E-book
16.17
drukowana A5
46.87
drukowana A5
Kolorowa
71.63
Bumerang

Bezpłatny fragment - Bumerang


Objętość:
235 str.
ISBN:
978-83-8245-676-9
E-book
za 16.17
drukowana A5
za 46.87
drukowana A5
Kolorowa
za 71.63
Okładka — Sylwester „Lex Luther” Luterek
Autorka — Marta Sobczyk ze swoją pierwszą debiutancką powieścią „On i moje piekło”

Dla mojej mamy w dniu jej urodzin.


Zawsze chciałam podarować Ci coś niezwykłego, wspaniałego i takiego naszego.


Mam nadzieję, że dziś w tym ważnym dniu mi się udało, wiem, że pokochałaś „On i moje piekło”


„Bumerang” jest dla Ciebie.

Rozdział 1

Monic.

Ból rozsadzał mi głowę. W buzi czułam krew, było mi niedobrze i słabo. Cały ten czas, a dokładnie już trzy dni miałam opaskę na oczach i związane dłonie opaską zaciskową. Bałam się, każdego dnia zastanawiałam się co się ze mną stanie. Codziennie rano i wieczorem ktoś wchodził zmuszał mnie do jedzenia, gdy odmawiałam dostawałam w twarz. Dawali mi pić i wychodzili bez słowa. Nikt nic nie mówił, a ja wolałam nie pytać. Moja twarz musiała wyglądać jak wielka fioletowa śliwka. Najbardziej upokarzające było, jednak wyjście na siku. Odbywało się to na dworze. Zostałam wyprowadzona na dwór. Ktoś ściągał ze mnie moje majtki, a ja zasłoniętymi oczami i związanymi oczami musiałam załatwić sprawę. Było to strasznie upokarzające. Nie wiedziałam nic, nikt się do mnie nie odzywał. Nie wiedziałam, gdzie jestem. Spałam na jakimś łóżku, a materac, który na nim leżał śmierdział stęchlizną.

Przez cały ten czas miałam na sobie tylko koronkową bieliznę, w której Nick zabrał mnie z domu. Nikt mnie nie dotykał, nie macał i nie robił niczego wbrew mojej woli. Na początku krzyczałam, protestowałam i dostawałam za to w twarz. Wiedziałam, że porwał, mnie Nick przecież nikt inny nie posunąłby, się do takich rzeczy. Słyszałam, jego głos w sypialni wiedziałam, byłam pewna, że był to Nick. Leżałam, wciąż na łóżku nerwowo się, wiercąc. Chciałam wstać z łóżka, ale przez zawroty głowy wolałam nie ryzykować. Myślałam o tym czy jestem w pomieszczeniu sama. Nikogo nie słyszałam, czasami tylko jakieś odgłosy rozmów i krzyk jakieś kobiety. Zastanawiałam się, czy David już mnie szuka, czy zawiadomił policję. Tęskniłam za nim i za moim synkiem. Miałam nadzieję, że nie myślał, że od niego uciekłam przez to, że nie mogłam zajść w ciąże. Jasne zależało mi na tym bardzo, ale nie do tego stopnia, żeby uciec, żeby zostawić moją rodzinę. Miałam nadzieję, jednak, że Nickowi chodziło tylko o mnie i nie zrobi krzywdy moim bliskim. Przez cały ten czas nie uroniłam ani jednej łzy. Zastanawiałam, się tylko, po co Nick mnie tutaj, przetrzymuje. Jeśli chciał mnie zabić mógł zrobić, to od razu, więc na co czekał? Chodziło mu o pieniądze? Miał przecież ich pod dostatkiem. Żałowałam tylko, że informacje o tym, że Nick wciąż siedzi, w więzieniu były nieprawdziwe. Jeśli chodzi mu o Liona, dostanie go po moim trupie.

Usłyszałam stukot obcasów i podniosłam delikatnie głowę do góry. Po pomieszczeniu rozbrzmiał dźwięk przekręcanego klucza w drzwiach i ktoś wszedł do środka.

— Bonjour. — Odezwała się kobieta, gdy podeszła do mnie.

Poczułam jej słodki zapach perfum. Kobieta szarpnęła mnie za ramię, przez co, zamiast wstać, upadłam na podłogę. Poczułam, jak pieką, mnie kolana.

— Lubber — westchnęła. — Pomóż mi! — krzyknęła w moim języku.

Do pomieszczenia szybko wbiegł mężczyzna. Usłyszałam westchnięcie, gdy mnie zobaczył. Mężczyzna jednym susem podszedł do mnie, ujął moje dłonie ucałował je i pomógł mi wstać. Kobieta się zaśmiała.

— Mollusque — podsumowała krótko gest mężczyzny.

Było, mi zimno zaczęłam, się trząś. Sadząc po delikatnych dłoniach uznałam, że to właśnie Francuzka włożyła na moje nogi wysokie szpilki i prowadziła za rękę przed siebie. Wprowadzili mnie do ciepłego pomieszczenia. Mężczyzna uwolnił moje ręce. Po chwili zostałam w nim sama.

— Ściągnij opaskę z oczu — usłyszałam niski męski głos.

Na pewno nie był to głos Nicka. I, jednak nie zostałam sama.

Kurwa mać.

— Ściągnij, opaskę rozumiesz? — mężczyzna odezwał się do mnie, podnosząc głos.

Bez chwili zastanowienia ściągnęłam ją z głowy i zamknęłam oczy. Bałam się je otworzyć, bałam się zobaczyć rzeczywistość i tego całego gówna, w którym tkwiłam.

— Jak już się przyzwyczaisz, załóż to, co masz na krześle i wyjdź z pomieszczenia — powiedział rozkazującym tonem mężczyzna.

Usłyszałam dźwięk zamykanych drzwi. Próbowałam sobie przypomnieć ten głos, ale nie pasował on do nikogo, kogo znałam. Pomału otwierałam oczy. Spojrzałam na krzesło, na którym leżała skąpa cekinowa srebrna bielizna. Po co miałam to na siebie włożyć? Zerknęłam na swojego nogi, na stopach miałam założone wysokie cekinowe srebrne szpilki z czerwoną podeszwą. Nie chciałam tego zakładać, ale nie miałam innego wyjścia. Bałam się przeciwstawiać. Nie wiedziałam, na jak dużo mogę sobie pozwolić. Nie znałam tych ludzi i coraz bardziej wątpiłam, że jest tutaj Nick. Szczerze? Wolałabym, żeby tutaj był. Zawsze mogłam go jakoś urobić, okłamać, wymyślić jakąś marną bzdurę, żeby mnie wypuścił. Martwiłam się jednak tym, że być może chodzi mu o Liona. Włożyłam na siebie bieliznę i wyszłam na zewnątrz.

W pomieszczeniu było strasznie ciemno i nic nie widziałam.

— Wróć do pokoju i załóż opaskę — usłyszałam znów ten sam męski głos. — Głucha jesteś? — natychmiast wróciłam do pokoju.

Założyłam opaskę i wyszłam ponownie do ciemnego pomieszczenia. Ktoś doszedł do mnie i pocałował mnie w policzek, na co od razu odwróciłam głowę. Mężczyzna złapał palcami mocno moja twarz i ścisnął.

— Mąż cię tak nie całuje Panienko?


Ja pierdolę.


— Paul? Paul to ty? — usłyszałam przeraźliwy śmiech, który rozsadzał mi głowę.

Mężczyzna ujął moją dłoń i zaczął mnie gdzieś prowadzić. Znów usłyszałam stukot obcasów. Ktoś zarzucił na moje barki satynowy przyjemny materiał. Podejrzewam, że był to szlafrok. Wcale nie było mi w nim cieplej. Ale domyśliłam się, że szlafrok służył do tego, żebym w nim wyglądała, a nie do tego bym nie zmarzła.

Gdy wyszliśmy na zewnątrz, poczułam świeże powietrze. Po dłuższej chwili podjechał samochód, ktoś otworzył drzwi i pomógł mi wejść do środka. Osoba, która mi towarzyszyła, zajęła miejsce koło mnie i dotknęła mojej dłoni ktoś złożył na niej pocałunek. Sądząc po perfumach był to mężczyzna. Bałam się. Tak bardzo się bałam, dokąd mnie zabiorą po tym, co kazali mi założyć, nie mogło być to nic przyjemnego. Z pewnością nie zabiorą mnie do Davida. Jechaliśmy w zupełnej ciszy. Słyszałam tylko charakterystyczny odgłos silnika.

— Gdzie mnie zabieracie? — odezwałam się nagle.

— Cicho — mężczyzna ponownie ujął moją dłoń i przyłożył ją do swoich ust. — Do raju — dodał i pocałował moja dłoń.

— Boje się — wyszeptałam.

— Powinnaś Panienko Monic — usłyszałam po chwili.

Z emocji myślałam, że zaraz zemdleję. Oddychałam coraz ciężej. Atmosfera w samochodzie była nie do zniesienia. Chciało mi się płakać, jednak obiecałam sobie, że co by się nie działo będę silna. Nawet gdybym tylko miała stwarzać pozory. Miałam nadzieję, że tam, gdzie jadę, jest mój mąż. O cokolwiek by nie chodziło, miałam nadzieję, że chodzi o pieniądze. Chciałam, by David czekał na mnie na końcu całego tego pierdolonego koszmaru i mnie uratował. Dav proszę. Krzyczałam w myślach. Myśl o tym czy wszystko u niego w porządku pomagała mi przetrwać. Musiałam walczyć dla niego i mojego syna. Cokolwiek by się nie działo. Wiedziałam, że Dav mnie znajdzie. Modliłam się już tylko o to, by zdążył i o to, by byli bezpieczni. Jechaliśmy już kilka godzin. Z minuty na minutę coraz bardziej się denerwowałam. Samochód gwałtownie się zatrzymał. Mężczyzna otworzył drzwi przywitał się z kimś w języku francuskim. Kurwa, gdzie ja jestem? Nagle poczułam szminkę na swoich ustach. Ktoś je malował.

— Możecie wysiąść — usłyszałam i wyszłam z samochodu.

— Powoli — odezwał się ten sam głos mężczyzny.

Szłam prowadzona za rękę. Usłyszałam muzykę dobiegającą z jakiegoś budynku. Weszliśmy do środka wtedy ktoś, pociągnął moją opaskę i ściągnął ją jednym ruchem.

— Nie waż się na mnie spojrzeć — szepnął do mojego ucha mężczyzna, który był tuż za mną.

Mężczyzna zaprowadził mnie do ciemnego pomieszczenia. Kazał usiąść na przezroczystym krześle i czekać. Z nerwów trzęsły, mi się nogi i ręce rozglądałam się za jakimś oknem, przez które mogłabym uciec, jednak pomieszczenie było zupełnie puste. Byliśmy chyba w jakimś klubie. Spojrzałam na swoje dłonie, na palcu nie miałam obrączki. Gdy drzwi się otworzyły, natychmiast spojrzałam w ich stronę. Do pokoju wszedł Nick i jakiś mężczyzna.

— To ona, to właśnie Monic — rzucił w moją stronę Nick i puścił do mnie oczko.

Mężczyzna tasował mnie wzrokiem. Poszedł do mnie i spojrzał w moje oczy. Było mi duszno i niedobrze.

— Śliczna jesteś — uśmiechnął się. — Tak właściwie, czemu chcesz ją sprzedać? — w tym momencie już nie wytrzymałam.

— C-o, co? Nick co ty chcesz zrobić? Sprzedać mnie? — mężczyzna, który wciąż stał i patrzył na mnie, uśmiechnął się pod nosem i spojrzał na Nicka.

— Wyjaśnijcie sobie to, co macie między sobą. Nie będę świadkiem rodzinnej kłótni. Do zobaczenia za chwilę gwiazdko. Nie martw się, ja się tutaj tobą zaopiekuję — powiedział i wyszedł z pokoju.

Odprowadziłam mężczyznę wzrokiem i spojrzałam wściekłym wzrokiem na Nicka, który mi się przyglądał.


Frajer.


— Co to ma być kurwa? — krzyczałam na Nicka.

Podeszłam do niego chwiejąc się na nogach. Chciałam go uderzyć, jednak był szybszy. Złapał moją dłoń powietrzu. Wykręcił mi rękę i popchnął mnie na ścianę, dociskając swoim ciałem moje ciało.

— Nie szarp się i posłuchaj. Skurwiłaś się, odeszłaś do tego skurwysyna. Jesteś zwykłą kurwą nadającą się tylko do burdelu. Oswajaj się, to twoja nowa praca, twój nowy dom. I owszem, zamierzam cię sprzedać. Jeśli ja nie będę cię miał, to Dav też. — Słuchałam go i czułam, jak rośnie we mnie złość.

— Czy ty jesteś nienormalny? Jesteś zwykłym chorym idiotą! — odwróciłam się, gdy odsunął się ode mnie.

Spojrzałam w oczy, które tak dobrze znałam i naplułam Nickowi w twarz. Mężczyzna wytarł ślinę z policzka, zaśmiał się i oblizał swoją dłoń. Patrzeliśmy sobie w oczy, wiedziałam, co zaraz się stanie i miałam rację. Nick zamachnął się i z całej siły uderzył mnie prosto w twarz. Złapałam się za palący od uderzenia policzek. Zjechałam po ścianie i spojrzałam na Nicka, który patrzył na mnie z góry.


Oto cały Nick.


— Jesteś teraz zwykłą tanią kurwą. Jeśli taki Dav, śmieć z ulicy może cię mieć, to ja cię nie chcę. Za to, że zabrałaś mi syna, spotka cię kara, i to właśnie Adeo będzie twoją karą. Co ten partacz ma lepszego ode mnie? Większego kutasa? — Nick podniósł mnie z zimnej podłogi i ścisnął mocno moje ramiona. — Co, boisz się, co? — zaśmiał się. — Masz się bać suko! Adeo prowadzi burdel u góry. Przyda mu się taka brudna cipa jak ty — wyrzucił mi wszystko prosto w twarz.

Wbiłam mu obcas w nogę i ugryzłam mocno jego dłoń, aż poczułam krew na swoich ustach.

— Jesteś największym skurwielem, jakiego znam! — krzyczałam.

Nick przywarł mnie jeszcze mocniej do ściany i mocno złapał moja twarz ręką, wciskając swoje palce w moje policzki.

— Ty mnie zniszczyłaś razem z tym swoim frajerem, rozumiesz? Siedziałem w więzieniu i codziennie myślałem o moim synu — syczał przez zaciśnięte zęby. — Ciesz się, że cię nie zabiłem. Oddaje cię tu, gdzie, powinna być taka suka jak ty. Tu jest twoje miejsce — Nick spojrzał mi w oczy i delikatnie pocałował moje usta. — Zabawimy się, chcesz? To będzie twoje jedyne dobre wspomnienie. Następne będą już tylko ze starymi obwisłymi fiutami! — uderzył mnie ponownie w twarz, rozcinając mi przy tym wargę.

Poczułam krew w ustach. Nick zbliżył twarz do mojej twarzy. Językiem przejechał po mojej otwartej ranie i wsunął namiętnie język do moich ust.

— Lubiłem je pieprzyć Mon, dlaczego tak wszystko musiałaś zjebać? — wyszeptał. — Najpierw ty, a potem mój syn, którego mi zabrałaś Mon. To twój koniec, a mój początek. — Jedną dłonią ściskał moje gardło, a drugą sunął wzdłuż mojego uda.

Gdy dotarł do mojej cipki, odchylił moje majtki na bok. Gdy już chciał wsunąć we mnie jeden palec, do pokoju wszedł mężczyzna, który był tutaj wcześniej. Widząc całą sytuację natychmiast podbiegł do Nicka i odsunął ode mnie. Spojrzał na mnie wzrokiem pełnym gniewu.

— Nick, bierz swoje pieniądze, zostaw towar i wypierdalaj, bo ci z dupy nogi powyrywam. Z tego, co mi wiadomo, dziewczyna jest już moja. Wypierdalaj, nim cię zapierdolę. — Cała się trzęsłam, po moich policzkach leciały łzy.

Przetarłam dłonią krew z ust i spojrzałam na mężczyznę, który przyszedł.

— Nie rozumiesz po naszemu to powiem po mojemu dégage d’ici. — Nick zaśmiał mi się w twarz, podszedł do mężczyzny, wyciągnął ku niemu dłoń.

Mężczyzna ani drgnął.

— Miło robić z tobą interesy Adeo — rzucił Nick i przesłał mi w powietrzu buziaka.

Spojrzeliśmy sobie w oczy ostatni raz i Nick opuścił pomieszczenie. Stałam pod ścianą, zasłaniając się satynowym szlafroczkiem, jak tylko mogłam. Adeo podszedł do mnie powoli i podniósł mój podbródek jednym wskazującym palcem. Spojrzeliśmy sobie w oczy. Mężczyzna uśmiechnął się do mnie.

— Jak masz na imię? — zapytał męskim głosem z charakterystyczną chrypką.

— Monic, mam na imię Monic — wyszeptałam, patrząc mężczyźnie w oczy.

— Adeo — uśmiechnął się i spojrzał na moje usta. — Chodź, przyłożymy lód, bo jutro będziesz cała spuchnięta.

— Nie idę — powiedziałam stanowczo, jednak byłam cała spięta, bałam się.

Mężczyzna westchnął.

— Jeśli cię poproszę, żebyś tutaj została, zostaniesz? — patrzył mi głęboko w oczy. — Nie zostaniesz — zaśmiał się. — W takim razie musisz iść ze mną. — Pokiwałam przecząco głową.

Mężczyzna odszedł ode mnie, wyciągnął swój telefon z kieszeni i przyłożył go do ucha.

— Przynieś lód i czysty ręcznik — spojrzał na mnie. — I szlafrok długi biały natychmiast. Jestem na dole — rozłączył się i podszedł do mnie, wyciągając nie pewnie dłoń w moim kierunku. — Monic tak? — zapytał.

Skinęłam głową. Nie byłam w stanie się odzywać. Piekł mnie policzek. Byłam zrozpaczona i roztrzęsiona.

— Nie musisz się mnie bać, to po pierwsze. Jesteś w moim klubie. Musisz mi powiedzieć, skąd znasz tego psychopatę. Ale już się uspokój i nie płacz. A po drugie od dziś nazywasz się Liv — usiadł na krześle i patrzył na mnie. — Zapominasz o poprzednim życiu, wszystko, co masz, to ja klienci, ten club i znów ja. Rozumiesz? — patrzył na mnie przenikliwie.

— Chcę wrócić do domu. Do męża i synka. — Adeo słuchał mnie uważnie.

— Liv, jeszcze raz. Kupiłem cię, i tak, jakby jesteś teraz moją własnością. Musisz pogodzić się z tym, że tutaj zostaniesz. Nie stanie ci się krzywda, jeśli tylko będziesz mnie słuchać. Nie znoszę, gdy ktoś mi się sprzeciwia. Nickowi z dupy nogi powyrywam za to, co odjebał. Ale jak już wspomniałem kochanie — kupiłem cię Liv, i od tej chwili kochanie — jesteś moją własnością. Wykonujesz wszystkie moje polecenia. Zapomnij o mężu, bo już go nie masz — Adeo cały czas patrzył w moje oczy.

— Nigdy — odpowiedziałam stanowczo. — Będziesz musiał mnie zabić, należę tylko do mojego męża — wyszeptałam o mało, nie dławiąc się własnymi łzami.

— To jeszcze przemyślę, co z tobą zrobię, jeśli będziesz mnie wkurwiać. Jednak szkoda takiej ładnej buzi dla tych wszystkich starych spragnionych seksu mężczyzn. Niby starzy, ale, posuwają jak króliczki — zaśmiał się.

Czułam, że tracę grunt pod nogami, było mi niedobrze i słabo, czułam się coraz gorzej. Poczułam, jak osuwam się na ziemię. Nogi odmawiały mi posłuszeństwa. Adeo podszedł do mnie w ostatniej chwili i wziął mnie na ręce. Poczułam jego słodki oddech na policzku.

— Kurwa nie mdlej! — to było ostatnie, co usłyszałam. Poczułam jego ciepłe dłonie na swoim ciele. Odpłynęłam.

Rozdział 2

David.

— Do ciężkiej kurwy. Szukamy jej już pierdolone trzy dni, rozumiecie? Macie ją znaleźć! Macie jebane dwadzieścia cztery godziny, żeby mi powiedzieć, gdzie jest moja żona! — miałem dość.

Z całych moich sił miałem dość. Nie spałem i nie jadłem od trzech dni. Żyłem na samej kofeinie i napojach energetycznymi. Moje życie skończyło się wraz z porwaniem Monic. Jeździłem po mieście, szukając jej jak igły w stogu siana. Postawiłem na nogi całą ochronę, w tym Paula, który nie wiem, czy próbował mnie pocieszać, czy bardziej wkurwiać. Powtarzał w kółko tylko o tym, że ją znajdziemy, a prawda była taka, że mogła być wszędzie. Ten jebany psychopata mógł tak naprawdę wywieźć ją nawet z kraju. Przetrzymywać w piwnicy, w bunkrze jakimś albo co najgorsze Mon mogła już… Nie żyć. Nie dopuszczałem tej myśli do siebie jednak gdzieś w środku brałem to pod uwagę. Byłem wkurwiony na siebie, że zgodziłem się odmówić ochronę gdy Monic o to prosiła. Byłem spierdolony. Spierdolony i wkurwiony jak jeszcze nigdy w życiu.

— David — zwróciła się do mnie Anet, gdy weszła do mojego domu. — Jak się czujesz? — zapytała.

— Zajebiście.

— Zjedz coś — położyła na stole torbę papierową, w której było jedzenie.

Na sam zapach żarcia unoszący się w powietrzu poczułem zajebisty głód. Nie byłbym w stanie nic przełknąć nie wiedząc, czy Monic nie głoduje. Żołądek miałem ściśnięty, a w gardle miałam cały czas wrażenie, że stanął mi tam kołek.

— Za chwilę padniesz na pysk, David musisz być silny — położyła ciepłą dłoń na mojej dłoni i delikatnie ścisnęła.

— Dziękuje za troskę. Zjem później — uniosłem lekko kąciki ust, żeby nie było jej przykro.

— Paul nie dzwonił jeszcze? — zapytała, wkładając zrezygnowana pudełko z jedzeniem do lodówki.

— Jeszcze nie. Dzisiaj mieli złapać frajera, który powiedział nam, że Nick siedzi w więzieniu, a był już na wolności. — Anet usiadła obok mnie na sofie.

— Znajdziemy ją — pocieszała mnie kobieta.


Kurwa mać. Następna.


— Martwą albo żywa, ale znajdziemy, prawda Anet? — zapytałem z ironią w głosie.

Wiem, że nie powinienem. Ale byłem tak zirytowany tymi słowami, że jeśli jeszcze raz ktoś powie, z takim przekonaniem w głosie, że ją znajdziemy, chyba się porzygam. Poczułem wibracje w kieszeni spodni. Wyciągnąłem z niej telefon i spojrzałem na wyświetlacz. Dzwonił policjant, który zajmował się sprawą porwania Monic.

— Mów — rzuciłem do słuchawki.

— Za dziesięć minut w szpitalu wiesz, którym. Prawdopodobnie to Mon — powiedział William, który prowadził sprawę.

— Już jadę — ruszyłem natychmiast w kierunku drzwi.

— David? Co się stało? — spojrzałem na Anet, gdy wkładałem buty na nogi.

— Chyba ją znaleźli. Jest w szpitalu, muszę tam jechać.

— Jechać z tobą?

— Nie. Jedź do moich rodziców. Jest tam Lion. — Rzuciłem w drzwiach i w biegu wsiadłem do samochodu.

Jechałem bardzo szybko. Każdy zakręt był mój. Nie patrzyłem na sygnalizacje świetlna ani na znaki drogowe. Liczyła się teraz tylko ona — moja żona. Złamałem po drodze wszystkie przepisy ruchu drogowego. Gdyby złapała mnie policja, straciłbym prawo jazdy. Jednak to nie było ważne. Podjechałem pod szpital i wysiadłem z samochodu. Patrzył na mnie William, który stał koło swojego BMW i przyglądał mi się badawczo. Podszedłem do niego i uścisnąłem jego dłoń na przywitanie.

— Jesteś pewny? — spojrzałem na jego twarz która nic nie zdradzała.

William zaciągnął się papierosem.

— Nie mamy pewności. Kobieta jest w stanie krytycznym. Znaleźliśmy ją rano przy jeziorze. Była naga pobita i zgwałcona. — Słuchałem uważnie mężczyzny i czułem przeraźliwy strach.

Jeszcze nigdy w życiu się tak nie bałem, jak w tej chwili. W myślach błagałem Boga na kolanach, żeby tylko nie była to Monic. Ruszyliśmy w kierunku szpitala. Szliśmy długim korytarzem i stanęliśmy pod drzwiami sali numer jedenaście.

— Jesteś gotowy? — zapytał niepewnie.

— Można być gotowym na takie rzeczy? Być może leży tam moja żona. — Policjant skinął głową, nie mówił już nic.

Pchnął drzwi do sali. Wszedł pierwszy. Ja nie miałem odwagi tam wejść. Złapałem się ściany i oddychałem ciężko. Kurwa, jeśli to będzie Mon, przysięgam, znajdę tego skurwysyna i będę się nad nim tak długo znęcał, aż zdechnie w męczarniach. Wbiję mu gwoździe w stopy i podłączę go na sucho do prądu. Policjant spojrzał na mnie, drapiąc się po głowie. Wyprostowałem się powoli, wziąłem głęboki wdech i wszedłem do sali. Na łóżku leżała kobieta. Czułem, że nie wytrzymam. Musiałem się odwrócić. Zamknąłem oczy i poczułem palące łzy pod powiekami.

— Bleze wiem, że to trudne. Ale jeśli to nie twoja żona musimy znaleźć rodzinę tej kobiety — odwróciłem się i podszedłem do łóżka. Spojrzałem na jej ręce, które były całe fioletowe, nie było ani jednej jasnej plamki w normalnym odcieniu skóry. Widziałem, że miała przesiąknięty od krwi bandaż na dłoni.

— Zostały odcięte dwa palce — powiedział policjant, i westchnął, gdy zobaczył mój wzrok.

Gdybym mógł, od razu bym go nim zabił. Spojrzałem na twarz kobiety i rozrzucone na poduszce długie, poklejone od krwi czarne włosy.

— To nie Mon — odetchnąłem z ulgą, jednak ten widok zostanie w mojej pamięci do końca życia.

Ktokolwiek jej to zrobił. Zasłużył na kulkę między oczy.

— Będziemy szukać dalej David, musiałem się upewnić — rzucił policjant w moją stronę, gdy wychodziłem z sali.

Niby dziękowałem, że to nie Mon. Ale po chwili uświadomiłem sobie, że dalej jestem z placem w dupie. Żadnych wieści, żadnych śladów, żadnych świadków. Na ulicy, na której mieszkaliśmy, nie było monitoringu, a ja idiota też nie pomyślałem o tym, żeby go zamontować. W domu nie potrafiłem znaleźć sobie miejsca i coraz bardziej myślałem o tym, żeby zabrać do siebie Liona. Cały czas przebywał u moich rodziców, ale ja nie miałem czasu się nim opiekować. Wszedłem do domu i rzuciłem kluczki na stolik. Odkręciłem whisky i wlałem alkohol do szklanki. Opróżniłem ją natychmiast. Usiadłem w fotelu, gdy do salonu wszedł Paul z jakąś młoda dziewczyna. Miała włosy w kolorze pudrowego różu, które sięgały jej do ramion. Usta miała pomalowane różowa neonowa pomadka. W nosie w wardze w brodzie i pępku miała kolczyki. Ubrana była w lateksową sukienkę w kolorze czarnym. Na stopach miała przezroczyste szpilki i żuła gumę.

— Dav, poznaj moją siostrę Eve — dziewczyna podeszła i podała mi dłoń.

— Eva — uśmiechnęła się.

Z grzeczności uścisnąłem jej dłoń i spojrzałem wkurwiony na Paula. Jego siostra wyglądała jak pierwsza lepsza prostytutka z ulicy.

— Eva zna tych wszystkich dilerów. Być może Nick, od któregoś z nich bierze towar, dzięki czemu pomogłaby nam do niego dotrzeć. Tylko dzięki niemu dotrzemy do Monic — Paul nalał sobie whisky i stanął naprzeciwko mnie, obok swojej siostry.

— Mam parę pytań — odezwała się Eva, która usiadła na fotelu, zakładając nogę na nogę.

Owinęła gumę w ogół palca i ponownie wsadziła ją do ust.

— Sprawdzałeś w burdelach? — spojrzała mi w oczy.

Jeśli Paul zaraz jej, stąd nie zabierze, wyniosę ją sam. Widząc moje wkurwienie, Paul wypił duszkiem całą zawartość alkoholu.

— Daj jej szanse — posłuchaj jej — podniósł rękę w geście obrony.

— Mon nie jest prostytutką, żeby siedziała w burdelu! — krzyknąłem na Paula.

— Nie jest dla ciebie, ale dla Nicka? — zapytała Eva.

— On ja kocha, nie oddałby jej do burdelu, to absurd — westchnąłem. — Jaki jest twój plan? — zapytałem z czystej tak naprawdę ciekawości.

— Znam osobę, od której Nick kupuje dragi. Pokręcę się trochę i dowiem się wszystkiego. Będę was informować, ale nie za darmo — spojrzała na mnie z uśmiechem na ustach.

— Czego chcesz?

— Pracy — odrzuciła do tyłu włosy.

— Ach, pracy — rozbawiony skrzyżowałem ręce na piersi. — U nas jest klub nocy nie bur… — spojrzałem na Paula.

— Mogę być barmanka, nie muszę tańczyć na rurze — puściła do mnie oczko i uśmiechnęła się ciepło. — Paul mówi, że coś się znajdzie — spojrzała na Paula. — Prawda? — Paul skinął głową.

— Uznałem, że każda pomoc się przyda. Znała ludzi, z którymi Nick miał kontakt, a to dawało dodatkowe szanse na znalezienie Monic — tłumaczył się Paul.

— Dobra, stoi. Dostaniesz prace i rób swoje. Chce być informowany o wszystkim — mój telefon zawibrował.

Podniosłem go ze stolika. Była jedna nowa wiadomość MMS. Po chwili wyświetliło się zdjęcie. Mon leżała na brudnym materacu w samej bieliźnie z czarną opaska na oczach. Wpatrywałem się w zdjęcie, żeby dojrzeć jakiś szczegół. Paul natychmiast podszedł do mnie widząc moją minę i spojrzał na mój telefon. Usiadłem zwalony z nóg w fotelu.

— Kurwa mać — powiedział, widząc zdjęcie.

— Widzisz coś? Czego nie widzę ja? — zapytałem przyjaciela.

— To jakaś przyczepa. Czekaj! Wiem, gdzie one stoją — odparł Paul.

Spojrzałem na Paula z nadzieją. Miałem nadzieje, że Mon wciąż tam jest i nie jest za późno. Międzyczasie przestałem zdjęcie Williamowi, który poprosił o numer telefonu, z którego zdjęcie zostało wysłane. Eva zamówiła taksówkę, za którą ja oczywiście zapłaciłem i pojechaliśmy z Paulem w miejsce, w którym prawdopodobnie miała być moja Mon.

— Skąd ty wiesz, gdzie to jest? — zapytałem Paula, który był skupiony na drodze.

Paul musiał prowadzić, nie byłbym w stanie skupić się na drodze.

— Po prostu wiem. Mam ciekawą, bogata przeszłość sam wiesz — zaśmiał się.

Cały czas patrzyłem na zdjęcie mojej żony. Zastanawiałem się, czy na tym zdjęciu żyła, i czy wciąż żyje. Byłem kłębkiem nerwów, a w oczach stanęły mi łzy. Tęskniłem za nią tak bardzo. Nie wiedziałem nic, jedne co miałem to tę zdjęcie i nadzieję, że uda nam się ją odnaleźć.

Dostałem kolejna wiadomość tym razem SMS:


„Głupiutki Dav. Tam, gdzie jedziesz, jej nie znajdziesz. Ukryłam ją przed Tobą. Szukaj jej, szukaj… Czas ucieka nieubłaganie…”


— Zatrzymaj się kurwa! — krzyknąłem do Paula, który zjechał na pobocze.

— Co się stało? — wcisnąłem mu telefon w dłoń.

— Kurwa! — Paul uderzył pięścią w kierownice.

— Kobieta Paul! Ma ją jakaś kobieta! Komu mówiłeś, gdzie jedziemy?

— Wie tylko Eva, ale ona by nie była na tyle mądra, żeby to ogarnąć — spojrzał na mnie, po czym znów przeczytał wiadomość.

— Jedź dalej — powiedziałem do Paula.

Po pół godziny byliśmy już na miejscu. Policja też już tutaj była. Z policyjnego radiowozu wyszedł William. Spotkaliśmy się w połowie drogi. William skinął do mnie głową.

— Numer, który mi przesłałeś, logował się ostatnio z tego miejsca — spojrzał na mnie. — W środku jest kilku moich ludzi, zostań tutaj i niczego nie dotykaj — poprosił.

— Muszę tam iść William, kurwa muszę — nie czekając na pozwolenie, ruszyłem biegiem do środka.

Była to niewielka przyczepa kempingowa, w której strasznie śmierdziało stęchlizną. Jeden z ludzi Williama kazał mi wyjść, ale nie słuchałem. Wszedłem do ciemnego pomieszczenia i zapaliłem światło, które było tak ostre, że przez chwilę mnie oślepiło. Spojrzałem na krzesło, na którym leżała koronkowa czarna bielizna. Ta sama, którą Monic miała na sobie, kiedy ktoś zrobił jej zdjęcie. Już chciałem ją zabrać, gdy do pomieszczenia weszło dwóch mężczyzn.

— Dotykałeś to? — zapytał jeden z nich.

— Nie, ale jest to bielizna mojej żony.

— Jesteś pewny?

— Tak. — Policjant założył na dłonie lateksowe czarne rękawiczki, do przezroczystego strunowego woreczka wsadził bieliznę Monic.

Usiadłem na krześle i schowałem twarz w dłoniach. Mon już tutaj nie było. Nie było już tutaj mojej żony, spóźniłem się kurwa.


Kolejny raz los śmiał mi się prosto w twarz.

Rozdział 3

Monic.

Obudziłam się na miękkim łóżku nakryta ciepłym, białym szlafrokiem. Odwróciłam się i spojrzałam na Adeo, który siedział na fotelu. Podniósł się z niego i podszedł do mnie natychmiast z workiem lodu w ręce. Chciał przyłożyć mi go do ust.

— Zabieraj to — powiedziałam stanowczo i odwróciłam głowę w drugą stronę.

— Przyłóż lód, bo rano będziesz miała wargę, jak balon — poprosił.

Akurat miałam to gdzieś. To nie warga była moim zmartwieniem tylko Adeo. Musiałam się, stąd wydostać, natychmiast. Podniosłam się z łóżka i zakryłam swoje ciało białym miękkim szlafrokiem. Podeszłam do drzwi i, kiedy chciałam nacisnąć klamkę Adeo wyrósł przede mną i pokiwał przecząco głową.

— Nie przypominam sobie, żebym pozwolił ci, stąd wyjść nerwusie.

— Wypuść mnie natychmiast albo będę krzyczeć — spojrzałam w jego oczy, a on tylko delikatnie się uśmiechnął.

Nie wiem, czy się bałam. Jedyne, co czułam to adrenalinę, która dodawała mi odwagi. Patrzyliśmy sobie głęboko w oczy. Adeo był wysoki. Na moje oko miał dwa metry wzrostu. Włosy w kolorze ciemnego blondu zaczesane były do tyłu. Twarz miał szczupłą i pociągłą. Na twarzy miał kilkuletni zarost. Jego oczy były koloru niebieskiego. Jeszcze nigdy u nikogo nie widziałam tak pięknych niebieskich oczu. Był umięśniony. Miał na sobie koszulę w kolorze butelkowej zieleni i czarne materiałowe spodnie. W szlufki spodni miał wsadzony czarny pasek ze złotą klamrą, a na nogach ubrane miał czarne lakierki z czerwonymi sznurówkami. Nawet gdy bym bardzo chciała, nie mogłabym powiedzieć, że Adeo nie był przystojny. Był, i to dodatkowo mnie wkurzało. Gdyby był brzydki nawciskałabym mu ile wlezie, jednak z niewyjaśnionych przyczyn, nie mogłam. Onieśmielał mnie. Nie myślałam przy nim trzeźwo.

— Nerwusie, tutaj nikt cię nie usłyszy — uśmiechnął się Adeo.

— Czego chcesz? Jesteś z mafii? — zapytałam, patrząc wciąż Adeo w oczy.

— Nie, niekręci mnie latanie z pistoletem i zabijanie ludzi. Koks również jest przereklamowany — puścił do mnie oczko.

— Więc jesteś Burdelarzem? — Adeo spojrzał na mnie takim wzrokiem, że poczułam się martwa.

— Kim kurwa jestem? — podszedł do mnie na tyle blisko, że nasze ciała niemal się dotykały.

— Burdelarzem prowadzisz burdel dla starych, obwisłych kutasów.


Czy ja to powiedziałam? Czy tylko pomyślałam?


Adeo westchnął i spojrzał na moje usta, po czym nasze oczy znów się spotkały.


Powiedziałam.


— Kupiłeś mnie dla nich? Dla tych starych mężczyzn? — zapytałam.

Tak bardzo starałam się być silna. Nie chciałam wybuchnąć płaczem i błagać o litość. Musiałam pokazać, że nie poddam się tak łatwo i że będę walczyć.

— Kupiłem cię dla siebie. Ale możesz mieć wybór albo ja, albo jak ich nazwałaś? Stare obwisłe kutasy.


Wybór? On mi daje wybór serio?


— A jeśli żadna z twoich kurwa opcji mi się nie podoba?

— Po pierwsze nie przeklinaj, nie lubię bluźnierstwa z ust kobiet. Niesamowicie mnie to wkurwia. Po drugie — masz dwa dni na podjęcie decyzji. Albo zadowalasz mnie, i jesteś dla mnie, kiedy mi się podoba. Albo będziesz obciągała staruszką. Wybór należy do ciebie. Z racji tego, że jesteś moim gościem, możesz sobie wybrać. — Bez zastanowienia zrobiłam krok do przodu w kierunku Adeo i wymierzyłam mu policzek.

Jego twarz nawet nie drgnęła. Westchnął tylko i skierował się w kierunku drzwi.

— Za to, co teraz zrobiłaś czas na podjęcie decyzji masz do rana — wyszedł, a ja myślałam, że szlag mnie trafi.

Dosłownie jak małe dziecko zaczęłam tupać nogami. Wpadłam w taki szał, że wszystko zaczęłam rozwalać. Wielkie, masywne zasłony, które wisiały w oknach, zerwałam z karnisza. Połamałam jego cygara, obrazy ze ścian ściągnęłam i waliłam w nie pięścią. Otworzyłam szufladę komody i zajrzałam do niej. W środku były jakieś papiery, które zaczęłam rzucać za siebie. Otworzyłam kolejną szufladę i zobaczyłam zdjęcie małej ślicznej blondyneczki. Miała identyczne oczy jak Adeo. Byłam pewna, że była to jego córka.

— Nie dość, że burdelarz, to jeszcze tatuś od siedmiu boleści — powiedziałam sama do siebie.

Odłożyłam zdjęcie na miejsce i spojrzałam na małą różową, materiałową opaskę, która miała przyklejoną maleńką cekinową kokardkę. Spojrzałam w głąb szuflady i znalazłam mały wełniany śliczny sweterek w kolorze butelkowej zieleni. Trochę się uspokoiłam i doszłam do wniosku, że muszę, stąd wiać. Nie będę żadną dziwką Adeo, a tym bardziej jego starych, napalonych popaprańców. Wolę umrzeć. Wolę uciec i umrzeć ze świadomością, że chociaż próbowałam coś zrobić. Podeszłam do drzwi i nacisnęłam klamkę, ku mojemu zaskoczeniu były otwarte. Z bosymi nogami wyszłam na korytarz. Spojrzałam na wielkie lustro, które wisiało na ścianie. Wyglądałam okropnie. Za duży szlafrok. Rozmazana czerwona pomadka. Włosy były poplątane, i ta rozcięta warga i wciąż czerwony policzek. Nick zawsze wiedział, gdzie mnie uderzyć. Zeszłam schodami w dół, skąd dochodziła muzyka. Gdy znalazłam się w sali dyskotekowej wszyscy patrzeli na mnie jak na wariatkę.

— A ty co? — zapytała dziewczyna z długimi czerwonymi włosami. Była śliczna i mówiła po angielsku.

— Ja jestem sąsiadką nową tutaj, obok… Głośna muzyka nie pozwala nam spać — dziewczyna zaczęła się śmiać i wskazała palcem na białe duże drzwi.

— To tam masz wyjście. A jeśli nie, zawsze mogę poprosić szefa — patrzyła na mnie z góry na dół.

— Nie, już wychodzę spoko — uśmiechnęłam się sztucznie i niemal wybiegłam z klubu.

Gdy byłam już na dworze, dziękowałam Bogu, że dziewczyna nie wpadła na to, że nie miałam na nogach butów. Biegłam długą ulicą przed siebie co jakiś czas, zatrzymując się, żeby złapać oddech. Nie odwracałam się za siebie, bo się bałam. W jednym z domów zauważyłam, że pali się światło. Wbiegłam po schodach i dobijałam się do drzwi.

— Proszę, stąd odjeść — usłyszałam kobiecy niski głos.

Miałam więcej szczęścia niż rozumu. Kobieta również mówiła po angielsku.

— Błagam niech mi pani pomoże! Proszę wezwać policję o nic więcej nie proszę — błagalnym tonem mówiłam do drzwi, za którymi stała kobieta.

— My się z mężem boimy. Proszę odejść — ze łzami w oczach zeszłam po betonowych schodach i znów byłam na ulicy.

Chciałam wrócić, ale wiedziałam, że kobieta i tak mi nie pomoże. Biegłam przed siebie, aż nagle poczułam przeszywający ból w stopie. Usiadłam na krawężniku i zobaczyłam, że leci z niej krew. Był wbity dość duży kawałek szkła. Jednym, pewnym ruchem je wyszarpałam. Miałam teraz dziurę, rana na pewno nadawała się do szycia. Z zaciśniętymi zębami wstałam z krawężnika i utykając na jedną nogę, wciąż szłam przed siebie, zostawiając za sobą małe kropelki krwi.

— Pierdolony Nick, pierdolony Adeo — mówiłam wciąż sama do siebie.

Zatrzymałam się i spojrzałam w niebo.

— David, kochanie pomóż mi, nie mam już siły — wymamrotałam sama do siebie, poczułam łzy na moich policzkach, które od razu przetarłam dłonią.

Nasza miłość nie mogła się tak skończyć. Zawsze Nick próbował nas rozdzielić. Za pierwszym razem wykorzystał do tego wypadek i moją amnezję. Teraz nie chodziło mu o to, żeby mnie mieć. Nick chciał, żebym cierpiała jeszcze bardziej. Bałam się, że właśnie tak ma wyglądać nasze życie z Davidem w strachu i cierpieniu. Nawet gdy jakimś cudem wrócę do Davida, już zawsze będę się obawiać, że wróci Nick i zrobi coś złego.


Byłam świadoma tego, że to dopiero początek. Bolała mnie noga, więc usiadłam na ławce przy jednym z domów i spojrzałam na nią. Rana była głęboka i cały czas sączyła się z niej krew. Gdy ściągnę szlafrok, będę w samej bieliźnie. Nie miałam, jednak wyjścia. Gdy już chciałam go ściągnąć, poczułam zimne dłonie na swoich ramionach. Ktoś stał za mną. Wiedziałam kto, rozpoznałam go po zapachu. Za nic w świecie nie chciałam się odwracać.

— Nie mam pierdolonego zamiaru cię gonić furiatko. Zniszczyłaś moją sypialnię — dyszał Adeo.

— Nie interesuje mnie twoja sypialnia Burdelarzu. Na pewno w każdym twoim burdelu masz inną sypialnię, więc chuj z tym! — krzyczałam.

Adeo stanął przede mną i spojrzał na moją zakrwawioną stopę.

— Masz talent do robienia sobie krzywdy mały wredny krzykaczu? — kucnął przy mnie, a ja, chcąc wykorzystać sytuację, odepchnęłam go i zaczęłam biec przed siebie.

W dwie sekundy Adeo objął mnie w pasie i wyszeptał do ucha:

— Nie próbuj ze mną takich numerów Liv. Bo ci się to nie opłaca — odwrócił mnie w swoją stronę i przerzucił mnie przez ramię, jak worek ziemniaków.

— Puść mnie! — krzyczałam. — Puść mnie do chuja! — krzyczałam jeszcze głośniej.

Adeo postawił mnie na ziemi. Jego oczy dosłownie płonęły ze złości.

— Koniec zabawy Liv. Ściągaj ten zasrany szlafrok! — wykrzyczał, patrząc mi głęboko w oczy.

— Na ulicy? Mam go ściągnąć na ulicy? — skinął tylko głową i skrzyżował ręce na piersi.


Czekał.


Spojrzałam mu w oczy i zrzuciłam z siebie szlafrok.


Chcesz mnie widzieć nago gnojku?


Adeo cały czas patrzył mi głęboko w oczy. Wciąż było mu mało. Nie widziałam innego wyjścia. Próbowałam odpiąć zapięcie stanika.

— Dość — powiedział nagle.

— Co? — zapytałam.

— Kazałem ci ściągnąć tylko szlafrok. Właśnie o to chodzi. Masz słuchać, co do ciebie mówię i wykonywać moje polecenia. Inaczej się nie dogadamy Liv — podszedł do mnie i wziął mnie na ręce.

Nie protestowałam. Bolała mnie noga i miałam w dupie, kto mnie w tym momencie niesie i co się tak naprawdę dzieje.

— Co masz z tą nogą? Wezwę lekarza — spojrzał na mnie, a przez jego usta przeszedł cień uśmiechu.

— Nadepnęłam na szkło. I nie mów do mnie Liv.

— Jesteś nie dość, że wyszczekana, to jeszcze przeklinasz i jesteś nierozważna. Muszę cię bardziej pilnować, mieć cię na oku, nerwusko — odparł.

Po chwili byliśmy już w klubie. Myślałam, że przebiegłam kilka kilometrów. Jak się okazało, byłam niedaleko klubu.

— Wezwij Draco. Liv się skaleczyła, trzeba jej pomóc — powiedział Adeo do faceta, który był ubrany cały na czarno i wyglądał dosłownie jak ogromny goryl, to musiał być jego ochroniarz.

Wniósł mnie na górę po schodach i skierowaliśmy się w stronę białych drzwi. Adeo pchnął je nogą i wszedł do środka. Posadził mnie na czerwonym, wysadzanym wielkimi ćwiekami fotelu i spojrzał na siebie.

— Wyglądam, jak bym dorwał i bzykał jakąś dziewicę — przewrócił oczami i podszedł do małej czarnej szafy.

Wisiały tam tylko jedne czarne spodnie i szara koszula na długi rękaw. Był ubrudzony moją krwią. Adeo się nie krępował. Ściągnął z siebie spodnie i koszulę. Stał w pokoju w samych, czarnych bokserkach. Czułam się, tak jak bym widziała pierwszy raz w życiu mężczyznę, do tego mężczyznę w samych bokserkach. Z nadmiaru emocji, mój mózg myślał dziś nie tak, jak miał myśleć. Adeo był wysportowany. Miał idealnie wyrzeźbiony brzuch. Spojrzałam na jego rozbawioną twarz, gdy wciągał na tyłek spodnie.

— Co cię tak bawi? — zapytałam poirytowana tym, że mnie przyłapał na gapieniu się na niego.

— Ty? — zapytał.

Adeo był wyraźnie ode mnie starszy, więc zamierzałam teraz to wykorzystać.

— Cóż, w twoim wieku takie ciało to rzadki widok. Powinieneś być zmarszczony jak flak.

— Mam dopiero czterdzieści lat. A ty? Nick wspomniał, że masz dwadzieścia osiem? — na dźwięk jego imienia spięłam się, ale kiwnęłam głową. — Dużo widziałaś, takich mężczyzn w moim wieku? — zapytał.

Gdy skończył się ubierać, wszedł do małej łazienki. Po chwili wyszedł z małym, białym ręcznikiem i środkiem do dezynfekcji ran.

— Co to za pytanie, czy dużo? Nie twoja sprawa — odgryzłam się.

— Bo teraz możesz mieć okazję widzieć ich jeszcze więcej — mężczyzna puścił do mnie oczko.

Przez moment pomyślałam, że może mi się poszczęści, że może Adeo będzie chciał mnie oszczędzić. Jednak było to głupie. Dał Nickowi pieniądze, więc teraz ja musiałam je dla niego odpracować. Podszedł do mnie i podłożył pod rozciętą nogę ręcznik. Popsikał mi nogę środkiem dezynfekującym i spojrzał mi w oczy, kładąc dłoń na mojej łydce.

— Boli? — zapytał.

— Swędzi. Spierdalaj i zabieraj swoje brudne łapska — odpowiedziałam z ironią w głosie.

— Podejmij słuszną decyzję, bo odwrotu nie będzie i nie chcę więcej słyszeć przekleństw z twoich ust, bo inaczej cię uciszę — uśmiechnął się do mnie.

W przypływie emocji i złości oraz bólu, który czułam przez nogę wypaliłam:

— Wolę obciągać starym kutasom niż zadowalać takiego skurwiela jak ty. Adeo się spiął podniósł się i bez słowa wyszedł z pokoju.


Brawo Mon. Jeden zero dla ciebie. Teraz masz na pewno przejebane.


Gdy po dłuższej chwili Adeo wrócił ze starszym mężczyzną do pokoju, byłam pewna, że to lekarz. Miałam w planach wykorzystać to i poprosić go o pomoc.

— Widzisz Philipie. Niezdara nadepnęła na szkło i sam musiałeś się tutaj pofatygować. Ale nie martw się. Zajmie się tobą odpowiednio — Adeo puścił do mnie oko, po czym poklepał po ramieniu faceta. — To nasza nowa perełka, świeże mięso, więc bądź grzeczny — powiedział, nim zamknął drzwi i zniknął za nimi. Adeo zostawił mnie z jakimś starszym mężczyzną, który się szczerzył na mój widok.

— A więc Liv, dzisiaj to ja jestem szczęściarzem, że Adeo zostawił dla mnie ciebie. — Przełknęłam głośno ślinę.

Ręce mi się trzęsły, a w oczach znów stanęły mi łzy. Facet miał około siedemdziesięciu lat, jak nie więcej. Ubrany był w granatowy garnitur i czarne buty. Miał siwe włosy i pomarszczoną podłą twarz.

— Widzę, że masz uraz, cóż, to nic, drogie dziecko. — Gdy podchodził do mnie, widziałam, że odpina guzik spodni. — Mam nadzieję, że będę twoim ulubionym klientem. Nie mam problemu z erekcją, więc nie będziesz się męczyć dziecino — po policzkach spływały mi łzy.

Wiedziałam, że ból, który czułam w środku, zaraz mnie zabije. Nigdy nie błagałam o śmierć, ale w tym momencie wolałabym umrzeć. Gdy mężczyzna podszedł do mnie i podniósł palcem wskazującym moją brodę, żeby spojrzeć mi w oczy, uśmiechnął się obleśnie.

— Do dzieła moja dziecinko, możesz się nim najpierw pobawić. Jestem cierpliwy. Lubię tego typu zabawy — pogładził mnie dłonią po włosach.

Rozdział 4

David.

Siedziałem w przyczepie kempingowej i chowałem twarz w dłoniach. Być może moja żona była tutaj kilka godzin temu, a ja jak idiota szukałem jej tak daleko od domu. Jak to jest kurwa możliwe, że policja nie wpadła wcześniej na ich trop? Szukali jej, chuj wie, gdzie, a ona była tuż pod nosem. Nie rozumiałem, jak można być tak głupim, ciemnym i pojebanym. Nagle przypomniał mi się Paul. Wyszedłem z przyczepy i podszedłem do niego, gdy palił właśnie papierosa oparty o drzwi samochodu.

— Powiedź mi, jak to jest możliwe, że widziałeś o tym miejscu i mi o nim nie powiedziałeś? — spojrzał na mnie i zaciągnął się papierosem.

— Wiem, jak to wygląda, ale, to nie tak — zaczął się tłumaczyć.

— A jak kurwa? Wtedy gdy miałem być w domu kazałeś mi przyjechać do klubu. Na drugi dzień Anet przyjechała z pierścionkiem zaręczynowym i wielce mi współczuła! — krzyczałem w jego stronę, a Paul spojrzał na mnie nerwowo.

— Myślisz, że serio bym mógł? Jesteś moim bratem — spojrzał na mnie.

— Bratem — zaśmiałem się. — W chuju mam takiego brata — Paul zgasił butem papierosa, podszedł do mnie i spojrzał na moją twarz.

— Nie miałem z tym nic wspólnego. Byłem tu te jebane trzy dni temu, nie było żadnej przyczepy, może dziś ją przywieźli specjalnie. Codziennie tutaj jeździłem. Kurwa! Jak ty mogłeś zarzucić mi takie rzeczy? — miał rację i zdałem sobie sprawę, że dostaję już na głowę.

Fiksowałem, bez Mon byłem nikim. Nie mogłem trzeźwo myśleć.

— Sorry — rzuciłem do Paula, który tylko machnął ręką i wsiadł do samochodu.

Podszedłem do Williama, który patrzył na mnie znad notesu.

— Wiadomo coś? — zapytałem.

— Tak, przyczepa najprawdopodobniej została przywieziona tutaj dzisiaj, na to wskazują świeże ślady opon. Wysłaliśmy już do analizy odciski palców. Będę dzwonił.

— A numer telefonu? — przypomniałem mu.

— Nie, nie ustaliłem, do kogo należy. Tak, jak tylko coś ustalę dam ci znać, jesteśmy w kontakcie — powiedział i wszedł do przyczepy.

Spojrzałem na mój samochód, w którym siedział Paul. Ruszyłem w jego kierunku i wsiadłem do auta, trzaskając drzwiami.

— I co ustalili coś? — zapytał Paul.

— Przyczepę ktoś dzisiaj tutaj przywiózł — wzruszyłem ramionami.

— Spoko, nie ma za co — westchnął mój przyjaciel i odpalił silnik.

— Musimy ją znaleźć Paul, musimy ustalić, kto wysłał tą jebaną wiadomość — odblokowałem swój telefon i jeszcze raz przeczytałem wiadomość SMS.

Nie wiem, co to za kobietą, ale wiem, że jeśli skrzywdzi Monic, nie ręczę za siebie. Brałem pod uwagę siostrę Paula. Praktycznie wzięła się tak nagle z dupy.

— Posłuchaj, skąd tak właściwie wzięła się twoja siostra?

— Matka ją urodziła, ale jest po innym ojcu, a co?


Kurwa.


Czasami się zastanawiałem, czy ja nie mam do czynienia z debilem. Paul patrzył na mnie wyczekująco, mrużąc oczy.

— Matka? Patrz, a ja myślałem, że ojciec ją wycisnął z odbytu — westchnąłem. — Nie o to chodzi, kto ją kurwa urodził, ale o to, skąd się wzięła u ciebie, a dziś u mnie w domu?

— Nie pierdol, że teraz podejrzewasz moją siostrę? — spojrzałem na niego.

Byłem poważny.

— Kurwa stary, może jeszcze Anet, Gin albo jej matka? — o w mordę.

O tym nie pomyślałem. Anet co prawda nigdy nie dawała mi powodów, żebym mógł ją o coś podejrzewać. Gin była najlepszą przyjaciółką Monic i nie wierzyłem, że mogłaby coś takiego wymyślić. Dałbym sobie za nią rękę uciąć.

— Eva pojawiła się nagle i tak nagle chce pomóc? — zapytałem Paula, który uderzył pięścią w kierownicę.

— Jesteś moim bratem, ale zaczynasz mnie już wkurwiać. Nie mogę cię słuchać, ogarnij się w końcu!

— Ja mam się kurwa ogarnąć? Nie twoją żonę porwali i nie jesteś na moim miejscu, więc skończ pierdolić. Czuję, że dzieje się coś złego rozumiesz? Nie radzę sobie z tym całym syfem. Nie mogę żyć, nie mogę spać. Lion cały czas jest u moich rodziców. — Paul zatrzymał samochód na środku drogi.

Wysiadł z niego i ruszył przed siebie, wystawiając mi środkowy palec. Wysiadłem z auta i przesiadłem się za kierownicę. Podjechałem do Paula, który szedł chodnikiem.

— Stary, sorry.

— Spierdalaj — rzucił w moją stronę i skręcił w wąską uliczkę.

Dodałem gazu i ruszyłem przed siebie. Jestem zjebany. Jestem spierdolony. Podejrzewam najbliższych ludzi, którzy chcą mi pomóc o to, że mieli coś wspólnego z porwaniem Monic. Sytuacja, w której się znajdywałem, odbierała mi resztki zdrowego rozsądku. Nie chciałem dopuszczać do siebie tej myśli, ale gdzieś tam w środku myślałem, że Paul to wszystko zaplanował. Wiedział, że miałem w ten dzień randkę z Mon. Wyciągnął mnie z domu, kiedy ją porwali. Na drugi dzień Anet była zmartwiona, ale wieczorem zauważyłem już na jej palcu pierścionek zaręczynowy. Czy to normalne? Że w takich okolicznościach ludzie się zaręczają? Może jestem pizdą, bo chciałem, żeby ludzie mi współczuli. Nie chciałem, żeby mieli swoje plany i swoje życie. Monic była najważniejsza, i to ona była tutaj priorytetem. Przejeżdżałem właśnie pod domem Nicka, w którym mieszkał kiedyś z Mon. Pamiętam to jak dziś, gdy siedziała pod wielką altaną z Lionem we wózku. Była taka piękna pomimo tego wielkiego siniaka na twarzy, który próbowała zakryć okularami przeciwsłonecznymi. Zatrzymałem się i spojrzałem na ten ogród i niemal przestałem oddychać. Wszystkie wspomnienia wróciły do mnie jak jebany bumerang. W oczach stanęły mi łzy. Nie ja nie zachowywałem się, jak pizda — byłem nią. Podjechałem pod dom Gin i wysiadłem z samochodu. Podszedłem pod drzwi, w które chciałem zapukać, ale nagle się otworzyły. Gin stanęła przede mną i bez słowa mnie przytuliła.

— Nie trzymam się Gin, boli mnie serce, nie wiem, co mam ze sobą zrobić. Boli mnie głowa, i właśnie świat mi się na nią zawalił. Grunt mi się usunął spod nóg — trząsłem się z nerwów.

— Chodź do środka — zaproponowała.

Kiwnąłem głową i wypuściłem kobietę ze swoich objęć. Weszliśmy do środka i usiedliśmy w salonie. Gin zajęła miejsce obok mnie.

— Żadnych wieści? — zapytała, a ja opowiedziałem jej o wizycie w szpitalu o wiadomościach i o przyczepie kempingowej.

— Musimy porozmawiać David. Miałam dziś do ciebie zadzwonić — spojrzałem na nią zdenerwowany.

— Co się stało Gin? Mów! — podniosła ze stolika telefon i odblokowała go.

Chwilę czegoś szukała i po dłuższej chwili, która trwała niemal wieczność spojrzała mi w oczy. Przeszedł mnie zimny dreszcz. Czułem, jak rośnie mi ciśnienie.

— Wiesz, że zależy mi na was, ale obawiam się, że Mon wcale nie została porwana — podała mi telefon.

Na zdjęciu w łóżku w skąpej srebrnej bieliźnie leżała Monic w ramionach jakiegoś starszego mężczyzny.

— Fotomontaż Gin. Nick już próbował… — Gin przerwała mi, po czym puściła nagranie z poczty głosowej:


— Hej Gin, tu Mon. Wiem, że wyjechałam tak nagle, ale wszystko sobie przemyślałam. Doszłam do wniosku, że nie kocham Davida, nie mogę spojrzeć mu w oczy po tym wszystkim, co dla mnie zrobił, dlatego mówię to tobie. Nikt mnie nie porwał, wyjechałam sama. Poukładam swoje sprawy i wrócę po Liona. Kocham cię, Gin.


Wiadomości głosowej słuchałem kilkanaście razy. Gin patrzyła na mnie ze współczuciem i lampką wina w dłoni. Oddałem kobiecie telefon i zacisnąłem dłonie w pięści.

— Kiedy to dostałaś?

— W nocy — szepnęła.

— Kurwa mać! — krzyczałem. — Nie kochała mnie, Monic nigdy mnie nie kochała…, Ale ten SMS, który dostałem? Tam jest napisane, że ta kobieta ją zabije.

— Poczekaj, Dav. Zgłosiłeś to policji, oni ten numer namierzą.

— Kurwa, nie wierzę — wstałem z sofy i zacząłem nerwowo chodzić po pokoju. — Paul wiedział? — zapytałem.

— Anet wiedziała.

— I do chuja nikt się nawet nie zająknął?

— Nie chciałam niszczyć ci życia, ale nie możesz też jej szukać, ona wcale nie została porwana.

— Zdjęcie też jest z jej numeru? — nagle mnie oświeciło.

Wybrałem numer Mon i zadzwoniłem. Po kilku sygnałach odebrała, a serce podeszło mi do gardła.

— Mon skarbie?

— Dav? — zapytała moja żona.

— Co się dzieje? Policja cię szuka skarbie mój, gdzie jesteś? — głos mi się łamał.

Odpowiedziała mi głucha cisza.

— Mów Monic! Czemu uciekłaś? — krzyczałem do telefonu.

— Nie kocham cię — powiedziała nagle.

Poczułem, jak serce rozpada mi się na miliony malutkich kawałków.

— Co ty powiedziałaś? Nie kochasz? Nie mogłaś powiedzieć tylko zachowywać się w ten sposób? Ile trwa twój romans?

— Pół roku — powiedziała krótko.

Moja żona pół roku przyprawiała mi rogi z jakimś jebanym, starym fiutem, a ja szukałem jej, jak ostatni frajer.

— I mówisz to tak spokojnie? Pół roku? Ile dla ciebie znaczę? Hę?

— Bałam się twojej reakcji, bałam się ci powiedzieć, jestem ci wdzięczna za wszystko. Przyjadę po Liona jak tylko się ogarnę tutaj.

— Dostałem wiadomość, że jeśli cię nie znajdę zabiją cię, i, gdzie jest jebane tutaj?

— Tak, Nick chce wykorzystać sytuacje i chcę pieniędzy. Już to zostało załatwione. Przepraszam cię, ale żegnaj Dav to koniec, nic więcej nie mogę ci powiedzieć — rozłączyła się, a ja rzuciłem telefonem o ścianę.

Wybiegłem z domu i zacząłem pięściami uderzać we wszystko, co spotkałem na swojej drodze. Rozwaliłem śmietnik, który stał pod bramą. Wyrwałem furtkę ze zawiasów i rzuciłem nią w swój samochód. Podbiegłem do auta i wybiłem szybę pięścią od strony pasażera. Gin wybiegła z domu i dobiegła do mnie, zatrzymując mi rękę.

— Uspokój się Dav! — krzyczała do mnie.

Byłem, jak w transie. Nie słuchałem jej. Po chwili jednak się uspokoiłem. Spojrzałem na nią i kiwnąłem głową.

— Oddam za szkody, muszę jechać.

— Nigdzie nie jedziesz — Paul stanął koło Gin.

Patrzyłem na nich i dyszałem ciężko. Usiadłem na ziemi i zakryłem dłońmi głowę. To nie może być kurwa prawda, to nie działo się naprawdę. Pękło mi serce. Spadłem na dno. Ponoć nadzieja umiera ostatnia. Czułem sam, jak w tej chwili umieram. Nie miałem już sił walczyć. Chciałem zniknąć. Zamykam oczy. Jak to się stało? Nie wiem. Nie mam siły, by wstać. Już nigdy nic nie będzie takie samo. Nie wróci, nie powie, że mnie kocha, nie przytuli mnie, nie zjemy razem śniadania. Patrzyłem na obrączkę na moim zakrwawionym palcu. Po raz kolejny ją straciłem.


Monic, do zobaczenia w piekle. Umieram bardzo powoli…


Ale jeszcze wrócę…

Rozdział 5

Monic.

Gdy starszy mężczyzna zaczął robić sobie dobrze na moich oczach, odwróciłam głowę i podniosłam się z zakrwawioną nogą z fotela.

— Pozwolisz, że tylko przykleję plasterek? — zapytałam starego zboczeńca.

— Złociutka, poczekam — przestał zabawiać się swoim małym, pomarszczonym fiutkiem.

Na drżących nogach wyszłam z pokoju i spojrzałam na ochroniarza i mężczyznę z torbą lekarską.

— Już? Tak szybko? — zapytał ten sam goryl, który witał nas na dole przy wejściu.

— Bardzo boli mnie noga, nie dam rady w ten sposób — powiedziałam i oparłam się o ścianę.

Podszedł do mnie facet, który nie przypominał lekarza.

— Złap się mojego ramienia. Chcecie ją wykończyć? — zwrócił się do ochroniarza, który drapał się po głowie.

Mężczyzna wziął mnie pod ramie i pomógł mi dojść do ostatniego chyba już pokoju w tym budynku. Otworzył drzwi i przepuścił mnie przodem. Usiadłam na krześle, a mężczyzna bez słowa zamknął za nami drzwi.

— Co się stało? — zapytał, gdy kucnął przy mnie, żeby zobaczyć ranę. — Nie jest głęboka, oczyszczę ją i założę bandaż, do kilku dni się zagoi — uśmiechnął się ciepło w moją stronę.

Po kilku minutach bandażował już moją nogę. Przy drzwiach życzył mi szybkiego powrotu do zdrowia i wyszedł. Siedziałam i w myślach cały czas błagałam Davida, żeby dodał mi sił, żeby duszą był zawsze przy mnie tak jak ja przy nim. Miałam nadzieję, że są bezpieczni i że nikomu nic się nie stało. Coraz bardziej żałowałam, że to wszystko się stało. Sama sobą naraziłam moją rodzinę na niebezpieczeństwo. Tak bardzo chciałam się poddać i pogodzić z losem. Spojrzałam na zegarek elektroniczny, który stał na małym stoliczku. Dochodziła trzecia w nocy. Wstałam z krzesła i wyszłam na korytarz, gdzie stał Adeo z ochroniarzem i starym oblechem.

— Już miałem po ciebie iść, jak noga? — zapytał Adeo.

— Chuj cię to obchodzi! — wykrzyczałam mu w twarz.

Było mi już naprawdę wszystko jedno. Adeo złapał mnie mocno za rękę i wciągnął do pokoju, z którego dopiero wyszłam. Trzasnął drzwiami i docisnął mnie swoim ciałem do drzwi. Położył mi dłoń na szyi i zacisną ją.

— Nie odzywaj się tak nigdy do mnie przy moich gościach — wysyczał wkurwiony przez zaciśnięte zęby.

Jego oddech zmieszany był z zapachem alkoholu i papierosów. Poluźnił zacisk na mojej szyi ale wciąż ją trzymał.

— Rozumiesz?

— Gościach? Tych, starych frajerach, którzy wykorzystują dziewczyny, które tutaj więzisz? Jesteś jeszcze gorszym skurwielem niż Nick! — krzyczałam, a oczy Adeo coraz bardziej płonęły ze złości. — Pierdol się! — wciąż krzyczałam, a Adeo się zaśmiał.

— Z tobą? Nie ruszyłbym cię, bo jak już powiedziałaś, wolisz obciągać starym fiutom, więc proszę bardzo królowo. Mówisz i kurwa masz! Philipie! — krzyknął na całe gardło.

Po krótkiej chwili do pokoju wszedł rozanielony starszy mężczyzna.

— Jest twoja. Zajmij się nią należycie. Zrób z nią, co chcesz — musnął ustami kącik moich ust i puścił moją szyję, spojrzał na mnie i po chwili wyszedł z pokoju.

Otworzyłam pędem drzwi i wybiegłam na korytarz. Dobiegłam do Adeo i nie wiem, z jakiego powodu przytuliłam się do niego, obejmując go mocno w pasie.

— Nie rób mi krzywdy, błagam cię. Proszę — spojrzałam na niego zapłakanymi oczami. — Nie rób mi krzywdy — szepnęłam i na miękkich kolanach prawie upadłam na podłogę.

Adeo mnie przytrzymał i złapał mocno za ramiona.

— Musisz ze mną zostać, rozumiesz? — zapytał, a ja z przeraźliwego strachu się zgodziłam.

Nie wiedziałam, na co się tak naprawdę pisałam i co mnie czeka. Z tyłu głowy miałam Davida i mojego synka. Zrobię to dla nich. Bałam się, że przez swój sprzeciw wszystko zniszczę, że ktoś zrobi im krzywdę. Adeo przytulił mnie mocno do siebie, wciągając nosem mocno mój zapach.

— Niestanie ci się krzywda, ale musisz mnie słuchać.

— Będziesz mnie zmuszał do czegokolwiek? — zapytałam roztrzęsiona.

Mężczyzna złapał moją dłoń i zaprowadził do sypialni, którą niedawno zdemolowałam. Teraz panował tu idealny porządek.

— Porozmawiamy rano. Teraz odpocznij — patrzeliśmy sobie w oczy jeszcze chwilę i Adeo wyszedł na zewnątrz.

Usiadłam na podłodze i rozpłakałam się jak dziecko.

***

Rano obudził mnie przyjemny zapach jedzenia. Otworzyłam oczy i na stoliku zobaczyłam srebrną tacę, na której była jajecznica bułka maślana sok pomarańczowy, i w małym, przezroczystym wazonie stała jedna biała róża oraz kartka z napisem:


„Więcej się to nie powtórzy, czekam na dole A.”


— Kurwa… — powiedziałam i usiadłam na łóżku, podniosłam tacę ze stolika i postawiłam ją na łóżku.

Byłam tak głodna, że zjadłam wszystko w kilka chwil. Wstałam z łóżka i poszłam do łazienki. Na szafce leżało duże pudełko, na którym było napisane „Dla Liv”.

Otworzyłam je i zobaczyłam sukienkę w kolorze butelkowej zieleni, coś w stylu małej czarnej. Sandałki na wysokiej koturnie i biała koronkowa bielizna. Westchnęłam. Upewniłam się, że drzwi łazienki są zamknięte i weszłam pod prysznic. Ciepły strumień wody, który płynął z deszczownicy, pozwolił mi się trochę uspokoić. Wciąż myśląc o tym wszystkim miałam wstręt do Adeo, ale jeśli musiałam z nim zostać, musiała też się dostosować. Po kwadransie wyszłam spod prysznica, i włożyłam na siebie czystą bieliznę oraz ubrania. Wargę szpecił strupek, ale nie miałam tutaj nic, czym, mogłabym go zamalować. Rozczesałam włosy, i wysuszyłam suszarką dzięki, czemu moje długie czarne włosy były delikatnie podkręcone. Gdy zeszłam na dół dostrzegłam stojącego przy barze Adeo. Rozmawiał z gorylem, który gdy mnie zobaczył, skinął na mnie głową. Adeo odszedł od baru i zaczął iść w moją stronę. Miał na sobie koszulę w kolorze butelkowej zieleni tego samego koloru co moja sukienka. Miał białe spodnie z materiału i czarne zamszowe buty.

— Dzień dobry, wyspana? — ujął moją dłoń i złożył na niej pocałunek.

Poczułam łaskotanie w brzuchu, więc natychmiast zabrałam swoją dłoń.

— Dzień dobry, tak.

— Śniadanie smakowało? — zapytał.

— Niezbyt — skłamałam.

Adeo zmrużył oczy i uśmiechnął się.

— Mam dziś ważne spotkanie i chcę, abyś mi na nim towarzyszyła. Chcę kupić jeden klub. Pojedziesz ze mną, dobrze?

— A mam jakiekolwiek wyjście, że się pytasz? — zapytałam.

Mężczyzna się zaśmiał i spojrzał mi w oczy.

— Słuszna uwaga. Nie masz wyjścia.

Wyszliśmy z klubu i ruszyliśmy w stronę czarnego Porsche 970 Panamera. Przewróciłam oczami i zaczęłam się śmiać.

— Coś cię rozbawiło? — zapytał.

— Absolutnie.


Debil, jeśli myśli, że zrobi, to na mnie wrażenie myli się bardzo.


Nie robiło to na mnie żadnego wrażenia. Nie byłam tego typu kobietą. Otworzył przede mną drzwi, zaczekał, aż wsiądę do samochodu i zamknął za mną drzwi. Adeo usiadł na miejscu kierowcy i ruszył przed siebie.

— Mam kilka pytań. — Zwróciłam się do mężczyzny.

— Pytaj.

— Po pierwsze chcę przy sobie syna — Adeo spojrzał na mnie i zaśmiał się.

— To miały być pytania, a ty żądasz, a na to się nie umawialiśmy — zgasił mnie jednym zdaniem.

— Więc chcę zapytać, kiedy będę mogła mieć przy sobie syna?

— Wkrótce.

— Co to znaczy?

— To, że muszę ustalić jak to załatwić.

— Jak to ustalić? Adeo ja nie mogę bez niego żyć — spojrzałam przez okno i westchnęłam.

Adeo już się nie odezwał.

— Kolejne pytanie? — przerwał nagle niezręczną ciszę.

— Co zamierzasz ze mną zrobić?

— Kompletnie nie mam pomysłu. Kupiłem cię za milion euro i wciąż nie wiem, dlaczego Monic. Jednak pieniądze są bardzo ważne i nie można ich marnować.


Kurwa, milion euro…


— Mój mąż wszystko ci odda na pewno proszę cię, jeśli jestem ci niepotrzebna, po co chcesz mnie trzymać? Nie rozumiem?

— Ja też nie Monic, po prostu, z jakiegoś powodu — ponownie uznał temat za zamknięty.

W środku czułam, jak płonę.

— Dlaczego nagle mówisz do mnie Monic?

— Bo Liv jesteś tylko w moim klubie i dla moich klientów — puścił do mnie oczko. — Teraz ja mam pytanie. Co robiłaś z Nickiem? — spojrzałam na Adeo, który był skupiony na drodze.

— Miałam wypadek z moim mężem, Nick wykorzystał moją amnezję, a moja głowa myślała, że Nick to mój mąż i tak potencjalnie nim został. A ty, skąd go znasz?

— Nie znałem. Przyjechała do mnie pewna kobieta razem z nim i rzucili propozycję. Nick powiedział, że albo cię kupię, albo cię zabiją. — Przełknęłam ślinę.

— Uratowałeś mi życie? — zapytałam cichym głosem.

— Zrobiłbym to dla każdej kobiety — powiedział.

— Dlaczego?

— Dlatego, że jedną bardzo ważna w moim życiu straciłem — spojrzał na mnie.

Przed oczami stanęły mi zdjęcia małej blondyneczki.

— Twoja córka? — zapytałam.

Na to słowa Adeo zesztywniał, a jego twarz przeszedł ból.

— Skąd wiesz?

— Widziałam zdjęcia w szufladzie — nic nie odpowiedział.

Przez całą drogę nie odezwał się już do mnie ani słowem. Dojechaliśmy pod jakiś klub, który był widocznie opuszczony. Adeo otworzył drzwi samochodu i wyciągnął dłoń w moją stronę.

— Dam radę — wysiadłam sama, na co Adeo się zaśmiał.

Weszliśmy do środka i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Klub był duży i przestronny. Dwa podesty, a na środku nich stały rury do pole dance. W rogach ścian stały klatki. Ktoś włączył światło i szedł do nas z góry po metalowych schodach. Był to mężczyzna na oko w moim wieku. Podszedł do nas i przywitał się z nami.

— Marco — mężczyzna uśmiechnął się do mnie.

— Polo? — zapytałam, na co Adeo spiorunował mnie natychmiast wzrokiem.

— Niestety, ale nie z tych — zaśmiał się. — Witaj Adeo przyjacielu — uścisnął dłoń mężczyzny i przeniósł wzrok na mnie. — A ta piękna dama?

— Liv, moja prawa ręka — przedstawił nas sobie Adeo.

Zaczęłam się śmiać i podałam dłoń Marco.

— Tak w zasadzie to lewa. I mam na imię Monic — uśmiechnęłam się i spojrzałam na Adeo, który dosłownie płonął ze złości.

— Przejdźmy się — zaproponował Marco.

Adeo gestem dłoni zaprosił mnie, żebym szła przodem. Mężczyźni rozmawiali o klubie, ale nie słuchałam ich za bardzo. Nie interesowały mnie interesy Adeo. Znałam się na prowadzeniu dyskoteki z pole dance, przecież sami z Davidem taki klub prowadziliśmy. Ten klub był całkiem dobry. Pomimo lokalizacji myślę, że ludziom przyda się tutaj taka rozrywka.

— Liv, co myślisz?

— O czym?

— O klubie naturalnie? — zapytał Adeo.

— Spoko — rzuciłam obojętnie, stojąc na podeście z rurą zaczęłam mieć przebłyski pamięci.

Złapałam się za głowę i przez chwilę widziałam Davida, który stoi na środku sali z Anet i biją mi brawo. Stałam przed nimi w czerwonej bieliźnie i wysokich przezroczystych sandałkach na wysokiej szpilce.

— Anet za chwilę to powtórzymy, teraz nacieszę się swoim narzeczonym. Rzuciłam się w ramiona Davida i zaczęłam go mocno całować. Dav wziął mnie na ręce i zaniósł do mojej małej garderoby.

— Mon wszystko w porządku? — zapłakana spojrzałam na Adeo i kiwnęłam głową, wycierając łzy z policzków.

— Mon? — zapytał zdezorientowany Marco.

— Wyjdźmy na chwilę — zaproponował Adeo, który kucał przy mnie.

— Nie! — powiedziałam podniesionym tonem. — Mogę wyjść sama? Poczekam w samochodzie — Adeo zesztywniał.

— Już wychodzimy. Marco jesteśmy w kontakcie — pomógł mi zejść z podestu i wyszliśmy na zewnątrz.

— Mon jesteś blada, co się stało?

— Przypomniał mi się mój mąż z czasów przed wypadkiem. Do tej pory nie pamiętałam nic, a teraz nagle widziałam nas razem w naszym klubie, który Nick podpalił.

— Co ty mówisz? Nick spalił wasz klub? — kiwnęłam tylko głową i westchnęłam. — Zajmę się tym, a teraz chodź. Pokaże ci mój dom. Nie będziesz mieszkać z Burdelowcem w burdelu.

— Mamy mieszkać razem? — zapytałam przestraszona.

— Coś w tym rodzaju — puścił do mnie oczko. — Mnie i tak prawie nie ma w domu. — Zamknęłam oczy.


To nie mogło dziać się naprawdę.


David skarbie, gdzie jesteś?

Rozdział 6

David.

— Wstawaj stary. Ogarnij dupę i chodź.

— Pierdolę, nie idę! — powiedziałem, chowając twarz w dłoniach.

— Masz zamiar tu siedzieć i się kurwa użalać nas sobą? — spiorunowałem go wzrokiem, gdy Paul zaczął mnie szarpać do góry, żebym wstał.

Jeszcze chwilę i, by dostał w zęby.

— Ja nie wierzę, że to głos Monic. Ona została porwana przez Nicka, a on zrobi wszystko, żebyś myślał inaczej. Nie wątp w jej miłość, stary ja bym chciał, żeby Anet mnie tak kochała jak Monic ciebie — Gin usiadła obok mnie na krawężniku.

— Paul ma rację. Nie przekreślaj tego. Głos jest identyczny, ale zawsze mógł zostać przerobiony — zignorowałem ją.

— Zachowujesz się w tym momencie jak typowy palant. Porwali ci żonę, a ty wierzysz, że ona przyprawia ci rogi?

— Nie mam już żony. Odeszła z tamtym frajerem rozumiesz?

— Pieprzysz! Dobrze wiesz, że to na pewno nie był jej głos! — krzyczał wkurwiony Paul.

— Zdjęcie to może być fotomontaż, ale głosu nie podmienisz. Poznałbym go na końcu świata. I, skąd wiesz o tym wszystkim?

— Anet mi powiedziała — spojrzał na mnie. — Mam plan — dodał.

— Jaki ty możesz mieć plan? Powiedziała, że mnie nie kocha, że jest z nim od pół roku, co więcej, mam kurwa zrobić? Zakochała się w starym zgredzie do kurwy nędzy!

— Ruszyć dupę i jedziemy jej szukać. Na zdjęciu widać trochę tego faceta może się uda — powiedziała Gin, a ja spojrzałem na nią.

Może mieli rację? Może ktoś się podszywał za Monic, może mieli jej telefon i nie chcieli, żebym trafił na ich trop. Ale kurwa, jeśli Nick porwał Monic, co do chuja robiła z facetem ze zdjęcia? Musiała mnie zdradzać.

— Nie — powiedziałem stanowczo. — To już koniec. Gin wstała z krawężnika, wymamrotała pod nosem krótkie pełne złości kurwa i ruszyła w stronę domu.

— Jeśli nie ruszysz dupy, jakiś kutas ci ją zabierze bez względu na to czy to, co widziałeś, jest prawdą, czy nie. Stary uparty baranie! Nie wpadłeś na to, że ją szantażują? Że kazali jej tak powiedzieć, żebyś się odpierdolił? Monic, by cię nie zdradziła — wskazał dłonią na swoje ręce. — Daje sobie je odpierdolić, razem z jajami przy samej dupie, że cię nie zdradziła!

— A skąd ty to możesz wiedzieć? — zapytałem.

— Nie wierzę. Zaraz ci przywalę w pysk na opamiętanie. Ja to wiem, a ty nie wiesz? To jest moja mała panienka. — Westchnąłem.

— Co masz za plan? — podniosłem się z krawężnika.

— Pojedziemy ustalić, czy zdjęcie to fotomontaż, a później zobaczymy, czy głos należy do Mon.

— A do kogo twoim zdaniem? Do Świętego Mikołaja? Czy jego małych pomocników? A może do renifera? — Paul prychnął i spojrzał na mój samochód.

— Mówiłem ci już kiedyś, że…

— Jestem pierdolnięty? Mówiłeś setki razy.

***

W drodze do znajomego Paula nie odzywaliśmy się do siebie ani jednym słowem. Anet zadzwoniła do Paula i z ich rozmowy wywnioskowałem, że Anet jest w ciąży. Wiedzieli, że staraliśmy się z Monic o dziecko, dlatego nic o tym nie wspominali. Słyszałem, jak, krótkimi zdaniami odpowiada Paul i że nie może być dziś na wizycie. Czułem się chujowo. Paul nawet nie podzielił się ze mną tą radosną nowiną. Nie wiem, czy nie chciał mnie dołować w tej chwili, czy po prostu nie potrafił cieszyć się tą szczęśliwą wiadomością w tych okolicznościach. W radiu leciały same smętne kawałki, więc je wyłączyłem. Paul wsunął telefon do kieszeni i spojrzał na mnie.

— Co? — zapytał.

— Anet jest w ciąży? — kiwnął tylko głową i lekko się uśmiechnął. — Chciałem ci powiedzieć, ale jakoś nie miałem odwagi — spojrzał na mnie.

— Gratuluję wam. Serio to wspaniała wiadomość. Jedyna dobra od kilku dni. Jak się czujesz? Czujecie?

— Dobrze, ale Anet nie chciała dziecka, musiałem ją przekonywać. Wiesz, ma obsesję na punkcie swojego wyglądu. Gdy dałem jej pierścionek, uznała, że jest już po wszystkim.

— Jak po wszystkim? — spojrzałem na Paula.

Był trochę załamany.

— W chwili gdy zobaczyła dwie kreski na teście ciążowym, i moje zaręczyny uznała, że jej życie się skończyło, dlatego uciekła. Po tym jak widzieliśmy się w klubie, Max najebanego zawiózł mnie do niej i cała noc bełkotałem, że ją kocham i nie zostawię nigdy. Przyjęła pierścionek. A decyzję o dziecku, że nie usunie, jeszcze nie podjęła — westchnął. — Dziś ma wizytę, i mamy zdecydować co dalej. Wiesz stary, ja chcę tego. Bez względu na to, jakim człowiekiem jestem czy byłem. Chcę tego dziecka. — Pierwszy raz w życiu widziałem Paula w takim stanie i pierwszy raz widziałem łzy w jego oczach.

Wiedziałem, że kocha Anet, ale zawsze zarzekał się, że nie chcę dzieci ani rodziny. Gdy, jednak Anet zaszła w ciąże Paul zrozumiał, czego chce.

— Stary, co mam ci powiedzieć? Musisz walczyć — powiedziałem do przyjaciela, który przetarł pojedynczą łzę na policzku. — Zawieź mnie do tego kumpla, wytłumacz mu, o co chodzi i jedź do niej. Jedź z nią do lekarza, zróbcie USG i zobaczysz, że Anet się przekona. Znam ją długo i wiem, że zmieni zdanie — Paul kiwnął głową z wyraźną ulgą na twarzy.

Takim właśnie byłem zjebanym przyjacielem. Paulowi waliło się wszystko, a ja myślałem tylko o sobie i zadręczałem go tylko swoimi problemami.

— Gin się rozwodzi, wiesz o tym?

— Co kurwa? — o mało nie zakrztusiłem się własną śliną. — Jak to się rozwodzi? — dodałem po chwili.

Minęło kilka dni, odkąd nie ma Monic, a mam wrażenie, że w moim życiu zrobił się prawdziwy burdel. Jak widać, nie tylko w moim.

— W sumie to chuj ich wie. Anet rozmawiała wczoraj z Gin i wspomniała, że Max już się wyprowadził.

Gin była najlepszą przyjaciółką Monic, a Max pracował u nas w klubie.

— Nie pierdol, że poznał kogoś? — Paul kiwnął głową.

— Która?

— Lisa — spojrzał na mnie Paul. — Anet go sprzedała, bo przyłapała ich, jak się kotłowali w łóżku, na piętrzę.

Robiło się oraz ciekawiej. Po Maxie nigdy bym się tego nie spodziewał. Jednak już dawno Max się skarżył, że Gin się zaniedbała. Przytyła kilka kilogramów, ciągle chodziła w poplamionych przez Karola ciuchach. Spała, w tym, w czym chodziła przez cały dzień, a o seksie nie było nawet mowy. Moim zdaniem był głupi. Może, gdyby pomagał w codziennych obowiązkach Gin, miałaby czas, żeby zadbać o siebie? Monic odkąd pojawiła się Anet, również stawiała Anet na pierwszym miejscu, pomimo że wiele razy o tym rozmawialiśmy i zarzekała się, że to nieprawda, wiedziała, że mam rację. Gin była przy Mon w najgorszych momentach jej życia. Mon była dobrą przyjaciółką, jednak od jakiegoś czasu lepiej dogadywała się z Anet. Nawet nie miała świadkowej na naszym ślubie, bo nie chciała robić żadnej z nich przykrości, nie chciała dwóch druhen, więc na świadka wybrała Maxa, a ja Paula i tak mieliśmy dwóch świadków. Lisa. Monic przyjęła ją pół roku temu do pracy, jako tancerka pole dance. Miała niesamowite doświadczenie i tańczyła prawie tak dobrze jak Monic przed wypadkiem. Od razu wybrały ją z Anet, dały jej pracę i wolną rękę. Lisa uczyła tańczyć pozostałe tancerki, które gdzieś tam próbowały dorównać Lisie, ale nigdy niebyły tak dobre jak ona. Max musiał się zakręcić i wykorzystał sytuację. Było mi szkoda Gin i obiecałem, że jak tylko sytuacja trochę się unormuje, porozmawiam z nią o całej sytuacji. Z Maxem nie miałem, o czym. Nie chciałem słuchać jego pierdolenia na temat tego, że Gin się zaniedbała. Jeśli to była prawda, to powinien rozwiązać sprawę i porozmawiać z Gin, a nie pchać się do łóżka Lisie.

— O czym tak myślisz stary? — zapytał Paul.

— O Maxie. Zdradził Gin i co dalej?

— Dzisiaj rano wprowadził się do Lisy.


Kurwa.


Gin stała się również moją przyjaciółką. I było mi głupio za dzisiejszą sytuację. Gin nawet nic nie wspomniała. Całą uwagę skupiła na porwaniu Monic. Znów kolejna osoba miała swój problem, ale żyła moim. Po kilku minutach podjechaliśmy pod dom znajomego Paula. Wysiedliśmy z samochodu i skierowaliśmy się do jego domu. Paul otworzył drzwi i wszedł, jak do siebie. W ręce trzymał telefon Gin, który obiecałem zaraz oddać.

— Tim to ja Paul — weszliśmy do małego pokoju, w którym przy komputerze siedział mały grubasek w słuchawkach na uszach.

Jego biurko było zawalone laptopami i pustymi paczkami po chipsach oraz puste puszki po coca-coli. Na podłodze walały się kartony po pizzy. Gdy Tim nas zobaczył, ściągnął słuchawki.

— Cześć Paul, więc mów, jaki masz problem?

— Stary. Błagam cię, powiedź, że jest możliwość podszycia się pod inny głos za pomocą komputera.

— Co ty mówisz do mnie? — odparł grubasek.

— Jeśli nagrasz mój głos i zgrasz go na komputer i ktoś zadzwoni na twój numer, możliwe jest, że będziesz rozmawiał moim głosem?

— Stary no pewnie — poczułem, jak kamień, spada mi z serca.

— Możesz to sprawdzić z tego telefonu? Rozmowa została nagrana — Paul podał Timowi telefon.

Grubasek podłączył go do komputera i zaczął w nim grzebać. Po chwili usłyszałem głos Monic. Poczułem ucisk w klatce piersiowej. Po chwili jednak usłyszałem głos innej kobiety.

— To oryginalny głos. Ktoś podszył się pod głos tej pierwszej kobiety — powiedział grubasek.

— Poznajesz kurwa ten głos? — zapytał mnie Paul, a mi nic nie przychodziło do głowy.

— Nie znam tej kobiety. A tobie on coś mówi? — Paul przysłuchiwał się chwilę.

Sam jestem zdrajcą, nie wierzyłem w niewinność mojej żony, zwątpiłem i dałem się nabrać jak małe dziecko jakieś kobiecie. Tylko kim ona była i czego ode mnie, od nas chciała?

— Zdjęcie. Sprawdź, czy fotomontaż — Paul zwrócił się do grubaska, i poklepał mnie po plecach. — Podziękujesz, jak znajdziemy Monic — zaśmiał się.

— Zdjęcie jest niestety prawdziwe — grubasek je wydrukował i podał mi.

Spojrzałem na nie. Monic spała, a jakiś facet ją przytulał, niestety facetowi było widać tylko kawałek twarzy, bo chował się za włosami Monic, mojej Monic. Tak bardzo chciałem wiedzieć, czy jest bezpieczna.

— Kurwa, jestem pewny, że to nie Nick. Co on z nią zrobił? — zapytałem Paula, który opierał się o futrynę drzwi i również wpatrywał się w zdjęcie, które trzymałem w dłoni.

— Nie wiem stary, ale to wszystko jest coraz bardziej pojebane. Jakieś babsko podaje się za Monic, a za chwilę wysyła zdjęcie Mon z jakimś gościem. Na bank nas śledzi, bo wiedziała wtedy, że jedziemy do kempingu. Masz jakieś fanki? — zapytał całkiem poważnie Paul.

Zamyśliłem się chwilę. W klubie spotykałem się z dużą liczbą kobiet. Pracowaliśmy razem i widywaliśmy się z tancerkami niemal codziennie. Żadna, jednak niezapadła mi w pamięci jakoś specjalnie. Każda z nich lubiła Monic i raczej byłem pewny, że musiała to być kobieta spoza klubu.

— Paul kurwa nie wiem. Na pewno żadna z klubu.

— Jesteś pewny? Też się zastanawiam i jedyne, co przyszło mi do głowy, to to, że porozmawiam z Anet. Ona jest teraz codziennie z dziewczynami, może któraś zachowuje się teraz inaczej. Dobrą odwiozę cię, a ja jadę do lekarza. Dzięki ci Tom masz darmową wejściówkę do Amnesii. — Podaliśmy sobie dłonie i wyszliśmy z domu grubaska. Złożyłem zdjęcie i wsadziłem do portfela.

— Przekażesz policji? — zapytał Paul, gdy wchodziliśmy do samochodu.

— Nie, być może ona chce sprawdzić, czy to zrobię.

— Masz jakieś pomysły? Co to za gość, z którym leży Mon? — zapiąłem pasy, a Paul wyjechał na ulicę.

— Podejrzewam, że to jeden z ludzi Nicka nie chce się zdemaskować, dlatego, gdy Monic spała wysłał do niej jakiegoś frajera i na pewno to babsko zrobiło im zdjęcie.

— Jakie to jest wszystko pojebane — spojrzał na mnie Paul. — Jadę do lekarza, jeszcze zdążę, a ciebie, gdzie odwieźć?

— Do Gin. Oddam jej telefon i jadę do rodziców sprawdzić co u Liona później będę jeździł szukać Monic. Pokręcę się koło tej przyczepy może coś znajdę — Paul pokiwał głową.

Resztę drogi spędziliśmy w ciszy na przemyśleniach. Wciąż było mi głupio przed samym sobą, że zwątpiłem w moją żonę. Tak bardzo ją kochałem. Przez jej nieobecność dostawałem na głowę. Zwątpiłem i kiedyś jej się do tego przyznam. Jednak przysięgam na wszystko, co dla mnie najcenniejsze, że już nigdy w nią nie zwątpię. Znajdę ją, choć bym miał szukać jej na końcu świata. Nigdy się nie poddałem, walczyłem w śpiączce dla niej i wciąż będę walczył. Znalazłem ją raz i uwolniłem od Nicka, jednak wykradł mi mój najcenniejszy skarb.


Kiedyś powiedziałem, że zabiorę cię na koniec świata, a teraz obiecuję, że cię znajdę nawet tam. Oddam życie, jeśli trzeba będzie, żebyś tylko mogła wrócić do mnie i synka. Tylko przy tobie i z tobą mogę żyć. Bez ciebie nie mam nic i jestem nikim. Nadzieja umiera ostatnia, i to prawda. Ból w sercu każe mi pędzić, a ty musisz mi pomóc. Do końca musisz wytrzymać. Obiecuję, że cię nie zawiodę. To nasz wspólny horror. Ale przysięgam, że wyjdziemy z tego razem. Nic nie pokona naszej miłości. Najważniejsze, że żyjesz, resztę zostaw mi. Monic Skarbie jestem i będę zawsze. Daj mi jeszcze czas.


Wytrzymaj i bądź silna.

Rozdział 7

Monic.

Jechaliśmy do domu Adeo, w którym miałam zamieszkać. Gdy tylko nadarzy się okazja, ucieknę stamtąd. Doszłam do wniosku, że chyba nie będę narażać Liona na niebezpieczeństwo. Wiedziałam, że przy Davidzie jest bezpieczny i nie grozi mu żadna krzywda. Nie znałam Adeo, nie wiedziałam, co przyjdzie mu za chwilę do głowy. Nie chciałam, żeby Lion musiał na to wszystko patrzeć. Już dość w życiu przeszliśmy oboje. Jeśli, patrząc na to, że Adeo, każe mi zadowalać starych facetów. Nie mogłam mieć przy sobie synka. Nie wiem, jak w ogóle mogłam pomyśleć, żeby go tutaj mieć przy sobie. Musiałam ze wszystkim zmierzyć się sama. Miałam nadzieję, że David jest blisko. Próbowałam się skupić na tym, co sobie przypomniałam. Wspomnienie z Davidem było tak realne, że przez chwilę czułam, jak byłby przy mnie. Czułam na sobie jego dotyk, zapach, smak jego ust. Najgorsze było, jednak to, że gdy otworzyłam oczy, zastała mnie smutna rzeczywistość. Tak bardzo chciałam powiedzieć Davidowi o tym, co się stało zapewnić go, że żyję. Zamknęłam oczy i niemal widziałam go jak siedzi w naszym salonie ze szklanką whisky w ręku i jest zrozpaczony. Słyszałam jego krzyk, gdy mówił Paulowi, że nie może mnie znaleźć. Słyszałam głos Paula, gdy mówi, że na pewno mnie znajdą. Myślałam codziennie o tym, co David robi i jak ma się nasz synek. Marzyłam o tym, by jak najszybciej znaleźć się w domu. Tęskniłam też za moimi przyjaciółkami i miałam nadzieję, że u nich wszystko w porządku. Anet była w ciąży. Zwierzyła mi się z tego, gdy jechała ze mną na terapię. Cieszyłam się jej szczęściem. Mam nadzieję, że kiedyś i ja będę mogła cieszyć się po raz kolejny stanem błogosławionym, i razem z Davidem, będziemy w końcu spokojni i beztrosko szczęśliwi. Spojrzałam smutno przez okno, gdy nagle Adeo położył swoją silną męską dłoń na moim udzie i ścisnął, a ja zamarłam w bezruchu. Na chwilę przestałam oddychać. Spojrzałam na niego, po czym dłonią próbowałam strącić jego rękę, ale w efekcie ścisnął moją nogę jeszcze bardziej.

— Jesteś smutna, gdy o nim myślisz — jego wzrok był przepełniony złością, gdy spojrzał na mnie przelotnie.

— Zabieraj swoje brudne łapska ze mnie! Natychmiast! — Adeo tylko się zaśmiał i zignorował moje krzyki.

— Gdzie masz bandaż? — zapytał nagle jak, gdyby nigdy nic.

— Zamoczył się, gdy brałam prysznic, więc go ściągnęłam, a teraz proszę, zabieraj te łapska.

— Monic, posłuchaj… — gdy chciał coś powiedzieć, jego komórka zadzwoniła.

Zabrał rękę z mojej nogi i sięgnął po telefon.

— Masz go? — zapytał.

Minęła chwila, nim znów się odezwał, więc ktoś musiał mu coś tłumaczyć. Kogo mają? Miałam tylko nadzieję, że nie Davida.

— Nie jestem sam, ale, przyjadę za chwilę — rzucił do słuchawki, i na piskach dodał gazu.

Prędkość samochodu natychmiast wbiła mnie w fotel.

— Chcesz nas zabić? — zapytałam Adeo, a on posłał mi takie spojrzenie, że gdyby mógł, zabiłby mnie nim.

Jechaliśmy coraz szybciej. Adeo wymijał każdy samochód, nie zwracał uwagi nawet na to, że kierowcy wciąż na niego trąbią. Bałam się. Bałam się tego, co za chwilę miałam zobaczyć. W myślach cały czas prosiłam boga, żeby to nie był nikt z mojej rodziny i przyjaciół. Musiał to być mężczyzna, ponieważ Adeo powiedział „go”, więc w najgorszym wypadku był to David, a w najlepszym ktoś, kogo nie znałam. Zjechaliśmy z drogi i wjechaliśmy w wąską ścieżkę, która prowadziła do ciemnego lasu.

— Adeo boje się — wyszeptałam.

— Ty? Nie powinnaś. Trochę się zabawię. — Gdy wjechaliśmy w głąb lasu Adeo wziął do ręki telefon i przyłożył go do ucha. — Gdzie? Ok — skręcił w prawo.

Jechaliśmy jeszcze kawałek, i Adeo się zatrzymał.

— Pod żadnym pozorem nie waż się wychodzić z samochodu. Chodź, by nie wiadomo co, nie wolno ci opuścić tego auta, zrozumiano? Pod żadnym pozorem — wymierzył we mnie palcem, a ja przestraszona skinęłam głową.

Adeo wysiadł z samochodu. Poprawił swoją czarną marynarkę i podszedł do mężczyzny, który stał przy innym, zaparkowanym samochodzie. Dopiero po chwili dostrzegłam, że był to ten sam goryl z jego burdelu. Podszedł do samochodu i otworzył bagażnik, wyrzucił z niego duży czarny worek. Obserwowałam całą sytuację i czułam coraz większy strach. Adeo kopnął w worek. Jego człowiek rozpiął zamek czarnego worka i zobaczyłam w nim mężczyznę. Zasłoniłam dłonią usta.

— Wstawaj szmato! — rozkazał mu Adeo.

Mężczyzna już ledwo żywy podniósł się i wstał na nogach, które niesamowicie drżały. Był nagi i fioletowo siny. Adeo coś do niego mówił, ale nie słyszałam dokładnie. Po chwili mocno go uderzył w twarz. Mężczyzna stracił równowagę i upadł na ziemię. Adeo tym razem kopnął go prosto w twarz tak, jak by kopał piłkę na boisku. Usłyszałam, jak mężczyzna krzyczy, gdy Adeo zaczął go kopać po całym ciele. Był jak w transie. Zasłoniłam dłońmi uszy, ale to nie pomagało, wciąż słyszałam krzyki mężczyzny. Ochroniarz podniósł mężczyznę z ziemi. Był cały we krwi. Adeo zaczął się śmiać. Ochroniarz podszedł do samochodu, w którym siedziałam, otworzył drzwi, uśmiechnął się do mnie, włączył światła samochodu i zamknął z impetem drzwi. Spojrzałam, na faceta, którego Adeo podnosił z ziemi. Mężczyzna się zsikał. Włączyłam muzykę w samochodzie i rozkręciłam głośność na ful, schowałam twarz w dłoniach. Było mi słabo, czułam, że zaraz zemdleję. Brałam coraz większe hausty powietrza. Podwinęłam nogi pod samą brodę, objęłam je dłońmi i kołysałam się na fotelu samochodu. Tego było już dla mnie za dużo. Pomimo głośnej muzyki wciąż słyszałam przeraźliwe krzyki mężczyzny. Gdy spojrzałam ponownie na Adeo, właśnie uderzył pięścią w twarz mężczyznę. Poczułam przypływ adrenaliny, która dodała mi odwagi. Wyłączyłam radio oraz światła w samochodzie. Otworzyłam drzwi auta i na miękkich nogach dobiegłam do Adeo. Mocno po popchnęłam, na co on doskoczył do mnie i mocno złapał moje nadgarstki.

— Chcesz widzieć dokładniej? — dyszał wyraźnie zmęczony. — Dopiero się rozgrzewam. — Znów mnie nie posłuchałaś. — Skinął na mnie głowa.

Ochroniarz podszedł do mnie od tyłu i złapał mnie za ramiona. Trzęsłam się cała. Adeo wyciągnął z bagażnika kij bejsbolowy i zaczął nim obkładać mężczyznę, który już się nie ruszał.

— Ty przeklęty draniu! — krzyczałam.

Ochroniarz zasłonił mi dłonią usta. Wyrwałam mu się i rzuciłam z pięściami na Adeo, który wypuścił z rąk kij i ponownie złapał moje ręce i mocno trzymał. Obrócił mnie tak, żebym stała tyłem do niego. Spojrzałam na ledwo już żywego mężczyznę, który dławił się własną krwią.

— On na to zasłużył. Nie oddał mi pieniędzy i pobił jedną z dziewczyn — powiedział wprost do mojego ucha Adeo. — To zwykła sprzedajna szmata — szeptał.

Czułam, jak nogi odmawiają mi posłuszeństwa. Adeo mocno mnie trzymał i nie pozwoliłbym upadła.

— Zostaw go, już błagam — wyjąkałam błagalnym tonem.

Adeo tak mocno ściskał moje ręce, że aż bolało.

— Zostawię. Ten frajer będzie moją wizytówką, że ze mną się nie zadziera. Wróci, skąd przyszedł — Adeo poluźnił uścisk i kazał Lucasowi, bo tak miał na imię ochroniarz mnie zabrać.

— Jesteś nikim! Jesteś skończonym, zimnym skurwysynem! — krzyczałam w twarz Adeo.

To był błąd. Pod wpływem emocji Adeo podniósł kij z ziemi i zaczął tak mocno obkładać nim mężczyznę, że byłam pewna, że on już nie żyje.

— Jesteś psychopatą! — krzyczałam, szarpałam się i kopałam Lucasa, który niósł mnie do samochodu.

— Zamknij ten piękny pysk, bo już mnie wkurwiasz! — krzyknął na mnie Lucas.

— Pierdol się! Mordercy! — to był błąd.

Lucas postawił mnie na ziemi i uderzył w twarz tak mocno, że zachwiałam się i upadłam na ziemię. Podszedł do mnie i podniósł mnie, szarpiąc za włosy. Wziął mnie pod pachy i ciągnął w stronę samochodu Adeo. Nagle Lucas upadł na ziemię, jęcząc, a ja upadłam prosto na kolana. Odwróciłam się i spojrzałam na Adeo, który wyciągał dłoń w moim kierunku, żeby pomóc mi wstać.

— Kurwa za co? — jęczał Lucas, który podnosił się z ziemi.

— Za jajo. Jeśli jeszcze raz podniesiesz na nią rękę, obie ci upierdolę! — krzyczał Adeo. — Ja jestem mózgiem tej akcji, a ty wykonujesz moje polecenia.

— Spierdalaj — jęczał Lucas.

Podniosłam się z ziemi i zaczęłam szybko biec przed siebie ile sił w nogach. Biegłam, potykając się o własne nogi. Płakałam, przez co cały obraz przed oczami mi się rozmazywał.

— A pani dokąd? — zapytał Adeo, który złapał mnie mocno za rękę i pociągnął w swoją stronę tak, że wpadłam prosto w jego ramiona.

Miał twarz i ręce we krwi. Jego koszula w kolorze butelkowej zieleni była teraz w ciemne plamy specyfiku. Wyglądał jak morderca, którym zresztą był. Żałowałam, że Nick mnie nie zabił… Przeżywałam teraz większe katusze, niż to, gdyby wtedy mnie zabili. Nigdy w życiu nie zapomnę tego, co działo się w tym lesie. Adeo odgarnął kosmyki włosów z mojej twarzy i wpatrywał się w moją usta.

— Chcę wrócić gdziekolwiek, byle z dala od ciebie — szepnęłam.

Adeo skinął tylko głową. Widząc, w jakim jestem stanie, wziął mnie pod rękę i zaprowadził do swojego samochodu. Zapięłam pas i spojrzałam ostatni raz na mężczyznę, który się już nie ruszał. Na miejscu kierowcy usiadł Lucas, który patrzył na mnie wkurwiony.

— Mam cię zawieźć i pilnować w domu Adeo. I nie próbuj spierdalać, bo jestem szybszy. — Odpalił silnik, a ja spojrzałam przerażona na Adeo, który wkładał mężczyznę do bagażnika.

Spojrzał w moje oczy i skinął głową do Lucasa, który ruszył.

— Żyje? — zapytałam, kompletnie, nie wiedząc czemu.

— Żyje, Adek kazał cię przeprosić, więc przepraszam. Szybko tracę nad sobą kontrolę, więc więcej mnie nie wkurwiaj.

— Proszę, wezwij pogotowie, może ten mężczyzna jeszcze żyje — Lucas się zaśmiał i pokiwał głową na boki.

— Ciebie widzę, ładnie pojebało…

***

Całą drogę jechaliśmy w milczeniu. Cały ten czas miałam przed oczami Adeo, który bił tamtego mężczyznę. Widziałam, jak zaciska pięści. A co najgorsze sprawiało mu to niesamowitą przyjemność. Czuł się, jak bóg, który w każdej chwili, może wymierzyć sprawiedliwość i co najgorsze odebrać komuś życie. Wiedziałam, że jestem w potwornym niebezpieczeństwie i, jeśli David lub policja się nie pospieszą w końcu na miejscu tego faceta w lesie, będę ja. W końcu się znudzę Adeo i odda mnie tym starym fiutom, a gdy im się w końcu znudzę, skończę, jak facet z lasu. Dotknęłam dłonią policzka. Dlaczego każdy facet wiedział, gdzie uderzyć? Skrzywiłam się.

— Mnie całe plecy przez ciebie napierdalają — podsumował Lucas, patrząc w lusterko wsteczne.

Po kilkunastu minutach byliśmy już na podjeździe domu Adeo. Był to ogromny dom, do którego wjeżdżało się wielką bramą i jechało z dobre dwie minuty, nim przejechało się przez mały las i wjechało na podjazd domu. Dom był cały biały i raczej wyglądał jak pałac lub dwór jakiegoś królewicza. Westchnęłam i wysiadłam z samochodu.

— Nie próbuj spierdalać — spojrzał na mnie Lucas i wymierzył we mnie palcem.

— A da się zwiać z tego więzienia? — zapytałam Lucasa, który udawał, że się zastanawia.

— Nie, nie da się, więc nawet nie próbuj. Chodź — rzucił w moją stronę i zaczął iść w stronę domu.

Otworzył przede mną duże drewniane białe drzwi. Weszłam do środka. Na podłodze były czarne kafelki, a ściany były w białym kolorze. Na środku holu wisiał ogromny kryształowy żyrandol. W oknach stały duże wysokie zielone kwiaty z prawej strony stały szklane schody, które prowadziły na górę.

— Na górze drugie drzwi od schodów, twój sypialnia. Ja idę się umyć. Śmierdzę potem i krwią — powiedział Lucas i zniknął za szklanymi, mlecznymi drzwiami.

Weszłam schodami na górę i podeszłam do drugich drzwi od schodów. Uchyliłam je i weszłam do środka. Pokój był w stylu glamour. Ściany były w kolorze beżowym. Naprzeciwko zamiast ściany było wielkie okno panoramiczne ozdobione pięknymi, jedwabnymi zasłonami w kolorze fuksji. Na środku pokoju stało wielkie łóżko dwuosobowe. Po prawej stronie stała biała toaletka z obszytym skórą pikowanym stołeczkiem. Obok toaletki stała szafa naprzeciwko stał szklany stoliczek, a przy nim stała sofa skandynawska w kolorze granatowym. Zapaliłam małą lampkę, która stała na toaletce. Spojrzałam na zegarek, dochodziła piąta. Czułam się, jak by minęła wieczność. Podeszłam do szafy i przejrzałam ubrania, które w niej wisiały. Wszystkie były nowe z metkami i w moim rozmiarze powieszone były kolorystycznie. Otworzyłam dolną szufladę szafy, w której były różne pudełka z przeróżną bielizną. W następnej szufladzie były satynowe długie koszule nocne. Spojrzałam na drzwi, które znajdowały się koło szafy. Natychmiast je otworzyłam, światło automatycznie się zapaliło. Weszłam do wielkiej łazienki, która była w kolorze khaki, natomiast wszystkie w niej dodatki wanna toaleta i prysznic ozdoby i nawet ręczniki były w kolorze białym lub drewnianym. Adeo chyba uwielbiał te kolory. Ściągnęłam z siebie ubrania i nalałam wody do wanny. Dosłownie pięć razy upewniłam się, czy drzwi łazienki są zamknięte. Wzięłam długą kąpiel w przeróżnych, zapachowych olejkach. Wytarłam się ręcznikiem. Założyłam na siebie biały szlafrok, który wisiał na drzwiach, a brudne ubrania wrzuciłam do białego, wiklinowego kosza na pranie. Wyszłam z łazienki i zobaczyłam na łóżku karteczkę:


„Jak skończysz, zejdź na dół do ogrodu. — A.”


Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 16.17
drukowana A5
za 46.87
drukowana A5
Kolorowa
za 71.63