Przedmowa
„Dzieci są naszą przyszłością i to od nas dorosłych zależy, jaka ona będzie i w jaki sposób my dorośli im ją przedstawimy” — niniejsza książka powstała właśnie z inspiracji tym stwierdzeniem.
Bajki najczęściej kojarzone są ze wspólnymi wieczorami, z wielokrotnym czytaniem tej samej książeczki, ze śmiechem, z pozytywnymi nawykami itp. Bajki czytane przez rodziców, opiekunów czy babcię albo dziadka często są historiami o przyjaźni, dobroci, odwadze…
W tej książce znajdziecie bajki dotyczące istotnych aspektów życia i współczesnych problemów, które są przedstawione w sposób przystępny dla dziecka, choć tematyka do łatwych nie należy. Ponadto po każdej bajce pojawiają się krótkie wyjaśnienia trudnych pojęć, które są kluczowe w danym tekście, oraz trzy krótkie pytania nakłaniające do rozmowy, przemyśleń oraz autorefleksji.
Odbiorcą tej książki może być każdy, ponieważ tematyka jest uniwersalna i Czytelnik zawsze znajdzie coś dla siebie, niezależnie od tego, w jakiej sytuacji życiowej się znajduje.
Zachęcam do wspólnej lektury i rozmów o przygodach bohaterów.
Anna Wrześniacka
Kilka słów od Olimpii:
Drodzy Czytelnicy!
Jestem Olimpia i namalowałam dla Was wszystkie ilustracje, które zobaczycie w tej książce. Była to dla mnie niesamowita przygoda i mam nadzieję, że Wam się spodobają, a czytanie bajek będzie jeszcze przyjemniejsze. Ściskam Was cieplutko.
Olimpia Kwiecińska
Od dzieci możemy się uczyć.
Dzieci przynoszą szczęście
— Marianne Schwarz
Podziękowania
Książka ta powstała dzięki zaangażowaniu i motywacji wielu osób, którym już na wstępie mówię: DZIĘKUJĘ!!!
Jednak na początku chciałabym podziękować sobie samej, ponieważ wytrwałość w dążeniu do celu, chęć wydania własnej książki i wiele działań sprawiło, że oto jest — moja własna, pierwsza wydana książka. Jestem z siebie dumna i bardzo szczęśliwa.
Wielkie słowa wdzięczności kieruję do Olimpii i do Oli — dzięki Waszemu zaangażowaniu „Bajki Anki Skakanki, czyli bajki terapeutyczne dla Małych i Dużych” powstały.
Olimpio, przedstawiłaś treść tej książki w bardzo ciekawy sposób — oczami dziecka — co czyni ją jeszcze bardziej wyjątkową, bo każdy ma swoją wyobraźnię i swoją koncepcję.
Olu, dziękuję Ci za pomysły związane z książką oraz za otwartość, szczerość i obecność przy mnie na każdym etapie pracy nad bajkami.
Agnieszce także ślę moc uścisków wyrażających wdzięczność i pozytywną energię, ponieważ dzięki niej pojawiły się pomysły na bajki wzięte prosto z życia — inspirowane sytuacjami, z którymi sama musiała się zmierzyć jako mama.
Dziękuję także Pani dr Elżbiecie Szumnej, z którą byłam związana od okresu dzieciństwa. Jej opieka, wsparcie, uśmiech i przede wszystkim wiara pomogły mi przetrwać najtrudniejsze chwile i nadal mi pomagają.
Słowo „dziękuję” kieruję również do Eliz. Dziękuję za Twoją obecność i wiarę we mnie nawet wtedy, gdy mnie samej tej wiary brakowało.
Drodzy Czytelnicy, dziękuję również Wam — za to, że macie tę książkę przed sobą i chcecie się zagłębić w lekturze.
W wdzięczności i lekkości
Anna Wrześniacka
Bajka o dyni — czyli o akceptacji w grupie
Bajka o tolerancji i akceptacji w grupie oraz o tym, że różnić się w jakikolwiek sposób od innych nie oznacza być gorszym czy mniej wartościowym
Tomuś jest wesołym i bardzo bystrym sześciolatkiem. Chodzi już do zerówki i bardzo lubi malować, dlatego prace domowe, takie jak układanie zabawek czy malowanie, sprawiają mu wiele radości. A musicie też wiedzieć, że Tomuś jest bardzo energicznym chłopcem i jest bardzo, ale to bardzo rudy i piegowaty. Uwierzcie mi: jego włosy można by porównać do pięknej pomarańczki albo dużej i dojrzałej marchewki. Ich barwa pasuje idealnie do obecnej pory roku.
Gdy Tomek ze swoją grupą w przedszkolu wychodzą na spacer, można powiedzieć, że znika na tle jesiennego krajobrazu — po prostu idealne połączenie kolorów! Takie jest moje zdanie.
Ale inne dzieci często się z niego śmieją albo mówią do niego:
— Hej, pomarańczowa marchewko, co dziś na obiad? ej
Albo czasami wykrzykują:
— Chodzi lisek koło drogi, ma pięć piegów i dwie nogi!
Chyba z tego powodu Tomek po prostu swoich włosów nie lubi. Nie lubi i już. Jego marzeniem jest mieć czarne, grube włosy — tak jak jego najlepszy przyjaciel Kamil. Ale fakt jest faktem: Tomuś jest rudy i piegowaty!
Jednak gdy nadszedł początek października, w przedszkolu zaczęły się przygotowania do Dnia Dyni. Dzieci były zajęte oglądaniem zdjęć i gazet z przepisami z użyciem dyni albo szukały sposobów, jak taką dynię ozdobić.
Tomuś był w te dni bardzo smutny, bo dzieci jeszcze częściej niż zwykle dokuczały mu z powodu jego rudych włosów. Pani Ania, która to zauważyła, wpadła na pewien pomysł, aby już na zawsze zakończyć sprawę dokuczania innym i pokazać, że każdy na swój sposób jest wyjątkowy i niepowtarzalny.
Pani Ania zaczęła opowiadać o historii dyni oraz o związanych z nią zwyczajach i świętach.
— Wiecie już, że dynia jest bardzo popularnym warzywem. Może być duża lub mała i można z niej robić wiele rzeczy: dobre zupy, dżemy, ciasta. Po prostu można ją wykorzystywać na różne sposoby. Czyż to nie piękne?
— Tak, tak! — odpowiedziały zaciekawione dzieci.
Pani Ania zapytała:
— A jak myślicie: co czyni dynię wyjątkową?
Dzieci odpowiadały jedno przez drugie:
— Jest okrągła.
— Jest pomarańczowa.
— Jest twarda.
— Ma różne kształty.
— Można z niej zrobić maskę albo lampion.
— Są z nią bajki.
— Można się za nią przebrać.
— Można ją malować.
— Można ją kroić i gotować.
— Można zrobić ciasto z dyni.
— Brawo! Superpomysły, moje kochane dzieci! Zauważyliście, ile pozytywnych cech przypisaliście jednemu warzywu? Pięknie. A czy możecie opisać tak każdego z was? Ale pamiętajcie: mówimy tylko o dobrych rzeczach. Weźmy choćby kolor włosów. Spójrzcie na przykład na Tomusia. Tomuś, jak dynia, ma piękne rude włosy. Spróbujmy opisać jego wyjątkowe cechy, skupiając się na kolorze włosów.
— Okej, to ja chcę zacząć — odpowiedział Kamil. — Dzięki rudym włosom wszyscy zauważają Tomusia, bo jego fryzura jest oryginalna.
— Rudy kolor jest piękny — dodała Kasia.
— A jego piegi ładnie odbijają się w słońcu — dopowiedział Piotrek.
— A ty, Tomuś, co sądzisz o swoich włosach? — zapytała pani Ania.
— Ja… — niepewnie zaczął Tomuś — nie myślałem o tym w ten sposób, raczej odwrotnie. Byłem smutny i było mi bardzo przykro, że każdy najpierw widzi moje włosy i o nich zaczyna mówić albo się z nich śmieje. Ale teraz już, tak jak powiedziała pani i dzieci, czuję się wyjątkowy, ponieważ wszyscy mnie zachwalają i nawet trochę mi zazdroszczą. Jestem teraz z siebie bardzo dumny! Bo, proszę pani, dynia jest znana na całym świecie, a ja dzięki swoim piegom i rudym włosom też jestem sławny w naszym przedszkolu, bo wszyscy wiedzą, że rude włosy mam tylko ja!
Pani Ania uśmiechnęła się i powiedziała:
— Tak, Tomuś, masz rację! W każdym z nas znajdziemy takie wyjątkowe cechy! Wiecie co? Mam pomysł: spróbujemy namalować na dyniach to, co odróżnia nas od innych. Co wy na to?
— Ale superpomysł! — wykrzyknęły dzieci.
— Ja namaluję dyni taki wielki nos, bo takiego dużego nosa nie ma nikt, tylko ja — odpowiedziała Marta.
— A ja namaluję dyni takie duże, odstające uszy, bo też czynią mnie one wyjątkowym — dodał Michał.
— Ja namaluję dyni takie duże oczy z wielkimi czarnymi okularami, bo one są tylko moje i też czynią mnie oryginalnym — przedstawił swój pomysł Krzyś.
Dzieci ochoczo zabrały się za projektowanie dyni ze swoimi wyjątkowymi cechami. Od tamtego dnia każde z nich wiedziało, że jest na swój sposób wyjątkowe, i już nikt nigdy z nikogo się nie śmiał.
Okiem terapeuty
Celem bajki o dyni było przedstawienie problematyki akceptacji i tolerancji jako ważnych wartości, które pomagają w życiu nam samym, ale również innym.
Tolerancja oznacza wyrozumiałość dla odmienności oraz cierpliwość. Jest szacunkiem dla wyglądu, uczuć, poglądów innych osób, które często różnią się od naszych własnych albo są z nimi zupełnie sprzeczne.
Przykład:
Chłopiec na placu zabaw chce się bawić tylko w piaskownicy i na przykład zieloną łopatką. Mimo że inne dzieci zapraszają go do zabawy, on odmawia i dalej bawi się tylko swoją łopatką. Dzieci okazują zrozumienie i nie naciskają kolegi, aby poszedł się z nimi pobawić.
Akceptacja to okazywanie uczuć i emocji przekazujących komunikat: „Lubię cię takim, jaki jesteś, nawet jeśli nie podoba mi się twój kolor włosów czy twoje zachowanie”.
Przykład:
Dzieci, które mają inny kolor skóry albo porozumiewają się w innym języku, śmieją się tak samo, bawią się w te same zabawy. A jeśli na przykład jakieś dziecko nie ma włosów, nie oznacza to, że jest, powiedzmy, głupie. Prawdopodobnie straciło je wskutek jakiejś choroby, ale ma takie same potrzeby jak inne dzieci, na przykład chce się bawić, czytać książki czy poznawać świat.
Pytania do Ciebie:
1. Jak Ty rozumiesz tolerancję i akceptację?
2. Czy umiałbyś/umiałabyś stanąć w obronie dziecka, które jest wyśmiewane przez innych?
3. Co można zrobić, aby pomóc w akceptacji i tolerancji innych?
Bajka o dziwnych sprawach, które zakłócają spokój — czyli o złości, agresji, braku szacunku i o wytrwałości w dążeniu do celu
Dziecku nie należy wymierzać kary. Należy pozwolić mu ponosić konsekwencje złego zachowania.
Pewnego ranka Marcelek, który lubił słuchać muzyki i rysować, usiadł na tarasie. Zaczął słuchać swoich ulubionych utworów i chciał namalować piękne zwierzęta. Pracował w skupieniu, starannie zapełniając kartkę swoimi pomysłami. Był szczęśliwy i wkładał w to zadanie całe serce. Nagle podszedł do niego jego braciszek Manuel. Głośno zatupał nóżkami i krzyknął:
— Ja też chcę malować! Posuń się! Daj mi kartkę i kredki! Też będę rysować! — Rzucił kredką tak mocno, że aż złamał się rysik. — Co za głupia kredka!
— Pomóc ci? — zapytał braciszka Marcelek.
— Nie! Sam sobie poradzę! — odpowiedział ze złością Manuel. — Znajdę inną kredkę, przecież nie będę marnować czasu na ostrzenie!
Manuel sięgnął po kolejną kredkę z taką agresją, że aż całe pudełko spadło na podłogę i wszystkie kredki się wysypały. Manuel jeszcze bardziej się zdenerwował. A tu na dodatek jeszcze przyszedł zaspany Milan.
— Co się stało? — zapytał, ziewając.
— Odsuń się, nie wtrącaj się, mały! — odpowiedział ze złością Manuel.
— Ale dlaczego na mnie krzyczysz? — zapytał przestraszony Milan.
— Bo mam ochotę! — Manuel znów się skrzywił, bo jeszcze bardziej się zdenerwował. Krzyknął w kierunku Milana: — Idź sobie!
Marcel próbował załagodzić sytuację. Zwrócił się spokojnie do brata:
— Przecież Milan nic ci nie zrobił.
— I co z tego?
Zdenerwowany Manuel usiadł z powrotem na krześle i złośliwie uszczypnął Marcela w rękę.
— Aua! Czemu mnie szczypiesz? — zapiszczał Marcel, rozcierając bolące miejsce.
Na ten odgłos z kuchni przybiegła mama zaniepokojona tym, że chłopcy znów się kłócą.
— Co się dzieje? Wszystko w porządku? — zapytała.
— Tak, nic się nie stało. Manuel trochę się zdenerwował — odpowiedział Marcel, nie chcąc denerwować mamy.
W tej samej chwili Manuel wybiegł z tarasu, szturchając i lekko popychając mamę tak, że prawie upadła.
— Nie byłabym taka pewna — pokręciła głową mama.
— Jestem zły! — powtarzał Manuel, zaciskając dłonie w pięści. — Zły, zły, zły!
Stracił równowagę.
— Uważaj! — zawołała mama.
— Uważaj! — powtórzył Milan, biegnąc Manuelowi z pomocą.