E-book
12.6
drukowana A5
27.79
Chaos

Bezpłatny fragment - Chaos

wiersze

Objętość:
70 str.
ISBN:
978-83-8324-784-7
E-book
za 12.6
drukowana A5
za 27.79

Chaos

Co ma wisieć nie utonie

ręce to nie tylko dłonie

Pierwsze posiwiały skronie

kwiaty stoję we flakonie


Krawat się nie wiąże sam

co jest obraz wart bez ram

Trochę treści — reszta chłam

ktoś dobija się do bram


Zakazany owoc gnije

ktoś już w gównie jest po szyję

Znalezione więc niczyje

czy się dżin z tonikiem pije?


Stół jest po to żeby stał

Wariat prawo ma wpaść w szał

Kto się na pogrzebie śmiał?

Tylko ten kto prochy brał


Zemsta zwykle krwi wymaga

usta ludziom — dziób dla ptaka

Brzydki ktoś a więc pokraka

młodzi kryją się po krzakach


Granat groźny bez zawleczki

suka pozbawiona cieczki

Piwo leją prosto z beczki

od tego nie ma ucieczki


Myślisz że to zagmatwane?

Jakbyś grochem walił w ścianę

Wszystko z boku oceniane

rany ukłute lub szarpane …

Nie zawsze się przyzna

Mężczyzna mężczyzna

nie zawsze się przyzna

Skąd jest jego blizna

a w ustach zgnilizna


Jest zakompleksiony

z powodu swej żony

Co miała miliony

nim tak rzekł do żony


Jest więc utrzymankiem

niezdarnym kochankiem

Co płacze nad rankiem

nucąc kołysankę


Jaki jest naprawdę

nie zgadniesz tak łatwo

Źrenicę ma martwą

nie wpada w nią światło


Że wciąż jego trzyma

innych się nie ima

Więc kocha go chyba

lub tylko tak gdyba


Prastara zasada

nie może — więc zdradza

Gdzieś innej dogadza

nadobnej odpłaca …

Wiosenna miłość

Czuję wiosenną miłość

w sumie do wszystkiego

Taką sercową tkliwość

do dzieła bożego


Do promieni słońca

do trawy zielonej

Do wody szumiącej

do kawy palonej


Do kwiatów na łące

do ptaków na drzewie

Do pszczoły bzyczącej

do gwiazdy na niebie


Do deszczu co spływa

po mokrej czuprynie

Do wiatru co podwiewa

sukienkę dziewczynie


Do ziemi co rodzi

to wszystko co jemy

Do żony gdy razem

pod rękę idziemy


Zachwycam się wszystkim

co jest pozytywne

Tak mam od kołyski

czy dla was to jest dziwne? …

Fachowiec

Był sobie raz fachowiec

co się na wszystkim znał

Każdy to zawód świata

w jednym paluszku miał


Co byś się go nie zapytał

on już to wszystko robił

Do życia w stu procentach

dawno się przysposobił


Najciekawsze że w akcji

nikt go nigdy nie widział

Ponoć za kratami

całe lata przesiedział


Tam może się nasłuchał

różnych opowieści

I teraz się tym chwali

aż w głowie się nie mieści


Jedno można mu przyznać

że lubi wolnych słuchaczy

Ich to opowiastkami

długie godziny raczy


W tym jest jedynie dobry

w bajerowaniu ludzi

Aż do momentu gdy się

wszystkim zwyczajnie znudzi

Spotkałem gościa

Spotkałem w pracy gościa

co nie pije kawy

Temat mi się wydał

co najmniej ciekawy


Bo jak można nie pić

przecież każdy pije

Dajmy na to barista

tylko z tego żyje


A tu proszę — nie pije

no i ma się dobrze

Ja na przykład kawie

nie mogę się oprzeć


Ona mnie uwodzi

swym smakiem zapachem

A póki nie szkodzi

piję nocą rankiem


To dzięki niej jestem

zawsze ożywiony

W ręku filiżankę

trzymam niczym żonę


Może on nie dorósł

jeszcze do jej smaku

Świat jest pełen przecież

nie takich dziwaków


Ja w każdym bądź razie

piję i sobie chwalę

Bo bez kawy życie

toczy się ospale


Kofeina musi

dać o sobie znać

A co najciekawsze

wszystkich na nią stać

Zakłamanie

Jestem zakłamany

od stóp aż do głowy

Na swój sposób cwany

w sumie dwulicowy


Patrzę — przytakuję

myślę co innego

W głowie kalkuluję

co będę miał z tego


Zepsuty do kości

jakby rak mnie toczył

Nic we mnie litości

chłód zagląda w oczy


Co spowodowało

we mnie taką zmianę

Że lico mam blade

z wyglądem do ściany


Nieprzychylna aura

i wpływ środowiska

Skóra dinozaura

zgniły oddech z pyska


Tak pokrótce przedstawia

się moja osoba

Rzadko sekret wyjawiam

jak wam się podoba?

Widziałem już wszystko

Widziałem już wszystko

co miałem zobaczyć

Jadłem już wszystko

co miałem przetrawić


Kochałem już wszystko

co miałem pokochać

Dotknąłem już wszystko

czego miałem dotknąć


Płaciłem za wszystko

za błędy za grzechy

Dawałem napiwki

zbyt duże niestety


Chodziłem biegałem

czasem się czołgałem

Nie zawsze z tego

satysfakcję miałem


Palnąłem kilka głupstw

jak to w życiu bywa

Lecz zawsze pełen luz

i rozwiana grzywa


Czy żałuję? — nie sądzę

bo tak miało być

Dmucha się na gorące

zimne można pić …

Zmuszać siebie

Zmuszać siebie do wysiłku

to jest trudna rzecz

Bez gwarancji odpoczynku

i bez oglądania wstecz


Takie małe sado — maso

do swojej osoby

Lekceważyć wszelkie bóle

nawet te wątroby


Trzeba samodyscypliny

a nawet zaparcia

By nie płakać przy złamaniach

lub małych otarciach


Drwić z wszystkiego co nas męczy

splunąć śmierci w twarz

Nawet gdy już w progu sterczy

chrapkę ma na nas


Bo to tylko pani z kosą

która skądś się wzięła

Przyszła tu z boską pomocą

chce dokończyć dzieła


Byś nie cierpiał nadaremnie

w piekle na to czas

A teraz ma być przyjemnie

kosą machnie tylko raz …

Rozkładam siły

Rozkładam swoje siły

na równe kawałki

Żeby mi starczyły

jak w piecu zapałki


Nie zużywam więcej

niż to jest wskazane

Więc nie robię prędzej

ponad inną zmianę


Dniówka to nie akord

jak niektórzy myślą

Tu nie padnie rekord

bo ważniejsza przyszłość


A ta się nie mieni

w różowych kolorach

Człowiek się zużywa

odejść przyjdzie pora


I co mam być wtedy

wypruty do cna?

Bo dałem się gonić

nie podnosząc łba


Nic z tego nie będzie

ja mam swoje tempo

Chcesz być w pierwszym rzędzie?

No to się nie krępuj …

Czytam

Nadrabiam w książkach

stracony czas

Moje czytanie

nie pójdzie w las


To co przeczytam

opowiem wam

Tak na swój sposób

jak umiem sam


A jest co czytać

i opowiadać

Swojemu życiu

pytanie zadać


To co nas martwi

lub raduje

Jak się z tym wszystkim

człowiek czuje


Może odnajdę

jakąś odpowiedź

Co mnie nurtuje

jak grzesznika spowiedź


I zaspokoję

swój głód wiedzy

Co niezależny

jest od pieniędzy

Twoje myśli

Czytam w twoich myślach

chociaż nie wiem jak

Ty się już domyślasz

i trafia cię szlag


Że znam twoje ruchy

jeszcze nie zrobione

A nie czuję skruchy

tym rozochocony


Boisz się cokolwiek

byś nie pomyślała

Myślisz że nade mną

stoi jakaś siła


I to taka nieczysta

w zamyśle człowieka

Bo zbyt daleko

od normy ucieka


Powiem wprost — inwigilacja

taka na całego

Zachwiana twa racja

i byt dnia codziennego


Czy to wykorzystam

do niecnych zamiarów?

Chciałbym lecz nie mogę

nie znam takich czarów …

Patrzę na to wszystko

Patrzę na to wszystko

i wysnuwam wnioski

Że niektórzy ludzie

są specjalnej troski


Jak nie pobudzeni

to znów flegmatyczni

Obarczeni jakimś

defektem dziedzicznym


Różnorodność zboczeń

jest tu wszech ogromna

Każda z takich osób

do wszystkiego zdolna


Cały dzień oglądam

nawet się nie nudzę

Jedynie zapędy

co niektórych studzę


No bo co za dużo

to nawet niezdrowo

Więc trzeba wariata

czymś poinstruować


Bo inaczej będzie

nakręcał się sam

Na żółte papiery

ochotę dziś mam

Elvis

Krąży po świecie pytanie

czy Elvis nadal żyje?

A może jedynie

przed fanami się kryje


Może miał dość występów

tej całej popularności

Wykańczało go tępo

życiowy róg obfitości


Miał pieniędzy jak lodu

więc bawił się w najlepsze

W garażu z pięć samochodów

a tak dokupował jeszcze


Kobiety go uwielbiały

mdlały na jego koncertach

Na scenę staniki leciały

na co dzień i od święta


Lecz życie na świeczniku

bardzo wyczerpuje

Więc może gdzieś się zaszył

nad nową płytą pracuje


Lub odcina kupony

od tego co zarobił

Tak czy siak swych fanów

nieźle w konia zrobił


Odszedł w kwiecie wieku

tak niepostrzeżenie

Za to jego płyty

zawsze będą w cenie …

Telewizor

Dostałem od teścia

telewizor w spadku

Pograł trochę i głos

wysiadł na ostatku


Naprawiać nie zamierzam

bo to duże koszta

Więc śrubokręt wyciągam

i rozkręcam — coś ty?


Wnosiliśmy go we dwójkę

a wynoszę sam

Rozkręcam go po śrubce

radę sobie dam


Części tyle że można

w dwa worki ładować

Plastik, kable osobno

i miedź posortować

Na to miejsce wstawiłem

drugi — trochę mniejszy

Ważne że gra i buczy

i obraz ostrzejszy


To co w spadku nie zawsze

sprawdza się do końca

Jeszcze kłopot w dodatku

trzeba tu rozwiązać

Słowo na niedzielę

Kościół ma swojego

Gościa niedzielnego

Ja swoim pisaniem

dalece od niego


Ale chcę tak samo

pozdrowić swych wiernych

Rzec wam dobre słowo

bez zdobień misternych


Tak prosto od serca

no i z głębi duszy

Więc nastawcie wszyscy

kto żyw swoje uszy


I słuchajcie bo powtarzać

dwa razy nie będę

Spędźcie tą niedzielę

z bliskimi konkretnie


Przy wspólnym obiedzie

potem na spacerze

Niech ojciec dzieciaki

na big maca zabierze


Żonie kawę postawi

sobie Lecha zero

A coś mocniejszego

wieczorem dopiero


Bo gdy dzieci zasną

czas się zająć żoną

Dobrze jej dogodzić

wtedy spuści z tonu


I weekend zakończyć

w całkowitej zgodzie

Okazja ku temu

nie zdarza się co dzień

Może jestem niedzisiejszy

Może jestem niedzisiejszy

lecz nie lubię białych wierszy

Coś co mi się nie rymuje

po przeżuciu więc wypluję


Czytając ' Pana Tadeusza”

człowiek się niemal do łez wzrusza

A to jest nudne i bez polotu

jakby świsnęła kula wzdłuż płotu


Ani upadku ani też wzlotu

jakby nadepnąć na ogon kotu

Może ktoś lubi rymów brak

dla mnie ta zupa traci smak


Kilka wyrazów na krzyż i tyle

jakby powbijać w piasek badyle

Krew nawet nie chce płynąć w żyle

na łące tracą kolor motyle


Będę więc dalej szukał rymu

jak ryba wody — ogień dymu

Pielgrzym najlepszej drogi do Rzymu

bo tego pragnę — to żaden przymus


Bo dla mnie rymy to podstawa

i zdaję sobie z tego sprawę

Traktuję to jakby zabawę

a nie jak sędzia sądu rozprawę …

Co ja mogę

Co ja właściwie mogę?

Jedynie patrzeć i współczuć

Lub splunąć na podłogę

bez zbędnych do tego uczuć


Pokręcić swoją głową

w geście niezadowolenia

Lub wtrącić jakieś słowo

co i tak nie ma znaczenia


Mogę zakląć pod nosem

gdy nikt akurat nie słyszy

By nie narazić na szwank

trwającej dotychczas ciszy


Mogę kopnąć kamień

co leżał tam od dawna

Lub wyryć na nim znamię

i tego nie uzasadniać


Mogę się pomodlić

jak gorliwy katolik

W ten sposób udowodnić

akt mojej dobrej woli


Mogę to opisać

co mniej więcej czynię

Lecz czy w ten sposób zyskam

pochlebną opinię?

Sprawy się skomplikowały

Sprawy się skomplikowały

chleb dziurawy a ser cały

Ciepłe piwo — zimna zupa

baba chłop a facet dupa


Droga prosta a drut krzywy

pusty staw — na targu ryby

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 12.6
drukowana A5
za 27.79