Są książki, które czyta się oczami, i takie, które czytają nas — powoli, cierpliwie,
z czułością. „Bajka o Dorotce i jej zaginionym klejnocie” Rosalindy Kryształ należy do tej drugiej kategorii. To opowieść, która nie tyle prowadzi fabułę, ile prowadzi czytelnika za rękę przez krainę subtelnych znaczeń, dziecięcych lęków i dorosłych tęsknot, ukrytych pod warstwą baśniowego światła.
Dorotka nie jest bohaterką głośną ani heroiczną. Nie ratuje światów i nie walczy mieczem. Jej podróż jest cicha, niemal szeptana, a przez to przejmująca. Zaginiony klejnot — centralny motyw opowieści — nie funkcjonuje tu jedynie jako przedmiot fabularny. Staje się metaforą tego, co każdy
z nas gubi w pewnym momencie życia: poczucie bezpieczeństwa, wiarę we własną wartość, czystość spojrzenia, zdolność do zdziwienia. Autorka z niezwykłym wyczuciem pozwala temu symbolowi oddychać, nie tłumaczy go nachalnie, nie zamyka
w jednoznacznych interpretacjach.
Język książki jest jak delikatna tkanina — miękki, melodyjny, a zarazem precyzyjny. Rosalinda Kryształ pisze tak, jakby każde zdanie było małym zaklęciem, które ma za zadanie nie olśnić, lecz rozświetlić. W jej stylu nie ma zbędnego patosu; jest za to cisza, pauza i uważność. To literatura, która ufa czytelnikowi i nie boi się niedopowiedzeń.
Szczególną siłą tej bajki jest jej dwuwarstwowość. Dziecko odnajdzie tu przygodę, tajemnicę i poczucie sprawczości Dorotki. Dorosły — własne pytania o to, co zostało po drodze utracone i czy można to jeszcze odnaleźć. W tym sensie książka Kryształ wpisuje się w najlepszą tradycję baśni: tych, które dojrzewają razem
z czytelnikiem i za każdym razem znaczą coś innego.
Nie sposób pominąć także emocjonalnej uczciwości tej opowieści. Autorka nie obiecuje łatwych odpowiedzi ani szybkich pocieszeń. Pokazuje, że zguba bywa konieczna, a brak — twórczy. Że czasem klejnot nie wraca w tej samej postaci, lecz zmienia się wraz z tym, kto go szuka. To lekcja delikatna, ale głęboka, podana bez dydaktyzmu, z ogromnym szacunkiem dla wrażliwości odbiorcy.
„Bajka o Dorotce i jej zaginionym klejnocie” to książka, którą warto czytać powoli — najlepiej wieczorem, gdy świat trochę cichnie. To opowieść do wspólnego czytania i do samotnych powrotów, do zakładania między innymi książkami, ale i do noszenia
w pamięci. Bajka, która nie kończy się na ostatniej stronie, lecz zostaje w czytelniku jak drobny, ciepły ślad.
To jedna z tych historii, które nie krzyczą
o uwagę, a jednak zostają najdłużej. I może właśnie dlatego są najcenniejsze.