E-book
3.68
Being Inc.

Bezpłatny fragment - Being Inc.


2
Objętość:
82 str.
ISBN:
978-83-8351-758-2

Wstęp

Ciężko powiedzieć, kto jest autorem tej książki. Jeśli według Ciebie najważniejszy jest pomysł to autorem tej książki jest zdecydowanie Stanisław Lem. To on wymyślił to przydługie opowiadanie i zrecenzował je w książce “Doskonała Próżnia” która jest zbiorem recenzji nieistniejących książek. Pomysł dziwny, lecz całkiem skuteczny i zmyślny. Na podstawie tej krótkiej recenzji, liczącej niecałe 2400 słów, powstała ta książka, licząca słów prawie 6 razy więcej. Z kilkunastu recenzji dostępnych w “Doskonałej Próżni” “Being Inc.” mi najbardziej przypadła do gustu i stwierdziłem, że gdyby taka książka istniała, to chętnie bym ją przeczytał. Dlatego też wziąłem ją na warsztat i spróbowałem ją odtworzyć wraz ze zdobyczami najnowszej technologii i statystyki jakimi są duże modele językowe (Large Language Model, LLM).

Tutaj pojawia się kolejne pytanie. Kto jest autorem książki napisanej przez LLM czy jak to się często mówi AI? Czy sama maszyna może być autorem czy jednak ludzki wkład jest tutaj ważniejszy niż same wygenerowane słowa? Nie znam odpowiedzi na to pytanie. Pewnym jest jednak to, że ta książka została w 99% napisana przez GPT 4 od OpenAI i jeśli sądzisz, że autorem książki jest ten, kto ją napisał, to cała zasługa przypada na konto tego cudu nauki, techniki i statystyki.

Jeśli jednak nie pomysł i nie same słowa lecz moc sprawcza, dzięki której ta książka powstała, jest według Ciebie najważniejsza i to osoba, która sprawiła, że książka powstała, jest jej autorem, to autorem jest JA, osoba pisząca ten wstęp, osoba która przeczytała recenzję Stanisława Lema nieistniejącej książki, osoba która wpadła na pomysł, aby na podstawie recenzji tą książkę odtworzyć i w końcu osoba, która rzeczywiście to zrobiła, wykorzystując ChatGPT i GPT4, aby ta książka powstała.

Prawdopodobnie trafiłeś na tą książkę drogi Czytelniku, bo jesteś fanem Stanisława Lema i jeśli tak jest poniższy fragment możesz pominąć. Jeśli jednak tak nie jest i uważasz, że kradnę w jakiś sposób dla własnej korzyści twórczość Lema, to jesteś w olbrzymim błędzie. To dzieło jest hołdem dla Stanisława i jego twórczości. Jestem przekonany, że byłby szczęśliwy czytając tą książkę, między innymi dlatego, że świadczy ona, jak bardzo dokładnie udało mu się przewidzieć przyszłość. A może byłby przerażony. Ciężko powiedzieć. W każdym razie o to cytat z “Doskonałej Próżni”:

“Chodzą słuchy jakoby Hannahanowi pomagał w kreacji zespół komputerów, dostarczonych mu przez International Business Machines. Jeśli to i prawda, nie widzę w niej kamienia obrazy;

Tak więc spór o prawomocność udziału komputerów w kreacji jest całkowicie nieistotny.”

Jest to tylko jeden z licznych cytatów świadczący o tym, że ChatGPT by Stanisława Lema fascynował, a nie obrażał.

Na koniec chciałbym zaznaczyć, że ta książka to eksperyment techniczny. Starałem się jak najmniej uczestniczyć w procesie tworzenia tej książki i pozostawić jak najwięcej przestrzeni oprogramowaniu OpenAI, aby tą książkę napisało. Jeśli czytałeś recenzję tej książki napisaną przez Stanisława Lema niczego nowego się raczej nie dowiesz, oprócz stanu sztucznej inteligencji na rok 2023. Jeśli jednak nie czytałeś czeka cię całkiem fascynująca lektura. Mnie na pewno sam proces tworzenia w ten przedziwny sposób książki zafascynował i mam nadzieję, że więcej osób pójdzie w moje ślady i będzie takie książki tworzyć. Co by nie mówić, sztuczna inteligencja już teraz pisze jaśniej, ciekawiej i składniej niż przeciętny człowiek. A to dopiero początek.


“This is the moment in our history when we begin to fulfill ours dreams”

Ernest Cline

Prolog

Tajemniczy List

Amelka Kowalska mieszkała w modnym, dwupiętrowym domu, idealnie odwzorowującym estetykę suburbialnej elegancji. Ten budynek był jednym z wielu, kształtujących geometryczny pejzaż konstrukcji, które wyrastały na obrzeżach pulsującej życiem metropolii. Sercem tego eleganckiego kompleksu było bujne, zielone centrum — aleja, w której drzewa, jak katedralne filary, wznosiły się ku niebu. Obok nich rozpościerały się czyste chodniki, które jak żyłki w liściu, prowadziły do poszczególnych domów. To miejsce było domem dla wielu różnorodnych dusz, które pomimo mieszkania pod identycznymi dachami, podkreślały swoją unikalność w różnorodne sposoby. Amelka nie była wyjątkiem. Choć na zewnątrz jej dom zlewał się z otoczeniem, wnętrze było ożywione i pulsujące osobowością. Kolekcje pamiątek z podróży zdobiły regały, a różnobarwne dywany, zebrane z całego świata, dawały wrażenie, jakby każdy pokój miał swoją kolorystyczną paletę. Amelka nie tylko mieszkała w tym domu, ale także nadała mu duszę. Przy każdym kroku, w każdym pokoju, odciskała swoje istnienie na ścianach, nadając domowi swoisty, niepowtarzalny charakter. W przeciwieństwie do surowych, chłodnych wnętrz typowych dla korporacyjnych budynków, w których pracowała, jej dom był oazą ciepła i wygody. Kolorowe dywany, misternie utkane i rozłożone z perfekcyjnym wyczuciem stylu, miękkie kanapy, które zapraszały do zasiedzenia i relaksu, i półki pełne niespotykanych już książek, każda starannie wybrana i układająca się w opowieść o jej pasjach i zainteresowaniach, tworzyły przytulne schronienie przed zgiełkiem zewnętrznego świata.

Po długim dniu, pełnym skomplikowanych spotkań, wysoce technicznych prezentacji i nieskończonych dyskusji, Amelka Kowalska powróciła do swojego domu. Była to codzienność pracy w korporacji — niełatwa i męcząca, ale dla Amelki było to również źródło wyzwań, którym z determinacją stawiała czoła, zawsze dążąc do perfekcji. Kiedy przekroczyła próg swojego domu, który zazwyczaj emanował spokojem i ciepłem, coś niezwykłego przyciągnęło jej uwagę. Na środku drewnianego stołu w przedpokoju leżał nieoczekiwany prezent — koperta o głębokim fioletowym odcieniu. Ta niewielka przesyłka, z subtelnie mieniącą się powierzchnią, która odbijała ciepłe światło lampy sufitowej, leżała samotnie na stole. Pomimo swojej prostoty, emanowała aurą tajemniczości, wypełniając pomieszczenie pewnym, nieuchwytnym napięciem. Było to coś nieoczekiwanego — nie była to pora na dostarczanie przesyłek, a poza tym Amelka nie oczekiwała żadnej korespondencji, listy od dawna należały już do przeszłości. Jednak to niezwykłe zdarzenie wprowadzało pewną nutę tajemniczości, wręcz intrygi, do jej wieczoru, który na pierwszy rzut oka zapowiadał się jak zwykła rutyna. Przepełniona ciekawością, Amelka zaczęła powoli podchodzić do stołu, zastanawiając się nad pochodzeniem tej enigmatycznej koperty.

Wnętrze koperty skrywało jedną kartę, niesamowicie gładką i złożoną na pół. Był to papier najwyższej jakości — gruby i solidny w dotyku. Na przedniej stronie, wykonane eleganckim srebrnym nadrukiem, widniało zaproszenie na prywatne przyjęcie. Ale nie była to zwykła impreza — była to zapowiedź jej urodzinowego przyjęcia niespodzianki. Amelka, będąc postacią z korporacyjnego świata, była przyzwyczajona do formalnych zaproszeń na różne wydarzenia. Ale to było coś zupełnie innego. Zaproszenie nie zawierało żadnych szczegółów na temat samego wydarzenia — nie było informacji o miejscu, temacie czy oczekiwanym stroju. Jedynymi dostępnymi szczegółami były data, zgodna z datą jej urodzin i wieczorna godzina. Ta nieoczekiwana lakoniczność tylko podkręciła tajemniczość całej sytuacji. Amelka poczuła dziwne uczucie, mieszankę zdumienia, ciekawości i lekkiego podniecenia. Tajemniczość tego zaproszenia, brak jakiejkolwiek informacji o nadawcy, sposób, w jaki została dostarczano do jej domu, na jej drewniany stół, wszystko to tworzyło atmosferę pełną napięcia. W swojej karierze miała do czynienia z wieloma niespodziankami, ale ta była czymś zupełnie innym. To był zagadkowy list, który wydawał się być pełen tajemnic.

Niezależnie od tajemniczego źródła tej korespondencji, fascynacja, którą wywoływała, działała na Amelkę niczym magnes. Zaintrygowana, a nawet lekko podniecona, kładąc się spać, nie mogła się uwolnić od myśli o nieznanym, nadchodzącym wydarzeniu. Ta sytuacja była dla niej nowością, oddaloną od jej codziennego rytmu i rutyny. Amelka zawsze była tym, kto kontrolował sytuację — tym, kto organizował, planował, analizował i wykonywał. To ona dyktowała tempo, zarówno w pracy, jak i poza nią. Ale teraz, na chwilę, rzeczywistość została odwrócona. Kto by pomyślał, że Amelka Kowalska, ta mocna, niezłomna postać z korporacyjnego świata, mogłaby zostać zaskoczona? A jednak, to właśnie się stało. Podekscytowana, zaciekawiona, a jednocześnie nieco zdezorientowana, Amelka uśmiechnęła się do siebie. Był to uśmiech pełen zdziwienia i radości, uśmiech kogoś, kto docenił niespodziewany zwrot wydarzeń. Ta niewielka niespodzianka dodała pikanterii do jej życia, zaskakując ją i zmuszając do przemyślenia rzeczywistości, w której żyła. W tym momencie, stała się nie tylko organizatorką, ale także uczestniczką — uczestniczką niespodziewanej przygody, której początek zwiastował ten tajemniczy list. W głębi duszy, czuła lekkie drżenie. Była to niepewność, która mieszała się z podekscytowaniem, tworząc unikalną mieszankę uczuć, które Amelka dotąd nie doświadczyła. Co ją czekało? Kim był tajemniczy nadawca? Te pytania krążyły w jej głowie. Na te pytania nie znała odpowiedzi. Ale jedno było pewne — nie mogła się doczekać dnia swoich urodzin, kiedy wszystko się wyjaśni.

Dzień jej 30 urodzin rozpoczął się jak każdy inny. Amelka wybrała na ten dzień strój, który zdawał się idealnie pasować do jej harmonogramu — elegancki, a jednocześnie praktyczny garnitur damski. Przed wyjściem z domu, Amelka delikatnie spryskała swoją skórę ulubionymi waniliowymi perfumami. Ten specyficzny, słodkawy zapach kojarzył się jej z pozytywną energią i dobrym dniem. Tego ranka, Amelka nie mogła jednak przewidzieć, że to właśnie wybór tego stroju będzie pierwszym krokiem na drodze do jej urodzinowej niespodzianki. Pierwszy zbieg okoliczności miał miejsce w biurze. Spotkanie, na które Amelka miała pojechać, dopracować szczegóły umowy z nowym klientem, zostało nagle odwołane, a na jej biurku pojawił się kontrakt do podpisania. Choć zaskoczona, podpisała go bez wahania. W rezultacie, skończyła pracę wcześniej niż zwykle. Wracając do swojego biura, spotkała koleżankę, która akurat szukała kogoś do przetestowania nowej sukienki, którą właśnie otrzymała. Amelka zgodziła się ją przymierzyć. Zdziwiona stwierdziła, że sukienka idealnie na nią pasowała i podkreślała jej naturalną urodę. Choć początkowo nie miała zamiaru jej zatrzymać, koleżanka nalegała, aby ją zabrała. Tym samym, Amelka niespodziewanie zmieniła swój strój na ten, który będzie idealny na wieczorne wydarzenie. W drodze powrotnej do domu, zauważyła korek na swojej zwykłej trasie i postanowiła ją ominąć. Zdecydowała się skręcić w boczną ulicę, prowadzącą do malowniczej części miasta, której nie znała. Ta decyzja, choć początkowo wydawała się nieistotna, okazała się kluczowa. Podążając nową trasą, Amelka zauważyła elegancki budynek, którego nigdy wcześniej nie widziała, a przed wejściem miejsce parkingowe czekające jakby specjalnie na nią. Właśnie wtedy zegarek na jej ręku zasygnalizował pełną godzinę — godzinę, która widniała na zaproszeniu. W tym momencie, dostrzegła przy wejściu do budynku tabliczkę z napisem „Prywatne przyjęcie”. Serce zaczęło jej bić szybciej. Czyżby to było miejsce, o którym mówiło zaproszenie? Zaparkowała więc bezwiednie na miejscu parkingowym i oniemiała wysiadła z samochodu. Kroki Amelki prowadziły ją ku drzwiom, a kiedy je otworzyła, ujawniło się jej przyjęcie niespodzianka, na które została zaproszona. Wszystkie zbiegi okoliczności, które wydawały się przypadkowe, doprowadziły ją dokładnie tam, gdzie powinna być. Właśnie w tym momencie zrozumiała, jak bardzo spontaniczność może być nieprzewidywalna, ale jednocześnie piękna.

Spektakl, jaki rozegrał się podczas urodzin Amelki, był czymś więcej niż tylko imprezą. Był to wykwintny biesiadny teatr, który zdawał się przekraczać granice rzeczywistości. Sala była pełna gwiazd — dosłownie. Sufit, pokryty czarną, błyszczącą tkaniną, mienił się tysiącami małych światełek, tworząc iluzję nocnego nieba. Gwiezdne niebo zawsze było marzeniem Amelki, a teraz, dzięki nieznanemu organizatorowi, stało się to jej rzeczywistością. Kiedy weszła do sali, poczuła jak ciepło rozchodzi się po jej policzkach, a jej serce zaczęło bić gwałtowniej. To uczucie niepewności i podniecenia, które dręczyło ją od momentu otrzymania zaproszenia, teraz zamieniło się w szalone bicie serca. Była zdumiona, zaskoczona, ale przede wszystkim, była podekscytowana. Wykwintne dania, które zdawały się tańczyć na talerzach, były prawdziwym arcydziełem kulinarnym. To było dokładnie to, o czym marzyła: dania z różnych stron świata, które tworzyły harmonijną symfonię smaków. Wszystko, od apetycznych przystawek, które rozpaliły jej apetyt, poprzez wykwintne dania główne, które zaspokajały jej gusty, aż po przepyszne desery, które zadowoliły jej słodki ząb, było tak smaczne, jak nigdy dotąd.

Jak noc postępowała, atmosfera imprezy gęstniała, a Amelka coraz bardziej zanurzała się w jej magicznej atmosferze. Rozmawiała z różnymi ludźmi, wpadając w wir społecznej interakcji, przemieszczając się płynnie pomiędzy grupami, które tworzyły się naturalnie wokół tańczących, przy stole z przekąskami czy przy barze. Niektóre twarze były jej dobrze znane — stali przyjaciele, z którymi dzieliła chwile radości i smutku na przestrzeni lat. Inni byli nowymi znajomymi, ludźmi, których spotkała po raz pierwszy tego wieczoru. Były też osoby, które znała jedynie z widzenia lub o których tylko słyszała, a zawsze chciała poznać. Każda z rozmów, które prowadziła, była ciekawa i pełna radości, niezależnie od stopnia swojej bliskości z rozmówcą.

Nagle usłyszała znajomy głos. „Amelka, to jest najbardziej fantastyczne przyjęcie, na jakim kiedykolwiek byłam!” — powiedziała jedna z jej bliskich przyjaciółek, Maria, z uśmiechem od ucha do ucha. Jej entuzjazm promieniował, zarażając wszystkich dookoła, a Amelka również nie mogła powstrzymać swojego szerokiego uśmiechu. Była rozanielona, a zarazem zaskoczona, że Maria, zwykle tak skromna i powściągliwa, wyraziła się tak głośno i publicznie.

„Nie miałam nic z tym wspólnego” — odpowiedziała Amelka, śmiejąc się. „Ale muszę przyznać, że ktoś tu dobrze się postarał.” Zaskoczenie było widoczne na twarzy Marii, a oczy błyszczały wesoło pod wpływem całego zamieszania. Pomimo swojego zaskoczenia, nie mogła powstrzymać coraz szerszego uśmiechu, który niemal rozsadzał jej twarz. Potem Maria dodała: „Ciekawe, kto za tym wszystkim stoi?”

Amelka, z kieliszkiem szampana w ręku, ruszyła w tłum gości, ciekawa ich historii, jak dotarli na jej urodziny. Pierwsza osoba, z którą rozmawiała, była stara koleżanka ze studiów, Malwina, której nie widziała od lat. Okazało się, że Malwina znalazła się tutaj, ponieważ jej samochód zepsuł się na drodze do domu, a jedyny warsztat, który był otwarty, znajdował się tuż obok miejsca przyjęcia. Kiedy skończyła rozmowę z mechanikiem, zobaczyła kartkę z adresem i godziną przyklejoną do wycieraczki samochodu. Zdecydowała się wpaść sprawdzić, co to za miejsce.

Inny gość, Kacper, był dawnym klient Amelki. Wziął nałożony mu przez sąd obowiązek odbycia godzin społecznych w lokalnej kawiarni, której menadżerka okazała się być znajomą właścicielki budynku w którym zorganizowano przyjęcie. Przypadkowo usłyszał o planowanym wydarzeniu i postanowił zaszaleć, oznajmił, że chciałby się tam pojawić, a właścicielka, nie mogąc odmówić takiemu entuzjazmowi, dała mu zaproszenie, ponieważ dostała kilka dodatkowych dla niespodziewanych gości.

Najbardziej zaskakująca była jednak historia Stefana, który był dawno zaginionym kuzynem Amelki. Przybył tutaj, ponieważ pomylił datę swojego spotkania biznesowego, które miało odbyć się w tym samym budynku tydzień później. Kiedy zorientował się, że jest tydzień za wcześnie, postanowił zobaczyć, co się dzieje i przypadkiem natknął się na przyjęcie.

Z każdą rozmową, Amelka coraz bardziej zdawała sobie sprawę z niesamowitej siły przypadku i jak dziwnie, ale pięknie, potrafi ono skomplikować nasze życie. Każda z tych historii była dowodem na to, że los potrafi tworzyć najbardziej nieprzewidywalne scenariusze, a życie jest pełne niespodziewanych niespodzianek, które mogą przynieść nam wiele radości. Była to lekcja, której Amelka na pewno nie zapomni.

Nagle, w pewnym momencie wieczoru, niespodziewanie rozpoczął się pokaz fajerwerków. Najpierw wybuchł jeden, gromadząc wszystkich uczestników. Później rozpoczął się cały pokaz. Każda iskra, każdy kolorowy wybuch był czymś więcej niż tylko efektem pirotechnicznym. Dla Amelki było to spełnienie jej marzeń. Zawsze chciała zobaczyć taki pokaz, a teraz stało się to rzeczywistością. Wszystko to wydawało się zbyt piękne, aby mogło być prawdziwe. Amelka co chwilę szczypała się w ramię aby się upewnić, że to jawa, a nie sen. Cały bowiem wieczór był dla amelki jak bajkowy sen. Od chwili, kiedy otrzymała zaproszenie, przez niespodziewane spotkanie z wieloma znajomymi, aż po samą imprezę — wszystko wydawało się nie do uwierzenia. Ale to było prawdziwe. I było to najwspanialsze przyjęcie urodzinowe, jakie Amelka mogła sobie wymarzyć. Gdy nadszedł czas na zakończenie wieczoru, Amelka poczuła na sobie ciężar dnia. Każda rozmowa, każdy smak jedzenia, dźwięk muzyki i emocje, które niosły ze sobą, zmagazynowały się w jej ciele i umyśle, tworząc niepowtarzalną mozaikę emocji i doświadczeń. Była zmęczona, ale szczęśliwa. Wreszcie mogła wrócić do domu i odpocząć po tej intensywnej, choć magicznej nocy.

Wdrapywała się po schodach do sypialni, nie mogąc przestać myśleć o wszystkim, co się wydarzyło. Gwieździste niebo na suficie sali, kulinarny majstersztyk na talerzach, niesamowity pokaz fajerwerków — to wszystko zrobiło na niej ogromne wrażenie. Podsłuchała rozmowę dwóch gości, którzy dyskutowali o imprezie. „To było niesamowite! Wszystko było tak doskonale zorganizowane”, mówił jeden. „Tak, zdecydowanie. Zastanawiam się, kto to wszystko zorganizował,” odpowiedział drugi. Ale najbardziej zaskakujące było to, że do końca nie dowiedziała się, kto stoi za tym wszystkim. Kto zorganizował to niezwykłe przyjęcie? Na to pytanie nie udało jej się odpowiedzieć, ale jedno było pewne: to były najbardziej niezapomniane urodziny w jej życiu. I na pewno długo o nich będzie pamiętać.

Rozdział 1

Tajemniczy klient

Na skraju bezkresnego, otwartego biura, postać o imieniu Tony Smith zasłuchana była w szumy i szepty dobiegające spośród dźwięków stukających klawiatur i hałaśliwych sączeń kawy. Mężczyzna zasłynął jako programista w „Being Inc.”, ze względu na swoje umiejętności w tworzeniu niezrównanych sobie algorytmów dedukowania maszynowego. Tego dnia Tony jednak wyglądał na szczególnie zmęczonego. Jego oczy, zazwyczaj iskrzące się bystrością, dziś były przyćmione ciężarem niewyspania. Jego skóra była blada, a włosy rozcieniowane, jakoś bardziej niesforne niż zwykle. Przypominało to stan, jaki towarzyszy ludziom po imprezach pełnych nadmiaru radosnych rozmów i nieco zbyt intensywnych dźwięków muzyki. Jakkolwiek ciekawe, tego dnia Tony nosił na sobie lekki zapach wanilii, co było co najmniej nietypowe, biorąc pod uwagę, że zwykle unikał używania jakichkolwiek perfum. Wanilia, choć subtelną nutą, była jednak dosyć charakterystycznym zapachem, która kojarzyła mu się tylko z jedną kobietą.

Widok wieżowca „Being Inc.” rozpościerający się za panoramicznym oknem był dla niego codziennym widokiem. Zwykle nic nie zakłócało monotematycznego krajobrazu betonowych gigantów i smug światła rozciągających się wzdłuż ulic. Budynek „Being Inc.” to nie byle jaki wieżowiec. To gigant wśród gigantów, majestatyczny obelisk górujący nad miastem. Jego stalowe i szklane struktury rzucały cienie na kilometry wokół. Sto pięter symbolizowało potęgę i wpływy korporacji — każde z nich wypełnione po brzegi ludźmi pracującymi nieustannie, realizując niewyobrażalne oczekiwania klientów. W centrum olbrzymiego budynku, pulsujące serce „Being Inc.”, zlokalizowany był jedyny w swoim rodzaju superkomputer. Była to gigantyczna machina, skonstruowana z tysięcy błyszczących procesorów, które bezustannie pracowały nad przetwarzaniem niewyobrażalnych ilości danych i algorytmów. To właśnie tu, w tym centrum analitycznym, ludzki los stawał się mniej chaotyczny, bardziej przewidywalny. Tony, mimo swojego stanu zmęczenia, nie mógł powstrzymać podziwu, jaki zawsze odczuwał, patrząc na tę potężną, błyszczącą machinę, którą ustawił sobie jako tapetę na monitorze. Bezustanna praca, ta nieskończona pętla obliczeń i algorytmów, które tworzyły coś na kształt misternej, logicznej symfonii. Symfonii, której nutami były bity, a dyrygentem — zimny, niezmordowany procesor.

Główny hol korporacji był wyrazem monumentalnej potęgi. Wysokie na dwa piętra okna z panoramicznym widokiem na miasto, lśniące marmurowe podłogi odbijające międzynarodowe światła, oraz gigantyczne ekrany wyświetlające dane z operacji realizowanych przez superkomputer w czasie rzeczywistym. Tuż za tym, stalowe drzwi prowadziły do masywnej hali, domu superkomputera. Wewnątrz, tysiące diod LED pulsowały w rytm chłodzenia, tworząc obraz niewzruszonego zaangażowania w przewidywanie i modelowanie przyszłości. Na samym szczycie budynku, w miejscu, z którego roztaczał się widok na całe miasto, znajdowało się biuro CEO „Being Inc.”, Eda Hammera III. Było to przestronne pomieszczenie ze szklanymi ścianami, dającymi mu możliwość obserwowania miasta poniżej. W centrum biura znajdował się wielki, dębowy stół, za którym siedział Hammer, otoczony przez interaktywne ekrany pełne danych płynących z superkomputera. Każda decyzja, którą podejmował, wpływała na działania tysięcy pracowników korporacji, a w konsekwencji na losy klientów na całym świecie.

„Being Inc.” była czymś więcej niż korporacją — była gigantem, instytucją, której rozgałęzione ramiona obejmowały cały świat, wpływając na rzeczywistość niezliczonych jednostek. Jej misją było nie tyle zarządzanie, co wręcz aranżowanie losów. Dysponując technologią przewidywania, była w stanie kierować ludźmi w taki sposób, aby osiągnąć konkretny, wymagany przez klienta rezultat. Wszystko to po to, by klient miał poczucie, że ma pełną kontrolę nad swoim losem. Pomimo faktu, że dla wielu zewnętrznych obserwatorów mogło to wydawać się jak przerysowana groteska, dla tych, którzy znajdowali się wewnątrz stalowo-szklanego wieżowca „Being Inc.”, było to prawdziwą rzeczywistością. Rzeczywistością, która fascynowała, lecz jednocześnie budziła niepokój. Zdecydowanie nie można było nazwać „Being Inc.” zwykłym miejscem pracy. Za jej szklanymi drzwiami, znajdowało się tysiące pracowników, każdy z nich zanurzony w swoim świecie obowiązków, z głębokim zrozumieniem swojej roli w tej skomplikowanej machinie. Monotonna pętla — kodowanie, analizowanie, optymalizowanie — stanowiła nieustającą pieśń ich pracy, która odbijała się echem w korytarzach jak nieskończona melodia. Całość tego miejsca, począwszy od dźwięku dzwonków klawiatur, po szeptane rozmowy przesyłane między biurkami, tworzyła swoisty, rytmiczny szum. Był to jakby dźwiękowy krajobraz „Being Inc.”, pulsujący, niewidzialny rytm, który stał się integralnym elementem codziennego życia wewnątrz tych masywnych murów. Każdy dźwięk, każdy szmer, a nawet cisza, miała tu swoje miejsce, tworząc harmonię, która przemieniała rutynę w coś niezwykłego.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.