Celem tego przewodnika nie jest stawianie jakiejkolwiek diagnozy czy zalecenia leczenia konkretnej choroby. Jest zapisem wieloletnich poszukiwań Autorki na polu nauki i praktyki, dla zrozumienia funkcjonowania własnego organizmu oraz innych osób, w tym wielu lekarzy, pragnących ratować siebie i członków własnej rodziny.
Oświadczenia zawarte w tym przewodniku reprezentują profesjonalne opinie Autorki, która dedykowała tej pracy ponad 50 lat życia. Poszukiwania te miały na celu znajdowanie optymalnych rozwiązań wspomagających zasadę Hipokratesa „po pierwsze nie szkodzić” dla tworzenia modelu „edukacji dla przyszłości” dla zdrowia siebie, innych ludzi i świata.
Te informacje są przeznaczone wyłącznie dla celów edukacyjnych, a każda osoba jest zobligowana do współpracy z licencjonowanym specjalistą opieki zdrowotnej.
Tylko sięgnięcie do środka,
we własne doświadczenie
może pozwolić na zrozumienie siebie,
dotarcie do korzeni i odkodowanie tego,
co nieświadomie nosiliśmy w sobie przez lata od dzieciństwa
jako zaczątki potencjalnych chorób,
a czym żyliśmy nie wiedząc,
że dadzą się przetransformować w mądrość życiową,
uzdrowienie zablokowanych możliwości
autoregulacyjnych organizmu
i siłę do podążania za własną prawdą.
Autorka
Od Autorki
Prezentowana książka jest łączeniem podejścia medycznego, psychologicznego i pedagogicznego (edukacyjnego) do chorób spowodowanych przez czynniki wywołujące reakcję stresową. Jest oglądem zintegrowanym (holistycznym) choroby — zdrowia, leczenia — uzdrawiania, umysłu, emocji, duszy, ciała. Jest wskazaniem możliwości wyjścia z zaklętego kręgu: moja choroba — oddanie w ręce lekarza jej skutków i ich niwelowanie. Jest pokazaniem, jak wzięcie odpowiedzialności za własną chorobę i jej objawy pozwala na sięgnięcie do wewnątrz swego jestestwa, do pamięci ciała i poszukiwanie przyczyn dolegliwości na głębokich poziomach siebie, w swojej historii oraz jej / ich odkodowanie i sukcesywne uwalnianie z ciała.
Długo dojrzewałam do napisania tej książki, ponieważ wiele lat trwało zrozumienie i wyartykułowanie tego, co stanowi istotę problemów, zarówno moich, jak i wielu ludzi, którzy zgłaszali się do mnie z potrzebą obejrzenia życiowych czy zdrowotnych sytuacji, w których tkwili. Większość moich książek dotyczy wychowania, przygotowania nauczycieli, artykułowania „modelu edukacji dla przyszłości” (Dokąd zmierzasz człowieku? Model edukacji dla przyszłości; Psychosynteza w edukacji oraz Zrównoważony rozwój dziecka w świetle nowych wyzwań). Dopiero ostatnie książki, a szczególnie Fibromialgia. A jeśli istnieje nadzieja na wyzdrowienie? czy Edukacja zdrowotna w praktyce lub w końcu Człowiek kwantowy wyraźnie pokazują kierunek myślenia, który mną kierował, aby dojść do „modelu edukacji” — a mianowicie wychodząc od terapii, objawów, choroby, aby zrozumieć znaczenie zdrowia w jego wielu wymiarach i jego wspierania.
Książka pokazuje „korzenie” problemów zdrowotnych, uświadamia ich powstawanie, ugruntowywanie, a następnie ujawnianie się sukcesywnie kolejnych objawów w sferze ciała, jak i zachowań, postaw, przekonań, budujących „chorą” jakość życia we wszystkich jego sferach. Dopiero ich odkrycie, gruntowne obejrzenie pozwala na zrozumienie tego, co „zasiane” i „plonów”, które zbiera się na przestrzeni życia. Tym samym to, co jest efektem — stało się „początkiem”, czyli postawieniem na głowie jakości myślenia, reagowania i w efekcie życia — i pozwoliło zobaczyć wadliwą pozycję i rozpoczęcie procesu „odwracania”, aby ustawić wszystkie sfery we właściwym porządku. Właśnie wyartykułowany model „edukacji dla przyszłości” pokazał drugi biegun — „korzenie”, gdy terapia jest już niezbędna.
Sama nie pamiętam, abym była kiedykolwiek zdrowa. Od „zawsze” zaś wspominam swoje dolegliwości bólowe w jamie brzusznej, które towarzyszyły mi od 2 roku życia. Wtedy moje dopiero nabierające rozpędu dzieciństwo zostało brutalnie zdruzgotane przez okoliczności mu towarzyszące, związane z aresztowaniem mego ojca jako więźnia politycznego na długie lata. Wszelkie tego konsekwencje dotknęły zarówno jego (w postaci totalnego rozregulowania jego zdrowia, stworzenia zeń wraka jako człowieka, poddając go najbardziej wyszukanym torturom, jakie człowiek może zastosować przeciw drugiemu człowiekowi), jak i najbliższych. W tym czasie cała rodzina zaczęła być nachodzona, inwigilowana, straszona, a ja uczyłam się “na sobie” możliwości przetrwania.,. To spowodowało także zwielokrotnienie przeżytej traumy, w postaci zburzenia poczucia bezpieczeństwa, rozbicia rodziny, nieustanny stres. Pojawiać się zaczęły jego konsekwencje w postaci strachu o życie i zdrowie dzieci, przeżywanego przez matkę, jej reakcji emocjonalnych i narastanie także jej zdrowotnych problemów. Przeżywany strach wywoływał natychmiastowe omalże „wydoroślenie” dziecka, a przede wszystkim wszelkie emocjonalne konsekwencje stresu, prowadzące do kolejnych, nie poddających się diagnozowaniu dolegliwości bólowych.
Książka nie jest o zarzutach stawianych komukolwiek, zarówno rodzicom, okolicznościom, jak i szczególnie medycynie, która była przez lata moim polem działania (własnych zawodowych badań parametrów biochemicznych metabolizmu człowieka). Ta ostatnia była, szczególnie dla mnie, poletkiem doświadczalnym — na sobie — różnych terapii farmakologicznych, stosowanych przez pojedynczych specjalistów, nie składając ich razem w jedną spójną całość mnie całej i mojej historii, która implikowała poszczególne etapy. Jest opisaniem osób, sytuacji, sięgnięciem do wewnętrznej historii, głębokim i bolesnym odkryciem prawdy, także dla mnie samej (również dla innych, których konsultowałam). Jest także dociekaniem przez lata przyczyn moich dolegliwości, nie poddających się leczeniu żadnego indywidualnego specjalisty, pogłębiając i poszerzając jedynie zarówno skutki konkretnej dolegliwości, jak i efekty działań ubocznych i niepożądanych leków. Ponad 40-letnie “uczestnictwo” (moja bierność) w procedurach, bez możliwości wpływu na nie, nie pozwalało mi wcześniej wziąć spraw w swoje ręce. Dzięki temu mogłabym znacznie wcześniej zacząć składać wszystko razem: historię, psyche, przekonania, reakcje emocjonalne, okoliczności życia od najwcześniejszego dzieciństwa i wreszcie skutki, dające konkretne objawy w wielu narządach, tkankach i układach oraz nieefektywność stosowanych na mnie terapii. Wartym wspomnienia jest także fakt, że przez długie lata, zarówno przeszłość była tematem tabu w domu rodzinnym jak i otoczeniu, podobnie jak w moim dzieciństwie tkwiła wielka wyrwa, spowodowana przez brak ojca oraz noszenia piętna, którego nie mogłam nikomu zdradzić.
Przełomem dla mnie stał się kryzys życiowy na wszystkich frontach, który umożliwił mi wycofanie się z aktywnego życia dla ratowania zdrowia. Wtedy też dostałam narzędzie — psychosyntezy, uczestnicząc jeszcze na zakończenie pełnej aktywności zawodowej w zajęciach dla menadżerów, gdzie nauczyłam się pierwszych kroków, a przede wszystkim zrozumiałam fundamentalną zasadę kierowania sobą, aby następnie kierować innymi. Ten moment stał się decydującym w moim „nowym narodzeniu” — widzeniu inaczej siebie, innych i świata, a przede wszystkim na głębokim poziomie mnie i mojej historii, w innym, nowym świetle. Ten promień pozwolił mi na rozpoczęcie kolejnego etapu w życiu, cofania się do przyczy problemów zdrowotnych i życiowych i ich odkodowywania/odwoływania (wielu opisanych tutaj szczegółowo chorób), artykułowania ich istoty, co pozwalam także zobaczyć innym.
Od czasu mojego kontaktu z psychosyntezą, zaczęłam uświadamiać sobie, że wszystko jest PO COŚ, tak i moje doświadczenia miały posłużyć mnie — do znalezienia duchowej drogi do mnie, do zrozumienia siebie, swoich traumatycznych doświadczeń i przyczyn ich konsekwencji w ciele — wielonarządowych. Gdyby nie wyjątkowa okoliczność, że znalazłam się na trwających 9 miesięcy (raz na miesiąc pięć dni) zajęciach „przypadkiem” — za kogoś, nie byłoby wszystkich moich książek oraz artykułów, programów edukacyjnych, czy prowadzonych od lat kursów, zarówno dla dzieci jak i dorosłych. Nie byłoby też zgłębiania literatury, poszukiwania kolejnych dróg i osób czy warsztatów i konsultacji, które wytyczały mi drogę do uświadomienia głębszych powodów zaistnienia moich dolegliwości, choć od dziesiątków lat pobrzmiewało zawsze w orzeczeniach lekarskich sformułowanie „czynnościowe”. To właśnie pojęcie prowadziło mnie do immunologii, do poszukiwania zrozumienia moich problemów na biologicznych poziomach, aby skierować mnie dalej na tory psychologiczne, a wreszcie duchowe — czyli sensu.
Tym samym mogę tylko napisać — gdyby nie błądzenie wielu lekarzy, a raczej dokładne śledzenie jednej przestrzeni (fizyczności) — nie byłoby moich nieustannych dociekań i poszukiwań, prowadzących mnie na ślady i „poza” nie, a te odkryły mi bardziej rozległe horyzonty, poza rzeczywistością, w którą kazano mi wierzyć. Odkrywałam więc sukcesywnie przestrzenie nie tylko ciała, ale umysłu i ducha (duszy), które sprawiły, że życie i zdrowie stały się dla mnie bezcenną wartością. Zrozumiałam ponadto dysfunkcje energetyczne (emocjonalne i przekonań), mające ścisłe połączenia z traumatycznymi doświadczeniami dzieciństwa. One właśnie pozwoliły mi postawić sobie nie tylko diagnozę, ale wytyczyć drogę w odwrotnym kierunku — do zdrowia, czyli dynamicznego, nieustannie zmiennego procesu harmonizowania zaburzonej homeostazy do możliwej w mym wieku i stanie organów i funkcji równowagi. Tym samym, wszelkie trudne doświadczenia i niezbyt efektywne poszukiwania innych stały się dla mnie drogą do nieustannego znajdowania coraz to głębszego poziomu zrozumienia objawów i sensu. Tak więc, błądząc i nie dając efektywnych rozwiązań, lekarze różnych specjalności, nie wytyczając szlaku, pokazywali mi kierunek, przestrzeń “pomiędzy“, gdzie mam szukać, dla znajdowania tego, co ważne dla mego zdrowia, traumatycznych doświadczeń, sensu życia. Szkoda tylko, że pozostali „na upatrzonych pozycjach”, nie towarzysząc mi w drodze i nie sekundując, a wprost przeciwnie, wysyłając mnie od siebie „z wilczym biletem”, opisującym, że pacjentka „odmówiła” zastosowania proponowanego przez nich leczenia (jako jedynej drogi) i nie ma po co do nich wracać.
Tą drogą składam im gorące podziękowania (pomimo takich reakcji), podobnie jak wszystkim moim Nauczycielom za „lekcje Życia” (zarówno tych trudnych doświadczeń) — w tym Najbliższym, jak i pokazującym drogi wychodzenia z nich. Okazali się w tym perfekcjonistami, gdyż dzięki nim, ja, będąc nią także (perfekcjonistką), odczytałam ślady, znalazłam i wykorzystałam właściwe narzędzia, aby się ich nauczyć i zrozumieć znaczenie tego, co stało się moim udziałem. Tylko ja mogłam bowiem zdecydować, co zrobić z moim cierpieniem i podążyć za „wewnętrznymi instrukcjami”, ucząc się zaufania do nich. Zaczynałam wierzyć, że miłość (do siebie i życia) może czynić cuda, przywołując (za B. Sieglem) boską interwencję, dostając tym razem „bilety wstępu” do procesu samo-odkrywania oraz duchowej zmiany, a tym samym regeneracji i odnowy, szczególnie wtedy, gdy słyszane wcześniej prognozy były beznadziejne.
Dziękuję także Markowi Gudzowskiemu, zamieszkałemu w Chicago, który znając moje długoletnie zainteresowania umożliwił mi dotarcie do różnych źródeł, zarówno dotyczących fibromialgii, jak i prac A. Miller, które pomogły mi w zrozumieniu głębi dziecięcej krzywdy. Serdeczne podziękowania składam również lek. med. Nelly Radwanowskiej-Amejgag, która poszerzyła moją przestrzeń zrozumienia, a przede wszystkim odczuwania i „słyszenia” medycyny wibracyjnej i jej ewidentnych skutków uzdrawiających, których doświadczam obecnie na bieżąco.
Książka pokazuje, że przyczyny chorób leżą w przeważającej większości w nas samych i w nas leżą również możliwości ich odwołania. Podczas gdy sposobów interwencji jest bardzo wiele, są jednak tylko dwa wybory zakończeń: przewlekłe cierpienie i jego konsekwencje w postaci samozniszczenia lub miłość oraz samoakceptacja, której efektem jest regeneracja i uzdrowienie. Powinniśmy mieć zarówno odwagę, czas, uwagę, jak i wyobraźnię, aby je zauważyć, odnaleźć, jak też wykorzystać do procesu powrotu do zdrowia.
Ewa Danuta Białek
1. Wprowadzenie
Żyjemy w świecie nieustannego pośpiechu, w pogoni za czymś nieokreślonym, za (wydaje się) uciekającym czasem i chwytaniem tego, co jest istotne do wykonania w danej chwili, nie zastanawiając się zupełnie nad znaczeniem tego, co robimy. Nie myślimy także nad tym, czym się odżywiamy, jedząc szybko w fast-foodach wysokokaloryczną dietę. Wykonujemy zbyt mało ćwiczeń fizycznych, natomiast uczestniczymy masowo w świecie wirtualnych kontaktów międzyludzkich, bezosobowych, bywa, że anonimowych społeczności, takich jak Facebook, LinkedIn czy Twitter. Ma to wielki wpływ na zdrowie psychiczne, często prowokując depresję oraz niepokój, a bywa, że będąc wynikiem ich obydwu, stając się miejscami dla ich rozładowania.
Wchodzimy również w powierzchowne lub wadliwe relacje, i to zarówno bliskie jak i dalsze, nie znajdując w nich spełnienia i pozostawiając w sobie niezaspokojony głód. Obniża to jakość psychicznego życia, przynosząc niepokój, bezsenność, choroby wywołane stresem/strachem, emocjonalną niestabilność. Dla „zabicia pustki” wpadamy w różnego rodzaju nałogi: palenie, picie, kawa, leki, czasem gry hazardowe, narkotyki, czy seks.
Etap cywilizacyjny, w którym żyjemy, zmusza do zadawania sobie i nauce zasadniczych pytań egzystencjalnych „kim jesteśmy, gdzie jesteśmy i dokąd zmierzamy”, do przewartościowania priorytetów i obejrzenia siebie i świata z punktu widzenia duchowego sensu. Wymaga to także przewartościowania filozofii nauki, stąd zbudowania na niej zrębów edukacji, opartej o wartości uniwersalne, duchowy aspekt człowieka i świata na miarę obecnych czasów.
Tego rodzaju zadanie staje się fundamentalnym dla nas, dojrzałych, aby nie zostawić „zepsutego świata” jako schedy po nas młodym. Nauka bowiem ma przekładać się na życie, być pomocna w życiu, ukazywać możliwości rozwiązywania życiowych problemów, włącznie z tymi, które dotyczą nie tylko jednostki ale globalnych, świata. Gdy człowiekowi brakuje wizji, nie znajduje sensu we własnym życiu. Dlatego też nieustanne poszukiwanie, oglądanie siebie „jak w lustrze” w otaczającej rzeczywistości pomaga w sobie znaleźć wiele odpowiedzi na dręczące pytania o sens indywidualny, wkraczając tym samym na szeroką przestrzeń zbiorowych problemów, także ich rozwiązań.
Moje traumatyczne doświadczenia dzieciństwa sprowokowały zdrowotne dolegliwości, nie dające wyleczyć się przez dziesiątki lat przy pomocy farmakoterapii medycyny klasycznej; praca naukowa doprowadziła do korzeni, które były ich powodem (stres w dzieciństwie). Odkopanie źródeł umożliwiło mi znalezienie odwrotnej drogi: poprzez skutki do przyczyn i uczenia / edukacji — aby nie trzeba było terapii. To wyjątkowe odkrycie ujawniło drzemiące siły duchowe do uzdrowienia w sobie problemów, „zamieszkałych” w „ciemnej” stronie nieświadomości (podświadomości, „piwnicy”), aby wyprowadzić je na światło dzienne i oświetlić. Uaktywniło ducha, rozpoczynając od siebie (własnej duszy) i wiary w siebie i we wszystko, w co jestem w stanie uwierzyć. Odkopało sens istniejący w traumatycznych doświadczeniach, a to uwolniło nie tylko „spętaną” energię zaprzeczenia sobie, odsłonięcie korzeni wewnętrznego konfliktu i stało się czynnikiem uzdrawiającym choroby. Przyniosło wachlarz możliwości użycia specyficznych metod i technik, także dla uczenia innych. Utracone lata życia nabrały tym samym znaczenia poprzez znalezione bezcenne wartości w sobie, które zrodziły się z bólu i cierpienia oraz poszukiwania drogi i sensu.
Moim unikalnym narzędziem jest psychosynteza, „pozbieranie wszystkiego razem”, uchwycenie źródła problemu, dotarcie do istoty siebie — poza problem, a to daje dystans i spojrzenie ze środka siebie — jak to wykorzystać dla innych (uczenia, edukacji), aby potem nie trzeba było terapii.
W 1971 r. fizyk dr David Bohm opisał, że organizacja Wszechświata jest holograficzna (można odtworzyć całość z najdrobniejszej części hologramu). To rewolucyjne stwierdzenie pozwala na spojrzenie w szerokiej perspektywie zarówno na samego człowieka i odzwierciedlenie porządku w nim, jak i odniesienie tego do Kosmosu i odwrotnie, odbicia jego w “lustrze” jakim jest człowiek. Wszelkie procesy, które dzieją się w człowieku, mają tym samym „rezonans” w szerszej przestrzeni.
W fizyce kwantowej mówi się o polu, wibracji, energii, o tym co jest „poza” materią, jednakże oddziałującą na nią, podobnie jak materii, która na najbardziej subtelnym poziomie jest energią. Przyglądając się ludzkiemu organizmowi w sensie jego organizacji czy fizjologii, jak czyni to medycyna czy biologia, doochodzimy do przestrzeni, która jest „poza” — także nauką, mimo, że np. psychologia klasyczna zajmuje się jego zachowaniami, impulsami czy popędami, ale dalej także dochodzi „do ściany”.
Ostatnie trzy dekady podważyły pogląd, że istnieje tylko jedno podejście do leczenia. Opisano, że każdy może wykorzystywać możliwości swego umysłu i ciała do pomożenia sobie w pokonaniu choroby i osiągnięcie zdrowia. Rozwój medycyny psychosomatycznej ukazał jaki wpływ na ciało może mieć umysł i do jakiego stopnia każdy może oddziaływać na swe zdrowie poprzez zmianę postaw i przekonań oraz różne techniki psychofizyczne (w tym masaże czy body&fitness). Dzięki psychoneuroimmunologii zaczynamy rozumieć psychologiczne mechanizmy odpowiedzialne za relacje umysł-ciało. Te „nauki pomostowe” wprowadzają, jak też integrują interdyscyplinarną wiedzę, budując „przęsła” do klasycznego podejścia. Wiele z nich coraz częściej artykułuje aspekt duchowy czy świadomości, niezbędny do zrozumienia zarówno człowieka, jak i świata. Szczególnie istotnym staje się ta przestrzeń we wszystkich naukach zajmujących się człowiekiem, gdyż właśnie w nich zdrowie (czy choroba), podobnie jak życie czy edukacja, jest doświadczeniem bardzo osobistym, złożonym, niepowtarzalnym, a jednocześnie duchowym. Dzięki nim oraz poprzez nie musimy się nauczyć umiejętności zarządzania własnym stanem ciała, umysłu i ducha, by funkcjonować harmonijnie i zdrowo. Musimy się także upomnieć w edukacji i terapii o prawo do tego, co najbardziej osobiste — do własnego zdrowia, zycia jak i godnego umierania. Wymaga to nieustannego rozwijania, jak też wykorzystywania własnych umiejętności i możliwości, które pomagają zjednoczyć umysł, ciało i ducha, ujawniając zdolności autoregulacji.
Zrozumienie choroby i zastosowanie właściwej terapii często zmieniają filozofię życia. Chory odnajduje przyczyny cierpienia, przemodelowuje swe życie, uzdrawia swe problemy, a także zaczyna służyć innym. Zadaniem lekarza czy uzdrowiciela jest pomóc pacjentowi zmobilizować duchowe siły do zwalczenia choroby. Tym samym wyleczenie staje się twórcze lub inaczej — jest procesem samouzdrowienia, włączając aktywną rolę pacjenta, który w sobie znajduje wsparcie oraz źródła.
Mechanizm układu umysł-ciało jest zdaniem E. Dachera czymś wyjątkowym, tajemniczym, włączającym samo-diagnozę, samo-naprawę i samo-regulację. W to wprzęgnięta jest nieustannie homeostaza — autoregulacja powracania do zdrowia na wszystkich poziomach funkcjonowania człowieka, włączając aspekt duchowy. Odbywa się ona poza zasięgiem normalnej świadomości, która musi być poszerzana o większą całość siebie i modulowana wolą, dyscyplinowana i samosterowana, aby organizm — na subtelnych poziomach komórkowych mógł poradzić sobie z zakodowaną informacją (bywa wadliwą), której bezwiednie używa, jak automat czy autopilot, bez korygowania jej z tym, co dzieje się na zewnątrz — w życiu. Każda choroba jest zakłóceniem funkcjonowania całej naszej istoty, a uzdrawianie jest „skrojone” na miarę indywidualnych potrzeb pacjenta, u którego wystąpiły zaburzenia, a szczególnie jego duchowego wzrostu i przemiany.
B. Siegel uważa, że stan ducha zmienia stan ciała, działając za pośrednictwem ośrodkowego układu nerwowego, systemu wewnętrznego wydzielania i systemu odpornościowego. Niemniej ludzie nie wykorzystują swych możliwości wewnętrznych, dopóki groźna choroba nie skłoni ich do zmiany duchowego nastawienia. Wymaga to edukacji od najmłodszego wieku dla ukształtowania postawy wspierającej zdrowie, co oddziałuje na jakość życia i jego długość. Jest to tym istotniejsze, że siła ducha jest do dyspozycji cały czas, wymaga jedynie jej odnalezienia i użytkowania. Dzięki temu może on osiągnąć spokój ducha, wykorzystywać w pełni swe duchowe siły, budując zdrowe związki z innymi ludźmi, przyrodą i Bogiem, a tym samym docenić wartość swego życia i wykorzystać w nim w pełni swe talenty i pasje (samorealizacja i spełnienie).
Dawno temu, zajmując się immunologią i diagnostyką kliniczną natrafiłam na nazwisko Profesora Juliana Aleksandrowicza, a w kolejnych latach na jego książkę, napisaną wspólnie z H. Dudą „U progu medycyny jutra”. To otworzyło mi świat głębi przeżyć, a przede wszystkim ukazało mi człowieczeństwo i zrozumienie jego realizacji poprzez własne działania. W tym czasie zaczynałam doświadczać totalnego kryzysu zdrowia, a przede wszystkim systematycznego osłabiania zaufania do medycyny objawowej. Ona bowiem przez dziesiątki lat nie umiała sobie poradzić z mymi dolegliwościami, nie zwracając uwagi na ich „korzenie”, nie uznając i nie słuchając tego, co mówię, przeżywam, rozumiem i chcę przekazać, odcinając mnie z całym doświadczeniem życia od objawów we mnie. Minęło jeszcze jednak ponad 10 lat, gdy te nasiona zasiane w mojej duszy, zaczęły dojrzewać do opuszczenia medycyny, po zrozumieniu w mych badaniach poczynionych w pracy doktorskiej, że fizjologia to za mało, także w immunologii do wyleczenia moich zdrowotnych problemów, a w tym m.in. zbudowania odporności na stres.
Właśnie wtedy zetknęłam się z psychosyntezą, która doprowadziła mnie do wielowymiarowego, całościowego postrzegania zdrowia, do zrozumienia oraz stopniowego odkodowywania moich zdrowotnych problemów. Psychosynteza — jako synteza psyche dała mi jednak znacznie więcej niż dotychczas nauki medyczne, a mianowicie głębsze zrozumienie pojęcia człowiek i człowieczeństwo, relacji międzyludzkich, praw nimi rządzących, obrazu człowieka w relacji do świata oraz sensu życia. Odtąd mogłam odnajdywać sens swoich doświadczeń, ale także ich sens dla innych, dla budowania „modelu edukacji dla przyszłości” — wychowania do zdrowia i zrównoważonego rozwoju, do człowieczeństwa, do nowej jakości życia na Ziemi.
Psychosynteza, z powodu swej praktyczności (nie tylko teorii) pozwoliła mi także na głębokie zrozumienie funkcjonowania ciała i mechanizmów regulacyjnych, w tym autoagresji (włącznie z autoimmunoagresją), homeostazy na głębszych poziomach niż metabolizm biochemiczny, włączając wymiar psycho-duchowy. To dzięki niej, jako „nauce o Ja” uświadomiłam sobie znaczenie zasady: „gdy coś przychodzi na czas — jest to edukacja; gdy za późno — to terapia”. Obydwa z nich są wyjątkowe i jednocześnie winny być zawsze skupione w jednym ręku, aby uczyć oraz jednocześnie pomagać.
Dokonawszy SYNTEZY tych dwóch znaczeń, którego głębokim sensem jest uzdrowienie, jesteśmy w stanie wesprzeć w trakcie życia to wszystko, co wyłania się w rozwoju człowieka od dzieciństwa, pomóc mu wyrażać siebie i to co czuje, na wszystkich etapach kształcenia przez wszystkich obecnych w jego życiu, zarówno w zdrowiu jak i chorobie (rodziców, nauczycieli, lekarzy i ludzi innych zawodów włączonych w służbie ŻYCIU). Rozwiązania obecnie istniejących problemów zarówno nasilających się patologii społecznych, jak i chorób cywilizacyjnych istnieją bowiem w sferze, która do tej pory nie była brana pod uwagę, ani uczona, jak z niej korzystać na żadnym poziomie edukacji — sferze duchowej, zwanej inaczej transpersonalną lub nadświadomą. Została także pominięta w leczeniu, a więc zarówno medycynie, jak i psychologii. Przed konsekwencjami takiego postępowania przestrzegał włoski psychiatra Roberto Assagioli, twórca psychosyntezy już na początku XX w. Uważał, że stłumienie immanentnej części bytu, jaką jest sfera duchowa prowadzi do wielu patologii cywilizacyjnych i społecznych. Dlatego nazwano psychosyntezę „psychologią z duszą”.
Nowy wymiar edukacji (w tym edukacji psychosomatycznej), w oparciu o „naukę o Ja” pozwoli na zrozumienie co się w człowieku dzieje, jakie są powody blokowania energii w ciele, a co w konsekwencji prowadzi do zaburzeń w metabolizmie na poziomie komórkowym, hamowania lub nadmiernego wydzielania hormonów, niewłaściwego funkcjonowania układu immunologicznego.
Przywrócenie do łask, a nie ignorowanie przeżyć człowieka, jego stanu emocjonalnego, wadliwego sposobu myślenia o sobie, innych i świecie stworzy nie tylko nową edukację, ale i nową medycynę. Wyzwoli nowe sposoby leczenia czy uzdrawiania, rozumienia mechanizmów autoregulacyjnych i przywracania wewnętrznej homeostazy na poziomie psychoduchowym, ukazując tym samym właściwe przyczyny chorób. Pozwoli to także na głębsze uświadomienie nie zawsze odpowiedniej ingerencji poprzez zewnętrzne oddziaływania (w tym leków, inwazyjnej diagnostyki czy chirurgicznej terapii), które nie pozwalają, a nawet uniemożliwiają powrót do prawidłowego, naturalnego, fizjologicznego stanu organizmu.
Człowiek, będąc częścią przyrody jest w stanie, poprzez zachowanie wewnętrznej równowagi dotrzeć nie tylko do biologicznych zasobów uzdrawiania w sobie, ma także moc dotarcia do potencjalnych możliwości zawartych w nim samym (transpersonalnych, duchowych), odkrycia ich i używania we własnym życiu. Te możliwości są w nim dostępne na poziomie duchowej homeostazy, w samym centrum (istoty) siebie, poprzez odkopanie i odkrycie pokładów swego człowieczeństwa, tego, co łączy go z Kosmosem, co określa się Wyższym Ja w naukach duchowych czy psychologii transpersonalnej, lub „Bogiem w sobie” w religii, włącznie z poziomem Uniwersalnego Stanu Świadomości, stanu nie podlegającego zmianom według A. Szyszko-Bohusza.
R. Assagioli, twórca psychosyntezy określił Wyższe Ja, jako syntezę całej istoty, esencję prawdziwej egzystencji ludzkiej, najbardziej podstawową część ludzkiego istnienia — jego rdzeń, unifikujące centrum. Świadomość — lub osobowe ja jest jego odbiciem, dając sens całości i tożsamości. Jest to doznanie świętości w codzienności, przeżycie sacrum w akcie miłości, uniesienia, odczucia łaski i spokoju wewnętrznego, gdy przekonujemy się, że służąc jakiejś sprawie służymy ludzkości, idei, a dla wierzących — Bogu. Tym samym staje się w nim Człowiek, wydobywając z siebie Człowieka i najczystsze wymiary człowieczeństwa, sublimując (jak alchemik) te wymiary w swoje działania, ofiarowując je jako darydla świata.
Możemy także pomóc odkrywać tego rodzaju wizję już małym dzieciom we własnym życiu, używając do tego celu wszystkich zasobów i to zarówno zewnętrznych (technika) jak i wewnętrznych, w nich zawartych. Podobnie jesteśmy w stanie nauczyć się na bieżąco poddawać refleksji swoje własne życie i swe postępowanie, aby „nie szkodzić innym”. I tu filozofia A. Schweitzera „etyki czci dla życia” znajduje swą doniosłą rolę, swe zadanie. Żyć tak, aby nie szkodzić innym oraz jednocześnie pozwolić żyć innym, także światu (włącznie z przyrodą).
Wszyscy mamy cel wspólny — żyć szczęśliwie, a tym samym stworzyć zrównoważone społeczeństwo i przywrócić sens każdego jednostkowego życia czy Życia jako całości, jego uniwersalizm. Z tego sensu ma się wyłonić wizja świata oraz życia, a z niej filozofia oparta na Życiu jako takim. Będzie to filozofia życia, a jednocześnie nauki przyjazna życiu, wspierająca życie, bo ono dla każdego jest najważniejsze. Z niego rodzi się cały sens, przekłada się na życie i je buduje. To życie ją także weryfikuje i nakazuje podporządkować Życiu wszystko co tworzy człowiek swoją działalnością. Ma to być dla Życia, służyć Życiu, a nie je niszczyć. Szerszy kontekst, włączający siebie (jednostkę), ale jednocześnie wybiegający poza nią, przestaje być antropocentryczny i staje się kosmocentryczny.
Jako ludzie mamy bowiem „odczytywać” życie, ponieważ świat, przyroda, to coś więcej niż człowiek. Życie ma stale prowadzić do nowych syntez. Według R. Assagiolego synteza jest nieustającym procesem towarzyszącym nam w rozwoju, nadającym mu kierunek i sens bycia częścią wielkiego systemu zwanego Życiem, w połączeniu z nim.
„Bądźcie pobudzeni przez wielką potrzebę uzdrowienia poważnych chorób, którymi obecnie zaatakowana jest ludzkość… i tworzenia cywilizacji charakteryzującej się harmonijną integracją i współpracą, przenikniętą duchem syntezy” — nawoływał doktor R. Assagioli.
Współczesny człowiek potrzebuje nowej, duchowej perspektywy, gdyż dotychczasowy człowiek — jednowymiarowy (widziany jedynie jako zespół narządów czy układów oraz zachowań) jest niepełną wizją, nie w pełni zrealizowaną. Tego rodzaju redukcjonistyczne podejście niesie za sobą także poważne niebezpieczeństwa nadużyć moralnych. Całościowe zrozumienie człowieka i świata pozwala i zobowiązuje do dbania o każdy wymiar siebie i swego Człowieczeństwa, aby „po pierwsze nie szkodzić” (primum non nocere) — sobie, innym i Światu.
2. Wyzwania współczesności a choroby cywilizacyjne
Żyjemy w wyjątkowym okresie cywilizacyjnym, gdy w krótkim czasie na przestrzeni zaledwie jednego pokolenia wiedza i technologia osiągnęły wyjątkowe apogeum. W tym samym czasie można zaobserwować odwrotną sytuację w relacjach międzyludzkich, w ich rozluźnianiu, budowaniu murów oddzielenia, a nawet wrogości narastającej między ludźmi. Jednocześnie następuje przemieszanie narodów oraz przemieszczanie się pojedynczych jednostek i grup w różne miejsca na świecie, czyniąc z ludzkości słynną Wieżę Babel, gdzie brak zrozumienia zaczyna dominować nad akceptacją i empatią.
Wyżej wymienionych wartości zaczyna także brakować od podstawowej komórki społecznej, jaką jest partnerstwo i rodzina, w relacjach rodzice-dzieci, dzieci-nauczyciele, podwładni-pracodawcy. Znajduje to swój wyraz we wszystkich sytuacjach społecznych, w których znajduje się człowiek od najmłodszych lat aż po wiek dojrzały, czyniąc życie odhumanizowane, siejąc niebezpieczeństwo, o którym wiele lat temu pisał Prof. Julian Aleksandrowicz „człowiek człowiekowi wilkiem”.
Podstawowym problemem na poziomie jednostkowym jest niemożność kochania siebie. Jest to wynikiem tego, że znaczna część ludzi nie była kochana przez bliskich w decydujących okresach, szczególnie dzieciństwa, kiedy stosunki z rodzicami formują indywidualny sposób reagowania na sytuacje w życiu, w tym radzenia sobie ze stresem. Jako dorośli powtarzamy te reakcje, „odreagowując” na innych swe problemy, lub niszczymy siebie (autoagresja), zwiększając predyspozycje do pojawiania się chorób.
Medycyna, podobnie jak inne nauki (w tym psychologia i pedagogika) przechodzi kryzys. System mechanicznego traktowania umysłu i ciała, polegającego na „wlewaniu oleju do głowy” lub przeglądzie i reperacji jednej części, nie spełnia już swego zadania Nie dość, że technologia przestala nadążać za skutecznością oraz możliwościami terapii, to tym bardziej rozpadają się więzy łączące pacjenta z lekarzem, z wiarą i zaufaniem do jego wiedzy, intuicji i mądrości. One są niezbędne nie tylko w leczeniu choroby, ale w daniu pacjentowi nadziei na zdrowie oraz przynajmniej godne życie. Ponadto coraz więcej osób, szczególnie włączonych w „nową naukę” i interdyscyplinarne podejście, zaczyna rozumieć, że proces leczenia (czy uzdrowienia) nie wynika jedynie z prawidłowego funkcjonowania pojedynczych komórek czy narządów lub tylko z systemu przekonań. Wypływa on z całego indywidualnego doświadczenia, które ujawnia nam wszelkie możliwości wewnętrznego i zewnętrznego uzdrowienia. Jest efektem indywidualnej drogi, a więc splotu okoliczności w życiu każdej osoby (też pacjenta), które przebiegają harmonijnie lub doprowadzają do rozbicia fundamentalnej jedności jego ciała, umysłu i ducha, a to staje się pierwotnym źródłem choroby. Tym samym pogląd utrzymujący, że wszelkie zaburzenia funkcji ciała przypisuje się nieprawidłowościom na poziomie biochemii (metabolizmu) czy organów, oraz że leczenie może być „skrojone” na miarę choroby (a nie osoby) jest redukcjonistyczny.
Postęp cywilizacyjny nie przyczynił się i nie stał się panaceum na wszelkie ludzkie problemy, a wprost przeciwnie — jeszcze je namnożył. Dwie niszczycielskie wojny zostawiły w ludziach psychiczne depozyty, przekazywane pokoleniowo, jako wzorce emocjonalnej nadmiernej reaktywności, obwiniania wszystkiego i wszystkich wokół za swe problemy, odreagowywania emocji na innych (w tym dzieciach). Nie mamy świadomości ich konsekwencji na kolejne generacje, jeśli nie zostaną one oczyszczone. Te wspomniane depozyty mogą też nie być wyrażane w ogóle, blokowane w ciele, jako „magazyny energetyczne” na przyszłe i obecne choroby. Te problemy nazywa się obecnie chorobami ze stresu. Są one wywołane traumatycznymi doświadczeniami, w literaturze anglojęzycznej — post traumatic stress disorders (w skrócie PTSD). Tym samym powoli zbliżamy się do zasadniczego tematu tej książki, jakim są choroby ze stresu /z autoimmunoagresji/, choroby energetyczne, na skutek implozji nagromadzonej, a nie zużytej energii negatywnej.
Zgodnie z badaniami Centrum Kontroli i Prewencji Chorób Medycznego Uniwersytetu w Stanford największym z wrogów człowieka, który zbiera żniwa w postaci różnych chorób, z nowotworami włącznie jest stres. Ponad 95% fizycznych oraz psychologicznych problemów zgłaszanych do lekarzy dotyczy sytuacji stresowych. Niestety współczesna medycyna nie odwołuje się ani do całości człowieka, ani nie łączy jego emocjonalnych zaburzeń z odniesieniami do fizycznych objawów, ignorując te pierwsze zupełnie.
Stres towarzyszy człowiekowi od zawsze, a szczególnie we współczesnym świecie na co dzień. Stresorów wywołujących różne problemy w ciele jest niezliczona ilość, a im szybsze tempo życia i pośpiech, tym groźniejsze i bardziej uogólnione skutki. Pacjenci, coraz bardziej zaczynają rozumieć reakcje emocjonalne na stres oraz zgłaszają je lekarzom, jednak oni ignorują te doniesienia, stosując jedynie leczenie farmakologiczne obserwowanych objawów fizycznych. Bywa, że odsyłają ich do psychiatrów.
Uważa się, że stres przychodzi z zewnątrz, zapominając, że jest tworzony także przez niewłaściwe przekonania i ich nieodpowiednią interpretację oraz spowodowane tym napięcia w ciele. Pacjent może widzieć swą rzeczywistość i życie jako niebezpieczne, zagrażające jego egzystencji. W tej sytuacji komórki ciała są nieustannie bombardowane poczuciem walki, zamiast zaabsorbowane wzrostem czy regeneracją oraz utrzymaniem równowagi. Tym samym ciało jest w ciągłym stresie, niszcząc się i tracąc zdolności samo-naprawiania. Stan nieustannej gotowości do walki zamyka jego naturalne funkcje autoregulacyjne. System immunologiczny zużywa ogromną ilość energii dla utrzymania mechanizmów przeżycia. Człowiek zmniejsza osobiste zdolności umysłowe, używając swych zasobów i traci wiele umiejętności do czasu, gdy zniknie stan zagrożenia. Wszystkie te zaburzone procesy wywierają negatywny wpływ na cale funkcjonowanie ciała. To stres powoduje, że zaczyna ono chorować. Pod jego wpływem komórki nie otrzymują wystarczającej ilości tlenu, wody i składników odżywczych. Nie są w stanie prawidłowo wydalać substancji balastowych i toksyn, komunikować się z innymi regionami ciała, aby utrzymać je w zdrowiu. Układ immunologiczny jest przeładowany lub/i osłabiony, co prowadzi do choroby. Walcząc z prawdziwymi lub urojonymi stresorami (wyobrażeniowymi), człowiek mobilizuje wszystkie swe zasoby coraz bardziej, wywołując fizyczne stany napięcia ciała, a te uruchamiają psychiczny opór przed zmianą i zobaczeniem czegokolwiek w inny sposób, a w efekcie efekt „błędnego koła”.
Psychologiczny opór pojawia się na wielu poziomach jako strach, racjonalizowanie i usprawiedliwienia, wypieranie się czegoś, brak zgody na coś. Bywa, że osoba walczy z wewnętrznym konfliktem, spóźniając się, popadając w chorobę, przepracowując, ignorując pewne sytuacje czy sygnały ciała lub jedząc, pijąc i paląc nadmiernie. Opór jest wspierany przez wiele przekonań i koncepcji, np. nie jestem taką osobą, nie zasługuję na to, to jest zbyt drogie, to zajmuje zbyt dużo czasu, może lepiej, aby… Zwykle są one mocno zakodowane, nie pozwalając na uwolnienie tego fałszywego obrazu siebie i sytuacji.
Zdrowie i dobrostan wymaga zmiany postrzegania i wyboru zdrowia, a ta perspektywa, zdaniem D. Chopry nie przewiduje chorowania, lecz kontaktu świadomości z poziomem, który przynosi harmonię, rozszerzając ją na całe ciało. Ten stan zrównoważonej świadomości (duchowej homeostazy) tworzy wyższy poziom zdrowia bardziej niż fizyczna odporność. Według Ayurvedy istnieje w każdym człowieku przestrzeń, która wie, co znaczy pełnia zdrowia. W tej przestrzeni jest emocjonalna odporność na zachorowania, będąca częścią całościowej odpowiedzi immunologicznej.
Pełne zdrowie jest naszym wyborem. Możemy być na tyle zdrowi, na ile pozwalamy sobie nim być. Niektórzy ludzie mówią, że nie znajdują pomocy w klasycznej medycynie, chorując 25 lat, lecz, gdy dowiadują się, że istnieją inne możliwości dla polepszenia swego zdrowia, nie odczuwają potrzeby zainteresowania się nimi. Drążąc temat, okazuje się, że nie wierzą naprawdę, że cokolwiek lub ktokolwiek może im pomóc, stąd nie robią nic w tym kierunku, także akceptując chorobę jako przypisaną im jako przewlekłą i nieuleczalną.
Proces choroby jest jednak odwracalny, gdy człowiek uświadomi sobie własne wadliwe przekonania i ich niewłaściwą interpretację. Zaczyna wtedy widzieć okoliczności z zupełnie innej perspektywy, rozumieć i mieć wpływ, zmniejszając świadomie nieustanny stres w ciele, a to pozwala komórkom uwolnić mechanizmy walki i nastawić się ponownie na proces zdrowego wzrostu.
Ciało jest wyposażone w wyjątkowe mechanizmy regeneracyjne, jeśli jego komórki nie są nieustannie bombardowane rekcjami emocjonalnymi, wywołanymi stresem. Właśnie na poziomie struktur subkomórkowych — informacji i energii cały proces zarówno zdrowia jak i choroby ma swe fundamentalne początki. Rozwijanie świadomości ciała pozwala na większą elastyczność, obserwację miejsc napięć czy zranień. Słuchanie i odpowiadanie na sygnały ciała pomaga mu w uwolnieniu nagromadzonych negatywnych emocji, oporu przed zmianą, lepsze dotlenienie oraz uwolnienie pamięci komórkowej.
12 września 2004 roku codzienny magazyn Dallas Morning News przytoczył jako sensację, że komórki i organizmy mogą funkcjonować bez obecności mózgu. Dotyczyło to ich pamięci komórkowej. Konkluzją tego doniesienia było stwierdzenie, że nowotwory mogą być spowodowane przez zastąpienie właściwej pamięci — wadliwym wzorcem; podobnie psychologiczne traumy, uzależnienia czy depresja mogą być wynikiem podobnych procesów. Dane te zostały opublikowane przez badaczy z Southwestern Medical School w Dallas (Texas), którzy wierzą, że korzeniami chorób jest właśnie ta wadliwa pamięć komórkowa. Choroby mogą ujawniać się po latach, niemniej coraz częściej zaczyna się uważać, że ich powodem są zakodowane niewłaściwe informacje na podstawowym wzorcu.
Stres jest wewnętrzną reakcją na nieprzyjemne wydarzenia, niepokojem, napięciem czy strachem powstałym z powodu trudnych sytuacji, bezsilnością, przerastającą możliwości sprostania wydarzeniu, odczuwaniem strachu, napięcia czy oporu przed dopuszczeniem czegoś nowego lub innego niż dotychczasowe przekonania.
W niniejszej książce pragnę rzucić nieco światła na pewne sytuacje stresowe, których korzenie pojawiają się w dzieciństwie i wytwarzają predyspozycje do emocjonalnego reagowania na nie. Dzieci bowiem są o wiele bardziej wrażliwe na różne tego rodzaju bodźce niż sobie wyobrażano. Jeśli dziecko nabędzie umiejętności radzenia sobie z nimi poprzez zewnętrzne wsparcie najbliższych oraz system edukacji (wychowania), jest w stanie uwolnić pamięć komórkową i napięcia z ciała, które nie przerodzą się w dorosłości w choroby. Niemożność wyrażania negatywnych emocji w dzieciństwie (niepokój, strach, złość, gniew — mało opisywanych w literaturze przedmiotu), wskutek zakazów, powoduje jednak kumulację ich w ciele, a efektem tego są sukcesywnie ujawniające się po latach kolejne problemy zdrowotne, jak i traktowanie wszelkich problemów życia jako sytuacji trudnych i w konsekwencji ujawnienia się depresji i wielonarządowych chorób o charakterze uogólnionym.
Sytuacja stresowa uwalnia wiele chemicznych substancji, które są reakcją na nią, a które wywołują konkretne przemiany metaboliczne, prowokując wydzielanie kolejnych, niszczących substancji na zasadzie perpetum mobile.
Stres nie jest więc fizycznym zdarzeniem, lecz odpowiedź na niego zależy od otoczenia i predyspozycji organizmu, co może z tym zrobić. Jeśli jest to organizm małego dziecka, które poddane jest zewnętrznej presji, jego możliwości adaptacyjne stają się nakierowane na przetrwanie, na znalezienie takich zachowań, które pozwolą mu zaadoptować się w zaistniałych okolicznościach.
Z punktu widzenia neurobiologii stres oddziałuje na najwyższy poziom funkcjonowania organizmu, na podwzgórze, które uruchamia emocje. Można odnieść się tu do dwóch teorii: Jamesa-Langego — według której informacje na temat sytuacji stresowej docierają do mózgu, który wywołuje reakcje fizyczne w postaci uwalniania emocji; oraz teorii W. Cannona, którzy uważał, że mózg kieruje sygnały do podwzgórza, a ono dopiero uruchamia reakcję emocjonalną. Badano także rolę pamięci w interpretowaniu zdarzeń w organizmie i stwierdzono, że stany emocjonalne zależą nie tylko od samych zdarzeń, ale od interpretacji własnych fizycznych skutków i konieczności przeżycia.
Fizycznymi reakcjami na stres zawiaduje układ nerwowy, w tym nerwy odbierające komunikaty i przenoszące je do poszczególnych części ciała oraz sam mózg. Mózg otrzymuje i wysyła informacje przez neurotransmitery (chemiczne przekaźniki, transformujące sygnały elektryczne na chemiczne w synapsach między neuronami, a także przenoszące je z komórek nerwowych do mięśniowych czy gruczołowych), i/oraz hormony. Gruczołowa część przysadki mózgowej wydziela do krwi hormony stymulujące właściwe reakcje podległych przysadce gruczołów wydzielania wewnętrznego i wpływające na czynność organów i układów, np. uaktywnia wytwarzanie przez przedni płat przysadki hormonu adrenokortykotropowego (ACTH), a ten uwalnia kortyzol w korze nadnerczy. Jednocześnie rdzeń nadnerczy zaczyna wysyłać na obwód adrenalinę oraz noradrenalinę, które wpływają ma mięsień serca, zwiększając zapotrzebowanie na tlen, niezbędny dla mięśni dla uwolnienia energii. Odpowiedź na stres jest stymulowana także przez układ adrenergiczny. Podwyższenie we krwi adrenaliny stanowi o gotowości organizmu do natychmiastowej reakcji, przyspieszając także akcję serca, podwyższając ciśnienie, zwiększając napięcie mięśni. Wyczerpanie układu adrenergicznego obserwuje się w chorobach mających związek z napięciem mięśni (w tym chorobie wieńcowej, wrzodowej, zespole stałego zmęczenia, fibromialgii itp.)
Podwzgórze jak i przysadka kontrolują zarówno autonomiczny układ nerwowy (część sympatyczną i parasympatyczną), jak i układ czynnościowy. Równowaga jest zachowana, gdy dwa systemy pracują pod kontrolą tych systemów i hormonów.
W sytuacji stresowej, gdy następuje przewaga układu sympatycznego autonomiczny układ nerwowy powoduje przyspieszenie akcji serca, rozszerzenie źrenic, podwyższenie glukozy we krwi oraz zwolnienie procesów trawiennych. Przedłużający się stres prowadzi w konsekwencji do nadmiernego obciążenia serca (różnego rodzaju dolegliwości serca czy układu krążenia), jak i przewodu pokarmowego (choroba wrzodowa żołądka i dwunastnicy, biegunka, owrzodzenie jelit), także układu oddechowego (astma) czy zmian skórnych (swędzenie, depozyty tłuszczów w tkankach podskórnych, tzw. pomarańczowa skórka — celulitis, plamy na skórze). Zwiększenie aktywności układu sympatycznego powoduje uwalnianie kwasów tłuszczowych do krwi. Wątroba zaczyna produkować nadmiar cholesterolu, którego złogi odkładają się w tętnicach wieńcowych, głównie mięśnia sercowego, prowokując zagrożenie zawałem serca. Złogi zmniejszają przepływ krwi, a tym samym dopływ tlenu, wywołując niedotlenienie mięśnia sercowego.
Warto także zwrócić uwagę na wpływ stresu na produkcję kwasu solnego w żołądku, który produkowany w nadmiarze powoduje tworzenie się nadżerek czy wrzodów na błonie śluzowej żołądka i w okolicy wpustu do dwunastnicy.
Opisano trzy rodzaje zachowań u zwierząt w okolicznościach stresu, które są zbliżone do zachowań u człowieka: zahamowanie, ucieczka i agresja. W pierwszym typie reakcji następuje znieruchomienie, silne napięcie ciała, często defekacja, także najeżenie oraz poczucie schowania się w sobie. Ucieczka prowadzi zwykle do sytuacji unikania; a agresja jest objawem napięcia ciała, które dąży do rozładowania. Każdy z tych objawów jest wyjątkowo ważny, gdyż pozwala na adaptowanie się pojedynczej jednostki do sytuacji życiowych. Podobnego rodzaju reakcje można odnieść także do człowieka.
Reakcja stresowa nie kończy się jednak, ale działa kaskadowo, gdyż w dalszych konsekwencjach przedłużonego stresu tylny płat przysadki blokuje wydzielanie hormonu ADH (hormonu antydiuretycznego)= wazopresyny, która w normalnych warunkach, produkowana przez podwzgórze powoduje retencję wody do organizmu. W warunkach stresu ta woda zostaje wydalana przez nerki prowadząc do cukrzycy (diabetes insipitus). Dochodzi do nieodpowiedniej sekrecji ADH, woda nie ulega retencji zwrotnej i wydala się z moczem, wywołując poliurię. W tym procesie bierze udział aldosteron (angiotensynakortyzolDHEAACTH), mający udział w retencji wody i sodu, stymulując podwzgórze. Przy niewydolności kory następuje nadmierna synteza hormonu ACTH, a ten, jak napisałam wyżej wzmaga wydzielanie kortyzolu przez korę nadnerczy.
Przysadka ma także wpływ na produkcję hormonu tyreotropowego, który jest włączony w tworzenie hormonów tarczycy. Kontroluje ona zmęczenie, sen, temperaturę ciała.
Cukrzyca (diabetes insipitus) wywołana stresem (traumą) jest pochodzenia neurogennego. Podwyższa się osmolalność surowicy (ponad 300 mosm, zamiast poniżej), podczas, gdy osmolalność moczu spada do 100 i poniżej (zwykle tyle samo co surowicy). Te wszystkie dolegliwości są pod kontrolą podwzgórza i nazywane są chorobami spowodowanymi przez przysadkę (posteriori pituitary disorders). Rozregulowanie hormonalne wywołuje także nierównowagę elektrolitową, zaburzenia rytmu serca, odwodnienie organizmu, nadmierne wysuszenie skóry i błon śluzowych.
W reakcji na stres, jak zwróciłam uwagę wyżej, bierze udział cały układ podwzgórze-przysadka-nadnercza, stąd każdy z tych elementów ma wpływ na dysharmonię organizmu, poczynając od podwzgórza, produkującego prekursory statyn, regulującego hormony tropowe, tarczycę, korę nadnerczy i gonady. Powoduje to obniżenie wydzielania hormonów lub ich czynnościowe zaburzenia, jak to ma miejsce w przypadku tarczycy czy gonad.
Podwzgórze, jak opisano w literaturze rządzi zachowaniami emocjonalnymi (w tym złością, agresją, także aktem seksualnym).
Kortyzol produkowany przez korę nadnerczy ma szeroki wpływ na metabolizm. Można go uważać za hormon stresowy, podobnie jak adrenalinę. Zatrzymuje on sód w organizmie, ma wpływa na poziom glukozy we krwi. Wpływa na jej zwiększenie jako reakcję na stres. Hamuje tempo zużywania glukozy przez mięśnie szkieletowe. Przewlekły nadmiar kortyzolu we krwi prowadzi do charakterystycznego przemieszczania się depozytów tkanki tłuszczowej — następuje ścieńczenie skóry, zaczynają powstawać rozstępy, a z innych obserwowanych nieprawidłowości pojawia się insulinooporność.
Stres wywołuje także wyjątkowe oddziaływanie na energetyczny system mięśnia sercowego, który pod jego wpływem jest w nieustannym napięciu, podobnie jak naczynia wokół niego. Na stan serca oddziałują dwa hormony: adrenalina oraz kortyzol. Kortyzol powoduje zwiększenie oporności na receptory insuliny (reakcję walcz lub uciekaj), jednocześnie podwyższając poziom glukozy we krwi. Stres bombardując nieustannie centralny układ nerwowy wywołuje obniżenie produkcji serotoniny, a tym samym powodując depresję.
Warto wspomnieć także o działaniu stresu na szyszynkę i wydzielanie przez nią melatoniny. Rozregulowanie jej funkcji prowadzi do zaburzenia rytmu snu, jak też czuwania.
Stres ma wpływ na produkcję hormonów tarczycy, a tym samym obniżając tyroksynę i trójjodotyroninę, co wywołuje spowolnienie metabolizmu.
Grasica i jej hormon tymopoetyna działa na hamowanie przewodzenia sygnałów między włóknami nerwowymi a mięśniami. Gdy następuje reakcja na stres, niedoczynność jej powoduje nadmierną siłę skurczu mięśni, które nie są w stanie rozluźnić. Następuje trzymanie skurczu mięśnia, co jest charakterystyczne w syndromie nieustannego zmęczenia i fibromialgii.
Stres wywołuje, jak nadmieniłam wyżej, blokowanie receptorów insuliny, a tym samym glukoza nie wychwytywana do wątroby zaczyna podwyższać się we krwi, prowadząc do objawów cukrzycy.
Warto wspomnieć także o kolejnych hormonach nadnerczy, wpływających na metabolizm. Są to glikokortykoidy w korze, regulujące przemianę cukrów, a w rdzeniu natomiast — mineralokortykoidy, kontrolujące gospodarkę wodno-mineralną, mające wpływ na ogólne osłabienie organizmu, a ponadto na pojawianie się brązowych plam na skórze, jako wadliwej przemiany barwnika skóry melaniny. W tym procesie, jak opisano w literaturze naukowej, bierze udział także kora nadnerczy, gdyż przy jej niewydolności i nadmiernej produkcji ACTH zaczyna występować ciemniejsze zabarwienie skóry.
Tutaj też hormony rdzenia nadnerczy: adrenalina i noradrenalina mają swój bezpośredni udział w reakcjach na stres organizmu, w tym także na poziom glukozy.
Nie sposób pominąć jednak jeszcze bardzo ważnego wpływu stresu na gospodarkę lipidową. Zwykle medycyna akademicka skupia się jedynie na obniżaniu poziomu cholesterolu, głównie frakcji HDL, nie wiążąc całości procesów z innymi przemianami metabolicznymi, podobnie jak z przyczynami jego wysokiego poziomu. Tłumaczy wysoki cholesterol m.in. czynnikami genetycznymi (hipercholesterolemią rodzinną), nic z nimi jednak nie robiąc, podczas gdy reakcja na stres owszem może, jak nadmieniłam wyżej, przechodzić na kolejne pokolenia (PTSD), niemniej należałoby zająć się odkodowaniem przyczyn, a nie kolejnym obniżaniem cholesterolu.
Jednym z aspektów długotrwałego oddziaływania stresu na organizm jest jego wpływ na hormony gonad, w tym jajniki i produkcję estrogenów i progesteronu i na efekt tego działania w postaci przedwczesnego przekwitania, a w konsekwencji starzenie się organizmu.
Rozpatrując oddziaływanie stresu w tak szerokim kontekście, zajmowanie się w medycynie naukowej jedynie wpływaniem na jeden objaw nie pozwala widzieć całego problemu, aby skutecznie pomóc pacjentowi w wyregulowaniu i utrzymywaniu dynamicznej homeostazy organizmu na wszystkich jego poziomach. Niezbędnym jest szerokie obejrzenie problemu w organizmie, z wyższego pułapu jego funkcjonowania, na poziomie trójkątnej osi układu: podwzgórze-przysadka-nadnercza, czy wreszcie poziomu kwantowego (zakodowanej wadliwej informacji, chociażby w przypadku PTSD) a nie tylko ostatecznego ogniwa, jakim jest objaw choroby (chociażby cholesterol, glukoza czy nawet jeden z hormonów tarczycy).
Wymaga to więc całościowego spojrzenia na rozregulowany metabolizm, podobnie jak poszukiwanie przyczyny, aby nie powielać choroby na przyszłe pokolenia jako choroby genetycznie uwarunkowanej (w tym przypadku reakcji organizmu na stres i tego szeroko aspektowych i wielonarządowych/ układowych konsekwencji).
Nie sposób jednak, przyglądając się oddziaływaniu stresu na organizm, pominąć badań psychologicznych, które rzucają wiele światła na konkretne reakcje indywidualne, choć bardziej tutaj należałoby spojrzeć na tendencje niż konkretne zachowania. I tak M. Friedman i R. Rosenman zwrócili uwagę, że sprzyjają chorobie wieńcowej osobowości ambitne, poszukujące uznania; a depresji — mające niską samoocenę, nieustannie żyjące w napięciu, braku poczucia bezpieczeństwa. Ta ostatnia jest opisana jako skutek długotrwałego stresu. Już Hipokrates twierdził, że chciałby wiedzieć jakiego charakteru człowiek choruje niż na jaką chorobę. Podobnie H. Selye uważał, że o wiele ważniejszy niż sam stres jest sposób w jaki człowiek na niego reaguje. Znaczna większość chorób fizycznych ma swój początek psychosomatyczny. Zdaniem J. Frankla z Uniwersytetu J. Hopkinsa, stres wywodzi się z interpretacji faktów przez pacjenta — a to ma wyraźny aspekt wewnętrzny niż zewnętrzny. Natomiast H. Benson z Wydziału Medycznego Harvardu uważa, że np. zdolność zachowania właściwego poziomu cholesterolu jest bezpośrednio związana z umiejętnością pozbywania się napięć i relaksacji. Także F. Alexander, uważany za „ojca” medycyny psychosomatycznej stwierdził ponad 50 lat temu, że niektóre konflikty emocjonalne, ze względu na swą specyfikę mają skłonność do wywoływania określonych stanów chorobowych w pewnych narządach wewnętrznych.
W literaturze przedmiotu spotyka się stwierdzenia, że przewlekłe napięcie mięśni powoduje ich nadmierne zmęczenie, a w konsekwencji sztywność i ból, ponadto tworzenie się tzw. zakwasów, czyli gromadzenia się kwasu mlekowego (mleczanów). Energia potrzebna do metabolizmu i mobilizacji wyczerpuje się, co wpływa na ich osłabienie.
Największym problemem, który wywołuje coraz silniejsze zachwianie zaufania do współczesnej medycyny jest ignorowanie przez nią czynników duchowych związanych ze zdrowiem pacjenta. Zdrowie jest definiowane zwykle w kategoriach anatomicznych i fizjologicznych, psychologicznych lub społecznych. Znaczenie cierpienia, cierpliwość, łaska, nadzieja, wybaczanie, modlitwa czy medytacja są traktowane rozłącznie (jako domena religii) lub w ogóle nie włączane w proces leczenia, a są tak samo ważne jak leczenie, hospitalizacja czy chirurgia.
Duchowe aspekty doświadczenia pomagają znaleźć cel, znaczenie i nadzieję w chorobie. Jest to szersze zrozumienie cierpienia, jego uniwersalności i ich uwolnienia w różnych kulturach, tradycjach medycznych i religiach.
Definicja zdrowia wymaga poszerzenia, głębokiego zrozumienia pojęć zdrowia i choroby, wyzdrowienia i leczenia, gdyż są one duchowe, podobnie jak fizyczne, psychologiczne i społeczne. Zdrowie jest związane z egzystencjalnymi potrzebami, a do jego wspierania potrzeba współpracy wielu specjalistów na tych wszystkich poziomach. Poszerzeniem tych pojęć, np. diagnozy, świętej przestrzeni (rzeczywistości metafizycznej), jego symbolicznego zrozumienia zajmował się Csordas (1983). Dotyczy to bowiem ujednoliconego znaczenia w kontekście całego życia, a nie jedynie fizjologii (biochemii). Życie jest bowiem dynamiczne, stąd wiele jego kontekstów daje mu znaczenie, zarówno w podejściu indywidualnym jak też ekologicznym, zbiorowym (natury), także byciem człowiekiem i wyrażaniem swej świadomości, również jej wyższych wymiarów — przestrzeni, w której żyjemy i której jesteśmy częścią.
W tym szerokim oglądzie historia pacjenta ma wyjątkowe znaczenie, gdyż odtwarza jego wzorce myślenia, interpretacji, relacji z innymi ludźmi i światem. Objawy dolegliwości stają się tym samym symboliczną formą komunikacji, gdyż są zarówno obserwowane, opisywane jak i interpretowane. Mają znaczenie w trakcie każdego dnia, gdyż bywają zmienne. To, co się dzieje w ciele jest związane z indywidualną tożsamością jako osoby, jak również wpływa na to, co człowiek robi lub będzie robił w przyszłości, także odzwierciedla to, z czego wyrósł, co stanowiło jego korzenie. Tym samym ciało i „ja” staje się konstrukcją narracyjną, opowieścią o sobie, intymnie związaną z konkretnym momentem życia, umieszczonym w szerszym kontekście jego życia i relacji. To znaczenie dotyczy całości człowieka: ciała, umysłu i ducha. To, co pacjent myśli o przyczynach wpływa także na to, jak powinien być leczony.
O wszelkich tych aspektach zdrowia i choroby dyskutowano ponad 10 lat temu na warsztatach dla polskich lekarzy prowadzonych przez dr Simontona i J. Achtenberg w Warszawie. Zespół pod kierunkiem dr Simontona uważa, że ludzie mają pewien zasób przekonań o swym zdrowiu i chorobie, jak i pewnych działań z nim związanych, także dotyczących diety, ćwiczeń fizycznych, również modlitwy. Oni potrzebują włączenia tego w całość leczenia i uzdrawiania dla stworzenia pomostów między poszczególnymi przestrzeniami. Dzięki temu pojawia się możliwość poszerzenia zarówno diagnozy jak i prognozy.
Duchowe widzenie choroby przynosi rozszerzenie znaczeń, zmianę w świadomości, która przekracza codzienną rzeczywistość, wchodząc w szersze i głębsze rozumienie. Prowadzi do zmiany w zdrowiu i społeczeństwie, transcendentuje sens, poszerza język o duchowe aspekty. Zdrowie w sensie duchowym staje się tym samym autoryzowaniem tożsamości indywidualnej osoby, tego kim jest i co robi. To właśnie staje się podstawą fizjologii i gruntem pod immunologię. Doświadczamy bowiem osobowości nie oddzielonej od ciała, a ta łączy nas ze społecznym życiem i całym Wszechświatem. Stajemy się nie tylko formą, treścią, ale i znaczeniem, a to pozwala — za Csordasem (1997) przekroczyć przestrzeń profanum i osiągnąć sacrum, „święte Ja”. Tym samym musimy patrzeć na kontekst zachowań, będących częścią związaną z całościowym znaczeniem. Zdaniem G. Batesona istnieją wzorce ludzkich zachowań, tzw. meta — wzorce. Odkrycie ich prowadzi do sacrum. Jest to zdaniem tego uczonego odzwierciedlenie mikrokosmosu, którym jest człowiek — jako części Makrokosmosu.
Perspektywa duchowa oznacza sposób świadomego życia, który nadaje sens poszczególnym, codziennym doświadczeniom. Nabiera ono wtedy sensu, a człowiek zaczyna odczuwać wewnętrzną harmonię i integrację. To głębokie doznanie siebie (duchowego Ja) wpływa na postawy, relacje, wartości i przekonania, a tym samym na równoważenie procesów biochemicznych i całej fizjologii. Tym samym człowiek się staje, samo uzdrawia, nabywając poczucia znaczenia siebie, celu i spójności swego życia z czymś większym od siebie. Ta przestrzeń rozwija samoświadomość i zdolności wyzdrowienia, podnosi na wyższy poziom zrozumienia zdrowia, mobilizuje do dbania o siebie, pobudzania sił witalnych i zmiany ukierunkowania na Życie jako całość. Tym sposobem stając się osobiste, indywidualne, jednocześnie buduje połączenia z czymś co jest zbiorowe (Bogiem, światem, Kosmosem)
Duch odpowiada przestrzeni w człowieku, będącej źródłem jedności i znaczenia, jego duchowości, pochodzącej z doświadczania tej przestrzeni, która staje się fundamentem jego koncepcji, postaw i zachowań (Hiart, 1986). Duchowy, zdaniem Doyle’a (1992) znaczy istotowy, poszukujący egzystencjalnego znaczenia w stosunku do Kosmosu. Duch jest przestrzenią ponad indywidualnym doświadczeniem duchowości (duszy). Jest polem łączącym je w całość (Lerner, 1994), wyrażając sens odniesienia do transcendentalnej rzeczywistości, większej niż indywidualne ja. Duchowość jest zdolnością do poszukiwania znaczenia i celu, zaufania, przekraczania siebie, włączając wzrastanie w miłości. Jest jednak zakorzeniona w indywidualnej świadomości biologicznej, obecna we wszystkim i manifestuje się jako wewnętrzny spokój i siła, pochodząca z relacji z czymś większym: transcendentalnym Bogiem, Wyższą Rzeczywistością (Narayanasamy 1999). Jest to relacja między człowiekiem i boskością, wychodząc ponad dualizm, ciało i umysł, prowadząca do innej przestrzeni wiedzy i mądrości; przynosząc je do świadomości. Jeśli dusza zostaje przywrócona do całości, to następuje uzdrawianie ciała, odnowienie jego pełni. Całość znaczy powrót do jedności z Bogiem i jest osiągana przez ducha. Tym samym dusza, ciało i umysł stają się naturalnie połączone.
Choroba widziana z perspektywy duchowej powstaje, gdy stracona jest łączność osoby z jej podstawą bytu (oddzielenie od duszy). Wybuch choroby wskazuje poszukiwania przez „ja” czynników, które nie pozwalają na realizację jedności. Z perspektywy duchowej cierpienie i choroby przynoszą wartość odbudowania warunków całości zdrowia, a tym samym mają nauczyć nieprzerobionej i niezrozumianej lekcji życia.
Przestrzeń edukacji (nauczania) jest wyjątkowo ważna dla powrotu do zdrowia. Jest to heurystyczna wartość dla poznania szczególnie chorób przewlekłych. Poprzez proces zrozumienia znaczenia choroby pacjent i rodzina uzyskują uzdrowienie. Wynika ono z wnętrza osoby chorej, będąc wynikiem poszukiwania jedności. Całość powstaje nie z fizycznej integracji, ale z włączenia czegoś większego. Bez poczucia sensu życie nie ma znaczenia. Przekroczenie zrozumienia daje odkrycie duszy, która jest połączona subiektywnie z ciałem, a duch przekracza duszę. Uzdrowienie jest więc głębokim procesem rekonstrukcji człowieka, przywrócenia jego całości, duchowej natury, a tym samym samoakceptacji, odkrycia relacji w sobie, jako prawzór relacji z innymi, odsłonięciem prawdy o sobie, duszy i Bogu.
Każda indywidualna osoba w sensie duchowego rozwoju i ewolucji w skali globalnej poszukuje znaczenia całości w metafizycznym kontekście. Zdrowie jest zdaniem B. Siegel pokazywane i jest procesem, który się osiąga, a nie dostaje. Podobnie jak prawda, ono jest immanentne (obecne) i wyłania się poprzez działania. Choroba jest przestrzenią pytania — gdy zaczynamy pytać, ujawnia się ona poprzez zwątpienie i ból i wtedy najważniejszym staje się sposób poznawania prawdy i wiara (zaufanie), a więc jak wierzymy, a nie w co wierzymy. To jest wspólna droga zarówno osoby leczącej jak i pacjenta. Słuchanie lub celowy dialog prowadzi do głębi poznania znaczenia choroby w życiu pacjenta.
Gdy każda część człowieka: jego ciało i dusza są rozczłonkowane, nie mając łączności, trzeba je przywrócić dla stworzenia całości. Duchowość daje znaczenie i cel indywidualnemu życiu, a to pozwala na wzrastanie, przekraczanie tego kim jesteśmy. Jako ludzie uczestniczymy bowiem w procesie indywidualnego rozwoju, w relacyjnym kontekście, rozwijając zrozumienie Prawdy, której jesteśmy częścią. Przychodzi ono przez zmianę świadomości o sobie, poprzez transcendencję na poziomie subtelnych energii / wibracji / inteligencji Kosmosu / wyższej wiedzy.
Materialna nauka zajmuje się procesami entropii, rozkładaniem porządku na części; podczas gdy duchowość bazuje na procesie negentropii — ruchu od chaosu do porządku.
W terminach uzdrawiania, duchowość jest poszerzaniem siebie, wzrastaniem, zachęcaniem do zmiany świadomości obecnej sytuacji, przekraczania jej, poszukiwania coraz dalej i wyżej (głębiej). Jest zrozumieniem i przywróceniem kontaktu między tym co ludzkie / profanum i tym, co boskie / święte / sacrum. Jest to jedność świadomości, stawanie się jednością, będącą podstawą procesu uzdrawiania.
Ciało jest źródłem świadomości. Poprzez zrozumienie interakcji między poziomami w trakcie wznoszenia świadomości, możemy interweniować na różnych ich przestrzeniach.
Zmiany w fizjologii biochemicznych markerów na poziomie ciała zachodzą jako odpowiedź na stres. Potrzebujemy jednak zwrócić się do siebie, aby zrozumieć głębiej dziejące się procesy na różnych poziomach. Ciało jest zarówno indywidualne jak i społeczne. Mamy wrażliwość ciała związaną z wieloma działaniami. Ciało jest środkiem wyrazu: ono wyraża ból, niemożność, objawy choroby. W tym sensie ból jest zablokowaną świadomością, nie pozwalając na przekraczanie /transcendencję/ ciała. Zwykle jesteśmy w nieświadomości, co się w nim dzieje. Ból jest zablokowaniem relacji, w tym ciała i umysłu. Poprzez koncentrację na materialnej obecności zapominamy o swym celu życia, połączeniach, jakie posiadamy, innych ludziach, świecie, własnej duszy. Wg Waltersa (1999) ciało nie należy do indywidualnego człowieka, ale jest mu dane przez Boga, aby mu ufać, szanować je i chronić. Ból przekazuje wiadomości. Zidentyfikowanie go jest ważne dla leczenia w kontekście przestrzeni życia, którą wyraża ból. Jest zapomnianym, ignorowanym źródłem informacji, odcięciem od relacji, od duchowej natury, która wyraża transcendencję.
Stan choroby dotyczy potrzeby regulacji pewnych zablokowanych, odciętych przestrzeni, oznacza wewnętrzną blokadą na zewnętrzne oczekiwania i brakiem równowagi, na skutek ignorancji tych wewnętrznych potrzeb. Jest straconym znaczeniem i sensem i utratą możliwości wyrażania tego, co czuje.
C. Baron-Reid uważa, ze każdy urodził się z pewnego rodzaju indywidualną mapą, która prowadzi go przez życie. Zaznaczone są tam wszelkie miejsca, których pragniemy doświadczyć. Każdy może jej używać dla orientacji w terenie, znajdowaniu drogi, gdy się zgubi czy poszukiwania kierunku do domu. Ta mapa jest wieloprzestrzenna, stworzona z myśli, uczuć, przekonań, pamięci i intencji. Jest oparta na istocie duszy, jej kreatywności i wyobraźni. Podlega też zmianom w zależności od tego, jak się zmieniamy w trakcie życiowych doświadczeń. Mapa staje się widoczna, gdy podejmujemy przemyślane wybory, jesteśmy świadomi czegoś większego niż my i ogarniamy możliwości tworzone przez ducha. Jest to ujawniająca się potrzeba człowieka odczuwania ducha we wnętrzu wszystkich rzeczy, akceptowania wielu niewidzialnych połączeń pod wszystkimi zdarzeniami. Naszą naturą jako ludzi jest nieustanne podróżowanie dla odkrywania tego, czego szukamy, także potrzeba obudzenia się dla wiedzy, która jest ukryta dla świadomego umysłu. Możemy zacząć poznawać ten ląd „samych siebie” dla odkrycia czego poszukujemy. Wewnętrzna przestrzeń odzwierciedla myśli i emocje / uczucia, które są z nim powiązane.
Bywa, że z powodu strachu lub smutku nie jesteśmy w stanie zobaczyć więcej, zrozumieć znaczenia pod cierpieniem, którego doświadczamy. Gdy czujemy złość, smutek lub poczucie bezwartościowości, możemy cofnąć się (w perspektywie szerokiej wyobraźni) i nastawić swój kompas na duszę. Duchowe „Ja” funkcjonuje poza dramatem i cierpieniem.
Zdaniem C. Baron-Reid dusza jest jak igła magnetyczna kompasu, wskazująca kierunek — źródło mocy i mądrości, które nigdy nie zawodzi. Boskość jest zawsze obecna, nawet, gdy tracimy do niej dostęp. Jesteśmy bowiem duchowymi bytami w szkole życia w ludzkiej formie i zawsze jesteśmy magnesami dla ducha. Gdzieś wewnątrz nas jest naturalna tendencja w kierunku ducha. Gdy pozostajemy spokojni, dusza przemawia przez intuicję, wskazując kolejny krok do nauczenia się lekcji. Złość, frustracja czy bezsilność są odłączeniem od duszy, od jej prowadzenia. Gdy zaufamy swemu kompasowi, mapa zaczyna mieć sens i nowe drogi pojawiają się kolejno, jedna za drugą.
Myśli, emocje i przekonania tworzą przestrzeń, w której żyje dusza, dzięki poszerzaniu percepcji. Gdy doświadczenia z przeszłości nauczyły nas unikać pewnych sytuacji, trudno nam zmienić stworzone wzorce myśli i zachowań, ponieważ one są ochroną przed pewnymi sytuacjami. Umysł filtruje wszystko w co wierzy, a resztę odrzuca. Gdy nie zmieniamy niczego przez lata, nowe informacje nie są w stanie zaistnieć. Żyjemy w dysfunkcjonalnych wzorcach, tworząc wewnętrzny chaos, wpływający na zewnętrzną rzeczywistość. Gdy stale krążymy w tej samej przestrzeni powtarzanych doświadczeń, w tym co robimy wbrew sobie, nie jest możliwym iść do przodu, ufając duchowi, który jest stale obecny. Gdy nie mamy uruchomionego wewnętrznego obserwatora, nie możemy zatrzymać autopilota, który nieustannie wywołuje emocjonalne reakcje: strachu, zwątpienia, złości, niepokoju. Uczucia, myśli i przekonania są drogami „do domu”. Nie jesteśmy emocjami, ale tym, kto je czuje. Wszystkie miejsca na mapie według C. Baron-Reid są w nas dostępne, podobnie jak dusza, która jest przewodnikiem.
Zasadniczym rozwiązaniem dla procesu uzdrowienia jest oświetlić cienie, gdyż zawsze mamy dostęp do światła, prowadzeni przez ducha, który mieszka wewnątrz. Gdy jest się z nim w kontakcie i prosi o pomoc, nigdy nie można się zgubić.
W tej szerokiej perspektywie leczenia i uzdrawiania, włączającej wszystkie wymiary człowieka, terapia stosowana w podejściu medycyny akademickiej wydaje się „kroplą w oceanie”. Leki farmakologiczne mogą likwidować tymczasowe skutki stresu, niemniej nie mają wpływu na przyczyny, a wręcz, jak napisałam wcześniej, „zasłaniają je”, nie pozwalając na dotarcie do sedna problemu i tego, co „mówią” do nas emocje, pragnienia, potrzeby, przekonania, przywołując uwagę, aby się nimi zająć, a tym samym sięgnąć głębiej.
3. Ciało jako nauczyciel: czerpanie z mądrości ciała
Jak napisałam we Wprowadzeniu, żyjemy w czasach nieustannego pośpiechu, w pogoni za czymś nieokreślonym, bez celu i sensu, przyspieszając swe czynności, aby „zdążyć” za uciekającym czasem. Nie jesteśmy w stanie zrozumieć, dokąd zmierzamy, gdyż brakuje chwili refleksji. Zaspokajamy powierzchownie ujawniające się potrzeby, aby szybciej, nie dbając zupełnie o ich jakość. Ten nieustanny pośpiech wzbudza w nas napięcia, których nie zauważamy ani nie rozumiemy, w efekcie „otrzymując” dolegliwości bólowe.
W tej „pogoni szczurów” nie słuchamy także przekazów ciała, bo nie uczono nas nigdy zwracać na nie uwagę, podobnie jak umiejętności ich odczytu, stąd nie przywiązujemy do nich żadnego znaczenia. Ignorujemy w sobie, jak i w następnym pokoleniu (własnych dzieciach) komunikaty (zarówno pozawerbalne jak i werbalne) o tym, co dzieje się wewnątrz nas i co możemy z tym zrobić, aby poczuć się lepiej. Automatyczną reakcją staje się sięganie po jakąkolwiek tabletkę przeciwbólową lub wizyta w przychodni lekarskiej, także w przypadku dzieci, aby „zagłuszyć” komunikaty ciała, rozproszyć je, stwarzając ułudę wyleczenia objawu.
W trakcie zdrowego funkcjonowania wszystko w życiu ludzkiego ciała objawia się przez ruch. To on posyła zmysłowe informacje z poszczególnych jego części, nawet w trakcie snu większość narządów i układów nieustannie pracuje dla utrzymania wszelkich aspektów żywotności ciała.
Zwykle ból jest „ubrany” w fizyczne wrażenia. Gdy człowiek choruje lub następuje zablokowanie ruchu (w postaci psychicznej stagnacji), neurony nie przenoszą bodźców wewnątrz ciała. Tego rodzaju zablokowanie energii wewnętrznej daje się szybko wychwytać u pacjentów, zachęcając ich do zrobienia jakiegokolwiek ruchu ciałem, chociażby wykonanie kilku kroków w rytmie nawet bardzo wolnej melodii. Czuje on wtedy wyraźnie „zamrożenie” różnych części siebie, ciężkość nóg, niemożność wykonania kroku, a nawet nasilające się zawroty głowy, mimo, że nie okręcił się wokół siebie ani razu. W taki sposób ciało „posyła sygnały” o stagnacji wewnątrz siebie, która wymaga poruszenia energii.
Wiele lat temu H. Gardner opisał siedem rodzajów inteligencji, z którymi rodzi się dziecko: językową; logiczno-matematyczną (symbole); wizualno-przestrzenną (wyobraźnia); ruchową (ciało, fizyczność); muzyczną (dźwięki); interpersonalną (społeczną) i intra personalną (duchową). Nie każda z nich jest jednak rozwijana w trakcie życia; zwykle docenia się w szkole jedynie inteligencję intelektualną i językową, deprecjonując wszystkie pozostałe. Tym samym ludzie nie są w stanie „zakwitnąć” w pełni, szczególnie, gdy budują swe życie na niepełnych wzorcach z domów czy szkolnej edukacji, rozwijającej jedynie logiczną sferę umysłu.
Ciało jest w stanie przekazać wiele informacji dla zrozumienia siebie i świata wokół, jak również własnej historii, która jest fundamentem jakości życia.
Człowiek uważany jest przez naukę akademicką za fizyczny byt. Wszystkie problemy i przyjemności wewnętrznego życia współtworzą jednak szeroką przestrzeń życia jego ciała. Jest ono instrumentem doświadczania. Ciało wie, co jest dla niego dobre, gdyż natura wyposażyła je od narodzenia w podstawowe instynkty, które trzeba zauważyć i podążać za nimi (być im posłusznym), przez co może utrzymywać fizjologiczną równowagę z minimalnym wysiłkiem.
Historia życia człowieka, zarówno ciała (fizyczności), jak i psychiki jest lustrem, odbijającym się bezpośrednio w ciele jak i w zewnętrznej rzeczywistości. Zarówno sukcesy jak i porażki wyrażają się w nim jako siły lub słabości, którym podlega ciało; tworzą one też warunki życia i jakość więzów z innymi.
Język (znaczenie poszczególnych słów) odpowiadają zmysłowemu, mentalnemu i emocjonalnemu życiu każdego człowieka, podobnie zresztą jak jego zachowania, a to buduje jego relacje i reakcje na zewnętrzne zdarzenia, ludzi i świat wokół.
Wewnętrzny świat zależy od wrażeń, myśli, uczuć i emocji, a to tworzy świadomość i ogniskowanie na tym, co człowiek robi i dokąd zmierza.
Ufanie ciału stało się zapomnianą umiejętnością i po wszelkie informacje i ze wszystkimi problemami ciała człowiek nauczył się szukać pomocy na zewnątrz. Traktuje je więc instrumentalnie, a gdy „posyła” ono sygnał bólu lub cierpienia — osoba reaguje jak na uszkodzenie lub zepsucie maszyny, którą trzeba naprawić i zleca jego reperację komuś innemu.
Tymczasem ciało nosi całą naszą historię, każdy jej szczegół, „odbity” w pamięci jego komórek i komunikuje swoją mądrość, która winna być odczytywana od najmłodszego wieku. Ono potrzebuje wyrazić wszystko, co w nim zawarte, jego wrażenia i zmysłowe odczucia. Zawiera także wszystkie odpowiedzi na pytania jak doświadczać i reagować na to, w co wchodzimy, co robimy i co się w naszym życiu wydarza.
Tego rodzaju uczenie się i poznawanie ciała było domeną starożytnych Greków, zgłębianą szczególnie przez Platona i Sokratesa, dla poszukiwania wewnętrznej wiedzy. Dlatego też nie przypadkiem słowo edukacja (łac. educare) — było synonimem odkopywania tego, co ukryte w środku.
Uczenie się ufaniu mądrości ciała i stawania się jednością z ciałem dla poszukiwania wewnętrznych sił i źródeł jest najważniejszą umiejętnością, którą należy więc odkryć. Gdy mechanicznie traktujemy ciało, żyjemy „na pół gwizdka”, nie pozwalając sobie na pełne doświadczanie życia. Tym samym odcinamy się od wewnętrznych źródeł twórczego uczenia się o sobie. Ciało nigdy nie kłamie. Ono zawsze wie dlaczego chorujemy, czemu jesteśmy zdenerwowani, co nas boli i z jakiego powodu.
Każdy człowiek jest unikalny, gdyż zawiera w sobie całą historię, aktywność i poszczególne doświadczenia. To nie jest do oceny, jedynie do oglądu i uczenia się na przeżyciach innych. Jest to najbardziej wiarygodny, autentyczny przekaz, pochodzący z „pierwszych ust”, a jednocześnie trafiający do takiej części w nas, która nosi także nieodkopaną historię i mobilizuje do stawienia jej czoła.
Życie każdego jest „wyrzeźbione” przez jego przeszłość, mimo że żyje w teraźniejszości i podąża ku przyszłości. Te przeszłe zdarzenia i wpływy odciskają znaczący ślad na teraźniejszości i przyszłości człowieka, którego dotyczą, szczególnie gdy były one traumatyczne w okresie dzieciństwa. Dlatego wymagają one przebadania, odkodowania własnej historii i jej piętna, dla zintegrowania ich znaczenia z całym życiem, podobnie jak nauczenia się „lekcji”, a nie przechowywania negatywnych emocji i zdarzeń oraz żalu, związanych z doświadczeniem lub projektowania na innych swych „nieprzerobionych” emocji,.
Każdy z poziomów i przestrzeni życia jest niezmiernie ważny dla całości, podobnie jak relacje między ciałem, umysłem, emocjami i duszą, gdyż wiążą się z odpowiedzią na stres. Są one bowiem indywidualnie częścią skutku, a więc przyczyny choroby, wynikającej ze stresu i reakcji na niego, a każdo wyzwanie może być stymulatorem. Odpowiedź fizyczna pochodzi zarówno od systemu nerwowego, jak i hormonalnego. Układ nerwowy używa impulsów elektrycznych, pochodzących z mózgu i rdzenia kręgowego dla bezpośredniego przekazania ich do poszczególnych organów ciała, natomiast system endokrynny — chemicznych transmiterów (nośników hormonalnych), przekazywanych w układzie krążenia do wszystkich organów i tkanek ciała.
Obydwie odpowiedzi wywołują zmiany w konkretnych narządach, jak i obwodowo: podniesienie ciśnienia, przyspieszenie akcji serca, szybki oddech, rozszerzenie źrenic, płuc, wzrost zużycia tlenu, podwyższenie napięcia mięśni i zmniejszenie czynności przewodu pokarmowego.
Nauczenie się przerywania łańcucha reakcji wywołanych stresem, prowadzących w efekcie do fizycznych dolegliwości, chroni przed chorobami psychosomatycznymi i podnosi jakość życia każdej osoby świadomej i pracującej z własnym ciałem. W ten sposób poprzez zmianę reakcji ciała można nauczyć się zdrowszych myślowych i emocjonalnych wzorców oraz odkodować wadliwe przekonania, które zostały zakodowane nieświadomie w okresie dzieciństwa. Powstały one wtedy, kiedy miłość była dla dziecka najważniejszą potrzebą przeżycia i bywało, że musiało ono nauczyć się jak przeżyć bez niej lub szukać sposobów, aby ją otrzymać, często wbrew sobie.
Wracając do historii każdego człowieka, która go prowadzi przez życie, nie sposób pominąć dziejów jego przodków i ziemi, w którą byli wrośnięci. To tak jak poszukiwanie korzeni drzewa, bez których nie może ono wzrastać. W tym wszystkim mieści się znaczenie życia, odczytanie i zbadanie drogi, jaką przeszliśmy, okoliczności dzieciństwa, które nas ukształtowały i wyzwań, którym musieliśmy stawić czoła. Dzięki temu i poprzez to tworzy się pewnego rodzaju strategia, pozwalająca na omijanie przeszkód, dryfowanie na fali, gdy kierunek zagubił się gdzieś w trudach życia, dla zrozumienia i odczytania jego sensu. Tego rodzaju strategie były w dawnych czasach, jakby mapami na drodze, przekazywanymi przez starszyznę plemienną czy szamanów, mając swe źródła w naturalnym środowisku. Mity jak i historie opowiadane z pokolenia na pokolenie, pozwalały, poprzez swą symbolikę, zrozumieć Życie. Obecnie zostały one stracone, tym samym człowiek nie „odżywia” swego serca ani duszy, straciwszy kontakt także z naturalnym środowiskiem, podobnie jak z własną naturą.
Jako jednostki czujemy się oddzieleni nie tylko od innych, ale także od siebie, poszukując swych duchowych źródeł gdzieś poza sobą, w wyalienowanym świecie i zagubionych, tak samo jak my innych ludziach.
W obecnych czasach coraz częściej ludzie, osiągnąwszy pewien status materialny i czując nadal pustkę, zwracają się w kierunku rozumienia głębszego sensu i znaczenia życia, wyciszenia, kontaktu z naturą, szukając wreszcie własnych źródeł. Te doświadczenia przynoszą im nieznane dotąd wglądy, transformację ich życia, znajdowanie głębokich powiązań z Życiem jako całością. Otwiera się przed nimi wewnętrzny świat, a w nim pilna potrzeba „porządkowania siebie”, znajdowania związków przyczynowo-skutkowych, sensu swych doświadczeń. Przychodzi wtedy konieczność, odczuwana wewnętrznie do odkodowania wadliwych wzorców i przekonań, które nie są dobre dla ich zdrowia i życia.
Relacje między ciałem a świadomością są badane obecnie przez wiele różnych dziedzin, z użyciem różnorodnych technik. Zaobserwowano m.in. że gdy pewna część ciała nie pracuje prawidłowo, reprezentuje ona część życia, w którym są problemy i stres w świadomości. „Leżakuje” on jako napięcie na fizycznym poziomie konkretnej części organizmu. Tym samym ciało można zobaczyć jako pewnego rodzaju „mapę świadomości”. Uzdrawianie włącza uwolnienie napięcia i to zarówno z ciała jak i świadomości, a tym samym przywrócenie naturalnego stanu harmonii.
Zwykle uzdrawianie jest rozumiane jako wyjątkowy, a czasem wręcz tajemniczy sposób, dostępny szamanom, specjalnie uzdolnionym uzdrowicielom, niemniej wszyscy mamy te same dary. Uzdrawianie jest zdaniem Brofmana rodzajem pracy umysłowej i dostępem do różnych narzędzi, których każdy się może nauczyć.
Wszystko, co się wydarza w życiu, a przede wszystkim w ciele, zaczyna się w świadomości. Naturalnym stanem organizmu jest homeostaza, równowaga. Gdy odpowiadamy na warunki w sposób optymalny, pozostajemy w harmonii. Gdy pojawia się napięcie lub niemożność rozwiązania problemu — występuje w efekcie cierpienie i choroba. Uzdrawianie jest powrotem do naturalnego stanu bycia w harmonii, bycia całością.
W naszej cywilizacji uważa, się, że wszystko, co się wydarzyło w organizmie ma swe korzenie na zewnątrz, stąd ludzie nie wiążą warunków i sposobu życia z napięciem w świadomości, które tworzy objawy na fizycznym poziomie. Tym samym osoba czuje się ofiarą okoliczności, nie usuwając blokady ze swej świadomości.
Jeśli człowiek zacznie uświadamiać sobie objawy, jako zależne od swych przekonań i stanu świadomości, wtedy może je zacząć likwidować. Istnieje wiele poziomów uzdrawiania: fizyczny, mentalny, emocjonalny i duchowy.
Jako ludzie jesteśmy świadomością umiejscowioną w ciele. Każdy decyduje jak myśli i co czuje, dokonuje wyboru percepcji, a ona tworzy naszą rzeczywistość. Przekonania, pragnienia i uczucia czy emocje są filtrami dla percepcji. Szczególnie doświadczenia dzieciństwa mają znaczący wpływ na jakość życia i budowania relacji. To, w co wierzymy, jak również co myślimy i czujemy w stosunku do innych i jak bezpiecznie czujemy się w świecie oraz wypowiadane słowa, opisujące nasze znaczenia, zaistniałe kiedyś w przeszłości, stają się rzeczywistością, w której żyjemy teraz.
Będąc świadomością, jesteśmy także doświadczaniem istnienia. Jest to jednocześnie forma energii życia. Zdaniem nowej nauki ciało jest domem dla świadomości, podobnie jak domem dla duszy, mieszkającej w sercu, przywoływanej w religiach.
Ciało jest zagęszczoną energią i odpowiada lub odbija w sobie warunki, w których egzystuje świadomość, stąd zarówno świadomość, jak i ciało, mimo że zbudowane są z energii, różnią się jej gęstością i częstotliwością. Zmiana świadomości tworzy zmianę w polu energii. Pojawia się ona wcześniej, zanim można ją zaobserwować na fizycznym poziomie. Tym samym zamanifestowanie czegoś w ciele rozpoczyna się od świadomości.
Świadomość — >pole energii — >fizyczne ciało
Innymi słowami to energia tworzy ciało, a nie odwrotnie. To, co się dzieje w ciele jest końcowym etapem procesu zaczynającego się w świadomości.
W trakcie procesu uzdrawiania, gdy następuje reperacja pola energii i przeharmonizowania go, świadomość i fizyczne ciało nabywają nowego stanu równowagi, wchodząc w nową konfigurację energii i napięcie zostaje uwolnione.
Wszystko, czego doświadczamy — czujemy poprzez ciało energetyczne. Świadomość nie znajduje się jedynie w umyśle, ale w całym ciele, stąd jesteśmy w stanie być w kontakcie z każdą częścią ciała. Ta energetyczna część wychodzi także poza ciało fizyczne, tworząc aurę.
Gdy rozumiemy fizyczne struktury jako formy zagęszczonej energii, możemy przyjąć, że człowiek jest systemem energetycznym stworzonym z różnych ich częstotliwości. W zdrowiu energia płynie bez przeszkód, a świadomość odpowiada na każdą sytuację w sposób zrównoważony. Niemniej pewne decyzje, przekonania i sytuacje lub reakcje na okoliczności tworzą blokady, które objawiają się w fizycznym ciele w sposób pokazujący kierunek:
decyzja — >blokady — >objawy
Objawy są więc odbiciem zablokowanej energii, a uzdrowienie polega na zmianie decyzji, odblokowaniu energii i uwolnieniu objawów, zgodnie z poniższym schematem:
uwolnienie napięcia — >uzdrowienie — >uwolnienie objawów
Tym samym objawy jedynie służą komunikowaniu sytuacji, która zaistniała w ciele. Część jego tam, gdzie wystąpiło napięcie, odbija część życia, która nie przepływa prawidłowo. Uwolnienie napięcia ze świadomości uwalnia je z ciała, a ono powraca do naturalnej harmonii.
Podążając za fizyką i mechaniką kwantową, możemy śmiało powiedzieć, że wszystkie choroby są coraz częściej rozumiane jako wynik zablokowania energii. Jeśli zaczynamy kierować świadomość lub energię poprzez myśli, mamy zdolność odblokowania energii i przywrócenia w sobie pierwotnego wzorca zdrowia — świadomości pełnej harmonii. Gdy doświadczamy tego stanu, docieramy do intuicji, wewnętrznego głosu i zaczynamy ich słuchać, stając się w pełni sobą. Jeśli nie słuchamy siebie, doświadczamy napięć, oporu. Gdy napięcie staje się wyjątkowo silne, rozwijają się fizyczne symptomy. Objawy mówią w swym języku, co robimy źle sobie, tworząc rzeczywistość wokół i wewnątrz, której nie chcemy. Tym samym ciało mówi swym językiem o tym, co robimy w swej świadomości. Jest to działanie przyczyny i skutku. Tym samym tylko my możemy zdecydować o uwolnieniu objawów, poprzez podjęcie decyzji, że tego chcemy i jesteśmy gotowi to robić.
Gdy rozumiemy symptomy ciała, jesteśmy w stanie przestać sobie szkodzić i uwolnić objawy. Służą więc one przesłaniu komunikatu. Niezbędnym jest obejrzenie (zbadanie) sytuacji w kontekście swego życia i czasu, gdy pojawiły się symptomy, jako odpowiedź na warunki, które je stworzyły.
Zwykle jest to brak wyrażania swojej prawdy. Niemożność jej artykułowania tworzy wewnętrzny stres, który wywołuje konkretne skutki w ciele. Tym samym to on tworzy choroby. Wadliwe myśli i nagromadzone negatywne emocje mogą być jednak zmienione i uwolnione. Jeśli zrozumiemy język ciała, będziemy w stanie wysłuchać jego przekazów znacznie wcześniej, zanim pojawią się objawy. Będziemy w stanie funkcjonować z pozycji centrum (według psychosyntezy — centrum osobowego), słuchając wewnętrznego głosu i robiąc to, co jest dla nas dobre i nam służy.
Wielu ludzi nosi w sobie głęboki strach przed poznawaniem siebie. Zdaniem Gurdjieffa nie są oni w stanie zakłócić swego komfortu i boją się, że odkryją coś, co ich przerazi.
Bywa, że ludzie przeżywają „szczytowe doświadczenia”, objawiające ich najwyższy potencjał. Ich świadomość poszerza się, docierając do głębokich poziomów natury. Podobnego rodzaju doświadczenia ludzie osiągają w trakcie terapii zorientowanej na klienta C. Rogersa, psychosyntezy, a począwszy od wieków temu, praktykując zen i buddyzm.
Obserwacja i ogniskowanie na tym, co się dzieje w ciele, jest wyjątkową umiejętnością, a zadawanie pytań: co czuje moje ciało? Co robi? Jakie są jego możliwości? Jak pracuje? — są najwyższym wyrażeniem ciekawości bycia w kontakcie z nim, doświadczania go, jak również dbania o nie.
Wiele książek w obecnych czasach przynosi informacje na temat ciała, niemniej bycie w kontakcie z nim i jego obserwacja mogą dostarczyć znacznie więcej informacji z „pierwszej ręki”, ponieważ ciało jest żyjącym organizmem, a nie stałym obiektem. Dzięki temu jesteśmy także w stanie zauważyć i zrozumieć wpływ myśli i emocji na reakcje ciała i to zarówno dla siebie, jak i w związku z innymi ludźmi. Wszystkie myśli, emocje i fizyczne wrażenia przynoszą cenne informacje o całości funkcjonowania ciała.
Zogniskowana uwaga (ogniskowanie) jest kierowanym obserwowaniem tego, co dzieje się w ciele w danym momencie. Wymaga rozwinięcia wielu umiejętności umysłu, takich jak: oczekiwanie, pozwolenie na przepływ, nie ingerowanie i nie ocenianie, bycie w stanie spokoju, ukierunkowanie energii na proces. Czujemy wtedy, że żyjemy bardziej i głębiej. Uwaga nie wymaga napięcia, a otwiera na nowe, nieznane doświadczenia i wglądy. Pozwala na obserwację jak funkcjonuje ciało, zauważanie dziejących się zmian w danej chwili. Skupienie na czymś daje wyjątkowe wyniki. Umożliwia „wgłębianie się”, obserwowanie procesu, zmianę perspektywy, zbieranie różnych informacji (wielość obserwacji), a przede wszystkim wskazuje prawdę o ciele.
Sytuacje i zdarzenia z codziennych wydarzeń wywołują często zamieszanie z powodu ujawniającej się postawy dotyczącej danej sytuacji, reakcji na zdarzenie, która wydaje się nieprzewidywalna. Obserwując jednak swe postępowanie w specyficznych sytuacjach, możemy zmieniając postawę ciała, zmieniać też stan umysłu, dla zredukowania umysłowego, emocjonalnego i fizycznego niepokoju, poprzez odmienną interpretację zdarzenia, zidentyfikowanie źródła, analizowanie zachowań wobec sytuacji, stworzenie innego rodzaju działania.
Gdy przeanalizujemy swoje emocje dotyczące zachowania, bywa, że uwalniamy ciężar z pleców czy barków lub konkretnego, innego miejsca w ciele. Postawy ciała mogą wyrażać mentalne i emocjonalne odpowiedzi na obecne sytuacje i zdarzenia z przeszłości. Zwrócenie uwagi na twarz, ramiona, głowę, żołądek, nogi i ręce pomoże wyzwolić obraz noszonych napięć, podobnie jak pozwoli je uwolnić.
Rozwijanie świadomości ciała wyzwala większą elastyczność, obserwacje miejsc napięć i zranień. Słuchanie i odpowiadanie na sygnały ciała pomaga mu w uwolnieniu nagromadzonych negatywnych emocji, oporu przed zmianą, lepsze dotlenienie i uwolnienie traumatycznej pamięci komórkowej.
Naturalne fale energii to część ludzkiego doświadczenia: to rytmy serca, oddechu, trawienia, wydalania. Ludzkie ciało generuje energię i wibruje. Życiowa energia zwana jest też praną, zgodnie z indyjską tradycją. Pranajama (ćwiczenia oddechowe) pokazują połączenie między energią a oddychaniem. Oddech jest tym samym pojazdem dla życiowej energii.
Oddychanie wpływa na ciało i umysł. Rytmy oddechu nie tylko obrazują kondycję ciała, ale mogą także ją tworzyć. Gdy człowiek jest niespokojny lub podekscytowany — oddech przyspiesza się; gdy jest opanowany — oddech jest spokojny i regularny.
Poprzez ćwiczenia oddechowe można wpłynąć świadomie na stan mentalny i emocjonalny ciała. Aktywnie uczestnicząc w obserwowaniu i wpływie na oddech jesteśmy w stanie usprawnić funkcje metaboliczne, co ma rzeczywiste konsekwencje na fizyczny i psychiczny stan organizmu.
W. James pierwszy zwrócił uwagę na to, że emocje mają fizyczne odniesienia w ciele. Istnieje bowiem przesyłanie informacji przez system nerwowy i np. ma to wpływ na oddychanie, rytm serca czy ciśnienie krwi.
Gdy zaczynamy czuć energię w ciele, to tak jakby odnaleźć możliwość do jej wyrażania. Np. ruch jest wyjątkowym narzędziem do transformacji i wyrażania siebie. Pozwala nam na uwolnienie zablokowanej energii w jakiejś części i być w pełni sobą. Wszystko, co robimy w życiu, służy wyrażaniu siebie: myśli, uczuć, emocji, podobnie sztuka: proza, poezja, rysowanie, malarstwo, śpiew, taniec pomagają w pokazywaniu swej indywidualności.
Ale nie tylko zewnętrzne działania pozwalają na ekspresję tego, co czujemy, także wyraz twarzy może obrazować stan wewnętrzny np. złość, strach, smutek lub radość czy miłość i bywa, że są one blokowane w ciele.
Istnieje wiele metod terapeutycznych pomagających w odblokowaniu zatrzymanej energii, takich jak pisanie pamiętnika, rysowanie (swobodne rysowanie w psychosyntezie), mówienie o tym, wyrażanie przez sztukę, wiersze, opowiadania. Podobnie psychodrama czy terapia tańcem jest wyjątkowym działaniem dla uwolnienia negatywnych energii z ciała. Jedną z technik jest wizualizacja, stosowana np. przez dr Simontona w leczeniu chorych z nowotworami. Również sugestie słowne i autosugestie (afirmacje) pozwalają na uwalnianie napięć mięśniowych, bólów głowy. Wzrastająca wrażliwość ciała pomaga zwiększyć świadomość relacji umysł-ciało. Jest to najważniejsze połączenie jakie mamy ze sobą. Jest ono kluczem do relacji w zewnętrznym świecie. Zdaniem Krishnamurtiego budowanie więzi z innymi jest lustrem dla relacji w sobie.
Świadomość koordynacji i organizacji wszelkich systemów w ciele pozwala na zrozumienie połączeń i wzajemnych zależności wszystkiego w całości siebie. Słuchanie ciała wymaga nieustannej praktyki. Współpraca, integracja i twórczość są doskonałym odzwierciedleniem znaczenia słowa synteza (z greck. połączyć wszystko razem).
We współczesnej rzeczywistości ignorujemy ciało, uważając je za mało ważne. To ono jednak pozwala na doświadczanie życia, realizowania siebie, bycie żywym. Ono także nosi wszystko, co przeżywamy w sobie, choć ignorujemy jego pragnienia, potrzeby czy upodobania, aż staje się fizycznie chore, niezdolne do wykonywania pewnych czynności czy cieszenia się życiem.
Coraz częściej jednak w licznych kręgach mówi się o medycynie zintegrowanej czy holistycznym podejściu do zdrowia. Tego rodzaju rozumienie pozwala na traktowanie człowieka jako całości psychoduchowej i fizycznej, a nie tylko jako konkretnego objawu dolegliwości czy choroby. Bazując na odkryciach psychoneuroimmunologii wiemy już, że istnieją wzajemne powiązania między myślami, emocjami, wyobrażeniami i procesami biochemicznymi, które są utrzymywane za pomocą układu mediatorów neurohormonalnych, przekazujących informacje między ciałem a umysłem. Zdaniem C. Pert istnieje co najmniej 60 tego rodzaju związków. Nastawienia, negatywne emocje i niektóre zachowania mogą pobudzać lub osłabiać układ immunologiczny. Czynniki psychologiczne jak i duchowe tworzą więc kontekst dla całego procesu homeostazy, niemniej nie są one automatycznie dane, a raczej — „zadane”, czyli każdy musi je rozwijać, mając konkretne predyspozycje wewnętrzne do ich zaistnienia.
B. Siegel uważa, że istnieje w człowieku kilka rodzajów świadomości (samoświadomości): w tym reaktywna, intencjonalna i intuicyjna. Świadomość reaktywną zaszczepia system wychowania (rodzice, nauczyciele) oraz środowisko kulturowe. Definiuje ona i interpretuje sztywno wydarzenia i reakcje nabyte w przeszłości i zwykle uważa się je za rzetelne i niezmienne. Odwołuje się do wspomnień wcześniejszych doświadczeń, przyjmując je jako automatyczną odpowiedź. Tego rodzaju świadomość umacnia istniejące poglądy i wzorce zachowań, nawet gdy nie odpowiadają obecnym sytuacjom czy potrzebom, gdy reakcje z ich powodu są szkodliwe i nie przynoszą pożądanych efektów. Nawykowo snują te same wątki przez całe lata, są jakby pokoleniowym spadkiem, zaprogramowywanym w umyśle dziecka.
Świadomość intencjonalna odpowiada sytuacji, gdy zdajemy sobie sprawę z tego co robimy w konkretnej sytuacji. Świadomość intuicyjna (duchowa) pozwala na wglądy, wnikanie pod powierzchnię zjawisk i dostrzeganie ukrytych znaczeń, dając transcendentne spojrzenie, pełne mądrości.
Przychodząc na świat, dziecko jest wyposażone w mechanizmy autoregulacyjne (samouzdrawiania), niemniej są one uśpione. Jeśli jest ono wspierane w trakcie wychowania i wzrasta w atmosferze miłości, jest przygotowane do rozwijania kolejnych rodzajów świadomości, które są gotowe do obudzenia dla intencjonalnego działania i długofalowego kreowania dobrostanu.
Dzięki samopoznaniu nabywamy umiejętności kierowania czynnościami umysłu i ciała, zgodnie z naszymi zamiarami. Codzienna refleksja nad życiem we wszystkich jego wymiarach pozwala na rozwijanie postaw i przekonań sprzyjających zdrowiu, rozwiązywaniu wewnętrznych konfliktów, poszerzaniu świadomości i poleganiu na własnych siłach, uczeniu się nowych umiejętności, a tym samym inicjuje duchowy rozwój. Samopoznanie pozwala prowadzić bardziej harmonijne życie, zgodnie z odkrywanymi predyspozycjami, umacnia wiarę w zdolności czerpania mądrości z głębi siebie, umożliwia odkrywanie własnych potrzeb i ich zaspokajanie. Pomaga odczytywać kierunek życia i obserwować przewodnie wątki, a to umacnia wiarę we własne siły, bycie autonomicznym bytem, stawanie się autorem swego doświadczenia. Zaufanie do siebie pozwala uwierzyć, że w naszych umysłach i ciałach zakodowana jest mądrość, będąca dorobkiem tysiącleci ludzkiej ewolucji, i odkopywać ją dla własnego dobrostanu i zdrowia.
Jeśli jednak zawierzamy innym, a nie sobie, odcinamy się nie tylko od własnego doświadczenia, ale i od mądrości ciała, mechanizmów autoregulacyjnych, głębokich motywów działania i istoty swego bytu.
Potrzebujemy uczyć się siebie (edukacja o sobie), a przede wszystkim reakcji i odpowiedzi poprzez zwracanie uwagi w jaki sposób fizycznie odpowiadamy na sytuację, jak czujemy ją w poszczególnych częściach ciała, jakie skutki wywołuje, gdy jakaś emocja ogarnia nas i pochłania. To pozwoli nam na zachowanie ciągłej świadomości umysłu i ciała, ich bieżących potrzeb i zachodzących procesów i nie doprowadzi do wyczerpania, załamania czy objawów chorobowych.
Wymaga to nieustannej dyscypliny, a przede wszystkim edukacji, na wszystkich etapach kształcenia, a przede wszystkim wychowania — systematycznej pracy, uczenia się i próbowania tego, co pomoże wyzwalać i uwalniać napięcia w ciele. Pozwoli także nie projektować choroby na innych (nieświadomie), odreagowując na nich niewyrażone przez siebie emocje.
4. Nowe podejście do przyczyn chorób z punktu widzenia fizyki kwantowej: choroby energetyczne a choroby z autoimmunoagresji
Żyjemy w XXI wieku kiedy to fizyka i mechanika kwantowa tłumaczą świat i człowieka z punktu widzenia energii subtelnych czy pól elektromagnetycznych, wzajemnie na siebie oddziałujących. Zdaniem A. Einsteina wszystko jest energią, a tym samym to, co oglądamy w fizyczności, a różnica polega tylko na jej częstotliwości. Podobnie to jak myślimy i reagujemy oddziałuje na jakość tego, co wysyłamy z siebie i czym żyjemy na zewnątrz.
W obecnych czasach zaczynamy coraz bardziej zdawać sobie sprawę, że każdy narząd, cząsteczka czy atom mają określoną częstotliwość, a one stanowią o ich charakterze i funkcji. Nieustanna wibracja ciała na subtelnych poziomach powoduje przenoszenie energii i informacji. Podobnie rezonujemy z otoczeniem, przyciągając zjawiska i sytuacje, stąd stajemy się unikalnym bytem we Wszechświecie, niepowtarzalnym poprzez odcisk swej energii.
Żyjąc we współczesności, jesteśmy jednocześnie świadkami fundamentalnego przełomu w medycynie, który dzieje się na naszych oczach. Stare formy funkcjonowania przestają już wystarczać, a jednocześnie wyłania się ogromna ilość możliwości, pozwalających na korektę funkcjonowania człowieka na najbardziej głębokich jego poziomach — w częstotliwościach energii, na poziomach informacji, niezbędnej do prawidłowych przemian metabolicznych (poziomach homeostazy). Zajmuje się tym medycyna energetyczna, która w zasadzie ma swe korzenie sięgające już co najmniej 5 000 lat wstecz, używając sposobów utrzymania ciała w zdrowiu, jego witalności oraz wyczuwając i regulując zaburzenia energii poprzez stymulację określonych punktów energetycznych w ciele. Medycyna energetyczna jako nauka i sztuka pracy z harmonizowaniem energii w ciele, pracą wewnętrzną (uzdrawianiem energetycznym) skupia się na ustaleniu blokady czy dysharmonii i koryguje jej przepływ, usuwając przyczynę dolegliwości, mając na uwadze prawzór harmonijnej energii jako objaw zdrowia. Uświadamia, że zmiana wibracji ciała przemienia jego strukturę chemiczną, pozwalając mu lepiej adaptować się do otoczenia (zmiana wzorców energetycznych). Jest to zupełnie odmienne podejście od medycyny klasycznej, która stara się zakwalifikować objaw do konkretnej jednostki chorobowej (zajmuje się chorobą), pracując nad jego usunięciem, nie zajmując się zupełnie zdrowiem czy dobrostanem pacjenta.
Fizyka i mechanika kwantowa głosi, że jesteśmy stworzeni z energii na poziomie subatomowym, w samej głębi naszego jestestwa. Starożytne systemy medyczne / uzdrawiania wywodzące się z Chin, Indii czy Korei, uważały, że substancją istotową człowieka jest energia, którą nazywały Qi, prana czy ki. Każda część ciała jest z niej zbudowana, a przede wszystkim ciało, umysł i emocje.
Zdaniem D. Churcha poszczególny narząd w ciele jest otoczony przestrzenią zapełnioną ciekłym, krystalicznym półprzewodnikiem, który transmituje informacje oraz sygnały elektryczne, przechowuje energię, wzmacnia sygnały, filtruje i przenosi do innych części ciała. Tym otaczającym półprzewodnikiem elektrycznym jest tkanka łączna. Każdy proces w ciele uruchamiający emocje (energię) wpływa na jakość tego ładunku, podobnie jak wszelkie zabiegi energetyczne są w stanie, poprzez nią przenieść energię do innych tkanek i narządów. Zaburzenia równowagi energetycznej poprzedzające chorobę można usunąć z ciała, zanim przejawią się jako konkretne dolegliwości. Pole energetyczne, otaczające ciało jest jak kopia ciała i jeśli jest ono zdrowe, jest przejawiane w zdrowiu i dobrostanie ciała, we właściwym zarządzaniu jego energetyką.
Pole kwantowe tworzy przestrzeń energii otaczającą człowieka, stan bycia. Będąc w oceanie energii, możemy BYĆ tym, czym jest energia. BYCIE jest pierwszą przyczyną Gdy wchodzimy w stan kwantowego bycia, przynosi ono doświadczenie bycia, przeżywania emocji, odczuwania pola. JA JESTEM — jest to obraz siebie — a on powoduje ekspansję tego, czym jesteśmy. My zasiedlamy sobą ten wizerunek, a to tworzy wokół nas pole energii, w którym żyjemy. My wpływamy na nie, tworzymy je, budujemy je.
Wszechświat wokół jest tym, jak myślimy, co wysyłamy — czym/kim jesteśmy. Gdy odczuwamy strach, dodajemy go do zbiorowej nieświadomości, rzeczywistości, która otacza wszystkich.
Pole kwantowe jest polem wszelkich możliwości. Wybierając bycie w dobrostanie — on tworzy to, co wokół nas, stan naszego bycia. Oglądanie swej rzeczywistości, pozwala na korygowanie obrazu siebie, który posyłamy na zewnątrz. Tworzymy się sami, niezależnie od tego czy jesteśmy tego świadomi.
Zdaniem Mindela wszystko powstaje z ciszy. Jej siła jest kluczem do zrozumienia siebie i świata, doświadczeniem pierwotnych źródeł zdarzeń, w których uczestniczymy. Świadomość jest zasadniczym elementem odczuwania dobrego samopoczucia czy jakiegoś zdrowotnego problemu. Dzięki nauczeniu się skupiania świadomości na „teraz” można odkryć, według Mindela wiele tajemnic życia, najgłębszych aspektów siebie, włącznie z symptomami chorób. Dlatego też problemów ciała nie można wyleczyć posługując się lekami, skierowanymi w określone części ciała, które oddziałują miejscowo. Źródła ich mogą znajdować się w relacjach między ludźmi (choroba środowiskowa), a efekty ich można odnajdywać w ciele człowieka. Symptomy jakiegokolwiek problemu mają początek w subtelnym sygnale ciała.
Funkcja falowa jako siła ciszy jest mocą nadającą kierunek, jak radar. Dzięki wejściu w ciszę (praktykując uważność) człowiek jest w stanie dotrzeć do źródeł konkretnego doświadczenia, które zaistniało w ciele, uświadomić je sobie, dojść także do zasobów energii. Techniką potrzebną do nawiązania kontaktu z ciszą (funkcją falową) jest medytacja. Pozwala ona także na dotarcie do wzorca energii pierwotnej — miłości i odwzorcowania go w codziennym, świadomym życiu.
Stan emocjonalny ciała ma wpływ na jego stan energetyczny. Gdy emocje pojawiają się w ciele jako fala energii, mają moc zmiany formy i funkcji komórek, wywołując zarówno pozytywny, jak i negatywny wpływ na nie, wspierając zdrowie jak i powodując choroby. Ponieważ zgodnie z prawami fizyki energia nie może być zniszczona, efektem jej działania jest zmiana stanu komórki w zależności od jakości tej energii. Jeśli spowoduje ona chorobę, gdy energia zostanie z komórki uwolniona, ta może powrócić do stanu pierwotnego — zdrowia, a objawy dolegliwości znikną. Zdaniem D. Micela i R. Bornsteina energia emocjonalna, która była niewłaściwie systematycznie ukierunkowywana i zinternalizowana (blokowana) od wczesnego dzieciństwa aż do dorosłości, niszczy ciało, prowadząc do stanu chronicznych chorób.
Nieświadomość swego ciała powoduje konkretne skutki w postaci blokowania przepływu energii w nim, a efektem są objawy napięcia, bóle i cierpienie. To wibracja świadczy o nas, jak wibrujemy. Inną wibrację tworzy radość i poszerzanie siebie; inną sprężenie (napięcie) i strach, smutek, nerwowość, czy wreszcie depresja. To my, jako jednostka jesteśmy w stanie kontrolować to, co się wydarza wokół nas i w naszym życiu. Nasze wybory tworzą naszą rzeczywistość, a to myślimy, tego doświadczamy.
Wszystko ma przyczynę i skutek, zgodnie z jednym z praw uniwersalnych Wszechświata. Powtarzanie czegoś tworzy wibrację, która staje się rzeczywistością. W zależności od rodzaju wibracji, powstaje odpowiadająca jej energia. Jeśli więc w myśleniu człowieka i jego emocji tworzy się konkretna jakość energii, to ona wywołuje odpowiadający tej energii skutek, jako konsekwencję.
Człowiek, który jest świadomy swych myśli i emocji, ma na nie wpływ i może je zmieniać, nawet, gdy wcześniej nie był tego świadomy i wywołały one w nim dolegliwości chorobowe. Gdy nie kontroluje tego, sam staje się ofiarą, szukając z jednej strony winnych, a z drugiej rozwiązań i uleczenia swych problemów zdrowotnych w zewnętrznym świecie, “zasłaniając” objawy lekami. Nie rozumie, że one są drogą do zasadniczego problemu (zaistniałego kiedyś zaburzenia energetycznego, a następnie powielanego w kolejnych podobnych sytuacjach), powodem, ale i rozwiązaniem i uwolnieniem jego z ciała, a tym samym likwidacji konkretnych następstw chorobowych. Tymczasem zasłania „kurtynę” na własną prawdę życia, indywidualną historię, odcina się od niej, a tym samym od siebie. Tworzy więc dodatkowo wszelkie warunki izolacji siebie (swych poziomów, sfer), rozkłada siebie na narządy i organy leczone osobno, a nie odniesione do całości siebie, w ścisłej relacji z nią — jako człowieka. Tłumiąc bunt przeciw pewnym sytuacjom w życiu i doznawanej fizycznej i psychicznej presji wpycha złość do freudowskiej “piwnicy”, nie zaglądając tam nigdy, a zbierając kolejne nierozwiązane doświadczenia, (według V. King “sztuki nieukończone”), które zalegają tam, potężnieją, aż eksplodują w fizycznej realności — w ciele. „Schowanie za kurtyną” objawów i zwielokrotnianie powodów ich powstawania (złość, smutek, żal, gniew, depresja) jedynie pomaga „rozłożyć je na drobne”, powysyłać po “peryferiach”, w odległe, nie oglądane w rutynowych badaniach miejsca, a one, sumując się w całość siebie dają „nadwyżkę”, w postaci wielonarządowych i wieloobjawowych problemów, za którymi trudno trafić akademickiej, rozczłonkowanej, zredukowanej do jednego narządu czy objawu medycynie.
Pamięć ciała takich emocji i wspomnień jak: złości, wściekłości, smutku, odrzucenia, żalu, własnej nieadekwatności, zawarta w jego komórkach i przestrzeniach pozakomórkowych staje się stylem zachowań, będąc zakodowaną jako traumatyczne doświadczenia. Sygnały tych negatywnych emocji uruchamiają się natychmiast jako wewnętrzny stres, wytwarzając usposobienie stresorodne, będąc najprostszą drogą do stworzenia chorób, ich korzeniami, ale jednocześnie drogą do ich uzdrowienia, uwolnienia „chorego wzorca”. Odpowiedź na zewnętrzny stres staje się tym samym wewnętrzną informacją (w tym całego systemu endokrynnego i immunologicznego), wytwarzając negatywną perspektywę widzenia siebie, ludzi, życia i klęską lub wycofywaniem ze wszystkich możliwości potencjalnie prowadzących do sukcesu i rozkwitu siebie. Pamięć ciała (komórkowa) staje się wzorcem życia i zachowań, reakcją na zewnętrzne warunki, które wywołują stres, osłabiając układ immunologiczny.
Układ odpornościowy zdrowego człowieka jest w stanie uzdrowić wszelkie problemy zdrowia. Jeśli jest blokowany przez stres, przez destrukcyjną energię „chorego” wzorca reakcji emocjonalnej, pamięć komórkową, która zatrzymała emocjonalną reakcję na podstawowe, pierwotne doświadczenie stresu, wtedy cały organizm reaguje nieustannie na stresory, a układ immunologiczny nie jest w stanie poradzić sobie z chorobą, ujawniającą się z tego powodu. Szczególnie wrażliwym staje się on na poczucie bezsilności, wyzwalając taki stan całego układu.
W sytuacji braku pomocy w medycynie klasycznej, psychologia i medycyna energetyczna wydają się tym samym być jedynym sposobem na odblokowanie i odkodowanie traumy, zneutralizowanie strachu, złości, smutku, uzdrowienie (uwolnienie energii negatywnej z komórek), transformację i transmutację energii w zdrowe wzorce, otwarcie komórek, aby ta energia wypłynęła, a system immunologiczny i endokrynny mógł ponownie wrócić do homeostazy. Poprzez zabiegi tych obydwu rodzajów systemów możemy uchwycić i rozpoznać negatywną energię w organizmie, znaleźć korzenie złości, smutku, niepokoju, depresji, nieustannego zmęczenia w ciągu kilku minut. Możemy więc ujawnić i otworzyć cały ten emocjonalny ładunek, będący zaimplantowanym w dzieciństwie bagażem emocjonalnym, prowadzącym do fizycznej manifestacji po latach tego, co nazywa się już wyraźnie (także w klasycznej medycynie) chorobami psychosomatycznymi. Można tym samym uwolnić każdą komórkę ciała z toksyn energetycznych, nadmiernego obciążenia cholesterolem, zmienić swój tryb życia, poprzez zrozumienie wzorców emocjonalnych i świadome „zakodowanie” nowych wzorców. A przede wszystkim możemy uwierzyć, że nie jest naszym błędem czy fizyczną wadą taka reakcja emocjonalna na stres, tylko nieświadomym, wyuczonym przez okoliczności sposobem przetrwania dziecka w sytuacji przerastającej jego fizyczne i psychiczne możliwości.
W ten sposób jesteśmy także w stanie wyzwolić swoje moce odnowy i transformacji (regeneracji organizmu), włączając siłę własnej woli, poprzez odkodowanie starych programów, odwołanie objawów, aby przywrócić naturalną homeostazę, zdolności autoregulacyjne organizmu i wyzdrowieć.
5. Człowiek jako całość psychosomatyczna i duchowa. Psychosynteza — psychologia z duszą
W kontekście energetycznego widzenia człowieka i świata, jawi się on jako większa wizja siebie, zawierająca nie tylko fizyczne ciało, ale także psychoduchową naturę. Klasyczna psychologia nie zajmuje się tą przestrzenią człowieka, czyni to psychosynteza — nazywana od początku swego powstania „psychologią z duszą”.
Psychosynteza — to całościowe podejście do człowieka i świata, włączające wszystkie jego wymiary, a więc fizyczny, biologiczny, psychiczny, emocjonalny, intelektualny, wyobraźnię, wolę i wartości, jak również poczucie sensu oraz celu w życiu — które to elementy zawarte są w wymiarze duchowym. Żaden z tych elementów rozpatrywany jednostkowo nie pozwala na zrozumienie sensu ludzkich doświadczeń, zdrowia i choroby oraz życia jako całości. Każdy bowiem stanowi jedynie wąski margines jego funkcjonowania. Zrozumienie sensu każdego indywidualnego doświadczenia wymaga rozpatrywania wszystkich składowych i połączenie ich w jedną całość — całość siebie.
Psychosyntetyczne podejście do rozwoju człowieka i leczenia/terapii jest zupełnie inne niż akademickiej medycyny. Każdy z etapów w rozwoju człowieka wymaga zadbania o wszystkie jego sfery, niemniej każda z nich ma swe priorytety w różnym wieku. Zaniedbanie lub niewłaściwe zrozumienie rozwoju i wychowania prowadzi do zaistnienia różnego rodzaju problemów zdrowotnych, ujawniających się na przestrzeni życia i dotyczących szeregu narządów i tkanek. Konsekwencją może być także wiele dylematów o podłożu psychologicznym, dotyczącym sensu i celu życia, prowadząc do depresji i kryzysów egzystencjalnych. Zainteresowanych odsyłam do mej książki Zrównoważony rozwój dziecka w świetle nowych wyzwań oraz do rozdziału w książce I. Dąbrowskiej-Jabłońskiej Terapia dzieci i młodzieży. Metody i techniki pomocy psychopedagogicznej: Podejście psychosyntezy do terapii dzieci i młodzieży.
Psychosynteza pomaga pacjentowi odkrywać siebie, podejmować decyzje, zmieniać postawy, traktując je jak kreatywne wyzwania (wg D. Whitmore).
Praca psychosyntetyczna jest systemem otwartym, jakby tworzeniem szkieletu, który każdy doradca-terapeuta (coach) czy edukator może proponować, dobierając odpowiednie techniki, w zależności od konkretnej osoby. Doradca może pracować na każdym poziomie: fizycznym, emocjonalnym, umysłowym, wyobraźni, intuicyjnym, wyobraźni, woli. Psychosynteza jest skoncentrowana bardziej na zdrowiu niż chorobie, stąd prowadzi do zdrowia, nie skupiając się bezpośrednio na problemach, które stają się drogą. Uważa ona, zgodnie zresztą z prawami psychodynamiki, że to, na czym się koncentrujemy, to rośnie, wzmacnia się, prowadzi do zaistnienia. Pomaga więc pacjentowi zrozumieć jego problemy, pozwala poszerzać znaczenie i cel. Każda metoda i proces, przez który pacjent jest prowadzony są podporządkowane potrzebom konkretnej osoby, fazie terapii i jego rozwojowi. Stawia dobrostan na pierwszym miejscu. Zadaniem doradcy-terapeuty jest nie tylko zrozumienie i odkodowanie objawów, ukierunkowujące na zmianę zachowań pacjenta, ale przede wszystkim dotarcie do głębszych poziomów jego psychiki, by uświadomić sobie głębszy sens tego dobrostanu.
Psychosynteza wymaga aktywnego i pełnego zaangażowania osoby korzystającej z pomocy doradcy, gdyż rezultat jest wynikiem jego (pacjenta) pracy nad rozwiązaniem problemu, a doradca pokazuje jedynie drogę.
W psychosyntezie uważa się, że wszelkie zaistniałe w dzieciństwie traumy, mają swe konsekwencje w dorosłym życiu. Dziecko poddane np. przymusowi i kontroli w okresie tzw. formacyjnym dzieciństwa ma problemy z wyrażaniem własnej woli (hamuje wolną wolę dziecka), rozwój jego samoświadomości jest zablokowany lub przytłumiony, a niemożność wyrażania swych emocji prowadzi do ich zatrzymania w ciele i tego bolesnych konsekwencji (chociażby już w dzieciństwie bóle brzucha), a w dorosłym życiu wielu innych zdrowotnych dolegliwości.
Zgodnie z podejściem psychosyntezy, ujawnienie zablokowanej emocji rozładowuje jej ładunek emocjonalny. Każda emocja posiada bowiem odpowiadające jej doznanie fizyczne i kompatybilną jej myśl (zgodnie z prawami psychodynamiki R. Assagiolego).
W psychosyntezie uważa się, że traumatycznych doświadczeń nie traci się w poszczególnych okresach życia (psychosynteza wieku). Nie można ich stłumić, ani zabić, gdyż po pewnym czasie one zaczną wołać o uwagę lub będą przetworzone w inny rodzaj energii. Szczególnie traumatyczne doświadczenia mają wpływ na prawidłowe budowanie tożsamości i kształtowania jednoczącego centrum osobowości. Gdy dziecko np. doświadczyło potraktowania siebie jako przedmiotu, w jego budowaniu jedności powstała wyrwa (jak słoje przyrostu w drzewie), doświadczenie nieistnienia, a w odczuciach niepokój, utrata sensu życia, pustka, opuszczenie, desperacja, wstyd, poczucie winy, ból i cierpienie.
Deprecjonowanie czy ignorowanie duchowego aspektu natury człowieka, jako konsekwencja tłumienia immanantnej części jego bytu, prowadzić może do wielu chorób cywilizacyjnych i społecznych patologii.
Świadomość wewnętrznego zycia jest zdolnościa przynależną każdemu człowiekowi. Aspekt duchowy w psychosyntezie oparty jest o uniwersalne wartości, takie jak: empatia, zrozumienie, altruistyczna miłość, odpowiedzialność, wrażliwość, wspólpraca. Doświadczając wartości wyższych zmieniamy jakość życia i znajdujemy odpowiedzi na wiele głebokich pytań egzystencjalnych, a przede wszystkim jesteśmy w stanie zbudować stabilne centrum istoty siebie. Jeśli dziecko żyje w ciągłym stresie, jego budowanie tożsamości jest nieustannie zagrożone. Jeśli zostanie ono podkopane, kryzys tożsamości może być przyczyną wielu chorób (depresji) i zachowań autodestrukcyjnych, a tym samym chorób z autoimmunoagresji, podobnie jak język objawów jest podstawą komunikacji o chorobie. Znajduje to coraz większe zrozumienie społeczne i np. współczesna pedagogika (określana jako pedagogika holistyczna) dąży do tego, aby integrować wszystkie wymiary człowieka, składając je w harmonijną i zrównoważoną całość. Tylko taka edukacja i profilaktyka chroni przed patologiami fizycznymi i psychicznymi.
Podwyższanie świadomości jest procesem uczłowieczania — edukacją o sobie. Tym samym wprowadzanie edukacji tego rodzaju pozwala na zdrowe wychowanie jak i wspieranie zdrowia czy profilaktykę, aby nie trzeba było terapii.
6. Prawa psychodynamiki a zapomniane talenty i ukryte umiejętności
Na przestrzeni wieków, aż do dzisiejszych czasów, człowiek osiągnął niesamowity postęp w opanowywaniu coraz to nowych technologii, które wyręczają go w codziennym życiu, w sięganiu w głąb oceanów i ziemi w poszukiwaniu coraz to nowych przestrzeni dla swej eksploracji, także na księżyc; w panowaniu nad przyrodą i ujarzmianiu jej sił dla własnych celów. W odróżnieniu od tych zewnętrznych działań jego kontrola nad samym sobą jest wyjątkowo ograniczona, szczególnie jeśli dotyczy to jego własnych emocji, instynktów i pożądań.
Ta nierównowaga między zewnętrznym i wewnętrznym światem prowadzi do coraz większych patologii, zarówno na poziomie indywidualnym jak i zbiorowym, zagrażając nie tylko jednostce ale przyszłym pokoleniom i całej cywilizacji.
Chociaż zewnętrzne życie człowieka stało się łatwiejsze i bogatsze, jego wewnętrzny świat podlega coraz silniejszym frustracjom, bezsensowi, chaosowi, a on sam popada w coraz bardziej skomplikowane uzależnienia i zdrowotne problemy, nie radząc sobie z emocjami i własną agresją.
Wielu wybitnych myślicieli różnych okresów bije na przysłowiowy alarm, wołając o edukację samego siebie, aby „potem nie leczyć nieefektywnie zaistniałych skutków”.
Roberto Assagioli (1888—1974), włoski psychiatra i psychoterapeuta, obok A. Maslowa był jednym z pionierów nowoczesnego podejścia do człowieka w psychologii, opisując go całościowo, włączając wymiar duchowy — transpersonalny, t.j. „najwyższy potencjał jednostki” (czym może się ona stać).
Jako twórca psychosyntezy, dostępnej przez doświadczenie — holistycznej wizji człowieka, nazywany był geniuszem epoki. W stworzonym przez siebie systemie starał się skutecznie połączyć dotychczasowe osiągnięcia zachodniej psychologii z aspektem duchowym, studiując w oryginale (sanskrycie) księgi mądrości Wschodu, a jednocześnie będąc lekarzem psychiatrą, co dawało mu praktyczne doświadczenie „z pierwszej ręki”.
Szczególnym osiągnięciem Assagiolego, dotychczas nie opisanym w ten sposób, były kompleksowe badania woli, którą umiejscowił w centrum codziennego ludzkiego doświadczenia. Nie była ona dla niego, jak dotychczas przypuszczano do jego czasów „funkcją tłumiącą i zniewalającą, przeciwstawną do naturalnych ludzkich popędów”, ale konstruktywną siłą, kierującą intuicją, impulsami, intelektem, emocjami i wyobraźnią w kierunku pełnej realizacji siebie jednostki.
Assagioli jest opisywany przez swych współpracowników i studentów jako „troskliwy ojciec”, dający wskazówki, jak umiejętnie doskonalić swoje życie i doświadczać radości — żyjąc. Odkrywając w człowieku „jednoczące centrum osobowości”, wszystkich funkcji psychicznego życia, zawierające samoświadomość osobowego ja i wolę, ta ostatnia stała się (za J-L. Servan-Schreiber) „centralną częścią psychologii radości”. Dzięki takiemu podejściu psychosynteza jest także filozofią zdrowego życia w harmonii ze środowiskiem.
Assagioli uważał, że psychologia do jego czasów w swym głównym nurcie zupełnie zignorowała pojęcie woli, uważając je za zbyt trudne wyzwanie i że właściwą obecnie procedurą jest rozpoczęcie odkrywania rzeczywistości i natury woli, poprzez jej bezpośrednie, egzystencjalne doświadczenie, a więc używanie i praktyczne uczenie się jak to robić.
Psychosynteza bierze pod uwagę nie tyle koncepcję woli, ile analizę wolitywnych działań w różnych stanach, poziomach, specyficznych aspektach i jakościach woli oraz praktyczne techniki dla rozwoju i optymalnego używania funkcji woli. Assagioli zaproponował szereg ćwiczeń do pracy nad wolą („gimnastyka woli”) w różnym wieku (szczególnie w okresie dojrzewania) — włączając osobowy i transpersonalny wymiar, aż do uświadomienia Uniwersalnej Woli. Jest to najbardziej neutralne, niezależne od jakiegokolwiek religijnego podejścia i w pełni akceptowane przez jakąkolwiek z nich, stąd psychosynteza stała się inspiracją dla różnych światopoglądów.
Podstawowym dla psychosyntezy jest bezpośrednie, egzystencjalne doświadczanie woli. Uważa ona, że jedynie poprzez rozwój wewnętrznych jakości oraz odpowiedzialności za swe działania, człowiek może używać swą moc, determinację, wytrwałość i mądrość. Główną wśród tych wewnętrznych mocy jest potencjał woli. Funkcją woli jest decydowanie co ma być zrobione przy zastosowaniu wszystkich odpowiednich środków do jej realizacji i wytrwałość w stawieniu czoła wszystkim wyzwaniom i trudnościom.
Książka „Act of Will” R. Assagiolego jest jedyną do jego czasów syntezą pojęcia woli, jej rodzajów i poziomów. Jest również wstępem do zaproponowanej akcji dobrej woli dla całej ludzkości — “Will Project” — badania i użytkowania woli w aspekcie pokoju a nie wojny, zgodnie z preambułą konstytucji UNESCO: „ponieważ wojny rozpoczynają się w umysłach ludzi, to w umysłach ludzi powinien być stworzony pokój”.
Wola według psychosyntezy ma centralną rolę w ludzkiej osobowości, jest „sercem” samoświadomości lub „ja” i ma bezpośrednie połączenie z esencją jego istoty, centrum osobowym. Jest związana z celem życia człowieka i mobilizowaniem wszelkich niezbędnych środków do jego realizacji.
Roberto Assagioli położył wielkie zasługi dla nowoczesnej psychologii, badając naturę i opracowując ćwiczenia woli. Jego zrozumienie woli jest zupełnie odmienne od innych funkcjonujących dotychczas koncepcji. Patrząc na wolę jako wyrażenie osobowego ja lub Wyższego Ja, stwierdził bardzo ścisłe połączenie między wolą i źródłem tożsamości.
Assagioli stworzył wykres psychicznych funkcji człowieka w postaci diagramu gwiazdy, której centralną pozycję zajmuje wola, będąca narzędziem osobowego ja. Ona determinuje używanie wszystkich funkcji we właściwy sposób. Poniżej zamieszczony jest rysunek obrazujący te funkcje:
Rys. 1.Wykres funkcji psychicznych według R. Assagioliego — Model Gwiazdy
1. Wrażenia
2. Emocje/ uczucia
3. Impulsy/ pragnienia
4. Wyobraźnia
5. Intelekt
6. Intuicja
7. Wola /wokół osobowego „ja”/
8. Osobowe “ja” /punkt na schemacie wewnątrz/
Wola (7) posiada ścisłe połączenie ze świadomością osobowego Ja, jest jego narzędziem i razem tworzą jednoczące centrum osobowe. Poprzez działanie woli „osobowe ja” może regulować wszystkie funkcje psychofizycznej całości.
Wola jest umieszczona jak widać w centrum, w bezpośrednim kontakcie ze świadomym ja. Poprzez wolę ja może działać dzięki innym psychologicznym funkcjom, regulując i kierując nimi. Istnieje ponadto wyższy poziom: relacja między ja i Transpersonalnym lub Wyższym Ja, w stosunku do którego ja jest odbiciem lub projekcją.