E-book
13.65
drukowana A5
52.97
Bękart

Bezpłatny fragment - Bękart


5
Objętość:
347 str.
ISBN:
978-83-8221-513-7
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 52.97

Chcę utopić samego siebie w karafce wina,

bo nie potrafię przestać o niej myśleć.

Pozwoliła mi za bardzo pragnąć miłości

i teraz chciałbym jedynie,

aby potrzebowała mnie tak mocno jak ja jej.

Rozdział 1

Gaja


Trzynasty września


— Na miłość nie wybierzesz czasu ani miejsca. Chodzi o iskrę, która pojawi się, gdy spojrzymy sobie w oczy. Ta miłość wyglądała tak pięknie i niewinnie. Przyciągnęła mnie, opanowała. Mogę za nią umrzeć — powiedział, patrząc w moje oczy. — Czemu nic nie mówisz? — spytał. — Wyglądasz na przestraszoną. Moje słowa tak bardzo cię zaskoczyły, oszołomiły? Nikt nigdy nie wyznał ci tak szczerze swoich uczuć?

— Nie — odpowiedziałam.

— Nie wierzę.

— Nie rozumiem, dlaczego mi nie wierzysz.

— A mogę ci uwierzyć? Mógłbym uwierzyć w każde słowo padające z twoich ust…

— Tak — wtrąciłam. — Nie kłamię. Inni to robią, a potem ci naiwni cierpią i zmieniają się.

— Zmieniłaś się kiedyś pod wpływem innego człowieka? — spytał.

Chciałam zamilknąć, a jednak wypowiedziałam to słowo na głos:

— Nie.

I to był pierwszy raz, kiedy go okłamałam. Nie chciałam tego robić, ale nie czułam potrzeby rozmawiania z nim szczerze, gdy dowiedziałam się, że kilka dni temu chciał mnie w taktowny sposób kupić od mojej matki, wykorzystując naszą złą sytuację materialną. Poza tym wszystko, co ostatnio robiłam, było nieprzemyślanym działaniem. Zaprowadziło mnie to w ślepą uliczkę, z której po jakimś czasie nie mogłam się wydostać. Chciałam, jednak było już za późno, aby się wycofać, zrobić krok w tył. To nie była moja wina, że się zaplątałam, zagubiłam.

Poczułam się, jakbym znalazła się w pokoju, w którym drzwi są zatrzaśnięte, a ja mam ochotę otworzyć okno, potrzebuję powietrza. Niestety już nie mogę nic zrobić. Obwiniam za to matkę, tego mężczyznę stojącego przede mną, a przede wszystkim winą obarczam człowieka, w którym zakochałam się bez pamięci i zapomniałam, że oprócz serca powinnam zabrać ze sobą rozum.

Oszukałeś mnie, Aleksandrze, a teraz popchnięta przez zdradzoną miłość wpadłam w łapska innej miłości, której nie umiem określić, nie umiem nadać jej kształtu ani barwy, ani tym bardziej zapachu. Zresztą nieważne.

— Gaju, dlaczego tak długo milczysz? — spytał. — Chcesz się wycofać?

Tak! — krzyknęłam w myślach. Szybko jednak przypomniały mi się słowa matki: „Jesteś tak wybredna, że wszyscy majętni mężczyźni są już zajęci. Dotyczy to zarówno tych młodych, jak i tych w dojrzałym wieku. A potem zostaną biedacy, którzy będą kazali ci niszczyć delikatne dłonie żmudną pracą w polu. Twoja jasna cera nabierze koloru okropnej czerwieni i nie wspomnę, że twoje ciemnokasztanowe włosy będą jak wysuszone mięso, a twoje oczy stracą blask. Chyba nie chcesz być zapomniana, bo bezmyślnie zakochałaś się i uparcie dążyłaś do miłości, która cię zgubiła, prawda? Nie możesz chyba być aż tak głupia, aby odtrącić tego młodego dżentelmena, prawda?”.

Prawda jest taka, że mogłabym go odtrącić.

— Zastanawiam się — powiedziałam.

— Nad czym?

Oczywiście znów pomyślałam, a nie powiedziałam na głos: Czy mogłabym cię pokochać?

— Nad czym się zastanawiasz? — spytał, a ja bacznie mu się przyglądałam. — Domyślam się, że nie pokochałaś mnie od pierwszego wejrzenia, ale wiem, że nie przyjęłaś mnie ze względu na mój majątek. Lubisz mnie, a to dobry początek, bo wcześniej mnie nie tolerowałaś. Nasza relacja zmienia się, więc śmiało wyznam ci, że wierzę całym sobą, że pewnego dnia, w odpowiednim miejscu i czasie, twoje serce oraz dusza pokochają mnie, tak jak ja kocham.

Ostatnie słowo wypowiedział tak cicho, że gdyby się nie przysunął, aby dotknąć mojego policzka, nie dosłyszałabym.

— Fabianie…

— Nic nie mów. Chyba że chcesz powiedzieć to, czego się obawiam. Wtedy mów szybko, bez dręczenia mnie.

Głupia zbyt długo milczałam, bo przysunął nienachlanie twarz do mojej twarzy i musnął subtelnie wargi, które mimowolnie odwzajemniły delikatną pieszczotę.

— Pójdę już — rzekł, niespiesznie odsuwając się ode mnie.

Uparcie wpatrywał się w moją twarz.

— Zawstydzasz mnie, gdy tak patrzysz — wyznałam niepotrzebnie.

Uśmiechnął się.

— Nic na to nie poradzę, że twoja uroda jest jedynym, co chcę zbyt zachłannie podziwiać.

Nic nie odpowiedziałam i może dlatego jeszcze przez moment wpatrywał się we mnie.

— Pójdę już — rzekł, opuszczając pomieszczenie.

Zostałam sama w pokoju.

— Już myślałam, że zrezygnujesz z zaręczyn, a potem ślubu z tym przystojniakiem.

Dopiero wtedy dostrzegłam na tarasie kuzynkę.

— Saro, dlaczego mnie nie dziwi, że podsłuchujesz? Moja mama ci kazała? — spytałam, a ona wzruszyła ramionami.

— Nadal myślisz o tym właścicielu małej księgarni? Odpowiednia partia dla dziewczyny z dobrego domu. Naprawdę. Urzekł cię słowami z tanich książek. Głupia oddałaś mu serce, duszę, ciało, a on cię oszukał. Pamiętasz, jak niedawno w naszym domu zjawiła się jego żona? Na dodatek w ciąży.

— Milcz.

— Swoją drogą, taka cicha woda, a miał za miastem ukrytą żonkę.

— Przestań! — podniosłam głos.

— Żona we wsi, kochanka w mieście — powiedziała i zaczęła się głośno śmiać.

Nie mogłam tego dłużej znieść, dlatego wybiegłam z pokoju. Uciekłam.


Zatrzymałam się dopiero przed starą księgarnią. Do niedawna była moim rajem. Tam chowałam się przed ludźmi, których nie obchodziłam, aby poznać kogoś, kto pochłonąłby kruchą postać i przez jakiś czas opiekował się mną. Ofiarował miłość od pierwszego wejrzenia, taką prostą i czułą.

— Aleksandrze, dlaczego mnie oszukałeś? Złamałeś mi serce. Doprowadziłeś do chęci zapomnienia o tobie, a co najistotniejsze: popchnąłeś mnie w ramiona innego.

Zsunęłam się w dół. Znalazłam się na zimnych kamieniach tworzących chodnik dla przechodniów, którzy mogli mnie w tej chwili zdeptać, jednak i tak byłam już boleśnie podeptana przez Aleksandra.

— Kochany mój — szepnęłam, ocierając drżącą dłonią spływające po policzku łzy.

Po jakimś czasie podniosłam się i z lekkim zawahaniem podeszłam do drzwi, a następnie otworzyłam je na oścież, aby wejść do środka.


Kilka miesięcy wcześniej


Otworzyłam drzwi na oścież, następnie weszłam do małej, ale bardzo przytulnej księgarni. Powoli przemieszczałam się między ogromnymi regałami. Z uśmiechem na twarzy przyglądałam się niezliczonej ilości książek. Niespiesznie dotykałam dłonią okładek, starałam się poczuć pod opuszkami palców każdą z nich, aby poznać ich powierzchnię, wiedząc, że na wnętrze nie starczy czasu.

— Też często tak robię. Dotykam ich — usłyszałam za sobą.

Odwróciłam się dopiero wtedy, gdy ujrzałam męską dłoń zabierającą jedną z tych pożytecznych dla umysłu i duszy książek.

— Najbardziej lubię historyczne, choć przyznaję, zagłębiłem się w niejednym romansie.

Był przystojnym mężczyzną o ciepłym, melodyjnym głosie. Mógłby z powodzeniem wykonywać na scenie jedną z tych ballad, podczas których każda nastolatka wyobrażałaby sobie młodzieńczą miłość.

— Doradzić ci? — spytał.

— Tak — odpowiedziałam pospiesznie, wkładając za ucho pasmo niesfornych ciemnokasztanowych włosów.

— Jaki gatunek?

— Coś dla marzycielki, wiecznej marzycielki — rzekłam, starając się opanować entuzjazm. Byłam podekscytowana, a moje serce z każdą sekundą biło coraz mocniej. — Znajdziesz dla mnie coś takiego?

— Oczywiście — odpowiedział. — Zapraszam za mną.

Skinęłam głową.


Zaprowadził mnie do innej części księgarni. W małym pomieszczeniu znajdowały się stoliki z kilkoma rodzajami siedzeń, różniącymi się wielkością i kolorem. Najbardziej spodobała mi się stara, nieduża, purpurowa kanapa.

— Usiądź, gdzie chcesz — powiedział, wskazując na miejsca. — Za chwilę przyniosę kilka książek i z nich wybierzemy tę jedyną. Co ty na to?

— Tak, zgadzam się — odpowiedziałam zbyt pospiesznie, jakbym była zdesperowana.

On uśmiechnął się tylko, a następnie oddalił.

Czekałam zniecierpliwiona jego długą nieobecnością. W końcu pojawił się w pomieszczeniu. Trzymał w dłoniach pięć, a może siedem książek. Trudno mi było je policzyć, bo obserwowałam jego stanowcze, ale niezbyt pewne siebie kroki. Kiedy znalazł się przy stoliku, położył na nim książki. Potem usiadł na krześle, które zabrał z sąsiedniego miejsca.

— Przepraszam, że to tak długo trwało, ale miałem dwóch klientów.

— To twoja księgarnia?

— Tak. Jednak zanim zaczniemy dalszą rozmowę, powinienem się przedstawić. Jestem Aleksander Korcz. A ty?

— Gaja. Gaja Chorążkiewicz — odpowiedziałam.

— Miło mi cię poznać, Gaju.

Uśmiechnęłam się do niego, a kiedy odwzajemnił gest, moje serce zabiło jeszcze mocniej i poczułam, jak w moim brzuchu poruszają się niespiesznie tysiące motyli, które, trzepocząc skrzydłami, oznajmiały mi, że właśnie zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Właśnie przeżywam moją miłosną historię ze szczęśliwym zakończeniem, bo jak inaczej mogłaby się skończyć ta miłość.

Rozdział 2

Gaja


Siedziałam na rogu łóżka i bezmyślnie patrzyłam w okno, za którym powoli wstawał nowy dzień. Wpatrywałam się w delikatnie poruszające się gałęzie drzew, przefruwające ptaki, jaśniejące niebo i wychodzące zza chmur słońce, które jeszcze niechętnie wyłaniało swoje pierwsze maleńkie promienie.

— Gaju, nie śpisz już? — spytała ciotka, wchodząc do mojej sypialni.

Uśmiechnęłam się, widząc zaskoczenie na jej twarzy.

— Coś się stało, śpiochu?

— Nie — odpowiedziałam.

Ciotka usiadła w fotelu.

— Na pewno?

— Tak. — Podniosłam się z łóżka, podeszłam do cioteczki i ucałowałam ją w czoło.

Potem udałam się do łazienki. Kiedy zamknęłam za sobą drzwi, westchnęłam. Stanęłam przed lustrem i dotknęłam policzków, które delikatnie nabierały kolorów. Uśmiechnęłam się, uświadamiając sobie, że to moje pierwsze rumieńce, kiedy pomyślałam o jakimś mężczyźnie z czułością.

— On jest taki… — szepnęłam. — On jest taki przystojny, czarujący. Ujął mnie swoją delikatnością. Słowami, które tak pięknie do mnie wędrowały. Mogłabym go słuchać długimi godzinami, nocami i porankami. I jest taki doskonały w swojej urodzie. Jego rysy twarzy są subtelne. Spojrzenie nie jest intensywne, barwa nienasycona, dlatego porównałabym kolor jego oczu do wyblakłej zieleni, która wygląda jak kiełkująca trawa, jeszcze nie taka wiosenna. Brązowe, lekko kręcone włosy dodają mu chłopięcego uroku. A postura przypomina mi postawę szlachetnego żołnierza, który żył w dawnych czasach, oszałamiając swoimi nienagannymi manierami.

— Co ty tam do siebie mówisz, Gaju? — spytała ciotka, o której całkiem zapomniałam.

Zachichotałam.

— Och, dziewczyno.

Po chwili cioteczka opuściła pokój.

— Chciałabym cię ponownie zobaczyć — rzekłam, odkręcając kran, z którego popłynęła ciepła woda na moje blade, szczupłe dłonie. — Ciekawe, czy pomyślałeś o mnie chociaż raz… Powinnam cię odwiedzić, bo w końcu po długiej rozmowie przy różanej herbacie nie wzięłam ze sobą żadnej książki. Tak, po śniadaniu pójdę do księgarni i wybiorę jedną z tych, które mi wczoraj zaproponowałeś, a potem… Właśnie, a co potem? — spytałam sama siebie.


Sięgnęłam po pierwszą z brzegu książkę. Na okładce znajdowała się zakochana para, która patrzyła sobie głęboko w oczy. Rozmarzyłam się na ułamek sekundy, aby w pewnym momencie poczuć delikatny dotyk na ramieniu. Zerknęłam na męską dłoń.

— Cieszę się, że ponownie cię tu spotkałem.

Popatrzyłam na twarz Aleksandra. Uśmiechnął się, a ja ochoczo odwzajemniłam gest.

— Masz piękny uśmiech — powiedziałam bez zastanowienia.

— Dziękuję.

Usłyszeliśmy, że ktoś wchodzi do księgarni. Oboje spojrzeliśmy w stronę wejścia, które zasłaniały regały z książkami.

— Zaraz wracam. Będziesz tu jeszcze, kiedy wrócę, prawda? — spytał.

— Tak — odpowiedziałam zbyt pospiesznie, za co od razu się skarciłam.

— To dobrze. Wczoraj za szybko odeszłaś, więc dziś liczę, że zostaniesz na dłużej — oznajmił z uśmiechem, który ukazał równe, białe zęby.

Skinęłam głową.


Kiedy zostałam sama, zaczęłam wędrować po zakamarkach tej starej księgarni. Nigdy nie byłam wielką miłośniczką książek, ale kiedy pewnego dnia zatrzymałam się niespodziewanie przed tym budynkiem, pomyślałam, że tu dotrze do mnie cisza przerywana jedynie przez szelest przewracanych kartek. W tamtym momencie potrzebowałam spokoju. Musiałam opuścić dom, bo miałam dość kolejnych żałosnych słów mamy, która powtarzała, że mam dwadzieścia siedem lat i najwyższa pora na poważny, stabilny związek z chłopakiem z dobrego domu.

— Słodka czekolada.

Odsunął włosy, szepnął do ucha te dwa słowa i w jednej chwili moje ciało opanowało przyjemne łaskotanie. Odwróciłam się w jego stronę dyskretnie przez niego prowadzona.

— Masz kolor oczu, który porównałbym do słodkiej czekolady. Kiedy tak zachłannie patrzysz na człowieka, ma się ochotę sięgnąć po najmniejszy kawałek, a potem po większy, aby móc bardziej poczuć ten rozpływający się w ustach smak.

Zarumieniłam się.

— Twoje spojrzenie jest niezapomniane, Gaju. Cieszę się, że pojawiłaś się tu dzisiaj, a co za tym idzie — śmielej mogę to z siebie wyrzucić… — przerwał, bo ktoś znów wszedł do księgarni. — Zaraz wracam — rzekł, subtelnie uśmiechając się do mnie.

Czekałam zniecierpliwiona. Minuty dłużyły się, więc sięgnęłam po jedną z książek leżących na stoliku. Popatrzyłam na starą okładkę, na której widniała kobieta, a obok niej, po przeciwnych stronach, stali zniszczeni przez zagniecenia mężczyźni. Jeden znajdował się bardzo blisko, zapewne czuła jego oddech na plecach, a ten drugi trzymał ją silnie za nadgarstek. Nie spodobało mi się to, zwłaszcza że kobieta wyglądała na smutną i wewnętrznie rozdartą.

— Ciekawe — stwierdziłam.

— Tak, to bardzo intrygująca historia. Opowiada o kobiecie zakochanej w dwóch mężczyznach.

— To niemożliwe — rzekłam. — Nie można kochać jednocześnie dwóch mężczyzn.

— A jednak dla niej…

— Patrząc na okładkę, wydaje mi się, że dotyk tego człowieka jest dla niej bolesny — wtrąciłam.

— Możliwe. To musi być bolesne, przygnębiające i rozdzierające serce oraz duszę, kiedy jest się w zawieszeniu między dwiema miłościami — powiedział Aleksander.

Uważnie go słuchałam, a on opowiadał o historii z książki. O dziewczynie, która poznała miłość, ale z czasem, kiedy mężczyzna oddalał się od niej, w jej życiu pojawił się człowiek o nieskazitelnym niebieskim spojrzeniu i szorstkim głosie, który ją drażnił, a jednocześnie powodował w niej zaciekawienie. Miała mieszane uczucia względem już nie tylko drugiego, a i pierwszego mężczyzny. Zaczęła zdawać sobie sprawę, że była pewna jednej rzeczy, iż zależy jej na szczęściu obu mężczyzn. Nie wiedziała jednak, przy którym chce zostać, zestarzeć się i w którego objęciach chciałaby spokojnie odpłynąć w błogi sen.

— Dlaczego przestałeś opowiadać? — spytałam.

— Warto przeczytać, jak ludzie spotykają na swojej drodze nie miłostkę, a prawdziwą miłość — odpowiedział.

— Jeślibym się zakochała pierwszy raz, to byłby to mój ostatni raz. Poza tym jestem ciekawa, jakie dobierzesz słowa, aby przedstawić mi zakończenie tej historii.

— Chcesz je poznać? — spytał.

Skinęłam głową.

— Bardzo chcesz?

— Tak — odpowiedziałam, wpatrując się w jego zielone oczy.

— Opowiem ci, jeśli wybierzesz się ze mną na wieczorny spacer, a potem może na kolację przy starej nadpalonej świeczce włożonej w popękane szkło. Co ty na to? — spytał.

— Proponujesz mi randkę?

— Tak. Romantyczny wieczór w moim towarzystwie.

Dość długa cisza z mojej strony wywołała u niego zaskoczenie. Podniósł się z fotela. W końcu odwrócił się ode mnie. Zareagowałam zbyt emocjonalnie, bo wstałam pospiesznie. Podeszłam do niego i pozwoliłam sobie na bliskość oraz kilka cicho wypowiedzianych słów:

— Oczywiście, że się zgadzam.

Popatrzył na mnie. To był ten moment. Wiedziałam, że przepadłam zbyt szybko, zbyt mocno. Ale to nic, bardzo długo i niecierpliwie czekałam na miłość.


Pukanie do drzwi wyciągnęło mnie z wnętrza dużej szafy, w której nie mogłam znaleźć nic odpowiedniego na naszą pierwszą randkę.

— Proszę!

Do pomieszczenia weszła Magdalena, oddana i zawsze rozgadana przyjaciółka.

— Dzwoniłaś do mnie.

— Tak — potwierdziłam.

— Ale nic nie zrozumiałam. Za szybko mówiłaś i za cicho przede wszystkim — rzekła, przyglądając się bałaganowi, jaki panował w pokoju. — Co tu się stało?

— Muszę ci coś powiedzieć. — Uśmiechnęłam się, następnie złapałam ją za rękę i pociągnęłam w stronę kanapy. Kiedy usiadłyśmy, zaczęłam: — Poznałam mężczyznę. I wiesz co? Zaproponował mi randkę.

— Kiedy go poznałaś? Pochodzi z dobrego domu? — spytała Magda, a ja roześmiałam się, bo wiedziałam, że w tej chwili trochę udaje moją matkę.

— Oj, mamo! Nie jest bogaty, chyba że duchowo, a jego serce jest dobre i ma piękny umysł. Mądry, przystojny, oczytany, pracowity.

— Nie przesadzasz? — spytała przyjaciółka. — Jak długo go znasz?

— Dwa dni.

— Bredzisz, Gaju. — Popatrzyła na mnie. — Nie, ty tak serio! Gdzie go poznałaś?

— Ma swoją księgarnię niedaleko centrum. I w pobliżu wynajmuje kawalerkę, aby mieć blisko do pracy. Po drodze zawsze wstępuje do swojej ulubionej kawiarni na czekoladę i małe ciastko. On lubi to samo miejsce co ja, tylko że ja zamawiam czekoladę i sernik.

— Zatrzymaj się. Wszystko brzmi ekscytująco, jednak złap powietrze. Oddychaj spokojnie. Powiedz mi, jak zamierzasz iść na randkę, gdy w domu jest twoja mama? Mogłaś umówić się w sobotę, kiedy wychodzą na bal.

— Pomóż mi! Powiedziałam, że idziemy do kina, a potem na kolację i może spotkamy się z dziewczynami. Rozumiesz moje małe kłamstewko, prawda? — spytałam.

— Oczywiście. Pomogę ci. W końcu od czego ma się przyjaciół — powiedziała, a ja rzuciłam się jej na szyję.

— Mam też drugi problem.

— Jaki?

— Co na siebie włożyć — oznajmiłam podekscytowana.

— Może sukienkę?

— Nie. Mama może się czegoś domyślić, jeśli wyjdę z domu zbyt dobrze ubrana — powiedziałam żartobliwie.

— Dziewczynki, wchodzę. — W drzwiach pojawiła się ciotka Milena. Trzymała w dłoniach talerzyk z ciastkami. — Poczęstujcie się.

— Nie, dziękuję. Pani Mileno, od dwóch miesięcy jestem na diecie i staram się trzymać z daleka od słodkości — oznajmiła Magdalena.

— Dlatego jesteś taka blada, moja ty śliczna blondyneczko.

— Ciociu, proszę, mogłabyś wyjść? Spieszymy się, a jeszcze jestem niegotowa. — Uśmiechnęłam się przepraszająco, a ona wzruszyła ramionami i ogarnęła wzrokiem bałagan, który panował w pokoju.

— Już wychodzę.

Jak powiedziała, tak zrobiła.

— Myślisz, że coś słyszała? — spytała Magda.

— Nie wiem. Matka zawsze wysyła ją na zwiady. To okropne, że czuję się w domu mało komfortowo. Ciotka jest kochana, ale pod wpływem matki czasem jest nieznośna. Na szczęście mam tatę. To dobry człowiek. Zawsze pomaga mi, gdy nie zgadzam się z mamą, dlatego wydaje mi się, że nie będzie wpływał na wybór mężczyzny mojego życia.

— Pani Barbara zemdleje z wrażenia, gdy przyprowadzisz do domu sprzedawcę książek — powiedziała żartobliwie przyjaciółka i udała omdlenie.

Rozbawiła mnie swoim zachowaniem.

— Nie martwię się na zapas. Na razie chcę cieszyć się chwilą obecną, a zresztą minęły te czasy, gdy rodzice zmuszali dziewczyny z dobrego domu do ślubu, więc…

— Kochana, istnieją jeszcze takie rodziny, w których utrzymuje się tę tradycję — wtrąciła.

Trochę na siłę się uśmiechnęłam, bo doskonale wiedziałam, że mama na pewno będzie przeciwna moim spotkaniom z Aleksandrem. Dlatego zamierzałam przedstawić go jak najpóźniej.


Czekałam pod księgarnią. Byłam podekscytowana, ale też bardzo podenerwowana. Ubrałam się skromnie, w czarne spodnie o prostym kroju, białą bluzkę z czerwonym nadrukiem „Kochaj życie‟ i ciemne buty z dodatkiem białego. W ręku trzymałam skórzaną kurtkę. Na twarzy miałam lekki makijaż. Magdalena doradziła mi, abym usta pomalowała na czerwono i rozpuściła swoje ciemnokasztanowe włosy, które sięgają aż do pasa. Ciągle przyglądałam się swojemu odbiciu w lustrze i dochodziłam do wniosku, że czerwień ust jest przesadna, przerysowana. Pospiesznie wyciągnęłam chusteczkę z torebki i postanowiłam zetrzeć szminkę z warg, gdy spostrzegłam postać stojącą tuż za mną.

— Zostaw. Czerwone usta pasują do ciebie — powiedział Aleksander.

— Tak myślisz?

— Nie myślę, a wiem, Gaju.

Odwróciłam się w jego stronę i popatrzyłam na bardzo eleganckiego mężczyznę. Wyglądał idealnie, jak z żurnala. Do tego pachniał morzem. Uśmiechnęłam się, kiedy zauważył, że za bardzo mu się przyglądam.

— Chodźmy najpierw na spacer. Będziemy mogli porozmawiać o wszystkim i o niczym, zanim wybierzemy się do hałaśliwej restauracji.

— Dobrze.

— Zawsze z taką łatwością na wszystko się zgadzasz?

— Nie wiem.

— A co wiesz? — spytał żartobliwie i ruszył przed siebie, a ja podążyłam za nim.

— Książki nie były moją mocną stroną w szkole — wyznałam. — Nie znosiłam ich.

— Dziękuję za szczerość.

— Naprawdę czytanie od najmłodszych lat było dla mnie katorgą. Dopiero od kilku tygodni uciekam w magiczny świat książek. Mój tata ma małą bibliotekę w gabinecie, bo kocha czytać. Pochłaniał książki jedna po drugiej aż do momentu, kiedy firma się rozrosła i musiał odstawić swoją pasję, a zająć się pracą. Jak mówiłam, od niedawna czytam. Zabieram coś z półki, bez względu na grubość, i biegnę do oranżerii, która znajduje się tuż za domem. Kiedy już zamykam się na klucz w tym cudownym miejscu przepełnionym zielenią, barwami kwiatów, a nawet odgłosami owadów, siadam w wiklinowym fotelu i zaczynam powoli czytać kartka po kartce. Robię to niespiesznie, bo staram się nasiąknąć każdym słowem.

Zauważyłam, jak bacznie mnie obserwuje, więc pomyślałam, że za dużo mówię.

— Rozgadałam się, przepraszam.

— Nie przepraszaj. Miło się słucha, że ktoś w tych czasach jeszcze czyta i kiedy o tym mówi tak jak ty, czuje się w tym magię. — Odwrócił wzrok. — Może musiałaś dojrzeć do książek.

— A ty od dawna je kochasz?

— Odkąd pamiętam — odpowiedział. — Gdy byłem dzieckiem, zaszczepiono mi miłość do papieru, który pachnie tak naturalnie, taką prawdą, marzeniami i starością, która kryje w sobie pokoleniowe historie.

— Ładnie powiedziane.

— Rodzice mieli małą księgarnię, a nad nią znajdowało się nasze niewielkie mieszkanko. Pokój rodziców, kuchnia, łazienka i moja sypialnia, w której było tak ciasno, że z ledwością mieściła się tam trójka moich kolegów. Jednak dobrze wspominam te czasy. Najważniejsze, że miałem dużo miłości. Wpojono mi to, co najlepsze, abym zawsze słuchał głosu serca, a rozum ma tylko od czasu do czasu coś podpowiadać — powiedział i wtedy poczułam, jak splata nasze palce, chłodne dłonie zaciskają się, tworząc jedność. Przyjemny gest. Taki romantyczny. — Niestety nie ma ich przy mnie od dawna. Rodzice zmarli bardzo szybko. Zostałem sam i zacząłem pielęgnować marzenia o stworzeniu większej księgarni. Chciałbym, aby ludzie kochali książki. Wiesz, nawet wystarczy mi, jak po jednej przeczytanej wrócą po drugą.

— Pomysł połączenia księgarni z małą kawiarnią jest bardzo dobry.

— Wiem. Długo się nad tym zastanawiałem. W końcu doszedłem do wniosku, że ludzie mogą nie posiadać miejsca, w którym mogliby spokojnie poczytać, dlatego stworzyłem dla nich odpowiedni kącik. I teraz to ja się rozgadałem.

Oboje spojrzeliśmy na siebie. Uśmiechnęliśmy się.

— Lubię cię słuchać, więc nie przeszkadza mi, że buzia ci się nie zamyka — powiedziałam.

— A twoi rodzice co robią? — spytał.

— Tata od lat ma własną, dobrze prosperującą firmę Milex. Zajmujemy się produkcją tkanin, tych najlepszych, delikatnych, szlachetnych. Otworzyliśmy kilka sieci sklepów odzieżowych damsko-męskich. Mama zajmuje się domem oraz udziela się charytatywnie.

— Jednym słowem: bogata rodzina — oznajmił, a mi zrobiło się głupio. — Różnimy się, i to bardzo. Jesteśmy jak ogień i woda… To dobrze. Przeciwieństwa się przyciągają.

Poczułam ulgę, kiedy to powiedział tak stanowczo.

— Dla mnie nie ma tych podziałów na biednych i bogatych.

— Żyjemy niby w innych czasach, a jednak ciągle…

— Nie kończ zdania — przerwałam mu.

Popatrzył na mnie i skinął głową.

— Piękny wieczór wybrałeś na naszą pierwszą randkę — stwierdziłam po chwili.

— Starałem się. W telefonie i w telewizji ciągle sprawdzałem pogodę na ten wyjątkowy wieczór.

— Nie wierzę. Pewnie szukałeś w książkach — zażartowałam.

Wtedy mocniej ścisnął moją dłoń. Z przyjemnością odwzajemniłam gest.

— Zgłodniałam. Co będziemy jeść?

— A na co masz ochotę? — spytał, a ja wzruszyłam ramionami. — Nie masz ulubionego dania?

— Hamburger! — krzyknęłam.

Para, która szła przed nami, odwróciła się. Spojrzeli na mnie jak na nienormalną. Aleksander roześmiał się głośno.

— To było urocze — stwierdził.

— Mam ochotę na hamburgera — powiedziałam cicho.

— Ja też — przyznał, a po chwili niespodziewanie pocałował mnie w policzek. — Dziękuję losowi, że pojawiłaś się w mojej księgarni. Wiesz, czekałem na kogoś takiego jak ty.

— To znaczy?

— Jesteś wyjątkowa — odpowiedział. — Kiedy tylko weszłaś do środka, zobaczyłem wystraszoną sarenkę o pięknym, bardzo smutnym spojrzeniu i poczułem, że powinienem podejść.

Popatrzyłam na jego twarz, a on dotknął mojego zimnego policzka. Miał ciepłą dłoń. Ta pieszczota sprawiła, że moje serce zabiło mocniej, a na buzi wystąpiły jeszcze większe rumieńce.

— Nie za szybko to się dzieje? — spytałam.

— Nie wiem, a jednak wydaje mi się, że tak jest, kiedy zakochujemy się od pierwszego wejrzenia. Niektórzy czują od pierwszej chwili, że ta osoba jest stworzona dla nich — powiedział piękne słowa i przygarnął moje ciało do swojego.

— To chyba sen — wymruczałam opleciona jego ramionami.

— Nie, to nie sen. A może jednak…

— To niech trwa — szepnęłam, wyślizgując się z jego uścisku.

Odeszłam od niego, a potem ruszyłam szybkim krokiem w stronę knajpki z niezdrową żywnością.

— A ty dokąd? — spytał z uśmiechem na twarzy.

— Jestem głodna — odpowiedziałam — bardzo głodna, Aleksandrze.

Rozdział 3

Gaja


Zapukałam do gabinetu. Cierpliwie czekałam na zaproszenie, aby wejść do środka. Nawet przez chwilę nasłuchiwałam pod drzwiami. Niestety głucha cisza trwała dość długo.

— Ojca nie ma — powiedziała mama.

— Coś się stało? — spytałam, kiedy odwróciłam się i spostrzegłam jej podenerwowanie.

— Nie podoba mi się, że od kilku dni ciągle jesteś poza domem. Nie za dużo tych wypadów na miasto?

— Nie rozumiem. Zawsze powtarzałaś, że powinnam opuszczać złotą klatkę, jaką stworzył mi tata, a teraz, kiedy to robię, masz do mnie pretensje. Bezsensowne.

— Co się za tym kryje, Gaju?

— Nic — odpowiedziałam, powstrzymując uśmiech.

— Gaju…

— Naprawdę nic, mamo — rzekłam, a ona popatrzyła na mnie badawczo.

— Za dobrze cię znam, aby ci uwierzyć. Powiedz prawdę.

— Mamuś, jesteś przewrażliwiona.

— Posłuchaj, nie chcę, aby moja córka była powodem do plotek w kręgu naszych znajomych.

— To są twoi znajomi, nie moi — oznajmiłam.

— Przypominam ci, że masz dwadzieścia siedem lat i powinnaś w końcu pomyśleć o swojej przyszłości. Chciałabym, abyś poznała kogoś odpowiedniego…

— Masz na myśli bogatego — wtrąciłam.

— Dobrze sytuowany partner to nic złego dla takiej dziewczyny jak ty.

— Czyli jakiej?

— Z dobrego domu.

— Daruj sobie — burknęłam. — Nie żyjemy w dziewiętnastym wieku, a ja nie jestem arystokratką, tylko normalną dziewczyną, która kiedyś się zakocha i nie spojrzy na stan konta bankowego czy wielkość domu.

— Dość! — podniosła głos. — Jesteś rozkapryszona z winy ojca. Gdybyś była inteligentna, wiedziałabyś, że należy szukać mężczyzny, który reprezentuje te same wartości co twoja rodzina. Poza tym, jeśli chcesz zadawać się z biedakami, to proszę bardzo, ale nie myśl, że pozwolę, aby ktoś taki wszedł do mojej rodziny.

— Darujmy sobie tę rozmowę. Czuję się, jakbyśmy grały w słowną układankę i za każdym razem przykładany element nie pasował. Nigdy się nie porozumiemy — powiedziałam i pospiesznie odeszłam, aby nie kontynuować dyskusji, która i tak prowadziła donikąd.


Weszłam do kuchni. Rozejrzałam się i spostrzegłam nierozpakowane zakupy na stole. Podeszłam i zaczęłam ostrożnie wyciągać rzeczy z toreb. Na ułamek sekundy zamyśliłam się.

— Słoneczko, poradzę sobie — powiedziała Marlena, gosposia. — Potrzebujesz czegoś?

— Nie.

— Na pewno? — spytała, a ja skinęłam głową. — Skorzystaj z pięknego dnia i zamiast pomagać, wybierz się na spacer. Najlepiej w towarzystwie jakiegoś zielonookiego chłopaka.

— Cicho — szepnęłam z uśmiechem na twarzy. — Mama na razie nie może się dowiedzieć, że się z kimś spotykam. Tym bardziej, że wiesz, jaki ma stosunek do ludzi, którzy nie są majętni.

— Mówiłaś, że ma własną firmę.

— Ma księgarnię i małą kawalerkę. — Usiadłam na krześle. — Jest przystojny, mądry, zabawny, dobrze wychowany, a jednak nie przypadnie jej do gustu, bo w jej mniemaniu jest biedakiem. To chore, że mama utknęła w tych staroświeckich tradycjach.

— Zawsze była wychowywana w przepychu — oznajmiła służąca. — Rodzina, adoratorzy i w końcu twój ojciec pochodzący z zamożnej, wpływowej klasy społecznej. To wszystko spowodowało, że traktuje z rezerwą ludzi, którzy mają niewiele pieniędzy.

— Chyba chciałaś powiedzieć: z pogardą — wymamrotałam, a kobieta postarała się o życzliwy uśmiech. — Wiesz, pójdę jednak na ten spacer.

— Tylko przyjdź na obiad — poprosiła.


Niespiesznie przechadzałam się uliczkami miasta. Przyglądałam się wystawom sklepowym, spoglądałam na mijających mnie ludzi, podążające zbyt szybko samochody. Dostrzegłam też muzyków, którym tylko czasem ktoś chętnie rzucił parę groszy do futerału. Zatrzymałam się dopiero przed księgarnią Aleksandra. Oparłam się o szary budynek i spojrzałam na wystrój znajdujący się za szybą, która była lekko pęknięta w górnym prawym rogu. Wyciągnęłam dłoń, aby dotknąć rysy, a jednak powstrzymałam się i odwróciłam. Moje oczy ujrzały parę zakochanych nastolatków dzielących się ostatnim ciastkiem.

Jestem romantyczką i nigdy nie myślę racjonalnie — pomyślałam. Nie chcę skończyć jak mama, która pewnie całe swoje życie zastanawia się, czy bardziej kocha ojca, czy może dostatnie życie, jakie zapewnia jej ten człowiek dzielący z nią sypialnię.

— Grosik za twoje myśli, kochanie — powiedział Aleksander, składając na moich szczelnie zamkniętych ustach subtelny pocałunek.

— Moje myśli są takie proste do odgadnięcia — odezwałam się, a on dotknął moich włosów i oparł swoje czoło o moje. — Chciałabym wybrać się z tobą na spacer.

— Nie mogę. Będę wolny dopiero za cztery godziny.

— Szkoda. Może mogłabym zostać i ci pomóc? Co ty na to?

— Z przyjemnością, ale nie dostarczyła mi pani swojego życiorysu zawodowego i nie wiem, czy mogę tak zaryzykować…

— Rozumiem — wtrąciłam. — Jednak proszę o danie mi szansy. Pragnę zatopić się w marzeniach, które wypływają z tych książek, i zamknąć się w czterech ścianach miejsca przepełniającego mnie spokojem.

— Co się stało, Gaju? — spytał, a ja pospiesznie weszłam do środka.

Podążył za mną.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 52.97