Rozdział I
Regent
Oktawian patrzył jak prochy Cezara wnoszone są do świątyni boskiego Juliusza.
— Niech to wszystko diabli wezmą wuju. — powiedział po uroczystościach pogrzebowych. — Adoptowałeś mnie, uznałeś za dziedzica a mimo to posadziłeś na tronie rzymskim Egipcjanina.
Fakt ten bardzo go smucił.
— Oktawiuszu. — usłyszał Cezariona będącego również przy grobie ojca. — Nie jestem Egipcjaninem.
— Wiem, przepraszam.
— Przyjmuję. — powiedział Cezarion uśmiechając się. — W Egipcie wszystko jest inne.
— Cezarionie. — Oktawian spojrzał na kuzyna. — Wybacz za wcześniej, ale po prostu ciężko mi jest się pogodzić z decyzją twojego ojca.
— Rozumiem.
— Jedna rada młody. — Oktawian spojrzał na w stronę Senatu. — Nie ufaj Senatowi.
— Mówisz to jako mój kuzyn czy jako senator.
— Jedno nie wyklucza drugiego. — odparł Oktawian.
Cezarion przez chwilę milczał.
— Mój ojciec ufał Senatowi bardziej niż powinien?
Oktawian zaśmiał się krótko.
— Nie. Twój ojciec ufał tylko sobie.
Młody imperator spojrzał na świątynię Boskiego Juliusza.
— A ty?
— Ja nauczyłem się czegoś od niego.
— Czego?
Oktawian przez chwilę obserwował senatorów opuszczających Forum.
— Że ludzie najgłośniej krzyczą o wolności wtedy, gdy chcą przejąć władzę.
Cezarion zmarszczył brwi.
— Brzmisz jak monarchista.
— Nie. — odparł spokojnie Oktawian. — Brzmię jak człowiek, który przeżył Republikę.
Przez chwilę stali w milczeniu.
W końcu Cezarion odezwał się ciszej:
— Myślisz, że mnie zaakceptują?
Oktawian spojrzał na młodego kuzyna.
— Senat?
— Tak.
— Nie.
Odpowiedź padła tak szybko, że Cezarion aż drgnął.
— A lud?
— Lud zaakceptuje każdego, kto da mu pokój i chleb.
— A armia?
Tym razem Oktawian zastanowił się dłużej.
— Armia zaakceptuje zwycięzcę.
— Czyli muszę stoczyć jakąś wojnę? — spytał Cezarion.
Oktawian ponownie zastanawiał się dłużej.
— Tak byłoby najlepiej.
— W teorii mam kilka pomysłów. — powiedział Cezarion kiwając głową.
— Germania? Brytania? — spytał niepewnie Oktawian.
— Brytania. — odparł młody król rzymski.
Po czym dodał.
— Z tego co wiem, Cezar chciał podbić Brytanię.
— Tak. — odpowiedział Oktawian.
Młody król odwrócił się w stronę wyjścia.
— Nakażę zebrać Senat. — powiedział. — Muszę im pokazać, że faktycznie zasługuję na ten tytuł.
— Rzymianie patrzą na ciebie krzywo. — Oktawian spojrzał po raz ostatni na urnę z prochami Cezara. — Zwykły lud może cię uwielbiać, ale Senat może widzieć w tobie zagrożenie.
— Dlatego chcę ich przekonać. — powiedział Cezarion.
— Jeśli zdobędziesz poparcie wojska będziesz mógł egzekwować prawo.
Macedończyk spojrzał na kuzyna.
— Jestem nie tylko królem Rzymu. — powiedział. — Jestem władcą Egiptu, Macedończykiem wreszcie człowiekiem z rodu wywodzącego się od Ptolemeusza Sotera.
Po chwili dodał.
— A bycie Macedończykiem zobowiązuje do podboju.
Po tych słowach udał się do Senatu.
…
Senatorowie siedzieli nieruchomo z kamiennymi twarzami.
Wpatrywali się w króla Rzymian z nieufnością.
— Panowie. — zaczął młodzieniec. — Zebrałem was tu ze względu na sposób w jaki mnie postrzegacie.
Żaden senator się nie odezwał.
— Jestem Macedończykiem i Rzymianinem z pochodzenia a Egipcjaninem z wychowania. — kontynuował. — I rozumiem wasze obawy.
Oktawian dał znak by kontynuował.
— Dlatego, aby was uspokoić przygotowałem niniejszy edykt zwany Konstytucją. — to powiedziawszy rozwinął długi zwój papirusu.
Konstytucja Cezariona
Ogłoszona w roku 724 AUC
O ustroju Królestwa Rzymian i Ludów Morza Wewnętrznego
Cezarion Juliusz Cezar, syn Boskiego Juliusza, król Rzymian, król Egiptu, dziedzic rodu Ptolemeusza Sotera, pozdrawia Senat, lud rzymski oraz wszystkie ludy pozostające pod opieką Rzymu.
Od czasów założenia Miasta Rzym wzrastał dzięki mądrości swoich przodków, odwadze swoich obywateli i zdolności przyjmowania tego, co najlepsze od innych ludów.
Rzym nie stał się wielki przez odrzucanie świata, lecz przez jego jednoczenie.
Dlatego też, po śmierci i wniebowstąpieniu Boskiego Juliusza, mojego ojca i założyciela nowego porządku, uznaję za konieczne ustanowienie praw, które zapewnią pokój, jedność i trwałość państwa.
Nie czynimy końca Rzymowi.
Czynimy jego dalszy ciąg.
I. O godności królewskiej
— Państwo rzymskie od dnia niniejszego pozostaje monarchią, a najwyższa władza spoczywa w rękach króla Rzymian.
— Król jest strażnikiem prawa, obrońcą granic, najwyższym dowódcą wojsk oraz opiekunem wszystkich ludów podległych państwu.
— Godność królewska nie jest własnością człowieka, lecz obowiązkiem wobec bogów, przodków i obywateli.
— Król nie stoi ponad prawem, lecz stoi na jego straży.
II. O następstwie tronu
— Król ma prawo wskazać następcę spośród członków rodu królewskiego.
— Następca tronu musi zostać przedstawiony Senatowi oraz ludowi rzymskiemu.
— Armia rzymska składa przysięgę wierności państwu i prawowitemu następcy.
— Żaden człowiek nie może zdobyć korony przez przemoc, lecz jedynie przez uznanie prawa i tradycji.
III. O Senacie
— Senat Rzymu pozostaje wieczną radą państwa i zachowuje swoje prawa oraz godność.
— Senatorowie są strażnikami rzymskich obyczajów, prawa i pamięci przodków.
— Senat posiada prawo:
— opiniowania praw,
— nadzorowania finansów państwa,
— doradzania królowi w sprawach wojny i pokoju.
— Senat nie posiada prawa obalania prawowitego króla ani wybierania władcy przeciw prawu sukcesji.
IV. O obywatelach i ludach Imperium
— Każdy człowiek służący państwu poprzez prawo, wojsko lub pracę może zostać uznany za część wspólnoty rzymskiej.
— Rzym nie będzie niszczył narodów, które przyjął pod swoją opiekę.
— Każdy lud zachowuje swoje obyczaje, język i świętości, o ile pozostają one w zgodzie z pokojem państwa.
— Różne pochodzenie nie odbiera człowiekowi prawa do służby państwu.
V. O religii i świętości państwa
— Bogowie Rzymu, Grecji i Egiptu pozostają pod opieką królewską.
— Król jest strażnikiem pokoju między ludami i opiekunem świątyń.
— Pamięć Boskiego Juliusza zostaje zachowana jako pamięć człowieka, który zjednoczył świat rzymski.
— Żaden kult nie może nawoływać do nienawiści wobec państwa ani jego obywateli.
VI. O armii
— Armia jest tarczą państwa i obrońcą wszystkich ludów pozostających pod jego ochroną.
— Legiony składają przysięgę królowi oraz prawom państwa.
— Żaden dowódca nie może użyć armii przeciw własnemu narodowi dla zdobycia osobistej władzy.
— Żołnierze Rzymu są sługami pokoju, a nie narzędziami ambicji jednostek.
VII. O przyszłości państwa
— Morze, które łączy nasze ziemie, nie będzie granicą, lecz drogą jedności.
— Rzym, Egipt, Grecja i wszystkie ziemie pozostające pod naszym panowaniem nie będą oddzielnymi światami, lecz częściami jednego porządku.
— Naszym celem nie jest jedynie podbój ziem, lecz stworzenie trwałego pokoju między ludami.
— Państwo, które powstaje z połączenia wielu narodów, będzie silniejsze niż państwo jednego miasta.
Niech pamięć przodków prowadzi nas.
Niech prawo chroni słabych.
Niech siła broni pokoju.
Niech Morze Wewnętrzne stanie się więzią wszystkich naszych ludów.
Wydano w Rzymie, w roku 724 od założenia Miasta.
Cezarion Juliusz Cezar
Po wysłuchaniu tekstu konstytucji nikt się nie odezwał.
Milczenie się przeciągało.
W końcu jeden z senatorów zaczął klaskać.
W ślad za nim poszli powoli inni.
Oktawian patrzył na kuzyna z uznaniem.
Udała mu się niełatwa sztuka pogodzenia rzymskich instytucji z ideą monarchii.
Cezarion usiadł na tronie.
Przyglądał się uważnie senatorom.
Wiedział, że część z nich będzie chciała go obalić.
…
— Wasza wysokość. — jeden z gwardzistów skłonił się. — Pańska matka chce z tobą pomówić.
— Wpuść ją. — powiedział Cezarion.
Kleopatra weszła do komnaty.
Ubrana po królewsku.
W typowym greckim ubiorze.
— Mamo… — Cezarion wstał z tronu.
— Synku.
— Nie spodziewałem się, że przybędziesz.
Królowa Egiptu przewróciła oczami.
— Miałam zostać w Aleksandrii nie widząc własnego syna?
— Wiem, że mogłem od razu wprowadzić nasze tradycje, uczynić Rzym drugim Egiptem, ale wtedy połowa państwa podniosłaby przeciwko mnie broń.
— Po prawdzie, jestem trochę rozczarowana. — odparła. — Dałam ci krew faraonów, dziedzictwo Aleksandra a tymczasem skrywasz nasze dziedzictwo pod rzymskim laurem.
— Mówiłem ci. — Cezarion podszedł do niej. — Rzymianie muszą dojrzeć do tego.
— Dojrzeć?
— Mamo przez ponad czterysta lat nienawidzili tytułu króla.
— To wiem. — podeszła do niego i dodała szeptem. — Ale jesteś moim synem Ptolemeuszu.
— Boję się. — przyznał. — Boję się o życie.
Matka skinęła głową.
Wiedziała.
Dla Greków i Egipcjan był królem i następcą Aleksandra, Rzymianie widzieli w nim przede wszystkim syna Macedonki.
— Nie bój się. — powiedziała łagodnie. — Masz rodzeństwo, masz mnie, masz lojalnych ludzi wokół siebie.
— Tego się obawiam. — rzekł cicho syn. — Że ci ludzie tylko próbują wykorzystać mnie jako marionetkę by mnie się pozbyć, gdy nie będę już potrzebny.
Po czym dodał.
— Brakuje mi Egiptu.
— Wiem synu. — odparła Kleopatra.
— Jeśli opuszczę na chwilę Italię, ktoś może to wykorzystać…
Kleopatra VII ruszyła do drzwi komnaty.
Zatrzymała się tuż przed nimi.
Odwróciła się.
— Ptolemeuszu, nie bój się swojego dziedzictwa. — powiedziała uśmiechając się szeroko. — W końcu jak to my mówimy… jesteśmy dziećmi Ra.