E-book
20.48
drukowana A5
27.78
Christina

Bezpłatny fragment - Christina

Objętość:
115 str.
ISBN:
978-83-8273-214-6
E-book
za 20.48
drukowana A5
za 27.78

„Moja dusza była błękitną szatą w kolorze nieba;

porzuciłam ją na skale przy morzu i naga przyszłam do ciebie jak kobieta.

I jak kobieta usiadłam przy twoim stole i wypiłam puchar wina, i wdychałam zapach kilku róż.

Odnalazłeś mnie piękną, podobną do kogoś, kogo widziałeś we śnie, zapomniałam wszystko, zapomniałam moje dzieciństwo i moją ojczyznę,

wiedziałam tylko, że byłam uwięziona w twoich pieszczotach. I wziąłeś lustro, uśmiechając się i poprosiłeś, abym popatrzyła na siebie.

Zobaczyłam swoje kruszące się z prochu ramiona, zobaczyłam swoją chorą piękność i niczego już nie chciałam, tylko — zniknąć.

Ach, trzymaj mnie w ramionach tak mocno, abym już niczego nie pragnęła.”


Edith Södergran ( tłum. Ryszard Mierzejewski)

Gotlandia

Słowa ludzkie są zdradliwe jak sam człowiek, słowa te sprowadzają nas na manowce, pełne są obietnic, których człowiek nie potrafi dotrzymać, fałszywie oskarżają, nadużywają pochlebstw, tylko po to, by zyskać jakieś korzyści. Dużo czasu musiało upłynąć, aby wreszcie Gotlandczycy przekonali się, że w chrześcijaństwie Słowo Boże jest na pierwszym miejscu, a Słowo to jest jasne i pewne, nigdy nie zawodzi, gdyby ludzie potrafili zawsze trzymać się Dekalogu nasz świat byłby pełen ładu i harmonii. Jonas zupełnie się tym nie przejmował. Uważał, że człowiek, który przetrwał sztorm ma tylko jednego boga, a są nim fale, które złagodzić może tylko Thor. Christina starała się żyć zgodnie z naukami przyniesionymi na Gotlandię przez chrześcijańskich nauczycieli, lecz impulsywny charakter często niweczył jej postanowienia, wiedziała jednak, że te Słowa to korzenie, dzięki nim jest w stanie zachować swoją duszę w spokoju. Wiedziała też, że człowiek żyjący na Gotlandii w Visby ma dwa wyjścia; albo odciąć się trochę od ludzi, skupić się na wierze, modlitwie, ale tym samym skazać się na osamotnienie, albo trzymać się z ludźmi, gadać z nimi nieustannie o niczym, żartować, pić i plotkować, ale wtedy ludzi ci potrafią człowiek pochłonąć, chętnie będą korzystali z jego pomocy i odwrócą się od niego, kiedy przestanie być im potrzebny, będą też chętnie wynosić się ponad niego, żeby poczuć się lepszym niż są w istocie, będą też tacy, którzy spróbują wejść niemal dosłownie drugiemu człowiekowi na głowę. Christina wybrała osamotnienie. Jonas zaś lgnął do ludzi, był duszą towarzystwa, ale stał się zbyt podatny na wpływ kamratów takich jak Karl i Jacob, nie spodziewając się jak wiele zła mogą wyrządzić i jemu, i Christinie, ich uczynki i słowa. Mądrość jednak przychodzi dopiero wraz z doświadczeniem. Bezinteresowna, szczera miłość? Tego Jonas doświadczył tylko od Christiny. Ona jedna nie chciał od niego niczego; ani złotych dukatów, ani koszów pełnych ryb, ani drogocennych sukien, pragnęła tylko jednego — odwzajemnionego uczucia i obecności. Obydwoje byli dziećmi Gotlandii. Ścierało się w nich pogaństwo z pragnieniem wzniesienia się wyżej.


Według sagi gotlandzkiej Gotlandia została odkryta przez człowieka imieniem Tjelvar. Gotlandia była wówczas przeklęta — w dzień znajdowała się pod wodą i wynurzyć mogła się jedynie nocą. Tjelvar przyniósł na ląd ogień i od tej pory Gotlandia nigdy już nie zatonęła. Tjelvar miał syna imieniem Hafti. Żona Haftiego zwała się Vitastjerna. Była to pierwsza para, która osiedliła się na Gotlandii. Pierwszej nocy gdy spali razem przśniły się Vitastjernie trzy węże, które były zwinięte w kłebek, w jej łonie. I z jej łona się wyślizgnęły. Opowiedziała swój sen mężowi, a on uznał, że jest to przepowiednia, że doczekają się trzech synów, a cała Gotlandia zostanie zaludniona. I tak też się stało. W tamtych czasach i jeszcze długo później, ludzie wierzyli w święte drzewa, święte lasy i święte doliny, w sanktuaria, zakątki i w pogańskich bogów. Składali ofiary z bydła, ucztując i pijąc. Nigdy nie słyszeli o nauce Jezusa. Gotlandczycy byli poganami, wypływali na wyprawy handlowe do wielu miejsc oddalonych od Gotlandii, coraz częściej poznając inne kraje — kraje chrześcijańskie. Tam gotlandzcy kupcy poznali chrześcijańską wiarę. Niektórzy się ochrzcili i przyprowadzili ze sobą na Gotlandię księży. Początki głoszenia nowej wiary były trudne, miejscowa ludność nie mogła tego znieść, że ktoś śmie ich krytykować za złodziejstwo, zabójstwo, zemstę, palili pierwsze wzniesione kościoły. Jednak po pewnym czasie, kiedy Gotlandczycy zobaczyli jak żyją Chrześcijanie, posłuchali Słowa Bożego, słów Chrystusa. Wszyscy przyjęli Chrześcijaństwo z własnej woli, nie będąc przymuszanym z żadnej strony, więc nikt nie zmuszał ich aby byli Chrześcijanami. Wszyscy zostali Chrześcijanami, dlatego pobudowano kościoły w całej Gotlandii. Żaden kościół nie został już nigdy spalony.

Christina

To tutaj na Gotlandii, w Visby, Jonas poznał Christinę. Gotlandia była ukochanym miejscem Jonasa — począwszy od skalistego wybrzeża na północnym wschodzie aż po białe, piaszczyste plaże, a najbardziej upodobał sobie jedną z plaż, tę, na której ukradkiem widywał się z Christiną. Christina w Gotlandii kochała łagodny klimat, który pozwalał kwitnąć różom nawet do pierwszych dni grudnia. Uwielbiała patrzeć na majestatyczne klify, szmaragdowe zatoki, ale najbardziej w całej Gotlandii, w całym Visby — kochała Jonasa. Kiedy Jonas myślał o Christinie, najpierw widział jej oczy, nie chodziło mu o ich barwę, choć była niezwykła; jasna, wpadająca w zieleń liści, które można spotkać tylko w gotlandzkich lasach, ale najważniejsze była w nich miłość, czułość, ufność i oddanie. Potem myślał o jej ustach, lekko rozchylonych, czerwonych jak gotlandzkie róże, które kwitną tak długo, bardzo długo, nawet do ostatnich dni listopada, pragnął przylgnąć do nich mocno i całować ją długo, głęboko. Ale najważniejsze było to, że Christina sprawiała, że nie czuł się już samotny. Samotnością była naznaczone całe dzieciństwo Jonasa. Jego ojcem był rybak, żeglarz, Jonas pamiętał jak przez mgłę, kiedy roześmiany, jasnowłosy dryblas, podrzucał go do góry, zabierał na statek i pomagał wejść bardzo wysoko, aż na bocianie gniazdo. Ojciec, któregoś dnia nie wrócił z morza. Zginął w odmętach Bałtyku. Matka parała się tkactwem, ale ciągle brakowało jej na opał, jedzenie, a że była wątłego zdrowia, zmarła wkrótce po odejściu ojca Jonasa. Chłopak miał wówczas dziewięć lat. Pamiętał ciągłe zmiany, tułaczkę od jednej ciotki, do kolejnego, od jednego wujka do dalszego krewnego, wszędzie musiał pracować ciężko, ponad siły i wiek, aż w końcu czując, że jest wykorzystywany, niekochany przyłączył się do piratów — braci witalijskich, bo przynajmniej przy nich mógł po zaledwie jednym wypłynięciu w morze zyskać łup w postaci złotych monet i żyć potem przez długi czas normalnie, pomagając starym rybakom reperować ich sieci. Jonas nie miał złudzeń, wśród tych piratów też nie miał przyjaciół. Był młody, silny, sprytny, więc go zabierali z sobą. Jednak żaden z nich nie kochał bliźniego, dla zysku gotowi byli bez mrugnięcia powieką podrzynać gardła, przebijać ludzi na wylot i żądać okupu za porwanych. Oni też zmieniali się w życiu Jonasa jak kalejdoskop. Dopiero Christina była stałością w jego niestałości. Czymś pewnym, wiernym, oddanym mu zawsze, nawet w najgorszych chwilach. Jej ojciec, bogaty kupiec, był tak chciwy, że nawet na służbie chciał zaoszczędzić i wysyłał Christinę na przystań w przebraniu chłopięcym, by kupowała ryby, za które on płacił grosze, a potem sprzedawał cztery razy drożej. Kiedyś wiatr silny zerwał kapelusz z głowy Christiny, jej włosy w kolorze bursztynów rozsypały się kaskada na ramiona, a ona zarumieniona, schyliła się szybko po okrycie głowy, by ukryć włosy. Jonas był szybszy, podniósł jej kapelusz i spojrzał jej prosto w oczy. Uderzyła go jasna zieleń.

— Jesteś dziewczyną!

— I co z tego? — odparła butnie, nacisnęła kapelusz na głowę, chwyciła kosz z rybami i oddaliła się szybkim krokiem. Jonas dogonił ją.

— Przyjdziesz tu jutro? — zapytał z nadzieją — będę na ciebie czekać — dodał patrząc jej dłużej w oczy.

— Tak, przyjdę — odparła.

I przyszła. Przychodziła później każdego dnia, aż zadzierzgnęła się między nimi przyjaźń, przywiązanie i miłość. Widział w niej siebie, swoją jaśniejszą stronę duszy, z jednej strony wiedział, że jest słaba i delikatna, a z drugiej silna jak drzewo, zakorzeniona była w wierze w Jezusa Chrystusa. Już samo jej imię oznaczało kobietę należącą do Chrystusa i żaden wiatr nie był w stanie jej powalić. Na Gotlandii pełno było drzew morwy i chyba do takiego drzewa mógłby porównać Christinę. Delikatne, drobne liście, świeża zieleń i korzenie sięgające do najgłębszych, niewidocznych soków. Człowiek jest jak drzewo, jeśli ma korzenie może być narażony na porywisty wiatr, deszcz, czasem krzywo rosnące gałęzie, a nie ugnie się, nie powali, nie przewróci. Zdrowe, mocno zakorzenione drzewo zawsze wyda zdrowe owoce. Jonas tak rozmyślał o Christinie i zdawał sobie sprawę, że właściwie nie ma takiej chwili w jego życiu, żeby jej nie wspominał, nie widział przed oczami wyobraźni i nawet w snach. Tylko Christiny brakowało mu do szczęścia. Reszta była nieważna. A już na pewno nie obchodziła go unia kalmarska, żądania szwedzkich możnowładców czy przybycie Eryka Pomorskiego na Gotlandię i wściekłość Szwedów spowodowana tym faktem. Nigdy nie sądził, że los rzuci go tak blisko króla Eryka. Miał przecież być po prostu z Christiną. Nic więcej. A Gotlandia, nieważne do kogo należała. Gotlandia należała do Christiny i Jonasa. Była ich drzewem, a oni jej liśćmi.

Olaf

Margarete królowa Norwegii urodziła swego jedynego syna Olafa w 1370 roku. Miała wówczas siedemnaście lat. Kiedy w 1375 roku zmarł ojciec Małgorzaty Valdemar — król Danii, Margarete przystąpiła do działania, by zapewnić duński tron swemu synowi. Olaf miał zaledwie pięć lat, kiedy został ogłoszony królem Danii. Jego matka, królowa Margerete, miała służyć jako regentka ze względu na jego młody wiek. Jego proklamacja zawierała tytuł „prawdziwego spadkobiercy Szwecji”, dodany pod naciskiem jego matki, odkąd jego dziadek ze strony ojca, Magnus IV, był królem Szwecji, dopóki nie został zmuszony do abdykacji. Margarete rządziła w imieniu Olafa, który był zbyt młody, by samodzielnie rządzić, dopóki nie osiągnął pełnoletności w wieku piętnastu lat. Olaf stał się królem Norwegii po śmierci ojca w 1380 r. Nawet gdy Olaf osiągnął pełnoletność w 1385 r., jego matka rządziła dalej, a on sam pozostawał figurantem. Olaf zmarł niespodziewanie w sierpniu roku 1387 w wieku zaledwie siedemnastu lat. Został pochowany w Opactwie na duńskiej wyspie Zelandii, gdzie został pochowany także jego dziadek Valdemar, a później matka. Natychmiast pojawiły się pogłoski, że Olaf został otruty. Po śmierci syna Margaret zjednoczyła wszystkie trzy skandynawskie królestwa w unię kalmarską, która była spełnieniem jej ambicji. Krążyły też plotki, że Olaf bał się, że zostanie otruty i ukrył się przed spiskowcami. Może przez te plotki roznoszone przez cały Bałtyk przez kursujących tam i z powrotem kupców, kiedy w 1402 roku na wieś przybył biedny, chory człowiek i zatrzymał się w pobliżu wsi Grudziądz zobaczono w nim chłopaka do złudzenia podobnego do Olafa. Grupa kupców z Danii zapytała go, czy nie jest dobrze znany w Danii, skoro bardzo przypominał zmarłego króla Olafa. Kupcy wyszli, aby znaleźć innego, który widział króla i wrócił z nim. Kiedy przybysz zobaczył tego, którego wzięli za Olafa, zawołał: „Mój panie, królu!” Wiele osób, zwłaszcza w Norwegii, nie wierzyło, że Olaf umarł. Myśleli, że królowa Małgorzata otruła młodego Olafa, aby usunąć go z drogi, aby mogła rządzić. Według plotek młody Olaf ukrył się i uciekł. Wiadomość dotarła do kupca Tyme von der Nelow, który zabrał mężczyznę z Gdańska. Wysoko urodzony w mieście powitał Olafa jako prawowitego króla Danii i Norwegii i wręczył mu piękne ubrania i prezenty. Sporządzono dla niego pieczęć, a on napisał do królowej Małgorzaty, informując ją, że jest jej synem i zażądał przywrócenia jego ziem i tytułów. Królowa Małgorzata odpisała, mówiąc, że gdyby mógł udowodnić, że jest jej synem, z radością go zaakceptuje.

Wielki Mistrz Krzyżacki eskortował zaginionego syna Margarete na przesłuchanie do królowej. Gdy tylko przybył mężczyzna, okazało się, że jest oszustem. Nie znał ani jednego słowa po duńsku, a podczas przesłuchania przyznał, że jest synem chłopów: Adolfa i Małgorzaty z Eger. Fałszywy Olaf został skazany na karę śmierci przez spalenie na stosie. Listy, które napisał do królowej Małgorzaty, wisiały mu na szyi, a na głowie założono mu fałszywą koronę, po czym zginął w płomieniach. Królowa zniszczyła fałszywą pieczęć Olafa. Duńska Rada Narodowa opublikowała szczegółowe wyjaśnienie prawdziwej śmierci Olafa w 1387 r., Aby zaprzeczyć historii, która rozprzestrzeniła się po Bałtyku.

Margarete potrzebowała jednak prawdziwego, męskiego potomka, który objąłby trony państw należących do unii kalmarskiej. Wybór padł na chłopca z Kaszub.

Chłopiec z Darłowa

Działo się to w czasach, kiedy królem Danii, Norwegii i Szwecji został chłopiec z Kaszub. Urodził się w 1382 roku w zamku w Darłowie. Po narodzinach otrzymał imię Bogusław. Miał bardzo jasne włosy i błękitne oczy. Jego rodzicami byli książę pomorski Warcisław VII z Gryfitów, który panował w księstwie słupskim oraz Maria meklemburska. Maria była córką księcia meklemburskiego i Dunki — Ingeborgi. Młodsza siostra Ingeborgi — Margarete od kilkunastu lat była królową Norwegii, a od sześciu lat faktyczną regentką Danii. Ojciec Bogusława wybrał mu to imię, ponieważ było najbardziej popularne w rodzie Gryfitów. Darłowo nazywało się wówczas Rügenwalde, co oznacza Rugijski Las. Dzieje tej miejscowości sięgały jednak wiele lat wstecz. Zapewne już w starożytności na te tereny docierali kupcy rzymscy podążający „szlakiem bursztynowym”. Celem ich podróży była wymiana wyrobów z brązu, srebra, złota czy szkła na bursztyn, miód, skóry, wosk i niewolników. W VIII–IX w. powstała osada, ulokowana u ujścia Wieprzy do Bałtyku — Darłowo. W XI w. Darłowo było już ważnym ośrodkiem handlowym. W 1205 r. zapisano jego nazwę w brzmieniu Dirlov. Korzystne położenie grodu u ujścia do morza dwóch rzek: Wieprzy i Grabowej, żyzne gleby oraz bliskość szlaków handlowych miały duży wpływ na to, że ludzie chętnie tutaj zamieszkiwali. W 1312 r. Darłowo otrzymało prawa miejskie lubeckie, nadane przez braci Święców: Jaśka, Piotra i Wawrzyńca.

W 1317 r. władzę nad miastem przejął książę zachodniopomorski Warcisław IV. Nastąpiła zmiana nazwy na „Rügenwalde”, złożone z dwóch niemieckich członów; pierwszy to nazwa wyspy Rugii, należącej do księcia (niem. Rügen), drugi pochodzi od lasów (niem. Wald). Nazwa „Rügenwalde” obowiązywała oficjalnie aż do 1945 r., choć o słowiańskiej poprzedniczce nigdy nie zapomniano. W 1321 r. rozpoczęto budowę kościoła mariackiego, później pełniącego rolę nekropolii książąt pomorskich. Port przynosił dochody tak znaczne, że syn Warcisława IV, władający miastem od 1347 r. książę wołogoski Bogusław V wybrał Darłowo na swoją rezydencję. Od bogatej mieszczanki Elżbiety Behr zakupił wyspę wraz z młynem, po czym rozpoczął na niej budowę jedynego na pomorzu — zamku.

Za pośrednictwem Kołobrzegu, w 1361 r. Darłowo przystąpiło do Hanzy, co wpłynęło na dalszy wzrost znaczenia portu handlowego. Na przełomie XIV i XV w. posiadało flotę handlową liczniejszą niż pobliski Słupsk. Utrzymywało ożywione kontakty handlowe z Lubeką, a statki miejscowych kupców docierały do Normandii, a nawet Hiszpanii. Nikt wtedy jeszcze nie przypuszczał, że przyszły król, który urodził się na darłowskim zamku, stanie się zażartym przeciwnikiem Hanzy, zobaczy w niej bowiem niezdrowym układ, poza którym ci, którzy do niej nie należeli skazani byli niejako na życie w biedzie. Ów wykraczający poza swoją epokę król to właśnie Bogusław, przyszły Eryk Pomorski.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 20.48
drukowana A5
za 27.78