E-book
7.88
drukowana A5
11.04
Biały Łuk

Bezpłatny fragment - Biały Łuk

ASSEMBLAGE


Objętość:
19 str.
ISBN:
978-83-8431-584-2
E-book
za 7.88
drukowana A5
za 11.04

Daria Golanowska
BIAŁY ŁUK
ASSEMBLAGE

W tekście wykorzystano motywy z powieści Ernsta Wiecherta „Dzieci Jerominów”.

I

Łucja wciąż usiłowała ją znaleźć — małą dziewczynkę. Raptem dostała się w środek tłumu wypełniającego jakby nawę; było tam duszno i gorąco — zdołała przedrzeć się do grupki osób stojących przy podium, na którym odprawiano jakąś celebrę, ale zwróconych przodem do zgromadzenia, odsuniętego od podium na odległość kilku kroków. Mogła tutaj swobodniej oddychać. Po chwili spostrzegła, że przez tłum przeciska się ktoś jeszcze, a ludzie — pomimo ścisku — próbują pomagać, bo szło właśnie to dziecko. Łucja miała świadomość, że dziewczynka jest niepełnosprawna, ale nie było widać, na czym to polega. Żeby mała mogła ją dostrzec, przykucnęła i wyciągnęła ręce spomiędzy lasu nóg. Dziewczynka zaraz podbiegła i z dziecięcą pretensją powiedziała: „Nie szukałaś mnie”. „Właśnie że cię szukałam” — w głosie Łucji przebijała otucha, ale to nie było jej dziecko. W tym momencie nogi otaczających je ludzi zmieniły się w kolumny i wszystko weszło w inny wymiar. „Jak tu u ciebie przestronnie” — dodała.

II

Miasteczko C. było na lokalną miarę dość znaczące: posiadało podstawowe instytucje użyteczności publicznej, w dawnych czasach jego markę stanowiło kilka dużych zakładów przemysłowych, a w nowszych — wąsko zakrojony, lecz nieźle prosperujący biznes. Rena, w toku kariery zawodowej, nie zajmowała eksponowanych stanowisk, ale była osobą rozpoznawalną, obecną na ważniejszych imprezach. W latach, gdy wymagało to pewnej zapobiegliwości, skutecznie dbała o swą pozycję i wizerunek, lecz stopniowo zaszła w niej dziwna przemiana — jakby wyrzekła się kobiecości. Nadal starannie dobierała stroje, ozdoby, ale nie było w tym… polotu czy może przekonania. Poruszała się kanciasto, wzrok najczęściej kierowała pod nogi. Charakterologicznie była typem powoju i wyglądało na to, że nie ma się o co zaczepić.

III

Bronią ludzi słabych jest upór. Brygida była dobra i uczynna, ale gdy wsiadła na swojego konika, nie przyjmowała żadnych argumentów, mimo że popełniała wówczas nie tylko głupstwa, ale wprost szaleństwa. W emocjach pozwalała sobie na dosadne wyrażenia i, niestety, używała jako ostrej amunicji rzeczy z kategorii „poufne”. Umiała się jednak zreflektować, więc sztuką w kontaktach z nią był przeskok do tego następnego etapu i wzięcie kontrowersji w nawias.

IV

Przejście na emeryturę może być przeżyciem krytycznym — Karina rzeczywiście zgubiła azymut. Właściwie już wcześniej zdarzało się, że w dyskusji rzucała nagle obcesowe: nie interesuje mnie to. Tę impertynencję uznano później za oznakę bezradności — popadła w wyraźny regres. Schematyczne zachowania, w których znalazła swoisty azyl, byłyby do przyjęcia jako rodzaj nieszkodliwego dziwactwa, gdyby nie podskórna, a nierzadko wulgarnie przejawiająca się agresja. W historii rodziny występowały przykre charaktery i nieraz wytykano jej podobieństwo. Oczywiście, reagowała gniewem; nie potrafiła przy tym spojrzeć obiektywnie na genetyczny bagaż i broniła się przed podjęciem choćby amatorskiej terapii. Złośliwe miny naznaczyły jej twarz, lepiej było unikać kontaktu wzrokowego. Silny charakter nie zawsze ułatwia życie.

V

Rita sięgnęła po alkohol. Na zewnątrz trzymała fason, choć nawet w rozmowie jeden na jeden momentami bezwiednie nuciła pod nosem. Nie brakowało jej przedsiębiorczości: wyjeżdżała za granicę, prowadziła interesy na własny rachunek. Była w stanie zrobić sobie dłuższą przerwę, gdy wymagały tego okoliczności, ale na drugim biegunie popijała antydepresanty wódką. Skończyła źle; trudno było pojąć, że wykształcona, ustawiona, zadławiła się własną krwią.

VI

Marta zaistniała jako postać literacka; uważano ją we wsi za cudzoziemkę, surową i dumną. Żadne z jej siedmiorga dzieci „nie przychodziło do niej tak, jak młody ptak przychodzi do swego gniazda”¹ — to dobry początek dla powieści, ale krzywdzący dla żywego człowieka. Czy była winna śmierci najstarszego syna, dlatego że nie przyjęła pod swój dach jego ciężarnej narzeczonej, która czegoś się bała mieszkając samotnie pod lasem? Michał, nie otrzymawszy przepustki z wojska, oddalił się samowolnie — zaniepokojony wieściami z domu — i w tragicznym zamieszaniu przy ojcowskim mielerzu, gdzie jego Erdmutha znalazła schronienie, otrzymał śmiertelny postrzał z ręki żandarma; sam chwilę wcześniej zastrzelił prześladowcę swojej rodziny, Tatarzyna.

VII

Przynajmniej trzy spośród tych kobiet mogłyby się spotkać na odsłonięciu pomnika w miasteczku C., ale kto dziś z własnej woli chodzi na takie uroczystości, zwłaszcza że pomniki rzadko zyskują ogólne uznanie. Czy nie dałoby się zaszczepić idei wolno stojącej bramy — takiej którą można ominąć, lecz jeśli się przez nią przejdzie, wkracza się w nadrealność?

VIII

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 7.88
drukowana A5
za 11.04