E-book
10.92
drukowana A5
20.31
BIAŁA RÓŻA

Bezpłatny fragment - BIAŁA RÓŻA


5
Objętość:
117 str.
ISBN:
978-83-8104-545-2
E-book
za 10.92
drukowana A5
za 20.31

Rozdział I

Lena siedziała na kanapie z książką w ręku. W pokoju panowała cisza przerywana cichym tykaniem zegara i dźwiękiem uderzanych klawiszy klawiatury komputera. Jej siostra, Blanka, była z zamiłowania surferką, niestety tylko internetową. Potrafiła godzinami okupować swojego laptopa. Często niemożliwością było nawet sprawdzenie poczty, dlatego Lena znalazła sobie inne zajęcie. Książki.

Uwielbiała je czytać. Bujna wyobraźnia z łatwością przenosiła ją do papierowego świata bohaterów — intensywnie przeżywała wszystkie emocje i przygody im towarzyszące. Była empatką, bez najmniejszego problemu wyczuwała nastroje, emocje, uczucia innych i żywo doświadczała ich razem z nimi. Nieważne było, czy są to prawdziwi ludzie, czy wymyślone postaci żyjące na taśmie filmowej, czy książkowych kartach.


Ciszę przerwał głośny dzwonek telefonu. Lena podskoczyła wystraszona.

— Mogłabyś ściszyć troszkę ten dzwonek? O mało zawału nie dostałam.

— Muszę mieć tak głośny, bo nie słyszę go z torebki — odpowiedziała Blanka, a jej twarz rozpromienił szeroki uśmiech. — Oskar — szepnęła do siostry prawie bezgłośnie, wskazując palcem na telefon.

Lena wymownie przewróciła oczami.


Oskar — chłopak jej siostry, do którego czuła nieopisaną awersję, zresztą z wzajemnością. Przy każdej nadarzającej się okazji nie szczędzili sobie złośliwości. Był inteligentny, więc czasem musiała nieźle się natrudzić, aby odpowiedzieć mu na tyle kąśliwie, żeby dał za wygraną. Już nie pamięta, kiedy zaczęła się między nimi ta dziwna wojna. Znając życie był to jakiś drobiazg, o którym już dawno zapomnieli, jednak napięcie i wrogość pozostały.

Uważała, że był pewnym siebie, zarozumiałym dupkiem, przebojowym playboyem. Wysoki, dość przystojny, niebieskie oczy, ciemno blond, przydługie, lekko kręcone włosy i zawsze ten szelmowski, wkurzający uśmiech, którego tak nie znosiła. Fizycznie nie cierpiała tego mężczyzny. Zawsze, gdy pojawiał się przy niej, wzbudzał w tej spokojnej dziewczynie, niezrozumiałą dla niej agresję. Ich relacje naszpikowane były nieprzyjemnym napięciem. Gdy przechodzili obok siebie, nawet w milczeniu, powietrze jakby gęstniało i niemal dawało się wyczuć wyładowania elektryczne rodem z teslowskiej cewki.

Lena, osoba cierpliwa do bólu, spokojna pacyfistka, często ustępowała unikając sprzeczek. Czasem jednak jej urażona duma dochodziła do głosu i wdawała się z tym aroganckim typem w długie, pełne złośliwości, jadowite debaty. Zdarzało się nawet, że wygrywała niektóre potyczki, ale była po nich tak roztrzęsiona i zdenerwowana, że potem długo starała się unikać tego typu starć. A Oskar był wręcz mistrzem ciętej riposty. Nie raz płakała w poduszkę przeklinając w duchu dzień, w którym Blanka spotkała ten diabelski pomiot.

Poznali się prozaicznie. Siostra miała na oku niewielki domek do wynajęcia i szukała sublokatorki, aby zmniejszyć koszty wynajmu. Lena studiowała wtedy w innym mieście, więc nie mogła wspomóc siostry. W przeciągu pół roku przewinęło się przez jej dom z tuzin dziewcząt i z każdą były jakieś kłopoty. Zbyt częste balangi, to znów za bardzo lepkie ręce, czy brak zamiłowania do porządku eliminowały współlokatorki jedną po drugiej.

Aż w końcu nawinął się Oskar. Przystojny, rozbrajająco bezczelny, kochający życie młodzian. Od razu przypadli sobie do gustu. Blanka uwielbiała takich „niegrzecznych chłopców”. Był tylko o trzy lata starszy od niej, ale w duszy pozostawał wesołym i beztroskim luzakiem.

Łączył ich luźny związek, Blanka nie należała do kobiet stałych w uczuciach. Fakt, na początku twierdziła, że go kocha, że jest jej z nim bardzo dobrze, szczególnie w łóżku, ale jednocześnie z całą stanowczością twierdziła — to nie jest materiał na męża! Mężczyzna w podobny sposób traktował tą zażyłość — ostrą, namiętną, ale bez zobowiązań, ślubów, pieluch i tym podobnych (jak to mówił) bzdur. Obojgu pasował taki układ.

Oskar był inżynierem budownictwa — ze względu na charakter swojej pracy często wyjeżdżał, więc Blanka nie miała nawet czasu się nim znudzić.


No i teraz właśnie miał wrócić.

Lena była zła. Przeniosła się do siostry ledwo tydzień temu. Tydzień spokoju, bez tego wrednego typa, lecz już za kilka dni znów powróci demon z piekła rodem. Poczuła dreszcz biegnący wzdłuż kręgosłupa. Nie było to przyjemne uczucie.


Wraz ze swoim partnerem, Czarkiem, musiała wyprowadzić się z poprzednio zajmowanego mieszkania, ponieważ właściciel niespodziewanie wrócił z zagranicy. Mieli jeden dzień na spakowanie manatków i znalezienie sobie innego lokum. Na szczęście była Blanka. Przyjęła ich pod swój dach, udostępniła niewielki pokój i zaproponowała gościnę dopóki nie znajdą sobie mieszkania.

Dziewczyna nie mogła się doczekać powrotu Czarka z weekendowego seminarium korporacyjnego. Nie było go tylko kilka dni, lecz ona już tak bardzo tęskniła. Na szczęście jutro rano miała go znów zobaczyć, jego szare, promienne oczy i szczerą, otwartą twarz.

W ich związku to on pracował. Nieźle zarabiał, a jego ambicja nie pozwalała na to, żeby ukochana męczyła się przy jakiejś „robocie”. Mimo, iż budżet domowy zasilała tylko jedna pensja, stać ich było na wynajęcie mieszkania i życie na średnim poziomie. Teraz Lena czekała tylko na jego przyjazd. Miała już upatrzoną kawalerkę niedaleko domu siostry.


Z zamyślenia wyrwał ją chichot Blanki. Choć tego nie chciała, słyszała dość wyraźnie całą ich rozmowę.

— Zołza jeszcze u ciebie stacjonuje?

— Nie mów tak! — Spojrzała na Lenę w nadziei, że ta nie słyszy obraźliwych słów Oskara.


Słyszała, i to nie raz: Zołza, Zimna Ryba, Meduza. Odpłacała mu się tym samym — już nawet nie pamiętała ile przezwisk wymyśliła. Siostra nieraz próbowała załagodzić spór między nimi, ale już dawno dała za wygraną. Oboje byli niereformowalni.


— Kiedy przyjedziesz? — Blanka szeptała zalotnie.

— Będę miał trochę wolnego za kilka dni, góra tydzień.


A więc kolejny tydzień spokoju, Lena odetchnęła z ulgą. Oskar miał przyjemny niski, ciepły głos. Zupełnie inny niż ten, kiedy rzucał w nią ostre, jak sztylety, uwagi.


— Tęsknisz? — kontynuował.

— Jak nigdy.

— Ok., to szykuj się na niespodziankę.

— Jaką? — Blanka zaczęła wiercić się zniecierpliwiona na swoim krześle.

— Jak ci powiem, to wszystko zepsuję. Sama zobaczysz.

— Będzie mi się podobała?

— Mam nadzieję.

— Już nie mogę się doczekać.

— Muszę kończyć, pozdrów Amebę. Życz jej, żeby szybko znalazła mieszkanie. — Zakończył rozmowę złośliwym chichotem.

— Pa wariacie. Wracaj szybko — Blanka z uśmiechem na ustach i cichym westchnięciem zakończyła rozmowę. — Masz pozdrowienia od Oskara — zwróciła się do siostry odkładając telefon na stolik.

— Tak słyszałam, Ameba, nie wysilił się zbytnio. Już pewnie nie może się doczekać kiedy się stąd wyprowadzę. Wredna gadzina.

— Lenka, odpuść sobie, bądź od niego mądrzejsza — w głosie siostry wyczuwało się znużenie i troskę.

— Staram się. Uwierz mi, cholernie się staram, ale on mi nie daje cienia szansy. Czemu się tak na mnie uwziął, co ja mu zrobiłam?

— Mnie nie pytaj. — Blanka wzruszając ramionami, wstała i wyszła do kuchni po coś do picia.


Lena była rozdrażniona. Nawet taka krótka, podsłuchana rozmowa telefoniczna całkiem ją rozmontowała. Z roztargnieniem potarła czoło. Czy to kiedykolwiek się skończy?


— Masz ochotę na coś mocniejszego? — Blanka wychyliła się zza drzwi kuchni. — Pójdziemy do twojej sypialni, poplotkujemy, zjemy sobie coś niezdrowego, może obejrzymy jakiś film…

— Bardzo chętnie. Jutro przyjedzie Czarek, to z pewnością humor szybko mi wróci.

— Dzisiaj Ci wróci, kochana, już ja się o to postaram.

Pomachała butelką wina i pobiegła na górę, gdzie znajdowały się trzy pokoje, wykorzystywane teraz jako sypialnie. Lena, złapawszy dwa kieliszki pozostawione przez siostrę na kuchennym stole, pobiegła tuż za nią przeskakując po dwa stopnie.


Faktycznie bawiły się wyśmienicie. Wypiły całą butelkę wina, obejrzały dwie komedie, a potem jeszcze długo rozmawiały, śmiały się i wygłupiały. Nawet nie zauważyły jak zegar wybił godzinę 200. Czuły się jak dawniej, gdy jako beztroskie nastolatki prowadziły poduszkowe wojny w swoim wspólnym, bliźniaczym pokoju.


Teraz miały po 25 lat i, oprócz koloru włosów i stylu ubierania, niezbyt się od siebie różniły. Łączyło je niezwykłe podobieństwo. Mimo, iż były bliźniaczkami dwujajowymi, nikt nie miał wątpliwości co do ich bliskiego pokrewieństwa. Piwne oczy, pełne usta, ładnie wygięte brwi. Lena była trochę niższa i drobniejsza. Miała ciemne, naturalnie brązowe, lekko kręcone włosy, Blanka od czasów liceum kochała przeprowadzać na swoich eksperymenty. Obecnie miała ciemnoblond czuprynę z karminowymi pasemkami. Ubierała się w obcisłe, seksowne ciuszki, które swoimi kolorami przyciągały wzrok wielu mężczyzn. Lena natomiast nosiła się luźno, swobodnie i przede wszystkim wygodnie. Miała ciekawe i gustowne stroje, ale nie można o nich powiedzieć, że były chociaż troszkę sexy.


— Lenka, chyba pora już spać. — Blanka ziewnęła głęboko przeciągając się. — Jutro też jest dzień, jeszcze zdążymy się nagadać.

— Dobra, to ja idę pod prysznic, a ty ogarnij trochę ten bajzel żebym miała gdzie się położyć, bo przypomina to design znanego francuskiego artysty. Pierre Dolnic — znasz?

Rozejrzała się po pokoju, który wyglądał jakby było tu włamanie lub co najmniej rewizja. Porozrzucane poduszki, otwarte szuflady komody, powyciągane z szafy ciuchy, porozkładane w różnych miejscach albumy ze zdjęciami …


Lena chwyciła dwa błękitne ręczniki i poszła do łazienki. Zanim zniknęła w kabinie prysznicowej i szum wody zagłuszył wszystko, usłyszała jeszcze głośne ziewnięcie siostry. Wzięła szybki prysznic i umyła głowę, bo czuła, że jej włosy zaczynają już brzydko wyglądać.

Rozcierając krem na dłoniach, z ręcznikiem okręconym wokół mokrego ciała, weszła z powrotem do sypialni. Blanka spała w poprzek łóżka z głową oparta na rodzinnym albumie. Nie zdążyła się nawet rozebrać. Lena podeszła i pogłaskała siostrę po głowie.

— Blanka, Blanka… — Próbowała ją dobudzić delikatnie głaszcząc po ramieniu. — Wstań siostrzyczko, idź do swojej sypialni, Blanka…

— Jeszcze pięć minut. — Dziewczyna zamruczała sennie i przewróciła się na drugi bok.

— OK., śpij tu sobie, pójdę do twojego pokoju.

— Mhm.

Lena wsunęła jej pod głowę poduszkę podniesioną z krzesła i przykryła kocem.

— Słodkich snów siostrzyczko, słodkich snów.


Pokój siostry był na końcu korytarza, dziewczyna szybko przebiegła dzielący ją od drzwi pokoju dystans. Dopiero przed chwilą gorąca woda rozgrzewała jej ciało, a teraz paradowała boso i w samym ręczniku — zrobiło jej się trochę chłodno i nieprzyjemnie.


Z lubością pogładziła ogromne łóżko siostry. Miała miłą w dotyku, delikatną pościel. Zgasiła światło, noc była wyjątkowo ciemna. Zapowiadało się na deszcz i chmury bezlitośnie przesłoniły całe rozgwieżdżone niebo. Po omacku powiesiła mokry ręcznik na oparciu krzesła i naga wskoczyła pod kołdrę. Przez moment delektowała się chłodnym dotykiem satyny na swojej skórze, lecz już po chwili spała głęboko w miękkich objęciach puchowej pościeli.


Obudził ją delikatny pocałunek w szyję. Zamruczała zadowolona.

— Co tu robisz? Przyjechałeś wcześniej? Nie spodziewałam się ciebie tak szybko — mówiła ściszonym, zaspanym głosem.

— Nadarzyła się okazja, więc wyrwałem się wcześniej i przyjechałem, zawiedziona?

Mężczyzna położył się za nią obejmując ramieniem. Szeptał, z trudem słyszała jego głos. Było w nim jednak tyle ciepła i uczucia, że nawet jakby nie zrozumiała ani słowa i tak wiedziałaby o czym mówi.

— Jak możesz tak sądzić? Bardzo tęskniłam za tobą. Jest tak ciemno, nie zabłądziłeś na korytarzu?

— Już z daleka czułem twój zapach, zapach pięknej, nagiej kobiety.

— Cieszę się, że już wróciłeś.

— Bardzo cię pragnę. Całą drogę wyobrażałem sobie twoje ciało i to, co będę z nim robił.

— Świntuszek, nie poznaję cię — zaśmiała się przekornie.


Mężczyzna pieścił jej ramiona, piersi, brzuch. Poczuła na plecach jego gorącą skórę, on też był nagi. Jego dłoń odnalazła drogę do najintymniejszego miejsca kobiety. Lena jęknęła przeciągle. Intensywnie odbierała jego przybierające na sile pożądanie. Czuła przy pośladkach jego erekcję, oddychał głębiej i głośniej, całował i lekko gryzł jej ramiona, kark, szyję. Dziewczyna mruczała i wiła się pod dotykiem jego niecierpliwych palców. Fala gorąca buzowała w jej żyłach, obmywając swym żarem każdy centymetr podnieconego ciała. Odwrócił ją gwałtownie, ich usta zwarły się w żarliwym pocałunku. Pieścił językiem jej rozchylone wargi, zgniatał je swoimi. Jej oddech jeszcze bardziej przyspieszył. Czuła ból, ogień i wciąż narastające, niepohamowane pragnienie. Kochanek przeniósł się nad nią, całował jej nabrzmiałe namiętnością piersi, gryzł delikatnie wrażliwe brodawki. Dziewczyna wplotła palce w jego włosy przyciskając mocniej do siebie. Dłonie mężczyzny były coraz bardziej niecierpliwe, pewne i zaborcze. Lena wygięła ciało w łuk gdy fala żaru, niesamowitej rozkoszy i upojenia objęła jej drżące ciało. Jęczała coraz głośniej.

— Jesteś dzisiaj taka dzika i spontaniczna — znów usłyszała szept mężczyzny. — Podoba mi się to.

— Ty też, widzę, jesteś wytęskniony, skąd masz w sobie tyle żaru?

— Byłem na solarium — zaśmiał się cicho.

— Już to widzę — zachichotała.


Nie wiedziała czemu szeptali. Blanka z pewnością już spała i nic nie było w stanie jej obudzić. Wcześniej kilkukrotnie nocowała u siostry i nie raz słyszała odgłosy jej zabawy z tym swoim, jak go określała, dewiantem, dlatego teraz czuła się wręcz usprawiedliwiona. Partner Leny był dziś niezwykle żarliwy i namiętny, więc chciała w pełni, bez zahamowań odczuwać rozkosz, jakiej był przyczyną.


Mężczyzna znów zaczął ją pieścić. Usta miała już tak opuchnięte od jego pocałunków, że przez mega krótką chwilę wyobraziła sobie jak będzie jutro wyglądać. Angelina Jolie niech sie schowa. Jej myśl zniknęła tak szybko jak się pojawiła, w momencie, gdy żar rozkoszy ponownie zalał jej ciało. Ciarki niczym wystraszone żuki biegały po kręgosłupie, czuła dreszcze pełzające po lędźwiach. Głuchy szum w uszach i rozbłyski świateł pod powiekami wprowadziły ją w ekstatyczny trans. Pragnęła go wszystkimi zmysłami, całym ciałem i duszą. Pragnienie to przybrało niemal formę bólu. Mężczyzna w nieskończoność przedłużał moment zespolenia ich ciał, rozkoszując się coraz większym podnieceniem swojej partnerki. Pieścił całe jej ciało celowo omijając jedynie strefy intymne. Lena wiła się w oczekiwaniu na spełnienie. Jęczała, drapała, wtulała się w kochanka.


— Wejdź we mnie — wychrypiała błagalnie.

— Powtórz. — Miał głęboki i niski głos. Wiedziała, że tak samo jak ona pragnie tego, co za chwilę miało nastąpić.

— Wejdź we mnie, bo oszaleję.

— Jeszcze — szepnął ciężko dysząc.

— Pragnę cie, przestań mnie katować.


Wtargnął mocno w gotowe na przyjęcie jego męskość ciało kobiety. Poruszał się pomału, delektując się reakcją ciała swojej kochanki. Z każdym silnym ruchem wyzwalał w dziewczynie coraz silniejszą falę rozkoszy. Jej, tłumiony dotąd, cichy jęk przeszedł w gardłowy głos sygnalizujący zbliżające się zaspokojenie. Ciało znów wygięło się w łuk, wbiła paznokcie w jego ramiona. Słyszała jego oddech, głośny, chrapliwy. Potem cały świat zawirował odcinając ją od wszystkich zmysłów. Ona już nie odczuwała rozkoszy — ona nią była.

Nigdy jeszcze nie przeżywała miłosnego aktu tak intensywnie. Opadła zdyszana na posłanie, ale to jeszcze nie był koniec. Po chwili odpoczynku i złapaniu kilku oddechów dziewczyna znalazła się nad partnerem. Siedziała okrakiem na jego biodrach, a on z lubością głaskał i ściskał jej pośladki. Przesunął dłonie na wewnętrzną stronę jej ud i gładził delikatnie. Potem przeniósł jedną dłoń na łono. Miał duże, silne dłonie, które jednak potrafiły być bardzo delikatne. Uniosła się nieznacznie sprawiając, że jego palce powędrowały do źródła jej rozkoszy. Teraz to ona dyktowała rytm, w jakim ich ciała miały się poruszać.

— Lubię cię taką.

Dziewczyna w odpowiedzi pocałowała jego również opuchnięte usta. Dotknęła klatki piersiowej, pod palcami wyczuwała silne i szybkie uderzenia jego serca. Wsunęła swoje dłonie w jego i zacisnęła palce. Wniknął w nią głęboko. Zaczęła poruszać się powoli wywołując u partnera ciche pomruki zadowolenia. Poruszała na boki biodrami, kręciła ósemki.

— Taką właśnie mnie lubisz?

— Mhm… — zamruczał jak kot.

— A taką?

Jej ruchy stawały się szybsze. Oddech obydwojga znacznie przyspieszył. Mężczyzna chwycił ją za biodra i ścisnął mocno. Wywołało to w dziewczynie kolejną falę pożądania. Oddychała szybko i płytko. Czarek uniósł się do pozycji siedzącej i mocno objął dziewczynę, której ruchy były teraz bardzo rytmiczne. Zgniótł w dłoniach jej falujące piersi, aż jęknęła z bólu. Potem wpił się w nie ustami zatracając w nadchodzącej chwili spełnienia. Wbił palce w mokre od potu plecy dziewczyny, żeby jeszcze mocniej móc w nią wniknąć. Słyszała jego oddech, jęk rozkoszy, cichy krzyk. Jego ciało było napięte, każdy mięsień, każdy nerw drgał w ekstazie. Lena poczuła zalewającą ją falę zaspokojenia. Fala podpływała i cofała się wywołując u dziewczyny ekstatyczne konwulsje. Wiedziała, że osiągnęli szczyt miłosnego spełnienia w tym samym momencie. Opadła na łóżko z uśmiechem szczęścia na ustach.


Chyba jeszcze nigdy nie zaznała tak intensywnego orgazmu. Będzie musiała częściej wysyłać swojego partnera w delegacje. Kilka dni rozstania i jakie piękne przywitanie. Położyła się na boku w czułych objęciach swojego kochanka. Ucałowała i przytuliła do jego ramienia swój zaczerwieniony policzek. Była spełniona, zaspokojona — szczęśliwa.


Leżał za nią, czule całując jej plecy i ramiona. Jego oddech pomału się wyrównywał.

— Szkoda, że jest tak ciemno, chciałbym cię oglądać — szepnął jeszcze odrobinę zachrypniętym, ale przez to niesamowicie seksownym głosem.

— Następnym razem zapalimy lampkę — w jej głosie kryła się obietnica.

— Niegrzeczna dziewczynka.

Lena w odpowiedzi zaśmiała się przekornie.

— Dobranoc moja piękna kocico.

— Dobranoc mój dziki tygrysie.


Szybko zasnęli zmęczeni po miłosnych uniesieniach. Dziewczyna przez cały czas czuła ciepło otaczających ją męskich ramion.

Rozdział II

Rano obudził ją dziwny, głuchy dźwięk — jakby na podłogę upadło coś dużego, ciężkiego. Jej umysł błądził w zakamarkach pamięci szukając sensownej odpowiedzi. Cóż to mogło być? Byłoby prościej gdyby otworzyła oczy, lecz chciała jak najdłużej pozostać poza codzienną rzeczywistością. Cała wczorajsza noc była tak niezwykła, że tylko ciepło śpiącego obok mężczyzny uświadamiało jej, że nie był to niesamowicie cudowny sen. Do jej uszu dobiegło dość wyraźne chrząknięcie — jedno, drugie, trzecie. Niechętnie otworzyła oczy. Nadal leżała ciasno otulona ramionami kochanka. Czuła na plecach jego ciepło i spokojny oddech. Uśmiechnęła się do siebie i jeszcze mocniej wtuliła w jego przedramię, głaszcząc je z czułością. Znów chrząknięcie. Spojrzała w kierunku drzwi. Nagle usiadła, a krew odpłynęła jej z twarzy. Poczuła jakby muł kopnął ją w brzuch. W jednej sekundzie zemdliło ją, a w głowie pojawił się głuchy wir.

W drzwiach stała jej siostra z rękoma podpartymi na biodrach, wściekłą miną i mordem w oczach. A koło niej … Czarek. Jej Czarek, mokry od deszczu, z wyrazem przerażenia i niedowierzania wymalowanym na pobladłej twarzy. Obok niego leżała walizka, którą upuścił, najwidoczniej doznawszy szoku.


Lena pomału, jakby czas nagle zwolnił rytm, odwróciła się w stronę śpiącego mężczyzny. Głośno przełknęła ślinę. Obok niej, na posłaniu, z błogim uśmiechem na ustach spał ON. Jej największy wróg, przyczyna jej płaczu i starganych nerwów. Źródło niesamowitych doznań, uniesień i maksymalnego spełnienia, będących zwieńczeniem minionej nocy. Na jego torsie i ramionach dostrzegła czerwone ślady zadrapań od paznokci — jej paznokci! Nie mogła uwierzyć w to, co widzi. Zasłoniła ręką usta, ale i tak jej krzyk przeszył pokój, niczym piorun kulisty.


— Nie, nie, NIEEEEE!!!!

Ponownie spojrzała z przerażeniem w kierunku drzwi. Stała tam już tylko Blanka. Usłyszała jeszcze dobiegający od strony schodów odgłos pospiesznych kroków.

— Czarek… — jęknęła prawie bezgłośni zaciskając mocno powieki.


Oskar poruszył się na posłaniu.

— Co to za krzyki? Co tu się …. — nie dokończył. Usiadł i patrzył szeroko wytrzeszczonymi oczami to na jedną, to na drugą siostrę.

— Ups! — Mężczyzna uniósł brwi i z wyraźnym rozbawieniem na twarzy przeczesał palcami swoje zmierzwione włosy.

— Ups? UPS??? — Blanka kipiała. — Tylko tyle masz mi do powiedzenia? To jest ta twoja niespodzianka? Nooo, muszę przyznać, że przeszedłeś samego siebie. Faktycznie, nigdy w życiu się tak nie zdziwiłam. — Miała podniesiony i dziwnie piskliwy głos.


Lena siedziała na brzegu łóżka owinięta prześcieradłem, kiwając się wprzód i w tył łkała żałośnie.

— Straciłam go, straciłam na zawsze… — powtarzała sama do siebie.

— Przestań histeryzować, jak kocha to wróci. — Oskar wymierzył jej kuksańca. Jego głos był taki, jakim dobrze go znała. Szorstki, arogancki i nieprzyjemny. Po czułym, nocnym kochanku nie pozostał nawet najmniejszy ślad.

— A ty byś wrócił? — odezwała się do niego równie ostro.

— Jakbym naprawdę kochał…

— Ty nie znasz takich uczuć, potworze! — Dziewczyna znów zaczęła płakać.

— Uuu.., co za cięta riposta Wasza Królewska Złośliwość.

— Czy możecie mi wytłumaczyć tą sytuację? — Blanka syczała przez zaciśnięte zęby, przerywając tę, wątpliwych polotów, konwersację.

— Qui pro quo — odezwał się z rozbawieniem Oskar. — Chciałem zrobić ci niespodziankę, zerwałem się wcześniej z kontraktu, przyjechałem, wlazłem do twojego łóżka i niechcący puknąłem twoją siostrę. Wielkie halo.

Ostatnie wspomnienie upojnej nocy pękło jak bańka mydlana. Lena poczuła jakby ktoś wbijał jej nóż w serce. Raz za razem.

— Skąd mogłem wiedzieć, że zmienicie się łóżkami? — Rozłożył ręce w rozbrajającym geście. — A tak przy okazji, jak już tu obie jesteście, to może by tak… — Poruszył wymownie brwiami, a na jego ustach pojawił się wiele mówiący uśmiech.

Lena odwróciła się gwałtownie i wymierzyła mu siarczysty policzek. W jej ślady poszła Blanka i wkrótce mężczyzna trzymał się obiema rękoma za twarz.

— Należało mi się, należało, ale… zawsze warto spróbować. — Zaśmiał się głośno.

Obie siostry razem opuściły pokój. Będąc jeszcze w drzwiach posłały mu nienawistne spojrzenia.

— Ostre babki! — rzucił w ich kierunku. — Lubię takie!

— Dupek! — Blanka zatrzasnęła za sobą drzwi.


— Jak ty możesz z nim wytrzymać? — Lena wróciła właśnie spod prysznica i zaczęła ubierać, pozostawione poprzedniego dnia na fotelu, ciuchy.

— Sadząc po śladach na całym twoim ciele, chyba znasz odpowiedź.

Dziewczyna spłonęła rumieńcem. Będąc w łazience dokładnie je obejrzała. Podrapane plecy, na piersi ślad po ugryzieniu, pomału pojawiające się siniaki na biodrach, udach i ramionach, zaczerwieniona od jego zarostu twarz, spuchnięte usta. Przed chwilą była szczęśliwą kobietą, teraz czuła się, jak dziwka.

Jak mogła się aż tak pomylić?


— Blanka, nie wiem jak to się stało, myślałam, że to Czarek. — Z oczu dziewczyny popłynęły łzy. Osunęła się zrezygnowana tuż przy krześle bliźniaczki. Opuściła bezradnie ręce zapatrzona w mokre od deszczu okno.

— Nic nie zauważyłaś? Żadnej różnicy? — Blanka nerwowo chrupała słone paluszki, pozostałość po ich wieczorze poduszkowym.

— Parę różnic było, ale będąc przekonaną, że to Czarek nie zaprzątałam sobie nimi głowy. Zresztą nawet nie miałam kiedy. Kochaliśmy się co prawda inaczej niż zwykle, ale myślałam po prostu, iż jest to wynik naszego kilkudniowego rozstania. Sądziłam, że tak bardzo za mną tęsknił…

Lena ukryła twarz w dłoniach. Jej plecy drgały od niepohamowanego płaczu.

— Jak mogłam się tak pomylić? — raz po raz powtarzała to pytanie. — Nie wiem co powiedzieć, nie wiem jak cię przeprosić, nie zrobiłam tego celowo, to po prostu tragiczne nieporozumienie.

— Lenka…

— Czy kiedykolwiek znajdę słowa, które wyrażą to, jak potwornie mi przykro?

— Lenka… — Siostra bezskutecznie próbowała przerwać potok słów dziewczyny.

— Nie wiem jak mam to naprawić i czy w ogóle można to jakoś naprawić. Blanka, tak bardzo, bardzo cię przepraszam.

— LENKA!!!

Blanka podeszła do siostry i odsunęła jej ręce od zapłakanej twarzy. Zmusiła ją by ta popatrzyła w jej oczy.

— Nie mam do ciebie żalu. Do tego drania też zresztą nie. Ja mu wierzę — myślał, że kocha się ze mną. Nie gniewaj się, ale on ciebie tak nie cierpi, że w życiu nie uwierzę, aby mógł zrobić to celowo. Poza tym widziałam jego minę, gdy spostrzegł pomyłkę. Był chyba jeszcze bardziej zdziwiony niż ty.

— Dziękuję ci siostrzyczko. — Lena mocno przytuliła się do Blanki. — Dziękuję, że jesteś tak dobra, mądra i wyrozumiała. Ja, w podobnej sytuacji, nie byłabym chyba tak szlachetna.

— Życzę ci, żebyś nigdy nie musiała tego doświadczyć, mówię ci, to był koszmar nie do opisania.

— Wyobrażam sobie, ja też przeżyłam szok. Blanka… — W jej oczach znów pojawiły się łzy. — Co będzie z Czarkiem? Jak mogę go odzyskać? Jest jeszcze jakaś szansa? Jak myślisz?

— Spróbuję z nim porozmawiać, przekonam go, żeby się z tobą spotkał, ale nie gwarantuję rezultatu. Nie wiem, czy będzie w stanie to zrozumieć, ale obiecuję — zrobię wszystko, żeby ci pomóc.

— Dziękuję, jesteś najlepszą siostrą na świecie.

— Przestań, bo się zaczerwienię. — Uśmiechnęła się ciepło do Leny, a całe napięcie nieszczęsnego poranka zaczęło pomału znikać.

— Martwi mnie jednak coś jeszcze. Oskar. Jak ja mam się zachować w jego obecności? Nie zniosę jego widoku, a znając życie, to on mi teraz nie da spokoju. Będzie mi dokuczał jeszcze bardziej. O Boże… — Dziewczyna zakryła dłonią usta.

— Co się znowu stało?

— Właśnie uświadomiłam sobie, że wraz z Czarkiem straciłam środki do życia. Nie mam pracy, ani mieszkania, dziś mieliśmy jechać oglądać kawalerkę do wynajęcia. — Znów łzy popłynęły jej po policzkach. — On nie chciał, żebym pracowała, mogliśmy śmiało utrzymywać się z jednej pensji. Teraz jestem bezdomna, bez środków do życia… Co ze mną będzie, Blanka, co ja teraz zrobię?

— Nos do góry, jakoś sobie poradzimy. Rok temu go nie znałaś i jakoś żyłaś, teraz też przeżyjesz. Mamy przecież wolny pokój, dopóki nie znajdziesz pracy nie musisz płacić za czynsz. Cieszysz się? Znowu będziesz mieszkała ze mną.

— I z tym degeneratem? Nigdy!

— A masz jakąś alternatywę?

Lena spuściła wzrok.

— No właśnie. Schowaj swoją dumę do kieszeni, zakop topór wojenny, bo za bardzo nie masz w tej chwili wyjścia. Wspólnie z Oskarem wynajmujemy ten dom, płacimy czynsz po połowie — nie mam prawa go stąd usuwać, nawet po tym, co zaszło.

— Wiem, ja sobie po prostu nie wyobrażam jak mu spojrzę w oczy.

— To nie patrz. Porozmawiam z nim, może ci jakoś odpuści. — Dla Blanki wszystko było łatwe i proste.

Lena nie miała w sobie tyle optymizmu. Zdawała sobie sprawę, że będzie ciężko, ale nawet przez myśl jej nie przeszło jak bardzo.

Rozdział III

Lena starała się, w większości z powodzeniem, unikać krępujących spotkań z Oskarem. Gdy on wchodził do salonu, ona wychodziła, gdy słyszała go w korytarzu, czekała aż przejdzie i dopiero potem opuszczała swój pokój. Było to strasznie uciążliwe, ale na razie nie była jeszcze gotowa, aby spojrzeć mu w oczy.

Czasami, przed snem, wspomnienia bezlitośnie wracały wzbudzając w dziewczynie fale pożądania. Walczyła z nimi z całych sił, jednak z czasem było coraz trudniej.

Nienawidziła Oskara za to, że był tak wrednym, pewnym siebie i aroganckim typem. Nienawidziła też za to, że okazał się aż tak gorącym kochankiem, wzbudzającym w niej ogień, którego nawet nie była świadoma. W końcu za to, że nie była w stanie zapomnieć tej nad wyraz żarliwej nocy.


Minął tydzień i jak na razie nie zamienili z sobą ani słowa. Nie mogła uniknąć spotkań z nim, ale zawsze udawało jej się skutecznie wymknąć zanim ten choćby zdążył otworzyć usta. Gdy go mijała, przeważnie patrzył tylko na nią spode łba, bez słowa. Czasami uśmiechał się triumfalnie i bezczelnie, to znów sprawiał wrażenie jakby nosił maskę. Nie mogła wyczytać z jego twarzy żadnej emocji, nic. Tylko ten wzrok, przenikliwy, uważny, skupiony. Czuła się wtedy jak ofiara obserwowana przez wygłodniałego lwa. Człowiek zagadka. Przed pamiętną nocą wiecznie jej dokuczał, teraz tylko patrzył w milczeniu. Nie wiedziała co było gorsze.


Weszła do pokoju siostry po zostawiony tam wcześniej telefon komórkowy. Odwróciła się gwałtownie słysząc zamykające się za sobą z impetem drzwi. Nie wierzyła własnym oczom. Nonszalancko oparty o ścianę stał Oskar. Uśmiechał się do niej pokazując swoje równe zęby. Nie był to jednak przyjazny uśmiech.


— Mam cię!

— Puka się! — Próbowała zachować spokojny ton głosu, jednak nie zdołała ukryć jego drżenia.

— Tak, ale ładniejsze…, chociaż… na bezrybiu i rak ryba…

— Jesteś zboczony!

Chciała wyjść z pokoju, ale on zatarasował drzwi swoim ciałem.

— Długo zamierzasz tak się ze mną droczyć? — Przeszył ją wzrokiem, zakręcając sobie na palcu pukiel jej włosów.

— Nie wiem o czym mówisz. — Odchyliła do tyłu głowę wysuwając jednocześnie włosy z jego dłoni.

Przez ułamek sekundy, przez myśl dziewczyny przeleciał obraz jego białych zębów na jej nagiej piersi. Wyobraźnia szalała. Otrząsnęła się przerażona swoimi myślami, ale nie zdołała powstrzymać rumieńca wpełzającego właśnie na jej policzki. Odsunęła się od niego dwa kroki w tył.


— Wiesz dobrze Zimna Rybko. — Oskar zamruczał, ostentacyjnie taksując ją wzrokiem.

Niemal fizycznie czuła to spojrzenie na swojej skórze. Zmrużyła oczy i zacisnęła ze złości szczęki, aż słychać było zgrzytnięcie zębów.

— O, przepraszam — kontynuował nie zmazując z twarzy tego irytującego uśmiechu. — Teraz to chyba powinienem powiedzieć Smażona Rybko, bo nieźle się ostatnio rozpaliłaś.

— Ty wredny gnojku, bezczelny chamie… — Podeszła do niego energicznie, gotowa uderzyć go w twarz.

Mężczyzna niepostrzeżenie złapał ją za nadgarstek i wykręcił rękę do tyłu. Obrócił się błyskawicznie — teraz ona opierała się o drzwi.

— Puść mnie zboczeńcu! — wysyczała przez zaciśnięte zęby, próbując jednocześnie odepchnąć go drugą, wolną ręką.

Oskar pochwycił również i ją. Splótł palce z jej palcami i unieruchomił ponad jej głową.

— Puść, bo będę krzyczeć! — Miotała się, ale jego uścisk nie dawał jej żadnej szansy.

— Mam nadzieję, że będziesz. — Znów wyszczerzył zęby w uśmiechu. Tym razem z jego twarzy biła niezachwiana pewność siebie.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 10.92
drukowana A5
za 20.31