Wprowadzenie
Na skraju malowniczej jurajskiej wsi, w otoczeniu wapiennych skał i pachnących łąk, znajduje się niezwykłe miejsce — Dilusiowa Zagroda. To nie tylko farma, ale prawdziwy świat pełen przygód, radości i ciepła, gdzie każde zwierzę ma swoje zadanie, swoje marzenia i swoją wyjątkową historię.
Mieszkańcy Zagrody to wyjątkowa gromadka. Na czele stoi spaniel Diluś — mądry i troskliwy opiekun całej farmy, który wie, jak znaleźć rozwiązanie na każdy problem. Mieszkają alpaki: Bolek i Lolek — miękkie, ciepłe i zawsze gotowe do przytulania. Do zagrody wprowadza się również króliczka Tosia, która potrafi rozbawić nawet w najbardziej ponury dzień oraz koziołek Tomek z odwagą i zwinnością skaczący przez wszystkie przeszkody.
Ale Dilusiowa Zagroda to coś więcej niż miejsce pełne śmiechu i zabaw. Jej mieszkańcy mają wyjątkowy dar — potrafią wywołać uśmiech na twarzach dzieci, które potrzebują odrobiny magii w swoim życiu. Zwierzęta odwiedzają chore dzieci, przynosząc im radość i spokój, jaki nie sposób znaleźć nigdzie indziej. Ich delikatność, ciepło i serdeczność sprawiają, że każda chwila spędzona z nimi jest jak balsam dla duszy.
W tej książce znajdziesz opowieści o przyjaźni, pomocy i sile marzeń. Przekonasz się, jak ważne jest wsparcie bliskich, odwaga i wiara w dobro. Poznasz zwierzęta, które razem wędrują po jurajskich ścieżkach, odkrywają tajemnice natury i mierzą się z różnymi wyzwaniami — zawsze z uśmiechem i nadzieją w sercach.
Wejdź do świata Dilusiowej Zagrody, gdzie każda opowieść ma swoje miejsce, a każda przygoda uczy, jak piękne jest życie w zgodzie z naturą i z drugim człowiekiem. To miejsce, które przypomina, że dobroć i przyjaźń mogą zdziałać cuda — nawet te największe.
A ta książka to dopiero początek naszej wspólnej podróży po jurajskiej krainie. Na jej końcu znajdziesz coś wyjątkowego — kolorowanki z bohaterami opowieści, które pozwolą Ci jeszcze bardziej zanurzyć się w świecie Dilusiowej Zagrody. Dzięki nim możesz nie tylko śledzić ich przygody, ale też samodzielnie nadać im barwy, tworząc swoją własną magiczną wersję tej niezwykłej krainy.
Warto też wspomnieć, że okładka oraz ilustracje do tej książki powstały dzięki niezwykłej współpracy z nowoczesną technologią. Sztuczna inteligencja pomogła uchwycić wyjątkowy charakter bohaterów i stworzyć obrazy, które przenoszą wprost do serca jurajskiej wsi. Dzięki temu każdy szczegół jest niepowtarzalny, a świat Zagrody jeszcze bardziej fascynujący.
Jak Diluś stał się mieszkańcem wsi
Diluś był rudym spanielem o figlarnym spojrzeniu i miękkich, długich uszach, które zawsze kołysały się w rytmie jego psotnych skoków. Mieszkał w mieście, w niewielkim mieszkaniu, gdzie czuł się trochę jak ryba w akwarium. Jego energia nie miała gdzie się wyszaleć, a spacery w parku — choć pełne zapachów — były dla niego za krótkie i mało ekscytujące.
Diluś uwielbiał spacerować po parku w towarzystwie swojej pani, Eweliny. Chętnie kąpał się w jeziorach i stawach. Pani i Diluś mieli swoje ulubione miejsca nad Zalewem Porajskim, gdzie jeździli w każdy letni weekend. Bo to właśnie tam jego pani spędziła całe dzieciństwo pełne przygód, a i Diluś miał tam swoje kryjówki.
Chętnie towarzyszył swojej pani w restauracjach, bo mógł podjadać różne przysmaki, które zamawiała jego właścicielka.
Życie miejskie Dilusia miało swój rytm. Wczesna pobudka, spacer po osiedlu, wylegiwanie się na parapecie okna i podglądanie, co ciekawego dzieje się na osiedlu, popołudniowy spacer po parku, zabawy i pora na sen w wygodnym legowisku.
Jednak pewnego dnia coś się zmieniło. Jego pani, Ewelina oznajmiła:
— Diluś, czas na wielką zmianę. Przeprowadzamy się na wieś!
Diluś nie do końca rozumiał, co to znaczy, ale widząc, jak Ewelina pakuje jego ulubioną piłkę i kość, wiedział, że coś się święci.
— Diluś, teraz będziesz miał więcej przestrzeni do biegania i towarzystwo innych zwierząt — obiecywała pani, głaszcząc go po długich i miękkich uszach.
Diluś nie był przekonany do tego pomysłu. " — Towarzystwo innych zwierząt? Przecież wcale nie jest pewne, że będą chciały się ze mną zaprzyjaźnić. Albo czy ja będę chciał się przyjaźnić z nimi. Mam już swoją panią i tak jest mi tak dobrze” — rozmyślał piesek.
Wieś wydawała się miejscem nieciekawym i nudnym, bez gwaru na ulicach i mnóstwa ludzi dookoła. A przede wszystkim bez licznych sąsiadów, którzy co rusz głaskali go podczas spacerów, a czasem nawet częstowali ulubionymi psimi przysmakami.
Kiedy w końcu dotarli na miejsce, Diluś zamarł na chwilę. Wokół rozciągały się zielone pola, a po niebie sunęły białe obłoki. Powietrze pachniało świeżością, a gdzieś w oddali szczekał inny pies. To była jurajska wieś o nazwie Ponik.
To był słoneczny wrześniowy dzień. Rozległe łąki nadal pachniały, ale lasy pełne drzew, ogromne wapienne skały i liczne stawy, które otaczały wieś, początkowo przeraziły pieska. Diluś poczuł się zagubiony. „Gdzie gwar mojego miasta? Gdzie pędzące samochody? Gdzie pachnące kebaby, hamburgery i ulubione frytki?”.
Od tego dnia zaczęły się przygody Dilusia na wsi. Codziennie znajdował coś nowego: raz gonił motyle, innym razem próbował zaprzyjaźnić się z krową, która tylko patrzyła na niego z lekkim zdziwieniem. Zaglądał tu i tam, przyzwyczajając się do nowych zapachów i nowego otoczenia.
W pewnym momencie usłyszał ciche kwilenie tuż za zaniedbaną szopą. Zaciekawiony szybko ruszył w stronę dobiegającego dźwięku. Pomiędzy ułożonymi za szopą deskami znalazł małego jeża, który wyglądał na zmęczonego, głodnego i przestraszonego.
— Kim jesteś? — zapytał Diluś.
— Jestem jeżyk Hugo. Wpadłem między deski i nie mogę się wydostać. Pomożesz mi? — poprosił jeż.
Diluś delikatnie pomógł jeżowi uwolnić się z potrzasku, przesuwając łapkami deski. Hugo wydostał się na trawę.
— Bardzo ci dziękuję. Gdyby nie ty, na pewno nikt by mnie tutaj nie znalazł — powiedział Hugo. — A ty jesteś tutaj nowy?
— Tak — odpowiedział Diluś. — Przyjechałem kilka godzin temu z miasta. Mam tutaj zamieszkać na stałe. Wszystko wydaje mi się takie obce, takie inne.
Hugo spojrzał na Dilusia z uśmiechem.
— Jeśli chcesz, oprowadzę cię po wsi i okolicznych łąkach, lasach i pokażę najpiękniejsze jurajskie skałki. Mamy w pobliżu piękny pałac i dworek, a nawet ogromny park — opowiadał jeż.
— Macie na wsi park? A ja myślałem, że parki są tylko w mieście. Każdego dnia chodziłem do jednego z moją panią. Było tam mnóstwo ludzi, innych psów, a nawet koty na smyczach i tak wspaniale pachnące jedzenie — przywoływał miejskie wspomnienia spaniel.
I tak Diluś wyruszył na wieczorną wyprawę po okolicy w towarzystwie nowego przyjaciela Hugo.
Hugo pokazał mu ogromny park w Złotym Potoku, który nocą oświetlały świetliki, gdzie słychać było sowy i gdzie szumiała rzeka Wiercica płynąca pomiędzy jurajskimi kamieniami. Ale Diluś najbardziej zachwycony był stawem, bo od razu przypomniał sobie, jak w każdą letnią sobotę jeździł nad jezioro ze swoją panią.
— Wiesz, ten staw ma bardzo długą historię, nazywa się Irydion. Latem spaceruje tutaj bardzo dużo ludzi, ale nie wolno się kąpać. Wiesz, ludzie nie mogą, ale tobie na pewno nikt nie zabroni — uśmiechnął się jeż.
Diluś wrócił do domu, nad ranem, gdy słońce już wschodziło. Zdrzemnął się tylko chwilę, bo obudził go piejący w sąsiedztwie kogut. Był bardzo ciekaw, co przyniesie kolejny dzień.
Zainteresowany od razu pobiegł zobaczyć przez szpary w ogrodzeniu, kto mieszka w sąsiedniej zagrodzie. Okazało się, że ma towarzystwo innego psa, mnóstwa kur i kogutów, gęsi, kaczek oraz przesympatycznych kotków.
Podczas porannego spaceru poznał także konia Filipa, który mieszkał całkiem niedaleko, i kurę Polę, która uwielbiała opowiadać historie o tym, jak dawniej mieszkało się na wsi.
Pewnego dnia postanowił „pomóc” w pracach ogrodowych. Ewelina sadziła kwiaty, a Diluś chciał jej to ułatwić, kopiąc wielką dziurę. Niestety, jego łapki były zbyt energiczne i zamiast pomóc, rozsypał ziemię na wszystkie strony, a przy okazji ubrudził się od nosa po ogon.
Ewelina tylko się roześmiała:
— Ty psotniku, chyba nigdy się nie zmienisz!
Od tej pory Diluś budził się radosny i czekał na kolejne wiejskie przygody. Każdego dnia odkrywał jurajskie zakamarki. Nowi znajomi pokazali mu, że na wsi czeka go jeszcze więcej przygód, a przede wszystkim — więcej spacerów.
Piesek bardzo szybko pokochał życie na wsi. Wieczorami uwielbiał leżeć na tarasie i patrzeć w niebo pełne gwiazd. Rankiem budziły go piejące koguty i śpiew ptaków. Po śniadaniu zawsze udawał się nad rzekę Wiercicę, do której miał niezwykle blisko, bo była na końcu jego podwórka. Tam przyglądał się pływającym kaczkom.
I tak spaniel z miasta, stał się mieszkańcem jurajskiej wsi, gdzie każdy dzień był dla niego wyzwaniem pełnym niespodzianek. Przekonał się, że wieś jest piękna i można spotkać tutaj prawdziwych przyjaciół, a przede wszystkim odpocząć od gwaru miasta i pędzących samochodów.
Wieczorami Diluś leżał na ganku i patrzył na zachodzące słońce. Był szczęśliwy. Na wsi miał wszystko, czego potrzebował: przestrzeń do biegania, przyjaciół wśród zwierząt i Ewelinę, która zawsze się o niego troszczyła.