E-book
4.1
drukowana A5
48.51
Boski dekoder

Bezpłatny fragment - Boski dekoder


5
Objętość:
291 str.
ISBN:
978-83-8155-746-7
E-book
za 4.1
drukowana A5
za 48.51

FLIRT ZE SOBĄ

„Wysyłam mą miłość

na zewnątrz w świat,

by wymazać wszelkie błędy

i przełamać wszelkie bariery.”


Flirt ze sobą pobudza nas do otworzenia swojego umysłu, zweryfikowania swoich przekonań, odkrywania fałszywych prawd i wycofania z nich swojej energii. Uczy nas rozróżniać myśli oparte na poczuciu winy od myśli, które wynikają z iluzji i lęku. A przede wszystkim zmusza nas do działania w oparciu o wewnętrzne przewodnictwo.

Wstęp

Celem książki jest propozycja przygody duchowej, podróży do wspólnego Domu — czyli „Uniwersalnego stanu świadomości”, która odbywa się niewidzialną drogą, ukrytą poza wszelką zasłoną i złudzeniem. Książka powstała z przebłysków intuicyjnych, które pieczołowicie zapisywałam, szukając instrukcji do siebie. Opisuje niewidzialną drogę, zbudowaną z moich doświadczeń przeprowadzonych na różnych poziomach. Badałam swoją wewnętrzną rzeczywistość w świecie materialnym i duchowym, w świecie myśli i uczuć, rozumu i wyobraźni, integrując to wszystko wiarą, bo żyłam, a nie wiedziałam jak się obsługiwać. Instrukcje, które dawali mi inni ludzie, do mnie nie pasowały. Szukając siebie, skoncentrowałam się właściwie na „świecie ducha” bo wszystko inne, wydało mi się mało ważne i bez znaczenia. Chcę udowodnić sama sobie, że myśl i modlitwa kształtują moje ziemskie życie a przebłyski mojego umysłu, zbliżają mnie do osiągnięcia mego przeznaczenia. Zadałam sobie pytanie, co mi właściwie przeszkadza, by osiągnąć zdrowie, szczęście i bogactwo? Zaczęłam więc drążyć temat. Najpierw pojawiły mi się przekonania, które mnie ograniczały i właśnie na nich, skupiłam się w tej książce. Wiem, że to dopiero wierzchołek góry lodowej, ale gdy go zobaczyłam, to od razu poczułam się lepiej, przynajmniej wiedziałam już, z czym mogę zacząć pracować. Przecież najgorsze okowy to te, z których człowiek nie zdaje sobie sprawy.„ Od losu nie uciekniesz” to pierwsze przekonanie, nad którym zaczęłam się zastanawiać i doszłam do wniosku, że właśnie tak, wszyscy usprawiedliwiamy swoje choroby, nieszczęścia i biedę. Postanowiłam wtedy przeanalizować swoje postępowanie. Czy wykorzystuję wszystkie swoje możliwości i całą swoją wiedzę, żeby wybrnąć z kłopotów? Czym się kieruję przy podejmowaniu decyzji? Co burzy spokój mojego umysłu? Wtedy zaświtała mi myśl, „Wolność” — nie byłam wolna, nie korzystałam ze swoje osobistej wolności, postępowałam tak, jak mnie wytresowali, a wolność wiąże się przecież z wyborem. I tu przyszedł mi z pomocą nasz wieszcz Adam Mickiewicz, który napisał:

„Człowieku! gdybyś wiedział, jaka twoja władza!

Kiedy myśl w twojej głowie, jako iskra w chmurze,

Zabłyśnie niewidzialna, obłoki zgromadza,

I tworzy deszcz rodzajny lub gromy i burze;

Gdybyś wiedział, że ledwie jedną myśl rozniecisz,

Już czekają w milczeniu, jak gromu żywioły,

Tak czekają twej myśli — szatan i anioły;

Czy ty w piekło uderzysz, czy w niebo zaświecisz;

A ty jak obłok górny, ale błędny pałasz

I sam nie wiesz, gdzie lecisz, sam nie wiesz, co zdziałasz.

Ludzie! Każdy z was mógłby, samotny, więziony,

Myślą i wiarą zwalać i podźwigać trony.”

Zachęcona takimi słowami, postanowiłam zdobyć wiedzę o sobie i nauczyć się urzeczywistniać wewnętrzną wolność duchową. Obróciłam, więc w ruinę dawne nieszczęścia i choroby, a zaczęłam myśleć i działać inaczej, uważając by nie popełniać starych błędów.

Wiele nauczyły mnie moje sny, nad którymi rano medytowałam i je analizowałam, po prostu śniłam o nich na jawie. Przestałam je ignorować, bo to właśnie one, dawały mi najwięcej wiedzy o mnie samej. Nie ignorowałam już doświadczeń z poziomu „poczuć”, więc czułam się pełniejsza „nakarmiona”. Znikała duchowa anoreksja. Przestałam odczuwać braki w życiu, chociaż na zewnątrz, nieraz mi czegoś brakowało. Powracał mi kontakt z życiową energią, zaczęłam jej mieć coraz więcej. Brałam pod uwagę nawet takie uczucia, które wydawałoby się, że wykraczają poza sens.

W mojej książce rzucam wyzwanie sobie i każdemu, aby wyzwolił się z utartych sposobów myślenia i zachowania, aby pytał, odkrywał, odważył się być sobą i wędrował własną niewidzialną drogą.

Miałam przeciwko sobie cały świat

i świata przekonania,

przy sobie tylko wiarę

i zapał do działania.

Wybrałam wiarę i jej autorytet,

powędrowałam ścieżką,

przed światem ukrytą.

Jestem bezpieczna,

stojąc na niczyjej drodze,

dlatego tak śmiało,

sobie po niej chodzę.

Droga pomiędzy pokorą
a modlitwą czyli wędrówka
w poszukiwaniu prawdziwości

Złoty promień oświecenia,

siadł na moją głowę

i powiedział — twoja głowa,

musi mieć odnowę.

Bo inaczej, niewidzialne

mogą zawładnąć nią siły,

chyba nie chcesz,

by to one, twe życie tworzyły.

Jeśli nie, to segreguj swoje myśli

w wizje je układaj,

twórz sama swoją rzeczywistość,

wierząc, że Bóg ci pomaga.

Współtwórcą z Bogiem będziesz,

piękne to wyzwanie,

więc wizualizuj, śnij i zatańcz,

teraz boski taniec.

Poflirtuj, więc sobie ze sobą, to będzie twoją odnową i zdziwisz się na pewno, że to własne przekonania cię gnębią. Zakodowane mamy zdania / fałszywe prawdy/ które nami kierują i nasze życie skutecznie blokują. Dzięki flirtowi ze sobą można rozpoznać je na nowo, a co najważniejsze przetworzyć i swoje życie na nowo ułożyć. Flirtuj więc ze sobą i stań się nową osobą, taką która ci się podobać będzie, która zawsze stoi w pierwszym rzędzie. Prym masz wodzić i sobą dowodzić, a nie własnemu umysłowi pozwalać się zwodzić. /Tak nie może być, by kluski w garnku rządziły kucharzem /. Z martwych musisz powstać, by życie tu rozsiać. Jezus pokazał jak się to robi, teraz jest czas byś ty to zrobił.

Jak zmartwychwstaniesz nieśmiertelnym się staniesz.

Najwyższy czas

zobaczyć las

i wejść do niego,

by znaleźć drzewo.

Drzewo Rodziny,

Drzewo Dziewczyny,

Drzewo co kryje,

Drzewo co żyje.

Drzewo ma dziuplę,

a w niej jedzenie,

które to będzie

twym ocaleniem.

Idź go poszukać,

więc wejdź do lasu,

lecz nie rób przy tym

dużo hałasu.

Gdy znajdziesz,

usiądź i pomedytuj

samo wyrzuci

owoc ukryty.

Przyjmij go, podziękuj

i pokaż innym,

bo zamęt sieją

już wśród niewinnych.

i tak się to zaczęło…

Postanowiłam opisać swój proces przemiany duchowej ponieważ przyniósł mi on wymierne korzyści, między innymi takie jak np. zdrowie, radość, spokój, więcej czasu dla siebie, chęć do życia, ujawnienie różnych talentów o których wcześniej nie miałam pojęcia, tolerancje, odwagę w działaniu. a przede wszystkim miłość i współczucie do wszystkiego co żyje. Zaczęłam się budzić w 1989r. i zauważyłam, że muszę zacząć od weryfikacji swoich przekonań. Podjęłam więc podróż w głąb siebie, gdzie sny stają się doświadczeniami ciała, a codzienne życie łączy się z nieśmiertelnością.

Przestałam ignorować swoje sny i odczucia, zaczęłam uczyć się ich znaczenia, aby nie stracić potencjalnej mocy w którą zostałam wyposażona. Zawsze miałam uczucie, że czegoś w moim życiu brakuje, nawet wtedy, gdy na zewnątrz wszystko dobrze się układało. Dopiero gdy zaczęłam zauważać te subtelne odczucia i zwracać uwagę na sny i przeczucia, doznałam uczucia radości i sytości. Zniknął ponury nastrój, poczułam się również pełniejsza w środku. Była to mozolna praca, ale było miło. Każdy dzień przynosił coś innego, coś nowego. Poczułam się tak, jakby ktoś zdjął mi opaskę

z oczu. Zaczęłam inaczej widzieć, chociaż jeszcze tak, jak przez ciemne okulary — ale zaczęłam! Cudownie było cieszyć się nowym światem. Dlatego chcę przekazać jak to zrobiłam i jak udało mi się zdjąć opaskę z oczu. Ja pracuję dalej, bo chcę zdjąć jeszcze ciemne okulary i zobaczyć jak, w prawdziwych barwach wygląda świat. Kiedy zbadałam swoje przekonania na temat ciemniejszej strony istnienia, dałam sobie wolną rękę na zbadanie z innej perspektywy własnych kreacji życiowych. Przekonaniami bawi się nasz umysł, aby widzieć je klarowniej musimy nauczyć się wykraczać poza koncepcje rzeczywistości. Należy stworzyć związek pomiędzy myślami, odczuciami i przekonaniami. W tym celu utworzyłam własny alchemiczny tygiel. Nazwałam go Tyglem Nieśmiertelności do którego zaczęłam wrzucać wszystkie wątpliwości. Wrzucać zaczęłam wszystko co mnie nurtowało i żyć szczęśliwie nie pozwalało. Zaczęłam zadawać sobie mnóstwo pytań np. Czy kładąc ciało w grobie, dusza jest na urlopie?

Czy fizycy mieli racje mówiąc, że myśl stwarza rzeczywistość?

Czy księża mają racje, mówiąc, że wiara to wszystko?

Czy oddech przenosi do innej przestrzeni?

Czy ćwicząc uwagę, życie swoje zmienisz?

Czy wolna wola, to prezent dla nas, czy pułapka na nas?

Czy Bóg nas karze, czy każe?

Czy się nami opiekuje, czy tylko nas obserwuje?

Czy grób to dom dla ciała?

Czy w kosmos mogę przenieść się cała?

Czy zapalona świeczka oznacza życie, czy śmierć?

Czy życie i śmierć, to te same drzwi, przez które można

wejść lub wyjść?

Czy ofiara to znaczy ofiara?

Czy mamy żyć dla Niego, czy umrzeć dla Niego?

Co właściwe, a co nie, czy ktoś na tym świecie wie?

Jak wie, to niech mi podpowie, bo mam mętlik w swojej głowie.

Czy życie to dla Duszy szkoła?

Czy tu Duszę ćwiczymy, czy ciało?

A może uczymy się tu, materię z Duchem połączyć, by wiecznie żyć i młodym być? Może to tylko umysł kombinuje i drogę do grobu nam toruje? Nie umiem siebie obsługiwać, bo instrukcji obsługi nie dostałam. Nie wiem czy ktoś ją posiada? A może specjalnie jej nie dostałam, bo sama muszę się zbadać? Sama zostać lekarzem, sama kominiarzem, sama mechanikiem, sama elektrykiem, sama alchemikiem, sama muzykiem, sama krawcową, by szatę swą uszyć na nowo, sama buciki zrobić, sama drogę odnaleźć, sama zostać czasem i sama kompasem, sama zostać Mistrzem. Cały ten program mam chyba w sobie, tylko poradzić z nim muszę sobie. Nauczyć się go stosować, by tu dobrze prosperować. Muszę być twórcza, bo tak życzył sobie Stwórca. Tylko czemu to wszystko zapomniałam? Czemu inny program zadziałał i kto mi go wmontował? Czy mam dwa programy, od Stwórcy i od taty i mamy? Może specjalnie mam dwa, bym wyboru dokonała sama i widzialne lub niewidzialne wybrała? Może po to, ta wolna wola? Tylko nauka alchemii, może udzielić mi odpowiedzi na te pytania i wiem, że może ona służyć wszystkim ludziom na ziemi, ponieważ jej cel jest uświęcony. Zapragnęłam dostać do niej klucze, ponieważ wiem, że najbardziej zdradzieckie okowy to te, z których istnienia nie zdaję sobie sprawy.

Okazało się, że kluczem do alchemii jest opanowanie samego siebie w większym lub mniejszym stopniu, a kluczem do wszelkiej wiedzy o sobie jest samodoskonalenie. Zabrałam się więc do pracy.

Musiałam wyjść z równowagi, by zobaczyć jak wygląda świat nagich (bez programów, z pustą głową) i co zobaczyłam — inwalidką byłam. Wydawało mi się tylko, że wszystko w porządku, gdy siedziałam tak jak wszyscy w jednym rządku. Dopiero gdy wyszłam z siebie, to zobaczyłam siebie. Ofiarą tresury byłam i poprawnym zachowaniem się szczyciłam. Nagle poczułam, że nie chcę w rzędzie siedzieć, że chcę zupełnie gdzie indziej siedzieć. Tak więc z równowagi wytrącona, zostałam do zmiany zmuszona.

Już nie dziwię się niczemu,

gdy usłyszę coś w skupieniu,

wtedy wszystko zapisuję,

a następnie praktykuję.

Słucham głosu, czuję ciałem,

podejmuję decyzje śmiałe,

więc się dziwią co mi jest,

pewnie chora dzisiaj jest.

A ja zdrowa, tylko wolna

i niech mi się tu nie pląta,

żaden Duch, co chce zaplątać,

moje życie w sieci swe

i zamienić je na złe.


Przestań kusić mnie Diabełku,

od poranka, aż do zgiełku.

Nie chcę słuchać wcale Cię,

bo zmarnujesz, życie me.

Kusisz — napij się nieboga?

A ja właśnie chcę do Boga.

Chcę podobać Jemu się,

a nie Tobie — przestań więc.

Nie kuś więcej, nie namawiaj,

bo to bardzo trudna sprawa —

Ci odmówić,

więc Cię proszę, zrób to dla mnie.

Przestań kusić mnie od rana

i wróć do swojego Pana.

Nie wiem, jaki jest mej duszy stan.

Czuję, że mam w środku kram.

Tu serduszko, tam zajączka,

dla małego dziecka bączka,

wszystko zawsze porozdaję

i mnie już nic nie zostaje.

Wiem, że tak nie może być,

bo zostanę ze straganem,

co już będzie pustostanem.

A ja chcę bogata być,

mieć swój pałac, zdrową być

i człowieka obok siebie,

z którym czułabym się jak w Niebie.

Przecież nie chcę bardzo dużo,

ciut miłości to za dużo?

Szkoda, że tak późno zrozumiałam

i wcześniej niczego nie chciałam.

Nie słyszałam swojej duszy,

bo alkohol ją przygłuszył.

Zadowolona, więc byłam,

roześmiana, rozśpiewana już od samego rana.

Nikt mi nigdy nie przeszkadzał, wręcz dogadzał.

Teraz za to problem ruszył,

bo zaczęłam grzebać w duszy.

Teraz mam już wątpliwości,

bo żyję wstrzemięźliwości.

Teraz chodzę trzeźwa ciągle,

więc już mi jest niewygodnie.

Nie wiem sama co mam robić,

Czy odpuścić, czy zarobić?

Czego trzymać się w tym życiu

Czy ustąpić, czy wystąpić?

Jakich zasad mam przestrzegać,

Czy tych, co mi każą wiecznie biegać

i uciekać przed swym cieniem,

albo zapaść się w milczenie?

Wiem, że serca mam posłuchać,

lecz tam trudno przytknąć ucho,

więc wyciągam ciągle szyję,

by usłyszeć, czy wciąż bije.

Bo już nie wiem — czy ja żyję.

Teraz mam świadomość inną,

Więc nie jestem już naiwną.

Dlatego zostałam sama,

bo nie byłam zrozumiana.

To chwilowe załamanie,

odbiło się na mej duszy stanie,

lecz poradzę sobie z tym

i nie będę w stanie złym.


Ja chcę wody, a nie piwa,

bo ja chcę być wiecznie żywa.


Nie oceniam, nie neguję,

bo od tego zwariuje.

Mam wiele do zrobienia,

wokół własnego cienia.


Już dostaję animuszu,

gdy zaczynam biegać w buszu.

Wszyscy chodzą i kupują,

ciągle o coś denerwują,

tylko ja biegam swobodnie,

bo włożyłam luźne spodnie.

Nie kupuję, nie gotuję,

tylko książki wciąż wertuję

i szczęśliwa bardzo jestem,

gdy ma dusza krzyczy — jeszcze!

Sama sobie się dziwuję,

że się śmiesznie zachowuję.

Inne miałam dawniej cele,

gotowałam i sprzątałam,

piekłam, prałam, mało spałam.

Teraz idę do kościoła,

by przed Bogiem schylić czoła.

Sprzątaniem się nie przejmuję,

zamiast ciasta piec, kupuję.

Nie zarywam nocy wcale,

za to wiersze piszę stale.

Coś mnie chyba opętało,

żeby tak się ze mną stało?

Ale za to kocham siebie,

bo już czuję się jak w Niebie.

Nie wiedziałam, że polubię,

tak długopis trzymać w dłoni.

Już wiem, czemu nie lubiłam,

bo by mi cały świat przesłonił.

Teraz ciągle mam pod ręką

kartkę i coś do pisania,

aż się dziwię, że od rana

mam już coś do zapisania.

Myślę wierszem, piszę wierszem,

maszeruję w rytm piosenki.

Nie wiem tylko, czemu muszę

zrytmizować swoją duszę?

Może fanfar głosy słyszę?

Może wiersze mi dyktują

Aniołowie, co za chmurą

wszystkie wiersze recytują?

Tylko nie wiem, po co mi to?

Teraz mam głowę nabitą,

Bo jestem zła,

gdy nie uchwycę jakiejś myśli

i żałuję, że jej już nie zanotuję.


Boże! Tobie to zawdzięczam właśnie,

że ma Dusza nie zagaśnie.

Wręcz odwrotnie, znów ożyła,

aby coś jeszcze stworzyła.

Dzięki Tobie, znów poczułam, że coś mogę.

Bo jak do tej pory wiecie,

byłam ciągle w domu śmieciem.

Głupia baba, imbecylka i debilka,

tylko takie epitety, słyszały w domu tapety.

Matka chora, jest z nią źle,

zakłada już firmy dwie.

Robi długi, nic nie sprząta,

w kątach kurz się ciągle pląta.

Co za matka, dzieci same( 16 i 17 lat),

sam, sobie muszę zrobić śniadanie.

Trzeba z nią iść do lekarza,

to zaraza! to zaraza!

Zarazi się jeszcze siostra,

wtedy szwagier ją wychłosta.

Koleżanki pozaraża natychmiast

z nią do lekarza!

A najlepiej pogotowie,

a nuż pielęgniarka powie,

co mam zrobić z taką babą

czy udusić, czy zostawić,

a może jeszcze przetrawić?

Wszyscy mają wielki stres,

co z tą babą wreszcie jest.

Czy jest chora, zarażona?

Czy zmieniona, podmieniona?

Czy ktoś wstrzyknął jej narkotyk,

w głowie klepki poprzestawiał?

Lepsza była, gdy coś piła,

teraz nie da się jej znieść,

przy niej wszyscy mają stres.

Za to ona — ta cholera,

jest szczęśliwa i w dodatku wiecznie żywa.


O Boże!

Człowiek nawet nie wie co może.

Wiem, że już jestem kochany Panie, na dobrej drodze — to jest wyzwanie. Wiem, że jest ona ciut wyboista lub jeszcze dla mnie trochę za śliska, lecz za to bliska. Widzę już siebie jak po niej pruję, a potem w Niebie lekko ląduję. Pożyczę rolki, założę łyżwy, by szlak, nie wydał mi się tak wyboisty. Wiem, że już nigdy nie zrezygnuję, bo ja chcę w górę, bo ja chcę w górę. Pracę zaczętą kontynuuję, z wzmożoną siłą i mocną wiarą, aby pokazać ludziom nieśmiało, że można zrobić to co się chciało. Wiem, że modlitwa materializuje, to co się widzi, to co się czuje, więc myśli piękne przechowam w głowie, te — co mi serce zawsze podpowie. Płakać też może moja duszyczka, bo jest malutka i taka śliczna. Lecz nie za długo daję jej się zwodzić bo to, nie o to w tym wszystkim chodzi. Chodzi o siłę, chodzi o moc, by moją duszą nie szarpał los. Ja, więc się muszę tej smyczy trzymać z jednego końca — z drugiego końca, Pan Bóg podtrzyma. Wtedy więc śmiało mogę już kroczyć, a jeszcze lepiej, gdy zamknę oczy, wtedy nie widzę, czy to urwisko przeszłam, czy jestem już bardzo blisko. Kroczę więc tak, nie patrząc na dół, bo jest pode mną, obcy już padół. Bliższe mej duszy inne krainy, o nich, więc marzę od tej już zimy. Nie wiem właściwie co mnie napadło, we własne sidła wpadam tak rzadko, a teraz siedzę po uszy w dole i wciąż biadolę, bo nie widzę jaki los mam wypisany na czole. Może mam odejść, może mam zostać? Przyjąć ofertę losu, co daje mi moją miłość. Lecz ja się boję. Mam więcej latek niż to wypada, więc może z tego wyniknąć strata. Miłość kojarzy się wciąż z młodością, a nie z poważną osobowością. Chociaż w serduszku uczucie stuka, to ja udaję, że jestem głucha. Choć radość dają mi te spotkania, to minę wciąż mam nie do rozpoznania. Nie wiem dlaczego boję się cieszyć i pokazywać co serce cieszy. Jestem szczęśliwa, a to ukrywam, bo ile razy byłam szczęśliwa, to los mnie zawsze trochę wykiwał. Wciąż, więc udaję, że to nie to, aby mój los nie zmienił się w zło. Nie wiem też, jak to wygląda z drugiej zaś strony. Choć on otwarty, choć on szalony. Umie się cieszyć jak mały chłopczyk, a taką minę w efekcie zrobi, że serce moje zaraz roztopi. Uwielbiam siedzieć w jego ramionach, tak jak na drzewie uwielbia wrona. Czuję jak ciepło przenika mnie, wtedy na świecie już nie ma mnie. Nic nie jest ważne, nic nie jest pilne, tylko te chwilki, tak jak motylki zbieram do siatki mojego życia, by wszystkie przeżyć je jeszcze za życia. Chciałabym siedzieć w jego ramionach przez całe noce i go przekonać, że nic na świecie nie jest takie ważne, jak właśnie chwilka w której z nim zasnę.


Dusza moja płacze, lecz jest szczęśliwa, zwykle tak właśnie z tym płaczem bywa. Gdy nie masz złości, a tylko miłość, płacz jest lekarstwem, on nie zabija. Nieraz, wiec popłacz sobie cichutko, by swoją duszę oczyścić nutką, bardziej rzewniejszą niż zwykle czyścisz, lecz po tej właśnie, lepiej się błyszczysz. Kocham więc życie, bo jest urocze i śmiało po nim zazwyczaj krocze. Nie raz się potknę, lecz nie ja jedna — to nie pociecha, lecz troszkę łatwiej jest, widząc, że inni też mają pecha. Wtedy, możemy złapać za rękę taką ofiarę i już nam łatwiej, bo razem, możemy podnosić wiarę. Wydaje mi się, że dobrze mieć pecha, bo wtedy dusza twoja nie ucieka. Siedzi cichutko i popłakuje, zastanawia się i coś próbuje, wtedy — właściwie się zachowuje. Zaczyna drążyć i kombinować, może źle żyłam, może mam malować, a może pisać, choć tego nie umiem — zamykasz oczy i w marzeniach suniesz. I nagle, widzisz, prześliczne krainy i myślisz sobie — dlaczego, ja wcześniej nie widziałam tego? Co zasłoniło mi moje oczęta, że byłam wciąż taka zajęta i dumna z tego, że nic nie widziałam?

To teraz okazało się — że całe życie spałam.

To jest cały problem ludzi,

że się nie chcą już przebudzić,

wolą spać na swych tapczanach

i filmy oglądać do rana.


O czym marzysz? — powiedz wprost.

Przecież w naszych rękach los.

Można nagiąć go jak chcesz,

by spełniło się to, co chcesz.

Fantazje masz uruchomić,

z marzeniami zaznajomić,

potem zrobić jeden krok,

lub odskoczyć trochę w bok.

Wtedy pójdzie wszystko gładko

i dostaniesz się w to stadko,

co na górze pasie się,

bo tam lepiej dzieje się.

Tam jest luźno, tam wesoło,

tam nie stuka się nikt w czoło.

To na dole tylko kram,

bo już ciasno bywa tam.

Wszyscy depczą się po pietach

i nikt nie chce już pamiętać,

aby spojrzeć trochę w górę

i obejrzeć, jaką chmurę ma nad głową.

Nikt też nie chce zrobić kroku,

bo w tym tłoku, już nie widać nawet z boku,

gdzie ich droga ta prowadzi,

lecz nikt nie chce się poradzić,

ani też podskoczyć w górę,

by przez chwilę choć zobaczyć,

czy ta ścieżka — pnie się w górę.


Prawdziwą alchemię

Tworzy własne doświadczenie.


Nic się nie zmieni,

gdy nie dokonasz,

własnej alchemii.

Nie wiedziałam, że mą duszę, tak rozhuśtam, tak poruszę, że zaczyna już rozrabiać. Zawsze skromna bardzo była, po kątach ciągle chodziła, a jak siedziała na środeczku, to jak myszka w swym dołeczku. Bała się nawet wychylić, by ją inni zobaczyli. Bo to przecież nie wypada, by ktoś złe odczucia miał i to przez nią, tą brzydulę stracił nagle dobry smak. Tak wiec rosłam w mej skromności, co teraz głupotą zwę. Wszyscy przy mnie ciągle rośli, a ja w dół kształciłam się. Nagle coś mnie oświeciło, w głowie klapki otworzyło, zrozumiałam, że nie tak żyć przecież chciałam. Żyłam dotąd tak, by wszyscy inni, byli zawsze szczęśliwi, ciągle im nadskakiwałam, dogadzałam i schlebiałam, bo szanować mi kazali innych ludzi. A to oni — tak ci sami, gdy potrzebowałam wsparcia, to na nosie mi zagrali. Odwrócili się ode mnie i z pogardą popatrzyli, mówiąc — cóż to chce brzydula ta, poprzewracać cały świat? W głowę jej się coś zrobiło? Nie ma forsy, a chce działać i zbudować nagle pałac? Już nie mogą mim darować, że nie chciałam wykorkować i nikt nie wie, co się dzieje, że wciąż żyję i się śmieję. Za to ja wiem, gdzie ten klucz, ukryty jest dla ich ócz, lecz nikt nie chce mnie wysłuchać, a co gorsze przytknąć ucha, tam gdzie wskaże. Lepiej przecież śmiać się z kogoś, niż zobaczyć w lustrze nowość. Bo co począć z tym odbiciem, czy go zacząć szybko ćwiczyć? Czy odwrócić się plecami i niech radzi sobie samo? Czy zostawić, i niech bije się z myślami, kto naprawdę jego panem? Przecież tak trudno uwierzyć, że się na swą twarz wciąż jeży i nic nie wie, że ją zmienia, nowy już zupełnie czas. Namieszałam, więc im w głowach, teraz oni siedzą w domach i boją się z nich wynurzyć, żeby świat im nie zaburzył starej wizji, którą mieli i zmienić już jej nie chcieli, ale gdzieś pod skórą czują, że wkrótce skapitulują. Wszystko teraz zapisuję, gdy przekaz od Duszy czuję. Gdy miotają mną różne uczucia, to znaczy, że jakiś problem w górę wyrusza. Jak lęk mnie ogarnia i nie wiem dlaczego, boję się i sama nie wiem czego, wtedy notuję i każdy przebłysk mojej myśli wyłapuję. Notuję już teraz wszystko, bo wtedy widzę, gdzie jest zapalne ognisko i jakim ogniem to wszystko się pali, więc kontroluję ogień ten, bo wszystko już sama wiem. Na przykład, wczoraj byłam na spotkaniu starych moich koleżanek i napiłam się Campari, a dziś miałam się już za nic. Choć nie dużo się napiłam, lecz już niezadowolona byłam. Ja nie mogę taka być! Chcę być czujna, chcę być trzeźwa, chcę mieć wszystkie zmysły chłonne, aby w każdej chwili, na wszystko gotowe były. Postanowiłam już, że nie będę piła już, bo się potem wstrętnie czuję i sama siebie źle traktuję.

Nie pochłoń mnie proszę,

bo tego nie zniosę,

chcę trzeźwa być,

więcej nic!

Nie pochłoń mnie proszę,

bo tego nie zniosę,

chcę mądra być,

więcej nic!

Nie pochłoń mnie proszę,

bo tego nie zniosę,

chcę widzieć,

świadomie żyć.

Chcę świadoma być,

chcę genialna być,

jest to mój życiowy cel.

A ty mi przeszkadzasz,

lecz także dogadzasz,

szalony mój, Duchu mój.

Więc nie wiem co lepsze,

czy to co mi szepczesz,

szalony mój, Duchu mój.

Czy to co już wiem?

Czy to czego chcę?

Co wybrać — nie wiem już?

Chcę wybierać już,

chcę się cieszyć już,

chcę radośnie sobie żyć.

Aby można coś już zmienić, trzeba stare wykorzenić, bo nie można mieć wszystkiego i starego i nowego. Wtedy nie ma już harmonii, bo to stare, nowe goni. Gdy dokonać chcesz już zmiany, musisz drążyć stare rany, by dogrzebać się problemu, co się schował w twoim cieniu. To bardzo trudne zadanie, bo pozbawia ciebie tego, co wszystkim było dla niego, a to coś — to zwie się Ego. Musisz pozbyć się stresora, co cię w każdej chwili woła, rozkazuje, zakazuje, aż cię znowu zablokuje. Wtedy taka walka jest, jak z wiatrakiem walczy deszcz. Wiatrak, chce się wciąż obracać, a deszcz, chce go trochę schlapać. Każdy inne ma zadanie, na zupełnie innym planie. Ta walka więc nie ma sensu, bo nie sprzyja to zwycięstwu. Nie ma co tu porównywać, bo się można dać wykiwać. Każdy robi co innego i to sprawa tylko jego.

Ja nie jestem już smarkulą,

niech mnie w tyłek pocałują i

tak zrobię to co chcę,

bo już nadszedł taki dzień.

Nikt mnie tu już nie zatrzyma,

zrobię wszystko, tak jak czuję.

Nie wiem nawet co mnie czeka,

lecz nie mogę dłużej zwlekać.

Chcę wyfrunąć z tego bagna,

co mnie wciąga aż po szyję,

jeszcze trochę i do dna już wnet dobiję.

Wtedy do ust się dostanie pełno błota,

które potem płuca wchłoną i modlitwy me zatoną.

A ja nie chcę być topielcem,

Więc wyciągam ciągle ręce,

by mnie uchwyciło za nie,

czyjeś litościwe ramie.

Przekonałam się już o tym,

gdy sama znowu zostałam,

że los nasz jest w naszych rękach,

więc Bogu go ofiarowałam.

Wcale, nie możemy liczyć,

na nikogo na tym świecie,

bo w momencie się odmieni

i znów sama się borykasz

z problemami na tej ziemi.

Tak więc, wolność ma oznacza,

Iść do przodu, ale z Bogiem

i wzór brać z tych co już idą,

na początku, tuż za Bogiem.

Wiem, że łatwiej iść we dwoje,

albo nawet w całej grupie.

Trudno jednak tak od razu

znaleźć parę albo grupę.

która chce iść razem z tobą —

w momencie nie zrezygnuje.

Bo tu trzeba wszystko zmienić,

to jest właśnie takie trudne,

tak nas przecież mocno trzyma

nasze życie — chociaż nudne.

Trudno przecież jest zostawić,

męża, żonę, meble, auto,

chociaż tak naprawdę wiemy,

że zostać z tym już nie warto.

Inni ludzie nam w mówili,

że to przecież nie wypada,

lepiej siedzieć i udawać,

że wszystko dobrze się układa.

Ja już jednak, gdy nie czuję,

Zawsze wtedy rezygnuję z tego, co mi nie pasuje

Bo już wierzę,

że Bóg dla mnie, ma w ofercie coś lepszego,

a dostanę to, gdy otworzę swoje serce

wtedy On, otworzy Niebo.

To co było, już minęło. Teraz stworzę nowe dzieło. Nie wiem jaki etap zacznę, jednak wiem, że znów żyć zacznę. Zobaczyłam nowe wartości, to stare przestały mnie złościć. Wiem, że etap duchowy zaczęłam, bo inne już przerobiłam. Byłam dzieckiem i panienką, narzeczoną, matką, żoną i służącą zagonioną. Pracowałam w pocie czoła, lecz nie byłam doceniona. Brakowało mi pieniędzy, chciałam więc je zaoszczędzić. Zamiast myśleć zarób więcej, to myślałam oszczędź więcej i to był mój główny błąd, więc ten kryzys stąd się wziął. Teraz myślę zarób więcej, nie rób długów jeszcze więcej, bo już wiem, że źle myślałam, dlatego w długi popadałam. Teraz długi me oddaję i na prostej znowu staję, bo zaczęłam myśli zmieniać, więc świat mój się zaczął zmieniać. Zrozumiałam to nareszcie, że to myśl właśnie kreuje i moje życie buduje lub rujnuje, więc teraz tylko myśli pilnuję.

Inne myślenie, to ocalenie

Znowu mi dzisiaj wszyscy w mówić chcieli, że tak nie powinnam, że tak nie wypada, że powinnam wrócić do starego świata. Ale ja już nie chcę, bo zrozumiałam, że do tej pory siebie nie kochałam. To co mi mówią, to ich przekonania, z którymi ja całe życie się uganiam. Nie chcę ich przekonań, chcę swoje mieć myśli, wtedy będę żyła tak jak mnie się tylko wyśni. Tylko wtedy przez własny świat wędrujesz, gdy swoje przekonania z plecaka wyjmujesz.

Dbaj więc o to, by w twoim plecaku takie przekonania były, by twoje życie na korzyść zmieniły. Jeśli myślisz, jestem złym człowiekiem, to taka myśl wywołuje nienawiść do siebie. Gdyby ta myśl nie powstała w twojej głowie, uczucia tego nie byłoby w tobie. Myśl można zmienić, świadomie wybierać. Jestem wspaniały niech sunie przed tobą, a zobaczysz jaka świetlana przyszłość otworzy się przed tobą. Dlatego dokładnie myśli swe wybieraj, tak, jakbyś wybierał prezent dla swojego przyjaciela.

Życie jest serią zmian,

więc spróbuj je nagiąć sam.

Miej giętki umysł i giętkie ciało,

aby jak wierzba się ciągle zginało.

Wtedy nie złamią cię żadne krzywdy,

bo jesteś giętki, a nie bardzo sztywny.

Bądź więc otwarty, na to co nowe,

bo tak się żyje o wiele zdrowiej.

Daj się unosić życiu spokojnie,

a ono cię za to, wynagrodzi hojnie.


Gdy pokochasz siebie samą,

to dla innych będziesz damą.

Bo to, co dotąd zwiesz miłością

jest w rzeczywistości współzależnością.

Ciągle wiec zadawać będziesz pytanie,

czy naprawdę mnie kochasz,

odpowiedz kochanie?

W żaden inny sposób,

choćbyś wyszła z siebie,

nie zadowolisz tego,

kto nie kocha siebie.

Gdy nad sobą wciąż pracujesz, to później nie pokutujesz

Moje małżeństwo, już się skończyło, bo nieudane właściwie było. On ciągle wrzeszczał, ja go słuchałam i cicho siedziałam i przytakiwałam. Myślałam — wtedy go udobrucham, jak moje serce, jego serca będzie słuchać. Później już sama nie rozróżniałam, czy to swój głos wewnętrzny, czy to jego głos słyszałam. To posłuszeństwo wyniosłam z domu, bo to on był panem, nie podlegał więc nikomu. Tak też chodziłam, jak moja matka, dwa kroki w tyle i wciąż pytałam, co robić mam już za chwilę, o czym mam myśleć i co powiedzieć, aby nie wydać się jemu śmieciem. Teraz dopiero to zrozumiałam i dokonuję wyborów sama. Eliminuję z życia to wszystko, co mi przeszkadza kochać siebie, ponad wszystko. Teraz daję sobie to, czego potrzebuję, więc z każdym dniem się lepiej czuję. Wiem bowiem, że rozwój wewnętrzny nie jest dla mnie wcale niebezpieczny i że im bardziej będę spełniona, tym bardziej będę zadowolona. Dzisiaj dołączam do szeregu kobiet, uzdrawiających inne kobiety, bo razem pracując, będziemy błogosławieństwem dla naszej planety.

Ludzie! — umysł jak komputer działa,

zmień tylko program, a nie poznasz ciała.

Zmień stary program, a wprowadź nowy,

zobaczysz jakiej dokonasz odnowy.

Staniesz przed lustrem i spytasz nieśmiało,

czy to co widzę, to moje ciało?

Patrząc tak, dojdziesz do wniosku starego,

zmień myśli i pozbądź się swego ego,

bo wtedy dopiero, zobaczysz kogoś zupełnie innego,

kogoś, jeszcze bardziej kochanego.

Niech twe wewnętrzne uszy i oczy, będą wsłuchane

W niebios odgłosy, bo tam znajduje się źródło,

wewnętrznej pogody i boskiej rozkoszy.

Radosny wtedy będziesz i pełen miłości,

bo usuniesz żądło ziemskiego życia,

ze swej świadomości.


Unikaj samozadowolenia, bo nie doznasz oświecenia.


Aby stworzyć ważne rzeczy,

całkowicie to zależy

od wszystkiego co nie widać,

a nie tego co już widać.

Ludzie mylą się dość często,

bo umysły ich zajmują, pojęcia

co nie zasługują, na nadanie im znaczenia,

bo się wszystko szybko zmienia.

Wszystko nudne staje się,

gdy przy ziemi plączesz się.

Gdy świadomość swą poszerzysz,

zajrzysz wyżej, wyżej mierzysz

Zobaczysz oktawy stworzenia

i zyskasz akordy natchnienia,

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 4.1
drukowana A5
za 48.51