektronicznych, takich jak telewizory, radia, czy magnetofony. Co prawda większość z nich zasilana jest z gniazdka, a więc prądem zmiennym, ale w środku tychże urządzeń prąd ten zamieniany jest na prąd stały. Przechodzimy więc do sedna naszej opowieści: Jak wyprostować prąd zmienny? Na pewno nie przez naciąganie go jak wygiętego druta. A więc jak?

Przede wszystkim musimy sprawić, aby prąd zaczął płynąć tylko w jedną stronę. Wystarczy w tym celu włączyć w obwód diodę prostowniczą (Rys.3a). Ma ona takie właściwości, że przepuszcza prąd tylko w jednym kierunku. W ten sposób charakterystyka naszego prądu będzie wyglądała tak, jak na Rys.3b.

Z rysunku widać wyraźnie, że prąd płynie tylko w jedną stronę, w tych zakreskowanych miejscach. Ale co nam po takim prądzie? Raz, że w połowie okresu w ogóle nie płynie (ponieważ w tym czasie powinien płynąć w stronę przeciwną), a dwa, nadal zmienia swoje wartości. Zaradzić temu możemy w ten sposób, że zamiast jednej diody, użyjemy ich cztery, które odpowiednio ze sobą połączymy (Rys. 4a i 4b).

Dodatkowe diody sprawiły, że prąd zaczął płynąć nam także w tych miejscach, w których nie płynął prędzej. W ten sposób prąd płynie częściej, ale nadal zmienia się w czasie. Nazywamy go prądem pulsującym, ponieważ zachowuje się tak, jakby cały czas pulsował. Jeżeli między plusem a minusem włączymy kondensator o dużej pojemności, to dzięki temu będziemy mogli znacznie polepszyć właściwości naszego prądu. Kondensator bowiem gromadzi w sobie ładunki elektryczne, a gdy następuje spadek napięcia, oddaje je z powrotem do układu, dzięki temu sprawia, że pojawia się napięcie w tych momentach, w których przedtem nie było. Napięcie to jest jednak mniejsze od maksymalnego w związku z czym otrzymujemy właśnie taki, a nie inny wykres dla prądu (Rys. 5). Może komuś wydawałoby się, że takie napięcie wystarczy do zasilania np. radia, ale okazuje się, że nie. Dla większości tego typu urządzeń potrzebne jest autentyczne napięcie stałe. Inaczej w głośniku słychać byłoby nieprzyjemne dla ucha buczenie, tzw. przydźwięk sieci. Należy więc jeszcze bardziej wyprostować prąd.

Do tej pory mówiliśmy, że prostujemy prąd. Dalsze czynności będziemy już nazywać stabilizowaniem, tzn. sprawianiem, aby z charakterystyki z Rys.5 zrobić tak, jak to mamy na Rys.1. Do tego celu musimy posłużyć się kolejnymi elementami elektronicznymi, takimi jak np. dioda Zenera. Dioda ta pozwala nam utrzymać stałą wartość napięcia niezależnie od jego wahań. Najprostszy taki układ przedstawiony jest na Rys.6.

Stabilizacja polega tu mniej więcej na tym, że przy wszelkich zmianach napięcia na wejściu układu zmieniać się będzie natężenie prądu płynącego przez diodę, a tym samym zmieniać się będzie także spadek napięcia na rezystorze R. W efekcie z układu wychodzić będzie napięcie o stałej wartości, a wszelkie zmiany napięcia będą niwelowane przez rezystor R, który w zależności od napięcia różnie się będzie nagrzewał i w ten sposób oddawał „nadwyżkę” napięcia.

Rozwiązanie to ma jednak jedną poważną wadę, mianowicie, nie można taki układ obciążać zbyt dużymi prądami. Innymi słowy, uzyskaliśmy prąd stały, ale jest on za słaby, aby mógł zasilić magnetofon, czy radio. Aby temu zaradzić, należy zastosować dodatkowo tranzystor, który znacznie (ok. 10 razy) poprawi własności układu, ponieważ jedną z zalet tranzystora jest to, że potrafi wzmocnić prąd. Rys.7 pokazuje, jak należy włączyć go w układ. Zastosowanie dwóch takich tranzystorów poprawia do kilkuset razy właściwości całego układu, tak więc śmiało możemy już zasilać nim wszelkie urządzenia elektroniczne.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 10.92
drukowana A5
za 19.91
drukowana A5
Kolorowa
za 45.17