E-book
15.75
drukowana A5
36.45
Chabry i maki

Bezpłatny fragment - Chabry i maki

Poezje wybrane

Objętość:
102 str.
ISBN:
978-83-8440-808-7
E-book
za 15.75
drukowana A5
za 36.45

Świergotek i Fistaszek

Słońca Dwa

Wychodzę z mroku codziennie od nowa,

Nie będzie mnie więcej, bo przecież i po co,

Wstaję ze światłem, o zmroku je chowam,

Moja baśń zmierzcha, lecz ich dzieje wschodzą.


Ja w zamyśleniu, bo przecież to oni

Mnie wydobyli z mrocznej jaskini,

Światło zalśniło w malutkiej dłoni

I uczynili, co uczynili.


Za jeden uśmiech tysiące godzin

Pędzonych gnuśnie, bez sensu i czci,

Za jeden uśmiech co ciszą wschodzi

Jak najszczęśliwsze dziecięce sny.


A wichry wściekłe, nostalgie bezbrzeżne,

Ofiary z marzeń niedoszłych do skutku,

Wszystko wpisane w tomiszcze siermiężne

Kredką niebieską, ręką za krótką.


Dziś nie ma mnie bez was, moi synowie,

Świetliste dzieci karmione słońcem,

Mrok swój porzucam w rozstajne drogi,

Gdy zechce wrócić, znów go przegońcie!

Matki Dzień

Dni bywają lawendą pachnące,

Zakochane, przybrane słodyczą,

Matka z sercem stale kwitnącym,

Które z szczęścia po prostu krzyczy.


Przytulania, olśnienia, uśmiechy,

Pierwsze słowa i zaskoczenia,

Twarz promienna i dumny przepych,

Wszak to dziecię świat cały zmienia.


Ach, te Matki, w trosce skąpane,

Zapatrzone sercem oddanym,

Jakiż klejnot Bóg im zostawił,

Jak go nie stłuc i nie zaplamić?


Ileż razy spętał je strach,

Przyszło uczyć nową istotę,

Same często nie wiedzą jak brać

Z tego życia i sens i ochotę.


Zagubione, zaspane, zmęczone

Wypatrują kolebki bezpiecznej,

By to dziecię szczęśliwie donieść,

Tam gdzie czeka je samo szczęście.


I ta duma, że Malec rośnie

I już wie gdzie Cię znaleźć o świcie

I że dni tak podobne nieznośnie

Zaczarował w kalejdoskop uczuć.


Lecz cóż słowa, gdy wszelki trud

Skrył się w cichej, mozolnej pracy,

By maleńki w szczęściu nam rósł

I Człowiekiem się w lustrze obaczył.

***

Zakochać się w dziecku i świat mu dać

Niewielki wkład a cała sztuka na tym polega,

By je pokochać po sam szczyt drzewa

I mądrze kochać nie byle jak.

Prowadzić sercem chociaż za rękę,

Uczyć chodzenia, nucić piosenkę

I z dzieckiem śnić o małych rzeczach,

Gdy jest malutkie,

O większych trochę po kilku latach

I nie wspominać tego ze smutkiem,

Że słodki berbeć wyrósł na chwata.

Rzut globusem

Gdy dziecko w rękach trzyma

Twój świat bez mała cały

I wodząc zań oczyma

Hen rzuca w kąty chwały.


Co wtedy?


Jak zebrać świata strony

Na powrót w jedną całość?

Te lądy, wody, sztormy,

Jak czynić światu zadość?


Z dzieckiem szkoda się kłócić,

Bóg rzucił perły przed wieprze,

Nic w dawne miejsce nie wróci,

Lecz dobrze Ci z tym, bo to lepsze.


Iluż na dzieci zasłużyło,

I szczęścia niż rozumu więcej?

A świat wciąż toczy się i leci,

Gdyby nie one stałby w miejscu.

A gdy już legniesz na kanapie,

Oddany nowej wizji świata,

Jakże ten rozmach w oczy kapie,

Bo przecież los nam figla spłatał.


Tak to majestat korony stworzeń

Zburzył jeden dziecięcy afekt

I wiadomo już kto co może

I kto włada dziś twoim światem.

***

Miłość idzie wolno, bo ma krótkie nóżki,

Wyczekana policzkiem wtulonym w poduszkę

Wiodła myśli do Ciebie, lecz krętymi drogami,

Taka głodna, czekana byś już był między nami.


I zjawiłeś się w jesień uśmiechnięty i rześki,

Świat zwolnił i zmalał, Ty przykryłeś mi przestrzeń,

Jeszcze nie wiem jak długo trwać potrafi zachwyt,

Patrzę w Ciebie zbudzona milionami natchnień.


W twych gestach dostrzegam swej młodości loki,

Bunt lepszy był wtedy niżli święty spokój,

A jednak cieszy, że potrafisz świat kochać,

Tą miłością czystą, nieskalaną, płochą.


Ty mnie uczysz od nowa co jest dobre, co złe,

Złap za rękę i prowadź jak przewodnik po śnie,

Świat jest skryty pod kołdrą wielkich żądz i ułudy,

Ty masz serce bez trwogi i te oczy jak łubin!

Rumiankowa sukienka

Nikogo ważniejszego niż dzieci nie będzie,

A wszystkie zeszłe, przyszłe wiosny

Upłyną nam razem w rumianku, lawendzie,

Dzielone niczym włosów kosmyk.


Ten czas jest teraz, nie będzie go więcej,

Jak umiejętnie dzielić miłością

Mieli nauczyć później bądź prędzej,

Dawali wszystko poza mądrością.


Więc po omacku idziemy przez życie,

I popełniamy prastare błędy,

Myśląc, że grzechy zostaną w sicie

A miłość przesiejemy z lawendą.


Zostaje jeszcze słodka nadzieja,

By dla swych dzieci być wsparciem,

Opoką, dawać im siłę, kiedy zawieja

Z trzasku impetem otworzy okno.


Pójdźmy na łąkę w białe rumianki,

Splotę z miłością uścisk cierpliwy,

Pomyślicie wtedy te wonne wianki

Koroną wspomnień na włosach siwych.


I o bieluchnej Mamy sukience,

Która pachniała lawendą i słońcem,

I że Mama jest przecież kimś więcej

Niż wszystkie razem kwiaty na łące.

***

Wybrałeś mnie na swoją mamę

Z tak wielu kobiet w całym świecie,

Mogłeś rozkochać jakąś damę

I podróżować z nią w karecie.


Zamieszkać w zamku lub pałacu

Z mamą królową lub dziedziczką,

Wybrałeś prostą Panią Lasu,

Dla której kochać znaczy wszystko.


Wybrałeś czasy tak dziwaczne,

Wybrałeś ludzi z lusterkami,

Którzy świat widzą naopatrzenie

Wciąż otoczeni obrazkami.


A moje serce zakochane

Jednak dziękować wciąż Ci będzie,

Bo mnie wybrałeś na swą Mamę

I tylko ja znam twoje Serce.

***

Wbici w ziemię twardym korzeniem,

Na maleńkiej obcej planecie

Otaczamy dzieci ramieniem,

Bo na zewnątrz przeciąg, zamiecie.


Nasze drzewa złączone milczeniem

Zasklepiły wyjście na zewnątrz,

Słońce pada słabym promieniem

I próbuje raz po raz ziewnąć.


My trzymamy głowy wysoko,

Jednak oczy spuszczone na dzieci,

Obserwują dlaczego i po co

Ta planeta wciąż gaśnie i świeci.


Gdy konary ugina zawieja,

Ty mnie trzymasz, ja się uśmiecham,

W takich chwilach rośnie Nadzieja,

W liściach tętni zaś nowy przekaz.


My splatani jak zwięzły abażur

Gałęziami sięgamy przestworzy,

W ziemi korzeń wbity jak pazur

Trzyma miłość od zorzy do zorzy.

***

Pierwsze spojrzenie skradło mi serce

Dwie pierwsze łezki zmroziły dusze

O ileż więcej tego przybędzie

Z latami szczęścia i błogich wzruszeń

Miłość (nie)dojrzała

***

Patrz na mnie sercem, nie oczyma,

Patrz zakochany bez pamięci,

Słuchaj mnie sercem, kiedy milczę

I nie obawiaj się poświęcić.


Miłość to wieczne rozedrganie,

Chciałbyś w nią wskoczyć niby w ogień,

A kiedy myślisz, że ustanie

Ona potężny wzbudzi płomień.


Nie wiesz jak patrzeć, by zobaczyć

I nie potrafisz słuchać uczuć,

Miłość wciąż znaczy to co znaczy,

Kłódka na moście w niej pęk kluczy.


Słuchaj mnie sercem nic nie powiem,

A mimo to usłyszysz wszystko,

Po każdym niemym moim słowie

Zapragniesz zostać kartą czystą.


Bo kocham sercem zakochanym,

Które wypełnia całą przestrzeń,

Możesz odrzucić świat znękany,

Bo tylko miłość jest powietrzem.

***

Spacer w deszczu meteorytów,

Zakochanie ścielone atłasem,

Rąk trzymanie i tańce do świtu

Przeszły w nudną codzienną prasę.


Lata płyną jak stare przeboje

Grane słowem co jeszcze coś znaczy,

Złote szczęścia i serc niepokoje,

Żeby kochać i umieć przebaczyć.


Dzwon weselny tak dawno brzmiał,

Każdy dzień obłaskawia spojrzenie,

Była pustka i nagle dom wstał

Czworgiem oczu na przebudzenie.


I minęły miodowe miesiące

Bocian dzieci zostawił w kapuście,

A ta nimfa biegnąca po łące

Matką stała się w bladej chuście.


On zaś cały styrany pracą

Od wielkiego dzwonu jej powie,

Że te gesty codzienne coś znaczą

I że miłość trwa sama w sobie.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 15.75
drukowana A5
za 36.45